24 godziny temu
Ostatnio nieoczekiwanie spotka³em swoj± jaszczurkê. Pe³za³a po ¶cianie, po czym skry³a siê za obrazem przedstawiaj±cym pó³nag± dziewczynê. Dawno siê nie widzieli¶my. Unika³a mnie? Nigdy nie zrozumiem jaszczurek - my¶la³em w duchu, z fascynacj± wpatruj±c siê w obraz przedstawiaj±cy piêkn± nieznajom±, trzymaj±c± w jednym rêku jab³ko, w drugim za¶ li¶æ dêbu.
Zamar³em ze strasznie g³upi± min± na twarzy, gdy okaza³o siê, ¿e Jola, moja ulubiona kole¿anka z klasy, panicznie boi siê jaszczurek. Uwa¿a je wrêcz za obrazoburcze i zupe³nie zbêdne istoty. Nie do¶æ, ¿e odmawia³a im jakiegokolwiek prawa do egzystencji, to czê¶æ nienawi¶ci przela³a na mnie oraz stosunki, które nas ³±czy³y. Od tej pory wspólne odrabianie lekcji sta³o siê udrêk±, najwiêksz± katorg±, z jak± mia³em do czynienia w swoim ¿yciu.
Zanim po³o¿y³a siê do ³ó¿ka, piêtnastokrotnie sprawdza³a, czy nie szykuje dla niej jakiej¶ gadziej niespodzianki. Zagl±da³a zza ³ó¿ko, pod nie i szybko wertowa³a zawarto¶æ pó³ki nad nim. Podnosi³a materac, rozpina³a poszewki, rozwija³a skrzêtnie z³o¿one koce – istny koszmar.
Jola przesta³a przychodziæ do mnie po lekcjach. Od tej pory popijaj±c herbatê w samotno¶ci, rozmy¶la³em na temat mêskiej przyja¼ni Harrego Pottera i Ronalda Weasleya. W powietrzu kre¶li³em du¿e esy-floresy udaj±c, i¿ wyczarowuje niesamowite przysmaki magiczn± ró¿d¿k± i zape³niam nimi mój pusty stó³ kuchenny. Wesz³a Marta i zaczê³a uwa¿nie mnie obserwowaæ. Ona i moja jaszczurka, któr± Marta trzyma³a w d³oniach, mia³y identyczny u¶miech.
„Dlaczego twoja jaszczurka nie ma imienia?” – zapyta³a którego¶ razu, gdy my³em zêby w ³azience a ona rozczesywa³a kasztanowe w³osy, finezyjnie przeginaj±c smuk³± szyjê raz w jedn±, raz w drug± stronê. Kochali¶my siê potem d³ugo i do ostatniej mo¿liwej chwili, wyciskaj±c ca³± esencjê z naszej wspólnej mi³o¶ci. Odesz³a, nigdy wiêcej ju¿ jej nie widzia³em.
Od³o¿y³em na pó³kê star± ksi±¿kê, zatrzymuj±c swój wzrok na wyblak³ej fotografii, która od zawsze wisia³a na ¶cianie w moim ma³ym pokoiku. Tak naprawdê, to nigdy na ni± nie zwraca³em uwagi. Po prosty by³a, jak powietrze czê¶ci± mojego otoczenia, bez cech indywidualnych. Wyci±gn±³em d³oñ, jaszczurka zwinnie przebieg³a po moim przedramieniu i wskoczy³a do wnêtrza fotografii. Zobaczy³em jak wspina siê po grubym pniu drzewa na pierwszym planie i znika w gêstwinie li¶ci. Nie o¶mieli³em siê pój¶æ za jej przyk³adem. Opad³em ciê¿ko w g³êboki, stary fotel, pozwalaj±c, by oczy mog³y nasyciæ siê piêknem jesiennego parku, a tak¿e widokiem zwiewnej bia³ej sukni, która falowa³a w rytm tanecznych kroków Katarzyny, przemierzaj±cej ¶cie¿kê na fotografii.
Katarzyna, zna³a siê jak ma³o kto, na w³oskiej kuchni i lingwistyce stosowanej. Nigdy nie odrywa³a oczu od swojego rozmówcy oraz zawsze mia³a pe³ne kieszenie suszonych kasztanów. Bra³em j± na rêce, a ona jak kotka, która tego nie lubi, odpycha³a mnie, mocno zapieraj±c siê ³apkami.
„My¶lisz, ¿e twoja jaszczurka to kobieta czy mê¿czyzna?” – czêsto pyta³a mnie o to przy butelce czerwonego wina. Zajada³em siê jej potrawami, a ona tylko ¶mia³a siê i odpycha³a mnie, gdy bra³em j± na rêce.
Przysz³a zima, spad³ ¶nieg i przykry³ wszystko co brzydkie. Lód sku³ tward± czap± moje uczucia do jaszczurki. Nie mog³em jej odnale¼æ. Nienawidzi³em, gdy zapada³a w sen i zaszywa³a siê w najg³êbszych zakamarkach ciemno¶ci. Czu³em siê tak dog³êbnie smutny.
No i sta³o siê to, czego obawia³em siê od zawsze, czego ba³em siê najbardziej - utraci³em j±.
Siedzia³em sam przy stole kuchennym, popijaj±c gor±c± kawê z cynowego kubka. ¦nieg, gromadz±c siê na parapecie, zakry³ ju¿ prawie po³owê okna, ale pomimo tego nadal uparcie prószy³ z nieba.
Nagle ciszê przerwa³ huk, zapachnia³o psim wiatrem i zza kredensu wyskoczy³ pewien typ. Na pierwszy rzut oka, bardzo pocieszny. Wielko¶ci± dorównywa³ mniej wiêcej 4 letniemu dziecku. Ubranie jego skromne, aczkolwiek wyszukane, sk³ada³o siê ze skórzanego kaftana, mo¿e ¿abotu, trudno by³o jednoznacznie stwierdziæ, bia³ych poñczoch i b³azeñskich pantofli z d³ugimi, spiralnymi czubami. Czerwony by³ na gêbie i do tego ¶mierdzia³ istnie dantejsko. Jego pojawienie siê przyj±³em do¶æ spokojnie. Pomy¶la³em, ¿e mo¿e mamy tu do czynienia z jak±¶ pomy³k± i owy jegomo¶æ wparowa³ nie tam gdzie trzeba. Nie mam sobie nic do zarzucenia…przecie¿…¿eby mi tu ktokolwiek zza kredensu wyskakiwa³.
Kolega zmierzy³ mnie ¶widruj±cym wzrokiem, odsun±³ piskliwie krzes³o od sto³u i wdrapa³ siê na nie. Chwilê trwa³o nim przerwa³em krêpuj±ce milczenie. W tym czasie w kuchni trochê przeja¶nia³o - pojawiaj±c siê go¶æ nasmrodzi³ trochê i nadymi³. Obserwowa³em jak parowa³ stoj±c na moim nowym, ikeoskim krze¶le. Zd±¿y³ zje¶æ trzy herbatniki w czekoladzie, gdy zapyta³em, czego sobie ¿yczy. Odpowiedzia³ z pe³nymi ustami, ¿e mo¿e wreszcie zaproponujê mu kawê i wepchn±³ na si³ê dwa ostatnie herbatniki jakie zosta³y na talerzu. U¶miechn±³ siê szeroko i oznajmi³, i¿ z mlekiem pija kawê, najlepiej kondensowanym. Rozsia³ przy tym mnóstwo okruchów, które wypluwa³ z ust mówi±c.
Wsta³em od sto³u i wilgotn± szmatk± przetar³em blat. Zebrawszy okruchy na rêkê, spyta³em patrz±c mu w oczy, czy chce z cukrem, miodem czy nie s³odzi. Odpowiedzia³, ¿e wszystko mu jedno. Mówi±c te s³owa wyj±³ harmonijkê z kieszeni kaftana i zacz±³ graæ jaki¶ smutny standard bluesowy. Jaki nieestetyczny - pomy¶la³em, jak mo¿na graæ na harmonijce zaraz po jedzeniu.
Zaparzy³em mu kawê, a ten zamiast mi podziêkowaæ, zanosz±c siê histerycznym rechotem, wypali³ na stole odcisk swojej pokracznej, ma³ej ³apki.
Oznajmi³ mi nastêpnie, i¿ przyby³ po jaszczurkê. Pora, by wróci³a do niego, prawowitego w³a¶ciciela - tak mi rzek³. Po tych s³owach rozp³yn±³ siê w efektownym gazowym wyziewie, robi±c przy tym mnóstwo ha³asu. Nie minê³a nawet sekunda, gdy pojawi³ siê powtórnie, u¶miechaj±c siê od niechcenia zabra³ kubek z kaw±. Znikn±³. Pozostawi³ po sobie specyficzny smród krochmalni z delikatn± nutk± woni starego zle¿a³ego sera. Wraz z nim zniknê³a moja jaszczurka.
Sprawa nie ma fina³u, konkludacji ani puenty. Jest rozwojowa. Zaistnia³a szansa na odzyskanie zguby.
Lucjan Kloc, bo tak siê przedstawi³, powiedzia³, ¿e da mi mo¿liwo¶ci, sposobno¶æ wykazania wra¿liwo¶ci, cytuj±c go: „…bym przesta³ byæ zimnokrwistym gadem bez serca, skazanym na zag³adê prze¿ytkiem i mutantem ¿eruj±cym na zdrowej tkance drugiego cz³owieka.”
Zamieszka³ u mnie. Od paru miesiêcy urzêduje w lodówce. Wkurza mnie to nie mi³osiernie, bo ci±gle j± rozmra¿a swoim wewnêtrznym ciep³em i na dodatek wy¿era mi mas³o i musztardê. Nie ¿a³ujê mu, ale to przesada, mas³o jest drogie, a ten potrafi ca³± kostkê w³o¿yæ do ust i z lubo¶ci± ¿uæ, patrz±c na mnie swoimi ma¶lanymi oczami. Trzeba nadmieniæ, i¿ ma nad wyraz pojemne usta.
Wygl±da kuriozalnie: ma jedn± nogê trochê krótsz±, wiêc ku¶tyka, chodzi jak kaczka, ko³ysz±c siê na boki. £azi taki po mieszkaniu, ko³ysze siê na boki i popierduje na harmonijce. I taki kto¶ daje powtórn± szansê?
Raczy mnie przy tym swoimi opowie¶ciami o wszystkim i o niczym jednocze¶nie. Pali papierochy, chleje wódê, klnie jak wo¼nica i gra rzewne melodie z delty Missisipi. Mówi, ¿e mnie inspiruje, ¿e jest mn± a ja jestem nim.
Wytrzymam, zniosê wszystko, bylebym odzyska³, co utraci³em.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Ostatnio Pe³za³a ¶cianie, Dawno Unika³a Nigdy/>
/>Zamar³em ¿e Jola, Uwa¿a Nie ¿e ³±czy³y. ¿yciu.
/>Zanim ³ó¿ka, Zagl±da³a ³ó¿ko, Podnosi³a – />
/>Jola Harrego Pottera Ronalda Weasleya. Wesz³a Marta Ona Marta
/>„Dlaczego – ³azience Kochali¶my Odesz³a, />
/>Od³o¿y³em ¶cianie Tak Wyci±gn±³em Zobaczy³em Nie Opad³em Katarzyny, ¶cie¿kê
/>Katarzyna, Nigdy Bra³em ³apkami.
/>„My¶lisz, ¿e – Zajada³em ¶mia³a
/>
/>Przysz³a ¶nieg Lód Nie Nienawidzi³em, Czu³em />
/>Siedzia³em ¦nieg, Nagle Wielko¶ci± Ubranie ¿abotu, Czerwony ¶mierdzia³ Jego Pomy¶la³em, ¿e Nie
/>
/>Kolega ¶widruj±cym Chwilê Obserwowa³em Zd±¿y³ ¿yczy. Odpowiedzia³ ¿e U¶miechn±³ Rozsia³
/>Wsta³em Zebrawszy Odpowiedzia³, ¿e Mówi±c Jaki
/>
/>Zaparzy³em ³apki.
/>Oznajmi³ Pora, Nie Znikn±³. Pozostawi³ Wraz />
/>Sprawa Jest Zaistnia³a
/>Lucjan Kloc, ¿e „…bym ¿eruj±cym />
Zamieszka³ Wkurza Nie ¿a³ujê ¿uæ, Trzeba
/>Wygl±da £azi
/>Raczy Pali Missisipi. Mówi, ¿e ¿e />
/>Wytrzymam, />
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Jak dzieci spisek
- Wiosna/debiut
- Limeryk1(R)
- impresja z mieszaniem maciejki w tle
- *** /Debiut
- SONET /o cnocie, która winna jest mi³o¶ci/
- Sen, czy kawa (opowiadanie z motocyklem w tle) /opowiadanie/
- TRUDNA M£ODO¦Æ (czê¶æ pierwsza) /opowiadanie/
- Monochrom z czerwonym akcentem /wiersz/ x
- Biegn±c przez ¿ycie / wiersz / X
- mokry chodnik /wiersz/
- Modlitwa