24 godziny temu

    Nikt tak wspaniale nie donosi³ jak in¿ynier Marian W³adyka. Jego obszerne raporty na temat s±siadów i znajomych z pracy wzbudza³y zachwyt w s³u¿bie bezpieczeñstwa.
    W lipcu siedemdziesi±tego szóstego, W³adyka zosta³ nagle wezwany do komendy wojewódzkiej milicji.
    W osobnym gabinecie powita³ go niejaki Henryk, gruby i wysoki mê¿czyzna wzbudzaj±cy sw± masywno¶ci± respekt.
    Henryk nie kojarzy³ in¿yniera i pytaj±co spogl±da³ na niego zza biurka.
    - Mia³em siê zg³osiæ – wyja¶ni³ W³adyka.
    Henryk przegl±dn±³ papiery:
    - Aha, tak. Mamy dla was fuchê. Jeden z naszych kontaktów, Banasiak, zmar³ kilka dni temu. Rozdzielono osoby, nad którymi pracowa³ na pozosta³ych naszych ludzi. Tu w kopercie jest cz³owiek dla was. Proszê przejrzeæ sobie w domu. Osob± kontaktow± bêdzie Roman, numer jest w ¶rodku.
    In¿ynier W³adyka s³ucha³ z szeroko otwartymi oczami.
    -  A komu mam raportowaæ?
    Henryk wyra¼nie znudzony burkn±³:
    - Nie wiem. Powtarzam, co mi powiedzieli. Bierz pan kopertê i id¼ pan st±d. Kontaktuj siê z Romanem.
    In¿ynier potulnie skin±³ g³ow± i opu¶ci³ biura pana Henryka.
*
    W³adyka po spotkaniu na komendzie wróci³ do domu. ¯ona i jego ma³y syn jedli obiad. Marian przy³±czy³ siê do nich, ale nic nie mówi³.
    Wieczorem zamkn±³ siê w toalecie i otworzy³ kopertê. Na malutkiej karteczce by³ kontakt do Romana z informacj±, ¿eby dzwoniæ miêdzy ósm± a dziewi±t± wieczór.
    Co zdziwi³o W³adykê, dalsze dokumenty dotyczy³y jego samego.
    Znajdowa³y siê tam zdjêcia in¿yniera, dane dotycz±ce jego pracy, stanu maj±tkowego i ogólnej sytuacji ¿yciowej.
    Ponadto kto¶ o pseudonimie „Bosman” zrobi³ jedn± krótk± notatkê na temat spotkania z in¿ynierem W³adyk±, podczas wakacji w Ko³obrzegu.
    - Pamiêtam, pili¶my wódkê na pla¿y – przypomnia³ sobie W³adyka.
    Upewniaj±c siê zajrza³ jeszcze raz do koperty, ale niczego wiêcej tam nie by³o.
*
    - Halo.
    - Roman?
    - A kto pyta?
    - In¿ynier.
    - Jaki in¿ynier?
    - Pseudonim In¿ynier i zawód in¿ynier. W³adyka Marian.
    - Co pan chce?
    - Chodzi mi o sprawy po zmar³ym Banasiaku. Te, co je rozdzielono.
    - Sprawy po Bosmanie? No, dosta³ pan jedn±.
    - No w³a¶nie, ale siê rozchodzi, ¿e dosta³em sprawê dotycz±ca mojej osoby – W³adyka wyja¶ni³  z lekkim u¶miechem zak³opotania.
    - Nie rozumiem.
    - No w kopercie, któr± dosta³em by³y krótkie akta dotycz±ce mojej osoby. Raport na mój temat sporz±dzony przez Bosmana.
    - Hm… - d³uga cisza zawis³a miêdzy rozmówcami. Po chwili Roman zapyta³:- Kiedy pan sk³ada raporty?
    - Co drugi pi±tek. Jestem umówiony w knajpie. Przychodz± funkcjonariusze, a ja im daje moje pisma. Nawet nie rozmawiamy. Jutro termin.
    - Do jutra nic nie wymy¶lê.
    - To mam pomin±æ to zlecenie?
    - Pomin±æ? Nie mo¿na. Musi pan napisaæ, ¿e albo odmawia wykonania raportu, albo wykonanie raportu by³o niemo¿liwe i z jakich powodów. A pieni±dze to pan mo¿e dostaæ i tak tylko za pe³ny raport.
    - To co mam teraz zrobiæ?
    - Wyt³umaczcie co¶, a ja postaram siê w przysz³ym tygodniu za³atwiæ sprawê.
    - Ale…-  Roman roz³±czy³ siê bez po¿egnania. – Cholera.  
*
    In¿ynier W³adyka raportowa³, gdy ¿ona ju¿ spa³a w ³ó¿ku. Nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e Marysia wiedzia³a o jego dodatkowym ¼ródle dochodów.
    Najpierw wypisa³ bie¿±ce raporty na temat s±siadów i znajomych.
    Po tym zastanowi³ siê, co powiedzieæ funkcjonariuszom w dniu nastêpnym.
    - Nie ma raportu, nie ma pieniêdzy – pomy¶la³.    
*
„Marian W³adyka, pracownik zak³adu odlewniczego, od rana osiem godzin by³ w pracy. Podczas pracy zg³osi³ dwie awarie tokarki. Po pracy poszed³ do komendy milicji, gdzie spotka³ siê z funkcjonariuszem o  imieniu Henryk. Henryk przekaza³ mu kopertê. Po pracy MW wróci³ do domu i zjad³ obiad z rodzin±. Po kolacji wyszed³ z mieszkania i z budki telefonicznej zadzwoni³, jak uda³o mi siê ustaliæ, do osoby, któr± nazywa³ Romanem.”    
*
    Pan Henryk znów go nie pozna³.
    - In¿ynier Marian W³adyka. By³em tu kilka razy.
    - Czego pan chce? – odburkn±³ Henryk.
    - Ja tu kiedy¶ by³em. Dosta³em zadanie po niejakim Banasiaku. Mia³em kontaktowaæ siê z Romanem. Niestety od dwóch tygodni Roman nie odbiera telefonu, a jutro wypada mój dzieñ raportu.
    - To niech pan raportuje, co mnie to obchodzi.
    - No tak, tylko chodzi³o o to, ¿e dosta³em sprawê, która dotyczy mojej osoby.
    Henryk u¶miechn±³ siê:
    - Wszyscy dostaj± takie sprawy. Udzielanie informacji na temat swojej rodziny, ¿ony, dzieci, jest bardzo po¿yteczne. Nale¿y mieæ na uwadze, ¿e nasz ci±gle m³ody ustrój…
    - Nie, nie. Ja dosta³em sprawê…
    Nagle dzwoni±cy telefon przerwa³ rozmowê. Henryk odebra³, zaczerwieni³ siê i natychmiast wyprosi³ in¿yniera. Zdo³a³ tylko powiedzieæ:
    - Niech pan pisze, niech pan du¿o pisze.
*
    Marysia obudzi³a Mariana z niedzielnej drzemki. W rêku trzyma³a plik banknotów.
    - Sk±d tyle pieniêdzy?
    Marian przetar³ zaspane oczy:
    - Co siê pytasz? Wiesz sk±d.
    - A¿ tyle?  Nigdy nie dostawa³e¶ takich pieniêdzy.
    - Rozpracowujê jedn± osobê – mówi³ z niechêci±. - Dostajê premie, bo moje informacje o tej osobie s± bardzo szerokie.  
    Marysia pokiwa³a g³ow± ze zrozumieniem:
    - Czy to niebezpieczne?
    - Dlaczego?
    - Czy ta osoba, któr± rozpracowujesz jest niebezpieczna? Nic ci nie zrobi?
    Marian u¶miechn±³ siê krzywo:
    -E tam. To ¿aden bandyta ani opozycjonista. Zwyk³y pracownik. In¿ynier, jak ja.  
    - To czemu go rozpracowujesz?
    - Pisze na niego raporty, bo mi kazali. A skoro s± raporty i to do¶æ obszerne, to dalej ka¿± mi pisaæ. Zw³aszcza, ¿e taki ¶wiêty nie jest. Do ko¶cio³a chodzi, ma znajomego opozycjonistê.
    - Tak jak my, przecie¿ tego Walaska, co z nim w karty grasz, to z Ursusa wyrzucili.
    - No widzisz. I na nas parê rzeczy by siê znalaz³o.
    Marysia zlêk³a siê:
    - Nie mów tak. Przecie¿ my sobie spokojnie ¿yjemy. Nie tak, jak ten twój…
    - Wiem, wiem… - westchn±³ Marian.
    Marysia westchnê³a:
    - Bo¿e mój, a mo¿e by¶ przesta³ tak donosiæ. Z s±siadami by¶my siê pogodzili.
    Marian obróci³ siê plecami do niej:
    - Tak ³atwo nie mo¿na siê wycofaæ. Przecie¿ ten komunizm bêdzie do koñca naszego ¿ycia. Po cholerê z tym walczyæ.
*
    I W³adyka nie walczy³ rzetelnie donosz±c w dalszym ci±gu na siebie. Roman ju¿ siê nie odezwa³, a wizyty u Henryka w komendzie milicji nic nie da³y. Henryk za ka¿dym razem patrzy³ na W³adykê lekcewa¿±co, a przy tym w sposób jakby go widzia³ pierwszy raz.
    Tymczasem minê³a era Gierka. W Polsce nasili³y siê strajki. Zwi±zki stawia³y odwa¿ne postulaty.
    In¿ynier W³adyka w pewien grudniowy poranek zosta³ wezwany niespodziewanie do departamentu ministerstwa spraw wewnêtrznych.
    - Witam, nazywam siê Bertman, a to pan Szumilas. Proszê usi±¶æ In¿ynierze.
    Szumilas z rado¶ci± u¶cisn±³ d³oñ:
    - A wiêc to jest s³ynny In¿ynier. Muszê powiedzieæ, ¿e pana raporty wzbudzaj± podziw.
    - Dziêkujê  - rzek³ onie¶mielony W³adyka.
    - Mo¿e koniaczku – nala³ Bertman i rzek³:- Zaprosili¶my tu pana z wa¿nych powodów. Zbli¿aj± siê s±dne dni dla Polski. Z tego powodu planujemy zakrojon± na szerok± skalê akcje wy³apania wszelkiej ma¶ci dywersantów. Jak siê okaza³o, najszersze raporty w naszym województwie dotycz± niejakiego Mariana W³adyki, którego od kilku lat pan solidnie rozpracowuje. W ostatnim czasie bli¿ej przyjrzeli¶my siê temu W³adyce. Co? Mocny trunek?
    Marian ca³y zaczerwieniony i zdenerwowany spija³ swój koniak.   
    - Nie, w porz±dku.
    - My in¿ynierze, a w³a¶nie, przepraszam, ¿e nie sprawdzi³em, jak siê w³a¶ciwie pan nazywa…
    In¿ynier wzruszy³ ramionami:
    - Po prostu In¿ynier.
    - He, konspirant, nie ma co – klasn±³ w d³onie Szumilas. - Naprawdê te pana raporty…
    - Tak – przerwa³ mu Bertman. - W ka¿dym razie, ten W³adyka, na pozór to zwyk³y ch³ystek, ale jak mu siê bli¿ej przyjrzeli¶my…
    - ¦rednio co czwarty dzieñ zg³asza³ ró¿ne awarie maszyn – podejrzane prawda?
    In¿ynier zgodzi³ siê z tym:
    - Mo¿e te maszyny by³y wadliwe?
    - Mo¿e In¿ynierze. Pana zadaniem jest opisywaæ, naszym wyci±gaæ wnioski. A wniosek jest jeden…
    W³±czy³ siê Szumilas:
    - Pisa³ pan o jego kontaktach w komendzie milicji z niejakim Henrykiem. Kilka lat temu dzwoni³ do niejakiego Romana. Po d³ugim ¶ledztwie odkryli¶my. To Roman Wiêcek. Piêæ lat temu uciek³ na Zachód.
    - Co?
    - Tak, tak. Czy to nie podejrzane? A Henryk z komendy milicji to Henryk Kania. Ostatnio go aresztowali¶my. Wypar³ siê wszystkiego. Mówi, ¿e nie kojarzy w ogóle kogo¶ takiego jak Marian W³adyka. K³ama³ w ¿ywe oczy, choæ jak sprawdzili¶my w pana raportach, widzieli siê kilkakrotnie.
    In¿ynier gapi³ siê bezmy¶lnie:
    - Co z tego wynika?
    - S³uchajcie dalej. Wiecie, ¿e Henryk Kania jest bratem zastêpcy dyrektora w zak³adzie, w którym pracuje W³adyka?
    - Zaraz, zaraz, pan Kania z biura to brat tego Henryka? – zdziwi³ siê In¿ynier.
    - Dok³adnie. Nie jest ju¿ wszystko jasne? To jedna wielka szajka! W³adyka i bracia Kania! Sabota¿y¶ci przemys³u ¿eliwnego! Romanowi uda³o siê zwiaæ. Utworzyli wewn±trz s³u¿by bezpieczeñstwa w³asny spisek. Dziêki panu In¿ynierze i pana raportom…
    - Có¿ to za raporty! – wrzasn±³ Szumilas. - Jakie dok³adne! Móg³bym przysi±¶æ, ¿e nic innego pan nie robi, tylko ¶ledzi tego W³adykê.
    - Mam z nim sta³y kontakt… - wyduka³ In¿ynier.
    - Tak, dziêki tym raportom i czym¶, co od antyku nazywa siê zdolno¶ci± logicznego my¶lenia, odkryli¶my prawdê. Kaniowie ju¿ siedz± w pace. Ch³opaki zajm± siê nimi dok³adnie, zw³aszcza tym Henrykiem, który d³ugo kala³ przyjazne milicyjne gniazdo. W³adykê dorwiemy wraz z innymi trzynastego grudnia. Chcieli¶my go capn±æ jako dywersanta gospodarczego, ale ostatecznie nie bêdziemy siê teraz rozdrabniaæ.  Pójdzie na stryczek z opozycj±. W jednym kotle ich ugotujemy. Posiedz± d³ugie lata.
    In¿ynier pokiwa³ g³ow± i szepn±³ cicho:
    - Tak, s³usznie…  
    - Planujemy tak¿e internowaæ niejakiego Walaska – doda³ Szumilas. -  Za kontakty z W³adyk±. Tego Walaska kiedy¶ wyrzucili z Ursusa. My¶li pan In¿ynierze, ¿e dobrze robimy?
    - Tak, tak. My¶lê, ¿e to nie zaszkodzi internowaæ Walaska – rzek³ cicho In¿ynier.
    - Dobrze siê rozumiemy – u¶miechn±³ siê Bertman. – A teraz przyjemniejsze rzeczy. Zbli¿aj± siê ferie zimowe. Nie chcieliby¶cie siê wybraæ w lutym do Zakopanego. Oczywi¶cie z rodzin±, chyba, ¿e wolicie sami? Za³atwimy to.
    In¿ynier pokrêci³ smutnie g³ow±:
    - Nie trzeba. My¶lê, ¿e w najbli¿szym czasie mogê byæ troszkê zajêty…
*
    Tak jak W³adyka siê spodziewa³, przyszli po niego trzynastego grudnia. Nie wiedzia³ jednak, ¿e zjawi± siê o szóstej rano.
    Gdy zapukali, Marian zacz±³ wyjawiaæ w pop³ochu ¿onie co¶, co na potrzeby tej historii nazywajmy prawd±:
    - Od kilku lat jestem w podziemiu. Dzia³a³em w spisku z braæmi Kania. Sabotowali¶my dzia³ania w naszym zak³adzie. Bêdê aresztowany.
    Marysia zadr¿a³a, a wybuchy ³ez tryska³y z jej oczu:
    - Jak to?! Dlaczego?!
    W³adyka wzruszy³ ramionami:
    - Tego do koñca jeszcze nie wiem. Spakuj mnie. – Pukanie do drzwi zamieni³o siê w mocne uderzanie po³±czone z krzykami. -  Jeszcze jedna wa¿na rzecz. S³uchaj uwa¿nie. W co drugi pi±tek miesi±ca, w najbli¿szy te¿, id¼ do tej kafejki na rogu i przekazuj tam raporty dotycz±ce mojej osoby. Tu w szufladzie masz wzór. Podpisuj siê jako In¿ynier, zrozumia³a¶? Powiedz, ¿e przekazujesz wszystko z mojego upowa¿nienia. Zrozumia³a¶?  
    - Raporty? Na ciebie? Jak to…
    - Ja bêdê w wiêzieniu, wiêc pisz, ¿e jestem w wiêzieniu, dopóki nie wyjdê. Pisz prawdê. Za ka¿dy raport dostaniesz pieni±dze. Popisz te¿ trochê o s±siadach. Co robi±, gdzie je¿d¿±, wszelkie plotki.
    - Nic nie rozumiem.
    - Ja te¿ nie, ale mo¿e to i lepiej. Pisz, pisz du¿o. – Otworzy³ drzwi. -  Dzieñ dobry, panowie, o co chodzi?
*
    Siedzia³ ju¿ osiem miesiêcy.
    Pewnego dnia do celi, gdzie przebywa³ z kilkoma profesorami, wprowadzono kolegê od pokera – Walaska, znanego opozycjonistê, którego wyrzucili z Ursusa. Walasek krzykn±³ od progu:
    - W³adyka, niech mnie cholera! Ca³y czas s±dzi³em, ¿e jeste¶ kapust±, a dowiedzia³em siê, ¿e wziêli mnie ze wzglêdu na kontakty z tob±. – Spojrza³ na profesorów.
    W³adyka uspokoi³ go:
    - Tu sami swoi.
    - Witajcie panowie.
    Po krótkim zapoznaniu Walasek nie przesta³ wypytywaæ W³adykê:
    - Niesamowite. Z kim dzia³a³e¶?
    - Z braæmi Kania. Nie znasz ich. Sabotowali¶my produkcjê wyrobów ¿eliwnych.
    Walasek zdziwi³ siê:
    - Produkcjê wyrobów ¿eliwnych? A po co?
    Z boku wtr±ci³ siê jeden z profesorów:
    - To dla mnie od pocz±tku by³o jasne, chocia¿ Marian ze skromno¶ci nie chcia³ tego zdradziæ. Wie pan kolego, dok±d sz³y te wyroby ¿eliwne? Proszê sobie wyobraziæ, ¿e dziewiêædziesi±t procent na wschód, za cenê poni¿ej kosztów produkcji! Napisa³em o tym artyku³ w naszej gazetce. A teraz los sprawi³, ¿e spotka³em cz³owieka,  który ogranicza³ t± produkcjê!
    W³adyka dumnie milcza³. Walasek patrzy³ na niego z podziwem:
    - A przecie¿ da³bym sobie wtedy nogê uci±æ, ¿e donosi³e¶ na mnie.
    W³adyka tylko siê u¶miechn±³. Panowie d³ugo i weso³o dyskutowali wtedy do pó¼na.
*
    Najpierw wypu¶cili profesorów, miesi±c pó¼niej Walaska. Na odchodne ¿yczy³ Marianowi, ¿eby wytrwa³.
    - Nie bój siê. Twoja ¿ona otrzymuje ca³y czas wsparcie finansowe.
    Od tej pory W³adyka siedzia³ w celi sam.
    Nied³ugo potem drzwi celi zosta³y otwarte, a zza nich ozwa³ siê suchy g³os stra¿nika.
    - W³adyka. Do gabinetu… .
    Co¶ musia³o siê staæ. W³adyka nie by³ przes³uchiwany od ponad roku. Mia³ nadziejê, ¿e go wypuszcz±. Przeszli do gabinetu naczelnika.
    W ¶rodku stra¿nik zostawi³ W³adykê z naczelnikiem i drug± osobê, któr± W³adyka sk±d¶ kojarzy³.
    - Zostaw nas – rzek³ do naczelnika ten, którego W³adyka sk±d¶ kojarzy³. Po wyj¶ciu naczelnika, zapyta³: - Poznajesz mnie?
    - Pan Szumibór.
    - Szumilas. Siadajcie. – Rzek³ Szumilas. By³ znacznie mniej serdeczny ni¿ poprzednio.- Ostatnim razem widzieli¶my siê w grudniu, kilka dni przed stanem wojennym. Pamiêtacie?
    - Oczywi¶cie.
    - Bertman poczêstowa³ was koniaczkiem. Przykro mi, ¿e teraz nie mogê zaoferowaæ czego¶ równie wykwintnego.
    - Nic nie szkodzi.
    - Pamiêtam, ¿e widzieli¶my w was jednego z najlepszych donosicieli, osobê która pomog³a nam odkryæ sprawê nazwan± nieformalnie „sprawê szajki W³adyki i braci Kania”.
    Marian pokiwa³ g³ow±, a Szumilas kontynuowa³:
    - Niestety ostatnio mój prze³o¿ony i przyjaciel pan Bertman mia³ kilka wpadek, które znacznie nadw±tli³y stan jego zdrowia psychicznego. Punkt graniczny zosta³ jednak przekroczony, gdy powiedzia³em mu o moim przypadkowym odkryciu, ¿e jeden z naszych najlepszych donosicieli, agent In¿ynier, przez siedem lat nic wa¿nego nie robi³, tylko bra³ du¿e pieni±dze, je¼dzi³ na wczasy za granicê i uzyskiwa³ wielkie deputaty za sk³adanie raportów na Mariana W³adykê, którym by³, jak siê okaza³o, on sam. Gdy powiedzia³em o tym Bertmanowi oraz gdy podliczyli¶my starannie, ile nas kosztowa³ agent In¿ynier, Bertman wyprosi³ mnie ze swojego biura i strzeli³ sobie w g³owê.
    Sprawdzi³em po kilku dniach jeszcze jedn± rzecz – kontynuowa³ Szumilas:-  Zadzwoni³em do zak³adu karnego, gdzie specjalnemu ¶ledztwu poddawani byli bracia Kania. Jak mi powiedzia³ jeden z milicjantów, jeszcze siê nie zdarzy³o, by przes³uchiwani wytrzymali tak d³ugo ¶ledztwo.
    Wac³aw Kania wprawdzie szybko zdradzi³, ¿e pracowa³ z Marianem W³adyk± w jednym zak³adzie, ale zaprzeczy³ bli¿szej znajomo¶ci. Z kolei Henryk Kania, by³y funkcjonariusz milicji, nad którym nasi ch³opcy pracowali wyj±tkowo mocno, bity, opluwany, obszczywany, któremu dwadzie¶cia cztery godziny na dobê pokazywano zdjêcie W³adyki,  zdradzieck± gêbê W³adyki i krzyczano do ucha „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz!”, a ten¿e Henryk Kania tylko krzycza³ i p³aka³ jedno: „Nie wiem, nie mam pojêcia”. A jego byli podopieczni dalej wyrywaj±c paznokcie pytali: „Sk±d go znasz! Sk±d go znasz, Kania!”  
    No, In¿ynierze, tak by³o – Szumilas mlasn±³ g³o¶no i wsta³, opieraj±c siê o blat sto³u:-  No!? Czy masz co¶ kurwa teraz na swoj± obronê, zanim wezmê nó¿ i wbijê ci go w zêby?
    Marian westchn±³ g³êboko, jakby nie przejêty gro¼b± Szumilasa:
    - Jestem niewinny. Wszystkie moje raporty by³y przecie¿ prawdziwe. Sam pan mówi³, razem ze ¶wiêtej pamiêci Bertmanem, ¿e ja mam tylko raportowaæ, a wy bêdziecie wyci±gaæ wnioski. Ka¿dy wiêc robi³ swoje. Sam nie wiem, w którym miejscu ten nasz doskona³y system siê jakby nieco…  rozjecha³.
    Szumilas milcza³ zadziwiony bezczelno¶ci± W³adyki. W koñcu rzek³:
    - W ka¿dym razie przenosz± mnie, ale ja ju¿ zrobi³em porz±dek. Usun±³em z twoich akt wszelkie informacje mówi±ce, ¿e by³e¶ In¿ynierem. Usun±³em dowody wp³at i wszelkie twoje dane jako kontaktu naszych s³u¿b. Zosta³y tylko obci±¿aj±ce ciê raporty. Nie wiem co moi nastêpcy z tym zrobi±, ale na pewno nie bêdziesz móg³ siê wyt³umaczyæ, ze to ty sam na siebie nadawa³e¶. W oczach wszystkich bêdziesz ju¿ tylko wstrêtnym szczurem na pok³adzie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.  To najgorsze co mog³em dla ciebie zrobiæ - Szumilas u¶miechn±³ siê na koniec:- Nienawidzê takich jak ty.
    W³adyka wyszed³ z wiêzienia po kilku tygodniach.
    Mia³ k³opoty ze znalezieniem pracy, ale na szczê¶cie razem z Marysi± posiadali do¶æ spore oszczêdno¶ci. Ostatecznie dziêki nowym kontaktom w opozycji znajdowa³ zawsze pracê, od czasu do czasu tylko j± zmieniaj±c.
*
    Przeskoczmy wiele lat. W miêdzyczasie zakoñczy³ siê w kraju komunizm czyli co¶, co siê nigdy nie zaczê³o.
    Zajrzyjmy do restauracji w do¶æ prowincjonalnym miasteczku w jednym ze  wschodnich województw.  Dochodzi³a dwunasta, a w restauracji by³o ma³o osób. Przy jednym ze stoliku dziennikarka lokalnej gazety przeprowadza³a wywiad:
    - Jakie wra¿enie zrobi³o na panu spotkanie u prezydenta?
    - Có¿, by³o bardzo mi³o. Odznaczono wiele osób. Ja dosta³em krzy¿ i order. Mia³ byæ te¿ dyplom, ale gdzie¶ siê zapodzia³. Mam siê dzisiaj po niego zg³osiæ.
    - Panie W³adyka, wiem, ¿e nie lubi pan o tym mówiæ, mo¿e to te¿ trudne pytanie, ale chcia³abym je zadaæ…
    - Proszê...
    - Przez ponad siedem lat donosili na pana tajni agencji s³u¿by bezpieczeñstwa: Bosman, czyli Jan Banasiak, oraz niezidentyfikowany do tej pory agent In¿ynier. Czy domy¶la siê kim móg³ byæ ten In¿ynier, czy oczekiwa³by pan na przyk³ad skazania takiej osoby, ¶ledztwa w jego sprawie?
    - Mam kilka podejrzeñ, ale ja ju¿ wszystkim wybaczy³em i mam nadziejê, ¿e mi wybaczono. – W³adyka westchn±³:- Nie mo¿na os±dzaæ drugiego bez poznania co motywowa³o dan± osobê, wzglêdy ekonomiczne, rodzinne czy inne. Poza tym jak oceniaæ cz³owieka, gdy dopiero d³uga przysz³o¶æ pokazuje, czy dane zachowanie, konkretne wybory by³y dobre lub z³e, zarówno w sensie materialnym, jak i moralnym, spo³ecznym. ¯ycie cz³owieka to wêdrówka po aksjologicznym labiryncie, ¶lepe wybory miêdzy bohaterstwem a g³upot±, tchórzostwem a roztropno¶ci±.
    - Hm…Mówi pan, jakby mia³ pan w±tpliwo¶ci, co do swoich wyborów.
    - Powiedzmy, ¿e ja tylko opowiadam. Pozostawiam innym wyci±ganie wniosków.
    - A kiedy dowiedzia³ siê pan, ¿e zbudowano panu najobszerniejsza teczkê spo¶ród wszystkich mieszkañców województwa?
    - Ju¿ podczas internowania.
    - Raporty by³y dostarczane nawet, gdy przebywa³ pan w wiêzieniu.
    - Có¿, In¿ynier musia³ byæ bardzo solidnym cz³owiekiem.
    - Na pewno. Wiem, ¿e wybiera siê pan dzisiaj do Warszawy, wiêc ju¿ nie przeszkadzam. Dziêkujê panu za rozmowê.
    - Ca³a przyjemno¶æ po mojej stronie- odpar³ uprzejmie Marian W³adyka.
    Zap³aci³ za dwie kawy i wyszed³ z restauracji. Do Warszawy by³o dwie i pó³ godziny drogi. Po odbiór dyplomu z kancelarii prezydenta mia³ zg³osiæ siê do jednego z pokojów w ministerstwie spraw wewnêtrznych.
    - Aha, pan W³adyka po dyplom, tak jest.
    Zgrabna sekretarka zaczê³a szukaæ w dokumentach.
    Do pokoju wszed³ tymczasem gruby i wysoki mê¿czyzna, wzbudzaj±cy respekt, którego W³adyka jakby sk±d¶ zna³.
    Mê¿czyzna niskim g³osem zwróci³ siê do sekretarki:
    - Pani Aniu, muszê wzi±æ te odpisy ze spó³dzielni. - Jednocze¶nie spojrza³ przypadkowo na W³adykê i zblad³.
    Marian przygl±da³ mu siê z zaciekawieniem. Trwa³y d³ugie sekundy napiêcia.  Marian zapyta³ zaskoczony:
    - Czy my siê sk±d¶ nie znamy?
    Wówczas Henryk Kania, ku zdziwieniu obecnych skuli³ siê w rogu pokoju i p³aka³, dopóki nie przyjecha³a karetka, wo³aj±c:
    - Nie wiem, nie mam pojêcia! Nie wiem, ja naprawdê nie wiem…

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

 Nikt Marian W³adyka. Jego />    W W³adyka />    W Henryk, />    Henryk />    - Mia³em W³adyka. />    Henryk />    - Aha, Mamy Jeden Banasiak, Rozdzielono Proszê Osob± Roman, ¶rodku. />    In¿ynier W³adyka />    -  />    Henryk />    - Nie Powtarzam, Bierz Kontaktuj Romanem. />    In¿ynier Henryka. />
/>
 W³adyka ¯ona Marian />    Wieczorem Romana ¿eby ósm± />    Co W³adykê, />    Znajdowa³y ¿yciowej. />    Ponadto „Bosman” W³adyk±, Ko³obrzegu. />    - Pamiêtam, W³adyka. />    Upewniaj±c />
/>
 - Halo. />    - Roman? />    - />    - In¿ynier. />    - Jaki />    - Pseudonim In¿ynier W³adyka Marian. />    - />    - Chodzi Banasiaku. Te, />    - Sprawy Bosmanie? No, />    - ¿e W³adyka />    - Nie />    - Raport Bosmana. />    - Hm… Roman Kiedy />    - Jestem Przychodz± Nawet Jutro />    - />    - />    - Pomin±æ? Nie Musi ¿e />    - />    - Wyt³umaczcie />    - Ale…-  Roman Cholera.   /> />  In¿ynier W³adyka ¿ona ³ó¿ku. Nie ¿e Marysia ¼ródle />    Najpierw />    Po />    - Nie   /> /> W³adyka, Podczas Henryk. Henryk Romanem.”     /> />  Pan Henryk />    - In¿ynier Marian W³adyka. By³em />    - Czego Henryk. />    - Dosta³em Banasiaku. Mia³em Romanem. Niestety Roman />    - />    - ¿e />    Henryk />    - Wszyscy Udzielanie ¿ony, Nale¿y ¿e />    - Nie, />    Nagle Henryk Zdo³a³ />    - Niech /> />  Marysia Mariana />    - Sk±d />    Marian />    - Wiesz />    - A¿ Nigdy />    - Rozpracowujê Dostajê   />    Marysia />    - Czy />    - Dlaczego? />    - Czy Nic />    Marian />    -E ¿aden Zwyk³y In¿ynier,   />    - />    - Pisze Zw³aszcza, ¿e ¶wiêty />    - Tak Walaska, Ursusa />    - />    Marysia />    - Nie Przecie¿ ¿yjemy. Nie />    - Wiem, Marian. />    Marysia />    - Bo¿e />    Marian />    - Tak ³atwo Przecie¿ ¿ycia. /> />  I W³adyka Roman Henryka Henryk W³adykê />    Tymczasem Gierka. Polsce Zwi±zki />    In¿ynier W³adyka />    - Witam, Bertman, Szumilas. Proszê In¿ynierze. />    Szumilas />    - In¿ynier. Muszê ¿e />    - Dziêkujê  W³adyka. />    - Mo¿e Bertman Zaprosili¶my Zbli¿aj± Polski. Jak Mariana W³adyki, W³adyce. Co? Mocny />    Marian   />    - Nie, />    - ¿e />    In¿ynier />    - In¿ynier. />    - He, Szumilas. Naprawdê />    - Tak Bertman. W³adyka, />    - ¦rednio />    In¿ynier />    - Mo¿e />    - Mo¿e In¿ynierze. Pana />    W³±czy³ Szumilas: />    - Pisa³ Henrykiem. Kilka Romana. ¶ledztwie Roman Wiêcek. Piêæ Zachód. />    - Co? />    - Tak, Czy Henryk Henryk Kania. Ostatnio Wypar³ Mówi, ¿e Marian W³adyka. K³ama³ ¿ywe />    In¿ynier />    - />    - S³uchajcie Wiecie, ¿e Henryk Kania W³adyka? />    - Zaraz, Kania Henryka? In¿ynier. />    - Dok³adnie. Nie W³adyka Kania! Sabota¿y¶ci ¿eliwnego! Romanowi Utworzyli Dziêki In¿ynierze />    - Có¿ Szumilas. Jakie Móg³bym ¿e ¶ledzi W³adykê. />    - Mam In¿ynier. />    - Tak, Kaniowie Ch³opaki Henrykiem, W³adykê Chcieli¶my Pójdzie Posiedz± />    In¿ynier />    - Tak,   />    - Planujemy Walaska Szumilas. W³adyk±. Tego Walaska Ursusa. My¶li In¿ynierze, ¿e />    - Tak, My¶lê, ¿e Walaska In¿ynier. />    - Dobrze Bertman. Zbli¿aj± Nie Zakopanego. Oczywi¶cie ¿e Za³atwimy />    In¿ynier />    - Nie My¶lê, ¿e /> />  Tak W³adyka Nie ¿e />    Gdy Marian ¿onie />    - Dzia³a³em Kania. Sabotowali¶my Bêdê />    Marysia ³ez />    - Jak Dlaczego?! />    W³adyka />    - Tego Spakuj Pukanie Jeszcze S³uchaj Podpisuj In¿ynier, Powiedz, ¿e Zrozumia³a¶?   />    - Raporty? Jak />    - ¿e Pisz Popisz />    - Nic />    - Pisz, Otworzy³ Dzieñ /> />  Siedzia³ />    Pewnego Walaska, Ursusa. Walasek />    - W³adyka, Ca³y ¿e ¿e Spojrza³ />    W³adyka />    - />    - Witajcie />    Po Walasek W³adykê: />    - Niesamowite. />    - Kania. Nie Sabotowali¶my ¿eliwnych. />    Walasek />    - Produkcjê ¿eliwnych? />    Z />    - Marian Wie ¿eliwne? Proszê ¿e Napisa³em ¿e />    W³adyka Walasek />    - ¿e />    W³adyka Panowie /> />  Najpierw Walaska. ¿yczy³ Marianowi, ¿eby />    - Nie Twoja ¿ona />    Od W³adyka />    Nied³ugo />    - W³adyka. . />    Co¶ W³adyka Mia³ ¿e Przeszli />    W ¶rodku W³adykê W³adyka />    - Zostaw W³adyka Poznajesz />    - Pan Szumibór. />    - Szumilas. Siadajcie. Rzek³ Szumilas. By³ Ostatnim Pamiêtacie? />    - Oczywi¶cie. />    - Bertman Przykro ¿e />    - Nic />    - Pamiêtam, ¿e „sprawê W³adyki Kania”. />    Marian Szumilas />    - Niestety Bertman Punkt ¿e In¿ynier, Mariana W³adykê, Gdy Bertmanowi In¿ynier, Bertman />    Sprawdzi³em Szumilas:-  Zadzwoni³em ¶ledztwu Kania. Jak ¶ledztwo. />    Wac³aw Kania ¿e Marianem W³adyk± Henryk Kania, W³adyki,  W³adyki „Sk±d Sk±d Henryk Kania „Nie „Sk±d Sk±d Kania!”   />    No, In¿ynierze, Szumilas No!? Czy />    Marian Szumilasa: />    - Jestem Wszystkie Sam ¶wiêtej Bertmanem, ¿e Ka¿dy Sam />    Szumilas W³adyki. />    - Usun±³em ¿e In¿ynierem. Usun±³em Zosta³y Nie Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.  Szumilas Nienawidzê />    W³adyka />    Mia³ Marysi± Ostatecznie /> />  Przeskoczmy />    Zajrzyjmy Dochodzi³a Przy />    - Jakie />    - Có¿, Odznaczono Mia³ Mam />    - Panie W³adyka, ¿e />    - Proszê... />    - Przez Bosman, Jan Banasiak, In¿ynier. Czy In¿ynier, ¶ledztwa />    - Mam ¿e W³adyka Nie Poza ¯ycie ¶lepe />    - Hm…Mówi />    - Powiedzmy, ¿e Pozostawiam />    - ¿e />    - Ju¿ />    - Raporty />    - Có¿, In¿ynier />    - Wiem, ¿e Warszawy, Dziêkujê />    - Ca³a Marian W³adyka. />    Zap³aci³ Warszawy />    - Aha, W³adyka />    Zgrabna />    Do W³adyka />    Mê¿czyzna />    - Pani Aniu, Jednocze¶nie W³adykê />    Marian Trwa³y Marian />    - Czy />    Wówczas Henryk Kania, />    - Nie Nie />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci