24 godziny temu

Corporate Geek – Czê¶æ 1 - „Pierogi”
Nie tak dawno temu, na terenie bez górzystym, w miejscu gdzie kiedy¶ rozpo¶ciera³y siê lasy, sta³o miasto. By³o to du¿e miasto, lecz nie najwiêksze. Jego ulice têtni³y ¿yciem, lecz nie przesadnie. Miasto pe³ne by³o trosk, smutków i rado¶ci. Pe³ne pracy, po¶piechu i zapachu spalin. Jak ka¿de du¿e miasto.

W mie¶cie tym, w dzielnicy biznesowej, sta³ gmach. Nie specjalnie wyró¿nia³ siê od innych strzelistych gmachów ze szk³a i stali. Trwa³ razem z nimi w symbiozie tworz±c mikroklimat dla tysiêcy wyposa¿onych w garnitury nowoczesnych pracowników. Mija³y dni i miesi±ce a gmach sta³, kryj±c jak za kurtyn±, za ¿elaznymi ¿aluzjami swoje tajemnice. Strzeg±c Korporacji, ekosystemu obowi±zków, zaanga¿owania i pracy.

Niez³omno¶æ i stabilno¶æ gmachu w istocie kontrastowa³y z tym co dzia³o siê w ¶rodku. Jak wszêdzie, gdzie spotyka siê dwoje ludzi, pojawiaj± siê dwa zdania, dwie k³ótnie i dwa powody do przeklinania. A ¿e ludzi by³o wiêcej…

Geek, tak go nazwijmy, by³ cz³owiekiem m³odym, choæ ju¿ z baga¿em korporacyjnych do¶wiadczeñ. Mia³ czarne w³osy i szare oczy, w których, jak mówili niektórzy, widaæ by³o b³ysk zwiastuj±cy przysz³e zdarzenia. Nosi³ taki sam garnitur i taki sam krawat jak wszyscy, o tym jednak pó¼niej.

Opowie¶æ zaczyna siê od zmiany, przyniesionej przez si³y matki natury. Nasta³a wiosna. Ulicami przebiega³ przyjemny, ciep³y wietrzyk nios±cy zapachy ulicy. Tych ostatnich lepiej jednak nie wspomnê. Wraz z ociepleniem powia³o optymizmem. Ospale poruszaj±ce siê chodnikami, jednobarwne i jednokszta³tne bulwy zrzuci³y swoje kurtki i czapki by na nowo staæ siê lud¼mi. Ulgê da³o siê odczuæ wszêdzie.

Korporacja równie¿ poczu³a ciep³y powiew zmian. Zaskrzypia³y decyzyjne stawy i z wyra¼nym oporem i trudem przechyli³a ona ³eb lekko w stronê pracownika. O tym opowie ju¿ Geek.

*
Na pocz±tku by³em w euforii. Przerwa! To nic ¿e ledwie kilkana¶cie minut. Ile¿ mo¿na zrobiæ w takim czasie. No w³a¶nie, ile... druga my¶l bli¿sza by³a rozs±dkowi. Trzeba to dok³adnie zaplanowaæ.
Zamkniêty w ma³ej przestrzeni swojego boksu od miesiêcy marzy³em o promieniach s³oñca. Na ¶cianie coraz czê¶ciej pojawia³y siê zdjêcia prezentuj±ce przes³odkie, tkliwe i romantyczne widoki. Roz¶wietlone ³±ki, tafle wody mieni±ce siê s³oñcem i z³ocisty piasek (zdjêcie zrobione tak by w kadrze nie znalaz³y siê wszêdobylskie puszki piwa i pety) zmienia³y siê miejscami w jedynej przeznaczonej ku temu przestrzeni, o rozmiarach 10 na 13 centymetrów. By³a ona przytwierdzona do ¶ciany boksu po lewej stronie monitora. Rameczka ta wyposa¿ona by³a w dodatkowy czujnik rejestruj±cy jak d³ugo w ni± patrzê… ale to ju¿ inna historia.
Nadchodzi³a wiêc wiosna, a czarne my¶li sta³y siê jakby sprane. W nadziei, ¿e wyblakn± do reszty, a najlepiej i rozlec± siê na strzêpy, czeka³em jak narkotyku kontaktu ze s³oñcem. Marzy³em wiêc o s³oñcu, tym intensywniej im ciê¿sze wydawa³y siê stalowe kurtyny zas³aniaj±ce okna. Patrz±c na nie mia³em wra¿enie, ¿e Korporacja zanurzona w drzemce opuszcza coraz ni¿ej swoje powieki, zupe³nie jakby jej bardziej ci±¿y³y. Czy¿by teraz mia³y siê unie¶æ, czy pojawi³a siê odrobina ¶wiat³a? Nadchodzi przerwa.

Plan numer jeden: wybiegam z budynku wrzeszcz±c, w szale zdzieram z siebie krawat i biegnê co si³ do najbli¿szego trawnika. Rzucam siê na niego, robiê orze³ka i ch³onê s³oñce. Na dwie minuty przed koñcem przerwy, ustawiony wcze¶niej budzik informuje mnie o tym, ¿e nale¿y wracaæ. Zrywam siê wiêc i wracam w ramiona Korporacji, obrywaj±c kilka szturchañców, ¿eby nie by³o. Jestem szczê¶liwy.

Problemów jest kilka. Co ze zdartym w dzikim szale wolno¶ci krawatem? Jak w ogóle z siebie zedrzeæ krawat? Bezsens. Do tego wybrudzê sobie garnitur. Jeszcze mnie auto potr±ci. Przecie¿ nawet nie wiem gdzie tu jest jaki¶ trawnik. Bêdê siê wiêc b³±ka³ po okolicy szukaj±c trawnika, wtedy na pewno mnie co¶ potr±ci. Jeszcze raz zatem.
Plan numer dwa: ustawiê sobie budzik na po³owê czasu, powiedzmy osiem minut. Wyjdê ostro¿nie z budynku (nale¿y uwa¿aæ na pierwszy kontakt ze ¶wiat³em s³onecznym, s³ysza³em, ¿e o¶lepia) i przez bite kilka minut (po³owê przerwy) bêdê i¶æ w jednym kierunku. Zobaczymy co napotkam. Potem minutka na miejscu i ¶piesznym krokiem wracam do zazdrosnej kochanki ¿eby siê znowu zalogowaæ. Mo¿e trochê mniej szczê¶liwy ale zawsze. Metoda ma³ych kroczków pop³aca, wszyscy tak mówi± to musi byæ prawda, nie?
Tak wiêc wszystko wymy¶lone. Spogl±dam na zegarek, jeszcze chwila. Sprawdzê sobie skrzynkê pocztow±, skupiony, wpatruj±c siê w ostatni mejl z du¿± ilo¶ci± tekstu, tak aby czujniki zarejestrowa³y moje zaanga¿owanie. Wychodzê.
Na dole od razu siê wkurzy³em. Bramki ze skanerami ca³kowicie siê zablokowa³y. Sta³em w swoistym korku i z zaci¶niêtymi zêbami odlicza³em kolejne minuty. Nareszcie uda³o siê wyj¶æ. Wzi±³em g³êboki wdech i zakrêci³o mi siê lekko w g³owie. Zosta³o kilka minut, idê. Tylko gdzie? Prawo, lewo, tego nie zaplanowa³em. Entliczek, pentliczek... kto¶ mnie popchn±³ i wyl±dowa³em na chodniku, kieruj±c siê w prawo. Niech bêdzie.

To by³y piêkne chwile. Takie beztroskie, przyjemne i majestatyczne zarazem. Po piêciu minutach stan±³em. Wiedzia³em ¿e mam chwilê na zlustrowanie otoczenia. Rozwalony ¶mietnik, szczelina w chodniku, kiosk ruchu, latarnia, ³adne d³ugie nogi w mini, tr±bi±ca taksówka, znowu te d³ugie nogi. Zostaw te nogi! Wreszcie zauwa¿y³em. „Bar piero¿ek”, dobre parêdziesi±t kroków ode mnie. Zadzwoni³ alarm w komórce. Z ciê¿kim sercem zrobi³em w ty³ zwrot i po¶piesznie uda³em siê z powrotem.
Dzieñ do koñca by³ ju¿ niezno¶ny. Mój rozkapryszony organizm narzeka³ na duchotê i gor±co. Zosta³em wezwany do kierownika.
Zebra³em siê w sobie i wszed³em do gabinetu. Kierownik popatrzy³ na mnie odrywaj±c na chwilê wzrok od monitora, po czym zamaszystym ruchem waln±³ rêk± du¿y elektroniczny zegar skierowany do mnie. Podobno zosta³y zaprojektowane na bazie zegarów szachowych, ale kto to pamiêta. Odliczanie od 5 minut siê zaczê³o, tyle mia³em czasu na wyt³umaczenie siê.
Nic nie mówi³, nie patrzy³ nawet na mnie. Powiedzia³em co¶ o bólu g³owy, o ³zawi±cych oczach i do tego ten kontrast monitora. Nie zrobi³o to na nim wiêkszego wra¿enia. Gdy skoñczy³em mówiæ zegar wskazywa³ jeszcze 40 sekund.

– Przynajmniej tyle – wycedzi³ od niechcenia i znowu pacn±³ zegar. Tym razem pokaza³ on minutê.

– Na podstawie analizy czujników stwierdzam twoj± niewydajno¶æ w czasie pomiêdzy godzin± 13:00 a 14:45. Czujniki wykaza³y marnotrawstwo czasu na poziomie 37% co stanowi wzrost o 30% pomiêdzy analogicznym okresem zesz³ego tygodnia. Korporacja udziela Ci nagany w postaci odwo³ania zgody na odbycie przerwy w dniu jutrzejszym. Jednocze¶nie informujê ¿e zebra³e¶ 113,5 punktu karnego. Z regulaminu Korporacji, który znasz, wiesz ¿e po przekroczeniu 500 punktów zostaniesz usuniêty ze stanowiska.
W tym samym momencie co¶ zapiszcza³o. Kierownik pacn±³ zegar i przelotnie zarejestrowa³, -2 sekundy.

– Kurwa, dwa punkty karne – po czym zwróci³ siê do mnie – w³a¶nie otrzyma³em informacjê ¿e czujniki wychwyci³y twoj± nieprawid³ow± reakcjê na sformu³owanie „Z regulaminu Korporacji”. Korporacja twierdzi, ¿e Twoja znajomo¶æ regulaminu spad³a do 89%. Otrzymujesz dodatkowe 11 punktów karnych. Po godzinach pracy bêdziesz przez 30 minut studiowa³ regulamin. £±czna ilo¶æ twoich punktów karnych to 124,5. Wracaj do pracy.

Prawdê powiedziawszy by³em zdruzgotany. O ile dobrze pamiêtam godzina przepracowana ze sprawno¶ci± powy¿ej 95% powoduje spadek punktów karnych o 1. Czeka³o mnie zatem wiele godzin wytê¿onej pracy, nawet nie chcia³o mi siê liczyæ ile. Jednak¿e bardziej ni¿ tych godzin ¿al mi by³o jutrzejszej przerwy. Dochodz±c do boksu po¶wiêci³em ¼dziebko czasu na wewnêtrzne wyciszenie, nie chcia³em znowu pod³o¿yæ siê czujnikom. W miêdzyczasie zrobi³em te¿ postanowienie. Od pojutrza ka¿da przerwa bêdzie moja. Z ustabilizowanym têtnem, powróci³em do pracy.

Drugiego dnia by³o ju¿ zdecydowanie lepiej. Poskromi³em emocjê oddaj±c siê zimnemu wyrachowaniu. Wyrachowanie jest zawsze zimne, tak s³ysza³em. Tu¿ przed przerw± uda³em, ¿e wychodzê do toalety. Baczne czerwone oko korporacji rozpiê³o mój u¶cisk i ju¿ by³em przy toaletach. Wszystko wyliczone co do minuty i by³em pierwszy na bramkach.

Szed³em szybciej ni¿ ostatnio. Wiedzia³em gdzie chcê doj¶æ. Budynki przemija³y jeden za drugim, akwarystyczne twarze mijanych ludzi nie dociera³y do mnie. Stan±³em naprzeciw, „Bar piero¿ek”. Poczu³em w sobie lêk. Nieraz, podczas przerwy ¶niadaniowej, czy wolnego kwadransa przed snem, zastanawia³em siê jak du¿o ludzi nosi w sobie lêk. Taszcz± go na sobie jak prze³adowany niewygodny plecak. A mo¿e strach staje siê z czasem wygodniejszy? Alibi dobre na wszystko.

No ale nie czas na rozwa¿ania. Wstêpujê do baru. Du¿o ludzi, lekki zaduch (poczu³em siê jak w domu, znaczy w Korporacji) i te zapachy. Sma¿ona cebulka zawsze potrafi siê wybiæ przed szereg. Jej zapach pamiêtam jeszcze z dzieciñstwa. Stojê w kolejce. Menu wydaje siê nie do ogarniêcia. Mijaj± kolejne sekundy. Pomimo ¿e dokona³em wyboru (oczywi¶cie pierogi ruskie) musia³em prze¿yæ rozczarowanie. Przede mn± cztery osoby, a wnêtrze kieszeni poleruje wibruj±cy budzik. Czas na powrót.

Wiosna naciera³a z coraz to wiêksz± si³±. Ja za¶ osi±gn±³em perfekcjê, nie bez dumy. By³em w stanie doj¶æ, zamówiæ i zje¶æ te nieszczêsne pierogi w drodze powrotnej. O niestrawno¶ci i tym podobnych problemach gastrycznych wspominaæ nie bêdê, to bezcelowe. Najwa¿niejsze jest to jak one pachnia³y, jak rozp³ywa³y siê w ustach, jak komponowa³y siê ze s³oñcem na twarzy.

Zanim jeszcze za¶wita³a we mnie my¶l o zmianie menu zwróci³em na niego uwagê. Szybko zda³em sobie sprawê, ¿e najpierw widywa³em go gdzie¶ w kolejce przede mn±. Potem za¶ zawsze siedzia³ na ³awce w parku (mocno powiedziane, kilka ³awek i kawa³ek trawy) i konsumowa³. Z wygl±du nie wyró¿nia³ siê niczym. Szpakowaty, z ³adnie uporz±dkowan± brod±, do¶æ chudy. Oczy mia³ ¶wiec±ce i witalne. Moj± ciekawo¶æ wzbudzi³a ilo¶æ jedzenia jakie zamawia³. On równie¿ by³ amatorem pierogów ruskich, w nieposkromionej ilo¶ci. Cztery, piêæ, czasami wiêcej porcji.

Bêd±c wierny pierogom postanowi³em siê udaæ na konsumpcjê do parku. Czas, mój najwiêkszy wróg i tym razem mia³ stanowiæ najwiêkszy problem. Musia³em zadzia³aæ wbrew swojej naturze (czy na pewno?). Wchodz±c do „piero¿ka” od razu uda³em siê na pocz±tek kolejki. Bez uszczerbku uciek³em przed wrogimi, zawistnymi i pe³nymi gniewu spojrzeniami jej dalszej czê¶ci. Zamaszystym krokiem wparowa³em przed pierwsz± osobê i zanim zdo³a³a siê odezwaæ wcisn±³em jej do rêki banknot. Usta otwar³y siê szeroko i po chwili zamknê³y. Pieni±dze robi± z ludzi karpie.

Zaopatrzony w „pierogi na wynos raz!” usiad³em na ³awce i zaatakowa³em je plastykowym widelcem. Niewidzialna si³a ¶ci±ga³a jednak mój wzrok na ³awkê obok. On rozsiad³ siê wygodnie i otwar³ pierwsze opakowanie pierogów. Wzi±wszy nasz narodowy kulinarny majstersztyk oczy¶ci³ go no¿em ze skwarków i t³uszczu po czym wyrzuci³ przed siebie.

Musia³em wygl±daæ dosyæ zabawnie. ¯ycie w Korporacji nauczy³o mnie przewidywania tego co zaraz mo¿e siê zdarzyæ. Dodatkowo wachlarz zaskoczeñ czyhaj±cych w jej ciemnych murach nie by³ zbyt imponuj±cy. Pewnie dlatego moja reakcja by³a ciut przesadna. Upu¶ci³em pieroga.

Nim zd±¿y³em przybraæ jak±¶ m±dr± minê, która by mnie t³umaczy³a, na pieroga rzuci³o siê kilka go³êbi. Dalej w szoku, nie robi³em nic. Pieróg znik³, tak szybko jak czas wolny i ju¿ chcia³em zerwaæ siê do odwrotu, gdy na ramieniu poczu³em czyj±¶ rêkê.

Tego typu uczucie by³o mi znane gdy¿ pojawia³o siê zawsze po przekroczeniu po³owy dopuszczalnych punktów karnych. By³ to tak zwany pierwszy poziom kontaktu cielesnego. Korporacja, rêk± kierownika, przypomina³a mi o zbli¿aj±cym siê straceniu. Dalsze upomnienia by³y bardziej dosadne.

Tym razem nie by³ to kierownik. Szpakowata g³owa, o do¶æ ciekawym kszta³cie pochyli³a siê nade mn±.

– Masz jaki¶ problem kole¿ko? - Broda nie by³a jednak tak zadbana jak wydawa³o mi siê wcze¶niej, chocia¿ pewnie dzi¶ mia³ gorszy dzieñ.

– Ja, ale, no có¿... - Zerwa³em siê. A w³a¶ciwie chcia³em siê zerwaæ. Bieg, który mia³ skoñczyæ siê u bram Korporacji zakoñczy³ siê w miejscu. Nie wiedz±c co powiedzieæ otwiera³em i zamyka³em naprzemiennie usta. Teraz to ja by³em karpiem.

– Na¿r± siê skwarek i co bêdzie? Chod¼ do mnie! - powiedziawszy to odwróci³ siê i zacz±³ wracaæ do swojej ³awki.
Trzeba przyznaæ, ¿e mia³ si³ê przekonywania. Zamiast rzuciæ siê w powrotny bieg pos³ucha³em go i usiad³em obok niego na ³awce. Dostatecznie blisko by wyczuæ zapomniany artefakt drogeryjny, wodê koloñsk±, po¶redniej jako¶ci. Nabi³ na widelec jednego pieroga i uniós³ go niemal wpychaj±c mi do oczu. Nie wiedz±c co robiæ pokiwa³em g³ow±, dobieraj±c z wachlarza min tak± do¶æ pewn± siebie i usatysfakcjonowan±. Kiwanie g³ow± jest dobre na wszystko, szczególnie jak siê nie wie co powiedzieæ.
Przypatruj±c mi siê dalej oczy¶ci³ pieroga z cebulki (mówi³em ju¿ jak ona pachnia³a?), skwarków i tym podobnych. Zrobi³ to z wyj±tkow± szybko¶ci± i precyzj±, profesjonalista. Tak przygotowanego pieroga rzuci³ przed siebie i wbi³ w niego wzrok.
Co mnie oczywi¶cie nie zaskoczy³o, pieroga momentalnie obleg³y go³êbie. Po chwili nie by³o w co wbijaæ wzroku.

– No ale po co to? - Nie musia³em udawaæ zdziwienia i rozczarowania, by³o ono autentyczne.

– No jak to po co. A po co¶ je sam karmi³? Najpierw karmi a potem pyta siê po co. - Popatrzy³ mi siê w oczy z lekkim grymasem na twarzy – Idiota. Po prostu idiota.

– Jaki znowu idiota, nie jestem ¿adnym idiot±. Pieróg wypad³ mi niestety przypadkiem.

– Gówno prawda. Przyszed³e¶ tu wykra¶æ mi moje go³êbie. Ju¿ ja Ci... - po czym rzuci³ we mnie pierogiem.
A po co mi go³êbie, we¼ je pan sobie, razem ze swoimi pierogami. - zdegustowany odwróci³em siê z zamiarem powrotu.

– Jak to po co! - wrzeszcza³ – kto ma go³êbie ma ¶wiat!

Chwyci³ jednego go³êbia i zacz±³ biec z nim ku mnie. Trzyma³ go mocno za szyje, tak, ¿e biedak nie móg³ nawet ruszy³ ³ebkiem.

- Widzisz, widzisz jakie dorodne! Jakie mocne, jakie wypasione! Umiê¶nione bydle. Bydle! S³yszysz! Monstrum! Na moich us³ugach! Na ka¿de moje zawo³anie! Kto ma go³êbie ma ¶wiat! Jak Cie zasraj± to zobaczysz kto tu rz±dzi.
Ostatnie s³owa ledwo do mnie dotar³y. By³em ju¿ w pe³nym biegu, biegu ku Korporacji. Pogodzony z kolejnymi punktami karnymi, ze spó¼nieniem. Pogodzony, ale z pomys³em. „Kto ma go³êbie ma ¶wiat!” Nawet jak czyim¶ ¶wiatem jest Korporacja, chocia¿by jej czê¶æ.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Corporate Geek Czê¶æ „Pierogi” />Nie By³o Jego ¿yciem, Miasto Pe³ne Jak /> />W Nie Trwa³ Mija³y ¿elaznymi ¿aluzjami Strzeg±c Korporacji, /> />Niez³omno¶æ ¶rodku. Jak ¿e /> />Geek, Mia³ Nosi³ /> />Opowie¶æ Nasta³a Ulicami Tych Wraz Ospale Ulgê /> />Korporacja Zaskrzypia³y ³eb Geek. /> />* />Na Przerwa! ¿e Ile¿ Trzeba />Zamkniêty ¶cianie Roz¶wietlone ³±ki, (zdjêcie By³a ¶ciany Rameczka />Nadchodzi³a ¿e Marzy³em Patrz±c ¿e Korporacja Czy¿by ¶wiat³a? Nadchodzi /> />Plan Rzucam ¿e Zrywam Korporacji, ¿eby Jestem /> />Problemów Jak Bezsens. Jeszcze Przecie¿ Bêdê Jeszcze />Plan Wyjdê (nale¿y ¶wiat³em ¿e (po³owê Zobaczymy Potem ¶piesznym ¿eby Mo¿e Metoda />Tak Spogl±dam Sprawdzê Wychodzê. />Na Bramki Sta³em Nareszcie Wzi±³em Zosta³o Tylko Prawo, Entliczek, Niech /> />To Takie Wiedzia³em ¿e Rozwalony ¶mietnik, ³adne Zostaw Wreszcie „Bar Zadzwoni³ />Dzieñ Mój Zosta³em />Zebra³em Kierownik Podobno Odliczanie />Nic Powiedzia³em ³zawi±cych Nie Gdy /> />– Przynajmniej Tym /> />– 13:00 14:45. Czujniki 37% 30% Korporacja Jednocze¶nie ¿e 113,5 Korporacji, ¿e />W Kierownik /> />– Kurwa, ¿e „Z Korporacji”. Korporacja ¿e Twoja 89%. Otrzymujesz £±czna 124,5. Wracaj /> />Prawdê 95% Czeka³o Jednak¿e ¿al Dochodz±c ¼dziebko /> />Drugiego Poskromi³em Wyrachowanie Tu¿ ¿e Baczne Wszystko /> />Szed³em Wiedzia³em Budynki Stan±³em „Bar Poczu³em Nieraz, ¶niadaniowej, Taszcz± Alibi /> />No Wstêpujê Du¿o (poczu³em Korporacji) Sma¿ona Jej Stojê Menu Mijaj± Pomimo ¿e (oczywi¶cie Przede Czas /> />Wiosna By³em Najwa¿niejsze /> />Zanim Szybko ¿e Potem ³awce (mocno ³awek Szpakowaty, ³adnie Oczy ¶wiec±ce Moj± Cztery, /> />Bêd±c Czas, Musia³em (czy Wchodz±c „piero¿ka” Bez Zamaszystym Usta Pieni±dze /> />Zaopatrzony „pierogi ³awce Niewidzialna ¶ci±ga³a ³awkê Wzi±wszy /> />Musia³em ¯ycie Korporacji Dodatkowo Pewnie Upu¶ci³em /> />Nim Dalej Pieróg /> />Tego By³ Korporacja, Dalsze /> />Tym Szpakowata /> />– Masz Broda /> />– Ja, Zerwa³em Bieg, Korporacji Nie Teraz /> />– Na¿r± Chod¼ ³awki. />Trzeba ¿e Zamiast ³awce. Dostatecznie Nabi³ Nie Kiwanie />Przypatruj±c (mówi³em Zrobi³ Tak />Co /> />– Nie /> />– Najpierw Popatrzy³ Idiota. /> />– Jaki ¿adnym Pieróg /> />– Gówno Przyszed³e¶ Ju¿ Ci... />A /> />– Jak ¶wiat! /> />Chwyci³ Trzyma³ ¿e ³ebkiem. /> />- Widzisz, Jakie Umiê¶nione Bydle! S³yszysz! Monstrum! Kto ¶wiat! Jak Cie />Ostatnie By³em Korporacji. Pogodzony Pogodzony, „Kto ¶wiat!” Nawet ¶wiatem Korporacja,

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci