24 godziny temu
*
Byli samotni. Mieli wra¿enie, ¿e codziennie umyka im co¶ niepowtarzalnego, co¶ bez czego ¿aden zapach, smak czy widok nie przywodzi na my¶l banalnych skojarzeñ, wiosny, bzów, zielonych ³±k i pagórków.
To by³y takie dni, kiedy nie ³atwo siê u¶miechaæ.
Poznali siê w barze mlecznym. Siadywali naprzeciw siebie w porze obiadowej. Daria – sama przy stoliku w rogu sali, Staszek przy swoim. Obserwowa³ j± k±tem oka znad dymi±cego talerza zupy. By³a szczup³a i cicha, mia³a senne br±zowe oczy i ³adne zêby.
Ona równie¿, chocia¿ pó¼niej nie chcia³a siê do tego przyznaæ, od pocz±tku zwróci³a uwagê na jego mi³±, ³agodn± twarz. Bez fascynacji, bez po¿±dania, to jednak w jaki¶ sposób przyci±ga³ spojrzenie Darii. Nie by³ przystojny ani brzydki. Ot, zwyk³y facet z w³osami zwi±zanymi w kucyk z ty³u g³owy. Zbyt wysoki, jak na jej gust, z lekko pochylonymi plecami, jakby ca³e ¿ycie chowa³ g³owê w ramionach.
Po obiedzie, Daria sz³a na pobliski skwerek, siada³a na odrapanej ³awce i zapala³a d³ugiego, cienkiego papierosa.
Którego¶ dnia poszed³ za ni±. Patrzy³ w kostkê chodnikow±, s³ucha³, jak przed nim stukaj± pantofle i my¶la³ o tym, co siê dzieje, kiedy jest sam w mieszkaniu. Dok³adnie wiedzia³, ile kroków liczy odleg³o¶æ od okna do przeciwleg³ej ¶ciany, ale by³ pewien, ¿e wieczorem zacznie odmierzanie na nowo.
Mia³ trzydzie¶ci cztery lata, by³ w obcis³ych d¿insach, przed wyj¶ciem dok³adnie siê ogoli³. Nie mia³ sta³ej pracy, g³osowa³, potrzebowa³ kobiety.
- Pójdziemy do mnie na papierosa? – zapyta³ i Daria siê u¶miechnê³a.
A potem siadywali w barze razem, przychodz±c z jego mieszkania.
Daria spogl±da³a na mi³± twarz Staszka i czu³a co¶ w rodzaju przyjemno¶ci. To patrzenie by³o pierwsz± rzecz±, z której siê cieszy³a. Pierwsz± od nie wiadomo kiedy. Tyle zmarnowanego czasu. My¶la³a o nim i o tych ludziach, obok których ¿y³a. Rozpamiêtywa³a gesty, s³owa, obrazy. Chcia³a opowiedzieæ Staszkowi.
O ojcu, który mówi³, ¿e picie mu nie przeszkadza w prowadzeniu samochodu i ¿e kiedy¶ wreszcie mu przeszkodzi³o. O tym, ¿e codziennie czu³a siê porzucona, a¿ do chwili, gdy zrozumia³a, ¿e ojciec nigdy nie wróci. O udawaniu matki, ¿e nie p³acze, a potem, ¿e nic j± nie boli. O tym jak którego¶ dnia babka oznajmi³a: „ona ju¿ do nas nie wróci ze szpitala” i ¿e poczu³a wtedy ciarki w miejscu, gdzie ostatni raz mama j± poca³owa³a. O babce, która precyzyjnie wymierza³a uderzenia – za zmêczenie, za samotno¶æ i ¿eby zapamiêta³a, ¿e nienawidzi jej jak psa. O tym , ¿e na pogrzebie babki nie mog³a siê zmusiæ do jednej ³zy. A potem o mieszkaniu z ciotk± i wujkiem, który „tylko ciê trochê podotyka³, no to co siê takiego sta³o”. O zupach maj±cych dziwny smak, bo ciotka nie mia³a zamiaru wysilaæ siê dla takiego darmozjada. Albo o ch³opiêcych trzewikach z lumpeksu, z których ¶mia³y siê szkolne kole¿anki. Tak¿e o chowaniu g³owy pod ko³drê, tam, gdzie by³ jeszcze kawa³ek jej ¶wiata, gdzie czu³a tylko siebie, gdzie nie dochodzi³y krzyki i uderzenia.
I o tym jeszcze, ¿e kiedy zapada³ zmierzch, nie zapalano ¶wiat³a i s³ysza³a warczenie:
- Bachor!
Wiêc teraz pragnê³a, ¿eby Staszek jej wspó³czu³, ¿eby powiedzia³:
- To byli ¼li ludzie.
A on mówi³: „pos³uchaj, pos³uchaj!”. I opowiada³.
O ¿onie, która odesz³a lata temu, a jemu potem najbardziej brakowa³o gotowania, o alkoholowej przesz³o¶ci, która pozbawi³a go dobrej pracy, o bracie na dorobku w Irlandii , o tym, ¿e nie lubi szybko¶ci a w mie¶cie jest szybko, wszyscy biegn±. Jak cz³owiek stanie, to go porw± ze sob±. Dlatego nie pozwala siê nakrêciæ t± atmosfer± i sam nie biegnie. I ¿e owszem, jest po przej¶ciach, ¶lub ju¿ przerobi³, nie ma mi³ych wspomnieñ i na obr±czki patrzy teraz inaczej.
