24 godziny temu
Du¿y kruk wyl±dowa³ dzi¶ przed moim oknem. To nie to, ¿e du¿e kruki do mnie ci±gn±, a zwyk³y zbieg okoliczno¶ci chocia¿...
Nie to du¿e, co du¿e, a co siê komu¶ takim wydaje.
Nie mia³am ³atwego dzieciñstwa, bo nie³atwe jest ¿ycie, nie by³o w nim barw i ³adnych kszta³tów, ale nie mogê narzekaæ, bo co¶ zawsze siê dzia³o, co¶ by³o, istnia³o, tak jak i ja istnia³am.
Matka by³a cicha. Ojciec za¶ mówi³ du¿o i dobitnie. Bra³ mnie na stronê i sadza³ na kolanie, a jak by³am niegrzeczna mocno szczypa³ i powtarza³:
- Potrafiê mocniej, wiesz przecie¿.
Zawsze przytakiwa³am, bo ojciec tego ode mnie oczekiwa³. Lubi³, kiedy mówi³am szeptem, kiedy odpowiada³am na jego s³owa cichutko, prawie nies³yszalnie. I jak wiatr szumia³ za oknami, a wielkie drzewa drapa³y szyby. Bo byli¶my wtedy tylko my, wiatr i drzewa. One zna³y ka¿de wypowiadane przez ojca s³owo. Zdawa³o siê, ¿e znaj± jego my¶li, marzenia, ¿e wnikaj± w pod¶wiadomo¶æ ojca i j± penetruj±, ¿e wciskaj± siê w ka¿d± szczelinê i wyd³ubuj± z niej to wszystko, co ojciec tak skrzêtnie skrywa. Dlatego tak drapa³y w szyby. Ten d¼wiêk stawa³ siê nie do zniesienia. Ale uszy ojca go lubi³y.
Pamiêtam jak ojciec chrz±ka³, a mi robi³o siê niedobrze. Pamiêtam te¿ bia³± ¶cianê pe³n± plam. Nie wiedzia³am sk±d siê wziê³y i, kiedy tylko w pokoju by³o du¿o ¶wiat³a, ukradkiem siê im przygl±da³am. Jedne by³y spore, inne maleñkie, ale nie mogê powiedzieæ, ¿e zdarza³y siê takie, które mia³y takie jak trzeba rozmiary. Zawsze by³y albo za du¿e, albo za ma³e, by cokolwiek o nich powiedzieæ. Bo plama w kszta³cie ³apy kociej by³a zbyt du¿a bym mog³a powiedzieæ: zrobi³ j± kot, a plama w kszta³cie ust ludzkich by³a zbyt ma³a, bym mog³a stwierdziæ: to jest plama po szmince, kto¶ podszed³ do ¶ciany i j± uca³owa³, jaka¶ kobieta chcia³a by ¶lad jej poca³unku by³ tu tak jak i inne ¶lady, na pami±tkê.
Mama by³a nieskazitelna, powa¿na i spokojna. Ja cicha. Nosi³am dwa warkocze, a po dwunastym roku ¿ycia rozpuszczone w³osy, bo tak chcia³ ojciec. Móg³ mnie po nich g³adziæ, a jak siê sprzeciwia³am ³apa³ je mocno i trzyma³ mówi±c:
- ¦wiat sobie istnieje, ty sobie istniejesz, co by by³o gdyby zgas³o s³oñce?
Odpowiada³am szeptem: nie wiem, a on chrz±ka³, a potem puszcza³ moje w³osy i mówi³ co¶ innego za ka¿dym razem. Odpowiedzi na jego pytanie by³o wiele, ale wiedzia³am, ¿e nie mo¿na siê dublowaæ, bo pewnego dnia powtórzy³am jedne z jego s³ów:
- Nie by³oby ¿ycia.
A on za¶mia³ siê, po czym odpar³:
- Nie by³oby dnia, ale istnia³aby noc. Noc± nic nie jest takie, jakim sie wydaje. Noc± nie ¶ni siê w³asnych snów, a jedynie ich podróbki, musisz to zrozumieæ.
Pokiwa³am g³ow±, a on pu¶ci³ moje w³osy. Kaza³ mi zej¶æ na dó³ i zawiadomiæ matkê, ¿e jutro wyje¿d¿a i nie bêdzie go ca³y dzieñ.
Lubi³am, kiedy przebywa³ poza domem, mog³am siedzieæ z matk± i robiæ co mi siê ¿ywnie podoba.
Ona zazwyczaj szyde³kowa³a, ja mówi³am. Zawsze s³ucha³a ka¿dego mojego s³owa i przytakiwa³a, a jak tego nie robi³a unosi³a wzrok i patrzy³a na moje oczy i usta. Mówi³a naprawdê niewiele, ale jak ju¿ co¶ powiedzia³a to by³o to na wagê z³ota. Trawi³am ka¿de jej s³owo, powtarza³am ka¿de us³yszane zdanie, delektowa³am siê nim, a potem ¶ni³am.
Ale moje sny nie zawsze by³y kolorowe. Czêsto mia³am koszmary, ale siê ich nie ba³am, bo by³y w jaki¶ sposób moje, powsta³y w mej g³owie, zrodzi³y siê z moich wspomnieñ i lêków, bardziej ba³am siê tego, co namacalne, zimne, cierpkie i gorzkie. Na przyk³ad gorzkich s³ów, zimnych spojrzeñ i cierpkich zdañ. Zdañ, które oplata³y ka¿dy krok stawiany w domu.
Ojciec zwyk³ d³ugo pracowaæ, a jak tego nie robi³ przebywa³ w domu. Nie uznawa³ wczasów, wycieczek i innych wypadów poza miasto, mówi³, ¿e najlepiej odpoczywa siê we w³asnych czterech ¶cianach, na przestrzeni, która pachnie, pulsuje i drga. Bo drga³o wszystko w naszym domu, pocz±wszy od stor, skoñczywszy na pod³ogach. Bosymi stopami wyczuwa³am ka¿dy krok ojca. Czu³am jego rêce, gesty, spojrzenia… To wszystko wwierca³o siê we mnie i mówi³o: nie jeste¶ sama, on ciê pilnuje, on czuwa nad tym byæ by³a taka, jaka wed³ug niego byæ powinna¶.
Którego¶ dnia ojciec zaprowadzi³ mnie pod bia³± ¶cianê. Czu³am jego oddech, i mogê powiedzieæ, ¿e czu³am pytanie, które zaraz mi zada. Ba³am siê tej chwili, wiedzia³am, ¿e z ojcem nie jest tak prosto. Jego pytania mnie przera¿a³y, ale w jaki¶ sposób wiedzia³am, ¿e s± potrzebne, ¿e bez nich, nie by³o by tego miejsca, ojca, matki i mnie.
- Co by¶ zrobi³a gdyby nagle ¶ciana znik³a?
- Nie wiem – odpar³am.
A on powiedzia³, ¿e to z³a odpowied¼. Zmarszczy³am brwi, wiedzia³am, ¿e ojciec oczekuje odpowiedzi, ale nie by³am w stanie niczego powiedzieæ. Czas up³ywa³, s³ysza³am tykanie zegara i oddech ojca, a potem poczu³am jego d³onie na mych ramionach. ¦cisnê³y mnie tak mocno, ¿e na moment straci³am oddech.
- Ta ¶ciana jest czê¶ci± naszego domu, musisz to zrozumieæ - rzek³ ojciec, a ja przytaknê³am, bo wiedzia³am, ¿e tego ode mnie oczekuje.
Tydzieñ pó¼niej zachorowa³am.
- Zapalenie puc - stwierdzi³ lekarz.
Mama skaka³a ko³o mnie, donosi³a lekarstwa, a kiedy gor±czkowa³am siedzia³a przy moim ³ó¿ku. Ojciec za¶ w³óczy³ siê po domu. S³ysza³am jego kroki i chrz±kanie. Wszêdzie bym je pozna³a. Chrz±ka³ naprawdê g³o¶no, a jak by³ nerwowy jeszcze g³o¶niej. Którego¶ wieczoru pojawi³ siê w drzwiach mojego pokoju. Spojrza³am na elegancko ubran± sylwetkê i u¶miechnê³am siê krzywo, a potem us³ysza³am s³owa:
- Niewidzialny, niewidzialna, niewidzialne. Wszêdzie ich pe³no. Wstañ i powiedz: nie bojê siê tego, czego nie widaæ.
Prze³knê³am ¶linê, ojciec za¶ podszed³ bli¿ej. Czu³am zapach wody koloñskiej i mog³abym daæ sobie g³owê uci±æ, ¿e poczu³am strach. Po raz pierwszy ojciec siê ba³, wyczuwa³am to dok³adnie. Jego kroki by³y bowiem inne, mniej pewne, a jednak by³y, s³ysza³am je, czu³am, bo ³ó¿ko zako³ysa³o siê delikatnie kiedy ojciec nadepn±³ na jedn± z rozchwierutanych desek. I wtedy zobaczy³am jego twarz i okulary. Zdj±³ je, przetar³, a potem wyd±³ wargi, jakby tym wydêciem chcia³ zasygnalizowaæ, ¿e jest gór±, stoi wy¿ej w hierarchii i nic, naprawdê nic go nie wystraszy.
