24 godziny temu
I
Id±c ulicami dawnego królewskiego miasta, widzia³am te wszystkie szyldy, banery, reklamy i inne bajery ponowoczesno¶ci. Tu kto¶ szed³ ubrany jak na wybiegu agencji modelek, a zaraz za rogiem ko¶cio³a ¶w. Marka siedzia³ ¿ebrak, obok którego ustawiono puszkê. Minê³am jednego i drugiego obojêtnie, bo moje serce kto¶ zamienia³ w³a¶nie w lodowaty kamieñ.
Brama przy S³awkowskiej ozdobiona niebieskimi tabliczkami – jaki¶ prawnik, fryzjer, a na I piêtrze, do którego sz³o siê ciemnym korytarzem dy¿urowa³ psychiatra, dr A. Polewka, jak siê okaza³o. Wesz³am schodami solidnymi, ¶ciany czy¶ciutkie, wszêdzie pachnia³o past± do pod³ogi. Zamiast dzwonka staromodna ko³atka w kszta³cie g³owy lwa z mosi±dzu. Drzwi otwar³y siê chyba same, nikogo w przedpokoju, wiêc idê dalej, a na koñcu pokój, gdzie dy¿urowa³a sekretarka. Ubrana niezbyt modnie, chyba panna starej daty, brakowa³o jej tylko rogowych okularów i naszyjnika z pere³.
II
Wesz³am z pewnym takim oci±ganiem. W koñcu przebywa³am w miejscu udrêki, owianym tajemnicz± os³onk± mgielnych wyziewów, gwa³townych erupcji to znów dolinnych nastrojów. Usiad³am na krze¶le, które przypomina³o secesjê. Obok wielki stó³, a na nim lampa naftowa, ka³amarz z piórem, wielkie koperty z lakowymi pieczêciami, a na ¶cianach obrazy z pól bitewnych i portrety wa¿nych person. Umeblowanie widocznie retro – wielkie szafy gdañskie, g³êboki fotel, kozetka, a w oknach ciê¿kie story, które chyba trudno zawieszaæ i ¶ci±gaæ do prania. W k±cie dostrzeg³am laskê, a na stojaku ciemny p³aszcz i kapelusz. Dziwne uczucie, jakby ca³y gabinet by³ kalk± tamtych dawnych gabinetów, gdzie pacjenci le¿eli na kozetce, opowiadaj±c swoje historie. Skojarzenia moje pobieg³y w tereny wiedeñskie, takie ma³omiasteczkowe, jakby ¶rednia klasa nadal ¶wietnie prosperowa³a.
Gdzie¶ w pó³mroku wreszcie dostrzeg³am starszego mê¿czyznê z brod± i lenonkami, w dobrze skrojonym garniturze i nienagannym krawacie koloru szarego. Nie wiedzia³am, jak siê zachowaæ. Z k³opotu wybawi³ mnie doktor, który odezwa³ siê pierwszy.
Gdzie¶ w pó³mroku wreszcie dostrzeg³am starszego mê¿czyznê z brod± i lenonkami, w dobrze skrojonym garniturze i nienagannym krawacie koloru szarego. Nie wiedzia³am, jak siê zachowaæ. Z k³opotu wybawi³ mnie doktor, który odezwa³ siê pierwszy.
III
- Zatem co Pannê sprowadza w moje progi?
- Panie doktorze, nie mogê spaæ, drêcz± mnie w³asne my¶li, uczucia mam rozbiegane, a w ¿yciu brak celu.
- W tym, co Pani powiedzia³a czuæ smutek osoby, która zaczynaj±c doros³e, lecz nadal m³ode ¿ycie stoi na rozdro¿u…nie wie, w któr± stronê pój¶æ, chce siê przekonaæ..
- Pochodzê ze ¶redniej klasy, moi rodzice s± inteligentami.
- Pani Ojciec?
- Pracuje w PAN.
- Przepraszam, w czym?
- W Polskiej Akademii Nauk, dawniej Polska Akademia Umiejêtno¶ci…
- Obecna nazwa.
- Jak to?
- Nazwa, któr± Pani wymieni³a brzmi niedok³adnie. Mamy PAU, nie jaki¶ PAN.
- Nie wiem, s³ysza³am od Ojca…mo¿e ¼le zapamiêta³am.
- K³opoty z pamiêci±, kojarzeniem?
- Od wielu tygodni, miesiêcy…nie mogê skupiæ siê na zajêciach.
- Pani studiuje?
- Tak, teologiê na PAT.
- Przepraszam, na czym?
- Papieska Akademia Teologiczna, dzia³a od 1981 roku.
- Hmm, Pani wspomina odleg³± przysz³o¶æ…czy¿by wiedzia³a, co siê zdarzy za lat 80?
- Nie rozumiem, PAT dzia³a ju¿ 20 lat, zak³ada³ j± sam Papie¿, Jan Pawe³ II.
- Papie¿em jest Pius X moja droga panno…a to wszystko, co Pani mówi, niestety, nie odpowiada rzeczywisto¶ci. Podejrzewam wczesne otêpienie, dementia praecox…w nazwie Kraepelina.
- Ja znam inn± nazwê, mieli¶my to przedwczoraj na konwersie z psychologii – „schizofrenia”, wprowadzi³ j± w 1911 Bleurer…
- Mamy rok 1902, a Bleurer nigdy nie wspomina³ o nazwie, jak± raczy³a pani wymieniæ…sk±d Pani wie o jego badaniach?
- Który rok?! Przecie¿ ¿yjemy w pocz±tkach…w 2001 roku, panie doktorze, nie rozumie mnie Pan?!
- Uwa¿a Pani, ¿e mamy rok 2001?
- Dlaczego Pan mi zadaje takie „proste” pytania?
- Bo nie mamy roku 2001…
- Niemo¿liwe, urodzi³am siê w 1978, proszê, tu jest mój dowód osobisty?
- Dowód jaki?!
- Proszê zobaczyæ.
- Pani ma zdolno¶ci artystyczne? Dziwi mnie tylko awangardowa forma dokumentu…
- To jaka¶ paranoja…
- Droga Panno Magdo, pani jest w ob³êdzie…ale terapia Pani pomo¿e…
- Czy Pan zapisze mi leki?
- O jakich lekach mówi Pani?
- No, na przyk³ad antydepresyjnych, uspokajaj±cych…bojê siê, nie mogê spaæ, mam depresjê…
- Depresjê?!
- Czujê bezsens tego wszystkiego dooko³a…to siê nazywa chyba depresja, pan jest lekarzem…
- Ja widzê w Pani melancholijny smutek, nie ¿adn± jak to Pani nazwa³a, tworz±c nowe s³owo, którego nie znam, depresjê…Droga panno, terapia Pani, dzi¶ szczê¶liwie rozpoczêta, bêdzie bardzo d³uga i trudna. Medycyna nie przynosi szczê¶cia, ale pozwala ¿yæ lepiej. Od tej chwili Pani musi byæ spokojna, chodziæ na terapiê i ufaæ w m±dro¶æ natury. Widzimy siê za tydzieñ.
Wysz³am. Wysz³am w szoku. Ten dziwny lekarz, który gra³ kogo¶ innego nie zapisa³ mi ¿adnych leków, lecz zaproponowa³ d³ug± terapiê, psychoanalizê, aby odkryæ pok³ady nie¶wiadomo¶ci, lêki z dzieciñstwa, kompleksy. Tyle to i ja wiem, lecz nie mam czasu na d³ugie terapie. Przecie¿ s± coraz lepsze leki, a ten doktor nawet nie wie nic o ich istnieniu! Jakby¶my rozmawiali ró¿nymi jêzykami, jakby dla niego ¶wiat stan±³ w miejscu sto lat temu…
- Panie doktorze, nie mogê spaæ, drêcz± mnie w³asne my¶li, uczucia mam rozbiegane, a w ¿yciu brak celu.
- W tym, co Pani powiedzia³a czuæ smutek osoby, która zaczynaj±c doros³e, lecz nadal m³ode ¿ycie stoi na rozdro¿u…nie wie, w któr± stronê pój¶æ, chce siê przekonaæ..
- Pochodzê ze ¶redniej klasy, moi rodzice s± inteligentami.
- Pani Ojciec?
- Pracuje w PAN.
- Przepraszam, w czym?
- W Polskiej Akademii Nauk, dawniej Polska Akademia Umiejêtno¶ci…
- Obecna nazwa.
- Jak to?
- Nazwa, któr± Pani wymieni³a brzmi niedok³adnie. Mamy PAU, nie jaki¶ PAN.
- Nie wiem, s³ysza³am od Ojca…mo¿e ¼le zapamiêta³am.
- K³opoty z pamiêci±, kojarzeniem?
- Od wielu tygodni, miesiêcy…nie mogê skupiæ siê na zajêciach.
- Pani studiuje?
- Tak, teologiê na PAT.
- Przepraszam, na czym?
- Papieska Akademia Teologiczna, dzia³a od 1981 roku.
- Hmm, Pani wspomina odleg³± przysz³o¶æ…czy¿by wiedzia³a, co siê zdarzy za lat 80?
- Nie rozumiem, PAT dzia³a ju¿ 20 lat, zak³ada³ j± sam Papie¿, Jan Pawe³ II.
- Papie¿em jest Pius X moja droga panno…a to wszystko, co Pani mówi, niestety, nie odpowiada rzeczywisto¶ci. Podejrzewam wczesne otêpienie, dementia praecox…w nazwie Kraepelina.
- Ja znam inn± nazwê, mieli¶my to przedwczoraj na konwersie z psychologii – „schizofrenia”, wprowadzi³ j± w 1911 Bleurer…
- Mamy rok 1902, a Bleurer nigdy nie wspomina³ o nazwie, jak± raczy³a pani wymieniæ…sk±d Pani wie o jego badaniach?
- Który rok?! Przecie¿ ¿yjemy w pocz±tkach…w 2001 roku, panie doktorze, nie rozumie mnie Pan?!
- Uwa¿a Pani, ¿e mamy rok 2001?
- Dlaczego Pan mi zadaje takie „proste” pytania?
- Bo nie mamy roku 2001…
- Niemo¿liwe, urodzi³am siê w 1978, proszê, tu jest mój dowód osobisty?
- Dowód jaki?!
- Proszê zobaczyæ.
- Pani ma zdolno¶ci artystyczne? Dziwi mnie tylko awangardowa forma dokumentu…
- To jaka¶ paranoja…
- Droga Panno Magdo, pani jest w ob³êdzie…ale terapia Pani pomo¿e…
- Czy Pan zapisze mi leki?
- O jakich lekach mówi Pani?
- No, na przyk³ad antydepresyjnych, uspokajaj±cych…bojê siê, nie mogê spaæ, mam depresjê…
- Depresjê?!
- Czujê bezsens tego wszystkiego dooko³a…to siê nazywa chyba depresja, pan jest lekarzem…
- Ja widzê w Pani melancholijny smutek, nie ¿adn± jak to Pani nazwa³a, tworz±c nowe s³owo, którego nie znam, depresjê…Droga panno, terapia Pani, dzi¶ szczê¶liwie rozpoczêta, bêdzie bardzo d³uga i trudna. Medycyna nie przynosi szczê¶cia, ale pozwala ¿yæ lepiej. Od tej chwili Pani musi byæ spokojna, chodziæ na terapiê i ufaæ w m±dro¶æ natury. Widzimy siê za tydzieñ.
Wysz³am. Wysz³am w szoku. Ten dziwny lekarz, który gra³ kogo¶ innego nie zapisa³ mi ¿adnych leków, lecz zaproponowa³ d³ug± terapiê, psychoanalizê, aby odkryæ pok³ady nie¶wiadomo¶ci, lêki z dzieciñstwa, kompleksy. Tyle to i ja wiem, lecz nie mam czasu na d³ugie terapie. Przecie¿ s± coraz lepsze leki, a ten doktor nawet nie wie nic o ich istnieniu! Jakby¶my rozmawiali ró¿nymi jêzykami, jakby dla niego ¶wiat stan±³ w miejscu sto lat temu…
IV
Posz³am prosto do domu, w ogóle nie zwracaj±c uwagi na to, co siê dzia³o doko³a. Na szczê¶cie nie mia³am daleko. Wybra³am spacer, ¿eby unikn±æ oceniaj±cych mój wyzywaj±cy styl teologiczny spojrzeñ gapowiczów. Kiedy przekrêca³am klucz „Gerda” w zamku, wiedzia³am, ¿e wracam z jakiego¶ innego ¶wiata. Nie, nie tego z obozami ¶mierci, lecz ze znacznie bardziej odleg³ego, ¶wiata, którego jedynym znakiem by³a gazowa latarnia, która mignê³a, dam g³owê, za oknem gabinetu psychiatry, a która - przez moment mia³am wra¿enie - by³a naprawdê na gaz.
V
Dok³adnie tydzieñ pó¼niej wchodzi³am w tê sam± bramê. Widzia³am, ¿e kto¶ zdemolowa³ ¶ciany, przed siedmioma dniami nie by³y tak popisane, wymalowane prymitywnymi graffiti, które mnie zawsze razi³o. Schody ju¿ nie skrzypia³y, bo by³y z innego drewna. Co¶ siê zmieni³o widocznie we mnie. O dziwo sekretarki dzi¶ nie by³o. Zamiast niej za biurkiem siedzia³ jaki¶ m³ody yuppie, stukaj±c co¶ w swoim laptopie. Wesz³am z obaw± po³±czon± z nadziej±, ¿e poczujê siê lepiej.
- Witam, pani pierwszy raz?- powiedzia³ m³ody lekarz, widocznie ukochany, wierny zmiennik.
- By³am tydzieñ temu…
- Nie przypominam sobie…nigdzie nie ma Pani karty.
- Przyjmowa³ mnie pana kolega, taki starszy szpakowaty pan…ale widzê, ¿e miêdzyczasie by³ remont gabinetu…wszystko jest takie inne.
- Droga Pani, zacznijmy od pocz±tku. Widzê pani± pierwszy raz w ¿yciu, ju¿ nie takim krótkim, a prowadzê praktykê w pojedynkê.
- Niemo¿liwe, Jezu, co siê dzieje? Ja tu by³am…
- Proszê mi opowiedzieæ wiêcej o tej „wizycie”.
- Przysz³am 2 wrze¶nia, mam 24 lata, studiujê teologiê. Przysz³am, bo nie mogê spaæ, nie mam apetytu, wszystko jest takie bezsensu…w gabinecie przyj±³ mnie mi³y doktor, nie pamiêtam nazwiska, aha Polewka, no tak, to on mi powiedzia³, ¿e leków nie ma na moj± chorobê…
- Lekarz nie ma prawa tak mówiæ. Dzi¶ w XXI wieku mamy coraz wiêcej leków na dolegliwo¶ci natury psychiatrycznej…ale proszê dalej.
- Mówi³am mu o sobie, ale on nie chcia³ s³uchaæ, ci±gle powtarza³, ¿e jest rok 1902, ¿e nie istnieje ¿adna „schizofrenia”, bo ja opowiedzia³am mu o Eugene Bleurerze i jego badaniach…powiedzia³, ¿e uroi³am sobie, ¿e ¿yjê w XXI wieku i kaza³ przyj¶æ za tydzieñ.
- Pani mi opisze wygl±d tego doktora – powiedzia³ zmienionym nagle g³osem lekarz. – Dok³adnie. Kiedy to zrobi³am, lekarz d³ugo my¶la³, spuszczaj±c nieznacznie g³owê i wzrok. – Pani przyjdzie za tydzieñ – rzek³ cicho dziwnym g³osem. Wysz³am tedy, nie wiedz±c, co to wszystko ma znaczyæ.
Lekarz wsta³ i podszed³ do szafy. Wyj±³ z niej teczkê. Znajdowa³a siê tam stara, po¿ó³k³a fotografia, przedstawiaj±ca starszego, szpakowatego pana z brod±, a w rogu na rewersie widnia³y inicja³y A.P. Miêdzy stert± papierów znalaz³a siê te¿ mocno podniszczona notatka, zrobiona piêknym, wyuczonym na lekcjach kaligrafii, pochy³ym pismem rêcznym. Jej tre¶æ brzmia³a: „Dzi¶, 2 wrze¶nia 1902 r. zjawi³a siê u mnie nowa pacjentka. Twierdzi, ¿e jest rok 2001. Objawy sprzeczne, diagnoza niejednoznaczna. Nietypowa postaæ „dementia praecox”. Nie zjawi³a siê na umówion± tydzieñ pó¼niej wizytê.” Lekarz usiad³ i siedzia³ bardzo d³ugo nieruchomo, po czym schowa³ dokumenty do ¿elaznej kasy pancernej, ukrytej za portretem swojego dziadka.
VI
Dok³adnie tydzieñ pó¼niej wchodzi³am w tê sam± bramê. Widzia³am, ¿e kto¶ zdemolowa³ ¶ciany, przed siedmioma dniami nie by³y tak popisane, wymalowane prymitywnymi graffiti, które mnie zawsze razi³o. Schody ju¿ nie skrzypia³y, bo by³y z innego drewna. Co¶ siê zmieni³o widocznie we mnie. O dziwo sekretarki dzi¶ nie by³o. Zamiast niej za biurkiem siedzia³ jaki¶ m³ody yuppie, stukaj±c co¶ w swoim laptopie. Wesz³am z obaw± po³±czon± z nadziej±, ¿e poczujê siê lepiej.
- Witam, pani pierwszy raz?- powiedzia³ m³ody lekarz, widocznie ukochany, wierny zmiennik.
- By³am tydzieñ temu…
- Nie przypominam sobie…nigdzie nie ma Pani karty.
- Przyjmowa³ mnie pana kolega, taki starszy szpakowaty pan…ale widzê, ¿e miêdzyczasie by³ remont gabinetu…wszystko jest takie inne.
- Droga Pani, zacznijmy od pocz±tku. Widzê pani± pierwszy raz w ¿yciu, ju¿ nie takim krótkim, a prowadzê praktykê w pojedynkê.
- Niemo¿liwe, Jezu, co siê dzieje? Ja tu by³am…
- Proszê mi opowiedzieæ wiêcej o tej „wizycie”.
- Przysz³am 2 wrze¶nia, mam 24 lata, studiujê teologiê. Przysz³am, bo nie mogê spaæ, nie mam apetytu, wszystko jest takie bezsensu…w gabinecie przyj±³ mnie mi³y doktor, nie pamiêtam nazwiska, aha Polewka, no tak, to on mi powiedzia³, ¿e leków nie ma na moj± chorobê…
- Lekarz nie ma prawa tak mówiæ. Dzi¶ w XXI wieku mamy coraz wiêcej leków na dolegliwo¶ci natury psychiatrycznej…ale proszê dalej.
- Mówi³am mu o sobie, ale on nie chcia³ s³uchaæ, ci±gle powtarza³, ¿e jest rok 1902, ¿e nie istnieje ¿adna „schizofrenia”, bo ja opowiedzia³am mu o Eugene Bleurerze i jego badaniach…powiedzia³, ¿e uroi³am sobie, ¿e ¿yjê w XXI wieku i kaza³ przyj¶æ za tydzieñ.
- Pani mi opisze wygl±d tego doktora – powiedzia³ zmienionym nagle g³osem lekarz. – Dok³adnie. Kiedy to zrobi³am, lekarz d³ugo my¶la³, spuszczaj±c nieznacznie g³owê i wzrok. – Pani przyjdzie za tydzieñ – rzek³ cicho dziwnym g³osem. Wysz³am tedy, nie wiedz±c, co to wszystko ma znaczyæ.
Lekarz wsta³ i podszed³ do szafy. Wyj±³ z niej teczkê. Znajdowa³a siê tam stara, po¿ó³k³a fotografia, przedstawiaj±ca starszego, szpakowatego pana z brod±, a w rogu na rewersie widnia³y inicja³y A.P. Miêdzy stert± papierów znalaz³a siê te¿ mocno podniszczona notatka, zrobiona piêknym, wyuczonym na lekcjach kaligrafii, pochy³ym pismem rêcznym. Jej tre¶æ brzmia³a: „Dzi¶, 2 wrze¶nia 1902 r. zjawi³a siê u mnie nowa pacjentka. Twierdzi, ¿e jest rok 2001. Objawy sprzeczne, diagnoza niejednoznaczna. Nietypowa postaæ „dementia praecox”. Nie zjawi³a siê na umówion± tydzieñ pó¼niej wizytê.” Lekarz usiad³ i siedzia³ bardzo d³ugo nieruchomo, po czym schowa³ dokumenty do ¿elaznej kasy pancernej, ukrytej za portretem swojego dziadka.
VI
Wysz³am ju¿ drugi raz. Gdzie¶ zniknê³y skrzypi±ce, drewniane schody, znowu by³y betonowe. Szyby ju¿ nie ca³e, ale gdzieniegdzie powybijane, na ¶cianach kto¶ wymalowa³ miêdzyczasie graffiti, a porêcz nie nadawa³a siê ju¿ do zje¿d¿ania – by³a cienka, zielona i pokryta plastikiem. Nie to, co kiedy¶ u babci na Siemiradzkiego, gdzie z bratem wycierali¶my wypolerowan± naszymi spodniami drewnian± porêcz ku zgrozie s±siadów i dziadka, wracaj±cego z komisji z „Domu Plastyków”. Teraz gdzie¶ znik³y potê¿ne topole, a zamiast nich wyros³y rachityczne krzaczki, postrzêpiony mur za¶ wskazywa³, ¿e wszystko p³ynie. D³ugo sta³am, patrz±c przez okno na podwórko, które jeszcze tydzieñ temu w mojej wyobra¼ni têtni³o tajemnic±. Pêkniête lustra, ustawiono naprzeciwko, tak, ¿e gdy siê stanê³o po¶rodku, mo¿na by³o zobaczyæ po prawej i po lewej dwa korytarze zwierciadlanych odbiæ. Próbowa³am je policzyæ – chyba czterna¶cie, potem perspektywa skrêca³a ku niewidocznej g³êbi, której nie mog³am dostrzec bez pomocy wyobra¼ni. W domu za¿y³am gor±cej k±pieli.
Rafal Sulikovski
(pisane w Krakowie-Podgórzu, sierpieñ-wrzesieñ 2011 r.)
Rafal Sulikovski
(pisane w Krakowie-Podgórzu, sierpieñ-wrzesieñ 2011 r.)
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
/>I
/>
/>Id±c ¶w. Marka ¿ebrak, Minê³am
/>Brama S³awkowskiej – Polewka, Wesz³am ¶ciany Zamiast Drzwi Ubrana
/>
/>
II
/>
/>
/>
/>
Wesz³am Usiad³am Obok ¶cianach Umeblowanie – zawieszaæ ¶ci±gaæ Dziwne Skojarzenia ¶rednia ¶wietnie
/>Gdzie¶ Nie
/>
/>
/>Gdzie¶ Nie
/>
/>
III
/>
/>
/>
/>
- Zatem Pannê
/>- Panie ¿yciu
/>- Pani ¿ycie />- Pochodzê ¶redniej
/>- Pani Ojciec?
/>- Pracuje PAN.
/>- Przepraszam, />- Polskiej Akademii Nauk, Polska Akademia Umiejêtno¶ci…
/>- Obecna />- Jak />- Nazwa, Pani Mamy PAU, PAN.
/>- Nie Ojca…mo¿e ¼le
/>- K³opoty />- />- Pani
/>- Tak, PAT.
/>- Przepraszam, />- Papieska Akademia Teologiczna,
/>- Hmm, Pani 80?
/>- Nie PAT Papie¿, Jan Pawe³ II.
/>- Papie¿em Pius Pani Podejrzewam Kraepelina.
/>- – „schizofrenia”, Bleurer…
/>- Mamy 1902, Bleurer Pani />- Który Przecie¿ ¿yjemy Pan?!
/>- Uwa¿a Pani, ¿e 2001?
/>- Dlaczego Pan „proste” />- 2001…
/>- Niemo¿liwe, 1978, />- Dowód />- Proszê
/>- Pani Dziwi />- />- Droga Panno Magdo, Pani />- Czy Pan />- Pani?
/>- No, />- Depresjê?!
/>- Czujê />- Pani ¿adn± Pani Pani, Medycyna ¿yæ Pani Widzimy
/>Wysz³am. Wysz³am Ten ¿adnych Tyle Przecie¿ Jakby¶my ¶wiat />
/>
/>- Panie ¿yciu
/>- Pani ¿ycie />- Pochodzê ¶redniej
/>- Pani Ojciec?
/>- Pracuje PAN.
/>- Przepraszam, />- Polskiej Akademii Nauk, Polska Akademia Umiejêtno¶ci…
/>- Obecna />- Jak />- Nazwa, Pani Mamy PAU, PAN.
/>- Nie Ojca…mo¿e ¼le
/>- K³opoty />- />- Pani
/>- Tak, PAT.
/>- Przepraszam, />- Papieska Akademia Teologiczna,
/>- Hmm, Pani 80?
/>- Nie PAT Papie¿, Jan Pawe³ II.
/>- Papie¿em Pius Pani Podejrzewam Kraepelina.
/>- – „schizofrenia”, Bleurer…
/>- Mamy 1902, Bleurer Pani />- Który Przecie¿ ¿yjemy Pan?!
/>- Uwa¿a Pani, ¿e 2001?
/>- Dlaczego Pan „proste” />- 2001…
/>- Niemo¿liwe, 1978, />- Dowód />- Proszê
/>- Pani Dziwi />- />- Droga Panno Magdo, Pani />- Czy Pan />- Pani?
/>- No, />- Depresjê?!
/>- Czujê />- Pani ¿adn± Pani Pani, Medycyna ¿yæ Pani Widzimy
/>Wysz³am. Wysz³am Ten ¿adnych Tyle Przecie¿ Jakby¶my ¶wiat />
/>
IV
/>
/>
/>
/>
Posz³am Wybra³am ¿eby Kiedy „Gerda” ¿e ¶wiata. Nie, ¶mierci, ¶wiata, przez
/>
/>
/>
/>
V
/>
/>Dok³adnie Widzia³am, ¿e ¶ciany, Schody Co¶ Zamiast Wesz³am ¿e
/>- Witam,
/>- By³am />- Nie Pani
/>- Przyjmowa³ ¿e />- Droga Pani, Widzê ¿yciu,
/>- Niemo¿liwe, Jezu, />- Proszê „wizycie”.
/>- Przysz³am Przysz³am, Polewka, ¿e />- Lekarz Dzi¶ XXI />- Mówi³am ¿e 1902, ¿e ¿adna „schizofrenia”, Eugene Bleurerze ¿e ¿e ¿yjê XXI
/>- Pani – – Dok³adnie. Kiedy – Pani – Wysz³am
/> Lekarz Wyj±³ Znajdowa³a A.P. Miêdzy Jej „Dzi¶, Twierdzi, ¿e Objawy Nietypowa „dementia Nie Lekarz ¿elaznej
/>
/>VI
/>
/>
/>
/>Dok³adnie Widzia³am, ¿e ¶ciany, Schody Co¶ Zamiast Wesz³am ¿e
/>- Witam,
/>- By³am />- Nie Pani
/>- Przyjmowa³ ¿e />- Droga Pani, Widzê ¿yciu,
/>- Niemo¿liwe, Jezu, />- Proszê „wizycie”.
/>- Przysz³am Przysz³am, Polewka, ¿e />- Lekarz Dzi¶ XXI />- Mówi³am ¿e 1902, ¿e ¿adna „schizofrenia”, Eugene Bleurerze ¿e ¿e ¿yjê XXI
/>- Pani – – Dok³adnie. Kiedy – Pani – Wysz³am
/> Lekarz Wyj±³ Znajdowa³a A.P. Miêdzy Jej „Dzi¶, Twierdzi, ¿e Objawy Nietypowa „dementia Nie Lekarz ¿elaznej
/>
/>VI
/>
/>
Wysz³am Gdzie¶ Szyby ¶cianach – Nie Siemiradzkiego, „Domu Plastyków”. Teraz ¿e D³ugo Pêkniête ¿e Próbowa³am –
/>
/>