24 godziny temu

Wcisn±³ siê g³êboko w fotel, nienaturalnie zwar³ zêby, co nada³o jego twarzy niespotykany na niej nigdy wcze¶niej rys i na sztywno wyci±gniêtych w przód rêkach obj±³ d³oñmi obrêcz kierownicy zaciskaj±c palce na skórzanej oprawie tak mocno, ¿e nie¶wiadomie odcisn±³ na niej krótko przecie¿ przyciête, mêskie paznokcie. Wyra¼nie z³y tkwi³ w blaszanej pu³apce samochodu bez nadziei na szybk± poprawê swojego po³o¿enia. Nie móg³ poj±æ tego, ¿e miasto mimo niemal nieprzespanej nocy, wsta³o tak wcze¶nie, by gnêbiæ swoich mieszkañców rykiem silników, piskiem opon i nie mniej irytuj±cym pobrzêkiwaniem klaksonów. By³a sobota i jak my¶la³, przynajmniej po³owa z tych fagasów, kretynów, durnych blondynek, niedzielnych kierowców, bab za kierownic± czy cwanych taksiarzy zamiast, jak to bywa w robocze dni, uzewnêtrzniaæ swoj± beznadziejno¶æ w ulicznym wy¶cigu do biur, biurek, biureczek, mog³aby przecie¿ zostaæ w domu i ¶niæ jeszcze swoje durne sny. W oczach Adama nie usprawiedliwia³a ich nawet bardzo ³adna pomimo wczesnej pory, zachêcaj±ca do ruszenia siê z domu, pogoda. Pog³o¶ni³ muzykê, by zag³uszyæ denerwuj±cy, dobiegaj±cy zza okna gwar, uprzyjemniæ sobie choæ nieco bezkresne minuty, które oczekiwa³y na niego w ci±gn±cym donik±d korku, ale przede wszystkim chyba, by zag³uszyæ straszne, godne wstydu my¶li o przeklinaniu, biciu, gryzieniu, mordowaniu. Chcia³ wrzeszczeæ razem z dobiegaj±cym z g³o¶ników g³osem rockowego wokalisty jednak przez wzgl±d na obserwuj±cych go z s±siedniego pasa ludzi poprzesta³ na nerwowym, acz rytmicznym stukaniu palcami o pulpit. Z natury optymistycznie usposobionemu mê¿czy¼nie tego by³o ju¿ zbyt wiele. Chcia³ tylko punktualnie o 9.00 stawiæ siê w pracy, co w za³o¿eniu nie by³o planem trudnym do zrealizowania. Owszem wsta³ zbyt pó¼no nie pozostawiaj±c sobie czasu na staranne przygotowanie stroju, d³ugie szczotkowanie zêbów i leniwe popijanie gor±cej herbaty w takt s³ów telewizyjnego spikera, ale zd±¿y³by z pewno¶ci±. Zd±¿y³by, gdyby nie pok³óci³ siê z Iz±. Dziewczyna ocknê³a siê kiedy wychodzi³, by spod pó³przytomnych powiek dostrzec ba³agan, którym w po¶piechu rozrzucaj±c ubrania i niechlujnie pozostawiaj±c na stoliku resztki niedojedzonego ¶niadania zak³óci³ zawsze harmonijny wystrój sypialni. My¶l o powodzie k³ótni wzmagana bezsilno¶ci± w walce ze spalinowym oddechem miasta napêdza³a go jeszcze bardziej, igra³a z brutalnie zaburzonym ¶wiêtym spokojem. Nie mia³ w±tpliwo¶ci. Choæ bardzo siê tego wstydzi³ w tej w³a¶nie chwili szczerze nienawidzi³ swojej narzeczonej.
Wsta³a z ³ó¿ka do¶æ pó¼no. Nie mog³a jednak spaæ od kiedy opu¶ci³ mieszkanie. Ci±g³ym przestawianiem rozlegaj±cego siê w pokoju ze z³o¶liw± czêstotliwo¶ci± budzika, przed³u¿a³a jedynie mêkê gapienia siê w pusty od bieli sufit. Nie wiedzia³a, co zrobi³a ¼le, je¶li w ogóle cokolwiek by³o jej win±. Nie mog³a mu te¿ wybaczyæ zbyt ciê¿kich, nie s³yszanych nigdy wcze¶niej z jego ust s³ów. Spiête w goryczy miê¶nie d³ugo walczy³y, by nie pokazaæ zdobi±cym ¶ciany lustrom tego, co bole¶nie rani³o jej delikatne wnêtrze. Po d³u¿szej chwili jednak skapitulowa³y i najpospolitsz± z dróg wycisnê³y w k±ciku oka nagromadzon± od pracy kroplê s³onego potu. Otar³a twarz rêkawem pid¿amy i usiad³a. Zdrowy rozs±dek zwyciê¿y³, a dziewczyna wygrzeba³a siê spod ciep³em przypominaj±cej cia³o Adama pierzyny i zabra³a siê do codziennych obowi±zków. Nie sprawdzi³a nawet, jak mia³a to w zwyczaju swojego telefonu. To tak¿e rani³o j± bardzo. Jej narzeczony przy okazji ka¿dej wcze¶niejszej k³ótni po czasie potrzebnym mu do och³oniêcia i przemy¶lenia w³asnych b³êdów przysy³a³ jej krótkiego sms-a przepraszaj±c s³odko i czyni±c jej serce na powrót przychylniejszym. Tym razem telefon milcza³. Musia³a wiêc równie¿ sprawiæ mu wielk± przykro¶æ i bardzo go zdenerwowaæ. Nie chcia³a tego nigdy, bez wzglêdu na fakt jak wysoki by³ poziom wzajemnych zarzutów. Zasiad³a zatem do samotnej jak ona jajecznicy i nieco ju¿ mniej samotnych, lecz nie mniej smutnych stronic znalezionej na wycieraczce pod drzwiami gazety. Nastêpnie wyjrza³a za okno, poprawi³a zakrzywion± ¿aluzjê, z³o¿y³a koc, przesunê³a fotel, odkurzy³a telewizor, wielokrotnie bezmy¶lnie otworzy³a i zamknê³a lodówkê. By³a zbyt dumna. Nie zadzwoni³a pierwsza.
Sznur aut w ¿ó³wim tempie sun±³ ku g³ównej ulicy, by raz po raz przystawaæ zatrzymany czerwonym ¶wiat³em. Pogodzony z wyrokiem poznañskich ulic Adam nie walczy³ ju¿, nie próbowa³ przepychaæ siê ani te¿ popêdzaæ nikogo. Nie by³ jeszcze spó¼niony, lecz zegar na desce rozdzielczej zbli¿a³ siê ju¿ niechybnie do wyznaczonej godziny. Teraz rozmy¶la³ ju¿ tylko o narzeczonej. Pomiêdzy uczucie nienawi¶ci jeszcze do niedawna w ca³o¶ci wype³niaj±ce jego cia³o, przypominaj±c sobie wszystkie dobre, piêkne i warto¶ciowe, wspólnie spêdzone chwile, sam wprowadza³ na powrót zacz±tki my¶li, które towarzyszy³y mu jeszcze kiedy poprzedniego wieczoru w namiêtnym u¶cisku k³adli siê spaæ. Cia³o obok cia³a, oddech obok oddechu. Zajêty rozmy¶laniem nie spostrzeg³ nawet momentu, gdy zaj±³ pierwsze miejsce w kolejce do upragnionej przez wszystkich, migaj±cej tu¿ za skrzy¿owaniem jak fatamorgana, p³ynnej jazdy. Zosta³o mu jeszcze piêæ minut. Je¶li siê pospieszy, my¶la³, bêdzie na czas lub spó¼ni siê na tyle niewiele, ¿e jego niepunktualno¶æ pozostanie niezauwa¿ona przez czujne oko prze³o¿onych. Czerwone, ¿ó³te, zielone. Ruszy³ jak kierowca rajdowy, nieustannie nabieraj±c prêdko¶ci. Przed nim by³a ju¿ tylko pusta droga. Rado¶æ w po³±czeniu z adrenalin± pozwoli³y mu w jednej sekundzie inaczej spojrzeæ na ukochan±. Kocha³ j± przecie¿ i w³a¶nie w tej chwili zapragn±³ kolejny raz jej o tym powiedzieæ nadrabiaj±c stracon± ku temu z rana sposobno¶æ. Wyci±gn±³ z kieszeni telefon i jedn± rêk± trzymaj±c kierownicê szybko z listy kontaktów wyszuka³ Piêkn±. Nie móg³ siê doczekaæ kiedy us³yszy jej ciep³y g³os i wyja¶ni wszystko przepraszaj±c za sam ju¿ nie wiedzia³ czym spowodowan± porann± osch³o¶æ i podenerwowanie. Najwyra¼niej w po¶piechu opuszczaj±c mieszkanie nie po¶wiêci³ wystarczaj±co du¿o uwagi nie tylko szczoteczce do zêbów i herbacie. Najpewniej zapomnia³ o czym¶ jeszcze. Niestety w ich wspólnym mieszkaniu nikt nie odebra³. Mimo zapewniaj±cych ciszê okalaj±cych je dorodnych drzew nikt nie s³ysza³ rozlegaj±cej siê z g³o¶nika komórki, nagranej z radia romantycznej piosenki. Pragnienie kontaktu by³o jednak zbyt silne, chorobliwie odporne na wszelkie przeszkody. Z rêk± przy uchu, pêdz±c bezwiednie przez ronda, aleje, ulice i uliczki niestrudzenie dzwoni³ do Izy.
By³ ¶rodek dnia, kiedy Iza nie mog±c znie¶æ d³u¿ej uciekaj±cego wraz z kolejnymi my¶lami o k³ótni czasu postanowi³a zadzwoniæ do Adama. Ju¿ od kilku godzin nie gniewa³a siê na niego. Wiedzia³a przecie¿, ¿e jest dobrym cz³owiekiem. Cz³owiekiem tak dobrym, i¿ bez namys³u odda³a mu swoj± mi³o¶æ. Zrobi³, ¼le tego by³a pewna, ale w g³êbi duszy rozumia³a powody jego gwa³townego zachowania. Postanowi³a, ¿e przygotuje dla nich wystawny obiad, którym przy kieliszku wina uczcz± zgodê, mi³o¶æ odporn± na najgorsze nawet humory i ob¶miej± wspólnie w³asne u³omno¶ci, by znów, jak co noc, zasn±æ w b³ogim zbli¿eniu. Dziewczyna prze³amuj±c w³asny opór podjê³a decyzjê, i¿ je¶li on nie zadzwoni do czasu ukoñczenia obiadu, zrobi to ona. Nadzieja dziewczyny pozosta³a jednak tylko w sferze pobo¿nych ¿yczeñ. Iza postanowi³a wiêc siêgn±æ po telefon. Ku jej zaskoczeniu na ma³ym ekranie zobaczy³a a¿ trzyna¶cie nieodebranych po³±czeñ. Wszystkie pochodzi³y z numeru Kulfona, jak zaczepnie zwyk³a mawiaæ na Adama. Zapomnia³a, ¿e wy³±czy³a d¼wiêk na noc, by nikt nie przeszkadza³ jej w s³odkim lenistwie pierwszego w tygodniu, wolnego od pracy dnia. Zadzwoni³a natychmiast, pomiêdzy kolejnymi sygna³ami wstydz±c siê w g³êbi duszy wszystkich, wypowiadanych w g³owie, oskar¿eñ o zapalczywo¶æ i napompowan± mêsk± dumê. Teraz chcia³a ju¿ tylko jednego. Po³±czenie odrzucono. By nie przeszkadzaæ w pracy wys³a³a tylko krótkiego sms-a: „Kocham Ciê…zadzwoñ :*”
Przera¼liwy huk i zgrzyt gniecionego metalu zburzy³ spokój pustej ulicy. Bezbronny ford goni±cy do ¶wiec±cego z daleka zielonego ¶wiat³a wpad³ na skrzy¿owanie, by spotkaæ siê z nie dbaj±c± o ¶wiat³o czerwone ciê¿arówk±. M³ody mê¿czyzna zd±¿y³ jeszcze pos³aæ spojrzenie siedz±cemu ze zmru¿onymi oczami, wysoko w kabinie, oprawcy, by nastêpnie auto w jednej sekundzie przetoczy³o siê przez chodnik i uderzy³o w stoj±c± na nim latarniê. Skurczy³o siê nie pozostawiaj±c potrzebnego na drobne cia³o miejsca. Ca³emu zdarzeniu przygl±da³ siê stoj±cy po przeciwleg³ej stronie ulicy, leniwie s±cz±cy piwo m³ody ch³opak, który widz±c dok³adnie ca³e zdarzenie zastyg³ w bezruchu opanowany z³owrog± cisz±. Teraz wszystko by³o ju¿ spokojne. Pot³uczone drobno szk³o nie brzêcza³o o asfalt, stal nie gniot³a siê i nie szura³a. Nawet krew s±czy³a siê powoli i bezd¼wiêcznie. Oprzytomnia³y z chwilowego szoku, ¶wiadek wypadku ruszy³ natychmiast w kierunku zniszczonego forda. Widzia³ bowiem, ¿e kierowca sporo wiêkszej ciê¿arówki zaczyna siê szamotaæ próbuj±c uwolniæ siê z kabiny. Kiedy doszed³ na miejsce, opanowuj±c obrzydzenie spojrza³ na zmasakrowane cia³o. Z bezkszta³tnej masy, która kiedy¶ oddycha³a, ¶mia³a siê, z³o¶ci³a i nawet kocha³a rozpozna³ tylko rêkê wystaj±c± przez pozosta³o¶æ przedniego okna, trzymaj±c± mocno w martwym u¶cisku telefon komórkowy. Ch³opak chwyci³ nadgarstek ofiary i czego spodziewa³ siê wcze¶niej, nie wyczu³ na niej pulsu. Rozwar³ bia³e, pozbawione spoczywaj±cej na chodniku krwi, palce, zadzwoni³ po karetkê i pospiesznie odszed³ ze zdobycz±. Medycy przyjechali po dziesiêciu minutach. Pracy dla nich ju¿ jednak nie by³o. Nie by³oby jej nawet, gdyby czekali tam od zawsze.