Chwilê potem ujrza³am mamê. To by³o jak sen. Ojciec i mama. Nigdy ich takimi nie widzia³am. Jedno tu¿ obok drugiego, a zarazem tak daleko do tego drugiego.
Mama zbada³a mi czo³o, a zaraz potem w³o¿y³a w usta termometr. Powietrze drga³o, a wraz z nim rodzice. A potem wszystko znik³o.
Miesi±c pó¼niej w naszym domu pojawi³ siê starzec. Naprawdê stary, pomarszczony cz³owiek. Go¶æ ojca. Siedzia³, mówi³ i pi³ herbatê. Patrzy³am na niego ukradkiem, choæ wiedzia³am doskonale, ¿e zdaje sobie sprawê z tego, ¿e go obserwujê. Widzia³am pomarszczon± twarz, oraz równie pomarszczone d³onie, s³ysza³am s³owa, ale niewiele rozumia³am. Ojciec mówi³ du¿o. Go¶æ tylko od czasu do czasu siê odzywa³, ale jak ju¿ zacz±³ mówiæ, mówi³ d³ugo, jakby chcia³ przeci±gn±æ swoj± wypowied¼ w czasie, jakby chcia³ jej nadaæ odpowiedni wymiar. Ka¿de s³owo staruszka mia³o kszta³t, barwê, zapach b±d¼ konsystencjê. Kiedy mówi³: deszcz, czu³am zimno i wilgoæ, gdy wypowiada³ s³owo: herbata czu³am jej aromat i ciep³o dobywaj±ce siê z niewidzialnej fili¿anki. Otwar³am szeroko usta ze zdziwienia, a¿ w koñcu ojciec zagoni³ mnie do swojego pokoju.
Chrz±kanie ojca wype³ni³o przestrzeñ, kroki nieznajomego by³y wyra¼nie wyczuwalne. Wiedzia³am, ¿e korytarzem idzie dwoje ludzi. Dwie sylwetki, dwie pary nóg, dwie g³owy i dwoje ust. Ka¿dy mia³ co¶ do powiedzenia, ka¿dy trzyma³ na koñcu jêzyka zdanie, ale czeka³ a¿ nast±pi ta wyj±tkowa chwila.
- A oto i ona – us³ysza³am g³os ojca.
Chwilê potem s³owa znowu zaczê³y pachnieæ, mieæ kszta³t, barwê b±d¼ konsystencjê.
- Bia³a, niby zwyk³a, a niezwyk³a. Chropowata, a nie chropowata. Nadzwyczajnie poplamiona. Twoja?
- Tak, moja – rzek³ ojciec.
- Jak to siê sta³o?
- To d³uga historia.
- Chcia³bym jej wys³uchaæ, ale mam propozycjê, przejedzmy siê po ogrodzie.
I tyle ich s³ysza³am. Za to mog³am patrzyæ na dwie sylwetki. Drzewa ko³ysa³y siê na wietrze, a ojciec i jego towarzysz chodzili pomiêdzy nimi, jakby tym chodzeniem chcieli zasygnalizowaæ to, ¿e s± nieod³±czn± czê¶ci± tego miejsca, ¿e gdyby nie oni, nie mia³oby ono sensu, bo przecie¿ po to s± ogrody, by po nich spacerowaæ, by chodziæ i robiæ to co¶, co siê w ogrodach robiæ powinno, czyli rozmawiaæ, patrzyæ i przystawaæ od czasu do czasu. A potem nagle z nich znikn±æ, ale nie tak naprawdê, a jedynie fizycznie, bowiem kto raz ogrodem przejdzie na zawsze w nim pozostanie. Tak to widzia³am ja. Jak oni? – Nie by³o mi dane wej¶æ w skórê ojca, a tym bardziej jego towarzysza, zreszt± nawet nie wiem czy bym chcia³a. Mêskie cia³a by³y takie inne, nie pasowa³am do nich. Niemniej jednak by³am ciekawa jak to by by³o byæ ojcem; chodziæ, chrz±kaæ i zadawaæ dziwne pytania. Dlatego pewnego dnia spróbowa³am. Kiedy nie by³o nikogo w domu przesz³am siê korytarzem z rêkami w kieszeniach, chrz±knê³am raz i drugi, a potem wesz³am do pokoju, w którym by³a poplamiona ¶ciana i powiedzia³am:
- Co byæ zrobi³a gdyby nagle znik³a? – po czym popatrzy³am na powietrze, a w powietrzu owym mia³a staæ postaæ, czyli ja. Ja widziana oczyma ojca. Nie potrafi³am sobie samej siebie wyobraziæ, wiêc wszystko runê³o nim w³a¶ciwie powsta³o. Uciek³am do w³asnego pokoju i zakopa³am siê g³êboko pod ko³dr±. Dr¿a³am i by³o mi ¼le. Ba³am siê, ¿e ojciec siê dowie. ¯e sk±d¶ bêdzie wiedzia³, ¿e prze¶wietli mnie na wylot, a potem zada jedno ze swoich pytañ. Ale tak siê nie sta³o, bo wcale nie wróci³. Mama odebra³a telefon i ca³a zblad³a.
- Co siê sta³o? – spyta³am.
- Ojciec mia³ wypadek.
S³owo nie ¿yje us³ysza³am dopiero potem. Matka ba³a siê, ¿e jak je wymówi wszystko stanie siê prawd±. Wypadek stanie siê prawd± i ¶mieræ ojca tak¿e. Prawda by³a jednak taka, ¿e nim owe s³owo wypowiedzia³a ona ju¿ istnia³a i nikt, naprawdê nikt nie by³ w staniej jej podwa¿yæ.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Du¿y ¿e/>Nie
/>
/>
/>
/>Nie ³atwego ¿ycie, ³adnych
/>
/>Matka Ojciec Bra³
/>- Potrafiê
/>Zawsze Lubi³, One Zdawa³o ¿e ¿e ¿e Dlatego Ten Ale
/>
/>Pamiêtam Pamiêtam ¶cianê Nie ¶wiat³a, Jedne ¿e Zawsze ³apy ¶ciany ¶lad ¶lady,
/>
/>Mama Nosi³am ¿ycia Móg³ ³apa³
/>- ¦wiat
/>Odpowiada³am nie Odpowiedzi ¿e
/>- Nie ¿ycia.
/>A
/>- Nie Noc± Noc± ¶ni
/>Pokiwa³am Kaza³ ¿e
/>Lubi³am, ¿ywnie
/>
/>Ona Zawsze Mówi³a Trawi³am ¶ni³am.
/>
/>Ale Czêsto Zdañ,
/>
/>Ojciec Nie ¿e ¶cianach, Bosymi Czu³am nie
/>
/>Którego¶ ¶cianê. Czu³am ¿e Ba³am ¿e Jego ¿e ¿e
/>- ¶ciana
/>- Nie –
/>A ¿e Zmarszczy³am ¿e Czas ¦cisnê³y ¿e
/>- ¶ciana ¿e
/>
/>Tydzieñ
/>- Zapalenie
/>Mama ³ó¿ku. Ojciec S³ysza³am Wszêdzie Chrz±ka³ Którego¶ Spojrza³am
/>- Niewidzialny, Wszêdzie Wstañ
/>Prze³knê³am ¶linê, Czu³am ¿e Jego ³ó¿ko Zdj±³ ¿e
/>Chwilê Ojciec Nigdy Jedno
/>Mama Powietrze
/>
/>Miesi±c Naprawdê Go¶æ Siedzia³, Patrzy³am ¿e ¿e Widzia³am Ojciec Go¶æ Ka¿de Kiedy deszcz, herbata Otwar³am
/>
/>Chrz±kanie Wiedzia³am, ¿e Dwie Ka¿dy
/>- –
/>Chwilê
/>- Bia³a, Chropowata, Nadzwyczajnie Twoja?
/>- Tak, –
/>- Jak
/>-
/>- Chcia³bym
/>I Drzewa ¿e ¿e Tak Jak – Nie Mêskie Niemniej Dlatego Kiedy ¶ciana
/>- – Nie Uciek³am Dr¿a³am ¼le. Ba³am ¿e ¯e ¿e Ale Mama
/>- –
/>- Ojciec
/>S³owo nie ¿yje Matka ¿e Wypadek ¶mieræ Prawda ¿e
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Jesieñ 1918 ( wierszyk na akademiê z okazji 11 listopada) (Poznajê ¶wiat)
- nas nie ma /Debiut
- (de)laminacja
- Podró¿e z tat± /wiersz/
- chmury /wiersz/
- jedwab 2.0 /wiersz/
- Stariana/mi³osna historia z chlebem i ¶mietan±/opowiadanie/ x
- Przestroga /wiersz/x
- Pos³owie /wiersz/ ?
- Miasto /wiersz/ ~
- Baba I Ch³op tacy sami? /opowiastka/ >x
- Ninette_Nerval /wiersz/ x