24 godziny temu
Poszed³em po kubek herbaty Lepton, jak± uwielbia³a moja babcia. Teraz ju¿ jej nie ma, a raczej jest, tyle, ¿e jej nie ma. Babci, nie herbaty, rzecz jasna cholera pospolita ciemna. Wszêdzie, czyli nigdzie i wicek wersal, jak mawia kolega bas. Bo babcia spoczywa, a raczej to, co z niej pozosta³o, od dawna na So³owkach, a ja cieszê siê, ¿e ¿yjê, czyli nie ¿yjê, ale to ju¿ zostawiam jêzykoznawcom (umar³em, zmartwychwsta³em, polecia³em) i psychiatrom. Cieszê siê, ¿e rozwi±za³em problem – byt zwany Bogiem przesta³ mnie straszyæ po ciemnych nocach, jasnych dniach i o zmierzchu, czyli o ¶wicie. Na zachodzie i na wschodzie za to nadal bez zmian.
Rozwi±za³em co¶, co by³o zwi±zane, ale zwi±za³em co¶ nico¶, co by³o nie by³o by³o rozwi±zane. Nielogiczna logika zawsze, czyli nigdy mnie nie pasjansowa³a, zawiasem mówi±c, nadal u¿ywam lewej-prawej pó³kuli z tych dwóch, które mi pozosta³y. Prawa czy lewa, ale bogiem a nieprawd±, jest mi ganz rega³, czyli ¶miesznie, ale strasznie. Widzicie, czyli nie s³yszycie, ale s±dem boskim s±dzicie. Wiecie, czy nie wiecie, lecz nadal pijê herbatkê o wdziêcznej, czy te¿ d¼wiêcznej nazwie „Lipton” (brzmi trochê jak, nie wymawiaj±c, Paris Hamilton), a babcia, a raczej jej reszta z ca³o¶ci, której druga po³owa gdzie¶ siê ulotni³a w czasie procesu, zwanego eufemistycznie ¶mierci±, ju¿ nigdy nic nie wypije, nie pospieszy mnie ani nie zwolni wcze¶niej czy pó¼niej, nie dychnie po nie pró¿nuj±cym pró¿nowaniu i po schodach nie wejdzie, tudzie¿ – zejdzie.
Tak czy siak, owak i nijak, lecz babcia mi da³a auto, które zabra³a córce, kupi³a mi zimówki, którymi je¼dzi³em bezpiecznie i bezczelnie nawet w lecie, dziêki niej mam te¿ po³owê (wiêksz± czy mniejsz± - mniejsza teraz albo nigdy o to) domu na wsi za miastem, a tak¿e – prawo jazdy do jazdy w prawo, prosto lub w lewo. Nadal piszê/czytam, ¶piewam/gram, lecz tylko sobie a muzie, której na imiê Dagny. Jej cia³o teraz kosztuje rozkoszy od mê¿a, a ja ¿yjê w pustce/pe³ni po jej odej¶ciu, które nigdy nie mia³o miejsca, czyli stale ma miejsce. Tak to ju¿ jest – je¶li pisaæ, to tylko schizoidalnie, lirycznie i romantycznie, a przede wszystkim – ¶licznie.
Pijemy, znaczy – piszemy do dna, które jest szczytem, a przy tym – sufitem, gór±, z której trzeba siê rzuciæ w dó³, gdzie króluje konsumpcja, czyli raj odzyskany, który by³ umar³y, a o¿y³. Bo wiesz, trzeba wiele przej¶æ, dró¿ek i bezdro¿y, a przy tym zapodziaæ klucze w chaszczach. Mama odnajdzie je, które by³y zaginê³y, a znalaz³y siê. Kolejny raz mija nas czas. Nie wiem, czemu to wszystko piszê. Có¿ to ma byæ? Opowiadanie to nijakie jest, esej – tym bardziej, mo¿e niewinny gorsz±cy ¿arcik? To jednak nie jest ¶mieszne. Nie jest te¿ tragiczne, zatem jakie jest? „Panowie jeste¶cie ateistami?!”, tak, ale w naszym kraju to nikogo nie dziwi. No tak, ale ¿eby tak od razu ateistami, a fuj, Bereza kartuska dla was od razu. Wiecie, powiem szczerze, kiedy myli³em obiad z podwieczorkiem, a seks z mi³o¶ci±, czyli mi³o¶æ bez seksu by³a gorsza ni¿ seks bez mi³o¶ci, to mia³em na sobie tylko szorty. Istna paranoja powiecie, ale ja mia³em trójê z logiki, tej wymy¶lonej przez akademików i licealistów staro¿ytnych. Jezus istnia³ naprawdê. Natomiast co do Boga, to sprawa jest, jakby to delikatnie uj±æ za serce, pogmatwana. Nie wolno mi jednak teraz o tym pisaæ, przykro mi. Ci±g dalszy nast±pi, o ile ju¿ nie nast±pi³. Bum i ¿yjemy, bum i umrzemy. Ale potem bêdzie tr±ba (tak, tak, kto czyta³ ten tr±ba) i kolejne bum. Oka¿e siê, ¿e nawet z³o by³o wpisane/wczytane w ten/tamten ¶wiat. Postmodernistyczna teologia w pigu³ce, ale to te¿ stara ¶piewka. Nic jeszcze nie by³o/wszystko ju¿ by³o – trochê by³o/trochê nie by³o. I oka¿e siê, ¿e nawet ¶miech przez ³zy jest lepszy ni¿ ¿ycie bez ¶mierci, tudzie¿ mi³o¶æ aseksualna. Jaka bowiem jest wersja A? Nazywa siê to gra pó³s³ówek, czyli awersja. To tak, jak pradziadek przy saniach czy barwa na kurierze. Je¶li zatem ¿yjemy, umieramy, wychodzi i tak i siak na jedno: ¿e kto¶ nam zada³ niez³± zagadkê. Pomy¶lmy tylko: je¶li z nieskoñczonej sumy wyp³acam kwotê skoñczon±, to dalej na rachunku mam nieskoñczone saldo. Kto ma oczy do czytania, niechaj s³ucha.
Wyra¿am zgodê na przetwarzanie moich danych osobowych w celu umy¶lnie przypadkowego natkniêcia siê w przysz³o¶ci na moje pisanie w innych okoliczno¶ciach. Innymi s³owy – radzê zapamiêtaæ moje imiê i nazwisko, mo¿e siê bardzo przydaæ. Ilo¶æ darmowych autografów ograniczona do maksymalnego minimum. Absolutne zero, nie amnezja. Ot, co.
Rafa³ Sulikovski
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Poszed³em Lepton, Teraz ¿e Babci, Wszêdzie, So³owkach, ¿e ¿yjê, ¿yjê, (umar³em, Cieszê ¿e – Bogiem ¶wicie.
/>
Rozwi±za³em Nielogiczna Prawa ¶miesznie, Widzicie, Wiecie, „Lipton” (brzmi Paris Hamilton), ¶mierci±, –
/>
/>
Pijemy, – – Mama Kolejny Nie Có¿ Opowiadanie – ¿arcik? ¶mieszne. Nie „Panowie ¿eby Bereza Wiecie, Istna Jezus Natomiast Boga, Nie Ci±g Bum ¿yjemy, Ale (tak, Oka¿e ¿e ¶wiat. Postmodernistyczna ¶piewka. Nic – ¿e ¶miech ³zy ¿ycie ¶mierci, Jaka Nazywa Je¶li ¿yjemy, ¿e Pomy¶lmy Kto
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- KOZA JANA KOZY ?
- Patriotyzm wzmocniony przyk³adem
- 11 ciêæ /11 ciêæ
- stolem /wiersz/ ?
- W drodze... /wiersz/X
- Goniæ królika /wiersz/ ?
- A moja pod¶wiadomo¶æ pisze /przepowiednie snu pisane pismem automatycznym /wiersz/ x
- Przesuwanie my¶li /wiersz/ x
- Kres starego ¶wiata /opowiadanie/ ?
- Do Snu / wiersz / x
- Amerykañska fotografia /wiersz/
- Poprawa /wiersz/ ->x