24 godziny temu

Erwin obudzi³ siê z g³ow± na pod³odze, lew± stop± wypychaj±c wschodni± ¶cianê go¶cinnego pokoju na zewn±trz.

- Ot, superpozycja - sykn±³, z bólem uchwyciwszy k±tem oka jeszcze niewyra¼ny zarys sytuacji - gdyby nie dzwonek, skrêci³bym kark! Gdzie ten cholerny budzik?

Zorientowa³ siê, ¿e dzwonek by³ teori± - byæ mo¿e ujêt± prawdopodobieñstwem w senne majaki - praktycznie nie móg³ sobie przypomnieæ, czy w ogóle nastawia³ wczoraj mechanizm na okre¶lone oczekiwanie wymagaj±cego planu dnia. Nieco zdziwiony my¶lami, uk³adaj±cymi siê w nieprzyzwoicie d³ugie jak na poranek frazy, zdmuchn±³ z policzka rzêsê.
A mo¿e dzisiaj jest niedziela?
Powoli odzyska³ wzglêdne panowanie nad sko³owan± materi±, usiad³. Ws³uchuj±c siê w szczêk kolejnych krêgów ustawiaj±cych go do pionu, rozziewa³ leniwy mózg. Z wysi³kiem otworzy³ oczy, zawiesiwszy je na moment na wysoko¶ci lamperii.

- Przecie¿ wczoraj tu by³, nie mam jeszcze sklerozy. By³ i szczerzy³ siê chud± dat±. 1.11.1935. Zlewa³ siê t³em ze ¶cian±, jak zwykle.

Strzepn±³ resztki snu z ramienia i przekrêci³ podejrzliwie g³owê.

- Dziwny pó³mrok, jak na wpó³ do jedenastej - zatrzyma³ wzrok na chwilê i przyjrza³ siê z bliska lewej rêce.

Zmarszczone czo³o unios³o siê asymetrycznym zdziwieniem. Na pod³odze nie by³o ¶ladu ulubionego dywanu, upstrzonego niedopranymi plamami kawy parzonej po turecku. Nie by³o tak¿e ³ó¿ka, z którego - móg³by do przedchwili przysi±c - zwyczajowo spad³ po pó³nocy. Obok nieobecnego ³ó¿ka i sentymentu do plam nie sta³a lampa po babci. Nie, nie by³ jako¶ specjalnie rodzinnym cz³owiekiem, ale musia³ oszczêdzaæ.

- Co jest?! - odhaczanie kolejnych absencji w pamiêci przerwa³ szum strumienia nag³ej ¶wiadomo¶ci - jak to nie ma okna?!

Sytuacja stanowczo wykracza³a poza normê. Dom by³ jak nie jego. Nie do poznania, nawet w teorii. O percepcji w tej chwili nie my¶la³. By³ raczej sk³onny przekonaæ samego siebie, ¿e powinien siê wreszcie obudziæ - bo kark, bo wpó³ do jedenastej, bo nie skoñczy³ wczorajszych rozwa¿añ, a czas i koledzy z laboratorium goni±.
Uszczypn±³ siê w prawy bok, ale poza bólem nie zarejestrowa³ nic w odpowiedzi na swoje pytanie. Cia³o milcza³o. Rozsmakowa³o siê w dziwacznym pó³¶nie?

Skierowa³ siê w pust± przestrzeñ po biurku w nadziei, ¿e ono jedno zna swoje miejsce na pamiêæ. Po drodze natkn±³ siê na siatkê. Dzieli³a pokój na dwoje. W oddali, na przeciwleg³ej ¶cianie, zauwa¿y³ dziwne urz±dzenie.

- Geiger-Müller? - niedowierzanie zawiesi³o g³os w my¶lach.

Tu¿ obok, na cudzym krze¶le sta³ sze¶cienny pojemnik z bezbarwn± ciecz±. Jeszcze linka, wi±¿±ca przypadkowe przedmioty w ca³o¶æ.

- Przecie¿ to niemo¿liwe! - gor±czkowo szuka³ ¶ladu drzwi. Wszystkie tropy milcza³y, pokryte sterylnie g³uchym echem prawie pustej przestrzeni.

Przera¿ony, zdo³a³ opanowaæ gonitwê my¶li. Powtarza³ sobie, ¿e kiepski ¿art minie wraz ze ¶witem. Nie by³ zwolennikiem smoli¶cie czarnego humoru i woni napalmu o poranku. Nawet we ¶nie.
Po³o¿y³ siê na pod³odze i pchn±³ z ca³ych si³ wschodni± ¶cianê lew± stop±, jakby chcia³ przesun±æ czas, przyspieszyæ wirowanie Ziemi.

- Oby do rana... - pomy¶la³, zaciskaj±c powieki.

W oddali mrucza³ znajomy kot s±siada. Da³by g³owê, ¿e Paradoks zanosi³ siê ¶miechem.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Erwin ¶cianê /> />- Ot, Gdzie /> />Zorientowa³ ¿e Nieco />A />Powoli Ws³uchuj±c /> />- Przecie¿ By³ 1.11.1935. Zlewa³ ¶cian±, /> />Strzepn±³ /> />- Dziwny /> />Zmarszczone ¶ladu Nie ³ó¿ka, Obok ³ó¿ka Nie, /> />- ¶wiadomo¶ci /> />Sytuacja Dom Nie By³ ¿e />Uszczypn±³ Cia³o Rozsmakowa³o /> />Skierowa³ ¿e Dzieli³a ¶cianie, /> />- Geiger-Müller? /> />Tu¿ Jeszcze /> />- Przecie¿ ¶ladu Wszystkie /> />Przera¿ony, Powtarza³ ¿e ¿art ¶witem. Nie Nawet ¶nie. />Po³o¿y³ ¶cianê Ziemi. /> />- Oby />W Da³by ¿e Paradoks ¶miechem. />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci