24 godziny temu
Gdy wczesn± jesieni± matka dziesiêcioletniej Ewy dosta³a zawa³u, ma³a postanowi³a spaæ u kuzynki Beatki. Nie chodzi³o o nocne picie z echem g³o¶nych rozmów w tle, które k³u³y duszê dziecka niczym szpilki. Ewa ba³a siê kolegi ojca – wysokiego, barczystego mê¿czyzny z w±sami, który od dwóch dni odwiedza³ ich dom. Szczególnie irytowa³o j± spojrzenie du¿ych, czarnych oczu, w których czai³ siê b³ysk po¿±dania z domieszk± nieokre¶lonego strachu. Ten ostatni wyzwala³ w ma³ej uczucie za¿enowania, które zaraz przechodzi³o w irytacjê. Nie lubi³a siebie takiej. Przecie¿ nie mog³a siê z³o¶ciæ, nie tak ja wychowywano, nie tak uczono. Wzrok mê¿czyzny próbowa³a wyt³umaczyæ stanem, w jakim siê znajdowa³, ale mimo swoich dotychczasowych obserwacji, takiego wyrazu twarzy pijanego cz³owieka jeszcze nie widzia³a.
Po tygodniu postanowi³a odwiedziæ matkê. Wyrwana z g³êbokiego snu, wsta³a wczesnym rankiem leniwie i bez po¶piechu z nagrzanego ³ó¿ka. Przez zas³onkê przedziera³y siê przeb³yski ¶witu. Spojrza³a na ¶pi±c± Beatkê.
- Beztroska... i tak ³adnie siê u¶miecha, nawet przez sen – pomy¶la³a z zazdro¶ci±.
W domu by³o nieco ch³odno, wiêc szybko w³o¿y³a ubranie i bezszelestnie wy¶liznê³a siê na dwór. Stanê³a na ganku i zwróci³a twarz w kierunku roz³o¿ystych ga³êzi jesionów, w¶ród których przebija³y promienie wschodz±cego s³oñca. Rze¶kie powietrze zrobi³o zimny ok³ad na jeszcze ciep³ych policzkach. Gdy powoli schodzi³a po schodkach, zatrzyma³a wzrok na s±siednim podwórku. W¶ród gêstych zaro¶li wy³ania³y siê kontury szarego budynku. Mieszka³a tam kiedy¶ starsza, poczciwa kobieta, która w sezonie hojnie obdarowywa³a gruszkami okolicznych mieszkañców. Babcia Ewy i pani od gruszek przyja¼ni³y siê. Ewa czêsto odwiedza³a szary budynek.
Pani od gruszek by³a szczup³±, niewysok± kobiet± z zastyg³ym - od czasu ¶mierci mê¿a -smutkiem na twarzy. Mieszka³ z ni± niem³ody syn Grzegorz, na którego we wsi mówiono Grzesio, oraz pasierb Heniek. Ten pierwszy by³ dobrym, pogodnym kawalerem, ciesz±cym siê ogromnym powodzeniem w¶ród m³odych, wiejskich dziewcz±t - zw³aszcza podczas wiejskich zabaw. Prowadzi³ gospodarstwo, które jaki¶ czas temu zapisali mu rodzice. Heniek przewa¿nie pi³, a w okresach abstynencji dorabia³ na czarno u okolicznych, zamo¿nych gospodarzy.
Dwa lata przed ¶mierci± babci Ewy, pani od gruszek i jej syn zmarli w nieco tajemniczych okoliczno¶ciach. Ró¿ne historie opowiadali ludzie we wsi. Jedni mówili, ¿e najpierw zmar³a matka, a gdy syn j± zobaczy³, to z rozpaczy dosta³ zawa³u. Inni z kolei twierdzili, ¿e oboje zatruli siê czadem, bo na pod³odze w kuchni le¿a³o mnóstwo zdech³ych kurczaków. W ka¿dym razie, przyjecha³a milicja, sprawê szybko zamkniêto i odprawiono skromny pogrzeb.
¯ycie toczy³o siê dalej. Zajêci w³asnymi sprawami ludzie, wkrótce zapomnieli o pani od gruszek, Heniek za¶ sprzeda³ najpierw ca³y inwentarz, potem ziemiê i zosta³ mu tylko szary, zaniedbany, pusty dom. Po kilku latach zmar³ z przepicia.
Ewa sz³a powoli w kierunku bramy. Przypomnia³a sobie ró¿owe, beztroskie czasy, kiedy ¿y³a jej babcia, i nagle du¿a kropla stoczy³a siê po jej policzku: – Nie. Nie mogê sobie pozwoliæ na p³acz – pomy¶la³a. – Jestem du¿± dziewczynk±, mam przecie¿ dziesiêæ lat. Tylko, ¿e... wtedy by³o inaczej, wszystko wokó³ ¿y³o... Czerwone dalie i ró¿e misternie wyci±ga³y g³owy; ogromne peonie zdawa³y siê przebijaæ siatkê, na której opiera³y ciemnozielone ³odygi z wierzcho³kami ró¿owych peleryn.
U¶miechnê³a siê. Dalie zawsze przypomina³y jej ko³nierz El¿biety Wielkiej.
- Ile to ju¿ lat minê³o? – my¶la³a dalej. – Wiatr ko³ysa³ ¿ó³te g³owy s³oneczników, których d³ugie ³odygi rzuca³y cienie na zielone falbany rabarbaru. A teraz?... Czasem suchy chleb, martwy komin i nieprzespane noce; w domu coraz mniej przyjaznych ludzi, brak dzieciêcych szczebiotów, i na podwórku tak cicho... maszyny rolnicze wros³y w ziemiê – coraz rzadziej odwiedzaj± pola. Kury matka ju¿ dawno temu powyrzyna³a. Mo¿e to i dobrze? Przynajmniej te nie s± g³odne. Peonie przyblak³y, straci³y na urodzie. Ach... Babcia, gdzie jeste¶? Moja babcia.
Nagle z potoku my¶li wyrwa³a j± pewna postaæ. Otó¿ na s±siednim podwórku spostrzeg³a kobietê. Trochê j± to zaniepokoi³o, bo wygl±dem bardzo przypomina³a dawn± w³a¶cicielkê posesji. Gdy Ewa znalaz³a siê na drodze, kobieta sunê³a przed ni± w nieznacznej odleg³o¶ci. Mia³a na sobie zielon± chustkê, spódnicê do po³owy ³ydek, pomarañczowy serdak, i d³ugie kozaki. Ewa ju¿ ca³kowicie by³a przekonana, ¿e to pani do gruszek. Tylko ona tak siê ubiera³a. Serce zaczê³o rozsadzaæ ma³±, chud± klatkê piersiow±. Wyprostowa³a siê i nieco przyspieszy³a kroku. Gdy ju¿ niemal zrówna³a siê z kobiet±, ta nagle obróci³a twarz. Ewa równie¿ na ni± spojrza³a i na chwilê zamar³a z przera¿enia. Takiego widoku siê nie spodziewa³a. Pod chustk± staruszki, poza czarnym owalem, niczego wiêcej nie by³o widaæ, ¿adnych oczu, jakiegokolwiek zarysu nosa, ust czy policzków. Ma³a z ca³ych si³ zaczê³a pêdziæ przed siebie. Zatrzyma³a siê dopiero przy swoim domu. Mimo wszystko, tutaj czu³a siê bezpieczniej. Jeszcze raz chcia³a popatrzeæ na tê niezwyk³± postaæ, ale gdy siê odwróci³a, kobiety ju¿ nie by³o. Nie wiedzia³a, ile dok³adnie czasu zajê³o przebycie niewielkiego odcinka od momentu zrównania siê ze zjaw±, ale by³a pod ogromnym wra¿eniem. „ Wiêc nie myli³am siê – pomy¶la³a. Oczy mia³a szeroko otwarte ze zdziwienia. – To by³ duch pani od gruszek. Niesamowite...”
By³a nie tyle przera¿ona, co zaskoczona faktem, ¿e co¶ tak tajemniczego i niezwyk³ego ukaza³o siê w jej ¿yciu. Sta³a jak zamurowana i nie mog³a w to wszystko uwierzyæ. Ba³a siê tego zjawiska, ale jednocze¶nie pragnê³a zatrzymaæ, jeszcze raz chcia³a spojrzeæ na tê dziwn±, przera¿aj±c±, ale zarazem poci±gaj±c± - czarn± twarz.
Dom by³ w zasiêgu rêki. W kuchennym oknie pali³o siê ¶wiat³o.
Zaczê³a wchodziæ po bardzo d³ugich, stromych schodach i spojrza³a w górê.
– Okno na górze znowu siê otworzy³o. Czy ten dom musi byæ taki du¿y? I ten strych z trocinami i z mas± tych obrzydliwych, ¿ó³tobr±zowych robaków – mocno siê wzdrygnê³a. Gdy w korytarzu poczu³a dobrze znany zapach dymu z papierosów i alkoholu, szybko zapomnia³a o zjawie z szarego budynku. Wystarczaj±co ba³a siê ¿ycia i domu do którego przed chwil± wesz³a, by my¶leæ teraz o jakim¶ duchu. W kuchni, na tapczanie spa³ jej ojciec, a przy stole siedzia³ w±saty mê¿czyzna z papierosem w d³oni.
– Daj mi pieni±dze. Jadê do mamy – powiedzia³a g³o¶no, szarpi±c pijanego ojca za ramiê.
– Co?... W lewej kieszeni spodni – szepn±³. – Powiedz, ¿e przyjadê. Wszystko bêdzie dobrze...
– Nie pij ju¿! I niech ten pan przestanie u nas nocowaæ, bo nie mam zamiaru codziennie spaæ u Beaty! – krzyknê³a i zmierzy³a mê¿czyznê pe³nym nienawi¶ci wzrokiem.
– Cicho... Nie krzycz. Bêdzie dobrze.
Matka Ewy le¿a³a na oddziale kardiologii. Z jej piersi wydobywa³ siê ciê¿ki oddech. Mia³a przymkniête oczy, a nos i usta pokrywa³a maseczka tlenowa. W sali by³a jeszcze jedna pacjentka, która dyskutowa³a z mê¿czyzn±, siedz±cym obok na krze¶le.
– Dzieñ dobry mamo – powiedzia³a Ewa, powoli zbli¿aj±c siê do jej ³ó¿ka.
Kobieta zdjê³a maseczkê i lekko siê u¶miechnê³a.
– Ach! To ty kochanie... Cieszê siê, ¿e przyjecha³a¶. Co s³ychaæ w domu?
– Dobrze. Tata nied³ugo przyjedzie. Przywioz³am ci trochê owoców – Ewa odwzajemni³a u¶miech i spojrza³a w jej oczy: ” Nadal s± piêkne, a ten b³êkit... „ – pomy¶la³a. Ewa by³a podobna do ojca i nie raz ¿a³owa³a, ¿e nie odziedziczy³a niesamowitej urody po matce. Czasem matka wywo³ywa³a w niej bardzo skrajne uczucia, od wielkiej mi³o¶ci i fascynacji pocz±wszy, na ¿alu i nienawi¶ci skoñczywszy. Ale podczas jej pobytu w szpitalu, Ewa wyra¼nie poczu³a têsknotê za matczynym u¶miechem, jej d¼wiêcznym, ciep³ym g³osem i czu³ym dotykiem d³oni. Szczególnie w ostatnich dniach - zmêczona ojcem i jego nieciekawym towarzyszem - bardzo zapragnê³a matczynej mi³o¶ci.
– Wiesz Ewciu, kto mnie odwiedzi³?
– Tak?
– Ryszard – u¶miechnê³a siê kokieteryjnie.
– Hm... – Ewa westchnê³a nie¶mia³o i szybko przenios³a nieco nie¶mia³e spojrzenie na pacjentkê obok i jej towarzysza.
– Jak tylko siê dowiedzia³, ¿e tu le¿ê, nie móg³ wytrzymaæ. Wiesz... On tak zawsze martwi siê o mnie – spu¶ci³a oczy, i obla³a siê rumieñcem, jak ma³a dziewczynka, która nagle narozrabia³a.
– To ³adnie z jego strony, ale... zreszt± to nie jest miejsce i czas by o tym mówiæ – szepnê³a Ewa, mierz±c badawczym wzrokiem s±siednie ³ó¿ko.
– Ja... – kobieta chcia³a jeszcze co¶ powiedzieæ, ale cia³em zaczê³y wstrz±saæ drgawki. Z trudem ³apczywie chwyta³a ka¿dy ³yk powietrza, a klatka piersiowa unosi³a siê coraz wy¿ej. Kobieta na s±siednim ³ó¿ku zaczê³a chrz±kaæ i pluæ krwi±.
– Siostro! Siostro! – zawo³a³ mê¿czyzna, wybiegaj±c na korytarz.
Do sali wbieg³a m³oda pielêgniarka.
– Proszê st±d natychmiast wyj¶æ! – krzyknê³a. – Doktorze!
Przez kilka nastêpnych dni, w domu Ewy panowa³ spokój. Jej ojciec du¿o pracowa³, nie pi³, a dziewczynka nie odwiedza³a swej kuzynki.
Po dwóch tygodniach, matka Ewy wróci³a ze szpitala i oznajmi³a, ¿e teraz musi siê oszczêdzaæ i bardziej zadbaæ o siebie. Po miesi±cu spakowa³a wielk±, czarn± torbê na kó³kach i wyjecha³a do sanatorium.
Ewa nie przejê³a siê zbytnio tym faktem. Wiedzia³a, ¿e gdy ojciec nie pi³ zawsze wszystko by³o w porz±dku, a wyjazd matki traktowa³a raczej jako okazjê do chwili wytchnienia i spokoju od rodzicielskich k³ótni. Poza tym by³a teraz sama ze swoim ukochanym tatusiem. W jej oczach matka zawsze by³a tym gorszym rodzicem - to przez jej urodê by³o tyle problemów, to przez ni± zazdrosny tatu¶ i ona sama tyle cierpieli.
Po wyje¼dzie matki niemal delektowa³a siê spokojem i po raz pierwszy od ¶mierci babci poczu³a siê szczê¶liwa i kochana. Pra³a, sprz±ta³a, pomaga³a w kuchni i jak tylko mog³a, stara³a siê we wszystkim przypodobaæ swojemu kochanemu tatusiowi. Z ojcem czu³a siln± wiê¼. Gdy nie pi³, zawsze czu³a siê bezpiecznie, ale jednocze¶nie bardzo siê ba³a, ¿e mo¿e nawet to straciæ, te cudowne chwile szczê¶cia. Czasem, wieczorami podchodzi³a do jego ³ó¿ka i obserwowa³a jak oddycha. Jego u¶miech zawsze j± rozbraja³.
– Biedny tatu¶... – my¶la³a. – Od wielu lat nie ma matki i ¿ony.
Gdy zostali sami, od czasu do czasu pojawia³y siê problemy zwyk³ego, codziennego ¿ycia. A to ojciec nie móg³ czego¶ znale¼æ albo córka nie radzi³a sobie w kuchni. Czasem przeklina³, ¿e po¶ciel, która wisia³a na strychu nagle gdzie¶ siê zapodzia³a albo w szafie nie mo¿e znale¼æ ubrañ. Szklanek jakby uby³o, w pokoju Ewy zbyt czêsto otwiera siê okno, ci±gle s³ychaæ jakie¶ trzaski, a w ³azience ciê¿ko jest mu siê goliæ. Rzeczami Ewa tak bardzo siê nie przejmowa³a - ojciec nie móg³ ich równie¿ znale¼æ, gdy by³a matka. Natomiast praca w kuchni wyra¼nie j± dobija³a - lista kulinarnych wpadek by³a dosyæ d³uga. Po pierwsze ku rozpaczy ojca, nie potrafi³a rozpalaæ w kaflowej kuchni. Mimo, ¿e wrzuca³a suche drewienka, podk³ada³a papier, dmucha³a, denaturatem podlewa³a – to ¿adna iskierka nie chcia³a siê ukazaæ. Po drugie kotlety mielone albo siê rozlatywa³y, albo wygl±dem przypomina³y je¿e. Nale¶niki za¶ sma¿y³a tylko z jednej strony i gdy dosz³a do wniosku, ¿e nie wysz³y, bo przecie¿ z drugiej strony ciasto by³o surowe, wyrzuca³a wszystko z p³aczem i w po¶piechu, byle ukochany tatu¶ nie zobaczy³. W rezultacie, za³amany ojciec musia³ sam prawie wszystko w kuchni robiæ. Czasem biega³ do s±siadki Gra¿ynki, i wraca³ zadowolony wyjmuj±c z kieszeni spodni kartki z ró¿nymi przepisami.
- Zaraz sobie poradzimy – mówi³.
Na koniec zasiada³ do sto³u i na przemian zaciskaj±c zêby, sapi±c, i mlaskaj±c, mówi³ z u¶miechem:
– Pyszne.
Minê³y ju¿ dwa tygodnie, od wyjazdu matki Ewy do sanatorium. By³a bardzo mro¼na noc. Dziewczynka le¿a³a w swoim ma³ym pokoju pod grub±, puchow± pierzyn±. W ca³ej wsi rozlega³o siê g³o¶ne szczekanie psów.
„Dziwne? ... Nigdy tak nie ujada³y. Ksiê¿yc w pe³ni...” – my¶la³a.
Nagle us³ysza³a dziwny szelest, jakby kto¶ przewraca³ ubraniami, które zostawi³a na krze¶le. Odwróci³a g³owê i zobaczy³a kobiec± postaæ z czarn± twarz±. By³a to ta sama zjawa, któr± spotka³a, gdy wraca³a od kuzynki. Kobieta wsta³a i poda³a jej ubrania. Pos³usznie, niczym w transie, Ewa szybko siê ubra³a i wybieg³a na dwór. Zjawa sunê³a przed ni±. Obie, po kolana brnê³y w du¿ych, ¶nie¿nych zaspach.
- Wiêc idzie do siebie – pomy¶la³a dziewczynka.
W szarym domu nikogo nie by³o. O tej porze, Heniek chc±c zaoszczêdziæ na opale, nocowa³ u swoich pracodawców. W ma³ej kuchni na stole znajdowa³y siê szklanki z wysuszonymi fusami od herbaty i kaw± zbo¿ow± pokryt± zielonym ko¿uchem ple¶ni oraz butelki po oran¿adzie z bia³ym korkiem na drucie. Pod ¶cian± sta³a kozetka pokryta starym, zniszczonym kocem; obok na pod³odze - popielniczka z petami.
Zjawa podesz³a do kaflowej kuchni i zaczê³a grzebaæ w niej kulasem. Nagle odwróci³a siê, a w jej twarzy co¶ b³ysnê³o i ukaza³ siê obraz. Ewa zobaczy³a Heñka, jak kopie po g³owie le¿±c± macochê.
- Ja wam jeszcze poka¿e! Co?! Ja parobek?! Jeszcze zobaczycie, kto ja jestem!
Twarz kobiety pokry³a siê czerwon± mask±.
Po chwili Ewa zobaczy³a staruszkê i jej syna ¶pi±cych w kuchni oraz Heñka, który zatyka³ przewód kominowy. Tutaj obraz siê urwa³ i znowu widaæ by³o czarny owal.
Ewa poczu³a, ¿e siê dusi. Wybieg³a na dwór i szybko zaczerpnê³a ³yk ¶wie¿ego, mro¼nego powietrza.
– Dlaczego ja mam o tym wiedzieæ?! Dlaczego – pyta³a w my¶lach.
Strach i przera¿enie wyzwoli³y w niej ogromne pok³ady si³. Niczym ³ania, uciekaj±ca przed drapie¿nikiem w le¶nej gêstwinie, szybko pokonywa³a grub± warstwê bia³ego kremu.
W domu podesz³a do ¶pi±cego ojca i usiad³a na brzegu ³ó¿ka. G³o¶no jêcza³ i wierci³ siê, jak ludzie którym przy¶ni siê co¶ z³ego.
– Tato – szepnê³a. – Ja wiem, w jaki sposób zginê³a pani od gruszek.
– Nie! Nie! Odejd¼! – zacz±³ wo³aæ.
– Naprawdê. Ja wiem tato, ¿e to Heniek. On j± zabi³ i swojego przyrodniego brata te¿.
– Zostaw mnie! Nie teraz, nie – dalej wo³a³.
Wkrótce matka Ewy wróci³a z sanatorium, a m±¿ znalaz³ w jej torbie zdjêcie jakiego¶ mê¿czyzny.
- Kto to jest?! – g³o¶no krzycza³.
- Daj spokój. Musisz mnie ¶ledziæ? Powiniene¶ w koñcu wzi±æ siê za leczenie tej paranoi.
Po tych s³owach uderzy³ j± w twarz. Przewróci³a siê i wytar³a rêkawem swetra stru¿kê krwi.
Ewa ju¿ wiedzia³a na co siê zanosi – zbli¿a³y siê ciê¿kie dni, które niczym czarne i gro¼ne k³êby chmur szybko zasnuwa³y nie tak dawne chwile szczê¶cia. Drzwi do pokoju Ewy z g³o¶nym hukiem trzasnê³y i znowu zamknê³y w swej paszczy przestraszon±, samotn±, skulon± w ciemnej szafie, niewidoczn± i niem± dziewczynkê.
Czasem otwiera³a okno, siada³a na parapecie i nas³uchiwa³a kogucich pieni albo biega³a do swojej kuzynki Beatki, u której bawi³a siê puzzlami z myszk± miki i gumow± lalk±. Gdy w domu by³o bardzo ¼le, matka Beatki zaprasza³a j± na obiady.
O tym, ¿e niedawno spotka³a kobietê z czarn± twarz± nikomu nie mówi³a, nawet ojcu.
– Zreszt±, co by to da³o? – my¶la³a. – Przecie¿ nikt nie przywróci ¿ycia pani od gruszek.
Pewnego dnia, dziewczynka, dostrzeg³a na schodach przed domem du¿±, czerwon± plamê.
- Hm... sk±d siê mog³a wzi±æ? – pomy¶la³a i znowu pobieg³a do kuzynki.
Gdy pó¼nym popo³udniem wraca³a do domu, zobaczy³a przed sob± wysokiego, barczystego mê¿czyznê. Szed³ bardzo powoli i przechyla³ lekko na bok g³owê, jakby chcia³ siê odwróciæ. Poczu³a dreszcz i zaczê³a biec. Mê¿czyzna nagle siê odwróci³ i Ewa zobaczy³a, ¿e od czo³a a¿ do nosa jest czarny. Reszta by³a doskonale widoczna. Dobrze zna³a te w±sy i ca³± postaæ. Bez zatrzymywania i szybko dotar³a do domu.
W nocy znowu zobaczy³a kobietê siedz±c± na krze¶le.
– Czego ty w³a¶ciwie ode mnie chcesz? – g³o¶no zapyta³a zjawê.
W twarzy kobiety pojawi³ siê lekki b³ysk, powoli wsta³a i wysz³a do korytarza. Ewa ruszy³a za ni±. Zjawa otworzy³a drzwi ³azienki i wyci±gnê³a palec wskazuj±cy.
Ewa podesz³a do umywalki, spojrza³a w lustro i natychmiast znieruchomia³a z przera¿enia. Odbicie pokaza³o czarn± twarz.
– Nie! To tylko z³y sen! – pomy¶la³a.
Chcia³a krzykn±æ, ale nie mog³a, jakby kto¶ ¶ciska³ jej gard³o. W twarzy co¶ b³ysnê³o i ukaza³ siê obraz:
W kuchni na stole sta³o kilka butelek po wódce, wala³y siê okruchy chleba i kawa³ki nadgryzionej kie³basy. Na krzes³ach siedzieli jej rodzice oraz dwóch mê¿czyzn. Zobaczy³a te¿ siebie. By³a bardzo smutna i zaniepokojona. Znowu pobieg³a do kuzynki.
– Pomo¿esz mi wydoiæ? – spyta³a nie¶mia³o i z niepokojem w oczach.
– Znowu ty?! – Beatka spyta³a z posêpn±, obra¿on± min±, i z lekkim oci±ganiem doda³a. – Dobrze. Ale pamiêtaj, ¿e ju¿ wiêcej nie przyjdê. Tym razem, to ju¿ ostatni raz. Musisz w koñcu siê nauczyæ! A krowy trzeba wydoiæ, bo dostan± zapalenia. Chod¼!
Po godzinie Ewa wróci³a do domu. Jej ojciec spa³ na tapczanie w kuchni, reszta towarzystwa siedzia³a przy stole.
- Mamo... mo¿e niech panowie ju¿ sobie pójd±, co? – spyta³a matkê.
– To ty? Do pokoju. Dzieci... i ryby g³osu nie maj±. – odpowiedzia³a, z trudem unosz±c g³owê z nad sto³u.
– Mo¿e by¶ spróbowa³a? – zapyta³ jeden z mê¿czyzn, podaj±c dziewczynce kieliszek z alkoholem.
– Idê spaæ – powiedzia³a Ewa. – Tylko b±d¼cie ciszej mamo, proszê...
– Co?! – krzykn±³ mê¿czyzna z w±sami. – Spaæ ci siê zachciewa?! My ci tu kurwa damy spaæ! Zaraz poka¿emy, co trzeba zrobiæ, ¿eby siê dobrze spa³o. Ej! Kazik! Bierz no j±.
Mê¿czyzna z w±sami chwyci³ Ewê mocno za w³osy, si³± zaci±gn±³ do pokoju i rzuci³ na ³ó¿ko. Poczu³a silny ból. Z pocz±tku próbowa³a siê broniæ, ale ka¿de szarpniêcie wywo³ywa³o tylko gorsze cierpienie. Gdy w±saty ¶ciska³ d³oñmi jej usta i szyjê, drugi ¶lini±c siê i g³o¶no sapi±c, rozrywa³ ka¿dy zakamarek kruchego i delikatnego, jak aksamit cia³a dziecka. Obaj zapuszczali ¶miertelny jad do niewinnej duszy. Niczym z³odzieje, ³apczywie i szybko, wysysali ¿yciodajne soki, które do nich nie nale¿a³y.
Gdy skoñczyli, przez d³u¿sz± chwilê le¿a³a nieruchomo, patrzy³a w sufit i tylko na jej skroniach zdawa³ siê panowaæ wielki, pospieszny ruch ³ez. Mimo fizycznego bólu, jakiego po raz pierwszy w ¿yciu dozna³a, najbardziej bola³a j± wewnêtrzna pustka. Powoli i z trudem wysz³a do kuchni. Z ca³kowit± obojêtno¶ci± spojrza³a na ¶pi±cych rodziców - teraz jakby zupe³nie obcych ludzi, których nigdy nie zna³a. W korytarzu otworzy³a drzwi prowadz±ce na strych i zaczê³a wchodziæ po schodach. Ból fizyczny przypomina³ o sobie z ka¿dym krokiem; wbija³ siê w cia³o ostrymi pazurami, szarpa³ i dr±¿y³ szerokie korytarze.
– Jeszcze tylko dwa...jeden krok... Jestem siln±, dzieln± dziewczynk± – my¶la³a, zbli¿aj±c siê do koñca schodów. Spojrza³a na d³ugie, w±skie okno. Sz³a powoli po trocinach, a wij±ce siê jasno – br±zowe larwy delikatnie masowa³y jej drobne, delikatne stopy. Ju¿ nie odczuwa³a wstrêtu na ich widok. Po pustej bañce od mleka, wspiê³a siê na framugê i spojrza³a na strome schody. Zawaha³a siê i g³o¶no prze³knê³a ¶linê:
– Ju¿ nigdy nie bêdzie mnie bola³o! – zawo³a³a z rozpacz±.
Gdy wypowiedzia³a ostatnie s³owo, na strychu ju¿ nikogo nie by³o, tylko larwy dalej ¶widrowa³y rozsypane trociny, a lekki wiatr ko³ysa³ otwartym oknem.
Rankiem na d³ugich, stromych schodach wysoki mê¿czyzna tuli³ w d³oniach zmasakrowan± twarz dziecka. G³o¶no p³aka³, a cia³em wstrz±sa³y silne konwulsje.
- Ewa, moja ma³a Ewcia – mówi³, g³aszcz±c zakrwawione w³osy córki.
Po chwili zacz±³ wchodziæ po schodach na górê. Delikatnie, po cichu st±pa³ po rozsypanych trocinach, a larwy masowa³y jego go³e stopy.
Ewa znowu zobaczy³a w lustrze swoj± czarn± twarz, co¶ b³ysnê³o i ukaza³ siê kolejny obraz. Na strychu wisia³o dwoje ludzi. Lekko ko³ysz±ce siê cia³a rzuca³y migotliwe cienie na przeciwleg³± ¶cianê i betonow± posadzkê. To byli jej rodzice.
W s±siedniej wiosce na grubej ga³êzi jab³oni powiewa³o cia³o mê¿czyzny z w±sami, a w domu Beatki trzaska³y drzwi.
- Pomo¿esz mi wydoiæ krowy? Mama jest w szpitalu, a tata znowu pije – unosi³ siê w powietrzu cichy, dziewczêcy g³os.
- Mamo! Znowu trzasnê³y drzwi! – wo³a³a przera¿ona Beatka.
- Cii... – uspokaja³a j± matka, g³adz±c czule po g³owie. – Ma³a znowu przysz³a, ale nic ci nie zrobi. Cii... Nie bój siê.
Przez d³u¿sz± chwilê Ewa sta³a bez ruchu i patrzy³a w lustro, na sw± czarn±, ale jak¿e now± i przera¿aj±c± twarz. Nagle zaczê³o co¶ do niej docieraæ... Wybieg³a z ³azienki, otworzy³a drzwi do kuchni i krzyknê³a:
– Mamo! Tato! Zrobiæ wam obiadek?! Co¶ wam poka¿ê...
***
Dwadzie¶cia lat pó¼niej.
- Ach, Jacku... tak siê cieszê, ¿e kupili¶my ten dom. Na wsi jest cudownie, czujê, ¿e wena mnie rozpiera.
- Ja te¿ jestem zadowolony, kochanie. Ale dzi¶ siê wy³adowa³em przy r±baniu drzewa, a¿ chce siê ¿yæ – powiedzia³, czule u¶miechaj±c siê do ma³¿onki.
- A wiesz... wczoraj zobaczy³am na strychu larwê, zdaje siê, ¿e z drutowców. Przed chwil± napisa³am o niej wiersz.
- No widzisz, a tak nie lubi³a¶ wsi.
W nocy z g³o¶nym hukiem trzasnê³y drzwi do jadalni.
- Co to by³o?! Jacek?– spyta³a przera¿ona Joanna, szarpi±c mê¿a za ramiê.
- Pójdê sprawdziæ, zaraz wracam.
Nagle w korytarzu rozleg³ siê d¼wiêk telefonu.
- Halo? – spyta³, podnosz±c s³uchawkê.
- Zje¿d¿ajcie st±d! – us³ysza³ dzieciêcy szept. – To s± moje robaki. Id¼ do salonu!
- Halo?! – zawo³a³ przera¿ony, ale w s³uchawce s³ychaæ by³o tylko g³o¶ny szum.
Na szklanych, balkonowych drzwiach w salonie zobaczy³ czerwony, rozmazany napis:
- TU S¡ MOJE CIENIE!
Nastêpnego dnia wieczorem czarny mercedes powoli odje¿d¿a³ sprzed domu Ewy.
- Jednak mia³am racjê, kochanie – powiedzia³a w samochodzie wysoka, szczup³a blondynka. - Nie ma jak miasto. Wie¶ mnie jednak przera¿a.
W oknie sta³a ma³a, u¶miechniêta dziewczynka i dwoje ludzi. W s±siedniej wiosce, pod grub± ga³êzi± jab³oni, mê¿czyzna z w±sami i czarn± twarz± od czubka czo³a do nosa zdejmowa³ pasek od spodni.
- A nie mówi³am, ¿e siê wyprowadz± – powiedzia³a Ewa.
- Wreszcie spokój – powiedzia³ jej ojciec i szeroko ziewn±³.
Rodzice zasiedli w jadalni przed sto³em.
- Zaraz rozpalê w kuchni. Zrobiæ wam herbatkê, czy kawê? – spyta³a z u¶miechem dziewczynka.
- Ja poproszê kawê – odezwa³a siê matka.
- Herbatkê – doda³ ojciec, po³o¿y³ na stó³ bibliê, i zacz±³ g³o¶no czytaæ:
„Gdy powrozami zwi±zani,
w kajdany nêdzy zostan± zakuci,
wtedy im stawia przed oczy ich czyny,
by ciê¿ar przestêpstw widzieli.
Otwiera im uszy na radê,
namawia: od z³a niech odst±pi±!
Gdy us³uchaj± z poddaniem,
Pêdz± swe dni w dobrobycie,
A lata mijaj± w szczê¶ciu.” *
* Hi 36, 8-11.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Gdy Ewy Beatki. Nie Ewa – Szczególnie Ten Nie Przecie¿ Wzrok/>
/>Po Wyrwana ³ó¿ka. Przez ¶witu. Spojrza³a ¶pi±c± Beatkê.
/>- Beztroska... ³adnie –
/>W Stanê³a Rze¶kie Gdy W¶ród Mieszka³a Babcia Ewy Ewa
/>Pani ¶mierci -smutkiem Mieszka³ Grzegorz, Grzesio, Heniek. Ten Prowadzi³ Heniek
/>Dwa ¶mierci± Ewy, Ró¿ne Jedni ¿e Inni ¿e
/>¯ycie Zajêci Heniek
/>
/>Ewa Przypomnia³a ¿y³a – Nie. Nie – – Jestem Tylko, ¿e... ¿y³o... Czerwone ³odygi
/>U¶miechnê³a Dalie El¿biety Wielkiej.
/>- Ile – – Wiatr ¿ó³te ³odygi Czasem – Kury Mo¿e Przynajmniej Peonie Ach... Babcia, Moja
/>Nagle Otó¿ Trochê Gdy Ewa Mia³a ³ydek, Ewa ¿e Tylko Serce Wyprostowa³a Gdy Ewa Takiego Pod ¿adnych Ma³a Zatrzyma³a Mimo Jeszcze Nie „ Wiêc – Oczy – Niesamowite...”
/>By³a ¿e ¿yciu. Sta³a Ba³a
/>
/>Dom ¶wiat³o.
/>Zaczê³a
/>– Okno Czy ¿ó³tobr±zowych – Gdy Wystarczaj±co ¿ycia
/>– Daj Jadê –
/>– Co?... – – Powiedz, ¿e Wszystko
/>– Nie Beaty! –
/>– Cicho... Nie Bêdzie
/>
/>Matka Ewy Mia³a
/>– Dzieñ – Ewa, ³ó¿ka.
/>Kobieta
/>– Ach! Cieszê ¿e
/>– Dobrze. Tata Przywioz³am – Ewa ” Nadal „ – Ewa ¿a³owa³a, ¿e Czasem ¿alu Ale Ewa Szczególnie
/>– Wiesz Ewciu,
/>– Tak?
/>– Ryszard –
/>– Hm... – Ewa
/>– Jak ¿e Wiesz... –
/>– ³adnie – Ewa, ³ó¿ko.
/>– Ja... – ³apczywie ³yk Kobieta ³ó¿ku
/>– Siostro! Siostro! –
/>Do
/>– Proszê – – Doktorze!
/>
/>Przez Ewy Jej
/>Po Ewy ¿e
/>Ewa Wiedzia³a, ¿e Poza
/>Po ¶mierci Pra³a, Gdy ¿e Czasem, ³ó¿ka Jego
/>– Biedny – – ¿ony.
/>Gdy ¿ycia. Czasem ¿e Szklanek Ewy ³azience Rzeczami Ewa Natomiast Mimo, ¿e – ¿adna Nale¶niki ¿e Czasem Gra¿ynki,
/>- Zaraz –
/>Na
/>– Pyszne.
/>
/>Minê³y Ewy By³a Dziewczynka
/>„Dziwne? ... Nigdy Ksiê¿yc –
/>Nagle Odwróci³a By³a Kobieta Pos³usznie, Ewa Zjawa Obie, ¶nie¿nych
/>- Wiêc –
/>W Heniek Pod ¶cian±
/>Zjawa Nagle Ewa Heñka,
/>- Co?! Jeszcze
/>Twarz
/>Po Ewa ¶pi±cych Heñka, Tutaj
/>Ewa ¿e Wybieg³a ³yk ¶wie¿ego,
/>– Dlaczego Dlaczego –
/>Strach Niczym ³ania,
/>W ¶pi±cego ³ó¿ka. G³o¶no
/>– Tato – –
/>– Nie! Nie! Odejd¼! –
/>– Naprawdê. ¿e Heniek.
/>– Zostaw Nie –
/>
/>Wkrótce Ewy
/>- Kto –
/>- Daj Musisz ¶ledziæ? Powiniene¶
/>Po Przewróci³a
/>Ewa – Drzwi Ewy
/>Czasem Beatki, Gdy ¼le, Beatki
/>O ¿e
/>– Zreszt±, – – Przecie¿ ¿ycia
/>
/>Pewnego
/>- Hm... –
/>Gdy Szed³ Poczu³a Mê¿czyzna Ewa ¿e Reszta Dobrze Bez
/>W
/>– Czego –
/>W Ewa Zjawa ³azienki
/>Ewa Odbicie
/>– Nie! –
/>Chcia³a ¶ciska³
/>W Zobaczy³a By³a Znowu
/>– Pomo¿esz –
/>– Znowu – Beatka – Dobrze. Ale ¿e Tym Musisz Chod¼!
/>Po Ewa Jej
/>- Mamo... –
/>– Dzieci... –
/>– Mo¿e –
/>– Idê – Ewa. – Tylko
/>– Co?! – – Spaæ Zaraz ¿eby Ej! Kazik! Bierz
/>Mê¿czyzna Ewê ³ó¿ko. Poczu³a Gdy ¶ciska³ ¶lini±c Obaj ¶miertelny Niczym ³apczywie ¿yciodajne
/>Gdy ³ez. Mimo ¿yciu Powoli ¶pi±cych Ból
/>– Jeszcze Jestem – Spojrza³a Sz³a – Ju¿ Zawaha³a ¶linê:
/>– Ju¿ –
/>Gdy ¶widrowa³y
/>Rankiem G³o¶no
/>- Ewa, Ewcia –
/>Po Delikatnie,
/>
/>Ewa Lekko ¶cianê
/>W Beatki
/>- Pomo¿esz Mama –
/>- Mamo! Znowu – Beatka.
/>- Cii... – – Ma³a Cii... Nie
/>
/>Przez Ewa Nagle Wybieg³a ³azienki,
/>– Mamo! Tato! Zrobiæ Co¶
/>
/>***
/>
/>Dwadzie¶cia
/>
/>- Ach, Jacku... ¿e ¿e
/>- Ale ¿yæ –
/>- ¿e Przed
/>-
/>W
/>- Jacek?– Joanna,
/>- Pójdê
/>Nagle
/>- Halo? –
/>- Zje¿d¿ajcie – – Id¼
/>- Halo?! –
/>Na
/>- S¡ MOJE CIENIE!
/>Nastêpnego Ewy.
/>- Jednak – Nie Wie¶
/>W
/>- ¿e – Ewa.
/>- Wreszcie –
/>Rodzice
/>- Zaraz Zrobiæ –
/>- –
/>- Herbatkê –
/>
/>„Gdy
/>w
/>wtedy
/>by
/>Otwiera
/>namawia:
/>Gdy
/>Pêdz±
/>A
/>
/>* 36, 8-11.
/>
/>
Komentarze::