24 godziny temu

Wynaj±³em mieszkanie. Ka¿dej nocy s³yszê, jak nad moj± g³ow± skrzypi ³ó¿ko. Na pocz±tek kilkana¶cie minut trzeszczeñ; potem trzeszczenia przechodz± w przeci±g³y zgrzyt, a¿ wreszcie zaczynam baæ siê, czy ramy ³ó¿ka zdo³aj± to wytrzymaæ. I tak po cztery, piêæ, sze¶æ razy. Prawdziwy maraton. Czasem ostatnia seria budzi mnie o trzeciej albo czwartej nad ranem. W koñcu postanowi³em dowiedzieæ siê, kim s± s±siedzi tak ¼le obchodz±cy siê z moim sufitem. Okaza³o siê, ¿e mieszka tam tylko siedemdziesiêcioletnia staruszka.

Wszyscy id± w przeciwn± stronê i zostajê sam z zupe³nie pijan± Weronik±. Wcze¶niej, kiedy jeszcze ³apali¶my kontakt, mówi³a chyba co¶ o wsadzeniu j± w taksówkê. Przetrz±sam jej torebkê – jest tylko karta do bankomatu, zero gotówki. Ja chwilowo nie mam nawet na bilet autobusowy. Wygrzebujê z torebki dowód osobisty i czytam, ¿e Weronika mieszka w £omiankach czy czym¶ takim. W koñcu ci±gnê dziewczynê do siebie, k³adê j± na ³ó¿ku, a sam idê spaæ na polówce. Rano robi siê trochê g³upio - jej, bo chyba nie jest osob±, dla której takie sytuacje to normalka; i mi – tak dla towarzystwa. Dlatego jaki¶ czas siedzimy wpatruj±c siê w stó³, Weronika wypija pó³ kartonu mleka, znika na trochê w ³azience, a potem, z dziewiêciogodzinnym opó¼nieniem, wsiada do taksówki.

Uk³adam w popielniczce piramidê z niedopa³ków. W A. Contemporary Noise Quintet gra „Walking Sin”. Brakuje mi ju¿ tylko ostatniego elementu, by konstrukcja sta³a siê kompletna. Kiedy dopalam papierosa, kelnerka wymienia mi popielniczkê.
W S. co¶ takiego nigdy by siê nie sta³o. Dawniej siedzia³em w³a¶nie w S., s³ucha³em Cave’a lec±cego z szafy graj±cej i uk³ada³em w popielniczce niesamowite rzeczy. Bez kitu, ludzie id±cy po browar przystawali, ¿eby siê temu lepiej przyjrzeæ. Wyci±gali komórki i robili zdjêcia. Ale potem wszystkie szafy graj±ce posz³y na zaplecze, a w to miejsce go¶cie z S. postawili automaty do gry. I to nieposzanowanie tradycji siê na nich zem¶ci³o. Pewnego razu dostali dziwn± butelkê - nikt nie wiedzia³ co to za alkohol. Kiedy j± otworzyli, z ¶rodka wylecia³y takie ró¿nokolorowe paski, a potem wysz³o z niej co¶ i ze¿ar³o obydwu barmanów. W³a¶ciciel ca³± noc chodzi³ ocieraj±c pot z czo³a i drapi±c siê po zakolach: „Czy jakie¶ ubezpieczenie to pokryje? Od dzi¶ zatrudniamy tylko studentów na umowê o zlecenie i ¿adnych szkoleñ”. Ale wszyscy bali siê ruszyæ tê butelkê i nikt nie wyrzuci³ jej do ¶mietnika, dlatego po paru dniach znów co¶ z niej wylaz³o - tym razem wpieprzy³o im koncesjê na alkohol.
A w innym miejscu, L. M., w krzes³a wmontowane by³y ró¿ne stymuluj±ce wypustki, pod stolikami stuka³y kulki gejszy, panowie chodzili razem do ubikacji, a przy barze jeden transseks po przej¶ciach operacyjnych ca³ymi dniami zapija³ problemy z lubrykacj± pochwy. Do tego kelner, podaj±c ci rachunek zawsze go trochê ob¶lini³ albo przynajmniej zostawi³ ¶lady szminki. W koñcu przyszed³ do nich urzêdnik, zamówi³ jedno piwo, porozgl±da³ siê trochê i mówi: „Panowie, macie tu za du¿o ¶cian. A co gdyby, dajmy na to, wybuch³ po¿ar? Ludzie wpadaliby na te ¶ciany, nie mogliby wyj¶æ. Nie, nie mo¿emy do tego dopu¶ciæ. Zamykamy ten lokal. Zrobimy tu biuro poselskie.”
W przej¶ciu pod Centralnym spotykam najszczê¶liwszego cz³owieka na ¶wiecie. „Jedzenie mi daj±, leki mi daj±, kobitê do ³ó¿ka mi dajê. Czego mi wiêcej trzeba?”.
O pierwszej w nocy ludzie ustawiaj± siê w kolejkach przy budkach z zapiekankami. Stojê po drugiej stronie ulicy i czekam na nocny. Podchodzi do mnie jaki¶ go¶æ. Jedzie od niego, jakby przez ca³± noc chla³ lizol. „Widzisz ten kufel?” – pyta. „To moja córeczka mi go przys³a³a... Oryginalny kufel z Irlandii... Z prawdziwego irlandzkiego pubu... Nawet ma poszczerbienie, o , tutaj... Pamiêta³a o ojcu... Ma dopiero piêtna¶cie lat... Kochana dziewczynka...” – nawija tak a¿ do przyjazdu autobusu. Inny go¶æ opowiada, jak wchodzi do domu i s³yszy jêki ¿ony. Idzie do ³azienki. Woda bulgocze w wannie. Otwiera drzwi i widzi, jak jego ¿ona zabawia siê z prysznicem. „Normalnie w ³ó¿ku, to nic” – mówi mi ten go¶æ. – „Najwy¿ej robi³a takie „oo – o”. A w tej ³azience normalnie zaczê³a siê wydzieraæ. Zamkn±³em drzwi i wyszed³em. Po miesi±cu ¿ona mówi do mnie, ¿e to ju¿ koniec, ¿e ma do¶æ prania, gotowania, sprz±tania i ¶cierania, skoro ja nigdy nie potrafi³em jej tego daæ. Sam widzisz, zanim kiedy¶ zaczniesz narzekaæ zastanów siê czy innym nie jest gorzej, bo ja na przyk³ad ucieszy³bym siê, gdyby zostawi³a mnie dla którego¶ z moich znajomych, dla s±siada, zrozumia³bym nawet listonosza, ale kto by wytrzyma³ bycie gorszym od prysznica?”
Jest po³udnie. Usiad³em na podwójnym miejscu i od razu, na najbli¿szym przystanku, dosiada siê do mnie jaki¶ facet z brod±. Wciskam siê w sam róg, jak najdalej od kloszarda. Facet robi siê trochê speszony, patrzy na mnie ze zdziwieniem. Teraz ja zaczynam przygl±daæ siê jemu i okazuje siê, ¿e go¶æ po prostu zapu¶ci³ brodê – trochê mu po¿ó³k³a od papierosów, ale nawet j± perfumuje. Jest umyty, uprany i polany woda koloñsk±; na rêku nosi ³adny zegarek, wie która jest godzina, jaki mamy dzieñ tygodnia i zna dok³adn± datê.
Idê Chrobrego, w pewniej chwili zaczynam czuæ chêæ przej¶cia któr±¶ z bocznych uliczek, tych miêdzy domkami jednorodzinnymi. Skrêcam i idê jak±¶ minutê. Okazuje siê, ¿e uliczka któr± wybra³em koñczy siê czyim¶ domem, a dalej nie ma przej¶cia. Na dodatek za mn± spaceruj± sobie jacy¶ ludzie, wiêc g³upio by³oby teraz tak po prostu zawróciæ. Podchodzê do pierwszej lepszej furtki i dzwoniê maj±c nadziejê, ¿e nikt mi nie otworzy i ¿e bêdê móg³ sobie pój¶æ udaj±c, ¿e nie zasta³em kogo¶, do kogo tu przyszed³em.
Dzisiaj gra Lao Che, potem jest koncert hip-hopowy. Go¶cie z d³ugimi w³osami i go¶cie obciêci na ³yso pamiêtaj± o pierwszym sierpnia czterdzie¶ci cztery. Go¶cie z browarkiem i go¶cie z winiaczem pamiêtaj± o pierwszym sierpnia czterdzie¶ci cztery. Kole¶ którego wiskaj± pa³y, bo mia³ na zapalniczce przycharê od tuby, pamiêta o pierwszym sierpnia czterdzie¶ci cztery. Wszêdzie pe³no Billboardów, plakaty na przystankach: „Wolisz zupkê w proszku czy bombardowanie Starówki?”. Wchodzê do autobusu i muszê przeprosiæ wszystkie staruszki, ¿e nie zgin±³em w powstaniu.
Na Marsza³kowskiej jakie¶ zmiany. W miejscu gdzie by³ zegarmistrz otwieraj±c co¶ innego. Na pocz±tku my¶la³em, ¿e nowy kebab, ale potem widzê wielki, neonowy napis: „Zak³ad pogrzebowy”. W ¶rodku trupia piêkno¶æ podaje mi oprawione w czarn± skórê menu. Przegl±dam rubrykê: „Dla wymagaj±cych klientów”. „¦redniej wielko¶ci kurhan w Wilanowie”, „Kremacja w drakkarze na Wi¶le”, „W pancerzu i z rumakiem”, „Æwiartowanie przez Saracena”. Niestety, ceny nie na moj± kieszeñ - mam w niej tylko jakie¶ drobne i rêkê.
Siedzê obok Szefa. W T. gra Pink Freud. Szef jest jednym z tych wielkich, grubych facetów, którzy nigdy nie nosz± marynarki i widaæ, jak brzuch przelewa im siê nad paskiem od spodni. Szef zaczyna machaæ rêk± (z cygarem Cohiba miêdzy kciukiem, a palcem wskazuj±cym), bo w³a¶nie wchodzi pani Ela.
„Dzieñ dobry, dzieñ dobry pani Elu!” – drze siê do niej. - „Moje uszanowanie. Ca³ujê r±czki, nó¿ki i cycuszki”.
„A daj pan spokój” – mówi pani Ela dosiadaj±c siê do naszego stolika i udaj±c czerwienienie (choæ w fioletowym ¶wietle nie jest to ³atwe).
Pani Ela ubiera siê elegancko, ale skromnie; robi makija¿, ale bardzo delikatny - maskuj±cy, ale nie intensywny. Oko³o po³udnia idzie na jedno z tych nowych osiedli - tych z ochron± i choinkami na trawnikach - i spaceruje po chodniku albo siada na ³awce - udaje, ¿e mieszka w którym¶ z nowiutkich, otynkowanych na pastelowo domów. Czasem kto¶ z mieszkañców bierze j± za s±siadkê i mówi „dzieñ dobry” - wtedy pani Ela ma ju¿ przez ca³y dzieñ wy¶mienity humor.
Szef zaci±ga siê g³êboko. Przysiadam siê do niego bli¿ej, prawie siê w niego wciskam i ww±chujê mu siê w dym z cygara. Szef krêci g³ow± z dezaprobat±.
„We¼ zrób wreszcie co¶ z sob±” – mówi. - „Nie mo¿esz przez ca³y czas po prostu tu siedzieæ, ten tekst musi mieæ jak±¶ fabu³ê. Id¼ do pani Eli, ona mog³aby ciê zaprowadziæ w takie miejsce... Pani Ela zna drogê do nieba”.
Pani Ela u¶miecha siê do mnie.
„Id¼, id¼, id¼, id¼” – mówi szef i t³ust±, zmanicurowan± ³ap± spycha mnie z kanapy. – „Id¼, id¼, id¼, id¼, id¼, id¼, id¼, id¼”.
Podnoszê siê i idê z pani± El± do nieba. Kiedy otwieram drzwi, na zewn±trz wylatuj± k³êby dymu i rozwiewaj± siê pod naszymi nogami, jakby¶my byli na planie filmowym. Pani Ela ci±gnie mnie za rêkaw, wchodzimy w bramê jakiej¶ kamienicy.
„To tu” – mówi pani Ela.
Zaczynam pukaæ. ¦wiêty Piotr który mi otwiera, wygl±da zupe³nie jak taki jeden mój znajomy– ministrant. Pamiêtam, ¿e kiedy byli¶my gówniarzami, krad³ pieni±dze z tacy i potem chodzili¶my do cukierni na p±czki. Pewnego razu zamówi³em eklerkê i po tym wiêcej ju¿ mnie ze sob± nie wzi±³. Ta sytuacja miêdzy nami nigdy siê nie wyja¶ni³a i trudno by³o ci±gn±æ dalej nasz± przyja¼ñ. Ale co¶ tam o nim s³ysza³em; s³ysza³em, ¿e teraz ca³kiem nie¼le mu siê powodzi. Ma babcie, widzia³em j± parê razy, tak± chud±, po¿ó³k³± staruszkê. Znajomy- ministrant co miesi±c drukuje fa³szywe faktury, które potem wk³ada w jej skrzynkê. W koñcu staruszce zbyt wiele do ¿ycia nie potrzeba - najwy¿ej dwie stówy miesiêcznie na szlugi – wiêc reszta emerytury spokojnie mo¿e i¶æ na op³aty. Znajomy- ministrant stoi rano na klatce schodowej, przy drzwiach do piwnicy, i czeka na listonosza. Potem szybko biegnie do skrzynki i podmienia faktury – ¶wiat³o, gaz, o stówkê dro¿sze, komorne – o dwie, itp. A trzy razy w roku, w razie naprawdê pilnej potrzeby, przygotowuje specjalny numer – abonament radiowo- telewizyjny. Babcia od razu biegnie na pocztê, bo przecie¿ bez radia i telewizji to siê nie da.
„Nie spodziewali¶my siê ciebie tak wcze¶nie” – mówi ¦wiêty Piotr, gapi±c siê na mnie drobnymi, wy³upiastymi oczkami. Oczka s± podkr±¿one i widaæ na nich czerwone ¿y³ki. W ogóle wygl±d ma ca³kowicie niekanoniczny.
Wyci±gam z kieszeni zgniecion± paczkê (celowo je tak gniotê, ¿eby wypa¶æ bardziej nonszalancko), a ¦wiêty Piotr podaje mi ogieñ.
„No tak...” – mówi. – „No tak... Nie, dziêki, my tu takich nie palimy... Pomy¶lmy jak by mo¿na by³o wybrn±æ z tej sytuacji? Widzisz, nie mogê ciê tak po prostu wpu¶ciæ. Prawdê mówi±c, nie ma dla ciebie miejsca” – Chwilê drapie siê po g³owie, przeczesuje palcami t³uste w³osy. – „Chyba rozumiesz, ¿e wej¶æ tu, to nagroda? Nie zapracowa³e¶ na ni±... I co teraz? Mam ciê odes³aæ tam, na dó³?” – Patrzy na mnie posêpnie. – „No có¿, nawet tam nie bardzo siê nadajesz. W ogóle jak mam zadecydowaæ, skoro nic jeszcze w swoim ¿yciu nie zrobi³e¶? No nic, naprawdê... hm... grzech zaniedbania, ale poza tym ¿adnych czynów, dobrych czy z³ych. Ogarnij siê, czemu stawiasz mnie w takiej sytuacji? Ach, niewa¿ne... Za pó¼no na ¿ale...”
Klepie mnie przyjacielsko po ramieniu.
„Jako¶ to bêdzie, mam co¶ w sam raz dla ciebie. Id¼ piêtro ni¿ej”.
Zostawiam go i idê ni¿ej. Przede mn± otwieraj± siê wielkie, okr±g³e drzwi, zrobione z czego¶ jakby czarnej plamy. Drzwi s± osadzone w ¶cianie z gigantycznych, zabejcowanych desek. Wchodzê i od razu wdeptujê w kupê. Wszêdzie dooko³a gromadzi siê ca³a masa psów. Sikaj±, jedz± Pedigree Pal i rado¶nie kopuluj±. Kiedy przeciskam siê miêdzy nimi, zaczyna mnie goniæ jaki¶ ratlerek. Szczeka i przymierza siê do wgryzienienia w moj± nogê. Odwracam siê w jego stronê – ratlerek ucieka, ale po chwili znów jest za mn±. Znowu siê odwracam, ratlerek po raz kolejny udaje odwrót. I tak przez jak±¶ minutê. W koñcu wyczekujê odpowiedni moment i, kiedy ratlerek jest tu¿ przy mnie, szybko kopiê go z pó³obrotu. S³yszê, jak toczy siê po pod³odze z grzechotem puszki po piwie.

Weronika ma powa¿n± minê. Podchodzi do mnie i prosi, ¿eby¶my poszli gdzie¶ porozmawiaæ, choæ wcze¶niej przez parê tygodni w ogóle siê do mnie nie odzywa³a. Idziemy do jakiej¶ kawiarni. Siadamy na zewn±trz, pod parasolem. Weronika obraca w d³oniach fili¿ankê; potem bawi siê zapalniczk±, przek³ada paczkê Vogów z prawej na lew± stronê stolika.
Mija kilka minut.
W koñcu pytam siê, czy chodzi jej o tamten wieczór w barze i potem, bo je¶li tak, to nie ma o czym mówiæ, naprawdê.
„Jestem w ci±¿y” – rzuca. I dodaje jeszcze: „Powiniene¶ o tym wiedzieæ”.
Nic nie wiem o tym, ¿e powinienem o tym wiedzieæ. Chcê jej wszystko wyt³umaczyæ, ale w takiej sytuacji ¼le by³oby zacz±æ w nieodpowiedni sposób. Rozwa¿am ró¿ne warianty:
„Dlaczego s±dzisz, ¿e powinienem...”
„Czy jeste¶ pewna, ¿e...”
„Przepraszam”

Nie wiem dlaczego widzê w³a¶nie to, co widzê. Podobno ¶wiat szczê¶liwego jest inny ni¿ nieszczê¶liwego.
Jest gdzie¶ szósta rano. S³yszê wydzieraj±cego siê pijaczka: „No i co jest ma³y?! I co?!”.
Do pijaczka podchodzi jaki¶ dzieciak.
„Nie sprzeda³a mi” – mówi. Podaje pijaczkowi drobniaki, ale tamten ca³y siê trzêsie, jego rêka lata we wszystkie strony. Monety sypi± siê na ziemiê.
„No w kurwê” – pijaczek krêci g³ow±, a potem wo³a do mnie: „Ej, kolego, nie skoczy³by¶ do sklepu? Bo jestem w trudnej potrzebie... To jak?”.
Schylam siê i zbieram pieni±dze.
„Jednego Królewiaka” – mówi ucieszony.
Kasjerka po nocnej zmianie patrzy siê na mnie dziwnie. Poznajê tê kretynkê, zawsze mam z ni± jakie¶ problemy. Kiedy chcê gumê w dra¿etkach, pyta mnie czy ma byæ Winterfresh, czy Orbit. Kiedy chcia³em kupiæ myd³o, przez minutê dopytywa³a siê, jakiej firmy. Kiedy kupowa³em fifkê i balona spyta³a, jakiego koloru ma byæ balon. Kupujê jedno Królewskie i szybko wychodzê, zanim zd±¿y mnie o co¶ zapytaæ.
Pijaczek opiera siê o ¶cianê, wygl±da jakby przysypia³.
„Mo¿e poczekasz, a¿ ci to przejdzie” – rzucam.
„Nie, nie. Otwórz, we¼ dwa ³yki i daj”.
„Ale upu¶cisz”.
„Nie upuszczê”.
Przygl±dam mu siê.
„No nie wiem, mo¿e lepiej poczekaj, a¿ minie ci ta trzêsi±czka”.
„Kolego... spokojna twoja rozczochrana. Browara to ja nie upuszczê”.
Otwieram piwo, biorê dwa ³yki i podajê pijaczkowi. Butelka trzaska o beton. Chodnik miêdzy naszymi butami pokrywa siê pian± i pot³uczonym szk³em.
Upu¶ci³.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Wynaj±³em Ka¿dej ³ó¿ko. ³ó¿ka Prawdziwy Czasem ¼le Okaza³o ¿e /> />Wszyscy Weronik±. Wcze¶niej, ³apali¶my Przetrz±sam Wygrzebujê ¿e Weronika £omiankach ³ó¿ku, Rano Dlatego Weronika ³azience, /> />Uk³adam Contemporary Noise Quintet „Walking Sin”. Brakuje Kiedy />W Dawniej S., Cave’a Bez ¿eby Wyci±gali Ale Pewnego Kiedy ¶rodka W³a¶ciciel „Czy ¿adnych Ale ¶mietnika, />A M., ¶lady „Panowie, ¶cian. Ludzie ¶ciany, Nie, Zamykamy Zrobimy />W Centralnym ¶wiecie. „Jedzenie ³ó¿ka Czego />O Stojê Podchodzi Jedzie „Widzisz „To Oryginalny Irlandii... Nawet Pamiêta³a Kochana Inny ¿ony. Idzie ³azienki. Woda Otwiera ¿ona „Normalnie ³ó¿ku, „Najwy¿ej „oo ³azience Zamkn±³em ¿ona ¿e ¿e ¶cierania, Sam />Jest Usiad³em Wciskam Facet Teraz ¿e Jest ³adny />Idê Chrobrego, Skrêcam Okazuje ¿e Podchodzê ¿e ¿e ¿e />Dzisiaj Lao Che, Go¶cie ³yso Go¶cie Kole¶ Wszêdzie Billboardów, „Wolisz Starówki?”. Wchodzê ¿e />Na Marsza³kowskiej ¿e „Zak³ad ¶rodku Przegl±dam „Dla „¦redniej Wilanowie”, „Kremacja Wi¶le”, „W „Æwiartowanie Saracena”. Niestety, />Siedzê Szefa. Pink Freud. Szef Szef Cohiba Ela. />„Dzieñ Elu!” „Moje Ca³ujê />„A Ela (choæ ¶wietle ³atwe). />Pani Ela Oko³o ³awce ¿e Czasem „dzieñ Ela />Szef Przysiadam Szef />„We¼ „Nie Id¼ Eli, Pani Ela />Pani Ela />„Id¼, ³ap± „Id¼, />Podnoszê El± Kiedy Pani Ela />„To Ela. />Zaczynam ¦wiêty Piotr Pamiêtam, ¿e Pewnego Ale ¿e Znajomy- ¿ycia Znajomy- Potem ¶wiat³o, Babcia />„Nie ¦wiêty Piotr, Oczka ¿y³ki. />Wyci±gam (celowo ¿eby ¦wiêty Piotr />„No „No Nie, Pomy¶lmy Widzisz, Prawdê Chwilê „Chyba ¿e Nie Mam Patrzy „No ¿yciu ¿adnych Ogarnij Ach, ¿ale...” />Klepie />„Jako¶ Id¼ />Zostawiam Przede Drzwi ¶cianie Wchodzê Wszêdzie Sikaj±, Pedigree Pal Kiedy Szczeka Odwracam Znowu S³yszê, /> />Weronika Podchodzi ¿eby¶my Idziemy Siadamy Weronika Vogów />Mija />W „Jestem „Powiniene¶ />Nic ¿e Chcê ¼le Rozwa¿am />„Dlaczego ¿e />„Czy ¿e...” />„Przepraszam” /> />Nie Podobno ¶wiat />Jest S³yszê „No />Do />„Nie Podaje Monety />„No „Ej, />Schylam />„Jednego Królewiaka” />Kasjerka Poznajê Kiedy Winterfresh, Orbit. Kiedy Kiedy Kupujê Królewskie />Pijaczek ¶cianê, />„Mo¿e />„Nie, Otwórz, ³yki />„Ale />„Nie />Przygl±dam />„No />„Kolego... Browara />Otwieram ³yki Butelka Chodnik />Upu¶ci³.

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci