24 godziny temu

1
„Witaj Marcelino,
Wci±¿ nie mogê wyj¶æ z podziwu dla twojej ostatniej prelekcji o neokanty¼mie. Takie wyk³ady niezwykle wzbogacaj± presti¿ naszego ma³ego kó³ka i jestem w takich chwilach bardzo rad, ¿e jednak zdecydowa³em powo³aæ je do ¿ycia. Oczywi¶cie twoja pomoc jest wrêcz nieoceniona, bez Ciebie prawdopodobnie bym nie podo³a³. Musimy dalej aktywnie dzia³aæ w taki w³a¶nie sposób, dzisiaj uda³o mi siê namówiæ kolejnych kilka osób, by przysz³y na nastêpne spotkanie. Okazuje siê, ¿e zainteresowanie filozofi± wcale nie jest takie ma³e, jak zak³ada³a Edyta. Ostatnio go¶cili¶my nawet studenta mechatroniki; to zadziwiaj±ce, ¿e nawet tak odleg³e od naszego umys³y garn± siê do egzystencjalnych dyskusji. Szkoda ¿e Edyta nam ju¿ nie pomaga. Zupe³nie nie rozumiem jej decyzji, kiedy mi to wszystko o¶wiadczy³a, kompletnie nie wiedzia³em o co jej chodzi, mówi³a od rzeczy i mia³em wra¿enie, i¿ jej rezygnacja mo¿e mieæ jakie¶ inne pod³o¿e. Doprawdy dziwna to sytuacja. Najwa¿niejsze jednak, ¿e ty zosta³a¶ i wyprowadzi³a¶ nasze starania na w³a¶ciw± ¶cie¿kê- oby¶my z niej nie zbaczali. Czy widzia³a¶ minê dziekana, gdy przemawia³a¶? Z pewno¶ci± nie, by³a¶ wszak trochê zestresowana, wiêc nie zwraca³a¶ na takie szczegó³y wiêkszej uwagi. Powiem Ci tylko, ¿e wygl±da³ na ¿ywo zainteresowanego, ¶ledzi³em skrycie jego ka¿dy gest i spojrzenie, nie mogê siê myliæ w mojej ocenie. Jego aprobata dla naszego projektu jest bardzo cenna, sama obecno¶æ to wielkie wyró¿nienie.
Marcelino, przyznam Ci szczerze, ¿e nie obserwowa³em wy³±cznie dziekana. Swoj± uwagê chcia³em skupiæ na nim, lecz by³o to zwyczajnie niemo¿liwe, gdy s³ysza³em twój g³os. Mimowolnie zapatrywa³em siê od razu na twoj± twarz, nie mog±c oderwaæ od niej oczu. Marcelino, od kiedy tak czêsto pracujemy ze sob±, wyda³a¶ mi siê niezwykle bliska. Przyku³a¶ moj± uwagê ju¿ przy pierwszej pogawêdce, potem tylko utwierdza³em siê w przekonaniu, ¿e jeste¶ wyj±tkowa. Ostatnio przy³apa³em siê na tym, ¿e zamiast pisaæ referat o Heideggerze, co chwila my¶la³em o naszym nastêpnym spotkaniu. Zawsze czekam z ogromn± niecierpliwo¶ci±, kiedy znowu bêdê móg³ Ciê zobaczyæ, us³yszeæ, porozmawiaæ. Dzieje siê tak ju¿ od d³u¿szego czasu i kiedy czytasz te s³owa, powinna¶ ju¿ siê domy¶laæ dlaczego to Ciebie zaprosi³em do organizacji kó³ka. Doceniam tak¿e twoj± wiedzê i inteligencjê, nie zrozum mnie ¼le. Jednak to twoja osoba sta³a siê dla mnie dominuj±cym imperatywem, to Ty napêdzasz mnie do dzia³ania i dajesz natchnienie. Nie mogê sobie nawet wyobraziæ, co bym teraz zrobi³, gdyby Ciebie zabrak³o. Jeste¶ dla mnie bratni± dusz±, do której mam nieograniczone zaufanie. Wiem ¿e jest Ci ciê¿ko, a mimo to jeste¶ taka roztropna i postêpujesz zawsze w przemy¶lany sposób. Przepraszam ¿e piszê o takich rzeczach w li¶cie, ale kiedy ju¿ mam okazjê z Tob± przebywaæ, nagle ogarnia mnie perfidny rodzaj strachu i nie jestem w stanie Ci tego wszystkiego powiedzieæ. Noszê siê z tym zamiarem ju¿ od kilku tygodni, ale za ka¿dym razem mój jêzyk jest sparali¿owany. Dlatego chcê, ¿eby przynajmniej w twojej ¶wiadomo¶ci zaistnia³y pewne nowe fakty, aby¶ gdy nastêpnym razem bêdziemy ze sob± wiedzia³a, co do Ciebie czujê. Kiedy zobaczê zrozumienie w twoich oczach, lêk zniknie i bêdziemy mogli otwarcie porozmawiaæ. Proszê, odpisz prêdko na mój list i poinformuj mnie w nim, kiedy bêdziemy mogli siê spotkaæ.
Adam”

2
Nie ma co, uda³ mi siê ten tydzieñ. Gdyby nie ten pieprzony zamek w drzwiach do magazynu, to by w ogóle by³o dobrze. Tera otwarty bêdzie ca³± noc. Oby tylko za du¿o nie nakradli, to ju¿ ja im siê do kieszeni dobiorê! Niektórym nierobom tylko tak mo¿na przemówiæ do rozs±dku. Cwaniaczki oszukuj± mnie na ka¿dym kroku, a i siê spó¼niaj± jeszcze. Pamiêtam jak sam posz³em do pierwszej roboty, majster ostro dawa³ w ko¶æ, niektóre ch³opaki g³odne chodzili, bo im tygodniówki nie dawa³ za fuszerkê. Tera jakbym sam tak zrobi³, to by mnie od razu s±dem poszczuli. A przeca taka dyscyplina tylko na dobre nam wysz³a. Sam na biedê nie narzekam, a Mietek i Andrzej nie gorzej sobie radz±, Janek nawet pos³em zosta³. To by³o wychowanie! Kiedy Renia przesz³a na emeryturê, nie mam ju¿ porz±dnego pracownika. Sama m³odzie¿ jego maæ. No, mo¿e ta nowa sekretarka nie jest taka z³a. Widaæ ¿e siê stara, mimo ¿e bachor jej ¿yæ nie daje w domu. Lachy nie k³adzie, chocia¿ reszta tych ³acherów j± namawia. Cholera, maj± na ni± z³y wp³yw. Z czasem siê z³amie, przyzwyczai i bêdê mia³ kolejnego darmozjada. Przynajmniej ta ³adna jest, dobra odmiana po tej starej szkapie. Burdalski ju¿ na ni± ³ypie podejrzanie, ale ja mu dam. Przeniosê go na drug± zmianê, o! ¯onê ma i jeszcze by tu inne baby zaczepia³. Hehe, Olak nawet powiedzia³, ¿ebym sam siê ni± zainteresowa³. W sumie czemu by nie. Zaradna, niebrzydka, m³odsza ode mnie... Tylko ten bêkart tu nie pasuje, no ale chocia¿ obycie w domu ma i facetem umie siê zaj±æ. Matka by siê ucieszy³a, tyle lat mi truje o o¿enku, a tak i wnuka by od razu mia³a, haha. By siê go do niej wysy³a³o i by problem z g³owy by³. Trzeba pomy¶leæ powa¿nie nad tym. Dziewucha trochê g³upiutka jest z tego co widzê. Kupiê se nowy nowych samochód jaki¶ i pewno ³atwiej pójdzie, ju¿ mnie ten poldek mierzi. Tyle dobrych lat w nim przeje¼dzi³em, ca³a m³odo¶æ, ale trzeba co¶ nowego zacz±æ. Ta, nowe ¿ycie jak to mówi±. Gówno prawda, tyle ¿e bêdzie mia³ mi kto gotowaæ. W koñcu co wiêcej mo¿e siê zmieniæ. Tak, nic tylko j± braæ, dobry towar. Zawo³am j± jutro do gabinetu i mo¿e co¶ ukrêcê, szefowi siê nie odmawia. Marcelina Margalska, ca³kiem dobrze brzmi, hehe.

3
Pobyty na cmentarzu mia³y dla £ukasza daleko inny charakter ni¿ dla wielu pozosta³ych go¶ci tego wyj±tkowego miejsca. Uczucie smutku i niepowetowanej têsknoty ustêpowa³o czemu¶ w rodzaju ekscytacji z powodu znalezienia siê w przyjaznym otoczeniu. Nie by³o to uwarunkowane kolorowymi kwiatami barwi±cymi szary i ponury wygl±d cmentarza, to nie pal±ce siê na czerwono znicze o zmroku kreuj±ce mistyczn± aurê, to tak¿e nie zas³uga brzóz tworz±cych szpaler odgradzaj±cy miejsca pochówku od reszty ¶wiata i daj±cych cieñ w upalny dzieñ taki jak ten. To wszystko umila³o odwiedziny jedynie tym, którzy z lêkiem i niepokojem przekraczali bramy nekropolii, szukaj±c jakiegokolwiek pocieszenia i namiastki normalno¶ci. Ludzie celowo upiêkszaj± cmentarze od wieków, tylko po to by czuæ siê na nich lepiej, by wyprzeæ funeralne odczucia, które i tak zawsze przewa¿a³y, kiedy ju¿ byli w domu, a my¶lami dalej b³±dzili po grobach bliskich. £ukasz nie lubi³ siê ³udziæ, zreszt± nie musia³. Gdy tak jak dzisiaj szed³ w±skimi alejkami nagrobków, od czasu do czasu b³±dz±c znowu zapominaj±c drogi, czu³ ¿e jest blisko tego, co mia³ w ¿yciu najlepsze. Widok podwójnego pomnika, którego jedno miejsce zarezerwowane by³o dla niego, za ka¿dym razem cieszy³ jego star± twarz. Zmêczony usiad³ na ³aweczce, taki spacer dla kogo¶ w jego wieku powa¿nie nadwyrê¿a³ si³y, nie wspominaj±c o pal±cym s³oñcu. Po chwili wsta³ i przetar³ szmatk± tablicê jego ¿ony Marcysi. Spoczywa³a dok³adnie pod nim, ju¿ od trzech lat. Kiedy odchodzi³a, jego ¿al nie by³ tak wielki jak mo¿na by oczekiwaæ po tak d³ugim po¿yciu. Dopiero z czasem nawarstwia³y siê w nim uczucia prze¶wiadczaj±ce go o tym co ju¿ nie wróci. Prawd± jest, ¿e £ukasz nie docenia³ tego co robi³a dla niego Marcelina. Jednak¿e jak móg³ doceniaæ, skoro nigdy w pe³ni tego nie rozumia³. Nie rozumia³ tego, ¿e spotka³a siê z nim na kawê mimo tego, ¿e zdaje siê mia³a ju¿ ch³opaka, przynajmniej tak to wygl±da³o z daleka. Widzia³a go tylko raz na jakim¶ zebraniu kó³ka filozofów, na które to £ukasz przyszed³ tylko dlatego, ¿e zap³aci³ mu zdesperowany organizator tego nudnego przedsiêwziêcia. Potem sprawy potoczy³y siê ju¿ zwyczajnie, po kilku miesi±cach znajomo¶ci Marcelina zasz³a w ci±¿ê i zrezygnowa³a ze studiów. £ukasz przestraszony rych³± wizj± zostania ojcem uciek³ do innego miasta, czy jak sam wtedy twierdzi³- zmieni³ uniwersytet na lepszy. Szczê¶liwie dla niego ich ¶cie¿ki zesz³y siê raz jeszcze, konsekwencji tego zej¶cia nie rozumia³ jeszcze bardziej. Samotna matka powracaj±ca do mê¿czyzny, który zostawi³ j± z dzieckiem- dla £ukasza by³o to zupe³nie irracjonalne i nielogiczne. Jako dla in¿yniera i umys³u ¶cis³ego takie po¶wiêcenie mia³o dla niego niewielk± warto¶æ, tak te¿ t³umaczy³ sobie nieodwzajemnianie ogromnej mi³o¶ci Marceliny. Teraz za ka¿dym razem, gdy j± odwiedza³, swoj± wizytê koñczy³ tym, ¿e podchodzi³ do nagrobka i pomarszczon± d³oni± czule g³adzi³ go tak, jak g³adzi siê twarz ukochanej osoby. Ta twarz nie mog³a czêsto liczyæ na tak± czu³o¶æ za ¿ycia, nadrabianie zaleg³o¶ci w ten sposób to jedyne, co móg³ uczyniæ. Przetar³ jeszcze czo³o pozbywaj±c siê kropel potu i powoli pocz±³ dreptaæ ku wyj¶ciu.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

1 />„Witaj Marcelino, />Wci±¿ Takie ¿e ¿ycia. Oczywi¶cie Ciebie Musimy Okazuje ¿e Edyta. Ostatnio ¿e Szkoda ¿e Edyta Zupe³nie Doprawdy Najwa¿niejsze ¿e ¶cie¿kê- Czy Powiem ¿e ¿ywo ¶ledzi³em Jego />Marcelino, ¿e Swoj± Mimowolnie Marcelino, Przyku³a¶ ¿e Ostatnio ¿e Heideggerze, Zawsze Ciê Dzieje Ciebie Doceniam ¼le. Jednak Nie Ciebie Jeste¶ Wiem ¿e Przepraszam ¿e Tob± Noszê Dlatego ¿eby ¶wiadomo¶ci Ciebie Kiedy Proszê, />Adam” /> />2 />Nie Gdyby Tera Oby Niektórym Cwaniaczki Pamiêtam Tera Sam Mietek Andrzej Janek Kiedy Renia Sama No, Widaæ ¿e ¿e ¿yæ Lachy ³acherów Cholera, Przynajmniej ³adna Burdalski ³ypie Przeniosê ¯onê Hehe, Olak ¿ebym Zaradna, Tylko Matka Trzeba Dziewucha Kupiê ³atwiej Tyle Ta, ¿ycie Gówno ¿e Tak, Zawo³am Marcelina Margalska, /> />3 />Pobyty £ukasza Uczucie Nie ¶wiata Ludzie £ukasz ³udziæ, Gdy ¿e ¿yciu Widok Zmêczony ³aweczce, ¿ony Marcysi. Spoczywa³a Kiedy ¿al Dopiero Prawd± ¿e £ukasz Marcelina. Jednak¿e Nie ¿e ¿e Widzia³a £ukasz ¿e Potem Marcelina £ukasz Szczê¶liwie ¶cie¿ki Samotna £ukasza Jako ¶cis³ego Marceliny. Teraz ¿e ¿ycia, Przetar³

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci