24 godziny temu

Robi³em w redakcji Dzwonka. Praca chujowa, a zarobki jeszcze gorsze. Siedzia³em w tym szambie od trzech lat. Sam nie wiem, ale wi±za³em jako¶ koniec z koñcem. Byæ mo¿e by³em ostatnim naiwniakiem w tym mie¶cie, który dawa³ siê nabiæ w butelkê. Byæ mo¿e dlatego, ¿e po prostu tak chcia³em. W ka¿dym b±d¼ razie podchodzi³em do tej roboty z jeszcze jako takim sentymentem. Mia³em swoje poletko i obrabia³em je w miarê mo¿liwo¶ci. Awansowa³em nawet na szefa dzia³u i mia³em pewne pole do popisu. Wygl±da³o to mniej wiêcej tak, ¿e opieprza³em ludzi za byle jaki gniot i od czasu do czasu robi³em korektê wysy³anych do druku kolumn. Dba³em o w³asny interes i ty³ek. Pisa³em oczywi¶cie tyle ile mog³em. Zazwyczaj niewiele, ale tre¶ciwie i na czas. Nie podpada³em nikomu, przytakiwa³em szefostwu kiedy trzeba. Zostawa³em po godzinach i przychodzi³em z rana, zaraz po naszej sekretarce. Na dobr± sprawê pracowa³em przez trzy, no mo¿e cztery godziny dziennie, a przez resztê dnia siê obija³em. Normalnie zbija³em b±ki, siedzia³em w internecie i gada³em o dupie Maryni z nie wiadomo kim.
W zasadzie ka¿dy dzieñ by³ do siebie podobny. Dni, w których dzia³o siê naprawdê co¶ szczególnego, by³o niewiele. Zazwyczaj rano, gdy przychodzi³em, bra³em ze sto³u ¶wie¿e gazety i robi³em przegl±d. Strona po stronie. Najpierw nasz±, potem konkurencjê. Opieprza³em w my¶lach sk³adacza za tradycyjnie spieprzone strony i posypane reklamy. Resztê ekipy za fatalne i gówniane teksty.
– Cholera! W Goñcu napisali o wyroku na pedofila. Dlaczego nikt u nas tego nie zrobi³ ? – pyta³em z niedowierzaniem. – Je¿eli Patryk dalej bêdzie uprawia³ ten swój be³kot, wywalê go z Dzwonka na kopach.
Patryk Pistolet mia³ tylko jedn± dobr± cechê. By³ uparty i wszêdzie umia³ siê wcisn±æ. Mia³ jakie¶ metr osiemdziesi±t, du¿y brzuch, i fryzurê co¶ a’la Elvis. By³ wolnym strzelcem, a pisz±c nie przebiera³ w s³owach, dlatego nazywa³em go Pistolet. Na prawym uchu nosi³ aparat s³uchowy. Cholera, mo¿e to dlatego ludzie byli dla niego tacy mili? Nie wiem. W ka¿dym b±d¼ razie talentu do pisania za grosz.
Gazet± zawiadywa³ facet o nazwisku Sobieski. I chyba co¶ w tym by³o, bo lubi³ sobie zdrowo goln±æ. Pocz±tkowo go nie lubi³em. Go¶ciu my¶la³, ¿e skoro ma szlacheckie nazwisko mo¿e nosiæ dupê wy¿ej ni¿ s³oñce. Poza piciem, paleniem, d³ubaniem w nosie, sraniem i gadaniem g³upot, praktycznie nic wiêcej nie robi³. Skurczybyk mia³ uk³ad z wydawc±. Zarabia³ nie¼le wiêc wszystko po prostu mia³ gdzie¶. Ja i reszta ekipy musieli¶my zasuwaæ na tego wa³konia przez 30 dni w miesi±cu. Plusem tego wszystkiego by³o to, ¿e zawsze po pierwszym stawia³ wieczorami przez kilka dni browar.
Pi±tkowe wydanie Dzwonka koñczy³o siê mniej wiêcej jako¶ ko³o osiemnastej. Do z³o¿enia zostawa³o tylko kilka stronic. Betka. Pó¼niej spogl±dali¶my na zegarek. Tradycji jak zwykle stawa³o siê zado¶æ.
- To co? Kropelkujemy? – rzuci³ jak zwykle Sobieski, podci±gaj±c spodnie.
- Aha – odpowiada³em za resztê ekipy.
Pistolet nie pi³ w ogóle. Mia³ wstrêt do alkoholu. To kolejna wada, która nie pozwala³a mi go polubiæ. W Dzwonku by³ jeszcze jeden abstynent, a w zasadzie alkoholik na odwyku. Nie uwierzycie, ale nazywa³ siê Marcin Siwucha i by³ chyba jedyn± rozs±dn± spo¶ród nas osob± w tej gazecie. Najwyra¼niej brak wódki naprawi³ mu zwoje mózgowe. Pisa³ konkretnie i zyska³ uznanie nawet garstki czytelników. Wychodzi³ po po³udniu, zostawia³ swoje i tyle go by³o. Ka¿dy z nas jednak wiedzia³, ¿e jego teksty i tak pójd±, bo po prostu by³y dobre. Z drugiej strony najczê¶ciej wrzuca³o siê wszystko, ¿eby jako¶ zapchaæ te strony.
Ko³o dziewiêtnastej siedzia³o nas ju¿ tylko kilku: Ja, Sobieski, Patryk Pistolet, sk³adacz i Ceg³a – facet od sportu.
- Dobra panowie! – krzykn±³ Sobieski. – Zas³oniæ mi te ¿aluzje.
- Siê wie szefie – odpowiedzia³ sk³adacz.
Sobieski wyszed³. Nie minê³o nawet minuty gdy wróci³ z reklamówk± wype³nion± piwem.
- £apcie póki zimne panowie.
Ka¿dy z nas, oczywi¶cie oprócz Pistoleta, chwyci³ za puszkê.


PSYT, PSYT, PSYT


Sk³adacz wzi±³ g³êbokiego hausta. Od razu zobaczy³em b³ysk w jego oczach.
- Wiesz co szefie? – Rzuci³ nagle i poci±gn±³ nastêpny d³ugi ³yk. W zasadzie to mo¿emy zamykaæ ten numer. Cholera! – krzykn±³ wycieraj±c facjatê o rêkaw - Nie bêdziemy czekaæ na ten materia³ z kolizji. Wrzucimy w tê pizdrawkê nasz± reklamê i po krzyku. W drukarni na¶wietlaj± ju¿ ¶rodek. Nie chcê ju¿ odbieraæ telefonów od Mas³owskiego. Wys³uchiwaæ jego narzekañ i pierdolenia. Wysy³amy ostatni± parê i w pizdu. Mamy jeszcze piwa ?
- No jasne.
- To nie ma siê co brandzlowaæ. Przecie¿ ¿yje siê tylko raz!
- No chyba, ¿e jest siê £azarzem – doda³em.


PSYT, PSYT, PSYT


Sobieski podrapa³ siê przez chwilê po brodzie. Nigdy d³ugo nie my¶la³.
- A niech tam do diab³a. Na pohybel czerwonym. Siiiiuuuuuppppp.
Gazetê zamknêli¶my jako¶ przed dwudziest±. Zawsze umieli¶my przyspieszyæ kiedy trzeba. W reklamówce stercza³o jeszcze kilka nie napoczêtych puszek. Tego dnia ¿aden z nas, oprócz Pistoleta, nie zamierza³ prêdko wracaæ do domu. W sumie zapowiada³ siê ca³kiem sympatyczny wieczór.


*****************

Do Dzwonka trafi³em jak wiêkszo¶æ z przypadku. Którego¶ dnia b³±kaj±c siê po mie¶cie w poszukiwaniu roboty postanowi³em zrobiæ sobie ma³± przerwê. Wst±pi³em do pierwszej lepszej knajpy i zamówi³em zimne piwo. Te¿ mi siê co¶ nale¿a³o od ¿ycia. Goln±³em sobie zdrowo, bo od ³a¿enia strasznie pali³a mnie rura i poprosi³em zaraz barmana, ¿eby dostarczy³ mi nastêpne. Nagle zorientowa³em siê, ¿e przede mn± le¿y jaka¶ ma³a, niewielka gazeta.
„ Dzwonek – nie kupisz nas w kiosku”. - No proszê, jaka¶ nowo¶æ na naszym rynku wydawniczym – za¶mia³em siê pod nosem i przelecia³em przez wszystkie strony.
Gazeta nie wygl±da³a najlepiej. W sumie do czytania tyle co nic. Teraz zrozumia³em, dlaczego nie chc± sprzedawaæ jej w kioskach. W dziale og³oszeñ znajdowa³y siê zaledwie trzy oferty, które nieszczególnie mnie zainteresowa³y. Ale na przedostatniej kolumnie zamie¶cili du¿e og³oszenie w ramce „ Potrafisz pisaæ, lubisz obserwowaæ, szukasz nowych wyzwañ? Zg³o¶ siê do nas. Zostañ dziennikarzem Dzwonka”.
- Hmmm, mo¿e by tak skrobn±æ co¶ i im zanie¶æ? – pomy¶la³em koñcz±c drugie piwo. – Cholera przecie¿ nie mam nic do stracenia, a taki dziennikarzyna, nawet mierny, pewnie trochê zarabia i raczej siê nie przepracowuje.
Napoczynaj±c trzecie piwo zastanawia³em siê ju¿, o czym móg³bym do nich napisaæ. Dodali tylko, ¿e teksty maj± byæ trzy, na dodatek rzeczowe i zwi±zane z tematyk± miejsk±. Za cholerê nie mia³em pojêcia o pisaniu, ale ju¿ oczami wyobra¼ni widzia³em siebie za biurkiem, pisz±cego teksty, siedz±cego w krawacie i wyprasowanej marynarce, pal±cego fajkê, albo cygaro i biegaj±cego gdzie¶ z notatnikiem na jakie¶ wa¿ne spotkania. Coraz bardziej zaczyna³em siê nakrêcaæ i coraz bardziej ta opcja zaczyna³a mi siê podobaæ. Uwierzy³em, ¿e jest to robota stworzona wprost dla mnie. Przecie¿ trzeba od czego¶ zacz±æ. Pewnie ci s³ynni wielcy dziennikarze te¿ zaczynali od zera. Nosili kanapki swoim szefom, robili im rano kawê, albo biegali w godzinach pracy po agencjach i op³acali zaleg³e rachunki. Dopi³em czym prêdzej swoje piwo i wyszed³em. Postanowi³em jeszcze tego samego dnia co¶ napisaæ.
Redakcja Dzwonka mie¶ci³a siê gdzie¶ na peryferiach miasta. Ledwo zauwa¿y³em niewielki szyld nad wej¶ciem. W kieszeni kurtki trzyma³em niewielk± dyskietkê z napisanymi na szybkiego tekstami, nad sensem których raczej niewiele siê zastanawia³em. Zadba³em jedynie o to, ¿eby nie by³o b³êdów ortograficznych i by³y krótkie. W ¶rodku redakcji panowa³a duchota. W niewielkim pomieszczeniu siedzia³o chyba z dziesiêæ osób. Na oko wygl±dali mniej wiêcej na dwadzie¶cia parê lat. Przez k³êby papierosowego dymu dojrza³em biurko sekretarki. Czu³em, ¿e wszyscy skupili swój wzrok w³a¶nie na mnie.
- Dzieñ dobry, ja w sprawie og³oszenia – powiedzia³em w stronê sekretarki.
Na dobr± minutê zapad³a grobowa cisza.
- Chcê pan nadaæ tak ? – zapyta³a kobieta za lad±.
- Nie, znalaz³em u was og³oszenie, ¿e poszukujecie dziennikarzy…
- Hmmm, w naszej gazecie?
- Tak, na przedostatniej stronie we wczorajszym wydaniu.
Kobieta wygl±da³a na zaskoczon±. Mia³a jakie¶ 40 lat. Szczup³a blondynka o wyra¼nie kszta³tnych ustach. Nosi³a na sobie z tuzin naszyjników i okr±g³e kolczyki prawie do ramion.
- Wioletta we¼ od pana dyskietkê i powiedz, ¿eby siê zg³osi³ za tydzieñ – rzuci³ nagle kto¶ z drugiego pokoju.
Blondynka wygl±da³a jakby to by³ jej pierwszy dzieñ w pracy.
- Proszê przyj¶æ za tydzieñ – powtórzy³a do mnie. – Nie obiecujemy, ¿e zostanie pan zatrudniony. Ale na pewno przeczytamy i ocenimy.
By³em pewny, ¿e przejrz± od razu i bêdê wiedzia³ na czym stojê. By³ wtorek wiêc czeka³ mnie przynajmniej jeszcze tydzieñ obijania Wychodz±c z Dzwonka zobaczy³em po drugiej stronie ulicy niewielki bar. Pomy¶la³em, ¿e zajdê i poprawie sobie humor. W knajpie oprócz mnie i barmana siedzia³o jeszcze dwóch m³odych ludzi.
- O! Kolejny go¶æ z naprzeciwka – rzuci³ w moj± stronê barman.
- Co proszê? – zapyta³em, jakbym nie s³ysza³ co do mnie powiedzia³.
- By³e¶ pytaæ siê o pracê w Dzwonku i kazali ci przyj¶æ za tydzieñ?
- A sk±d wiesz?
- Ja wiem wszystko – odpowiedzia³ barman i przysun±³ w moj± stronê piwo.
Wzi±³em kilka g³êbokich haustów.
A tak na powa¿nie – ci±gn±³ dalej barman. – To takich jak ty mia³em tu w przeci±gu kilku dni z dwudziestu. Ich te¿ odes³ali. Widzisz tych dwóch w k±cie? – Barman spojrza³ wzrokiem na dwóch m³odych ludzi siedz±cych w rogu knajpy zaraz przy wej¶ciu. – Oni te¿ tam poszli przekonani, ¿e zostan± przyjêci. Pij± ju¿ od trzech godzin. Bojê siê, ¿e jak goln± jeszcze trochê to pójd± tam z powrotem i rozpieprz± tê redakcjê. Mam wra¿enie, ¿e ich og³oszenie to jeden wielki pic na wodê.
- No przecie¿ jest napisane jak byk…
- Przypuszczam, ¿e szukaj± jakich¶ naiwniaków. Popracuje taki jeden z drugim przez miesi±c, mo¿e dwa. Zach³ysn± siê, ¿e ich teksty opublikuj± gdzie¶ na ostatniej stronie, zrobi± co trzeba i ani zobacz± swojej kasy. Na dodatek nie podpisz± z nimi umowy.
- Przecie¿ to gazeta…
- Gazeta synku - kontynuowa³ dalej barman, przecieraj±c stare kufle do piwa - to jest w Warszawie, a nie w takiej pipidówie jak nasza. Tam to dopiero jest ¿ycie. Mówiê ci, nie pchaj siê do gazety, bo wyjdziesz na tym jak Zab³ocki na mydle i tylko czas stracisz. Jeste¶ m³ody, zdrowy. Znajdziesz lepsz± robotê.
- Mo¿esz podaæ mi piwo?
- Oczywi¶cie.
Tydzieñ zlecia³ nawet szybko. Gadka z barmanem trochê ostudzi³a moje zapêdy, ale nie zamierza³em dawaæ za wygran±. Tym razem w redakcji by³y pustki. Podszed³em do sekretarki pewnym krokiem.
- Dzieñ dobry, ja w sprawie pracy, by³em tu przed tygodniem – powiedzia³em od razu, nie daj±c jej ani chwili do namys³u.
- Pan siê nazywa…?
- Adam, Adam Serafin.
- Hmmm, przyznam siê szczerze, ¿e wcale sobie nie przypominam, aby pan co¶ u nas zostawia³.
- Jak to przecie¿ by³em u was w redakcji tydzieñ temu i zostawi³em swoje teksty. Mieli¶cie je przeczytaæ, a ja mia³em siê do was zg³osiæ za tydzieñ. A dzi¶ mija w³a¶nie tydzieñ. Jest wtorek proszê pani.
- Przez ostatnie dwa tygodnie przewinê³a siê tu setka takich jak pan. Musi pan zrozumieæ, ¿e wszystkie teksty trzeba przeczytaæ, oceniæ, pewnie wiêkszo¶æ odrzuciæ, a to zabiera sporo czasu. Sugeruje pan, ¿e my siê tutaj obijamy? Proszê przyj¶æ za tydzieñ. Albo na pocz±tek przysz³ego miesi±ca. Wtedy na pewno damy odpowied¼.
Kobieta wyra¼nie zaczê³a mnie irytowaæ. Z trudem próbowa³em powstrzymaæ nerwy. Wiedzia³em, ¿e mimo wszystko muszê zachowaæ chocia¿ pozory grzeczno¶ci.
- Proszê pani, mieszkam na drugim koñcu miasta. Czy zdaje sobie pani sprawê, ¿e dojazd tu do redakcji zabiera mi prawie godzinê. Czy nie liczycie siê z tym, ¿e w ten sposób zabieracie ludziom ich cenny czas nie wspominaj±c o pieni±dzach wydanych na autobus?
- Przykro mi proszê pana, musi pan uzbroiæ siê w cierpliwo¶æ i poczekaæ. Ma pan telefon?
- Mam.
- To proszê zostawiæ swój numer kontaktowy. Je¿eli bêdzie decyzja w pañskiej sprawie to zadzwonimy.
Kobieta wyra¼nie próbowa³a siê mnie pozbyæ. Zapewnie mia³a wiele wa¿niejszych spraw na g³owie ni¿ u¿eranie siê z jakim¶ go¶ciem, który nie ma o pisaniu bladego pojêcia. Widzia³em, ¿e co chwila próbowa³a siêgn±æ po kubek z wod±. Zapewne mia³a wczoraj upojny wieczór i potwornego kaca. Wyra¼nie ten dzieñ nie zaczê³a najlepiej.
- Proszê pani – odpar³em. – Nie bêdê czeka³ w nieskoñczono¶æ na wasz± odpowied¼. Proszê oddaæ moj± dyskietkê z tekstami. Najwyra¼niej nie dane mi u was pracowaæ.
- Oczywi¶cie, ju¿ panu oddajê.
W redakcji przy komputerach siedzia³y jakie¶ trzy m³ode dziewczyny. Stuka³y zawziêcie w klawiaturê. Na du¿ym stole po¶rodku le¿a³a sterta kolorowych gazet. Sta³em tak przed biurkiem sekretarki i przeklina³em w my¶lach na czym ¶wiat stoi. Dlaczego do cholery nie mogê byæ teraz na ich miejscu? W czym ja jestem gorszy od nich. Nie wierzê, ¿e te dziewczyny dosta³y siê tutaj, bo potrafi± pisaæ jakie¶ niestworzone historyjki. A mo¿e znalaz³y siê tutaj, bo da³y komu trzeba? Cholera wie. W ka¿dym b±d¼ razie chcia³em siê wynie¶æ z tej redakcji jak najszybciej i jeszcze szybciej napiæ siê piwa. Zapomnieæ, ¿e kiedykolwiek zachcia³o mi siê byæ dziennikarzem.
- Proszê pana…
- Tak?
- Niestety, nie mogê znale¼æ pana dyskietki.
- Jak to?
- A no tak to, ¿e chyba gdzie¶ siê zawieruszy³a. Proszê spojrzeæ ile tu ich mamy.
- Proszê pani, nie interesuje mnie to ile macie tutaj dyskietek. Proszê z ³aski swojej oddaæ mi tylko moj±, nic wiêcej mnie interesuje.
- No nie wyczaruje jej przecie¿ panu. Ewentualnie mo¿emy pokryæ koszty tej dyskietki z naszej kasy. Chyba niewiele kosztowa³a ?
- Wie pani co? – odpowiedzia³em zaciskaj±c piê¶ci. – Niech pani tê dyskietkê wsadzi sobie…
- Co tam siê dzieje do jasnej cholery ? – z drugiego pomieszczenia dobieg³ znajomy g³os.
- Panie redaktorze jest tu jaki¶ pan, który stara mi siê wmówiæ, ¿e by³ tu przed tygodniem i zostawi³ jakie¶ teksty.
W drzwiach od drugiego pomieszczenia pojawi³ siê nagle rudobrody go¶æ. Wygl±da³ na strasznie przepitego. Oczy ¶wieci³y mu siê jak psu jajca. Nad±³ swój wielki brzuch, przypatrzy³ mi siê przez chwilê, podrapa³ po g³owie po czym wydusi³ z siebie ciê¿ko wzdychaj±c:
- No dobra, niech pan wejdzie. Acha, pani Wioletto, proszê przypilnowaæ, ¿eby wyrzucono to og³oszenie o pracê.

W gabinecie naczelnego panowa³ nieopisany zaduch.

- A wiêc starasz siê u nas o pracê – zapyta³.
- Tak jest proszê pana.
- Masz jakie¶ do¶wiadczenie w tej bran¿y ? Pisa³e¶ ju¿ kiedy¶ do gazet ?
Facet wyra¼nie chcia³ siê mnie pozbyæ. Wiedzia³, ¿e odpowiem mu przecz±co. Od razu przeszed³ na „ty” wyra¼nie traktuj±c mnie z góry. Pewnie zada³ te same pytanie setce innych naiwniaków, których wywali³ zanim siê spotka³ ³askawie ze mn±.
- Nie mam proszê pana.
- No i bardzo dobrze – odpowiedzia³, a ja w tym momencie my¶la³em, ¿e spadnê z krzes³a.
- W tej bran¿y najlepiej zaczynaæ od zera. Zreszt± widzê, ¿e masz g³owê na karku i ³atwo siê nie poddajesz. S³ysza³em twoj± rozmowê z sekretark±. I musze przyznaæ, ¿e jeste¶ bardzo upierdliwym go¶ciem. Ale robisz to z klas±. Widzisz synku linia programowa naszej redakcji jest jedyna i s³uszna. Nasz wydawca nie lubi ludzi, którzy maj± pogl±dy inne ni¿ on. A polityka jest dla niego ca³ym ¶wiatem. Dwadzie¶cia lat temu omal nie straci³ przez ni± ¿ycie. To ideowiec, a tacy ludzie to najwiêksze ¶winie. Okropny dziwak lecz daje nam kasê i dziêki niemu mamy za co p³aciæ ludziom i wydawaæ gazetê. A twoje pogl±dy s± bardziej na lewo, czy w praw± stronê?
Rudzielec wbi³ mi w tym momencie zagwozdkê. Cholera, dlaczego nie sprawdzi³em wcze¶niej jaka partia stoi za t± gazet±? Powiem, ¿e mam pogl±dy lewicowe – facet przybije mi pi±tkê i zatrudni albo na odwrót. Wbi³ we mnie swoje szklane ¶lipia i czeka³ na mój ruch.
- Wie pan co ? – odpowiedzia³em nie namy¶laj±c siê d³ugo. – Przez dwadzie¶cia parê lat studiowa³em zawziêcie wyniki sportowe. Jako¶ nie mia³em za bardzo natchnienia, by w tym czasie ogl±daæ dziennik telewizyjny.
- ¯e co niby ?
- Po prostu mam sport w jednym paluszku.
- A niech to! W³a¶nie zwolni³o siê miejsce w naszym dziale sportowym. W zasadzie to do tej pory w ogóle on nie istnia³. Nikomu nie chcia³o siê go robiæ, tym bardziej mnie, bo nie znam siê na tym zupe³nie. Umiesz pisaæ na klawiaturze ?
- No jasne.
Przyjd¼ jutro do nas o ósmej rano. O ósmej zaczynamy kolegium. Jezu Chryste naprawdê spad³e¶ nam z nieba. Twoje nazwisko?
- Serafin.
- Jak?
- Serafin!
- Chryste! Z nieba nam spad³e¶ kolego. Jutro widzimy ciê u nas rano Serafin !

Szed³em do drzwi wyj¶ciowych otumaniony, jakby nie wierz±c temu, co sta³o siê przed chwil±. Dziewczyny siedz±ce przy komputerach odwróci³y wzrok w moj± stronê i rozdziawi³y szeroko gêby. Sekretarka pi³owa³a paznokcie udaj±c, ¿e mnie nie widzi. Zamkn±³em za sob± drzwi i przeszed³em na drug± stronê ulicy. Postanowi³em wej¶æ do knajpy i wypiæ, za dobrze rozpoczynaj±cy siê dzieñ. Zamówi³em dla siebie zimne piwo i od razu poleci³em barmanowi, ¿eby nape³ni³ kolejne.
- I co ? Znów ciê zbyli jak resztê ? – rzuci³ z przek±sem w moj± stronê.
- I tu siê mylisz kolego – odpowiedzia³em i poci±gn±³em kilka g³êbokich grzdyli. – I tu siê kolego mylisz.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Robi³em Dzwonka. Praca Siedzia³em Sam Byæ Byæ ¿e Mia³em Awansowa³em Wygl±da³o ¿e Dba³em Pisa³em Zazwyczaj Nie Zostawa³em Normalnie Maryni />W Dni, Zazwyczaj ¶wie¿e Strona Najpierw Opieprza³em Resztê />– Cholera! Goñcu Dlaczego Je¿eli Patryk Dzwonka />Patryk Pistolet By³ Mia³ Elvis. By³ Pistolet. Cholera, Nie />Gazet± Sobieski. Pocz±tkowo Go¶ciu ¿e Poza Skurczybyk Zarabia³ Plusem ¿e />Pi±tkowe Dzwonka Betka. Pó¼niej Tradycji />- Kropelkujemy? Sobieski, />- Aha />Pistolet Mia³ Dzwonku Nie Marcin Siwucha Najwyra¼niej Pisa³ Wychodzi³ Ka¿dy ¿e ¿eby />Ko³o Ja, Sobieski, Patryk Pistolet, Ceg³a />- Dobra Sobieski. Zas³oniæ ¿aluzje. />- Siê />Sobieski Nie />- £apcie />Ka¿dy Pistoleta, /> /> PSYT, PSYT, PSYT /> /> />Sk³adacz />- Wiesz Rzuci³ ³yk. Cholera! Nie Wrzucimy ¶rodek. Nie Mas³owskiego. Wys³uchiwaæ Wysy³amy Mamy ? />- />- Przecie¿ ¿yje />- ¿e £azarzem /> /> PSYT, PSYT, PSYT /> /> />Sobieski Nigdy />- Siiiiuuuuuppppp. />Gazetê Zawsze Tego ¿aden Pistoleta, /> /> ***************** /> />Do Dzwonka Którego¶ Wst±pi³em Te¿ ¿ycia. Goln±³em ³a¿enia ¿eby Nagle ¿e />„ Dzwonek />Gazeta Teraz Ale Potrafisz Zg³o¶ Zostañ Dzwonka”. />- Hmmm, Cholera />Napoczynaj±c Dodali ¿e Coraz Uwierzy³em, ¿e Przecie¿ Pewnie Nosili Dopi³em Postanowi³em /> Redakcja Dzwonka Ledwo Zadba³em ¿eby ¶rodku Przez Czu³em, ¿e />- Dzieñ />Na Chcê />- Nie, ¿e />- Hmmm, />- Tak, />Kobieta Mia³a Szczup³a Nosi³a />- Wioletta ¿eby />Blondynka />- Proszê Nie ¿e Ale />By³em ¿e By³ Wychodz±c Dzwonka Pomy¶la³em, ¿e />- Kolejny />- />- By³e¶ Dzwonku />- />- />Wzi±³em />A Ich Widzisz Barman Oni ¿e Pij± Bojê ¿e Mam ¿e />- />- Przypuszczam, ¿e Popracuje Zach³ysn± ¿e />- Przecie¿ />- Gazeta Warszawie, Tam ¿ycie. Mówiê Zab³ocki Jeste¶ Znajdziesz />- Mo¿esz />- Oczywi¶cie. />Tydzieñ Gadka Tym Podszed³em />- Dzieñ />- Pan />- Adam, Adam Serafin. />- Hmmm, ¿e />- Jak Mieli¶cie Jest />- Przez Musi ¿e Sugeruje ¿e Proszê Albo Wtedy />Kobieta Wiedzia³em, ¿e />- Proszê Czy ¿e Czy ¿e />- Przykro />- Mam. />- Je¿eli />Kobieta Zapewnie Widzia³em, ¿e Zapewne Wyra¼nie />- Proszê Nie Proszê Najwyra¼niej />- Oczywi¶cie, />W Stuka³y Sta³em ¶wiat Dlaczego Nie ¿e Cholera Zapomnieæ, ¿e />- Proszê />- Tak? />- Niestety, />- Jak />- ¿e Proszê />- Proszê Proszê ³aski />- Ewentualnie Chyba ? />- Wie Niech />- />- Panie ¿e />W Wygl±da³ Oczy ¶wieci³y Nad±³ />- Acha, Wioletto, ¿eby /> />W /> />- />- Tak />- Masz Pisa³e¶ />Facet Wiedzia³, ¿e „ty” Pewnie ³askawie />- Nie />- ¿e />- Zreszt± ¿e ³atwo S³ysza³em ¿e Ale Widzisz Nasz ¶wiatem. Dwadzie¶cia ¿ycie. ¶winie. Okropny />Rudzielec Cholera, Powiem, ¿e Wbi³ ¶lipia />- Wie Przez Jako¶ />- ¯e ? />- />- W³a¶nie Nikomu Umiesz ? />- />Przyjd¼ ósmej ósmej Jezu Chryste Twoje />- Serafin. />- Jak? />- Serafin! />- Chryste! Jutro Serafin ! /> />Szed³em Dziewczyny Sekretarka ¿e Zamkn±³em Postanowi³em Zamówi³em ¿eby />- Znów />- />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci