24 godziny temu
Sierbielucha
/czyli o racjonalnym zu¿ywaniu zdrowia/
- Nagotowa³a by¶ kiedy Ciotka sierbieluchy, bo ju¿ mi siê te twoje pomidorowe, roso³ki, kapu¶niaki zupe³nie znudzi³y – o¶wiadczy³ Bolo po obiedzie z min± mocno zawiedzionego przez rzeczywisto¶æ marzyciela.
- Sierbielucha bardzo na w±trobê niezdrowa jest – usprawiedliwi³a siê Ciotka.
- .. ale takiej na gêsto – kontynuowa³ Bolo, nie zwracaj±c uwagi na jej t³umaczenia – takiej ¿eby siê w niej ³y¿ka nie przewraca³a, takiej z podwójnymi baranimi skwarkami, wielkimi jak orzechy laskowe i na przerastanym boczku ...
- Roso³ki s± dobre na ¿o³±dek, a pomidorowa ze ¶wie¿ych pomidorków to ró¿ne takie, wiesz, witaminy w sobie ma – wyja¶ni³a skromnie Ciotka.
- ... a kapusta do sierbieluchy te¿ grubo ciêta musi byæ i wcze¶niej dla zapachu dobrze na baranim ³oju podsma¿ona. No i jeszcze pod koniec gotowania posiekanego kiszonego szczawiu warto troszeczkê dosypaæ i dobrze wymieszaæ...
- kapu¶niak Boleczku sam proboszcz nadzwyczajnie lubi ...
- .... bo bez zakwaszenia sierbielucha za md³a jest i czasem ¿o³±dek po niej nyje. A na sam koniec trzeba jeszcze niesk±po ¶mietan± zabieliæ.
- ... jak siê kiedy¶ jego gospodyni znarowi³a to ja mu kapu¶niaku zanios³am i powiedzia³, ¿e w³a¶nie kapu¶niak to najlepsza zupa jest ...
- Proboszcz to siê zna na religii, ale nie na zupach ! Ja siê na jedzeniu bardzo dobrze znam i bym móg³ sierbieluchê przez ca³y rok dwa razy dziennie je¶æ.
- £akomstwo to jeden z siedmiu grzechów g³ównych Boleczku.
- Przestañ Ciotka! Czysto¶ci± nadrabiam, bo nawet jednej g³upiej narzeczonej nie mam, a Zo¶ka mnie jednego jedynego na ca³ej Dzielnicy nie lubi. Zupe³nie siê pciowo wstrzemiêgam. Piæ nie mam za co, przewa¿nie nie k³amiê, nawet nie kradnê ostatnio, to co mi zosta³o. Tylko sierbielucha.
- Ostatnim razem jak ci j± zgotowa³am, to przez ca³± noc jêcza³e¶ jak dusza potêpiona – broni³a siê Ciotka wyra¼nie wzruszona Bolowym o¶wiadczeniem o bezgrzeszno¶ci.
- To nie po sierbielusze, tylko za sierbieluch± jêcza³em – wyja¶ni³ Bolo.
- Akurat !
- Albo mo¿e mi siê co¶ strasznego ¶ni³o ! Sk±d wiesz ? Ju¿ teraz nie pamiêtam, ale to na pewno nie od sierbieluchy.
- Potem rano mówi³e¶, ¿e jej wiêcej do ust nie we¼miesz.
- ¯artowa³em. Ty Ciotka to wszystko bierzesz na powa¿nie.
- Na nerki, na ¿o³±dek i nawet na kiszki takie t³uste jedzenie szkodzi – nie ustêpowa³a Ciotka.
- Trudno. W ¿yciu nie raz trzeba siê po¶wiêciæ. Zdrowie nie na zawsze dane jest, samo siê te¿ zu¿ywa z czasem. Ty to wiesz najlepiej; nie pi³a¶, ci±gle po¶ci³a¶, ch³opa nie zazna³a¶, a coraz s³absza jeste¶. Wszystko dla innych, nic dla siebie.
- Oj prawda Boleczku, prawda.
- To ju¿ lepiej zdrowie planowo, z przyjemno¶ci± zu¿ywaæ. Tak wiesz Ciotka, z g³ow± !
Szczê¶cie Elki
By³ jeden z tych piêknych, krystalicznie czystych poranków, kiedy wieje ostry, ch³odny wiatr, a niebo nad Dzielnic± jest ogromne i soczy¶cie niebieskie. Posesje, baraki socjalne i bloki drzema³y jeszcze w bezruchu, tylko li¶cie brzózek na skwerku ko³o bloków migota³y w s³oñcu.
Syfna Elka ci±gnê³a swój piszcz±cy wózek ulic± Bacha, rozmawiaj±c cicho sama ze sob±, krêc±c g³ow± i przeklinaj±c nieco g³o¶niej, od czasu do czasu.
Kiedy mija³a zamkniêt± jeszcze na g³ucho Sonatê spostrzeg³a stercz±cy z szarego b³ota wysychaj±cej ka³u¿y, zielonkawy fragment banknotu stuz³otowego. Szybko odwróci³a g³owê w drug± stronê i zwalniaj±c z wra¿enia kroku, przesz³a obok, zezuj±c co chwila na banknot, tak aby nikt nie móg³ zauwa¿yæ, gdzie patrzy, chocia¿ na ulicy, ani na pobliskich posesjach nie by³o zupe³nie nikogo.
Zatrzyma³a siê o kilka metrów dalej i rzucaj±c wokó³ ukradkowe spojrzenia, zaczê³a udawaæ, ¿e porz±dkuje swój maj±tek na wózku. Prze³o¿y³a dwa, lub trzy znaleziska w inne miejsca, a potem mrucz±c co¶ pod nosem podesz³a powoli do ka³u¿y z banknotem. Zatrzyma³a siê bokiem do niej, patrz±c w inn± stronê i marszcz±c intensywnie brudne, niskie czo³o, zastanawia³a siê, nie wiedz±c co zrobiæ.
Po chwili zawróci³a i pocz³apa³a do wózka. Wziê³a z niego najmniejsz± z kilku przezroczystych torebek z kawa³kami suchego chleba zebranego na ¶mietnikach i powoli, nuc±c pod nosem co¶ co mia³o przypominaæ zapomniany przebój „Kolorowe jarmarki”, powoli zaczê³a skradaæ siê, skulona, do zielonkawego skarbu. Kiedy ju¿ by³a przy ka³u¿y rozejrza³a siê dooko³a i niby niechc±cy upu¶ci³a do niej torbê z chlebem. – Oj, oj mój chlib, mój chlib zamoknie – zabe³kota³a g³o¶no, z udawanym ¿alem. Przykucnê³a jakby chcia³a podnie¶æ chleb i podnios³a banknot. Trzymaj±c go w zaci¶niêtej piê¶ci, zapominaj±c o torbie z chlebem szybko podrepta³a do wózka i poci±gnê³a go dalej ulic± najszybciej jak tylko mog³a.
Elka by³a teraz bogata i szczê¶liwa. – Oj kupie se, kupie – mamrota³a pod nosem, nie wiedz±c co ma kupiæ, ale nie mia³o dla niej wiêkszego znaczenia. Wa¿na by³a sama mo¿liwo¶æ kupowania.
O dwie przecznice dalej spotka³a wêdruj±c± w nocnej koszuli, p³ynnym, tanecznym krokiem G³upi± Ewkê, córkê hydraulika Nieæki. Elka zawsze podziwia³a Ewkê. Ilekroæ mija³y siê nad ranem, zatrzymywa³a swój wózek i ogl±daj±c siê za ni± powtarza³a po kilka razy – Jako ¶wienty janio³ z ko¶ció³ka, janio³, jasny janio³. Teraz te¿ stanê³a, a gdy Ewka by³a tu¿ przed ni±, wyci±gnê³a do niej zaci¶niêt± piê¶æ z banknotem. – Na¶ci jasny janiele – powiedzia³a.
G³upia Ewka te¿ wyci±gnê³a d³oñ, chocia¿ nie wiedzia³a co Elka chce jej daæ i sta³y tak przez d³u¿sz± chwilê naprzeciwko siebie, pod wielkimi lipami na Bacha, upo¶ledzona Ewka i schizofreniczna ¿ebraczka Elka, z wyci±gniêtymi rêkami. – Taka jeste¶ ¶liczna jako ko¶cielny anio³ – jêknê³a Elka. Nie mog³a jednak rozewrzeæ zaci¶niêtej piê¶ci. Chcia³a obdarowaæ anio³a, ale ¿al jej by³o banknotu. W koñcu schowa³a rêkê za siebie.
- Eee, po co ci piniêdze, jak ty przecie¿ tylko G³upia Ewka jezde¶ – wymamrota³a i poci±gnê³a dalej swój wózek. Ewka bez ¿adnego zdziwienia, s³owa, czy gestu, jakby nic siê nie sta³o, te¿ pop³ynê³a przed siebie.
- G³upia ona jaka¶, po co g³upiej piniêdze. Chcia³aby¶ co? Ale ja nikomu nie oddam, tylko kupie se kupie– mamrota³a Elka nadal nie wiedz±c co chce kupiæ.
Przez ca³y dzieñ szpera³a jedn± rêk± w ¶mietnikach i wybiera³a resztki. Jedn± rêk± jad³a swój chleb i jedn± ci±gnê³a wózek; w drugiej mocno ¶ciska³a banknot. Nie by³o jej wygodnie, ale by³a szczê¶liwa. Co jaki¶ czas powtarza³a sobie pod nosem – Kupie se kupie – nadal nie wiedz±c co kupi.
Kiedy wczesnym popo³udniem zobaczy³a daleko, w g³êbi ulicy Himilsbacha utykaj±c± sylwetkê bezdomnego Mamcarza, przygarbionego pod ciê¿arem ¿ebraczego worka wyci±gnê³a w jego kierunku piê¶æ z ukrytym skarbem i powiedzia³a pó³g³osem – Masz dziadu, masz, od pani Elki. Kup se wódki. Masz ³achmyto, masz. Podarek od pani Elki – a potem jakby przestraszona, ¿e stary móg³by j± us³yszeæ, zawróci³a i skrêci³a w ulicê Rusk±, któr± minê³a chwilê wcze¶niej.
Ko³o po³udnia odpoczê³a pod owocuj±cymi w³a¶nie dzikimi jab³onkami na skraju Warszawskiego Placu, nie wchodz±c dalej, bo kilku osobników popija³o akurat wódkê w przerdzewia³ym wraku Warszawy FSO-203, k³óc±c siê i ¶miej±c na przemian, przeklinaj±c przy tym g³o¶no. Pozna³a tubalny g³os grubasa, którego ciotkê pamiêta³a jak przez mg³ê z czasów swojego dzieciñstwa, s³ysza³a skrzecz±cy g³os ma³ego typka, którego wyci±gniêta twarz przypomina³a pysk pozbawionego w±sów szczura i jeszcze dwa inne podpite g³osy. Przejrza³a siê w swoim pêkniêtym lustrze i rozczesa³a metalowym grzebieniem siwe, brudne w³osy. Co chwila powtarza³a pod nosem „Kupie se kupie”.
Sierpniowe s³oñce grza³o j± przyjemnie. Wysoko na niebie sta³ nieruchomo samotny spiêtrzony ob³ok.
Elka zjad³a parê kawa³ków chleba, popi³a wod± z brudnej butelki i nagle z przera¿eniem przypomnia³a sobie o pozostawionej w ka³u¿y torebce z chlebem.
¯al jej by³o tego chleba, bo chocia¿ by³a dzisiaj bogata, to przecie¿ mog³a byæ jeszcze bogatsza. Spakowa³a lustro, grzebieñ i butelkê na wózek i poci±gnê³a go za sob±, chc±c jak najprêdzej odzyskaæ pozostawiony chleb. Wszystko robi³a lew± rêk±, bo w prawej przez ca³y czas ¶ciska³a banknot.
Jednak torebki z chlebem nie znalaz³a, zosta³y tylko okruchy, widaæ po¿ywi³y siê ptaki, albo jaki¶ niewybredny pies. Elka zaklê³a g³o¶no, a potem kucnê³a i ze sprytn± min± przegrzeba³a lew± rêk± b³otko pozosta³e po ka³u¿y, szukaj±c kolejnego banknotu, który przecie¿ móg³ tam byæ. Ale nic nie znalaz³a.
Do wieczora ³azi³a po Dzielnicy, przetrz±saj±c ¶mietniki na tych posesjach, gdzie nie by³o psów, a gdy zacz±³ zapadaæ szary zmrok skrêci³a w w±sk± pokryt± rdzawym py³em ¶cie¿kê przy nasypie kolejowym. Kiedy odesz³a dostatecznie daleko od ostatnich zabudowañ, w oknach których zapala³y siê ju¿ pierwsze ¶wiat³a, usiad³a na zboczu nasypu i zajrza³a do swojej d³oni. Zmiêty, wilgotny od potu banknot stuz³otowy dalej tam by³. Elka rozejrza³a siê dooko³a, a kiedy upewni³a siê, ¿e w otaczaj±cej j± szarówce nie majaczy ¿adna postaæ, wygrzeba³a z dna wózka, spod sterty znalezisk, zardzewia³± blaszan± puszkê po kawie. Otworzy³a j± i upchnê³a zebrane tam banknoty aby zrobiæ miejsce na ten najnowszy, znaleziony nad ranem w ka³u¿y.
Puszka by³a pe³na ró¿nych banknotów uzbieranych przez ostatnie czterdzie¶ci lat. Wiêkszo¶æ z nich ju¿ dawno straci³a wa¿no¶æ.
Nie zd±¿y³a jeszcze schowaæ puszki, kiedy po nasypie przejecha³ z hukiem poci±g osobowy. Elka skuli³a siê, zamykaj±c oczy, jêcz±c niezrozumiale, zatykaj±c uszy d³oñmi. Puszka wypad³a jej z rêki i stoczy³a siê w zielska na brzegu ¶cie¿ki. Wszystkie, jasno o¶wietlone okna wagonów by³y puste, pasa¿erowie wysiedli na ostatniej stacji, sk³ad koñczy³ bieg, zmierzaj±c na ¶lepy tor za górk± rozrz±dow±.
Kiedy huk zamilk³ w oddali, Elka siedzia³a jeszcze przez d³u¿sz± chwilê, trzês±c siê ze strachu, a¿ w koñcu uspokoi³a siê, wsta³a i ruszy³a dalej ja¶niej±c± w mroku, pylist± drog± wzd³u¿ nasypu, ci±gn±c z wysi³kiem swój wózek.
- Kupie se kupie – mamrota³a, rzucaj±c w otaczaj±ce j±, gêstniej±ce ciemno¶ci ukradkowe, pe³ne lêku spojrzenia – wszystko se kupie, nawet miejsce w niebie se na koniec wykupie, od ksiendza se wykupie, od samego ¶wientego ksiendza z ko¶ció³ka z prawdziwnymi, nie, nie z g³upimi, janio³ami. –
U³an w naszej Dzielnicy.
(opowie¶æ Zdzicha Wabigona)
Czesiek to jest fajny go¶æ. Co prawda, to on jeszcze niezupe³nie z naszej Dzielnicy jest, bo siê dopiero rok temu na Himilsbacha 18 wprowadzi³. Czyli imigrant. Imigrant z Polski, znaczy siê, imigrant wewnêtrzny. Takiego, to jeszcze u nas nie by³o. Nawet za komuny, choæ wtedy byli emigranci wewnêtrzni, jak na przyk³ad kioskarz Apokalipsa. Ale o imigrantach wewnêtrznych to siê nie s³ysza³o.
Znaczy siê, Czesiek jest imigrant. Nawet nazwisko to on ma takie nie polskie. Szajsebryk ! Chyba on jest jaki¶ historyczny renament. Bo przecie¿, jeszcze do tego, socjalista. Zupe³nie jak dziadek Kufel. Bo poza nimi to ka¿dy w dzielnicy jest za kapitalizmem. No jasne, ¿e pod warunkiem, ¿e to my bêdziemy kapitalistami. No bo jak ? Ale na razie kurna, to jako¶ jeszcze nie jeste¶my.
A Czesiek jest socjalista! Zupe³nie jak Kufel. Tylko, ¿e m³ody. Ale niech mu tam. Najwa¿niejsze, ¿e jest fajny go¶æ. Pó³ litra, bez odrywania flaszki od gêby, obala. Silny bardzo i taki zbity w sobie on jest. Szczurka ju¿ pierwszego dnia na daszku nad drzwiami do Danki sklepu posadzi³, jak mu Szczurek podskakiwa³. A, ¿e Szczurek ma lêk wysoko¶ci, to parê godzin tam z zamkniêtymi oczami siedzia³ i pochlipywa³, bo siê ba³ zej¶æ. No bo jak tu zej¶æ z zamkniêtymi oczami.
Klienci wchodzili, wychodzili, ¶mieli siê, a Szczurek sobie chlipa³.Pani Danka, to chyba nawet nie zauwa¿y³a co siê dzieje.
To siê Cze¶kowi w koñcu szkoda Szczurka zrobi³o i poda³ mu tam na górê piwo butelkowe, kupione za w³asne pieni±dze. Szczurek piwo wypi³ i powiedzia³, ¿e jak tak, to on ju¿ na tym daszku, na sta³e mo¿e zostaæ, byle mu Czesiek co pó³ godziny piwo przynosi³. A sikaæ wcale nie musi na przechodniów, bo mo¿na dyskretnie, po ¶cianie. Ale kto by mu tam wierzy³, szulerowi. On przecie¿ zawsze k³amie.
W tej sytuacji to ju¿ go Czesiek wola³ zdj±æ. Zawsze to bezpieczniej, no i taniej wychodzi.
Jak tylko Szczurka zdj±³ i lito¶ciwie mu flanelow± koszulê na plecach z tynku obtrzepa³, to Szczurek Cze¶kowi ³up kopa w mêsko¶æ, a¿ siê Czesiek skuli³, i w nogi. A jak ucieka³ to siê dar³ na ca³± ulicê: „Wygra³em, wygra³em”.
A Czesiek wcale go nie goni³, ani nawet nic nie powiedzia³, bo przez d³u¿sz± chwilê sta³ skulony i oddychaæ nie móg³. No i Szczurek uciek³.
Taki to ju¿ jest ten nasz Szczurek. Ucieknie, a nie ust±pi.
Ale naprawdê fajny jest go¶æ z tego Cze¶ka imigranta, tylko strasznie bojowy socjalista. Psy niebezpieczne hoduje. Najgorsze rasy. Mówi, ¿e bêdzie nimi bur¿uazjê szczu³. Ta bur¿uazja to maj± byæ: Szefo, sklepowa Danka i hydraulik Nieæko, bur¿uj zachlany.
Szlachtê te¿ bêdzie szczu³, jak mu jeszcze psów wystarczy, bo to jak tylko jakiego¶ odchowa, to mu go zaraz któ¶ w nocy ukradnie. Chyba ich bêdzie musia³ po nocach pilnowaæ.
No to ta szlachta, to maj± byæ babka Blicharzowa, co ona z domu jest Herbowiec i poetka Zgreda, jako arystokracja ducha. A, no i jeszcze ten nasz kioskarz Apokalipsa, co prowadzi kiosk Ruchu na Bacha. On to w jakim¶ tam stowarzyszeniu anty-adidasowym dzia³a i czasem nam za darmo kondomy rozdaje. Czyli te¿ arystokracja ducha.
No to jak ich ju¿ Czesiek psami poszczuje to bêdzie trochê szkoda, bo Bolo to siê w tej Zgredzie podkochuje. Trochê brzydkie to s³owo, mogliby jakie¶ lepsze ci literaci wykombinowaæ na takie piêkne uczucie. A tego Apokalipsê te¿ lubimy, za te darmowe kondomy. ¯eby tak jeszcze do nich kobity dodawa³ to by¶my go nawet przed psami bronili. Ale trudno, nie dodaje, wiêc im pewnie Czesio zrobi Apokalipsê, tym arystokratom ducha.
Chcia³ nas ten Czesiek kiedy¶ w Sonacie w tak± japoñsk± grê „GO” nauczyæ graæ. Ale nikt z nas tego go, to znaczy nie Cze¶ka, tylko gry, zrozumieæ nie móg³. Nawet Szefo, chocia¿ on ró¿ne przekrêty najlepiej rozumie.
Szczurek to w ogóle nie rozumia³ jak mo¿na graæ w co¶ bez kart. Da³em mu na ten przyk³ad, taki przyk³ad „graæ na fortypianie”, ale dalej nie rozumia³. Dopiero kiedy mu Bolo opowiedzia³, jak w „Socjalistycznych Budowlanych” w rugby bez kart i bez pi³ki grali, to powiedzia³, ¿e ju¿ rozumie, ¿e trzeba sobie karty wyobraziæ. Ale ja tam Szczurkowi nie wierzê, ¿e zrozumia³, bo on zawsze k³amie, szuler karciany.
To GO, to Dzielnicowy bardzo chcia³ zrozumieæ. Mêczy³ siê z nim Czesiek, mêczy³, a¿ w koñcu Dzielnicowy Cze¶kowi parê razy pa³k± przylutowa³ i tak siê ta nauka skoñczy³a. Bo siê Dzielnicowy wkurwi³, ¿e mu Czesiek z³o¶liwie, ¼le t³omaczy.
Dobrze, ¿e dziadka Kufla tego dnia w Sonacie nie by³o, bo on te¿ socjalista jest i mogliby razem z Cze¶kiem przeciwko Dzielnicowemu, jako zbrojnemu ramieniu bur¿uazji wyst±piæ, z kuchark± Felk±, jako bratni± armi±. A sam to siê Czesiek ba³. Przyzna³ wiêc publicznie, ¿e pan Dzielnicowy to go zrozumia³, i ¿e teraz nawet lepiej to GO, rozumie ni¿ sam Czesiek.
No to jak ju¿ wiecie, kto to jest Czesiek, to teraz zacznê od najpierwszego pocz±tku o tym u³anie.
Dobra! To by³o kurde tak. Wieczór sierpniowy. Ju¿ dobrze po jedenastej. My tu idziem nawalone z Sonaty, ja, Czesiek, Bolo i Szczurek, a z przeciwka jaki¶ facet na rowerze jedzie. Te¿ nawalony jak stodo³a. Po chodniku jedzie. Ma³o z tego roweru nie spadnie, a jeszcze ¶piewa „U³ani, u³ani, malowane dzieci ....”
To¶my tego u³ana si³± zatrzymali, ¿eby drogówkê zawo³aæ, ¿e to pirat drogowy, ten u³an jest. Bo tu siê muszê pochwaliæ, ¿e u nas w Dzielnicy, to nie tylko mamy normaln± policjê w postaci Dzielnicowego, ale i drogówkê.
Ta drogówka, to te¿ Dzielnicowy. Tylko w innej czapce i po cichemu, ¿eby siê Komenda nie dowiedzia³a, bo mandaty ma w³asne. Zmieni sobie czapkê, wyjmie lizak i ju¿ jest drogówka. Te¿ zreszt±, na rowerze, jak ten u³an.
Ale ¿e do posterunku drogówki daleko by³o, bo ten posterunek na Bacha jest, na tym lepszym koñcu ulicy, tym z blokami z p³yty, a my¶my, ¿e¶my na Himilsbacha tego u³ana z³apali¶my, to siê nikomu z nas nie chcia³o i¶æ taki kawa³ drogi, ¿eby drogówkê wezwaæ. A przecie¿ nie mo¿na tak pirata wypu¶ciæ. Nie do¶æ, ¿e pirat, to jeszcze u³an.
A¿ Szczurek na pomys³ wpad³, ¿e on rowerem u³ana po drogówkê pojedzie, ¿eby by³o prêdzej. No i pojecha³. Zygzakiem.
Ten u³an to siê pod Krupskich p³otem po³o¿y³ i szybko zasn±³. Bolo te¿. My¶my z Cze¶kiem stali i czekali, ale Szczurka ani widu, ani s³ychu. Czekali¶my, czekali¶my, a¿ do pierwszej w nocy. Ale Szczurek nie wróci³. Albo mu siê rower spodoba³, albo go drogówka zatrzyma³a, za jazdê po pijanemu.
To¶my my¶my w koñcu Bola obudzili. U³ana nie. Niech sobie ¶pi. Jak ¶pi to nie pojedzie, zreszt± i tak nie mia³ ju¿ na czym. I poszli¶my do domów.
Na drugi dzieñ siê okaza³o, ¿e hydraulikowi Nieæce jacy¶ bandyci rower i czapkê zabrali, kiedy po ciê¿kiej pracy do domu wraca³.
T± czapkê to musia³ wcze¶niej zgubiæ, bo my¶my jej nie wziêli.
¯e te¿ go nie poznali¶my, ani on nas. Przecie¿ to nasz kochany s±siad. Pewnie dlatego, ¿e ciemno by³o, no i jeszcze wszyscy byli¶my na bani. Hydraulik Nieæko najbardziej.
Czyli sam sobie winien jest.
Dobrze, ¿e siê Dzielnicowemu znowu protokó³u o kradzie¿y rowera pisaæ nie chcia³o, bo by mu wykrywalno¶æ spad³a.
Albo by i nie spad³a. Bo je¶li mia³ ju¿ zero, to dalej bêdzie zero. I jeszcze nagrodê dostanie, za to, ¿e przestêpczo¶æ coraz zuchwalsza, a jemu wykrywalno¶æ nie spada. Innym dzielnicowym spada, a jemu nie.
Nudy nad Zgni³ym Stawem.
Bolo, Szczurek, Tycar i Szajsebryk le¿eli sobie na trawce nad Zgni³ym Stawem, bez kasy, bez humoru i bez ¿adnych, mi³ych perspektyw na zbli¿aj±cy siê powoli wieczór. Mieli co prawda, masê dobrych pomys³ów, jednak na ¿aden z nich, nawet na ten najgorszy, nie mieli funduszy. Sprzedali rano, z my¶l± o wieczorze, trochê z³omu w punkcie skupu na Bacha, ale oko³o po³udnia by³o tak gor±co, ¿e musieli wypiæ po dwa du¿e piwa w Sonacie, no i kasa siê skoñczy³a.
Le¿eli wiêc w smutku bezgotówkowego popo³udnia, na zboczu niewielkiego pagórka, niedaleko nasypu kolejowego i o kilka metrów od miejsca wiecznego, mokrego spoczynku legendarnego Trzêsidzidy i nudzili siê.
Gdzie¶ z pobliskich posesji s³ychaæ by³o podpity chórek:
Niech mu gwiazdkaaa pomy¶lnoooo¶ci,
Nigdyyy nieee zagaaaaaa¶nie ...
Nigdyyy nieee zagaaaaaa¶nie ...
A kto z naaaami nie wypiiijeeee
Niech go piooorun trza¶nieeeee
A kto z naaaami nie wypiiijeeee
Niech go piooorun trza¶nieeeee
- Imieniny, albo chrzciny – skomentowa³ Szjsebryk
- Albo wesele – westchn±³ marzycielsko Bolo.
- Albo stypa – doda³ z ponur± min± Szczurek.
- Stypa nie – stwierdzi³ Tycar – Na stypach, to siê ¶piewa „gwiazdka wiekuista” a nie „gwiazdka pomy¶lno¶ci”.
- No widzisz g³upi Szczurze – ucieszy³ siê Bolo – I co ? £yso ci teraz?
- Odwal siê – mrukn±³ cienko Szczurek.
Po widocznym niedaleko, miêdzy drzewami, nasypie kolejowym przejecha³a powoli samotna, staro¶wiecka lokomotywa. Czarny dym z jej komina opada³ ciê¿ko na najbli¿sze posesje i rozsnuwa³ siê po ogrodach i sadach wielkimi, rzedn±cymi k³êbami.
- Widzieli¶cie? Lokomotywa parowa! Na odparowan± wodê! A ja my¶la³em, ¿e ju¿ je¿d¿± same elektrowozy i spalinówki – powiedzia³ Tycar.
- Na wodê ? To jeszcze taniej ni¿ na ropê – zdziwi³ siê Bolo.
- Za górk± rozrz±dow± robi± muzeum kolei – wyja¶ni³ Szajsebryk – ¶ci±gaj± starocie z ca³ej Polski.
- Tyle z³omu siê marnuje! Zaci±gn±æ by tak± zarazê, do skupu na Bacha, to by dopiero by³a za ni± kasa. Przez miesi±c by¶my nie trze¼wieli – rozmarzy³ siê Szczurek.
- Ale jak by¶ Szczurze zaci±gn±³ ? Tory by¶ musia³ na ca³ej ulicy, od nasypu do skupu, po³o¿yæ – za¶mia³ siê Tycar.
- Mo¿na by take lokomotywe rozbieraæ i po kawa³ku nosiæ – zaproponowa³ Bolo.
- Eeee tam ! – skrzywi³ siê Tycar – za du¿o zachodu.
- Za komuny, to by¶my dziadka Kufla namówili ¿eby brygadê ZOMO sprowadzi³ i raz dwa, bez ¿adnych torów, do skupu by zaci±gnêli – powiedzia³ Szajsebryk.
- Tak – potwierdzi³ Tycar – Kufel by nam to za³atwi³.
- I jeszcze by przy okazji Bola spa³owali – ucieszy³ siê Szczurek.
- Odwal siê Szczurze – warkn±³ Bolo.
- Na Bola nie trzeba brygady – za¶mia³ siê Tycar – Kufel sam go niedawno w Sonacie tak lask± poobk³ada³, a¿ Bolowi morda spuch³a. I jeszcze go Bolo przeprosi³, zanim do domu, do Ciotki pod spódnicê uciek³.
- Odpieprzcie siê ode mnie – wrzasn±³ Bolo tak g³o¶no, ¿e a¿ siê psy na pobliskich posesjach rozszczeka³y.
Niebo nad Dzielnic± by³o szafirowo niebieskie i zupe³nie puste, tylko po jego po³udniowej czê¶ci sun±³ szybko blady, rzadki jak gaza ob³oczek, gnany jakim¶ odleg³ym podniebnym wiatrem. Topnia³ podczas tej swojej wêdrówki i zanim dotar³ nad stercz±c± z zieleni sadów wie¿ê ko¶ció³ka, to ju¿ go prawie nie by³o.
- Ten Kufel, to strasznie stary jest – powiedzia³ Tycar – ledwo chodzi dziadyga. Chyba ma z osiemdziesi±t lat.
- Mój dziadek z Tarnowa jest starszy od niego – pochwali³ siê Szajsebryk – w zesz³ym roku skoñczy³ osiemdziesi±t piêæ, a jeszcze prawie biegiem po obej¶ciu drypta.
- Ty siê Czesiek zdecyduj – za¶mia³ siê Tycar – albo on biega, albo drypta.
- Kiedy on w³a¶nie, tak pó³ na pó³ – wyja¶ni³ Szajsebryk.
- Co tam wasze dziadki, mój pradziadek, to mia³ równ± setkê jak umar³ – przelicytowa³ kumpli Bolo.
- A mój, a mój, ... to by³by teraz jeszcze ze dwadzie¶cia lat starszy od tego Bolowego, ale umar³ za m³odu – przebi³ wszystkich Szczurek.
- To wszystko nic, przy moim pradziadku – powiedzia³ spokojnie Tycar – on jest ju¿ taki stary, ¿e od paru lat zupe³nie przesta³ siê starzeæ. Po prostu ju¿ starszym byæ nie mo¿na.
Kolegów a¿ zatka³o z wra¿enia.
Z oddali znowu odezwa³ siê pijany chórek:
Niech mu gwiazdkaaa wiekuistaaaa,
Nigdyyy nieee zagaaaaaa¶nie ...
Nigdyyy nieee zagaaaaaa¶nie ...
A kto z naaaami nie wypiiijeeee
Niech go piooorun trza¶nieeeee
A kto z naaaami nie wypiiijeeee
Niech go piooorun trza¶nieeeee
- A widzicie, a widzicie, wiekuista – ucieszy³ siê Szczurek – mówi³em, ¿e stypa.
- Pijani, to siê i pomylili – powiedzia³ Tycar.
- Sk±d wiesz, ¿e teraz siê pomylili, a nie przedtem – zapyta³ zadziornie Szczurek.
- Po pierwsze, bo teraz ju¿ wiêcej promilji maj± – wyja¶ni³ Tycar – a po drugie, to ¿adnych nowych klepsydr na ko¶ciele nie by³o.
- Nie ka¿dego staæ na klepsydry – wtr±ci³ Szajsebryk.
- Ale ci musz± mieæ kasê. Nie s³yszysz jak popili?
- Mogli du¿o wódki kupiæ i na inne sprawy, a na klepsydry w szczególno¶ci, zabrak³o – nie ustêpowa³ Szajsebryk.
- Eee tam – zakoñczy³ spór Tycar.
Kilka metrów od nich na kupce przero¶niêtych ju¿ traw± ¶mieci usiad³ m³ody go³±b.
- Go³±bek ch³opaki, go³±beczek – szepn±³ zachwycony Szczurek – kamieniem go, kamieniem obsrajdacha.
Szajsebryk pierwszy rzuci³ kamieñ, ale nie trafi³. Przestraszony ptak odlecia³ na dach najbli¿szego domku.
- S³abego masz cela – skrytykowa³ wspólnika Tycar.
- Kamieñ mi zwichrowa³, za lekki by³ – wyja¶ni³ zawstydzony Szajsebryk.
Na zielonej od wodorostów powierzchni Zgni³ego Stawu pêka³y co jaki¶ czas wielkie b±ble, wydobywaj±cego siê gdzie¶ z mulistych g³êbin, powietrza.
- Robeeeert!!! Robeeeeert!!! Do domuuu!!! Lekcje odrabiaæ – dar³a siê w oddali jaka¶ kobieta.
- To Wabigona stara krzyczy – powiedzia³ Tycar.
- A¿ tu by przylaz³a – zdziwi³ siê Szczurek.
- No, no – potwierdzi³ Bolo.
- Robert do domu! Lekcje odrabiaæ! – rozleg³o siê znowu.
- Odwal siê mamusia! Wakacje s± – odpowiedzia³ jej piskliwy, dzieciêcy g³os.
- A to chyba Wabigona gówniarz jej odpowiada.
- No, no – potwierdzi³ znowu Bolo
- Bardzo zdolny ten jego ch³opak jest – doda³ Szajsebryk - ksi±¿ki ju¿ nawet czyta.
- Eeee – skrzywi³ siê pogardliwie Tycar.
- A zobaczysz, jak trochê podro¶nie to tak samo jak ojciec bêdzie w Sonacie pierdo³y ludziom opowiada³.
- Eeee – powtórzy³ Tycar.
Szczurek zagapi³ siê gdzie¶ daleko, Szajsebryk bawi³ siê ¼d¼b³em trawy, a Bolo z zamy¶lon± min± d³uba³ sobie grubym paluchem w nosie.
- Do dupy z tym wszystkim – westchn±³ Tycar.
- No, no – potwierdzi³ Bolo dyskretnie wycieraj±c palec o nogawkê spodni.
Niebo na wschodzie zaczyna³o ju¿ delikatnie szarzeæ. Zerwa³ siê lekki wiatr, trawa na pagórkach zafalowa³a.
- A wiecie ch³opaki, ¿e Nieæko nigdy piwa nie pije – powiedzia³ Tycar – wódê ¿³opie jak nikt, pryt± te¿ nie pogardzi, ale piwa za ¿adne skarby nie ruszy. Mówi, ¿e piwo to ¶wiñstwo.
- G³upi wariat – oburzy³ siê ura¿ony do ¿ywego Szczurek.
- No po prostu nie umie nawet jednego kufla powa¿nie wypiæ. Nawet na kacu. Klin to u niego musi byæ wódczany, ”klina klinem”, mówi. Nie umie inaczej siê leczyæ. I ¿eby tylko leczyæ. No, mówiê wam, facet w ogóle nie umie piwa piæ. Ani na klina, ani normalnie.
- ¯e te¿ go nikt nie nauczy³ – zdziwi³ siê strasznie Czesiek Szajsebryk.
- Mnie tam nikt nie uczy³ – o¶wiadczy³ dumnie Bolo – sam z siebie umia³em, jeszcze w podstawówce.
- Ja te¿ – pochwali³ siê Szczurek – Samouk jestem, tak jak Bolo, albo jeszcze lepiej.
- To ten Nieæko jaki¶ ma³o zdolny jest – dziwi³ siê dalej Szajsebryk – a niby taki fachowiec od wszystkiego.
- Jego fachowo¶æ to siê g³ównie roboty tyczy, no wiesz Czesiu, hydrauliki, murarki, stolarki i takich, no wiesz, podobnych spraw – wyja¶ni³ Tycar.
- Achaaaa – lekcewa¿±co machn±³ rêk± Czesiek – my¶la³em, ¿e naprawdê fachura do wszystkiego.
- Ale, nie bój siê, on wypiæ te¿ umie i lubi, tylko ¿e piwa nie potrafi – doda³ Bolo.
- Szkoda mi tego Nieæki – westchn±³ Tycar – bo to przecie¿ porz±dny ch³opina i mój cioteczny wujek.
- Takie co¶, jak z Nieæk±, to moim zdaniem, zupe³nie kalectwo jest – powiedzia³ Szczurek – Jak mo¿na piwa nie piæ ?
Pole¿eli jeszcze przez ponad pó³ godziny, trochê rozmawiaj±c o ró¿nych pierdo³ach i trochê milcz±c o pój¶ciu do Sonaty, a kiedy s³oñce zaczê³o osuwaæ siê ju¿ za nasyp kolejowy pozbierali siê i ¶cie¿k± przy torach ruszyli do domów.
Wszyscy czterej byli w bardzo z³ych humorach.
- Bez kasy to ¿ycie paskuuudne – poskar¿y³ siê Bolo.
- Do dupy jest – doda³ z przekonaniem Szajsebryk.
- Pieprzone ¿ycie – powiedzia³ Tycar – pieeee..przone!
- Nooo – potwierdzi³ ¿a³o¶nie Szczurek.
W rosn±cych tu¿ przy ¶cie¿ce mleczach le¿a³a pordzewia³a puszka. Szajsebryk kopn±³ j± ze z³o¶ci±. Puszka przelecia³a kilka metrów w powietrzu i uderzy³a w poro¶niête zrudzia³± traw± zbocze nasypu, nieco poni¿ej jego szczytu, po którym ci±gnê³y siê tory. Kiedy stacza³a siê z powrotem na dó³, pokrywka odpad³a i z wnêtrza wysypa³y siê zmiête banknoty. Tycar podbieg³ szybko, przykucn±³, zebra³ je i zacz±³ ogl±daæ. Czê¶æ odrzuca³ za siebie, bo by³y to stare, niewa¿ne ju¿ pieni±dze z dawnych lat, ale niektóre banknoty by³y aktualne. Szczurek, Bolo i Szajsebryk stanêli nad nim zaskoczeni znaleziskiem. Byli tak zdziwieni, ¿e nie zaczêli siê jeszcze cieszyæ.
W sumie uda³o siê wybraæ dwie wa¿ne dwudziestoz³otówki, jedn± setkê i trochê monet; w sumie sto czterdzie¶ci sze¶æ z³otych. By³ te¿ jeden banknot piêciodolarowy.
- No to mamy kasê na super bibê w Sonacie - ucieszy³ siê Tycar.
- A dolary sprzedamy jutro w kantorze, za tunelem, bo dzi¶ ju¿ za pó¼no – powiedzia³ Szajsebryk – i bêdzie na kacowe piwo.
- I jak tu nie wierzyæ w cuda – zachwyca³ siê Bolo – to jednak moja ciotka ma racjê. Czuwaj± nad porz±dnymi lud¼mi z Dzielnicy te nasze biedne anio³y stró¿e.
- Nad jednymi czuwaj±, nad innymi nie – za¶mia³ siê zadowolony Tycar – nad tym co to zgubi³, nie czuwa³y.
- Bo podobno niektóre leniwe s± – wyja¶ni³ mu Bolo.
Sonata powita³a ich gwarem podpitych g³osów, swojskimi zapachami bigosu, flaków, fasolki po bretoñsku i podejrzliwym spojrzeniem Szefa.
- A kasê ch³opaki macie ? – zapyta³, zanim zd±¿yli doj¶æ do bufetu.
Opowiedzieli mu, przekrzykuj±c jeden drugiego, jak to ciê¿ko pracowali przez ca³y dzieñ przy roz³adunku wagonów, ¿eby zarobiæ na piwo, wódkê i zak±skê.
- Temi ³apami, temi ³apami – powtarza³ Szczurek, pchaj±c swoje ma³e r±czki na blat bufetu, na pierwszy plan wzruszaj±cej sceny.
- Nie ma lekko, jak siê nie chce braæ na krechê – wyja¶ni³ Tycar.
- Na eleganckie lokale trzeba sobie zapracowaæ – uzupe³ni³ Szajsebryk.
- Eliganckie – poprawi³ go po cichu Szczurek.
- Jak trzeba popracowaæ to trzeba – westchn±³ ciê¿ko Bolo, czuj±c prawie zmêczenie po roz³adunku wagonów.
Szefo chyba uwierzy³, bo u¶miechn±³ siê zadowolony.
Nie by³o wolnego stolika, wiêc Bolo zakrz±tn±³ siê szybko i jak prawdziwy ¶wiêty Krzysztof wyniós³ kolejno dwóch drzemi±cych pijaczków pod p³ot po przeciwnej stronie ulicy Bacha.
Po krótkim sporze zamówili na pocz±tek osiem piw, a potem ju¿ polecia³o ³atwo, lekko i przyjemnie.
Dzieñ siê skoñczy³, zapad³a noc, a oni pili d³ugo i szczê¶liwie.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Sierbielucha />/czyli />
/>- Nagotowa³a Ciotka – Bolo />- Sierbielucha – Ciotka.
/>- .. – Bolo, – ¿eby ³y¿ka ...
/>- Roso³ki ¿o³±dek, ¶wie¿ych – Ciotka.
/>- ... ³oju />- kapu¶niak Boleczku ...
/>- .... ¿o³±dek ¶mietan±
/>- ... ¿e ...
/>- Proboszcz />- £akomstwo Boleczku.
/>- Przestañ Ciotka! Czysto¶ci± Zo¶ka Dzielnicy Zupe³nie Piæ Tylko
/>- Ostatnim – Ciotka Bolowym
/>- To – Bolo.
/>- Akurat !
/>- Albo ¶ni³o Sk±d Ju¿ />- Potem ¿e />- ¯artowa³em. Ciotka />- Na ¿o³±dek – Ciotka.
/>- Trudno. ¿yciu Zdrowie Wszystko />- Oj Boleczku, />- To Tak Ciotka, !
/>
/>
/>
/>Szczê¶cie Elki />
/>
/>By³ Dzielnic± Posesje, />Syfna Elka Bacha, />Kiedy Sonatê Szybko />Zatrzyma³a ¿e Prze³o¿y³a Zatrzyma³a />Po Wziê³a ¶mietnikach „Kolorowe Kiedy – Oj, – ¿alem. Przykucnê³a Trzymaj±c />Elka – – Wa¿na />O G³upi± Ewkê, Nieæki. Elka Ewkê. Ilekroæ – Jako ¶wienty Teraz Ewka – Na¶ci –
/>G³upia Ewka Elka Bacha, Ewka ¿ebraczka Elka, – Taka ¶liczna – Elka. Nie Chcia³a ¿al
/>- Eee, G³upia Ewka – Ewka ¿adnego />- G³upia Chcia³aby¶ Ale Elka
/>Przez ¶mietnikach Jedn± ¶ciska³a Nie – Kupie –
/>Kiedy Himilsbacha Mamcarza, ¿ebraczego – Masz Elki. Kup Masz ³achmyto, Podarek Elki – ¿e Rusk±, />Ko³o Warszawskiego Placu, Warszawy FSO-203, ¶miej±c Pozna³a Przejrza³a „Kupie />Sierpniowe Wysoko />Elka
/>¯al Spakowa³a Wszystko ¶ciska³a
/>Jednak Elka Ale
/>Do ³azi³a Dzielnicy, ¶mietniki ¶cie¿kê Kiedy ¶wiat³a, Zmiêty, Elka ¿e ¿adna Otworzy³a />Puszka Wiêkszo¶æ />Nie Elka Puszka ¶cie¿ki. Wszystkie, ¶lepy />Kiedy Elka />- Kupie – – ¶wientego –
/>
/>
/>
/>U³an Dzielnicy. />
/>(opowie¶æ Zdzicha Wabigona)
/>
/>Czesiek Dzielnicy Himilsbacha Czyli Imigrant Polski, Takiego, Nawet Apokalipsa. Ale />Znaczy Czesiek Nawet Szajsebryk Chyba Zupe³nie Kufel. ¿e ¿e Ale
/>A Czesiek Zupe³nie Kufel. Tylko, ¿e Ale Najwa¿niejsze, ¿e Pó³ Silny Szczurka Danki Szczurek ¿e Szczurek
/>Klienci ¶mieli Szczurek Danka, />To Cze¶kowi Szczurka Szczurek ¿e Czesiek ¶cianie. Ale />W Czesiek Zawsze />Jak Szczurka Szczurek Cze¶kowi ³up Czesiek „Wygra³em, />A Czesiek Szczurek
/>Taki Szczurek. Ucieknie,
/>Ale Cze¶ka Psy Najgorsze Mówi, ¿e Szefo, Danka Nieæko,
/>Szlachtê Chyba />No Blicharzowa, Herbowiec Zgreda, Apokalipsa, Ruchu Bacha. Czyli
/>No Czesiek Bolo Zgredzie Trochê Apokalipsê ¯eby Ale Czesio Apokalipsê, />Chcia³ Czesiek Sonacie „GO” Ale Cze¶ka, Nawet Szefo,
/>Szczurek Da³em „graæ Dopiero Bolo „Socjalistycznych Budowlanych” ¿e ¿e Ale Szczurkowi ¿e />To GO, Dzielnicowy Mêczy³ Czesiek, Dzielnicowy Cze¶kowi Dzielnicowy ¿e Czesiek ¼le />Dobrze, ¿e Kufla Sonacie Cze¶kiem Dzielnicowemu, Felk±, Czesiek Przyzna³ ¿e Dzielnicowy ¿e GO, Czesiek.
/>No Czesiek, />Dobra! Wieczór Ju¿ Sonaty, Czesiek, Bolo Szczurek, Te¿ Ma³o ¶piewa „U³ani, ....”
/>To¶my ¿eby ¿e ¿e Dzielnicy, Dzielnicowego,
/>Ta Dzielnicowy. Tylko ¿eby Komenda Zmieni Te¿ />Ale ¿e Bacha ¿e¶my Himilsbacha ¿eby Nie ¿e />A¿ Szczurek ¿e ¿eby Zygzakiem.
/>Ten Krupskich Bolo My¶my Cze¶kiem Szczurka Czekali¶my, Ale Szczurek Albo />To¶my Bola U³ana Niech ¶pi. Jak ¶pi
/>Na ¿e Nieæce
/>T±
/>¯e Przecie¿ Pewnie ¿e Hydraulik Nieæko
/>Czyli />Dobrze, ¿e Dzielnicowemu
/>Albo ¿e Innym />
/>
/>
/>
/>Nudy Zgni³ym Stawem. />
/>
/>Bolo, Szczurek, Tycar Szajsebryk Zgni³ym Stawem, ¿adnych, Mieli ¿aden Sprzedali Bacha, ¿e Sonacie, />Le¿eli Trzêsidzidy />Gdzie¶ />
/>Niech />Nigdyyy ...
/>Nigdyyy ...
/>A />Niech />A />Niech />
/>- Imieniny, – Szjsebryk
/>- Albo – Bolo.
/>- Albo – Szczurek.
/>- Stypa – Tycar – ¶piewa „gwiazdka „gwiazdka />- No Szczurze – Bolo – £yso />- Odwal – Szczurek.
/>Po Czarny />- Widzieli¶cie? Lokomotywa ¿e – Tycar.
/>- Na – Bolo.
/>- Za – Szajsebryk – ¶ci±gaj± Polski.
/>- Tyle Zaci±gn±æ Bacha, Przez – Szczurek.
/>- Ale Szczurze Tory – Tycar.
/>- Mo¿na – Bolo.
/>- Eeee – Tycar – />- Za Kufla ¿eby ZOMO ¿adnych – Szajsebryk.
/>- Tak – Tycar – Kufel
/>- I Bola – Szczurek.
/>- Odwal Szczurze – Bolo.
/>- Na Bola – Tycar – Kufel Sonacie Bolowi Bolo Ciotki />- Odpieprzcie – Bolo ¿e
/>Niebo Dzielnic± Topnia³
/>- Ten Kufel, – Tycar – Chyba />- Mój Tarnowa – Szajsebryk – />- Ty Czesiek – Tycar – />- Kiedy – Szajsebryk.
/>- Co – Bolo.
/>- A ... Bolowego, – Szczurek.
/>- To – Tycar – ¿e />Kolegów
/>Z />
/>Niech />Nigdyyy ...
/>Nigdyyy ...
/>A />Niech />A />Niech />
/>- A – Szczurek – ¿e />- Pijani, – Tycar.
/>- Sk±d ¿e – Szczurek.
/>- Po – Tycar – ¿adnych />- Nie – Szajsebryk.
/>- Ale Nie />- Mogli – Szajsebryk.
/>- Eee – Tycar.
/>Kilka ¶mieci />- Go³±bek – Szczurek – />Szajsebryk Przestraszony />- S³abego – Tycar.
/>- Kamieñ – Szajsebryk.
/>Na Zgni³ego Stawu />- Robeeeert!!! Robeeeeert!!! Lekcje – />- To Wabigona – Tycar.
/>- A¿ – Szczurek.
/>- No, – Bolo.
/>- Robert Lekcje – />- Odwal Wakacje –
/>- A Wabigona />- No, – Bolo
/>- Bardzo – Szajsebryk />- Eeee – Tycar.
/>- A Sonacie />- Eeee – Tycar.
/>Szczurek Szajsebryk ¼d¼b³em Bolo />- Do – Tycar.
/>- No, – Bolo
/>Niebo Zerwa³ />- A ¿e Nieæko – Tycar – ¿³opie ¿adne Mówi, ¿e ¶wiñstwo.
/>- G³upi – ¿ywego Szczurek.
/>- No Nawet Klin ”klina Nie ¿eby No, Ani />- ¯e – Czesiek Szajsebryk.
/>- Mnie – Bolo – />- Ja – Szczurek – Samouk Bolo, />- To Nieæko – Szajsebryk – />- Jego Czesiu, – Tycar.
/>- Achaaaa – Czesiek – ¿e />- Ale, ¿e – Bolo.
/>- Szkoda Nieæki – Tycar – />- Takie Nieæk±, – Szczurek – Jak ?
/>Pole¿eli Sonaty, ¶cie¿k± />Wszyscy
/>- Bez ¿ycie – Bolo.
/>- Do – Szajsebryk.
/>- Pieprzone ¿ycie – Tycar – />- Nooo – ¿a³o¶nie Szczurek.
/>W ¶cie¿ce Szajsebryk Puszka Kiedy Tycar Czê¶æ Szczurek, Bolo Szajsebryk Byli ¿e />W By³
/>- No Sonacie Tycar.
/>- A – Szajsebryk – />- I – Bolo – Czuwaj± Dzielnicy />- Nad – Tycar – />- Bo – Bolo.
/>
/>
/>Sonata Szefa.
/>- A – />Opowiedzieli ¿eby />- Temi ³apami, ³apami – Szczurek, />- Nie – Tycar.
/>- Na – Szajsebryk.
/>- Eliganckie – Szczurek.
/>- Jak – Bolo, />Szefo />Nie Bolo ¶wiêty Krzysztof Bacha.
/>Po ³atwo, />Dzieñ
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- popijaj±c w barze bia hoi*
- lo¿a, larwy, wszystko jest jedno
- Spowied¼ wariata /debiut
- Prywata
- Baszta Niertoperzy/pamiêtnik ma³olaty/pierwsze 3 rozdzia³y /debiut/
- NIUNIA /dramat liryczny/
- W mroku /wiersz/ [debiut] x
- Recepta na dobr± poezjê /wywiad z Ireneuszem Makowieckim, krytykiem literackim/
- ''Walkiria'' czyli nowa historia za 75 mln dolarów /recenzja/
- Spotkanie z Dylanem w tle /wiersz/ ? -> x
- Barbarzyñca Bis /próba dialogowania z Herbertem /esej/
- Urojone autobusy i kontrrewolucje /wiersz/ x