24 godziny temu
Tamto lato by³o wyj±tkowo bajeczne. Rynnowe jezioro widziane z najwy¿szego pagórka w o¶rodku wypoczynkowym "Zacisze" wygl±da³o jak przelewaj±ce siê w s³oñcu, z³ote monety. Sze¶ciolatek spogl±daj±cy na to z balkonu górala, znajduj±cego siê – podkre¶lam – na najwy¿szym wzniesieniu w okolicy, by³ przekonany, ¿e stoi za tym wszystkim czarodziej. Bez w±tpienia to on spowodowa³ wybuch ¶wiat³a i gor±ca, które nie, nie by³o uci±¿liwe, ale wkrada³o siê w skórê powoduj±c w m³odym umy¶le magiczne zawirowanie; to czarodziej unosi³ Sebastiana i o rok starsz± siostrzyczkê nad ³±kami pe³nymi poziomek i rozwianego mleczu; to czarodziej powodowa³ wzniesienia rano, kiedy ch³opiec budzi³ siê i spogl±daj±c z balkonu - my¶la³: to magia.
Po drugiej stronie jeziora lasy by³y dzikie i niezagospodarowane. Z kolei tu, na zachodnim brzegu, znajdowa³y siê po³o¿one wzd³u¿ linii brzegowej letnie o¶rodki wypoczynkowe. Z lotu ptaka wygl±da³y jak plamki cywilizacji w morzu zieleni, jakby umieszczone wzd³u¿ rzeki Amazonki. W o¶rodkach tych wiêkszo¶æ stanowi³y kwadratowe domki w jednych kolorach: ¿ó³tym, zielonym i bia³ym. Wy¿ej znajdowa³y siê górale - dwupiêtrowe trójk±ty z ogromnymi schodami i tarasami.
Obok takiego w³a¶nie górala zmontowano sze¶ciometrow± hu¶tawkê, hu¶tawka zawieszona by³a na stoj±cych obok siebie ociosanych sosnach. Dlatego by³a taka wysoka. Czterometrowe ³añcuchy i zaczepiona u spodu opona wprawia³y Sebastiana w przera¿enie. Ma³o tego, uk³ad terenu: jezioro, domki, drzewa i trzciny znajduj±ce siê w dole, dodawa³y podczas ko³ysania siê na hu¶tawce - wysoko¶ci. Trzeba by³o nie lada odwagi aby wej¶æ na ni± po raz pierwszy i pozwoliæ siê popchn±æ.
- Wstawaj, wstawaj - wykrzykiwa³ Sebastian szarpi±c za ko³drê siostrzyczki – Idziemy na hu¶tawkê, no choæ, no choæ. - nie dawa³ spokoju malec. D³ugo mêczyæ Agatki nie musia³, kiedy tylko us³ysza³a s³owo /hu¶tawka/, zerwa³a siê z materaca i ubra³a na lew± stronê swoje ubranko.
- No dobrze. Ale ty wsi±dziesz pierwszy - doda³a - obieca³e¶, ¿e dzisiaj wsi±dziesz na tê hu¶tawkê, wczoraj i przedwczoraj nie chcia³e¶, je¿eli dzisiaj nie wsi±dziesz, nie bêdziesz ju¿ Supermanem - tego lata Sebastian nakaza³ nazywaæ siebie Supermanem.
- No w³a¶nie dlatego ciê budzê, dzi¶ wsi±dê na ni± na pewno, na pewno - stanowczo zakomunikowa³ Superman.
Tego lata zwiêd³o w Sebastianie wiele kwiatów lêku, wiele zamkniêtych granic otworzy³o siê w nim. ¦wiat otwiera³ swoje kolorowe drzwi na ka¿dym kroku. Je¿eli pamiêtacie ze snów dzieciñstwa drabiny wchodz±ce w ob³oki, by³ to okres rozkwitu, ten w³a¶nie, który mia³ miejsce w umy¶le naszego bohatera. ¦wiat roztoczy³ w nim swoje pierwsze drogi kilka lat temu, kiedy matka wypu¶ci³a go na zewn±trz z klatki bloku numer 2 przy ulicy Solenizanta. Pocz³apa³ wtedy niepewnym krokiem w kierunku piaskownicy i sk±pa³ siê w u¶miechach rówie¶ników; ¶wiat otworzy³ w nim swoje pierwsze drogi rok pó¼niej, kiedy ojciec zabra³ go na jogging – nie trzeba by³o ortopedy aby nie biegaj±cy wcze¶niej Sebastianek zerwa³ siê z le¿aka i pomkn±³ za tat±. ¦wiat rozwin±³ w nim swoje wietrzne skrzyd³a równie¿ teraz, kiedy Agatka popchnê³a hu¶tawkê i przestrzeñ: drugi brzeg jeziora, las, niebo, niebo, niebo, potem z powrotem las, jezioro – tak nim zako³ysa³a, ¿e podczas najwy¿szego nachylenia hu¶tawki zobaczy³ te wszystkie drabiny wchodz±ce w chmury i pu¶ci³ siê ³añcuchów pragn±c z³apaæ, za wszelk± cenê uchwyciæ siê jednej z nich.
Tam, gdzie powstaj± pioruny bólu, oprócz wielu ró¿nych krain istnieje dzieciêce pañstwo p³aczu. Stamt±d pochodzi ból, który odczuwa dziecko. Ból ten ró¿ni siê od bólów pochodz±cych z innych obszarów tej okropnej planety, poniewa¿ jest najstraszniejszy, oprócz parali¿u cia³a w pe³ni ogarnia niedojrza³± ja¼ñ dziecka i malec jest wtedy na skraju szaleñstwa - tak w³a¶nie poczu³ siê Sebastian spadaj±c na praw± rêkê i ³ami±c j± w okolicy nadgarstka. Szok. Niestety, nie mogê dalej w szczegó³ach opisaæ tego epizodu, poniewa¿ ¶wiadomo¶æ malca pamiêta tylko p³ywaj±cy wokó³ p³acz, krzyk i zawroty g³owy. Chocia¿ nie, jest w ca³ej sytuacji jeden pozytywny przeb³ysk, kiedy zawieziono ch³opca do oddalonej o dwadzie¶cia kilometrów przychodni, lekarz uprzedzi³ go, ¿eby pomy¶la³ o czym¶ bardzo, bardzo przyjemnym, bo teraz on, doktor Cudt, bêdzie mu nastawia³ rêkê. Sebastian pomy¶la³ o skoku z hu¶tawki, o paru piêknych chwilach lotu: oto szybuj±c w powietrzu wyci±ga obie d³onie i jeszcze sekunda, a uchwyci siê podniebnej drabiny - Arrgggh, rêka nastawiona, lekarz dokona³ zabiegu tak szybko, ¿e dziecko nie poczu³o prawie nic.
Najgorsze jednak mia³o dopiero nadej¶æ. Dwa miesi±ce w gipsie - tak brzmia³a diagnoza doktora Cudt - A ju¿ na pewno przez pierwszy miesi±c ma³y powinien pozostaæ w domu. Có¿ to by³a za kara, za co, za co cierpieæ musia³ niewinny siedmiolatek! Przecie¿ trwa³y ostatnie wakacje przed pój¶ciem do pierwszej klasy. Wraz z tym otwartym z³amaniem zakoñczy³a siê w ¿yciu Sebastiana piêkna - ach, ilu¿ twierdzi, ¿e najpiêkniejsza! - epoka. Tam, na zachodnim brzegu przy jeziorze zwanym "Lubie" uton±³ /raj/ dzieciêcej nie¶wiadomo¶ci. Przez kilka nastêpnych tygodni z oczu Sebastiana, oprócz ³ez, ¶cieka³a brutalna prawda - mówi±ca:
"Niestety ma³y, ale nie mo¿esz mieæ wszystkiego zawsze, kiedy chcesz".
Nie mo¿esz mieæ wszystkiego zawsze, kiedy chcesz - mówi³a mamusia g³askaj±c Sebastiana przy wieczornym ognisku. Rodzice postanowili zostawiæ go w o¶rodku, ¿eby ju¿ w zupe³no¶ci nie psuæ dzieciakowi wakacji, ale zakazali przez pierwszy miesi±c oddalaæ siê od górala.
Ojciec Sebastiana pe³ni³ rolê Dyrektora przedsiêbiorstwa budowlanego "Globalsbud" w miasteczku licz±cym 15 tys. mieszkañców, przedsiêbiorstwo to zatrudnia³o ponad tysi±c pracowników i ¶wiadczy³o us³ugi budowlane w ca³ym województwie. Z tego miêdzy innymi powodu Dyrektor nawet podczas urlopu co rusz musia³ znikaæ na ca³e dnie i je¼dziæ po miastach Pomorza. Zazwyczaj usadawia³ Sebastiana na tylnym siedzeniu samochodu "£ada" (który w owym czasie by³ swoistym Ferrari) i przemierzaj±c stów± - a¿ tyle osi±ga³o owe Ferrari! - województwo zachodniopomorskie, pokazywa³ palcem poszczególne bloki, domy, sklepy - i mówi³: o, ten tutaj zbudowali¶my w zesz³ym roku. O, a tamten skoñczyli¶my w maju. Tym razem, niestety, Sebastian musia³ pozostaæ w domu.
Nigdy wcze¶niej, ani nigdy pó¼niej nie zwali³o siê do Zacisza a¿ tyle rodziny. Przyjecha³a kochana ciotka Helena, kobieta herszt o sercu Matki Boskiej Pielgrzymkowej, swojego czasu opiekunka ojca Sebastiana, i teraz, bardzo czêsto, samego Sebastiana. Jedna z tych têgich bab, które rozpychaj± siê rêkami i nogami i potrafi± za³atwiæ wszystko. Do dzieci podej¶cie mia³a wyj±tkowo doskona³e, by³a wykwalifikowanym pedagogiem, ba, we wsi, w której mieszka³a by³a w³a¶cicielk± jedynego przedszkola w przeci±gu czterdziestu kilometrów. Przez kilkana¶cie pokoleñ zje¿d¿a³y siê do niej szeregi przedszkolaków z okolicznych wiosek.
Do o¶rodka Zacisze przyjecha³y równie¿ jej dwie ponad dwudziestoletnie córki, wujkowie i jacy¶ znajomi rodziców Sebastiana z dzieæmi w wieku wczesnoszkolnym. Bo je¿eli chodzi o ilo¶æ dzieci zamieszkuj±cych górala, to z pewno¶ci± nasz bohater nie móg³ narzekaæ na brak towarzystwa. Sztamê trzyma³ jednak g³ównie ze swoj± siostrzyczk±, Agat±. Wszêdzie chodzili razem, wszystko robili razem. I teraz, kiedy Sebastian zosta³ uziemiony w gipsie niczym sercem w mrowisku, ma³a Agatka naznosi³a mu w s³oikach ³apane przez ca³y dzieñ motyle. Oto kolorowe trzepotki szele¶ci³y w kilkunastu s³oikach poustawianych obok ogniska. Ch³opiec doskonale rozumia³, co czuj± pozamykane stworzenia. Rodzeñstwo umówi³o siê, ¿e zanios± je noc± do swojego pokoiku na piêtrze i kiedy ksiê¿yc - bêd±cy od paru nocy w nowiu - zawi¶nie na ¶rodku nieba, wypuszcz± je wszystkie wypowiadaj±c ¿yczenie:
"Aby ozdrowia³a rêka Sebastiana".
Kiedy przysz³a noc i kiedy ksiê¿yc zbli¿y³ siê do ziemi niczym w amerykañskich melodramatach lub pustynnych westernach, wyszli na balkon i wypu¶cili wszystkie motyle ze s³oików, jednak nie rêka by³a ¿yczeniem Sebastiana, zamiast zdrowej koñczyny poprosi³ motyle o co¶ innego, aby nazajutrz wróci³ tatko i ju¿ do koñca wakacji nigdzie nie wyje¿d¿a³ i ¿eby zabra³ go w koñcu na drugi brzeg jeziora.
I spe³ni³o siê. Ojciec wróci³ na nastêpny dzieñ. Stan±³ u progu dzieciêcego pokoju i zacz±³ rzucaæ pomarañczami w nogi rozwalonych na materacach brzd±ców.
- No maluchy, kiedy szli¶my wczoraj pla¿± w Ko³obrzegu, zaczepi³ nas pewien murzyn, okaza³o siê, ¿e jest to we w³asnej osobie Piêtaszek - tego lata ojciec czyta³ dzieciakom Robinsona Crusoe - i sprzeda³ mi te pomarañcze.
- Tataaa! - wykrzyknê³y dzieci.
- A no poka¿ mi ten gips - powiedzia³ ojciec do Sebastiana - Hmm - pomy¶la³ podnosz±c rêkê ma³ego do góry, potem w prawo, potem w lewo.
- Boli ciê teraz?
- Nie – odpowiedzia³ stanowczo Sebastian.
- A teraz?
- Nie.
- A teraz?
- Nie, nie, nie, nic mnie ju¿ nie boli, naprawdê.
- Na pewno? - zapyta³ ojciec patrz±c powa¿nym wzrokiem w oczy malucha.
- Na pewno! Na pewno! - wykrzykiwa³o dziecko, p³acz±c prawie.
- Dobrze. Dzi¶ mija czwarty tydzieñ jak siedzisz z tym gipsem w domu, mo¿esz ju¿ zacz±æ chodziæ z dzieciakami, ale nie biegaj, nie skacz i nie wariuj, zrozumiano?
- Tak - powiedzia³ dobitnie Sebastian kiwaj±c przy tym g³ow±.
- Dobrze. W takim razie dzisiaj pop³yniemy na drugi brzeg jeziora.
Ojciec Sebastiana by³ przystojnym mê¿czyzn± ¶redniego wzrostu, w³osy bujne, chocia¿ wcze¶nie jak na ten wiek - 38 lat - podsiwia³e, postura oty³a, ale jeszcze nie tak, jak mia³o to wygl±daæ w latach kolejnych. Du¿o pali³, papierosy marki "Mocne" by³y nieod³±cznym przyjacielem zodiakalnego "Lwa". Osobowo¶æ mia³ w³adcz± i stanowcz±. Umys³ bystry. Zdolno¶ci matematyczne - ponadprzeciêtne. Mo¿e dlatego spo¶ród tylu tysiêcy studentów to w³a¶nie jego poproszono o zostanie na uczelni w celu dalszej kariery naukowej. Jednak nie funkcja wyk³adowcy Politechniki by³a marzeniem Konstantego. Kiedy zaproponowano mu stanowisko kierownika budowy w jednym z g³ównych centrów budowlanych w województwie - bez wahania obj±³ to stanowisko. Kto by przypuszcza³, ¿e rzuci siê w wir pracy tak zawziêcie, i¿ po piêciu latach zostanie Dyrektorem. Wszyscy wiemy, co ³±czy siê z takim trybem ¿ycia. Stres szybkiej kariery zawodowej równie¿ zaczyna³ odwalaæ swoj± robotê.
Konstanty nie potrafi³ siê jednak zatrzymaæ, praca by³a dla niego nie tylko ¼ród³em wysokich dochodów, ale równie¿ mo¿liwo¶ci± zrealizowania siebie, to w³a¶nie dziêki pracy móg³ zbudowaæ sobie doskona³± pozycjê spo³eczn±, a czu³ siê w niej przecie¿ jak ryba w wodzie. Jego zdolno¶ci przywódcze i dyplomatyczne w nied³ugim czasie sprawi³y, ¿e szybko znalaz³ siê w elitarnym towarzystwie lekarzy, dyrektorów i burmistrzów. Drug±, najwa¿niejsz± rzecz±... a mo¿e i pierwsz±, bo wszystko, co robi³ dla pracy, czyni³ równie¿ z powodu... by³a rodzina. Konstanty umia³ zadbaæ o rodzinê. Mimo swoich obowi±zków zawsze potrafi³ znale¼æ dla niej czas.
¦redniej wielko¶ci bia³a ³ódka z trzema ³aweczkami w ¶rodku na przedniej czê¶ci burty wypisane mia³a imiê "Agata" (imiê "Sebastian" widnia³o na góralu, gdy¿ ka¿dy domek, kamping, czy namiot w o¶rodku posiada³ swoje imiê). Konstanty nie by³ zapalonym rybakiem. £owi³ w dzieciñstwie, kiedy mieszka³ jeszcze w rolniczej kolonii nieopodal miasteczka K. Tego lata po¿yczy³ wêdki od swojego ojca (zapalonego rybaka) i nauczy³ Sebastiana ³owiæ. Na pocz±tku sezonu ch³opiec z³owi³ swoj± pierwsz± rybê, dar³ siê wtedy wniebog³osy biegn±c w górê o¶rodka z niedu¿ym okoniem – okoñ, jak to okoñ, szarpa³ siê kilka minut zanim malec zdo³a³ go wyci±gn±æ. Dlatego zdobycz wzbudza³a jeszcze wiêksze podniecenie. Bieg³ w górê o¶rodka w jednej rêce trzymaj±c wêdkê, w drugiej okonia, i krzycza³: MAM RYBÊ! MAM RYBÊ!
Oto dwóch rybaków umówi³o siê, ¿e p³yn±c na drugi brzeg jeziora zakotwicz± ³ód¼ na samym jego ¶rodku i bêd± ³owiæ naprawdê grube sztuki.
Jezioro tego poranka by³o spokojne i wyj±tkowo szkliste. Odbijaj±ce siê w nim cumulusy p³ynê³y leniwie niczym szeregi sennych królewiczów. W oddali znajdowa³ siê najwiêkszy w Europie poligon i liczne odrzutowce rozwiesi³y na niebie pajêczynê smug. Te ¿elazne strza³ki nurkowa³y w chmurach jak w ogromnych, bia³ych sercach.
- Tomek Sawyer, proszê wnie¶æ kotwicê - ojciec i syn mieli zwyczaj pos³ugiwania siê postaciami z powie¶ci, Sebastian mianowany zosta³ Tomkiem Sawyerem, z kolei ojciec - Kapitanem Nemo.
- Tak jest! - wykrzykn±³ malec. Zwin±³ kotwicê, w³o¿y³ skrzynkê z rybackimi akcesoriami i poszed³ po wêdki: d³uga na sze¶æ metrów umocniona szklanym w³óknem wêdziara nale¿a³a do ojca, Sebastian mia³ dwu i pó³ metrowy kij bez ko³owrotka. Wiadomo by³o, ¿e z t± z³aman± rêk± nie z³owi zbyt wiele. A ju¿ na pewno nie da rady krêciæ ko³owrotkiem.
- No to teraz ci poka¿ê, jak wios³uj± zawodowi kajakarze - w czasach studenckich Konstanty nale¿a³ do klubu kajakarskiego o nazwie "Torpeda". Ruszyli. Kad³ub Agatki ci±³ lustro wody niczym no¿yk szklarza. Kiedy wyp³ynêli zza trzcin ojciec przyspieszy³, ³ódka drgnê³a i nachyli³a siê przodem do góry. Jak na tego rodzaju ryback± ³ajbê, Konstanty p³yn±³ naprawdê szybko, wios³a zanurza³ g³êboko, pewnie my¶la³ w tym czasie o ³y¿kach dwudziestu czterech zak³adowych koparek, które gdzie¶ po do drugiej stronie województwa wykopywa³y pod³o¿e pod nowe osiedle. Lubi³ siê czasem mocno zmêczyæ. To pomaga³o mu zrzuciæ stres i nerwy, które ca³ymi dniami gromadzi³y siê w nim w pracy. W czo³o ch³opca uderza³ coraz silniejszy wiatr. Wraz z impetem, który rozbudzi³ Konstanty, zaczê³a zmieniaæ siê pogoda i Sebastian nie wiedzia³, czy to za spraw± wios³uj±cego ojca, czy za spraw± czarodzieja. Chmury na niebie widocznie nie mia³y ochoty pozostaæ w tyle i równie¿ zwiêkszy³y prêdko¶æ. Kiedy rybacy zaczêli je wyprzedzaæ, ¶ci¶niête zmówi³y siê, ¿e lun± na wio¶larza zimnym deszczem.
– O cholera! Jak na z³o¶æ. Teraz. Dzisiaj. W tej chwili… Ale to dobrze – doda³ Konstanty – nie pada³o od paru dni i ryby bêd± wyp³ywaæ na powierzchniê.
Zacz±³ wios³owaæ jeszcze szybciej, czym prêdzej chcia³ dop³yn±æ do wysepki, która znajdowa³a siê na ¶rodku jeziora. Wia³o teraz mocno. Fale zwiêkszy³y siê i bi³y o burtê wydaj±c rytmiczny odg³os: putufff, putufff... Agatka skaka³a na falach jak kangur.
– Ale fajowo! – wykrzykn±³ ch³opiec. Zbli¿yli siê do celu. Na brzegu wysepki widnia³a ko¶cista k³adka, rybacy podp³ynêli do niej i przepocony od stóp do g³ów Kapitan Nemo wyda³ rozkaz:
– Kotwica!
– Tak jest, panie kapitanie.
Faktycznie, jak przypuszcza³ Konstanty, ryby rzuca³y siê teraz na powierzchni pragn±c zaczerpn±æ ch³odnego powietrza.
– O tam, jaka du¿±! – krzyknê³o dziecko.
– O, tam te¿ – zauwa¿y³ ojciec.
– I tam! – I tam! – I tam! – I tam! – przekrzykiwali siê rybacy.
– Bierz swoj± wêdkê i rób to, czego ciê uczy³em – powiedzia³ Konstanty, po czym zacz±³ przygotowywaæ swój sprzêt.
Wysepka by³a gêsto zbitymi trzcinami w kszta³cie ko³a. Te kilka arów zieleni nie posiada³o dna. Tak± form± pe³ni³a ona rolê przystani dla ryb przep³ywaj±cych na drug± stronê jeziora. Niewielki sztorm rozbudzi³ okonie, które rzucaj±c siê na wodzie ucieka³y przed ganiaj±cymi je szczupakami.
Konstanty ³owi³ na spinik. Sebastianowi zaczepi³ gumow± rybkê. Zarzucili wêdkami. Przynêta Konstantego zanurzy³a siê w centrum wzburzonego przez ryby kocio³ka. Krêci³ ko³owrotkiem powoli, aby spinik nie zahaczy³ o glony p³ytkiego w tej czê¶ci dna jeziora, ani te¿ nie zbli¿y³ siê zbyt blisko powierzchni.
– JEST! – krzykn±³ Konstanty zacinaj±c wêdkê – Ale szybko, oooj bêd± bra³y. Mamy szczê¶cie. Walczy³ z ryb± przez dobre kilka minut. Ch³opiec by³ pewny, ¿e ryba bêdzie ogromna. Tata nakaza³ synowi przygotowaæ podbierak. Przyci±gn±³ pod ³ódkê wymêczonego szczupaka i wyci±gn±³ go na burtê. Chwyci³ drapie¿nika i grzmotn±³ go w ³eb przyszykowanym na te okazje gumowym m³otkiem. PACH! PACH! – szczupak og³uszony. By³ to ¶redni okaz, oko³o dwóch/trzech kilogramów, kiedy szarpa³ siê w wodzie Sebastianowi zdawa³o siê, ¿e wa¿y ze dwadzie¶cia kilo.
– Walczymy dalej – powiedzia³ ojciec i zarzuci³ now± przynêtê. Szczupaki bra³y na wêdkê Konstantego jak mg³awice oklejek o ¶wicie. Ma³y bez przerwy musia³ czatowaæ z podbierakiem aby w odpowiedniej chwili podaæ go tacie. Siódmy szczupak by³ najwiêkszy – PRAWDZIWE BYDLE – zakomunikowa³ Konstanty. Nakaza³ odsun±æ siê dziecku, gdy¿: taki potwór niejednemu rybakowi odgryz³ palca a nawet g³owê. Mêczy³ siê z nim ponad pó³ godziny. Szczupaczysko rwa³o siê, szarpa³o, wygina³o szklane w³ókno wêdki a¿ do granic wytrzyma³o¶ci, Sebastian co chwila spogl±da³ na kij z przestrachem, ¿e zaraz pêknie.
I uda³o siê. Kolos ukaza³ swój d³ugi na pó³tora metra grzbiet na powierzchni. By³ to stary szczupak p³ywaj±cy w tych wodach od kilku lat. Rybacy miêli szczê¶cie, ¿e bêd±c w¶ród tych rozszala³ych okoni da³ siê oszukaæ i po³kn±³ haczyk.
– Odsuñ siê – powa¿nie powiedzia³ ojciec chwytaj±c podbierak.
Szczupak wyrwa³ siê jednak w ostatniej chwili i znowu ci±gn±³ ¿y³kê w stronê g³êbiny. Aaach, to jeszcze nie koniec – wyceni³ przez zêby Konstanty i zaci±³ wêdk± ponownie. Deszcz pada³ ostro. Du¿e krople wali³y w czo³o przepoconego ojca. Syn patrzy³ ogromnymi oczami na niekoñcz±c± siê walkê cz³owieka i natury.
I nagle ojciec przekaza³ synowi wêdkê. Rób to, czego ciê uczy³em – powiedzia³ cichym g³osem. Syn przyj±³ wêdkê i wszystkimi si³ami trzyma³ ci±gn±cego ¿y³kê szczupaka. Spojrza³ na ojca zdziwiony. Ojciec dysza³. Usiad³ ciê¿ko na desce i trzyma³ siê za serce. Ryba rwa³a bezlito¶nie, wiêc dziecko odbezpieczy³o na chwilê ko³owrotek. Ojciec dysza³ nadal, nadal trzyma³ siê za serce. Sebastian patrzy³ na tatê i wiedzia³, ¿e w tym w³a¶nie momencie ¿ycie mu mówi co¶ bardzo wa¿nego.
Malec wios³owa³ w stronê brzegu z ca³ych si³. Packa³ we wzburzone fale jak tylko potrafi³. Wios³owa³ jedn± rêk±, to prawym wios³em, to lewym, zmieniaj±c co chwilê pozycjê. Wêdkê natomiast przymocowa³ do haka znajduj±cego siê pomiêdzy ³aweczkami. Ojciec usiad³ na dnie ³ódki, gdy¿ trudno mu by³o zachowaæ równowagê. Ma³y wyj±³ z rybackiej skrzynki osik i uci±³ ¿y³kê, ryba spowalnia³a ³ód¼, ci±gn±c j± w przeciwnym kierunku. Spokojnie... spokojnie... wios³uj ma³y... wios³uj – wyszepta³ tata, po czym zanurzy³ w jeziorze wiaderko i wyla³ na siebie strumieñ ch³odnej wody.
Deszcz usta³. Gêste chmury odpu¶ci³y i pierwsze promienie niczym boskie lasery wy³oni³y siê ze szczelin. Ch³opiec spojrza³ w prawo i zobaczy³ przemykaj±c± przez pejza¿ jasn± liniê: smuga ¶wiat³a ruszy³a ze skraju lasu i sun±c jeziorem zbli¿a³a siê do ³odzi, kiedy przemknê³a przez rybaków Sebastian poczu³ przyjemne ciep³o. Jakby dotkniêcie. Smuga znik³a w niedu¿ej odleg³o¶ci od drugiego brzegu. Wiatr usta³. Fale umilk³y. Ojciec Sebastiana orze¼wiony zimn± wod± pocz±³ g³o¶no kaszleæ; na si³ê, aby uregulowaæ puls. Po paru chwilach przesta³ dyszeæ, jednak na wios³owanie by³ za s³aby. Do brzegu pozosta³o kilkaset metrów, m³ody posinia³ ze zmêczenia. Ojciec nakaza³ mu odpocz±æ, powiedzia³, ¿eby siê nie martwi³ bo staruszek czuje siê ju¿ lepiej.
S± takie momenty w ¿yciu Supermenów, kiedy musz± oni powstrzymaæ swoje pierwotne instynkty i dzia³aæ – tak mówi³a mu mamusia w sytuacjach, kiedy ch³opiec p³aka³. A wiêc teraz nie p³aka³. Zacumowa³ ³ód¼ na pla¿y i pobieg³ po pomoc. Kiedy pêdzi³ z powrotem z mamusi±, Hel±, ratownikiem i Agatk± – ojciec Sebastiana szed³ powoli próbuj±c siê u¶miechaæ. Widaæ by³o jednak, ¿e ledwo trzyma siê na nogach.
– Konstanty! – zarycza³a matka i wziê³a mê¿a pod rêkê, za drug± rêkê chwyci³ go ratownik i poprowadzili chorego do domu. Dopiero teraz, kiedy ma³a Agatka rzuci³a siê z p³aczem obejmuj±c nogi taty, z oczu Sebastiana wybuch³y ³zy.
– No ju¿... kochane... ju¿ dobrze... ju¿... dobrze – szepta³ tata.
– Dzieci, biegnijcie na recepcje, niech dzwoni± po karetkê – powiedzia³a mama.
– Nie. – zaprotestowa³ ojciec – Wystarczy, ¿e przyjedzie doktor Cudt.
Doktor Cudt przyjecha³ i powiedzia³, ¿e Pan Dyrektor przeszed³ stan przedzawa³owy i koniecznie musi udaæ siê na d³ugi urlop do szczeciñskiej kliniki, i to natychmiast. Kiedy odje¿d¿ali z tat±, Sebastian pomy¶la³ o motylach. Dlaczego wywinê³y mu taki numer? Mo¿e mia³y za z³e, ¿e wcze¶niej kto¶ pozamyka³ je w s³oikach. Pomy¶la³ o starym szczupaku, który zapewne p³ywaj±c w g³êbinach od tak dawna, nauczy³ siê wykorzystywaæ tajemn± si³ê jeziora i wykorzysta³ j± przeciwko rybakowi. Pomy¶la³ o dobrym czarodzieju, który ockn±³ siê we w³a¶ciwym momencie i zes³a³ im uzdrawiaj±c± ³unê ¶wiat³a. Drugi brzeg jeziora czeka³ w oddali, dziki i nieodkryty. Sebastian mia³ jednak wra¿enie, jakby jak±¶ malutk± cz±stk± siebie znalaz³ siê na nim przez chwilê.
Do salonu wszed³ ubrany w elegancki garnitur i bia³± koszulê dziewiêtnastolatek. Rozejrza³ siê w oko³o, wyra¼nie kogo¶ szukaj±c. W prawej rêce trzyma³ zwiniête w rulon ¶wiadectwo dojrza³o¶ci. Do¶æ niechlujny wygl±d: wyjêta ze spodni koszula, szeroko rozpiêty ko³nierz i zmêczona twarz – ¶wiadczy³, ¿e wróci³ w³a¶nie z trwaj±cej ca³± noc, pomaturalnej imprezy. Matki nie by³o w domu. W lodówce czeka³y zapakowane w plastikowe pojemniki obiady z trzech dni. Na lustrze w przedpokoju wisia³a karteczka: GRATULUJÊ! Kocham ciê. Mama. Na stolê w salonie zobaczy³ rodzinny album, zapewne matka przegl±da³a go pod jego nieobecno¶æ. Otworzy³ album na samym ¶rodku i zobaczy³ to zdjêcie.
Przez dziesiêæ lat ojciec Sebastiana je¼dzi³ po klinikach i uzdrowiskach lecz±c swoje chore serce. Kilka miesiêcy przed ¶mierci±, kiedy przebywa³ w nowoczesnym szpitalu w Warszawie, rodzina jak zwykle pojecha³a do niego w odwiedziny. Niespotykana dotychczas wylewno¶æ ojca i jego chêæ przytulania, wprawi³y ch³opaka w zak³opotanie. O ile nigdy wcze¶niej ojciec nie obejmowa³ nikogo na powitanie, teraz rzuci³ siê na matkê, Agatkê i Sebastiana. ¦ciska³ ich d³ugo i gor±co. Matka Sebastiana p³aka³a przez ca³y pobyt w Warszawie i przez ca³y powrót. Serce ojca trzyma³o siê ju¿ na postronkach i konieczny by³ przeszczep. Organizm mia³ jednak za s³aby. Trzeba by³o czekaæ na operacjê. Piêædziesiêciolatek przeczuwaj±c, ¿e z pewno¶ci± nie poczuje siê ju¿ lepiej – wypisa³ siê ze szpitala i wróci³ do pracy.
Jak ju¿ umieraæ, to z uniesion± g³ow± – my¶la³. Jak wiêkszo¶æ ludzi, nie chcia³ i nie zamierza³ umieraæ w szpitalu. Umar³ w domu, we ¶nie, z lekkim u¶mieszkiem na twarzy. I wtedy, podczas ostatnich odwiedzin w warszawskiej klinice, Sebastian czu³ siê trochê tak, jak na ¶rodku jeziora. Spacerowali zatem po korytarzach tylko we dwóch, i rozmawiali.
Na zdjêciu Sebastian wprowadza³ tatê do szpitalnej sali, podtrzymywa³ go swoj± praw± rêk± – t± w³a¶nie, w której dzisiaj trzyma³ ¶wiadectwo dojrza³o¶ci. I tak samo jak w Zaciszu, kiedy ¿ycie po raz pierwszy pokaza³o mu swój brutalny brzeg, tak samo i teraz: z oczu Sebastiana, oprócz ³ez, sp³ywa³a ¶ciskaj±ca serce prawda:
"Niestety m³ody, ale nie mo¿esz mieæ wszystkiego zawsze, kiedy chcesz".
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
/>
/>
/>
/>Tamto Rynnowe "Zacisze" Sze¶ciolatek – – ¿e Bez ¶wiat³a Sebastiana ³±kami
/>
/>Po Amazonki. ¿ó³tym, Wy¿ej
/>Obok Dlatego Czterometrowe ³añcuchy Sebastiana Ma³o Trzeba
/>- Wstawaj, Sebastian – Idziemy D³ugo Agatki /hu¶tawka/,
/>- Ale ¿e Supermanem Sebastian Supermanem.
/>- Superman.
/>
/>Tego Sebastianie ¦wiat Je¿eli ¦wiat Solenizanta. Pocz³apa³ ¶wiat – Sebastianek ¦wiat Agatka – ¿e ³añcuchów
/>
/>
/>
/>Tam, Stamt±d Ból Sebastian ³ami±c Szok. Niestety, ¶wiadomo¶æ Chocia¿ ¿eby Cudt, Sebastian Arrgggh, ¿e
/>
/>Najgorsze Dwa Cudt Có¿ Przecie¿ Wraz ¿yciu Sebastiana ¿e Tam, "Lubie" /raj/ Przez Sebastiana, ³ez, ¶cieka³a
/>
/>"Niestety
/>
/>Nie Sebastiana Rodzice ¿eby
/>Ojciec Sebastiana Dyrektora "Globalsbud" ¶wiadczy³o Dyrektor Pomorza. Zazwyczaj Sebastiana "£ada" (który Ferrari) Ferrari! Tym Sebastian
/>Nigdy Zacisza Przyjecha³a Helena, Matki Boskiej Pielgrzymkowej, Sebastiana, Sebastiana. Jedna Przez
/>
/>
/>
/>Do Zacisze Sebastiana Sztamê Agat±. Wszêdzie Sebastian Agatka ³apane Oto Ch³opiec Rodzeñstwo ¿e ¶rodku ¿yczenie:
/>"Aby Sebastiana".
/>Kiedy ¿yczeniem Sebastiana, ¿eby
/>
/>I Ojciec Stan±³
/>- Ko³obrzegu, ¿e Piêtaszek Robinsona Crusoe
/>- Tataaa!
/>- Sebastiana Hmm
/>- Boli
/>- Nie – Sebastian.
/>-
/>- Nie.
/>-
/>- Nie,
/>-
/>-
/>- Dobrze. Dzi¶
/>- Tak Sebastian
/>- Dobrze.
/>
/>
/>Ojciec Sebastiana ¶redniego Du¿o "Mocne" "Lwa". Osobowo¶æ Umys³ Zdolno¶ci Mo¿e Jednak Politechniki Konstantego. Kiedy Kto ¿e Dyrektorem. Wszyscy ³±czy ¿ycia. Stres
/>
/>Konstanty ¼ród³em Jego ¿e Drug±, Konstanty Mimo
/>
/>
/>
/>¦redniej ³ódka ³aweczkami ¶rodku "Agata" (imiê "Sebastian" Konstanty £owi³ Tego (zapalonego Sebastiana ³owiæ. – Dlatego Bieg³ MAM RYBÊ! MAM RYBÊ!
/>
/>Oto ¿e ³ód¼ ¶rodku ³owiæ
/>
/>Jezioro Odbijaj±ce Europie ¿elazne
/>
/>- Tomek Sawyer, Sebastian Tomkiem Sawyerem, Kapitanem Nemo.
/>- Tak Zwin±³ Sebastian Wiadomo ¿e
/>- Konstanty "Torpeda". Ruszyli. Kad³ub Agatki Kiedy ³ódka Jak ³ajbê, Konstanty ³y¿kach Lubi³ Wraz Konstanty, Sebastian Chmury Kiedy ¶ci¶niête ¿e
/>
/>
/>
/>– Jak Teraz. Dzisiaj. Ale – Konstanty –
/>
/>Zacz±³ ¶rodku Wia³o Fale Agatka
/>– Ale – Zbli¿yli Kapitan Nemo
/>– Kotwica!
/>– Tak
/>Faktycznie, Konstanty,
/>– –
/>– –
/>– – – – –
/>– Bierz – Konstanty,
/>
/>Wysepka Tak± Niewielki
/>Konstanty ³owi³ Sebastianowi Zarzucili Przynêta Konstantego Krêci³
/>– JEST! – Konstanty – Ale Mamy Walczy³ Ch³opiec ¿e Tata Przyci±gn±³ ³ódkê Chwyci³ ³eb PACH! PACH! – By³ ¶redni Sebastianowi ¿e
/>– Walczymy – Szczupaki Konstantego ¶wicie. Ma³y Siódmy – PRAWDZIWE BYDLE – Konstanty. Nakaza³ Mêczy³ Szczupaczysko Sebastian ¿e
/>I Kolos By³ Rybacy ¿e
/>
/>– Odsuñ –
/>
/>
/>
/>Szczupak ¿y³kê Aaach, – Konstanty Deszcz Du¿e Syn
/>
/>I Rób – Syn ¿y³kê Spojrza³ Ojciec Usiad³ Ryba Ojciec Sebastian ¿e ¿ycie
/>
/>Malec Packa³ Wios³owa³ Wêdkê ³aweczkami. Ojciec ³ódki, Ma³y ¿y³kê, ³ód¼, Spokojnie... –
/>
/>Deszcz Gêste Ch³opiec ¶wiat³a ³odzi, Sebastian Jakby Smuga Wiatr Fale Ojciec Sebastiana Ojciec ¿eby
/>
/>S± ¿yciu Supermenów, – Zacumowa³ ³ód¼ Kiedy Hel±, Agatk± – Sebastiana Widaæ ¿e
/>– Konstanty! – Dopiero Agatka Sebastiana ³zy.
/>– –
/>– Dzieci, –
/>– Nie. – – Wystarczy, ¿e Cudt.
/>
/>Doktor Cudt ¿e Pan Dyrektor Kiedy Sebastian Dlaczego Mo¿e ¿e Pomy¶la³ Pomy¶la³ ³unê ¶wiat³a. Drugi Sebastian
/>
/>
/>
/>Do Rozejrza³ ¶wiadectwo Do¶æ – ¶wiadczy³, ¿e Matki GRATULUJÊ! Kocham Mama. Otworzy³ ¶rodku
/>
/>Przez Sebastiana Kilka ¶mierci±, Warszawie, Niespotykana Agatkê Sebastiana. ¦ciska³ Matka Sebastiana Warszawie Serce Organizm Trzeba Piêædziesiêciolatek ¿e –
/>
/>Jak – Jak Umar³ ¶nie, Sebastian ¶rodku Spacerowali
/>
/>Na Sebastian – ¶wiadectwo Zaciszu, ¿ycie Sebastiana, ³ez, ¶ciskaj±ca
/>
/>"Niestety
/>
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Kobieta
- Syn /debiut
- Bestiariusz 1
- on to dla nas...
- Dzieciêctwo /wierszyk dla dzieci starszych/
- Z ¿ycia transseksualistki - cierniowa droga do wolno¶ci (cz.3)
- Przymierzalnia losu (studium przypadku)
- Jedna, czy dwie chwile z ¿ycia...
- WYPE£NIENIE /wiersz/ ?
- Antychronomania /wiersz/
- Nadzieja /wiersz/
- Zrozumienie /wiersz/ x