24 godziny temu
Oto ¶ciany zbli¿y³y siê jakby, chocia¿ ¿adna ceg³a nie zmieni³a miejsca, jaskrawe ¶wiat³o coraz mocniej przyt³acza³o zdrapan±, ró¿ow± farbê, na której od lat bruzdy sk³ada³y siê w zmy¶lenie, wieloosobowe formy i historie, zmieniaj±ce postaæ w zale¿no¶ci od pory dnia i pory roku. Na ¶cianie pomiêdzy oknami, od samej góry delta Nilu rozpe³zywa³a siê w poszczególne katarakty ale tylko noc±. Za dnia by³ to rytm serca z linii EKG albo umar³e drzewo, którego nijak nie mo¿e dotkn±æ wiatr. Nad ³ó¿kiem rozwarstwia³ siê Pó³wysep Indyjski i przygl±daj±cy siê mu, nie wiedzieæ czemu, dobry cesarz Mutsuhito, który niewielkie oczy mru¿y³ w niezadowoleniu, bo to w³a¶nie jemu dosta³o siê trefne miejsce na suficie. Ko³o pieca formowa³ siê obywatel z bardziej rozbudowan± struktur±, posiadaj±cy ¿ebra i inne znaczniejsze ko¶ci powsta³e z wêgielnego kurzu osiad³ego na bruzdach farby i jasn± twarz, która wy³oni³a siê którego¶ dnia spod zu¿ytej torebki herbaty, wyci±gniêtej z wody i rzuconej za siebie. Naprzeciw okien, rysy uk³ada³y siê w robotników pracuj±cych szesna¶cie godzin dziennie w lecie i o po³owê krócej w zimie, obok spogl±da³o rogate byd³o, ¶mieszne w zadziwieniu, z pyskami zwróconymi w kierunku zardzewia³ego ceg³± miasta. Drewniany parkiet by³ ciekawszy; tutaj na ka¿dej desce powstawa³a osobna historia, do której brudnymi butami dodawano od czasu do czasu nowych bohaterów.
W tym zbiorowisku postaci siedzia³ ¦nieg, chocia¿ wcale nie by³ tak bia³y, nie by³ lekarzem i nie nosi³ ¶nie¿nego fartucha ale mia³ bia³e palce, które od trzymania butelki zatar³y siê wapnem. ¦nieg oprócz braku jednego palca i blizny po wyciêciu wyrostka nie wyró¿nia³ siê z tego t³umu, chocia¿ niew±tpliwie posiada³ skórê, ko¶ci, niewiele t³uszczu na brzuchu i nawet trochê miê¶ni, których u¿ycie ogranicza³ do najprostszych, podstawowych funkcji ¿yciowych, takich jak pój¶cie do sklepu w momencie kiedy bardzo siê nie chce albo odganianie much rêk±, która równie dobrze mog³aby zamieniæ siê w krowi ogon. ¦nieg mia³ w zwyczaju rozp³ywaæ siê na wiosnê. Nie oddziela³y siê rzecz jasna jego komórki, nie pêka³y oddzielone prze¼roczyst± b³on± od s±siadów, ale zostawa³y cyklicznie, zgodnie z fazami ksiê¿yca zalewane czterdziestoprocentowym roztworem wody, która rozgrzewa³a ¦nieg i przeobra¿a³a go w inn± wodê, chocia¿ równie p³ynn±, ciek³±, co tylko od czasu do czasu wychwytywa³a przeb³yski ¦niegowej wyobra¼ni i ze strumyka zamienia³a siê w potok. Nabiera³ wtedy cz³owiek si³y i b³yskotliwo¶ci, nawet leniwe miê¶nie zaczyna³y siê poruszaæ, co prawda mniej sprawnie ale za to w wy¿szych, bardziej skomplikowanych celach. Nie wiadomo czy ¦nieg by³ m³ody czy stary, po¿ó³k³e, ledwie widoczne plamy na twarzy mog³y oznaczaæ ¿e jest zesz³oroczny albo chocia¿ wczorajszy, tyle ¿e bardziej prawdopodobn± diagnoz± by³oby zapalenie w±troby. Wiêc, kiedy ju¿ siê okazywa³o, ¿e porusza siê ca³kiem ¿wawo i jest wystarczaj±co roztopiony, wstêpowa³ do baru o nazwie Antek II. Dlaczego Antek by³ Antkiem drugim, a nie po prostu Antkiem nie wiemy, jedyne co jest pewne w tej kwestii to poziom warunków sanitarnych, które zdecydowanie nie mog³y znajdowaæ siê tak blisko numeru jeden. Nie zapominajmy jednak, ¿e ¦nieg ¿y³ w czasach kiedy inspekcja sanitarna zadowala³a siê ³apówk± w postaci pêta kie³basy. Wchodzi³ wiêc ¦nieg z ca³ym swoim majestatem, w rozpiêtej dziarsko koszuli i marynarskich spodniach na skrzypi±cy pok³ad Antka II i kaza³ sobie laæ, jednym okiem sprawdzaj±c czy na sali kto¶ ju¿ nie jest w stanie reagowaæ na bod¼ce zewnêtrzne, a drugim szukaj±c kobiety. Trzeba nam bowiem wiedzieæ, ¿e o ile ¦nieg okazji nie szuka³, to kiedy taka siê nadarza³a, lustrowa³ wzrokiem wszystko co z³ote albo inne a siê ¶wieci i mo¿na to up³ynniæ w finansow± kwotê. Idealnie siê sk³ada³o kiedy nie musia³a zachodziæ a¿ taka rozbie¿no¶æ pomiêdzy jego oczami, bo dwa poszukiwane aktualnie obiekty scala³y siê w jedn± osobê. Tak to pewnego razu ¦nieg wypi³ parê g³êbszych. Wówczas jego zdolno¶ci psychoruchowe osi±gnê³y nadzwyczaj zadowalaj±cy poziom, d¼wign±³ siê z krzes³a z którego istnienia przez d³u¿szy okres czasu nie zdawa³ sobie sprawy i podszed³ do kobiety, siedz±cej w najciemniejszym zak±tku baru. Mê¿czyzna opar³ siê ³okciem na stoliku, bêbni±c palcami po swoich zapad³ych policzkach marsz zwyciêstwa, ale leniwie, mo¿e nawet ze znudzeniem, bo chcia³ ¿eby kobieta chocia¿ na chwilê wypad³a z letargu i pokaza³a mu swoj± twarz. Do tej pory mia³ przed oczami jedynie wytargane blond w³osy, które zwisa³y razem z g³ow±, zas³aniaj±c w±tpliw± urodê kogo¶, kogo mentalnie nie by³o. ¦nieg wyci±gn±³ swoje bia³e palce i ostro¿nie, z pe³n± gracj± ¶ci±gn±³ z oparcia krzes³a torebkê, która kolorem nie przypomina³a niczego innego jak br±zowego kundla. Trzymaj±c j± za uchwyt uwa¿nie obserwowa³ czy aby nieznajoma nie podnosi g³owy, przez chwilê nawet przechodzi³y mu przez g³owê makabryczne my¶li o tym, ¿e kobieta nie ¿yje, ma spalon± twarz albo nie jest ludzk± istot±. Jedyny po¿ytek jaki z tego wynikn±³ to odwrócenie uwagi ¦niega od góralskiego swetra swojej towarzyszki zalanego od szyi a¿ po lewy rêkaw krwistoczerwon±, lepk± jak osocze zup±.
Wróæmy jednak na moment do ró¿owego pokoju. ¦nieg zostawi³ w nim zapalone ¶wiat³o udaj±c swoj± obecno¶æ w mieszkaniu ¿eby odstraszyæ potencjalnych z³odziei. Bior±c pod uwagê to, ¿e jedyn± warto¶ciow± rzecz± w jego domu by³a puszka tuñczyka, mê¿czyzna chcia³ siê upewniæ ¿e trafi do swojego ³ó¿ka po kolejnej hulance. Jasno¶æ by³a coraz jaskrawsza, mo¿e dlatego, ¿e dosz³a do tego wszystkiego cisza, odurzaj±ca, lekko usypiaj±ca. Nie dajcie siê nabraæ; kiedy tylko zaczniecie drzemaæ co¶ was rozbudzi, jaki¶ zgrzyt, ¶wist, krzyk, a kiedy otworzycie oczy z narastaj±c± w piersiach tachykardi±, zdacie sobie sprawê, ¿e wcale nie spali¶cie podczas tych kilku samotnych minut, w czasie których w waszym pokoju wiele siê wydarzy³o. Kiedy tylko drgnie powieka, wszystko zamiera, jakby dzia³o siê jedynie w waszej g³owie. To jednak wcale nie znaczy, ¿e nie dzia³o siê naprawdê. Z sekundy na sekundê cisza gêstnieje, nabiera ludzkich kszta³tów i jedyne co mo¿e sprawiæ ¿e pierzchnie nie przeobra¿aj±c siê w ¿yw± istotê, to d¼wiêk. W takich momentach ¦nieg rozgl±da³ siê gor±czkowo po pokoju, jakby chcia³ uchwyciæ jakikolwiek ruch, dynamikê na pooranych ¶cianach. Do tego dochodzi³y jeszcze bia³o-szare, ogromne podwójne drzwi z kilkoma dziurami, w których zalêg³y siê osy. Po zewnêtrznej stronie, poni¿ej metalowej klamki ochlapanej lakierem, ciemnia³a pod³u¿na, uko¶na szczelina po uderzeniu krañcem siekiery. Po wewnêtrznej wisia³a maleñka mapa Europy w niebieskiej oprawce i zielony termometr w kszta³cie rybki do mierzenia temperatury wody przy k±pieli niemowl±t, pe³ni±cy funkcjê zwyk³ego, pokojowego termometru. Pokój czeka³ na ¦niega i nic nie wskazywa³o na to, ¿eby mia³ siê gdzie¶ oddaliæ.
Antek II zacz±³ nape³niaæ siê nagrzanymi mê¿czyznami z czarn± szczecin± i dekadenckim w±sem, smutnie roz³o¿onym pod nosem. Pijana szarañcza przetacza³a siê miêdzy stolikami wyganiaj±c tych, którzy zd±¿yli siê ju¿ wystarczaj±co upiæ i zajmowa³a ich miejsca. ¦nieg zastyg³ z torebk± nieznajomej w rêce, zastanawiaj±c siê czy ta inwazja nie rozbudzi kobiety, ale gromada szybko usadowi³a siê na miejscach wyj±tkowo nie szukaj±c zaczepki. Nasz cz³owiek zacz±³ dyskretnie buszowaæ rozpostartymi palcami po br±zowej saszetce rozwa¿aj±c ka¿dy ruch. W my¶lach ¦niega pojawi³a siê kolejna nieracjonalna wizja, ¿e oto dno torebki oka¿e siê brudn±, robaczyw± mazi±, w której zdecydowanie nie chcia³by zamoczyæ swoich d³ugich paliczków. Waha³ siê jeszcze chwilê wzdrygaj±c siê z ka¿dym ruchem, krzywi³ usta marszcz±c jednocze¶nie brwi a¿ zanurzy³ ca³± d³oñ we wnêtrzu sakiewki przeszukuj±c j± na ¶lepo przez w±ski otwór. Paczka zapa³ek, zu¿yta, notes, zalany… Tu ¦niega przeszed³ dreszcz obrzydzenia, ale najgorsze by³o dopiero przed nim. Zaraz obok zalanego notesu le¿a³ zawiniêty w zat³uszczony papier ¶liski obiekt, którym mê¿czyzna zasmarowa³ sobie d³oñ. Czym prêdzej wyci±gn±³ to na co mia³ nieszczê¶cie natrafiæ, wyba³uszonymi oczyma zmierzy³ tê rzecz z góry na dó³ chocia¿ by³a niewielkich rozmiarów, a drug± d³oni± prewencyjnie zatka³ usta.
Wróæmy jednak jeszcze dos³ownie na moment do ró¿owego pokoju. Hucza³ wiatr i odemkniête górne okienko zaczê³o powoli poddawaæ siê wichurze, coraz bardziej luzuj±c zawiasy, poruszaj±c siê bez przerwy to w lewo to w prawo. Metalowe drzwiczki od pieca szczêka³y niespokojnie, wiatr przedostawa³ siê przez komin, przeciska³ przez szczeliny i gêstnia³, sk³adaj±c siê w coraz bardziej widzialne konstrukcje. Ponad trzema szkicami nagich kobiet, jakie ¦nieg jedynie w celach artystycznej kontemplacji nabazgra³ maleñkim kawa³kiem wêgla, wisia³ obraz, portret ch³opca w podartych trzewikach, o niezmiennym wyrazie twarzy. Chocia¿ malec patrzy³ na niespokojny pokój, chocia¿ wodzi³ wzrokiem za pierzchn±cym z pieca popio³em, który bucha³ z ka¿dym ¿ywszym podmuchem, nie dziwi³ siê niczemu. W oddali, za ch³opcem by³ zielony ¶wiat, ograniczony poz³acan± ramk± obrazu.
¦nieg trzyma³ w rozpostartych palcach o¶lizg³y siny narz±d z uwypuklonymi ¿y³kami, wg³êbieniami i bruzdami. Pociemnia³o mu w oczach tylko na chwilê, bo mimo faktu, ¿e trzyma w d³oni organ podobny temu jaki bije w jego piersi, ogarnê³a ¦nieg ciekawo¶æ, nieopisana, niepowstrzymana, jakby to by³o gdyby rozci±³ serce, zobaczy³ jego tkanki, zobaczy³ je od ¶rodka. By³ niezmiernie ciekawy jak uk³adaj± siê miê¶nie, jak miêkki jest mi±¿sz, ogarnê³a go nawet przemo¿na chêæ, ¿eby ¶cisn±æ serce w piê¶ci i zniszczyæ je do ostatka, tak ¿eby rozlaz³o siê miêdzy jego palcami. ¦nieg przypatrywa³ siê z naukow± ciekawo¶ci± temu co w³a¶nie posiad³, ogl±da³ serce z ka¿dej mo¿liwej strony, próbuj±c doszukaæ siê jakiego¶ g³êbszego sensu tego znaleziska dla jego niczym dot±d nie zm±conej egzystencji. Nie wiedzia³ ile czasu minê³o odk±d wzi±³ je w d³oñ, rozgl±da³ siê wokó³, ale jego alkoholowi towarzysze byli tylko odrobinê bardziej pijani ni¿ wcze¶niej. I wówczas gdy przypatrywa³ siê w±satemu obywatelowi po swojej lewej, co¶ sprawi³o, ¿e jego w³asne serce, które krew zalewa³a bez ustanku, zamar³o nagle, zwolni³o, zacisnê³o wszystkie ¿y³y i na moment przesta³o biæ. ¦nieg poblad³, wytrzeszczy³ oczy i pomy¶la³ swoim zwyczajnym, ulicznym jêzykiem: Tego nie mo¿e byæ. A to, niestety by³o - serce tkwi±ce w jego d³oni poruszy³o siê, zatêtni³o ¿yciem i oto zaczê³o pulsowaæ, zabi³o raz, drugi i nie wcale nie mia³o zamiaru przestaæ.
W ró¿owym pokoju rozanieli³o siê na moment. Dziecko z obrazu ani drgnê³o, ale ka¿dy miêsieñ jego twarzy zrywa³ siê do wymalowania nowego grymasu, jakby to do p³aczu. O cichym smutku zaszumia³y wierzby, rozja¶ni³o siê niebo na tekturze a ch³opiec dalej sta³ nieruchomo. Spogl±da³ jedynie na stare, zab³ocone buty ¦niega, które od miesiêcy le¿a³y przy ³ó¿ku, tak samo wzgardzone jak wsie i miasta po których przeszed³ obuty w nie mê¿czyzna. Ka¿da ziemia, której dotknê³y by³a o krok od ziemi obiecanej, ale im d³u¿ej brnê³y w przedwiosenne roztopy, tym bardziej oczywistym by³o, ¿e i z t± wiosn± nic oprócz jasno¶ci nie przyjdzie. Porzuci³ ¦nieg szklane domy, chocia¿ najwiêkszym jego szczê¶ciem by³o kiedy zauwa¿a³ b³ysk w oddali, jakby s³oñce odbija³o siê migotliwym ¶wiat³em od owych domów i rozproszone sk³ada³o ró¿nobarwne wi±zki w têczê.
Serce bi³o w dalszym ci±gu, ³omota³o jakby dopiero co przysz³o na ¶wiat, jakby ¶cianki jego têtnic nigdy nie mia³y do czynienia z tytoniem, mi³o¶ci± i alkoholem. W zag³uszaj±cym my¶li ha³asie ¦nieg próbowa³ ogarn±æ narz±d obiema d³oñmi, ¿eby w swojej ekscytacji granicz±cej ze stanem przedzawa³owym nie wypad³o z jego u¶cisku. Rozgl±da³ siê niespokojnie, wytê¿a³ rozbiegane oczy, trzymaj±c jednocze¶nie organ w wyci±gniêtych rêkach. Nagle, muzyka zadudni³a i zag³uszy³a wszystkie inne d¼wiêki, razem z tym, jakie wydawa³o bij±ce serce. ¦nieg patrzy³ na m³odego, weso³ego ch³opca o greckiej twarzy, który roztañczy³ siê i wykonywa³ wymy¶lne sztuczki, wkupiaj±c siê w ³aski rytmu ca³± swoj± osob±, jak gdyby by³ szczê¶ciem w antropomorficznej postaci. ¦nieg odetchn±³ g³êboko i w ten sposób zaobserwowa³, ¿e jego poharatane serce znowu têtni w piersi, a to, które trzyma w d³oniach na nowo zamar³o. I oto niemal jednocze¶nie znad blatu sto³u g³owê podnios³a kobieta.
Dziecko z obrazka, które nie zap³acze, obserwowa³o tym razem ubrania naszego cz³owieka, zarzucane na porêczy krzes³a po ka¿dej pijanej nocy. Nawet je¶li od tygodni nie by³y zak³adane, znajdowa³o siê w nich co¶ fizycznie ciep³ego, jakby ca³a osoba zostawa³a wewn±trz i uk³ada³a siê do b³ogiego, letniego snu w swój miêkki, cielesny zapach. Tak czy inaczej bezruch w pokoju stawa³ siê jeszcze bardziej zdrêtwia³y, zupe³nie tak, jakby istnia³ przyrz±d, który potrafi dokonaæ pomiarów natê¿enia statyki, zupe³nie tak, jakby mog³a ulegaæ stopniowaniu. Przez odemkniête okno wlecia³a æma i zaczê³a t³uc siê w szklanym koszyczku ¿yrandola, t³umi±c ciszê i rzucaj±c cienie na ¶ciany, burz±c ³ad jaki zasta³a. O¿ywi³y siê postaci z³o¿one z wapiennych bruzd i statyka przepad³a, roztar³a siê pomiêdzy skrzyde³kami owada, który trzepota³ nimi wytrwale, usi³uj±c jakby dowie¶æ, ¿e jest najbardziej ¿yw± postaci± w tym pomieszczeniu. Jednak jedyne co go ró¿ni³o od reszty obywateli z którymi dzieli³ przestrzeñ, to ¶miertelno¶æ, któr± ¦nieg móg³by mu udowodniæ przygniataj±c go mucho³apk± do ¶ciany.
