24 godziny temu





Ohydny, szary blok, nazywany przez urzêdników administracyjnych – budynkiem mieszkalnym, wyró¿nia³ siê w dzielnicy nachaln± brzydot±. Trzy piêtra, sze¶ædziesi±t dziewiêæ mieszkañ – ko³choz i tyle. Zaplanowany jako hotel robotniczy, spe³nia³ tê funkcjê do czasu, a¿ lokatorzy zaczêli siê ¿eniæ, wychodziæ za m±¿ i w szybkim czasie rozmna¿aæ. W niespe³na trzydziestometrowych mieszkaniach przysz³o ¿yæ nie jednej osobie, a wielodzietnym rodzinom. Uk³ad by³ taki: ojcowie pracowali w zak³adzie, przewa¿nie tym samym, a matki wychowywa³y dzieci i kombinowa³y, jak bezbole¶nie prze¿yæ do pierwszego.
Mieszkali¶my na parterze, a mama, z racji licznych talentów, miêdzy innymi z robienia s±siadkom wymy¶lnych fryzur, urz±dzania kawowych wieczorów z czym¶ s³odkim, zosta³a wybrana blokow±. To stanowisko, rzecz jasna – spo³eczne, by³o w±tpliwym zaszczytem, raczej k³opotem; nie dla mamy, ona by³a w swoim ¿ywiole, ale dla reszty rodziny. Mieszkañcy nachodzili nas czêsto, traktuj±c mamê jak ksiêdza, sêdziego, nauczyciela i dobr± wró¿kê. Najczê¶ciej w sobotê i niedzielê, kiedy tata chcia³ sobie poleniuchowaæ w niezobowi±zuj±cym stroju, czyli w kalesonach i podkoszulku. Niestety, w jednopokojowym mieszkaniu nie móg³ paradowaæ przed s±siadkami w gaciach, dlatego w¶ciek³y wbija³ siê w pulowery i portki, siada³ na kanapie i zas³ania³ twarz gazet±. Tata nikomu nie przeszkadza³, bo ludzie przychodzili przecie¿ do mamy i z ni± prowadzili szeptem albo dla odmiany g³o¶no, wielogodzinne rozmowy. Oczywi¶cie z siostr± i czteroletnim bratem siedzieli¶my w kuchni, uwa¿nie nas³uchuj±c, o czym siê rozprawia. Brat niczego nie rozumia³, ale my by³y¶my ¿yciowo bardziej rozwiniête od innych dziewczyn; poza tym, za niektóre ujawniane tajemnice dostawa³y¶my ró¿ne, niezbêdne o¶mioletnim kobietom, rzeczy: lekko pokiereszowan± zalotkê, lakier do paznokci czy wa³ki do trwa³ej ondulacji.

Blok by³ otwarty na ca³y ¶wiat. Wchodzi³o siê do niego czterema wej¶ciami. Ludzie przemierzali nasze korytarze, skracaj±c sobie drogê, czasem wpada³o siê na pijaków – niedaleko mie¶ci³a siê niczego sobie melina, o wdziêcznej nazwie “Jutrzenka”. ¯yli¶my ciasno, ha³a¶liwie i niebogato, ale o nudzie nie by³o mowy, zw³aszcza kiedy czê¶æ rodzin otrzyma³a normalne, du¿e mieszkania na nowo wybudowanym osiedlu, a zwolnione klitki zaczê³y siê zape³niaæ kolejnymi lokatorami. Przewa¿nie starszymi, samotnymi. My¶la³am wtedy, ¿e nadchodzi szarzyzna i nijako¶æ, ale szybko dosz³am do wniosku, ¿e dopiero teraz co¶ siê zaczyna dziaæ w naszym bloku.
Kiedy wyprowadzili siê Chudziakowie, mieszkaj±cy po s±siedzku, z prawej, ich mieszkanie nie sta³o d³ugo puste. Po tygodniu, ju¿ od rana, na korytarzu zaczêli krêciæ siê dziwni mê¿czy¼ni. Wnosili do mieszkania pakunki, walizy, sporo gazet przewi±zanych sznurkiem. Zastanawia³am siê, czy jest w¶ród nich nowy lokator. Je¶li tak, to kiepsko, bo mê¿czy¼ni byli ponurzy, niesympatyczni, niechlujni. Nie podobali mi siê. Na szczê¶cie, po wniesieniu wielkiego metalowego ³ó¿ka, jeden z nich oznajmi³, ¿e “fajrant”, zamkn±³ drzwi i ca³± trójka siê wynios³a.
Nastêpnego dnia, ju¿ od rana czai³am siê na korytarzu, maj±c nadziejê, ¿e nie przegapiê nowego lokatora. Nawet mama nie zdo³a³a mnie zmusiæ, bym wesz³a do mieszkania i zjad³a obiad. Z talerzem nale¶ników przysiad³am przed drzwiami na ma³ym taborecie i czeka³am. Z pocz±tku trzyma³am wartê z siostr±, która po godzinie popatrzy³a na mnie dziwnie, narysowa³a na czole kó³ko i posz³a siê nudziæ do pokoju. Pod wieczór, kiedy zniechêcona, ju¿ prawie da³am za wygran±, rozko³ysa³y siê wahad³owe drzwi i na korytarz wszed³ Marian Krzywy. Ile móg³ mieæ lat? Mo¿e sze¶ædziesi±t, mo¿e sto. By³ stary. Dla mnie staro¶æ zaczyna³a siê wtedy od trzydziestki, jak chyba dla ka¿dego dziecka. Mê¿czyzna by³ niski, krêpy, nosi³ d³ugi skórzany p³aszcz i czarny pil¶niowy kapeluszu. W ustach miêtoli³ cygaro. By³am wtedy dzieckiem, jeszcze nic nie mog³am wiedzieæ o ró¿nych strasznych rzeczach, o wojnie, o s³u¿bie bezpieczeñstwa, o bandytach, ale na widok Krzywego przesz³y mnie ciarki i pomy¶la³am, ¿e to na pewno z³y cz³owiek, mo¿e nawet jest morderc±. Przed oczami sunê³y krwawe obrazki. Szybko wesz³am do mieszkania i zamknê³am siê w ³azience. W koñcu mama si³± wywlok³a mnie do przedpokoju:
– Ty siê w koñcu gówniaro doczekasz pasa! Ca³y dzieñ na korytarzu, lalki walaj± siê po mieszkaniu, pi¿ama pod sto³em. Nie do¶æ, ze ciasno, to porz±dku przy takiej ba³aganiarze nie mo¿na utrzymaæ. Przegapi³a¶ kolacjê, twoja strata, teraz siê wymyjesz i marsz do ³ó¿ka!
Nie mog³am uwierzyæ, ze mama mówi o takich przyziemnych sprawach. Najwiêkszy przysmak nie przeszed³by mi wtedy przez gard³o. Za ¶cian± mieszka³ morderca, a mamie jedzenie w g³owie! By³am roz¿alona, ¿e traktowa³a mnie niepowa¿nie. Dziewczynki w moim wieku nie stercza³yby przez ca³y niemal dzieñ na korytarzu, ot tak sobie, bez powodu. Nawet nie zapyta³a, co tam robi³am.
– Mamusiu, do mieszkania Chudziaków wprowadzi³ siê morderca! Na czarno ubrany i gruby. I mia³ skórzany p³aszcz do ziemi.
Mama zaczê³a siê g³o¶no ¶miaæ, a tato, który widocznie wszystko s³ysza³, wszed³ do kuchni, z³apa³ mnie za nos i powiedzia³:
– Nie morderca, a pewnie jaki¶ ubek.
Mama podnios³a palec do ust, ale by³o ju¿ za pó¼no:
– Tato, a co to jest ubek?
– Nie co, a kto – tata stara³ siê jako¶ wybrn±æ – jeste¶ za ma³a i nie zrozumiesz. I nie zagaduj mnie tu, bo czas do ³ó¿ka, ca³y dzieñ zmarnowa³a¶.
Na razie da³am spokój, o nic wiêcej nie pyta³am, zw³aszcza, ze mama nie spe³ni³a gro¼by i szykowa³a mi kolacjê. Ale niech nie my¶l±, ¿e temat zosta³ zamkniêty. Jutro jest nowy dzieñ i je¶li mi nie powiedz±, kto to jest ubek, to zapytam s±siadów. Muszê wiedzieæ, kto bêdzie mieszka³ obok nas.

Nastêpny tydzieñ mia³ charakter wywiadowczy, ale skoñczy³ siê porz±dnym laniem i zakazem wychodzenia z domu. S±siedzi z pierwszego piêtra byli przekonani, ¿e tata uwa¿a ich za ubeków, a moje dopytywania potraktowali jako prowokacjê. Najgorzej by³o z poczciwym panem Tomaszkiem; widocznie ¼le us³ysza³, o co go pyta³am i my¶la³, ¿e mieszkañcy domu przypisuj± mu seryjne morderstwo. W sobotê nie zamyka³y siê u nas drzwi. Mama za¿ywa³a jakie¶ krople nerwowe, a tata gêsto siê t³umaczy³. Widzia³am, jak spogl±da na mnie od czasu do czasu i czu³am, ¿e zaraz wybuchnie. Na szczê¶cie pani Lodzia z drugiego piêtra skierowa³a rozmowê we w³a¶ciwym kierunku:
– Wiecie co? Ten Krzywy musi mieæ co¶ za uszami. On w ogóle ludziom w oczy nie patrzy. Wychodzi rano, wraca te¿ nad ranem.
– Ubecja – warkn±³ pan Gienek, który zajmowa³ kawalerkê. – Jechali¶my wczoraj razem autobusem. ¦mierdzia³ „Przemys³awk±” jak ka¿dy ubek i bez przerwy siê rozgl±da³.
– Cholera jasna – tato podrapa³ siê po g³owie – muszê wyg³uszyæ ¶cianê, co za pech, ¿e mieszka obok.
– Oj tak, panie Kaziu – odezwa³ siê Tomaszek – jak ju¿ tego radia nie bêdziemy mogli pos³uchaæ, to gdzie siê dowiemy prawdy?
Co¶ mi tu nie pasowa³o. Dlaczego niby nie mo¿na by³o s³uchaæ radia? Tata ci±gle s³ucha³, nawet w nocy. Kiedy¶ obudzi³am siê i s³ysza³am jak co¶ okropnie trzeszczy, tato cicho przeklina³ i krêci³ ga³kami. Muszê siê o to zapytaæ:
– Tato, dlaczego nie mo¿na ju¿ s³uchaæ radia?
– No masz gówniarza, znowu pods³uchuje – mina taty wskazywa³a, ¿e ¿arty siê skoñczy³y – marsz na podwórko, zawieszam ci karê.
– Jak tak dalej pójdzie, ona wpêdzi was w k³opoty – Mielczarkowa by³a wyra¼nie zgorszona – dziecko nie powinno s³uchaæ, o czym mówi± starsi, rozpu¶cili¶cie j±, pani Irenko.
- Niech pani nie opowiada g³upot, pani Jasiu, ona najwiêksze baty zbiera. Nie wiem, po kim ma to w¶cibstwo, ale to siê nied³ugo skoñczy. Pójdzie do szko³y i nie bêdzie czasu na szpiegowanie i bzdury – mama stanê³a w mojej obronie, ale zepsu³a mi humor wspominaj±c szko³ê. Czu³am, ¿e kiedy za³o¿ê na plecy tornister, co¶ siê bezpowrotnie skoñczy.
- Jak gówniarz ju¿ w tym wieku szpieguje, to dopiero siê zacznie, kiedy pójdzie do szko³y- Mielczarkowa nie dawa³a za wygran±.
- Niech nie gada bzdur i lepiej synka pilnuje, bo po piwnicach leje – Pan Gienek od dawna mia³ oko na W³odzia, który mu przebi³ dêtkê w rowerze.
Mielczarkowa nabra³a powietrza, ale siedzia³a cicho, bo dobrze wiedzia³a, o czym Gienek mówi. Nie lubi³am jej, wiecznie ¶mierdzia³a czosnkiem i wci±¿ siê dar³a na dzieci bawi±ce siê na podwórku. Przeszkadza³y jej nasze piski, zabawy i wygibasy na trzepaku. Sta³ co prawda blisko jej okna i podobno za mocno kurzyli¶my, ale w koñcu, jak kto¶ ma okno blisko trzepaka, to musi zrozumieæ, ¿e jest skazany na kurz. Chcia³am co¶ odpyskowaæ Mielczarkowej, ale mama stanowczo wypchnê³a mnie za drzwi, wciskaj±c do rêki jab³ko. Zanim wysz³am na podwórko, zauwa¿y³am, ¿e tata z reszt± s±siadów, konferuj± w znacznie przyja¼niejszym tonie.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

/> /> /> />Ohydny, Trzy Zaplanowany ¿eniæ, ¿yæ Uk³ad />Mieszkali¶my ¿ywiole, Mieszkañcy Najczê¶ciej Niestety, Tata Oczywi¶cie Brat ¿yciowo /> />Blok ¶wiat. Wchodzi³o Ludzie “Jutrzenka”. ¯yli¶my Przewa¿nie My¶la³am ¿e ¿e />Kiedy Chudziakowie, Wnosili Zastanawia³am Je¶li Nie ³ó¿ka, ¿e “fajrant”, />Nastêpnego ¿e Nawet Pod Marian Krzywy. Ile Mo¿e By³ Dla Mê¿czyzna By³am Krzywego ¿e Przed Szybko ³azience. />– Ca³y Nie Przegapi³a¶ ³ó¿ka! />Nie Najwiêkszy ¶cian± By³am ¿e Dziewczynki Nawet />– Mamusiu, Chudziaków />Mama ¶miaæ, />– Nie />Mama />– Tato, />– Nie ³ó¿ka, />Na Ale ¿e Jutro Muszê /> />Nastêpny S±siedzi ¿e Najgorzej Tomaszkiem; ¼le ¿e Mama Widzia³am, ¿e Lodzia />– Wiecie Ten Krzywy Wychodzi />– Ubecja Gienek, Jechali¶my ¦mierdzia³ „Przemys³awk±” />– Cholera ¶cianê, ¿e />– Kaziu Tomaszek />Co¶ Dlaczego Tata Kiedy¶ Muszê />– Tato, />– ¿e ¿arty />– Jak Mielczarkowa Irenko. />- Niech Jasiu, Nie Pójdzie Czu³am, ¿e />- Jak Mielczarkowa />- Niech Pan Gienek W³odzia, />Mielczarkowa Gienek Nie ¶mierdzia³a Przeszkadza³y Sta³ ¿e Chcia³am Mielczarkowej, Zanim ¿e

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci