24 godziny temu
Ordynator szpitala, Czebutyszkin, mia³ nie lada orzech do zgryzienia. By³o tylko jedno wolne miejsce, a osoby by³y dwie; Ania, ta z dobrego, bardzo bogatego domu, która nie rokowa³a raczej nadziei na wyzdrowienie i m³odsza od niej Klaudynka, której samotna matka by³a biedna jak mysz ko¶cielna, ale z przeprowadzonych wielokrotnie badañ wynika³o, ¿e, z tych dwóch dziewczynek, to ona ma du¿o wiêksze szanse, ¿eby wyzdrowieæ po operacji i móc pó¼niej normalnie ¿yæ.
Jak wielka warto¶æ kryje siê pod tymi s³owami - "normalnie ¿yæ"; my za¶, którzy jeste¶my zdrowi, czêsto siê zapominamy, narzekaj±c na wiele rzeczy, choæ mamy to, co najwa¿niejsze - zdrowie.
Czebutyszkin zd±¿y³ siê ju¿ przyzwyczaiæ - przez tyle lat pracy charakter niesamowicie mu stwardnia³, ale z tak krañcow± sytuacj± mia³ do czynienia pierwszy raz w trakcie swojej kariery, a nie móg³, niestety, zrzuciæ odpowiedzialno¶ci na kogo¶ innego.
By³a niedziela, i Czebutyszkin siedzia³ w domu, pali³ ³apczywie papierosa za papierosem i my¶la³ g³êboko.
Jutro przyjdzie ojciec Ani, zaszeleszcz± banknoty i on, Kola Czebutyszkin, nie bêdzie w stanie odmówiæ nawet pomimo tego, ¿e jest ordynatorem. Mo¿e by tak pój¶æ na zwolnienie lekarskie ? Trzeba by na kilka miesiêcy, a na to nie móg³ sobie pozwoliæ. Zreszt±, my¶l, ¿e on, lekarz, mia³by i¶æ na takie zwolnienie odrobinê go rozbawia³a i nie móg³ jej uznaæ za sensown±.
Ludzi chorych w szpitalu by³o teraz du¿o, a praca lekarzy i pielêgniarek, chocia¿ czêsto gorsza jest od psiego ¿ycia, to potrzeba ¿yæ jakkolwiek wstrêtnie by nie by³o i pomagaæ. Choæ z biegiem lat coraz trudniej by³o mu wstawaæ i coraz wiêcej pali³, harowa³ dalej tak samo ciê¿ko. I ¿y³ t± w³a¶nie dewiz± - "trzeba ¿yæ i pomagaæ", bo wtedy w³asne jego ¿ycie - które wydawa³o mu siê puste, a sama jego osoba, zbêdna, nikomu niepotrzebna - nabiera³o sensu. Tylko dziêki sumiennie wykonywanej pracy ¿ycie nasze co¶ znaczy. Bez tego lepiej i¶æ i siê powiesiæ.
- Czy pan rozumie, ¿e od tego zale¿y pañska kariera zawodowa - gro¼nie, twardo zad¼wiêcza³ argument.
Karrrrrrierrrra - zaczê³o siê obijaæ w mózgu Czebutyszkina to s³owo, które uzna³ za obrzydliwe.
- Zniszczê pana, mam bardzo wp³ywowych przyjació³. - powiedzia³ wynio¶le g³os.
Wp³ywowych, znissssssszczê - kot³owa³o siê w jego g³owie to nowe s³owo podobne do o¶lizg³ej, czarnej ¿mii.
Ostatecznie siê zgodzi³, a biedn± matkê drugiej dziewczynki ok³ama³, ¿e starsza jest bardziej potrzebuj±ca, ¿e wiêksza jest w jej wypadku szansa na wyzdrowienie.
Kwota, któr± przela³ ojciec Ani, by³a bajeczna, zniewalaj±ca. Ka¿dy rodzic zrobi³by przecie¿ wszystko, ¿eby uratowaæ w³asn± krew.
Mo¿na za ni± bêdzie wybudowaæ trzy nowe szpitale. Czebutyszkin ju¿ sobie wyobra¿a³ te nowe, piêkne, l¶ni±ce szpitale, którym zostanie nadana wspólna nazwa Koli Czebutyszkina - wspania³ego ofiarodawcy, ¶wiat³ego cz³owieka.
Wyobrazi³ to sobie i zap³aka³ wtedy z rado¶ci, jak p³acz± dzieci - czysto, bez fa³szu. Drugi raz zap³aka³, gdy dotar³a do niego wiadomo¶æ o tym, ¿e umar³a m³odsza dziewczynka, trzeci za¶, gdy po kilku latach dowiedzia³ siê, ¿e umar³a i starsza, dla której od pocz±tku nie by³o nadziei, z czego doskonale zdawa³ sobie sprawê.
Tak oto zap³aka³ Kola Czebutyszkin trzy razy, a pó¼niej, jednego dnia , gdy wróci³ z pracy, powiesi³ siê w swoim domu, i nikt nie móg³ zrozumieæ, co kierowa³o tym ¶wiat³ym, zawsze dla wszystkich pomocnym cz³owiekiem.
Jak wielka warto¶æ kryje siê pod tymi s³owami - "normalnie ¿yæ"; my za¶, którzy jeste¶my zdrowi, czêsto siê zapominamy, narzekaj±c na wiele rzeczy, choæ mamy to, co najwa¿niejsze - zdrowie.
Czebutyszkin zd±¿y³ siê ju¿ przyzwyczaiæ - przez tyle lat pracy charakter niesamowicie mu stwardnia³, ale z tak krañcow± sytuacj± mia³ do czynienia pierwszy raz w trakcie swojej kariery, a nie móg³, niestety, zrzuciæ odpowiedzialno¶ci na kogo¶ innego.
By³a niedziela, i Czebutyszkin siedzia³ w domu, pali³ ³apczywie papierosa za papierosem i my¶la³ g³êboko.
Jutro przyjdzie ojciec Ani, zaszeleszcz± banknoty i on, Kola Czebutyszkin, nie bêdzie w stanie odmówiæ nawet pomimo tego, ¿e jest ordynatorem. Mo¿e by tak pój¶æ na zwolnienie lekarskie ? Trzeba by na kilka miesiêcy, a na to nie móg³ sobie pozwoliæ. Zreszt±, my¶l, ¿e on, lekarz, mia³by i¶æ na takie zwolnienie odrobinê go rozbawia³a i nie móg³ jej uznaæ za sensown±.
Ludzi chorych w szpitalu by³o teraz du¿o, a praca lekarzy i pielêgniarek, chocia¿ czêsto gorsza jest od psiego ¿ycia, to potrzeba ¿yæ jakkolwiek wstrêtnie by nie by³o i pomagaæ. Choæ z biegiem lat coraz trudniej by³o mu wstawaæ i coraz wiêcej pali³, harowa³ dalej tak samo ciê¿ko. I ¿y³ t± w³a¶nie dewiz± - "trzeba ¿yæ i pomagaæ", bo wtedy w³asne jego ¿ycie - które wydawa³o mu siê puste, a sama jego osoba, zbêdna, nikomu niepotrzebna - nabiera³o sensu. Tylko dziêki sumiennie wykonywanej pracy ¿ycie nasze co¶ znaczy. Bez tego lepiej i¶æ i siê powiesiæ.
- Czy pan rozumie, ¿e od tego zale¿y pañska kariera zawodowa - gro¼nie, twardo zad¼wiêcza³ argument.
Karrrrrrierrrra - zaczê³o siê obijaæ w mózgu Czebutyszkina to s³owo, które uzna³ za obrzydliwe.
- Zniszczê pana, mam bardzo wp³ywowych przyjació³. - powiedzia³ wynio¶le g³os.
Wp³ywowych, znissssssszczê - kot³owa³o siê w jego g³owie to nowe s³owo podobne do o¶lizg³ej, czarnej ¿mii.
Ostatecznie siê zgodzi³, a biedn± matkê drugiej dziewczynki ok³ama³, ¿e starsza jest bardziej potrzebuj±ca, ¿e wiêksza jest w jej wypadku szansa na wyzdrowienie.
Kwota, któr± przela³ ojciec Ani, by³a bajeczna, zniewalaj±ca. Ka¿dy rodzic zrobi³by przecie¿ wszystko, ¿eby uratowaæ w³asn± krew.
Mo¿na za ni± bêdzie wybudowaæ trzy nowe szpitale. Czebutyszkin ju¿ sobie wyobra¿a³ te nowe, piêkne, l¶ni±ce szpitale, którym zostanie nadana wspólna nazwa Koli Czebutyszkina - wspania³ego ofiarodawcy, ¶wiat³ego cz³owieka.
Wyobrazi³ to sobie i zap³aka³ wtedy z rado¶ci, jak p³acz± dzieci - czysto, bez fa³szu. Drugi raz zap³aka³, gdy dotar³a do niego wiadomo¶æ o tym, ¿e umar³a m³odsza dziewczynka, trzeci za¶, gdy po kilku latach dowiedzia³ siê, ¿e umar³a i starsza, dla której od pocz±tku nie by³o nadziei, z czego doskonale zdawa³ sobie sprawê.
Tak oto zap³aka³ Kola Czebutyszkin trzy razy, a pó¼niej, jednego dnia , gdy wróci³ z pracy, powiesi³ siê w swoim domu, i nikt nie móg³ zrozumieæ, co kierowa³o tym ¶wiat³ym, zawsze dla wszystkich pomocnym cz³owiekiem.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Czebutyszkin, By³o Ania, Klaudynka, ¿e, ¿eby ¿yæ.
/>
/>Jak "normalnie ¿yæ";
/>
/>Czebutyszkin
/>
/>By³a Czebutyszkin ³apczywie
/>
/>Jutro Ani, Kola Czebutyszkin, ¿e Mo¿e Trzeba Zreszt±, ¿e
/>
/>Ludzi ¿ycia, ¿yæ Choæ ¿y³ "trzeba ¿yæ ¿ycie Tylko ¿ycie Bez />
/>- Czy ¿e />
/>Karrrrrrierrrra Czebutyszkina />
/>- Zniszczê />
/>Wp³ywowych, ¿mii.
/>
/>Ostatecznie ¿e ¿e
/>
/>Kwota, Ani, Ka¿dy ¿eby
/>
/>Mo¿na Czebutyszkin Koli Czebutyszkina ¶wiat³ego
/>
/>Wyobrazi³ Drugi ¿e ¿e />
/>Tak Kola Czebutyszkin ¶wiat³ym,
/>
/>
/>Jak "normalnie ¿yæ";
/>
/>Czebutyszkin
/>
/>By³a Czebutyszkin ³apczywie
/>
/>Jutro Ani, Kola Czebutyszkin, ¿e Mo¿e Trzeba Zreszt±, ¿e
/>
/>Ludzi ¿ycia, ¿yæ Choæ ¿y³ "trzeba ¿yæ ¿ycie Tylko ¿ycie Bez />
/>- Czy ¿e />
/>Karrrrrrierrrra Czebutyszkina />
/>- Zniszczê />
/>Wp³ywowych, ¿mii.
/>
/>Ostatecznie ¿e ¿e
/>
/>Kwota, Ani, Ka¿dy ¿eby
/>
/>Mo¿na Czebutyszkin Koli Czebutyszkina ¶wiat³ego
/>
/>Wyobrazi³ Drugi ¿e ¿e />
/>Tak Kola Czebutyszkin ¶wiat³ym,
/>
/>
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- ¦mieræ poety
- Podró¿nik wszystkiego
- poradnik dobrego ¿ycia z humorem
- nie¶wiêty /debiut
- Zintegrowaæ postmodernizm i przekroczyæ - rozmowa z Markiem Rogulskim
- troska /wiersz/ ?
- SPA /wiersz/ x
- Geniusze /wiersz/x
- Stajenka naszych czasów
- Krótko o dzwoneczkach /fragment 2/opowiadanie/ ->x
- „Muzyka Sfer Niebieskich”. Odwieczna walka cz³owieka z natur± /recenzja/
- ¦wiñskie ¿ycie /satyra/