Tylko godzina dzieli³a j± od spotkania z Adamem. Spokojna ju¿ czeka³a na telefon nakrywaj±c stó³. Kiedy po raz kolejny przeciera³a kieliszki do wina ¿eby upewniæ siê, ¿e wszystko bêdzie idealnie i nie przeszkodzi w s³odkim pojednaniu, z drugiego pokoju odezwa³ siê krótki pulsuj±cy d¼wiêk. Pobieg³a i odczyta³a sms-a: „Ja jestem ju¿ poza zasiêgiem, ale te¿ kocham Ciê bardzo”. Zupe³nie nie wiedzia³a o co chodzi. Gdy zadzwoni³a, abonent rzeczywi¶cie ju¿ nie odpowiada³.

***

Sta³a kiedy¶ u zbiegu ulic Lechickiej i Wojciechowskiego m³oda, drobna p³acz±ca wierzba. Mieszkaj±cy w pobli¿u ludzie twierdz±, ¿e posadzi³a j± tam kobieta o przepe³nionym smutkiem obliczu, która w tym w³a¶nie miejscu straci³a blisk± sobie osobê. Nikt nie wiedzia³ kim by³a. Niepostrze¿enie zostawia³a po sobie tylko drobny, lecz ¿ywy ¶lad w postaci p³on±cego jasnym ¶wiat³em znicza. Podobno drug±, niemal identyczn±, a przeszczepion± z tej samej ro¶liny wierzbê, tu¿ obok grobu wkopa³a na jednym z poznañskich cmentarzy. U zbiegu ulic Lechickiej i Wojciechowskiego nie stoi dzi¶ ju¿ ¿adne drzewo, nie p³onie ¿aden znicz. Kim by³a, tajemnicza kobieta i za kim p³aka³a wierzba? Czy mo¿e by³ to kto¶ zupe³nie inny? Wszystko to wie chyba tylko ta druga, która w gor±cym s³oñcu, lej±cym deszczu, a nawet przykryta lekkimi p³atkami ¶niegu pochylaj±c siê nad mogi³±, wci±¿ têskni. Los nigdy nie powinien rozdzielaæ bli¼niaczych drzew.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Wcisn±³ ¿e Wyra¼nie Nie ¿e By³a ¶niæ Adama ³adna Pog³o¶ni³ Chcia³ Chcia³ Owszem Zd±¿y³by, Iz±. Dziewczyna ¶niadania My¶l ¶wiêtym Nie Choæ Wsta³a ³ó¿ka Nie Ci±g³ym Nie ¼le, Nie Spiête ¶ciany Otar³a Zdrowy Adama Nie Jej Tym Musia³a Nie Zasiad³a Nastêpnie ¿aluzjê, By³a Nie Sznur ¿ó³wim ¶wiat³em. Pogodzony Adam Nie Teraz Pomiêdzy Cia³o Zajêty Zosta³o Je¶li ¿e Czerwone, ¿ó³te, Ruszy³ Przed Rado¶æ Kocha³ Wyci±gn±³ Piêkn±. Nie Najwyra¼niej Najpewniej Niestety Mimo Pragnienie Izy. By³ ¶rodek Iza Adama. Ju¿ Wiedzia³a ¿e Cz³owiekiem Zrobi³, ¼le Postanowi³a, ¿e Dziewczyna Nadzieja ¿yczeñ. Iza Wszystkie Kulfona, Adama. Zapomnia³a, ¿e Zadzwoni³a Teraz Po³±czenie „Kocham Ciê…zadzwoñ :*” Przera¼liwy Bezbronny ¶wiec±cego ¶wiat³a ¶wiat³o M³ody Skurczy³o Ca³emu Teraz Pot³uczone Nawet Oprzytomnia³y ¶wiadek Widzia³ ¿e Kiedy ¶mia³a Ch³opak Rozwar³ Medycy Pracy Nie Tylko Adamem. Spokojna Kiedy ¿eby ¿e Pobieg³a „Ja Ciê Zupe³nie Gdy />*** /> Sta³a Lechickiej Wojciechowskiego Mieszkaj±cy ¿e Nikt Niepostrze¿enie ¿ywy ¶lad ¶wiat³em Podobno Lechickiej Wojciechowskiego ¿adne ¿aden Kim Czy Wszystko ¶niegu Los

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci