24 godziny temu

Humoreska z cyklu: „ Opowiastki D³ubka Zenona.”

Szanowni Pañstwo. Niedawno prezentowa³em na tut. portalu, oparte na domniemanych, aczkolwiek nie wykluczone, ¿e autentycznych faktach, opowiadanie satyryczne pt.” Ciekawy przypadek Genowefy Piskorz”. (http://www.portalliteracki.pl/artykul,38092.html)
Mo¿e niektórzy z Was pamiêtaj±, ¿e jego bohater, niejaki Grzegorz Tuzinek, jako pierwszy mê¿czyzna na ¶wiecie, pad³ ofiar± najsilniejszego odkrytego dotychczas afrodyzjaku. ( Mykomutacji czarnobylskiej nielicznych grzybni muchomora sromotnikowego.)
W³a¶nie dotar³a do mnie wie¶æ o dalszych losach tego jak¿e, sympatycznego d¿entelmena.


Biznesowa opowiastka.



W wyniku powa¿nych ¿yciowych perypetii zwi±zanych z tamt± histori±, pan Grzegorz dozna³ niezas³u¿onej pora¿ki w swym powa¿nym, opiniotwórczym ¶rodowisku, dziêki poparciu którego planowa³ zrobiæ karierê polityczn±.
Bywa³ czasem nawet obiektem niewybrednych ¿artów typu:
- Siema Gregor, podobno ciê te¶ciowa zgwa³ci³a po grzybowej. Uwa¿aj, ¿eby ci siê w sejmie jaka¶ Klempa do dupy nie dobra³a.....itp. itd.
Te i inne impertynencje spowodowa³y, ¿e niczym powietrze, usz³y z Grzegorza polityczne ambicje. Jako cz³owiek honoru postanowi³, mimo wszystko nie daæ siê utopiæ.
Wymy¶li³ sobie sprytnie, ¿e czasowo wyciszy siê politycznie, póki sprawa nie przyschnie.

Postanowi³ zaj±c siê atrakcyjnym biznesem, aby móc szpanowaæ kas±, a poprzez nobilno¶æ zajêcia jakim jest handel antykami, nie utraciæ ca³kowicie kontaktu ze ¶rodowiskiem.
W biznesie, co dzi¶ powszechne, by³o raczej krucho, tote¿ i on nie odnosi³ wielkich sukcesów. Ale metod± ma³ych kroczków, z trudem i z pomoc± ¿ony, udawa³o mu siê jako¶ wi±zaæ koniec z koñcem.
Daleko by³o ich sklepikowi, do eleganckiego salonu aukcyjnego na g³ównej ulicy w centrum miasta, mimo to nie zra¿ali siê brakiem spektakularnych sukcesów.
Pan Grzegorz Tuzinek niezmordowanie penetrowa³ zacofane tereny wiejskie, gdzie spodziewa³ siê odnale¼æ zapomniane obiekty agrokultury, lub pami±tki ze dworów, które w wyniku dzia³añ wojennych deponowali u zaufanych ch³opów ich w³a¶ciciele.
W trakcie którego¶ przed³u¿onego weekendu, gdy pogoda dopisa³a, Grzegorz zabra³ rodzinê na Kaszuby w okolicê Gdyni, nad urocze jeziorko, które zapamiêta³ z m³odo¶ci.

Gdy ju¿ zainstalowali siê na biwaku, postanowi³ spenetrowaæ najbli¿sz± okolicê, pod k±tem dzia³alno¶ci swojej firmy. Szczê¶liwy traf chcia³, ¿e podjecha³ po s±siedzku do zagrody Stacha Kozieja- ¶redniego wiekiem, znanego w okolicy kaszubskiego gospodarza, potomka w³a¶ciciela tego uroczego jeziorka. Wjecha³ na podwórko, a tam przy niedzieli, w pe³ni s³oñca wre budowa nowej stodo³y z szarego siporeksu.
Na rusztowaniu stoi sam gospodarz i lekko chwiej±c siê na nogach patrzy nienawistnym wzrokiem w niebo i bluzga Bogu po kaszubsku najpiêkniej jak umie. Z pewno¶ci± daj±ce siê wszystkim we znaki nag³e, krótkie opady, powodowa³y w Stachu tak± irytacje.
Grzegorz rozejrza³ siê i pomy¶la³: – Tu zagadnê. Nowe siê buduje, pewnie i przeprowadzka bêdzie, mo¿e i ja co¶ „ustrzelê.”
W pobli¿u sta³a stara stodo³a. By³a to imponuj±ca, kilkusetletnia kamienna budowla, kryta strzech±, z maleñkimi oknami oraz posadzk± wyk³adan± tak wielkimi g³azami, ¿e trudno sobie wyobraziæ, jakim sposobem starzy Kaszubi tak równo, poziomo pouk³adali wielotonowe, morenowe okazy. W ¶rodku panowa³ straszny zaduch i by³o prawie zupe³nie ciemno.
Grzegorz poszed³ do gospodarza pod pozorem uiszczenia placowego za biwak. B±kn±³ jednak niby od rybki, ¿e przypadkowo jest wspó³w³a¶cicielem firmy, która poszukuje po wsiach starych przedmiotów typu: meble, szk³o, naczynia, narzêdzia, obrazy do renowacji, lub inne pami±tki z regionu - w celach muzealniczych.

- W przypadku ciekawych eksponatów, jeste¶my w stanie wyp³aciæ nawet du¿e kwoty zachêca³ gospodarza, któremu od razu b³ysnê³o oko, na my¶l o niespodziewanej mo¿liwo¶ci zainkasowania gotowego grosza.

- Wiesz pan co, panie letnik? Ja tera nie mogie, bo mnie zaprawa ¶ci±gnie, ale id¼ tam pan sam, do tej starej stodo³y, tylko ¿e tam ciemno cholera, jak w dupie u murzyna, bom przewody ze ¶cian wypru³ na odzysk. Chyba, ¿e masz pan w wozie latarkie, bo w mojej baterie wyciek³y. No i szczota by siê przyda³a by omie¶æ t± szafê.

S³owa kluczowe: „ stara stodo³a, zakurzona szafa” natychmiast przekszta³ci³y mózg pana Grzegorza w mega-szybk± wyszukiwarkê. Ju¿ po chwili ubrany w fartuch roboczy, z cyfrówk± na szyi, przy¶wiecaj±c sobie akumulatorowym reflektorkiem, omiata³ specjaln± zmiotk± warstwy brudu i kurzu na ogromnej, autentycznej, gdañskiej szafie. Ods³aniaj±cy siê powoli mebel potwierdzi³ pierwsze przypuszczenia. Prze³om XVIII- XIX w, czarny d±b,
wytwór gdañskiego rzemios³a, stan prawie idealny w stosunku do wieku.

Zdecydowa³ natychmiast, ¿e w³a¶nie od tego momentu, nale¿y „r¿n±æ g³upa” . Owin±³ w niepotrzebny ju¿ fartuch swoje narzêdzia, od³o¿y³ tobo³ek obok na trawie. Podszed³ leniwie do gospodarza udaj±c znudzonego. Z typowym dla „r¿n±cych g³upa”, krzywym, fa³szywym u¶miechem, zagadn±³ Stacha.

- A sk±d wy gospodarzu taaaaakiego klamota¶cie wytrzasnêli - powiedzia³ jakby zawiedziony znaleziskiem.

- Oj panie, to jeszcze za ¿ycia dziadka, jeszcze przed Niemcem, jak tatu¶ by³ m³ody. Ludzie od dziedzica ze dworu z wielkim trudem wstawili t± szafê do naszej stodo³y. Powiedzieli dziadkowi, ¿e jak siê dziedzic nie upomni o ni± po wojnie, to znaczy ju¿ jego jest. ¯e niby cenna. Gdy sprzeda, opêdzi jako¶ powojenn± bidê.

-To czemu nie sprzeda³ skoro taka cenna.

- Próbowa³ tatko po wojnie, ale wy¶mia³y go czerwone aktywisty. Gada³y, ¿e arystokratyczne graty obra¿aj± ich godno¶æ. Tatko mówi³, ¿e szafa jego godno¶ci nie obra¿a, to i mojej te¿. No i stoi do dzi¶. Jak stara szafa mo¿e godno¶æ obraziæ - nie.

- S³usznie, w koñcu to stary mebel, a nie polityka.

- Potem jak w powiecie klubokawiarnie otwierali, pytali¶my. Te¿ nie chcieli, chyba, ¿e w czynie spo³ecznym jako dar i sami j± przewieziemy. To na chuj nam taki interes, jak w bufecie i tak ³askê robi±, jak ch³opu zimne piwo podadz±. To¶my ze ¶p. tatkiem odpu¶cili. Lepiej na miejscu w piecu spaliæ, wiêkszy po¿ytek bêdzie.

- Oj by³oby z tej szafy trochê ciep³a w piecu- podchwyci³ Grzegorz i doda³:
- Panie Koziej, ta szafa to chyba rzeczywi¶cie jakiej¶ wiêkszej warto¶ci raczej nie ma. W muzeach stoi wiele egzemplarzy szaf, starszych, ciekawszych i ci±gle zg³aszaj± siê nowi w³a¶ciciele tego rodzaju obiektów, chêtni pozbyæ siê takich mebli za kwoty ni¿sze ni¿ planowali. Nie dziwiê siê, ¿e nie by³o chêtnych. Oczywi¶cie mo¿na by j± zawie¶æ do specjalistycznego zak³adu renowacji, ponie¶æ wszystkie koszta z tym zwi±zane i szukaæ kupca np. z og³oszenia. Marne szanse, zarobek mikry i niepewny, a kasê wy³o¿yæ trzeba na d³u¿ej. Nie wchodzê w to. My¶la³em, ¿e jakie¶ duperelki: krzese³ka, biureczko lub komódkê tu znajdê, tego poszukujemy - ³ama³ paskudnie, a¿ siê za nim kurzy³o.

-Trudno. I tak bida, i tak. Spalim pewnie w koñcu, bo opa³ ci±gle dro¿eje.

- No szkoda, cholera, przykro mi panie Stachu. Có¿ ja poradzê. Takie jest ¿ycie. Hmm........ ale wiesz pan co ? Mój te¶æ mieszka tu nie daleko. W³a¶nie zosta³ przymusowym emerytem, nie bêdzie go chyba staæ na drewno do kominka z tej zapomogi. To jeszcze czerstwy facet. Gdyby pan chcia³ rzeczywi¶cie pozbyæ siê tej szafy na opa³, w cenie suchego drewna kominkowego, oczywi¶cie wg. ceny przed pociêciem, to ja bym kupi³ Leonowi. Do zimy z ziêciem por±bi±, tym bardziej, ¿e szwagrowski w budowlance dorabia jako kierowca. Przy wadze tego klamota, nawet w postaci drewna parê groszy wyjdzie. Ja zrobiê te¶ciowi dobry uczynek a i baba nie bêdzie jesieni± stêkaæ, ¿e tatkê znów z zimna reumatyzm dr±¿y.

Gospodarz trochê postêka³, ale widaæ by³o, ¿e cierpi na chroniczny brak gotówki, wiêc przyklepa³. Wynegocjowali cenê wg. zaakceptowanej wspólnie metodologi przeliczania szafy na metry przestrzenne suchego drwa opa³owego. Ciê¿ar oszacowa³ Grzegorz przy pomocy specjalnego przelicznika na ok 320 kg, wymiary - tak dla ciekawo¶ci: 3,80 x 2,75 x 0, 89 m.

- No to pi±tka, dogadani - przyklepa³ po partnersku Grzegorz. Mo¿e zaliczka?

- Nie, dziêkujê przy niedzieli walczê z wsysem. Zap³acisz pan jutro przy odbiorze.

- Ok! O cholera, przecie¿ jutro poniedzia³ek. Mamy szkolenie w Krakowie. Wrócê w czwartek i siê tym zaraz zajmê.

- A ja akurat od pi±tku mam weselicho u siostry szwagra. Mo¿e do niedzieli zakoñczymy.

- To mo¿e umówmy siê od razu na pocz±tek przysz³ego tygodnia, w poniedzia³ek przed po³udniem i ju¿.

- W poniedzia³ek po weselu ! Co¶ pan pokrêcony? Najszybciej w czwartek, jak zam ¿ycie.

- No dobra, to niech ju¿ bêdzie w pi±tek, w koñcu nie pali siê, zaproponowa³ ugodowo Grzegorz. Mo¿e jednak jak±¶ kasê zostawiê. Na prezent dla panny m³odej.

- Prezent to ona ju¿ ma, w brzuchu. Na szczê¶cie ofiarodawcê wytropilim wczoraj w Night Clubie „Chwaszczyno”. Dziêki panie letnik. W pi±tek wolê, po weselu.

- No to czo³em, do pi±tku.

Pan Grzegorz oczywi¶cie z pe³n± premedytacj±, opó¼nia³ odbiór szafy. Pomy¶la³ sprytnie, ¿e zbytnie naleganie, mog³oby byæ odebrane nieco podejrzliwie. Chodzi³o w koñcu tylko o drewno opa³owe, a nie cenny zabytek. Poza tym mia³ teraz czas na przemy¶lenie sposobu transportu tak oryginalnego mebla. Pocz±tkowo chcia³ po prostu wynaj±æ profesjonaln± ekipê przystosowan± do przewozu tzw. gabarytów. Pukn±³ siê jednak zaraz w bañkê, s³usznie rozumuj±c, ¿e jak podjedzie do Kaszuba wozem-kolosem, wyposa¿onym w d¼wig i windê, obs³ugiwanym przez ekipê w firmowych uniformach, bêdzie to wyra¼ny przerost formy nad tre¶ci±. Nieg³upi przecie¿ Stach, zaraz skojarzy, ¿e ta szafa na opa³, to nie byle szafa, skoro pan letnik wynaj±³ najdro¿szy z mo¿liwych transport. Móg³by siê nawet rozmy¶liæ. Przecie¿ nawet grosza zaliczki nie przyj±³.

Nastêpnego ranka nasz operatywny biznesmen, zbudzi³ siê z gotowym szczegó³owym planem. Wypo¿yczy od kumpla du¿ego podmêczonego kancerami busa, a na tragarzy wynajmie dwóch kumatych kolesi – robotników z muzeum, znaj±cych konstrukcjê tego typu szaf pod k±tem demonta¿u i monta¿u. Tak te¿ siê sta³o.

W umówiony pi±tek ok. po³udnia du¿a, powgniatana, bia³a blaszanka podjecha³a ty³em na niewielkie podwórze Stacha Kozieja.

- Dzieñ dobry panie Stachu. No to jak? Zabieramy tego klamota?

- Cze¶æ panie letnik. Oczywi¶cie, pakuj pan te ciep³o w szafie zaklête.

- Proszê przeliczyæ kasê. Pieni±dz lubi byæ liczonym. A jak tam zdrówko po weselu - zapyta³ Grzegorz dla luzu, nie chc±c byæ takim zasadniczym.

- Oj, dalimy czadu. Chyba z tydzieñ bimbrowalim. Ale nie szkoda, bo i cel zosta³ osi±gniêty, znaczy „ prezent” za jakie dwa miechy trafi bezpo¶rednio do ju¿ legalnego ofiarodawcy. Nie powiem, zdrowia kosztowa³o, to fakt. Roboty, roboty moc, a tu we ³bie bajzel. Ni na rusztowanie wej¶æ bo lêk, ni babê posun±æ, bo ku¶ka jeszcze s³abowita, jeno siekierk± dla kura¿u pomachaæ. To¶wa z dobrej woli ze szwagrem, po³upali panu szanownemu t± star± szafinê, co by siê te¶ciowi do kominka zda³a. O tam le¿y - wskaza³ rêk± w kierunku zdzicza³ych krzewów malinowych.

Grzegorz ujrza³ jak w równym szeregu, niby dru¿yna skautów, stoj± sobie spokojnie, du¿e solidne, czarno-granatowe worki z por±ban± szaf±.

- Za worki mo¿esz pan nie oddawaæ, bo to darmowe, dla powodzian - powiedzia³ Stach, dumny ze swej pracowito¶ci.

Ostatnie s³owa ju¿ prawie nie dociera³y do naszego bohatera. Czu³ tylko jak ¿o³±dek podchodzi mu do gard³a, a pot zalewa czo³o. W uszach narasta³ pisk jakby tysiêcy nienaoliwionych zawiasów strych szaf gdañskich. Zrozpaczony odjecha³ natychmiast bez s³owa, nie ogl±daj±c siê ani na poka¼ny rz±d wielkich worków z drewnem, ani na okrzyki zdziwionego gospodarza: - Panie, panie a worki? Przecie¿ zap³acone.
Nie widziano go ju¿ wiêcej w tych okolicach.


******************************

Wieczorem na podwórko Stacha podjecha³ czarny Opel z solidn± przyczepk±. By³ to pan W³adzio Cimoszko, letnik z Warszawy, który zbudowa³ piêkn± daczê po drugiej stronie jeziora.

- Cze¶æ Stasiu. Nie schod¼. To ja zabieram to drewno. Kasê Basi w kuchni zostawi³em.

W³adzio z synem na trzy kursy zabrali drewno, którym pogardzi³ nasz Grzegorz-pechowiec.

Po robocie prawie po ciemku Stach ze szwagrem, siedz± na murku zmêczeni.

- Stachu, co bêdzie, gdy wróci letnik po worki.

- To mu oddam kasê i przeproszê grzecznie za nieporozumienie. Przecie¿ i tak ju¿ Cimoszko zap³aci³. Stratny kurna nie jestem, wrêcz przeciwnie. A drewna u nas w brud, Przecie¿ ostatnio przer±balim te pó³ hektara, co mi ¶p. tatko zapisa³.

- A szafa?

- Co szafa? Niech se stoi jak sta³a. To ju¿ lato¶, trzeci frajer.

A mówi±, ¿e Kaszeby durne s±.




KONIEC

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Humoreska Opowiastki D³ubka Zenona.” /> />Szanowni Pañstwo. Niedawno ¿e Ciekawy Genowefy Piskorz”. (http://www.portalliteracki.pl/artykul,38092.html) />Mo¿e Was ¿e Grzegorz Tuzinek, ¶wiecie, Mykomutacji />W³a¶nie /> Biznesowa /> /> />W ¿yciowych Grzegorz ¶rodowisku, />Bywa³ ¿artów />- Siema Gregor, Uwa¿aj, ¿eby Klempa />Te ¿e Grzegorza Jako />Wymy¶li³ ¿e /> />Postanowi³ ¶rodowiskiem. />W Ale ¿ony, />Daleko />Pan Grzegorz Tuzinek />W Grzegorz Kaszuby Gdyni, /> />Gdy Szczê¶liwy ¿e Stacha Kozieja- ¶redniego Wjecha³ />Na Bogu Stachu />Grzegorz Nowe „ustrzelê.” />W By³a ¿e Kaszubi ¶rodku />Grzegorz B±kn±³ ¿e /> />- /> />- Wiesz ¶ci±gnie, ¿e ¶cian Chyba, ¿e /> />S³owa Grzegorza Ju¿ Ods³aniaj±cy Prze³om XVIII- XIX />wytwór /> />Zdecydowa³ ¿e „r¿n±æ Owin±³ Podszed³ „r¿n±cych Stacha. /> />- /> />- ¿ycia Niemcem, Ludzie Powiedzieli ¿e ¯e Gdy /> />-To /> />- Próbowa³ Gada³y, ¿e Tatko ¿e Jak /> />- S³usznie, /> />- Potem Te¿ ¿e ³askê To¶my ¶p. Lepiej /> />- Grzegorz />- Panie Koziej, Nie ¿e Oczywi¶cie Marne Nie My¶la³em, ¿e ³ama³ /> />-Trudno. Spalim /> />- Stachu. Có¿ Takie ¿ycie. Hmm........ Mój W³a¶nie Gdyby Leonowi. ¿e Przy ¿e /> />Gospodarz ¿e Wynegocjowali Ciê¿ar Grzegorz 3,80 2,75 /> />- Grzegorz. Mo¿e /> />- Nie, Zap³acisz /> />- Ok! Mamy Krakowie. Wrócê /> />- Mo¿e /> />- /> />- Co¶ Najszybciej ¿ycie. /> />- Grzegorz. Mo¿e /> />- Prezent Night Clubie „Chwaszczyno”. Dziêki /> />- />Pan Grzegorz Pomy¶la³ ¿e Chodzi³o Poza Pocz±tkowo Pukn±³ ¿e Kaszuba Nieg³upi Stach, ¿e Móg³by Przecie¿ /> />Nastêpnego Wypo¿yczy Tak /> />W Stacha Kozieja. /> />- Dzieñ Stachu. Zabieramy /> />- Cze¶æ Oczywi¶cie, /> />- Proszê Pieni±dz Grzegorz /> />- Oj, Chyba Ale Nie Roboty, ³bie To¶wa /> />Grzegorz /> />- Stach, />Ostatnie Czu³ ¿o³±dek Zrozpaczony Panie, Przecie¿ />Nie /> /> ****************************** /> />Wieczorem Stacha Opel By³ W³adzio Cimoszko, Warszawy, /> />- Cze¶æ Stasiu. Nie Kasê Basi /> />W³adzio Grzegorz-pechowiec. /> />Po Stach /> />- Stachu, /> />- Przecie¿ Cimoszko Stratny Przecie¿ ¶p. /> />- /> />- Niech /> ¿e Kaszeby /> /> /> KONIEC

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci