24 godziny temu

¦miech? Czy ja na pewno s³yszê ¶miech? A mo¿e to r¿enie konia albo wiatr, który wpada poprzez niedomkniête okno? W sumie czujê zimno! Mo¿na i¶æ dalej tym tropem. Je¶li to okno, a na zewn±trz jest zimno, to dlaczego nikt nie zamkn±³ je szczelnie? Kto¶ zapomnia³? (musi mieæ niez³± sklerozê, je¶li to prawda, ale zapewne to jest nie prawda; jestem cz³owiekiem i siê mylê) Przykryjê siê ko³dr±, bo takow± posiadam. Trzymam j± w rêkach i ci±gnê ku szyi. Le¿ê w ³ó¿ku! £ó¿ko i ko³dra – pasuj± do siebie jak puzzle do uk³adanki. Powoli zaczynam siê czuæ detektywem, który rozwi±zuje najbardziej zawi³e zagadki wszech¶wiata. Dobra, wystarczy ¶wiata. Tego pomieszczenia w którym siê znajdujê. Czy to musi byæ pomieszczenie? Mo¿e jestem na zewn±trz, wieje wiatr, trzeszcz± drzewa, obok przemykaj± sarny i inne le¶ne zwierzêta? Odpada. Jest za cicho. Zastanawiam siê, czy dobrym pomys³em bêdzie otwarcie oczu. Jak je otworzê to co? A) mogê tego ¿a³owaæ, gdy¿ nie wiem co ujrzê B) ciê¿kie powieki trudno jest podnie¶æ nie wk³adaj±c w to si³y, a ja zawsze jestem leniem (to jedyna rzecz jak± pamiêtam) C) mogê te¿ ujrzeæ jak±¶ ³adn± kobietê, która siedzi obok ³ó¿ka i patrzy siê na mnie swoimi du¿ymi oczami. ¯eby tylko mia³a dekolt!
Jako mê¿czyzna lubiê kobiety, nie ukrywam. Co ja na to poradzê, ¿e widok piersi dzia³a na mnie koj±co, uspokajaj±c mnie i moje zawi³e my¶li, które nie radz± sobie z problemami ¿ycia. W ka¿dym b±d¼ razie wybra³em opcjê „C”, a dwie pozosta³e odrzuci³em. Kobiety z dekoltem nie zobaczy³em. Nic nie zobaczy³em. Cholera! Tyle wysi³ku w³o¿onego w otwarcie oczu, a tu pustka. Jaka tam pustka! Ciemno¶æ. Otwieraj±c oczy zrobi³em krok naprzód, pomy¶la³em, je¶li tak, to móg³bym te¿ obróciæ g³owê. Lewo – nic, prawo – nic. Koniec! Odpoczywam. ¦miech. Jakby kobiecy. Co¶ w stylu tych, kiedy jest kilka dziewcz±t i jedna pokazuje zdjêcie nagiego faceta. Wszystkie mówi±: „We¼ to ode mnie, hi hi hi!”, „Przecie¿ to okropne, hi hi hi!”, „Patrzcie, patrzcie co on tam ma, HI HI HI!”.
Co siê dzieje? Gdzie jestem? Co ja tu robiê? Przykro mi, ale nie dostanie pan odpowiedzi na tak trudne pytania. Pewnie, sam siê cz³owieku domy¶laj. Kolejna porcja wysi³ku. Przyda³oby siê my¶lami cofn±æ o parê dni, pomy¶leæ co siê robi³o, z kim rozmawia³o. Spróbujmy! Szklanka. Pe³na, z lodem. Pe³na czego? Lodu? Nie, nie. Alkoholu. Takiego ró¿owego, z parasolk±. Co z parasolk±? Lód z parasolk±? NIE! W ¶rodku by³a parasolka, taka ma³a. Nic z tego nie bêdzie. Je¶li mam siê k³óciæ z w³asnym umys³em, to podziêkujê. Ale przynajmniej co¶ mam. Tak, szklankê z drinkiem. Ró¿owym. Dobre i to. Co dalej? Kobiety? Nie, nie. Ksi±¿ka! Tak jest! Ksi±¿ka. Czyta³em ksi±¿kê, tylko oczywi¶cie nie wiem o czym. O czym¶ na pewno. Jedziemy dalej! Fotel. Dok³adnie, siedzia³em w fotelu, trzymaj±c w jednej rêce ró¿owy drink, a w drugiej ksi±¿kê. Czyta³em i pi³em. Pi³em i czyta³em. Co dalej? Nic. Taka sama pustka, jak i tu, gdzie jestem. Ciemno¶æ. ¦miech stawa³ siê g³o¶niejszy. I bli¿szy. I za parê sekund mia³em siê przekonaæ do kogo nale¿a³.
Po prawej stronie zapali³o siê ¶wiat³o. Ma³a lampka nocna. Rzuca³a na pomieszczenie delikatn± po¶wiatê ¿ó³tego ¶wiat³a. Le¿a³em na szpitalnym ³ó¿ku, które po bokach mia³o metalowe rurki. Po lewej stronie znajdowa³a siê szklana ¶ciana, z równie¿ szklanymi drzwiami na ¶rodku. Moje oczy w tym s³abym ¶wietle wypatrzy³y równie¿ ma³e urz±dzenie, które s³u¿y do pomiaru funkcji ¿yciowych. Ma³a zielona kreska skaka³a w górê i w dó³ w miarê rytmicznie. Dziwne, ¿e wcze¶niej nie zauwa¿y³em nawet b³ysku zielonego ¶wiat³a. Pewnie w³±czy³o siê to razem z lampk±. Po prawej okno i drugie ³ó¿ko szpitalne. To chyba szpital, pomy¶la³em dumny ze swej drugi dedukcji. Za oknem noc, chyba, ¿e by³o przes³oniête od drugiej strony jak±¶ czarn± szmat±. G³owa przechyli³a siê na lewo, gdy tylko skrobanie zamieni³o siê w trzask otwieranych drzwi. Do sali wesz³y dwie m³ode kobiety ubrane w strój pielêgniarek kupiony zapewne w sklepie z „³ó¿kow± bielizn±”. Zawsze tak nazywa³em te stroje. ¦wietne do zabaw dla doros³ych, ale raczej nie pasuj±ce do szpitala. Jedna by³a ruda, druga mia³a w³osy koloru blond. Obie mia³y zapiête w³osy w kucyk. Blondynka ruszy³a do okna, a ruda podesz³a do ³ó¿ka w którym le¿a³em.
- Jak siê czujemy, panie Greys? – zapyta³a.
- Kto¶ nie zamkn±³ okna! Biedaczkowi musia³o byæ zimno! – z mocno zaakcentowanym zdziwieniem rzek³a blondynka, wracaj±ca od okna.
- Biedaczek, nawet nie odpowie na twoje pytanie, Zorzo! Pewnie usta mu tak zamarz³y, ¿e wypowiedzenie jakiegokolwiek s³owa sta³o siê niemo¿liwe.
Zorza pochyli³a siê nade mn± i poca³owa³a mnie w wyschniête usta. Mówiê wam, od razu od¿y³em! Jej poca³unek by³ niesamowicie s³odki, dos³ownie s³odki. Czu³em, jakby ruda dziewczyna, zwana Zorz±, mia³a na ustach cukier. Odchyli³a siê i popatrzy³a dumnie na mnie z góry.
- Teraz powinien pan, panie Greys, podziêkowaæ Zorzy – powiedzia³a blondynka, poprawiaj±c mi poduszkê i zarazem nachylaj±c siê obfitym biustem nad moj± twarz±.
- Dziêkujê – to s³owo wylecia³o ze mnie z szybko¶ci± dorównuj±c± szybko¶ci ¶wiat³a.
- Piêknie! Jak siê pan czuje? – zapyta³a Zorza.
- Czujê siê, jakbym by³ w niebie, a wy by³yby¶cie anio³kami. Ale pierwsze co chcia³bym wiedzieæ to gdzie siê znajdujê… - nie zd±¿y³em dokoñczyæ zdania, gdy¿ Zorza postawi³a palec wskazuj±cy na moich ustach.
- Ciiii.
Do pomieszczenia wpad³ gruby facet. Chyba by³ lekarzem, gdy¿ mia³ na sobie bia³y fartuch (dalej by³em dumny ze swojej kariery detektywa). Posiada³ stetoskop, który odbija³ siê od klatki piersiowej.
- Dziewczynki uciekajcie, bo przyjdê potem do was i was zjeeeeem! – powiedzia³ to tak, jakby by³ starym zboczeñcem widz±cym nagie dziewczêta przed sob±. Kurcze, co¶ w tym by³o.
- Panie Greys – zacz±³ rozpinaæ fartuch – zbadamy siê i dowiemy siê, czy bêdzie dobrze dzia³o siê!
Za du¿o SIÊ i widok grubego faceta, próbuj±cego ¶ci±gn±æ fartuch, zwielokrotni³o aktywno¶æ mojego serca, co przejawi³o siê na zielonym pasku skacz±cym w ma³ym urz±dzeniu. Co on chce mi zrobiæ? KUKU?
- Panie doktorze, a mo¿e jednak w ubraniu mnie pan zbada?
- Wykluczone! Muszê mieæ kontakt cielesny ze swym pacjentem, inaczej nie ma szans na przeprowadzenie porz±dnego badania.
Cholera! Niedobrze! Co ma znaczyæ kontakt cielesny? NIE! Stop! Moja wyobra¼nia mnie przerasta w niektórych momentach. Dlaczego te dwie dziewczynki nie mog³y mnie zbadaæ?
- Te dwie dziewczyny nie mog± pana badaæ, bo nie maj± takich kompetencji – odpowiedzia³ lekarz, który rozpi±³ ju¿ ¾ guzików fartucha, mog³em ju¿ zauwa¿yæ ¿ó³te spodenki (to nie by³y bokserki). Odpowiedzia³ te¿ tak, jakby czyta³ mi w my¶lach. – Widzi pan, tylko ja tutaj jestem lekarzem, tylko ja! I nic pana nie uchroni przed kompletnym badaniem ca³o¶ciowym!
Kompletne badanie ca³o¶ciowe – ¼le brzmi, ¼le brzmi. Spróbowa³em siê ruszyæ, tylko, ¿e nic to nie dawa³o. Moje wysi³ki nie dawa³y ¿adnych objawów poruszenia koñczynami. Nogi i rêce mia³em jak z cementu. Tylko g³ow± mog³em ruszaæ na boki, ale co mi to daje? Rozgl±danie siê i nie patrzenie na doktorka? To niesprawiedliwe! Facet siê rozkrêci³. Jego ogromny brzuch opada³ na nogi, który wygl±da³y jak zrobione z bia³ego puchu. Trzês³y siê ca³e, pewnie dlatego, ¿e trudno jest utrzymaæ taki ciê¿ar. Nie dziwi³em siê tym nogom. Teraz nawet im wspó³czu³em.
- Panie doktorze, ale co by by³o jakby¶my nie zrobili dzi¶ tego badania? – zapyta³em, wyczekuj±c odpowiedzi w stylu: „No dobrze, panie Greys (przynajmniej wiem jak siê nazywam!), mo¿emy od³o¿yæ to badanie”.
- Jakby¶my?! MY? Pan ¶mie w±tpiæ! – lekarz wgramoli³ siê na ³ó¿ko i usiad³ na mnie okrakiem. Poczu³em ucisk, pewnie dlatego, ¿e usiad³ na moim brzuchu (jestem genialnym detektywem, genialnym!) – Tylko ja potrafiê robiæ takie badanie, tylko ja! A wie pan dlaczego? Poniewa¿ jestem najbardziej znanym lekarzem!
- A na czym bêdzie polega³o to badanie? – zapyta³em z czystej ciekawo¶ci, nie wiem po co, je¶li badanie mia³o zostaæ przeprowadzone na mojej osobie.
- I to mi siê podoba. Po pierwsze proszê pana – opas³y doktor usiad³ wygodniej na mnie i pocz±³ opowiadaæ – zaczynamy od delikatnego naciêcia. Nastêpnie rozszerzamy naciêcie powoduj±c otwarcie!
Widaæ, ¿e lekarz te¿ chcia³ siê dostaæ do bractwa detektywów. Najwa¿niejsze by³o to, i¿ s³uchaj±c tego co doktorek mówi³, zielona kreska po lewej ¶wieci³a prawie non stop. Moje biedne serduszko.
- Do ¶rodka, czyli do pana wprowadzamy takie ma³e urz±dzenie, które znajduje exigototus mogusus.
¯e co?
- I je¶li je znajdzie, to wtedy ¶ci±gam z pana skórkê, tak delikatnie ma siê rozumieæ. Pod³±czamy pana stopy do gor±cych p³ytek i dostajemy wykaz na papirusie.
Na papirusie, co? Jestem w Egipcie! Zawsze chcia³em zwiedziæ Egipt. Pan Greys zwariowa³.
- Dziadku! Cio ty wyplawiasz? – us³ysza³em delikatny g³osik nale¿±cy do ma³ej dziewczynki stoj±cej przy drzwiach z misiem w rêce. Drug±, woln± r±czk± pociera³a oczy, jakby zosta³a nagle zbudzona.
- Dziadku! Mówi³am ci, ¿e nie mo¿esz tak lobiæ! To jest nie pociebne, dziadziu! Naplawdê!
Lekarz, a raczej cudowny dziadunio odwróci³ g³owê, przeskoczy³ przeze mnie i wyl±dowa³ obok ma³ej dziewczynki, ubranej w ró¿ow± sukienkê do spania, potocznie zwana pid¿am± (osobi¶cie denerwuje mnie taki zapis, ale jak jest tak w wiêkszo¶ci ksi±¿ek… wolê pi¿ama).
- Cukiereczku z³oty, ten pan jest po prostu chory, a ja go muszê wyleczyæ.
- Wiem, dziaduniu. Ma¶ tu moj± sukienkê, za³ó¿ j± bo ci bêdzie zimno! – dziewczynka ¶ci±gnê³a sukienkê i podarowa³a j± dziadkowi, który wcisn±³ siê w ni± z ogromnym trudem. Ten materia³ musia³ byæ z gumy, ale na takowy nie wygl±da³. Ma³a kobietka mia³a na sobie bia³y fartuch. Sk±d, jak, gdzie?! Ten fartuch ewidentnie nale¿a³ do dziadka, gdy¿ dziewczynka mo¿na by rzec: topi³a siê w nim.
- Dziêkujê ci, ¶licznotko. – powiedzia³ gruby lekarz, wygl±daj±cy tak, jakby Statua Wolno¶ci by³a odziana w wasz podkoszulek. Zdajecie sobie sprawê z tego, jakie dziwa tu ogl±dam, na dodatek nie mogê siê ruszyæ?
Lekarzo-dziadek wyszed³ z sali. Zosta³em sam na sam z dziewczynk± ubran± w ogromny fartuch.
- Pseplasam pana baldzo, ale taki w³a¶nie jest mój dziadek. Dziwny typu¶, prawda?
Typu¶?!
- Zgodzê siê z tob± jakkolwiek ci na imiê. Mo¿esz mi powiedzieæ, gdzie ja jestem?
- Plose pana, je¶t pan w baldzo ³adnym miejscu! ¬a okienkiem jest noc, tutaj jest cieplutko, nie wiem ciego pan siê pyta, gdzie pan je¶t. To najmniejszy pana k³opocik, bo widzi pan, zala¼ przyjdzie tutaj pan z taksówki.
- Kto? – zapyta³em, jakbym jakim¶ cudem potrafi³ jeszcze my¶leæ racjonalnie.
- Pan z taksówki! Nie dobrze, jak pan nie zna takiego pana. Mozie byæ z³y!
Dziewczynka wysz³a. Lampka dawa³a coraz mniej ¶wiat³a. Ciemno¶æ chyba po³yka³a ³apczywie kawa³ki ¶wiat³o¶ci. W koñcu w takim miejscu musi siê czym¶ ¿ywiæ. Na korytarzu zapali³y siê ¶wiat³a jarzeniówek. Ostre, bia³e, szpitalne ¶wiat³o wlecia³o do mojej sali, ra¿±c przenikliwo¶ci±. Pod drzwi po drugiej stronie szyby podjecha³a ¿ó³ta taksówka. Wysiad³ z niej murzyn w starej, podziurawionej puchowej kurtce. Podszed³ do szyby i u¶miechn±³ siê do mnie. Pomacha³ mi i czeka³. Na co ona czeka³, do cholery? A¿ odwzajemniê gest? Nie dam rady, czarny cz³owieku. Po chwili ruszy³ do przeszklonych drzwi i otworzy³ je. Podszed³ do ³ó¿ka i zacz±³ mn± potrz±saæ i krzyczeæ:
- WSTAWAJ PAN! WSTAWAJ! JAKI NUMER BUDYNKU? PANIE!
Patrzy³em na niego wytrzeszczaj±c oczy, nie mog³em nic z siebie wydusiæ, ¿adnego s³owa, ani oddechu. Odwróci³em g³owê w stronê aparatury z zielon± kresk±, z któr± zd±¿y³em siê zaprzyja¼niæ. Krzyk murzyna zapada³ siê w nico¶æ. Zapewne ciemno¶æ nie mia³a ju¿ co je¶æ, to jad³a krzyk. Jad³a mnie i ¶wiat³o na korytarzu, gdy¿ powoli gas³o. Zielona kreska nie skaka³a, ci±gnê³a siê.
- Panie! Pytam, który budynek!
Otwarcie oczu, spojrzenie na ¶wiat i ujrzenie ¶wiate³ na ulicy pe³nej samochodów. Ujrzenie tapicerki auta, w którym siê siedzi i zobaczenie murzyna mówi±cego co¶ do mojej osoby. Trzymanie w rêce ksi±¿ki. - Panie, bo mnie szlag tu chce trafiæ w tym korku! Chcê wiedzieæ gdzie jedziemy dok³adnie, numer bloku! - Jakiego bloku, gdzie jedziemy?
- Chyba do pana mieszkania. Tak powiedzieli ludzie, którzy wpakowali pana do mojej taksówki. Co z panem nie tak?
- Nie mam pojêcia. Co to byli za ludzie, którzy wpakowali mnie do samochodu?
- No ludzie, z rêkami i nogami! Co¶ siê panu sta³o, panie Greys?
- Sk±d pan zna moje nazwisko?
- Jest pan do¶æ znany, nie wie pan? Chyba wraca³ pan z premiery swojej nowej ksi±¿ki. Wie pan, czytanie fragmentów na g³os, alkohol i te sprawy – murzyn u¶miechn±³ siê do lusterka wstecznego – Chyba pan za du¿o wypi³. - Bardzo mo¿liwe – odpowiedzia³em i sprawdzi³em ksi±¿kê, któr± trzyma³em w rêku. Najbardziej interesowa³ mnie tytu³! Tytu³ mówi wszystko o dziele!
Peter Greys.
„O.C.CH?!
O co chodzi?!”
Tak, tytu³ zawsze mówi o dziele.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

¦miech? Czy ¶miech? Mo¿na Je¶li Kto¶ (musi Przykryjê Trzymam Le¿ê ³ó¿ku! £ó¿ko Powoli Dobra, ¶wiata. Tego Czy Mo¿e Odpada. Jest Zastanawiam Jak ¿a³owaæ, (to ³adn± ³ó¿ka ¯eby />Jako ¿e ¿ycia. „C”, Kobiety Nic Cholera! Tyle Jaka Ciemno¶æ. Otwieraj±c Lewo Koniec! Odpoczywam. ¦miech. Jakby Co¶ Wszystkie „We¼ „Przecie¿ „Patrzcie, HI!”. />Co Gdzie Przykro Pewnie, Kolejna Przyda³oby Spróbujmy! Szklanka. Pe³na, Pe³na Lodu? Nie, Alkoholu. Takiego Lód NIE! ¶rodku Nic Je¶li Ale Tak, Ró¿owym. Dobre Kobiety? Nie, Ksi±¿ka! Tak Ksi±¿ka. Czyta³em Jedziemy Fotel. Dok³adnie, Czyta³em Pi³em Nic. Taka Ciemno¶æ. ¦miech />Po ¶wiat³o. Ma³a Rzuca³a ¿ó³tego ¶wiat³a. Le¿a³em ³ó¿ku, ¶ciana, ¶rodku. Moje ¶wietle ¿yciowych. Ma³a Dziwne, ¿e ¶wiat³a. Pewnie ³ó¿ko ¿e G³owa „³ó¿kow± Zawsze ¦wietne Jedna Obie Blondynka ³ó¿ka />- Jak Greys? />- Kto¶ Biedaczkowi />- Biedaczek, Zorzo! Pewnie ¿e />Zorza Mówiê Jej Czu³em, Zorz±, Odchyli³a />- Teraz Greys, Zorzy />- Dziêkujê ¶wiat³a. />- Piêknie! Jak Zorza. />- Czujê Ale Zorza />- Ciiii. />Do Chyba (dalej Posiada³ />- Dziewczynki Kurcze, />- Panie Greys />Za SIÊ ¶ci±gn±æ KUKU? />- Panie />- Wykluczone! Muszê />Cholera! Niedobrze! NIE! Stop! Moja Dlaczego />- ¾ ¿ó³te (to Odpowiedzia³ Widzi />Kompletne ¼le ¼le Spróbowa³em ¿e Moje ¿adnych Nogi Tylko Rozgl±danie Facet Jego Trzês³y ¿e Nie Teraz />- Panie „No Greys (przynajmniej />- Jakby¶my?! MY? Pan ¶mie ³ó¿ko Poczu³em ¿e (jestem Tylko Poniewa¿ />- />- Nastêpnie />Widaæ, ¿e Najwa¿niejsze ¶wieci³a Moje />- ¶rodka, />¯e />- ¶ci±gam Pod³±czamy />Na Jestem Egipcie! Zawsze Egipt. Pan Greys />- Dziadku! Cio Drug±, />- Dziadku! Mówi³am ¿e Naplawdê! />Lekarz, (osobi¶cie />- Cukiereczku />- Wiem, Ma¶ ¶ci±gnê³a Ten Ma³a Sk±d, Ten />- Dziêkujê ¶licznotko. Statua Wolno¶ci Zdajecie />Lekarzo-dziadek Zosta³em />- Pseplasam Dziwny />Typu¶?! />- Zgodzê Mo¿esz />- Plose ³adnym ¬a />- Kto? />- Pan Nie Mozie />Dziewczynka Lampka ¶wiat³a. Ciemno¶æ ³apczywie ¶wiat³o¶ci. ¿ywiæ. ¶wiat³a Ostre, ¶wiat³o Pod ¿ó³ta Wysiad³ Podszed³ Pomacha³ A¿ Nie Podszed³ ³ó¿ka />- WSTAWAJ PAN! WSTAWAJ! JAKI NUMER BUDYNKU? PANIE! />Patrzy³em ¿adnego Odwróci³em Krzyk Zapewne Jad³a ¶wiat³o Zielona />- Panie! Pytam, />Otwarcie ¶wiat ¶wiate³ Ujrzenie Trzymanie Panie, Chcê Jakiego />- Chyba Tak />- Nie />- Co¶ Greys? />- Sk±d />- Jest Chyba Wie Chyba Bardzo Najbardziej Tytu³ />Peter Greys. />„O.C.CH?! />O />Tak,

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci