24 godziny temu

Przyszli szarym ¶witem w niedzielê, nie pukaj±c do drzwi. Nie zd±¿y³ zerkn±æ na intruzów, bo oczy zas³oni³ czarny worek naci±gniêty na zaspan± g³owê. Potem kazano i¶æ. Zd±¿y³ za³o¿yæ stare kapcie. Z przodu kto¶ ci±gn±³ po¶piesznie za zaobr±czkowane d³onie, a z ty³u popycha³ wprawn±, jakkolwiek niecierpliw± d³oni±.
„Przynajmniej mówi± w zrozumia³ym jêzyku” - pomy¶la³ z ulg±.
Próbowa³ zrozumieæ motywy, przenikn±æ do g³ów nieznajomych, którzy przybyli o tak wczesnej porze i prowadzili go na postronku do nieznanego miejsca.
„Ile tych g³ów by³o dok³adnie?” – zastanawia³ siê.
Zawsze zazdro¶ci³ telepatom i jasnowidzom. Gdyby mia³ dar przewidywania wiedzia³by, ¿e
w ka¿dym tygodniu jedna niedziela mo¿e byæ pechowa. Wiedzia³by te¿, co go czeka, pó¼niej.
„Bo kto, do cholery i po co zada³ sobie trud, ¿eby wyci±gaæ go tak wcze¶nie z ³ó¿ka?” – pyta³ sam siebie. Prawie parskn±³ ¶miechem na my¶l, ¿e policja albo inna instytucja stoj±ca na stra¿y porz±dku publicznego mog³a go uznaæ za niebezpiecznego, psychopatycznego przestêpcê albo, co by³oby gorsze, wroga systemu. Nie pasowa³ w ¿aden sposób do wizerunku „z³ego ch³opca”, radyka³a, czy fundamentalisty. By³ facetem, który prowadzi³ spokojny ¿ywot, bardziej sk³onnym do ko³ysania biodrami w rytm skocznego hip-hopu („bad boy, bad boy, whatcha gonna do, whatcha gonna do when they come for you?”), ni¿ wymuszania haraczy i terroryzowania okolicznych mieszkañców. Nie wiedzia³, co mia³ czyniæ, jak reagowaæ, zosta³ kompletnie zaskoczony sytuacj±.
Nieznani przybysze nie okazali ¿adnych dokumentów, ani te¿ nie zadawali k³opotliwych pytañ. W odró¿nieniu od niego nie mieli jednak ¿adnych wahañ. Wprowadzili Breda tylnymi drzwiami
do czarnej furgonetki i posadzili na siedzeniu. Po ka¿dej stronie jeden pilnuj±cy, a naprzeciwko jeszcze dwóch powa¿nych panów w czarnych beretach.
Jechali ju¿ ze czterdzie¶ci minut. Odg³osy z zewn±trz pozwala³y mniemaæ, ¿e minêli przedmie¶cia
i pod±¿ali dalej jak±¶ podrzêdn±, ma³omiasteczkow± drog±. Zapewne prowadzi³a do opuszczonej szopy, gdzie jak s±dzi³ mia³ byæ torturowany, a na koniec pozbawiony ¿ycia.
„A niech robi± ze mn±, co chc±” - pomy¶la³ zrezygnowany i odczuwaj±c znu¿enie, zapragn±³ u³o¿yæ cia³o na pod³odze rozchybotanej furgonetki i zasn±æ.
Zanim poprosi³ swoich niewidocznych ciemiê¿ycieli o zrobienie miejsca, czyli odsuniêcie na bok poka¼nych szturmowych buciorów poczu³ silne d³onie chwytaj±ce go pod ramiona i wyra¼ne uk³ucie w prawe przedramiê. Ogarnê³a go b³ogo¶æ i niczym nie uzasadniona wdziêczno¶æ wobec porywaczy. Wyci±gn±³ d³onie przed siebie i powoli przechyli³ korpus do przodu, oddaj±c cia³o
w rêce milcz±cych nieznajomych. Czterech, ubranych w czarne kombinezony mê¿czyzn, zachowuj±c najwy¿sz± ostro¿no¶æ u³o¿y³o Breda na dnie furgonetki.

W s³odkim ¶nie Will Smith w³a¶nie okrêca³ ramiê Breda wokó³ swojej szyi i wyszczerza³ bia³e zêby w diabelskim u¶miechu. A ten drugi niejaki M. Lawrence, ma³y zadziora, tylko pomy¶lcie, wyp³aca³ Bredowi kopa prosto w dupê.
„Obud¼ siê g³upku, bo ciê porw± we ¶nie!” - wrzeszcza³ ten z ty³u, z odstaj±cymi uszami.
Najpierw otworzy³ jedno oko, potem drugie. Znikn±³ Will i ¶mieszny krzykacz . Zamiast nich Bred ujrza³ stalow± kulê podwieszon± pod sufitem. Z niewielkich otworów wype³za³y na zewn±trz poskrêcane metalowe przewody, podryguj±ce jak w gor±czce.
Jedna z wypustek z psim nosem na koñcu podpe³z³a do jego twarzy. Nie mia³ w±tpliwo¶ci, ¿e nos nale¿a³ do towarzysza z dzieciñstwa, ukochanego Pacana. Znakiem szczególnym by³o niewielkie odbarwienie na samym czubku, o kolorze podpieczonej ka³amarnicy.
W ¶lad za nosem z magicznej kuli wype³z³a odnoga uwieñczona par±, jak¿e dobrze rozpoznawalnych zielonych oczu, których w³a¶cicielk± by³a jego eks-¿ona.
A¿ zamruga³ z wra¿enia. Nap³yw wspomnieñ, bêd±cych mieszank± przesz³o¶ci i tera¼niejszo¶ci wywo³a³ niespodziewane torsje. Wymiociny, jak fontanna wystrzeli³y do góry z ust udrêczonego, by powróciæ na wstecznym i zatkaæ prze³yk, nos i oczy nieszczê¶nika.
Przewody zafalowa³y. Zamieszanie by³o krótkotrwa³e. Zielone oczy by³ej ¿ony, wilgotny psi nos Pacana, i na dodatek porysowane chorob± usta matki, a tak¿e w±skie i blade wargi ojca w jednej sekundzie „podbieg³y” do zsinia³ej twarzy Breda.
- Duszê siê – wybulgota³. – Pomocy, ratunku! – krzykn±³ ostatkiem si³.
„A w³a¶ciwie, to po co? Po co ten krzyk!? Nie lepiej umrzeæ od razu?” - przelecia³o przez g³owê jak b³yskawica.
Nie chcieli jednak pozwoliæ, by odszed³. By³ im wci±¿ potrzebny.
Poczu³ na jednym policzku nie¶mia³e ³askotanie pochodz±ce od d³ugich rzês okalaj±cych zielone oczy. A nastêpnie ciep³y, uszminkowany poca³unek matki na drugim.
W miêdzyczasie inne rurki oczy¶ci³y zatkane otwory i udro¿ni³y gard³o.
Rado¶æ z odzyskanego oddechu trwa³a krótko – dwa dyskretne uk³ucia w szyjê i znów odlecia³ w krainê snu.

Tym razem nie ¶ni³ o Willu Smithie, ani innej rozkapryszonej gwie¼dzie hollywoodzkiej.
Trafi³ do dziwnego miejsca, którego za ¿adne skarby nie móg³ rozpoznaæ. Niespotykana gdzie indziej ciasnota wywo³ywa³a w nim klaustrofobiczn± panikê. Skulony w elastycznym b±blu przeciska³ cia³o miêdzy szar± i pofa³dowan± powierzchni± jakiej¶ planety, a twardym, jednolitym sklepieniem. Mija³ groto³azów w czarnych jednoczê¶ciowych kombinezonach, zawieszonych karko³omnie na zakrzywionej ¶cianie. Instalowali wszêdzie ma³e zestawy z³o¿one z czarnych skrzyneczek i zwojów kolorowych kabli. Zauwa¿y³, ¿e tym razem on by³ tym niewidzialnym, zupe³nie jakby tamci mieli na g³owach czarne worki.
Po uci±¿liwej podró¿y ciasnymi korytarzami jego wehiku³ podp³yn±³ do niewielkiego otworu, przez który przenika³o ¶wiat³o. Pasa¿er zebra³ resztê si³ i wyprostowa³ gwa³townie cia³o. Elastyczna pow³oka przybra³a kszta³t wrzeciona i wp³ynê³a do w±skiego przej¶cia, przenikaj±c z ciemno¶ci do ¶wiat³a. Otaczaj±cy go p³yn by³ teraz prze¼roczysty i nasycony b³êkitem. Zachêcony zmian± otoczenia przylgn±³ do niebieskiej, krystalicznie czystej szyby.
Wytê¿y³ wzrok. W olbrzymim lustrze zawieszonym nad malutkim zlewem ujrza³ swoj± twarz. Jego oczy wci±¿ by³y przera¼liwie niebieskie.
Wygl±da³o na to, ¿e nic nie uleg³o zmianie. Sta³ w starych kapciach we w³asnej ³azience i ko³ysa³ biodrami z boku na bok, po swojemu, w rytm „bad boys, bad boys… Dotkn±³ z niedowierzaniem w³osów, nosa i brody. Wszystkie elementy by³y na swoich miejscach, w stanie nienaruszonym.
A zatem, czy¿by tamta wycieczka w nieznane, w tajemniczej asy¶cie by³a tylko z³ym snem? Ju¿ mia³ krzykn±æ z rado¶ci, kiedy k±tem oka dostrzeg³ czarny worek przewieszony przez taboret. Podniós³ go i przytkn±³ do nosa. Poczu³ zapach w³asnego potu i ulubionej wody koloñskiej „Old Spice”.

Dwa tygodnie pó¼niej odklei³ spocone czo³o od sto³u. Popielniczka wype³niona po brzegi petami ¶mierdzia³a niemi³osiernie. Dwa tygodnie temu straci³ pracê. Otrzyma³ wymówienie bez porozumienia stron. Pracodawca zarzuci³ mu jednostronne naruszenie warunków umowy. Oczywi¶cie zaprotestowa³. Nie móg³ poj±æ, ¿e od feralnej niedzieli minê³y a¿ dwa tygodnie. Z jego wykrzywionej perspektywy ten koszmar trwa³ zaledwie dzieñ, najwy¿ej dwa, a nie ca³e dwa tygodnie!
Po tym jak go wyrzucili z agencji reklamowej s±siedzi, nie znajduj±c ¿adnego rozs±dnego wyt³umaczenia dla znikniêcia Breda zaczêli przeb±kiwaæ, ¿e porwali go przybysze z innej planety. Uchwyci³ siê tych plotek jak deski ratunkowej. Brzmia³y niesamowicie, jak to plotki, ale by³y mniejszym z³em od tego, co ju¿ wiedzia³. A mianowicie...
- Nie wiem, czy wyjawiê to panu, panicznie siê bojê...
Psychiatra z uwag± obserwowa³ Breda.
- Niech pan mówi, na mi³o¶æ bosk±!
- Nieoficjalnie to porwali mnie ufoludkowie. Lecz oficjalna wersja jest taka, ¿e by³em w rêkach agentów rz±dowych i nadal jestem! Eksperyment trwa, proszê pana. Za chwilê w³±cz± nadajnik, a respondery ukryte w mojej g³owie bêd± przyjmowaæ i rejestrowaæ informacje...
- By³ pan zatrudniony w agencji reklamowej, tak? - zapyta³ starszy pan. - Charakter pañskiego zajêcia, no wie pan, wymaga³ posiadania bujnej wyobra¼ni...
- Nie, nie! – zaprzecza³ stanowczo Bred. - Pan siê myli, nie rozumie, nie chce zrozumieæ. Jestem dla nich przeno¶n± pamiêci±. Magazynuj± w moich zwojach mózgowych informacje o terrorystach, chiñskich szpiegach i opozycjonistach. I to ma byæ demokratyczny kraj?
- Co pan wygaduje? - obruszy³ siê psychiatra.
- Im siê uda³o. Ich diabelski plan wypali³! Zrobili ze mnie wroga publicznego! Doktorze, co mam robiæ, b³agam!
Starszy pan w szarej marynarce podniós³ nagle d³oñ do góry.
- Zamilcz! Ani s³owa wiêcej!
W³a¶nie w tej sekundzie respondery zaimplantowane w g³owie Breda zaczê³y przyjmowaæ strumieñ informacji.
- Sied¼ i nie ruszaj siê!
Bred nie móg³ oderwaæ oczu od niepozornej sylwetki, obdarzonej nad wyraz gromkim g³osem.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Przyszli ¶witem Nie Potem Zd±¿y³ />„Przynajmniej />Próbowa³ />„Ile />Zawsze Gdyby ¿e />w Wiedzia³by />„Bo ¿eby ³ó¿ka?” Prawie ¶miechem ¿e Nie ¿aden „z³ego By³ ¿ywot, („bad Nie />Nieznani ¿adnych ¿adnych Wprowadzili Breda />do />Jechali Odg³osy ¿e />i Zapewne ¿ycia. />„A />Zanim Ogarnê³a Wyci±gn±³ />w Czterech, Breda /> />W ¶nie Will Smith Breda Lawrence, Bredowi />„Obud¼ ¶nie!” />Najpierw Znikn±³ Will ¶mieszny Zamiast Bred />Jedna Nie ¿e Pacana. Znakiem />W ¶lad />A¿ Nap³yw Wymiociny, />Przewody Zamieszanie Zielone ¿ony, Pacana, „podbieg³y” Breda. />- Duszê Pomocy, />„A Nie />Nie By³ />Poczu³ ³askotanie />W />Rado¶æ /> />Tym ¶ni³ Willu Smithie, />Trafi³ ¿adne Niespotykana Skulony Mija³ ¶cianie. Instalowali Zauwa¿y³, ¿e />Po ¶wiat³o. Pasa¿er Elastyczna ¶wiat³a. Otaczaj±cy Zachêcony />Wytê¿y³ Jego />Wygl±da³o ¿e Sta³ ³azience „bad Dotkn±³ Wszystkie />A Ju¿ Podniós³ Poczu³ „Old Spice”. /> />Dwa Popielniczka ¶mierdzia³a Dwa Otrzyma³ Pracodawca Oczywi¶cie Nie ¿e />Po ¿adnego Breda ¿e Uchwyci³ Brzmia³y />- Nie />Psychiatra Breda. />- Niech />- Nieoficjalnie Lecz ¿e Eksperyment />- By³ Charakter />- Nie, Bred. Pan Jestem Magazynuj± />- />- Ich Zrobili Doktorze, />Starszy />- Zamilcz! Ani />W³a¶nie Breda />- Sied¼ />Bred

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci