24 godziny temu
Jezioro mia³o barwê akwamaryny. W wodzie tañczy³y pob³yski pa¼dziernikowego s³oñca, a gdy spojrza³ z betonowego nabrze¿a w jego g³êbiê, ch³odn± jak szare oczy m³odej kelnerki, która poda³a mu pizzê, zobaczy³ kamieniste dno. Kryszta³owa toñ by³a czysta jak powietrze nad o¶nie¿onymi szczytami Alp wy³aniaj±cymi siê zza sinych grzbietów ni¿szych gór.
- Jungfrau to znaczy „dziewica”, prawda? – spyta³ kelnerkê po angielsku.
Potwierdzi³a skinieniem g³owy. Góra nosz±ca tê dziwn± nazwê rysowa³a siê wyra¼nie ciemn± plam± na tle nieba. Wznosi³a siê za rzêdem niskich palm, za restauracj±, drewnianymi domkami dla turystów, przystani± drzemi±cych pod b³êkitnym brezentem jachtów i miasteczkiem, którego bia³e domki przywodzi³y na my¶l gar¶æ klocków rozrzuconych po wzniesieniu.
- Ciekawe, czy ty te¿ jeste¶ dziewic±…? – powiedzia³ po polsku do oddalaj±cej siê ku przeszklonym drzwiom restauracji dziewczyny. Obejrza³a siê na jego g³os i u¶miechnê³a. Nie by³a piêkna, ale jej szczup³a twarz przyprószona piegami wygl±da³a sympatycznie. Czarna spódniczka przed kolana ciasno opina³a jej zgrabny ty³eczek.
Nie wiedzieæ czemu w to s³oneczne pa¼dziernikowe popo³udnie by³ jednym klientem restauracji cudownie rozlokowanej nad brzegiem jeziora u podnó¿a szwajcarskich Alp.
Napi³ siê lokalnego piwa i zabra³ za pizzê. By³ cholernie g³odny, bo nie jad³ odk±d dotar³ tutaj autostopem z Bazylei. W³a¶ciwie jego podró¿ odby³a siê dwuetapowo. Najpierw kierowca pó³ciê¿arówki wioz±cej materia³y budowlane podrzuci³ go do Berna, a stamt±d jakie¶ starsze ma³¿eñstwo zabra³o go swoim luksusowym mercedesem do Thun, sk±d zawêdrowa³ w to spokojne miejsce.
Szybko upora³ siê z posi³kiem i rozparty w aluminiowym krze¶le, czuj±c na karku ciep³e promienie s³oñca, ch³on±³ widok jeziora, zielonych wzniesieñ podkolorowanych barw± ¿ó³kn±cych drzew, i pobliskich gór. Kilka osób krêci³o siê po przystani studiuj±c rozk³ad kursowania promu. Od strony miasta, na szczycie wzgórza poro¶niêtego winoro¶l±, wznosi³ siê zabytkowy zameczek. Wygl±da³ jak z bajki ze spiczastymi wie¿yczkami i bia³ymi ¶cianami. Okna od strony ulicy mia³y zielone okiennice, a parapety zdobi³y pelargonie.
Na jeziorze pojawi³ siê statek wycieczkowy. Bia³o – czerwona bandera na jego rufie do z³udzenia przypomina³a polsk± flagê. Stateczek przybi³ do przystani i wyla³a siê z niego rzesza turystów. Krzese³ka przed restauracj± zape³ni³a grupa zakonnic w szarych sutannach. Wszystkie by³y smuk³e, u¶miechniête i blade. Rozmawia³y cicho miêdzy sob±; nie dos³ysza³ w jakim jêzyku.
Poprosi³ kelnerkê o rachunek, a gdy podesz³a, wysup³a³ z portfela ostatnie dwadzie¶cia franków. Popisa³ siê gestem, zostawiaj±c jej piêæ napiwku. Teraz móg³ z czystym sumieniem powiedzieæ, ¿e jest bez grosza.
Pó¼niej spacerowa³ po dziedziñcu zamku otoczonym kamienn± balustrad±. Z zamkowego wzgórza rozci±ga³ siê piêkny widok na jezioro, poro¶niête lasami wzniesienia i góry. Jutro zamierza³ przeprawiæ siê na ich drug± stronê, do Lombardii, i w winnicy, w której pracowa³ jego kolega, zarobiæ na dalsz± podró¿. Na w³óczêgê po Europie wybra³ siê razem ze studenck± par± poznan± na ostatnim roku na jakiej¶ imprezie w akademiku. Dotarli szczê¶liwie do Szwajcarii, a potem wszystko zaczê³o siê chrzaniæ. Najpierw pogoda, nastêpnie relacje miêdzy nimi, a na koniec kumpel z³ama³ nogê przy zej¶ciu z kamienistego pagórka, po czym para zdecydowa³a siê wróciæ do kraju. Na drogê po¿yczy³ im sto franków, licz±c ¿e sam nie bêdzie potrzebowa³ wiele pieniêdzy, skoro wkrótce znajdzie siê w s³onecznej Italii, gdzie mia³ przecie¿ obiecany nocleg, wy¿ywienie i nieskomplikowan± pracê przy zbiorze krwistoczerwonego nebbiolo.
Postanowi³, ¿e tê noc spêdzi na jednej z przykrytych brezentowymi pokrowcami ³odzi. Wiêkszo¶æ jachtów zacumowano w niewielkiej zatoczce obok domków letniskowych, do których prowadzi³y drewniane chybotliwe pomosty. Jednak te by³y zbyt dobrze widoczne z okien budynków. Z tarasu zamku dostrzeg³ dwie samotne ³ódki przy nabrze¿u od strony winnic, gdzie jezioro by³o przys³oniête zamkowym wzgórzem. Wyda³y mu siê idealne na darmowy nocleg.
Do wieczora wygrzewa³ siê w s³oñcu, le¿±c na ³awce obok kasztanowców o po¿ó³k³ych li¶ciach, które szemra³y na wietrze. Przegl±da³ turystyczne wydawnictwa rozdawane w budce na przystani i nie móg³ siê doczekaæ, kiedy wreszcie wyruszy miêdzy te reklamowane, malownicze stoki. O zmierzchu wróci³ na nabrze¿e. Restauracja by³a ju¿ zamkniêta, a krzese³ka przed lokalem poopierane o blaty stolików. Rzuci³ plecak na beton i usiad³ na krawêdzi przystani, z nogami spuszczonymi nad wodê, patrz±c na jezioro, w którym odbija³y siê pomarañczowe ¶wiat³a lamp. Zielone stoki wzniesieñ na przeciwleg³ym brzegu, na których w dzieñ z trudem dostrzega³ wst±¿ki dróg i budynki, teraz upstrzone by³y plamkami ¶wiate³. Ciemno¶æ poch³onê³a te¿ o¶nie¿one szczyty Alp i tylko na jednym z nich, jak zawieszony w pró¿ni, po³yskiwa³ czerwony punkcik.
Podesz³a do niego tak cicho, ¿e szuranie jej p³askich butów us³ysza³ dopiero, gdy znalaz³a siê tu¿ za jego plecami.
- Jestem Gabi – przedstawi³a siê. Usiad³a obok i zasunê³a zamek bawe³nianej bluzy, bo od jeziora ci±gnê³o ch³odem. Poda³ jej rêkê i swoje imiê.
- Gdzie siê zatrzyma³e¶? – zainteresowa³a siê.
- Tam – wskaza³ dwie zacumowane na uboczu ³odzie.
- Tam nic nie ma. Domki s± po drugiej stronie.
- Wiem. Ale na domek mnie nie staæ.
Wyci±gnê³a z kieszeni paczkê papierosów. Podsunê³a mu j±, lecz powiedzia³, ¿e nie pali, wiêc poczêstowa³a siê sama. Chcia³a wiedzieæ, sk±d jest i co tutaj robi. Opowiedzia³ wiêc krótko, ¿e we troje wybrali siê na w³óczêgê po Europie, bo chcieli zobaczyæ kawa³ek ¶wiata, zanim wpadn± w kierat pracy i tak dalej… ¿e kumpel z³ama³ nogê, a on zamierza sam kontynuowaæ tê wyprawê.
- Ja za tydzieñ wracam do Niemiec – zrewan¿owa³a siê. - To moja wakacyjna praca. Mam pokoik nad restauracj±… W zasadzie, je¶li bêdziesz siê cicho zachowywa³, to móg³by¶ przenocowaæ u mnie. Roz³o¿ysz sobie koc na pod³odze…
- Serio?! Nie boisz siê…? Przecie¿ wcale mnie nie znasz.
Odwróci³a siê do niego, popatrzy³a mu w twarz i z namys³em wypu¶ci³a k³±b mentolowego dymu.
- Dobrze patrzy ci z oczu… - orzek³a. - Zaryzykujê.
Obeszli oszklony front restauracji i tylnym wej¶ciem dostali siê do ¶rodka. Potem kamiennymi schodami weszli na piêtro. Pod³oga zaskrzypia³a, jakie¶ postukiwanie dobieg³o z do³u, gdzie mieszkali w³a¶ciciele lokalu. Pokój by³ niedu¿y, ale gustownie urz±dzony, z ³azienk± i telewizj± satelitarn±. Z jednego okna widaæ by³o jezioro, a z drugiego winnice i zamek.
Rzuci³ plecak na dywan, rozejrza³ siê i zdj±³ kurtkê.
- £adnie tutaj – pochwali³.
- Je¶li chcesz, mo¿esz wzi±æ prysznic – zaproponowa³a.
Po kilku dniach spêdzonych w drodze nie móg³ odmówiæ. By³ ju¿ w kabinie, gdy przynios³a mu rêcznik. Zawiesi³a na wieszaczku na drzwiach, lecz nie wysz³a. Szybko zrzuci³a ubranie i wsunê³a siê obok niego pod strumieñ ciep³ej wody.
Uprawiaj±cej seks pod prysznicem parze m³odych ludzi przygl±da³ siê szef restauracji. Mê¿czyzna siedzia³ w biurze na zapleczu lokalu i dziêki minikamerze zainstalowanej w oprawie jednej z lampek halogenowych w ³azience widzia³ ich na monitorze komputera. Druga kamera zosta³a zakamuflowana w pokoju dziewczyny. Swoje kelnerki, zatrudniane na krótko studentki, podpatrywa³ od kilku miesiêcy za cichym przyzwoleniem ¿ony. Odk±d przesta³ spisywaæ siê w ³ó¿ku tak jak oczekiwa³a, kobieta pozwala³a mu na drobne erotyczne przyjemno¶ci, nawet je¶li mog³y siê wydawaæ nieco perwersyjne. Najwa¿niejsze, ¿e pobudza³y jego zmys³y, pe³ni±c rolê wyrafinowanego afrodyzjaku.
Drzwi do biura by³y otwarte i ze swojego fotela widzia³ ¿onê w restauracyjnej kuchni. Skin±³ na ni±, wiêc od³o¿y³a chromowan± miseczkê, z której wyjada³a resztki broku³u i stanê³a za jego plecami. U¶miechnê³a siê na widok parki, która w³a¶nie przenios³a siê z ³azienki na kanapê, spojrza³a znacz±co na mê¿czyznê, a gdy podchwyci³ jej spojrzenie ostentacyjnie obliza³a zat³uszczone palce. Wyda³o mu siê to równie erotyczne, co wulgarne. Na ekranie ch³opak wyciera³ dziewczynê rêcznikiem, a ona delikatnie osusza³a jego tors. Kiedy klêkn±³ miêdzy jej nogami i widzieli tylko jego g³owê, któr± kelnerka przyciska³a d³oñmi do podbrzusza, kobieta pochyli³a siê, zdjê³a majtki i rzuci³a mê¿owi na kolana. Usiad³a na krawêdzi biurka, podci±gnê³a spódnicê, ods³aniaj±c mocno zaro¶niêty wzgórek ³onowy. Mê¿czyzna zerka³ to na ni±, to na scenkê rozgrywaj±c± siê w pokoiku ich pracownicy, jakby nie móg³ zdecydowaæ siê, co bardziej go podnieca. Wreszcie wsta³ i rozpi±³ spodnie. Wideo afrodyzjak podzia³a³ znakomicie…
Sygna³ komórki obudzi³ go o szóstej. Na dworze panowa³a jeszcze noc, granatowa i szklista. Ubra³ siê, po czym na palcach wyszed³ z pokoju Gabi. Przysiad³ na pierwszym stopniu schodów, ¿eby w³o¿yæ buty. Zrobi³ to po ciemku i po cichu, a potem ostro¿nie zszed³ do holu, który ³±czy³ pokoje na piêtrze, czê¶æ mieszkaln± i zaplecze restauracji. Nagle otworzy³y siê jakie¶ drzwi, z których wysz³a kobieta w koronkowej nocnej koszuli i jedwabnej podomce narzuconej na ramiona. Ujrza³ j± w snopie ¶wiat³a padaj±cego z ³azienki. Ona spostrzeg³a go równie¿.
Przez chwilê stali nieruchomo, wpatruj±c siê w siebie. On z przera¿eniem, ona raczej z ciekawo¶ci±. Oczekiwa³, ¿e za moment z jej gard³a wyrwie siê przera¼liwy krzyk, a potem z sypialni wybiegnie jej m±¿, rzuci siê na niego albo odetnie mu drogê ucieczki i wezwie policjê. Tymczasem kobieta otuli³a siê szlafroczkiem, kokieteryjnie poprawi³a w³osy i u¶miechnê³a siê lekko jak do znajomego. Powiedzia³a po niemiecku co¶, czego nie zrozumia³, a potem, jak gdyby nic siê nie sta³o, wróci³a do sypialni. Dom ponownie pogr±¿y³ siê w ciep³ej ciemno¶ci i ciszy.
Zastanawia³ siê, co powinien zrobiæ. Uciec st±d jak najprêdzej, czy poczekaæ do ¶witu i pogadaæ z Gabi? Ledwie o niej pomy¶la³, us³ysza³ skrzypniêcie drzwi na piêtrze. Dziewczyna wyjrza³a na schody. Mo¿e dostrzeg³a go w mroku, a mo¿e telepatycznie wyczu³a jego obecno¶æ...?
- Wracaj!– szepnê³a. – Zostañ jeszcze ze mn±.
Z wahaniem zawróci³. Sta³a naga w ¿ó³tawym ¶wietle ulicznych latarni wpadaj±cym przez okienko na pó³piêtrze. Wygl±da³a jak wyrze¼biona z alabastru, wysmuk³a, z zapraszaj±co wyci±gniêtymi ramiona. Wspi±³ siê do góry, wlok±c za sob± plecak, a potem mocno przyci±gn±³ j± do siebie. Przywarli ustami. Dotykiem niecierpliwych d³oni wyczu³ kszta³t jej bioder, g³adko¶æ skóry, kr±g³o¶æ nagiego cia³a. Zamkn±³ za nimi drzwi, rozebra³ siê i oplót³ j± ramionami w nadal rozgrzanej po¶cieli.
- Mamy godzinê dla siebie – powiedzia³a mu do ucha.
Wstali razem. Gabi w³o¿y³a swój kelnerski fartuszek na czarn± spódniczkê i zbieg³a na dó³ pierwsza. Otworzy³a drzwi i pilnuj±c, ¿eby nikt z obs³ugi restauracji go nie zauwa¿y³, wyprowadzi³a ch³opaka na taras. Poca³owa³a go namiêtnie na po¿egnanie, prosz±c, ¿eby by³ w pobli¿u, gdy skoñczy pracê.
Zapi±³ kurtkê, zarzuci³ plecak na ramiê i ruszy³ w stronê miasteczka. Obejrza³ siê, a dziewczyna pomacha³a mu, po czym znik³a na zapleczu restauracji. Przywita³ go rze¶ki ¶wit, zak³u³y w oczy ostre promienie s³oñca na pustej uliczce wspinaj±cej siê mozolnie ku odleg³emu rynkowi. Nad jeziorem i nabieraj±cymi kolorów jesieni lasami unosi³y siê opary bia³ej mg³y. Najwy¿sze góry znik³y za jej zas³on±. Wstawa³ piêkny dzieñ, po krótkiej, choæ rozkosznej nocy. Ta noc nale¿a³a ju¿ do przesz³o¶ci, ale przecie¿ Gabi nie musia³a odej¶æ wraz z ni±. Id±c asfaltow± dró¿k± zastanawia³ siê, czy zamarudziæ tutaj jeszcze trochê, czy porzuciæ niemieck± kochankê i zbyt porz±dn±, zbyt spokojn± Szwajcariê i z³apaæ transport do W³och.
Zna³ siebie. Wiedzia³, ¿e nie ³atwo przyjdzie mu zapomnieæ piegowatego noska Gabi, jej pomruków rozkoszy i napiêtych piersi, które doskonale mie¶ci³y siê w jego d³oniach.
Zawróci³ w po³owie drogi. Szed³ teraz lekko ze wzniesienia, maj±c po lewej równe rzêdy krzaków dojrza³ych winogron, a przed sob± l¶ni±ce b³êkitem jezioro i zamglone pagórki. Zszed³ z drogi i zerwa³ dwie dorodne ki¶cie. Wilgotne od porannej rosy grona by³y s³odkie i kwa¶nie jednocze¶nie. Dotar³ na plac przed restauracj±, gdzie usiad³ na ³awce pod postrzêpion± palm±. Zamkn±³ oczy i jak kot, który spêdzi³ noc na harcach, drzema³ w promieniach pa¼dziernikowego s³oñca. Obudzi³y go g³osy, gdy kilka osób przysz³o na ¶niadanie. Uniós³ g³owê i zobaczy³ jak wchodz± do lokalu. Wsta³, a wtedy dostrzeg³ Gabi. W³a¶nie przyjmowa³a zamówienie, notuj±c co¶ z pilno¶ci± uczennicy. Nabra³ ogromnej ochoty na fili¿ankê kawy. Ale to nie wchodzi³o w grê. Prowiantu, który mia³ w plecaku wystarczy mu co najwy¿ej do jutra, wiêc albo jeszcze dzi¶ przeprawi siê przez Alpy, albo bêdzie musia³ tutaj znale¼æ sobie zajêcie.
Kelnerka zauwa¿y³a go, gdy spacerowa³ po przystani. Przywo³a³a i spyta³a czy jest g³odny. Co za pytanie?!... Chcia³a mu co¶ powiedzieæ. Mia³ nadziejê, ¿e nie to, i¿ wkrótce zostanie ojcem, bo ona nie stosuje ¿adnych zabezpieczeñ.
Przynios³a mu do stolika na zewn±trz kawê i dwie bu³eczki z czekolad±. Usiad³a obok i patrzy³a jak je z apetytem.
- Szefowa ciê widzia³a.
- Wiem. Natknêli¶my siê na siebie rano.
- Jej m±¿ chce z tob± pogadaæ. Jak zjesz, zaprowadzê ciê do jego biura.
Weszli od zaplecza, minêli kuchniê i Gabi zostawi³a go przed drzwiami.
- Pa! Wracam do moich zajêæ. – Cmoknê³a go w usta i ju¿ jej nie by³o.
Szpakowaty mê¿czyzna w b³êkitnej koszuli i bia³ej marynarce siedzia³ w fotelu za biurkiem. Pisa³ co¶ na komputerze. Oderwa³ wzrok od monitora, wskaza³ mu sofê pod oknem, po czym zamkn±³ dokument i wsta³.
- Wiem, ¿e tê noc spêdzi³e¶ tutaj z nasz± pracownic±. To wykroczenie, którego nie zamierzam tolerowaæ. My¶lê, ¿e uczciwo¶æ wymaga, ¿eby¶ zap³aci³ za nocleg albo potr±cê jej z pensji.
Szef restauracji nie wygl±da³ na zdenerwowanego czy oburzonego. Mówi³ spokojnie, powoli, z mocnym akcentem. Ten spokój wyda³ mu siê dziwny. A przynajmniej nie na miejscu.
- Obawiam siê, ¿e w tej chwili nie jestem w stanie zap³aciæ... Po prostu nie mam pieniêdzy.
Mê¿czyzna zrobi³ parê kroków po ciasnym pomieszczeniu. By³ zadbany i elegancki w swoim letnim garniturze.
- W takim razie mo¿e odpracujesz swój d³ug? – Propozycja spad³a mu jak z nieba. Móg³by zarobiæ na dalsz± podró¿ i pobyæ trochê z Gabi.
- Chêtnie. Co mia³bym robiæ?
- Có¿, mam dla ciebie zadanie lekkie i przyjemne, choæ pewnie wyda ci siê trochê nietypowe.
- ¦wietnie. Lubiê nietypowe przedsiêwziêcia.
- Moja ¿ona za dwa tygodnie skoñczy piêædziesi±t piêæ lat. Chcia³bym podarowaæ jej na urodziny odrobinê... namiêtno¶ci.
- Doskonale. A co ja mam z tym wspólnego?
- Chcia³bym, ¿eby¶ j± uwiód³.
Ch³opak otworzy³ usta ze zdziwienia. Pomy¶la³, ¿e facet sobie z niego kpi.
- Móg³by¶ pobyæ z ni± trochê, pokokietowaæ j±, poflirtowaæ, a gdy ju¿ do czego¶ konkretnego miêdzy wami dojdzie, ja muszê przy tym byæ. Bêdê siê dyskretnie przygl±da³ waszym igraszkom.
- O nie! – sprzeciwi³ siê stanowczo. – To zboczone!... Nic z tego. Nie zgadzam siê. – Wsta³ i zdenerwowany wyszed³ z biura, zapominaj±c o swoim plecaku, który zostawi³ na pod³odze obok sofy. Zajrza³ do sali restauracyjnej za Gabi, ale jej tam nie by³o. Paru go¶ci popija³o kawê. Zauwa¿y³ j± na zewn±trz. Poczeka³ a¿ odniesie naczynia do kuchni i podejdzie do niego.
- Ten twój szef to jaki¶ zboczeniec! – rzuci³. – Wiesz, co mi zaproponowa³...?
Nie dokoñczy³, bo Steiner pojawi³ siê na tarasie z jego plecakiem w rêce.
- Nie gniewaj siê – zagadn±³ pojednawczo. - Wycofujê siê ze wszystkiego, co powiedzia³em. – Odda³ mu plecak. – Gabi, przynie¶ nam po piwie – poprosi³, a gdy kelnerka odesz³a, wskaza³ mu najbli¿szy stolik.
- Jestem Jurgen – wyci±gn±³ do niego rêkê. – Tak bêdzie nam siê lepiej rozmawia³o...
Niechêtnie u¶cisn±³ mu d³oñ.
- Kocham swoj± ¿onê i chcê dla niej zrobiæ co¶ mi³ego – zacz±³. – Mam nadziejê, ¿e mnie zrozumiesz... - kelnerka postawi³a przed nimi kufle i odesz³a. – Je¶li nie chcesz mi pomóc, to trudno. Jeste¶ sympatycznym ch³opakiem i nie mam nic przeciwko temu, ¿eby¶ spêdzi³ tutaj parê dni. Widzê, ¿e wpad³e¶ w oko Gabi, wiêc bêdziecie mieli okazjê, ¿eby pobyæ razem. Je¶li nie masz pieniêdzy, to mo¿esz popracowaæ u mnie. Przyda nam siê pomoc. Mo¿esz byæ kierowc±, pomóc przy zaopatrzeniu… Mamy tutaj sporo zieleni, któr± trzeba siê zajmowaæ...
- To brzmi lepiej – przyzna³ i uspokojony wypi³ ³yk piwa. Tr±cili siê kuflami na zgodê.
- G³odny?
Ch³opak skin±³ g³ow±.
- Zamów co¶ sobie na koszt firmy – u¶miechn±³ siê.
Zostawi³ niedopite piwo i poszed³ do restauracji.
Nim skoñczy³ posi³ek, przed budynek zajecha³ policyjny radiowóz. Wysiad³o z niego dwóch mundurowych, którzy zniknêli na zapleczu. Po chwili razem z Jurgenem wyszli na taras, gdzie jad³. Rozmawiaj±c, podeszli do niego. Policjanci poprosili go o dokumenty. Jeden mówi³ ³aman± angielszczyzn±.
- Czy to prawda, ¿e spêdzi³e¶ tutaj noc bez wiedzy w³a¶cicieli?
- Tak.
- By³e¶ w biurze pana Steinera?
- Tak.
- Zg³oszono nam zaginiêcie laptopa, a jego w³a¶ciciel podejrzewa, ¿e mog³e¶ go ukra¶æ.
- Ja? To jaka¶ bzdura! Niczego nie ukrad³em.
- Wiêc proszê otworzyæ baga¿.
- Proszê bardzo! – Chwyci³ swój plecak, rozsun±³ zamek i znieruchomia³. – Kurwa, wrobi³ mnie! – rzuci³ po polsku. Na wierzchu plecaka l¶ni³ czarny per³owy laptop.
Policjanci skuli mu rêce plastikowymi kajdankami i przez restauracjê odprowadzili do radiowozu. Grupkê go¶ci zaintrygowa³o to zdarzenie. Spogl±dali po sobie i ¿ywo wymieniali uwagi. Gabi sta³a jak zamurowana, z szeroko otwartymi ze zdziwienia oczami. Nie rozumia³a, co siê dzieje.
Wsiad³ do radiowozu, a jeden z policjantów wrzuci³ jego plecak do baga¿nika. Drugi z odzyskanym laptopem poszed³ do biura Jurgena. Za chwilê obaj pojawili siê przed lokalem. Steiner poprosi³ o kilka s³ów z zatrzymanym.
- I jak bêdzie? Bierzesz tê robotê, czy wolisz mieæ do czynienia ze szwajcarskim wymiarem sprawiedliwo¶ci?
Ch³opak siedzia³ z zaci¶niêtymi zêbami, w uwieraj±cych go w nadgarstki kajdankach, jednocze¶nie w¶ciek³y, upokorzony i bezradny.
- Nie jestem twoim wrogiem – t³umaczy³ Szwajcar. - Naprawdê ciê lubiê, ale bardzo mi na tym zale¿y... W koñcu nie proponujê ci niczego niezgodnego z prawem… i jeszcze dobrze ci zap³acê. Co ci szkodzi…? Wszystko pozostanie miêdzy nami. Zrobisz swoje, pobaraszkujesz sobie z Gabi i wszyscy bêd± zadowoleni.
W g³owie szybko przelecia³y mu obrazki: upokarzaj±ce zatrzymanie, czekaj±ce go przes³uchania, s±d i wiêzienie. Zamiast udanych wakacji mia³ przed sob± wizjê fury k³opotów.
- Dobra. Wygra³e¶. Zgadzam siê – rzuci³. Czu³ siê pokonany i wykorzystany.
Dosta³ pokoik obok sypialni Gabi, której d³ugo musia³ t³umaczyæ ca³e zamieszanie z policj±. Wreszcie uwierzy³a, ¿e by³a to jedynie fatalna pomy³ka jej szefa, o czym dobitnie ¶wiadczy³ fakt, ¿e Steiner da³ mu pracê. Oficjalnie mia³ pomagaæ pani Steiner - jak od razu zacz±³ o niej my¶leæ - w ró¿nych pracach zwi±zanych z prowadzeniem restauracji. Jego prawdziwe zadanie by³o, cytuj±c s³owa Jurgena, top secret. Pomy¶la³ sobie, ¿e jest tak tajne, ¿e nawet on nie zna jego szczegó³ów. Bo jak, do cholery, mia³ uwie¶æ tê babê, skoro by³a dwa razy starsza od niego, a na dodatek nie mówi³a po angielsku...?! Czy Jurgen wyobra¿a³ sobie, ¿e jego ¿ona tak po prostu wpadnie w objêcia obcego faceta…?
Pó¼nym wieczorem, gdy ju¿ restauracja zosta³a zamkniêta, a obs³uga posz³a do domów, Jurgen przedstawi³ go ¿onie. Mia³a na imiê Martha, kasztanowe w³osy i twarz poci±g³±, w której osadzone by³y owalne b³êkitne oczy. Ustalili plan pracy na jutrzejszy dzieñ: wyjazd po ¶wie¿e warzywa na targ, porz±dki w piwniczce z winami i prace ogrodnicze – niektóre palmy wymaga³y przyciêcia uschniêtych li¶ci. Kobieta u¶miecha³a siê serdecznie, ale tak wymawia³a niemieckie s³owa, ¿e nie by³ w stanie zrozumieæ ani jednego, choæ w liceum mia³ czwórkê z niemieckiego.
Noc±, le¿±c obok Gabi, najedzony i wyk±pany, by³by ca³kiem zadowolony ze swojej sytuacji, gdyby nie pewien szkopu³. Martha. I nie chodzi³o tylko o to, ¿e pani Steiner nie by³a poci±gaj±ca. Problem by³ o wiele bardziej z³o¿ony...
O ¶wicie, po ¶wietnej kawie, któr± wypi³ razem z Gabi przy barze w restauracji, pani Steiner przywita³a go u¶miechem i szwajcarskim Grüsse!, które s³ysza³ tu na ka¿dym kroku. Mia³a na sobie obcis³e d¿insy, koszulê w du¿e szare kwiaty i granatowy ¿akiet. By³a szczup³a i zadbana, jednak nie potrafi³ o niej my¶leæ jako o swojej przysz³ej kochance. Ku jego zdziwieniu, ze swobod± ujê³a go za rêkê i zaprowadzi³a do czarnego terenowego bmw. Poda³a mu kluczyki, po czym wskoczy³a na siedzenie pasa¿era.
Po drodze co¶ mu opowiada³a. Mówi³a wiele, z czego rozumia³ niewiele. U¶miecha³ siê tylko, gdy widzia³, ¿e ona siê u¶miecha i ws³uchiwa³ uwa¿nie w jej s³owa, gdy mia³a minê powa¿n±. Po powrocie dwie skrzynki kupionych w Thun warzyw zaniós³ do magazynku obok kuchni, porozmawia³ z Gabi o swojej pracy, a pó¼niej z nudów zaj±³ siê palmami. Skoro nie potrafi³ uwie¶æ pani Steiner (co do tego nie mia³ w±tpliwo¶ci), to chcia³ chocia¿ w ten sposób zapracowaæ na swoje utrzymanie.
Po po³udniu Jurgen, znowu w bia³ych, tym razem d¿insowych spodniach i bia³ej wiatrówce, zaprosi³ go na ¿agle. Jeden z jachtów zacumowanych w zatoczce nale¿a³ do niego. Poszli we trojkê, z pani± Steiner w ogromnym kapeluszu i okularach przeciws³onecznych, zdjêli z ³odzi b³êkitny brezent i wyp³ynêli. Z jeziora doskonale by³o widaæ restauracjê, zamek, winnice i oczywi¶ci otaczaj±ce ich góry. Jurgen sam sterowa³ ³odzi±, a on siedzia³ obok opalaj±cej siê Marthy. Kobieta rozpiê³a koszulê i wystawi³a do s³oñca piegowaty tors. Twarz mia³a g³adk±, ale na szyi widaæ by³o oznaki wieku. Zdj±³ koszulê i równie¿ podda³ siê dzia³aniu s³onecznych promieni. Dzieñ by³ ciep³y, a wiatr w sam raz, ¿eby ³agodnie nie¶æ ³ód¼ po niedu¿ej fali.
Obserwuj±c szwajcarskie ma³¿eñstwo jasno u¶wiadomi³ sobie to, co przeczuwa³, lecz nie odwa¿y³ siê dot±d pomy¶leæ. Ten na pozór niewinny uk³ad, jaki zawar³ z Jurgenem, w rzeczywisto¶ci móg³ okazaæ siê jak±¶ niebezpieczn± gr±. Skoro uwiedzenie ¿ony by³o dla niego tak wa¿ne, ¿e posun±³ siê a¿ do szanta¿u, to czy nie chodzi tutaj o co¶ wiêcej ni¿ wyrafinowany prezent urodzinowy…? Mo¿e – jak zwykle – idzie o kasê...? Mo¿e Steiner sam ma kochankê i potrzebuje motywu, ¿eby rozwie¶æ siê z ¿on± z jej winy…? Przy³apie j± pewnego dnia na zdradzie i nie bêdzie musia³ dzieliæ siê z ni± maj±tkiem... W takiej zabawie nie mia³ ochoty braæ udzia³u. Zw³aszcza, ¿e przy odrobinie wyobra¼ni sprawy mog³y przedstawiaæ siê jeszcze gorzej. Jurgen móg³ ich nawet zabiæ, zastaj±c ¿onê z kochankiem w ich ma³¿eñskim ³o¿u.
Ciep³y alpejski wiatr nagle zmrozi³ ch³opaka. Nie, Steiner nie wygl±da³ na mordercê. W sumie robi³ wra¿enie cz³owieka mi³ego i uczciwego. Nie licz±c tego zdarzenia z policj±, które dawa³o do my¶lenia... Przegi±³ z t± kradzie¿±, to pewne. Jak wa¿ne musia³ mieæ powody, ¿eby to zrobiæ...?
Bez wzglêdu na to, jakie intencje mia³ Jurgen, pani Steiner wydawa³a siê byæ zadowolona z towarzystwa m³odego Polaka. Kilka razy dyskretnie dotknê³a jego ramienia, raz czy dwa objê³a go, gdy pomaga³ jej wstaæ z ³aweczki na kokpicie. Chwilami zdawa³o siê, ¿e to ona jego podrywa, ale za moment, dla odmiany, traktowa³a go z matczyn± trosk±. Mia³ wra¿enie, ¿e Martha pozwala mu siê uwodziæ, jakby by³a wtajemniczona w plan mê¿a.
Gdy po przybiciu do przystani Jurgen zaj±³ siê ³odzi±, porwa³a go na spacer nad jezioro. Na w±skiej ¶cie¿ce obok zbocza poro¶niêtego winoro¶l± chwyci³a go za rêkê, niby w obawie przed upadkiem, a potem szli pod ramiê jak zakochani a¿ do miasteczka. ¦miali siê jak dzieci, gdy ci±gn±³ j± za rêkê na szczyt trawiastego wzniesienia, które zawiod³o ich na uliczkê przy drewnianym hotelu poro¶niêtym dzikim winem. Zmêczeni dotarli do domu tu¿ przed kolacj±.
W nocy jego ³ó¿ko by³o puste. Wola³ cisn±æ siê z Gabi na jej kanapie, a dziewczyna odwzajemnia³a jego wolê. Wypytywa³a, jak podoba mu siê praca. Omija³ temat Marthy, skupiaj±c siê na zajêciach zwi±zanych z restauracj±. Mówi³, ¿e jest zadowolony, choæ pe³en by³ w±tpliwo¶ci, czy wywi±zuje siê dobrze z narzuconej mu roli kochanka i obawy, do czego ta gra doprowadzi. Z drugiej strony ta niewiedza poci±ga³a go jednak. By³a jak odrobina adrenaliny. Sprawia³a, ¿e czu³ siê jak przed skokiem na bungie. Pewnie dlatego przysta³ na propozycjê Jurgena, w ciemno podj±³ wyzwanie, zamiast ulotniæ siê st±d czym prêdzej.
Trzy nastêpne dni minê³y mu podobnie, na drobnych pracach fizycznych i towarzyszeniu w³a¶cicielce restauracji w jej codziennych sprawach. Kolejne przedpo³udnie spêdzili w Thun, gdzie pani Steiner - nieczu³a na jego odmowê - kupi³a mu elegancki garnitur i dwie koszule. Wyda³a na niego wiêcej ni¿ spodziewa³ siê tutaj zarobiæ.
Wieczór zamierza³ spêdziæ z Gabi, lecz Jurgen pokrzy¿owa³ mu plany. Kaza³ w³o¿yæ nowiutki garnitur i pojechaæ z jego ¿on± do Berna. Nie wiedzia³ po co o tak pó¼niej porze siê tam wybieraj±. Podejrzewa³, ¿e to co¶ zwi±zanego z prowadzeniem restauracji. Gabi wspomina³a bowiem, ¿e Steinerowie maj± jeszcze jeden lokal, w Thun albo Bernie. Tym razem pojechali srebrnym audi. Pani Steiner ubra³a siê elegancko, w czarn±, l¶ni±c± sukienkê. W³o¿y³a te¿ z³ot± bi¿uteriê i pachnia³a jakimi¶ wyszukanymi perfumami.
W drodze s³uchali muzyki. Kobieta pyta³a o ró¿ne sprawy. Stara³a siê mówiæ powoli i wyra¼nie. W odpowiedzi budowa³ proste zdania, przypominaj±c sobie swój szkolny niemiecki. Powiedzia³a, ¿e jad± na drinka. By³a w rozrywkowym nastroju.
Pokierowa³a go do jakiego¶ pubu. Lokal mia³ dwa pomieszczenia. W jednym lecia³a muzyka, ale t³umu nie by³o. Trochê par w ¶rednim wieku, eleganckich i dystyngowanych, rozmawia³o przy stolikach, pi³o drinki przy barze lub tañczy³o przy przebojach z lat siedemdziesi±tych. Pani Steiner spêdzi³a godzinê na barowym sto³ku, s±cz±c kolorowe drinki, chichocz±c z dowcipów opowiadanych przez przystojnego barmana z czerwon± muszk± pod szyj±. Ch³opak zadowoli³ siê jednym piwem i sokiem pomarañczowym. Wreszcie zsunê³a siê z niewygodnego siedzenia i porwa³a go do tañca. Stara³ siê byæ mi³y i zainteresowany ni±. Tañczyli blisko siebie, objêci czule jak prawdziwi kochankowie, choæ zdawa³ sobie sprawê, ¿e wygl±da przy niej raczej jak ¿igolak. Martha by³a przyjemna i na swój wiek poci±gaj±ca. Jednak zabrak³o mu paru kieliszków wina, ¿eby w pe³ni wcieliæ siê w rolê amanta.
Wieczór szybko przerodzi³ siê w noc i w koñcu kobieta mia³a dosyæ. W zasadzie nie ona dosz³a do tego wniosku, lecz jej towarzysz. S³ania³a siê na nogach, opowiada³a mu co¶ i sama siê z tego ¶mia³a.
- Du bist kaput! – opisa³ jej stan najlepiej jak potrafi³ i pod ramiê wyprowadzi³ z lokalu.
Pó³ godziny b³±dzi³ po mie¶cie nim uda³o mu siê wydostaæ na autostradê. Pani Steiner wiesza³a mu siê na szyi, przysypia³a, parê razy cmoknê³a go w policzek, a¿ wreszcie wypity alkohol u¶pi³ j± na dobre. Drzema³a oparta na jego ramieniu do samego domu. Wrócili po drugiej. Zaprowadzi³ j± do sypialni i zostawi³ pod opiek± mê¿a. Jednak nim wyszed³, musia³ zdaæ mu relacjê z wypadu do knajpy.
Poszed³ na górê. Gabi nie spa³a jeszcze. Pod drzwiami zobaczy³ kreskê ¶wiat³a, wiêc zajrza³ do niej. Siedzia³a na ³ó¿ku i czyta³a ksi±¿kê.
- Gdzie by³e¶ tak d³ugo? – spyta³a z pretensj± w g³osie.
- Obowi±zki.
- Z szefow±...?
- Przecie¿ jestem te¿ jej szoferem.
- Co robili¶cie?... Podrywasz tê old lady, a ja tu siedzê sama!
- Jeste¶ zazdrosna?!
- Nie o to chodzi, ale spêdzasz z ni± wiêcej czasu ni¿ ze mn±… Wolisz starsze?
- Daj spokój, kochanie! - Poca³owa³ j± w usta.
Wzi±³ prysznic w swoim pokoju i przyszed³ do niej. Le¿a³a w ciemno¶ci otulona ko³dr± i udawa³a, ¿e ¶pi, wiêc wycofa³ siê do siebie. Po raz pierwszy zasn±³ we w³asnym ³ó¿ku.
Nastêpnego dnia pani Steiner mia³a potê¿nego kaca i nie chcia³a go widzieæ. ¬le zrozumia³ jej stan. Pomy¶la³, ¿e mo¿e wczorajszej nocy zrobi³ co¶ nie tak, czym¶ j± urazi³. Poszed³ do jej pokoju, ¿eby z ni± pogadaæ. Wypili razem kawê, któr± przynios³a Gabi. Postawi³a przed nim fili¿ankê z tak± w¶ciek³o¶ci±, ¿e napój wyl±dowa³by na jego spodniach, gdyby nie wykaza³ siê refleksem i nie z³apa³ w porê spodeczka.
Martha siedzia³a na sofie, z nogami podci±gniêtymi pod siebie. Kaza³a mu usi±¶æ obok i poprosi³a o kieliszeczek koniaku na klina. Wypili. W³±czy³a cich± muzykê. Klasyczny jazz. Zas³uchana g³adzi³a go po ow³osionym przedramieniu, a potem po³o¿y³a mu ciep³e d³onie na policzkach, matczynym ruchem poprawi³a grzywkê, dotknê³a palcem warg.
- Hübsch kind… – szepnê³a i niewiele brakowa³o, a cmoknê³aby go w usta. – Gehe jetzt. – Wskaza³a mu drzwi. - Ich bin krank. – Dotknê³a znacz±co swojego czo³a i zrobi³a zbola³y wyraz twarzy.
Gabi nie odzywa³a siê do niego. Ignorowa³a go i chodzi³a z min± ponur± jak gradowa chmura.
Po po³udniu Jurgen poprosi³ go do siebie.
- Powiedzia³em ¿onie, ¿e wyje¿d¿am dzisiaj w interesach do Bazylei i nie wrócê na noc. Faktycznie, mam parê spraw do za³atwienia, ale bêdê tutaj po zamkniêciu restauracji. To musi byæ dzisiaj… - ¶ciszy³ g³os, jakby kto¶ móg³ ich pods³uchaæ - ...w naszej sypialni… Bêdê w pobli¿u.
- Mo¿e ze sztucerem w rêku? – zakpi³.
- Oszala³e¶?! Nie mam ¿adnego sztucera. Nie jestem my¶liwym.
- Mo¿e znowu chcesz mnie w co¶ wrobiæ…? Przy³apiesz nas na gor±cym uczynku i co wtedy…?
- Nie przy³apiê was. Nawet mnie nie zobaczycie. Czuj siê, jakby mnie tam nie by³o.
- To chore! – westchn±³ z rezygnacj±. Nerwowo przespacerowa³ siê po biurze.
- Zajmiesz siê moj± ¿on± tak, ¿eby na d³ugo to zapamiêta³a, a potem mo¿esz sobie jechaæ dok±d chcesz. – Siêgn±³ do portfela i wyci±gn±³ dwa banknoty po piêæset franków. – To dla ciebie. Spisa³e¶ siê dobrze, a jak skoñczysz robotê, jeszcze co¶ dorzucê.
Przerwa³ swój wariacki marsz. Z oci±ganiem wzi±³ pieni±dze, wcisn±³ w kieszeñ i wyszed³.
Po pracy Gabi zamknê³a siê w pokoju. Pomy¶la³, ¿e swoim z³ym humorem u³atwi³a mu sprawê. Zrobi, co obieca³, a potem siê z ni± pogodzi. Wreszcie bêdzie mia³ pieni±dze, wiêc razem wybior± siê do W³och albo pojedzie z ni± do Niemiec…
Wyk±pa³ siê, ogoli³ i w¶lizgn±³ do sypialni Steinerów. S³ysza³ jak Martha wychodzi z salonu, a potem zamyka za sob± drzwi ³azienki. Po ciemku rozebra³ siê do naga i wsun±³ pod ko³drê. Ma³¿eñskie ³o¿e Steinerów by³o ogromne, z bia³ym baldachimem wspartym na mahoniowych kolumnach. Czekaj±c, zastanawia³ siê czy Jurgen ju¿ tu jest. A je¶li tak, to gdzie siê schowa³. Na tarasie? W garderobie? Za zas³on±?
Otworzy³y siê drzwi i wesz³a pani Steiner. Zapali³a nocn± lampkê przy ³ó¿ku. By³a w tej samej podomce, w której widzia³ j± wychodz±c rano od Gabi.
Jego obecno¶æ nie zaskoczy³a jej zbytnio, jakby przywyk³a, ¿e co wieczór jaki¶ nagi facet le¿y w jej ³ó¿ku. Albo by³a wtajemniczona w ich sekretny plan... U¶miechnê³a siê tylko tajemniczo, bez s³owa podesz³a do ³o¿a i zerwa³a niego po¶ciel.
- Hübsch kind! – znowu rzuci³a komplement przygl±daj±c mu siê. Odruchowo zakry³ d³oñmi przyrodzenie.
A potem nagle chwyci³a go za rêkê i wyci±gnê³a z ³ó¿ka. Poda³a mu jego ubranie.
- Gute Nacht! – powiedzia³a na po¿egnanie. - Ich libe mein Man.
Zabra³ swoje rzeczy, zamkn±³ za sob± drzwi i wci±gn±³ slipki. Wychodz±c z sypialni wpad³ na Jurgena. Mê¿czyzna sta³ za drzwiami w swoim jasnym garniturze, z butelk± koniaku i kieliszkami w rêce.
- B±d¼ facetem, a nie dup±! – sykn±³ mu do ucha. –Wracaj i zrób, co nale¿y... Przecie¿ wiesz, ¿e jak one mówi± „nie”, to wcale nie znaczy, ¿e tak my¶l±... Znam swoj± ¿onê... Wracaj, a nie po¿a³ujesz...
Niemal si³± wepchn±³ go z powrotem do sypialni.
- Mo¿e siê napijemy? – zaproponowa³. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e musi komicznie wygl±daæ stercz±c w progu prawie nagi, z ubraniem w jednej rêce, a butelk± koniaku w drugiej. – Etwas trinken?
Nape³ni³ kieliszki, odstawi³ butelkê, a potem w samych slipkach usiad³ na brzegu ³ó¿ka. Po jego wyj¶ciu kobieta w³±czy³a telewizor i siedzia³a teraz z poduszk± za plecami, z pilotem w d³oni. Powiedzia³a co¶ o nocy i zmêczeniu, ale przyjê³a trunek. Nie protestowa³a te¿, gdy po³o¿y³ siê obok, na miejscu jej mê¿a, i wsun±³ sobie poduszkê pod g³owê. Popijali ogl±daj±c telewizjê. Jeszcze przez chwilê zastanawia³ siê, co on tutaj robi, po co godzi siê na zboczone pomys³y Steinera i jak to wszystko siê skoñczy, ale zaraz da³ sobie z tym spokój. Jurgen ju¿ siê nie pojawi³ ani ze spluw±, ani z adwokatem, alkohol g³adko sp³ywa³ mu do gard³a, a ³ó¿ko by³o wygodne. Nawet jego „ofiara” odprê¿y³a siê, zaczê³a co¶ tam sobie szwargotaæ. W koñcu wpu¶ci³a go pod ko³drê, a nad ranem wyp³akiwa³a mu siê w ramiê przy zwierzeniach.
Usnêli nie wiadomo kiedy. Obudzi³ siê, gdy by³o jeszcze ciemno. Pani Steiner le¿a³a z g³ow± na jego piersi, z w³osami w nie³adzie, pochrapuj±c lekko. Wy³±czy³ telewizor, delikatnie zsun±³ jej g³owê na poduszkê, zwin±³ swoje ubranie i wyszed³ z sypialni.
Przechodz±c obok restauracyjnej kuchni ujrza³ niebieskawe ¶wiat³o s±cz±ce siê z biura szefa. Pchn±³ uchylone drzwi i zobaczy³ na monitorze komputera wnêtrze sypialni Steinerów i Marthê ¶pi±c± w jedwabnej po¶cieli. Pomy¶la³, ¿e jednak ten zboczeniec Jurgen zrobi³ film z ich nocnego tete a tete. Tylko po co...? I gdzie on siê podzia³...? Ubra³ siê i zapali³ ¶wiat³o. Na blacie biurka wala³y siê jakie¶ rachunki. Wszystkie by³y wystawione na pani± Steiner. Co¶ go tknê³o. Wzi±³ z rega³u pierwsz± lepsz± teczkê z dokumentami, przejrza³ jej zawarto¶æ, potem chwyci³ nastêpn±. W ¿adnym dokumencie nie figurowa³ Jurgen... A wiêc formalnie to nie on by³ w³a¶cicielem ca³ego interesu, lecz Martha...
- A jednak forsa! – powiedzia³ do siebie. Pokrêci³ z niedowierzaniem g³ow± i ruszy³ do swojego pokoju.
Przystan±³ pod drzwiami Gabi. Zapuka³, lecz nie odpowiedzia³a. Nacisn±³ klamkê. By³o otwarte. Zapali³ ¶wiat³o i od razu zorientowa³ siê, ¿e dziewczyna wyjecha³a. Kanapa by³a pos³ana, wszystkie przedmioty znik³y. Szafa równie¿ by³a pusta. Na ³ó¿ku znalaz³ kopertê ze swoim imieniem. Przez sekundê my¶la³, ¿e to list od Gabi, ale w ¶rodku by³o kolejne tysi±c franków. Jurgen okaza³ siê na swój sposób uczciwy... A przynajmniej wywi±zywa³ siê z umów.
Spakowa³ plecak i cicho wyszed³ z domu. Dla pewno¶ci zajrza³ do gara¿u: terenowego bmw tam nie by³o.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
/>
/>Jezioro Kryszta³owa Alp
/>- Jungfrau „dziewica”, –
/>Potwierdzi³a Góra Wznosi³a
/>- Ciekawe, – Obejrza³a Nie Czarna
/>Nie Alp.
/>Napi³ By³ Bazylei. W³a¶ciwie Najpierw Berna, Thun,
/>Szybko ¿ó³kn±cych Kilka Wygl±da³ ¶cianami. Okna
/>Na Bia³o – Stateczek Krzese³ka Wszystkie Rozmawia³y
/>Poprosi³ Popisa³ Teraz ¿e
/>Pó¼niej Jutro Lombardii, Europie Dotarli Szwajcarii, Najpierw ¿e Italii,
/>Postanowi³, ¿e ³odzi. Wiêkszo¶æ Jednak ³ódki Wyda³y
/>Do ³awce Przegl±da³ Restauracja Rzuci³ ¶wiat³a Zielone ¶wiate³. Ciemno¶æ Alp
/>Podesz³a ¿e
/>- Jestem Gabi – Usiad³a Poda³
/>- Gdzie –
/>- Tam – ³odzie.
/>- Tam Domki
/>- Wiem. Ale
/>Wyci±gnê³a Podsunê³a ¿e Chcia³a Opowiedzia³ ¿e Europie, ¶wiata, ¿e
/>- Niemiec – Mam Roz³o¿ysz
/>- Serio?! Nie Przecie¿
/>Odwróci³a
/>- Dobrze Zaryzykujê.
/>Obeszli ¶rodka. Potem Pod³oga Pokój ³azienk±
/>Rzuci³
/>- £adnie –
/>- Je¶li –
/>Po By³ Zawiesi³a Szybko
/>Uprawiaj±cej Mê¿czyzna ³azience Druga Swoje ¿ony. Odk±d ³ó¿ku Najwa¿niejsze, ¿e
/>Drzwi ¿onê Skin±³ U¶miechnê³a ³azienki Wyda³o Kiedy Usiad³a ³onowy. Mê¿czyzna Wreszcie Wideo
/>Sygna³ Ubra³ Gabi. Przysiad³ ¿eby Zrobi³ ³±czy³ Nagle Ujrza³ ¶wiat³a ³azienki. Ona
/>Przez Oczekiwa³, ¿e Tymczasem Powiedzia³a Dom
/>Zastanawia³ Uciec ¶witu Gabi? Ledwie Dziewczyna Mo¿e
/>- Wracaj!– – Zostañ
/>Z Sta³a ¿ó³tawym ¶wietle Wygl±da³a Wspi±³ Przywarli Dotykiem Zamkn±³
/>- Mamy –
/>Wstali Gabi Otworzy³a ¿eby Poca³owa³a ¿eby
/>Zapi±³ Obejrza³ Przywita³ ¶wit, Nad Najwy¿sze Wstawa³ Gabi Id±c Szwajcariê W³och.
/>Zna³ Wiedzia³, ¿e ³atwo Gabi,
/>Zawróci³ Szed³ Zszed³ Wilgotne Dotar³ ³awce Zamkn±³ Obudzi³y ¶niadanie. Uniós³ Wsta³, Gabi. W³a¶nie Nabra³ Ale Prowiantu, Alpy,
/>Kelnerka Przywo³a³a Chcia³a Mia³ ¿e ¿adnych
/>Przynios³a Usiad³a
/>- Szefowa
/>- Wiem. Natknêli¶my
/>- Jej Jak
/>Weszli Gabi
/>- Pa! Wracam – Cmoknê³a
/>Szpakowaty Pisa³ Oderwa³
/>- Wiem, ¿e My¶lê, ¿e ¿eby¶
/>Szef Mówi³ Ten
/>- Obawiam ¿e
/>Mê¿czyzna By³
/>- – Propozycja Móg³by Gabi.
/>- Chêtnie.
/>- Có¿,
/>- ¦wietnie. Lubiê
/>- Moja ¿ona Chcia³bym
/>- Doskonale.
/>- Chcia³bym, ¿eby¶
/>Ch³opak Pomy¶la³, ¿e
/>- Móg³by¶ Bêdê
/>- – – Nic Nie – Wsta³ Zajrza³ Gabi, Paru Zauwa¿y³ Poczeka³
/>- Ten – – Wiesz,
/>Nie Steiner
/>- Nie – Wycofujê – Odda³ – Gabi, –
/>- Jestem Jurgen – – Tak
/>Niechêtnie
/>- Kocham ¿onê – – Mam ¿e – Je¶li Jeste¶ ¿eby¶ Widzê, ¿e Gabi, ¿eby Je¶li Przyda Mo¿esz Mamy
/>- – ³yk Tr±cili
/>- G³odny?
/>Ch³opak
/>- Zamów –
/>Zostawi³
/>Nim Wysiad³o Jurgenem Rozmawiaj±c, Policjanci Jeden ³aman±
/>- Czy ¿e
/>- Tak.
/>- By³e¶ Steinera?
/>- Tak.
/>- Zg³oszono ¿e
/>- Ja? Niczego
/>- Wiêc
/>- Proszê – Chwyci³ – Kurwa, –
/>Policjanci Grupkê Spogl±dali ¿ywo Gabi Nie
/>Wsiad³ Drugi Jurgena. Steiner
/>- Bierzesz
/>Ch³opak
/>- Nie – Szwajcar. Naprawdê Wszystko Zrobisz Gabi
/>W Zamiast
/>- Dobra. Wygra³e¶. Zgadzam – Czu³
/>Dosta³ Gabi, Wreszcie ¿e ¶wiadczy³ ¿e Steiner Oficjalnie Steiner Jego Jurgena, Pomy¶la³ ¿e ¿e Czy Jurgen ¿e ¿ona
/>Pó¼nym Jurgen ¿onie. Mia³a Martha, Ustalili ¶wie¿e – Kobieta ¿e
/>Noc±, Gabi, Martha. ¿e Steiner Problem
/>O ¶wicie, ¶wietnej Gabi Steiner Grüsse!, Mia³a ¿akiet. By³a Poda³a
/>Po Mówi³a U¶miecha³ ¿e Thun Gabi Skoro Steiner (co
/>Po Jurgen, ¿agle. Jeden Poszli Steiner ³odzi Jurgen ³odzi±, Marthy. Kobieta Twarz Zdj±³ Dzieñ ¿eby ³agodnie ³ód¼
/>Obserwuj±c Ten Jurgenem, Skoro ¿ony ¿e Mo¿e – – Mo¿e Steiner ¿eby ¿on± Przy³apie Zw³aszcza, ¿e Jurgen ¿onê ³o¿u.
/>Ciep³y Nie, Steiner Nie Przegi±³ Jak ¿eby
/>Bez Jurgen, Steiner Polaka. Kilka ³aweczki Chwilami ¿e Mia³ ¿e Martha
/>Gdy Jurgen ³odzi±, ¶cie¿ce ¦miali Zmêczeni
/>W ³ó¿ko Wola³ Gabi Wypytywa³a, Omija³ Marthy, Mówi³, ¿e By³a Sprawia³a, ¿e Pewnie Jurgena,
/>Trzy Kolejne Thun, Steiner Wyda³a
/>Wieczór Gabi, Jurgen Kaza³ ¿on± Berna. Nie Podejrzewa³, ¿e Gabi ¿e Steinerowie Thun Bernie. Tym Pani Steiner W³o¿y³a
/>W Kobieta Stara³a Powiedzia³a, ¿e By³a
/>Pokierowa³a Lokal Trochê ¶rednim Pani Steiner Ch³opak Wreszcie Stara³ Tañczyli ¿e ¿igolak. Martha Jednak ¿eby
/>Wieczór S³ania³a ¶mia³a.
/>- –
/>Pó³ Pani Steiner Drzema³a Wrócili Zaprowadzi³ Jednak
/>Poszed³ Gabi Pod ¶wiat³a, Siedzia³a ³ó¿ku
/>- Gdzie –
/>- Obowi±zki.
/>-
/>- Przecie¿
/>- Podrywasz
/>- Jeste¶
/>- Nie Wolisz
/>- Daj Poca³owa³
/>Wzi±³ Le¿a³a ¿e ¶pi, ³ó¿ku.
/>Nastêpnego Steiner ¬le Pomy¶la³, ¿e Poszed³ ¿eby Wypili Gabi. Postawi³a ¿e
/>Martha Kaza³a Wypili. W³±czy³a Klasyczny Zas³uchana
/>- Hübsch – – Gehe – Wskaza³a Ich – Dotknê³a
/>Gabi Ignorowa³a
/>Po Jurgen
/>- Powiedzia³em ¿onie, ¿e Bazylei Faktycznie, ¶ciszy³ ...w Bêdê
/>- Mo¿e –
/>- Oszala³e¶?! Nie ¿adnego Nie
/>- Mo¿e Przy³apiesz
/>- Nie Nawet Czuj
/>- – Nerwowo
/>- Zajmiesz ¿on± ¿eby – Siêgn±³ – Spisa³e¶
/>Przerwa³
/>Po Gabi Pomy¶la³, ¿e Zrobi, Wreszcie W³och Niemiec…
/>Wyk±pa³ Steinerów. S³ysza³ Martha ³azienki. Ma³¿eñskie ³o¿e Steinerów Czekaj±c, Jurgen
/>Otworzy³y Steiner. Zapali³a ³ó¿ku. By³a Gabi.
/>Jego ¿e ³ó¿ku. Albo U¶miechnê³a ³o¿a
/>- Hübsch – Odruchowo
/>A ³ó¿ka. Poda³a
/>- Gute Nacht! – Ich Man.
/>Zabra³ Wychodz±c Jurgena. Mê¿czyzna
/>- B±d¼ – –Wracaj Przecie¿ ¿e „nie”, ¿e Znam ¿onê... Wracaj,
/>Niemal
/>- Mo¿e – Zdawa³ ¿e – Etwas
/>Nape³ni³ ³ó¿ka. Powiedzia³a Nie Popijali Jeszcze Steinera Jurgen ³ó¿ko Nawet „ofiara”
/>Usnêli Obudzi³ Pani Steiner Wy³±czy³
/>Przechodz±c ¶wiat³o Pchn±³ Steinerów Marthê ¶pi±c± Pomy¶la³, ¿e Jurgen Tylko Ubra³ ¶wiat³o. Wszystkie Steiner. Co¶ Wzi±³ ¿adnym Jurgen... Martha...
/>- – Pokrêci³
/>Przystan±³ Gabi. Zapuka³, Nacisn±³ By³o Zapali³ ¶wiat³o ¿e Kanapa Szafa ³ó¿ku Przez ¿e Gabi, ¶rodku Jurgen
/>Spakowa³ Dla
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- w cieniu oleandra
- Tryptyk nadniemeñski
- Z³ego ducha poety napominania (na marginesie ksiêdza Baki) (R)
- Aniger (R)
- CZWARTY WYMIAR
- W Pana domu
- Pamiêci Jeziora po¶wiêcam /opowiadanie/
- c'est bizarre /opowiadanie/
- Drzewo /wiersz/
- Wina Marie M. /miniatura/
- Pomy³ka /postapokalipsa/ ->x
- Lucjan i Jaszczurka /Opowie¶ci o wszystkim i o niczym jednocze¶nie/