24 godziny temu
- To ja! - wydusi³ z siebie niepewnie.
Wchodzi³ na strych prawie na palcach, ¿eby nie sp³oszyæ zjawiskowej aparycji, o której wiedzia³ ¿e przyby³a z niezapowiedzian± wizyt±. Najpierw zauwa¿y³ uderzaj±co ¶wie¿± zieleñ oczu.
- Dlaczego siedzisz sama? Nie boisz siê?
- W³a¶nie mia³am zamiar nakarmiæ go³êbie. Maj± d³ugie szare cha³aty, mokre od deszczu. Zobacz, znalaz³am trochê suchego chleba - odpar³a. Ujrza³ drobne d³onie. Powoli uk³ada³ z kawa³ków ca³o¶æ obrazu. Stan±³ obok niej, chc±c zas³oniæ sob± niewielki otwór okienny, przez który wp³ywa³o niemrawo ¶wiat³o i ciep³o letniego dnia.
- Ja na twoim miejscu bym tego nie robi³. To s± szpiedzy-paparazzi, o podejrzanej proweniencji. Uwa¿aj na aparaty fotograficzne ukryte w ma³ych gard³ach. Po prze³kniêciu jednorazowe Kodaki (technologia state-of-the-art) wêdruj± na sam dó³ przewodu pokarmowego, gdzie automatycznie wywo³ywane s± zdjêcia. Misterna maszynka – ot co! Bia³e dachowce s± najgorsze, ¿e niby niewinne, ale pod przebraniem z piór diabe³ wcielony ukrywa piegowat± twarz - wyrzuci³ z siebie, ca³y zacietrzewiony, nie zwa¿aj±c na absurdalno¶æ s³ów, które mog³y wywo³aæ pop³och w ka¿dym.
Jednak ona na nic nie zwraca³a uwagi. Stanê³a wyprostowana i zobaczy³ nagle wysok± dziewczynê, której zbêdne by³y wysokie obcasy. D³ugie czarne w³osy siêga³y za pas.
- Nie s± sztuczne?
- Nnnieeeeeee - odpowiedzia³a, przeci±gaj±c ostatni± literê prawie w nieskoñczono¶æ.
- Dotknê, dobrze?
Krótkim „tak” zmniejszy³a odleg³o¶æ miêdzy nim a sob±. Zasch³o mu w gardle od tej niewymuszonej blisko¶ci. W³o¿y³a znienacka prawy kciuk do ust i zbi³a go tym ostatecznie z tropu.
- Eh ty psotniku! - poci±gnê³a go za oklap³e, nadwyrê¿one s³uchaniem lewe ucho. - Ja wcale nie umar³am - powiedzia³a bez emocji.
- Widzê, ¿e nie. By³em pewny, ¿e to kit, dlatego szuka³em, czeka³em od 6 rano, po tym jak us³ysza³em fikcyjne wiadomo¶ci z radio. I po fikcyjnym trele-morele z TV. Najpierw chcia³em wej¶æ do kana³ów pod ulicami, ale by³a¶ tu, na strychu.
Tak wysoka, ¿e stoj±c prosto jej g³owa wystawa³a prawie ca³a z ma³ego okienka.
Spod znoszonej kurtki wzór M65 wyj±³ potargan± Torê.
- Nie teraz. Odsunê³a od siebie ¶redniej wielko¶ci zwój. - Na bat micvê od nowa bêdzie jeszcze czas. Królewiczu, a co ty taki skory do pomocy? Wyczu³ przez cienk± skórê chuligañsko-prze¶miewczy ton w jej g³osie.
- Bra³a¶ co¶? - zapyta³ w trosce o jej zdrowie.
- Nie, jestem czysta. Pierwszy raz w ¿yciu, jak ³za czysta.
Jej zawsze by uwierzy³, niezale¿nie od okoliczno¶ci.
Wyzwala³a w nim nieaktywne dot±d pok³ady ¿yczliwo¶ci i cierpliwo¶ci.
Patrzy³. Gorset, a ni¿ej spódnica w szarym kolorze opina³a ciasno smuk³e uda.
Wystawi³a nagie ramiona, mo¿e nieopatrznie, przez w±ski otwór w dachu.
- Nie rób tego, bo Bóg widzi. Nie ku¶. Masz siê ukrywaæ, tak, czy nie?
- Królewiczu, jak d³ugo? I dlaczego otaczasz mnie opiek±? - zapyta³a.
- Bo trzeba sprostowaæ, odk³amaæ wszystko, co napisali na twój temat i wci±¿ pisz± w mediach, mediach, mediach!!! Dono¶ny krzyk, a raczej potrójne zawo³anie koñcz±ce zdanie sp³oszy³o go³êbie skrzypi±ce pazurkami o papê. Ptaki unios³y ciê¿kie korpusy do góry. Wszystkie razem jak jeden m±¿, jakby zrobi³y to na sygna³, nierozpoznawalny dla laika. Nierozpoznawalny dla laika, w³a¶nie...
Dwadzie¶cia lub trzydzie¶ci zdjêæ z ni±, z ró¿nych k±tów posz³oby w ¶wiat. Trafi³oby do tajnej centrali, o¶rodka zbiorczego analizuj±cego informacje. Zanim jednak b³ysnê³y flesze w czerwonych go³êbich oczkach zd±¿y³ chwyciæ j± wpó³ i wci±gn±æ do ¶rodka. Opad³a na kolana, na betonow± pod³ogê.
- Zwariowa³e¶, rzucisz wszystko dla niej?
Jego matka, zawsze wiedz±ca lepiej wygiê³a d³oñ w karko³omny znak zapytania.
- A zreszt±, co mnie to obchodzi, jeste¶ doros³y.
A teraz kiedy ju¿ odnalaz³ j± na strychu bêdzie móg³ zaproponowaæ jej nowe ¿ycie.
- Przy mnie bêdziesz bezpieczna.
Marzy³ o tym, ¿eby s³owa same z siebie u³ada³y siê w proste, samospe³niaj±ce siê proroctwa.
Dziwnym trafem zdjêcia przedstawiaj±ce kilkana¶cie ujêæ pustego otworu okiennego wykorzystano opacznie, na korzy¶æ tych dwojga ze strychu. Tym razem nie fabrykowano faktów. Nie zlecono specowi-wirtuozowi odtworzenia delikatnej, zwiotcza³ej sylwetki denatki, która odesz³a
z w³asnej winy z ziemskiego pado³u, w nieznane nikomu za¶wiaty.
- Kryzys Panie! Kryzys! Echo powtarza³o ludzkie s³owa w korytarzach kluczowych ministerstw
ds. dezinformacji i forsowania rozwi±zañ si³owych. Podobno wybitnie uzdolnieni technicy fotografii byli bardzo kosztowni. Niedopatrzenie wynika³o wiêc z oszczêdno¶ci, redukcje uderza³y
w najlepszych!
W wyciszonym gabinecie jeden, szczególnie podekscytowany g³os górowa³ nad innymi.
- Ok, ok, ok, dobrze, dobrze! Nic siê nie sta³o. Zwyk³e przeoczenie. Zdarza siê, nawet takim asom, jak my! - krzycza³ minister ds. dezinformacji. - Niech im bêdzie. Nie ma, zniknê³a, umar³a przecie¿, nie ¿yje! I morda w kube³, je¶li kto¶ z was agentów od siódmej bole¶ci my¶li inaczej, dobrze?!!
W gazetach mainstream' owych pokazano wreszczie zdjêcia zagadkowego okna dachowego. Martwa natura w z³ym gu¶cie. Urzêdnicy wspomnianego ministerstwa podejrzewali, ¿e zwany „starym” minister wypcha³ kieszenie judaszowym z³otem. Milczenie zatem sta³o siê z³otem.
- R¿nie g³upa. Ciiiiiiii! Na zdjêciach nic nie ma, nic. Nawet kulawego kota… - szeptano w ciasnych palarniach.
Minister, jak ka¿dy inny urzêdnik wysokiego szczebla r¿n±³ g³upa, ale w b³yskawicznym tempie kaza³ wys³aæ na podejrzane miejsce specjaln± grupê z zadaniem zweryfikowania faktów. W ostatniej chwili do³±czy³ we w³asnej osobie do rozgor±czkowanego team'u.
- Ju¿ dobrze ludzie, cisza!
Uniós³ omnipotentny palec nad g³owê i kaza³ szoferowi jechaæ. Jakby chcia³ powiedzieæ po cichu, za mn±!
- Królewiczu, ale ty masz refleks - powiedzia³a z przekor±. - Zrobi³by¶ to samo jeszcze raz, dla mnie? Nie by³ pewny, czy ¿artowa³a z niego, czy ot tak po prostu, doceni³a jego po¶wiêcenie.
Czarnow³osa po³yka³a kurz wiruj±cy w letniej spiekocie na strychu. Musia³ my¶leæ za ni± i wyczu³, ¿e maj± ma³o czasu.
- Madame, uciekajmy! - tymi s³owami próbowa³ poderwaæ j± z pod³ogi, ale le¿a³a na niej bezwolna, otumaniona nag³ym odkryciem, ¿e mimo wszystko bêdzie ¿y³a od nowa.
- Ja? Czy to konieczne. Chcia³abym odpocz±æ. Nabraæ si³ przed kolejnym wystêpem.
- Twoja trasa koncertowa zosta³a aulowana - finito la musica, passato la fiesta. Na razie, przynajmniej... Nie chcia³ robiæ jej przykro¶ci, wiêc szybko przerwa³ swój wywód. Nie by³ jej wrogiem przecie¿, ale by³a najwy¿sza pora na znalezienie nowej kryjówki.
Jak to jest z ta metamorfoz±? W jednej chwili stanê³a przed nim nagle ma³a dziewczynka o tych samych, nie do podrobienia zielonych oczach. A ten pieprzyk nad warg± prawdziwy czy sztuczny? Po¶lini³ palec i wyciera³, wyciera³ nim coraz wiêksz±, rozmazuj±c± siê czarn± kropkê.
- Bo¿e, sztuczny!
- Zostaw, bêdê brzydka. Odesz³a na bezpieczn± odleg³o¶æ.
- Niez³y kamufla¿, co? Udawa³a pewn± siebie.
- Nie, niedobry. Ka¿dy ciebie rozpozna - stwierdzi³.
- Nieprawda! Nie ka¿dy, tylko ty, ty!
Odwróci³ na sekundê g³owê, bo nie mia³ odwagi strofowaæ jej za fa³szerstwo i lekkomy¶lno¶æ.
W tym czasie kto¶ o fizjonomii zbiega z Abu Ghraib, prawdopodobnie Bóg, wyci±gn±³ dziewczynkê za d³onie ze strychu. Unios³a siê leciutko nad dachem, studni± podwórka, w kierunku chmur.
- Nie, nie! Cud, ¿e j± mia³em, a co teraz? - wrzasn±³.
Wybieg³ przera¿ony na zewn±trz.
- Jest!
Zobaczy³ j±, jak id±c nieporadnie zmniejsza³a dystans do drewnianej bramy wjazdowej.
- Hej! Zaczekaj na mnie!
Ciasny czerwony gorset, zdobiony koronkami nie pozwala³ ministrowi zaczerpn±æ g³êbszego oddechu. A szara spódnica, jak na z³o¶æ unieruchomi³a w³ochate, rozro¶niête mêskie uda.
Wysoki urzêdnik pañstwa run±³ jak d³ugi na bruk.
- O cholera! Dziecko, co ci, runê³a¶ jak szafa! Podbieg³ pe³en troski o ni±. Zbli¿aj±c d³onie do cia³a, ubrania, nie rozpoznawa³. W¶ciek³y minister odwróci³ do niego spocon± twarz.
- Wiem pacanie, wiem, ¿e nigdy nie bêdê Amy! Zdekonspirowa³e¶ mnie!
- Ale… le… le… le… - wymamrota³. Nie móg³ pozbieraæ my¶li, a po nich s³ów, rozpad na drobne sylaby by³ dotkliwy.
- Wiem, ¿e dziewczyna nie zniknê³a i na pewno nie umar³a! No, niesamowita jest! Ju¿ dobrze, dobrze! Minister chcia³ ju¿ tylko za³agodziæ sprawê, zetrzeæ z twarzy tego delikwenta og³upiaj±c± têpotê, która wywiera³a deprymuj±cy efekt.
Pedro vel Piotr patrzy³ bez s³owa na swój palec wysmarowany czarnym t³ustym tuszem po sztucznym pieprzyku i u¶miecha³ siê do jak¿e ¶wie¿ych wspomnieñ.
„Czy Amy zdradza³a go z tym starym zgredem?”. Ta natrêtna my¶l zaczê³a bole¶nie pulsowaæ
w jego sko³owanej g³owie.
Minister w koñcu wsta³ i zacz±³ otrzepywaæ ubranie z py³u ulicy.
- Panie, czy wy my¶licie, ¿e ja na ni± nastawa³em w jakikolwiek sposób?! Myli siê pan, proszê mi wierzyæ!
Pedro vel Piotr spojrza³ na niego nie dowierzaj±c nikomu i niczemu.
- We¼ siê pan walnij w ³eb. Ja chcia³em j± uratowaæ. Zmyliæ pogoñ! - krzycza³ roze¼lony minister.
- Ja, na swój sposób, w oparciu o dostêpne ¶rodki próbowa³em j± wskrzesiæ, rozumiecie czy nie?
Z okna na pierwszym piêtrze p³ynê³a mimo krzyku, niepowstrzymanie, piosenka, któr± wykonywa³ z werw± dawno zapomniany bard.
- „Ob³awa, ob³awa! Na m³ode wilki ob³awa...”.
Pamiêci Amy Winehouse lat 27, Warszawa, 2011 r.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
/>Wchodzi³ ¿eby ¿e Najpierw ¶wie¿±
/>- Dlaczego Nie />- W³a¶nie Maj± Zobacz, Ujrza³ Powoli Stan±³ ¶wiat³o />- Uwa¿aj Kodaki (technologia Misterna – Bia³e ¿e />Jednak Stanê³a D³ugie
/>- Nie
/>- Nnnieeeeeee
/>- Dotknê,
/>Krótkim „tak” Zasch³o W³o¿y³a
/>- />- Widzê, ¿e By³em ¿e TV. Najpierw
/>Tak ¿e
/>
/>Spod M65 Torê.
/>- Nie Odsunê³a ¶redniej Królewiczu, Wyczu³
/>- Bra³a¶ />- Nie, Pierwszy ¿yciu, ³za
/>Jej
/>Wyzwala³a ¿yczliwo¶ci />Patrzy³. Gorset,
/>Wystawi³a
/>- Nie Bóg Nie Masz
/>- Królewiczu, />- Dono¶ny Ptaki Wszystkie Nierozpoznawalny />Dwadzie¶cia ¶wiat. Trafi³oby Zanim ¶rodka. Opad³a
/>- Zwariowa³e¶,
/>Jego
/>-
/>A ¿ycie.
/>- Przy
/>Marzy³ ¿eby />
/>Dziwnym Tym Nie
/>z
/>- Kryzys Panie! Kryzys! Echo
/>ds. Podobno Niedopatrzenie
/>w />W
/>- Ok, Nic Zwyk³e Zdarza Niech Nie ¿yje! />W Martwa Urzêdnicy ¿e „starym” Milczenie
/>- R¿nie Ciiiiiiii! Nawet />Minister,
/>- Ju¿
/>Uniós³ Jakby />
/>- Królewiczu, Zrobi³by¶ Nie ¿artowa³a />Czarnow³osa Musia³ ¿e />- Madame, ¿e ¿y³a
/>- Ja? Czy Chcia³abym Nabraæ
/>- Twoja Nie Nie />Jak Po¶lini³
/>- Bo¿e, />- Zostaw, Odesz³a />- Niez³y Udawa³a />- Nie, Ka¿dy />- Nieprawda! Nie />Odwróci³
/>W Abu Ghraib, Bóg, Unios³a />- Nie, Cud, ¿e
/>Wybieg³
/>- Jest!
/>Zobaczy³
/>- Hej! Zaczekaj />Ciasny
/>Wysoki />- Dziecko, Podbieg³ Zbli¿aj±c W¶ciek³y />- Wiem ¿e Amy! Zdekonspirowa³e¶ />- Ale… Nie />- Wiem, ¿e No, Ju¿ Minister />Pedro Piotr ¶wie¿ych />„Czy Amy
/>w
/>Minister />- Panie, ¿e Myli />Pedro Piotr />- We¼ ³eb. Zmyliæ
/>- Ja, ¶rodki />Z
/>- „Ob³awa, />
/>Pamiêci Amy Winehouse 27, Warszawa,
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- efemerofit story
- Egipcjan forma modlenia siê (islam, islam!!!)
- Wojny domowe, totalne i urojone. Rain (Little) Man.
- /Nadobna pisklêcina/
- KIEDY NIE BÊDZIE /wiersz/
- Popió³ w szufladzie /list, krótkie opowiadanie/ ?
- Na szklanym klifie /wiersz/
- Wyznanie wiary garbusa /powiedzmy, ¿e miniatura/
- Naga manifestacja /opowiadanie/ ?
- Konkurs £adnego Pisania
- UliCnY skWaR /opowiadanie/ x
- Status dodanego numeru /wiersz/