Rozprawia³ te¿ o samotno¶ci, o prze¿ywaniu w³asnych my¶li, o zwyk³ym ¿yciu, nieodró¿nialnym od innych, najzwyklejszym ze zwyk³ych.
Pozwala³a mu siê wygadaæ, patrzy³a jak palcem wskazuj±cym odci±ga ko³nierzyk koszuli, jak na czole pojawia siê pionowa zmarszczka, jak ciemniej± mu oczy kiedy mówi o dawnej dziewczynie znad Sekwany w bluzeczce w z³ote smoki.
A¿ którego¶ dnia zauwa¿y³a, ¿e s³owa dochodz± do niej jak zza mg³y i nagle poczu³a, ¿e jest sama.
..........
Po kolejnym, wiosennym remoncie, bar mleczny zosta³ zlikwidowany, a nad dawnym wej¶ciem pojawi³o siê czerwone logo McDonald’s.
Wtedy Daria zaczê³a gotowaæ swoje pierwsze zupy, czasami o dziwnym smaku.
Wiedli zwyk³e ¿ycie. Staszek by³ akwizytorem, czêsto bezrobotnym, ona pracowa³a w hurtowni papierosów.
Z biegiem czasu zaczê³a praæ, sprz±taæ i prasowaæ koszule Staszka. Wt³oczona w niewielki pokoik z kuchni±, martwi³a siê utrat± przestrzeni. Coraz rzadziej chodzili na wspólne spacery, coraz czê¶ciej Daria stawa³a w oknie, aby ogl±daæ blask zachodz±cego s³oñca na Wi¶le, bo tylko o zachodzie , w porze niepojêtej przemiany kolorów, ¶wiat na chwilê stawa³ siê piêkny.
Czas p³yn±³ i wszystko by³o tak samo: wstaæ, umyæ, zd±¿yæ na autobus, kupiæ, wrzuciæ do garnka, pozmywaæ, ziewn±æ, pstrykn±æ pilotem na dobranoc. Noce podle siê skurczy³y, dni zlewa³y ze sob±.
Staszek stawa³ siê coraz bardziej milcz±cy.
- Co tam u ciebie? – pyta³, gdy Daria wraca³a z pracy.
- Nic. A u ciebie?
- Te¿ nic.
- Aha.
A potem cisza zdawa³a siê nie mieæ umiaru.
Od czasu do czasu nachodzi³a ich dra¿liwa my¶l, to szczególne niezadowolenie, które ¿ywi siê przekonaniem, ¿e inni ¿yj± lepiej, ciekawiej, pe³niej. Czasami o tym rozmawiali nie patrz±c sobie w oczy.
Siadywali przed telewizorem na jednoosobowych krzes³ach, rozdzieleni kilkoma metrami przestrzeni, tak jakby ona by³a jeszcze jedn± z tych samotnych kobiet, a on jeszcze jednym samotnym facetem w¶ród milionów tych wszystkich samotnych ludzi zasiadaj±cych przed ekranem ka¿dego wieczora.
Kiedy w telewizji koñczy³y siê wieczorne seriale, Daria zabiera³a Staszkowi pilota i pospiesznie prze³±cza³a kana³y telewizyjne w poszukiwaniu filmów o ¿yciu ptaków. Ogl±da³a t³um ró¿owych flamingów, odloty i przyloty bocianów, albo zwinne rybitwy fruwaj±ce nad oceanem, ich gniazdowanie i wychowywanie piskl±t.
W jej ¿yciu nie istnia³o nic bardziej piêknego od tych skrzydlatych stworzeñ. Uwa¿a³a, ¿e ptaki s± doskona³e i chcia³a siê o nich wszystkiego dowiedzieæ. A¿ w koñcu zauwa¿y³a, ¿e spotykane na spacerach go³êbie, sroki czy wróble wcale siê jej nie boj±, a nawet podchodz± blisko, z niezm±conym spokojem jakby sta³y siê ptakami Darii. Nie mia³a rodzeñstwa, dzieci, przyjació³, wiêc ptaki by³y zamiast.
- Chcia³aby¶ byæ ptakiem ? – zapyta³ kiedy¶ Staszek.
- Nie. – odpar³a – Przecie¿ nie umiem lataæ. Ale chcia³abym ¿yæ w otoczeniu ptaków.
Zasypia³a d³ugo, lêkliwie, nas³uchuj±c, jak warczy stara lodówka, z rur dobiegaj± tajemnicze jêki a od strony okna szorstko szele¶ci firanka. Potem nie ¶ni³a o niczym.
Daria nie mog³a siê w domu odnale¼æ. By³y w nim takie zakamarki, gdzie ba³a siê zagl±daæ. Kiedy otwiera³a szafê, wypada³a z niej rura od odkurzacza, prê¿y³a siê wokó³ stóp, nie daj±c siê zwin±æ i schowaæ. W trakcie szamotaniny z wê¿em, z górnej pó³ki lecia³a naddarta teczka pe³na po¿ó³k³ych papierów lub czarny parasol ze z³aman± r±czk±, przypominaj±cy strasznego paj±ka.
A parapet okienny w pokoju? Tam zawsze mo¿na co¶ znale¼æ: wielk±, w³ochat± æmê albo pogniecion± fotografiê z nag± dziewczyn± na pla¿y, albo le¿±c± na plecach biedronkê.
Za to kuchnia wydawa³a siê Darii bezpieczna. Nie wiadomo dlaczego w kuchni by³o weselej ni¿ w innych pomieszczeniach. Tutaj dzia³y siê rzeczy najlepsze – siekanie natki, dzielenie zió³, siorbanie, oblizywanie, w±chanie, ukradkowe podjadanie z garnków. Tu mog³a wró¿yæ z fusów od kawy, robiæ g³upie miny lub æwiczyæ ¶mieszne kroki.
Czasem siada³a przy oknie i zbiera³a okruszki chleba z kuchennego parapetu, wysypuj±c je potem ptakom. Spogl±da³a w niebo, s³ucha³a jak pod blokiem krzycza³y dzieci albo jak brzêczy mucha obijaj±ca siê o szybê.
Wiele te¿ rozmy¶la³a, pal±c d³ugie, cienkie papierosy, ale o czym – Staszek nie wiedzia³.
..........
W koñcu co¶ siê wydarzy³o. By³o lato. Trochê ¶wieci³o s³oñce, trochê siê chmurzy³o.
Siedzieli przy kuchennym stole i jedli ¿urek. Obok talerza Staszka sta³a szklanka z piwem. By³ pi±tek.
- Widzia³a¶ ? – zapyta³ Staszek, bawi±c siê ³y¿k±.
Daria odchyli³a siê do ty³u.
- Co takiego?
U¶miechn±³ siê k±cikiem warg.
- S±siedzi z pierwszego siê wyprowadzili.
- Naprawdê ? – wzruszy³a ramionami.
Z parapetu poderwa³y siê dwa wróble i w pop³ochu odlecia³y w przestworza.
- Zostawili przy ¶mietniku fotel. Du¿y, rozk³adany.
- Niby co w tym dziwnego? Parê dni temu sta³ tam telewizor.
Staszek zaczerpn±³ powietrza.
- Mogliby¶my zabraæ go do domu. To naprawdê co¶ piêknego.
- Jasne. I kto¶ zobaczy, wezwie policjê – pokrêci³a g³ow±. - ¦wiat jest pe³en takich ludzi.
- Co ma do tego policja?
- Bo to w³asno¶æ prywatna.
- Jak kto¶ umy¶lnie co¶ zostawia w publicznym miejscu, to chyba siê tego zrzeka, nie?
- No, nie wiem. Po co ci fotel?
Staszek podniós³ szklankê z piwem i pi³ ma³ymi ³yczkami. Zachowywa³ siê, jakby nie s³ysza³ pytania. Mo¿e rzeczywi¶cie nie s³ysza³.
My¶la³ o czarnym, upapranym fotelu w komórce dziadka, u którego spêdza³ wakacje. Widzia³ ma³ego ch³opca, uciekaj±cego na fotel-tron przed nud±, przed nijako¶ci± letnich dni.
Daria rozejrza³a siê. Zobaczy³a meble z bur±, brudn± barw±. Obrzuci³a wzrokiem stare, wgniecione krzes³a, na które wielokrotnie co¶ kapnê³o, pozostawiaj±c plamy. Z okna na pi±tym piêtrze rozci±ga³ siê widok na blokowisko, zdeptane trawniki, wielki parking i md³± Wis³ê w oddali. Zrobi³o siê jej niedobrze.
- Pójdê wyrzuciæ ¶mieci – oczy Darii zab³ys³y twardo, kiedy chwyci³a za kube³.
Za ¿ywop³otem, przy ¶mietniku rzeczywi¶cie sta³ fotel. Wspania³y, w stylu barokowym, pokryty eleganck± tkanin± w kolorze czerwieni. Na pojemnikach na ¶miecie siedzia³o kilka nastroszonych go³êbi. Rozgl±da³y siê raz prawym raz lewym okiem, jakby czego¶ pilnowa³y.
- Burgund - pomy¶la³a, patrz±c na mebel. – Miêkki, puszysty, pieprzony burgund.
Stanê³a na wprost i spogl±da³a na obity ciê¿k± materi± fotel. Pachnia³ czym¶ delikatnie, jakby czekolad± i li¶æmi dêbu.
Zsunê³a z nogi sanda³ek i wyci±gnê³a stopê przed siebie. Na paznokciach b³ysn±³ per³owy lakier. Widzia³a drobne palce, ³agodny ³uk przechodz±cy w kostkê, szczup³± ³ydkê. Przesunê³a stop± po obiciu fotela, podwinê³a pod siebie palce jak ma³e dziecko.
- Miêkko- stwierdzi³a w my¶lach – Nie, nie! Inaczej.
Przysz³o jej do g³owy s³ówko dobrze oddaj±ce to co czu³a: lekko. Zachichota³a pod nosem.
- Jakby ¶wiat odlatywa³ daleko – szepnê³a pod nosem.
I wysunê³a jêzyk, dotykaj±c nim górnej wargi. A potem zaczê³a doznawaæ dziwnego uczucia. Najpierw nie zwróci³a uwagi na to, jakie by³o dziwne. Ale wraz z up³ywem czasu co¶ mi³ego zaczê³o siê z ni± dziaæ. Mo¿e uderzenie adrenaliny, reakcja chemiczna, nie wiedzia³a.
Wiatr zaszele¶ci³ li¶æmi, poruszy³ ¿ywop³otem i wysuszon± traw±. Od strony budynku dochodzi³a muzyka z przesadnie podkrêconymi basami.
Daria usiad³a na fotelu i zrobi³a g³êboki wdech. Ko³ysa³a siê z zamkniêtymi oczami i o niczym nie my¶la³a. Czu³a, ¿e w jaki¶ sposób jej cia³o tworzy kobietê. Po chwili w umy¶le zaczê³y p³yn±æ spokojne obrazy. Najpierw jej ojciec siedzia³ w pluszowym fotelu, pyka³ fajkê i czyta³ rubrykê porad kulinarnych. Potem niemowlê s±siadki spa³o w najlepsze w wózku, a ona cichym g³osem opowiada³a jak pierwszy raz ziewnê³o, jak siê u¶miecha, jakie robi miny, jak siê k±pie. Darii wydawa³o siê, ¿e jej oczy wilgotniej±. Jeszcze jedn± spokojn± rzecz±, o której pomy¶la³a, by³y pochylone plecy Staszka.
Gdzie¶ zaszczeka³ pies. Ujadanie przepad³o w odleg³ym, niewidzialnym warkocie autobusu.
Zerwa³a siê i z³apa³a wiaderko.
- Co tak d³ugo?
Staszek siedzia³ przy stole i s±czy³ kolejne piwo. Daria zrobi³a konspiruj±c± minê.
- Spacerowa³am – odpar³a, sil±c siê na obojêtno¶æ.
Pokój wygl±da³ inaczej. Szafka spod okna zmieni³a miejsce, sta³a bli¿ej telewizora. Powsta³a wolna przestrzeñ, w któr± mo¿na by teraz wstawiæ co¶ naprawdê ³adnego.
- Jest ciê¿ki jak cholera – oznajmi³ Staszek. – Sami nie damy rady go przynie¶æ. Ty nie dasz rady.
- To jak chcesz to zrobiæ?
- Rozmawia³em z dozorczyni±. Jej m±¿ wraca w poniedzia³ek, spróbujemy we dwóch. Przy okazji obieca³a mieæ oko na fotel.
- Ona mnie nie lubi – zauwa¿y³a Daria – zawsze posy³a mi g³upie, z³o¶liwe u¶mieszki. A jej m±¿ siê gapi.
Roze¶mia³ siê rozbawiony t± uwag±.
- Nie martw siê na zapas, dobrze? – odchrz±kn±³ i mrugn±³ okiem jakby jej wypowied¼ niewiele go obesz³a.
- ¯eby tylko nie pada³o – westchnê³a i zniknê³a w kuchni.
Za oknem spacerowa³ szaro-bury go³±b i przekrzywia³ g³ówkê, zagl±daj±c do ¶rodka. Powietrze pachnia³o rozgrzanym mu³em rzecznym. Wiatr wia³ od strony Wis³y.
- Chod¼my siê po³o¿yæ, kotku – Staszek sta³ w drzwiach kuchni i patrzy³, jak Daria wyciera talerze. Spojrzenie by³o ³apczywe, tak, jakby chcia³ zaczerpn±æ z niej ca³e ciep³o do wnêtrza.
- Teraz? – zachichota³a. – Co ciê napad³o?
- Nic. Rozepnij guziki. – wysun±³ podbródek w kierunku jej bluzki - No wiesz.
Z do³u dobiega³y niewyra¼ne ludzkie g³osy, ale tu na górze byli sami. W ¿o³±dku Darii pojawi³ siê ucisk. Chwyci³a zêbami doln± wargê i pu¶ci³a j±.
- Ale¿ Staszek!
G³os zabrzmia³ delikatnie, z lekkim d±saniem, przewrotnie i czule. Pomy¶la³a, ¿e ma na sobie oliwkowe, koronkowe majtki i ¿e rêka Staszka jest ciep³a.
Pó¼niej mia³a spuchniête wargi od tego nag³ego kochania. Do pó¼na le¿eli z g³owami na tej samej poduszce. Palili d³ugie, cienkie papierosy. Nie czuli g³odu. Pili piwo i s³uchali muzyki z p³yt.
W nocy Daria spa³a mocno. Wreszcie co¶ jej siê przy¶ni³o. Ucieka³a, ba³a siê, wbieg³a na pustyniê, która by³a ca³a czerwona i czerwone by³o niebo, a po ¶rodku sta³ wysoki p³ot. S³ysza³a gniewne krzyki tu¿ za sob±, wiêc próbowa³a wej¶æ na p³ot, uciec, ale drewniane sztachety kaleczy³y jej d³onie, wiêc bieg³a wzd³u¿ p³otu i próbowa³a siê wzbiæ. Wiedzia³a, ¿e poleci tylko wtedy, kiedy naprawdê w to uwierzy, bieg³a i macha³a rêkami, a ¼li ludzie byli coraz bli¿ej. Czu³a, ¿e jest za ciê¿ka, ¿e nie daje rady. A¿ wreszcie niespodziewanie wzbi³a siê, przesta³a machaæ rêkoma, tylko roz³o¿y³a je jak skrzyd³a w locie.
I w tym ¶nie znalaz³a rodzaj pociechy.
..........
W sobotê rano Staszka nie by³o.
Zjad³a ma³± bu³eczkê i z fili¿ank± kawy w d³oni ostro¿nie wychyli³a siê przez okno. Jednak z tej strony nie mog³a dostrzec ¶mietnika. Nas³uchiwa³a d¼wiêków z podwórka. Z do³u dochodzi³ ¶miech i muzyka, gdzie¶ dudni³ telewizor.
Mia³a poczucie, ¿e tam na dole co¶ nale¿y do niej, ¿e co¶ tam zostawi³a. Na niebie przesuwa³ siê samolot, rysuj±c b³yszcz±c± liniê dymu.
- Ju¿ wsta³a¶ ? – us³ysza³a od strony drzwi.
Pierwsz± rzecz±, któr± spostrzeg³a by³y jego oczy. Wed³ug Darii, Staszek piêknie patrzy³. Z u¶miechem i podekscytowaniem, czego nigdy wcze¶niej nie zauwa¿y³a. ¬renice jego oczu by³y wiêksze ni¿ kiedykolwiek.
Po³o¿y³ rêkê na d³oni Darii. Ich palce splot³y siê ze sob±. Zbli¿yli siê do siebie jak kochankowie, którzy kryj± siê przed wzrokiem otoczenia. Daria mruknê³a cicho:
- Wszystko w porz±dku?
Porozumiewawczo kiwn±³ g³ow±.
- W nocy nie pada³o - powiedzia³. - Jest trochê wilgotny od porannej rosy, ale przy dzisiejszym upale szybko wyschnie.
- Znalaz³e¶ co¶, ¿eby go przykryæ w razie czego? – zapyta³a troskliwym g³osem.
- Mia³em tu gdzie¶ p³achtê folii malarskiej, ale przepad³a w szparga³ach.
- I co?
- Nic. Kupimy - zdecydowa³.
- Poczekaj, pójdê z tob±.
Wyszli. Piaskownica, stalowy trzepak, bohomazy zrobione sprayem pod oknami na parterze – jak dzieciñstwo Darii, wszystkie te rzeczy barwne czy szare, pe³ne ¶wiatów, zabawy na trawniku, odkrywanie seksu, a potem wielki smutek, mieszkanie k±tem u babki, ciotki, wujka. Ca³y czas jak w drodze. I wszêdzie czego¶ brakowa³o.
Kupili foliê i mocne, czerwone nici do cerowania, bo Staszek wspomnia³, ¿e w tapicerce jest ma³a, przepalona papierosem dziurka. Zdziwi³a siê, ¿e sama tego nie zauwa¿y³a.
Wracaj±c wst±pili do McDonald’a na hamburgery i frytki. Potem podreptali na pobliski skwer. Po starej ³awce pozosta³y jedynie dwie kamienne podpory, na których mo¿na by³o przysi±¶æ. Palili papierosy i patrzyli na spaceruj±c± kobietê, obok której chwiejnie drepta³o dziecko.
- Widzisz? – zapyta³a Daria. – Chyba ch³opczyk.
- Co za ró¿nica – powiedzia³ Staszek. – Dzieciak.
- Fajny.
- To tylko dzieciak.
Daria wyprostowa³a plecy, jakby d¼wiga³a jaki¶ ciê¿ar.
- Nie – odpar³a spokojnie. – To co¶ piêknego.
Staszek spojrza³ na Dariê, zobaczy³ pionow± zmarszczkê na jej czole i pomy¶la³, ¿e wie sk±d siê wziê³a.
- Chcia³aby¶? – zapyta³, wstaj±c.
Dlaczego tu, czemu teraz mia³aby to powiedzieæ? Odwieczne pytania bez odpowiedzi.
- Dobrze by by³o – odpar³a.
Podesz³a do niego blisko, tak ¿e móg³ j± obj±æ. Zanurzy³ twarz w jej w³osach i mrukn±³ do ucha:
- Dobrze by by³o, to dobry powód.
Po chwili doda³, czuj±c w sobie dziwn± moc.
- Trzeba zebraæ trochê kasy. Co¶ tak piêknego nie powinno mieæ wokó³ starych gratów.
Kiwnê³a g³ow± i u¶miechnê³a siê szeroko.
- W poniedzia³ek, zaraz jak wstawimy to fotelowe cudo, pójdê do starego kumpla – doda³. - Kiedy¶ obiecywa³, ¿e za³atwi mi sta³± pracê.
Daria wci±¿ siê u¶miecha³a.
Przez chwilê to czu³a. Bardziej jako przeczucie ni¿ pewno¶æ. ¯e wreszcie ma swoje miejsce, ¿e chyba Staszek jest jej domem a ona w nim zamieszka³a. By³a nawet gotowa wyznaæ na g³os: „Staszek, kto¶ we mnie przesta³ siê baæ, chyba pierwszy raz w ¿yciu nie bojê siê.” Zamiast tego zawstydzi³a siê i spu¶ci³a g³owê.
Wrócili zmêczeni upa³em. Po obiedzie znowu siê kochali i znów Daria mia³a spuchniête wargi. Tego dnia nie wziê³a tabletki.
Pó¼nym wieczorem wyszli, zabieraj±c ze sob± foliê.
Niebo by³o czyste, gwiazdy s³abym ¶wiat³em pob³yskiwa³y nad ich g³owami. W przodzie ja¶nia³y wie¿owce. Pachnia³o wypalonym na s³oñcu asfaltem, który ugina³ siê miêkko pod butami.
- Posied¼my chwilê – szepn±³ Staszek, gdy dotarli do fotela.
Na tle ciemnej plamy ¿ywop³otu czerwony mebel wygl±da³ jak nie z tego ¶wiata.
W oddali, po jezdni prowadz±cej do centrum, przejecha³ rower z zapalonym reflektorem.
Daria wyci±gnê³a paczkê papierosów, zapalili.
Fotel nie nale¿a³ do ma³ych, móg³ nawet uchodziæ za dwuosobowy, ale siedz±c razem byli nieco ¶ci¶niêci. Podoba³o im siê to. Daria nawet zachichota³a rado¶nie w ramiê Staszka. Doznawali dziwnej intymnej blisko¶ci. Fotel pozbawia³ siedz±cych tych kliku metrów przestrzeni, która ostatnio ich dzieli³a, tuli³ do siebie w sposób, który mia³ siê staæ zwyczajem. Bêd± mogli na co dzieñ siedzieæ na aksamitnej tapicerce, piæ ¶wie¿± kawê i snuæ historie rodzinne.
Z ty³u, od strony Wis³y, dotar³y odg³osy burzowego pomrukiwania. Dmuchnê³o. Zerwali siê, ¿eby przykryæ fotel. Misternie roz¶cielali na nim foliê, rozprowadzaj±c d³oñmi po tapicerce. Na koniec przewi±zali porêcze i oparcie sznurkiem.
- Dobra, wystarczy – Staszek przepu¶ci³ Dariê przed sob±.
Przez ca³± drogê do domu szed³ o krok za ni±, nabieraj±c pewno¶ci, ¿e to co siê dzieje, ta bieganina, te wszystkie codzienne bzdury, to co dosta³, ¿eby w tym ¿yæ, zaczyna nabieraæ sensu.
Przypomnia³a mu siê stara ksi±¿ka z czerwon±, p³ócienn± ok³adk±, któr± kiedy¶ przeczyta³. W ostatnim rozdziale bohater budzi siê w domu obok przypadkowo poznanej kobiety, siada na ³ó¿ku i próbuje u³o¿yæ my¶li. Nagle zaczyna odczuwaæ, ¿e ma do¶æ nicnierobienia, tego nieodznaczania siê na tle.
Daria obróci³a g³owê do ty³u i niespodziewanie spojrzeli sobie w oczy. Wiedzieli ju¿, co bêd± robiæ.
..........
W niedzielê Daria usma¿y³a jajecznicê, zaparzy³a kawê. I wci±¿ przygryza³a usta, by³a zdenerwowana, bo zanim siedli do ¶niadania, pobieg³a na dó³ z wiaderkiem ¶mieci. Nocna burza nie zrobi³a ¿adnej szkody, a folia zda³a egzamin.
Przegoni³a dzieciaki, które rzuca³y w fotel patykami. Za ¿ywop³otem zaszele¶ci³o, za³opota³o i pod nogami Darii czmychn±³ bury kot z go³êbiem w pysku. Parê kropli krwi wraz z drobnymi piórkami zaznaczy³o drogê ucieczki. Poczu³a dreszcze, niepokój. W oczach pozosta³ widok g³ówki ptaka, przekrzywionej jak wtedy, gdy patrzy³ na ni± z parapetu za oknem. I ogonka, który stercza³ z pyska kota jak wyrzut.
- Cholera – wybuch³a – Do diab³a, koty, my¶licie, ¿e czym jeste¶cie?
Kiedy opowiada³a to Staszkowi czu³a, ¿e jeszcze dr¿y.
- Nie mogê tego znie¶æ – zakoñczy³a p³aczliwie.
Staszek poca³owa³ ciep³e, g³adkie ramiê Darii.
- ¦wiat jest pe³en kotów – powiedzia³. – S± koty i kociska. Na niektóre po prostu nie ma rady.
W³o¿y³ rêkê pod bluzkê Darii, zacz±³ ca³owaæ jej szyjê, w³osy, ale odwróci³a siê i nie odwzajemni³a poca³unku.
A potem milczeli przy ¶niadaniu, ka¿de zaprz±tniête swoimi my¶lami.
To by³a zwyk³a niedziela, bez tej od¶wiêtnej, szczególnej atmosfery wolnego czasu. Dzieñ by³ parny i pochmurny. Staszek rozwi±zywa³ krzy¿ówkê, drzema³, popija³ piwo. Daria wiêkszo¶æ czasu spêdzi³a w kuchni. Wysypa³a ptakom okruszki, podla³a zio³a w doniczkach. Otworzy³a po kolei wszystkie szafki, próbowa³a uk³adaæ paczki makaronów, torebki, pojemniki i pude³ka, ale ci±gle co¶ przewraca³a. W koñcu pomy¶la³a, ¿e ma to gdzie¶. Wszystko siê wali³o.
Staszek zajrza³ do kuchni.
- Rzucê tam okiem, a ty odpocznij – powiedzia³ – Wygl±dasz na zmêczon±.
Drzwi wyj¶ciowe cicho szczêknê³y. Daria próbowa³a siê skupiæ. Przejrza³a star± gazetê, otworzy³a lodówkê, pow±cha³a cytrynê, odgryz³a kawa³ek parówki. W pokoju w³±czy³a telewizor. Pomy¶la³a o wygodnym fotelu, który mia³ wype³niæ pustkê w pokoju i przysz³o jej do g³owy, ¿e niektórzy puste miejsca nazywaj± samotno¶ci±. Taki fotel to dobre siedzisko do czekania na drugiego cz³owieka. Siedzi siê wysoko, cia³o rozparte, tutaj to cz³owiek czuje siê wa¿ny dla innych.
W zamy¶leniu porównywa³a wnêtrze pokoju z tym widocznym na ekranie telewizora. Akurat lecia³a powtórka familijnego serialu.
- A je¶li tamto za ekranem jest prawdziwe? – pomy¶la³a. – A to tylko zastêpcze?
Roze¶mia³a siê do g³upich my¶li.
W koñcu wysz³a na klatkê schodow±, nas³uchuj±c odg³osu windy lub kroków. Na wycieraczce le¿a³a ulotka z reklam± Big Maca od McDonald'sa. Podnios³a j± i zmiê³a w d³oni.
Staszek wci±¿ nie wraca³.
Za³o¿y³a sanda³ki i zbieg³a ze schodów.
W powietrzu czuæ by³o spaleniznê. Spojrza³a tam, gdzie zza ¿ywop³otu wydobywa³ siê dym. Potem, sztywno jak na zdrêtwia³ych nogach, posz³a zobaczyæ.
Dozorczyni polewa³a wod± dymi±c± tapicerkê, a w³a¶ciwe to co z niej zosta³o. Spojrza³a na Dariê jakby z góry, choæ by³a niska i przysadzista.
- Trzeba zalaæ ka¿d± iskrê – wysapa³a pomiêdzy kolejnymi, g³êbokimi oddechami. – Bo ogieñ siê rozprzestrzeni.
G³os dozorczyni zabrzmia³ ch³odno i ostro. Nikt siê nie odezwa³.
- Skaranie boskie z dzieciakami – doda³a. – Skradaj± siê jak koty i zawsze co¶ zmaluj±.
Tam gdzie by³y drewniane, stylizowane porêcze, stercza³y teraz osmolone kikuty. Staszek sta³ obok z bezradnie opuszczonymi rêkami. Schyli³ siê, siêgn±³ po kolejn±, plastikow± butelkê z wod± i poda³ j± dozorczyni. Zmierzwione w³osy spad³y na mi³±, umazan± sadz± twarz.
- To nie jest w porz±dku – powiedzia³a Daria. – To nie jest w porz±dku.
Mia³a lekko otwarte usta i szybko oddycha³a. Staszek obj±³ j± ramieniem a ona wtuli³a twarz w jego koszulê.
- Nie p³acz – szepn±³ w jej w³osy – Do diab³a, tylko mi teraz nie p³acz.
Niebo przez moment mocno siê rozja¶ni³o, po czym znowu poszarza³o.
Chwilê tak stali, milcz±c, przytuleni. Potem ruszyli do domu, wci±¿ tul±c siê do siebie jakby siê os³aniali nawzajem przed ch³odnym, dokuczliwym wiatrem.
/eh/
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
*/>
/>
/>
/>Byli Mieli ¿e ¿aden ³±k
/>To ³atwo />Poznali Siadywali Daria – Staszek Obserwowa³ By³a ³adne />Ona ³agodn± Bez Darii. Nie Ot, Zbyt ¿ycie
/>Po Daria ³awce />Którego¶ Patrzy³ Dok³adnie ¶ciany, ¿e
/>Mia³ Nie />- Pójdziemy – Daria />A />Daria Staszka Pierwsz± Tyle My¶la³a ¿y³a. Rozpamiêtywa³a Chcia³a Staszkowi.
/>O ¿e ¿e ¿e ¿e ¿e ¿e „ona ¿e – ¿eby ¿e ¿e ³zy. „tylko Albo ¶mia³y Tak¿e ¶wiata,
/>I ¿e ¶wiat³a
/>- Bachor!
/>Wiêc ¿eby Staszek ¿eby />- ¼li
/>A „pos³uchaj,
/>O ¿onie, Irlandii ¿e Jak Dlatego ¿e ¶lub
/>Rozprawia³ ¿yciu,
/>Pozwala³a Sekwany />A¿ ¿e ¿e
/>
/>..........
/>
/>Po McDonald’s.
/>Wtedy Daria />Wiedli ¿ycie. Staszek />Z Staszka. Wt³oczona Coraz Daria Wi¶le, ¶wiat />Czas Noce />Staszek
/>- – Daria />- Nic. />- Te¿ />- Aha.
/>A
/>Od ¿ywi ¿e ¿yj± Czasami
/>Siadywali
/>Kiedy Daria Staszkowi ¿yciu Ogl±da³a
/>W ¿yciu Uwa¿a³a, ¿e A¿ ¿e Darii. Nie
/>- Chcia³aby¶ – Staszek.
/>- Nie. – – Przecie¿ Ale ¿yæ
/>Zasypia³a Potem ¶ni³a />Daria By³y Kiedy />A Tam æmê />Za Darii Nie Tutaj – æwiczyæ ¶mieszne
/>Czasem Spogl±da³a />Wiele – Staszek />
/>..........
/>
/>
/>W By³o Trochê ¶wieci³o />Siedzieli ¿urek. Obok Staszka By³ />- Widzia³a¶ – Staszek, ³y¿k±.
/>Daria />- />U¶miechn±³ />- S±siedzi />- Naprawdê – />Z
/>- Zostawili ¶mietniku Du¿y,
/>- Niby Parê
/>Staszek />- Mogliby¶my />- Jasne. – ¦wiat />- />- />- Jak />- No, />Staszek ³yczkami. Zachowywa³ Mo¿e />My¶la³ Widzia³
/>
/>Daria Zobaczy³a Obrzuci³a Wis³ê Zrobi³o />- Pójdê ¶mieci – Darii />Za ¿ywop³otem, ¶mietniku Wspania³y, ¶miecie Rozgl±da³y />- Burgund – Miêkki,
/>Stanê³a Pachnia³
/>Zsunê³a Widzia³a ³agodny ³uk ³ydkê. Przesunê³a
/>- Miêkko- – Nie, Inaczej.
/>Przysz³o Zachichota³a
/>- Jakby ¶wiat – />I Najpierw Ale Mo¿e
/>Wiatr ¿ywop³otem />Daria Ko³ysa³a Czu³a, ¿e Najpierw Potem Darii ¿e Jeszcze Staszka.
/>Gdzie¶ Ujadanie
/>Zerwa³a />- />Staszek Daria />- Spacerowa³am – />Pokój Szafka Powsta³a ³adnego.
/>- Jest – Staszek. – Sami
/>- />- Rozmawia³em Jej Przy
/>- Ona – Daria – />Roze¶mia³
/>- Nie – />- ¯eby – />Za ¶rodka. Powietrze Wiatr Wis³y.
/>- Chod¼my – Staszek Daria Spojrzenie ³apczywe, />- Teraz? – – />- Nic. Rozepnij – />Z ¿o³±dku Darii Chwyci³a
/>- Ale¿ Staszek!
/>G³os Pomy¶la³a, ¿e ¿e Staszka />Pó¼niej Palili Nie Pili
/>W Daria Wreszcie Ucieka³a, ¶rodku S³ysza³a Wiedzia³a, ¿e ¼li Czu³a, ¿e ¿e A¿ />I ¶nie
/>
/>..........
/>
/>
/>W Staszka
/>Zjad³a Jednak ¶mietnika. Nas³uchiwa³a ¶miech
/>Mia³a ¿e ¿e
/>- Ju¿ – />Pierwsz± Wed³ug Darii, Staszek ¬renice />Po³o¿y³ Darii. Ich Zbli¿yli Daria />- Wszystko />Porozumiewawczo
/>- Jest
/>- Znalaz³e¶ ¿eby –
/>- Mia³em />-
/>- Nic. Kupimy Poczekaj, />Wyszli. Piaskownica, – Darii, ¶wiatów, Ca³y />Kupili Staszek ¿e Zdziwi³a ¿e />Wracaj±c McDonald’a Potem ³awce Palili
/>- Widzisz? – Daria. – Chyba />- – Staszek. – Dzieciak.
/>- Fajny.
/>- />Daria
/>- Nie – –
/>Staszek Dariê, ¿e
/>- Chcia³aby¶? – />Dlaczego Odwieczne
/>- Dobrze –
/>Podesz³a ¿e Zanurzy³ />- Dobrze
/>Po
/>- Trzeba Co¶ />Kiwnê³a />- – Kiedy¶ ¿e />Daria
/>Przez Bardziej ¯e ¿e Staszek By³a „Staszek, ¿yciu Zamiast
/>Wrócili Daria Tego
/>Pó¼nym
/>Niebo ¶wiat³em Pachnia³o />- Posied¼my – Staszek,
/>Na ¿ywop³otu ¶wiata.
/>W />Daria />Fotel ¶ci¶niêci. Podoba³o Daria Staszka. Doznawali Fotel Bêd± ¶wie¿± />Z Wis³y, Dmuchnê³o. Zerwali ¿eby Misternie
/>- Dobra, – Staszek Dariê
/>Przez ¿e ¿eby ¿yæ,
/>Przypomnia³a ³ó¿ku Nagle ¿e
/>Daria Wiedzieli />
/>..........
/>
/>
/>W Daria ¶niadania, ¶mieci. Nocna ¿adnej
/>Przegoni³a ¿ywop³otem Darii Parê Poczu³a />- Cholera – – ¿e />Kiedy Staszkowi ¿e />- Nie – />Staszek Darii.
/>- ¦wiat – – S± />W³o¿y³ Darii, />A ¶niadaniu, />To Dzieñ Staszek Daria Wysypa³a Otworzy³a ¿e Wszystko />Staszek />- Rzucê – – Wygl±dasz />Drzwi Daria Przejrza³a Pomy¶la³a ¿e Taki Siedzi
/>W Akurat
/>- – – />Roze¶mia³a
/>W Big Maca McDonald'sa. Podnios³a
/>Staszek />Za³o¿y³a
/>W Spojrza³a ¿ywop³otu Potem,
/>Dozorczyni Spojrza³a Dariê
/>- Trzeba – – />G³os Nikt
/>- Skaranie – – Skradaj±
/>Tam Staszek Schyli³ Zmierzwione
/>- – Daria. – />Mia³a Staszek
/>- Nie – –
/>Niebo
/>Chwilê Potem />
/>
/>/eh/
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Z pamiêtnika oficera BOR
- Granitowa Strza³a po raz czwarty
- Pani ¦wiata
- Klatka Faradaya /wiersz/ ?
- na boga/wiersz/ ?~
- oszu¶ci /wiersz/
- Har-Mageddon /wiersz/ ?
- pokusa /satyra/
- Z ziemniakami /krótki krwawy thriller/ x
- Sza³amaja dla / (reakcja po pogrzebie duszy artystycznej)
- ¯elazna Resort /wiersz/
- /Kiedy odejdziesz.../ X