24 godziny temu

Morgan wygl±da³ fatalnie. Podkr±¿one oczy, zaspany wzrok i dope³niaj±ca obrazu nêdzy i rozpaczy poczochrana fryzura ¶wiadczy³y o tym, ¿e noc nie nale¿a³a do najlepszych.
- Chyba kto¶ siê nie wyspa³ - zagadn±³em cieñ kolegi z dzia³u, kiedy z zaci¶niêtymi powiekami nalewa³ sobie z dystrybutora kawê do kubeczka. Wyraz jego twarzy nie napawa³ nadziej±, ¿e dotar³ do niego sens moich s³ów. Mia³em w³a¶nie powtórzyæ przywitanie, ale p³yn, który wype³ni³ ju¿ po brzegi papierowe naczynie i rozpoczyna³ swoj± ekspansjê poza kartonowe granice, konkretnym bod¼cem przywróci³ kolegê do ¿ycia. Z g³o¶nego: "aa³!!" mo¿na by³o wywnioskowaæ, ¿e przynajmniej zmys³ dotyku oraz narz±d mowy dzia³aj± bez zarzutów.
- Ciê¿ka noc? - postawi³em na niezawodn± metodê pokonania bariery komunikacyjnej, parafrazê.
- Wrêcz przeciwnie - odpar³ Morgan przygl±daj±c siê le¿±cemu na pod³odze kubkowi i rozlanej dooko³a jego papierowych zw³ok kawie. - Spa³em jak dziecko.
- To po co ci kawa? - oceniaj±c kszta³t czarno-br±zowej ka³u¿y stwierdzi³em, ¿e kuchenny denat otrzyma³ cios w brzuch. Spory kleks nad jego górn± krawêdzi± wskazywa³ te¿, ¿e nie oby³o siê bez egzekucyjnej kulki w potylicê.
- Bo mimo dziesiêciu godzin snu, czujê siê totalnie wypruty - westchn±³ i czubkiem buta przeturla³ kubek po pod³odze. W tym momencie do biura wcz³apa³ Burton. Spojrza³em na jego umêczon± postaæ, ponownie na Morgana i wypali³em:
- Noc ¿ywych trupów sobie urz±dzacie?
Burton lekko siê o¿ywi³:
- Te¿ jeste¶cie tak potwornie zmêczeni?
- Ta - odpar³ niemi³osiernie zmêczony Morgan.
- Wszyscy s± ledwo ¿ywi, nikt nie wie, dlaczego - podsumowa³ Howard, który w³a¶nie stan±³ w progu, ciê¿ko dysz±c.
- Wszyscy s± ledwo ¿ywi i ja wiem, dlaczego - wtr±ci³ Burton.
Wszyscy, jak ¿yw, zwrócili¶my na niego nasze oczy. Howard bezmy¶lnie odwiesi³ p³aszcz na niewidzialny wieszak. Do widzialnego zabrak³o mu mo¿e z dziesiêciu centymetrów rêki.
- Truj± nas - wyja¶ni³ po chwili milczenia Burton.
- Czym? - Morgan jako pierwszy odwa¿y³ siê zadaæ cisn±ce siê na usta wszystkich nas pytanie.
- Wszystkim - wzruszy³ ramionami Burton i po chwili rozpocz±³ wyliczankê. - Wod± z dystrybutora, cukrem, od¶wie¿aczami, czy choæby farb± drukarsk±. - Konspiracyjnie spojrza³ ka¿demu z nas w oczy, kiwaj±c przy tym g³ow±.
- Burton, co ty za pie.. - za¶mia³em siê, ale w s³owo wszed³ mi Howard.
- Zaraz, zaraz. A leki? - docieka³ - Nie mog± chyba truæ nas lekami! - Howard nie kry³ oburzenia. – Przecie¿…
- Leki to pierwszy i najwa¿niejszy ¶rodek w ich arsenale - niczym mêdrzec wyja¶nia³ Burton. - No, zaraz po szczepieniach, - poprawi³ siê - bo nie s±dzicie chyba, ¿e szczepi± nas po to, aby nas uodporniæ?
- A po co? - Howardowi chyba najbli¿szy by³ temat medycyny.
- ¯eby zamieniæ nas - szepta³ Burton, a my nadstawili¶my uszu, aby wreszcie poznaæ prawdê - w bezmózgie zombie! - sykn±³, a¿ Howard niemal przewróci³ siê ze strachu. Morganem wstrz±snê³y dreszcze, a ja poczu³em, jak na karku prostuj± mi siê w³oski.
- Ale kto? - docieka³ Morgan, próbuj±c uspokoiæ dr¿±ce rêce.
Burton uniós³ d³oñ i wskazuj±cym palcem pokaza³ na sufit.
- Kierownicy?
- Wy¿ej - szepn±³ Burton.
- Niemo¿liwe! - wyrwa³o siê Howardowi, co Burton smutno potwierdzi³ skinieniem g³owy. Howard a¿ zakry³ d³oni± usta. - Prezes? – zachrypia³ cicho, na co g³owa Burtona przystanê³a po czym zdecydowanym ruchem zaprzeczy³a, jakoby Kurt Rohnaldson by³ zamieszany w akcjê eksterminacji pracowników korporacji. To zbi³o Howarda z tropu. - To kto za tym stoi? - kumuluj±ce siê w jego wnêtrzu napiêcie sprawi³o, ¿e twarz± zacz±³ rz±dziæ tik nerwowy.
- Rz±d - Burton wymówi³ to tak cicho, ¿e musieli¶my wyczytaæ to z jego ust.
- Nie, no, teraz to ju¿ przegi±³e¶ - prychn±³em.
- Ale po co? - docieka³ Howard, ignoruj±c moj± uwagê.
- Bezmózgimi zombie ³atwiej jest manipulowaæ - odpar³ Burton. - Maj± w rêkach ¶rodki masowego przekazu, internet, kreuj± styl ¿ycia, narzucaj± dietê, finansuj± pseudonaukowe badania, aby wmówiæ nam, co jest zdrowe, a czego unikaæ. Os³abiaj± nasze organizmy ¶rodkami farmakologicznymi i faszeruj± nas szczepionkami, które w rzeczywisto¶ci s± narzêdziami powolnej ¶mierci. Og³aszaj± pandemiê, aby kilkuset milionowe stado baranów na w³asne ¿yczenie sta³o siê polem badañ dla producentów nowej broni biologicznej, zwanych firmami farmaceutycznymi. Zmiêkczaj± nam mózgi g³upkowatymi reality shows i komediami niskich lotów. A my, bezmózgie zombie, nafaszerowane chemi± i og³upione mediami, idziemy do wyborów i g³osujemy  tak, jak nam ka¿±. Karuzela iluzji krêci siê dalej. Wreszcie, aby zdobyæ kolejn± strefê wp³ywów i przetestowaæ w terenie nowe rodzaje broni, cynicznie wywo³uj± wojny w imiê warto¶ci, które ju¿ dawno przesta³y cokolwiek znaczyæ. I wysy³aj± nas, miêso armatnie, aby¶my walczyli za nich w tych wojnach. A wszyscy wiemy, jak koñcz± bezmózgie zombie.
- Jak? - trzy g³osy zla³y siê w jeden.
Burton przystawi³ sobie palec wskazuj±cy do g³owy i udaj±c, ¿e strzela z niego, jak z pistoletu, za¶wiszcza³:
- Pszszszsz! Z kulk± w g³owie! – po czym zapad³a g³êboka cisza, jakby pocisk wystrzelony przez Burtona z wyimaginowanej broni trafi³ wszystkich nas za jednym razem.
- Rozumiem, ¿e mo¿esz nie lubiæ tego badziewia, którym karmi± nas media – zauwa¿y³em po chwili. – Wed³ug mnie telewizja ju¿ dawno zesz³a na psy, a dziennikarze w kreowaniu rzeczywisto¶ci o lata ¶wietlne wyprzedzili pisarzy science-fiction. Ale po co dorabiaæ do tego teorie na temat og³upiana spo³eczeñstwa? Je¶li rz±d ma ¶rodki do ubezw³asnowolnienia wiêkszo¶æ ludzi, to po co stosowaæ powolne rozwi±zania zastêpcze?  Zamiast sitcomami, niech przywal± w nas chemi± – stwierdzi³em i od razu wyobrazi³em sobie oddzia³ wojska, wys³any do jednej z okolicznych miejscowo¶ci z misj± zatrucia broni± chemiczn± jego mieszkañców, którzy, rzecz jasna, z rado¶ci± przyjmuj± wiadomo¶æ o ich rych³ej eksterminacji.
