24 godziny temu
Nikt tak wspaniale nie donosi³ jak in¿ynier Marian W³adyka. Jego obszerne raporty na temat s±siadów i znajomych z pracy wzbudza³y zachwyt w s³u¿bie bezpieczeñstwa.
W lipcu siedemdziesi±tego szóstego, W³adyka zosta³ nagle wezwany do komendy wojewódzkiej milicji.
W osobnym gabinecie powita³ go niejaki Henryk, gruby i wysoki mê¿czyzna wzbudzaj±cy sw± masywno¶ci± respekt.
Henryk nie kojarzy³ in¿yniera i pytaj±co spogl±da³ na niego zza biurka.
- Mia³em siê zg³osiæ – wyja¶ni³ W³adyka.
Henryk przegl±dn±³ papiery:
- Aha, tak. Mamy dla was fuchê. Jeden z naszych kontaktów, Banasiak, zmar³ kilka dni temu. Rozdzielono osoby, nad którymi pracowa³ na pozosta³ych naszych ludzi. Tu w kopercie jest cz³owiek dla was. Proszê przejrzeæ sobie w domu. Osob± kontaktow± bêdzie Roman, numer jest w ¶rodku.
In¿ynier W³adyka s³ucha³ z szeroko otwartymi oczami.
- A komu mam raportowaæ?
Henryk wyra¼nie znudzony burkn±³:
- Nie wiem. Powtarzam, co mi powiedzieli. Bierz pan kopertê i id¼ pan st±d. Kontaktuj siê z Romanem.
In¿ynier potulnie skin±³ g³ow± i opu¶ci³ biura pana Henryka.
W lipcu siedemdziesi±tego szóstego, W³adyka zosta³ nagle wezwany do komendy wojewódzkiej milicji.
W osobnym gabinecie powita³ go niejaki Henryk, gruby i wysoki mê¿czyzna wzbudzaj±cy sw± masywno¶ci± respekt.
Henryk nie kojarzy³ in¿yniera i pytaj±co spogl±da³ na niego zza biurka.
- Mia³em siê zg³osiæ – wyja¶ni³ W³adyka.
Henryk przegl±dn±³ papiery:
- Aha, tak. Mamy dla was fuchê. Jeden z naszych kontaktów, Banasiak, zmar³ kilka dni temu. Rozdzielono osoby, nad którymi pracowa³ na pozosta³ych naszych ludzi. Tu w kopercie jest cz³owiek dla was. Proszê przejrzeæ sobie w domu. Osob± kontaktow± bêdzie Roman, numer jest w ¶rodku.
In¿ynier W³adyka s³ucha³ z szeroko otwartymi oczami.
- A komu mam raportowaæ?
Henryk wyra¼nie znudzony burkn±³:
- Nie wiem. Powtarzam, co mi powiedzieli. Bierz pan kopertê i id¼ pan st±d. Kontaktuj siê z Romanem.
In¿ynier potulnie skin±³ g³ow± i opu¶ci³ biura pana Henryka.
*
W³adyka po spotkaniu na komendzie wróci³ do domu. ¯ona i jego ma³y syn jedli obiad. Marian przy³±czy³ siê do nich, ale nic nie mówi³.
Wieczorem zamkn±³ siê w toalecie i otworzy³ kopertê. Na malutkiej karteczce by³ kontakt do Romana z informacj±, ¿eby dzwoniæ miêdzy ósm± a dziewi±t± wieczór.
Co zdziwi³o W³adykê, dalsze dokumenty dotyczy³y jego samego.
Znajdowa³y siê tam zdjêcia in¿yniera, dane dotycz±ce jego pracy, stanu maj±tkowego i ogólnej sytuacji ¿yciowej.
Ponadto kto¶ o pseudonimie „Bosman” zrobi³ jedn± krótk± notatkê na temat spotkania z in¿ynierem W³adyk±, podczas wakacji w Ko³obrzegu.
- Pamiêtam, pili¶my wódkê na pla¿y – przypomnia³ sobie W³adyka.
Upewniaj±c siê zajrza³ jeszcze raz do koperty, ale niczego wiêcej tam nie by³o.
Wieczorem zamkn±³ siê w toalecie i otworzy³ kopertê. Na malutkiej karteczce by³ kontakt do Romana z informacj±, ¿eby dzwoniæ miêdzy ósm± a dziewi±t± wieczór.
Co zdziwi³o W³adykê, dalsze dokumenty dotyczy³y jego samego.
Znajdowa³y siê tam zdjêcia in¿yniera, dane dotycz±ce jego pracy, stanu maj±tkowego i ogólnej sytuacji ¿yciowej.
Ponadto kto¶ o pseudonimie „Bosman” zrobi³ jedn± krótk± notatkê na temat spotkania z in¿ynierem W³adyk±, podczas wakacji w Ko³obrzegu.
- Pamiêtam, pili¶my wódkê na pla¿y – przypomnia³ sobie W³adyka.
Upewniaj±c siê zajrza³ jeszcze raz do koperty, ale niczego wiêcej tam nie by³o.
*
- Halo.
- Roman?
- A kto pyta?
- In¿ynier.
- Jaki in¿ynier?
- Pseudonim In¿ynier i zawód in¿ynier. W³adyka Marian.
- Co pan chce?
- Chodzi mi o sprawy po zmar³ym Banasiaku. Te, co je rozdzielono.
- Sprawy po Bosmanie? No, dosta³ pan jedn±.
- No w³a¶nie, ale siê rozchodzi, ¿e dosta³em sprawê dotycz±ca mojej osoby – W³adyka wyja¶ni³ z lekkim u¶miechem zak³opotania.
- Nie rozumiem.
- No w kopercie, któr± dosta³em by³y krótkie akta dotycz±ce mojej osoby. Raport na mój temat sporz±dzony przez Bosmana.
- Hm… - d³uga cisza zawis³a miêdzy rozmówcami. Po chwili Roman zapyta³:- Kiedy pan sk³ada raporty?
- Co drugi pi±tek. Jestem umówiony w knajpie. Przychodz± funkcjonariusze, a ja im daje moje pisma. Nawet nie rozmawiamy. Jutro termin.
- Do jutra nic nie wymy¶lê.
- To mam pomin±æ to zlecenie?
- Pomin±æ? Nie mo¿na. Musi pan napisaæ, ¿e albo odmawia wykonania raportu, albo wykonanie raportu by³o niemo¿liwe i z jakich powodów. A pieni±dze to pan mo¿e dostaæ i tak tylko za pe³ny raport.
- To co mam teraz zrobiæ?
- Wyt³umaczcie co¶, a ja postaram siê w przysz³ym tygodniu za³atwiæ sprawê.
- Ale…- Roman roz³±czy³ siê bez po¿egnania. – Cholera.
- Roman?
- A kto pyta?
- In¿ynier.
- Jaki in¿ynier?
- Pseudonim In¿ynier i zawód in¿ynier. W³adyka Marian.
- Co pan chce?
- Chodzi mi o sprawy po zmar³ym Banasiaku. Te, co je rozdzielono.
- Sprawy po Bosmanie? No, dosta³ pan jedn±.
- No w³a¶nie, ale siê rozchodzi, ¿e dosta³em sprawê dotycz±ca mojej osoby – W³adyka wyja¶ni³ z lekkim u¶miechem zak³opotania.
- Nie rozumiem.
- No w kopercie, któr± dosta³em by³y krótkie akta dotycz±ce mojej osoby. Raport na mój temat sporz±dzony przez Bosmana.
- Hm… - d³uga cisza zawis³a miêdzy rozmówcami. Po chwili Roman zapyta³:- Kiedy pan sk³ada raporty?
- Co drugi pi±tek. Jestem umówiony w knajpie. Przychodz± funkcjonariusze, a ja im daje moje pisma. Nawet nie rozmawiamy. Jutro termin.
- Do jutra nic nie wymy¶lê.
- To mam pomin±æ to zlecenie?
- Pomin±æ? Nie mo¿na. Musi pan napisaæ, ¿e albo odmawia wykonania raportu, albo wykonanie raportu by³o niemo¿liwe i z jakich powodów. A pieni±dze to pan mo¿e dostaæ i tak tylko za pe³ny raport.
- To co mam teraz zrobiæ?
- Wyt³umaczcie co¶, a ja postaram siê w przysz³ym tygodniu za³atwiæ sprawê.
- Ale…- Roman roz³±czy³ siê bez po¿egnania. – Cholera.
*
In¿ynier W³adyka raportowa³, gdy ¿ona ju¿ spa³a w ³ó¿ku. Nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e Marysia wiedzia³a o jego dodatkowym ¼ródle dochodów.
Najpierw wypisa³ bie¿±ce raporty na temat s±siadów i znajomych.
Po tym zastanowi³ siê, co powiedzieæ funkcjonariuszom w dniu nastêpnym.
- Nie ma raportu, nie ma pieniêdzy – pomy¶la³.
Najpierw wypisa³ bie¿±ce raporty na temat s±siadów i znajomych.
Po tym zastanowi³ siê, co powiedzieæ funkcjonariuszom w dniu nastêpnym.
- Nie ma raportu, nie ma pieniêdzy – pomy¶la³.
*
„Marian W³adyka, pracownik zak³adu odlewniczego, od rana osiem godzin by³ w pracy. Podczas pracy zg³osi³ dwie awarie tokarki. Po pracy poszed³ do komendy milicji, gdzie spotka³ siê z funkcjonariuszem o imieniu Henryk. Henryk przekaza³ mu kopertê. Po pracy MW wróci³ do domu i zjad³ obiad z rodzin±. Po kolacji wyszed³ z mieszkania i z budki telefonicznej zadzwoni³, jak uda³o mi siê ustaliæ, do osoby, któr± nazywa³ Romanem.”
*
Pan Henryk znów go nie pozna³.
- In¿ynier Marian W³adyka. By³em tu kilka razy.
- Czego pan chce? – odburkn±³ Henryk.
- Ja tu kiedy¶ by³em. Dosta³em zadanie po niejakim Banasiaku. Mia³em kontaktowaæ siê z Romanem. Niestety od dwóch tygodni Roman nie odbiera telefonu, a jutro wypada mój dzieñ raportu.
- To niech pan raportuje, co mnie to obchodzi.
- No tak, tylko chodzi³o o to, ¿e dosta³em sprawê, która dotyczy mojej osoby.
Henryk u¶miechn±³ siê:
- Wszyscy dostaj± takie sprawy. Udzielanie informacji na temat swojej rodziny, ¿ony, dzieci, jest bardzo po¿yteczne. Nale¿y mieæ na uwadze, ¿e nasz ci±gle m³ody ustrój…
- Nie, nie. Ja dosta³em sprawê…
Nagle dzwoni±cy telefon przerwa³ rozmowê. Henryk odebra³, zaczerwieni³ siê i natychmiast wyprosi³ in¿yniera. Zdo³a³ tylko powiedzieæ:
- Niech pan pisze, niech pan du¿o pisze.
- In¿ynier Marian W³adyka. By³em tu kilka razy.
- Czego pan chce? – odburkn±³ Henryk.
- Ja tu kiedy¶ by³em. Dosta³em zadanie po niejakim Banasiaku. Mia³em kontaktowaæ siê z Romanem. Niestety od dwóch tygodni Roman nie odbiera telefonu, a jutro wypada mój dzieñ raportu.
- To niech pan raportuje, co mnie to obchodzi.
- No tak, tylko chodzi³o o to, ¿e dosta³em sprawê, która dotyczy mojej osoby.
Henryk u¶miechn±³ siê:
- Wszyscy dostaj± takie sprawy. Udzielanie informacji na temat swojej rodziny, ¿ony, dzieci, jest bardzo po¿yteczne. Nale¿y mieæ na uwadze, ¿e nasz ci±gle m³ody ustrój…
- Nie, nie. Ja dosta³em sprawê…
Nagle dzwoni±cy telefon przerwa³ rozmowê. Henryk odebra³, zaczerwieni³ siê i natychmiast wyprosi³ in¿yniera. Zdo³a³ tylko powiedzieæ:
- Niech pan pisze, niech pan du¿o pisze.
*
Marysia obudzi³a Mariana z niedzielnej drzemki. W rêku trzyma³a plik banknotów.
- Sk±d tyle pieniêdzy?
Marian przetar³ zaspane oczy:
- Co siê pytasz? Wiesz sk±d.
- A¿ tyle? Nigdy nie dostawa³e¶ takich pieniêdzy.
- Rozpracowujê jedn± osobê – mówi³ z niechêci±. - Dostajê premie, bo moje informacje o tej osobie s± bardzo szerokie.
Marysia pokiwa³a g³ow± ze zrozumieniem:
- Czy to niebezpieczne?
- Dlaczego?
- Czy ta osoba, któr± rozpracowujesz jest niebezpieczna? Nic ci nie zrobi?
Marian u¶miechn±³ siê krzywo:
-E tam. To ¿aden bandyta ani opozycjonista. Zwyk³y pracownik. In¿ynier, jak ja.
- To czemu go rozpracowujesz?
- Pisze na niego raporty, bo mi kazali. A skoro s± raporty i to do¶æ obszerne, to dalej ka¿± mi pisaæ. Zw³aszcza, ¿e taki ¶wiêty nie jest. Do ko¶cio³a chodzi, ma znajomego opozycjonistê.
- Tak jak my, przecie¿ tego Walaska, co z nim w karty grasz, to z Ursusa wyrzucili.
- No widzisz. I na nas parê rzeczy by siê znalaz³o.
Marysia zlêk³a siê:
- Nie mów tak. Przecie¿ my sobie spokojnie ¿yjemy. Nie tak, jak ten twój…
- Wiem, wiem… - westchn±³ Marian.
Marysia westchnê³a:
- Bo¿e mój, a mo¿e by¶ przesta³ tak donosiæ. Z s±siadami by¶my siê pogodzili.
Marian obróci³ siê plecami do niej:
- Tak ³atwo nie mo¿na siê wycofaæ. Przecie¿ ten komunizm bêdzie do koñca naszego ¿ycia. Po cholerê z tym walczyæ.
- Sk±d tyle pieniêdzy?
Marian przetar³ zaspane oczy:
- Co siê pytasz? Wiesz sk±d.
- A¿ tyle? Nigdy nie dostawa³e¶ takich pieniêdzy.
- Rozpracowujê jedn± osobê – mówi³ z niechêci±. - Dostajê premie, bo moje informacje o tej osobie s± bardzo szerokie.
Marysia pokiwa³a g³ow± ze zrozumieniem:
- Czy to niebezpieczne?
- Dlaczego?
- Czy ta osoba, któr± rozpracowujesz jest niebezpieczna? Nic ci nie zrobi?
Marian u¶miechn±³ siê krzywo:
-E tam. To ¿aden bandyta ani opozycjonista. Zwyk³y pracownik. In¿ynier, jak ja.
- To czemu go rozpracowujesz?
- Pisze na niego raporty, bo mi kazali. A skoro s± raporty i to do¶æ obszerne, to dalej ka¿± mi pisaæ. Zw³aszcza, ¿e taki ¶wiêty nie jest. Do ko¶cio³a chodzi, ma znajomego opozycjonistê.
- Tak jak my, przecie¿ tego Walaska, co z nim w karty grasz, to z Ursusa wyrzucili.
- No widzisz. I na nas parê rzeczy by siê znalaz³o.
Marysia zlêk³a siê:
- Nie mów tak. Przecie¿ my sobie spokojnie ¿yjemy. Nie tak, jak ten twój…
- Wiem, wiem… - westchn±³ Marian.
Marysia westchnê³a:
- Bo¿e mój, a mo¿e by¶ przesta³ tak donosiæ. Z s±siadami by¶my siê pogodzili.
Marian obróci³ siê plecami do niej:
- Tak ³atwo nie mo¿na siê wycofaæ. Przecie¿ ten komunizm bêdzie do koñca naszego ¿ycia. Po cholerê z tym walczyæ.
*
I W³adyka nie walczy³ rzetelnie donosz±c w dalszym ci±gu na siebie. Roman ju¿ siê nie odezwa³, a wizyty u Henryka w komendzie milicji nic nie da³y. Henryk za ka¿dym razem patrzy³ na W³adykê lekcewa¿±co, a przy tym w sposób jakby go widzia³ pierwszy raz.
Tymczasem minê³a era Gierka. W Polsce nasili³y siê strajki. Zwi±zki stawia³y odwa¿ne postulaty.
In¿ynier W³adyka w pewien grudniowy poranek zosta³ wezwany niespodziewanie do departamentu ministerstwa spraw wewnêtrznych.
- Witam, nazywam siê Bertman, a to pan Szumilas. Proszê usi±¶æ In¿ynierze.
Szumilas z rado¶ci± u¶cisn±³ d³oñ:
- A wiêc to jest s³ynny In¿ynier. Muszê powiedzieæ, ¿e pana raporty wzbudzaj± podziw.
- Dziêkujê - rzek³ onie¶mielony W³adyka.
- Mo¿e koniaczku – nala³ Bertman i rzek³:- Zaprosili¶my tu pana z wa¿nych powodów. Zbli¿aj± siê s±dne dni dla Polski. Z tego powodu planujemy zakrojon± na szerok± skalê akcje wy³apania wszelkiej ma¶ci dywersantów. Jak siê okaza³o, najszersze raporty w naszym województwie dotycz± niejakiego Mariana W³adyki, którego od kilku lat pan solidnie rozpracowuje. W ostatnim czasie bli¿ej przyjrzeli¶my siê temu W³adyce. Co? Mocny trunek?
Marian ca³y zaczerwieniony i zdenerwowany spija³ swój koniak.
- Nie, w porz±dku.
- My in¿ynierze, a w³a¶nie, przepraszam, ¿e nie sprawdzi³em, jak siê w³a¶ciwie pan nazywa…
In¿ynier wzruszy³ ramionami:
- Po prostu In¿ynier.
- He, konspirant, nie ma co – klasn±³ w d³onie Szumilas. - Naprawdê te pana raporty…
- Tak – przerwa³ mu Bertman. - W ka¿dym razie, ten W³adyka, na pozór to zwyk³y ch³ystek, ale jak mu siê bli¿ej przyjrzeli¶my…
- ¦rednio co czwarty dzieñ zg³asza³ ró¿ne awarie maszyn – podejrzane prawda?
In¿ynier zgodzi³ siê z tym:
- Mo¿e te maszyny by³y wadliwe?
- Mo¿e In¿ynierze. Pana zadaniem jest opisywaæ, naszym wyci±gaæ wnioski. A wniosek jest jeden…
W³±czy³ siê Szumilas:
- Pisa³ pan o jego kontaktach w komendzie milicji z niejakim Henrykiem. Kilka lat temu dzwoni³ do niejakiego Romana. Po d³ugim ¶ledztwie odkryli¶my. To Roman Wiêcek. Piêæ lat temu uciek³ na Zachód.
- Co?
- Tak, tak. Czy to nie podejrzane? A Henryk z komendy milicji to Henryk Kania. Ostatnio go aresztowali¶my. Wypar³ siê wszystkiego. Mówi, ¿e nie kojarzy w ogóle kogo¶ takiego jak Marian W³adyka. K³ama³ w ¿ywe oczy, choæ jak sprawdzili¶my w pana raportach, widzieli siê kilkakrotnie.
In¿ynier gapi³ siê bezmy¶lnie:
- Co z tego wynika?
- S³uchajcie dalej. Wiecie, ¿e Henryk Kania jest bratem zastêpcy dyrektora w zak³adzie, w którym pracuje W³adyka?
- Zaraz, zaraz, pan Kania z biura to brat tego Henryka? – zdziwi³ siê In¿ynier.
- Dok³adnie. Nie jest ju¿ wszystko jasne? To jedna wielka szajka! W³adyka i bracia Kania! Sabota¿y¶ci przemys³u ¿eliwnego! Romanowi uda³o siê zwiaæ. Utworzyli wewn±trz s³u¿by bezpieczeñstwa w³asny spisek. Dziêki panu In¿ynierze i pana raportom…
- Có¿ to za raporty! – wrzasn±³ Szumilas. - Jakie dok³adne! Móg³bym przysi±¶æ, ¿e nic innego pan nie robi, tylko ¶ledzi tego W³adykê.
- Mam z nim sta³y kontakt… - wyduka³ In¿ynier.
- Tak, dziêki tym raportom i czym¶, co od antyku nazywa siê zdolno¶ci± logicznego my¶lenia, odkryli¶my prawdê. Kaniowie ju¿ siedz± w pace. Ch³opaki zajm± siê nimi dok³adnie, zw³aszcza tym Henrykiem, który d³ugo kala³ przyjazne milicyjne gniazdo. W³adykê dorwiemy wraz z innymi trzynastego grudnia. Chcieli¶my go capn±æ jako dywersanta gospodarczego, ale ostatecznie nie bêdziemy siê teraz rozdrabniaæ. Pójdzie na stryczek z opozycj±. W jednym kotle ich ugotujemy. Posiedz± d³ugie lata.
In¿ynier pokiwa³ g³ow± i szepn±³ cicho:
- Tak, s³usznie…
- Planujemy tak¿e internowaæ niejakiego Walaska – doda³ Szumilas. - Za kontakty z W³adyk±. Tego Walaska kiedy¶ wyrzucili z Ursusa. My¶li pan In¿ynierze, ¿e dobrze robimy?
- Tak, tak. My¶lê, ¿e to nie zaszkodzi internowaæ Walaska – rzek³ cicho In¿ynier.
- Dobrze siê rozumiemy – u¶miechn±³ siê Bertman. – A teraz przyjemniejsze rzeczy. Zbli¿aj± siê ferie zimowe. Nie chcieliby¶cie siê wybraæ w lutym do Zakopanego. Oczywi¶cie z rodzin±, chyba, ¿e wolicie sami? Za³atwimy to.
In¿ynier pokrêci³ smutnie g³ow±:
- Nie trzeba. My¶lê, ¿e w najbli¿szym czasie mogê byæ troszkê zajêty…
Tymczasem minê³a era Gierka. W Polsce nasili³y siê strajki. Zwi±zki stawia³y odwa¿ne postulaty.
In¿ynier W³adyka w pewien grudniowy poranek zosta³ wezwany niespodziewanie do departamentu ministerstwa spraw wewnêtrznych.
- Witam, nazywam siê Bertman, a to pan Szumilas. Proszê usi±¶æ In¿ynierze.
Szumilas z rado¶ci± u¶cisn±³ d³oñ:
- A wiêc to jest s³ynny In¿ynier. Muszê powiedzieæ, ¿e pana raporty wzbudzaj± podziw.
- Dziêkujê - rzek³ onie¶mielony W³adyka.
- Mo¿e koniaczku – nala³ Bertman i rzek³:- Zaprosili¶my tu pana z wa¿nych powodów. Zbli¿aj± siê s±dne dni dla Polski. Z tego powodu planujemy zakrojon± na szerok± skalê akcje wy³apania wszelkiej ma¶ci dywersantów. Jak siê okaza³o, najszersze raporty w naszym województwie dotycz± niejakiego Mariana W³adyki, którego od kilku lat pan solidnie rozpracowuje. W ostatnim czasie bli¿ej przyjrzeli¶my siê temu W³adyce. Co? Mocny trunek?
Marian ca³y zaczerwieniony i zdenerwowany spija³ swój koniak.
- Nie, w porz±dku.
- My in¿ynierze, a w³a¶nie, przepraszam, ¿e nie sprawdzi³em, jak siê w³a¶ciwie pan nazywa…
In¿ynier wzruszy³ ramionami:
- Po prostu In¿ynier.
- He, konspirant, nie ma co – klasn±³ w d³onie Szumilas. - Naprawdê te pana raporty…
- Tak – przerwa³ mu Bertman. - W ka¿dym razie, ten W³adyka, na pozór to zwyk³y ch³ystek, ale jak mu siê bli¿ej przyjrzeli¶my…
- ¦rednio co czwarty dzieñ zg³asza³ ró¿ne awarie maszyn – podejrzane prawda?
In¿ynier zgodzi³ siê z tym:
- Mo¿e te maszyny by³y wadliwe?
- Mo¿e In¿ynierze. Pana zadaniem jest opisywaæ, naszym wyci±gaæ wnioski. A wniosek jest jeden…
W³±czy³ siê Szumilas:
- Pisa³ pan o jego kontaktach w komendzie milicji z niejakim Henrykiem. Kilka lat temu dzwoni³ do niejakiego Romana. Po d³ugim ¶ledztwie odkryli¶my. To Roman Wiêcek. Piêæ lat temu uciek³ na Zachód.
- Co?
- Tak, tak. Czy to nie podejrzane? A Henryk z komendy milicji to Henryk Kania. Ostatnio go aresztowali¶my. Wypar³ siê wszystkiego. Mówi, ¿e nie kojarzy w ogóle kogo¶ takiego jak Marian W³adyka. K³ama³ w ¿ywe oczy, choæ jak sprawdzili¶my w pana raportach, widzieli siê kilkakrotnie.
In¿ynier gapi³ siê bezmy¶lnie:
- Co z tego wynika?
- S³uchajcie dalej. Wiecie, ¿e Henryk Kania jest bratem zastêpcy dyrektora w zak³adzie, w którym pracuje W³adyka?
- Zaraz, zaraz, pan Kania z biura to brat tego Henryka? – zdziwi³ siê In¿ynier.
- Dok³adnie. Nie jest ju¿ wszystko jasne? To jedna wielka szajka! W³adyka i bracia Kania! Sabota¿y¶ci przemys³u ¿eliwnego! Romanowi uda³o siê zwiaæ. Utworzyli wewn±trz s³u¿by bezpieczeñstwa w³asny spisek. Dziêki panu In¿ynierze i pana raportom…
- Có¿ to za raporty! – wrzasn±³ Szumilas. - Jakie dok³adne! Móg³bym przysi±¶æ, ¿e nic innego pan nie robi, tylko ¶ledzi tego W³adykê.
- Mam z nim sta³y kontakt… - wyduka³ In¿ynier.
- Tak, dziêki tym raportom i czym¶, co od antyku nazywa siê zdolno¶ci± logicznego my¶lenia, odkryli¶my prawdê. Kaniowie ju¿ siedz± w pace. Ch³opaki zajm± siê nimi dok³adnie, zw³aszcza tym Henrykiem, który d³ugo kala³ przyjazne milicyjne gniazdo. W³adykê dorwiemy wraz z innymi trzynastego grudnia. Chcieli¶my go capn±æ jako dywersanta gospodarczego, ale ostatecznie nie bêdziemy siê teraz rozdrabniaæ. Pójdzie na stryczek z opozycj±. W jednym kotle ich ugotujemy. Posiedz± d³ugie lata.
In¿ynier pokiwa³ g³ow± i szepn±³ cicho:
- Tak, s³usznie…
- Planujemy tak¿e internowaæ niejakiego Walaska – doda³ Szumilas. - Za kontakty z W³adyk±. Tego Walaska kiedy¶ wyrzucili z Ursusa. My¶li pan In¿ynierze, ¿e dobrze robimy?
- Tak, tak. My¶lê, ¿e to nie zaszkodzi internowaæ Walaska – rzek³ cicho In¿ynier.
- Dobrze siê rozumiemy – u¶miechn±³ siê Bertman. – A teraz przyjemniejsze rzeczy. Zbli¿aj± siê ferie zimowe. Nie chcieliby¶cie siê wybraæ w lutym do Zakopanego. Oczywi¶cie z rodzin±, chyba, ¿e wolicie sami? Za³atwimy to.
In¿ynier pokrêci³ smutnie g³ow±:
- Nie trzeba. My¶lê, ¿e w najbli¿szym czasie mogê byæ troszkê zajêty…
*
Tak jak W³adyka siê spodziewa³, przyszli po niego trzynastego grudnia. Nie wiedzia³ jednak, ¿e zjawi± siê o szóstej rano.
Gdy zapukali, Marian zacz±³ wyjawiaæ w pop³ochu ¿onie co¶, co na potrzeby tej historii nazywajmy prawd±:
- Od kilku lat jestem w podziemiu. Dzia³a³em w spisku z braæmi Kania. Sabotowali¶my dzia³ania w naszym zak³adzie. Bêdê aresztowany.
Marysia zadr¿a³a, a wybuchy ³ez tryska³y z jej oczu:
- Jak to?! Dlaczego?!
W³adyka wzruszy³ ramionami:
- Tego do koñca jeszcze nie wiem. Spakuj mnie. – Pukanie do drzwi zamieni³o siê w mocne uderzanie po³±czone z krzykami. - Jeszcze jedna wa¿na rzecz. S³uchaj uwa¿nie. W co drugi pi±tek miesi±ca, w najbli¿szy te¿, id¼ do tej kafejki na rogu i przekazuj tam raporty dotycz±ce mojej osoby. Tu w szufladzie masz wzór. Podpisuj siê jako In¿ynier, zrozumia³a¶? Powiedz, ¿e przekazujesz wszystko z mojego upowa¿nienia. Zrozumia³a¶?
- Raporty? Na ciebie? Jak to…
- Ja bêdê w wiêzieniu, wiêc pisz, ¿e jestem w wiêzieniu, dopóki nie wyjdê. Pisz prawdê. Za ka¿dy raport dostaniesz pieni±dze. Popisz te¿ trochê o s±siadach. Co robi±, gdzie je¿d¿±, wszelkie plotki.
- Nic nie rozumiem.
- Ja te¿ nie, ale mo¿e to i lepiej. Pisz, pisz du¿o. – Otworzy³ drzwi. - Dzieñ dobry, panowie, o co chodzi?
Gdy zapukali, Marian zacz±³ wyjawiaæ w pop³ochu ¿onie co¶, co na potrzeby tej historii nazywajmy prawd±:
- Od kilku lat jestem w podziemiu. Dzia³a³em w spisku z braæmi Kania. Sabotowali¶my dzia³ania w naszym zak³adzie. Bêdê aresztowany.
Marysia zadr¿a³a, a wybuchy ³ez tryska³y z jej oczu:
- Jak to?! Dlaczego?!
W³adyka wzruszy³ ramionami:
- Tego do koñca jeszcze nie wiem. Spakuj mnie. – Pukanie do drzwi zamieni³o siê w mocne uderzanie po³±czone z krzykami. - Jeszcze jedna wa¿na rzecz. S³uchaj uwa¿nie. W co drugi pi±tek miesi±ca, w najbli¿szy te¿, id¼ do tej kafejki na rogu i przekazuj tam raporty dotycz±ce mojej osoby. Tu w szufladzie masz wzór. Podpisuj siê jako In¿ynier, zrozumia³a¶? Powiedz, ¿e przekazujesz wszystko z mojego upowa¿nienia. Zrozumia³a¶?
- Raporty? Na ciebie? Jak to…
- Ja bêdê w wiêzieniu, wiêc pisz, ¿e jestem w wiêzieniu, dopóki nie wyjdê. Pisz prawdê. Za ka¿dy raport dostaniesz pieni±dze. Popisz te¿ trochê o s±siadach. Co robi±, gdzie je¿d¿±, wszelkie plotki.
- Nic nie rozumiem.
- Ja te¿ nie, ale mo¿e to i lepiej. Pisz, pisz du¿o. – Otworzy³ drzwi. - Dzieñ dobry, panowie, o co chodzi?
*
Siedzia³ ju¿ osiem miesiêcy.
Pewnego dnia do celi, gdzie przebywa³ z kilkoma profesorami, wprowadzono kolegê od pokera – Walaska, znanego opozycjonistê, którego wyrzucili z Ursusa. Walasek krzykn±³ od progu:
- W³adyka, niech mnie cholera! Ca³y czas s±dzi³em, ¿e jeste¶ kapust±, a dowiedzia³em siê, ¿e wziêli mnie ze wzglêdu na kontakty z tob±. – Spojrza³ na profesorów.
W³adyka uspokoi³ go:
- Tu sami swoi.
- Witajcie panowie.
Po krótkim zapoznaniu Walasek nie przesta³ wypytywaæ W³adykê:
- Niesamowite. Z kim dzia³a³e¶?
- Z braæmi Kania. Nie znasz ich. Sabotowali¶my produkcjê wyrobów ¿eliwnych.
Walasek zdziwi³ siê:
- Produkcjê wyrobów ¿eliwnych? A po co?
Z boku wtr±ci³ siê jeden z profesorów:
- To dla mnie od pocz±tku by³o jasne, chocia¿ Marian ze skromno¶ci nie chcia³ tego zdradziæ. Wie pan kolego, dok±d sz³y te wyroby ¿eliwne? Proszê sobie wyobraziæ, ¿e dziewiêædziesi±t procent na wschód, za cenê poni¿ej kosztów produkcji! Napisa³em o tym artyku³ w naszej gazetce. A teraz los sprawi³, ¿e spotka³em cz³owieka, który ogranicza³ t± produkcjê!
W³adyka dumnie milcza³. Walasek patrzy³ na niego z podziwem:
- A przecie¿ da³bym sobie wtedy nogê uci±æ, ¿e donosi³e¶ na mnie.
W³adyka tylko siê u¶miechn±³. Panowie d³ugo i weso³o dyskutowali wtedy do pó¼na.
Pewnego dnia do celi, gdzie przebywa³ z kilkoma profesorami, wprowadzono kolegê od pokera – Walaska, znanego opozycjonistê, którego wyrzucili z Ursusa. Walasek krzykn±³ od progu:
- W³adyka, niech mnie cholera! Ca³y czas s±dzi³em, ¿e jeste¶ kapust±, a dowiedzia³em siê, ¿e wziêli mnie ze wzglêdu na kontakty z tob±. – Spojrza³ na profesorów.
W³adyka uspokoi³ go:
- Tu sami swoi.
- Witajcie panowie.
Po krótkim zapoznaniu Walasek nie przesta³ wypytywaæ W³adykê:
- Niesamowite. Z kim dzia³a³e¶?
- Z braæmi Kania. Nie znasz ich. Sabotowali¶my produkcjê wyrobów ¿eliwnych.
Walasek zdziwi³ siê:
- Produkcjê wyrobów ¿eliwnych? A po co?
Z boku wtr±ci³ siê jeden z profesorów:
- To dla mnie od pocz±tku by³o jasne, chocia¿ Marian ze skromno¶ci nie chcia³ tego zdradziæ. Wie pan kolego, dok±d sz³y te wyroby ¿eliwne? Proszê sobie wyobraziæ, ¿e dziewiêædziesi±t procent na wschód, za cenê poni¿ej kosztów produkcji! Napisa³em o tym artyku³ w naszej gazetce. A teraz los sprawi³, ¿e spotka³em cz³owieka, który ogranicza³ t± produkcjê!
W³adyka dumnie milcza³. Walasek patrzy³ na niego z podziwem:
- A przecie¿ da³bym sobie wtedy nogê uci±æ, ¿e donosi³e¶ na mnie.
W³adyka tylko siê u¶miechn±³. Panowie d³ugo i weso³o dyskutowali wtedy do pó¼na.
*
Najpierw wypu¶cili profesorów, miesi±c pó¼niej Walaska. Na odchodne ¿yczy³ Marianowi, ¿eby wytrwa³.
- Nie bój siê. Twoja ¿ona otrzymuje ca³y czas wsparcie finansowe.
Od tej pory W³adyka siedzia³ w celi sam.
Nied³ugo potem drzwi celi zosta³y otwarte, a zza nich ozwa³ siê suchy g³os stra¿nika.
- W³adyka. Do gabinetu… .
Co¶ musia³o siê staæ. W³adyka nie by³ przes³uchiwany od ponad roku. Mia³ nadziejê, ¿e go wypuszcz±. Przeszli do gabinetu naczelnika.
W ¶rodku stra¿nik zostawi³ W³adykê z naczelnikiem i drug± osobê, któr± W³adyka sk±d¶ kojarzy³.
- Zostaw nas – rzek³ do naczelnika ten, którego W³adyka sk±d¶ kojarzy³. Po wyj¶ciu naczelnika, zapyta³: - Poznajesz mnie?
- Pan Szumibór.
- Szumilas. Siadajcie. – Rzek³ Szumilas. By³ znacznie mniej serdeczny ni¿ poprzednio.- Ostatnim razem widzieli¶my siê w grudniu, kilka dni przed stanem wojennym. Pamiêtacie?
- Oczywi¶cie.
- Bertman poczêstowa³ was koniaczkiem. Przykro mi, ¿e teraz nie mogê zaoferowaæ czego¶ równie wykwintnego.
- Nic nie szkodzi.
- Pamiêtam, ¿e widzieli¶my w was jednego z najlepszych donosicieli, osobê która pomog³a nam odkryæ sprawê nazwan± nieformalnie „sprawê szajki W³adyki i braci Kania”.
Marian pokiwa³ g³ow±, a Szumilas kontynuowa³:
- Niestety ostatnio mój prze³o¿ony i przyjaciel pan Bertman mia³ kilka wpadek, które znacznie nadw±tli³y stan jego zdrowia psychicznego. Punkt graniczny zosta³ jednak przekroczony, gdy powiedzia³em mu o moim przypadkowym odkryciu, ¿e jeden z naszych najlepszych donosicieli, agent In¿ynier, przez siedem lat nic wa¿nego nie robi³, tylko bra³ du¿e pieni±dze, je¼dzi³ na wczasy za granicê i uzyskiwa³ wielkie deputaty za sk³adanie raportów na Mariana W³adykê, którym by³, jak siê okaza³o, on sam. Gdy powiedzia³em o tym Bertmanowi oraz gdy podliczyli¶my starannie, ile nas kosztowa³ agent In¿ynier, Bertman wyprosi³ mnie ze swojego biura i strzeli³ sobie w g³owê.
Sprawdzi³em po kilku dniach jeszcze jedn± rzecz – kontynuowa³ Szumilas:- Zadzwoni³em do zak³adu karnego, gdzie specjalnemu ¶ledztwu poddawani byli bracia Kania. Jak mi powiedzia³ jeden z milicjantów, jeszcze siê nie zdarzy³o, by przes³uchiwani wytrzymali tak d³ugo ¶ledztwo.
Wac³aw Kania wprawdzie szybko zdradzi³, ¿e pracowa³ z Marianem W³adyk± w jednym zak³adzie, ale zaprzeczy³ bli¿szej znajomo¶ci. Z kolei Henryk Kania, by³y funkcjonariusz milicji, nad którym nasi ch³opcy pracowali wyj±tkowo mocno, bity, opluwany, obszczywany, któremu dwadzie¶cia cztery godziny na dobê pokazywano zdjêcie W³adyki, zdradzieck± gêbê W³adyki i krzyczano do ucha „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz!”, a ten¿e Henryk Kania tylko krzycza³ i p³aka³ jedno: „Nie wiem, nie mam pojêcia”. A jego byli podopieczni dalej wyrywaj±c paznokcie pytali: „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz, Kania!”
No, In¿ynierze, tak by³o – Szumilas mlasn±³ g³o¶no i wsta³, opieraj±c siê o blat sto³u:- No!? Czy masz co¶ kurwa teraz na swoj± obronê, zanim wezmê nó¿ i wbijê ci go w zêby?
Marian westchn±³ g³êboko, jakby nie przejêty gro¼b± Szumilasa:
- Jestem niewinny. Wszystkie moje raporty by³y przecie¿ prawdziwe. Sam pan mówi³, razem ze ¶wiêtej pamiêci Bertmanem, ¿e ja mam tylko raportowaæ, a wy bêdziecie wyci±gaæ wnioski. Ka¿dy wiêc robi³ swoje. Sam nie wiem, w którym miejscu ten nasz doskona³y system siê jakby nieco… rozjecha³.
Szumilas milcza³ zadziwiony bezczelno¶ci± W³adyki. W koñcu rzek³:
- W ka¿dym razie przenosz± mnie, ale ja ju¿ zrobi³em porz±dek. Usun±³em z twoich akt wszelkie informacje mówi±ce, ¿e by³e¶ In¿ynierem. Usun±³em dowody wp³at i wszelkie twoje dane jako kontaktu naszych s³u¿b. Zosta³y tylko obci±¿aj±ce ciê raporty. Nie wiem co moi nastêpcy z tym zrobi±, ale na pewno nie bêdziesz móg³ siê wyt³umaczyæ, ze to ty sam na siebie nadawa³e¶. W oczach wszystkich bêdziesz ju¿ tylko wstrêtnym szczurem na pok³adzie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. To najgorsze co mog³em dla ciebie zrobiæ - Szumilas u¶miechn±³ siê na koniec:- Nienawidzê takich jak ty.
W³adyka wyszed³ z wiêzienia po kilku tygodniach.
Mia³ k³opoty ze znalezieniem pracy, ale na szczê¶cie razem z Marysi± posiadali do¶æ spore oszczêdno¶ci. Ostatecznie dziêki nowym kontaktom w opozycji znajdowa³ zawsze pracê, od czasu do czasu tylko j± zmieniaj±c.
- Nie bój siê. Twoja ¿ona otrzymuje ca³y czas wsparcie finansowe.
Od tej pory W³adyka siedzia³ w celi sam.
Nied³ugo potem drzwi celi zosta³y otwarte, a zza nich ozwa³ siê suchy g³os stra¿nika.
- W³adyka. Do gabinetu… .
Co¶ musia³o siê staæ. W³adyka nie by³ przes³uchiwany od ponad roku. Mia³ nadziejê, ¿e go wypuszcz±. Przeszli do gabinetu naczelnika.
W ¶rodku stra¿nik zostawi³ W³adykê z naczelnikiem i drug± osobê, któr± W³adyka sk±d¶ kojarzy³.
- Zostaw nas – rzek³ do naczelnika ten, którego W³adyka sk±d¶ kojarzy³. Po wyj¶ciu naczelnika, zapyta³: - Poznajesz mnie?
- Pan Szumibór.
- Szumilas. Siadajcie. – Rzek³ Szumilas. By³ znacznie mniej serdeczny ni¿ poprzednio.- Ostatnim razem widzieli¶my siê w grudniu, kilka dni przed stanem wojennym. Pamiêtacie?
- Oczywi¶cie.
- Bertman poczêstowa³ was koniaczkiem. Przykro mi, ¿e teraz nie mogê zaoferowaæ czego¶ równie wykwintnego.
- Nic nie szkodzi.
- Pamiêtam, ¿e widzieli¶my w was jednego z najlepszych donosicieli, osobê która pomog³a nam odkryæ sprawê nazwan± nieformalnie „sprawê szajki W³adyki i braci Kania”.
Marian pokiwa³ g³ow±, a Szumilas kontynuowa³:
- Niestety ostatnio mój prze³o¿ony i przyjaciel pan Bertman mia³ kilka wpadek, które znacznie nadw±tli³y stan jego zdrowia psychicznego. Punkt graniczny zosta³ jednak przekroczony, gdy powiedzia³em mu o moim przypadkowym odkryciu, ¿e jeden z naszych najlepszych donosicieli, agent In¿ynier, przez siedem lat nic wa¿nego nie robi³, tylko bra³ du¿e pieni±dze, je¼dzi³ na wczasy za granicê i uzyskiwa³ wielkie deputaty za sk³adanie raportów na Mariana W³adykê, którym by³, jak siê okaza³o, on sam. Gdy powiedzia³em o tym Bertmanowi oraz gdy podliczyli¶my starannie, ile nas kosztowa³ agent In¿ynier, Bertman wyprosi³ mnie ze swojego biura i strzeli³ sobie w g³owê.
Sprawdzi³em po kilku dniach jeszcze jedn± rzecz – kontynuowa³ Szumilas:- Zadzwoni³em do zak³adu karnego, gdzie specjalnemu ¶ledztwu poddawani byli bracia Kania. Jak mi powiedzia³ jeden z milicjantów, jeszcze siê nie zdarzy³o, by przes³uchiwani wytrzymali tak d³ugo ¶ledztwo.
Wac³aw Kania wprawdzie szybko zdradzi³, ¿e pracowa³ z Marianem W³adyk± w jednym zak³adzie, ale zaprzeczy³ bli¿szej znajomo¶ci. Z kolei Henryk Kania, by³y funkcjonariusz milicji, nad którym nasi ch³opcy pracowali wyj±tkowo mocno, bity, opluwany, obszczywany, któremu dwadzie¶cia cztery godziny na dobê pokazywano zdjêcie W³adyki, zdradzieck± gêbê W³adyki i krzyczano do ucha „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz!”, a ten¿e Henryk Kania tylko krzycza³ i p³aka³ jedno: „Nie wiem, nie mam pojêcia”. A jego byli podopieczni dalej wyrywaj±c paznokcie pytali: „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz, Kania!”
No, In¿ynierze, tak by³o – Szumilas mlasn±³ g³o¶no i wsta³, opieraj±c siê o blat sto³u:- No!? Czy masz co¶ kurwa teraz na swoj± obronê, zanim wezmê nó¿ i wbijê ci go w zêby?
Marian westchn±³ g³êboko, jakby nie przejêty gro¼b± Szumilasa:
- Jestem niewinny. Wszystkie moje raporty by³y przecie¿ prawdziwe. Sam pan mówi³, razem ze ¶wiêtej pamiêci Bertmanem, ¿e ja mam tylko raportowaæ, a wy bêdziecie wyci±gaæ wnioski. Ka¿dy wiêc robi³ swoje. Sam nie wiem, w którym miejscu ten nasz doskona³y system siê jakby nieco… rozjecha³.
Szumilas milcza³ zadziwiony bezczelno¶ci± W³adyki. W koñcu rzek³:
- W ka¿dym razie przenosz± mnie, ale ja ju¿ zrobi³em porz±dek. Usun±³em z twoich akt wszelkie informacje mówi±ce, ¿e by³e¶ In¿ynierem. Usun±³em dowody wp³at i wszelkie twoje dane jako kontaktu naszych s³u¿b. Zosta³y tylko obci±¿aj±ce ciê raporty. Nie wiem co moi nastêpcy z tym zrobi±, ale na pewno nie bêdziesz móg³ siê wyt³umaczyæ, ze to ty sam na siebie nadawa³e¶. W oczach wszystkich bêdziesz ju¿ tylko wstrêtnym szczurem na pok³adzie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. To najgorsze co mog³em dla ciebie zrobiæ - Szumilas u¶miechn±³ siê na koniec:- Nienawidzê takich jak ty.
W³adyka wyszed³ z wiêzienia po kilku tygodniach.
Mia³ k³opoty ze znalezieniem pracy, ale na szczê¶cie razem z Marysi± posiadali do¶æ spore oszczêdno¶ci. Ostatecznie dziêki nowym kontaktom w opozycji znajdowa³ zawsze pracê, od czasu do czasu tylko j± zmieniaj±c.
*
Przeskoczmy wiele lat. W miêdzyczasie zakoñczy³ siê w kraju komunizm czyli co¶, co siê nigdy nie zaczê³o.
Zajrzyjmy do restauracji w do¶æ prowincjonalnym miasteczku w jednym ze wschodnich województw. Dochodzi³a dwunasta, a w restauracji by³o ma³o osób. Przy jednym ze stoliku dziennikarka lokalnej gazety przeprowadza³a wywiad:
- Jakie wra¿enie zrobi³o na panu spotkanie u prezydenta?
- Có¿, by³o bardzo mi³o. Odznaczono wiele osób. Ja dosta³em krzy¿ i order. Mia³ byæ te¿ dyplom, ale gdzie¶ siê zapodzia³. Mam siê dzisiaj po niego zg³osiæ.
- Panie W³adyka, wiem, ¿e nie lubi pan o tym mówiæ, mo¿e to te¿ trudne pytanie, ale chcia³abym je zadaæ…
- Proszê...
- Przez ponad siedem lat donosili na pana tajni agencji s³u¿by bezpieczeñstwa: Bosman, czyli Jan Banasiak, oraz niezidentyfikowany do tej pory agent In¿ynier. Czy domy¶la siê kim móg³ byæ ten In¿ynier, czy oczekiwa³by pan na przyk³ad skazania takiej osoby, ¶ledztwa w jego sprawie?
- Mam kilka podejrzeñ, ale ja ju¿ wszystkim wybaczy³em i mam nadziejê, ¿e mi wybaczono. – W³adyka westchn±³:- Nie mo¿na os±dzaæ drugiego bez poznania co motywowa³o dan± osobê, wzglêdy ekonomiczne, rodzinne czy inne. Poza tym jak oceniaæ cz³owieka, gdy dopiero d³uga przysz³o¶æ pokazuje, czy dane zachowanie, konkretne wybory by³y dobre lub z³e, zarówno w sensie materialnym, jak i moralnym, spo³ecznym. ¯ycie cz³owieka to wêdrówka po aksjologicznym labiryncie, ¶lepe wybory miêdzy bohaterstwem a g³upot±, tchórzostwem a roztropno¶ci±.
- Hm…Mówi pan, jakby mia³ pan w±tpliwo¶ci, co do swoich wyborów.
- Powiedzmy, ¿e ja tylko opowiadam. Pozostawiam innym wyci±ganie wniosków.
- A kiedy dowiedzia³ siê pan, ¿e zbudowano panu najobszerniejsza teczkê spo¶ród wszystkich mieszkañców województwa?
- Ju¿ podczas internowania.
- Raporty by³y dostarczane nawet, gdy przebywa³ pan w wiêzieniu.
- Có¿, In¿ynier musia³ byæ bardzo solidnym cz³owiekiem.
- Na pewno. Wiem, ¿e wybiera siê pan dzisiaj do Warszawy, wiêc ju¿ nie przeszkadzam. Dziêkujê panu za rozmowê.
- Ca³a przyjemno¶æ po mojej stronie- odpar³ uprzejmie Marian W³adyka.
Zap³aci³ za dwie kawy i wyszed³ z restauracji. Do Warszawy by³o dwie i pó³ godziny drogi. Po odbiór dyplomu z kancelarii prezydenta mia³ zg³osiæ siê do jednego z pokojów w ministerstwie spraw wewnêtrznych.
- Aha, pan W³adyka po dyplom, tak jest.
Zgrabna sekretarka zaczê³a szukaæ w dokumentach.
Do pokoju wszed³ tymczasem gruby i wysoki mê¿czyzna, wzbudzaj±cy respekt, którego W³adyka jakby sk±d¶ zna³.
Mê¿czyzna niskim g³osem zwróci³ siê do sekretarki:
- Pani Aniu, muszê wzi±æ te odpisy ze spó³dzielni. - Jednocze¶nie spojrza³ przypadkowo na W³adykê i zblad³.
Marian przygl±da³ mu siê z zaciekawieniem. Trwa³y d³ugie sekundy napiêcia. Marian zapyta³ zaskoczony:
- Czy my siê sk±d¶ nie znamy?
Wówczas Henryk Kania, ku zdziwieniu obecnych skuli³ siê w rogu pokoju i p³aka³, dopóki nie przyjecha³a karetka, wo³aj±c:
- Nie wiem, nie mam pojêcia! Nie wiem, ja naprawdê nie wiem…
Zajrzyjmy do restauracji w do¶æ prowincjonalnym miasteczku w jednym ze wschodnich województw. Dochodzi³a dwunasta, a w restauracji by³o ma³o osób. Przy jednym ze stoliku dziennikarka lokalnej gazety przeprowadza³a wywiad:
- Jakie wra¿enie zrobi³o na panu spotkanie u prezydenta?
- Có¿, by³o bardzo mi³o. Odznaczono wiele osób. Ja dosta³em krzy¿ i order. Mia³ byæ te¿ dyplom, ale gdzie¶ siê zapodzia³. Mam siê dzisiaj po niego zg³osiæ.
- Panie W³adyka, wiem, ¿e nie lubi pan o tym mówiæ, mo¿e to te¿ trudne pytanie, ale chcia³abym je zadaæ…
- Proszê...
- Przez ponad siedem lat donosili na pana tajni agencji s³u¿by bezpieczeñstwa: Bosman, czyli Jan Banasiak, oraz niezidentyfikowany do tej pory agent In¿ynier. Czy domy¶la siê kim móg³ byæ ten In¿ynier, czy oczekiwa³by pan na przyk³ad skazania takiej osoby, ¶ledztwa w jego sprawie?
- Mam kilka podejrzeñ, ale ja ju¿ wszystkim wybaczy³em i mam nadziejê, ¿e mi wybaczono. – W³adyka westchn±³:- Nie mo¿na os±dzaæ drugiego bez poznania co motywowa³o dan± osobê, wzglêdy ekonomiczne, rodzinne czy inne. Poza tym jak oceniaæ cz³owieka, gdy dopiero d³uga przysz³o¶æ pokazuje, czy dane zachowanie, konkretne wybory by³y dobre lub z³e, zarówno w sensie materialnym, jak i moralnym, spo³ecznym. ¯ycie cz³owieka to wêdrówka po aksjologicznym labiryncie, ¶lepe wybory miêdzy bohaterstwem a g³upot±, tchórzostwem a roztropno¶ci±.
- Hm…Mówi pan, jakby mia³ pan w±tpliwo¶ci, co do swoich wyborów.
- Powiedzmy, ¿e ja tylko opowiadam. Pozostawiam innym wyci±ganie wniosków.
- A kiedy dowiedzia³ siê pan, ¿e zbudowano panu najobszerniejsza teczkê spo¶ród wszystkich mieszkañców województwa?
- Ju¿ podczas internowania.
- Raporty by³y dostarczane nawet, gdy przebywa³ pan w wiêzieniu.
- Có¿, In¿ynier musia³ byæ bardzo solidnym cz³owiekiem.
- Na pewno. Wiem, ¿e wybiera siê pan dzisiaj do Warszawy, wiêc ju¿ nie przeszkadzam. Dziêkujê panu za rozmowê.
- Ca³a przyjemno¶æ po mojej stronie- odpar³ uprzejmie Marian W³adyka.
Zap³aci³ za dwie kawy i wyszed³ z restauracji. Do Warszawy by³o dwie i pó³ godziny drogi. Po odbiór dyplomu z kancelarii prezydenta mia³ zg³osiæ siê do jednego z pokojów w ministerstwie spraw wewnêtrznych.
- Aha, pan W³adyka po dyplom, tak jest.
Zgrabna sekretarka zaczê³a szukaæ w dokumentach.
Do pokoju wszed³ tymczasem gruby i wysoki mê¿czyzna, wzbudzaj±cy respekt, którego W³adyka jakby sk±d¶ zna³.
Mê¿czyzna niskim g³osem zwróci³ siê do sekretarki:
- Pani Aniu, muszê wzi±æ te odpisy ze spó³dzielni. - Jednocze¶nie spojrza³ przypadkowo na W³adykê i zblad³.
Marian przygl±da³ mu siê z zaciekawieniem. Trwa³y d³ugie sekundy napiêcia. Marian zapyta³ zaskoczony:
- Czy my siê sk±d¶ nie znamy?
Wówczas Henryk Kania, ku zdziwieniu obecnych skuli³ siê w rogu pokoju i p³aka³, dopóki nie przyjecha³a karetka, wo³aj±c:
- Nie wiem, nie mam pojêcia! Nie wiem, ja naprawdê nie wiem…
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Nikt Marian W³adyka. Jego
/> W W³adyka
/> W Henryk,
/> Henryk /> - Mia³em – W³adyka.
/> Henryk /> - Aha, Mamy Jeden Banasiak, Rozdzielono Proszê Osob± Roman, ¶rodku.
/> In¿ynier W³adyka /> - /> Henryk /> - Nie Powtarzam, Bierz Kontaktuj Romanem.
/> In¿ynier Henryka.
/>
/> W W³adyka
/> W Henryk,
/> Henryk /> - Mia³em – W³adyka.
/> Henryk /> - Aha, Mamy Jeden Banasiak, Rozdzielono Proszê Osob± Roman, ¶rodku.
/> In¿ynier W³adyka /> - /> Henryk /> - Nie Powtarzam, Bierz Kontaktuj Romanem.
/> In¿ynier Henryka.
/>
W³adyka ¯ona Marian
/> Wieczorem Romana ¿eby ósm±
/> Co W³adykê, /> Znajdowa³y ¿yciowej.
/> Ponadto „Bosman” W³adyk±, Ko³obrzegu.
/> - Pamiêtam, – W³adyka.
/> Upewniaj±c />
/> Wieczorem Romana ¿eby ósm±
/> Co W³adykê, /> Znajdowa³y ¿yciowej.
/> Ponadto „Bosman” W³adyk±, Ko³obrzegu.
/> - Pamiêtam, – W³adyka.
/> Upewniaj±c />
- Halo.
/> - Roman?
/> - /> - In¿ynier.
/> - Jaki /> - Pseudonim In¿ynier W³adyka Marian.
/> - /> - Chodzi Banasiaku. Te,
/> - Sprawy Bosmanie? No,
/> - ¿e – W³adyka /> - Nie /> - Raport Bosmana.
/> - Hm… Roman Kiedy /> - Jestem Przychodz± Nawet Jutro
/> -
/> -
/> - Pomin±æ? Nie Musi ¿e /> - /> - Wyt³umaczcie /> - Ale…- Roman – Cholera.
/>
/> - Roman?
/> - /> - In¿ynier.
/> - Jaki /> - Pseudonim In¿ynier W³adyka Marian.
/> - /> - Chodzi Banasiaku. Te,
/> - Sprawy Bosmanie? No,
/> - ¿e – W³adyka /> - Nie /> - Raport Bosmana.
/> - Hm… Roman Kiedy /> - Jestem Przychodz± Nawet Jutro
/> -
/> -
/> - Pomin±æ? Nie Musi ¿e /> - /> - Wyt³umaczcie /> - Ale…- Roman – Cholera.
/>
Pan Henryk
/> - In¿ynier Marian W³adyka. By³em /> - Czego – Henryk.
/> - Dosta³em Banasiaku. Mia³em Romanem. Niestety Roman /> -
/> - ¿e /> Henryk /> - Wszyscy Udzielanie ¿ony, Nale¿y ¿e /> - Nie, /> Nagle Henryk Zdo³a³ /> - Niech />
/> - In¿ynier Marian W³adyka. By³em /> - Czego – Henryk.
/> - Dosta³em Banasiaku. Mia³em Romanem. Niestety Roman /> -
/> - ¿e /> Henryk /> - Wszyscy Udzielanie ¿ony, Nale¿y ¿e /> - Nie, /> Nagle Henryk Zdo³a³ /> - Niech />
Marysia Mariana
/> - Sk±d /> Marian /> - Wiesz /> - A¿ Nigdy /> - Rozpracowujê – Dostajê
/> Marysia /> - Czy /> - Dlaczego?
/> - Czy Nic /> Marian /> -E ¿aden Zwyk³y In¿ynier,
/> - /> - Pisze Zw³aszcza, ¿e ¶wiêty /> - Tak Walaska, Ursusa /> -
/> Marysia /> - Nie Przecie¿ ¿yjemy. Nie
/> - Wiem, Marian.
/> Marysia /> - Bo¿e
/> Marian /> - Tak ³atwo Przecie¿ ¿ycia. />
/> - Sk±d /> Marian /> - Wiesz /> - A¿ Nigdy /> - Rozpracowujê – Dostajê
/> Marysia /> - Czy /> - Dlaczego?
/> - Czy Nic /> Marian /> -E ¿aden Zwyk³y In¿ynier,
/> - /> - Pisze Zw³aszcza, ¿e ¶wiêty /> - Tak Walaska, Ursusa /> -
/> Marysia /> - Nie Przecie¿ ¿yjemy. Nie
/> - Wiem, Marian.
/> Marysia /> - Bo¿e
/> Marian /> - Tak ³atwo Przecie¿ ¿ycia. />
I W³adyka Roman Henryka Henryk W³adykê
/> Tymczasem Gierka. Polsce Zwi±zki /> In¿ynier W³adyka
/> - Witam, Bertman, Szumilas. Proszê In¿ynierze.
/> Szumilas /> - In¿ynier. Muszê ¿e /> - Dziêkujê W³adyka.
/> - Mo¿e – Bertman Zaprosili¶my Zbli¿aj± Polski. Jak Mariana W³adyki, W³adyce. Co? Mocny /> Marian
/> - Nie, /> - ¿e /> In¿ynier /> - In¿ynier.
/> - He, – Szumilas. Naprawdê /> - Tak – Bertman. W³adyka, /> - ¦rednio – /> In¿ynier /> - Mo¿e /> - Mo¿e In¿ynierze. Pana /> W³±czy³ Szumilas:
/> - Pisa³ Henrykiem. Kilka Romana. ¶ledztwie Roman Wiêcek. Piêæ Zachód.
/> - Co?
/> - Tak, Czy Henryk Henryk Kania. Ostatnio Wypar³ Mówi, ¿e Marian W³adyka. K³ama³ ¿ywe
/> In¿ynier /> - /> - S³uchajcie Wiecie, ¿e Henryk Kania W³adyka?
/> - Zaraz, Kania Henryka? – In¿ynier.
/> - Dok³adnie. Nie W³adyka Kania! Sabota¿y¶ci ¿eliwnego! Romanowi Utworzyli Dziêki In¿ynierze /> - Có¿ – Szumilas. Jakie Móg³bym ¿e ¶ledzi W³adykê.
/> - Mam In¿ynier.
/> - Tak, Kaniowie Ch³opaki Henrykiem, W³adykê Chcieli¶my Pójdzie Posiedz± /> In¿ynier /> - Tak,
/> - Planujemy Walaska – Szumilas. - W³adyk±. Tego Walaska Ursusa. My¶li In¿ynierze, ¿e /> - Tak, My¶lê, ¿e Walaska – In¿ynier.
/> - Dobrze – Bertman. – Zbli¿aj± Nie Zakopanego. Oczywi¶cie ¿e Za³atwimy
/> In¿ynier /> - Nie My¶lê, ¿e />
/> Tymczasem Gierka. Polsce Zwi±zki /> In¿ynier W³adyka
/> - Witam, Bertman, Szumilas. Proszê In¿ynierze.
/> Szumilas /> - In¿ynier. Muszê ¿e /> - Dziêkujê W³adyka.
/> - Mo¿e – Bertman Zaprosili¶my Zbli¿aj± Polski. Jak Mariana W³adyki, W³adyce. Co? Mocny /> Marian
/> - Nie, /> - ¿e /> In¿ynier /> - In¿ynier.
/> - He, – Szumilas. Naprawdê /> - Tak – Bertman. W³adyka, /> - ¦rednio – /> In¿ynier /> - Mo¿e /> - Mo¿e In¿ynierze. Pana /> W³±czy³ Szumilas:
/> - Pisa³ Henrykiem. Kilka Romana. ¶ledztwie Roman Wiêcek. Piêæ Zachód.
/> - Co?
/> - Tak, Czy Henryk Henryk Kania. Ostatnio Wypar³ Mówi, ¿e Marian W³adyka. K³ama³ ¿ywe
/> In¿ynier /> - /> - S³uchajcie Wiecie, ¿e Henryk Kania W³adyka?
/> - Zaraz, Kania Henryka? – In¿ynier.
/> - Dok³adnie. Nie W³adyka Kania! Sabota¿y¶ci ¿eliwnego! Romanowi Utworzyli Dziêki In¿ynierze /> - Có¿ – Szumilas. Jakie Móg³bym ¿e ¶ledzi W³adykê.
/> - Mam In¿ynier.
/> - Tak, Kaniowie Ch³opaki Henrykiem, W³adykê Chcieli¶my Pójdzie Posiedz± /> In¿ynier /> - Tak,
/> - Planujemy Walaska – Szumilas. - W³adyk±. Tego Walaska Ursusa. My¶li In¿ynierze, ¿e /> - Tak, My¶lê, ¿e Walaska – In¿ynier.
/> - Dobrze – Bertman. – Zbli¿aj± Nie Zakopanego. Oczywi¶cie ¿e Za³atwimy
/> In¿ynier /> - Nie My¶lê, ¿e />
Tak W³adyka Nie ¿e
/> Gdy Marian ¿onie /> - Dzia³a³em Kania. Sabotowali¶my Bêdê
/> Marysia ³ez /> - Jak Dlaczego?!
/> W³adyka /> - Tego Spakuj – Pukanie - Jeszcze S³uchaj Podpisuj In¿ynier, Powiedz, ¿e Zrozumia³a¶?
/> - Raporty? Jak /> - ¿e Pisz Popisz
/> - Nic
/> - Pisz, – Otworzy³ - Dzieñ />
/> Gdy Marian ¿onie /> - Dzia³a³em Kania. Sabotowali¶my Bêdê
/> Marysia ³ez /> - Jak Dlaczego?!
/> W³adyka /> - Tego Spakuj – Pukanie - Jeszcze S³uchaj Podpisuj In¿ynier, Powiedz, ¿e Zrozumia³a¶?
/> - Raporty? Jak /> - ¿e Pisz Popisz
/> - Nic
/> - Pisz, – Otworzy³ - Dzieñ />
Siedzia³
/> Pewnego – Walaska, Ursusa. Walasek /> - W³adyka, Ca³y ¿e ¿e – Spojrza³ /> W³adyka /> - /> - Witajcie
/> Po Walasek W³adykê:
/> - Niesamowite. /> - Kania. Nie Sabotowali¶my ¿eliwnych.
/> Walasek /> - Produkcjê ¿eliwnych? /> Z /> - Marian Wie ¿eliwne? Proszê ¿e Napisa³em ¿e
/> W³adyka Walasek /> - ¿e /> W³adyka Panowie />
/> Pewnego – Walaska, Ursusa. Walasek /> - W³adyka, Ca³y ¿e ¿e – Spojrza³ /> W³adyka /> - /> - Witajcie
/> Po Walasek W³adykê:
/> - Niesamowite. /> - Kania. Nie Sabotowali¶my ¿eliwnych.
/> Walasek /> - Produkcjê ¿eliwnych? /> Z /> - Marian Wie ¿eliwne? Proszê ¿e Napisa³em ¿e
/> W³adyka Walasek /> - ¿e /> W³adyka Panowie />
Najpierw Walaska. ¿yczy³ Marianowi, ¿eby
/> - Nie Twoja ¿ona
/> Od W³adyka
/> Nied³ugo /> - W³adyka. .
/> Co¶ W³adyka Mia³ ¿e Przeszli
/> W ¶rodku W³adykê W³adyka /> - Zostaw – W³adyka Poznajesz /> - Pan Szumibór.
/> - Szumilas. Siadajcie. – Rzek³ Szumilas. By³ Ostatnim Pamiêtacie?
/> - Oczywi¶cie.
/> - Bertman Przykro ¿e
/> - Nic /> - Pamiêtam, ¿e „sprawê W³adyki Kania”.
/> Marian Szumilas /> - Niestety Bertman Punkt ¿e In¿ynier, Mariana W³adykê, Gdy Bertmanowi In¿ynier, Bertman
/> Sprawdzi³em – Szumilas:- Zadzwoni³em ¶ledztwu Kania. Jak ¶ledztwo.
/> Wac³aw Kania ¿e Marianem W³adyk± Henryk Kania, W³adyki, W³adyki „Sk±d Sk±d Henryk Kania „Nie „Sk±d Sk±d Kania!”
/> No, In¿ynierze, – Szumilas No!? Czy /> Marian Szumilasa:
/> - Jestem Wszystkie Sam ¶wiêtej Bertmanem, ¿e Ka¿dy Sam
/> Szumilas W³adyki. /> - Usun±³em ¿e In¿ynierem. Usun±³em Zosta³y Nie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Szumilas Nienawidzê
/> W³adyka
/> Mia³ Marysi± Ostatecznie />
/> - Nie Twoja ¿ona
/> Od W³adyka
/> Nied³ugo /> - W³adyka. .
/> Co¶ W³adyka Mia³ ¿e Przeszli
/> W ¶rodku W³adykê W³adyka /> - Zostaw – W³adyka Poznajesz /> - Pan Szumibór.
/> - Szumilas. Siadajcie. – Rzek³ Szumilas. By³ Ostatnim Pamiêtacie?
/> - Oczywi¶cie.
/> - Bertman Przykro ¿e
/> - Nic /> - Pamiêtam, ¿e „sprawê W³adyki Kania”.
/> Marian Szumilas /> - Niestety Bertman Punkt ¿e In¿ynier, Mariana W³adykê, Gdy Bertmanowi In¿ynier, Bertman
/> Sprawdzi³em – Szumilas:- Zadzwoni³em ¶ledztwu Kania. Jak ¶ledztwo.
/> Wac³aw Kania ¿e Marianem W³adyk± Henryk Kania, W³adyki, W³adyki „Sk±d Sk±d Henryk Kania „Nie „Sk±d Sk±d Kania!”
/> No, In¿ynierze, – Szumilas No!? Czy /> Marian Szumilasa:
/> - Jestem Wszystkie Sam ¶wiêtej Bertmanem, ¿e Ka¿dy Sam
/> Szumilas W³adyki. /> - Usun±³em ¿e In¿ynierem. Usun±³em Zosta³y Nie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Szumilas Nienawidzê
/> W³adyka
/> Mia³ Marysi± Ostatecznie />
Przeskoczmy
/> Zajrzyjmy Dochodzi³a Przy /> - Jakie /> - Có¿, Odznaczono Mia³ Mam /> - Panie W³adyka, ¿e /> - Proszê...
/> - Przez Bosman, Jan Banasiak, In¿ynier. Czy In¿ynier, ¶ledztwa /> - Mam ¿e – W³adyka Nie Poza ¯ycie ¶lepe
/> - Hm…Mówi /> - Powiedzmy, ¿e Pozostawiam
/> - ¿e /> - Ju¿
/> - Raporty /> - Có¿, In¿ynier /> - Wiem, ¿e Warszawy, Dziêkujê
/> - Ca³a Marian W³adyka.
/> Zap³aci³ Warszawy /> - Aha, W³adyka
/> Zgrabna
/> Do W³adyka /> Mê¿czyzna /> - Pani Aniu, Jednocze¶nie W³adykê
/> Marian Trwa³y Marian /> - Czy
/> Wówczas Henryk Kania, /> - Nie Nie />
/> Zajrzyjmy Dochodzi³a Przy /> - Jakie /> - Có¿, Odznaczono Mia³ Mam /> - Panie W³adyka, ¿e /> - Proszê...
/> - Przez Bosman, Jan Banasiak, In¿ynier. Czy In¿ynier, ¶ledztwa /> - Mam ¿e – W³adyka Nie Poza ¯ycie ¶lepe
/> - Hm…Mówi /> - Powiedzmy, ¿e Pozostawiam
/> - ¿e /> - Ju¿
/> - Raporty /> - Có¿, In¿ynier /> - Wiem, ¿e Warszawy, Dziêkujê
/> - Ca³a Marian W³adyka.
/> Zap³aci³ Warszawy /> - Aha, W³adyka
/> Zgrabna
/> Do W³adyka /> Mê¿czyzna /> - Pani Aniu, Jednocze¶nie W³adykê
/> Marian Trwa³y Marian /> - Czy
/> Wówczas Henryk Kania, /> - Nie Nie />
Komentarze::