Kobieta wynurzy³a otêpia³± twarz sponad wichury potarganych w³osów i patrzy³a na mê¿czyznê, wcale siê nie dziwi±c, ¿e to w³a¶nie jego widzi po przebudzeniu. Skostnia³e palce przybli¿y³a do policzka i zabêbni³a taki sam marsz zwyciêstwa jak ¦nieg kiedy postanowi³ jej towarzyszyæ godzinê temu, a teraz oto siedzia³ z o¶lizg³± bry³± w rêkach zastanawiaj±c siê jak wywin±æ siê z oskar¿enia o kradzie¿. I tu kobieta powsta³a z krzes³a, ca³a jej postaæ uros³a do niebotycznych, chocia¿ mieszcz±cych siê w granicach normy rozmiarów, wyd³u¿y³a siê i machnê³a rêk±. Naraz wszystkie szklanki i kufle podskoczy³y dziko ku górze, zatrzyma³y siê na moment w zgêstnia³ym powietrzu i krzykliwie, z wrzaskiem, roztrzaska³y siê o blaty sto³ów. Osobliwe serce wyskoczy³o z rêki ¦niega i przeturla³o siê po od³amkach szk³a, kobieta zawinê³a narz±d w gazetê jak wo³owinê i wysz³a. I tu, niby koñczy³a siê przygoda naszego cz³owieka, który dziecinnie nie rozumia³ co, jak i dlaczego siê wydarzy³o, szybko odrzuci³ wszelkie niesamowite historie i teorie zwalaj±c ca³± winê na prawdopodobn± chorobê psychiczn±, która wydrylowa³a jego mózg z uk³adu limbicznego. Jednak¿e w tym wypadku niewiedza nie by³a b³ogos³awieñstwem, a nieludzkie postaci jakimi ¦nieg otacza³ siê stale, mia³y raz jeszcze przej¶æ w namacaln± postaæ.
Powrót do domu by³ beztroski. Ksiê¿yc przemieszcza³ siê nad miastem zahaczaj±c krañcem sierpa o grzbiety blaszanych wie¿yczek, rozci±ga³ swoj± rtêæ po ¶liskich dachach nas³uchuj±c jakby ziemskich sekretów, których echo rozbrzmiewa³o w ¶ciankach kominów. ¦niegowi by³o ciep³o na duszy, rozp³ywa³ siê w b³ogo¶ci letniej nocy, nie ¶pieszy³ siê, obserwowa³ ulicê i domy wygl±daj±ce jak pude³ka po zapa³kach. Zupe³nie sam, czu³ siê jak gliniana figurka na maleñkiej makiecie miasta, którego jest jedynym mieszkañcem.
¦nieg wszed³ do pokoju, rzuci³ pêk kluczy na ³ó¿ko i siêgn±³ po butelkê, bo w barze w wyniku niespotykanych okoliczno¶ci nie zd±¿y³ siê dostatecznie napiæ. Nie by³y one jednak a¿ tak niebywa³e, ¿eby mia³ spaæ o suchym gardle. Usiad³ na obszernym, zielonym fotelu wypchanym g±bk±, nogi wyci±gn±³ na taboret i przechyla³ szyjkê, za ka¿dym razem pod coraz wiêkszym k±tem. Spogl±da³ na ch³opca z obrazu, który nie przestawa³ patrzeæ mu w oczy, zastanawia³ siê nad tym i owym, a¿ skoñczy³o siê piwo. Zastanowienie by³ jednak tak g³êbokie, ¿e ¦nieg nie wsta³ po kolejn± flaszkê, ale zacz±³ obrywaæ i zdzieraæ etykietkê z opró¿nionej butelki. Zdrapywa³ papier, ¶ciera³ palcami pozosta³o¶ci po kleju bez przerwy wpatruj±c siê w malca. I tu, co¶ zabêbni³o w butelce, zazgrzyta³o o denko i zaczê³o rosn±æ, wype³niaæ ca³± zielon± przestrzeñ maleñkiego g±siora. Gêsty dym zacz±³ leniwie przechodziæ przez szyjkê, formowaæ siê w zawi³e figury geometryczne, neogotyckie budowle i falangê hoplitów, szukaj±c odpowiedniego kszta³tu. ¦nieg dziwi³ siê, dziwi³ siê tak, jakby co¶ jeszcze mia³o prawo go zaskoczyæ, trzyma³ butelkê w tej samej d³oni, która przed godzin± by³a w posiadaniu têtni±cego ¿yciem serca i spogl±da³ na pokraczne figury jakie wykonywa³ jego nowy towarzysz-akrobata. Obywatel sprê¿y³ siê, wyci±gn±³ w ludzk± postaæ i zawisn±³ jako szara, dymowa istota, z za³o¿onymi rêkami czekaj±c na powitanie ¦niega. D¿in krzywi³ siê, podnosi³ brwi w zadziwieniu czemu to cz³owiek gapi siê na niego jakby zobaczy³ ducha i coraz bardziej gniewa³ siê na mê¿czyznê. Pewnie by i poczerwienia³ gdyby nie to, ¿e jako imitacja ludzkiej postaci nie posiada³ melaniny, ale zamiast tego, ¿eby daæ jaki¶ znak swojego poirytowania wygwizda³ parê z uszu. ¦nieg nic sobie nie robi³ ze starañ obywatela, dopóki ten nie kaszln±³ mu najlepszej jako¶ci dymem w zapad³e p³uca.
-Jak ja nie cierpiê, no jak ja nie cierpiê! - d¿in zazgrzyta³ zgry¼liwie i gro¼ne ¶lepia skierowa³ na ¦niega, który bezczelnie w dalszym ci±gu by³ zaskoczony - czy ja, ja¶nie panie, jestem przezroczysty? No czy jestem? Dawniej to mi kto chocia¿ herbatê proponowa³… - tu zamy¶li³ siê, zmru¿y³ oczy - a gdzie tam, te¿ mi uprzejmo¶æ dawaæ wrz±tek komu¶, kto nie ma wnêtrzno¶ci! No i czemu tak patrzysz, no i czemu? No patrz mi w oczy jak do ciebie mówiê! Co to siê porobi³o, co to siê porobi³o!
¦nieg wtula³ siê w fotel, podkuli³ nogi i zaciekawiony s³ucha³, co te¿ ma mu ten natarczywy mieszkaniec butelki do powiedzenia. Gra¿danin ziewn±³ rozsiewaj±c mg³ê po pokoju i przeszed³ do rzeczy:
-Wypad³e¶ z ³aski, jak nic. No i jak ja mam z tob± rozmawiaæ? A, niech ju¿ bêdzie, taka niewdziêczna robota, w banku w kolejce godzinami trzeba staæ ¿eby siê do wyp³aty dobraæ, a tu taki siedzi i patrzy wystraszony jakby go milicja na przes³uchanie bra³a. Nie spe³niê twoich trzech ¿yczeñ, dopóki nie przestaniesz zak³ócaæ ciszy nocnej i drapaæ tymi kargulcami po ¶ciankach butelki!
¦nieg nie do koñca rozumia³ co znacz± trzy ¿yczenia, ale po³o¿y³ butelkê na pod³odze i oddali³ od niej rêce.
-No ile¿ mo¿na czekaæ, masz jakie ¿±dania czy tak bêdziesz ¶wieci³ tymi ¶lepiami?! A dajcie spokój, sam to zrobiê, bêdzie szybciej.
D¿in wymamrota³ jakie¶ zaklêcia, pokiwa³ siê i wskoczy³ z powrotem do flaszki. Naraz poruszy³y siê ¶ciany, postaci jedna po drugiej zaczê³y wychodziæ razem z bruzdami które je tworzy³y i oto stado jeleni przebieg³o przez pokój ci±gn±c cudaczn± karetê z cesarzem Mutsuhito wachlowanym przez dziewiêtnastowiecznych robotników. Kobiety naszkicowane przez ¦niega wyskoczy³y powabnie z papierowych kartek i pogna³y za zaprzêgiem. Mapa Europy zaczê³a siê iskrzyæ i paliæ, spopielony kontynent oddzieli³ siê od tektury zostawiaj±c jedynie swój zarys, na którym znowu siê zazieleni³o. Na koniec ch³opiec z obrazu wyszed³ z poz³acanych ramek i obaj ze ¦niegiem d³ugo patrzyli na czyste, g³adkie ¶ciany, po¶ród których nie by³o niczego, oprócz kawa³ka tektury z niebieskim niebem, powoli rozszerzaj±cym siê poza oprawkê.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
¿adna ¶cianie Nilu EKG Nad ³ó¿kiem Pó³wysep Indyjski Mutsuhito, Ko³o ¿ebra Naprzeciw ¶mieszne Drewniany ¦nieg, ¶nie¿nego ¦nieg ¿yciowych, takich Nie ¦nieg Nabiera³ ¦nieg ¿e ¿e bardziej Wiêc, ¿e ¿wawo Antek II. Dlaczego Antek Antkiem Antkiem Nie ¿e ¦nieg ¿y³ ³apówk± Wchodzi³ ¦nieg Antka Trzeba ¿e ¦nieg ¶wieci Idealnie Tak Wówczas Mê¿czyzna ³okciem ¿eby ¦nieg ¶ci±gn±³ Trzymaj±c ¿e ¿yje, ma Jedyny ¦niega ¦nieg ¶wiat³o udaj±c ¿eby ¿e ¿e ³ó¿ka Jasno¶æ ¿e Nie ¶wist, ¿e wcale Kiedy ¿e ¿yw± ¦nieg ¶cianach. Do Europy Pokój czeka³ ¦niega ¿eby Pijana ¦nieg Nasz ¦niega ¿e Waha³ ¶lepo Paczka Tu ¦niega ¶liski Czym Hucza³ Metalowe drzwiczki Ponad ¦nieg Chocia¿ malec ¿ywszym ¶wiat, ¿y³kami, wg³êbieniami Pociemnia³o ¿e ¶rodka. By³ ¶cisn±æ ¿eby ¦nieg Nie ¿e ¿y³y ¦nieg poblad³, Tego - serce ¿yciem Dziecko Spogl±da³ ³ó¿ku, Ka¿da ¿e Porzuci³ ¦nieg ³omota³o ¶wiat, ¦nieg ¿eby Rozgl±da³ Nagle, ³aski ¦nieg ¿e Nawet Tak Przez odemkniête æma ¿yrandola, t³umi±c ¶ciany, ³ad O¿ywi³y ¿e jest ¿yw± Jednak ¶miertelno¶æ, ¦nieg móg³by ¶ciany.¿e ¦nieg Naraz Osobliwe Jednak¿e w Ksiê¿yc ¶liskich dachach ¦niegowi ¶pieszy³ Zupe³nie ³ó¿ko Nie ¿eby Usiad³ Spogl±da³ Zastanowienie ¿e ¦nieg nie Zdrapywa³ ¶ciera³ Gêsty dym ¦nieg ¿yciem Obywatel ¦niega. D¿in Pewnie ¿e ¿eby ¦nieg ¦niega, - czy Dawniej Gra¿danin ³aski, ¿eby Nie ¿yczeñ, ¶ciankach ¿yczenia, ¿±dania ¶wieci³ ¶lepiami?! A Naraz poruszy³y ¶ciany, Mutsuhito Kobiety ¦niega Mapa Europy ¦niegiem ¶ciany, po¶ród
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Kobiety,Wielka Sobota,Zima
- Koniec lutego /Debiut
- Kompozycja z otwartym oknem /debiut
- Dyrygent z La Scala
- Proroctwo
- Mi³o¶æ! Mi³o¶æ!
- Tadeusz z Przeno¶ni
- Sweterek/drabble/
- Do nielotów /wiersz/ x
- Po drugie /wiersz/ ?
- w warszawie coraz trudniej o czerwony tramwaj /wiersz/ ~
- Honor maj± zwierzêta /wiersz/ x