24 godziny temu
Brrrrr…brinata! Wszystko okryte siwizn± przymrozku. Rzecz jasna tutaj, na otwartych polach nie w miasteczkach, na wzgórzach, miedzy murami. Wysokie grzywy trzcin i dywanowe sploty trawy i je¿yn nad fosami – wszystko oprószone bia³ym szronem.
W±ski pasek „ziemi niczyjej” nad d³ug± fos± odprowadzaj±c± wodê ze zmeliorowanych niegdy¶ pól pod miasteczkiem, iskrzy siê bia³ymi wzorami . To tu je¿y³y k³y komary wespó³ z malari± nêkaj±c biedaków, których nie staæ by³o na ¿ycie w mie¶cie. Tymczasem jest wczesny poranek, jak na Toskaniê mro¼ny bo -2.Na równinie tylko jaka¶ zagubiona „panda „ my¶liwego przesuwa siê miedzy mg³ami po polnych drogach. Zima jakby nie¶mia³o zaczyna zagl±daæ do Toskanii. W przerwie miedzy trzcinami , których nikt nie kosi bo wchodz± w sk³ad dumnie opisanej „Riserva faunistica”, wlewaj± siê od wschodu strugi s³oñca, dopieszczaj± i wyci±gaj± detale ka¿dej trawki. Ostatnie wysrebrzenie oszronionych pól i… klapnie wszystko na ziemiê. To przecie¿ nie jest jeszcze prawdziwa zima. Do dziewi±tej bêdzie tu jesienno - wiosennie, bez ¶ladu zimy. Ale póki co…
Brrr … brinata! Parskaj± Toskañczycy i zmykaj± pospiesznie do swoich barów. Nic w tym dziwnego, w koñcu w tym kraju cappuccino to ¶niadanie robotnika ¶piesz±cego do pracy a nie kawiarniany luksus. Bary to osobny temat, podobnie jak , ¿elazne regu³y ¿ywieniowe. Moja ca³kowicie polska ma³¿onka bior±c w pracy po obiedzie rogalika i cappuccino budzi szczere zdumienie – ¶niadanie po obiedzie?! Tymczasem pod butami chrzê¶ci zapowied¼ zimy. To tutaj Dino opowiada³ mi jak ³owi trzcin± ¿aby i ¿e bocian „niedobre ma miêso” a podobne do czapli bia³e brodz±ce ptaszyska to „solo tubo” i nawet na rosó³ siê nie nadaj±. Wszystko¿erny Toskañczyk z pogranicza, kalabryjczyk z urodzenia, jest ju¿ na emeryturze, zawadiacko podkrêca w±sa, poprawia czapkê moro wylicza swoje mi³osne zdobycze. Mo¿e nie teraz bo akurat jest po operacji, ale jak siê podniesie… kto wie?
Siwizna pól zaczyna przygaszaæ, mg³a nie zamyka ju¿ nieba, wzgórze miasteczka strzela w niebo kamienna wie¿±. Mro¼ny poranek zaczyna przepuszczaæ odg³osy… poci±gi…klaksony…kogut z gospodarstwa Erosa… Mg³a przep³ywa w dolinê Valdichiany. Rozpoczyna siê dzieñ. Zupe³nie nie zimowy.
Powoli po srebrnej koronce szronu zostaj± tylko szaro¶ci i czernie. Tu i ówdzie kolorowe plamy niedostrzegalnych wcze¶niej z³ocistoczerwonych li¶ci, br±zów we wszystkich mo¿liwych odcieniach. Barwy nie w pe³ni jeszcze do¶wietlone, bo niebo wysoooko a tu ci±gle nad ziemi± gêstawa mg³a.
To z takiej mg³y wynurzyli mi siê kiedy¶, poznani tu, toskañscy „pensionati”. Przedziwna cywilizacyjna nacja, ludek nies³ychanie odporny, twardy i oryginalny. Zupe³nie jak dzi¶, wygrzebuje z pamiêci podobny mglisty dzieñ. Z oparów wy³aniaj± siê dostojnie dwie kulisto przysadziste, cebulasto napêcznia³e odzie¿±, krêpe postacie. Z bliska jakiej¶ bajkowej trollowatosci dope³niaj± okr±g³e twarze, wielkie nochale, grube rysy. Emeryci- robotnicy. B³ogos³awieñstwo toskañskich posiadaczy ziemi i obcokrajowców, którzy zakupili tu wille z wielkimi ogrodami. Przekleñstwo oczekuj±cych na pracê m³odych ludzi. Pensjonati bowiem w pe³ni si³( nie myliæ z polskim emerytem), niewymagaj±cy, spogl±daj±c taksuj±cym wzrokiem na zaro¶niête je¿yn± i chwastem zbocza przeliczaj± to na godziny pracy i zawarto¶æ kieszeni. Nie pytaj± o ubezpieczenie, wymiar godzin, dni ¶wi±teczne, umowê. Moi znajomi o stu imionach, dla których najw³a¶ciwsz± orientacj± polityczn± jest dobra kolacja, skarbnice wiedzy o grzybach i warzywniakach, dziel±cy grubo miejscowe toskañskie per³y winoro¶li na bianco i nero, co nie przeszkadza im w produkcji ¶wietnych win (najczê¶ciej z winogron gospodarzy). Bruno, Sesto, Mario, Dino, Ottavio ( od Ottavo – ósmy, nie od Oktawiana), najczê¶ciej nieposiadaj±cy wiêcej w³asnej ziemi ni¿ warzywniak, uprawiaj± dziesi±tki hektarów gruntu, winnic, gajów oliwnych i ogrodów. Z wiêkszym lub mniejszym skutkiem pochylaj± siê nad winnicami i pomidorami, pracuj± w oliwettach i na polach s³oneczników, wykorzystuj±c najczê¶ciej wiedzê uzyskan± od ojców czy dziadków.
I tak przewy¿szaj± zwykle do¶wiadczeniem samych w³a¶cicieli. Dziêki s³ynnym w³oskim przepisom z okresu nazywanego tutaj „baby pensionato” uda³o im siê przej¶æ na emeryturê w wieku 60 a czêsto i 50 lat. Do dzi¶ jest to wspominane z rozrzewnieniem przez W³ochów. Niektórych.
Schodzimy na ziemiê, tward± i dzisiejsz±. Ostatnio poznani przeze mnie osobnicy tej szczególnej rasy to w³a¶nie wspomniani Dino, Ottavio i Armando. Armando odszed³ szybko, po 20 latach pracy jako emeryt, w wieku lat 82. Krótko potem gruchnê³a wie¶æ o pogrzebie w jego rodzinie. – Armando? – Pytam zatroskany.
Nieee – machaj± rêkami pozostali. – Jego povera mamma – wyja¶niaj±. Kiwam g³ow± w szczerym zdumieniu. O szczê¶liwy kraju oblany s³oñcem, winem i oliw± gdzie mamy do¿ywaj± swoich spokojnych 100 lat.
Koledzy Armanda, (który ma siê wci±¿ dobrze) to smakosze. Jak ka¿dy zreszt± Toskañczyk, wed³ug mojej skromnej wiedzy. Kiedy ich rozmowy schodz± na tematy ¿ywieniowe, twarze siê rozja¶niaj± a usta mlaskaj± raz po raz wymieniaj±c potrawy, smaki, sk³adniki… Nie to zdecydowanie za sucho powiedziane. Same opowie¶ci Dina o ³owach ( w du¿ej rozpiêto¶ci znaczenia ³owów: od ¿ab do dzików) pozbawione mo¿e homerycznej swady, wymaga³yby osobnego opowiadania. Dino, nieco wy¿szy od pozosta³ych, podkrêca w±sa, podpiera siê pod bok i w tej oratorskiej pozie opowiada o zdobyczach. Wpatruje siê przed siebie jakby ju¿ je tam widzia³ w formie pieczystego. P³ynie opowie¶æ o ¶wie¿ych pomidorach, rybie na ¿arze (brustico), wentrescach i szynkach, o kruchych zaj±cach i zbieranych o ¶wicie ¶limakach, kluskach pici toczonych w rêkach i osobi¶cie przyrz±dzanych solonych piklach… opowie¶æ o cichych bogach Toskañczyków. O Smaku i Syto¶ci.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Brrrrr…brinata! Wszystko Rzecz Wysokie –/>W±ski „ziemi ¿ycie Tymczasem Toskaniê -2.Na „panda „ Zima Toskanii. „Riserva Ostatnie ¶ladu Ale
/>Brrr … Parskaj± Toskañczycy Nic ¶niadanie ¶piesz±cego Bary ¿elazne ¿ywieniowe. Moja – ¶niadanie Tymczasem Dino ³owi ¿aby ¿e „niedobre „solo Wszystko¿erny Toskañczyk Mo¿e
/>Siwizna Mro¼ny Erosa… Mg³a Valdichiany. Rozpoczyna Zupe³nie
/>
/>Powoli ówdzie Barwy
/>To „pensionati”. Przedziwna Zupe³nie Emeryci- B³ogos³awieñstwo Przekleñstwo Pensjonati Nie ¶wi±teczne, Moi ¶wietnych (najczê¶ciej Bruno, Sesto, Mario, Dino, Ottavio Ottavo – ósmy, Oktawiana),
/>I Dziêki „baby W³ochów. Niektórych.
/>Schodzimy Ostatnio Dino, Ottavio Armando. Armando Krótko – Armando? – Pytam
/>Nieee – – Jego – Kiwam
/>Koledzy Armanda, (który Jak Toskañczyk, Kiedy ¿ywieniowe, Nie Same Dina ³owach ³owów: ¿ab Dino, Wpatruje P³ynie ¶wie¿ych ¿arze (brustico), ¶wicie ¶limakach, Toskañczyków. Smaku Syto¶ci.
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Metamorfozy
- Duchu ¦wiêty! (R) (wariant poprawiony)
- noc spadaj±cych gwiazd
- Mikroklimat (R)
- Tadek mia³ fajny gust
- Alice Wch³oniêta /wiersz/ ~
- Dzieñ LWP w Garlinku /opowiadanie/ x
- Zapach prawdy/wiersz/ x
- podwórkowa wojna ¶wiatów /wiersz poniek±d satyryczny/
- Retoryczne pytania /wiersz/ x
- Plastelinowy Ludzik /opowiadanie/ ->x
- Cudowne poczêcie /opowiadanie/ ?