24 godziny temu

Jej wigilie.

Przera¼liwy zi±b i zacinaj±cy deszcz ze ¶niegiem nie dawa³y jej zapaliæ zniczy. Ju¿ któr±¶ z kolei zapa³kê zdmuchnê³o. Kostniej±ce d³onie, nie by³y jednak ¿adna przeszkod± w dalszym zapalaniu.
- £adnie Ci wyz³oci³am literki tatku ? - pó³g³osem zagai³a rozmowê, nie zwracaj±c
na nikogo uwagi, choæ przy s±siednich nagrobkach byli ludzie.
- Mamy nawet nie pytam, bo pewnie nie powie nic, jak to ona, ale ty mnie pochwal. Wiesz, ¿e lubiê, jak mnie chwalisz - w chwilê potem u¶miechnê³a siê, jakby w rewan¿u za otrzyman± pochwa³ê.
¦mieræ zawsze przychodzi, jak z³odziej, a nag³a – pora¿a. Mo¿na by s±dziæ, ¿e odej¶cie jej ojca nie by³o ¿adnym niesamowitym wydarzeniem w tych czasach, ale po pogrzebie okaza³o siê, ¿e tajemnicê jego ¶mierci nale¿y przypisaæ jednak do wyj±tkowych. By³a wówczas ma³± dziewczynk± i wszyscy przekonani, ¿e nic nie rozumie nie poruszali w jej obecno¶ci tego tematu, co okrutnie ci±¿y³o. Chcia³a o nim rozmawiaæ, ale mama milcza³a.
- My¶leli, ¿e nic nie rozumiem. Nie zauwa¿yli, ¿e wojna i wszystko wko³o pchnê³o mnie
w doros³o¶æ, której wcale nie chcia³am. Chcia³am byæ dzieckiem, ale nikt nie pyta³ czego chcê. Zreszt±, ten czas wszystkie dzieci pozbawi³ dzieciñstwa. Stali¶my siê ówczesnymi Sherlockami Holmesami, oczy naoko³o g³owy, a uszy bez anteny i zak³óceñ odbiera³y Woln± Europê. Wiesz, ¿e nawet nachodz±cych nas tajniaków, którzy po twojej ¶mierci nie dali nam ¿yæ rozpoznawa³am bezb³êdnie i czêsto uda³o mi siê ostrzec mamê, albo ciotkê. Jeden z nich bezczelnie zamieszka³ na piêtrze w naszej nowej kamienicy. Ty ju¿ jej nie zna³e¶, bo stamt±d kazali siê nam wyprowadziæ. Nasze mieszkanie by³o podobno s³u¿bowe, choæ nie rozumia³am wtedy tego s³owa Kilka przecznic dalej przydzielili nam dwa pomieszczenia piwniczne i dziêki Bogu nie wprowadzi³y¶my siê same, zamieszka³a z nami ciocia Rózia, wiesz, ta co od rana ¶piewa³a w pokoiku vis a vis. Jej pomys³owo¶æ i zmys³ artystyczny zamieni³ w krótkim czasie nasz± piwnicê na ca³kiem przytulne lokum.
W duszy – zawsze by³am z ciebie dumna i musia³e¶ to czuæ, choæ do dzi¶ nie wiem o co w tym wszystkim chodzi³o. Mama nie chcia³a ze mn± rozmawiaæ, nie tylko o tobie, o niczym nie rozmawia³y¶my. Ona przewa¿nie milcza³a. Rzadko u¶miecha³a siê. Eh mamo, mamo! – Wybacz mi, ¿e my¶la³am wtedy ze szczer± z³o¶ci±, jaka jeste¶ wstrêtna i dlaczego to ty nie umar³a¶ zamiast taty.
Jaki¿ dziwny to by³ czas tatku. Mówili, ¿e wojna siê skoñczy³a – hmm... mo¿e na jakim¶ urzêdowym papierze tak, ale dla nas nie. Dla nas w tym ubóstwie trwa³a nadal. Dla mamy i ciotki trwa³a w zdobywaniu wêgla, drewna, a nawet papieru na rozpa³kê. Wszystko siê zdobywa³o. ¦wiêtem by³ zakup blaszanej miski, garnka, butów i ka¿dego przedmiotu. Przecie¿ nie mia³y¶my nic, nawet ³ó¿ka nie pozwolili nam zabraæ.
A moje marzenia o tornistrze, kredkach i wiecznym piórze by³y sekretne i nigdy nie wypowiedziane. Nie mia³am odwagi prosiæ o cokolwiek, choæ czêsto budzi³y mnie w nocy kolorowe sny i wtedy najbardziej czego siê ba³am to otworzyæ oczy.
Bomby co prawda nie lecia³y, ale strach trwa³. Mimo, ¿e ba³am siê czêsto z ca³ej si³y nie dawa³am tego po sobie poznaæ, ¿eby nie zasmuciæ jeszcze bardziej mamy. Uwielbia³am za to, jak ciotka ¶piewa³a i by³o mi wszystko jedno co, czy wojskowe czy religijne, choæ najbardziej odpowiada³y mi te zalotne o mi³o¶ci i zakochanych. Jak ona je cudnie ¶piewa³a. Ca³± dusz±, sercem i ca³± sob±. Modli³am siê czasem, ¿eby nie przesta³a, bo tylko wtedy czu³am siê bezpiecznie, a piwnica zamienia³a siê w bajkowe komnaty i wszystko by³o radosne, proste i ³atwe.

Nie pamiêta co j± podkusi³o, ale pewnego dnia odwa¿y³a siê i spyta³a mamê, choæ odpowied¼ by³a dla niej oczywista:
- Mamo, czy ciocia Rózia jest nasz± rodzin±?
- Nie. Czemu pytasz.
Zbarania³a. By³a pewna, ¿e ¼le s³yszy.
- To ona nie jest twoj±, albo taty siostr±?
- Nie.
- Nie jest nasz± rodzin±? – prawie krzycza³a.
- Nie.
- To mamo, to my mamo mamy jak±¶ prawdziw± rodzinê w ogóle?
- Mamy – odpowiedzia³a matka zdawkowo.
- A gdzie?
- Kiedy¶ wiedzia³am, a teraz, teraz nie wiem – westchnê³a.

Ustawi³a znicze w szeregu – trzy w wezg³owiu, dwa na ¶rodku i jeden jakby w nogach. Poprawi³a gwiazdki i bombki na jode³kowej ga³êzi - popatrzy³a na wyz³ocone nazwiska i daty: dwudziesty czwarty grudnia tysi±c dziewiêæset piêædziesi±t osiem. Mamy data by³a identyczna tyle, ¿e trzydzie¶ci lat pó¼niej.

- No, to zapraszam kochani na kolacjê wigilijn±. Wszystko przygotowane, czekamy na was.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Jej /> />Przera¼liwy ¶niegiem Ju¿ Kostniej±ce ¿adna />- £adnie />na />- Mamy Wiesz, ¿e />¦mieræ Mo¿na ¿e ¿adnym ¿e ¶mierci By³a ¿e Chcia³a />- My¶leli, ¿e Nie ¿e />w Chcia³am Zreszt±, Stali¶my ówczesnymi Sherlockami Holmesami, Woln± Europê. Wiesz, ¿e ¶mierci ¿yæ Jeden Nasze Kilka Bogu Rózia, ¶piewa³a Jej />W Mama Ona Rzadko Wybacz ¿e />Jaki¿ Mówili, ¿e Dla Dla Wszystko ¦wiêtem Przecie¿ ³ó¿ka />A Nie />Bomby Mimo, ¿e ¿eby Uwielbia³am ¶piewa³a Jak ¶piewa³a. Ca³± Modli³am ¿eby ³atwe. /> />Nie />- Mamo, Rózia />- Nie. Czemu />Zbarania³a. By³a ¿e ¼le />- />- Nie. />- Nie />- Nie. />- />- Mamy />- />- Kiedy¶ /> />Ustawi³a ¶rodku Poprawi³a Mamy ¿e /> />- No, Wszystko />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci