24 godziny temu

ANANKE

>> By³y to dawne dzieje. Mia³y miejsce na kontynencie zwanym Antymon, który zamieszkiwa³y spo³eczno¶ci ludzi, elfów i krasnoludów. Jego ziemie dzier¿yli we w³adaniu królowie, a dzielni rycerze dokonywali bohaterskich czynów. Ogromne po³acie lasów zamieszkiwa³y gro¼ne bestie, w niedostêpnych i dzikich ostêpach jakich nie dotknê³a jeszcze ludzka stopa mo¿na siê by³o natkn±æ na smoki i inne im podobne poczwary a wszystko przenika³a wszechobecna magia daj±ca potê¿n± moc tym, którzy ni± w³adali.
Lecz choæ mieszkañcy Antymonu umi³owali ¿ycie w pokoju, nie dane im by³o na sta³e do¶wiadczaæ jego dobrodziejstw. Owó¿ i dla nich nasta³ czas miecza i topora, ³ez i krwi. Ale by³ to tak¿e czas s³awy i chwa³y dla tych, którzy stawili czo³a wyzwaniom. Jak do tego dosz³o …?. Có¿ …, od czego by tu zacz±æ …?. Najlepiej od pocz±tku.<<
- - -
Akurat nasta³o wczesne popo³udnie, gdy jeden z ch³opców rozpoczynaj±cy swój nowicjat w klasztorze magów ¿ywio³ów otrzyma³ polecenie od swojego mistrza, by porz±dki w bibliotece uczyni³. Natychmiast popêdzi³ do izby gospodarczej. Wzi±³ ceber, miot³ê i co tam jeszcze mu by³o potrzebne. Ruszy³ do biblioteki, wszed³ i rozejrza³ siê dooko³a. By³ jej ciekaw, bo nigdy jeszcze w niej nie by³, jako ¿e adeptom wstêpu bez zgody mistrza zakazano. Ka¿d± ze ¶cian wielkiej sali zajmowa³ rega³ z pó³kami uginaj±cymi siê od ksi±g i zwojów. Pomiêdzy oknami by³y krête schody prowadz±ce na galeriê. Jej ¶ciany tako¿ wokó³ zajête by³y rega³ami z ksiêgozbiorem. Na ¶rodku sta³, otoczony wygodnymi ³awami, wielki stó³, na którym rozstawiono kilka kandelabrów.. Sala biblioteki by³a bardzo jasna a to ze wzglêdu na szerokie otwory okienne, wype³nione ozdobnymi witra¿ami wpuszczaj±cymi dostatek dziennego ¶wiat³a.
Z ulg± stwierdzi³, ¿e nie czeka go tyle pracy ile siê spodziewa³. Panowa³ tu wzorowy porz±dek. Sprawnie uwinie siê z robot± i mistrz bêdzie z niego kontent. Jak pomy¶la³, tak i uczyni³. Usun±³ kurz i zalegaj±ce gdzieniegdzie pajêczyny, pozamiata³ pod³ogê i zadowolony ze swojej pracy przysiad³ na ³awie, gdy¿ nieco siê utrudzi³. Mimochodem rzuci³ okiem na otwart± ksiêgê, któr± na stole zostawi³ zapewne jeden z mistrzów. Obok le¿a³ ka³amarz z inkaustem i pióro. Popatrza³ na piêknie wykaligrafowany tekst. Pocz±³ czytaæ. Po chwili zainteresowany przysun±³ ksiêgê do siebie, otworzy³ na pocz±tkow± stronicê i w skupieniu zacz±³ ch³on±æ zapisan± w niej historiê zapominaj±c o wszystkim co siê wokó³ niego dzieje.
A brzmia³a ona mniej wiêcej tak …( –)
* * *
( – ) Wonczas ¶wiat Antymonu podzieli³o miêdzy siebie kilka królestw, w¶ród których prym wiod³y dwa najwiêksze nale¿±ce do ludzi – Dragonia na po³udniowym zachodzie, kwitn±ca pod ¶wiat³ymi rz±dami króla Radomira I-go i Entropia w³adana przez m³odego Dariusza, syna króla Igora, na pó³nocnym wschodzie. Oba królestwa dzieli³a graniczna rzeka Scyntia, maj±ca swe ¼ród³a w wysokich partiach Gór Orlich w ich czê¶ci nale¿±cej do królestwa Abakus. Ich pasmo z kolei, poprzecinane wieloma wygodnymi prze³êczami, stanowi³o naturaln± granicê obu wielkich królestw z trzema mniejszymi – Korynti±, Skandi± i wspomnianym wcze¶niej Abakusem, wci¶niêtymi w pó³nocno-zachodni± czê¶æ kontynentu. Do nich nale¿a³ tak¿e ³añcuch wysepek, okalaj±cych wybrze¿e.
Królestwa te, z racji posiadania urodzajnych ziem oraz wielce sprzyjaj±cego klimatu stanowi³y naturaln± ¿ywno¶ciow± spi¿arniê Antymonu i nale¿a³y do elfów. Uj¶cie granicznej rzeki, malowniczo wij±cej siê przez bogate w surowce naturalne i wielkie lasy krainy obu królestw po³o¿one by³o w najmniejszym ze wszystkich na kontynencie, a s³yn±cym z handlu i wyrobu doskona³ej broni królestwie Iron, które zamieszkiwa³a spo³eczno¶æ krasnoludów.
Wszystkie trzy rasy zasiedlaj±ce Antymon ¿y³y ze sob± w jak najlepszej zgodzie, szanuj±c wzajemnie swoj± kulturê, tradycje i obyczaje. Posiadane zdolno¶ci, jakie rozwinê³y dziêki wrodzonym predyspozycjom, poszczególne spo³eczno¶ci wykorzystywa³y do wytwarzania towarów, na które by³ popyt u innych. Kwit³a wiêc szeroka wymiana handlowa przynosz±c wzajemne korzy¶ci.

Entropia, jako jedyne z królestw, poprzez ogromne pasmo nieprzebytych, posêpnych Gór Szarych graniczy³a na wschodzie z zupe³nie nieznanymi krainami umownie nazywanymi Wschodnie Rubie¿e. Wed³ug starych przekazów mia³y byæ one zamieszkane przez plemiona tak o ludzkim wygl±dzie, jak i cz³ekokszta³tne rasy, ho³duj±ce okrutnym zwyczajom i uprawiaj±ce powszechnie uznan± w królestwach Antymonu za plugaw± magiê nekromancji.
Jako ¿e pasmo Gór Szarych stanowi³o jednolity naturalny mur, kontaktów z tajemniczymi mieszkañcami Wschodnich Rubie¿y nie by³o ¿adnych. Stare ksiêgi i mapy sporz±dzone przez dawnych kartografów wspomina³y co prawda o jednej, bardzo w±skiej i niebezpiecznej prze³êczy, jednak ludno¶æ omija³a te okolice z daleka. Opowiadano tylko, ¿e jest to przeklête miejsce, które zabije ka¿dego, kto siê do niego zbli¿y. Niedowiarkom z daleka pokazywano widoczny na odleg³ym wzgórzu kamienny kr±g jakby ludzkich postaci, od którego nocami nios³y siê g³osy jakiego¶ upiornego zawodzenia. Poza tym przesmyk ten zosta³ zawalony ogromnymi g³azami dziesi±tki lat temu wskutek jakiego¶ kataklizmu i przez to sta³ siê niemo¿liwy do przebycia. A tak po prawdzie to ani nikt siê nie kwapi³, ani potrzeby nie odczuwa³ by jakiekolwiek kontakty nawi±zywaæ.
Przy najdalej za¶ na po³udnie wysuniêtych krañcach kontynentu, w niewielkiej odleg³o¶ci od Dragonii i nale¿±ca do tego królestwa – le¿a³a Wyspa Korony, nazywana tak na mapach ze wzglêdu na trzy góruj±ce nad ni± szczyty. Patrz±c na wyspê z brzegów Dragonii mia³o siê wra¿enie widoku korony unosz±cej siê na falach morza. Ludno¶æ królestwa jednak zwyk³a j± potocznie nazywaæ Enklaw±.
P³ytki przybrze¿ny szelf kontynentu umo¿liwia³ bezpieczn± ¿eglugê ma³ych handlowych statków przewo¿±cych towary drog± morsk± pomiêdzy królestwami. Jako ¿e wymiana by³a rozbudowana, licznie kr±¿y³y po szlakach niczym stada wodnego ptactwa. Dalej na g³êbiny okalaj±cych Antymon mórz nikt nie wyp³ywa³, a to ze wzglêdu na ¿yj±ce tam wielkie monstra, które jak bajali ¿eglarze mog³y w ca³o¶ci ca³y okrêt wraz z za³og± po³kn±æ. Ci ¶mia³kowie, którzy próbowali badaæ odleglejsze akweny nigdy ju¿ nie wracali z tych rejsów.

I

Dariusz obj±³ tron po tym, jak w czasie polowania na trolle król Igor zgin±³ trafiony przypadkowym strza³em z kuszy. W ten sposób m³ody i porywczy, nie maj±cy do¶wiadczenia ¿yciowego król nagle stan±³ przed ogromnym wyzwaniem przejêcia w³adzy oraz zapewnienia dobrobytu i bezpieczeñstwa swym poddanym. Nie by³ na to jeszcze gotów. Do tej pory czas spêdza³ na przeró¿nych swawolach. Jeno doskonalenie rycerskiego rzemios³a, któremu siê uk³adnie poddawa³ zgodnie z wol± ojca je przerywa³o, i tako¿ pobieranie nauk u ¶wiat³ych mê¿ów maj±cych go przygotowaæ do objêcia w przysz³o¶ci tronu królestwa.
Radomir, do g³êbi poruszony wypadkiem Igora, gdy dotar³y do niego te smutne wie¶ci wys³a³ do Entropii poselstwo z listem w którym zaproponowa³ m³odemu królowi Dariuszowi wszelk± pomoc, radê i opiekê. Na to ów nie przebieraj±c w s³owach odmówi³ twierdz±c, i¿ sam sobie doskonale poradzi, nie potrzebuje ¿adnej pomocy i nie pozwoli by ktokolwiek wtr±ca³ siê w sprawy jego królestwa. Na nic siê zda³y protesty marsza³ka dworu S³awomira, próbuj±cego wp³yn±æ na króla by stonowa³ pismo. T³umaczy³, i¿ nie godzi siê w takich s³owach s³aæ odpowiedzi, ani odtr±caæ pochopnie przyjaznej d³oni oferuj±cej wsparcie. Zna³ osobi¶cie i by³ przekonany o dobrych intencjach Radomira. Wiedzia³ doskonale, i¿ deklarowana przez niego pomoc by³a szczera i bezinteresowna. Radomir nigdy nie wtr±ca³ siê w wewnêtrzne sprawy o¶ciennych królestw.

Nie bacz±c na rady do¶wiadczonego wygi ura¿ony w swej dumie Dariusz wys³a³ tê wielce niedyplomatyczn± odpowied¼ zapominaj±c, i¿ pisze do w³adcy zaprzyja¼nionego królestwa, któremu by³ co prawda równy pod wzglêdem urodzenia i posiadanej w³adzy, lecz pod ka¿dym innym nie siêga³ nawet piêt. W konsekwencji stosunki dyplomatyczne pomiêdzy oboma królestwami uleg³y stopniowemu oziêbieniu i wielce zmala³a wymiana handlowa.

Czas pokaza³, jak niem±dra by³a ta decyzja nowego w³adcy Entropii. Wêsz±c nadarzaj±c± siê okazjê do zdobycia bogactw i wp³ywów m³odego króla szybko otoczy³a ¶wita skwapliwie mu przytakuj±cych we wszystkim pochlebców, pod pozorem wiernej s³u¿by dbaj±cych jedynie o w³asne dobro. Król niestety ulega³ z³ym podszeptom bêd±c pod dzia³aniem uroku w³adzy, a doradcy na czele ze starym marsza³kiem dworu próbuj±cy wskazaæ w³adcy w³a¶ciwe postêpowanie pochopnie zostali przez niego odprawieni.
Pomimo pozorów sta³ego rozwoju królestwo zaczê³o niezauwa¿alnie, acz stopniowo podupadaæ. Impulsywnemu Dariuszowi nie przysz³o do g³owy ¿e podejmuj±c pewne decyzje zapomnia³ o tych, którzy stanowili podstawê jego królestwa – poddanych, zaczynaj±cych odczuwaæ niedostatek podczas gdy nieliczne elity op³ywa³y w zbytki. Coraz wiêksze podatki nak³adane na ludno¶æ by zbilansowaæ ubytki dochodów powsta³e po ograniczeniu handlu z Dragoni± rujnowa³y dobrze prosperuj±c± za czasów Igora gospodarkê. Ch³opi, mieszczanie i rzemie¶lnicy do tej pory w milczeniu znosz±cy stale rosn±ce obci±¿enia, przyparci do muru i pozbawieni nadziei na poprawê bytu swego i ich rodzin zaczêli podnosiæ g³owy. Przez kraj przetoczy³a siê fala protestów, niektórzy poddani nie widz±c innej mo¿liwo¶ci cichaczem licznie zaczêli uciekaæ z Entropii do o¶ciennych królestw ….

Ciê¿kie mia³ przebudzenie m³ody Dariusz. W koñcu dotar³o i do niego pok³osie podejmowanych decyzji. Nagle na swoich barkach odczu³ brzemiê wielkiej odpowiedzialno¶ci za dziedzictwo przodków. Oto królestwo pokoleniami przez nich budowane stanê³o w obliczu wojny domowej i upadku. Nie zdawa³ sobie do tej pory sprawy, ¿e wielka w³adza to tak¿e wielka odpowiedzialno¶æ, a król oprócz praw ma te¿ obowi±zki. Mia³ siê zapisaæ w historii Entropii jako w³adca, który j± zniszczy³ ? Nie, jeszcze nie jest za pó¼no. Musi istnieæ jakie¶ wyj¶cie. Zwo³a³ nag³± naradê. Na sali tronowej zebra³ siê ca³y dwór. Doradcy zaczêli przekonywaæ go by st³umi³ niepokoje za pomoc± wojska. Silna rêka króla ostudzi³aby zapêdy wichrzycieli. Zacz±³ siê wahaæ. Milcza³. Zada³ sobie w my¶lach pytanie – co by uczyni³ w tej sytuacji jego ojciec, król Igor ?. Poj±³, ¿e podejmuj±c decyzje musi poznaæ wszelkie opinie, nie opieraæ siê na jednostronnych radach. Musi przewidywaæ ich konsekwencje. Pos³a³ po starego marsza³ka dworu swego ojca, a gdy ten przyby³ zapyta³ go, co w tej sytuacji najlepiej wed³ug niego uczyniæ. S³awomir po bardzo d³ugim namy¶le tak odpowiedzia³:

- Królu, skoro pytasz mnie o radê odpowiem ci tak, jak odpowiedzia³bym twojemu ojcu. Królowi Igorowi nie k³ama³em i tobie te¿ prawdê w oczy powiem. ¬le zrobi³e¶ odrzucaj±c pomoc Radomira i ¶l±c mu swoj± obra¼liw± odpowied¼ – nie pali siê za sob± wszystkich mostów. A ju¿ ca³kowit± katastrof± by³a krótkowzroczno¶æ rz±dów twych, panie. Lud twój ugina siê pod jarzmem narastaj±cego ucisku, a ty dajesz siê mamiæ fa³szywym pochlebcom roztaczaj±cym wokó³ ciebie iluzjê wielko¶ci i m±dro¶ci twych rz±dów. Tak jak poddani winni s± szanowaæ majestat twój, królu, tak¿e i twoj± powinno¶ci± jest praw ich do tego¿ nie ujmowaæ. Okazywanie szacunku innemu cz³owiekowi, obojêtnie kim by nie by³ i jakie stanowisko w hierarchii by nie zajmowa³ to cecha ludzi m±drych i sprawiedliwych. Czy wyrazem szacunku do poddanych i ich prawa do godnego ¿ycia jest gniecenie ich wygórowanymi podatkami i ¿±daniami danin tak, ¿e ¶miej±c siê przez ³zy mówi± i¿ król zostawia im za du¿o, by mogli umrzeæ i za ma³o, by mogli ¿yæ ?. A gdy odwa¿± siê przeciw temu zaprotestowaæ okrzykuje siê ich wrogami króla !. Tylko ma³ostkowi prostacy o spaczonym charakterze i chorych ambicjach, gdy otrzymaj± w swe rêce choæ trochê w³adzy wynikaj±cej ze statusu zamo¿no¶ci czy piastowanego urzêdu zaczynaj± traktowaæ s³abszych od siebie z pogard± jak przedmioty le¿±ce im na drodze, które mo¿na wykorzystaæ lub kopn±æ wed³ug swego widzimisiê.

Po tych s³owach przez salê przeszed³ szmer g³osów niedowierzania. Niecierpliwy gest króla natychmiast uciszy³ szepty. S³awomir za¶ kontynuowa³:
Królu mój, je¶li na sercu nosisz dobro swojego królestwa, odrzuæ dumê i pychê, przepro¶ Radomira i przyjmij jego pomoc, póki nie jest za pó¼no. Radomir z pewno¶ci± pu¶ci w niepamiêæ to, co by³o i wesprze ciê w tej trudnej chwili.
Nie ulegaj tym, którzy s±cz± ci w ucho jad nienawi¶ci do poddanych. Miast oprawc± b±d¼ im ojcem, surowym, je¶li trzeba, ale i sprawiedliwym a jak ojca kochaæ ciê bêd±. I b³agam, nie wysy³aj armii przeciwko ludowi. Twoi rycerze i wojownicy kochaj± ciebie i ród twój, panie, zapewne wykonaj± rozkaz. Lecz nie ka¿ im zabijaæ tych, których przysiêgali broniæ – okryjesz ich hañb± i odbierzesz co¶ dla nich najcenniejszego – honor. S³awomir wzruszony, ze ³zami w oczach, zamilk³.

S³uchaj±c tej wypowiedzi Dariusz zrazu poczerwienia³, by pó¼niej zbledn±æ. Zachowa³ jednak kamienny wyraz twarzy tak ¿e trudno by³o dociec, jakie uczucia nim ow³adnê³y – w¶ciek³o¶æ czy … wstyd. Wszyscy obecni na sali tronowej patrzyli ze zdumieniem i strachem na króla, nie wiedz±c co siê teraz stanie. Po raz pierwszy widzieli go tak opanowanym. Do tej pory zawsze reakcje króla by³y ¿ywio³owe. Dopiero po d³ugiej chwili powiedzia³ zupe³nie spokojnym, wywa¿onym jak przysta³o królowi, tonem:
-Igrasz z ogniem, S³awomirze. Nikt tak nie zwraca siê do króla, je¶li nie chce g³owy straciæ. Lecz choæ bardzo gorzko brzmia³y twe s³owa, prawdê rzek³e¶…(tu nast±pi³a d³u¿sza przerwa). Przyjmujê do wiadomo¶ci radê twoj±, tak jak przyj±³em rady poprzedników i dziêkujê ci, ¿e¶ mow± swoj± da³ mi lekcjê pokory. Jakbym s³ysza³ swego ojca, króla Igora …
-Po¶wiêci³em siê s³u¿bie dla ojczyzny – odpar³ S³awomir z godno¶ci±.
-Wiem, przyjacielu. Wiem – rzek³ Dariusz i pogr±¿y³ siê w zadumie.

Na sali zapad³a kompletna cisza. Wszystkie oczy zwrócone by³y na króla, który siedzia³ nieruchomo z g³ow± opart± o wezg³owie tronu i utkwi³ wzrok na witra¿u znajduj±cym siê na wschodniej ¶cianie komnaty, a przedstawiaj±cym herb rodziny królewskiej. Zamkn±³ oczy. Gdy je otworzy³, spojrza³ na kapitana jego osobistej stra¿y i lekko skin±³ g³ow±. Decyzja zosta³a podjêta. Wysoki rycerz natychmiast podszed³ do tronu i przyklêkn±³. Czeka³. Po chwili Dariusz wyda³ rozkaz:
- Kapitanie, udasz siê nie zwlekaj±c do koszar i wyznaczysz z mojej osobistej chor±gwi poczet o¶miu najprzedniejszych rycerzy. Niech zaraz szykuj± siê do drogi a s³u¿ba kulbaczy dziewiêæ najlepszych koni. Rycerze pojad± z poselstwem do króla Radomira, maj± eskortowaæ w drodze mojego pos³a, którym bêdzie S³awomir. Pchn±æ te¿ goñca na chy¿ym koniu, aby powiadomi³ posterunki wzd³u¿ traktu do królestwa Dragonii o poselstwie, niech przygotuj± najlepsze konie na zmianê. Maj± te¿ wys³aæ dodatkowe patrole wzd³u¿ traktu. Ponoæ pokaza³y siê tam onegdaj zuchwa³e bandy rozbójników. Poselstwu nie mo¿e spa¶æ ni w³os z g³owy !.
- Rozkaz, królu !.
Kapitan wsta³ i szybkim krokiem wyszed³. W oddali s³ychaæ jeszcze by³o szczêk jego zbroi, gdy król ponownie przemówi³ :
- Skrybo !. Przygotuj pergamin i pióro, czekaj przy mojej komnacie. A ty, S³awomirze, podejd¼ bli¿ej. Zastanowimy siê wspólnie nad pismem do Radomira.
i do reszty dworu :
- to wszystko. Chcemy byæ sami.
Sala tronowa powoli opustosza³a, po chwili zapad³a niczym niezm±cona cisza, gdy rycerze gwardii przybocznej jako ostatni wyszli zamykaj±c za sob± wej¶ciowe wrota i obejmuj±c wartê na zewn±trz. Teraz nikt nie mia³ wstêpu do króla.

Po oko³o dwóch godzinach o¿ywionej, acz prowadzonej szeptem dysputy uzgodnili tre¶æ listu. S³awomir uda³ siê za królem do jego komnaty, przed któr± ju¿ czeka³ przygotowany do spisania królewskiego pisma zaufany sekretarz. Gdy list by³ gotów a król go podpisa³ i opieczêtowa³, schowa³ go do woreczka na piersi i nie zwlekaj±c wyszed³ na podwórzec zamku. Tam ju¿ na niego czeka³ gotowy do drogi poczet rycerzy. Ruszyli z kopyta kieruj±c siê na po³udniowy trakt wiod±cy do królestwa Dragonii. Król z okien komnaty odprowadzi³ wzrokiem poselstwo, dopóki nie zniknêli na zakrêcie drogi zakryci szczytem pobliskiego wzgórza. W my¶lach ¿yczy³ im bezpiecznej podró¿y. Nie wiedzia³, ¿e z okien komnaty we wschodniej baszcie na nikn±cych w dali rycerzy patrza³a te¿ inna para oczu. Nie spogl±da³y przyja¼nie.
- o -
Orszak S³awomira nie dotar³ do celu podró¿y. Czwartego dnia po wyje¼dzie poselstwa na spienionym koniu przygalopowa³ goniec z wie¶ci±, i¿ na granicy zosta³o ono napadniête przez oddzia³ wrogów nosz±cych, wed³ug relacji jedynego ocala³ego z bitwy i ciê¿ko rannego rycerza, barwy króla Dragonii. Dariusz wybuch³ niekontrolowanym gniewem i wys³a³ rozkaz do jednego z przygranicznych oddzia³ów stra¿y nakazuj±c im uderzenie odwetowe by pom¶ciæ S³awomira. Gdy po pewnym czasie och³on±³ chcia³ odwo³aæ podyktowany w¶ciek³o¶ci± rozkaz, lecz by³o ju¿ na to za pó¼no. Wys³ane przez niego wojsko roznios³o na mieczach najbli¿szy posterunek graniczny Radomira, wkroczy³o na teren Dragonii i pu¶ci³o z dymem przygraniczn± stra¿nicê wycinaj±c w pieñ niemal po³owê jej za³ogi.
Rozgorza³a wojna.

II

Pomimo tego, ¿e armie zwa¶nionych królestw by³y wyrównane, wkrótce okaza³o siê, ¿e Radomir jest doskona³ym strategiem, a jego genera³om pod tym wzglêdem te¿ na niczym nie zbywa³o. Pierwsze potyczki, do których dosz³o na pocz±tku wojny dziêki ¶mia³ym i zaskakuj±cym manewrom wojsk Radomira zakoñczy³y siê jego sukcesem, a powa¿nie przetrzebione oddzia³y Entropii zosta³y zmuszone do odwrotu. Dariusz po raz pierwszy w ¿yciu musia³ prze³kn±æ gorzk± pigu³kê pora¿ki. Zacz±³ czyniæ delikatne próby w³±czenia mniejszych królestw do wojny po swojej stronie, lecz te wola³y zachowaæ neutralno¶æ i nie mieszaæ siê w konflikt Pomimo tej zawieruchy Radomir ze swojej strony za po¶rednictwem mediatorów królestwa Abakus wys³a³ jedno poselstwo z propozycj± zawieszenia broni i wyja¶nienia w bezpo¶rednich rozmowach ¼róde³ wa¶ni.
Dariusz odmówi³, ambicje zag³uszy³y rozs±dek – zabrak³o ¶wiat³ych rad S³awomira.
Tak wiêc wstêpne wojenne harce zdecydowanie wygra³a Dragonia, powoli nadchodzi³ czas decyduj±cej o losach wojny walnej bitwy.

I wtedy u bram zamku króla Dariusza zjawi³ siê orszak czternastu je¼d¼ców. Stanowi³o go dwunastu rycerzy w czarnych zbrojach z wielkimi, dwurêcznymi mieczami na plecach i dwóch nieuzbrojonych, odzianych w d³ugie szaty i dzier¿±cych w rêkach kostury, magów. Stra¿ zamkowa patrzy³a z niedowierzaniem na ten orszak przecieraj±c ze zdziwienia oczy. Tak zbroje, jak i miecze rycerzy opalizowa³y dziwnym, fioletowym blaskiem. Podobne delikatne b³yski wydziela³y szaty magów. Nie by³o w±tpliwo¶ci, ¿e ekwipunek przybyszów nosi³ cechy silnego umagicznienia. Lecz nie to stanowi³o o niezwyk³o¶ci obcych. W królestwach Antymonu, choæ rzadko, widywano magiczn± broñ i pancerze. Natomiast magów nie widziano ju¿ od dziesiêcioleci, a TAKICH nie widziano nigdy. W¶ród ludno¶ci kr±¿y³y opowie¶ci o maj±cej miejsce wiele lat temu wielkiej bitwie, w której polegli wszyscy po³±czeni magowie królestw Antymonu. Jedni w to wierzyli, inni traktowali te historie jak bajanie starych bab t³umacz±c, ¿e pewnie magowie z jakim¶ zaklêciem eksperymentowali i ono ich unicestwi³o. Faktem jednak by³o to, ¿e w Antymonie magów nie by³o i pozosta³y jedynie po nich zapomniane, ¶wiec±ce pustkami i zamkniête na g³ucho klasztory, do których nikt nie mia³ wstêpu pod gro¼b± surowych królewskich kar. Gdy zabrak³o ¶wiat³ej opieki mistrzów, nowicjusze opu¶cili mury klasztorów i rozpierzchli siê po ¶wiecie. Ich umiejêtno¶ci magiczne pozwala³y co najwy¿ej na kuglarskie sztuczki, jakie siê pokazuje na jarmarkach ku uciesze rozbawionej gawiedzi.
Ponoæ w niedostêpnych ostêpach lasów mo¿na by³o natkn±æ siê na druidów w³adaj±cych potê¿n± magi± natury, ale tak po prawdzie to nikt ich nigdy nie spotka³ i opowie¶ci o nich te¿ jak bajki dla dzieci traktowano.

W pewnym momencie orszak rozst±pi³ siê a na czo³o wysun±³ jeden z magów. Jako ¿e znacznie zbli¿y³ siê do stra¿y przy wej¶ciowej bramie zamku i jego murów, teraz wszyscy mogli siê dok³adnie mu przyjrzeæ. Niezwyk³y to by³ widok. D³onie maga mia³y nie piêæ a cztery palce, kciuk by³ przeciwstawny trzem pozosta³ym. By³y znacznie grubsze od ludzkich. Lecz najbardziej niesamowita by³a jego twarz i g³owa, z do¶æ du¿± potylic±. D³ugie i gêste, bia³e w³osy spiête u góry w kok lu¼no opada³y mu na plecy, po bokach g³owy mia³ ma³e ma³¿owiny uszne. Twarz cechowa³o wysokie czo³o, mocno wystaj±ce ko¶ci policzkowe i kanciasta ¿uchwa. Nos by³ szeroki i niski, czarne oczy b³yszcza³y. Gdy przemówi³ ujrzeli bia³e, jakby spi³owane na ostro, zêby. Dono¶nym, nieco chrapliwym g³osem przybysz oznajmi³:
- poselstwo gildii magów Darkness ze Wschodnich Rubie¿y do króla Dariusza !
Gdy mu o tym doniesiono król, nie mniej zaskoczony ni¿ jego dworzanie i ca³a za³oga zamku, postanowi³ udzieliæ audiencji. Tak nakazywa³ obyczaj królestw Antymonu Na salê tronow± wszed³ drugi z magów. Sam. Pierwszy, który oznajmi³ przybycie poselstwa, wraz z reszt± orszaku pozosta³ na dziedziñcu.
Po wstêpnych, kurtuazyjnych zwrotach pose³ przeszed³ do sedna. Zaproponowa³ Dariuszowi, ¿e gildia poprzez swych dwóch wys³anych z misj± dyplomatyczn± przedstawicieli pragnie wesprzeæ króla, je¶li taka bêdzie jego wola, w nadchodz±cej bitwie potêg± swojej magii i pomo¿e pokonaæ wojska Radomira w³±czaj±c siê do niej w dogodnym momencie. Pozostawi te¿ do jego dyspozycji poczet dwunastu elitarnych rycerzy z którymi przyby³o poselstwo zapewniaj±c, i¿ na jego rozkaz roznios± w py³ ka¿dy oddzia³ Radomira.
- A có¿ chcecie w zamian za swoj± pomoc ? – zapyta³ Dariusz. Mag rzek³ :
- Po pokonaniu Radomira i, je¶li taka bêdzie twoja wola, po³±czeniu w jedno obu królestw chcemy prosiæ ciê by¶ odda³ nam w posiadanie Wyspê Korony. Nic wiêcej.
Dariusz odrzek³ tak: „odpowiedzi na wasz± propozycjê pomocy udzielê jutro rano. Tymczasem rozgo¶æcie siê w moim zamku. S³u¿ba ju¿ przygotowa³a go¶cinne komnaty do waszej dyspozycji.”
Mag odpowiedzia³: „dziêkujê ci królu, lecz w zwyczaju naszym jest obozowaæ na wolnym powietrzu. Proszê, nie traktuj tego jako uchybienie twej go¶cinno¶ci. Rozbijemy swój obóz, za twoj± zgod±, na tej polanie nieopodal murów zamku”. „Skoro taki jest wasz obyczaj, niech tak bêdzie” – odpar³ Dariusz.
Audiencja by³a skoñczona. I znowu - jak¿e w tym momencie brakowa³o marsza³ka S³awomira. U¶wiadomi³by królowi, dlaczego pos³owie tak wzbraniaj± siê skorzystaæ z go¶cinnych komnat a wszystkie psy na podzamczu poucieka³y z podwiniêtymi ogonami na widok przybyszy, kryj±c siê w pop³ochu gdzie popadnie. Zna³ ich i wiedzia³, czego mo¿na siê by³o po nich spodziewaæ….

W swojej osobistej komnacie, w w±skim gronie król zasiêgn±³ opinii najbli¿szych doradców. Tym razem zdania by³y mocno podzielone. Wszyscy zdawali sobie sprawê, ¿e przybysze to nekromanci. Wiêkszo¶æ doradców króla przekonywa³a go, by odmówi³ propozycji gdy¿ lepiej nie wi±zaæ siê uk³adami z nekromantami nie maj±c mo¿liwo¶ci upewnienia siê co do ich intencji. Tylko magowie ¿ywio³ów potrafiliby dziêki swym zdolno¶ciom oceniæ propozycjê, a takiej rady król by³ pozbawiony.
Inni z kolei byli zdania ¿e ta garstka, która przyby³a mo¿e pomóc wywieraj±c efekt zaskoczenia na armii Radomira sam± swoj± obecno¶ci±, nie wspominaj±c ju¿ o magii która z pewno¶ci± wprowadzi zamêt w szeregi wroga. A nie o¶miel± siê obróciæ przeciwko Dariuszowi, bo stra¿ przyboczna nigdy nie odstêpuj±ca króla b³yskawicznie roznios³aby ich na mieczach. To rozumowanie wyda³o siê Dariuszowi rozs±dne. Magia u¿yta w bitwie da mu przewagê nad Radomirem. Wys³uchawszy opinii doradców król uda³ siê na spoczynek.
Nastêpnego dnia rano dwór ponownie zebra³ siê w sali tronowej. Król odpowiedzia³ pos³owi gildii: „przyjmujê wasz± propozycjê wsparcia moich wojsk”.
Po twarzy maga przebieg³ cieñ u¶miechu. Lekko sk³oni³ g³owê by go ukryæ, co inni odebrali jako oddanie ho³du królowi, i rzek³: „jeste¶my do twojej dyspozycji, panie”. Po czym raz jeszcze skin±³ g³ow±, odwróci³ siê i wyszed³.

III

Naprzeciwko siebie, zajmuj±c niemal ca³± graniczn± równinê, stanê³y wojska Dragonii i Entropii. Na lekkim wietrze ³opota³y proporce hufców. Radomir licz±c na to, ¿e w obliczu nadchodz±cej bitwy Dariusz w koñcu siê opamiêta podj±³ ostatni± próbê i wys³a³ do jego obozu wiadomo¶æ z propozycj± spotkania. Odczytuj±c to jako akt s³abo¶ci Dariusz odmówi³.
Los obu królestw zosta³ przes±dzony.

Wkrótce trêbacze dali sygna³ do ataku i obie armie ruszy³y by sple¶æ siê w morderczym u¶cisku walki. Przez d³ugi czas ¿adna ze stron nie osi±gnê³a zdecydowanej przewagi. Raz po raz nowe oddzia³y rycerzy i wojowników w³±cza³y siê do walki, inne wycofywa³y by wzmocniæ siê o odwody i uderzyæ w nowo wyznaczonym miejscu. W pewnym momencie Radomir, obserwuj±c z niewielkiego wzniesienia przebieg bitwy i wydaj±c przez heroldów rozkazy manewrów walcz±cym hufcom, dostrzeg³ lekki, niemal¿e niezauwa¿alny wy³om w prawym skrzydle wojsk przeciwnika.
Bêd±c doskona³ym strategiem wiedzia³, ¿e w ka¿dej bitwie nadchodzi specyficzny jej moment. Chwila, wymagaj±ca natychmiastowej reakcji wytrawnego wodza by j± wykorzystaæ i przechyliæ szalê zwyciêstwa na swoj± stronê. Wys³a³ herolda z rozkazem do jednego z dwóch odwodowych hufców doborowej stra¿y królewskiej, by jego po³owa natychmiast uderzy³a od czo³a w koniec prawego skrzyd³a wojsk Entropii, a pozostali rycerze zataczaj±c lekki ³uk przemie¶cili siê skrajem lasu by unikn±æ wzroku wroga i uderzyli znienacka z boku. W ten sposób prawe skrzyd³o wojsk Dariusza znalaz³oby siê w kleszczach zaciê¿nych wojsk Radomira i by nie zostaæ zniszczonymi zanim nie dotr± posi³ki w reakcji na ten manewr, rycerze wroga musieli by siê wycofaæ w kierunku centrum linii. Zamieszanie w szeregach armii przeciwnika z tego wynik³e i posiadanie chwilowej przewagi manewru zamierza³ Radomir wykorzystaæ do zmasowanego uderzenia w centrum linii wroga, prze³amanie jej i wyj¶cia flankami na ty³y. St±d ju¿ prosta droga wiod³a do okr±¿enia i zmuszenia go do honorowego z³o¿enia broni. Maj±c niejasne przeczucia intuicyjnie d±¿y³ do tego, by zakoñczyæ tê bitwê ograniczaj±c do minimum straty w³asnych wojsk. Chcia³ te¿ unikn±æ zbyt wielkich strat w szeregach armii Entropii. Ewentualne uderzenie odwodów id±cych z pomoc± okr±¿onym oddzia³om mia³y zwi±zaæ walk± czekaj±ce na decyduj±c± fazê bitwy w³asne hufce wsparcia.
Ca³o¶æ pocz±tkowego manewru mia³ os³aniaæ doborowy regiment królewskich kuszników, otwieraj±c zmasowany ostrza³ lewego skrzyd³a wojsk Entropii i chwilowo skupiaj±c na sobie uwagê wroga, pozorowaæ próbê prze³amania jego linii na tym odcinku.

Gdy wys³ani z rozkazami heroldowie przekazali je dowódcom walcz±cych hufców, Radomir z satysfakcj± pocz±³ obserwowaæ szybkie manewry swoich wojsk. Przeciwnik zachowa³ siê dok³adnie tak, jak to przewidzia³. Widz±c, ¿e szala rych³ego zwyciêstwa przechyli³a siê na jego stronê w³a¶nie zamierza³ wys³aæ do Dariusza kolejnego pos³añca z propozycj± zaprzestania walki. Herold ju¿ czeka³ na nowe rozkazy. Nagle z tumanu kurzu wy³oni³o siê dwunastu czarnych rycerzy, pêdz±cych na króla i jego przyboczn± stra¿ z widocznym zamiarem ich zaatakowania. Radomir natychmiast rozpozna³ w nich dawnych jego i króla Igora wrogów, z którymi starli siê wspólnie przed laty w morderczej bitwie u stóp najwy¿szego szczytu Gór Szarych, przy którym po³o¿ona by³a jedyna prze³êcz wiod±ca do Wschodnich Rubie¿y. Pomimo ciê¿kich strat odnie¶li wtedy wspania³e zwyciêstwo, a tylko niedobitki wielkiej armii wroga zdo³a³y uciec z pola walki.
Nagle wydarzenia ostatnich kilkunastu miesiêcy sta³y siê dla niego jasne. Poj±³ grozê sytuacji. W okamgnieniu podj±³ decyzjê i krzykn±³ do herolda wydaj±c precyzyjne i zwiêz³e rozkazy:
„Wszystkie walcz±ce hufce natychmiastowy odwrót !. Przyj±æ szyk obronny na linii lasu na zachodnim krañcu równiny !. Kusznicy tam stacjonuj±cy maj± go natychmiast podpaliæ. Za lini± naszej obrony ma byæ ¶ciana ognia !. Niebawem nast±pi atak hord piekielnych !!!.”
Herold ruszy³ galopem by przekazaæ hufcom nowe zaskakuj±ce rozkazy. Lecz król wiedzia³, kto wkrótce zapewne zaatakuje wojska obu królestw. By³ pewien, ¿e jego doskonale wyæwiczona i karna armia wykona dok³adnie to, co poleci³. Liczy³ te¿ na to, ¿e rycerze Entropii widz±c nowego wroga zd±¿± do³±czyæ do jego wojsk. Ogieñ dawa³ im szansê na sukces w nadchodz±cej walce. Nie zostan± okr±¿eni ….

Pomimo lat, które nosi³ na barkach, Radomir by³ krzepkim mê¿czyzn±. Na czele rycerzy swojej osobistej stra¿y uderzy³ na wroga z impetem. Z ulg± stwierdzi³, ¿e herold sprytnie min±³ bokiem atakuj±cych czarnych rycerzy i szybko zd±¿a³ w kierunku walcz±cych na równinie hufców. „Oby dotar³ na czas” – pomy¶la³.
Szczêknê³a stal. Ka¿de ciêcie królewskiego miecza, które trafia³o, powala³o wroga na ziemiê a ten gin±c wydobywa³ z siebie nieludzkie wycie. Rycerze stra¿y królewskiej natomiast stwierdzili ze zdumieniem, ¿e broñ ich, choæ najprzedniejszej roboty nie czyni ¿adnej szkody czarnym rycerzom. Widz±c, i¿ jedynie król Radomir jest w mocy zabiæ wroga, dzier¿y³ bowiem w d³oni s³ynnego „Pogromcê” – miecz który wykonali dla niego magowie ¿ywio³ów, dzielnie stanêli os³aniaj±c go przed w¶ciek³ymi atakami. Po¶wiêcali siê gin±c jeden po drugim bohatersko chroni±c walcz±cego króla. W koñcu na wzgórzu pozosta³ jedynie Radomir i ostatni z czarnych rycerzy, zapewne ich przywódca. Wskazywa³ na to z³oty szamerunek, jakim ozdobiona by³a jego zbroja. Przez chwilê stali naprzeciw siebie, przygotowuj±c siê do ostatecznego starcia. Wreszcie ruszyli. Widaæ by³o, ¿e jest to pojedynek dwóch godnych siebie przeciwników, prawdziwych mistrzów miecza. Obaj po mistrzowsku zadawali ciosy i tako¿ je parowali.

Radomir widz±c kunszt swojego przeciwnika postanowi³ u¿yæ podstêpu by go pokonaæ. Po kolejnym ciêciu wroga jêkn±³ i lekko opu¶ci³ miecz markuj±c, ¿e zosta³ zraniony. Czarny rycerz natychmiast wyprowadzi³ potê¿ne pchniêcie maj±ce przebiæ serce króla. Na to w³a¶nie czeka³ Radomir. Wykona³ b³yskawiczny unik. Miecz czarnego rycerza trafi³ w pró¿niê na u³amek sekundy zawisaj±c nieruchomo w powietrzu. Radomir natomiast potê¿nie ci±³ z obrotu w he³m przeciwnika. Czarny rycerz wprawdzie zdo³a³ w ostatniej chwili unie¶æ broñ do bloku, lecz ju¿ nie zd±¿y³ ustawiæ jej pod odpowiednim k±tem. Si³a ciosu króla by³a tak wielka, ¿e uderzony w g³owniê dwurêczny miecz pêk³ z g³o¶nym hukiem, który wywo³a³a uchodz±ca z niego energia magicznego zaklêcia. Znacznie os³abiony cios Radomira dotar³ jednak do celu zrywaj±c z g³owy he³m przeciwnika. Oczom króla ukaza³ siê makabryczny widok jakby czaszki z naci±gniêt± na ni± skór± o ziemisto-popielatej barwie, z wyszczerzonymi zêbami i pustymi oczodo³ami. Zada³ koñcz±cy cios, który rozp³ata³ ohydny czerep, lecz o¿ywieniec w tej samej chwili pchn±³ króla koñcem z³amanego miecza w pier¶, wydaj±c jednocze¶nie skowyt zag³ady. Z³amane ostrze ze¶lizgnê³o siê po pancerzu w bok trafiaj±c na jego spojenie. Przebi³o ochronn± kolczugê i zag³êbi³o siê w miêkkie cia³o. Radomir ciê¿ko osun±³ siê na ziemiê.

IV

Atak czarnych rycerzy na króla i jego przybocznych zauwa¿y³ jeden z dowódców walcz±cych na prawym skrzydle oddzia³ów stra¿y królewskiej. Kodeks honorowy Antymonu zabrania³ atakowania króla za wyj±tkiem sytuacji, gdy bra³ on bezpo¶redni udzia³ w walce wraz ze swymi wojskami. Widz±c co siê ¶wiêci krzykn±³: „Zdrada !. Atakuj± króla !. Kto ¿yw za mn± na pomoc Radomirowi niech bie¿y !”. Ci z rycerzy, którzy po¶ród bitewnego zgie³ku us³yszeli zawo³anie przerwali natychmiast toczone pojedynki i ruszyli na wzgórze, na którym ich król toczy³ sw± ostatni± walkê. Do pêdz±cego na ratunek królowi Radomirowi wojska raz po raz do³±czali kolejni, bowiem wie¶æ o zdradzieckim napadzie lotem b³yskawicy obieg³a walcz±cych po obu stronach. Bitwa natychmiast wygas³a. Ci, którzy pozostali na placu boju z niepokojem patrzyli na wolno przesuwaj±ce siê figurki ¶piesz±cej na pomoc królowi odsieczy, pojedyncz± sylwetkê herolda zmierzaj±c± w przeciwnym kierunku oraz topniej±c± liczbê postaci walcz±cych ze sob± na wzgórzu.
Pomoc pokona³a po³owê drogi, gdy dwie ostatnie walcz±ce postaci nagle zupe³nie znik³y … . Sze¶ciu biegn±cych na wzgórze rycerzy pod±¿y³o dalej na szczyt, pozostali zawrócili za heroldem, który zd±¿y³ ju¿ ich wymin±æ w pêdzie i skierowali siê z powrotem do g³ównych si³.
Tê scenê ogl±da³ tak¿e ze swego wojennego obozu Dariusz. Wprawdzie z miejsca, które zajmowa³ nie widaæ by³o wzgórza Radomira zas³oniêtego ¶cian± lasu, lecz rozci±ga³ siê doskona³y widok na pole tocz±cej siê bitwy. Zrazu pomy¶la³, ¿e j± wygra³ a wojska Radomira w pop³ochu poczê³y uciekaæ. Lecz niebawem do króla dotar³ jeden z jego heroldów z wie¶ci± o napadzie na Radomira. Ostro zwróci³ siê Dariusz do stoj±cego obok maga i rzek³ g³osem, w którym s³ychaæ by³o z trudem t³umiony gniew:
- kto kaza³ czarnym rycerzom zaatakowaæ Radomira ?. S± pod moj± komend± !.
„Ja” – Ze spokojem odpar³ mag – „Przecie¿ zapewni³em ciê, ¿e zaatakujemy w najbardziej odpowiednim momencie. Ten moment w³a¶nie nadszed³ !”.
Z okrzykiem „Ty zdrajco, nie zd±¿ysz nawet po¿a³owaæ swego haniebnego czynu, którym mnie tak¿e okry³e¶ !” rzuci³ siê na maga z wyci±gniêtym mieczem i zada³ cios, który winien go rozp³ataæ na pó³. Za królem ruszy³a do ataku jego przyboczna stra¿ po drodze siek±c drugiego z nekromantów, który zacz±³ wprawdzie mamrotaæ jakie¶ zaklêcie lecz nie dokoñczy³, gdy¿ b³yskawiczny cios jednego z rycerzy odci±³ mu g³owê. Z rany wytrysnê³a fontanna krwi. Mag stoj±cy obok króla ani drgn±³ na ten widok, wokó³ niego wyros³a natomiast jaka¶ magiczna sfera, która odpar³a wymierzony przez Dariusza cios. Ze ¶miechem wyci±gn±³ przed siebie palce r±k, z których wystrzeli³ rój b³yskawic ra¿±c Dariusza i rycerzy stra¿y, i powalaj±c wszystkich na ziemiê. Le¿eli og³uszeni nie mog±c siê poruszyæ.
Nekromanta za¶ triumfuj±co powiedzia³, zwracaj±c g³owê do Dariusza :

„Ty bezdenny g³upcze, zanim z przyjemno¶ci± zakoñczê twój nêdzny ¿ywot, co¶ ci powiem. By³e¶ jak pies na uwiêzi wykonuj±cy pos³usznie ka¿de moje polecenie od chwili, gdy obj±³e¶ królestwo po swoim ojcu. Tak nawiasem mówi±c wynajêci przeze mnie wojownicy z gildii zabójców bardzo dobrze wykonali swoj± robotê pozoruj±c nieszczê¶liwy wypadek na polowaniu. Wszyscy nad podziw ³atwo uwierzyli w t± bajeczkê. Oprócz Radomira, ale o tym pó¼niej. Z pocz±tku planowa³em w pierwszej kolejno¶ci w³a¶nie jego usun±æ z drogi, gdy¿ stanowi³ dla mnie najwiêksze zagro¿enie. Ku mojemu zaskoczeniu Radomir jednak nic siê nie zmieni³ od czasu naszego pierwszego spotkania a wrêcz przeciwnie, lata do¶wiadczenia i niczym niezm±cona czujno¶æ uczyni³y z niego jeszcze gro¼niejszego przeciwnika. Tylko on jeden móg³ mnie pokonaæ, a ja nie mog³em, mimo usilnych starañ znale¼æ jego s³abego punktu. Doskonale wyszkolona królewska stra¿ nie pozwala³a obcym zbli¿yæ siê do króla na odleg³o¶æ mniejsz± ni¿ podwójny zasiêg najlepszej kuszy, a tajne s³u¿by bez trudu wy³apywa³y moich szpiegów. Nie inaczej by³o z Igorem, którego s³u¿by szkoli³a elita ludzi Radomira. Ci dwaj królewscy przyjaciele potrafili doskonale wzajemnie siê wspieraæ.
Gdy ju¿ prawie straci³em nadziejê na dokonanie na obydwu swojej zemsty dotar³a do mnie pewnego dnia z pozoru nieistotna wie¶æ. Jeden z mistrzów kowalskich w Ironie, umiejêtnie upity miodem przez mojego szpiega wygada³ siê, ¿e otrzyma³ intratne zlecenie od króla Entropii, zami³owanego my¶liwego, na wykonanie partii specjalnie utwardzonych mieczy pó³torarêcznych do polowania na trolle. ¯al±c siê przy tym niepomiernie, ¿e musia³ ze wzglêdu na krótki termin realizacji odst±piæ czê¶æ zamówienia innemu mistrzowi, a przez to jego zyski siê zmniejsz±.

A wiêc Igor wybiera³ siê na polowanie, i to na trolle !. Doskonale. £owy na te wielkie zwierzêta nale¿a³y do najniebezpieczniejszych i wymaga³y ogromnego do¶wiadczenia. Na takim polowaniu ³atwo upozorowaæ wypadek. I tak siê sta³o. Jeden z wynajêtych zabójców za pomoc± magii podkrad³ siê do trolla, na którego polowa³ Igor i w odpowiednim momencie go rozdra¿ni³. Bestia ruszy³a na podrêcznych króla a ci w odró¿nieniu od Igora, zachowuj±cego zimn± krew, nieco spanikowali i uciekaj±c zaczêli do niego strzelaæ z kusz. Strzelali jednak celnie, czym odwrócili uwagê trolla od króla, który ci±³ potwora. Przeciêcie ¶ciêgien w nogach powali³o zwierzê, a uszkodzenie g³ównych arterii spowodowa³o, ¿e siê wykrwawi³. Gdy troll pada³ w zamieszaniu z ukrycia drugi zabójca strzeli³ w Igora. Zamach siê powiód³. Ty obj±³e¶ tron otaczaj±c siê band± idiotów, w¶ród których z ³atwo¶ci± umie¶ci³em swojego agenta. Jego „rady”, sugestywnie ci podrzucane szerzy³y zamêt w królestwie i w koñcu doprowadzi³y do wojny. Lecz nim to siê sta³o by³ moment, w którym mój plan niemal¿e leg³ w gruzach. Tajne s³u¿by Radomira pojma³y ¿ywcem jednego z zabójców Igora, drugi zgin±³ w walce. Nie mam pojêcia, jak to siê mog³o staæ. Podejrzewam, ¿e ten szczwany lis rozkaza³ kilku swoim ludziom dyskretnie ochraniaæ Igora na polowaniu. Na szczê¶cie, zanim zd±¿ono go wzi±æ na mêki i przes³uchaæ, zgodnie z kodeksem jego gildii pope³ni³ samobójstwo.
Radomir nabra³ jednak podejrzeñ. Wys³a³ do ciebie list, czego nie przewidzia³em. W krytycznym momencie jednak okaza³o siê ¿e choæ jeste¶ krwi± z krwi swojego ojca, nie zas³ugujesz na tron. Jeste¶ g³upszy od funta æwieków. I bardzo dobrze !. Odrzuci³e¶ propozycje króla Dragonii i odprawi³e¶ z dworu marsza³ka S³awomira. Od tej chwili ju¿ wszystko przebieg³o zgodnie z planem, który uleg³ jedynie drobnej modyfikacji. Jak siê teraz zapewne domy¶lasz ów napad na poselstwo S³awomira te¿ nie by³ dzie³em królewskiej stra¿y Dragonii, he he. Op³aceni przeze mnie rozbójnicy umiejêtnie odci±gnêli patrole stra¿y, by umo¿liwiæ swobodny atak zabójców gildii przebranych za rycerzy Dragonii. Zgodnie z poleceniem zostawili jednego przy ¿yciu, aby przekaza³ wie¶æ o „bandyckim napadzie stra¿y Radomira”.”
„Dlaczego to wszystko uczyni³e¶.” – zapyta³ Dariusz, z trudem unosz±c g³owê by spojrzeæ magowi w oczy. Nekromanta odpowiedzia³ tak:
„Powiem ci, ta wiedza i tak na nic ci siê nie zda. Jest co¶, czego potrzebujê. Na po³udniu Dragonii. Enklawa to nie jest przypadkowa nazwa. Wyspa ukrywa wielk± tajemnicê i moc, dziêki której zyskam potêgê pierwotnej magii.
Radomir i Igor nie chcieli mi daæ do niej dostêpu.. To ci przeklêci magowie ¿ywio³ów ich ostrzegli !. Niech ich skamienia³e cia³a w proch siê rozpadn±. Przeklêci, po trzykroæ przeklêci !” – rycza³ z w¶ciek³o¶ci a po twarzy przebieg³y mu spazmatyczne skurcze wykrzywiaj±c j± w obrzydliwym grymasie.

Opanowa³ siê jednak szybko i mówi³ dalej:
„Z gór± dwadzie¶cia lat temu na czele wielkiej armii ciemno¶ci postanowi³em zdobyæ to si³±. Nie doceni³em jednak potêgi po³±czonych królestw. Pokonali mnie i zdruzgotali moj± armiê. Ja sam ledwo uszed³em z ¿yciem trac±c czê¶æ swojej mocy i „Oko demonów” – bezcenny magiczny kostur. Przekona³em siê, ¿e si³a po³±czonych armii obu królestw jest zbyt wielka abym móg³ j± pokonaæ w otwartej bitwie, choæ os³abi³em jej moc eliminuj±c magów. Teraz widzê jak te armie walcz± ze sob± os³abiaj±c siê nawzajem. S± ju¿ niemal cieniem dawnej swej si³y. Ten widok cieszy moje oczy.”
Spojrza³ na równinê i widz±c przemieszczaj±ce siê oddzia³y wojsk mrukn±³ : „Najwy¿szy czas. Teraz moja kolej ….”
Z d³oni maga wystrzeli³a kula ognia. Dariusz zgin±³. Gorej±ce nienawi¶ci± oczy maga zwróci³y siê na pole bitwy. Uniós³ do góry rêce i koñcz±c inkantacjê mrocznego zaklêcia krzykn±³ : „Przybywajcie !”.

V

Wys³any przez Radomira herold przekaza³ hufcom ostatni rozkaz króla i ruszy³ w kierunku kuszników aby nakazaæ im podpalenie lasu, lecz nie zd±¿y³ do nich dotrzeæ. Na wykonuj±cych manewr odwrotu rycerzy obu zwa¶nionych królestw wyleg³a fala wy³a¿±cych spod ziemi ohydnych istot. Zastêpy szkieletów, zombie, ghuli i demonów ruszy³y do ataku. W obliczu nowego wroga rycerze obu armii, którzy jeszcze tak niedawno walczyli ze sob± teraz wspólnie, ramiê w ramiê natarli na upiorne hordy. Nie by³a to ³atwa walka, musieli j± toczyæ jednocze¶nie wycofuj±c siê na wyznaczon± pozycjê. Nadto magicznie przywo³ane bestie wielce by³y odporne na zadawane im ciosy. Pomimo szaleñczego mêstwa wykazywanego w tej walce, szeregi rycerstwa topnia³y szybciej ni¿ zastêpy potwornej armii, zaciskaj±cej powoli pêtlê side³. Nim dotarli na skraj lasu zostali okr±¿eni. Odg³osy toczonej bitwy powoli zaczê³y milkn±æ, a¿ wreszcie nasta³a cisza. Pozosta³e na placu boju grupki o¿ywieñców znik³y. Jak okiem siêgn±æ na równinie le¿a³y cia³a.
Kwiat rycerstwa obu królestw poleg³.
- o -
Sze¶ciu rycerzy dotar³o na szczyt wzgórza. Przyklêkli. Jeden z nich ostro¿nie uniós³ g³owê króla i u³o¿y³ pod ni± zwiniêty rycerski p³aszcz, który zerwa³ ze swoich ramion. Radomir ¿y³ jeszcze i by³ przytomny, widaæ jednak by³o, ¿e jest ¶miertelnie ranny. Zebra³ siê w sobie i ostatkiem si³ przemówi³ do rycerzy. S³uchali w milczeniu ostatniej woli swego króla. Po ich policzkach ¶cieka³y ³zy. Gdy skoñczy³, rycerze zerwali siê na nogi, uderzyli piê¶ciami w swe piersi tak, ¿e szczêknê³a stal ich pancerzy i krzyknêli : „Przysiêgamy !”. Radomir spojrza³ na nich, lekko siê u¶miechn±³ i zamkn±³ oczy wydaj±c ostatnie tchnienie. Owinêli jego cia³o w wielk± chor±giew królewsk±, unie¶li na ramiona i wolno pomaszerowali w kierunku pobliskiej ¶ciany lasu. Nikt ich nie zauwa¿y³. Wkrótce zniknêli w gêstwinie drzew.
- o -
Dla Dragonii i Entropii nasta³y mroczne czasy. Rz±dy nad oboma królestwami objêli namiestnicy wyznaczeni przez nekromantê Mordoga, bo takie by³o imiê maga który doprowadzi³ do ich upadku. Wolni do tej pory ludzie stali siê niewolnikami. Bunty, które na pocz±tku wybucha³y okrutnie st³umiono, puszczaj±c z dymem i wycinaj±c w pieñ wiele wiosek. Ma³e królestwa Antymonu, nie maj±c innego wyj¶cia uzna³y protektorat s±siada i by zachowaæ w³asn± to¿samo¶æ p³aci³y ogromne daniny uzurpatorom. To wystarczy³o nekromancie. Mia³ inny cel.
Mordog po pewnym czasie gdzie¶ znikn±³. Mówiono, ¿e próbowa³ dostaæ siê na Wyspê Korony a ¶ci¶lej jej niedostêpn± czê¶æ, lecz nie zdo³a³ tego uczyniæ. Jakoby z tego obszaru wyspy emanowa³a jaka¶ si³a, która zmusi³a nekromantê do odwrotu. Zaskoczony tym faktem ponoæ powróci³ gdzie¶ na Wschodnie Rubie¿e, by w starych ksiêgach znale¼æ sposób na dalsz± realizacjê swoich mrocznych planów. Pozostawi³ jednak w znajduj±cym siê na wyspie zamku, który niegdy¶ nale¿a³ do jednego z najbardziej oddanych rycerzy Radomira, garnizon o¿ywieñców pod dowództwem zaufanego nekromanty.
Wraz ze znikniêciem Mordoga wkrótce opu¶ci³y teren dawnego królestwa Dragonii tak¿e okupacyjne oddzia³y jego najemnych wojsk, które rekrutowa³ we Wschodnich Rubie¿ach, i kilku magów rezyduj±cych w wiêkszych osadach. Wszyscy przenie¶li siê do Entropii. Nikt nie wiedzia³, jakie by³y tego powody. Przypuszczano, i¿ odwrót by³ skutkiem fali epidemii jakiej¶ nieznanej choroby, która przesz³a przez te ziemie trzebi±c wielu na swojej drodze, w³±cznie z namiestnikiem. Dragonia sta³a siê ziemi± niczyj± ze zdziesi±tkowan± ludno¶ci±.
- o -
Mija³y lata. Powoli zaciera³y siê echa wojny. Na wyspie, na której sekretn± czê¶æ Mordog tak pragn±³ siê dostaæ, dorasta³ m³odzieniec imieniem Rados³aw wychowany w rodzinie bartnika Bart³omieja.

VI

Zima mia³a siê ju¿ ku koñcowi. Coraz cieplejsze promienie s³oñca szybko topi³y zalegaj±ce tu i ówdzie niewielkie po³acie mokrego ¶niegu. Przyroda budzi³a siê do ¿ycia, zazieleni³y siê drzewa a ³±ki pokry³y bujnym kobiercem polnego kwiecia. Zbli¿a³o siê wiosenne przesilenie, do którego pozosta³o ju¿ tylko kilka dni.
Tego ranka Rados³aw wybra³ siê na polowanie na bobry. Potrzebne by³y dobre skóry z miêkk± wy¶ció³k± na nowe buty dla Bart³omieja. Futerka bobrów znakomicie siê do tego nadawa³y. Gdyby za¶ inny zwierz wyszed³ mu na strza³ postanowi³ wykorzystaæ nadarzaj±ce siê okazje. Po zimie zapasy w chacie bartnika by³y niemal¿e na wyczerpaniu.
Aby doj¶æ do ¿eremia musia³ przej¶æ spory kawa³ek lasu. By³ dobrym my¶liwym. Jak nikt inny potrafi³ czytaæ ¶lady pozostawione przez zwierzynê. Id±c sobie tylko znanymi le¶nymi duktami szybko, lecz rozwa¿nie zd±¿a³ do celu. By³ ju¿ blisko, przez pnie drzew w oddali widzia³ po³yskuj±ce refleksy s³onecznych promieni odbijaj±cych siê od tafli wody bobrowego rozlewiska. Przechodz±c przez skraj ma³ej le¶nej polany zatrzyma³ siê gwa³townie i przyklêkn±³. Nieco zaskoczony zauwa¿y³ ¶wie¿y trop wilka, który jako¶ dziwnie wygl±da³. ¦lad by³ wiêkszy ni¿ zazwyczaj, poza tym rozrzut ³ap wskazywa³ na du¿ego osobnika. Okolica ¿eremia nie by³a ich terytorium ³owieckim. Wzmóg³ czujno¶æ.

Spotkanie z wilcz± watah± to nie by³y przelewki. Samotny my¶liwy, który nie zachowa nale¿ytej ostro¿no¶ci, ³acno pa¶æ mo¿e ofiar± atakuj±cej ze wszystkich stron hordy i z ³owcy staæ siê ³upem g³odnych bestii. Niejednokrotnie, bêd±c w takiej sytuacji roztropnie wola³ siê wycofaæ, gdy ¶lady wskazywa³y na blisk± obecno¶æ stada. Tym bardziej, ¿e niektóre z nich wykazywa³y niezwyk³± wrêcz inteligencjê. Raz mia³ okazjê z daleka zaobserwowaæ polowanie jednej watahy na jelenia. Zdumiony patrza³ na zachowanie stada i jego jakby z „góry ustalone i przemy¶lane” manewry. Od tej pory nabra³ szacunku do tych znakomitych le¶nych my¶liwych. Oczywi¶cie zdarza³o mu siê te¿ upolowaæ wilka, ale atakowa³ tylko wtedy, gdy mia³ pewno¶æ, ¿e ma przed sob± pojedyncz± sztukê.
Jedyn± gro¼n± broni±, jak± posiada³ by³ jego niezawodny ³uk my¶liwski. By³ doskona³ym strzelcem, obdarzonym sokolim wzrokiem i pewn± rêk±. Nigdy nie chybia³. Ze stu kroków trafia³ w sam ¶rodek li¶cia zawieszonego na korze drzewa, potrafi³ nawet najzrêczniejszego ptaka w locie ustrzeliæ. Z t± broni± nie mia³ jednak ¿adnych szans, gdyby zosta³ zaatakowany przez wilcz± watahê. Nó¿ my¶liwski, którym oprawia³ upolowan± zwierzynê siê nie liczy³. Miecza nie mia³, a nawet gdyby tak by³o nic by to nie zmieni³o. Nie umia³ tak± broni± siê pos³ugiwaæ i nie mia³ odpowiednio mocnego pancerza, który chroni³by go przed atakami z ty³u. Jego my¶liwskie odzienie, wykonane z dobrze wygarbowanej skóry nied¼wiedzia by³o miêkkie, lecz bardzo trwa³e. Nie uchroni³oby go jednak przed w¶ciek³ymi atakami wilczych k³ów. Mieszkañcy wyspy, których zna³ nic nie wiedzieli o rycerskim rzemio¶le ani wyrobie pancerzy. Musia³ wiêc skrupulatnie sprawdziæ czy jest jeden wilczy trop, czy te¿ jest ich wiêcej.

Tym razem tak w³a¶nie by³o. Bezszelestnie siê przemieszczaj±c zbada³ najbli¿sz± okolicê. Upewni³ siê, ¿e trop jest tylko jeden. Krzy¿owa³ siê ze ¶ladem królika. „Aha bratku, widzê, ¿e masz ochotê na ¶niadanko” pomy¶la³ Radomir. Bêd±c prawdziwym dzieckiem lasu rozwin±³ swoje zmys³y do poziomu niedostêpnego dla innych. No i nic w tym nie by³o dziwnego – od nich czêsto zale¿a³o jego bezpieczeñstwo. G³êboko wci±gn±³ powietrze. Nozdrza wychwyci³y nik³y zapach wilka. Musia³ byæ na wprost niego. Us³ysza³ te¿ pisk i odg³osy krótkiej szamotaniny. „Wilk ju¿ zapolowa³, teraz moja kolej” – przemknê³o mu przez my¶l. Bacz±c na kierunek wiatru, z napiêtym lekko ³ukiem przygotowanym do natychmiastowego strza³u pocz±³ siê ostro¿nie skradaæ do przeciwleg³ego krañca polany. Nagle na jej skraj, do którego w³a¶nie zmierza³ wysz³a bokiem do niego wielka wadera z upolowanym dzikim królikiem w pysku. Nie wyczu³a my¶liwego skradaj±cego siê bezszelestnie pod wiatr. Zatrzyma³ siê i wycelowa³, mia³ pewny strza³ prosto w komorê.. Odwróci³a ³eb i go spostrzeg³a. Zamar³a w bezruchu. Obydwoje, my¶liwy i wilczyca przez krótk± chwilê spojrzeli sobie w oczy.
Rados³aw b³yskawicznie napi±³ ³uk. Ciêciwa d¼wiêcznie zagra³a pod palcami my¶liwego. Ju¿ mia³ wypu¶ciæ strza³ê gdy nagle zwierz zacz±³ siê dziwnie zachowywaæ. ( – )
***
S³oñce chyli³o siê ju¿ mocno ku zachodowi, kiedy mistrz zorientowa³ siê, ¿e gdzie¶ znikn±³ jeden z jego podopiecznych. „Gdzie siê ten obwie¶ zaszy³, nawet chyba na wieczerzy go nie widzia³em” – pomy¶la³. Skierowa³ swe kroki do biblioteki. Pewnie gamoñ tam zasn±³. Po cichu wszed³ do sali i przystan±³ zdumiony widokiem swego nowicjusza, który z otwart± gêb± czyta³ spisywan± w³a¶nie przez niego ksiêgê.
„A ty co tu jeszcze robisz, wiesz jaka ju¿ pó¼na pora ?” – z udanym gniewem w g³osie zwróci³ siê do swojego ucznia, który zerwa³ siê od sto³u jak oparzony i wystraszony pocz±³ siê j±kaæ t³umacz±c : „Ja mmisttrzu eee… ppposprz±tta³em i nna chwilê uuusiad³em i …” mistrz uci±³ tê paplaninê.
- no dobrze ju¿, dobrze. Widzê, ¿e¶ nie marnowa³ czasu. I jak, zaciekawi³o ciê to, co przeczyta³e¶ ?
- No pewnie, przecie¿ to jest opowie¶æ o Ra …. Mistrz znowu przerwa³ mu niecierpliwym gestem i rzek³ :
- tak, to o nim. Lecz je¶li jeszcze raz bez mojego pozwolenia ciê tu przydybiê na czytaniu ksi±g to za karê zamieniê ciê w ¿abê i przez pó³ dnia bêdziesz kumka³ w klasztornej sadzawce ku uciesze innych – za¿artowa³, co jednak ch³opiec przyj±³ ¶miertelnie powa¿nie i zbieraj±c w po¶piechu sprzêty chcia³ przera¿ony wybiec z bibliotecznej izby.
- hola, huncwocie. Powoli, bo jeszcze nie skoñczy³em. Spokojnie. Odnie¶ tê miot³ê i ca³± resztê a pó¼niej id¼ na wieczerzê. Pewnie brat Szymon nie¼le ciê prze¶wiêci ¿e¶ siê spó¼ni³, ale nie martw siê, g³odnego na spoczynek nie wypu¶ci od siebie.
Ch³opiec ju¿ bez po¶piechu ruszy³ do drzwi, jednak w progu siê zatrzyma³, zawaha³, odwróci³ do swojego mistrza i cicho poprosi³ :
- mistrzu, czy pozwolisz mi kiedy¶ dokoñczyæ czytaæ tê ksiêgê ?
- pozwolê, a teraz zmykaj. „Dziêkujê, mistrzu” – odpowiedzia³ i wyszed³ zamykaj±c za sob± wrota biblioteki. Mag u¶miechn±³ siê. Zobaczy³ w oczach nowicjusza pasjê ju¿ pierwszego dnia, gdy ten przekroczy³ próg klasztoru. Ch³opiec by³ ¿±dny wiedzy, ch³on±³ j± jak g±bka. „Kiedy¶, w przysz³o¶ci zostanie arcymagiem ¿ywio³ów” – pomy¶la³.
Usiad³ na ³awie. Ksiêga by³a otwarta w miejscu, w którym skoñczy³ pisaæ poprzedniego dnia. Zmierzcha³o. Wypowiedzia³ w my¶lach magiczn± formu³ê i wykona³ gest rêk±. ¦wiece na kandelabrach zap³onê³y równym, jasnym blaskiem. Uj±³ pióro w rêkê i kontynuowa³ dalej sw± opowie¶æ.
- o -
By³o ju¿ dobrze po pó³nocy, gdy skoñczy³ kolejny fragment historii. „Wystarczy na ten raz” – pomy¶la³, wsta³ i skierowa³ swe kroki do wrót. Ze ¶wiec, wypalonych ju¿ do po³owy, ci±gnê³y siê ku górze d³ugie smugi czarnego kopciu.
Zgasi³ je gestem d³oni i wyszed³ zamykaj±c za sob± drzwi.
- - -

>> I tu koñczy siê ta opowie¶æ. Nie wiadomo czy po prostu przypadek to sprawi³, czy te¿ macza³a w tym swój palec rêka boskiej opatrzno¶ci. Rados³aw w ka¿dym b±d¼ razie na zawsze zapamiêta³ niby nic nie znacz±ce spotkanie na le¶nej polance, bo tak naprawdê to od niego siê wszystko zaczê³o. <<

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

ANANKE /> /> >> By³y Mia³y Antymon, Jego Ogromne Lecz Antymonu ¿ycie Owó¿ ³ez Ale Jak …?. Có¿ …, …?. Najlepiej - /> Akurat ¿ywio³ów Natychmiast Wzi±³ Ruszy³ By³ ¿e Ka¿d± ¶cian Pomiêdzy Jej ¶ciany ¶rodku ³awami, Sala ¶wiat³a. ¿e Panowa³ Sprawnie Jak Usun±³ ³awie, Mimochodem Obok Popatrza³ Pocz±³ …( –) /> * /> ( Wonczas ¶wiat Antymonu Dragonia ¶wiat³ymi Radomira I-go Entropia Dariusza, Igora, Oba Scyntia, ¼ród³a Gór Orlich Abakus. Ich Korynti±, Skandi± Abakusem, ³añcuch Królestwa ¿ywno¶ciow± Antymonu Uj¶cie Iron, Wszystkie Antymon ¿y³y Posiadane Kwit³a /> Entropia, Gór Szarych Wschodnie Rubie¿e. Wed³ug Antymonu Jako ¿e Gór Szarych Wschodnich Rubie¿y ¿adnych. Stare Opowiadano ¿e Niedowiarkom Poza Przy Dragonii Wyspa Korony, Patrz±c Dragonii Ludno¶æ Enklaw±. P³ytki ¿eglugê Jako ¿e Dalej Antymon ¿yj±ce ¿eglarze ¶mia³kowie, /> /> I /> Dariusz Igor ¿yciowego Nie Jeno ¶wiat³ych Radomir, Igora, Entropii Dariuszowi ów ¿adnej S³awomira, T³umaczy³, Zna³ Radomira. Wiedzia³ Radomir /> /> Nie Dariusz /> /> Czas Entropii. Wêsz±c ¶wita Król Pomimo Impulsywnemu Dariuszowi ¿e Coraz Dragoni± Igora Ch³opi, Przez Entropii …. /> /> Ciê¿kie Dariusz. Nagle Oto Nie ¿e Mia³ Entropii Nie, Musi Zwo³a³ Doradcy Silna Zacz±³ Milcza³. Zada³ Igor Poj±³, ¿e Musi Pos³a³ S³awomir />- Królu, Królowi Igorowi ¬le Radomira ¶l±c Lud Tak Okazywanie Czy ¿ycia ¿±daniami ¿e ¶miej±c ³zy ¿yæ Tylko /> /> Po Niecierpliwy S³awomir Królu Radomira Radomir Nie Miast Twoi Lecz S³awomir ³zami /> /> S³uchaj±c Dariusz Zachowa³ ¿e Wszyscy ¿ywio³owe. Dopiero />-Igrasz S³awomirze. Nikt Lecz Przyjmujê ¿e¶ Jakbym Igora />-Po¶wiêci³em S³awomir />-Wiem, Wiem Dariusz /> Wszystkie ¶cianie Zamkn±³ Gdy Decyzja Wysoki Czeka³. Dariusz />- Kapitanie, Niech Rycerze Radomira, S³awomir. Pchn±æ Dragonii Maj± Ponoæ Poselstwu />- Rozkaz, />Kapitan : />- Skrybo Przygotuj S³awomirze, Zastanowimy Radomira. />i : />- Chcemy Sala Teraz /> />Po S³awomir Gdy Tam Ruszyli Dragonii. Król ¿yczy³ Nie ¿e Nie /> - /> Orszak S³awomira Czwartego Dragonii. Dariusz S³awomira. Gdy Wys³ane Radomira, Dragonii Rozgorza³a /> /> II /> /> Pomimo ¿e ¿e Radomir Pierwsze ¶mia³ym Radomira Entropii Dariusz ¿yciu Zacz±³ Pomimo Radomir Abakus ¼róde³ Dariusz ¶wiat³ych S³awomira. Tak Dragonia, /> Dariusza Stanowi³o Stra¿ Tak Podobne Nie ¿e Lecz Antymonu, Natomiast TAKICH W¶ród Antymonu. Jedni ¿e Faktem ¿e Antymonie ¶wiec±ce Gdy ¶wiat³ej ¶wiecie. Ich Ponoæ /> Jako ¿e Niezwyk³y D³onie By³y Lecz D³ugie Twarz ¿uchwa. Nos Gdy Dono¶nym, />- Darkness Wschodnich Rubie¿y Dariusza ! /> Gdy Tak Antymonu Sam. Pierwszy, Zaproponowa³ Dariuszowi, ¿e Radomira Pozostawi Radomira. />- Dariusz. Mag : />- Radomira Wyspê Korony. Nic Dariusz „odpowiedzi Tymczasem S³u¿ba Mag „dziêkujê Proszê, Rozbijemy „Skoro Dariusz. Audiencja S³awomira. U¶wiadomi³by Zna³ /> Tym Wszyscy ¿e Wiêkszo¶æ Tylko ¿ywio³ów Inni ¿e Radomira Dariuszowi, Dariuszowi Magia Radomirem. Wys³uchawszy Nastêpnego Król „przyjmujê Lekko „jeste¶my /> III /> /> Naprzeciwko Dragonii Entropii. ³opota³y Radomir ¿e Dariusz Odczytuj±c Dariusz Los /> Wkrótce Przez ¿adna Raz Radomir, Bêd±c ¿e Chwila, Wys³a³ Entropii, ³uk Dariusza Radomira Zamieszanie Radomir St±d Maj±c Chcia³ Entropii. Ewentualne Ca³o¶æ Entropii /> />Gdy Radomir Przeciwnik Widz±c, ¿e Dariusza Herold Nagle Radomir Igora Gór Szarych, Wschodnich Rubie¿y. Pomimo Nagle Poj±³ „Wszystkie Przyj±æ Kusznicy ¶ciana Niebawem !!!.” Herold Lecz By³ ¿e Liczy³ ¿e Entropii Ogieñ Nie …. /> Pomimo Radomir ¿e „Oby Szczêknê³a Ka¿de Rycerze ¿e ¿adnej Widz±c, Radomir „Pogromcê” ¿ywio³ów, Po¶wiêcali Radomir Wskazywa³ Przez Wreszcie Widaæ ¿e Obaj /> Radomir ¿e Czarny Radomir. Wykona³ Miecz Radomir Czarny Si³a ¿e Znacznie Radomira Oczom Zada³ Z³amane Przebi³o Radomir /> /> IV /> Atak Kodeks Antymonu Widz±c ¶wiêci „Zdrada Atakuj± Kto ¿yw Radomirowi !”. Radomirowi Bitwa Ci, ¶piesz±cej />Pomoc Sze¶ciu />Tê Dariusz. Wprawdzie Radomira ¶cian± Zrazu ¿e Radomira Lecz Radomira. Ostro Dariusz />- Radomira !. „Ja” „Przecie¿ ¿e Ten !”. „Ty !” Mag Dariusza ¶miechem Dariusza Le¿eli Nekromanta Dariusza : /> />„Ty ¿ywot, By³e¶ Tak Wszyscy ³atwo Oprócz Radomira, Radomir Tylko Doskonale Nie Igorem, Radomira. Gdy Jeden Ironie, ¿e Entropii, ¯al±c ¿e /> Igor Doskonale. £owy ³atwo Jeden Igor Bestia Igora, Strzelali Przeciêcie ¶ciêgien ¿e Gdy Igora. Zamach ³atwo¶ci± Jego „rady”, Lecz Tajne Radomira ¿ywcem Igora, Nie Podejrzewam, ¿e Igora Radomir Wys³a³ ¿e Jeste¶ æwieków. Odrzuci³e¶ Dragonii S³awomira. Jak ów S³awomira Dragonii, Op³aceni Dragonii. Zgodnie ¿yciu, „bandyckim Radomira”.” /> „Dlaczego Dariusz, Nekromanta „Powiem Jest Dragonii. Enklawa Wyspa Radomir Igor ¿ywio³ów Niech Przeklêci, !” /> Opanowa³ />„Z Nie Pokonali ¿yciem „Oko Przekona³em ¿e Teraz Ten Spojrza³ „Najwy¿szy Teraz ….” /> Z Dariusz Gorej±ce Uniós³ „Przybywajcie !”. /> /> V /> /> Wys³any Radomira Zastêpy Nie ³atwa Nadto Pomimo Nim Odg³osy Pozosta³e Jak Kwiat /> /> Sze¶ciu Przyklêkli. Jeden Radomir ¿y³ ¿e ¶miertelnie Zebra³ S³uchali ¶cieka³y ³zy. Gdy ¿e „Przysiêgamy !”. Radomir Owinêli ¶ciany Nikt Wkrótce /> - Dla Dragonii Entropii Rz±dy Mordoga, Wolni Bunty, Ma³e Antymonu, Mia³ Mordog Mówiono, ¿e Wyspê Korony ¶ci¶lej Jakoby Zaskoczony Wschodnie Rubie¿e, Pozostawi³ Radomira, /> Wraz Mordoga Dragonii Wschodnich Rubie¿ach, Wszyscy Entropii. Nikt Przypuszczano, Dragonia /> - Mija³y Powoli Mordog Rados³aw Bart³omieja. /> /> VI /> Zima Coraz ówdzie ¶niegu. Przyroda ¿ycia, ³±ki Zbli¿a³o Tego Rados³aw Potrzebne Bart³omieja. Futerka Gdyby Aby ¿eremia By³ Jak ¶lady Id±c By³ Przechodz±c Nieco ¶wie¿y ¦lad ³ap Okolica ¿eremia ³owieckim. Wzmóg³ /> Spotkanie Samotny ³acno ³owcy ³upem Niejednokrotnie, ¶lady Tym ¿e Raz Zdumiony „góry Oczywi¶cie ¿e Jedyn± ³uk By³ Nigdy ¶rodek ¿adnych Nó¿ Miecza Nie Jego Nie Mieszkañcy Musia³ /> /> Tym Bezszelestnie Upewni³ ¿e Krzy¿owa³ ¶ladem „Aha ¿e ¶niadanko” Radomir. Bêd±c G³êboko Nozdrza Musia³ Us³ysza³ „Wilk Bacz±c ³ukiem Nagle Nie Zatrzyma³ Odwróci³a ³eb Zamar³a Obydwoje, Rados³aw ³uk. Ciêciwa Ju¿ ) /> *** /> S³oñce ¿e „Gdzie Skierowa³ Pewnie /> „A ?” „Ja …” />- Widzê, ¿e¶ ? />- …. Mistrz : />- Lecz ¿abê ¶miertelnie />- Powoli, Spokojnie. Odnie¶ Pewnie Szymon ¿e¶ Ch³opiec : />- ? />- „Dziêkujê, Mag Zobaczy³ Ch³opiec ¿±dny „Kiedy¶, ¿ywio³ów” Usiad³ ³awie. Ksiêga Zmierzcha³o. Wypowiedzia³ ¦wiece Uj±³ /> - />By³o „Wystarczy ¶wiec, Zgasi³ /> - /> /> >> Nie Rados³aw << />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci