24 godziny temu
Spotykali¶my siê przez kilka tygodni, mo¿e trzy miesi±ce, i chocia¿ trudno w to uwierzyæ, on nigdy nie wymówi³ mojego imienia. Mówi³ na przyk³ad "Pos³uchaj..." i na chwilê zawiesza³ g³os po przecinku, nigdy nie wype³niaj±c tej luki. A ja nie s³ucha³am tego, czego mia³am s³uchaæ, tylko ws³uchiwa³am siê w swoje niewymówione imiê.
Nie pyta³am, dlaczego u¿ywa wielokropka zamiast mojego imienia, bo czu³am, ¿e nie mam do tego prawa i nawet nie wiedzia³am, jak uzasadniæ takie pytanie. W koñcu jest to pytanie przekraczaj±ce granicê sfery prywatnej, a ta granica pomiêdzy osobami dotykaj±cymi siê nawzajem na wiele sposobów, lecz starannie wystrzegaj±cymi siê takiego dotyku, który wyra¿a prawdziw± intymno¶æ, jest szczelniejsza ni¿ prezerwatywa extra safe. Wiêc nie pyta³am. Poniewa¿ uczy³am siê jêzyków ludzi i anio³ów, dobrze zna³am zadania z wykropkowanymi lukami i wiedzia³am, ¿e polegaj± na wstawianiu do luk odpowiednich wyrazów w odpowiedniej formie. Pewnie nie mia³am odpowiedniego wyrazu ani odpowiedniej formy.
A mo¿e jak Jamie Gumb z “Milczenia owiec” nie chce znaæ imienia swojej ofiary, ¿eby nie widzieæ w niej kobiety, tylko materia³, kawa³ek miêsa do wykorzystania dla w³asnych celów. Ale, nawet je¶li on tak mnie widzia³, nie czu³am siê wykorzystan± ofiar±.
Spo¶ród ró¿nych scenariuszy, uzasadniaj±cych istnienie tego wielokropka, naj³adniejszy i najbardziej naiwny by³ ten ba¶niowy. By³am w nim piêkn± ksiê¿niczk±, której imiê ob³o¿one jest kl±tw±. Je¶li wymówi je kto¶, kto j± kocha, pêknie mu serce. Ukochanym jest za¶ nieszczê¶liwym trafem poeta. Ofiarowuje jej wiersze, piêkne s³owa, metafory i porównania, ale wie, ¿e poezji brakuje niewymówionego imienia ukochanej, a bez niego i poezja, i ich mi³o¶æ, które dla niego s± jednym, nie znajduj± dope³nienia. Ksiê¿niczka za¶ wie, ¿e ukochany nie mo¿e wymówiæ jej imienia i za nic nie chce jego ¶mierci, wie jednak tak¿e, ¿e ¶mieræ by³aby jedynym potwierdzeniem jego szczerej mi³o¶ci. Wiêc obydwoje s± w swoim szczê¶ciu trochê nieszczê¶liwi i trochê niepewni siebie nawzajem, i to jest akurat takie trochê, co na pocz±tku dodaje uroku, ale z czasem zaczyna dr±¿yæ ciasne, ciemne korytarze w sercu, a w korytarzach upycha siê ¶mierdz±ce sprawy i s³owa, które nie mog± opu¶ciæ ust.
Moja wyobra¼nia nie zna³a zakoñczenia tej historii, za ma³o wiedzia³am o ludziach i o mi³o¶ci, a za du¿o o mrocznych korytarzach wydr±¿onych w sercu. Zapyta³am go, czy mo¿e on wie, jak rozwi±zaæ dylemat ba¶niowych kochanków. Trochê siê ba³am, czy nie we¼mie tego do siebie, ale w ³ó¿ku zawsze opowiada³am niestworzone, szczere historie, zupe³nie jakby blisko¶æ fizyczna nak³ada³a na mnie czar otwarto¶ci, wiêc chyba nie wzi±³ tego do siebie, tylko z³o¿y³ na karb endorfinowego haju, i powa¿nie siê zastanowi³. Patrzy³am, jak zaci±ga moje pytanie we w³asne korytarze i przetrawia w nich naiwn± historiê o mi³o¶ci. Sprawia³o mi to przyjemno¶æ, podobnie jak dotyk, jak obecno¶æ jego cia³a w moim ³ó¿ku, obca skóra przylegaj±ca do mojej skóry, ³adna historia, powiedzia³ w koñcu, przygarniaj±c mnie mocno do siebie, a powieki opad³y mi do po³owy, ¿egnaj±c jawê, witaj±c sen. I mo¿e ca³a reszta ju¿ mi siê przy¶ni³a, choæ pamiêtam, ¿e potem odprowadzi³am go jeszcze potem na przystanek, powietrze mia³o zapach jesiennych li¶ci, mój ulubiony zapach. Ale wtedy, w ³ó¿ku, w pó³¶nie, us³ysza³am go mówi±cego, ¿e to ³adna, chocia¿ smutna historia, i prawdziwa, i tak w³a¶nie by³o z jego ¿on±. Jak, zapyta³am, jak koñczy siê moja historia, bo takie by³o przecie¿ moje pytanie, nie to intymne, przekraczaj±ce szczeln± granicê. On umiera, odpowiedzia³ mi po prostu, ale nie dlatego, ¿e wypowiedzia³ wreszcie jej imiê, tylko na zawa³ albo na raka, poeci umieraj± nie tylko z mi³o¶ci. Je¶li koniecznie chcesz, przed ¶mierci± wypowiada wreszcie jej imiê. Ale nie ma to wiêkszego znaczenia, bo wiadomo, ¿e to nie kl±twa spowodowa³a ¶mieræ. On ¿a³uje, ¿e nie zrobi³ tego wcze¶niej, wówczas ¶mieræ mia³aby jak±¶ warto¶æ, mog³aby daæ jej pewno¶æ. A ona zostaje sama, z t± sam± niepewno¶ci± co przedtem, teraz bezsensown±, bo pozbawion± obiektu. Dla poprawienia nastroju mo¿e nawet sk³oniæ kilku do tego, by padli przy niej trupem, nie ¿eby by³a z³a, tylko bardzo nieszczê¶liwa, a nieszczê¶liwi ludzie robi± z³e rzeczy. To ci±gle nie koniec, szepnê³am sennie, powieki coraz ni¿ej, i przytrzyma³am go za rêkê, bo ju¿ wstawa³, jak koñczy siê ta historia, i jednak wsta³
Ja te¿ wsta³am, bo chcia³am jeszcze wyj¶æ na dwór, powietrze pachnia³o jesiennymi li¶æmi i mg³±, moje ulubione zapachy. Odprowadzi³am go na przystanek, rozmawiali¶my o czym¶ jeszcze bardziej dalekim, jak "Turandot" w inscenizacji Treliñskiego, ale nie pamiêtam dok³adnie, bo prawie spa³am, id±c. Potem spotkali¶my siê jeszcze chyba dwa razy, a potem ju¿ nie. Na koniec ju¿ raz kiedy¶ wyrwa³o mu siê moje imiê, ale nic siê nie sta³o, nie umar³, ani mnie nie zamar³o serce.
Ja natomiast wytrzyma³am do koñca i teraz umiem budowaæ zdania nawet bez wielokropka.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Spotykali¶my Mówi³ "Pos³uchaj..."/>
/>Nie ¿e Wiêc Poniewa¿ ¿e Pewnie
/>
/>A Jamie Gumb “Milczenia ¿eby Ale,
/>
/>Spo¶ród By³am Je¶li Ukochanym Ofiarowuje ¿e Ksiê¿niczka ¿e ¶mierci, ¿e ¶mieræ Wiêc ¶mierdz±ce
/>
/>Moja Zapyta³am Trochê ³ó¿ku Patrzy³am, Sprawia³o ³ó¿ku, ³adna ¿egnaj±c ¿e Ale ³ó¿ku, ¿e ³adna, ¿on±. Jak, ¿e Je¶li ¶mierci± Ale ¿e ¶mieræ. ¿a³uje, ¿e ¶mieræ Dla ¿eby
/>
/>Ja Odprowadzi³am "Turandot" Treliñskiego, Potem
/>
/>Ja
/>
/>
Komentarze::