Z zamy¶lenia wyrwa³ mnie g³os Howarda:
- A czemu od razu nie paln± nam kulki w ³eb? – przedrze¼nia³ mnie. - Mo¿e nam jeszcze powiesz, ¿e sam nie ogl±dasz telewizji.
- Nie – rzuci³em krótko. – I nie czytam tych bzdur, które wymy¶laj± pismaki.
- I o to w³a¶nie chodzi! – znienacka krzykn±³ Burton. – Tak trzeba siê im przeciwstawiaæ – dokoñczy³ ciszej, bo na koñcu sali pojawi³ siê Terry, którego wszyscy tu nazywali¶my Terrierem, podejrzewaj±c, ¿e jego jedynym zadaniem jest wêszenie i donoszenie naszemu managerowi, Billowi, co mówi o nim zespó³. Terry obrzuci³ ka¿dego z nas podejrzliwym wzrokiem, wiêc, aby nie wzbudzaæ w nim chêci dociekania, o czym tak debatujemy, rozeszli¶my siê, ka¿dy do swojego biurka. Po kwadransie, kiedy spuszczony ze smyczy pies-wartownik zakoñczy³ obchód po biurze i, nie pogryz³szy nikogo, wróci³ do budy, a w³a¶ciwie pokoju s±siaduj±cego z gabinetem Billa, znów zebrali¶my siê  w naszej ma³ej grupie, by dokoñczyæ dyskusjê.
- Telewizja nas og³upia – niczym mantrê powtórzy³ swoj± tezê Burton.
- Proszê ciê, przestañ. – Upór, z jakim wmawia³ nam swoje teorie, sprawi³, ¿e nagle poczu³em ochotê zabrania siê za firmowe obowi±zki. - Durne komedie i sitcomy produkuje siê dla ma³o wymagaj±cych ludzi – wyja¶ni³em. - To nie wina filmowców, ¿e ich widzowie przez lata zg³upieli. Rynek dostosowuje siê do potrzeb i wymagañ klienta.
- Nie, nie i jeszcze raz nie – niedawny entuzjazm Burtona do krzewienia idei czynnego oporu poprzez wy³±czenie telewizora na amen nagle gdzie¶ wyparowa³, przez co znów sta³ siê zmêczonym i uciemiê¿onym przez rz±dowych krwiopijców, nic nie znacz±cym pracownikiem antyspo³ecznej korporacji. – Zacznijmy od tego, ¿e to te pijawki, poci±gaj±ce za sznurki i bogac±ce siê naszym kosztem, ka¿± nam zapracowywaæ siê na ¶mieræ. Przez to nie mamy ani czasu, ani si³y relaksowaæ siê przy czym¶ ambitniejszym ni¿ „Ko³o fortuny”. Rozumiecie ju¿?
- Co rozumiemy? – z miny Morgana da³o siê wyczytaæ, ¿e z prowadzonej przez nas rozmowy on rozumie coraz mniej.
- To, ¿e to jest b³êdne ko³o. A my znajdujemy siê w samym jego centrum – emocjonowa³ siê Burton.
- Jak szczury – doda³ Howard, zadowolony z porównania, które przysz³o mu do g³owy.
- Najpierw obarcza siê nas obowi±zkami ponad si³y, – wyja¶nia³ Burton, zupe³nie ignoruj±c uwagê Howarda, co odebra³o mu satysfakcjê z udzia³u w rozmowie - przez co jeste¶my w stanie ogl±daæ tylko g³upawe programy, które jeszcze bardziej nas og³upiaj±. To z kolei sprawia, ¿e nie potrafimy broniæ siê przed kolejnymi obowi±zkami i jednocze¶nie nie mamy w sobie energii, aby zmieniæ pracê. Ko³o siê zamyka.
- Nikt nie ka¿e ci tego ogl±daæ.- Przekonywanie Burtona do moich racji wyda³o mi siê czym¶, co by³o ponad moje si³y, ale nie chcia³em, ¿eby odniós³ wra¿enie, ¿e wszyscy  siê z nim zgadzamy. – Poczytaj ksi±¿kê, id¼ do kina lub do teatru.
- Nie mam na to czasu – t³umaczy³ Burton.
- Ale na czytanie o ska¿aniu wody i wytruwaniu ludzi to znajdujesz czas – jego argumentacja wyda³a mi siê kompletnie od czapy. Pozytywnym efektem ubocznym tej rozmowy by³o to, ¿e mój zapa³ do zabrania siê za jakiekolwiek zadanie od momentu przyj¶cia do biura wzrós³ chyba dziesiêciokrotnie, w przeciwieñstwie do ochoty kontynuowania rozwa¿añ na temat spisków rzekomo knutych przez rz±d. – Wracam do pracy, ch³opaki – wyja¶ni³em, siadaj±c przy biurku. – Dosyæ mam tych sensacji rodem z brukowca.

***
Oko³o czternastej powoli zaczêli¶my schodziæ siê do biura po przerwie na lunch. Kwadrans po drugiej, kiedy ucich³y ostatnie rozmowy, prawie ka¿dy siedzia³ przy swoim biurku. Brakowa³o ch³opaka zajmuj±cego siê poczt± i…
- Porwali Burtona! – g³os m³odego kuriera rozniós³ siê po pogr±¿onej w ciszy sali. Oderwani nagle od wykonywanych obowi±zków, zawiesili¶my na nim bezrozumny wzrok. – Widzia³em, jak w towarzystwie jakiego¶ zabijaki w garniturze wsiada³ do czarnego samochodu.
- No to wsiada³, czy go porwali? Zdecyduj siê – kiedy dotar³ do nas sens jego s³ów, kto¶ zauwa¿y³, ¿e informacja faktycznie jest niespójna.
Ch³opak wyt³umaczy³, ¿e najpierw widzia³ Burtona stoj±cego na chodniku. Po chwili podjecha³o do niego auto, kto¶ uchyli³ tylne okno, Burton siê schyli³, wymieni³ z pasa¿erem kilka s³ów, po czym chcia³ odej¶æ. Wtedy z przodu pojazdu wy³oni³ siê gro¼ny typ i otworzywszy tylne drzwi, wskaza³ Burtonowi, ¿e ma wsiadaæ.
Morgan podszed³ do mnie i przygryzaj±c nerwowo paznokcie, mrukn±³:
- No i siê doigra³. Czujê, ¿e bêdê nastêpny. Wszystko przez to jego gadanie o spiskach...
- Morgan, uspokój siê! – warkn±³em. Momentalnie siê uciszy³, dziêki czemu nie zd±¿y³ jeszcze swoim biadoleniem przyci±gn±æ uwagi innych pracowników. Szczêki mia³ zaci¶niête, palce rusza³y mu siê jak u pianisty, ale przynajmniej trzyma³ dziób na k³ódkê.
- Na pewno da siê to wyt³umaczyæ. – Wally, przysadzisty, ³ysiej±cy flegmatyk zdaniem, bêd±cym jego wizytówk±, studzi³ emocje, jak zwykle odwo³uj±c siê do racjonalnego my¶lenia. – Zreszt±, niech Burton sam wam to wyja¶ni. – Na wszystkich twarzach malowa³ siê ten sam wyraz: „o czym, do diab³a, mówi Wally?”. Kiedy jasnym sta³o siê, ¿e w ten sposób nie rozwik³a siê zagadki, oczy wszystkich zwróci³y siê na niego. Wally zdawa³ siê tylko na to czekaæ. Momentalnie, lecz z typowym dla niego brakiem emocji, wyja¶ni³:
- Zadzwoñcie na jego komórkê – po czym wróci³ do pracy.
Wiele osób wyci±gnê³o aparaty i zaczê³o nerwowo szukaæ Burtona w ksi±¿kach kontaktowych. Najszybsi zaczêli ju¿ wybieraæ jego numer, kiedy nagle z t³umu pad³o:
- Ej, ale nie wszyscy na raz! To bez sensu! – Czê¶æ z wahaniem schowa³a telefony do kieszeni. Ostatecznie, z Burtonem usi³owa³y skontaktowaæ siê trzy osoby.
- Nie odbiera – komentowa³y jedna po drugiej, ponownie rozbudzaj±c w¶ród reszty nerwowe domys³y.
- Ju¿ go za³atwili – wyrwa³o siê cicho Morganowi, co stoj±cy obok Howard potwierdzi³ milcz±cym skinieniem. Rzuci³em Morganowi gro¼ne spojrzenie, po czym wzrokiem wskaza³em mu drzwi Terriera. Najwyra¼niej zrozumia³ przes³anie, bo przytakn±³ tylko szybko, po czym, trzês±c siê jak galareta, zacisn±³ sobie usta palcami.
Podczas gdy uwaga wszystkich skupiona by³a na próbach dodzwonienia siê do Burtona, mnie ca³y czas co¶ nie dawa³o spokoju. Nie by³a to jaka¶ natrêtna my¶l, ale pewien ledwo s³yszalny d¼wiêk, który wydawa³ siê wydobywaæ z wnêtrza burtonowego biurka. Podszed³em do niego i po chwili nie mia³em ju¿ w±tpliwo¶ci.
- Dajcie sobie spokój z tym dzwonieniem – powiedzia³em g³o¶no, by ka¿dy móg³ mnie us³yszeæ.
- Burt nie ¿yje? – zapyta³ Howard w sposób, w jaki próbuje siê potwierdziæ us³yszan± w³a¶nie z³± wiadomo¶æ.
- Tego nie wiem, – wyja¶ni³em, wysuwaj±c jedn± z szuflad biurka – ale wiem, ¿e nie zabra³ ze sob± telefonu – dokoñczy³em, wyci±gaj±c z niej i podnosz±c wysoko nad sob± czarny przedmiot, z którego p³ynê³a spokojna jazzowa muzyka. Po chwili, d¼wiêk dzwonka ucich³, a komórki trzech mê¿czyzn, zniknê³y w kieszeniach ich marynarek lub spodni.
- To co robimy? – kto¶ nie¶mia³o przerwa³ przygnêbiaj±c± ciszê.
- Czekamy – spokojnie oznajmi³ Wally, nie podnosz±c wzroku znad papierów.

***
- Gdzie¶ ty by³?! – us³ysza³em g³os Howarda. Przechyli³em g³owê i dostrzeg³em Burtona, wchodz±cego do biura. Wszyscy patrzyli na niego w milczeniu, czekaj±c na to, co powie.
- By³em na lunchu – wyja¶ni³, jakby nic siê nie sta³o.
- Podobno ciê porwano – pad³o z koñca sali, na co Burton zrobi³ zdziwion± minê.
- No wiesz, - Morgan by³ przy nim i rzucaj±c nerwowe spojrzenia, towarzyszy³ mu w drodze do biurka – czarny samochód, typ w garniturze i te sprawy. – Nagle Burton zatrzyma³ siê i rozejrza³ po biurze. Po chwili wybuchn±³:
- Wam to chyba naprawdê mózgi przegni³y od tej telewizji! Nawet z w³asnym te¶ciem nie mo¿na siê ju¿ spotkaæ?! – Szybkim krokiem ruszy³ do swojego stanowiska i ciê¿ko usiad³ na krze¶le. Rzucaj±c pod nosem gniewne uwagi, zabra³ siê do pracy. Reszta jeszcze przez chwilê komentowa³a jego dziwne zachowanie, po czym wszyscy równie¿ wrócili do swoich obowi±zków.
- Steward, co tam piszesz? –Podskoczy³em na krze¶le.
- Morgan, nie strasz mnie! – sykn±³em.
- Przepraszam – zaj±kn±³ siê. – Co to?
- Raport – wyja¶ni³em, zapisuj±c zmiany w pliku i wy³±czaj±c aplikacjê.
- Wybacz, nie chcia³em ci przerywaæ –wygl±da³ na zak³opotanego.
- Nie ma sprawy. W³a¶nie skoñczy³em. – Zalogowa³em siê do serwisu pocztowego i utworzy³em now± wiadomo¶æ. Morgan zmarszczy³ brwi, po czym nie¶mia³o zauwa¿y³:
- Skoro to raport, to dlaczego nie wysy³asz go z firmowej poczty?
W polu adresata wskaza³em „koordynator AO” i za³±czy³em utworzony plik.
- Stanowisko 3? – dziwi³ siê Morgan – Czy ty co¶ robisz na boku? Wiesz, ja siê nie wtr±cam, ale jak przy³api± ciê na przekazywaniu danych z firmy… - jak zwykle panikowa³ z byle powodu.
- Morgan, uspokój siê – uciszy³em go. – To nie praca na boku. Szefostwo zleci³o mi dodatkowy projekt. – Przygl±da³ mi siê nieufnie. – Banaln± analizê. – Powoli odzyskiwa³em jego zaufanie.
- Ale po co te dziwne nazwy?
- Nie wiem, chodzi chyba o to, ¿eby uczestnicy projektu nie wiedzieli od kogo dostaj± dane i komu je przesy³aj± – wyja¶ni³em.
- Co¶ mi tu ¶mierdzi –znów zacz±³ obgryzaæ paznokcie. – Szefostwo co¶ knuje.
- Moim zdaniem chodzi tylko o to, ¿eby nikt, widz±c, kto robi³ dan± analizê, nie zak³ada³ z góry, ¿e jest taka, czy owaka, rozumiesz? – przytakn±³, wiêc ci±gn±³em dalej – Takie od³±czenie dzie³a od autora. Nie przenosi siê wtedy swoich personalnych sympatii lub antypatii na ocenê rzetelno¶ci opracowania.
- Rozumiem – na chwilê siê uspokoi³. Siedzia³ bez s³owa, z nieobecnym spojrzeniem, po czym ni st±d ni zow±d wypali³:
- Ale ta ca³a akcja z Burtonem wydaje mi siê podejrzana. – Napotykaj±c moje wyczekuj±ce spojrzenie, u¶ci¶li³ – No, wiesz, najpierw mówi nam o machlojkach rz±du, po czym znika. Potem pojawia siê, jak gdyby nigdy nic, a kiedy próbujesz dowiedzieæ siê, co siê sta³o, wyzywa ciê od wariatów. Nie wierzê w tê jego bajeczkê o te¶ciu – podsumowa³.
- To z kim tam siê niby spotka³? – Morgan mnie zaskoczy³. Dot±d s±dzi³em, ¿e ³atwo mo¿na nim manipulowaæ. Teraz udowadnia³, ¿e potrafi ³±czyæ ze sob± pewne fakty i wyci±gaæ wnioski.
- Nie wiem, to móg³ byæ kto¶ przys³any przez rz±d – szepta³. – Wiesz, ¿eby wypytaæ go, co wiemy.
- A mo¿e Burton nas wykiwa³ – zasugerowa³em. – Mo¿e chcia³, ¿eby¶my my¶leli, ¿e zosta³ porwany przez agentów.
- Po co? – Morgan nie móg³ uwierzyæ, ¿e kto¶, kto zdaje siê wiedzieæ tak wiele na temat rz±dowych mistyfikacji, sam by³by zdolny do oszukiwania innych.
- ¯eby kryæ swoich prawdziwych rozmówców – wyja¶ni³em.
- Czyli? – Morgan, mimo wielkiego skupienia, wydawa³ siê nie orientowaæ, dok±d zaprowadzi³a nas ta dyskusja. Mia³em mu to w³a¶nie wyja¶niæ, kiedy w jego oczach dojrza³em b³ysk zrozumienia. – Informatorów. Burton chroni swoje ¼ród³a informacji.
- Teraz znamy ju¿ jego sekret – potwierdzi³em. – Niech to zostanie miêdzy nami. – przytakn±³ – Nie chwal siê tym nikomu, szczególnie Burtonowi – zaznaczy³em.
- Jasne – obieca³ Morgan, ¶ciskaj±c usta palcami na znak, ¿e nie pi¶nie ani s³owa.

***
Po powrocie do domu w³±czy³em komputer i zalogowa³em siê na skrzynkê pocztow±. Przejrza³em szybko listê wiadomo¶ci, poszukuj±c tej, która najbardziej mnie interesowa³a. Zgra³em mail z za³±cznikiem na dysk i wy³±czy³em przegl±darkê. Od³±czy³em komputer od sieci i pod³±czy³em do niego telefon komórkowy. Chwilê pó¼niej logowa³em siê do zastrze¿onej sieci szyfrowanej, o zabezpieczeniach tak zaawansowanych, ¿e w³amanie siê do niej nie tyle graniczy³o z cudem, co wymaga³o ca³ej ich serii. Nastêpnie zalogowa³em siê do aplikacji raportuj±cej. Tu czeka³o na mnie kilka raportów, z których najpilniej chcia³em zapoznaæ siê z numerem GI-11_BOB. Otworzy³em dokument i zacz±³em czytaæ.

RAPORT GI11.

Obiekt: Bob.

Tre¶æ: W dniu 12 lipca 2012 r. agenci Peck i Douglas odbyli spotkanie terenowe z Obiektem Bob. Celem spotkania by³o przyjêcie ustnego raportu od Obiektu na temat zaawansowania zadania (KOD 33.12) oraz wskazanie, zgodnie z sugesti± Koordynatora, dodatkowych ¼róde³ informacji do wykorzystania. Bob poinformowa³, i¿ rozpowszechnia dane w trzyosobowej grupie, która, poza jednym przypadkiem, nie kwestionuje ich wiarygodno¶ci. Jako osobê nieprzekonan± oraz mog±c± stanowiæ zagro¿enie dla powodzenia operacji, Bob wskaza³ Stewarda Combsa. Obiekt doda³ te¿, i¿ „warto rozpracowaæ Terriego Gilesa oraz Billa Ashtona, którzy zdaj± siê prowadziæ tajn± dzia³alno¶æ, skierowan± przeciwko pozosta³ym pracownikom korporacji”. Agenci Peck i Douglas zasugerowali, aby Obiekt zainteresowa³ siê „Projektem UDV” oraz „HAARP” oraz by nawi±za³ kontakt z osob± o nicku „pathfinder52”. Bob nie podda³ jak dot±d w w±tpliwo¶æ wiarygodno¶ci obu agentów, znanych mu wy³±cznie pod pseudonimami Peter oraz Duke. Obiekt zdaje siê byæ wci±¿ przekonanym, i¿ ww. osoby dostarczaj± informacje potwierdzaj±ce wiele z tzw. teorii spiskowych. W zwi±zku z powy¿szym agenci Peck i Douglas nie widz± przeciwwskazañ dla kontynuowania dzia³alno¶ci GI 11.

- ¦wietnie – mrukn±³em. Utworzy³em nowy raport i zacz±³em pisaæ.

RAPORT Koordynatora AO.

Obiekt/Implant: Bob/Adam.

Tre¶æ: Na podstawie raportów: GI11 oraz S3 (Implant: Adam) – oba w za³±czeniu –stwierdzam brak zagro¿enia dla powodzenia projektu. Jednocze¶nie, z raportu S3 wynika, ¿e nie mo¿na wykluczyæ, i¿ Morgan Wedlington domy¶la siê prawdziwego charakteru spotkañ Boba z GI11. Niemniej jednak, jak zauwa¿y³ S3, Wedlington jest podatny na sugestie i manipulacje. W zwi±zku z powy¿szym, Koordynator zaleci S3 podjêcie próby skierowania podejrzeñ Wedlingtona w innym, nie budz±cym zagro¿enia dla misji kierunku. Co do sugestii Boba, zawartych w raporcie GI11, Koordynator sugeruje zlecenie S3 podjêcia obserwacji ww. osób, a je¶li zajmowane przez S3 w korporacji stanowisko, j± uniemo¿liwi, wstawienie implantu na poziomie kadry zarz±dzaj±cej.


Doda³em oba wymienione w raporcie dokumenty i przes³a³em je na wy¿szy poziom, do osoby, która wraz ze mn± i setk± nieznaj±cych siê na wzajem ludzi tka niæ iluzji, oblekaj±c± prawdê. Trzeba bowiem wiedzieæ, ¿e twórcami teorii spiskowych nie s± ci, którym uda³o siê odkryæ k³amstwo, ale ci, którzy próbuj± ukryæ w³a¶nie prawdê. A gdzie naj³atwiej jest j± pogrzebaæ, je¶li nie pod ca³± mas± k³amstw? Najwiêkszym sukcesem k³amców takich, jak ja, jest to, ¿e coraz wiêcej ludzi wierzy w wymy¶lone przez nas i uprawdopodobnione spreparowanymi dowodami k³amstwa, nie¶wiadomie i dobrowolnie trac±c z oczu to, co rzeczywiste.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Morgan Podkr±¿one ¶wiadczy³y ¿e />- Chyba Wyraz ¿e Mia³em ¿ycia. "aa³!!" ¿e />- Ciê¿ka />- Wrêcz Morgan Spa³em />- ¿e Spory ¿e />- Burton. Spojrza³em Morgana />- Noc ¿ywych />Burton />- Te¿ />- Morgan. />- Wszyscy ¿ywi, Howard, />- Wszyscy ¿ywi Burton. />Wszyscy, ¿yw, Howard />- Truj± Burton. />- Czym? Morgan />- Wszystkim Burton Wod± Konspiracyjnie />- Burton, Howard. />- Zaraz, Nie Howard Przecie¿… />- Leki ¶rodek Burton. No, ¿e />- Howardowi />- ¯eby Burton, Howard Morganem />- Ale Morgan, />Burton />- Kierownicy? />- Wy¿ej Burton. />- Niemo¿liwe! Howardowi, Burton Howard Prezes? Burtona Kurt Rohnaldson Howarda ¿e />- Rz±d Burton ¿e />- Nie, />- Ale Howard, />- Bezmózgimi ³atwiej Burton. Maj± ¶rodki ¿ycia, Os³abiaj± ¶rodkami ¶mierci. Og³aszaj± ¿yczenie Zmiêkczaj± Karuzela Wreszcie, />- Jak? />Burton ¿e />- Pszszszsz! Burtona />- Rozumiem, ¿e Wed³ug ¶wietlne Ale Je¶li ¶rodki Zamiast />Z Howarda: />- ³eb? Mo¿e ¿e />- Nie />- Burton. Tak Terry, Terrierem, ¿e Billowi, Terry Billa, />- Telewizja Burton. />- Proszê Upór, ¿e Durne ¿e Rynek />- Nie, Burtona Zacznijmy ¿e ¶mieræ. Przez „Ko³o Rozumiecie />- Morgana ¿e />- To, ¿e Burton. />- Jak Howard, />- Najpierw Burton, Howarda, ¿e Ko³o />- Nikt Przekonywanie Burtona ¿eby ¿e Poczytaj />- Nie Burton. />- Ale Pozytywnym ¿e Wracam Dosyæ /> />*** />Oko³o Kwadrans Brakowa³o />- Porwali Burtona! Oderwani Widzia³em, />- Zdecyduj ¿e />Ch³opak ¿e Burtona Burton Wtedy Burtonowi, ¿e />Morgan />- Czujê, ¿e Wszystko />- Morgan, Momentalnie Szczêki />- Wally, ³ysiej±cy Zreszt±, Burton „o Wally?”. Kiedy ¿e Wally Momentalnie, />- Zadzwoñcie />Wiele Burtona Najszybsi />- Ej, Czê¶æ Ostatecznie, Burtonem />- Nie />- Ju¿ Morganowi, Howard Rzuci³em Morganowi Terriera. Najwyra¼niej />Podczas Burtona, Nie Podszed³em />- Dajcie />- Burt ¿yje? Howard />- Tego ¿e />- />- Czekamy Wally, /> />*** />- Gdzie¶ Howarda. Przechyli³em Burtona, Wszyscy />- By³em />- Podobno Burton />- Morgan Nagle Burton />- Wam Nawet Szybkim Rzucaj±c Reszta />- Steward, –Podskoczy³em />- Morgan, />- Przepraszam />- Raport />- Wybacz, –wygl±da³ />- Nie W³a¶nie Zalogowa³em Morgan />- Skoro />W „koordynator AO” />- Stanowisko Morgan Czy Wiesz, />- Morgan, Szefostwo Przygl±da³ Banaln± Powoli />- Ale />- Nie ¿eby />- Co¶ ¶mierdzi –znów Szefostwo />- Moim ¿eby ¿e Takie Nie />- Rozumiem Siedzia³ />- Ale Burtonem Napotykaj±c No, Potem Nie />- Morgan Dot±d ¿e ³atwo Teraz ¿e ³±czyæ />- Nie Wiesz, ¿eby />- Burton Mo¿e ¿eby¶my ¿e />- Morgan ¿e />- ¯eby />- Czyli? Morgan, Mia³em Informatorów. Burton ¼ród³a />- Teraz Niech Nie Burtonowi />- Jasne Morgan, ¶ciskaj±c ¿e /> />*** />Po Przejrza³em Zgra³em Od³±czy³em Chwilê ¿e Nastêpnie GI-11_BOB. Otworzy³em /> />RAPORT GI11. /> />Obiekt: Bob. /> />Tre¶æ: Peck Douglas Obiektem Bob. Celem Obiektu (KOD 33.12) Koordynatora, ¼róde³ Bob Jako Bob Stewarda Combsa. Obiekt „warto Terriego Gilesa Billa Ashtona, Agenci Peck Douglas Obiekt „Projektem UDV” „HAARP” „pathfinder52”. Bob Peter Duke. Obiekt Peck Douglas 11. /> />- ¦wietnie Utworzy³em /> />RAPORT Koordynatora AO. /> />Obiekt/Implant: Bob/Adam. /> />Tre¶æ: GI11 (Implant: Adam) –stwierdzam Jednocze¶nie, ¿e Morgan Wedlington Boba GI11. Niemniej S3, Wedlington Koordynator Wedlingtona Boba, GI11, Koordynator /> />Doda³em Trzeba ¿e Najwiêkszym ¿e />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci