24 godziny temu
W bezkresnej ciemno¶ci rozleg³ siê odg³os szurania. Oczy Rafa³a rozszerzy³y siê, a przez ca³e cia³o przebieg³ gwa³townie dreszcz, je¿±c w³osy na jego g³owie. Ci¶nienie zaczê³o mia¿d¿yæ p³uca, powoduj±c szybszy, nieopanowany oddech. Kolejny szmer, dobiegaj±cy z bli¿szej odleg³o¶ci sprawi³, ¿e Rafa³ odruchowo rozwar³ usta, z których automatycznie mia³ rozlegn±æ siê krzyk, g³os jednak utkwi³ w krtani; jedynym d¼wiêkiem by³ tylko skrobot nieznanej istoty pe³zn±cej po pod³odze. Ogarniêty przera¿eniem ch³opiec odwróci³ siê i zacz±³ biegn±æ, próbuj±c uciec jak najdalej od zbli¿aj±cych siê odg³osów. Mrok zdawa³ siê nie mieæ koñca; w rosn±cej panice brn±³ przed siebie, jednak sama ucieczka zdawa³a siê nie mieæ ¿adnego sensu - z ka¿dym jego krokiem szuranie dobiega³o z bli¿szej odleg³o¶ci.
Nagle ch³opiec poczu³ dotkniêcie na lewej nodze... Z umys³u momentalnie ulotni³y siê resztki logicznego my¶lenia, nogi przeistoczy³y siê w dwa s³upy waty, które wyginaj±c siê niczym cienkie paski gumy, nie by³y w stanie utrzymaæ ciê¿aru jego cia³a. Rafa³ upad³ na ziemiê, wybuchaj±c g³o¶nym szlochem. Co¶ grubego i ob¶lizg³ego poczê³o owijaæ siê wokó³ jego nóg, mia¿d¿±c je i pozbawiaj±c ich mo¿liwo¶ci jakiegokolwiek ruchu. Posuwaj±cy siê w powolnym tempie pêd poch³ania³ cia³o ch³opca, wyciskaj±c z niego resztki si³. Do jego uszu zacz±³ dobiegaæ d¼wiêk pêkania. Mia¿d¿enie ko¶ci wewn±trz jego m³odego cia³a spowodowa³o, ¿e g³owa Rafa³a wygiê³a siê maksymalnie do ty³u; jego twarz wyra¿a³a niespotykany do tej pory, potê¿ny ból. Wiedz±c, i¿ w ¿aden sposób nie zdo³a siê uwolniæ od ¿elaznego u¶cisku, z p³uc ch³opca wydoby³o siê ostatnie tchnienie, po czym w serce Rafa³a wry³a siê ko¶æ...
W nieogarniêtej czerni Rafa³ us³ysza³ g³os, zdaj±cy siê dobiegaæ z bardzo daleka. Wraz z powolnym odzyskiwaniem dechu, p³uca spazmatycznie chwyta³y powietrze. Ciemno¶æ poczê³a bledn±æ, z ka¿d± sekund± nabieraj±c ja¶niejszej barwy. Powieki z wolna poczê³y siê unosiæ, lecz ra¿±cy blask momentalnie spowodowa³ ponowne ich zamkniêcie. Rafa³ dysz±c niczym uciekinier, powoli kojarzy³ coraz g³o¶niejszy i wyra¼niejszy g³os. Zda³ sobie sprawê, i¿ dobiega on z ust jego babci.
- Ju¿ dobrze, ju¿ dobrze - g³os kobiety chocia¿ brzmia³ pocieszaj±co, delikatnie dr¿a³. - To by³ tylko sen Rafa³ku... Tylko sen.
Ch³opiec, którego oddech powoli nabiera³ normalnego rytmu, zmusi³ siê, by otworzyæ oczy. Powieki dygocz±c unios³y siê. Po ich ca³kowitym rozwarciu Rafa³ ujrza³ schylon± nad nim rozmazan± postaæ jego babci. Poczu³, i¿ jego lepi±ce siê do po¶cieli cia³o jest bardzo rozgrzane. Zmierzwione w³osy klei³y siê do czo³a, a po twarzy ciek³y ³zy. Ch³opak odruchowo przetar³ oczy i policzki d³oni±.
- Babciu... - jêkn±³ cichym, boja¼liwym g³osem Rafa³. Chocia¿ ch³opiec przesta³ ju¿ p³akaæ to i tak jego usta dr¿a³y, jakby za d³ugo przebywa³ na mrozie. Urszula delikatnie po³o¿y³a swoj± miêkk± d³oñ na ramieniu swego wnuka.
- Znowu ci siê to ¶ni³o? - zapyta³a kobieta.
Rafa³ ponownie przymkn±³ oczy. Powieki lekko dr¿a³y, a twarz wyra¿a³a nie tylko strach, ale i ból.
- Próbowa³em uciec, ale... - z jego ust powoli poczê³y wydobywaæ siê s³owa. - Ale po prostu nie umia³em... Nie potrafi³em nic zrobiæ, babciu! Po prostu nic...!
- Spokojnie Rafa³ku - rzek³a pocieszaj±co Urszula. - Spróbuj o tym nie my¶leæ.
Ch³opiec powoli otworzy³ oczy; znikaj±c± w nich panikê poczê³o zastêpowaæ zw±tpienie i rezygnacja. Spojrza³ w twarz swojej babci, na której malowa³o siê wspó³czucie.
- Naprawdê nie potrafi³em...
*
Ch³opiec siedzia³ przy stole, wpatruj±c siê bez wiêkszego zainteresowania w okno. Pogoda panuj±ca na zewn±trz nie zmienia³a siê ju¿ od kilku dni. Rzadka mg³a osiada³a na szybie, a przez szparki w obramowaniu okna przeciska³ siê wiatr, wydaj±c przy tym niepokoj±cy ¶wist.
- Proszê - rzek³a babcia. - ¦niadanko ju¿ gotowe.
Staruszka po³o¿y³a na blacie podk³adkê, postawi³a na niej patelniê i usiad³a po drugiej stronie sto³u. Zapach jajecznicy dotar³ do nosa Rafa³a i jego twarz roz¶wietli³ u¶miech.
- Dziêkujê bardzo babciu. - Ch³opiec siêgn±³ po talerzyk i pocz±³ nak³adaæ na niego jedzenie, bior±c dodatkowo kromkê chleba. - Wiesz, ¿e uwielbiam twoj± jajecznicê?
- Wiem, bo mówi³e¶ to ju¿ chyba z tysi±c razy - odpowiedzia³a z chichotem Urszula. - Jedz póki jest gor±ca... A mo¿e chcesz mleka, Rafa³ku?
- Nie, dziêkujê - odpar³ ch³opiec. - Pó¼niej siê napijê.
Danie zniknê³o b³yskawicznie, z czego wiêkszo¶æ spa³aszowa³ Rafa³. Staruszka przez ca³y czas spogl±da³a na swojego wnuka i z jej twarzy ani na moment nie znikn±³ u¶miech.
- Dzisiaj ma przyj¶æ do mnie pani Zdzisia - o¶wiadczy³a po chwili Urszula.
- A kto to jest? - Spojrza³ pytaj±co na babciê.
- Moja najlepsza przyjació³ka - odpar³a. - Opowiada³am jej o tobie i bardzo chcia³a ciebie poznaæ.
Mimo skiniêcia g³ow± i u¶miechu pojawionym tylko na wargach, Rafa³a nasz³o uczucie niepewno¶ci, którego nie potrafi³ do koñca okre¶liæ. Jedyn± my¶l±, która przebieg³a prawie niezauwa¿alnie przez jego umys³, by³o pytanie: "Kim jest owa najlepsza przyjació³ka mojej babci?".
*
- Ojej! Jaki ³adny ch³opczyk! - stwierdzi³a stara kobieta, któr± Rafa³ ujrza³ po raz pierwszy w ¿yciu. Od razu zda³ sobie sprawê, ¿e nie bêdzie potrafi³ jej polubiæ. - Masz na imiê Rafa³, tak? Ula wiele mi o tobie opowiada³a. Mówi³a, ¿e jeste¶ jej ulubionym wnukiem.
Rafa³ odwróci³ wzrok od pooranej zmarszczkami twarzy i spojrza³ na swoj± babciê, na widok której poczu³ ulgê. W tamtej chwili ch³opiec móg³ bez przerwy patrzeæ na matkê swojego ojca, oby tylko przyjació³ka jego babci przesta³a siê nim interesowaæ.
Zarówno wygl±d jak i zapach, który otacza³ niczym kokon "pani± Zdzisiê", wprawia³ ch³opca w obrzydzenie - kojarzy³ siê mu on z gnij±cym poszyciem le¶nym, w¶ród którego egzystowa³y ma³e, ohydne stworzonka... Smród butwiej±cych li¶ci emanowa³ z pokrywaj±cej cia³o d³ugiej, granatowej sukni. Zielona chusta zakrywaj±ca zapewne niewielk± ilo¶æ w³osów kobiety, sprawia³a wra¿enie nieod³±cznego elementu jej g³owy. Szary szal otaczaj±cy szyjê staruszki pokrywa³y ciemne plamy niewiadomego pochodzenia. Twarz natomiast, która z wiekiem nabra³a br±zowego odcienia i na której zagnie¼dzi³y siê plamy w±trobiane, wykrzywia³ sztuczny u¶miech warg, za którymi kry³y siê tylko dzi±s³a.
- Twoja babcia mówi³a, ¿e masz ju¿ 11 lat. Czy to prawda? - G³os kobiety sprawi³, ¿e Rafa³a przebieg³ dreszcz. Ch³opak ponownie spojrza³ w przykryt± mask± dociekliwo¶ci twarz "pani Zdzisi".
- Tak... - zdo³a³ wydusiæ z siebie jedno s³owo, po czym na chwilê zapad³a martwa cisza. Rafa³ czu³, ¿e przenikliwe spojrzenie staruszki ¶widruje jego umys³, próbuj±c poznaæ jego my¶li. Nie mog±c d³u¿ej wytrzymaæ napiêcia, ch³opak uciek³ wzrokiem, spogl±daj±c na swoje buty; mia³ nadziejê, ¿e ich widok ostudzi jego lêk.
- Rafa³ek zawsze czu³ siê nieswojo przy nieznajomych - przemówi³a ciep³ym g³osem jego babcia. - Kiedy ciê lepiej pozna to z pewno¶ci± ciê polubi.
- Mam nadziejê - odpar³a ³garskim tonem staruszka - bo ja bardzo lubiê dzieci...
Wnuk spojrza³ niepewnie w stronê babci, któr± na widok jego oczu przeszed³ dreszcz i odczu³a niepokój. Oczy Rafa³a l¶ni³y jak u cz³owieka, który o co¶ bardzo prosi.
*
Kuchnia w której zasiedli by³a niewielka, lecz by³a najwiêkszym pomieszczeniem w ca³ym domu. Babcia z jej "najlepsz± przyjació³k±" zasiad³a przy stole, tu¿ pod oknem. Rafa³ chocia¿ by³ namawiany przez staruszki, by usiad³ bli¿ej nich, zdo³a³ jednak odmówiæ i wybra³ sobie miejsce w k±cie. Uzna³, ¿e bêdzie tam bezpieczniej.
- Czego siê wstydzisz Rafa³ku? - spyta³a Urszula. - Przecie¿ ciê nie ugryziemy.
Obie kobiety za¶mia³y siê. Ch³opak k±tem oka zerkn±³ nieufnie na Zdzis³awê. Chyba tylko on spostrzeg³ szyderstwo na jej twarzy. Zdawaæ by siê mog³o, ¿e ten specyficzny pó³u¶miech jest przeznaczony wy³±cznie dla niego.
- Chyba siê mnie nie boisz, co? Bo wygl±dasz na przestraszonego - stwierdzi³a k±¶liwie staruszka. Zjadliwy wyraz nie znika³ z jej szkaradnej twarzy.
- Mój wnuczek przez ca³y dzieñ jest jaki¶ taki...wyciszony - niepewnie obja¶ni³a Urszula. - Zdajê mi siê, ¿e to przez te sny, które go ostatnio drêcz±.
- Sny? Masz jakie¶ koszmary ch³opcze? - spyta³a siê wnikliwym tonem Zdzis³awa. Po plecach Rafa³a mimowolnie przeszed³ dreszcz. G³os jego utkwi³ g³êboko w krtani, wargi natomiast poczê³y delikatnie dr¿eæ.
- Mniej wiêcej od dwóch lat wnuczka nêkaj± sny o wê¿ach - wyja¶ni³a babcia Rafa³a. - Wszystko zaczê³o siê od czasu, gdy zosta³ on zaatakowany przez ¿mijê. Na szczê¶cie nic mu siê nie sta³o.
- To dobrze - pozoruj±c zmartwienie rzek³a "pani Zdzisia". - Nie ma siê co dziwiæ, ¿e ¶ni± mu siê teraz takie rzeczy.
Obie kobiety spoziera³y na ch³opaka, wprawiaj±c go w g³êbokie skrêpowanie. Wzrok babci by³ ciep³y i wspó³czuj±cy, natomiast jej "najlepszej przyjació³ki" by³ pogardliwy, wyra¿aj±cy jednocze¶nie podstêpne knowanie.
- To by³o dawno. Lepiej bêdzie, jak o tym nie bêdziemy wspominaæ, bo Rafa³ na pewno nie chce o tym rozmawiaæ.
- Tak tak, lepiej o tym nie rozmawiaæ - odpar³a "pani Zdzisia''. Mimo tych s³ów, ch³opiec nie mia³ w±tpliwo¶ci, i¿ my¶li tej dwulicowej staruszki s± zupe³nie inne. By³ pewien, ¿e ta zak³amana kobieta z najwiêksz± chêci± rozgrzebywa³aby wszystkie lêki, jakie zalega³y w jego umy¶le. Ch³opak w tamtej chwili niczego bardziej nie pragn±³ ni¿ opuszczenie towarzystwa tej fa³szywej jêdzy.
- Babciu, mogê i¶æ poogl±daæ telewizjê? - rozpaczliwym wrêcz tonem zapyta³ Rafa³.
- Czemu nie chcesz z nami jeszcze chwilê posiedzieæ?
- No bo... chcia³em ogl±dn±æ dobranockê.
- Taki du¿y ch³opczyk ogl±da jeszcze bajeczki? - z drwin± zapyta³a Zdzis³awa. Obie kobiety spogl±da³y na niego z zaciekawieniem, oczekuj±c odpowiedzi. Prawda by³a taka, ¿e Rafa³ ju¿ od d³u¿szego czasu nie ogl±da³ kreskówek. Mia³ byæ to tylko pretekst, by unikn±æ dalszej obecno¶ci w¶ród staruszek, a zw³aszcza "najlepszej przyjació³ki" jego babci. Ch³opiec nie wiedzia³, co ma odpowiedzieæ, na szczê¶cie pomog³a mu Urszula przerywaj±c milczenie:
- No dobrze, niech wnuczek idzie poogl±daæ sobie te kreskówki. Przynajmniej nie bêdzie musia³ s³uchaæ biadolenia dwóch starych bab - za¿artowa³a Urszula, chichocz±c z w³asnych s³ów. Mimo i¿ Zdzis³awa równie¿ siê u¶miechnê³a, to Rafa³ w jej oczach zdo³a³ dopatrzeæ siê w¶ciek³ego rozczarowania. Nie zastanawiaj±c siê ani chwili d³u¿ej, ch³opak opu¶ci³ kuchniê i uda³ siê do pokoju obok. W umy¶le ch³opca zago¶ci³o znikome uczucie swobody. Nareszcie jestem wolny, pomy¶la³.
*
Nastêpnego dnia z samego rana Urszula wys³a³a Rafa³a do sklepu po drobne zakupy. Chocia¿ sklep znajdowa³ siê do¶æ daleko od domu, to ch³opak wybra³ siê tam bez ¿adnych zastrze¿eñ. Wiedzia³, ¿e ta niekrótka wêdrówka nie bêdzie dla niego bezowocna. Gdy tylko us³ysza³ pro¶bê babci, pocz±³ zastanawiaæ siê, co sobie kupiæ.
Sk³adaj±c± siê z czterech osób kolejkê do kasy, ¿ó³wim tempem obs³ugiwa³a starsza kobieta. Rafa³ do³±czy³ do oczekuj±cych ludzi, staj±c tu¿ obok dwóch mê¿czyzn. Stali oni przy oknie, rozmawiaj±c i popijaj±c przy tym piwo. Chocia¿ mówili niewyra¼nym g³osem (spowodowanym zapewne nadmiern± ilo¶ci± spo¿ytego alkoholu) ch³opiec zdo³a³ jednak zrozumieæ wiêksz± czê¶æ ich pogawêdki.
- Eh, ¿al mi tej Mariolki - przemówi³ jeden z mê¿czyzn. - Biedne dziecko tak zginê³o... Nikt nawet nie wie do koñca, co to siê jej sta³o...
- A ja wiem - odpar³ drugi mê¿czyzna, w g³osie którego wyczuæ mo¿na by³o cieñ dumy. Stoj±cy w kolejce ludzie momentalnie zareagowali, dyskretnie spogl±daj±c na stoj±cych obok okna ch³opów. Mieli oni w okolicy reputacjê wiecznych moczymordów, jednak ka¿da nowina i plotka by³a dla tych ludzi bardzo cenna.
- Taa... A co ty mo¿esz wiedzieæ? - skarci³ go towarzysz, poci±gaj±c jednocze¶nie spory ³yk z butelki.
- Dowiedzia³em siê co nieco od Józka .
- Od Józka?! Bo¿e, przecie¿ ten stary piernik nawet nie pamiêta, kiedy siê urodzi³.
Stoj±cy przy kasie ludzie nadstawiali uszu, tak jakby w³a¶nie g³oszone by³o kazanie.
Rafa³, który nie wiedzia³, o czym jest mowa, równie¿ jednak przys³uchiwa³ siê rozmowie obu mê¿czyzn. Jeden z nich zbli¿y³ siê nieco do drugiego, stwarzaj±c konspiracyjne pozory. Ch³opiec z ledwo¶ci± zdo³a³ dos³yszeæ jego s³owa:
- Gada³ mi, ¿e widzia³ na w³asne oczy ¶mieræ dziewczynki...
W¶ród klienteli rozleg³ siê ledwo dos³yszalny szept. Dyskusja dwóch pijusów wywiera³a na ludziach ogromne wra¿enie, a ich s³owa by³y dla nich wrêcz na wagê z³ota. Drugi z mê¿czyzn ponownie napi³ siê piwa, staraj±c siê ukryæ swoje zainteresowanie.
- Ee tam... Stary Józek zawsze opowiada³ bzdury... - rzek³ niepewnie. - Jego nie ma co s³uchaæ...
Nagle z kolejki wyst±pi³ jeden z klientów.
- A co ci opowiada³? - zapyta³ nie kryj±c zaciekawienia. Ka¿dy w sklepie spojrza³ uwa¿nie na pij±cego piwo mê¿czyznê, który prawdopodobnie posiada³ jakie¶ nowe informacje o niedawnej ¶mierci dziewczynki. W sklepie zapad³a cisza; ka¿dy czeka³ na odpowied¼. Po krótkiej chwili stoj±cy przy oknie mê¿czyzna pocz±³ mówiæ.
- No wiêc...
*
St³umionym bekniêciem mê¿czyzna oznajmi³ ¶wiatu swoj± obecno¶æ w miejscu osobi¶cie zwanym przez niego "³aweczk±". Mianem takim okre¶la³ on oparty o drzewo z³amany konar, który od niepamiêtnych czasów s³u¿y³ mu za osobist± oazê spokoju, gdzie zazwyczaj oddawa³ siê rozkoszom delektowania siê w³asnego wyrobu trunkom owocowym. Ka¿dy kolejny wypity przez niego ³yk utwierdza³ go w przekonaniu, i¿ jest on wy¶mienitym i jedynym w swoim rodzaju kiperem.
Trzymaj±c w jednej rêce do po³owy opró¿nion± butelkê, a w drugiej tl±c± siê resztkê krêconego papierosa, mê¿czyzna beztroskim wzrokiem spogl±da³ na le¶ne runo, zawieszaj±c oko na ka¿dym krzaczku i ga³±zce. Nie szczêdz±c sobie ani trochê, poci±gn±³ spory ³yk je¿ynowego wina, oblizuj±c przy tym wargi tak, ¿eby nie zmarnowa³a siê ani jedna kropelka. Wino by³o po prostu wspania³e, wrêcz idealne. Dla Józefa, który nie móg³ nacieszyæ siê jego smakiem, ten s³odki napój sta³ siê podstaw± egzystencji. Nie uwa¿a³ siê jednak za alkoholika, co to, to nie. By³ on najzwyklejszym w ¶wiecie cz³owiekiem, któremu harmoniê w ¿yciu pozwoli³y odnale¼æ le¶ne owoce (i odrobina cukru). Za³o¿enie jest tylko jedno: ¿eby pozostaæ w krainie ukojenia i szczê¶cia musia³ do koñca swych dni i¶æ za r±czkê z jego najlepsz± przyjació³k± ostrê¿ynk±. Takie te¿ plany mia³ na resztê ¿ycia.
Mê¿czyzna przechyla³ w³a¶nie butelkê do ust, kiedy do jego uszu dobieg³ pewien d¼wiêk. Odg³os ten momentalnie zwróci³ jego uwagê, gdy¿ wyró¿nia³ siê on spo¶ród innych, których i tak za wiele nie by³o. Józef nastroszy³ uszy i niczym radar próbowa³ wychwyciæ jakikolwiek szelest, szmer ¶wiadcz±cy o tym, i¿ nie jest on ju¿ sam. Wytê¿y³ maksymalnie s³uch i zachowuj±c czujno¶æ niczym my¶liwy na polowaniu, penetrowa³ wzrokiem przestrzeñ miêdzy drzewami. Przez krótk± chwilê w lasku zapanowa³a kompletna cisza i mê¿czyzna zda³ sobie sprawê, ¿e trzyma powietrze w p³ucach. Ze ¶wistem wypu¶ci³ je przez nos, przerywaj±c stan przesadnego zainteresowania. Pieprzyæ to! - skarci³ siê w duchu i wróci³ do przerwanej wcze¶niej czynno¶ci, poch³aniaj±c kilka haustów niezaprzeczalnie najlepszego wina na ¶wiecie. P³yn±ca przez gard³o s³odka ciecz natychmiastowo pozwoli³a zamieniæ uczucie niepokoju na odprê¿enie...
Przenikliwy pisk, niczym grot strza³y, przeszy³ mózg Józefa. Cienki lecz ostry wrzask rozleg³ siê tak niespodziewanie, ¿e mê¿czyzna pocz±³ d³awiæ siê winem, które jednocze¶nie tryska³o z szeroko rozwartych ust. Przypadkowy obserwator tego zdarzenia zapewne pomy¶la³by, ¿e oparty o drzewo cz³owiek rzyga krwi±. Tymczasem g³o¶ny, dzieciêcy krzyk roznosi³ siê w¶ród drzew, wdzieraj±c siê niczym fala tsunami wg³±b lasu. Sp³oszone ptaki pozrywa³y siê z ga³êzi, ulatuj±c we wszystkie strony.
Trzymaj±c siê rêk± za klatkê piersiow±, mê¿czyzna szybko przesta³ krztusiæ siê winem, jednak wyraz zaskoczenia i szoku ani trochê nie opad³ z jego twarzy. Przypuszczenia, ¿e gdzie¶ blisko niego kto¶ siê znajdowa³, niezaprzeczalnie znalaz³o potwierdzenie. Teraz jednak nie mia³o to ¿adnego znaczenia; dla Józefa liczy³o siê tylko to, co siê obecnie dzieje. Mê¿czyzna jednak nie mia³ bladego pojêcia, co jest grane i zastyg³ na chwilê zarówno w miejscu, jak i czasie. Minê³a niekrótka chwila zanim mózg mê¿czyzny wznowi³ pracê, wyrywaj±c go ze stanu os³upienia, mo¿na by rzec wrêcz parali¿u. Instynkt wzi±³ jednak górê i mê¿czyzna zerwa³ siê na równe nogi, bêd±c przez chwilê ca³kowicie pewnym, ¿e nie utrzyma równowagi, lecz mimo zawrotów w g³owie, chwiejnym, acz szybkim krokiem ruszy³ w kierunku rozlegaj±cego siê wrzasku. G³o¶ny, p³aczliwy krzyk bez w±tpienia musia³ dobiegaæ z gard³a cierpi±cego dziecka, chocia¿ Józef mia³ wra¿enie, ¿e s³yszy równie¿ zajad³e szczekanie zwierzêcia.
Po¶pieszny krok mê¿czyzny zamieni³ siê w nieopanowany bieg, gdy nagle jego stopa trafi³a w wystaj±cy z ziemi korzeñ. Próbuj±c z³apaæ równowagê Józef pocz±³ machaæ rêkami, jednocze¶nie wypuszczaj±c z d³oni butelkê z winem. Ta poszybowa³a w powietrzu, koñcz±c swój krótki lot na drzewie i wybuchaj±c setkami kawa³ków szk³a i kropelek bordowego p³ynu. Mê¿czyzna run±³ na ziemiê jak d³ugi, lecz szybko pozbierawszy siê, ruszy³ dalej. Z ka¿dym kolejnym krokiem, manewruj±c miêdzy drzewami, zbli¿a³ siê do miejsca, z którego z ca³± pewno¶ci± dobiega³ wrzask dziecka, wrzask ¶wiadcz±cy o tym, i¿ musia³o ono niesamowicie cierpieæ.
Wtem Józef wypad³ z pomiêdzy drzew i znalaz³ siê na przecinaj±cej las w±skiej ¶cie¿ce. W jednej chwili zatrzyma³ siê tak, jakby natrafi³ na ¶cianê. Stan±³ jak wryty i z rosn±cym przera¿eniem wpatrywa³ siê w rozci±gaj±cy siê przed jego oczami widok. To co ujrza³ by³o nie tyle koszmarne, co wrêcz niewiarygodne.
Widok wij±cego siê na ziemi cia³a dziewczynki, której g³ówka p³onê³a jasnym,pomarañczowym, ¿ywym ogniem by³ tak zatrwa¿aj±cy, ¿e odebra³ mê¿czy¼nie si³ê w nogach, które wygiê³y siê jak kartka na wietrze i Józef run±³ na ziemiê upadaj±c na siedzenie. Oniemia³y z przera¿enia i nie bêd±cy w stanie uwierzyæ w to, co widzi, wpatrywa³ siê w czo³gaj±ce siê po ziemi dziecko, które wrzeszcz±c wniebog³osy niczym zarzynane zwierzê, bi³o siê r±czkami po g³ówce, ¿arz±cej siê jak ogromny ³epek zapa³ki. Tu¿ obok dziewczynki zdzicza³y kundelek, jak oszala³y biega³ tam i z powrotem, zawziêcie szczekaj±c.
Chocia¿ koszmarnie wrzeszcz±ca dziewczynka przewraca³a siê z boku na bok, to ogieñ ani troszeczkê nie zmala³. Mê¿czyzna zdo³a³ dojrzeæ, jak skóra na jej twarzy obrasta br±zowymi b±blami, pêkaj±c i topi±c siê niczym ci±gn±cy siê na pizzy ser. Nigdzie nie widaæ by³o krwi. Tylko p³omieñ, p³omieñ i ulatniaj±cy siê z g³ówki czarny dym, którego sw±d odczuwa³o siê na kilka metrów.
Os³upia³y mê¿czyzna le¿±c na ziemi ch³on±³ t± koszmarn± scenê, gdy nagle nie wytrzyma³ i zwymiotowa³, zalewaj±c siê rzygami jak niemowlê. Podczas gdy nim wstrz±sa³y spazmy, wrzask dziecka powoli zacz±³ stawaæ siê s³abszy i s³abszy, a¿ w koñcu ucich³ ca³kowicie. W powietrzu jednak nadal rozlega³ siê dziko brzmi±cy skowyt spanikowanego psa. Jeszcze przez jak±¶ chwilê oszala³y kundelek piszcza³, gdy w koñcu pu¶ci³ siê biegiem wzd³u¿ ¶cie¿ki. Z ka¿d± sekund± jego szczekanie stawa³o siê s³absze, a¿ w koñcu zupe³nie zanik³o.
Zarzygany bordowym winem i resztkami obiadu, Józef powoli pozbiera³ siê na nogi, co przysz³o mu z du¿± trudno¶ci±. Spojrza³ na le¿±ce przed nim cia³o dziewczynki. Jej g³ówka ca³kowicie pozbawiona skóry, tli³a siê jak p³on±ca guma. Oczodo³y pozbawione by³y ga³ek ocznych, a w miejscu nich zalega³a ciemna masa wygl±daj±ca jak samochodowy smar. Na czubku g³owy znajdowa³o siê co¶ czarnego i okr±g³ego. Mê¿czyzna nie móg³ do koñca stwierdziæ, co to jest, chocia¿ na my¶l przysz³o mu to, ¿e jest to czapka. Nie mia³o to jednak najmniejszego znaczenia. W tamtej chwili Józef ju¿ wiedzia³, co ma uczyniæ i nie zastanawiaj±c siê ani chwili d³u¿ej uczyni³ to...
Mê¿czyzna odwróci³ siê i uciek³ w g³±b lasu...
*
- I jak, by³ jeszcze chlebu¶? - zapyta³a wnuka Urszula.
- Tak, by³. Mas³o i ser te¿ kupi³em - odpar³ cicho. Mimo znacznego poruszenia, Rafa³ postara³ siê (chocia¿ z marnym skutkiem) u¶miechn±æ siê w sposób, który uwielbia³a jego babcia. - Kupi³em sobie te¿ chrupki.
Przez chwilê sta³ w niepewno¶ci, oczekuj±c reakcji babci, lecz na widok skrz±cej siê na jej twarzy weso³o¶ci, usz³o z niego to lekkie ci¶nienie, które ogarnia³o go prawie zawsze, kiedy zrobi³ co¶ bez zgody rodziców czy jak w tym przypadku babci.
Kobieta zachichota³a prawie niedos³yszalnie i wziê³a od wnuczka reklamówkê z drobnymi zakupami.
- Siadaj wnuczusiu, zrobimy zaraz co¶ na ¶niadanko - rzek³a wyci±gaj±c zawarto¶æ torby. - Pewnie znowu masz ochotê na jajecznicê, co?
Rafa³ u¶miechn±³ siê, chocia¿ zrobi³ to trochê wymuszenie, nie chc±c pokazaæ swojego przygnêbienia. Prawdê mówi±c, ju¿ po opuszczeniu sklepu zdawa³ sobie sprawê, ¿e nie prêdko bêdzie w stanie co¶ zje¶æ.
- Tak babciu, nie ma nic lepszego ni¿ twoja jajecznica - odpar³ - ale na razie nie mam ochoty do jedzenia.
Kobieta odwróci³a siê i spojrza³a na wnuka tak, jakby nie mog³a uwierzyæ w³asnym uszom, jednak na jej twarzy nie da³o odczytaæ siê takich emocji, jak obraza czy niezadowolenie. Ucieszy³o to Rafa³a.
- Niemo¿liwe - u¶miechnê³a siê babcia - przecie¿ ty zawsze masz ochotê do jedzenia. Mogê siê za³o¿yæ, ¿e zjad³by¶ nawet skorupki z jajek, gdyby ich zabrak³o.
Mimo kiepskiego humoru, Rafa³ roze¶mia³ siê, przez chwilê zapominaj±c o powodzie swojego zmartwienia. Trwa³o to jednak nied³ugo i brak humoru ponownie rozgo¶ci³ siê w g³owie ch³opaka, obejmuj±c swymi ob¶lizg³ymi palcami umys³ Rafa³a.
- Ca³kiem mo¿liwe babciu, ale zdaje mi siê, ¿e napcha³em brzuch tymi chrupkami - odpar³, chocia¿ dobrze wiedzia³, ¿e to nie jest prawda.
- Wszystko przez to, ¿e jeste¶ ob¿arciuch - stwierdzi³a k±¶liwie, choæ ¿artobliwie Urszula. - Ale jak tylko bêdziesz znowu g³odny to mi powiedz, dobrze?
- Dobrze.
Ch³opak odwróci³ siê i ju¿ mia³ i¶æ w stronê swego pokoiku, gdy nagle stan±³ jak wryty, s³ysz±c dobiegaj±ce z ust babci s³owa:
- Pani Zdzisia by³a dzisiaj u mnie.
To by³o zaledwie kilka s³ów, prostych s³ów, lecz spad³y one na Rafa³a niczym tona gêstej zawiesiny, sk³adaj±cej siê z wszystkich koszmarów i lêków, jakie dotychczas dane by³o mu spotkaæ i mêczyæ siê z nimi.
- Pyta³a siê o ciebie - ci±gnê³a sw± mowê kobieta. - Niestety ¶pieszy³o siê jej i nie mog³a siê z tob± spotkaæ, a chcia³a ci w³asnorêcznie co¶ podarowaæ.
Ch³opak prze³kn±³ ¶linê, zdaj±c± siê byæ ogromn±, metalow± kul±. Ka¿de kolejne s³owa dotycz±ce tej okropnie ¶mierdz±cej i strasznie wygl±daj±cej staruchy, budowa³y coraz to grubszy i wiêkszy mur zwany strachem.
- Ale Zdzisia jest bardzo mi³a i postanowi³a zostawiæ ci ten prezent. Id¼ go zobaczyæ, jest w twoim pokoju.
W tamtej chwili Rafa³ nie potrafi³ ani troszkê pozbyæ siê goszcz±cego w jego umy¶le przera¿enia, które mimo nie do koñca okre¶lonego powodu, jak najbardziej istnia³o. Niczym stalagmit, ch³opak sta³ jak wryty, nie potrafi±c siê odwróciæ i wydobyæ z siebie ¿adnego s³owa. Trudno w to uwierzyæ, ale Rafa³ na my¶l o Zdzis³awie, któr± w g³êbi duszy siê brzydzi³ i jednocze¶nie jej siê ba³, wpad³ w swoistego rodzaju trans, podczas którego przera¿ony umys³ ulega zniewoleniu.
- Co siê sta³o Rafa³ku? Wygl±dasz jakby¶ ujrza³ ducha - rzek³a zaniepokojona Urszula.
Ch³opak ca³± si³± woli próbowa³ wyrwaæ siê z ¿elaznego u¶cisku paniki i po chwili jego umys³ pocz±³ powoli wracaæ do normalnego trybu pracy, uwalniaj±c siê z dziwacznego transu.
- Wnuczku, dobrze siê czujesz? - spyta³a powa¿nie staruszka.
- Tak... - zdo³a³ wydusiæ z siebie jedno s³owo, lecz po chwili doda³ jeszcze kilka. -
W³a¶ciwie to nie...
- O co chodzi? - z trosk± spyta³a swego wnuka. - Odk±d wróci³e¶ ze sklepu, jeste¶ jaki¶ taki markotny. Sta³o siê co¶ z³ego?
Rafa³ podniós³ wzrok i w tamtej chwili Urszula by³a ju¿ pewna, ¿e Rafa³ jest bardzo zgnêbiony, co mo¿na by³o wyczytaæ nawet na bladej jak papier twarzy.
- W sklepie dwóch panów opowiada³o o ¶mierci jakie¶ dziewczynki - przemówi³ cicho ch³opak. - Mówili, ¿e siê spali³a...
Babcia zbli¿y³a siê do niego i po³o¿ywszy rêkê na jego ramieniu, skierowa³a i usadowi³a go na krze¶le przy stole. Sama usiad³a obok, jej mina wyra¿a³a wtedy zmartwienie, które ma w swoim zwyczaju pojawiaæ siê na twarzy cz³owieka, którego nasz³y smutne wspomnienia. Widaæ by³o po niej, ¿e zbiera w³a¶nie my¶li, by móc zacz±æ mówiæ.
- Nie chcia³am ci o tym mówiæ, ale... tak, to prawda - rzek³a w koñcu. - Ta tragedia wydarzy³a siê trzy dniu temu. Dziewczynka, która zginê³a by³a troszkê m³odsza od ciebie i na imiê mia³a Mariolka. - Babcia stara³a siê przekazaæ te informacje spokojnym tonem, mówi±c to powoli i "ostro¿nie". - Znam dobrze jej matkê i tak siê sk³ada, ¿e dzieñ przed t± tragedi± by³y¶my razem ze Zdzisi± odwiedziæ j±. Wtedy te¿ widzia³am po raz ostatni Mariolkê.
Ch³opak ze stoickim spokojem (chocia¿ zdawaæ by siê mog³o, ¿e jest nadal pod wp³ywem tego dziwnego transu) s³ucha³, co mia³a do powiedzenia jego babcia. By³ jej wdziêczny, ¿e mówi³a o tym w inny sposób, ni¿ ci mê¿czy¼ni w sklepie. Faktem jednak jest, ¿e wola³by o tym w ogóle nie s³uchaæ.
- To by³a bardzo ³adna i grzeczna dziewczynka. Ja i Zdzis³awa bardzo j± lubi³y¶my - ci±gnê³a swoj± przemowê. - Zreszt± Zdzisia lubi wszystkie dzieci i lubi im dawaæ ró¿ne prezenty. Mariolce akurat wrêczy³a ³adn± czerwon± czapeczkê, któr± sama uszy³a... - na chwilê Urszula przerwa³a sw± mowê, tak jakby nie chcia³a za bardzo odbiegaæ od tematu, chocia¿ by³oby lepiej, gdyby tak post±pi³a. - Niestety biedna dziewczynka zginê³a i ju¿ nic na to nie da siê poradziæ...
- Jeden z panów w sklepie mówi³, ¿e tej dziewczynce zapali³a siê g³owa... - ch³opak przerwa³ babci jej wypowied¼. - Czy to prawda?
- Nie wiem dok³adnie, co jej siê sta³o, ale s³ysza³am, ¿e sp³onê³a... - kobieta przerwa³a nagle, a jej twarz zmieni³a wyraz w taki sposób, jakby w³a¶nie wpad³a jej do g³owy jaka¶ nowa my¶l.
- Wiesz co jest w tym wszystkim najdziwniejsze, Rafa³ku? Matka tej dziewczynki opowiada³a nieraz mi i Zdzisi , ¿e Mariolka bardzo ba³a siê ognia. To naprawdê dziwne, ¿e akurat przez ogieñ straci³a ¿ycie... - Urszula zakoñczy³a to zdanie tak, jakby wpad³a w zadumê.
Przez chwilê w kuchni zapanowa³a cisza, której ca³kowit± w³adzê zak³óca³ jedynie ¶wist wiatru wdzieraj±cego siê przez cieniutkie jak ostrze brzytwy szparki. Rafa³ wpatrywa³ siê w babciê, która zastyg³a na pewien króciutki moment, a której oczy sta³y siê jakby nieobecne. Trwa³o to jednak zaledwie kilka sekund. Tymczasem w g³owie ch³opaka pojawi³o siê ziarnko nowej my¶li, które powoli, choæ nieustannie i nieub³aganie poczê³o kie³kowaæ, by nareszcie rozwin±æ siê w umy¶le na tyle obszernie, by pojawi³ siê nowy powód do paniki. Ba³ siê wyznawaæ swoje obawy przed babci±, lecz musia³ zadaæ to pytanie:
- Jaki ja dosta³em prezent?
Babcia drgnê³a na g³os wnuka i spojrza³a na niego ze zdziwieniem i niezrozumieniem. Najwidoczniej szybko jednak pojê³a o co ch³opak pyta, lecz trudno by³o jej poj±æ, dlaczego Rafa³ tak szybko zmieni³ temat; pomy¶la³a, ¿e mo¿e nie chce ju¿ nic wiêcej s³yszeæ o tej tragedii. Zda³a sobie sprawê, ¿e tak by³oby lepiej zarówno dla niej, jak i przede wszystkim dla jej wnuka.
- Lepiej bêdzie kiedy sam zobaczysz.
- Dlaczego? Przecie¿ mo¿esz mi powiedzieæ - odpar³ trochê zrzêdliwie ch³opak.
- Zdzisia prosi³a mnie, ¿ebym ci nie mówi³a, co to jest, dopóki sam tego nie zobaczysz.
Rafa³ nie odpowiedzia³ nic i zacz±³ zastanawiaæ siê, co zrobiæ, by unikn±æ przyjêcia prezentu od Zdzis³awy. Sam nie wiedzia³ do koñca czemu, ale mia³ jakie¶ dziwne przeczucie, ¿e lepiej dla niego bêdzie, je¶li nie bêdzie zbli¿a³ siê do jej podarunku. Mia³o to co¶ wspólnego z now± my¶l±, która pojawi³a siê niedawno w jego g³owie, a która na pewno nie by³a radosn± nowink±.
- To ja mo¿e pó¼niej pójdê zobaczyæ ten prezent - nareszcie przemówi³ Rafa³. - A teraz pójdê na chwilê na dwór. Mogê babciu? - Wiedzia³ ¿e mo¿e, ale wola³ siê upewniæ, przy okazji stosuj±c metodê urzekaj±cego u¶miechu, który jego babcia tak lubi³a.
- No, dobrze. Jak nie chcesz teraz, to zobaczysz go pó¼niej, a na razie mo¿esz i¶æ sobie na dwór. Tylko nie wchod¼ za daleko do lasu, bo ³atwo siê zgubiæ - odpar³a staruszka, my¶l±c przy tym o p³on±cej w lesie ma³ej dziewczynce.
*
Aura panuj±ca na dworze nie zmieni³a siê w ogóle, co wcale nie zaskoczy³o ch³opaka. Od jakiego¶ tygodnia powietrze nasycone by³o wilgoci±, której ¼ród³em by³a otulaj±ca swymi ramionami mg³a, zalegaj±ca na obszarze kilkunastu kilometrów kwadratowych. Gêsto¶æ tego na wpó³ przezroczystego ca³unu potêgowa³o do¶æ bliskie po³o¿enie kilku niedu¿ych stawów, wokó³ których rozci±ga³y siê mokrad³a.
By³a dziesi±ta rano, kiedy Rafa³ znu¿ony ci±gn±cym siê w ¿ó³wim tempie czasem, wpad³ na pewien pomys³. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e nie jest on najlepszy, tym bardziej, ¿e dotyczy³ on wydarzenia, które tak go dzisiaj przygnêbi³o, ale faktem by³o, ¿e inna idea nie zago¶ci³a w jego g³owie i w najbli¿szym czasie zapewne nic by siê nie zmieni³o.
Postanowi³ udaæ siê do lasu. Pomys³ ten by³ nad wyraz g³upot±, ale zwiêkszaj±cy siê poziom adrenaliny, sprawi³, ¿e ciekawo¶æ wziê³a górê nad strachem.
Rafa³ skierowa³ siê na prowadz±c± ku sklepu kamienist± drogê, z niej zszed³ na ci±gn±c± siê przez ³±czkê ¶cie¿kê i ruszy³ ni± w stronê zielonej ¶ciany drzew, których wierzcho³ki tonê³y we mgle, co sprawia³o wra¿enie, i¿ siêga³y one przestworzy i s± filarami nieba. Po nied³ugim marszu ch³opak dotar³ na skraj lasu i zatrzyma³ siê. Przez chwilê w jego g³owie zago¶ci³a niepewno¶æ. Albo lepiej nie... - pomy¶la³ stoj±c naprzeciw wysokiej bramy drzew. "Chod¼ do nas ch³opcze..." - zdawa³ siê dobiegaæ z g³êbi lasu przyjemny g³os. Rafa³ sta³ w miejscu, szarpany uczuciami jak szmaciana lalka. Strach czy ciekawo¶æ? Strach czy ciekawo¶æ? "Chod¼ i dowiedz siê tego, co pragniesz wiedzieæ. Tutaj nic ci siê nie stanie, ch³opcze." Nie... nie chcê.... - my¶la³ szarpany niepewno¶ci±. "Choood¼" - zaszumia³ delikatnie kusz±cy g³os ciekawo¶ci.
Ch³opak wszed³ do lasu...
*
Zag³êbiaj±c siê powolnym krokiem w otch³añ opanowan± przez ro¶liny i drzewa, emocje Rafa³a zwiêksza³y siê, nabieraj±c coraz ostrzejszej wyrazisto¶ci. Z jednej strony pragn±³ zawróciæ i wydostaæ siê z tego ponurego, mrocznego miejsca. Z drugiej natomiast dreszczyk emocji i przede wszystkim zaspokojenie swojej ciekawo¶ci, ci±gnê³o go naprzód. Ch³opak wiedzia³, ¿e rzecz któr± w³a¶nie robi³ by³a g³upot± w najczystszej postaci, gdy¿ po pierwsze: zniewa¿y³ ostrze¿enie babci, a po drugie: postêpowa³ wbrew swojej woli, co najbardziej go dziwi³o. Jednak teraz ju¿ nie by³o odwrotu, zosta³ wci±gniêty w bezdenny wir ciekawo¶ci, co u dzieci w jego wieku by³o rzecz± najzupe³niej normaln±.
Po¶ród sêkatych i powykrêcanych niczym palce artretyka drzew, maszerowa³ powolnym i ostro¿nym krokiem. Rozgl±da³ siê na boki tak, jakby spodziewa³ siê, ¿e wyskoczy na niego z krzaków jakie¶ z³o¶liwe stworzenie, niekoniecznie zwierzê... Wówczas, id±c tak przed siebie, w g³owie Rafa³a nagle co¶ "strzyknê³o" , tak jakby jego umys³ zmieni³ obroty dzia³ania na tryb postrzegania innym zmys³em. Stan±³ jak wryty i goszcz±ca w jego umy¶le obawa przerodzi³a siê w panikê. Jak z³apana w zasadzkê ofiara, ch³opak machinalnie obraca³ g³ow±, szukaj±c czego¶ albo raczej kogo¶, co by³o ¼ród³em jego przera¿enia. "O Bo¿e! Tylko nie ona!". Strach wrzeszcza³ przenikliwie w g³owie Rafa³a, odbijaj±c siê w nieskoñczono¶æ echem paniki. Nie mia³ najmniejszych w±tpliwo¶ci, ¿e gdzie¶ niedaleko niego znajduje siê potwór, potwór który karmi siê strachem innych ludzi, potwór który poch³ania ich lêki, by móc je pó¼niej w wielokrotnie gro¼niejszej postaci zwróciæ w³a¶cicielowi.
Wizja starej, gnij±cej, szpetnej kobiety zago¶ci³a w g³owie ch³opaka, rozgaszczaj±c siê w umy¶le, niczym król na swoim tronie. Stoj±ca w brudnej, granatowej sukni roha, emanowa³a d³awi±cym smrodem butwiej±cych, mokrych li¶ci. Na pokrywaj±cej jej g³owê ciemnozielonej chu¶cie wi³y siê pulchne, kremowe larwy pe³zaj±ce po niej jakby próbowa³y siê dostaæ do jej wnêtrza i staæ siê jednocze¶nie czê¶ci± jej rozk³adaj±cego siê cia³a. "Chod¼ do mnie... Ze mn± nic ci siê nie stanie..." - przemówi³a wied¼ma rozwieraj±c usta, z których wype³zn±³ d³ugi pomarañczowy w±¿, którego g³owa ¿arzy³a siê ¿ywym ogniem... Nie mog±c d³u¿ej znie¶æ tej wizji Rafa³ odwróci³ siê i z gromkim wrzaskiem i ³zami tryskaj±cymi z rozwartych w panice oczu, pogna³ w stronê wyj¶cia z lasu.
*
Znajduj±c siê w odleg³o¶ci kilku minut drogi od domu, Rafa³ zwolni³ tempo biegu, powoli ograniczaj±c go do szybkiego kroku. P³uca spazmatycznie ³apa³y powietrze, a serce wali³o mu jak spi¿owy dzwon. Pot, który zmierzwi³ w³osy mieszaj±c siê z ³zami, ¶cieka³ po twarzy ch³opaka. Opu¶ci³ las b³yskawicznie, ani razu nie ogl±daj±c siê za siebie. Nie chcia³ widzieæ, co znajduje siê za nim, czy kto¶ lub co¶ pod±¿a za nim d³ugimi i szybkimi krokami, z rêkoma wyci±gniêtymi przed siebie i martwym u¶miechem gnij±cych ust. "Chod¼, chod¼! Nie bój siê pani Zdzisi. Ze mn± bêdzie ci dobrze, ch³opcze." Nie mia³ najmniejszego zamiaru sprawdzaæ, jak blisko i czy w ogóle kto¶ za nim jest, ale jedno wiedzia³ na pewno: musia³ uciekaæ jak najszybciej.
Chocia¿ strach nadal go nie opuszcza³, to jednak umys³ jego powoli zacz±³ rodziæ logiczne my¶li. Za chwilkê bêdê w domu, pomy¶la³. Co ja powiem babci? Odpowied¼ by³a jedna: nie wiem. Zdawa³ sobie sprawê, ¿e nie mo¿e opowiadaæ jej o jakie¶ wied¼mie z lasu. Babcia w ¿yciu by mu nie uwierzy³a. Nikt by w to nie uwierzy³. Nawet Rafa³owi przychodzi³o to z trudem. Tak wiêc ch³opak postanowi³ zatrzymaæ to wszystko dla siebie. Najlepiej bêdzie, jak nikomu o tym nie powiem, pomy¶la³ i tak te¿ zrobi³.
*
- Bo¿e, co ci siê sta³o?! - Urszula wrêcz wykrzyknê³a na widok wnuka. - Jeste¶ ca³y czerwony... i mokry. Goni³ ciê pies czy co? Wygl±dasz jakby¶ ucieka³ przed czym¶!
¯eby to by³ tylko pies, pomy¶la³. Jednak jego babcia by³a bardzo spostrzegawcza, tego nie da siê ukryæ.
- Tak - sk³ama³ ch³opak. Nic innego nie móg³ zrobiæ. - Jaki¶ pies mnie przez chwilê goni³, ale by³ ma³y i mnie nie dogoni³.
Kobieta uwa¿nie przygl±da³a siê Rafa³owi, a szczególnie jego oczom tak, jakby chcia³a sprawdziæ, czy jej wnuk mówi prawdê. Przez chwilê, która zdawa³a ci±gn±æ siê wieczno¶æ, ch³opak by³ pewny, ¿e babcia skarci go za k³amstwo i ka¿e mówiæ prawdê. Jednak staruszka nie zrobi³a tego. Mo¿e nie uda³o jej siê odczytaæ z jego oczu tego, czego on siê obawia³, a mo¿e po prostu nie mia³a zamiaru przeprowadzaæ jakiego¶ przes³uchania na swoim wnuku.
- Oj, Rafa³ku - rzek³a pob³a¿liwie. - Tobie to zawsze co¶ musi siê przytrafiæ.
- Ee tam, nic siê nie sta³o - odpar³ zmuszaj±c usta do u¶miechu, co przysz³o mu z du¿ym trudem. - Trochê sobie pobiega³em.
- Mia³e¶ szczê¶cie, ¿e ten wilko³ak ciê nie z³apa³ - za¿artowa³a babcia, ale Rafa³owi wcale ten dowcip nie przypad³ do gustu. - Id¼ obmyj twarz, bo wygl±dasz jak spocony burak.
Rafa³ raz jeszcze siê u¶miechn±³ tak, ¿eby ucieszyæ tym widokiem swoj± babciê. U¶miech ten ca³kowicie ulotni³ siê z jego twarzy, kiedy znalaz³ siê w ³azience.
Po kilku minutach ch³opiec opu¶ci³ toaletê i wszed³ do kuchni. Babcia sta³a przy kuchence i miesza³a chochl± w garnku.
- Zrobi³am roso³ek - powiedzia³a g³osem, w którym mo¿na by³o odczuæ drobniutki cieñ dumy. - Nie jad³e¶ ¶niadania, to na pewno jeste¶ g³odny.
Rafa³ nie jad³ rano nic, bo nie pozwala³ mu na to skurczony ¿o³±dek. W tej chwili ¿o³±dek skurczy³ mu siê do wielko¶ci ziarnka piasku, wiêc nie by³o w tym nic dziwnego, ¿e nie mia³ najmniejszej ochoty na jedzenie.
- Tak wcze¶nie jest obiad? - zdziwi³ siê ch³opak.
- Wcze¶nie? Przecie¿ jest ju¿ wpó³ do pierwszej.
Rafa³ wydawa³ byæ siê zaskoczony i jednocze¶nie niezadowolony, co wynika³o z ulatniaj±cej siê z niego pewno¶ci siebie. Jak ju¿ wiadomo, nie mia³ w tamtej chwili najmniejszej chêci do jedzenia, jednak zdawa³ sobie jasno sprawê, ¿e nie powinien odmówiæ babci, która czêstowa³a go posi³kiem. To mog³o wzmóc podejrzenia Urszuli, która czasami potrafi³a byæ naprawdê dociekliwa. Dla w³asnego dobra musia³ przyj±æ propozycjê babci.
- W takim razie mo¿e mi babcia nalaæ tego roso³u - rzek³ wbrew w³asnej woli ch³opak. - Ale nie za du¿o - dokoñczy³ skromnie i ostro¿nie, przywo³uj±c na twarz swój najlepszy u¶miech, przeznaczony wy³±cznie dla babci. Zerkaj±c na ni±, zda³ sobie jednak sprawê, ¿e tym razem nie podzia³a³ on z takim skutkiem, z jakim by³ zamierzony. Faktem by³o jednak, ¿e matka jego ojca by³a bardzo dobroduszn± osob± i przyjê³a s³owa wnuka spokojnie, staraj±c siê byæ przy tym wyrozumia³a.
Nape³niwszy talerz niewielk± ilo¶ci± zupy, poda³a go Rafa³owi, stawiaj±c na stole tu¿ pod jego nosem. Ch³opak spogl±dn±³ w zawarto¶æ naczynia z niechêci±. Z talerza unosi³ siê smakowity aromat, jednak ani o krztê nie poprawi³ on jego apetytu. Spojrza³ na stoj±c± nad nim babciê i ponownie zmusi³ swe usta do u¶miechu. Kobieta odpowiedzia³a mu tym samym i po³o¿ywszy swój talerz na blacie, usiad³a naprzeciw Rafa³a.
- Smacznego wnuczku - rzek³a szczerze.
- Dziêkujê. Wzajemnie.
Te dziesiêæ minut, podczas których ch³opak wmusza³ w siebie rosó³, by³o najprawdziwsz± udrêk±. Wlewa³ w siebie ³y¿ka po ³y¿ce zupê, która z ledwo¶ci± przep³ywa³a mu przez gard³o, by po d³ugiej "wêdrówce" opa¶æ na dno ¿o³±dka. Zanim Urszula skoñczy³a je¶æ, Rafa³ poch³on±³ zaledwie po³owê swej porcji roso³u, którego w talerzu by³a i tak skromna ilo¶æ. Chocia¿ nie patrzy³ podczas jedzenia na sw± babciê, to nie potrafi³ oprzeæ siê wra¿eniu, ¿e spoziera ona na niego przez ca³y ten czas, podczas gdy on mordowa³ siê z posi³kiem.
- Co¶ ci to z trudem idzie - w koñcu przemówi³a staruszka. - Jak ju¿ nie mo¿esz, to nie jedz.
Wêdruj±ca w stronê ust ³y¿ka zatrzyma³a siê, Rafa³ oderwa³ od niej wzrok i spojrza³ z wdziêczno¶ci± na Urszule. Wyraz jego twarzy przyprawi³ j± o ciekawo¶æ. Dziêkujê, zdawa³ siê wyra¿aæ wzrok jej wnuka.
Umywszy talerze, babcia ponownie zasiad³a przy stole. Spogl±daj±c na swego wnuka stwierdzi³a, ¿e wyraz jego twarzy prawie w ogóle nie zmieni³ siê odk±d wróci³ z podwórza. Smutek i strach pomieszane by³y w taki sposób, ¿e wydawaæ by siê mog³o, ¿e ch³opak jest tylko przygnêbiony. Mimo ciekawo¶ci, kobieta postanowi³a, ¿e nie bêdzie roztrz±saæ tematu jej przypuszczeñ.
- Szkoda wnuczku, ¿e ju¿ dzisiaj musisz wyjechaæ - rzek³a z nieukrywanym ¿alem kobieta.
Ch³opak zerkn±³ na ni± i nie wiedzia³, co ma odpowiedzieæ. Przecie¿ nie powiem, ¿e mi te¿ jest smutno z tego powodu, pomy¶la³. Wtedy te¿ zda³ sobie sprawê, ¿e niczego bardziej nie pragn±³, jak opu¶ciæ miejsce, w którym dane by³o mu przebywaæ od ponad tygodnia. Na sam± my¶l, jego serce zaczê³o ¿wawiej biæ, nie ze strachu, lecz z rado¶ci.
- No, szkoda - odpar³ w najczystszej postaci k³amstwem. - Ale przyjadê za nied³ugo. Obiecujê.
- To dobrze. - U¶miechnê³a siê babcia. - Oby jak najszybciej.
Mam nadziejê, ¿e ju¿ nigdy, pomy¶la³, podczas gdy w jego g³owie zago¶ci³ obraz najlepszej przyjació³ki jego babci. Przeszed³ go zimny dreszcz, wiêc zmusi³ siê do my¶lenia o czym innym.
- A o której maj± przyjechaæ rodzice?
- Twoja mama mówi³a, ¿e bêd± tu pod wieczór. Najpó¼niej o szóstej - odpar³a.
Serce Rafa³a ponownie zala³a cudowna fala ciep³a. Poczu³ siê jak cz³owiek, który ju¿ za chwilê, po d³ugich cierpieniach, odzyska wolno¶æ.
- Naprawdê bêdzie mi ciebie brakowaæ.
- Mnie ciebie te¿ babciu - rzek³ szczerze, nie my¶l±c akurat wtedy o Zdzis³awie.
Temat wyjazdu Rafa³a ci±gn±³ siê jeszcze przez chwilê, a¿ nagle jego babcia zmieni³a go na inny.
- Chyba pamiêtasz o prezencie? - spyta³a.
- O jakim pre... - ch³opak urwa³ zdanie w po³owie s³owa, gdy nagle na jego umys³ spad³a ciê¿ka, mroczna kotara. W jednej chwili uczucie szczê¶cia opu¶ci³o go niczym kamieñ wystrzelony z procy. Oczyma duszy ujrza³ postaæ gnij±cej kobiety w granatowej sukni, z twarz± oblê¿on± ma³ymi, kolorowymi, t³ustymi robakami.
- O prezencie od pani Zdzisi, g³uptasie - wyt³umaczy³a Urszula. - Przecie¿ ci ju¿ mówi³am, jest w twoim pokoju. Id¼ i sam zobacz.
Chocia¿ nie by³ do koñca pewien czemu, to jednak zdawa³ sobie sprawê z faktu, ¿e nie ma ochoty ogl±daæ prezentu od tej wstrêtnej staruchy, której nienawidzi³ z ca³ych si³. Nie chcia³ mieæ z ni± nic wspólnego.
- A to mo¿e pó¼niej pójdê go zobaczyæ - rzek³. - Przecie¿ nie ucieknie - spróbowa³ za¿artowaæ, ale zda³ sobie sprawê, ¿e te s³owa wcale go nie rozbawi³y. To ¿e prezent od "pani Zdzisi" bêdzie na swoim miejscu by³o pewne, ale na sam± my¶l, ¿e on czeka tam na niego, dreszcze wstrz±sa³y jego m³odym cia³em. - Teraz poogl±dam sobie telewizjê.
- Telewizjê? Przecie¿ teraz nie ma nic ciekawego, jest dopiero wpó³ do drugiej - stwierdzi³a babcia.
- No to mo¿e... pójdê poczytaæ ksi±¿kê.
- Chcesz czytaæ ksi±¿kê?! Teraz to mnie naprawdê zaskoczy³e¶.
- No, przywioz³em ze sob± "Czarne Stopy". Pani z polskiego powiedzia³a, ¿ebym sobie to przeczyta³, bo to jest bardzo ciekawa ksi±¿ka.
- Nie w±tpiê - odpar³a uprzejmie babcia. - Na pewno to jest ciekawa lektura. Sama jej nie czyta³am, ale jak pani z polskiego ci j± poleci³a, to id¼ sobie poczytaj j± u siebie w pokoju. Ja muszê siê po³o¿yæ na chwilê. Opowiesz mi pó¼niej, o czym ona jest, dobrze?
- Dobrze - odpowiedzia³ Rafa³ i zrobi³ najg³upsz± rzecz w swoim ¿yciu - poszed³ do swojego pokoju.
*
W pomieszczeniu, do którego wszed³, a które by³o jego pokoikiem (przynajmniej na czas jego przyjazdu), panowa³a g³êboka cisza. Izba by³a niewielka i nie l¶ni³a nowo¶ci±, ale Rafa³owi sprawia³o przyjemno¶æ przebywanie tam, a zamieszkiwa³ ten pokój ju¿ kilka razy - trzy mo¿e cztery. Do¶æ szerokie okno znajdowa³o siê naprzeciw drzwi. Przy jednej ¶cianie sta³a na pod³odze komoda, w której Rafa³ móg³ przetrzymywaæ swoje rzeczy, a tu¿ nad ni± wisia³ ³adny, choæ bardzo stary wahad³owy zegar. Pod ¶cian± naprzeciw tej z zabytkowym czasomierzem, sta³o jednoosobowe ³ó¿ko, na którym sypia³ ch³opak. Tu¿ przy ³ó¿ku sta³a niewielka szafeczka z szuflad±. Zwykle sta³a ona pusta, lecz w tamtej chwili (co Rafa³owi natychmiast rzuci³o siê w oczy) na jej ma³ym blacie co¶ siê znajdowa³o - le¿a³a na nim stara, pomarszczona reklamówka. Ch³opak nie musia³ d³u¿ej zastanawiaæ siê, sk±d ona siê wziê³a; by³ pewien, ¿e oto nadesz³a chwila, gdy dane mu by³o ujrzeæ to, czego siê obawia³ - na szafce spoczywa³ prezent od pani Zdzisi. W jednej chwili ch³opak zamar³, nie potrafi±c siê poruszyæ, a nawet gdyby umia³, to nie wiedzia³by, co ma zrobiæ. Móg³ podej¶æ bli¿ej szafki lub odwróciæ siê i z krzykiem na ustach, biegiem opu¶ciæ dom. Sta³ jak pos±g wmurowany w ziemiê, nie mog±c ocuciæ siê z bezradno¶ci. Czu³ jakby w gardle uwiêz³a mu skarpeta. "Chod¼ do mnie, ch³opcze... Podejd¼ jak najbli¿ej... Przytulê ciê...".
Rafa³ zadr¿a³ jak sztandar na wietrze, poczu³ jak panika odbiera mu si³y w koñczynach i te powoli zaczynaj± chwiaæ siê. W miejscu logiki pojawi³a siê bezsilno¶æ, przejmuj±c w³adzê nad ca³ym cia³em i umys³em ch³opca. "Chod¼... Choood¼...".
Noga Rafa³a unios³a siê i jego krok skierowa³ siê w stronê szafeczki. Krok po kroku ch³opak porusza³ siê, z ka¿d± sekund± zbli¿aj±c siê coraz bli¿ej do swojego przeznaczenia, z którego ogromnego znaczenia nie zdawa³ sobie sprawy.
Czy wiedz±c, w jak wa¿nej okoliczno¶ci dane by³o mu w tamtej chwili stawiæ czo³o nieznanemu, zdo³a³by zrobiæ co innego ni¿ ulegniêcie nieoswojonej sile? Trudno powiedzieæ, gdy¿ umys³ Rafa³a by³ tak zniewolony, ¿e wyrwanie siê z okowów owej si³y graniczy³o z cudem.
Stara reklamówka o kasztanowym kolorze, znajdowa³a siê ju¿ na wyci±gniêcie rêki ch³opaka. Po jego policzkach poczê³y ciekn±æ cienkie stru¿ki ³ez. W g³owie Rafa³a przez u³amek sekundy promyk logiki przedar³ siê przez gêst±, czarn± mg³ê zniewolenia. "Nie...". Ten króciutki przeb³ysk my¶li, który prawie niezauwa¿alnie pojawi³ siê w umy¶le ch³opca, zosta³ gwa³townie, wrêcz brutalnie zlikwidowany, tak jakby by³ to znienawidzony wróg, pozosta³y na polu walki jako ostatni przeciwnik.
By³ na tyle blisko reklamówki, ¿e da³o siê wyczuæ mdl±cy fetor - smród butwiej±cych li¶ci. Ch³opak nie zwraca³ na to ¿adnej uwagi, gdy¿ jego umys³ by³ zahipnotyzowany przez odwieczn± w³adzê, jak± dysponowa³ strach, a my¶li ca³kowicie ukryte by³y pod ciê¿kim p³aszczem niewiedzy.
Wtem reklamówka drgnê³a, wydaj±c przy tym cichy szelest. Zdawaæ by siê mog³o, ¿e siatka o¿y³a - jej ¶cianki zaczê³y pulsowaæ, a ze ¶rodka dobiega³ ledwo s³yszalny d¼wiêk, przypominaj±cy pomruk jakiego¶ niewielkiego zwierzêcia; powoli odg³os ten coraz bardziej zacz±³ kojarzyæ siê z sykiem. Sykiem wê¿a...
Przera¿enie spl±drowa³o umys³ Rafa³a, niszcz±c ostatni kontakt z rzeczywisto¶ci±. Pozosta³a mu tylko jedna rzecz - panika, któr± dane by³o mu bez przerwy odczuwaæ do koñca swojego krótkiego ¿ycia.
"Podejd¼ ch³opcze... Podejd¼, a przytulê ciê jak najmocniej...".
*
By³a godzina siedemnasta dwadzie¶cia, kiedy rozleg³ siê odg³os pukania, który wyrwa³ Urszule z ramion snu. Staruszka nie ¶piesz±c siê, zesz³a z ³ó¿ka i uda³a siê w stronê drzwi, zastanawiaj±c siê przy tym, któ¿ to zawita³ do jej skromnych progów.
- O, Adam! - prawie ¿e wykrzyknê³a kobieta, ujrzawszy pod drzwiami swego domu ojca i matkê Rafa³a. - Nie spodziewa³am siê, ¿e tak szybko przyjedziecie.
- Szybko? - odpar³ z promiennym u¶miechem na twarzy syn Urszuli. - Mówili¶my, ¿e bêdziemy oko³o osiemnastej.
- No w³a¶nie... - rzek³a nie kryj±c zdziwienia i spojrza³a na wisz±cy na ¶cianie zegar. - O Bo¿e, to ju¿ tyle jest godzin? Ale niewa¿ne, wchod¼cie!
Staruszka stoj±c w kuchni rozmawia³a z Adamem i jego ¿on± Joann±. Tematem rozmowy by³o praktycznie wszystko, co wydarzy³o siê, us³ysza³o, widzia³o i tym podobne rzeczy. W kuchni zapanowa³a radosna atmosfera, tak jakby tych troje ludzi nie widzia³o siê ze sob± szmat czasu.
- A gdzie jest Rafa³? - w pewnym momencie zada³a pytanie Joanna, schodz±c na inny tor rozmowy.
- W pokoju - odpowiedzia³a Urszula, szybko wracaj±c do rozmowy ze swym synem. Joanna uda³a siê tam zostawiaj±c mê¿a sam na sam z jego matk±. K±tem oka ujrza³a na jego twarzy minê, która mog³a wyra¿aæ udawane zniechêcenie, i u¶miechnê³a siê do niego, próbuj±c go pocieszyæ. Mo¿e i to co¶ pomog³o, ale faktem by³o, ¿e zmuszony by³ do wys³uchania ci±gn±cej siê tyrady s³ów, wypluwanych z ust jego matki z prêdko¶ci± pêdz±cego poci±gu. Wiedz±c, i¿ nic nie wskóra, nawet nie próbowa³ jej przerywaæ. Zna³ doskonale swoj± matkê i nie mia³ jej za z³e, ¿e kiedy tylko ma okazjê widzieæ siê z nim, to nawet na chwilê nie bêdzie chcia³a daæ mu spokoju, próbuj±c dowiedzieæ siê, co u niego s³ychaæ, jak siê mu wiedzie, jak praca, jak zdrowie i tak dalej, a raz na jaki¶ czas wtr±ciæ jaki¶ w±tek odno¶nie jej ¿ycia. Tak by³o za ka¿dym razem i tak te¿ by³o wówczas, co wcale nie zdziwi³o Adama.
Urszula w³a¶nie wchodzi³a na temat dotycz±cy Rafa³a, gdy ca³y dom zadr¿a³ wrêcz, kiedy rozleg³ siê okropny, gromki, paniczny wrzask Joanny. Adam i jego matka na u³amek sekundy zastygli, przez moment wygl±daj±c jak postacie z przera¿onymi twarzami, ujête na zdjêciu. Spowodowany zaskoczeniem impas szybko min±³ i Adam kilkoma d³ugimi susami pokona³ odleg³o¶æ dziel±c± go od pokoju Rafa³a, sk±d dobiega³ przenikliwy krzyk jego ¿ony. Wpad³ do pomieszczenia, które w m³odo¶ci by³o jego pokojem i ujrza³ obraz, którego w ¿yciu nie spodziewa³ siê ujrzeæ - nieprzerwanie wrzeszcz±ca Joanna klêcza³a na pod³odze, trzymaj±c w swych rêkach zwiotcza³e cia³o m³odego ch³opaka. Cia³o martwego ch³opaka. Cia³o Rafa³a... Martwego Rafa³a...
Przera¿ony, pozbawiony jakiejkolwiek oznaki logicznego my¶lenia, Adam rzuci³ siê na ziemiê i nie bacz±c na sw± ¿onê, mimowolnie odepchn±³ j± i obj±³ ramionami pozbawionego ¿ycia synka i potrz±sn±³ nim lekko. Z ust Adama wydobywa³y siê nieartyku³owane d¼wiêki. £zy mieszaj±c siê ze smarkami p³ynê³y po jego bladej twarzy. Adam chlipi±c jak dziecko, które w³a¶nie straci³o nó¿kê, coraz mocniej potrz±sa³ martwym synem, który wygina³ siê jak pluszowy mi¶. G³owa o woskowo bia³ej twarzy poplamionej gdzieniegdzie fioletowymi wykwitami, w której zatopione by³y puste, zasnute mg³± oczy, dynda³a na ka¿d± stronê. Wokó³ szyi okrêcony by³ pleciony grubymi niæmi szeroki szal. Adam w przyp³ywie nadziei próbowa³ wyrwaæ siê z koszmaru, który by³ jak najbardziej rzeczywistym ¶wiatem, i trzês±cymi siê d³oniami zacz±³ desperacko szarpaæ szalik, staraj±c uwolniæ z ¿elaznego u¶cisku szyjê Rafa³a. Do Adama nie dociera³ p³aczliwy krzyk ¿ony i jego matki. W tamtej chwili liczy³o siê tylko jedno: zdj±æ ten cholerny szal z szyi swego syna. Musia³ zrobiæ to jak najszybciej, bo Rafa³ nie móg³ normalnie oddychaæ. Musia³ siê ¶pieszyæ. Jest jeszcze czas, pomy¶la³ z szalon± rozpacz±. Jest jeszcze czas...
Mimo usilnych prób mê¿czyzna, zalewaj±c siê strumieniem ³ez, nie zdo³a³ nic zrobiæ. Brunatny szal, pokryty gdzieniegdzie ciemnymi smugami, sta³ siê czê¶ci± ch³opca i nic nie móg³ ju¿ poradziæ. Nic...
*
Wakacje powoli dobiega³y koñca. Prawie do samego ich koñca prawdziwe lato nie potrafi³o przej±æ pa³eczki, ulegaj±c tym samym - zawziêtej na wszystkich - szkockiej aurze.
Tragedia, która rozegra³a siê na prze³omie kilku dni, w du¿ej mierze zmieni³a ¿ycie mieszkañców wsi. Tematu wydarzonego siê dramatu, ludzie starali siê unikaæ tak, jakby na³o¿ono na nich sankcje. Prze¿yty szok nosili w swych umys³ach, próbuj±c pu¶ciæ go w niepamiêæ. Od czasu do czasu w zaciszu swych domów zdarza³a siê krótka wymiana s³ów dotycz±ca niedawnej katastrofy, lecz zazwyczaj taka rozmowa koñczy³a siê w okamgnieniu.
W¶ród tych dotkniêtych apati± ludzi znalaz³a siê pewna osoba, któr± zaabsorbowa³a owa tragedia. Swoje zainteresowanie efektywnie ukrywa³a pod zwodnicz± mask± przygnêbienia. Odwiedzaj±c kolejnych znajomych stara³a siê nie wspominaæ o minionym nieszczê¶ciu, bo chocia¿ interesowa³o j± to bardzo, to mia³a w sk³adaniu wizyt u znajomych zupe³nie inny cel. Nachodz±c niczego niepodejrzewaj±cych ludzi poszukiwa³a m³odej osoby, której bêdzie mog³a podarowaæ jaki¶ ³adny prezent. Tak, tak. Bo pani Zdzisia bardzo lubi dzieci...
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Nagle Rafa³ Co¶ Posuwaj±cy Mia¿d¿enie ¿e Rafa³a Wiedz±c, ¿aden ¿elaznego Rafa³a />
Rafa³ Wraz Ciemno¶æ Powieki Rafa³ Zda³ />
Ju¿ Rafa³ku... Tylko />
Ch³opiec, Powieki Rafa³ Poczu³, Zmierzwione ³zy. Ch³opak />
Babciu... Rafa³. Chocia¿ Urszula />
Znowu ¶ni³o? />
Rafa³ Powieki />
Próbowa³em Ale Nie />
Spokojnie Rafa³ku Urszula. Spróbuj />
Ch³opiec Spojrza³ />
Naprawdê />
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
Proszê ¦niadanko />
Staruszka Zapach Rafa³a />
Dziêkujê Ch³opiec Wiesz, ¿e />
/>
/>
Nie, Pó¼niej />
Danie Rafa³. Staruszka />
/>
/>
Spojrza³ />
Moja Opowiada³am />
Mimo Rafa³a Jedyn± "Kim />
/>
/>
/>
/>
/>
Ojej! Jaki ³adny Rafa³ ¿yciu. ¿e Masz Rafa³, Ula Mówi³a, ¿e />
Rafa³ />
Zarówno "pani± Zdzisiê", Smród Zielona Szary Twarz />
/>
/>
Tak... Rafa³ ¿e ¶widruje Nie ¿e />
Rafa³ek Kiedy />
Mam ³garskim />
Wnuk Oczy Rafa³a />
/>
/>
/>
/>
/>
Kuchnia Babcia "najlepsz± Rafa³ Uzna³, ¿e />
Czego Rafa³ku? Urszula. Przecie¿ />
Obie Ch³opak Zdzis³awê. Chyba Zdawaæ ¿e />
Chyba Zjadliwy />
Mój Urszula. Zdajê ¿e />
Sny? Masz Zdzis³awa. Rafa³a G³os />
Mniej Rafa³a. Wszystko ¿mijê. />
"pani Zdzisia". Nie ¿e ¶ni± />
Obie Wzrok "najlepszej />
Lepiej Rafa³ />
Tak "pani Zdzisia''. Mimo By³ ¿e Ch³opak />
/>
/>
Czemu />
/>
Taki Zdzis³awa. Obie Prawda ¿e Rafa³ Mia³ "najlepszej Ch³opiec Urszula />
Przynajmniej Urszula, Mimo Zdzis³awa Rafa³ Nie Nareszcie />
/>
/>
/>
/>
/>
Nastêpnego Urszula Rafa³a Chocia¿ ¿adnych Wiedzia³, ¿e Gdy />
Sk³adaj±c± ¿ó³wim Rafa³ Stali Chocia¿ (spowodowanym />
Eh, ¿al Mariolki Biedne Nikt />
Stoj±cy Mieli />
Taa... ³yk />
/>
/>
Józka?! Bo¿e, />
Stoj±cy />
Rafa³, Jeden Ch³opiec />
Gada³ ¿e ¶mieræ />
W¶ród Dyskusja Drugi />
Stary Józek Jego />
Nagle />
Ka¿dy ¶mierci />
/>
/>
/>
/>
/>
/>
St³umionym ¶wiatu "³aweczk±". Mianem Ka¿dy ³yk />
/>
/>
Mê¿czyzna Odg³os Józef ¶wiadcz±cy Wytê¿y³ Przez ¿e ¶wistem Pieprzyæ ¶wiecie. P³yn±ca />
Przenikliwy Józefa. Cienki ¿e Przypadkowy ¿e Tymczasem Sp³oszone />
Trzymaj±c Przypuszczenia, ¿e Teraz ¿adnego Józefa Mê¿czyzna Minê³a Instynkt ¿e G³o¶ny, Józef ¿e />
Po¶pieszny Próbuj±c Józef Mê¿czyzna ¶wiadcz±cy />
Wtem Józef ¶cie¿ce. ¶cianê. Stan±³ />
Widok ¿ywym ¿e Józef Oniemia³y ¿arz±cej ³epek Tu¿ />
Chocia¿ Mê¿czyzna Nigdzie Tylko />
Os³upia³y Podczas Jeszcze ¶cie¿ki. />
Zarzygany Józef Spojrza³ Jej Oczodo³y Mê¿czyzna ¿e Nie Józef />
Mê¿czyzna />
/>
/>
/>
/>
/>
/>
/>
Tak, Mas³o Mimo Rafa³ (chocia¿ Kupi³em />
Przez />
Kobieta />
Siadaj ¶niadanko Pewnie />
Rafa³ Prawdê ¿e />
Tak />
/>
/>
Niemo¿liwe Mogê ¿e />
/>
/>
Ca³kiem ¿e ¿e />
Wszystko ¿e ¿artobliwie Urszula. Ale />
/>
/>
Ch³opak />
Pani Zdzisia />
Rafa³a />
Pyta³a Niestety ¶pieszy³o />
Ch³opak ¶linê, Ka¿de ¶mierdz±cej />
Ale Zdzisia Id¼ />
Rafa³ Niczym ¿adnego Trudno Rafa³ Zdzis³awie, />
/>
/>
Ch³opak ¿elaznego />
Wnuczku, />
/>
/>
W³a¶ciwie />
Odk±d Sta³o />
Rafa³ Urszula ¿e Rafa³ />
¶mierci Mówili, ¿e />
Babcia Sama Widaæ ¿e />
/>
/>
Ch³opak (chocia¿ ¿e By³ ¿e Faktem ¿e />
³adna Zdzis³awa Zreszt± Zdzisia Mariolce ³adn± Urszula Niestety />
Jeden ¿e Czy />
Nie ¿e />
Wiesz Rafa³ku? Matka Zdzisi ¿e Mariolka ¿e ¿ycie... Urszula />
Przez ¶wist Rafa³ Trwa³o Tymczasem Ba³ />
Jaki />
Babcia Najwidoczniej Rafa³ ¿e Zda³a ¿e />
Lepiej />
Dlaczego? Przecie¿ />
Zdzisia ¿ebym />
Rafa³ Zdzis³awy. Sam ¿e Mia³o />
Rafa³. Mogê Wiedzia³ ¿e />
No, Jak Tylko ³atwo />
/>
/>
/>
/>
/>
Aura ¼ród³em Gêsto¶æ />
By³a Rafa³ ¿ó³wim Zdawa³ ¿e ¿e ¿e />
Postanowi³ Pomys³ ¿e />
Rafa³ ³±czkê ¶cie¿kê ¶ciany Przez Albo "Chod¼ Rafa³ Strach Strach "Chod¼ Tutaj Nie... "Choood¼" />