24 godziny temu
- Patrz mi prosto w oczy - Skierowa³ ¶wiat³o lampki na jego twarz. Mê¿czyzna zamruga³ i skoncentrowa³ wzrok próbuj±c przebiæ siê przez jasno¶æ ¿arówki – Tak jest. Zasada numer jeden. Pseudonimy. Masz na imiê Madox tak? – Przes³uchiwany potwierdzi³ – Pseudonimy to czê¶æ strategii szyfru. Rozumiesz. Wróg nie mo¿e przechwyciæ jednego z naszych i tak po prostu wyci±gn±æ informacje kleszczami. O nie! Wci¶nie mu w ¿y³y narkotyki, przypiecze ogniem albo wywróci psychikê ale jak nasz cz³owiek prawid³owo stosowa³ siê do strategii szyfru to gówno dostan±! – Oficer Kontrwywiadu strzeli³ piê¶ci± w stó³ – Gówno m³ody cz³owieku – powtórzy³ dosadniej.
Bo by³o tak, ¿e ów m³ody, rozkojarzony cz³owiek – Madox dosta³ siê tutaj z polecenia dalekiego znajomego. Jego psychika podupad³a na kondycji. Po dwudziestu minutach rozmowy kwalifikacyjnej mia³ serdecznie do¶æ i jego jedyn± ambicj± by³ jak najszybszy powrót do wynajmowanego pokoju, nieopodal centrum miasta. Mia³o siê spe³niæ jego wielkie marzenie – wizja pracy po politologii, (w dodatku ca³kiem intratnej) Perspektywa skusi³a go do tego stopnia, ¿e do Oficera dzwoni³ przez ca³y poranek, a¿ w koñcu doigra³ siê i jeszcze tego samego dnia umówi³ siê na „wstêpne rozpoznanie” jak to okre¶li³ tajemniczy rozmówca.
- Zatem Madox czy jak ci tam, zapomnij o dotychczasowym ¿yciu. Nie ma cie. Jeste¶ John, Robert, Marcel, 006, M13/12, serdelki, W±siarz, kolekcjoner, porno bran¿a ale nie Madox. Zmieniasz te ksywki co trzy dni. A gwarantuje – Bêdziesz jak pieprzony Bond, James Bond oczywi¶cie. ¯aden masoñski sukinsyn nie dorwie ciê w swoje ³apska –
- Ale¿ proszê pana! Nast±pi³o tutaj jakie¶ straszne nieporozumienie. Dzwoni³em w sprawie pracy w charakterze politologa, przy biurze dyplomatycznym. Nie mam zamiaru szkoliæ siê na szpiega! –
Oficer pog³adzi³ swoje rozro¶niête w±siska, obserwuj±c spokojnie Madoxa. Ubiegaj±cy siê o stanowisko pracy ju¿ nie móg³ usiedzieæ na krzese³ku, a dialog rozpocz±³ zaledwie dwadzie¶cia minut temu.
- Mój ch³opcze o czym ty mówisz… wiem ja i ty to wiesz, ¿e pokocha³e¶ t± robotê od samego pocz±tku. Posada Politologa?! Dobre sobie, ale widzê, ¿e powoli ³apiesz – Wyci±gn±³ z torby laptopa. Uruchomi³ go, po paru klikniêciach odwróci³ ekran w stronê zdezorientowanego studenta – Spójrz – odezwa³ siê - Powiedz mi, co tu widzisz?-
Madox jak na z³o¶æ, zapomnia³ okularów z domu, a jego soczewki ju¿ od d³u¿szego czasu spoczywa³y na dnie ¶mietnika. Zbli¿y³ siê do ekranu, prawie dotykaj±c go czubkiem nosa.
- No tak… widzê…. To jest oferta wykwalifikowanych sprz±taczek – rozpozna³ literki, u¿eraj±c siê z rozmazanym otoczeniem.
- No i ? –
- No i co? Sprz±taczki jak sprz±taczki –
- Nie dostrzegasz czego¶ ukrytego, czego¶ pod tym tekstem? – Oficer zni¿y³ konspiracyjnie g³os – No dobra, przeczytaj siódm± linijkê od do³u. Tak. Zaraz za okresem wa¿no¶ci oferty –
- Jest napisane: „Robimy to szybko, profesjonalnie i dyskretnie. Robota pierwszej klasy” Nadal nie rozumiem –
- Ohh… puknij siê w czo³o, Serdelki – rzek³, trac±c widocznie na cierpliwo¶ci – Albo czekaj, wyrêczê cie! – Pukn±³ go jak zapowiedzia³. Kostki piê¶ci odcisnê³y siê na poradlonym od oburzenia czole.
- Koniec! Koniec tej cholernej tragifarsy! – oznajmi³. Po pierwsze nie jestem serdelki, tylko Madox, po drugie co panu odwali³o, ¿eby mnie biæ po czole?! –
- Agencie serdelki, pan sobie jaja robi. Jak to co?! Trzeba byæ gotowym na przyjêcie bólu oraz niespodziewanego obrotu spraw. Niech pan usi±dzie do jasnej ciasnej! A teraz agencie serdelki, jedno pytanie. Czy spodziewa³ siê pan ataku z mojej strony? –
- No nie – odpar³ wybity z toku rozumowania – Nie… ale jest pan w koñcu pracodawc±! Nie ma sensu, ¿eby to pracodawca bi³ swoich pracowników! –
- Ano widzisz, to ju¿ kolejna nauczka. Nigdy nie wiesz, kiedy wróg uderzy.. A ju¿ szczególnie ci durnie z New Word order. Kiedy¶ mnie taki jeden próbowa³ zneutralizowaæ… Mopem, a niech mnie piorun trza¶nie je¿eli … ale wróæmy do tematu. To nie ¿adne sprz±taczki, serdelki, tylko zespó³ p³atnych zabójców! -
- No nie, teraz to pan dowali³ – rzek³ rozbawiony Madox.
- S³uchaj mnie m³ody. Przekaza³em ci wa¿n± tajemnicê pañstwow±, wiêc zachowuj siê jak przysta³o na jej powiernika – Przytemperowa³ go Oficer. Madoxa zaczê³o mdliæ na widok jego w±sów, równie rozbieganych co w³a¶ciciel. Wsta³, narzuci³ na siebie kurtkê.
- Jak ju¿ mówi³em. Szukam pracy, nie mam ochoty na g³upie ¿arty. Ju¿ i tak mam ich wystarczaj±co przez mój kierunek studiów. Tak¿e przykro mi ale natrafi³ pan na niew³a¶ciwego cz³owieka, w niew³a¶ciwym nastroju – spi±³ kurtkê zamkiem i opu¶ci³ ma³y pokoik, uprzednio trzasn±wszy drzwiami odpowiednio g³o¶no.
- Jeszcze siê do ciebie odezwiemy, Agencie Serdelki. –
To nie by³y s³owa rzucane na wiatr. Oficerka kontrwywiadu to nie byle casting na sta¿ystê.
Komórka zadzwoni³a, kiedy Madox wychodzi³ z sali wyk³adowej. Wierci³a siê w kieszeni upierdliwie. Sygna³ nie zamiera³, co poirytowa³o studenta. Wyj±tkowo nie mia³ ochoty na pogawêdkê. Od czasu rozmowy kwalifikacyjnej, któr± ostatecznie uzna³ za niesmaczny dowcip, z³apa³ ostrego do³a. ¦wiat malowa³ w czarnych barwach, piwo smakowa³o jak gazowana woda a wyg³upy znajomych traktowa³ jak co¶ poni¿ej poziomu dziesiêciolatka. Pomimo odrzucenia po³±czenia komórka zaczê³a dzwoniæ ponownie. Zbagatelizowa³ ten fakt. Paru przechodniów rzuci³o ponaglaj±ce spojrzenia. Polifonia starej Nokii zaczê³a wyprowadzaæ z równowagi innych. W koñcu nerwy mu pu¶ci³y.
- Halo?! –
- Agencie serdelki? S³uchaj mnie uwa¿nie… -
- …. To znowu pan? Chyba nie muszê panu powtarzaæ, ¿e takie ¿arty mnie nie ¶miesz±. –
- To nie s± ¿arty, agencie. Kobieta, lat trzydzie¶ci, czerwony ¿akiet, mocny makija¿. Po twojej lewej stronie – Madox ju¿ mia³ zaprotestowaæ ale mimochodem zerkn±³ w podan± stronê. Pod±¿a³a ni± niewiasta odpowiadaj±ca opisowi Oficera. Przechodzi³a przez centrum swobodnym krokiem, w którym mo¿na by³o odczuæ co¶ z typowo kobiecej kokieterii.
- Tak. To jest w³a¶nie ona. Zderz siê z ni± przypadkowo. Gdy odpowie „przepraszam bardzo” ¶led¼ j±, a nastêpnie czekaj na moje dalsze instrukcje –
- Ale….. –
- „Ale” Agencie serdelki w naszym ¿argonie nie istnieje! Powodzenia – Sygna³ urwa³ siê. Rozw¶cieczony Madox obserwowa³ jak kobieta oddala siê w stronê centrum. Przez chwilê bi³ siê z my¶lami, a¿ w koñcu zdecydowa³, ¿e ruszy jak najdyskretniej, choæby nawet dlatego, ¿e nic innego nie mia³ do roboty. Zaliczy³ kolokwium, zatem miêdzy bogiem a prawd± mia³ do wyboru albo podj±æ siê tego „zadania” albo wróciæ do ciasnego mieszkanka i surfowaæ po Internecie w poszukiwaniu luki na rynku pracy, któr± móg³by zape³niæ.
Madox nigdy nie mia³ problemów z nie¶mia³o¶ci±. Pozoruj±c trucht, typowy dla zabieganych mieszczuchów zbli¿y³ siê do przej¶cia dla pieszych. Odczeka³ chwilê, a¿ ¶wiat³o zielone zacznie mrugaæ i ruszy³ do akcji. Kobieta w czerwonym ¿akiecie zd±¿y³a przej¶æ na drug± stronê ulicy. Na to w³a¶nie liczy³. Przebieg³ przez zebrê, przepraszaj±c oburzonych przechodniów. Szczê¶cie mu sprzyja³o. Zat³oczony t³um dodawa³ jego akcji wiarygodno¶ci. Uderzy³ prosto na czerwieñ ¿akietu.
- Och! Proszê wybaczyæ, cz³owiek przez ten po¶piech czasami i w³asnej g³owy zapomni…. – wypali³ kiedy wpad³ na „cel” oma³o co nie przewracaj±c niewiasty.
- Przepraszam bardzo.. To moja wina, idê przez miasto jak zahipnotyzowana. – Odpowiedzia³a, sil±c siê na przepraszaj±cy u¶miech.
„Bingo!” Pomy¶la³. Kobieta ulotni³a siê. Zosta³ sam. Ludzie przechodzili obok niego obojêtnie. „I co teraz?” Spyta³ sam siebie. Na pomoc wybrzmia³a komórka. Odebra³ j±, kryj±c ekscytacje.
- Serdelki. Melduj! –
- Eee… no…. Zna has³o. –
- Zgadza siê, gdzie teraz siê znajduje? – Madox rozgl±dn±³ siê po okolicy. Zaroi³o siê od mieszkañców. Czerwieñ ¿akietu umknê³a mu sprzed nosa.
- Sprawy siê skomplikowa³y. Nie ma jej.. a móg³bym przysi±c…. –
- Jak to „nie ma jej” ?! Czy ty, agencie serdelki zdajesz sobie sprawê z konsekwencji zaniedbania?! –
- Ale¿… - od¿y³y wspomnienia licealnych belfrów, Ostrych jak brzytwa, czepialskich jak rzep.
- Koniec. Wasza niesubordynacja mo¿e doprowadziæ do katastrofy! Jutro o godz. 9.00 pod moim biurem. Bez odbioru! – Roz³±czy³ siê.
Pod koniec dnia, ¶lêcz±c nad nigdy nie gasn±cym ekranem laptopa zastanawia³ siê nad swoj± przysz³o¶ci±. Powierzyæ j± dziwakowi z agencji wywiadowczej? Sprawdzi³ portal Praca.pl za jak±¶ now± ofert±. Pusto. Skrzynka Mailowa, gdyby tylko mog³a, ju¿ dawno pokry³aby siê pajêczynami. Pomy¶la³ o rozwrzeszczanym oficerze a potem od¶wie¿y³ skrzynkê. Nie odnotowa³a nowych wiadomo¶ci. Stwierdzi³, ¿e spróbuje w obliczu dziury w bud¿ecie. A czemu by nie?
- Agencie Serdelki – Oficer zamkn±³ drzwi, po czym sprawdzi³ zakamarki pomieszczenia pod k±tem mo¿liwej aparatury pods³uchowej. Dopiero gdy upewni³ siê, ¿e za¶mierd³y grzybem pokój jest bezpieczny usiad³ na plastikowym krzese³ku. Ordery, które zdobi³y jego niem³od± pier¶ zabrzêcza³y cicho. – Zaczniemy wiêc od pocz±tku. ¦wiat jest w wielkim niebezpieczeñstwie. Ale daj mi skoñczyæ, nie wyrywaj siê! Istnieje zagro¿enie ze strony New World order. Organizacja pcha siê ludziom w ka¿d± dziedzinê ¿ycia. Opanowali scenê polityczn±, showbizness, ¶wiatow± ekonomiê. Wchodz± cz³owiekowi wszêdzie. Do ³ó¿ka, do kanapek, miêdzy plastry sera. Wciskaj± siê w szafy, podszywaj± pod ubrania. Maj± nad nami przewagê. A zgadnij dlaczegó¿ to? –
- Niewiem? – spróbowa³ Madox.
- Odpowied¼ jest szokuj±ca. Bo zinflintowali nasze….
- Chyba raczej zinfiltrowali, oficerze – pozwoli³ sobie zauwa¿yæ.
- Tak, racja. Bo zinfiltrowali spo³eczeñstwo, agencie serdelki! Tak jest! Nie dziw siê! A wszystko to ma podstawy w ich chorej ideologii. Wszystkie kryminalne szuje, grube ryby bandytyzmu i drobni pomywacze stóp dzia³aj± wed³ug zasad indoktrynacji s±siedzkiej. –
- ¯e niby czego? Pierwszy raz o czym¶ takim s³yszê… -
- Ju¿ wyja¶niam. – Oficer chrz±kn±³, poprawi³ opadaj±cy z g³owy beret i wzi±³ g³êbszy oddech - New World Order, pozwól ¿e bêdê mówi³ o nich skrótem, jednomy¶lnie uznali, ¿e indoktrynacja z góry, czyli wszelkie programy rz±dowe narzucaj±ce jedn± i s³uszn± my¶l nabieraj± represyjnej wymowy. Przez co proces wdra¿ania idei w umys³ masy spo³ecznej jest cholernie d³ugi, nudny i ¶liski. Zamiast tworzenia ¿mudnych programów partyjnych postanowili wystawiæ „czujki” w ka¿dej mo¿liwej grupie spo³ecznej. Prawnicy, politycy, lekarze, naukowcy, arty¶ci, ¿ebracy, przedstawiciele ka¿dego mo¿liwego zawodu i stylu ¿ycia posiadaj± w kontaktach tak± „czujkê”. „Czujka” wystawiona Przez NWO ma za zadanie powoli przekonywaæ do okre¶lonych pogl±dów. A niech ich wszystkich… Dok³adnie tak± sam± metodykê przedstawia³a czwarta rzesza, kiedy próbowa³a dobraæ siê do w³adzy…-
- Ale chwila… z tego co dobrze pamiêtam ostatnia rzesza niemiecka, by³a trzeci± rzesz± w historii… - Madox popad³ w parali¿ mózgu.
- Tak mówi± podrêczniki. Ale podrêczniki do historii k³ami± i chyba nigdy nikt nie spisze zupe³nej obiektywnej prawdy. Tak samo zreszt± z stref± 51.. –
- Istnieje?! –
- Naturalnie! Sam bada³em wraki. Ale nic szczególnego powiem ci. Tyle krzyku o nic. Kiedy przyby³em na miejsce katastrofy obcego statku zobaczy³em tylko wbitego rupiecia w kopczyk piasku a obok niego zielone flaki… Agencie Serdelki, zblad³e¶ trochu. Chcesz napiæ siê wody? –
- Ale… ale… to chyba brednie… Tak – zdecydowa³ siê – Brednie pan opowiada! –
- Ja? Brednie? Nie zapominaj ch³opcze z kim prowadzisz rozmowê. Wy¿szemu oficerowi Kontrwywiadu nie zarzuca siê takich oszczerstw. –
- Z ca³ym szacunkiem ale to wszystko brzmi… niewiarygodnie! – Oficer poda³ kubek zimnej wody, wdziêczny Madox zaczerpn±³ ³yka. – Mo¿e pan mi jeszcze powie, ¿e Elvis ¿yje… - rzuci³ pó³-¿artem, pó³-serio.
- Nie tylko ¿yje, ale równie¿ i szykuje wielki powrót na scenê! Co ty my¶la³e¶?! – oburzy³ siê oficer na widok reakcji Madoxa – Powiem szczerze, ¿e dziadziu Presley nie¼le siê trzyma….. –
- Widzia³e¶ go na ¿ywo?! –
-Nawet zagra³ dla mnie jeden z najnowszych kawa³ków. G³os, powiem ci Serdelki, ma jak dzwon. Gdyby¶ tak zamkn±³ oczy, pomy¶la³by¶ ¿e nale¿y do dwudziestolatka -
- To ju¿ dla mnie stanowczo za du¿o – Z³apa³ siê za g³owê, ³okciami podpar³ o krawêd¼ stolika – Stanowczo za du¿o… - wyszepta³ zbola³ym tonem.
- No tak Serdelki, rozumiem. – z³o¿y³ d³oñ na jego ramieniu – Synu. Ja te¿ to prze¿y³em i rozumiem cie doskonale. Wiem jaki ból odczuwa cz³owiek, kiedy dowiaduje siê ¿e wszystko jest k³amstwem. –
- Naprawdê? –
- Uwierz mi Serdelki, z niejednego pieca chleb jad³em – Madox podparty mentalnie spojrza³ na Oficera. Stary puszy³ siê z dumy, a nad jego g³ow± wykwit³a jasna aureola ¿o³nierskiej powagi.
- „Czujki” s± w¶ród nas. To dlatego kaza³em ci pod±¿aæ za kobiet± w czerwonym ¿akiecie. Podejrzewamy j± o spiskowanie na korzy¶æ NWO. – Wyja¶ni³.
Madox wpad³ na pewn± my¶l, która nijak nie mog³a odczepiæ siê od g³owy.
- Podejrzewacie? Wy… czyli kto? –
Oficer ³ypn±³ na niego podejrzliwie.
- A co? Mo¿e jednak spotka³e¶ siê z Kobiet± w czerwonym ¿akiecie?! No na co czekasz! Mów bo inaczej sam podepnê cie pod wariograf! –
- Ale¿ Oficerze! – burkn±³ zniesmaczony Student.
- No tak… wybacz – pohamowa³ siê – To zboczenie zawodowe, ale spokojnie, mo¿na z tym ¿yæ. My, czyli agencja na uchod¼ctwie. G³ówny organ ¶wiadomie odseparowa³ siê od ¶wiata, bo istnia³o realne zagro¿enie, ¿e jedna z „czujek” dosta³a siê w nasze szeregi. Pozostawili ma³e oddzia³y. Ja mam zaszczyt prowadziæ jedyny w tym mie¶cie. A ty masz zaszczyt byæ jego cz³onkiem. –
- Tiaa… dosyæ w±tpliwy zaszczyt –
- W±tpliwy mówisz? Pomy¶l tylko… odrobina ciê¿kiej pracy a byæ mo¿e wspólnymi si³ami zlikwidujemy „czujki” i powstrzymamy NWO przed przejêciem w³adzy nad ¶wiatem! Tak jak zniszczyli¶my czwart± rzeszê z „w±sikiem” (d¼gaj Mefistofelesie wid³ami jego ty³ek!) na czele.. –
- A kto to by³ ten „w±sik”? –
- Jak umar³ Hitler, Serdelki, studencie politologii? –
- Eee….. pope³ni³ samobójstwo w czterdziestym pi±tym. –
Oficer ledwo co powstrzyma³ ¶miech.
- Jak sam widzisz, jeszcze masz du¿o do nadrobienia. – Wsta³, poprawi³ beret i za³o¿y³ po¶piesznie czarny p³aszcz – Czekaj na dalsze rozkazy. – powiedzia³, po czym wyszed³ z pokoju. Student pozosta³ sam i mia³ wiele czasu na za³apanie sensu ostatnich zdañ.
Madox kilka lat wcze¶niej nie potrafi³ wyobraziæ sobie, co my¶li cz³owiek kiedy jego pojêcie o rzeczywisto¶ci sypie siê jak domek z kart. Ka¿dy, czy to dziecko, czy doros³y wie czym jest zawód, poczucie oszukania i zepchniêcia na margines uwagi. Nie przypuszcza³, ¿e kiedykolwiek w ¿yciu do¶wiadczy tego na w³asnej skórze.
Czu³ jakby wszystkie zawody ¿yciowe – przesz³e i przysz³e zaatakowa³y w tera¼niejszo¶æ. Z pasjonuj±c± dok³adno¶ci± uderzaj±c w czasoprzestrzenne „teraz” z uwzglêdnieniem ka¿dej mikrosekundy.
S³owa oficera wywar³y na nim, co tu du¿o mówiæ, piorunuj±ce wra¿enie.
Ale zanim zebra³ siê do kupy, ubra³ szalik i przewietrzy³ umys³ pa¼dziernikowym wiatrem, my¶la³ tylko o jednym. My¶la³, a¿ z uszu bi³a para i s³ychaæ by³o gwizd gotuj±cej siê masy IQ.
„Co powiedz± na to moi kumple z polibudy?”
Zrelacjonowa³ wydarzenia krok po kroku, staraj±c siê aby nie przesadziæ, nadaæ ca³o¶ci ¿artobliwego charakteru. Nadzwyczaj starannie dobiera³ s³owa, kierowa³ zakompleksion± narracjê wywy¿szaj±c nad niebiosa postaæ oficera. Najczê¶ciej ³garstwa pada³y z jego ust, kiedy zapytany o zarobki wymy¶la³ kosmiczne sumy, popieraj±c je argumentami w stylu „Bezpieczeñstwo narodowe jest w cenie” Poprawka. Kwestiê „gratyfikacji pieniê¿nej” wyssa³ z palca a¿ do szpiku ko¶ci.
- W takim razie, szacun dla ciebie. Madox. – Stwierdzi³ Jacek, przysz³y architekt. Kumple Jacka przytaknêli skromnie, ¶lini±c siê w my¶lach na wzmianki o sporych zarobkach. Nêdza studencka by³a zjawiskiem bardzo, ale to bardzo powszechnym.
Nasycone ego Madoxa, po szóstym „Kasztelanie” mia³o dosyæ przechwa³ek i mrukliwych aprobat znajomych. Student zadowolony po uszy po¿egna³ siê z kumplami i wypad³ na miasto. Zegarek wskazywa³ na godzinê 21.45 – ulice opustosza³y, podziurawiony chodnik o¶wietla³y miejskie latarnie. Ch³ód dotkliwie wsi±k³ w nagrzane ubrania. Przy¶pieszy³ kroku, byle tylko trafiæ do domu i otrz±sn±æ siê z zimna. Zg³odnia³, alkohol szumia³ lekko w g³owie ale Madox dzielnie trzyma³ fason. Stukot butów obija³ siê echem, ogarnia³ pustkê sklepowych witryn.
Skrêci³ w kierunku g³ównej ulicy. Po szerokim deptaku spacerowa³o znacznie wiêcej ludzi, choæ i tak nie stanowi³o to wielkiego t³umu. Niektóre sklepy sta³y otworem, zachêcaj±c go¶ci do kupna towaru po zawy¿onych cenach. Poniewa¿ jego koncentracja rozproszy³a siê rezonansem na ca³± ulice, nie zauwa¿y³ kiedy wpad³ na wysokiego mê¿czyznê w szarym p³aszczu.
- Sorry – rzuci³ zdawkowo. Jednak szary p³aszcz chwyci³ mocno jego ramiê. Madox zmarszczy³ brwi i szarpn±³ ramieniem. Nie wyrwa³ siê.
- Co pan!.... – Przyjrza³ siê mu bli¿ej. Ko¶cista fizjonomiê szpeci³a dodatkowo okr±g³a twarz, pod haczykowatym nosem której roz³o¿y³y siê krzywo sztuczne w±sy, podobnie jak z brod±. Materia³ odkleja³ siê w pewnych miejscach, dekonspiruj±c przebranie. Fa³szywy blond zarost kompletnie nie pasowa³ do siwych w³osów, wystaj±cych kêpkami spod szerokiego kapelusza. Madox nie wpad³ w panikê, do czasu kiedy przypomnia³ sobie o wspomnianych „czujkach” NWO. „A je¿eli….” - Tysi±c scenariuszy wype³ni³o wyobra¼niê.
- Serdelki! To ja! – Pozna³ g³os oficera.
- Oficerze? Ale… jak to? Pan na mie¶cie? W jakim celu? –
- Ciszej – sykn±³ – jestem w g³êbokiej konspiracji! My¶lisz, ¿e nie maj± tutaj podpiêtych mikrofonów kierunkowych? Wystarczy jedno s³owo-klucz a wy¶l± ludzi. Zreszt± popatrz. Jeste¶my w t³umie. – powiód³ spojrzeniem po okolicy - My¶lisz ,¿e t³um nie ma w³asnej „czujki” ?! –
- Tak jest, Nie.. to znaczy… nie mam pojêcia. Co pana tutaj sprowadza? –
- Musisz wybraæ siê ze mn± w pewne miejsce… zaryzykowa³em bo chce ci co¶ pokazaæ! –
- Rozumiem, ¿e odmowa nie wchodzi w rachubê? –
- Zgadza siê. Chod¼ za mn± spokojnie, nie wychylaj siê, nie zadawaj pytañ. –
Doprowadzi³ go pod szybê McDonalda, ulokowanego na koñcu szerokiego deptaka. Madox patrzy³ na ludzi po¿eraj±cych Fast-foody. Niektórzy rozmawiali, wyj±tkiem ostali u¿ytkownicy darmowego hot spotu. Student próbowa³ odnale¼æ pewny atawizm, element wybijaj±cy siê z normalno¶ci obrazu. Szuka³ skacz±c wzrokiem od stolika do stolika ale nic, absolutnie nic nie wygl±da³o na podejrzane. Zapach kanapek uderzy³ go, podra¿ni³ ¶linianki i poskrêca³ kiszki. Zg³odnia³ solidnie.
- Oficerze, z ca³ym szacunkiem, ale… -
- Ju¿ wyja¶niam Serdelki – przerwa³ oficer wpatrzony hipnotycznie w szybê. Niektórych klientów poirytowa³ widok dwóch gapiów wciskaj±cych wzrok na ich jedzenie. Madox poczu³ siê nieswojo. – Patrz na nich. Patrz. Wszyscy za¿eraj± takie wstrêtne chemiczne ¶miecie. Wch³aniaj± ten rakotwórczy kompost za ciê¿kie pieni±dze i powiedz mi co z tego maj±? Tylko t³uszcz zbieraj±cy na ich cia³ach. Ale to tylko efekt uboczny. Zdradzê ci kolejn± tajemnicê Serdelki. Istnieje pewien sk³adnik, komponent Alfa, dzie³o amerykañskich naukowców, który wchodz±c w reakcjê z po¿ywieniem dzia³a jak narkotyk os³abiaj±c wole konsumentów. To równie¿ jest czê¶ci± wielkiego planu NWO, zaraz po „czujkach” Komponent Alfa ma za zadanie rozpu¶ciæ my¶lenie, rozma¶liæ logikê aby Indoktrynacja przechodzi³a g³adko i bezbole¶nie. Zrozum Serdelki, czymkolwiek s± ich te „Wie¶Maki” czy „PodwójneCzisy” na pewniaka nie maj± ¿adnego zwi±zku z jedzeniem… -
Madoxa zatka³o.
- Chce mi pan wmówiæ, ¿e McDonald wspó³pracuje z NWO? ¯e faszeruje nas jakimi¶ „os³abiaczami” ?-
- McDonald, BurgerKing, KFC, SubwayFresh i wiele wiele innych mniejszych komercyjnych sieci. Nie widzisz w tym przera¿aj±cej logiki? NWO nie przejmuje siê niezrzeszon± inteligencj±, zajadaj±c± homary za niebotyczne sumy ale uderza i moduluje t³um. Dzi¶ spo³eczeñstwo masowe plus demokracja to raj dla szczwanych lisów. Masy korzystaj±ce z tych samych samochodów, telewizorów, lodówek, jedz±ce identyczne ¿arcie mo¿na obracaæ dowolnie. A kto jak nie w³a¶nie ta têpa, schorowana i wiecznie niezadowolona grupa posiada w³adzê? –
- Nie rozumiem…. –
- Dzi¶ ¶rednio zamo¿na klasa, wysysana przez sektor us³ug, korzystaj±ca z dobrodziejstw konsumpcjonizmu to Elektorat bezwolny. W ich rêkach le¿y legitymistyczna ró¿d¿ka. Jego pragnie NWO. Przejmuj±c, indoktrynuj±c osi±gnie to co chce osi±gn±æ. Zmieni my¶lenie, zostanie wybrany i zaprowadzi piek³o. Piek³o mój synu! – Zapieni³ siê Oficer.
- No dobrze… w takim razie co my z tym fantem zrobimy? Wpadniemy do ¶rodka, powytr±camy kanapki z r±k i napierdzimy na obs³ugê wrzeszcz±c „olaboga nie ¿ryjcie tych burgerów!” ? -
- Twój plan jest ma³o skuteczny agencie Serdelki. Lepiej przyjrzyj siê stolikowi na rogu –
Student spojrza³. Oczy rozszerzy³y siê jak spodki, kiedy dostrzeg³ siedz±c± przy nim kobietê w czerwonym ¿akiecie. Rozmawia³a swobodnie, wspieraj±c s³owa delikatn± gestykulacj±. Jej rozmówc± by³a inna dziewczyna. Drobna blondynka, której rozczochrane artystycznym nie³adem w³osy skutecznie uniemo¿liwia³y rozpoznanie. ¦wietnie siê bawi³y w swoim towarzystwie. Student posmutnia³. I on sam nabra³ ochoty na damskie towarzystwo.
- Przynajmniej jest charakterystyczna – Stwierdzi³ nieprzytomnie.
- Kto? Blondyna? Och, no dalej Agencie Serdelki! To nie czas na m³odzieñcze mi³ostki. Skup siê na damulce w czerwieni. Ona jest niezbêdna. Jej wiedza zale¿y od powodzenia naszej misji. Czekaj, mam pomys³. Znacznie lepszy od twojego zaczadzenia budynku. Wejdziesz do ¶rodka, zajmiesz stolik obok i j± pods³uchasz. Ja zaczekam trochu dalej od szyby, aby nie przykuwaæ uwagi. Za 15 minut spotkamy siê przed wej¶ciem. Poszwêdam siê po okolicy. Wykorzystaj m±drze ten kwadrans i pamiêtaj! Nie jedz tego ¶wiñstwa! –
- Panie Oficerze! –
- S³ucham ciê Serdelki? –
- W±sy panu spadaj±… ciut na prawo…. O! Tak ju¿ ³adniej… Niech pan na klej uwa¿a, bo s³aby… -
- Ojczyzna pewnego dnia bêdzie z pana dumna. Serdelki. A teraz dzia³aj! – Oficer rozgl±dn±³ siê na lewo na prawo. Podniós³ lekko ko³nierzyk i swoim zwyczajem poprawi³ kapelusz. Sekundê pó¼niej odszed³ od szyby.
Madox zmobilizowa³ siê do akcji. Z przyjemno¶ci± wszed³ do klimatyzowanego ¶rodka i usiad³ blisko dyskutuj±cych ¿ywo Kobiet. Przechodz±cy pracownik odruchowo zapyta³ go o zamówienie lecz Madox odmówi³. Mo¿e zbyt stanowczo. Wytê¿y³ uszy, staraj±c siê zniwelowaæ szum otoczenia.
- ….. mam samych baranów w grupie ,Monia. Ja próbujê, staram siê z ca³ych si³ a oni nadal nic... – Wy³apa³ fragment dialogu.
- …. Choæby mia³ ¶wiat siê waliæ to i tak szef nie odpu¶ci. Grupa nie chce siê nauczyæ. Nie potrafiê im tego wdro¿yæ. A przecie¿ ten g³upi kodeks to bana³ nad bana³ami. Tylko te t³umoki nie chc± go zrealizowaæ. I mów tu cz³owieku…. –
Madox zdêbia³. „A je¶li oficer ma racjê? Je¶li ta kobieta jest czujk±?” Nas³uchiwa³ dalej. Wyci±gn±³ z kieszeni telefon i udawa³ ¿e skupia siê na czytaniu wiadomo¶ci. W rzeczywisto¶ci wszystkie jego zmys³y pragnê³y wychwyciæ garstkê informacji.
- …..Wiem jak to jest - odezwa³a siê blondynka – Mia³am podobnie, z tym, ¿e moja grupa wykazywa³a odrobinê inteligencji. No wiesz… ¿e siê tak wyra¿ê Potrafi³a daæ siê sob± sterowaæ. Parê tygodni i voila! Pos³uszni, opanowani. Szef by³ zadowolony. Powtarza³ z uporem maniaka „wkrótce mój wysi³ek przyniesie konkretne procenty” Co mi zosta³o….. –
Koñcówkê zag³uszy³ d¼wiêk komórki, przez którego Madox o ma³o co nie spad³ ze sto³ka. Dzwoni³ Oficer. Student odebra³ z bij±cym szybko sercem.
- Tak….? –
- Serdelki…. Goni± mnie! – Przy¶pieszony oddech przebija³ siê przez g³o¶nik – Oni! Byæ mo¿e wys³ali ju¿ ludzi po ciebie. Wyno¶ siê z tego miejsca, ale to ju¿! –
Madox sprê¿y³ siê i gepardzim skokiem wypad³ na zi±b ulicy. W istocie, parêna¶cie metrów od niego trójka mê¿czyzn w bia³ych kitlach popala³a papierosy. Jeden z nich przypadkiem z³apa³ kontakt wzrokowy z Studentem, mrukn±³ co¶ do pozosta³ych. Zaci±gnêli tytoñ po raz ostatni i rzucili niedopa³ki na ulicê. Potem Ruszyli w jego kierunku, niby bez zwi±zku i przyczyny.
- Widzê trójkê mê¿czyzn… - Przekaza³ gor±czkowo
- Nosz± bia³e uniformy s³u¿by zdrowia? –
- T-t-tak… czy to ¼le? –
- Synu, uciekaj. Postaraj siê ich zgubiæ. Za pó³ godziny widzimy siê w parku. Czy jest ¼le Serdelki? Jest bardzo ¼le. Kto¶ zdo³a³ nas wykryæ. – Oficer przerwa³ rozmowê.
- Hej ty! Mamy do ciebie parê pytañ! -
Madox nie próbowa³ zgrywaæ spryciarza, rzuci³ siê do ucieczki, narzucaj±c sobie karko³omny sprint. Za plecami us³ysza³ przekleñstwa a potem tupot trzech par butów ¶cigaj±cych go. Si³y liczebne wroga wyklucza³y mo¿liwo¶æ bezpo¶redniego starcia, a przynajmniej tak t³umaczy³ to sobie Student. Jako, ¿e w ci±gu studenckiego roku pozna³ wiêkszo¶æ zacisznych knajpek, zna³ ka¿dy zau³ek ulicy. Zajêcze serce nakazywa³o mu skakaæ – od jednej kryjówki do drugiej. Zatem skaka³, w otoczeniu poluj±cych na niego g³osów. Czas zabawy w kotka i myszkê z³o¶liwie trwa³, trudno by³o wierzyæ w rych³e zakoñczenie. Zaskakuj±co dla Madoxa, bo po up³ywie 10 minut odg³osy Ulicznej ob³awy rozproszy³y siê w ciszy wyludnionego miasta. Niedoszli oprawcy zrezygnowali z po¶cigu. Adrenalina spad³a. Z ¶wiadomo¶ci± wzglêdnego spokoju opu¶ci³ jedn± z nieo¶wietlonych uliczek, tych z rodzaju najbardziej zaniedbanych i ¶mierdz±cych koci± uryn±. Jego podró¿ do parku przypomina³a podchody. Nie korzysta³ z g³ównych tras, w obawie przed z³apaniem. Kluczy³ i zapêtla³, czêsto zmienia³ kierunek a na jakikolwiek d¼wiêk reagowa³ histerycznie.
„Taki to los zwierzyny ³ownej” Pomy¶la³, pe³en goryczy.
Spó¼ni³ siê dwie minuty. W parku, nieopodal wej¶cia. Sk±pany w zimnym ¶wietle latarni czeka³ na niego Oficer. Jego p³aszcz-przebranie by³o przedarte, nie wspominaj±c ju¿ o w±sach, dla których pion sta³ siê normalnym stanem rzeczy. Incognito spotkania siêgnê³o zenitu. Temperatura spada³a odwrotnie proporcjonalnie do odczuwanych emocji.
- Serdelki… To ty? –
- Tak… - wydysza³ - Mam do pana pro¶bê. Proszê mówiæ sam± prawdê, bo ja…. Sam ju¿ nie wiem co o tym my¶leæ… -
- Informacja za informacjê, Serdelki. Spe³niê twoj± zachciankê, chocia¿ mam prawo odmówiæ. Jednak zanim to zrobiê, chcê us³yszeæ o rozmowie naszej podejrzanej. –
-Wygl±da na to, ¿e ma pan racjê co do kobiety w czerwonym ¿akiecie. Mówi³a co¶ o „kodeksie” i o swojej „grupie” która musi „kodeks” przyj±æ i zastosowaæ. Jej przyjació³ka najwyra¼niej te¿ jest w to wpl±tana. I bardziej do¶wiadczona. Chwali³a siê sukcesami, jakie odnios³a w swojej „grupie”. Jest jeszcze jedna kwestia.
- Tak? –
- Wygl±da na to ¿e ka¿da grupa czujek posiada w³asnego „szefa” –
- Hmhm.. no tak. Wszystko to ma rêce i nogi. Ale¿ oczywi¶cie, ¿e ma swojego „szefa”! Proces indoktrynacji musi byæ przez kogo¶ kontrolowany i koordynowany. Ale wiesz co to oznacza, prawda serdelki? –
- Nie? –
- W podstêpn± i niegodziw± dzia³alno¶æ NWO zwi±zanych jest wiêcej osób ni¼li organ dowódczy s±dzi³!-
- W istocie przera¿aj±ce – stwierdzi³ obojêtnie. Ucieczka wykoñczy³a go zarówno fizycznie jak i psychicznie. Obola³e miê¶nie i zu¿yty mózg b³aga³y choæby o minutê wytchnienia. Ale on potrzebowa³ jak wody odpowiedzi na jedno pytanie – Kim byli nasi prze¶ladowcy? –
- Mówisz o bia³ych? To nieoficjalna grupa operacyjna NWO. Pojawiaj± siê, kiedy program indoktrynacji jest zagro¿ony. S±dzê, ¿e od dawna obstawiali ten lokal. Pewnie dla bezpieczeñstwa dwóch „czujek” –
- Ale jestem przekonany, ¿e w drodze do punktu spotkania nie zauwa¿y³em ich! Kim oni s±? Przecie¿ nie stosuj± ¿adnych urz±dzeñ maskuj±cych, to zwykli ludzie do cholery. Nawiasem mówi±c, po co im idiotyczne medyczne fartuszki. Wygl±daj± jak pielêgniarze z wariatkowa – Oficer drgn±³, Madox nie spostrzeg³ reakcji, tylko wczu³ siê, jakby si³a samego g³osu mia³a moc przyznawania racji – A co je¿eli spó¼nili¶my siê z powstrzymaniem tego szaleñstwa? –
- Nigdy nie jest za pó¼no –
- Nigdy nic nie wiadomo –
- Nigdy nie mów nigdy. –
- Widzê, ¿e zna pan szpiegowsk± klasykê – stwierdzi³ z drwin± w g³osie.
- Tak. Ale przegl±dn±³em j± tylko w jednym celu –
- Czyli? –
- Aby stwierdziæ, ¿e wszystko K £ A M S T W O. Nie tylko g³upawe filmy. –
Madox zamilk³.
- Byæ mo¿e znaj± twoje pseudo. Zmieñ je. Zero-dwa ca³kiem pasuje. Musimy na chwilê zrezygnowaæ z akcji. Wykryli nas i zapewne prowadz± intensywne poszukiwania. Nie podejmuj ¿adnych samodzielnych decyzji, tylko czekaj na mój rozkaz. Bywaj zdrów! – Zataczaj±c siê z pijack± wpraw± znik³ za jedn± z parkowych alejek. Zero-dwa obserwowa³ jak oficer z teatralnym rozmachem opuszcza miejsce ich spotkania. Z ka¿da chwil± czu³ jak respekt dla tego cz³owieka niepomiernie ro¶nie.
Rozsadza³a go duma. On, szary student politologii walczy dla ludu, pro publica bono, z niewidzialnym wrogiem, pluj±c w twarz stereotypom o bezproduktywno¶ci zawodu.
Zmêczenie zsuwa³o powieki na przekrwione oczy. Zwlók³ siê do domu, wypompowany z wszelkiej energii.
W czasie snu, balansuj±c na granicy jawy powtarza³ s³owa Oficera. „Wszystko K £ A M S T W O” Widzia³ w zamglonej wyobra¼ni usta wojskowego. Spierzchniête, uk³adaj±ce w rz±dek litery. Obraz nastêpnie równa³ siê ze spojrzeniem Oficera. Rozwarte szeroko ¼renice, jak u gotowych do ³owów zwierz±t nocy drga³y, deformowa³y, wyzwala³y siê z formy przybieraj±c now± – czarnych roztañczonych p³omieni. Sen zamyka³a zamglona sylwetka znikaj±ca w blasku latarnianych ¿arówek.
K £ A M S T W O !
Lodówka opustosza³a. Widok jej nagich pó³ek, pachn±cych nadpsutym miêsem zmusi³ go do rezygnacji z od¿ywiania siê zupkami w proszku. Wygrzeba³ z cienkiego portfela ostatni banknot. Zwiniêty jak papierek po gumie, pomarszczony, o skromnym nominale – idealnie odzwierciedla³ stan finansów Madoxa. Wdzia³ buty, za³o¿y³ kurtkê. Z pustym brzuchem wybra³ siê na ulice. Do³±czy³ do nurtu przechodniów. Mija³ ich, u¶miechniêtych, smutnych, wyzutych z si³ i chêci do ¿ycia. Pod jego nosem przewija³a siê ca³a gama uczuæ.
„Widzê was wszystkich. Wasze bu¼ki, wasze cia³ka. Wiem a wy nie wiecie, ¿e ja wiem o tym ¿e wy chcecie…..”
Przeszed³ obok jednej z restauracji ¶mieciowego ¿arcia. Tanie zas³onki nieudolnie zakrywa³y anonimowych zajadaczy. Na szybach osadzi³y siê plamy t³uszczu.
„Brawo.. Trujcie siê tym gównem. ¯ryjcie i siê zad³awcie. Niech wam potem do tych têpych g³ów powbijaj± wasze zatracenie. NWO. Ono jest wszêdzie. Wiem a wy nie wiecie, ¿e ja wiem o tym ¿e wy chcecie….”
Na ¶cianach budynków zainstalowano wiêksze reklamy. Oferowa³y przeró¿nego rodzaju i gatunku ruchomo¶ci: od bielizny po skomplikowane systemy kina domowego. Po³yskuj±c± nowo¶æ zdobi³y u¶miechy oraz zgrabne ³ydki.
„Zacznie siê od skarpetek, co NWO? Potem promocja na szerokok±tne ekrany i droga wolna do przekazów podprogowych. Oszukuj± nas! Oszukuj± ca³y czas! Rz±dy! Ale jakie…. Niewiem! Ale na pewno…. Broñ j±drowa pod naszymi stopami, okultyzm w domowych pieleszach. Za jakie grzechy akurat w³a¶nie PAÑSTWO MUSI KONIECZNIE BYÆ KONIECZN¡ ORGANIZACJ¡? A nie by³oby lepszych, mniej bezczelnych? Na przyk³ad syndykaty anarchistyczne?
…..i pomy¶leæ, ¿e takie szuje jak NWO, na których istnienie mamy niezbyte dowody (czyt. Tak nam siê wydajê, ¿e istniej±) korzystaj± z pañstwa, Wlatuj±c przez administracyjne dziury a nierzadko monstrualne kaniony politycznych deprawacji! Wiem a wy nie wiecie, ¿e ja wiem o tym ¿e wy chcecie.”
Zzielenia³y od wstrêtu, wkroczy³ gniewnie do warzywniaka. Na serdeczne powitanie sprzedawcy odpowiedzia³ burkliwie. „kto wie? Mo¿e to tylko pozory? Mo¿e to on jest czujk± w¶ród sprzedawców warzyw?” Kupi³ kilogram ziemniaków oraz bu³kê z jogurtem (tylko naturalnym!) i bez s³owa opu¶ci³ sklep.
Z utêsknieniem oczekiwa³ telefonu od Oficera. Poczu³ siê samotny w t³umie ludzi przesi±kniêtych globalnym spiskiem. Chcia³ us³yszeæ od mentora sygna³ do walki.
Spisek podnieca³ go, wra¿enie sensacji wzmacnia³a ¶wiadomo¶æ, ¿e mo¿e stawiæ opór. Zreszt± nie tylko dlatego. Zajmowa³ praworz±dn± stronê barykady, sta³ siê aktywn± czê¶ci±, wychodz±c przed szereg „nie¶wiadomych”
-Wiem a wy nie wiecie, ¿e ja wiem o tym ¿e wy chcecie… - nuci³, obieraj±c ziemniaki na „postny” obiad. Nienaturalna idee fixe trzyma³a siê w¶ciekle jego g³owy.
Dobi³a popo³udniowa godzina. W planie dnia pozosta³y wyk³ady a tak¿e spotkanie z znajomymi.
Westchn±³. Straci³ apetyt na rozmowy.
Chcia³, by telefon przesta³ wreszcie bombardowaæ go milczeniem.
Wyk³ady Profesora Kamiñskiego na uczelni uznawano za najlepsze z ca³ej profesorskiej kadry. Zarówno pod wzglêdem merytorycznym jak i sk³adniowym. Zawsze elegancki, dystyngowany starszy mê¿czyzna imponowa³ rozleg³± wiedz± oraz intuicja polityczn±, dziêki której presti¿ uczelni znacznie wzrós³ (podobnie jak uczelniany cennik) Jego system nauczania budzi³ podziw – przechodzi³ p³ynnie od jednej problematyki do drugiej – unika³ encyklopedyzmu, wyznaj±c prymat umiejêtno¶ci nad teori±. Madox swego czasu uwielbia³ jego analityczny umys³ oraz zapa³ z jakim podchodzi³ do nauczania. Ale kiedy do³±czy³ do zapalonych s³uchaczy, i z upierdliw± dok³adno¶ci± rozk³ada³ ka¿de jego s³owo na czynniki pierwsze stwierdzi³, i¿ Kamiñski to marny pionek na szachownicy tych „z³ych i niegodziwych”
Patrzy³ na nich z wyszukan± pogard±.
- Terroryzm to niezwykle destruktywna si³a. – wyk³ada³ Profesor - Terroryzm, zwa¿cie na to moi mili, to nie tylko materia³y wybuchowe i marionetki wypaczonych ideologii. To równie¿ polityczno-spo³eczny szanta¿. Szanta¿ uderzaj±cy na nas, niezawinione spo³eczeñstwo. Przypomnijmy sobie 11 wrze¶nia 2001 roku. WTC, Tysi±ce ofiar, miliardowe straty. Al-kaida i jej uciele¶niony D¿ihad. To czym mo¿e…. –
- Panie Profesorze, z ca³ym szacunkiem ale to s± k³amstwa – Powiedzia³ kto¶ z Sali. Tym ¶mia³kiem by³ Madox. Zgromadzeni Studenci popatrzyli na niego jak na szaleñca. Nikt dotychczas nie odwa¿y³ siê podwa¿yæ wiedzy Kamiñskiego.
- Ach tak? –
- K³amstwo – powtórzy³ zniecierpliwiony.
- Proszê pañstwa. Sami s³yszycie, mamy tutaj kolejnego amatora sensacji! – Na Sali wyk³adowej wybuch ¶miech – Dobrze, w takim razie proszê mi je wskazaæ –
- To nie al-kaida. To rz±d Stanów doprowadzi³ do tej tragedii. Dokonali zniszczeñ, by znale¼æ pretekst do wojny w Iraku. Przecie¿ ropa nie wyp³ynie znik±d. –
- Te i inne równie idiotyczne teorie s± nam doskonale znane. Ale to nonsens, m³ody cz³owieku. Po prostu to siê kupy nie trzyma. –
- A jak pan wyt³umaczy odg³osy eksplozji poprzedzaj±ce moment zderzenia? – sprzecza³ siê dalej. Za plecami s³ysza³ padaj±ce kpiny pod jego adresem.
„Plebs. Oficer wiedzia³by o czym mówiê. Plebs rozmiêkczony ¿arciem z McDonalda. Tylko czekaæ kiedy bêdzie za pó¼no”
- Halucynacje wywo³ane nag³ym szokiem. Proszê pamiêtaæ, ¿e nasz mózg to nie komputer. Nie zawsze pozostaje idealnie „czysty” w wyci±ganiu wniosków.-
- Nadal pozostaje nierozwi±zana kwestia masy samolotu a faktu zawalenia…. –
- Brednie na kó³kach, co gorsza, oparte na danych fizyków-amatorów. Nie czas rozdrapywaæ rany, ale fakt faktem samolot wbi³ siê w budynek bardzo g³êboko. Upadek budynku by³ oczywisto¶ci± –
- Ile panu zap³acili, aby tuszowaæ zbrodnie? – Zaatakowa³. W g³owie, gdzie¶ g³êboko poczê³a siê obsesja.
- Co, proszê? –
- Madox, czego¶ siê ty na¿ar³ cz³owieku?! Siadaj i nie gadaj takich g³upot. Bo jeszcze ciê z roku wydupcz±. – Poradzi³ znajomy, który rzuci³ siê z pomoc± objêty lito¶ci± dla studenta.
Lecz Madox nie raczy³ nawet na niego spojrzeæ.
- Nie rozumiesz… mo¿e on jest „czujk±” Wszêdzie k³amstwo. Ja trochê…. – wypowiedzia³ pod nosem – Ja co¶ wiem…. Rozumiecie mnie!? - podniós³ g³os.
- Madox….. uspokój siê baranie…. – Znajoma poczciwa dusza usi³owa³a uciszyæ go. Madox zamachn±³ siê mocno i tym niewdziêcznym gestem sprzeda³ jej siniaka pod okiem. Poczciwa dusza polecia³a na siedz±cych obok, wysy³aj±c ich notatki w powietrze. Powsta³o niema³e zamieszanie.
Wypad³ roztr±caj±c studentów. Nikt z pozosta³ych nie wa¿y³ siê do niego zbli¿yæ. Wiêkszo¶æ wyczuwa³a chwilowy brak pi±tej klepki. Madox w przekonaniu o wszechobecnej penetracji NWO ewakuowa³ siê do domu.
Trasa ucieczki narzuca³a na my¶l pó³-oniryczn± paranoje. Student widzia³ ukryte znaki na szyldach, wywieszkach i tablicach informacyjnych. Mia³ ostre zawroty g³owy, równie ostro rzucaj±ce lini± horyzontu. £yka³ powietrze ostro¿nie, przera¿ony my¶l±, i¿ ono mo¿e zawieraæ truciznê. Unika³ wzroku, nie chcia³ przykuwaæ uwagi. Ka¿de, nawet drobne, powierzchowne spojrzenie wita³ z doz± ¶lepego przera¿enia.
A mo¿e w³a¶nie ten mê¿czyzna pod po³ami p³aszcza nosi aparaturê pods³uchow±? Ca³y czas gmera tam i bóg wie ile elektroniki zwisa pod dyskontow± odzie¿±.
A mo¿e spaceruj±ca kobieta to obserwator, relacjonuj±ca jego zachowanie? Jak inaczej mo¿na wyt³umaczyæ tak wielki kapelusz?
Ci±gi cyfr, ¶ci±gniête z promocyjnych ofert, wyeksponowanych numerów telefonu ³±czy³y siê w spójne elementy, Wy¶wietla³y siê na bruku, na brudnych ¶cianach, nie daj±c odpocz±æ Madoxowi. tak jakby oczy i uszy zamieni³y siê w deszyfratory doskona³e.
„Z³ama³em kod! Z³ama³em kod! Nie bêdzie nowego porz±dku!”
B³êkit nieba przecina³ samolot, ci±gn±c za sob± strumieñ paruj±cej wody.
- Oni te¿! Nie oddychajcie! Przestañcie oddychaæ! Znowu co¶ rozpylaj±! – Wyci±gn±³ oskar¿ycielsko palec w stronê maszyny.
Przechodnie patrzyli na niego, zastanawiaj±c siê jaka reakcja bêdzie najbardziej odpowiednia.
- Co tam gadasz?- Zainteresowa³ siê ¶redniego wzrostu brunet.
- Wynocha wariacie! Ma³o nam to dzieci straszysz? – Krzyknê³a kobieta, trzymaj±ca za rêkê, dziesiêcioletni± dziewczynkê.
Próbowa³ ustaæ, lecz nogi odmawia³y pos³uszeñstwa. S³aniaj±c siê na boki usi³owa³ ogarn±æ ca³± sytuacjê. W efekcie wykona³ co¶ na kszta³t pijanego obrotu. Przebywaj±c w tej psychicznej karuzeli przyjmowa³ kolejne z³orzeczenia i ¶miechy.
-Potrzebujesz papierów, kolego – Zaczepi³ go m³ody cz³owiek, z nasuniêtym na ³ys± czaszkê kapturem – I to takich wiesz… w ¿ó³tych kolorach – otwart± d³oni± strzeli³ go po czole. Nie zabola³o, ale si³a uderzenia pozostawi³a czerwonaw± plamê. Madox warkn±³ w jego stronê zbyt s³aby, a¿eby stosownie odpowiedzieæ.
- Wy nic nie kapujecie…..! – Przemawia³ dalej do rozbawionego, przypadkowego audytorium.
- I widzicie! Tak siê koñczy jak siê narkotyki za¿ywa! – Przechodz±cy mê¿czyzna krzykn±³ dla wzmocnienia ogólnej moralno¶ci. Pod jego rozlanym podbródkiem wystawa³a koloratka. Ludzie perfekcyjnie opanowali sztukê wytykania cudzych b³êdów.
Omotany nieznan± gor±czk± Madox sta³ siê ich celem. Do¶wiadczaln± kuk³± do bicia.
- Tak? – Próbowa³ siê odegraæ - A ty co masz na swoje usprawiedliwienie ksiê¿ulo? Zacznij od siebie i od swoich uzale¿nieñ! Banda k³amców! Bezmy¶lne durnie! Kiedy i gdzie to siê zacznie? Pewnie tutaj. Nowy porz±dek ¶wiata w rêkach mo¿now³adców! Przez Was! Przez Was! –
Interwencja by³a nieunikniona. Madox nabiera³ si³y na nastêpny wyrzut, jednak zanim pierwsze s³owo ujrza³o ¶wiat³o dzienne silny prawy sierpowy wys³a³ ¶wiadomo¶æ Studenta na wakacje. Cios z jednej strony ukróci³ awanturê, lecz z drugiej zakoñczy³ tani± rozrywkê dla znudzonej „gawiedzi” Ludzie porozchodzili siê rozczarowani tak ma³o widowiskowym fina³em.
Tylko duchowny przystan±³ obok „boksera” i razem z nim popatrzy³ na nieprzytomnego Madoxa, le¿±cego pokracznie na bruku.
- Jak mi³o widzieæ, ¿e wojsko pilnuje porz±dku. Bóg wie, jak ten szaleniec móg³by skoñczyæ. –
Przyjazne spojrzenie Ksiêdza napotka³o na osch³y ton.
- Zejd¼ mi z oczu! –
- Ch³opaka trzeba gdzie¶ zabraæ…. –
- To ju¿ jest mój problem . –
- W takim razie niech ci bóg b³ogos³awi za twój dobry uczynek – Rzuci³ z nieukrywan± z³o¶ci±. Nie otrzymawszy ¿adnej odpowiedzi, pe³en ignorancji wycofa³ siê w t³um.
- Niech Bóg lepiej przypatrzy siê tobie i tym waszym Opus Dei, Watykañski Masonie! –
Przyklêkn±³ nad ch³opakiem. Brzdêk orderów wype³ni³ przestrzeñ miêdzy nimi. Uszczypn±³ go w policzek. Student pó³-przytomnie wyrazi³ sprzeciw, z powodu tak brutalnej pobudki. Wojskowy uszczypn±³ go raz jeszcze.
- Oficerze? Co to… Gdzie ja..? Czemu tak mnie boli oko? – dotkn±³ puchn±cej plamy nad okiem. Sykn±³ z bólu.
- Zero-dwa. Narazi³e¶ nasz± misjê. Ile razy mam ci powtarzaæ, ¿e to nie jest zabawa? – rzek³ ¶miertelnie powa¿ny.
- Przestraszy³em siê Oficerze… im wiêcej wiem, tym bardziej mi odbija... Gdybym tylko… -
- Zostawmy gdybanie na pó¼niej. Ile dowiedzia³ siê t³um? –
- T³um? – Zmarszczy³ brwi w niepewno¶ci.
- Ludzie, przechodnie, znajomi, policja. T³um. –
- Ach… Szczerze… nie mam pojêcia… Urghh! – Stêkn±³ – Pan to ma stalow± piê¶æ! –
- Lata praktyki – stwierdzi³, podnosz±c obola³ego Madoxa. Wojskowy wpad³ w u³omny rodzaj zak³opotania. Chrz±kn±³, pog³adzi³ kieszenie munduru, po czym doda³ – Nie chcia³em tak mocno, ale powodzenie misji jest priorytetowe. Sam wiesz. Kontrwywiad pracuje ca³y czas –
- Jasne. Wy¿sza konieczno¶æ to normalka. – odpar³, rozgrzeszaj±c tym samym Oficera z bolesnego ratunku.
Wojskowy rozchmurzy³ siê.
- Zero-dwa. Cieszê siê, ¿e akceptujesz za³o¿enia agencyjnej dzia³alno¶ci. Zuch ch³opak, ¿e siê tak wyra¿ê-
- Ekhm…. Ja nie wiem co siê ze mn± sta³o. Proszê mi uwierzyæ. –
- W normalnych warunkach zosta³by¶ pos±dzony o podwójn± agenturê zero-dwa. Lecz dowiod³e¶ swojej wierno¶ci w poprzednich misjach. Zatem rozstrzelanie nie wchodzi w rachubê. –
- Pañskie dowcipy s± wyj±tkowe – rzek³ z przek±sem. My¶la³ trze¼wo, zdroworozs±dkowym torem. W pe³ni odzyska³ logikê, która nie tak dawno galopowa³a po niebiañskich przestworzach. Wiedzia³, ¿e heca na Sali wyk³adowej oraz na uliczny cyrk jaki odstawi³ odbije siê szerokim echem w¶ród znajomych. Szybko jednak, jakby w ramach zado¶æuczynienia wymy¶li³ wymówkê.
„Wypalenie nerwowe. Idealne k³opotliwe, nie prowokuj±ce pytañ”
- Da, Po prostu trzeba czasem do tej roboty podchodziæ z doz± neutralno¶ci –
- Doskonale rozumiem pañsk± aluzjê, jednak w moim przypadku nie jest tak ³atwo.. –
- Przesz³o¶æ. Zapomnij. Skontaktujê siê z tob±. Zero-dwa. Miej przy sobie komórkê, trzymaj j± blisko i b±d¼ gotowy. Z mojej strony sugerujê ci spotkaæ siê z kim¶, rzuciæ wyt³umaczenie i dawaæ z³udzenie, ¿e wszystko jest Okey. Jest jeszcze jedna sprawa. – wzi±³ go pod ramiê i poprowadzi³ wzd³u¿ ulicy. Podbite oko Madoxa i jego rozcapierzona fryzura sprawi³y, ¿e przypomina³ wariata przechwyconego przez Oficera. – Czas na zastosowanie bardziej radykalnych ¶rodków. – szepn±³ mu do ucha.
W pewnym momencie skrêci³ do jednej z mniej uczêszczanych uliczek. Znajomy smród, który ogarn±³ ich przywiód³ studentowi wspomnienie ucieczki przez band± w bia³ych fartuchach. Tymczasem oficer pogrzeba³ w swoim p³aszczu i wyci±gn±³ krótk± broñ. Czarna lufa zab³ys³a z³owrogo.–
- Beretta 44. Solidny kaliber, ostra amunicja. Niebezpieczne narzêdzie w rêkach niebezpiecznego ch³opca – wyszczerzy³ zêby i prze³adowa³ pistolet. Madox przygl±da³ siê mu nieufnie.
- Oficerze? Nie rozumiem… -
- Co tu rozumieæ Zero-dwa? Nale¿y odpowiednio zabezpieczyæ siê przed atakiem. Trzymaj – przekaza³ broñ w jego rêce. Madox chwyci³ pistolet w sposób, w jaki chwyta siê zdech³ego kota (je¿eli zachodzi konieczno¶æ przeniesienia takowego) – Oh, trzymaj po prostu! Kto powiedzia³, ¿e musisz strzelaæ!? Dla bezpieczeñstwa Zero-dwa! Pamiêtaj. -
Madox nie podziela³ entuzjazmu i naturalno¶ci Oficera. Niechêtnie schowa³ podarunek. Zamy¶li³ siê na krótko. Wojskowy zauwa¿y³ jego reakcje.
- Zero-dwa. Czasami uwa¿aj± mnie za kogo¶… dziwnego –
- G³upstwa! – Stwierdzi³ z wymuszon± szczero¶ci±.
- Nie… nie… taka jest prawda…. Ale chcia³bym, ¿eby¶ wiedzia³. Dzia³amy w s³usznej sprawie. Pistolet to nie tylko narzêdzie obrony. To równie¿ symbol mojego zaufania do ciebie –
- Gdy u¿y³ pan okre¶lenia „radykalne ¶rodki” do g³owy mi nie wpad³o, ¿e to przybierze tak± postaæ… -
- Nie znane nam s± nasze losy – Oficer uderzy³ w filozoficzny ton – Gdyby mnie tak mia³o zabrakn±æ, Zero-dwa, kontynuuj misjê. Niezale¿nie od czynników zewnêtrznych. Przekazuje ci pe³ny zakres uprawnieñ w razie mojej…. Niedyspozycyjno¶ci – ostatnie s³owo tr±ci³o smutkiem.
- No co te¿ pan za brednie opowiada… -
- Zrób co ci ka¿ê – wygrzmia³ rozkaz.
Madox nie wiedzia³ jak wybrn±æ z tej niezrêcznej rozmowy. Zapach zatêch³ego moczu przyprawi³ go o ból g³owy. Pragn±³ opu¶ciæ zau³ek, zepchn±æ wszystkie problemy na boczny tor.
- Koniec. Rozchodzimy siê. Wybierz siê na jakie¶ spotkanie, zaszalej. A, jeszcze jedno. Ogranicz alkohol. Przecie¿ nie chcemy kolejnej wtopy, prawda? –
Student potwierdzi³. Oficer u¶miechn±³ siê krótko i poszed³ jakby sytuacja nigdy nie zaistnia³a. Czy Oficer naprawdê nale¿a³ do wywiadu? Kto jak nie agent specjalny potrafi³by przekazaæ informacjê a nastêpnie wymazaæ wspomnienie o dokonanej czynno¶ci?
Istnia³y dwa warianty. Jeden zak³ada³, ¿e oficer mówi prawdê a spisek ¿yje i zagra¿a spo³eczeñstwu. Drugi natomiast uderza³ w zupe³ne przeciwieñstwo pierwszego – Oficer nie jest oficerem, tylko szaleñcem. Obydwa posiada³y bezsprzeczn± logikê. I jeden i drugi trzyma³ siê na solidnych, empirycznych dowodach.
Zastanawiaj±c siê doszed³ do wniosku, ¿e w ¶wietle tego wywodu, s³owa oficera „Wszystko K £ A M S T W O” nabieraj± dwuznaczno¶ci w interpretacji.
„Dzisiaj wieczorem nie bêdê o tym my¶la³” obieca³ w duchu.
Ulica, ³±cznie z przyleg³ymi do niej kamieniczkami, kolorowym asortymentem sklepów i panosz±cym siê w jej granicach ludem ¶wiêtowa³a dzieñ powszedni. Waluta kr±¿y³a z r±k do r±k weso³o, towary przep³ywa³y po niewidzialnych szlakach potrzeb i zachcianek. Tylko jedna osoba patrzy³a na to wszystko z przera¿eniem.
Madox, Politolog z licencjatem, przysz³y u¿ytkownik mizernych zasi³ków. Tylko on, jeden jedyny wyczuwa³ „podejrzane co¶” w powietrzu.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Patrz Skierowa³ ¶wiat³o Mê¿czyzna ¿arówki – Tak Zasada Pseudonimy. Masz Madox – Przes³uchiwany – Pseudonimy Rozumiesz. Wróg Wci¶nie ¿y³y – Oficer Kontrwywiadu – Gówno –/>Bo ¿e ów – Madox Jego Mia³o – Perspektywa ¿e Oficera „wstêpne
/>- Zatem Madox ¿yciu. Nie Jeste¶ John, Robert, Marcel, 006, M13/12, W±siarz, Madox. Zmieniasz – Bêdziesz Bond, James Bond ¯aden ³apska –
/>- Ale¿ Nast±pi³o Dzwoni³em Nie –
/>Oficer Madoxa. Ubiegaj±cy
/>- Mój ¿e Posada Politologa?! Dobre ¿e ³apiesz – Wyci±gn±³ Uruchomi³ – Spójrz – Powiedz />Madox ¶mietnika. Zbli¿y³
/>- –
/>- –
/>- Sprz±taczki –
/>- Nie – Oficer – Tak. Zaraz –
/>- Jest „Robimy Robota Nadal –
/>- Ohh… Serdelki – – Albo – Pukn±³ Kostki
/>- Koniec! Koniec – Madox, ¿eby –
/>- Agencie Jak Trzeba Niech Czy –
/>- – – Nie… Nie ¿eby –
/>- Ano Nigdy New Word Kiedy¶ Mopem, … ¿adne
/>- – Madox.
/>- S³uchaj Przekaza³em – Przytemperowa³ Oficer. Madoxa Wsta³,
/>- Jak Szukam ¿arty. Ju¿ Tak¿e –
/>- Jeszcze Agencie Serdelki. –
/>To Oficerka
/>
/>
/>Komórka Madox Wierci³a Sygna³ Wyj±tkowo ¦wiat Pomimo Zbagatelizowa³ Paru Polifonia Nokii
/>- Halo?! –
/>- Agencie S³uchaj
/>- …. Chyba ¿e ¿arty ¶miesz±. –
/>- ¿arty, Kobieta, ¿akiet, – Madox Pod±¿a³a Oficera. Przechodzi³a
/>- Tak. Zderz Gdy „przepraszam ¶led¼ –
/>- Ale….. –
/>- „Ale” Agencie ¿argonie Powodzenia – Sygna³ Rozw¶cieczony Madox Przez ¿e ¿e Zaliczy³ „zadania” Internecie />Madox Pozoruj±c Odczeka³ ¶wiat³o Kobieta ¿akiecie Przebieg³ Szczê¶cie Zat³oczony Uderzy³ ¿akietu.
/>- Och! Proszê – „cel”
/>- Przepraszam – Odpowiedzia³a,
/>„Bingo!” Pomy¶la³. Kobieta Zosta³ Ludzie „I Spyta³ Odebra³
/>- Serdelki. Melduj! –
/>- Eee… Zna –
/>- Zgadza – Madox Zaroi³o Czerwieñ ¿akietu
/>- Sprawy Nie –
/>- Jak „nie Czy –
/>- Ale¿… Ostrych
/>- Koniec. Wasza Jutro Bez – Roz³±czy³
/>Pod ¶lêcz±c Powierzyæ Sprawdzi³ Praca.pl Pusto. Skrzynka Mailowa, Pomy¶la³ Nie Stwierdzi³, ¿e
/>
/>
/>- Agencie Serdelki – Oficer Dopiero ¿e Ordery, – Zaczniemy ¦wiat Ale Istnieje New World Organizacja ¿ycia. Opanowali ¶wiatow± Wchodz± ³ó¿ka, Wciskaj± Maj± –
/>- Niewiem? – Madox.
/>- Odpowied¼ />- Chyba –
/>- Tak, Tak Nie Wszystkie –
/>- ¯e Pierwszy
/>- Ju¿ – Oficer New World Order, ¿e ¿e Przez ¶liski. Zamiast ¿mudnych „czujki” Prawnicy, ¿ebracy, ¿ycia „czujkê”. „Czujka” Przez NWO Dok³adnie
/>- Ale Madox
/>- Tak Ale Tak 51.. –
/>- Istnieje?! –
/>- Naturalnie! Sam Ale Tyle Kiedy Agencie Serdelki, Chcesz –
/>- Ale… Tak – – Brednie –
/>- Ja? Brednie? Nie Wy¿szemu Kontrwywiadu –
/>- – Oficer Madox ³yka. – Mo¿e ¿e Elvis ¿yje…
/>- Nie ¿yje, – Madoxa – Powiem ¿e Presley –
/>- Widzia³e¶ ¿ywo?! –
/>-Nawet G³os, Serdelki, Gdyby¶ ¿e
/>- – Z³apa³ ³okciami – Stanowczo
/>- Serdelki, – – Synu. Wiem ¿e –
/>- Naprawdê? –
/>- Uwierz Serdelki, – Madox Oficera. Stary ¿o³nierskiej
/>- „Czujki” ¿akiecie. Podejrzewamy NWO. – Wyja¶ni³.
/>Madox
/>- Podejrzewacie? Wy… –
/>Oficer ³ypn±³
/>- Mo¿e Kobiet± ¿akiecie?! Mów –
/>- Ale¿ Oficerze! – Student.
/>- – – ¿yæ. My, G³ówny ¶wiadomie ¶wiata, ¿e „czujek” Pozostawili –
/>- Tiaa… –
/>- W±tpliwy Pomy¶l „czujki” NWO ¶wiatem! Tak „w±sikiem” (d¼gaj Mefistofelesie –
/>- „w±sik”? –
/>- Jak Hitler, Serdelki, –
/>- Eee….. –
/>Oficer ¶miech.
/>- Jak – Wsta³, – Czekaj – Student
/>Madox Ka¿dy, Nie ¿e ¿yciu />Czu³ ¿yciowe – „teraz”
/>S³owa
/>Ale My¶la³, IQ.
/>„Co
/>
/>
/>
/>Zrelacjonowa³ ¿artobliwego Nadzwyczaj Najczê¶ciej ³garstwa „Bezpieczeñstwo Poprawka. Kwestiê „gratyfikacji
/>- Madox. – Stwierdzi³ Jacek, Kumple Jacka ¶lini±c Nêdza
/>Nasycone Madoxa, „Kasztelanie” Student Zegarek – Ch³ód Przy¶pieszy³ Zg³odnia³, Madox Stukot
/>Skrêci³ Niektóre Poniewa¿
/>- Sorry – Jednak Madox Nie
/>- – Przyjrza³ Ko¶cista Materia³ Fa³szywy Madox „czujkach” NWO. „A Tysi±c
/>- Serdelki! – Pozna³
/>- Oficerze? Ale… Pan –
/>- Ciszej – – My¶lisz, ¿e Wystarczy Zreszt± Jeste¶my – My¶lisz ,¿e „czujki” –
/>- Tak Nie.. –
/>- Musisz –
/>- Rozumiem, ¿e –
/>- Zgadza Chod¼ –
/>Doprowadzi³ McDonalda, Madox Fast-foody. Niektórzy Student Szuka³ Zapach ¶linianki Zg³odnia³ />- Oficerze,
/>- Ju¿ Serdelki – Niektórych Madox – Patrz Patrz. Wszyscy ¶miecie. Wch³aniaj± Tylko Ale Zdradzê Serdelki. Istnieje Alfa, NWO, „czujkach” Komponent Alfa Indoktrynacja Zrozum Serdelki, „Wie¶Maki” „PodwójneCzisy” ¿adnego
/>Madoxa
/>- Chce ¿e McDonald NWO? ¯e „os³abiaczami”
/>- McDonald, BurgerKing, KFC, SubwayFresh Nie NWO Dzi¶ Masy ¿arcie –
/>- Nie –
/>- Dzi¶ ¶rednio Elektorat Jego NWO. Przejmuj±c, Zmieni Piek³o – Zapieni³ Oficer.
/>- Wpadniemy ¶rodka, „olaboga ¿ryjcie
/>- Twój Serdelki. Lepiej –
/>Student Oczy ¿akiecie. Rozmawia³a Jej Drobna ¦wietnie Student />- Przynajmniej – Stwierdzi³ />- Kto? Blondyna? Och, Agencie Serdelki! Skup Ona Jej Czekaj, Znacznie Wejdziesz ¶rodka, Poszwêdam Wykorzystaj Nie ¶wiñstwa! –
/>- Panie Oficerze! –
/>- S³ucham Serdelki? –
/>- W±sy Tak ³adniej… Niech -
/>- Ojczyzna Serdelki. – Oficer Podniós³ Sekundê
/>Madox ¶rodka ¿ywo Kobiet. Przechodz±cy Madox Mo¿e Wytê¿y³
/>- ….. ,Monia. – Wy³apa³
/>- …. Choæby ¶wiat Grupa Nie Tylko –
/>Madox „A Je¶li Nas³uchiwa³ Wyci±gn±³ ¿e
/>- …..Wiem – Mia³am ¿e ¿e Potrafi³a Parê Pos³uszni, Szef Powtarza³ „wkrótce –
/>Koñcówkê Madox Dzwoni³ Oficer. Student
/>- Tak….? –
/>- Serdelki…. Goni± – Przy¶pieszony – Oni! Byæ Wyno¶ –
/>Madox Jeden Studentem, Zaci±gnêli Potem Ruszyli />- Widzê Przekaza³
/>- Nosz± –
/>- T-t-tak… ¼le? –
/>- Synu, Postaraj Czy ¼le Serdelki? Jest ¼le. Kto¶ – Oficer
/>- Hej Mamy
/>Madox ¶cigaj±cych Si³y Student. Jako, ¿e Zajêcze – Zatem Czas Zaskakuj±co Madoxa, Ulicznej Niedoszli Adrenalina ¶wiadomo¶ci± ¶mierdz±cych Jego Nie Kluczy³
/>„Taki ³ownej” Pomy¶la³,
/>Spó¼ni³ Sk±pany ¶wietle Oficer. Jego Incognito Temperatura />- Serdelki… –
/>- Tak… Mam Proszê Sam
/>- Informacja Serdelki. Spe³niê Jednak –
/>-Wygl±da ¿e ¿akiecie. Mówi³a „kodeksie” „grupie” „kodeks” Jej Chwali³a „grupie”. Jest
/>- Tak? –
/>- Wygl±da ¿e „szefa” –
/>- Hmhm.. Wszystko Ale¿ ¿e „szefa”! Proces Ale –
/>- Nie? –
/>- NWO />- – Ucieczka Obola³e Ale – Kim –
/>- Mówisz NWO. Pojawiaj± S±dzê, ¿e Pewnie „czujek” –
/>- Ale ¿e Kim Przecie¿ ¿adnych Nawiasem Wygl±daj± – Oficer Madox – –
/>- Nigdy –
/>- Nigdy –
/>- Nigdy –
/>- Widzê, ¿e –
/>- Tak. Ale –
/>- Czyli? –
/>- Aby ¿e Nie –
/>Madox
/>- Byæ Zmieñ Zero-dwa Musimy Wykryli Nie ¿adnych Bywaj – Zataczaj±c Zero-dwa
/>Rozsadza³a On, />Zmêczenie Zwlók³
/>W Oficera. „Wszystko O” Widzia³ Spierzchniête, Obraz Oficera. Rozwarte ¼renice, ³owów – Sen ¿arówek.
/>K
/>
/>
/>Lodówka Widok Wygrzeba³ Zwiniêty – Madoxa. Wdzia³ Do³±czy³ Mija³ ¿ycia. Pod
/>„Widzê Wasze Wiem ¿e ¿e
/>Przeszed³ ¶mieciowego ¿arcia. Tanie
/>„Brawo.. Trujcie ¯ryjcie Niech NWO. Ono Wiem ¿e ¿e />Na ¶cianach Oferowa³y Po³yskuj±c± ³ydki.
/>„Zacznie NWO? Potem Oszukuj± Oszukuj± Rz±dy! Ale Niewiem! Ale Broñ PAÑSTWO MUSI KONIECZNIE BYÆ KONIECZN¡ ORGANIZACJ¡?
…..i ¿e NWO, (czyt. Tak ¿e Wlatuj±c Wiem ¿e ¿e
/>Zzielenia³y „kto Mo¿e Mo¿e Kupi³ (tylko
/>Z Oficera. Poczu³ Chcia³
/>Spisek ¶wiadomo¶æ, ¿e Zreszt± Zajmowa³ „nie¶wiadomych”
/>-Wiem ¿e ¿e „postny” Nienaturalna
/>Dobi³a
/>Westchn±³. Straci³
/>Chcia³,
/>
/>
/>Wyk³ady Profesora Kamiñskiego Zarówno Zawsze (podobnie Jego – – Madox Ale Kamiñski „z³ych />Patrzy³
/>- Terroryzm – Profesor Terroryzm, Szanta¿ Przypomnijmy WTC, Tysi±ce Al-kaida D¿ihad. –
/>- Panie Profesorze, – Powiedzia³ Sali. Tym ¶mia³kiem Madox. Zgromadzeni Studenci Nikt Kamiñskiego.
/>- Ach –
/>- K³amstwo –
/>- Proszê Sami – Sali ¶miech – Dobrze, –
/>- Stanów Dokonali Iraku. Przecie¿ –
/>- Ale –
/>- –
/>„Plebs. Oficer Plebs ¿arciem McDonalda. Tylko
/>- Halucynacje Proszê ¿e Nie „czysty”
/>- Nadal –
/>- Brednie Nie Upadek –
/>- Ile – Zaatakowa³.
/>- Co, –
/>- Madox, Siadaj – Poradzi³ />Lecz Madox
/>- Nie „czujk±” Wszêdzie – – Rozumiecie
/>- Madox….. – Znajoma Madox Poczciwa Powsta³o
/>Wypad³ Nikt Wiêkszo¶æ Madox NWO
/>Trasa Student Mia³ £yka³ Unika³ Ka¿de, ¶lepego
/>A Ca³y
/>A Jak
/>Ci±gi ¶ci±gniête ³±czy³y Wy¶wietla³y ¶cianach, Madoxowi.
/>„Z³ama³em Z³ama³em Nie
/>B³êkit
/>- Oni Nie Przestañcie Znowu – Wyci±gn±³
/>Przechodnie
/>- Zainteresowa³ ¶redniego
/>- Wynocha Ma³o – Krzyknê³a
/>Próbowa³ S³aniaj±c Przebywaj±c ¶miechy.
/>-Potrzebujesz – Zaczepi³ ³ys± – ¿ó³tych – Nie Madox
/>- – Przemawia³
/>- Tak – Przechodz±cy Pod Ludzie
/>Omotany Madox Do¶wiadczaln±
/>- Tak? – Próbowa³ Zacznij Banda Bezmy¶lne Kiedy Pewnie Nowy ¶wiata Przez Was! Przez Was! –
/>Interwencja Madox ¶wiat³o ¶wiadomo¶æ Studenta Cios „gawiedzi” Ludzie
Tylko „boksera” Madoxa,
/>- Jak ¿e Bóg –
/>Przyjazne Ksiêdza />- Zejd¼ –
/>- Ch³opaka –
/>- –
/>- – Rzuci³ Nie ¿adnej
/>- Niech Bóg Opus Dei, Watykañski Masonie! –
/>Przyklêkn±³ Brzdêk Uszczypn±³ Student Wojskowy
/>- Oficerze? Gdzie Czemu – Sykn±³
/>- Zero-dwa. Narazi³e¶ Ile ¿e – ¶miertelnie
/>- Przestraszy³em Oficerze… Gdybym
/>- Zostawmy Ile –
/>- T³um? – Zmarszczy³
/>- Ludzie, T³um. –
/>- Ach… Szczerze… Urghh! – Stêkn±³ – Pan –
/>- Lata – Madoxa. Wojskowy Chrz±kn±³, – Nie Sam Kontrwywiad –
/>- Jasne. Wy¿sza – Oficera />Wojskowy
/>- Zero-dwa. Cieszê ¿e Zuch ¿e
/>- Ekhm…. Proszê –
/>- Lecz Zatem –
/>- Pañskie – My¶la³ Wiedzia³, ¿e Sali Szybko
/>„Wypalenie Idealne
/>- Da, –
/>- Doskonale ³atwo.. –
/>- Przesz³o¶æ. Zapomnij. Skontaktujê Zero-dwa. Miej ¿e Okey. Jest – Podbite Madoxa ¿e Oficera. – Czas ¶rodków. –
/>W Znajomy Tymczasem Czarna
/>- Beretta Solidny Niebezpieczne – Madox
/>- Oficerze? Nie
/>- Zero-dwa? Nale¿y Trzymaj – Madox (je¿eli – Oh, Kto ¿e Dla Zero-dwa! Pamiêtaj. -
/>Madox Oficera. Niechêtnie Zamy¶li³ Wojskowy
/>- Zero-dwa. Czasami –
/>- G³upstwa! – Stwierdzi³
/>- Nie… Ale ¿eby¶ Dzia³amy Pistolet –
/>- Gdy „radykalne ¶rodki” ¿e
/>- Nie – Oficer – Gdyby Zero-dwa, Niezale¿nie Przekazuje Niedyspozycyjno¶ci –
/>-
/>- Zrób –
/>Madox Zapach Pragn±³
/>- Koniec. Rozchodzimy Wybierz Ogranicz Przecie¿ –
/>Student Oficer Czy Oficer Kto
/>Istnia³y Jeden ¿e ¿yje Drugi – Oficer Obydwa
/>Zastanawiaj±c ¿e ¶wietle „Wszystko O”
/>„Dzisiaj
/>Ulica, ³±cznie ¶wiêtowa³a Waluta Tylko
/>Madox, Politolog Tylko „podejrzane />
/>
/>
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Owieczka
- Atrofia /debiut
- studnia
- Ró¿aniec z gwiazd
- Bochum noc /wiersz/
- by³em telewizyjnym wró¿em / opowiadanie
- DWA MIESI¡CE I DWA LATA / opowiadanie /
- 'Zuchwa³e serca/Rozdzia³ VI,VII i VIII/z X'/powie¶æ/
- ambient /wiersz/
- Mój osobisty paragraf 22 /opowiadanie/
- Ma³a Em /wiersz/ ->x
- Buszmen i kokietka /wiersz/ x