24 godziny temu

Spojrzenie z innej perspektywy…

JACK

Pude³ko po tabletkach przeciwbólowych by³o puste. Lekarz tylko spogl±da³ spod okularów na rêkê pacjenta, która ca³y czas niespokojnie dr¿a³a. Nie wiedzia³, czy to po prostu przemêczenie, czy jakie¶ objawy narkotyczne. Mimo to wiedzia³, ¿e lepiej, je¿eli wypisze receptê na nastêpne pude³ko tabletek. Nie by³y mocne, nie mog³y zabiæ. Prawdopodobnie. Je¿eli przedawkuje, bêdzie mia³ problem. Pacjent, nie lekarz. Nie wiedzia³, dlaczego tak zobojêtnia³. Chcia³ na to wszystko patrzeæ normalnie, bez pretensji, jak lekarz – z powo³aniem, ¿e ludziom mo¿na i warto pomagaæ. ¯e w tym wszystkim jest co¶ wiêcej, ni¿ zwykle wypisywanie recept, czekania, ¿eby zegar w koñcu pokaza³ godzinê 18, ¿eby móg³ w koñcu i¶æ do domu, zatopiæ siê w swoich sprawach. Nie chcia³ byæ sob±. Chcia³ byæ kim¶ innym. Od piêtnastu lat.
- Wypisze mi pan tê receptê?
- Co?... Tak, tak, ju¿ piszê… - lekarz znowu siê zapomnia³. Znowu zacz±³ my¶leæ o tym, kim nie by³. Znowu chcia³ uciec. Od dawna chcia³ uciec. Jak najdalej. Jak najszybciej. Ju¿. Zaraz. Teraz…
- Proszê, oto recepta. To pude³ko powinno wystarczyæ na jakie¶ dwa tygodnie, je¿eli bóle nadal bêd± siê po tym nasilaæ, proszê przyj¶æ ponownie.
- Dziêkujê, doktorze. Bardzo dziêkujê. Do widzenia.
- Do widzenia.
Pacjent wyszed³. No i znowu lekarz musia³ siedzieæ i, albo czekaæ na nastêpnego pacjenta d³ugo i w nudzie, albo nastêpna osoba wejdzie zaraz zasypuj±c go swoimi problemami. Nie chcia³ ich s³uchaæ, nie chcia³ wiedzieæ co ich boli w ¿yciu.
- Ludzie, to bestie… - szept, który w obecnej chwili by³ jak krzyk. Nie chcia³ wierzyæ, ¿e co¶ mo¿e z tego wszystkiego wyj¶æ. Ca³e swoje ¿ycie, d±¿y³ do tego, aby znale¼æ siê w tym miejscu – chcia³ byæ lekarzem. Ale, gdy w koñcu nim siê sta³ – znienawidzi³ samego siebie. Nie chcia³ byæ w tym miejscu. Chcia³ cofn±æ czas i pokazaæ, ¿e nie bêdzie lekarzem. Krzykn±æ wyk³adowcy ze studiów to, co o nim my¶la³. Chcia³ wróciæ do najlepszych chwil, do osób, na których nigdy mu nie zale¿a³o. Chcia³ umrzeæ.
- Panie doktorze?… - pielêgniarka uchyli³a lekko drzwi gabinet i spojrza³a na doktora. Znowu by³ zamy¶lony. Znowu odp³yn±³. Znowu chcia³ byæ kim¶, kim nie by³. Nie widzia³a w tym wszystkim sensu, ale skoro on go widzia³…
- Tak, s³ucham? Kolejny pacjent?
- Nie… po prostu ju¿ szósta, zamykamy przychodniê…
- To ju¿? Wyj±tkowo szybko mi to dzisiaj minê³o. Bardzo dobrze. Dziêkujê za informacje.
- Proszê… - pielêgniarka wysz³a. Zostawi³a go, bo i tak wiedzia³a, ¿e jego u¶miech by³ misternie udawany. Nigdy siê nie u¶miecha³ od siebie. Odk±d tylko zobaczy³, czym jest praca lekarza. Zdziwacza³. Ludzie s± zawsze tacy sami – d±¿± do upragnionego, a gdy to osi±gaj±, my¶l±, ¿e pope³nili najwiêkszy b³±d. I tak zamykamy b³êdne ko³o, bo po tym nie da siê wyznaczyæ konkretnego celu. Chce siê tylko uciec. Psychologowie mieli by niez³± ucztê, ¶ledz±c takie przypadki. Tyle ¿e nikt nie interesowa³ siê osob± tak nienawidz±c± siebie, ¿e a¿ cyniczn± w tym co robi. Cyniczn± wzglêdem siebie. Bo na ¶wiat, mia³a zak³adan± maskê, która nigdy nie ustêpowa³a. To by³a skóra, która zastyg³a w cz³owieku, który nie potrafi³ siê od niej oderwaæ.
Lekarz ju¿ siê ubra³. Zbiera³ siê do wyj¶cia. Ale, pomimo tego, ¿e nie chcia³ byæ d³u¿ej w tym zawszonym gabinecie, co¶ ca³y czas go tam trzyma³o. Mo¿e to malutka cz±steczka, która mia³a w sobie to lekarskie powo³anie, które wo³a³o do niego z daleka. Mo¿e to co¶ z przesz³o¶ci, co osta³o siê jeszcze w jego g³owie. Nie. Nie bêdziemy wspominali przesz³o¶ci, która i tak nigdy nie wróci. Spójrzmy na to z innej perspektywy – lekarz nie chcia³ byæ lekarzem, a mimo to, nadal nim pozostawa³. Czyli jednak co¶ z powo³ania w nim jest, bo ludzi leczy. Na swój, chory sposób…
- Pora siê st±d zbieraæ… - i nagle co¶ pokazuje, ¿e jednak bêdziemy jeszcze przebywaæ w miejscu, którego nienawidzimy… - czego znowu chc±?... – telefon dzwoni³ swoim spokojnym d¼wiêkiem…
- Ehhh… S³ucham?
- Czy dodzwoni³em siê do doktora Jacka Strauma? – jego g³os by³ przejrzysty. To by³ g³os mê¿czyzny, który wiedzia³, co chce przekazaæ. Nie chcia³ wciskaæ kitu, ulotek, umawiaæ siê na wizytê, reklamowaæ sprzêt medyczny. Chcia³ powiedzieæ Jackowi co¶ wyj±tkowo wa¿nego… Przynajmniej dla niego.
- Tak. Z kim rozmawiam?
- Henry Gregory. Pe³nomocnik profesora Ainbacha, z uniwersytetu w Clear. Zapewne pan nie s³ysza³, to malutkie miasteczko, a tak naprawdê, to uniwersytet na uboczu.
- Co chce mi pan przekazaæ?
- Zaproszenie na spotkanie z profesorem. Wyj±tkowo, pan profesor zaprosi³ jeszcze kilka innych osób, spotkanie bêdzie wyj±tkowo ciekawe.
- Lubi pan s³owo „wyj±tkowo”. Dobrze, kiedy ma odbyæ siê spotkanie?
- Widzê, ¿e siê pan zgodzi³. Bardzo dobrze. Pojutrze, w Clear, o godzinie 20. Oczywi¶cie, bardzo ciê¿ko by³oby panu tam trafiæ, ale transport jest zapewniony.
- Sk±d?
- Spod pana budynku pracy. Pojechaliby¶my zaraz po pana zmianie. Co pan na to?
- Eh, no dobrze, niech bêdzie, zaproszenia od profesora nie powinno siê odrzucaæ. D³ugo bêdzie trwa³o to spotkanie?
- Tylko tyle, ile pan sobie za¿yczy.
- Dobrze, niech bêdzie. Pojutrze. Do widzenia.
- Do zobaczenia…
Nie wiedzia³, czemu doprowadzi³ do tego, ¿e po niego przyjad±. Nie widzia³ najmniejszego sensu w jego pytaniach, nie chcia³ wiedzieæ, co siê stanie pojutrze. Mimo tego, zgodzi³ siê pojechaæ do jakiego¶ profesora, do niewiadomego miasteczka, o którym nigdy nie s³ysza³. A do tego, kim by³ do cholery, Henry Gregory?
- Pewnie to nikt specjalny… - utrzymywa³ siebie w przekonaniu, ¿e to nikt, kto chcia³by sprawiæ mu ból. Nikt nie potrafi³ okre¶liæ, czego ba³ siê Jack. On jeden wiedzia³, ¿e jedyna rzecz, która powoduje w nim fobie, by³ on sam. By³ powiernikiem swoich lêków, a zarazem ich sprawc±. Wiedzia³, ¿e nikt go nie przestraszy. A tym bardziej, nie bêdzie to ¿aden profesor. Mo¿e dlatego siê zgodzi³… Zreszt±, pewnie nic lepszego nie mia³ do roboty…
- Pan doktor ca³y czas tutaj? – znowu pielêgniarka. Znowu mnie popêdza. Kiedy¶… Nie. Nic nie zrobiê. Po prostu pora wyj¶æ z tego budynku. Pora udaæ siê do domu. I pomy¶leæ o tym, na co siê zgodzi³. Nie powinno siê takiej rzeczy zostawiaæ bez przemy¶lenia…
- Ju¿ wychodzê. – i znowu ten nieszczery u¶miech. Ile jeszcze razy bêdzie musia³ go pokazywaæ, a¿ w koñcu zrozumie, ¿e lepiej, ¿eby w ogóle siê nie u¶miecha³… Kim by³ Jack Straum? Kim by³ ten cz³owiek w p³aszczu, który na co dzieñ siedzia³ w swoim gabinecie i przyjmowa³ kolejnych pacjentów? Jaki mia³ cel w ¿yciu? Mo¿e nie mia³ go w ogóle. Mo¿e chcia³ do koñca rozpatrzyæ swoje mo¿liwo¶ci, a potem… znikn±æ w ciemno¶ci wieczoru. Pielêgniarka zdecydowanie nie wiedzia³a, kim by³ Jack Straum…
- Chod¼my, pora do domu. – tym razem to lekarz wyrwa³ pielêgniarkê z zadumy. Tym razem, to on zastanawia³ siê, nad czym mog³a my¶leæ. Czy mo¿e po prostu interesowa³ go ¿ywot ka¿dego cz³owieka, czy po prostu chcia³ wiedzieæ, co ludzie my¶l± na co dzieñ. Nie. Nie chcia³ tego wiedzieæ. Nie obchodzi³y go inne osoby. On sam go nie obchodzi³. Wiêc w jaki sposób mia³ interesowaæ siê innymi?...
Wyszli. Szybko i zdecydowanie. Pielêgniarka zamknê³a po drodze drzwi, upewniaj±c siê przedtem, czy wszystko w ¶rodku jest w porz±dku. By³o. Jak zawsze. Mimo tego, jak to mówi±, przezorny… i tak dalej. Doktor poczeka³ chwilê. Powiedzia³ ³adnie do widzenia, wraz ze swoim nieszczerym u¶miechem, po czym wsiad³ do samochodu. Kropi³o. Doskwieraj±ce kropelki, które zacina³y przy ka¿dym dotkniêciu w twarz. To nie by³o mi³e uczucie. Ka¿da chwila na takim deszczu powodowa³a tylko frustracjê w osobie, która otrzymywa³a kolejne „razy” od deszczu. M¿awki, dok³adniej bior±c. Dlatego doktor zawsze je¼dzi³ samochodem. Mimo, ¿e dom mia³ niedaleko, to je¼dzi³ samochodem. Nie przeszkadza³o mu to, i¿ to nie ekologiczne. Mia³ gdzie¶ ca³y ten ekologiczny be³kot. Dobrze wiedzia³, ¿e skoro Ziemia prze¿y³a kilka milionów lat, to dlaczego nagle mia³aby znikn±æ. To prêdzej ludzie znikn±, przez swoj± w³asn± g³upotê. Wszystko to ca³y czas by³o niczym ko³o, zataczaj±ce kolejne okr±¿enia, coraz bardziej b³êdne i coraz bli¿sze do kursu kolizyjnego. Wystarczy³o tylko trochê poczekaæ i ludzie sami znikn± z powierzchni. Tak po prostu. Jak wszystko, co nas spotyka. Wszystko dzieje siê po prostu. Bez udziwnieñ. To ludzie dorabiaj± sobie jakie¶ skomplikowane teorie do wszystkich niepowodzeñ. Nie widz±c najprostszego rozwi±zania, które zawsze by³o przed ich nosem. Tak przynajmniej uwa¿a³ Jack…
- Co ja zrobiê z samochodem, jak po mnie ten facet przyjedzie?... Najwy¿ej pojadê za nim. Albo i nie. Przyjdê wtedy dla odmiany do pracy na nogach. Chocia¿ raz, jeden jedyny raz w moim ¿yciu.
Odpali³ samochód. Spokojnie i za pierwszym razem. Pojazd nie by³ zbyt nowy, wiêc trzeba to by³o robiæ spokojnie i z umiarem. Jak z dzieckiem, którego nigdy nie mia³. „Dzieci to tylko strata czasu. Trzeba siê spe³niaæ w ¿yciu”. Nie ma co siê dziwiæ, ¿e dorabia³ do tego swoj± filozofiê. Swoje spojrzenie na ca³± sprawê, jak gdyby nigdy nic, bo przecie¿ jemu wolno. A je¿eli kto¶ inny to robi³, to automatycznie l±dowa³ na kursie kolizyjnym. Jack rzadko kiedy by³ konsekwentny w swoich postanowieniach. Nie chcia³ tego robiæ, bo wiedzia³, ¿e jemu to na zdrowie nie wyjdzie. Co innego by³o wa¿niejsze. Spojrzenie na to wszystko, jakby co¶ siê zaraz mia³o skoñczyæ. Praktycznie rzecz bior±c, Jack umia³by siê tylko zmieniæ w jednym przypadku. Gdyby wiedzia³, ¿e jutro zniknie. Wtedy wykorzysta³by wszystkie dostêpne ¶rodki, aby co¶ osi±gn±æ. I zapewne tak by siê sta³o. Co¶ siê w koñcu w ¿yciu ka¿demu nale¿y. Nawet Jackowi.
Nie jecha³ d³ugo. W koñcu dom mia³ niedaleko. Wysiad³, zamkn±³ wóz, poszed³ na górê bloku. Wszed³ do mieszkania. To co zawsze – czysta rutyna, której za³amanie ¶wiadczy³oby o czym¶ niekoniecznie dobrym. Jack nie chcia³ jej zaburzaæ, bo nie by³o sensu. Nie wiedzia³, co bêdzie robiæ. Mo¿e film, mo¿e ksi±¿ka, mo¿e sen. Nie chcia³ wiedzieæ.
- Znowu wracamy do pocz±tku… - Jack nie chcia³ robiæ tego wszystkiego. Jedyn± rzecz±, która go pociesza³a, by³o za³amanie rutyny. On sam, nie chcia³ tego robiæ. Z czyj±¶ pomoc±? Jak najbardziej… To wszystko sprowadza³o siê do jednego – dotrzeæ tam, gdzie nikt nie dotar³, aby w koñcu mieæ spokój. Jego egzystencja by³aby wype³niona cisz± i spokojem. Jack nawet nie wiedzia³, jak bardzo siê myli, my¶l±c, ¿e to mu pomo¿e. Nie wiedzia³, co bêdzie siê dzia³o pojutrze. To mia³o byæ czym¶… niespodziewanym.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Spojrzenie /> />JACK /> />Pude³ko Lekarz Nie Mimo ¿e Nie Prawdopodobnie. Je¿eli Pacjent, Nie Chcia³ ¿e ¯e ¿eby 18, ¿eby Nie Chcia³ />- Wypisze />- Co?... Tak, Znowu Znowu Jak Jak Ju¿. Zaraz. Teraz… />- Proszê, />- Dziêkujê, Bardzo />- />Pacjent Nie ¿yciu. />- Ludzie, Nie ¿e Ca³e ¿ycie, Ale, Nie Chcia³ ¿e Krzykn±æ Chcia³ Chcia³ />- Panie Znowu Znowu Znowu Nie />- Tak, Kolejny />- Nie… />- Wyj±tkowo Bardzo Dziêkujê />- Proszê… Zostawi³a ¿e Nigdy Odk±d Zdziwacza³. Ludzie ¿e Chce Psychologowie ¶ledz±c Tyle ¿e ¿e Cyniczn± ¶wiat, />Lekarz Zbiera³ Ale, ¿e Mo¿e Mo¿e Nie. Nie Spójrzmy Czyli />- Pora ¿e />- Ehhh… S³ucham? />- Czy Jacka Strauma? Nie Chcia³ Jackowi Przynajmniej />- Tak. />- Henry Gregory. Pe³nomocnik Ainbacha, Clear. Zapewne />- />- Zaproszenie Wyj±tkowo, />- Lubi „wyj±tkowo”. Dobrze, />- Widzê, ¿e Bardzo Pojutrze, Clear, Oczywi¶cie, />- Sk±d? />- Spod Pojechaliby¶my />- Eh, D³ugo />- Tylko />- Dobrze, Pojutrze. />- />Nie ¿e Nie Mimo Henry Gregory? />- Pewnie ¿e Nikt Jack. ¿e By³ Wiedzia³, ¿e ¿aden Mo¿e Zreszt±, />- Pan Znowu Kiedy¶… Nie. Nic Pora Nie />- Ju¿ Ile ¿e ¿eby Kim Jack Straum? Kim Jaki ¿yciu? Mo¿e Mo¿e Pielêgniarka Jack Straum… />- Chod¼my, Tym Czy ¿ywot Nie. Nie Nie Wiêc />Wyszli. Szybko Pielêgniarka ¶rodku By³o. Jak Mimo Doktor Powiedzia³ ³adnie Kropi³o. Doskwieraj±ce Ka¿da „razy” M¿awki, Dlatego Mimo, ¿e Nie Mia³ Dobrze ¿e Ziemia Wszystko Wystarczy³o Tak Jak Wszystko Bez Nie Tak Jack… />- Najwy¿ej Albo Przyjdê Chocia¿ ¿yciu. />Odpali³ Spokojnie Pojazd Jak „Dzieci Trzeba ¿yciu”. Nie ¿e Swoje Jack Nie ¿e Spojrzenie Praktycznie Jack Gdyby ¿e Wtedy ¶rodki, Co¶ ¿yciu Nawet Jackowi. />Nie Wysiad³, Wszed³ ¶wiadczy³oby Jack Nie Mo¿e Nie />- Znowu Jack Jedyn± Jak Jego Jack ¿e Nie

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci