24 godziny temu
Augustyn Szczawiñski
Literatura kobieca
Wszystkiego mo¿na siê nauczyæ z filmów, jeszcze wiêcej z gier, a najwiêcej z komiksów. Najmniej ze szko³y, je¶li wiecie, o co mi chodzi. Z ksi±¿ek je¿eli ju¿ co¶, to na zasadzie, ¿e wyj±tek potwierdza regu³ê. Pan Damazy uwa¿a, ¿e to idiotyzm.
– Wyj±tek w³a¶nie wyklucza regu³ê! – powiedzia³, pani And¿elika pos³ysza³a to i siê obrazi³a.
Pani And¿eliki zawsze musi byæ na wierzchu.
Na przyk³ad wczoraj zosta³a bez mleczka do kawy na weekend, bo pan Zenek nie kupi³ jej w Warszawie.
– Wyj±tkowo zapomnia³em!
– Wyj±tek potwierdza regu³ê! – odpowiedzia³a pani And¿elika i pan Zenek mia³ zamkniête usta.
– We¼ dyskutuj z kobiet±… – mrukn±³ pan Damazy, a mama parsknê³a ¶miechem, bo pan Damazy zabra³ siê z moim tat± za literaturê kobiec±.
Teraz pan Damazy bêdzie dyktowa³ tacie o swoim ¿yciu. O swojej narzeczonej Zofii, która mu umar³a. Pan Damazy nie mo¿e siê z tego w ogóle otrz±sn±æ. Zofia mia³a, tak samo jak Zuzka, rude w³osy i zielone oczy. Ale ja nie jestem panem Damazym, ¿eby kto¶ sobie nie pomy¶la³! Ja to ja.
Wiêc wieczorem usiedli w moim pokoju, aby zacz±æ pracê nad pierwszym tomem. Ja siedzia³em w kuchni i jad³em budyñ czekoladowy. Nie! ¦mietankowy… tak… ¶mietankowy… chyba…
– Mama!!! MAMA!!!
– Nie krzycz!
– Mama, jaki ja budyñ wyla³em sobie wtedy na spodnie?
– Jakie spodnie?
– Galowe.
– Waniliowy.
Jad³em budyñ waniliowy. Tata siedzia³ przy moim biurku, pan Damazy le¿a³ obok na ³ó¿ku w czerwonych skarpetach, jak u psychoterapeuty. Trzyma³ praw± d³oñ na czole, ¿eby sobie wszystko dobrze przypomnieæ. Ale najpierw siê spierali, czy tata ma robiæ notatki czy nagrywaæ.
– Mów, ja bêdê pisa³ – powiedzia³ tata.
– Czemu?
– Bo spisywanie nagrania jest mozolne… poza tym, to bêdzie trochê kreacja, a trochê twoje wspomnienia…
Stanê³o na tym, ¿e w³±cz± dyktafon, tata za¶ bêdzie sobie zapisywa³, co zechce.
– Zofiê pozna³em w 1975… – zacz±³ pan Damazy. – Mieli¶my po dwadzie¶cia lat… ona by³a starsza ode mnie trzy miesi±ce i siedem dni, nieca³e zreszt±, ja siê urodzi³em przed wschodem s³oñca, ona o poranku… Wraca³em z biblioteki.... By³ z³otomglisty jesienny dzieñ. Czarne wrony kr±¿y³y nad wie¿ycami Mostu Poniatowskiego. Zofia, ubrana w czerwonorud± sukienkê, sta³a wpatrzona we wzburzony nurt rzeki… Pokocha³em j±…
– Rzeka nie mo¿e byæ wzburzona… – powiedzia³ tata. – Morze jest wzburzone, jezioro mo¿e…
Pan Damazy zachrz±ka³ i poprosi³ tatê, ¿eby zawiesi³ spory o szczegó³y. Powie¶æ doszlifuje siê na koniec.
– Pokocha³em j±… – kontynuowa³ pan Damazy, ale tata znów mu przerwa³.
– Dyktuj od razu jakby to by³a ostateczna wersja, Damazy. Tak jest w poradnikach.
I znowu zaczêli siê spieraæ. Wreszcie tata zgodzi³ siê notowaæ „jak leci”, na razie siê nie wtr±caj±c.
Pan Damazy zacz±³ opowiadaæ o swoim dzieciñstwie, co pewien czas wo³aj±c:
– Tego nie zapisuj!
Na co tata odpowiada³:
– To siê wytnie!
Przy kolacji tata powiedzia³, ¿e trzeba ograniczyæ liczbê bohaterów oraz zastanowiæ siê nad lokomotyw± powie¶ci. To znaczy w±tkiem przewodnim, który poci±gnie historiê ¿ycia pana Damazego.
– W stylu amerykañskim, Damazy: do czego bohater d±¿y, jakie napotyka przeszkody, jak je pokonuje. To, plus parê zwrotów akcji i zainteresowanie czytelnika masz w kieszeni, je¶li rozumiesz o czym mówiê…
– Dlaczego, August, mam nie rozumieæ? – zdziwi³ siê pan Damazy.
– Niech pan wali o Wietnamie! – zawo³a³em.
– Wietnamie!... – westchn±³ pan Damazy. – Moje ¿ycie to Wietnam…
– Dla mnie szko³a to Wietnam, je¶li rozumiesz, o czym mówiê – wyrwa³o mi siê, a pan Damazy popatrzy³ na mnie tymi swoimi oczami zamy¶lonymi.
– Ch³opcze wra¿liwcze, nie bêdziesz mia³ ³atwego ¿ycia. Zreszt±, kto ma ³atwe! – odpowiedzia³ mi spojrzeniem.
– Ja ju¿ ¿yjê – odpar³em krótkim zerkniêciem.
– Zacznij od pocz±tku, Damazy. Mo¿e jako¶ siê to u³o¿y… spójnie.
– Chodzi³em do szko³y podstawowej w Komorowie…
– Komorowie… ciekawe… bardzo ciekawe… – tata zacz±³ byæ zgry¼liwy (ma to po mnie!). – Damazy, co kogo obchodzi jakie¶ Komorowo!
– Komorowo! Ale¶ ch³opie waln±³. KOMORÓW. Ko – mo – rów. Kultowy Komorów pod Warszaw±… Czaisz klimaty: kolejka EKD, trzy niebieskie wagony, drewniane siedzenia, brezentowy dach kolejki, miedziane okucia, sznurek, za który poci±ga³ konduktor, wskakiwanie w biegu, country stacyjka… Wiesz, ¿e konduktorzy pachnieli inaczej ni¿ wszyscy ludzie? Star±, dobr±, grub±, porz±dnie wyprawion± skór± ¶wiñsk±?
– To chyba ich torby konduktorskie… – wtr±ci³a mama.
– Damazy, ch³opie, nie poznajê ciê! – tata pokrêci³ g³ow±. – Klimaty, powiadasz!
Mama zwróci³a uwagê, ¿e w takim tempie szybko tej powie¶ci nie napisz±.
– I co to w ogóle ma byæ? – spyta³a.
– Babski wyciskacz ³ez – powiedzia³ pan Damazy. – Ale w dobrym gu¶cie.
– Hm.. – mama chrz±knê³a.
– KPKL! – zawo³a³em.
– O to, to! – zawo³a³ pan Damazy. – KPKL!
W poniedzia³ek rano tata wróci³ do Warszawy. Przywiezie poradniki dla pocz±tkuj±cych i zaawansowanych pisarzy. Ja z mam± i z Lusi± odbywamy wakacje na wsi. W tym czasie znów wyla³em budyñ, ale nie na spodnie. Od razu na pod³ogê. Mila akurat spa³a pod piecem, najpierw siê przestraszy³a, potem podlecia³a i szybko z¿ar³a z pod³ogi mój budyñ. Ona te¿ nie chcia³a s³uchaæ mamy, ¿e tyle razy mówi³a, ¿ebym nie czyta³ przy jedzeniu z ³okciami na stole, bo mi wszystko spada, ile razy ma to powtarzaæ, przy go¶ciach wywalê swój budyñ, w restauracji wywalê… wszêdzie wywalê… Nawyki zdobywa siê w domu, i tak dalej.
Plamê po budyniu wytar³em mokr± szmat±, poniewa¿ Mili nie chcia³o siê dolizaæ do koñca i pod³oga trochê siê klei³a, szmatê wyp³uka³em, ¿eby mama nie pozna³a. Umy³em zlew, bo siê przy tym pobrudzi³, wykrêci³em ¶cierê nad klozetem i po³o¿y³em tam, gdzie by³a. W ten sposób zatar³em wszystkie ¶lady. I wtedy wesz³a mama z Olusi± na rêku. I spyta³a:
– Masz pochlapane spodnie? Co siê sta³o?
– No, powiedz matce, co narozrabia³e¶! – zawo³a³a Lusia i zamacha³a r±czkami. – Oczywi¶cie! Co¶ rozla³e¶!.. – doda³a.
Szczê¶cie, ¿e mama jej nie rozumie, tej mojej siostry.
– Wod± sam± – powiedzia³em wymijaj±co i szybko doda³em pokazuj±c na okno:
– O, Zuzka leci do nas!
– Leci!... – powiedzia³a mama, poniewa¿ jest nauczycielk±. – I zaraz wyl±duje?
Zuzka wytar³a buty w sieni, jest dobrze wychowana, wesz³a, poprawi³a gumki na kucykach, podskoczy³a i zaprosi³a nas na placki ziemniaczane. Pani Gienia robi najlepsze na ¶wiecie. S± cieniutkie i chrupi±ce. Zuza posypuje cukrem, mama je bez niczego, ja proszê o trochê ¶mietany ³y¿k±, wujek Staszek wpycha sobie od razu ca³ego, a¿ mu siê broda ¶wieci. Pani And¿elika bierze tylko trzy, ¿eby nie utyæ. Potem daje siê namówiæ.
Jedli¶my w kuchni Zuzki przy stole z cerat± w sikorki. Pani And¿elika spyta³a, gdzie jest pan Damazy..
– Pisze plan powie¶ci – powiedzia³a mama. – Zaraz przyleci… przyjdzie.
Pani And¿elika uwa¿a, ¿e to psychiatra kaza³ panu Damazemu spisaæ swoje ¿ycie, ¿eby wszystko z siebie wyrzuciæ. Ona te¿ opisa³a swoj± samotno¶æ, porzucenie i dom dziecka, i dalej opisuje, teraz w wierszach.
– Moje wiersze, mój p³acz.
Mama pokiwa³a g³ow±, pani Gienia westchnê³a, wujek Staszek wyci±gn±³ papierosa, urwa³ ustnik, zapali³, splun±³ sucho na bok i powiedzia³:
– Ch³op powinien siê wzi±æ za ch³opsk± robotê, a nie wiersze pisaæ. Od tego wiêcej mu siê pomiesza. Wiersze!
Mama chcia³a na to co¶ powiedzieæ, ale w drzwiach stan±³ pan Damazy, zdj±³ Eastwoodowy kapelusz, wci±gn±³ zapach placków, zmru¿y³ oczy i powiedzia³ do pani Gieni:
– Poezja!
W pi±tek polecia³em z Zuzk± na do³y. Poæwiczy³em wyskakiwanie z pêdz±cego poci±gu w biegu w ten sposób, ¿e bieg³em wzd³u¿ do³u i przy koñcu, w ostatniej chwili, rzuca³em siê w dó³. Zuzka woli skakanie artystyczne. Staje nad przepa¶ci±, wyci±ga rêce przed siebie, pó¼niej rozsuwa je na bok i skacze. Po wykonaniu skoku robi to samo, nastêpnie wykrok w bok i patrzy na tablicê, ile dosta³a punktów. Albo wrzeszczy do mnie:
– Szymon, ile uzyska³am?
Ale nie skakali¶my d³ugo, bo zadzwoni³a pani Gienia, ¿eby¶my wracali i ¿eby Zuzka wy³±czy³a telefon, bo zaczyna grzmieæ.
By³em niezadowolony. Pani Gienia przerwa³a mi samoszkolenie!
– Zadzwoñ do swojej mamy, ¿e to tylko samolocik! – powiedzia³em zgry¼liwie.
– Oj Szyyymon! – zawo³a³a Zuzka i poprawi³a kucyki.
Tata przyjecha³ do nas po po³udniu. Po³o¿y³ siê spaæ, oczywi¶cie w moim pokoju, wsta³ na dziennik, powiedzia³, ¿e czuje siê jak nowo narodzony, i znów zasn±³, a¿ mama obudzi³a go na pierogi.
Siedzieli¶my w kuchni, mama przy piecu z Olusi±. Pan Zenek przeprosi³ za pani± And¿elikê, ¿e ma md³o¶ci, wiêc nie przyjdzie na kolacjê, i zatar³ d³onie, jakby siê cieszy³, ¿e wiêcej bêdzie dla niego.
– Gustaw!... – powiedzia³ pan Damazy, zawiesi³ g³os i nastêpnie szybko og³osi³:
– Mam lokomotywê!
– No to dawaj, dawaj, Damazy – tata potar³ policzki, jakby chodzi³o o wiêksz± gotówkê..
– Zofia. Zofia poci±gnie nam ca³± historiê… Otó¿, trzeba ci wiedzieæ, ¿e ona ¶ni³a mi siê, zanim j± pozna³em. Nie uwierzysz, mia³em wtedy dziesiêæ, mo¿e jedena¶cie lat. Trochê mi siê ¶ni³a, trochê j± sobie wymy¶la³em, czasem nawet mign±³ mi jej kolorowy cieñ… Zdziwi³e¶ siê, August, ¿e od razu siê w niej zakocha³em na tym mo¶cie? Bo ja j± zna³em ju¿ od lat… Przeczuwa³em j±! Dlatego, gdy pierwszy raz spojrzeli¶my na siebie, w jej oczach zobaczy³em radosne „wreszcie!”. Pisz, trzeba to jako¶ uj±æ… Ale by³o w niej ca³ej te¿ jakie¶ jakby… po¿egnanie…
– Dobrze… dobrze… – powiedzia³ tata. – Ale niezupe³nie o to chodzi, Damazy. Lokomotyw± musi byæ w±tek przewodni. Zofia tak, ale Zofia co?
– Mo¿e dodaæ co¶ mocniejszego – powiedzia³ pan Zenek, który niczego nie czai³, ale te¿ chcia³ co¶ powiedzieæ.
– Hm… – zaczê³a mama spod pieca. – Je¶li mogê siê wtr±ciæ…
– Ale¿ naturalnie! – zawo³a³ pan Damazy.
– Ustalenie sceny fina³owej u³atwi wam skonstruowanie ca³o¶ci. Czyli: wiesz jak koñczysz, wiesz, jak zacz±æ.
– Widzisz, Gustaw, jak± masz m±dr± ¿onê? – ucieszy³ siê pan Damazy.
– Damazy, przepraszam ciê, w takim razie… wiêc muszê ciê zapytaæ… w koñcu i tak do tego dojdziemy, Damazy…
– Tak? – spyta³ pan Damazy przepo³awiaj±c pieroga.
– Musimy dzia³aæ profesjonalnie, i tak potraktuj to pytanie… bardzo ciê proszê.
Pan Damazy zamacha³ rêkami, jakby nagarnia³ do siebie zapach pierogów, co oznacza³o „Dawaj, dawaj stary!”.
– Jak umar³a Zofia?
Zrobi³o siê strasznie cicho, pan Zenek przesta³ d³ubaæ w zêbach, mama pochyli³a siê nad wózkiem Olusi, wyrównuj±c fa³dki na kocyku, ja przesta³em je¶æ, bo by³oby g³upio, gdyby w tym momencie pieróg strzeli³ mi spod widelca w kogo¶.
– Nie umar³a – odpowiedzia³ pan Damazy i zrobi³o siê jeszcze ciszej.
Tata zdj±³ okulary, potar³ oczy, w³o¿y³ okulary co znaczy³o, ¿e znalaz³ siê w kropce.
– Hm… – chrz±kn±³. – Hm… hm… – chrz±kn±³ podwójnie i lekko kaszln±³. – Ja rozumiem, Damazy, ¿e ona wci±¿ ¿yje, jakby to… w twojej g³owie, w wyobra¼ni twojej, czasem nawet jej cieñ kolorowy… widzisz – zakoñczy³ tata, a panu Zenkowi lekko siê odbi³o, bo siê przejad³.
– Zofia ukoñczy³a aespe w Warszawie, mia³a niedawno wystawê w Pary¿u. Dok³adnie ci nie powiem, co¶ by³o o niej w telewizji… no…
– Damazy, my dot±d rozumieli¶my, ¿e Zofia jednak NIE ¿yje… – tata uniós³ brwi.
– Nieeeee… – pan Damazy rozpar³ siê w krze¶le i pog³adzi³ zadowolony po brzuchu. – To ja umar³em.
– W jakim sensie, Damazy? – spyta³ tata, a mama te¿ unios³a brwi, co oznacza³o pytanie, czy ma i¶æ po zastrzyki pana Damazego. Ale pan Damazy nie mia³ ataku.
– Gdy wyszed³em z psychiatryka, zrozumia³em, ¿e s± ludzie, którzy rezygnuj± z ma³¿eñstwa dla Królestwa Niebieskiego, a inni, bo nie s± do niego zdolni. Da³em Zofii wolno¶æ. Odszed³em… ukry³em siê… Odnalaz³a mnie, wiêc ponownie uszed³em, zacieraj±c wszystkie ¶lady. Wiem, ¿e d³ugo d³ugo mnie szuka³a. Bez-skutecznie!
Pan Damazy u¶miechn±³ siê, podziêkowa³ za pierogi i poszed³ na swój nocny spacer terapeutyczny. Ja dosta³em kakao a pan Zenek z tat± po piwie.
– We¼my odszukajmy tê jego Zofiê – powiedzia³ nagle pan Zenek.
– A je¶li ona ma mê¿a i szóstkê dzieci? – spyta³a mama.
– Szóstkê… – tata wzruszy³ ramionami. – A jak ma dwójkê?
– Po piwie czo³o tak marszczysz – powiedzia³a mama i zadzwoni³a ³y¿eczk± od herbaty, chocia¿ mi ka¿e mieszaæ bez stukania.
– Pax! Pax! – zawo³a³ pan Zenek. – To kochani wszystko jest takie… romantyczne. August… pamiêtasz tego detektywa, wie¼li¶my jego ¿onê na porodówkê?
– Co mnie w rêkê poca³owa³?
– No – potwierdzi³ pan Zenek.
– Pamiêtam – odpowiedzia³ tata.
– Zostawi³, proszê ja ciebie, swoj± wizytówkê, jakby w razie czego¶ co¶… – powiedzia³ pan Zenek. I zaraz musia³ bardzo przepraszaæ mamê, bo powiedzia³ co¶ o zdradzanych mê¿ach i prywatnych detektywach.
Aha, mama powiedzia³a, ¿e w ¿adnym tek¶cie absolutnie nie wolno zostawiaæ nierozwiniêtych skrótów. Wiêc wyja¶niam, ¿e skrót KPKL oznacza w rozwiniêciu: Kawa³ Porz±dnej Kobiecej Literatury.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Augustyn Szczawiñski
/>
Literatura />
/>Wszystkiego Najmniej ¿e Pan Damazy ¿e />– Wyj±tek – And¿elika
/>Pani And¿eliki />Na Zenek Warszawie.
/>– Wyj±tkowo
/>– Wyj±tek – And¿elika Zenek
/>– We¼ – Damazy, ¶miechem, Damazy
/>Teraz Damazy ¿yciu. Zofii, Pan Damazy Zofia Zuzka, Ale Damazym, ¿eby
/>Wiêc Nie! ¦mietankowy… ¶mietankowy… />– Mama!!! MAMA!!!
/>– Nie />– Mama, />– Jakie />– Galowe.
/>– Waniliowy.
/>Jad³em Tata Damazy ³ó¿ku Trzyma³ ¿eby Ale
/>– Mów, – />– Czemu?
/>–
/>Stanê³o ¿e
/>– Zofiê 1975… – Damazy. – Mieli¶my Wraca³em By³ Czarne Mostu Poniatowskiego. Zofia, Pokocha³em />– Rzeka – – Morze />Pan Damazy ¿eby Powie¶æ />– Pokocha³em – Damazy,
/>– Dyktuj Damazy. Tak
/>I Wreszcie „jak /> Pan Damazy />– Tego />Na />– />Przy ¿e ¿ycia Damazego.
/>– Damazy: To, />– Dlaczego, August, – Damazy.
/>– Niech Wietnamie! – />– Wietnamie!... – Damazy. – Moje ¿ycie Wietnam…
/>– Dla Wietnam, – Damazy
/>– Ch³opcze ³atwego ¿ycia. Zreszt±, ³atwe! – />– ¿yjê –
/>– Zacznij Damazy. Mo¿e />– Chodzi³em Komorowie…
/>– Komorowie… – (ma – Damazy, Komorowo!
/>– Komorowo! Ale¶ KOMORÓW. – – Kultowy Komorów Warszaw±… Czaisz EKD, Wiesz, ¿e Star±, ¶wiñsk±?
/>– –
/>– Damazy, – – Klimaty, />Mama ¿e />– – />– Babski ³ez – Damazy. – Ale />– Hm.. – />– KPKL! –
/>– – Damazy. – KPKL!
/>W Warszawy. Przywiezie Lusi± Mila Ona ¿e ¿ebym ³okciami Nawyki
/>Plamê Mili ¿eby Umy³em ¶cierê ¶lady. Olusi± />– Masz />– No, – Lusia – Oczywi¶cie! Co¶ –
/>Szczê¶cie, ¿e
/>– Wod± – />– Zuzka />– Leci!... – –
/>Zuzka Pani Gienia ¶wiecie. S± Zuza ¶mietany ³y¿k±, Staszek ¶wieci. Pani And¿elika ¿eby Potem
/>Jedli¶my Zuzki Pani And¿elika Damazy..
/>– Pisze – – Zaraz />Pani And¿elika ¿e Damazemu ¿ycie, ¿eby Ona />– Moje />Mama Gienia Staszek />– Ch³op Wiersze!
/>Mama Damazy, Eastwoodowy Gieni:
/>– Poezja!
/>W Zuzk± Poæwiczy³em ¿e Zuzka Staje Albo
/>– Szymon, />Ale Gienia, ¿eby¶my ¿eby Zuzka
/>By³em Pani Gienia
/>– Zadzwoñ ¿e – />– Szyyymon! – Zuzka
/>Tata Po³o¿y³ ¿e />Siedzieli¶my Olusi±. Pan Zenek And¿elikê, ¿e ¿e
/>– Gustaw!... – Damazy,
/>– Mam
/>– Damazy – />– Zofia. Zofia Otó¿, ¿e ¶ni³a Nie Trochê ¶ni³a, Zdziwi³e¶ August, ¿e Przeczuwa³em Dlatego, „wreszcie!”. Pisz, Ale
/>– Dobrze… – – Ale Damazy. Lokomotyw± Zofia Zofia />– Mo¿e – Zenek,
/>– Hm… – – Je¶li />– Ale¿ – Damazy.
/>– Ustalenie Czyli:
/>– Widzisz, Gustaw, ¿onê? – Damazy.
/>– Damazy, Damazy…
/>– Tak? – Damazy />– Musimy />Pan Damazy „Dawaj, />– Jak Zofia?
/>Zrobi³o Zenek Olusi,
/>– Nie – Damazy />Tata ¿e />– Hm… – – Hm… – – Damazy, ¿e ¿yje, – Zenkowi />– Zofia Warszawie, Pary¿u. Dok³adnie />– Damazy, ¿e Zofia NIE ¿yje… – />– Nieeeee… – Damazy – />– Damazy? – Damazego. Ale Damazy />– Gdy ¿e Królestwa Niebieskiego, Da³em Zofii Odszed³em… Odnalaz³a ¶lady. Wiem, ¿e Bez-skutecznie!
/>Pan Damazy Zenek />– We¼my Zofiê – Zenek.
/>– – />– Szóstkê… – –
/>– – ³y¿eczk± />– Pax! Pax! – Zenek. – August… ¿onê
/>– />– – Zenek.
/>– Pamiêtam – />– Zostawi³, – Zenek.
/>Aha, ¿e ¿adnym Wiêc ¿e KPKL Kawa³ Porz±dnej Kobiecej Literatury.
/>Wszystkiego Najmniej ¿e Pan Damazy ¿e />– Wyj±tek – And¿elika
/>Pani And¿eliki />Na Zenek Warszawie.
/>– Wyj±tkowo
/>– Wyj±tek – And¿elika Zenek
/>– We¼ – Damazy, ¶miechem, Damazy
/>Teraz Damazy ¿yciu. Zofii, Pan Damazy Zofia Zuzka, Ale Damazym, ¿eby
/>Wiêc Nie! ¦mietankowy… ¶mietankowy… />– Mama!!! MAMA!!!
/>– Nie />– Mama, />– Jakie />– Galowe.
/>– Waniliowy.
/>Jad³em Tata Damazy ³ó¿ku Trzyma³ ¿eby Ale
/>– Mów, – />– Czemu?
/>–
/>Stanê³o ¿e
/>– Zofiê 1975… – Damazy. – Mieli¶my Wraca³em By³ Czarne Mostu Poniatowskiego. Zofia, Pokocha³em />– Rzeka – – Morze />Pan Damazy ¿eby Powie¶æ />– Pokocha³em – Damazy,
/>– Dyktuj Damazy. Tak
/>I Wreszcie „jak /> Pan Damazy />– Tego />Na />– />Przy ¿e ¿ycia Damazego.
/>– Damazy: To, />– Dlaczego, August, – Damazy.
/>– Niech Wietnamie! – />– Wietnamie!... – Damazy. – Moje ¿ycie Wietnam…
/>– Dla Wietnam, – Damazy
/>– Ch³opcze ³atwego ¿ycia. Zreszt±, ³atwe! – />– ¿yjê –
/>– Zacznij Damazy. Mo¿e />– Chodzi³em Komorowie…
/>– Komorowie… – (ma – Damazy, Komorowo!
/>– Komorowo! Ale¶ KOMORÓW. – – Kultowy Komorów Warszaw±… Czaisz EKD, Wiesz, ¿e Star±, ¶wiñsk±?
/>– –
/>– Damazy, – – Klimaty, />Mama ¿e />– – />– Babski ³ez – Damazy. – Ale />– Hm.. – />– KPKL! –
/>– – Damazy. – KPKL!
/>W Warszawy. Przywiezie Lusi± Mila Ona ¿e ¿ebym ³okciami Nawyki
/>Plamê Mili ¿eby Umy³em ¶cierê ¶lady. Olusi± />– Masz />– No, – Lusia – Oczywi¶cie! Co¶ –
/>Szczê¶cie, ¿e
/>– Wod± – />– Zuzka />– Leci!... – –
/>Zuzka Pani Gienia ¶wiecie. S± Zuza ¶mietany ³y¿k±, Staszek ¶wieci. Pani And¿elika ¿eby Potem
/>Jedli¶my Zuzki Pani And¿elika Damazy..
/>– Pisze – – Zaraz />Pani And¿elika ¿e Damazemu ¿ycie, ¿eby Ona />– Moje />Mama Gienia Staszek />– Ch³op Wiersze!
/>Mama Damazy, Eastwoodowy Gieni:
/>– Poezja!
/>W Zuzk± Poæwiczy³em ¿e Zuzka Staje Albo
/>– Szymon, />Ale Gienia, ¿eby¶my ¿eby Zuzka
/>By³em Pani Gienia
/>– Zadzwoñ ¿e – />– Szyyymon! – Zuzka
/>Tata Po³o¿y³ ¿e />Siedzieli¶my Olusi±. Pan Zenek And¿elikê, ¿e ¿e
/>– Gustaw!... – Damazy,
/>– Mam
/>– Damazy – />– Zofia. Zofia Otó¿, ¿e ¶ni³a Nie Trochê ¶ni³a, Zdziwi³e¶ August, ¿e Przeczuwa³em Dlatego, „wreszcie!”. Pisz, Ale
/>– Dobrze… – – Ale Damazy. Lokomotyw± Zofia Zofia />– Mo¿e – Zenek,
/>– Hm… – – Je¶li />– Ale¿ – Damazy.
/>– Ustalenie Czyli:
/>– Widzisz, Gustaw, ¿onê? – Damazy.
/>– Damazy, Damazy…
/>– Tak? – Damazy />– Musimy />Pan Damazy „Dawaj, />– Jak Zofia?
/>Zrobi³o Zenek Olusi,
/>– Nie – Damazy />Tata ¿e />– Hm… – – Hm… – – Damazy, ¿e ¿yje, – Zenkowi />– Zofia Warszawie, Pary¿u. Dok³adnie />– Damazy, ¿e Zofia NIE ¿yje… – />– Nieeeee… – Damazy – />– Damazy? – Damazego. Ale Damazy />– Gdy ¿e Królestwa Niebieskiego, Da³em Zofii Odszed³em… Odnalaz³a ¶lady. Wiem, ¿e Bez-skutecznie!
/>Pan Damazy Zenek />– We¼my Zofiê – Zenek.
/>– – />– Szóstkê… – –
/>– – ³y¿eczk± />– Pax! Pax! – Zenek. – August… ¿onê
/>– />– – Zenek.
/>– Pamiêtam – />– Zostawi³, – Zenek.
/>Aha, ¿e ¿adnym Wiêc ¿e KPKL Kawa³ Porz±dnej Kobiecej Literatury.
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Interview
- cabernet sauvignon
- Dubrownik
- Têskniê za tob± Jolka /powie¶æ odc. 1/ok. 20/*
- Dozgonna przyja¼ñ /opowiadanie/ ?
- Mysi toast /wiersz/ Dalbertowi/
- Apokalipsa /wiersz/ X
- Epitafium dla Kniazia Jaremy /wiersz/ ?#?
- rojenia /wiersz/ ?
- WIZYTA /opowiadanie/ ~
- Po trupach /List do ofiary/ x
- Osaczony /wiersz/ x