24 godziny temu
BOGDAN LICHY
CHWASTY POLSKIE CZYLI WIGILIA NARODOWA
Dramat liryczny z przeznaczeniem dla szerokiej publiczno¶ci
zapowiada dyrektor cyrku ubrany na czarno w bia³ej koszuli z much± w asy¶cie przesadnie kolorowego b³azna i ma³py……………którzy prowadz± skutych w kajdankach
artystê malarza oraz i poetê i rozkuwaj± ich na czas przedstawienia
………..ramtamtara ramtamtara ramtamtara ram tam
Dyrektor cyrku który zamienia siê w trakcie przedstawienia –lirycznego w teatr a nastêpnie szopkê chce co¶ powiedzieæ ale g³os zabiera b³azen wiêc macha rêk± i wychodzi
Motto
b³azen- Pierrot
gra na gitarze i ¶piewa)
*
Pajac, dwie lalki, gruby s³oñ. e a
Do nieba ksiê¿yc ci przylepie. F e a
Nad nim ob³oku jasna d³oñ C7 a
w nocnej wystawie w modnym sklepie E7 E a
a mima, muma, moma, ima a
bim bom bum. E7 E a
Praca nie zawsze siê op³aca, d a
lepiej ju¿ tr±b± ryczeæ w t³um, d a
albo udawaæ wrêcz pajaca. E a
W¶ród teatralnej dekoracji
cieniem siê t³ucze æma skrzydlata
i pewna o¶wieconych racji
dumnie uk³ada obraz ¶wiata.
a mima, muma, moma, ima
bim bom bum.
Liczyde³ miêsieñ mózg napina,
gdy wokó³ siebie mieli szum
b³azen ubrany w strój pingwina.
Latarnie, gwiazdy i neony.
W róg chowa para siê zawiana.
Bezpañski pies zadowolony
nie musi wiêcej s³uchaæ pana.
a mima, muma, moma, ima
bim bom bum.
W powietrzu idzie akrobata.
Oczu i ust paniczny zoom
patrzy na chude nó¿ki ¶wiata.
W duchu siê ¶mieje, niech to licho
i z ma³py w klatce stroje miny
bo widzê co¶, lecz powiem cicho
…¿e pod namiotem nie ma liny.
a mima muma moma ima
bim bom bum
przez chmury jasne s³oñce ¶wieci
¿aby rechocz± g³o¶nym kum
„kto to zobaczy ten poleci”.
Natur± wieczne prawo rz±dzi
na niczym wszech¶wiat ca³y stoi.
Nie tylko jeden ty tak s±dzisz
¿e co¶ to zmieni, gdy siê boisz
a mima moma muma ima
bim bom bum.
Na morzu fali czarnej grzywa.
£odzi zerwany wisi cum,
g³êboki tym, jak go prze¿ywasz.
*
AKT I
PROLOG
Dyrektor
(cyrku- teatru-szopki)
Nikt szczê¶cia sobie nie wybiera,
jak ju¿ siê sta³o, tak byæ musi
¿ycie- mydlana to opera,
a zawdziêczamy j±… mamusi.
Gdzie ojciec ? Ojciec jest potworem.
Okrutny i bezwzglêdny demon,
który konieczno¶æ zamkn±³ wzorem
aby istnienie moc przejê³o.
Tak idealizm i liryka
warto¶ci tworz± tylko wtedy
kiedy nawzajem siê przenika
ich wspólne do¶wiadczenie biedy
Bieda, b³±d, grzech, niedoskona³o¶æ,
kondycja, nêdza, czy lichota,
pierwszy element w której ca³o¶æ
pocz±tkiem w koñcu tkwi ¿ywota.
W ideach dzie³a i geniusza
na wszystko mo¿na znale¼æ sposób,
lecz rzeczywisto¶æ siê porusza
zale¿nie od przypadków losu.
A cz³ek uparty niczym osio³
wiecznie nadzieja go rozpiera
i kombinuje jak tu posi±¶æ
wiedze boskiego in¿yniera.
K³êbi siê w mózgu amunicja,
jak skalibrowaæ szare w z³ote
mimo, ¿e ka¿da definicja
jest m±dra tylko przez g³upotê.
W zaczarowanym krêgu g³upich
nie w ¿adnej magii tajemnicy
s± prawdy, których siê nie kupi
same ciê znajd± na ulicy.
Jak rzep przyczepi siê ogona
opowie¶æ, któr± dymi± czuby
i koloruje podniecona
na czarno wysmalone duby
Tym pleæ - bajdakom dzi¶ przywodzê.
A niech nie le¿± tak bezczynnie,
wiêc je¶li komu¶ tu po drodze
mo¿e gdy zechce usi±¶æ przy mnie
to mu opowiem klecie pecie,
jak deszcz dziuraw± t³ucze rynn±,
sk±d siê na pewno nie dowiecie
co, gdzie, dlaczego, jak powinno?
*
Poeta
To co jest w ¿yciu najtrudniejsze
gna kwietnych ³±k obietnic rojem,
gdy nijak nie chc± kwitn±æ wierszem,
a tylko milcz±. Ich siê boje.
Wznosz± siê szans± i nadziej±,
za szyb± niespe³nionych marzeñ,
zza której mroku wiatry wiej±
i zaraz diabe³ siê ukarze.
Diabe³ zach³anne biedaczysko,
w ¿ywiole rola mu jednaka,
gdy rzuca wêgle w palenisko
lub skrzyd³a krêci u wiatraka.
O gor±c dba, ci¶nienie, cugi,
gdy¿ kiedy rzêdem przez istnienie,
¿yczeñ siê ci±gnie ogon d³ugi,
kto¶ musi przyj±æ niespe³nienie.
Lecz nikt go nie chce. Nie dziwota.
Intencja jeszcze nic nie zmienia
jak widaæ wy¿sza w tym robota
oraz szczególne zamierzenia
*
Malarz
Pewnego razu , duchy czyste
lirykê oraz idealizm
umie¶ci³ los w ogrodzie istnieñ,
aby siê w sobie zakochali
aby mi³o¶ci dar mogi³a
by³a wspólnot± i brzemieniem
w tym wszystkim w czym siê nie spe³ni³a
i sama by³a niespe³nieniem.
Lecz duchy w raju bunt podnios³y
w intencji czynu spe³nionego
bowiem stwierdzi³y ¿e doros³y
do dnia w szaro¶ci powszedniego
Uciek³y w zdolno¶æ i w³asno¶ci
twierdz±c, ¿e lepiej poznaæ rzeczy,
a duch niech w bajce o, mi³o¶ci
prawd± namiêtno¶æ serca leczy.
Niech siê zanurza czuciem w wiarê
wzorem jak czyni to brat bratu,
a oni tworzyæ bêd± parê
de facto oraz konsumatum
Poeta
Aby czar wiary ¶wiat nie ³udzi³
raz Anio³ z dzieckiem szed³ piechot±,
Czy kto¶ je przyjmie?- pyta³ ludzi,
gdy¿ niespe³nienia jest sierot±.
Niestety nikt by³ siê nie zg³osi³.
Biedê zostawi³ na polanie
a potem wole kat og³osi³,
¿e nic jak ma siê ju¿ nie stanie.
Choæ ksiêgi o tym i nie pisz±
przez córkê nieba-niespe³nienie,
sen, ziemie ochrzci³ smutn± cisz±
¿alem, têsknot± i natchnieniem.
Malarz
Kim jest? Nikt nie wie. W g³owie ³upie,
proste siê staje niemo¿liwe
i s³ów brakuje, jakie¶ g³upie
sentymentalne lub z³o¶liwe.
St±d kiedy ¿ycie ci na ostro
po krzy¿u mokr± przejdzie szmat±,
to pomy¶l sobie, ¿e jest siostr±
i jeszcze jej podziêkuj za to.
Znów, kiedy siê zaczyna stromo
pod górne pi±æ wprost do przepa¶ci
to ju¿ na pewno bêdzie ¿on±,
czyli co chcia³e¶ to i „masz ci”.
Lecz gdy do syna na podwórko
chcesz i¶æ labidziæ „ Ratuj Panie”
to lepiej by¶ pogada³ z córk±
wierszem, obrazem i czytaniem.
O tym jak ró¿ne wniosków g³osy
co prze¶laduje cieñ pechowy
bo nic nie wysz³o, tak jak w³osy
zmieniæ na pejza¿ kolorowy
*
Poeta
Z ¶cian± tupie kot z³o¶liwy
i wszystkie ceny id± w górê
po to by parzyæ s± pokrzywy
a droga by siê koñczyæ murem
*
Archeolog
Za dawnych dawnych piêknych czasów,
gdy lasy mia³y prawo g³osu,
a rzeki drog± po¶ród lasów
w rozlewnych brzegach na swój sposób,
kiedy zwierzyna bez obawy
sejm zwo³ywa³a w¶ród zieleni,
góry w podstawach u podstawy
chroni³y skarby gór kamieni,
tam gdzie i pamiêæ, ta zbiorowa
tradycji nie dosiêga moc±,
kto¶ kiedy¶ komu¶ pierwsze s³owa
powiedzia³. Tylko jak i po co?
Widaæ nie prawda, ¿e wiek z wiekiem
musia³ powoli lody ³amaæ,
gdy¿ cz³owiek zawsze by³ cz³owiekiem,
w tym ¿e potrafi ³adnie k³amaæ.
i nawet gdy siê nie odzywa³
rozmy¶la³ , jak siê bujdy kleci,
plót³ brednie, kl±³ i oszukiwa³.
uczy³ krêtactwa starszych, dzieci.
Tak, k³amstwa go ugryz³a muszka
a za ni± szturmem plag nawa³a
lecz siê zjawi³a dobra wró¿ka
i pisaæ wiersze przykaza³a
Polityk
Tymczasem jêdrno¶æ w tym jêzyka,
¿e przypomina sieæ na muchy,
gdzie s³owo s³owem siê przetyka
aby naiwne ³apaæ duchy.
Jêzyk w u¿yciu swym z istoty
oszustwem czystym jest i zmow±
s³u¿y do tego by k³opoty
zamieniæ w bajki piêkne s³owo.
Dlatego jêzyk ka¿dej nacji
która, jest zwi±zkiem chleba z winem
k³amstwem zasiada do kolacji
i stroi przy tym m±dr± minê
A „co¶” siê tylko razem z³o¿y
w ca³o¶æ niczego i wszystkiego,
gdy k³amstwo, prawd± siê prze³o¿y
z dodatkiem z³ego i dobrego
Tak wiersze co z natury p³ynne
o niczym mówi± i zmy¶lone
w intencji maj± byæ uczynne
s³odzone s³owem, z prawdy s³one
W tym celu „Nasza Pani”, wró¿ka
kiedy zapiej± kury pierwsze
z nocy przychodzi na paluszkach
i ka¿e ludziom pisaæ wiersze
Archeolog
Lecz jak to zrobiæ -mówi cz³owiek
w tych czasach jeszcze nie mia³ liter.
*
Wró¿ka
Wiersze nie siedz± w ¿adnym s³owie,
ale w¶ród kwiatów ¶pi± ukryte.
I wszystkie kwiaty wiersze maj±.
S± nimi p³atków kwietne gejsze,
a kiedy kwiaty umieraj±
znikaj± przemijaj±c wierszem.
Ale nie w s³owie, które budzi,
¶wi±tynie stawia i wiêzienia,
tylko w spokoju, kiedy ludzi
¿egna kwiat mówi±c „do widzenia”.
Te¿ nie dlatego, ¿e przychodzi
kosiarz, co kwiaty ¶cina kos±
lecz czuj± ¿e im to nie szkodzi
i jakby same o ¶mieræ prosz±.
Nie znaczy wcale, ¿e woko³o
padaj± ¶ciête w pokos traw±.
¯yj± raz smutnie, raz weso³o
a kwitn± wtedy, gdy siê bawi±.
Literat
Miêdzy kwiatami rosn± chwasty,
które by chcia³y tak jak one,
ale nie mog± suche maszty
przekwit³ych ³odyg w ka¿d± stronê.
Mo¿esz je wyci±æ lub zaoraæ
czy zalaæ mêtem przy powodzi
odrosn±, kiedy przyjdzie pora.
Wygl±da, ¿e nic im nie szkodzi.
Mocne im ¿ycie, umieranie,
a jeszcze bardziej ich marzenie
bo rz±dzi nimi po¿±danie
aby zamieni³o siê w spe³nienie.
Tancerka
Ale którego¶ dnia za domem,
za spraw± ma³ej polnej myszy,
znikaj± tylko im… w wiadome
i wiêcej o nich nikt nie s³yszy.
¦mieræ maj± cich± cichuteñk±,
a na pogrzebie kilka osób
i ksi±dz litanie zmówi cienk±
na kilka fa³szuj±cych g³osów.
I nawet wró¿ka jest bezradna,
jakie to sprawy niepojête,
dlaczego mowa nie tkwi ¿adna
w chwastach co milcz± jak zaklête?
Poeta
Ale d±b zdradzi³ tajemnice,
lecz prosi³, abym j± zachowa³,
bo chwasty id± przed oblicze
niespe³nionego w wieczno¶æ s³owa.
wiêcej on nie wie i nie bêdzie…
Malarz
Puchacz w konarach gro¼nie hukn±³
i posypa³y siê ¿o³êdzie
gdy z pnia wypad³o z³ote próchno
Polityk
Kwiaty w bukiety d³oñ zagarnie
i przed oblicze stawia ¶wiête,
a za to chwastów ca³e armie
rosn± bez przerwy jak najête.
Niestety ziemscy ogrodnicy,
gdy wiod± mkn±ce autostrady
i ich uczeni pomocnicy
tak¿e nie daj± chwastom rady.
Nawet bogowie i prorocy
co zas³ug pulê maj± ³adn±,
w czym korzystaj± z wy¿szych mocy
dla chwastów radê maj± ¿adn±.
Poeta
Nie wiedzieæ czemu w³a¶nie to tak.
Pytam siê mchu czy sposób masz ty?
Mo¿e siê rada znajdzie z³ota
aby w niedoli wesprzeæ chwasty
Malarz
Mech d³ugo g³adzi³ siê po w³osach
obciêtych krótko tu¿ przy skórze
odrzek³ chrz±kaj±c w ró¿nych g³osach
Mech
Ka¿demu da³ bym po mundurze!
Poeta
Machn±³em rêk± znam t± gadkê.
Zawsze siê koñczy têgim laniem.
Chwasty te¿ maj± ojca, matkê
i kto¶ tam w domu czeka na nie.
Polityk
Najbardziej znany stary sposób
trudno siê spieraæ z nim o racje,
do wszystkich siê stosuje osób,
wyrzuciæ je na emigracje.
Niech w ¶wiat precz id± gdzie ich oczy
ponios± szlakiem im nieznanym.
gdzie s³oñce ¶wieci, a deszcz zmoczy
wewn±trz kamieni zapisanym.
Tam gdzie jêzyków obca mowa
ka¿e domy¶laæ siê po³owy,
albo wszystkiego bowiem s³owa
z melodii innej p³yn± mowy.
Gdzie stromy brzeg i morskie fale
zielonej trawy ró¿nej barwy
odmienne kszta³ty kute w skale
kwitn±cej nikt nie widzia³ malwy,
Poeta
Tam drzewa maja sw± zawi³o¶æ
jak czarownice pozginane,
gdy do kocio³ka w dobr± mi³o¶æ
lubczyk dodaj± z zórz nad ranem
Albo strzeliste niczym cienie
chude p³yn±ce jakby dymy
srebrnej po¶wiaty uniesieniem
szumi±ce jeszcze tu wrócimy.
Malarz
Poprzegradzana murkiem ³±ka
babci szarlotka na Wielkanoc
gdzie¶, gdzie dolina w tych koronkach
mgie³ki koszule k³adzie na noc.
Lub na kana³ach stoj± barki,
pod kamienic± przekrzywion±,
a przez pêkniête w oknach szparki
z morza wdychaj± wodê s³on±
Tam gdzie nad rzek± miasto le¿y
i mosty siatk± brzegi kryj±
a na najwy¿szej z drutu wie¿y
winda z ¿yrafy d³ug± szyj±.
Tak¿e, gdzie rynek a¿urowy
z gracj± siê k³ania przed ratuszem
i chmury dachom ciemne nowych
wzorów maluj± kapelusze.
Bezkresne morza chwast przep³ynie
tam gryzzli gawrê w gêstwi maj±
albo zwierzaka na sprê¿ynie
miejscowi kangur nazywaj±.
Nikt nie wie o tym…a tym bardziej
nie zapamiêta ich wyczynów
lecz jestem pewien, ¿e siê znajdzie
jaki¶ chwast polski w¶ród pingwinów.
*
Poeta
Ale…. wracaj±c do tematu
pytaniem, które mnie nurtuje.
Czym chwasty ró¿ni± siê od kwiatów
a mo¿e czego¶ im brakuje?
Literat
Opinia taka choæ niezdrowa
kursuje sama i bez zdania
¿e owa prawda jêzykowa
z potrzeby bierze siê k³amania.
Jest bowiem rzecz± oczywist±
¿e nazwa w pó³ ujmuj±c s³owo
nie s±czy miodu w prawdê czyst±
a wrêcz cygani nas wzorowo.
Mowa w pok³osie i na niwie,
trzeba podkre¶liæ to wyra¼nie
jest zawsze z diab³em w komitywie
licz±c na lustra wyobra¼nie.
Ona jest jakby d³ug± rur±,
co chce siê dostaæ do ¶rodka,
aby podobieñstw byæ natur±
z tym co we wnêtrzu rzeczy spotka.
A czuj±c jak j± w g³±b nicuje,
bezkszta³tnej ziemi szara grudka
z przejêcia s³owa wykrzykuje
niczym w po³ogu pierworódka.
Malarz
Lecz s³owa mowa nie zobaczy
gdy¿ czyni je nie ¿a³o¶æ pusta
Ale nadzieja, ¿e co¶ znaczy.
kiedy odbije siê od lustra
S³owo do lustra wyobra¼ni
wyci±ga r±czki marzeñ sine.
Mowa z obawy, gdy j± dra¿ni
k³amstwem odgryza pêpowinê.
Poeta
S³owo wiêc nie tym co wyrzek³o
patrz±c na lustro swe imienia,
ale przez matki bólu piek³o
chwa³± bez sensu narodzenia,
biegnie gdzie prawdy moc zalega
w ten moment krótki i malusi
gdy w narodzeniu ¶mieræ dostrzega
i wie, ¿e ¿yj±c umrzeæ musi.
Malarz
Lecz to dla niego zbyt okrutne.
Rêki do ¶mierci nie przy³o¿y.
Zmy¶la weso³e bajki ,smutne
co mu fantazja w jêzyk w³o¿y.
Choæ z drugiej strony gdzie¶ g³êboko
pamiêæ spotkania siê ko³acze,
pêdzlem maluj±c ¶wiat szeroko
czasami si±dzie i zap³acze,
Filozof
bo w ka¿dym s³owie dusza mieszka,
która to sensu jest badaniem,
sto razy mniejsza od orzeszka
przez co wygl±da jak pytanie.
Ten duszek ca³y czas zajêty
od ¶mierci biega furt za ¿yciem
by wizj± wiary wniebowziêty
szkielety stroiæ s³ów poszyciem.
Gdzie tylko zjawi siê tam zaraz
stawia pytanie i ucieka.
St±d mimo, ¿e siê bardzo stara
to na rezultat ju¿ nie czeka.
To co¶ jest sta³ym zapytaniem.
Stoi on p³ynie i brakuje
i odpowiedzi nie ma na nie
gdy¿ wiecznie wierci i nurtuje.
Za¶ prawda trzyma stra¿ na stra¿y
by nikt nie wykrad³ tego malca,
a ¿e nie jeden siê odwa¿y³
g³êboko chowa go do skarbca.
*
Dziewczyna
Idzie procesja kolêdnicy
historia z czasem i potworem
w ni± prawda puszcza z pod spódnicy
drobnych k³amstw roje na tê porê.
Niewinne ziarnko przestrzeñ pusta
w s³owie co leci ponad ¶wiatem,
kiedy kryguje siê do lustra
aby urosn±æ piêknym kwiatem.
Starsza kobieta
Przypadek ró¿ne toczy boje
nim w czarn± glebê siê zakopie,
a potem jeden to dziewoje
a drugi ca³kiem mi³e ch³opie.
I co tam bêdzie ju¿ siê dzia³o?
Co przyjdzie robiæ i co sk³adaæ?
Czego im du¿o, czego ma³o
i kim nie bêd±? Trudno gadaæ.
Z tych odpowiedzi w odpowiedzi
kszta³ty buduj± i struktury,
gdzie mimo chêci k³amstwo siedzi
bo prawo prawem jest natury.
Polityk
St±d ¿adne s³owo winogrono
czystej poszewki nie nawleka
lecz jest kotwic± zaczepion±
w g³±b niepewno¶ci, która czeka.
Po niepewno¶ci jak po linie
do skarbca ¶cie¿ka wiedzie krêta,
ale upadków w serpentynie
panicznie ma³o kto pamiêta.
Po za tym mówmy sobie szczerze
jak±¶ odpowied¼ trzeba uznaæ.
Ten czy te¿ inny diabe³ w wierze
ziemi na trumnie czarna bruzda.
¯aden on nie jest samym sob±
tak w rozwa¿aniu, jak w modlitwie
ale historii znaczy ramy
w pokoju, miêdzy i po bitwie.
Dziennikarz
S± tacy, których seria zdarzeñ
spycha bez przerwy do przepa¶ci
poowijani wiêc w banda¿e
ró¿nej mikstury oraz ma¶ci.
Inni z kolei jak balonik
na jednym sznurku zaczepieni
lec±, ¿e nikt ich nie dogoni
by spocz±æ w parku w¶ród zieleni.
A jeszcze inni niczym fala
podnosz± siê i opadaj±
kiedy przygoda ich powala
lecz jako¶ sobie radê daj±
Drugi z kolei szuka sensu
¿e kto¶ go we¼mie i za uszy
wsadzi na pó³kê do kredensu
sk±d ca³e ¿ycie siê nie ruszy.
Malarz
Takich obrazów jest tysi±ce
mo¿na by mno¿yæ je i mno¿yæ
ksiê¿yc malarzem dla ich , s³oñce
i cz³owiek, który chcia³by po¿yæ.
W ka¿dym obrazku k³amstwo siedzi
k³amstewkiem zgrabnie zas³oniête.
Z wierzchu patyna starej miedzi
a wewn±trz zmy¶la jak najête.
I nie ma nad czym siê rozwodziæ
tak kwitnie ja¶min, bez i lipa
lecz najwa¿niejsze by nie szkodziæ
gdy¿ wyhoduje siê polipa.
a wtedy trzeba u¿yæ no¿y
by amputowaæ kawa³ nogi.
Serce na d³oni siê otworzy
gdy jêzyk czepia siê pod³ogi
*
Literat
Choæ ¿ycie bardziej ni¿ kochane
to kiedy indziej niczym mucha
w pajêczej sieci przy³apane
albo pu³apk± karalucha.
S³owo nie zmienia stanu rzeczy
mo¿emy go zaklinaæ prosiæ,
jednych zara¿a, drugich leczy,
gnoi, wyrzuca lub wynosi.
Poeta
Na szczycie góry w cudnym zamku
gdzie w¶ród wieczno¶ci czas siê nudzi
diabe³ z anio³em na kru¿ganku
dywan historii tkaj± z ludzi.
Anio³ przez okno dusze sieje
a diabe³ rzuca dobr± radê.
Ziemia przek³ada je na dzieje
m³ynem, co miele przez przypadek
I choæby im zap³aciæ s³ono
by gdzie¶ wcisnêli w±tek nowy,
wzory odgórnie u³o¿ono
wzd³u¿ posuwaj±c siê osnowy.
Archeolog
Tak diab³a rada dobra leci
a¿ w koñcu spad³a bardzo nisko,
gdzie siê bawi³y jakie¶ dzieci
tu¿ przy jaskini, gdzie ognisko.
Spad³a i echem siê odbi³a
o ciemn± ¶cianê le¶nej g³uszy
i zaraz w echu powróci³a
magicznym tañcem wokó³ duszy.
Poeta
A jakich tam nie by³o iskier?
Obrazy wzruszeñ, zapowiedzi
obietnic prawdy czystej wszystkie
jêzykiem w którym diabe³ siedzi.
Tak¿e i mowa i marzenie,
s³owa ¿a³o¶ci, dziêkczynienia
g³êbokie my¶li i sumienie
wola, pragnienie i d±¿enia
Literat
Gdy w ciekawo¶ci swej, w imieniu
iskier rzucanych przez ognisko
dusza z pytaniem na ramieniu
chcia³a zobaczyæ iskrê blisko,
to iskry iskier w czar zuchwa³y
z iskrami ognia siê z³±czy³y
w jedno i s³owa wnet zabrzmia³y
gdy¿ dusze mocno poparzy³y.
Dziennikarz
St±d te¿, gdy ludzie siê pytaj±
co to za sprawa tajemnicza,
albo co teraz zrobiæ maj±,
echo odpowiedz im u¿ycza.
W tym echu wszystko jest zaklête.
Ca³a historia ,magia ba¶nie
to co tragiczne ludzkie, ¶wiête,
zaczyna, kwitnie, koñczy w³a¶nie.
Tak dusza bêd±c zapytaniem,
które siê w echu poparzy³o
¿adnej cudownej ma¶ci na nie
nie ma by ziemie uleczy³o,
Poeta
Lecz tylko, kiedy o poranku
po¶wiaty senno¶æ w oczy kole
i kto¶ tam czeka na przystanku
a inny kto¶ wychodzi w pole,
na horyzoncie co siê pali
jak nocna lampka na stoliku,
a kszta³t bezkszta³tny gdzie¶ w oddali
wyci±ga kszta³tów tych bezliku
gdzie¶ w³a¶nie, albo jeszcze dalej,
za smug± smugi, smugi drog±
gdzie rosn± widma, rój i szalej
i ludzie wej¶æ tam ju¿ nie mog±.
Tu, kiedy s³oñce wstaje z ³ó¿ka
i ksiê¿yc ¶wieci swoim noskom
sen zamieszkuje dobra wró¿ka
co przypomina Matkê Bosk±.
Ta Nasza Pani czysta ¶wiêta,
proz± poezji darem jasnym,
w poemat szalu owiniêta,
ma dla ka¿dego wierszyk w³asny,
Malarz
Nie kryje ¿adnych s³ów i znaczeñ
ani intencji nieba piek³a,
a tak¿e prawdy co t³umaczy,
czy te¿ m±dro¶ci gdy wyrzek³a.
Ten wiersz siê z liter i nie sk³ada
lecz z samych rymów i linijek,
gdy rym o ¶mierci opowiada
linijk±, która jeszcze ¿yje.
Ta Pani zawsze jest i by³a.
Nad ziemi± czuwa od wiek wieków
by wiersz nim skryje go mogi³a
móg³ w samym tworzyæ siê cz³owieku.
Filozof
Przez ca³e dzieje od pocz±tku
ta wró¿ka Pani tajemnicza
w drodze historii i wyj±tków
postaciom twarzy swej u¿ycza.
To u niej dusza poparzona
na zawsze chcia³a by siê schowaæ,
aby przytuliæ siê do ³ona.
Malarz
Lecz wprzód siê musi wyprostowaæ
i do linijki swoich znaków,
co zapisane s± na niebie
przy³o¿yæ g³osy kwiatów, ptaków,
które pod drzewem i na drzewie.
A wtedy prawdê s³ów w milczeniu
kiedy dobiera wiersza rymy
wilgotn± ros± na kamieniu
obliczem ¶mierci zobaczymy.
Poeta
Nie bój siê, nie a¿ straszna taka,
jak straszne mo¿e byæ, co proste.
Dziewczyn± jest, kiedy ch³opaka
wo³a by szed³ zerwanym mostem
Ona po drogach per³y gubi
gdy¿ w norê wpadn± i królika.
Jasna dla tego, co j± lubi,
a ciemna temu co unika.
Prosimy zatem Pani± Nasz±
by w dobrej rady s³ów demony,
co czarn± per³± ¶mierci strasz±
sypnê³a wierszy jasnych dzwony
*
AKT II
Dziennikarz
Chmura przeci±ga siê w po¶cieli,
zaraz dzieñ nowy siê zaczyna,
kipi puszyste mleko bieli,
w¶ród ¶pi±cych domów miasta Nenagh. (czyt. Nina)
Miêdzy jeziorem a kopalni±,
gdzie dawniej o³ów w skale kuto,
dachy ulicy ptaki karmi±
i cienie kroki mierz± butom.
Kamienny ko¶ció³ neogotyk,
naprzeciw szko³y sióstr zakonnych,
który z metalu grodz± p³oty
za¶ brama, jakby z wie¿ obronnych.
Tu¿ zaraz obok kolumnada,
tympanon wsparty na cokole,
i werdykt s±du w dzieǹ zapada
noc± historii ucz±c w szkole.
Literat
Klasa szczególna chude twarze,
nêdzne koszule nogi bose
i tylko wzroku ka³amarze
w decyzji s±du krêc± nosem
Na lekcje, która jest rozpraw±,
noc w noc przychodz± duchy z dala
z ca³ej Irlandii gêst± ³aw±,
gdzie jasny wyrok cieñ zapala.
Poeta
Przez sto piêædziesi±t lat patrzy³y,
czasem, co patrzy bez zdziwienia,
jak im kartofle w polu gni³y,
a ludzie marli bez jedzenia.
Umrzeæ, normaln± rzeczy drog±.
Choæ ¿ycie te¿ siê na co¶ przyda,
lecz zjawy odej¶æ st±d nie mog±
nim sprawiedliwo¶æ wyrok wyda.
Temida jednak powiedzia³a,
¿e s±dy wieków nie s± dla niej,
by grupa osób siê uda³a
gdzie wiersze, papier i pisanie
Malarz
Problem w tym tylko, ¿e w pamiêci
¿ale w zanadrzu mrocznym skryte,
hurmem demony ró¿ne nêci
pomiêdzy m³otem a kopytem.
Poeta
Wybra³y w koñcu delegacje,
ta siê sk³ada³a z samych dzieci
aby znalaz³a czyst± racje,
i puste serca im o¶wieci,
Dzieci razu polecia³y
do Limeryku sk±d limeryk
i z panem Learem rozmawia³y
jak uj±æ s±d pojêciem „szczery”.
Literat
I braci znale¼æ siê uda³o.
zabitych w kruchcie przez ¿o³nierzy,
w opactwie, które kiedy¶ sta³o,
gdzie ma³e miasto Nenagh le¿y.
Bracia ci d³ugo siê modlili
do Pani Naszej, by przyby³a
i z wiadomo¶ci± powrócili,
która w wyrocznie siê zmieni³a.
O tym, ¿e co noc bêd± siadaæ
w ³awkach przed s±dem, tam gdzie szko³a.
Ró¿ne jêzyki maj± badaæ.
czym jest mianownik a czym wo³acz
A sprawiedliwo¶æ zamiast s±du.
zwolni im wtedy los z obrêczy,
gdy chwasty, co z dalekich l±dów
stan± siê wzorem kwiatów têczy
Malarz
Có¿ przepowiednia znaczyæ ma ta
niezrozumia³a i nie jasna,
skoro to kwiaty rosn± w kwiatach
chwastów natura chwastom w³asna?
Ale ju¿ trudno niech tak bêdzie
i duchy lekcje odrabiaj±.
Mundurki szkolne morwa przêdzie
z jêzyków, które pismo maj±.
Poeta
Nauczyciele bardzo znani
palcem wskazani z samej góry
m±drzy. uczeni, szanowani
mistrzowie piór literatury.
Po d³ugich latach, gdy ksi±g wiele
przejrzano, która o czym mówi
raz wyj±tkowo bo w niedziele
z wyk³adem przyszed³ stary Tuwim.
Musia³ nast±piæ jaki¶ b³-êd
jak pisa³ duszek gdy siê j±ka³,
gdy¿ w³a¶nie wtedy by³ weekend
gwarem szumia³a wieczna ³±ka.
Malarz
Jednej osobie jak do brata
Tuwim o wierszach, prawi³ wyk³ad
a w tym o polskich, w³asny, kwiatach
i ca³a gwarno¶æ ³±ki znik³a..
Ducha nadziei przed obrazem
znów pojawi³a siê po³owa,
¿e co¶ wyja¶ni siê tym razem
bo kwiaty z³a ju¿ odchorowa³.
Tuwim jakby dzieñ chwa³y nasta³
tak przepowiedni± by³ wzruszony
bowiem ju¿ zacz±³ wiersz o chwastach
pisaæ, w zamiarze nie skoñczony
Bardzo siê martwi³ w tym zapale
gdzie jedno z drugim i jak ³±czy
¿e przecie¿ musi kto¶ siê znale¼æ
kto wiersz odszuka i zakoñczy
*
Malarz
Ju¿ noc, parapet, kufle trzy
Firanki, kwietna l¶ni zas³ona.
W p³ótna obrazów miasto patrzy
jak w tremo dama lub matrona.
Na ¶cianach dwa pajace wisz±,
a trzeci siedzi pod kominkiem.
Lalki ubrane stroju cisz±
i zakurzonym odpoczynkiem.
Kuchnia w pó³mroku stó³, lodówka.
Szafki, gdzie prawie nic ju¿ nie ma.
W zeszycie zapisane s³ówka.
Malarski koñczy siê poemat.
Poeta
Nie zapala³em niby po co
przej¶cie znam niczym na spowiedzi,
gdy nagle patrzê ciemn± noc±
w kuchni, za sto³em duszek siedzi,
Sheimus, gdy¿ Szejmus mia³ na imiê
przyszed³, bo motyw mia³ i basta.
Prosiæ bym pomóg³ mu jedynie
odszukaæ wiersz o polskich chwastach.
Najlepiej ¿ebym kogo¶ znalaz³
by móg³ dokoñczy³ go od razu,
tym bardziej, ¿e dwie rzeczy naraz
lepiej siê pisze do obrazu.
Szkoda mi by³o tych biedaków
gdy jeden z drugim pokutuje.
Niech bêdzie chleb dla g³odnych ptaków
Trudno, najwy¿ej…. niech spróbuje.
Tym bardziej jutro. Wrzesieñ, pierwszy.
Ksi±¿ki na pó³kach, tekstu w±tek.
Dobry jest do pisania wierszy
i dobrze wró¿y na pocz±tek.
*
Pani wo¼na
Kasztany kwitn±, zaraz szko³a.
W parku ³upiny rozgniecione.
Jedno przez drugie-kasztan- wo³a,
a reszta biegnie w jego stronê.
¦miechy, gwar, krzyki bieganina.
Migaj± kurtki, swetry buty.
Na ³awce ch³opak i dziewczyna
w¶ród li¶ci ptaki nut i druty.
I znowu jaka¶ wa¿na sprawa
gdzie¶ kto¶ siê zabi³ , kto¶ przyjecha³
i o pieni±dze wielka wrzawa
lub z przestawionych s³ów uciecha
Pani Sekretarka
W ³awkach usi±dzie klasa pierwsza,
a pani b³êdów nie wybacza.
Zdanie w kolejnych stoi wierszach
i ka¿de s³owo co¶ oznacza.
Raz powiedziane niczym kamieǹ
wrzucony wierszom do ogrodu.
Nie wa¿ne, mo¿e byæ przez ramie
albo na boki lub do przodu.
hop, byle dalej i niech leci
i tak daleko jak to da siê.
Najlepiej w górê ¶miech i dzieci
kamieñ, zadanie. Cisza w klasie!
Dziennikarz
A te kamienie kto¶ porywa
ubiera w listy piêknej mowy
i po imieniu rzecz nazywa
le¶nym wystrza³em z ty³u g³owy.
S± potem kwiaty ³zy i wiersze
pamiêæ, co nigdy nie zaginie
wieñce sk³adaj± klasy pierwsze
i ch³opak szepcze co¶ dziewczynie
Ona siê ¶mieje i nie s³ucha
rêkê wstrzymuj±c uniesion±,
kiedy on w zdaniu ni¿ej brzucha
s³owem powraca w wymarzon±
Kominiarz
Zobacz bociany przylecia³y,
gdzie rzeka liter kre¶li znaki,
a pierwsze klasy siê wybra³y
podziwiaæ krowy i cielaki
Sprzedawczyni
Jeszcze rysunek dom i chmurka,
bo mama tak¿e chce zobaczyæ,
jak dobrze uczy siê jej córka,
co mo¿e dobrze s³owo znaczyæ
Kleryk
A tata nie ulega kwestii,
jest z³y, gdy¿ nie chcia³ kupiæ kotka
i stoi wiêc po stronie Bestii
straszna go kara za to spotka.
Z kolei ciocia na ten przyk³ad
dobra, gdy¿ ³adnie siê ubiera.
Studiuje, lecz zarwa³a wyk³ad,
aby pój¶æ z mam± do fryzjera.
Dozorca
Wcieleniem z³ego i potwora
s±siadka zaraz obok z klatki,
ta zamiast le¿eæ, gdy jest chora
z rakiem na twarzy d¼wiga siatki.
Kleryk
Dobro i z³o jest oczywiste.
W ko¶ció³ku znaj± rzecz najlepiej.
Wszystkie intencje tam s± czyste
i prawdê bierze siê jak w sklepie.
A z tak± prawd±, któr± ma siê,
w szkole i w domu jest wygodnie
i mo¿na paradowaæ w klasie
gdy siê za³o¿y nowe spodnie.
M³oda dziewczyna (przebrana za pierwszoklasistkê)
Dlatego ka¿dy widzi ju¿, o!
¿e moja mama jest bogata
i czuwa nad ni± anio³ stró¿, no!
a nie tam jaki¶ g³upi tata
Najwiêcej prawdy w mediach drzemie
tu trzeba przyznaæ racje mamie,
i gdy co¶ widaæ z obja¶nieniem
zaraz wiadomo, ¿e nie k³amiê.
Tu nudne z ksi±¿ek szkolne danie
na li¶cie pani wymienione
mo¿na ogl±daæ na ekranie
i szybko lekcje mieæ zrobione.
*
Malarz
Na dworze plucha psia pogoda
wiêc dachom z nosa leci katar.
Do spania zbiera siê przyroda
i têtnem wiatr jej plecy natar³
Na szary pomnik go³±b siada³
powoli bia³e piórko spada….
Pijak
Sk±d wytrzasnêli tego dziada,
zobaczmy kto Mi-ckie-wicz Adam
Ju¿ nic nie maj± do roboty
i taki pomnik, niez³a draka.
za to, ¿e zrobi³ jakie¶ gnioty
badziewne filmy o Krzy¿akach.
Wszystko to takie byle jakie,
i tylko jeden aktor zdrowy
co w jednej czê¶ci by³ Kozakiem,
a w drugiej broni³ Czêstochowy.
Malarz
Blask jezdni mokrej, srebrna ³uska
odbita lini± opon w chabrze
gdy siê asfaltem toni pluska
jak wyrzucona ryba na brzeg,
Poeta
Zacina m¿ysty kapu¶niaczek.
„Wysokie drzewa” w strugach mokn±.
Ju¿ dzi¶ nikogo nie zobaczê
O! w³a¶nie Staff zamyka okno.
Rzecz wcale nie jest taka ³atwa
i gdzie ja teraz siê podzieje.
Literat
Na pasach tn±c czerwone ¶wiat³a
po ziele id± dwaj Macieje.
Poeta
Lecz chyba dam ju¿ za wygran±
im te¿ ten deszcz zawróci³ g³owy.
Literat
Ci, zamiast udaæ siê na siano
przez chru¶niak poszli malinowy
Malarz
Bok ¿ó³ty chmury postrzêpiony
w zielonym p³aszczu i z kapturem
gdy jedn± nog± przez neony
opiera siê przez drug± chmurê
Pani Nauczycielka
Pod filarami, gdzie ksiêgarnia,
w zamkniêtym sklepie jubilera
„Profesor Tutka” siê ogarnia
a „¯ona Wacia” siê przebiera.
W podwórku kwiaty i firanki
i wózek co siê mo¿e przyda,
pachnie cynamon obwarzanki,
rzucono kamieñ w okno ¯yda
A niedaleko obok chaty
dzieciaki czyszcz± szkapê chud±.
Lejzorek Rojsztfanc piegowaty
biega czupryn± ¶wiec±c rud±
Malarz
Przesta³o padaæ s³oñca guzik,
tapety b³êkit wyj±³ z teczki
i fioletowym mg³om da³ buzi
ró¿em ciapkanym w baraneczki.
Pewnie prozaik by tak uj±³;
„Podobnie robi± to dziewczynki
gdy od niedawna siê maluj±
i zostawiaj± ¶lad od szminki”
Nagle siê robi smutno cisza
jezioro zachód, zorze w blasku,
gro¼nej têsknoty ciemny liszaj
mroczna sylwetka na obrazku.
I znowu trwoga krwawych niedziel
po bruku sypi± siê klawisze
genera³ Bem w orszaku jedzie
struny zerwa³y siê na cisze
. Poeta
Lecz co to huki? Taniec? Granie?
Jasiek z Chocho³em w drzwiach siê ¶ciska?
Chocho³
Jeszcze takiego mi³e panie
Nie mia³ nikt na wsi weseliska
*
Ch³op
Gdzie tu z tym sto³em? Co wesele?!
Czyje tym razem? Jacy go¶cie
i ¶wiat³a pal± siê w ko¶ciele?
O!.. ¶nieg ju¿ pada… za próg pro¶cie.
Szerzej otwórzcie! …Nie po ¶cianie!
Ale olbrzymie!, Dzielne zuchy!
Tam j± postawcie! A przybranie?
Harcerz I i II
S± bombki, lampki i ³añcuchy
Harcerka i Harcerz III
Z drogi!..
Ch³op
A gdzie z tym? S³oma ? Siano?
Harcerka
Aa! staropolskim obyczajem,
w wigilie, w rogu stóg stawiano
co siê go potem krow± daje.
Harcerz I
A kto do lasu ze mn± jedzie?
Ch³op
….jeszcze odpukaæ co¶ siê stanie!
Harcerka
Tradycja mówi, ¿e na przedzie
nim siê op³atkiem nie prze³amie,
trzeba wysypaæ ptakom ziarna.
Zwierzêtom le¶nym pasze rzuciæ,
gdzie ostêp dziki skrywa czarna
noc i rzucaj±c siê odwróciæ.
Gdy¿ tego dnia to wilki nawet
zaj±com mówi± nasza wina,
a lisy z kaczk± skubi± trawê,
gdzie tego pamiêæ nie wspomina.
Harcerz II
Obrusy!?
Gospodyni
…Bia³e? Mam tu w szafie
O rety!!! Wierszem zapisane
Jak to siê sta³o? Nie potrafiê….
¦wie¿o uprane, prasowane!
Harcerka
Talerze, garnki ,talerzyki
widelce ³y¿ki oraz szklanki.
Gospodyni
Jakie¶ siê znajd±….
Ch³op
……lecz muzyki
brak.. ale kto¶ jedzie. Kulig?! Sanki?!
Harcerka
Patrzcie! Kapela to krakowska!
Harcerz I
Jankiel i Janko muzykanci.
Harcerz II
Irlandzka, ¶l±ska i ¿ydowska
Jest ksi±dz dobrodziej. Ministranci.
(wraz z nimi wchodz± postacie z literatury polskiej)
Ch³op
Witamy nisko w progi nasze
Dzisiaj wigilia, proszê siadaæ.
Mamy rodzynki, mak i kasze,
karpie przynios± od s±siada.
Wojski
Nie trzeba Wojski ju¿ podaje
Barbara z Jagn±, panie mi³y
dworskim i ch³opskim obyczajem
sut± kolacje nam sprawi³y.
Jagna
Dzi¶ nasze ¶wiêto ów dzieñ, który
wszêdzie to samo ma znaczenie.
Poeta
Niech ¿yje ¶wiat literatury
dom, ró¿a woda, las kamienie
Literat
Tu Wojski patrzy³ na Barykê,
który z Boryn± dyskutowa³
gdy¿ wpadli w dziwn± politykê
obaj nie mog±c doj¶æ do s³owa
Na to podchodzi subiekt Rzecki.
Rzecki
…na chwile tylko!, Zaraz znikam.
No proszê Pañstwa, co za kiecki
i te przebranie polityka.
Szopka jest nasza zawsze by³a
Szopka to ¶wiêto¶æ. tajemnica
To rzecz, gdy jeszcze siê nie ¶ni³a
dla nich jest cyrk oraz mównica.
Poeta
O !ja nie mogê niemo¿liwe
Co? Jak? Dlaczego? Os³upienie?!
Postacie z ksi±¿ek chodz± ¿ywe
to raczej ..chyba urojenie.
Rachela
Szopka jest domem Naszej Pani
Literat
mówi Rachela , która obok
sta³a,
Rachela
…….bo szopka by³a za nim
na niebo pierwszy wp³yn±³ ob³ok
Sêdzia (do Poety)
Tu w³a¶nie trafi³ pan do szopki.
Takiej prawdziwej nie satyry
gdzie siê nie zmienia ¿adnej kropki
wierszy, linijek, strof czy liry.
Bogumi³
Niech pan zrozumie dobrze teraz
Szopka jest miejscem, w którym nicie
koñcz± siê w chwili, gdy umierasz
gdzie mo¿na widzieæ ca³e ¿ycie
Szopka jest by³a oraz bêdzie
nie tylko szopk± dla rodzaju,
ca³e istnienie zawsze, wszêdzie
ma wspóln± szopkê drzwi do raju.
Barbara
B³ysk, wej¶cie, wyj¶cie, kolêdnicy
Tam nikt nie siedzi ani le¿y
a tylko w wielkiej tajemnicy,
co¶ gdzie¶ odwa¿a, kroi, mierzy.
Nie da siê wiedzieæ nazbyt du¿o.
Nie wiele zreszt± ujmie mowa.
Szopka jest miejscem przed podró¿±
niespe³nionego w wieczno¶æ s³owa.
Poeta
Mam! chwasty , co nie maj±…
Jak? Nie rozumiem tego zdania,
¿e niby chwasty umieraj±
w wieczno¶æ swojego umierania.
Literat
Nagle pojawi³ siê ksi±dz Robak.
Ksi±dz Robak
Powa¿nie nad tym siê zastanów.
Jako duchowna tu osoba
pozwolisz, ¿e wy³uszczê panu….
*
Literat
Lecz za nim zd±¿y³ ju¿ w podskokach
rej wodzi Margot roze¶miana.
Margot
Mazura! Dalej! Kazaczoka!
Dzisiaj na balu u szatana.
Literat
Wot pajechali jednym s³owem
i szopka w tym momencie znik³a
tylko Behemot z Korowiowem
na dachu s³omê w szkaplerz wik³a
¦nieg znowu zacz±³ gêsty padaæ
domy pod okna, a¿ zawia³o
kiedy Mistrz w ³ó¿ku odpowiada
za ludzi, którym zawsze ma³o.
Woland
A tu jeste¶cie!
Literat
–rzecze Woland.
Woland
Wiedzia³em, ¿e to wasze sprawki
¯aden was przecie¿ nie z przedszkola,
ale lubicie swe zabawki
To wasz, znalaz³em elementarz?
Znowu wam posz³o bardzo ³atwo.
Korowiow
Normalne, Nikt nas nie pamiêta.
Behemot
Bo my gasimy tylko ¶wiat³o.
Woland
Spójrzcie! Tu Ala ma kota
Tu las i Ola i dom lali.
£adna i m±dra to robota
dla tych, co kiedy¶ go czytali
To Ala, kartka lekcja na niej,
która powoli siê obraca.
Papier, atrament, ³awka, pani
dzieñ, noc czytanie ¶mieræ i praca
Czy kto¶ z was widzi wy¿sze racje,
¿eby ten ¶wiat w pamiêci trzymaæ?
Na boku jakie¶ adnotacje
by nigdy go nie zapominaæ?
Azzasello
S± ró¿ne s³owa, ma³e du¿e,
takie co mieszcz± siê do s³ówka.
Historia, pañstwo, g³owa w murze
lub szko³a lekcja czy kartkówka.
To tylko s³owa nic poza tym.
Drobne pieni±dze i wydatki
Przyzwyczajenia, stare graty
W oknach doniczki, a w nich kwiatki.
Las oraz drzewo, które ro¶nie.
Niczyja wielko¶æ w tym czy wina
Deszcz je podlewa, potem so¶nie
robak siê w¿era, wiêc j± ¶cinam.
Czy wy my¶licie, ¿e w jêzyku
mi³o¶ci±, wol± lub ze strachu
prawda utrwala w pamiêtniku
dzieje narodów, gdzie¶ na dachu
Po³ó¿cie sobie to w rozumie
Przypnijcie zaraz przy orderach,
¿e trwaæ to mo¿e ten co umie
chce umrzeæ oraz sam umiera.
Woland
Czy kto¶ z was s³ysza³ ³otry moje
o kim¶, kto bez têsknoty wiecznej
albo nie szepta³ imiê swoje
przy murze prawdy ostatecznej
Behemot
¯yæ to nie sztuka zawsze chce siê,
ale umieraæ znacznie gorzej
W domu, na polu, w górach, w lesie.
Wszyscy siê modl± pomó¿ Bo¿e.
A gdy siê nagle robi nie tak.
Jakby¶cie ciê¿ar wielki nie¶li,
zawsze siê znajdzie pstry poeta,
który wymiary boskie kre¶li.
Teraz to sprawa ca³kiem inna.
Teraz to macie spokój duszy.
Korowiow
¯ycie igraszka wrêcz dziecinna
i nikt ju¿ z domu was nie ruszy
Chor±gwie, pie¶ni i obrazy,
id± w procesji tak dostojnie.
Policzki rozpalonych twarzy
i dla ojczyzny ¶mieræ na wojnie.
Woland
Lecz trudno jest byæ t mi³y panie,
wierszem gdzie prawdy nikt nie g³osi,
który swym w³asnym umieraniem
Klecisz zostawiasz i podnosisz
To ju¿ nie moja rzecz w tym siedzi.
A kysz duszyd³a, precz zebrani.
Gdy kto¶ chce wiêcej siê dowiedzieæ
bierze kierunek „Nasza Pani” !!!
*
Papkin
Hola! Czy kto¶ tu jeszcze ¿yje!
A mo¿e czarci wszystkich wziêli?
Najlepiej czego¶ siê napije
gdy¿ Papkin zawsze siê weseli.
Zag³oba
Masz racje spocznij waæpan. Miodu?
Czasy s± dzisiaj niespokojne,
Papkin
A mo¿e poszli do ogrodu?
D³ugo ju¿ pan prowadzisz wojnê?
Zag³oba
A bêdzie tego nawet sporo
Szwedzi, Kozacy. Pan siê nie bój
tak ³atwo diabli te¿ nie bior±.
Zag³oba pludry zdaje niebu.
Zawsze siê z biedy wykaraskam.
Od czego fortel, przyjaciele.
O jeszcze szablê mam od Paska!
Na pewno wszyscy s± w ko¶ciele.
Papkin
Ci…. s³ychaæ granie, ju¿ wracaj±?!
Zag³oba
Nalewaj wa¶ci, bo wypij±.
Musze siê wa¿nym dictum zaj±æ,
a nie mówi³em zdrowi, ¿yj±
*
Kordian
Musicie pañstwo siadaæ sami.
W miejsce ¶rodku ma byæ puste.
Op³atek dzielmy z s±siadami
Zaraz podadz± barszcz, kapustê.
W imieniu Wró¿ki ,Naszej Pani
Ja Kordian pij±c wstrzemiennego
¿yczê wam moi tu zebrani
zdrowia i szczê¶cia najlepszego.
Wojski
Muzyka!, Dalej! Gdzie muzyka?
Niech jakie¶ wspólne zabrzmi± tony
gdy chrz±szcz z cykad± w trzcinach cyka
albo w litanii pochwalony
Gospodyni (do Poety)
Pan pewnie pierwszy raz u wró¿ki
zawdy tu bardzo mi³o przecie?
(zwracaj±c siê do ¦limaków)
Próbowali¶cie z karpia nó¿ki
albo inaczej w galarecie?
¦limak
My tu ze staro stare kunie
wolnygo miejsco jus tu nimok.
¦limakowa
£uspokuj siê pan nie rozumie!
¦limak
Jo prosty chop zwycojny ¦limak.
Wokulski
Przepraszam to od Naszej Pani.
Poeta
W czym nowa kroi siê zadyma?
Wokulski
Powiada, ¿e to wa¿ne dla nich
Poeta
Stracone dzie³a ? Wiersz Tuwima?
Wokulski
Chce jeszcze spotkaæ Izabellê
O jak¿e to wspania³a postaæ.
Czy jeszcze kiedy¶ siê o¶mielê.
Patrz±c ob³êdu mo¿na dostaæ.
Poeta
Co? Chwasty polskie ? , Niech ja skonam.
Na boku si±dê i przeczytam,
Strona zak³adk± za³o¿ona.
poczciwa wielce z niej kobita
(poeta siada i czyta na g³os)
*
A chwasty polskie, jak wiadomo
wi±zaæ w bukiety nikt nie bêdzie,
ani przenosiæ w utêsknion±
gdy¿ mog± rosn±æ zawsze, wszêdzie,
i choæby nawet przysz³o polec
w jakim¶ nieznanym, obcym ¶wiecie
ni¿ nasze dole i niedole
lepszej historii nie znajdziecie.
Niechaj nam pro¶ba z oczu jasnych
piorunem bije wielkim dzwonem
o chwasty w kszta³tach my¶li w³asnych
w ogrodzie ¶wiata zapalone,
Wiêc nie p³acz matko wci±¿ za nami,
¿e ci siê dzieci, gdzie¶ zagubi±
w duszy bêdziemy Polakami,
nawet gdy robi± to co lubi±.
(tekst wiersza podejmuje chór ¶piewaj±c)
A chocia¿ bólu dren siê wwierca,
¿e ju¿ tak musi byæ tym razem.
Na drogê kwiaty daj nam serca
i lêk co bêdzie drogowskazem.
Ten lêk g³êboki w niepewno¶ci,
w ciemno¶æ patrz±cy jasnym wzrokiem,
kiedy przywitaæ przyjdzie go¶ci
lub z samotno¶ci ¿yæ wyrokiem
Gdy¿ naszym domem i pokojem.
jest pytaæ siebie, dok±d teraz?
Co znaczy swoje i nie swoje?
Co dzieñ nam daje i zabiera?
I mo¿e by¶my tak kochana,
siedli za sto³em przy obiedzie.
Nie wspominali czyja rana.
¬le nie mówi o s±siedzie.
W wierszu schyleni nad robot±,
który przerabia nas w anio³y.
diabe³ koronê daje z³ot±
na ¿ycia losów krêtych szko³y.
I niech by nam siê jako¶ ¿y³o,
a je¶li nawet nie, to co tam,
ka¿demu by³o, lub nie by³o
mo¿e siê nalaæ w uszy b³ota.
Tak wszystko razem i nic wiêcej
ró¿± zakwitnie w proch na grobie
gdy gwiazdy wezm± siê za rêce
by zaraz znikaæ w pustym s³owie.
Moc s³owa nie jest pe³ni± znaczeñ
gdy opowiada nam o niebie
lecz tym co pragnie ¿yæ inaczej.
Jak? Tego samo s³owo nie wie.
I kiedy nawet wszystko minie
by przed wieczno¶ci stan±æ bram±
w s³owie bez znaku nie zaginie,
bo nie wie o czym mówi samo,
W poczuciu g³êbi, ¿e ojczyzna
s³owem bez s³owa jest i tre¶ci
i w niepewno¶ci doñ siê przyznasz
gdy nic i wszystko w jedno mie¶ci.
Nigdy i nigdzie oraz wszêdzie
ptaki do gniazd lec±ce nowych,
na skrzyd³ach czasu, który bêdzie
w prawie wyrokiem nam surowym.
Mimo ¿e ciemno¶æ ch³ód zagarnie,
a blada nico¶æ ziemie orze
to ka¿dy w³asn± ma latarnie,
któr± zapaliæ zawsze mo¿e.
Tak niech nas kusz± cuda ¶wiata
do wielkich rzeczy, których nie ma
i nad poziomy niechaj wzlata
ka¿dego losów zwój, poemat.
A nawet je¶li ciê przestraszy
groza rozmiaru lub negacji
cisza pamiêci bêdzie naszym
wierszem milczenia g³uchej racji
St±d nasza mi³o¶æ i nadzieja
w brylantach tronów i korali
niech nam niczego nie przemienia
aby¶my lepiej umierali.
¦widryga (do Midrygi)
S³owa to tylko obietnica
z my¶l± by stawiaæ trwa³e wie¿e
wpatrzona w blad± toñ ksiê¿yca
w mowie o prawdzie i ofierze.
Ksiê¿yc ze s³oñcem siê przeplata
prowadz±c dzieci na pustynie
wierszem zbawienia tego ¶wiata
który na wieki nie przeminie.
Midryga
Nas, którzy dobrze o tym wiemy
wieczno¶ci ¿adnej woñ nie skusi
lecz mimo wszystko tam pójdziemy
gdy¿ zapisane staæ siê musi.
Có¿, wiara choæ pokornie czeka
kiedy proroctwo suknie mierzy
jest tym co ci±gnie w ni± cz³owieka
kiedy w jej s³owa nie uwierzy.
¦widryga
Mowa jest prosta, gdy chce znaczyæ
gdy pokazuje, ¿e wci±¿ ¿yje
ale tragedii i rozpaczy
nawet milczenie nie ukryje.
Na nic nam mowy blasków mika
co g³owy chyli przed znamieniem.
kiedy w zdarzeniu was przenika
i nie przestaje byæ zdarzeniem.
Midryga
Najwiêkszy demon z ³aski bo¿ej.
On w pustej studni siê zagrzebie,
gdzie kraje serca ostrym no¿em
aby nie mog³y widzieæ siebie.
Poezjo ! Matko z majestatem
trwaj±ca wiernie przy mi³o¶ci
rz±dzisz i p³aczesz wci±¿ nad ¶wiatem
by mogli kochaæ ludzie pro¶ci
¦widryga
Ale z opieki i prostoty
bezmó¿d¿e chamstwo siê wynurza.
Cyniczny idol, cielec z³oty,
który ³onowe zaj±³ wzgórza
Nie stój wiêc d³u¿ej przy kamieniu
z którego cieknie gorzka wina
gdy¿ wierno¶æ wiary w zapomnieniu
sama siê sob± przypomina,
za¶ tego nigdy siê nie zgadnie,
gdzie, w jaki sposób i u kogo,
sen uczciwo¶ci wzejdzie na dnie
i jak± ¿ycia pójdzie drog±,
Midryga
Dlatego uwierz, nie na s³owo
lecz przez tymianek, chmiel i rutê
¿e nie w tym kochaæ by na nowo
odnawiaæ grzechy i pokutê
Wiemy, ze skromno¶æ. zwiewna, cicha
babiego lata nitki moczy
za to drapie¿na chytra pycha
widmo sukcesu wciska w oczy.
¦widryga
To nic, ¿e id±c nasze kroki
za my¶l± biegn± i w spojrzeniu
które próbuje dom wysoki
w jêzykach zamkn±æ i zdarzeniu
Nie p³acz nad jednym ani trzema
ani nad ziemi chwa³± w niebie.
Tam w³a¶nie jeste¶ gdzie ciê nie ma
gdy wszystko wiedz±c nikt nic nie wie.
Poeta (¶piewa)
A polskie drogi ojców, dziadów
porozrzucane w ró¿ne strony
i puste krzes³a do obiadu
lufcikiem na dwór uchylonym.
Jaki¶ telefon, jak tam leci.
Co u was s³ychaæ, jak siê wiedzie?
Porozsiewane wiatrem dzieci.
Puste talerze przy obiedzie
Po co zadajesz wci±¿ pytanie
czy aby wszystko dobrze robie?
Nie bêdê nic przysy³a³ mamie
jak tylko mówisz o swym grobie.
Tymczasem tata jest ciekawy
czy ju¿ zwiedzi³em okolice?
Jak za³atwi³em swoje sprawy
i co tam panie w polityce?
U nas zwyczajnie, dom i praca.
Zakupy, dzieci ¿ona sprz±ta
i gdy zmêczonym siê powraca,
ju¿ zaraz robi siê dziewi±ta.
Je¶li s±dzicie, ¿e my wiêcej
co¶ mo¿e wiemy o ogrodach
Chyba ¿e tyle co piosence
chwile odwagi d¼wiêkiem dodam.
(poeta koñczy czytaæ wiersz i mówi sam do siebie)
Wszystko? Niewiele. Dobre i to…
Przypadku nikt siê nie spodziewa.
Jan Bohatyrowicz
Do³ó¿ pszenice, owies, ¿yto,
jezioro, wzgórze, lasy, drzewa?
Czy co¶ siê sta³o pan zmartwiony?
Zmêczeni drogi przeszli kawa³?
Nie mog± znale¼æ sobie ¿ony?
A mo¿e bawi± siê w Gustawa?
Bohatyrowicz Jan. Pan zna mnie?
Pisa³a o nas Orzeszkowa.
Nie ¿adna chytra ma³pa w wannie
Nad Niemnem. Ciep³o brzmi±ce s³owa
Pan siê nie trapi wiersze p³yn±
korytem troski i uniesieñ,
z wiosna, jaskó³k± i dziewczyn±,
a koñcz± gdy przychodzi jesieñ
Ich kszta³ty barwy i kolory
jak li¶cie, niebo, pies czy zaj±c
bardzo realne gier pozory
najbardziej wtedy gdy znikaj±.
I¶æ trzeba chocia¿ g³ucho wszêdzie…
(staje i rozgl±da siê wokó³)
Zupe³nie mi wypad³o z g³owy
za chwile wró¿ka tu przybêdzie
a pan jest go¶ciem honorowym
Poeta
Niby dlaczego?
Jan Bohatyrowicz
Zwyczaj wst±¿ek
Ten kto w wigilie, na zebranie
pierwszy on raz ma obowi±zek
trzy razy wró¿ce daæ pytanie
Poeta
Chyba postawiæ ?
Jan Bohatyrowicz
Pan ¿artuje
Pytania daje siê w prezencie
Ono nie stoi lecz nurtuje
lata i wierci siê na piêcie
Odpowied¼ siedzi ju¿ w pytaniu
które gdzie¶ kiedy¶ i na moment
znikaj± w zdania zamykaniu
tym jak dalece nieskoñczone.
Twoje pytanie, moja rada
tkwi± w gêstej odpowiedzi na nie
natomiast wró¿ka odpowiada
lustrem powierzchni przez pytanie.
Poeta
Tak wiêc logicznie panie Janie
to nie ja daje ale wró¿ka
ka¿demu zatem siê dostanie
zerwane rajskie dwa jab³uszka.
Jan Bohatyrowicz
¦wiaty s± martwe w tym co ¿ywe
Logika rzecz± jest ¶rodka
kiedy konieczne i mo¿liwe
kszta³ty ma mleka oraz spodka
„Ja” ka¿dej rzeczy jest u¿yciem
ogó³ przegl±da siê w szczególe
tak jak kwitnienie pachnie gniciem
sk±d pszczo³y, plastry oraz ule.
Pytaæ nie znaczy byæ pytaniem
tylko odpowied¼ znale¼æ dla siê
Pytanie tworzy umieranie
odpowied¼ jest zawarta w klasie
Klasa z kolei to logika
Potrzebna jej wy³±cznie dla niej
Prawem z którego rzecz wynika
gdy z zewn±trz stale brzmi pytanie
I niech to ka¿dy zapamiêta
by nic nie sta³o miêdzy nami.
Klasa ma chroniæ elementarz
a nie dzienniczek z ocenami.
gdy¿ je¶li w ³apy siê dostanie,
lepiej nie mówiæ co to bêdzie.
Po klasie chod¼my na zebranie
oj g³ucho wszêdzie, ciemno wszêdzie
Poeta
A kiedy inni go zabior±?
W koñcu tak zdarza siê…czasami?
Jan Bohatyrowicz
Dlatego w³a¶nie t± ta por±
we¼ koszyk kwiatów z pytaniami.
AKT III
Go¶cie szopki
Wiwat ! Niech ¿yje! Brawo! Hurra!
Jan Bohatyrowicz
Przysz³a! No ³adnie! My, spó¼nieni
Literat
Zawsze piêkniejsza ni¿ natura
w maju odwiertów dar strumieni
przesytem tkana koniunktura.
Jak spadaj±cy gwiazd± omen
p³oszy ukryt± w dziupli sowê,
by drabiniasty wóz nad domem
stawiaæ na niebo granatowe.
W rzeki rozlana i jezioro
w podziemne wody, w nurt g³êbiny,
sk±d têcze barwy krople bior±
na krew nied¼wiedzia , sok je¿yny
I li¶ci zwojem w szum wiatraków
na partyturze harf ró¿añca
stroi rozwiany ¶miechem ptaków
bruzd z³oty kurz w porywie tañca.
Wró¿ka
Witajcie, smutni i kochani,
chwil± na chwile w zaistnieniu,
tak rozproszeni jak zebrani
przez moment w jasnym zachwyceniu.
W zachwycie prawda najcenniejsza,
gdy¿ nie przyjmuje ¿adnej racji,
a tylko k³adzie siê na wierszach
w dotyku czystej inkarnacji.
W wierszu ¿yczenie i znaczenie,
w nim urzeczenia tkwi liryka.
Omija wiarê, zamy¶lenie
istoty rzeczy nie dotyka.
Z zachwytu moc i ¶wiat siê bierze
potem o lustro jest odbite,
t± szans±, która ma nadzieje
¿e wiecznie mo¿e byæ zachwytem.
W niej wasze drogi i z³udzenia,
upadki oraz szumne wzloty
burze, napory i d±¿enia
pragnienia, ¿±dze i ochoty.
Modlitwa oto by pod górê,
i¶æ utrwalaj±c gro¼ny masyw
zapominaj±c, ¿e na chmurê
wylano krasê i at³asy,
przez co jej wiotko¶æ tak niezwyk³a
w tym ¿e przemija, gdy trwa jeszcze,
kiedy wydaje siê, ¿e znik³a,
a mimo wszystko pada deszczem.
Na dole kamieñ, ¶lad kamienia
na górze ptaki , wiatr i chmura
zaklête w ciemny czar istnienia
nie ¿adn± prawd± wzorów, która
obrazem ¿ycia w prawdzie wiernym,
gdy przekazuje lub zabrania,
ale zupe³nie czym¶ odmiennym,
obrazem prawdy umierania.
*
Kordian
O Pani Nasza w zachwyceniu!
kosz kwiatów ten dla ciebie mamy
i bezimiennie lecz w imieniu
o trzy pytania siê pytamy
Jan Bohatyrowicz
Zwyczajem wst±¿ki który s³awi
mrok, grozê chwili wiatrem nowym,
dzi¶ trzy pytania ci postawi
go¶æ przypadkowo honorowy.
*
Poeta
Pewnie herezje sens wyg³asza
przed form± tre¶æ rzucaj±c miastu
Pierwszym pytaniem Pani Nasza,
czym kwiaty ró¿ni± siê od chwastów,
Wró¿ka
Ka¿de pytanie w dobrej cenie.
Odpowied¼ prosta. Tym czym lustro,
ró¿ni spe³nienie i marzenie,
w zdarzeniu czyni±c rzecz i mnóstwo.
Có¿ mo¿na wiêcej. Nocnym kwiatem
ksiê¿yc, gdy znika i siê zjawia
i mnóstwo w ¶wiecie i nad ¶wiatem,
dziwi zadziwia oraz sprawia.
Lecz ksiê¿yc, który w kwiat zakwita
co zaraz ³atwo siê oka¿e
mnogo¶ci±, jaka w nim obfita
sk³ada siê z mnóstwa ró¿nych zdarzeñ.
I kwiaty kwitn± w takt ksiê¿yca
st±d ich têsknota gorej±ca,
chwastom za¶ nie przyznano lica
bowiem s± one dzieæmi s³oñca.
Poeta
Drugie pytanie Nasza Pani
w przyczynie mocno duchy mêczy
Choæ bezcielestnie jednak rani,
czy chwast byæ mo¿e kwiatem têczy
Wró¿ka
To nie mo¿liwe, wiêc dlatego
cudowne w woli i intencji
a niekonieczne stad niczego
dla cudu nikt nic nie po¶wiêci.
Lecz gdy rozkwita ¶piew skowronka
a potem znika w koñskiej grzywie
¿alu siê pali mleczna ³±ka
chwastem milcz±cym uporczywie.
Brzmi têtent kopyt, kark i szyja
podków diamenty, gra muzyka,
gdzie¶ w g³êbi serca czar siê wzbija
i lustro marzeñ siê zamyka.
Kwiat pozostaj±c nadal kwiatem
nasienie rodzi z³otouste,
które gdy owoc daje latem
jest ono jego w³asnym lustrem
Zachwyt dla ¿ycia sam nie ¿yje
grzmi umieraniem w tym, co ¿ywe,
lecz gdy od lustra siê odbije
jak cierñ w pragnieniu tkwi podziwem.
Wystarczy z ³uku pu¶ciæ strza³ê.
Ta w górê leci hen na niebie
i z góry widz±c ¶wiaty ma³e
podziwem sama jest dla siebie.
Nie ma ju¿ ³uku i ciêciwy,
a pêd pochwa³y, gna po strunie
i zachwyt nie umiera ¿ywy
tocz±c siê w podziw w bezrozumie.
I w uwielbieniu swego cia³a
po¿±da ³uku i ciêciwy,
a w my¶li siebie ju¿ widzia³a
sensem gdy w grobie wiecznie ¿ywy.
¯±daj±c w³adzy nad zachwytem
pakt podpisuje mocy s³owa
i si³y rodzi niespo¿yte,
by nad istnieniem zapanowaæ
Tymczasem droga strza³ i strza³y
z ³uku puszczanych od zarania
lêkiem przed którym bêd± sta³y
w otch³añ odchodz±c umierania.
W tym s³owo ciê¿ar ma i jasno¶æ,
kiedy zachwytem czas unosi
w absurdzie k³adzie siê by zasn±æ
wiar± wieczno¶ci ³ask nie prosi.
Precz lec± chwasty, koñska grzywa
znika na w³asne zatracenie
nie mog±c kwiatem nigdy bywaæ
lecz têcz± kwiatów i marzeniem.
I mo¿e, gdy siê kwiat zarêczy
z t± têcz± kwiatów losu trwog±
ich dzieci jako kwiaty têczy
powiod± duchy w³asn± drog±.
(chwila ciszy)
Trzecie pytanie? Milczy g³ucho!?
Poeta
Kiedy siê boje Nasza Pani
Wró¿ka
Mo¿esz powiedzieæ mi na ucho
przez chwile wiêc bêdziemy sami.
( do poeta szepcze co do wró¿ki)
¯ycie, raj trwoga i odwaga
Otch³añ i wieczne umieranie
Prawda i miecze, serce, waga
w wigilie nasze tu spotkanie.
s³owo pragn±ce oznaczenia,
które na wieczno¶æ zapamiêtasz,
gdy magia kryje sens stworzenia
i czarem pisze elementarz,
twoim ontycznym jest ogrodem,
gdzie moc w zupe³nym oderwaniu
wielko¶ci sadzi podstawowe
tak w zwi±zku, fakcie czy w przes³aniu
ów ogród, elementarz szopka
osobno¶æ rodzi³ lêku kruch±,
by niezale¿nie kto, co spotka
móg³ on pomna¿aæ wolê duchom.
S³owo i rzeczy, ¶wiat i wy tu,
w polu i w lesie w dziuplach, norach
dzieæmi moimi s± zachwytu
z ojca ohydy i potwora.
W soczysto¶æ dnia i bezmiar nocy
cisza milczeniem sen opowie,
wola jest moja ojca moce
toastem p³yn±c w wasze zdrowie.
(wró¿ka podnosi puchar i znika)
*
Poeta
Pani nie znikaj! Zostañ z nami
Ksi±dz Robak
Nie martw siê synu, tak ju¿ trzeba
kiedy¶ powróci, gdzie górami
bezwstydny bez³ad siê wylewa.
Wiedz ¿e nic, nigdy ani zawsze
Bóg te¿….
Malarz
A co ksi±dz takie rzeczy?
Ksi±dz Robak
Dzi¶ kiedy czasy s± ³askawsze,
przy ksi±¿ce mo¿na lub przy ¶wiecy,
usi±¶æ, rozwa¿aæ i rozmawiaæ,
g³ówn± pokus± oszala³±
mno¿yæ powielaæ i pomna¿aæ.
Ka¿demu ma³o, ma³o, ma³o.
Poeta
¯ycie jest trudne proszê ksiêdza
i nieustanne wci±¿ wydatki
fortuna to okrutna jêdza
bez przerwy nowe wk³ada szmatki.
Ksiêdzu wygodniej niema ¿ony
i oczy wznosi ku zbawieniu
Ksi±dz Robak
Ksi±dz nie od razu jest zbawiony
.ma te¿ nie jedno na sumieniu.
Nie to co my¶lisz. Ludzie mówi±
On te¿ cz³owiekiem jest i s³aby.
Ptaki niebieskie piórka gubi±
a w stawie gdzie¶ kumkaj± ¿aby.
Na drodze kurz i ¶nie¿ne b³oto
Jutro podobnie jest do dzisiaj.
Ma³a dziewczynka mówi cio to
do serca przytulaj±c misia.
¦wiat³a migocz±, mkn± pojazdy
gablot wysokich szklane wie¿e
i magnetyczn± kartê ka¿dy,
z domu wychodz±c z sob± bierze.
A nie daleko, gdzie siê boje,
nawet pomy¶leæ o tym teraz,
kryje siê przeznaczenie moje,
które do wnêtrza siê dobiera.
Chcia³oby wmówiæ mi, ¿e mogê
spokojnie zasn±æ w swojej wierze
przy tym handlowaæ Panem Bogiem
jak bank gdy procent z us³ug bierze.
Ale najgorsze w tym wra¿enie,
¿e Boga mamy zamkniêtego
do dyspozycji na ¿yczenie
chleba naszego powszedniego.
I straszna mnie ogarnia trwoga,
kiedy przychodzi kto¶ z ¿±daniem
chc±c parê kilo Pana Boga
kupiæ, gdy¿ trudne ma zadanie.
Nie wiem mój drogi, czy w godzinie,
¿ycia odwróci siê wyniki
skoro w nagrodzie, karze, winie
naprawa kwesti± jest techniki.
Spójrz, przecie¿ wiara i ko¶cio³y
nie s± by wchodziæ po drabinie,
gdzie ¿ywot wiedzie siê weso³y
a my¶l siê sama rodzi w czynie.
Lecz przeznaczeniem jest cz³owieka
demony, ogromy i istnienie.
Ono na dzie³o wielkie czeka,
które i w którym jest zbawienie.
Ja tylko z tob±… nikt po zatem…,
Nie martw o duszê siê zbawion±
na niebo spójrz w miliardy ¶wiate³,
a potem zajrzyj w nieskoñczono¶æ.
Czy ty naprawdê bêd±c szczery,
choæ fragment Boga mo¿esz uj±æ
lub wyobra¼ni± Go litery
dotkn±æ my¶lami na¶laduj±c
Wiara nie Rzym to ani ¯ydzi,
lecz ufno¶æ w lêku gdy siê skrada
Niech ci wystarczy, ¿e Bóg widzi
patrzy i wszystkich sprawy bada.
Ty ju¿ nie musisz siê dobieraæ
d³ubaæ przy zamkach lub pod progiem,
która pasuje tam litera
i w jaki sposób ona Bogiem.
modlitw pok³onów mu nie zano¶
ani ofiary mu nie trzeba
lecz zaufanie wci±¿ to samo
gdy¿ piek³o te¿ za spraw± nieba
Malarz
Ksi±dz takie dziwne rzeczy gada?
A sk±d i dok±d siê wybiera?
Mnie nawet s³uchaæ nie wypada.
Diabe³ w sutannê siê przebiera.
Chcia³by byæ mo¿e, ¿eby cz³owiek
w przepa¶cie run±³ ?- Tak wynika
By zakrêci³o mu siê w g³owie.
Zosta³ bez swego przewodnika
(Kiedy poeta wyg³asza swoj± sentencje ksi±dz odchodzi a na jego miejsce pojawia siê drugi ksi±dz)
Ksi±dz Piotr
Sk±d idê pytasz i gdzie zmierzam?
Z wiêzienia, gdzie przy Ostrej Bramie
Dusza poety i ¿o³nierza
samotnie wspiera krzy¿a ramiê.
Idê naprzeciw burz ogromów
strasznych rozpaczy i nico¶ci
i tam gdzie jeszcze nie ma domów,
za sto³em nie przyjmuj± go¶ci
Go¶cinno¶æ, zwyczaj ju¿ wypiera
Choæ zawiera³a ona si³ê,
co na pytanie siê otwiera
jak ¶wiaty widaæ przez mogi³ê.
Go¶æ jest wtargniêciem na dno duszy
Rozsypie dawny mur budowy,
¶pi±c± odwagê z postaw ruszy
Dom stawiaæ powód daje nowy.
Rzecz bowiem nie w tym kto jak s³ucha
Czy stare w nowe siê zamienia?
Ale w otwarciu siê na ducha
który demonem przeznaczenia.
Wam siê wydaje, ¿e jest taki
sposób od górnie ju¿ przyznany
co widmo grobu i robaki
w wieczno¶ci zmieni bia³e ¶ciany.
Wieczno¶ci domy nie istniej±.
Nikt ich zbudowaæ nie jest w stanie
Na gruzach prawdy wiatry wiej±
na nieskoñczone budowanie
Poeta
Jakie¶ to trudne. Mo¿e? Nie wiem
lecz prostych ludzi to przekracza.
Ksi±dz Piotr
Co ty siê martwisz. Mów za siebie.
i kijem rzeki nie zawracaj.
*
Malarz
Panie Rafale pan w mundurze?
Gdzie wojsko jedzie ?
Rafa³ Olbromski
Naprzód w drogê!!
Poeta
Na grobach kwitn± bia³e ró¿e
i dzwony bij± na po¿ogê
Ojczyzna, Honor, Bóg i Wiara
Blado¶æ nerwowe niedokrwienie.
Chór wielu g³osów ¶piewa na raz
a jeden idzie na stracenie.
Rafa³ Olbromski
Czego morale mi narusza
i ducha hart zdradziecko mami.
jak jeszcze nie by³ tam gdzie w uszach
honory czyni ¶mieræ kulami.
M±dro¶ci same nic nie tworz±.
Wiersze. poezja i wzdychanie.
Losem historii ko¶ci orz±
Wieczne niech bêdzie zmi³owanie.
G³êboki lemiesz w ziemie wnika
przewraca j± na drug± stronê
St±d w rzêdzie stoj± czasownika
czaszki na ³yso ogolone.
Literat
Gdzie¶ nagle krowa zarycza³a.
(krowa -dzia³o dalekosiê¿ne u¿ywane przez Niemców w powstaniu warszawskim)
G³os
Ratunku!!!! Ludzie!! Jezu drogi!!
Literat
Dziewczyna w gruzach, w krwi le¿a³a
z butelk± wbit± miêdzy nogi
*
(Malarz z poet± i b³aznem id± dalej)
Malarz
Panowie co tam patrz± w studnie?
(spotykaj± kilka osób nachylonych nad studni±)
Wpad³ kto¶ czy mo¿e s³owo mocy
na dno wrzucone przez po³udnie
prawdê odbija o pó³nocy?
Latarnik
¦lepiec ten z lir±, który chora³
miêdzy strunami trzyma czasu
to wieszcz jest panie, Wernyhora
on mowê ptaków zna i lasu.
Ten drugi Konrad, Kordian trzeci
m³odzi i hartem dzier¿± czyny.
Gwiazdy czekaj±, kiedy zleci
w ¶rodek mrocznej cembrowiny.
Poeta
I co tam widaæ?
Konrad
Zamêt, kierat
Duchy bezbrze¿ne, duchów mrowie,
które szukaj± winnych teraz
bo kto¶ ich przywiód³ na pustkowie
Kto¶ im obieca³ wieczny ¿ywot
w zamian za udrêczone ko¶ci.
Prawdê prawdziwsza ni¿ prawdziw±,
koniec udrêki niepewno¶ci.
Kto¶, komu¶ szczê¶cie przyobieca³.
Nagrody, ciep³e ¿ycie w raju,
a ci tymczasem jak do pieca
jedni przez drugich siê spychaj±.
Jeden drugiego na dó³ zrzuca
gdzie p³onie ogieñ wielkiej z³o¶ci
rozpaczy wytapiaj±c p³uca,
z wiary nadziei i mi³o¶ci.
I nawet ci co to nikogo
najmniejszej muchy nie skrzywdzili,
lecz wiedli ¿ywot swój ubogo
w tym ogniu piek³a strasznym byli.
Kordian
A przecie¿ z dziada i pradziada
za s³owem szli przez ¶wiête gaje
G³os przypowie¶ci opowiada³
jak bogu chwa³ê siê oddaje
jak ¿yæ nale¿y i co komu
gdzie ¶wiête pal± ogni znicze
jak chroniæ spokój swego domu,
przed boskim staje siê obliczem,
i teraz t± nagrodê bierze
za pos³uszeñstwo bogom s³owa
w których tak kiedy¶ wierzy³ szczerze
w dobrych uczynkach uszanowa³.
G³os
Niech sypia siê jak na dno trumny
posagi ksiêgi ,krzy¿e skrzyd³a
wagi, insygnia i kolumny
dzwony, o³tarze malowid³a.
Konrad
Dosyæ wystarczy mi tej ka¼ni.
Ju¿ czo³o potem mam pokryte,
patrz±c, jak w mêkach niczym w ³a¼ni
topi siê boski autorytet.
*
Stary wiarus
Ja stary wiarus wam to powiem
Nikt z was jak widaæ nie frontowy.
Paniczom tylko dzie³a w g³owie
a tu nastawiaæ trzeba g³owy.
Trzy kroki w przód i dwa do ty³u
gdy¿ tak historia siê porusza
Ko³nierz w koszuli lepiej wy³ó¿
i …Naprzód marsz! Na ramie! dusza!
(zebrani ustawiaj± siê w szeregu)
A gdzie przed szereg! Niech i w wierze.
S³ysza³ komendê? Co¶ siê ¶ni³o?
Kordian
Melduje panie oficerze
¿e Boga nie ma i nie by³o.
Stary wiarus
A kogo my¶lisz to obchodzi?
Po co chcesz m±ciæ spokój duszy
Nie znasz zasady by nie szkodziæ?
Kiedy siê we¼mie i poruszy.
kamieñ na którym wieki le¿±
i zwal± siê obronne wie¿e,
co wtedy powiesz swym ¿o³nierzom
¿e wierze w to ¿e w nic nie wierze.
Kordian
Tak w³a¶nie panie pu³kowniku.
Wszystko siê dzieje w wyobra¼ni
gdy¿ duchy, których jest bez liku
czyni± ¿e ksiê¿a tacy wa¿ni.
Buduj± ¶wiaty obietnicy
nagrody, wieczno¶æ i omamy.
Pod kluczem w wielkiej tajemnicy
zamkniête stoj± mocy bramy
Stary Wiarus
I co wam przyjdzie z tej wyk³adni,
¿e wierzysz w to ¿e w nic nie wierzysz?
Bardziej jeste¶cie w czym¶ dok³adni,
czy mo¿e co¶ siê lepiej mierzy.
Kordian
Melduje panie generale
¿e tak i nowe czasy wró¿y
bo je¶li Boga nie ma wcale
to nikt siê Bogiem nie pos³u¿y.
A nawet je¶li on istnieje
to wiara nic tu nie pomo¿e
bo jab³ko spada, gdy dojrzeje
a nie gdy wieje wiatr na dworze.
W tym sensu wiary tkwi testament
gdy¿ kanon, prawdê i potwora
kamienie tworz± i atrament
przez wyobra¼nie, lecz gdy chora,
zaczyna liczyæ ¿e przez wiarê,
Bóg zaraz s³owo zmieni w czyny
i w kotle wiary grzej±c parê
poruszy tryby swej maszyny.
lecz Bóg jest wiar± nieistnienia
co sama moc± tajemnicy,
a to co dzieje siê lub zmienia
u Boga wcale siê nie liczy.
Melduje panie oficerze,
¿e nie istnieje Bóg cz³owieka
liczby. istnienia ale w wierze,
która przez cisze siê nawleka.
Najlepiej z Bogiem, to siê rozstaæ
swoimi zaj±æ siê sprawami.
O nic nie pytaæ, ¿adna postaæ
i ¿adne módlcie siê za nami.
Je¶li kto m±dry niechaj s³ucha
a ja nie bêdê siê powtarza³
Boga oddzieliæ mi od ducha
i won mi zaraz od o³tarza.
*
Latarnik
Kordian ma proste rozwi±zania
Musztry. Komendy. Gór± nasi
Najlepiej g³osi siê kazania,
a potem wszystko siê kitwasi.
A niechby nawet! Skok i runie
w odch³aǹ bagnetów naje¿onych.
I tak problemów nie usunie.
Zostaj± d³ugi, stare ¿ony…
Najgorsza ta niestrawno¶æ, kolka,
haluksy, butów nie za³o¿ê.
Jeszcze polonez, ale polka,
mazur (macha rêk± w zrezygnowaniu)
O! Ranne wstaj± zorze
albo godzinki… Panno ¦wiêta
G³os babci
W³ó¿ kapcie!
Latarnik
Gdzie s± okulary
Aj ,biedna kostka znów zwichniêta.
Trudno siê mówi. Cz³owiek stary
Eh!! gdyby tak mo¿na jeszcze raz
Raczej siê z nikim nie zamieniê.
(liczy pieni±dze)
Mieszkanie, woda, ¶wiat³o. gaz.
A za co kupiæ mam jedzenie?
Zycie dla m³odych jest uszyte
Oni to jeszcze maja parê.
Dla nas warto¶ci s± ukryte
w liturgii s³owa, kiedy stare
siê robi± i na staro¶æ, niczym
te zasuszone kwiatki w grzechach,
których na pewno nikt nie liczy
jak wysuszony mi±¿sz orzecha,
te kwiatki s³owa jak latarnie
lub jak ¶wietliki nocna por±…
….jeszcze kto¶ mo¿e skoñczyæ marnie
Trzymaæ latarnie zapalon±!!!!!
*
Cezary Baryka
Kim wiêc jeste¶my dr¿y pytaniem,
dok±d idziemy, czyje dzie³a?
Czym jest odpowied¼, jakie na nie
i czyja rêka je podjê³a?
Ani banalne ,ani proste.
w nich wolno¶æ wiê¼niem mia³a
byæ i po³±czyæ uczuæ mostem
wra¿liwo¶æ ducha ,duszy ,cia³a
lecz wszystko rozstrzela³y cele
bieda , bogactwo, dom, podró¿e
Czy robiæ jedn± rzecz, czy wiele?
w czym mi kto¶, a ja, komu¶ s³u¿ê.
Skoñczono czy te¿ nieskoǹczono
Pruchno i piasek, md³o¶ci, nuda.
Woda co krwi± j± zabarwiono
patrz±c czy uda siê ,nie uda?
Ten ustawiczny brak warto¶ci,
który siê w wymiar nie przek³ada
czyni ,¿e czas gdy mieli ko¶ci
s³ysz jak dusza przez sen gada
Wielb³±dom wiatr pustynny wieje.
Piasek przelewa ¿ó³æ goryczy,
Pamiêæ przez pola, lasy dzieje
echem i w echu warto¶æ liczy.
I deski s³ojem pachn± drzewnym
domu gdzie szczê¶cia zatkn±³ wiechê,
los w tym jak bardzo niepotrzebnym,
kiedy z tej wagi ma pociechê.
Ten dom na ró¿ne ludzkie gusta
nie musi z nikim byæ zwi±zany,
gdy¿ jest nim przestrzeñ szansy pusta
a na niej wisz± puste ¶ciany.
G³êboka obojêtno¶æ domu
który byæ mo¿e, lecz nie musi
kamieǹ wêgielny ¶wit atomu
trwa³ym wi±zaniem cz±stki kusi.
Gustaw
Post factum zmar³ym kre¶li loty
ale na Bia³ej Góry szczycie
kiedy na szali cielec z³oty
a z³oty czyje¶ znacz± ¿ycie
£ami± siê ko¶ci charakteru
przez co duch tre¶ci puszcza lejce
przychodzi nam o sprawach wielu
nie my¶leæ wcale, tylko wiêcej
nie wracaæ siê, lecz ¶wiêtym darem
dzie³a cieñ ukryæ w masyw góry
w podziwie, który jak sztandarem
poruszy wiatr literatury.
£opocz±c s³aw±, jak wiatrakiem
jeste¶my tu i wci±¿ bêdziemy.
To nie s± sprawy byle jakie
bo nie zginê³a, gdy ¿yjemy.
Koniec i spokój, dobra rada
czerwone kwitn± w polu maki
¶nieg na wigilie bia³y pada
i drogi na krzy¿ w czarne znaki.
Gdy¿ to s± akty oraz akta
Wiwat! Na zdrowie !, Nalaæ wina!
Ch³opy! Mieszczanie, Damy, Szlachta
Matki, Kobiety i dziewczyna.
(Gustaw wznosi toast i lekko zawiany prowadzi rozmowê z b³aznem)
*
Filozof
W chaosie nie istotny chaos
jemu jest ca³kiem obojêtne
czy co¶ siê sta³o czy nie sta³o
brzydko czy dobrze, ¿le czy piêknie
Uczynno¶æ faktów , ad potentia
która nie musi lecz byæ mo¿e
ogólno¶æ, która jak esencja
czynienie czynów czyniæ mo¿e
sama, tak jakby z cia³a w cia³o
t³ok wê¿a sykiem zrzuca skórê
chcieæ chc±c chce aby siê nie chcia³o
jeszcze i jeszcze … st±d ponure
i trudne staj± siê zadania
konieczno¶æ o konieczno¶æ tyka
a nikt nie widzi rozwi±zania
ani jak z tego bieg wynika.
*
Pijak
Na có¿ nam takie dyrdyma³y
filozoficzny be³kot w niczym
dobrze ze jestem wytrzyma³y
Kto¶ chyba bêcki tu zaliczy.
*
Malarz
Pewnie najlepiej w mordê zaraz
i z kopa kujawiaczek ci ja.
Co mo¿e ¶mierci daæ ofiara,
któr± pytania d¼wiêk zabija
*
Poeta
Szumi w±¿ szumi przez ga³êzie
z zielonych ³usek maska twarzy
¿e tak jak dawniej nic nie bêdzie
wiêcej i nigdy siê nie zdarzy.
Nieodwracalna ka¿da chwila
niepowtarzalne umieranie
w otwartej paszczy krokodyla
co raz siê sta³o nie odstanie.
Umar³y z grobu nie powróci
Wódka wypita na weselu!
Kamieñ, gdy w z³o¶ci w kogo¶ rzucisz
zawsze dosiêgnie swego celu.
Potwór ciê czeka.
Azzasello
Do tatusia!
Choæ moje dziecko. b±d¼ rozumne.
Wcze¶niej czy pó¼niej bêdziesz musia³,
gdy z samych gwo¼dzi zbije trumnê.
¯ycie to nie jest ¿aden schemat
tak czy inaczej ustawiony
lecz jednostronne przeg³êbienie
w otch³ani bezden niezmierzony.
Malarz
Lecz potwór chocia¿ nieskoñczony
to przecie¿ te¿ siê gdzie¶ zaczyna
nieodwracalnie prze³o¿ony
przez jednoznaczne „in nomina”
Na wszystkich „in nomina” czyha
Wê¿y k³±b karmi±c w rozpadlinie.
Mrokiem wilgoci wzrok oddycha
i korzeñ pe³znie po maszynie.
Poeta
Spróbujmy z³apaæ tam gdzie szyja
g³adko przechodzi w wielkie oczy.
Nie bêdziesz przecie¿ go zabijaæ,
a tylko jadu mu utoczysz
Sok gada ,nerw gruczo³ów mleczy
truciznê s±czy w krew cichutko
co nie zabije to uleczy
Wolisz byæ wdow± czy rozwódk±?
Ma³¿onk±? Matk±. Mo¿e siostra?
Nieznanych kobiet ca³a rzesza.
Malarz
Kochanka bardziej jest obrotna
zimowe sople lodu wiesza
i ¶niegu ko³drê k³adzie bia³±
przez co wra¿enie daje mi³e
¿e mi ogrzeje serca cia³o
gdy ch³odem lodu go przeszyje
W czapkê ubrana ¶nie¿no- szklist±
za szyb± tkanki têtno ¶cina
i bry³± szklan± w uroczysto¶æ
zanurza skuty z±b rekina.
B³azen
Tak in nomina moc przeklêta
fragmenty rwie na strzêpy woli
by raz wpuszczona uczuæ miêta
nie mog³a wróciæ siê ku woli.
Gdy¿ in nomina têpym ciosem
co tworzy puste sensu s³owo
kre¶li je , zawsze wi±¿±c z losem
w rozpacz bezwzglêdn± i matow±.
¦mieæ ducha rodzi si³ dynamizm,
który o ¿ycie stale wo³a
w konwulsji zmienia siê w organizm
a linia siê wygina w ko³a.
*
Filozof
Orbita kszta³ty ma owalne
a prosta tylko j± przecina
i to wydaje siê normalne
tylko gdzie prosta siê zaczyna?
A mo¿e prosta to z³udzenie
a tylko próba si³ czy zdo³a
gdzie¶ hen polecieæ nieskoñczenie,
aby siê kszta³tem ugi±æ ko³a
Skoro wiêc rzeczy tak siê maj±,
to musi istnieæ taki moment
sk±d formy orbit zaczynaj±
biec ka¿da w inn± swoj± stronê.
lecz kiedy gubi siê mandala
co wzorzec ruchu mno¿yæ umie
ro¶nie wra¿enie, ¿e siê spala
i w odch³aǹ zaraz straszn± runie.
st±d wzorzec ruchu oraz moment
s± jakby jednym i tym samym
przez g³êboko¶ci prze³o¿one
rozpacz± w której lêk spadamy
Wzlot i upadek w takim razie
ruch oraz moment pocz±tkowy
winny odbijaæ siê w obrazie
napiêciem ró¿nic wymiarowym.
A wobec miary wszystko blednie
kto bowiem lubi byæ swym ¶wiadkiem
i braæ na siebie los, tragedie,
gdy uto¿samia siê z upadkiem.
W tym sta³a X potrzeb± ramy.
Bogów wezwany autorytet,
kiedy on model niezachwiany
uk³ada drog± w skale litej.
*
Jagna (w welonie z dzieci±tkiem)
Lulaj mi lulaj mój malusi
nie musisz wcale byæ istnieniem
Przy³ó¿ sw± g³ówkê do podusi
ponad rozmiary i przestrzenie.
Przypadkiem ciebie urodzi³am ciebie
w ¶nie niespe³nienia jak kokonie
wirem hormonów, kiedy w chlebie
pocz±tek patrzy na swój koniec
i chaos wdar³ siê w sen, gdzie cisza
tam niespe³nienie chcia³ zobaczyæ
lecz zaraz uciek³ gdy us³ysza³
p³acz dziecka. Kl±twê rzuci³ pracy
a ¿e mu widaæ by³o widaæ ma³o
druga, co by³a ¶mierci lekiem
by jedno drugie po¿era³o
trzeci±, wiêc lulaj w sianko miêkkie
*
G³os
Kobieto przestañ p³akaæ Anio³
po czê¶ci ciemny tak jak jasny
Przed moim domem szed³ i stan±³
w kl±twie przeznaczeñ los twój w³asny
*
Pijak
Co taki nastrój minorowy?
Wró¿ka zniknê³a same smutki
Trzeba uderzyæ czym¶ do g³owy
mo¿e kieliszek mocnej wódki.
Ju¿ lepiej piwko…Nie? literat..?
My tu czy¶cimy stary basen.
Chudy to Batiuk, tam Pradera
a te klamoty te¿ s± nasze.
Literat
S³ysza³em, brak jest zaskoczenia
co zwi±zek ¶cis³y ma z mora³em
W ujêciu jak siê staje, zmienia,
¿e co¶ straci³em i wygra³em.
Pijak
Panie, ja mora³ razem z point±
w butelce mam zamkniête w szafie
choæ sens z przed nosa mi sprz±tniêto
to win± zawszê w czo³o trafiê.
Czyje ? Nie wa¿ne? Byle skutkiem
Z przybytku g³owy nie ubywa
byle ³zy ¶wie¿ym doiæ smutkiem
i w bync procenty laæ paliwa.
Kto by tam czeka³ na cud jaki.
Czas wszystko zmieni w zapomnienie
Tam gdzie zimuj± w worku raki
i czyje¶ rusza siê sumienie,
Poeta
Bez kwintesencji te¿ ¿yæ trzeba
ruch gwiazdom krêci ekliptykê
i ptakom skórki rzuca chleba
noc gdy przechodzi w dzieǹ z wiatykiem
*
Wojski
Prosimy pañstwa na pokoje
Polonez tu¿ panowie panie!
Poldek
Chwile, sa³atkê tylko dojem
Dudu¶
Chyba ju¿ koñczy siê zebranie?!
Poldek
I dobrze ile mo¿na siedzieæ?
Godziny lec± jak motyle
i jeszcze w¶ciekn± siê s±siedzi
po nocy to siê ¶pi i tyle
Pijak (zwraca siê do Poldka )
Gier nie masz, na krzywego ryja?
Piraty mi potrzebne nowe
Nudno, gdy stale siê zabija.
Brak wiary nam komputerowej.
(patrzy w stronê szopki)
Nadal wciskaj± te starzy³a?
Nietoperz sowa i okruchy
I na co im uros³y skrzyd³a?
Posz³y do diab³a! , A kysz duchy!!
(Szopka rozpada siê postacie uciekaj± i s³uchaæ ¶miech)
*
Poeta
Z czego tu ¿arty? Kto siê ¶mieje
Ciurkiem przez dziurkê cedzi przetak
i kocie futro wied¼my lenieje
bo ¶mieszny diabe³ te¿ poeta.
Diabe³
A je¶li diabe³?
Poeta
To najwy¿ej
Dobrze siê mówi przez zw±tpienie
Jeden w skryto¶ci rany li¿e
a innych wola gry¼æ kamienie.
Diabe³
Czemu mi znowu brednie miota
i komuna³y wciska w kieszeñ,
konkretna dla was jest robota
¿adnych mi wzruszeñ i uniesieñ.
Si±dziesz spokojnie i napiszesz
rzecz o istnieniu prosto z mostu
a nie tam jakie¶ mêtne cisze
¿ywio³ wy¿êty z wodorostów.
Poeta
Tylko, ¿e nie wiem nic na temat.
Diabe³
Nie szkodzi wszystko podyktuje
Mo¿e byæ wierszem ?
Poeta
Co Poemat
Diabe³
Jak trzeba to przeliteruje
Do¶æ ju¿ tych waszych wygibasów
teologicznych dysput wrony
czas przyszed³ ca³kiem innych czasów
nastêpnych drzwi otworzyæ strony.
Filozof
I postaæ sta³a siê widoczna.
Ja¶ni±ca ¶wiat³em jakby z dala
a wewn±trz ¶wietlnej, druga mroczna
o twarzy wilka lub szakala.
Obie postacie rêce mia³y
w których trzyma³y rzecz. gdy znaczy
i choæ siê wokó³ obraca³y
pleców nie mog³em ich zobaczyæ
I tak podaj±c te liczyd³a
z rêki do reki sobie wzajem,
tworzy³y one jakby skrzyd³a
gdy jedno w drugie co¶ podaje.
Zrobi³ siê poszum jakiej¶ si³y
bez wiatru, który je ogarn±³
w ¶wiec±ca kule siê zmieni³y,
która w ¶rodku by³a czarn±.
A wewn±trz sze¶cian, co starannie
poprzez trójk±ty podzielony
dzieli³ siê w g³±b i nieustannie
na wszystkie naraz krêc±c strony.
AKT VI
*
Obud¼ siê Stefan.!!
(malarz próbuje bezskutecznie obudziæ ¶pi±cego na ³awce poetê)
(Sam do siebie) Niez³y kawa³.
(po chwili poeta sam siê budzi.
)
Poeta
Co¶ ze mn± chyba nie najlepiej?
Malarz
Id¼ do lekarza, mo¿e zawa³?
Poeta
Siad³em na ³awce…by³em w sklepie.
Tam mnie dopad³y, przewidzenia
Zwidy majaki, senne mary.
Umarli, lochy i wiêzienia
Krzyki, gmach s±du, sw±d, opary.
Lecz co to by³o?
Malarz (pokazuj±c rêk±)
S±d naprzeciw!
Poeta
Szczê¶ciem uszed³em z ¿yciem z matni.
Malarz
Gorzej jak drugi raz przyleci
mo¿e ju¿ wtedy byæ ostatni.
Poeta
Przystanek, kwietnik, i figura,
a ju¿ pamiêtam „Nasz Pani”
czyli liryka …i lektura
Czy kto¶ mnie aby nie cygani?
Fakty ,choroba czy te¿ z³uda
My¶li, podszepty lub wyg³upy
mo¿e w ten sposób doj¶æ siê uda
tam gdzie granicy wielkie s³upy.
Malarz
I za syren± pój¶æ w odmêty?
Poeta
Bezcenna warto¶æ schodzi na dno.
Malarz
Ju¿ ja tam wolê nie byæ ¶wiêty,
A ceny same, kiedy¶ spadn±
Poeta
Zawsze to jak±¶ warto¶æ nowa,
w tej piêknej szopce naszej pani
zw³aszcza, ¿e pojedyncze s³owa…..
Malarz
..z których jeste¶my obdzierani.
Poeta
…które zrzucamy z w³asnej woli
gdy¿ nie s± sensem lecz zachwytem
nad tym, co cieszy, bawi ,boli
gdy byty wiecznym chc± byæ bytem.
Filozof
Panowie !! Wiedza i poznanie
Wilk g³odny, za to owca syta
a prawda rogi ma baranie
gdzie intuicja nie odkryta.
S³owa. jêzyki, hocki klocki
ich wyobra¼nia ducha, cia³a
Kszta³ty i formy, rado¶æ, troski
³±czy pytania warto¶æ sta³a.
A diabe³ dobrze wie gdzie siedzi,
gdy¿ najpierw s³odu tam nakapa³
le¿±c wygodnie w odpowiedzi
i patrzy, kto siê w sieci z³apa³.
Bez celu tym siê nie zajmuje
Na co¶ potrzebne mu ludziska.
W czym jedni ¶wiêci, drudzy zbóje.
Trzeba siê temu przyjrzeæ z bliska.
Malarz
Od razu widaæ to po minie,
¿e s³ów u¿ywa do pieczywa,
kiedy po niewidocznej linie
chodz±c bez regu³ grê rozgrywa.
A zatem mamy dwa wymiary,
s³owa jêzyka oceniania
i drugi rzek³bym wymiar stary,
faktu, zdarzenia, umierania
Poeta
Dla s³owa fakty s± bo by³y
w czym fakt nie wielkie ma znaczenie
lecz, aby cia³a siê krêci³y
w obrotach wa¿ne oskar¿enie.
W nim ca³ej tre¶ci skarb siê chowa
wi±¿±c w ten sposób sieæ poma³u
i na tym stoi ca³a mowa
¿e kto¶ nie spe³nia idea³u.
Idea³ bêd±c niespe³nieniem
rodzi nienawi¶æ do zachwytu
staj±c siê s³owa narodzeniem,
a tak¿e pewn± form± bytu.
Filozof
Miêdzy zachwytem, wiêc a s³owem
Tylko w ten sposób rzecz siê zi¶ci,
Dobro i z³o oddziela rowem
potworna g³êbia nienawi¶ci.
Demon poczwara i ohyda.
Esencj± co to¿samo¶æ goni.
Okrutny wariat lecz siê przyda
Piek³em w ob³êdzie antynomii
A s³owo tylko g³o¶no marzy
g³osz±c zwyciêstwo nad potworem
i zamki z piasku mysz na pla¿y
stawia by móc siê schowaæ w norê.
Tymczasem fakty ca³kiem inne
istnienie wieczna noc bez ¶witu
czego nie widz± sny dziecinne
Negacj± afirmacji bytu
Pijak
W tej perspektywie wszech¶wiat ca³y
gniazdem pod dachem u stodo³y.
Mimikry, ¿aden mniej ni¿ ma³y,
gdzie w roju ¿yj± dzikie pszczo³y.
Pszczo³y s³ysza³y ró¿nie, wiela,
¿e ¶wiaty ³±czy w kszta³t ogrodu,
jaki¶ mityczny boski pszczelarz
i daj± temu trochê miodu…
tym którzy ³adniej o nim baj±
twierdz±c ¿e przys³a³ ich tu w s³owie.
Jak siê naprawdê rzeczy maj±?
Tego ju¿ s³owo im nie powie.
G³upi kto miodne pszczo³y dra¿ni
i k³am zadaje lub sobaczy.
Je¶li ju¿ tacy s± odwa¿ni,
najpierw niech , który sam zobaczy.
A skoro pszczo³y w swoim znoju
zajête kitem woskiem, miodem
najlepiej lubi± siedzieæ w roju
oczy i uszy zalaæ s³odem,
a w burty napchaæ uczuæ glinê
mimo ¿e ka¿dy statek tonie,
gdzie¶ swoj± musi mieæ przyczynê .
Najpewniej robi± to w obronie.
I tak to jeden wymiar s³owa
jêzyka mowy i pszczelarza,
a drugi owce, konie krowa
¶mieræ oraz wszystko co siê zdarza.
Poeta
By³o nie by³o ¿adnej racji
nikt nie wyka¿e tam czy tutaj
dlatego na kolejnej stacji
z poci±gu trzeba wyj¶æ i z buta
Przez pole pój¶æ nad rzek±, miedz±.
Kamieni przejrzeæ pamiêtniki
bo wszystkie sensy zawsze siedz±
w worku gdzie trzyma siê liryki
Dziewczyna z pierwszej klasy
Niebieska ³±ka pe³na kwiatów,
kiedy spe³nienia g³osz± chwa³ê,
p³ytkim korzeniem aromatów
owoce rodzi niedojrza³e.
Za¶ pó¼niej, gdy pogoda marna
natura dalsz± ma robotê,
na ³±kê pytañ sypie ziarna
z nich to siê chwasty bior± potem
Gdy chwast zapuszcza w g³±b korzenie,
cienk± podziwu warstwê minie
i wnika dalej, gdzie marzenie
snem niespe³nionym ¿ycia p³ynie.
A rano diabe³ wraz z anio³em
s± zrozpaczeni oraz w¶ciekli.
Anio³ ³zy roni nad mozo³em,
za¶ diabe³ chodzi i siê piekli.
Z pasj± rw± chwasty z korzeniami
diabe³ wyrzuca hen za siebie.
Anio³ je grabi. Z³y z wid³ami
grz±dkom porz±dki robi± w niebie.
Tak lec± chwasty w przestrzeñ nica
snem niespe³nionym u korzenia
a¿ dnia pewnego tajemnica
niespodziewanie siê odmienia.
Tymczasem w niebie wielki skandal.
Wieczysta grz±dka pustynnieje
Diabe³ siê ciska! Co za granda!
Anio³ niczego bada dzieje.
Odpowied¼ suchym spad³ listkiem
w jêzyku zapomnianej chwili,
¿e ziarna z³ej pogody wszystkie
z pytaniem w chwastach wyrzucili.
Lecz wniosek, który na zebraniach
konkluzj± ¶wieci jak zbawienie
Pró¿ny gdy¿ w chwastach i pytaniach
¿ycie snem p³ynie w niespe³nienie
*
Poeta
O!? Sheimus! Co ty robisz za dnia
W zeszycie piszesz jakie¶ wiersze
Dla my¶li ,zdania styl i sk³adnia
dachy wra¿enia k³ad± pierwsze.
Sheimus
I w tym jest prawdy kanon stary,
ostateczno¶ci i pieni±dza
w masce na twarzy w skarbcu wiary
w niewoli uczuæ, snem zarz±dza.
Za¶ ostateczna jest negacj±
ta, która przeczy sama sobie
nie s±dów ani bogów racj±
zamkniêt± w sejfów pustym grobie.
Nie trzeba z ¿adnych fusów wró¿yæ
jak rentgenowskie widaæ zdjêcie
gdzie¶ , dalej mog± i¶æ ci, którzy
dla siebie widz± tam zajêcie.
Ju¿ z ch³opakami ustali³em
aby nie s³uchaæ tych od góry
i s±dy uznaæ za nieby³e,
a tylko szukaæ awantury.
Przecie¿ to jaka¶ paranoja
Ja chyba zaraz siê zabije
Ju¿ wiem! To bêdzie sprawa moja,
aby w tym dziurê zrobiæ kijem.
Poeta
No, nie¼le Sheimus to siê chwali
Musisz wystrychn±æ ich na dudka
zw³aszcza, ¿e dziury robi± mali,
a taka dziura choæ malutka
obej¶cia dr±¿y po uk³adach.
Wcze¶niej czy pó¼niej siê wywierci.
Lecz najpierw, taka moja rada,
trzeba popatrzeæ w oczy ¶mierci,
gdy¿ w oczach ¶mierci, czarn± drog±
do której lêkiem drzwi zaparto
widaæ przygody, co dla kogo
i gdzie tam narozrabiaæ warto.
Teraz dla ciebie pó¼no trochê,
bo skoro jeste¶ tre¶ci± duszy….
Umyj siê przestañ sypaæ prochem,
co ksi±dz w Popielec g³owy prószy
i gdy siê komu¶ ugnie waga
pomiêdzy lêkiem, a odwag±
niechaj po stronie lêku siada
wiersz, gdy w pytaniu sam± nag±
bezradn± ciekawo¶ci± stoi.
Szukaj±c stale nowych twarzy
¿adnej on ¶mierci siê nie boi
i zaraz wagê zrównowa¿y.
a w takich wierszach w perspektywie
nie tak jak w ksi±¿kach i pod sznurek
przez do¶wiadczenie i prawdziwie
nie jedn± mo¿na znale¼æ dziurê.
*
G³os
Hej hu w nieboszczyku dusza,
zawsze dalej i¶æ gotowa,
w samym tylko przymiotniku,
w puste ¶ciany d¼wiêku s³owa
*
Kominiarz
Tak czy inaczej s³owo, które
nam±ci nie¼le i na tworzy,
siedzi na p³ocie wierc±c dziurê
by w niebie palcem w³az otworzyæ
Krêc±c za s³owem i przez s³owo
zamieni. doda i przystroi,
wyd³ubie z kory ³ódkê now±,
lecz z p³otu trochê spa¶æ siê boi.
Pani Nauczycielka
Co na ten pomys³ powie mama?
i tata mo¿e siê pogniewa
Jak siê nie uda bêdzie plama,
albo ubêdzie trochê nieba.
Najlepiej by³oby z drabiny,
któr± historia zapisa³a
haki przydadz± siê i liny
a tak¿e szkolna wiedza ca³a.
Kleryk
No to po sprawie. Koniec kropka
Dziury nie bêdzie Trudna rada.
Z³azi wiêc z p³otu, mo¿e spotka
kumpla i sprawê z nim obgada.
Ch³opaki poszli komu¶ dopiec.
Dziewczyny siedz± na kanapie.
a tylko jeden ma³y ch³opiec
na pusty p³ot siê stale drapie.
Sprzedawczyni
Z tej wysoko¶ci, jak po szelkach
na niebo wchodzi od niechcenia
wtem piêkna pani czarodziejka
dynie w karetê mu zamienia
i dziel±c rolê po po³owie
wró¿ka jest smokiem jakich ma³o
a ten oznajmia ¿e mu ¿e w s³owie
które ostatnie pozosta³o
Dozorca
mo¿e ocaliæ ¶wiat z mi³o¶ci.
Na co mu ch³opiec mówi….etam
Przygoda miar± niepewno¶ci.
W ten sposób rodzi siê poeta
Poety rzecz± nie liryka
wiersze natchnienia metafory
szalonych kopyt s³ów muzyka,
czy farby d¼wiêki lub kolory.
Archeolog
Poet± ten co za namow±
id±c w przygodê, gdy przemija
nie zmienia wyobra¼ni w s³owo
które z papierka siê odwija.
a gdyby nawet gwiezdne roje
lub krzy¿a wielko¶æ ciê urzek³a
w przygodzie zawsze wszystko twoje
gdyby¶ mia³ nawet pój¶æ do piek³a.
*
Tancerka
I kto jest pierwszy, Piêkna Pani?
Poeta, s³owo gdy przenika?
Mo¿e przypadek, kiedy rani?
Szalony ob³êd lunatyka?
Sen czarodziejka czarownica
od wieków w³osy wysrebrzone
nad kot³em diab³em siê zachwyca
gdy ten okrêca siê ogonem
Mech
i jakby kusz±c go bezwiednie
chocia¿ nie przyszed³ do tej pory
zaklêcia rzuca, przepowiednie
w magiczn± obrêcz metafory.
Na samym koñcu ¶wiata domek
tu¿ nad urwiskiem ostrej ska³y,
gdzie z morza wiatry zakoñczone
w senno¶æ marzenia siê zebra³y.
Polityk
Tam babcia chatkê ma z piernika
na ¶cianie wisi obraz ¶wiêty
i stary zegar cicho tyka
zapachem ruty, malin, miêty
A wied¼ma miot³± wiatrów proszek
zbiera, gdy wiej± u powa³y
i suchych ³ez dodaje groszek,
które z pier¶cionków wylecia³y.
Chocho³
Pewnego dnia, niespodziewanie,
Zjawia elegant siê z kwiatami
Nareszcie jest Pan Drogi Panie.
a gdzie te kosze z prezentami ?
Znikaj± zmarszczki i z nagrod±
przez lustro p³ynie czasu rzeka.
Babcia dziewczyn± stoi m³od±.
Kostucha polem w las ucieka.
¦limak
Chod¼, rzecze tajemnicza postaæ,
chc±c przypodobaæ siê dziewczynie,
gdzie wszystko zawsze mo¿esz dostaæ
nim my¶l na jeden palec skinie.
Gospodyni
Lubiê ciê bardzo mój wariacie
i twych obietnic pióropusze,
ale posprz±taæ trzeba w chacie
Ty sobie id¼, ja zostaæ musze.
Chyba ¿artujesz. chcesz zamieniæ
jakie¶ tam ¶miecie nic nie warte
na to co nie da siê oceniæ
Oj! lepiej nie zaczynaj z czartem
¦limakowa
Zamiast siê piekliæ mój ty Ksi±¿e
powiada na to Pani Wró¿ka
lepiej by¶ kurz po¶ciera³ z ksi±¿ek
przesta³ siê puszyæ jak poduszka.
Wojski
Go¶æ w¶ciek³ siê wyszed³, trzasn±³ drzwiami
i po czym wróci³ ca³y w bieli
z dzwonem, chor±gwi± obrazami
tam si³ dodaje, tu chleb dzieli
a babcia tyko g³owa kiwa
gdy wieczno¶æ dary jej ods³ania
zawsze do czego¶ ich u¿ywa
lecz nie zamierza zmieniæ zdania
*
Jagna
Tak to historia figle p³ata
i ró¿ne czyni zawijasy
biegnie po drodze skrajem ¶wiata
losem narodów graj±c w klasy
Skacze do przodu z dziarska min±
sukienkê w kwiatki ma lub ciemn±
pytaj±c siê przechodniów mimo
kto bêdzie bawiæ siê dzi¶ ze mn±
Papkin
Ci j± mijaj± zamy¶leni
ile pieniêdzy im zostanie
liczeniem z lekka otêpieni
Po co im w jakie¶ bzdurne granie
¯e jak? I klasy obra¿one
Zaraz kierunki wam pomylê
Po ¶cie¿ce id±, gdzie za domem
piecyk potocznie zwany grillem.
Barbara
Anio³ i diabe³ na tym ro¿nie
piek± kie³basek ró¿ne si³y.
z wolna je krêc±c i ostro¿nie,
by siê za bardzo nie spali³y
Psieplasiam bajdzio, ale one
tu pokazuje w stronê ludzi
durnie kompletne i skoñczone,
nie chc± siê bawiæ. Mnie siê nudzi
Woland
Tu potwór co obraca ko³a,
ma³ej dziewczynki jest on tat±.
Patrzy na diab³a i anio³a
czy znajd± jak±¶ radê na to?.
Zag³oba
Ale¿ z pewno¶ci± i nie jedn±
Historii ro¶nie cieñ postura.
Jasno siê robi siê, potem ciemno
i szkolna sypie siê lektura
Na ¶wiat bohater jeden, drugi
z ksi±¿ek wychodzi w nowe czasy
by szukaæ tego który lubi
swoj± histori± zagraæ w klasy
Wokulski
Poznaæ j± mo¿na po zamiarach
gdy tocz±c bardzo wa¿ne sprawy
z uczniami bêd±c na wagarach
chodzi po murku dla zabawy
Choæ j± histori± nazywacie
to tylko kartki z kalendarza
kto¶ albo sami je zdzieracie
a czas od nowa je odtwarza.
Rachela
Za¶ kartki niczym ptasie pióra
¶nieg, chmury, li¶cie czy patyki
znikaj± jak makulatura
w kadzi ambicji i logiki.
I z kot³a stale siê ulewa
szaro¶æ zastyga w ró¿ne masy
zwierzêta, ludzie, kwiaty, drzewa,
lecz nie wiadomo z której klasy
Gospodarz
Nie da siê ich pokolorowaæ
nadaæ im imion, ani cia³a
odró¿niæ, znaczyæ, dekorowaæ,
nim ich historia nie uzna³a.
A ta z kolei krew i cnotê
zastyg³± dziejów ojcowiznê
mieli przez warto¶æ i g³upotê
znaki spychaj±c na mieliznê.
Sêdzia
Wszystko co stoi i siê rusza
w g³upocie zwyk³ej ma korzenie.
Po co siê robiæ na geniusza
na ¶wiête bóstwo czy zbawienie?
Wszech¶wiat zrobiony jest z g³upoty
naiwnej ¶miesznej lub bezdennej.
Z bezsensu ¶wira i durnoty
szalonej, z³udnej lecz przyjemnej
Starsza kobieta
Ten kto istnienie by³ ulepi³,
nie zrobi³ tego dla m±dro¶ci,
lecz uniwersum wzi±³ zaczepi³
na prostym haku przyjemno¶ci.
Ów przyjemno¶ci prosty haczyk
zabawna kwadratura ko³a,
gdy wszystko oraz nic nie znaczy
ubrana, jednocze¶nie go³a.
Dziennikarz
Za¶ klasy to jest taki p³otek
kratka, na któr± trzeba wskoczyæ
hop i w kolejn± zaraz potem
dwiema nogami siê rozkroczyæ
szczególnie kiedy linie zdania
biegn± za g³osem. gdy je wo³a
aby dorównaæ do równania
co idealne robi ko³a
Pani Wo¼na
Ta gra jest prosta, wiêc do przodu
W cyrku poety i malarza.
Nie ma powrotu do ogrodu
Dwa razy nic siê nie powtarza.
Harcerz III
Emerytura . mostek ryby
Bal, karuzela- interesik.
Kó³ko graniaste, zêby tryby.
Krêcimy jeszcze siê zawiesi
Hej! dalej ci±gn±æ niech nie mija
Do góry! Na dó³ !Skok i winda.
Ratunku moja biedna szyja!
Aj! wszech¶wiat ca³y na niej dynda
Bogumi³
Pan pewnie my¶la³ „raz siê ¿yje „
hop siup tralala do widzenia
Nic z tego gdy¿ na ka¿d± szyje
sens zawieszony jest istnienia
(z daleka s³ychaæ dzwony ko¶cielne na, które nak³adaj± siê bliskie dzwoneczki i muzyka )
Pierwszoklasistka
O jej! Miko³aj!
(wchodzi Miko³aj)
Dziennikarz
Well, jingle Bell
Behemot
Nie wazmo¿na ,priszo³ died maroz
Azzasello
Lui, mais no, Regards cest Pere Noel.
Korowiow
You have no reason !. Its Santa Clouse
Miko³aj
Siadajcie moje drogie dzieci
Wszyscy od¶wiêtnie tak ubrani
Proszê! choinka te¿ siê ¶wieci
przy stole Wró¿ki Naszej Pani.
Prezentów , jak widzicie nie ma
Niech ju¿ kto inny tym siê g³owi
A z prezentami, zwyk³a ¶ciema
Dobrze wiadomo kto je robi
Raz ch³opiec, kiedy mama w³a¶nie
prezenty pod choinkê k³ad³a
obudzi³ siê i jak nie wrza¶nie,
¿e Miko³aja paczki krad³a.
Czy podró¿ Miko³aja dziadka
co reniferem z dala leci
jest tylko po to, ¿eby matka
z podarków okrada³a dzieci?
Literat
Lecz bajka z bajka siê nie k³óci
przecie¿ mora³em bajki ona
by straszne diab³y precz wyrzuciæ
Z dobrej intencji ulepiona.
Od dawna bajki, tak zrobione
wszelki przypadek tego uczy
musz± pocz±tek mieæ i koniec
zamek i bajki z³oty kluczyk.
W bajce zaklêcia i przygody.
Bitwy z³e moce blaski cienie
Piêkno brzydota, czar urody
I zawsze dobre zakoñczenie.
I w bajce choæby siê zdawa³o
¿e w±tki ró¿na plecie strona,
dobro jak dusza wchodzi w cia³o
sensem od wewn±trz wy³o¿ona.
Miko³aj
I tu siê myli Magna Mater
Prostuj±c, pewnie nic nie zmieniê
lecz dobro, mora³, tre¶æ, bohater
nie s± jej sercem i natchnieniem.
Bajek jest tyle co przypadków,
kiedy siê w lustro patrz± same
i ¿yæ szczê¶liwie bez upadków
chc±, lochy, maj±c skarby, , bramê…
Walczyæ ze z³em. Sztandaru mêstwo
wznosiæ nad sto³em. Braæ nagrody
Ksiê¿niczki rêkê, tron, królestwo,
lub ksiêcia, gdy bogaty, m³ody.
A ¿ycie chocia¿ mruga chwilk±
w molowej lub durowej gamie
w pytaniu prawd± jest….. i tylko.
Odpowied¼ zawsze jako¶ k³amie.
I ¶wiêtej prawdy pe³no wszêdzie
a ka¿da na swój sposób k³amie
gdy¿ w k³amstwie, zreszt± jak i w b³êdzie
klucz, co zamyka formê w ramie.
i ka¿dy na co¶ siê nabiera
pretensje-mo¿na- tam do góry
tylko ciekawe ¿e doskwiera.
gdy koniec bajek koniunktury
Tak kiedy pleciesz pleæ pleciugo
i tylko sypia siê talarki
to niech by bajka trwa³a d³ugo.
Prawda to ¶wiêta ¿adne bajki
( w tle piosenka Jingle Bell, która siê wycisza i wchodzi w ni± b³azen ze swoim utworem)
*
aCG7C
GCGC
FCGC
adC7C
FCGC
*
B³azen
Ave Maryja ³ask± plenna
kiedy przychodzisz jestem w niebie
i moich oczu zorza senna
promieniem blasków wita ciebie
a ty mi mówisz zwariowa³e¶
wszystko to nie jest takie ³atwe
¿ycie jest ¿yciem, zapomnia³e¶
i nie wyg³upiaj siê z tym ¶wiat³em
Ave Maryja pe³na kwiatów
twe w³osy jasne wiatru powiew
nad tob± ¶piewa stado ptaków
dzwonki korali w ka¿dym s³owie
a ona ¶miej±c siê ucieka
na druga jezdni idzie stronê
i p³acz±c krzyczy mi z daleka
¿e miêdzy nami ju¿ skoñczone
Ave Maryja piêkna Pani
per³y Ci zdobi± z³ote lico
wszyscy s± w tobie zakochani
mi³o¶ci jeste¶ tajemnic±
a ty siê palcem w czo³o stukasz
¿e nie zadajesz siê z poet±
bo ¿ycie to nie ³atwa sztuka
a tylko jeden mamy ¿eton
Ave Maryja cudo moje
têcza po burzy, oko boga
niech ci obrodz± miodne roje
i w szczê¶ciu ka¿da wiedzie droga
a ona- ty mnie nic nie s³uchasz
z tob± to zawsze jest tak samo
a potem szepcze mi do ucha
ostatni raz dzi¶ przyjdê na noc
Koniec
Nenagh 09.10.08.- 12.02.2012
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
BOGDAN LICHY/>
/>CHWASTY POLSKIE CZYLI WIGILIA NARODOWA
/>
/>Dramat />zapowiada przesadnie w />artystê na />………..ramtamtara ramtamtara />
/>Dyrektor –lirycznego />
/>Motto
/>
/> Pierrot
/>
/> ¶piewa)
/>
/> *
/>
/>Pajac, />Do />Nad C7 />w E />
/>a />bim E7 />
/>Praca />lepiej d />albo E />
/>W¶ród />cieniem æma />i racji
/>dumnie ¶wiata.
/>
/>a muma, />bim />
/>Liczyde³ />gdy />b³azen ubrany />
/>Latarnie, />W
/>Bezpañski />nie />
/>a />bim />
/>W />Oczu />patrzy ¶wiata.
/>
/>W ¶mieje, />i
/>bo />…¿e />
/>a />bim />
/>przez s³oñce ¶wieci
/>¿aby />„kto zobaczy />
/>Natur± />na />Nie />¿e co¶ />
/>a
/>bim
/>
/>Na />£odzi />g³êboki />
/> *
/>
/>AKT
/>
/>
/>PROLOG
/>
/>
/> Dyrektor
/>
/>(cyrku-
/>
/>
/>
/>Nikt />jak ju¿
/>¿ycie- opera,
/>a />
/>Gdzie Ojciec />Okrutny
/>który />aby />
/>
/>
/>Tak idealizm />warto¶ci tworz± />kiedy />ich wspólne biedy
/>
/>Bieda, />kondycja,
/>pierwszy />pocz±tkiem ¿ywota.
/>
/>W />na />lecz />zale¿nie />
/>A niczym />wiecznie
/>i
/>wiedze />
/>K³êbi />jak w
/>mimo, ¿e />jest
/>
/>W />nie ¿adnej />s± />same />
/>Jak
/>opowie¶æ, któr± />i />na />
/>
/>
/>Tym />A />wiêc />mo¿e />
/>to />jak />sk±d />co,
/>
/> *
/> Poeta
/>
/>To ¿yciu />gna ³±k />gdy />a Ich />
/>Wznosz± />za />zza />i />
/>Diabe³ />w ¿ywiole
/>gdy />lub />
/>O />gdy¿
/>¿yczeñ />kto¶ />
/>Lecz Nie />Intencja />jak />oraz />
/> *
/>
/> Malarz
/>
/>Pewnego , />lirykê />umie¶ci³
/>aby />
/>aby mi³o¶ci dar
/>by³a
/>w />i />
/>Lecz
/>w
/>bowiem ¿e
/>do
/>
/>Uciek³y />twierdz±c, ¿e
/>a />prawd± />
/>Niech />wzorem />a
/>de />
/>
/> Poeta
/>
/>Aby ¶wiat nie ³udzi³
/>raz Anio³ />Czy
/>gdy¿ />
/>Niestety />Biedê />a />¿e />
/>Choæ />przez />sen, />¿alem, />
/> Malarz
/>
/>Kim Nikt ³upie,
/>proste />i />sentymentalne />
/>St±d ¿ycie />po />to ¿e />i />
/>Znów, />pod
/>to ¿on±,
/>czyli co „masz />
/>Lecz />chcesz „ Ratuj Panie”
/>to />wierszem, />
/>O />co />bo />zmieniæ />
/>
/>
/>
/> Poeta
/>
/>Z ¶cian± />i />po />a
/>
/>
/> *
/>
/> Archeolog
/>
/>Za
/>gdy
/>a />w />
/>kiedy />sejm />góry />chroni³y />
/>tam />tradycji />kto¶
/>powiedzia³. Tylko />
/>Widaæ ¿e />musia³ ³amaæ,
/>gdy¿ cz³owiekiem,
/>w ¿e ³adnie />
/>
/>
/>i />rozmy¶la³ />plót³ brednie,
/>uczy³ />
/>Tak, go />a
/>lecz />i />
/> Polityk
/>
/>Tymczasem />¿e />gdzie />aby ³apaæ />
/>Jêzyk />oszustwem />s³u¿y />zamieniæ />
/>Dlatego />która, />k³amstwem />i />
/>A „co¶”
/>w />gdy />z />
/>Tak />o />w />s³odzone s³owem, />
/>W „Nasza Pani”, />kiedy
/>z />i
/>
/> Archeolog
/>
/>Lecz jak -mówi /> w />
/> *
/> Wró¿ka
/>
/>Wiersze ¿adnym />ale ¶pi± />
/>I wszystkie />S± p³atków />a
/>znikaj± przemijaj±c wierszem.
/>
/>Ale />¶wi±tynie />tylko w
/>¿egna „do />
/>Te¿ ¿e />kosiarz, ¶cina />lecz ¿e nie szkodzi
/>i ¶mieræ />
/>Nie ¿e
/>padaj± ¶ciête />¯yj± />a />
/> Literat
/>
/>
/>Miêdzy />które />ale />przekwit³ych ³odyg />
/>Mo¿esz />czy />odrosn±,
/>Wygl±da, ¿e />
/>Mocne ¿ycie,
/>a />bo
/>aby
/>
/> Tancerka
/>
/>Ale
/>za />znikaj± />i />
/>¦mieræ />a />i
/>na />
/>I />jakie
/>dlaczego ¿adna
/>w />
/> Poeta
/>
/>Ale />lecz />bo chwasty />niespe³nionego />