24 godziny temu
Wszystko by³oby dobrze, gdyby nie fakt, ¿e dziadek tu¿ przed ¶mierci± zosta³ piêæ razy zer¿niêty w dupê. To by³o jak drzazga wbita w pamiêæ o jego bohaterstwie. Nie mia³em pewno¶ci, czy kapitu³a zaakceptuje ten mroczny epizod z jego wieloletniej walki o wolno¶æ. Walki z naje¼d¼c± ze Wschodu i Zachodu.
Wsta³em z kanapy, by nalaæ sobie kolejn± porcjê sch³odzonej whisky. Twarz dziadka dumnie spogl±da³a na mnie znad kominka: te ostre rysy, wyra¼nie zarysowana ¿uchwa, krzaczaste brwi, d³ugi, wydatny (nie zaokr±glony) nos, no i oczy – b³yszcz±ce. Spojrzenie przenikliwe, którym nie raz mrozi³ wrogów. Dziadek by³ wspania³ym mê¿czyzn±, a teraz ostatecznie jego s³awa zostanie potwierdzona. Po¶miertny order i oficjalne uznanie bohaterstwa bêd± ukoronowaniem jego ¿yciorysu.
Ostra, zio³owa whisky mile rozchodzi³a siê po organizmie. Czu³em j± we krwi. £agodzi³a nerwy. Znów przysiad³em na kanapie. Moje my¶li b³±dzi³y wokó³ spotkania z kapitu³±. Oczyma wyobra¼ni widzia³em, jak opowiada³em o ¿yciorysie „ZBOKA”, jak kre¶li³em jego dzia³alno¶æ w partyzantce, a potem jeszcze wiele lat w lasach, w ukryciu, prawem wilka – za czasów dyktatury komunistów. Na koñcu, stoj±c przed nimi, opowiada³em o rzeczy szczególnie wa¿nej dla kapitu³y: o bohaterskiej ¶mierci p³k Rylskiego, o mêczarni w kazamatach NKWD, no i o tym… No w³a¶nie… I o tym. O tym, ¿e zosta³ piêæ razy wydupczony zanim ostatecznie sczez³.
Poczu³em jakie¶ rozdra¿nienie. Na p³aszczy¼nie mego podnios³ego nastroju pojawi³a siê zadra. Dostrzeg³em muchê, która nerwowo kr±¿y³a na wysoko¶ci oczu. Spokojnie. Nie pozwolê zbrukaæ biografii dziadka.
Wsta³em. Ju¿ czas. Chwyci³em za czarny p³aszcz, przegl±daj±c siê jednocze¶nie w lustrze. Wygl±da³em dostojnie. Dostrzeg³em nawet podobieñstwo do mego przodka. Aha. I jeszcze najwa¿niejsze. Podszed³em do sekretarzyka i niezwykle delikatnie wysun±³em szufladê. S±. Po¿ó³k³e, nadgryzione zêbem czasu – zapiski „ZBOKA”. Prowadzi³ je przez ca³y okres okupacji, tak¿e w wiêzieniu, tu¿ przed ¶mierci±. Kapitu³a za¿±da³a do nich wgl±du. Bohaterstwo to nie tylko czyny – to tak¿e my¶li.
Zeszyty schowa³em do aktówki. By³em gotów.
Wsta³em z kanapy, by nalaæ sobie kolejn± porcjê sch³odzonej whisky. Twarz dziadka dumnie spogl±da³a na mnie znad kominka: te ostre rysy, wyra¼nie zarysowana ¿uchwa, krzaczaste brwi, d³ugi, wydatny (nie zaokr±glony) nos, no i oczy – b³yszcz±ce. Spojrzenie przenikliwe, którym nie raz mrozi³ wrogów. Dziadek by³ wspania³ym mê¿czyzn±, a teraz ostatecznie jego s³awa zostanie potwierdzona. Po¶miertny order i oficjalne uznanie bohaterstwa bêd± ukoronowaniem jego ¿yciorysu.
Ostra, zio³owa whisky mile rozchodzi³a siê po organizmie. Czu³em j± we krwi. £agodzi³a nerwy. Znów przysiad³em na kanapie. Moje my¶li b³±dzi³y wokó³ spotkania z kapitu³±. Oczyma wyobra¼ni widzia³em, jak opowiada³em o ¿yciorysie „ZBOKA”, jak kre¶li³em jego dzia³alno¶æ w partyzantce, a potem jeszcze wiele lat w lasach, w ukryciu, prawem wilka – za czasów dyktatury komunistów. Na koñcu, stoj±c przed nimi, opowiada³em o rzeczy szczególnie wa¿nej dla kapitu³y: o bohaterskiej ¶mierci p³k Rylskiego, o mêczarni w kazamatach NKWD, no i o tym… No w³a¶nie… I o tym. O tym, ¿e zosta³ piêæ razy wydupczony zanim ostatecznie sczez³.
Poczu³em jakie¶ rozdra¿nienie. Na p³aszczy¼nie mego podnios³ego nastroju pojawi³a siê zadra. Dostrzeg³em muchê, która nerwowo kr±¿y³a na wysoko¶ci oczu. Spokojnie. Nie pozwolê zbrukaæ biografii dziadka.
Wsta³em. Ju¿ czas. Chwyci³em za czarny p³aszcz, przegl±daj±c siê jednocze¶nie w lustrze. Wygl±da³em dostojnie. Dostrzeg³em nawet podobieñstwo do mego przodka. Aha. I jeszcze najwa¿niejsze. Podszed³em do sekretarzyka i niezwykle delikatnie wysun±³em szufladê. S±. Po¿ó³k³e, nadgryzione zêbem czasu – zapiski „ZBOKA”. Prowadzi³ je przez ca³y okres okupacji, tak¿e w wiêzieniu, tu¿ przed ¶mierci±. Kapitu³a za¿±da³a do nich wgl±du. Bohaterstwo to nie tylko czyny – to tak¿e my¶li.
Zeszyty schowa³em do aktówki. By³em gotów.
***
Spotkania kapitu³y odbywa³y siê „po cichu”. Organizacja nie chcia³a nadawaæ im wielkiego rozg³osu.
Wsiad³em do auta. Dopiero wtedy dotar³ do mnie sms z dok³adn± informacj± gdzie i kiedy. „Hallera 18, trzecie piêtro. Pokój 32. Godzina 17.00.” Tylko tyle i a¿ tyle.
Przekrêci³em kluczyk w stacyjce. Silnik poderwa³ siê do ¿ycia.
Niebo zasnu³y ciê¿kie chmury. Krople deszczu zaczê³y miarowo uderzaæ w szybê. W³±czy³em wycieraczki. Parszywa pogoda pó¼niej jesieni – robi³o siê coraz ciemniej.
W mroku min±³em pomnik Marsza³ka strapionego nad losem ojczyzny. Szum miasta. Tramwaje, auta, t³um na chodnikach. Jakie¶ rozwrzeszczane dziewczêta wyskoczy³y na ulicê. W ostatniej chwili zd±¿y³em zahamowaæ. Za¶mia³y siê jedynie i przebieg³y na drug± stronê, w kusych spódniczkach i kurteczkach z futerkiem. Najpewniej udawa³y siê do jednej z dyskotek. Rozwrzeszczane, wulgarne, niegrzeczne. One nie wiedzia³y, ¿e dzi¶ mog± siê bawiæ dziêki takim ludziom jak „ZBOK”, jak pu³kownik Rylski.
Miêkko zaparkowa³em przed wysok± kamienic± na Hallera 18. To by³a jedna z siedzib organizacji, wszystkich nie zna³ nikt.
Wsiad³em do auta. Dopiero wtedy dotar³ do mnie sms z dok³adn± informacj± gdzie i kiedy. „Hallera 18, trzecie piêtro. Pokój 32. Godzina 17.00.” Tylko tyle i a¿ tyle.
Przekrêci³em kluczyk w stacyjce. Silnik poderwa³ siê do ¿ycia.
Niebo zasnu³y ciê¿kie chmury. Krople deszczu zaczê³y miarowo uderzaæ w szybê. W³±czy³em wycieraczki. Parszywa pogoda pó¼niej jesieni – robi³o siê coraz ciemniej.
W mroku min±³em pomnik Marsza³ka strapionego nad losem ojczyzny. Szum miasta. Tramwaje, auta, t³um na chodnikach. Jakie¶ rozwrzeszczane dziewczêta wyskoczy³y na ulicê. W ostatniej chwili zd±¿y³em zahamowaæ. Za¶mia³y siê jedynie i przebieg³y na drug± stronê, w kusych spódniczkach i kurteczkach z futerkiem. Najpewniej udawa³y siê do jednej z dyskotek. Rozwrzeszczane, wulgarne, niegrzeczne. One nie wiedzia³y, ¿e dzi¶ mog± siê bawiæ dziêki takim ludziom jak „ZBOK”, jak pu³kownik Rylski.
Miêkko zaparkowa³em przed wysok± kamienic± na Hallera 18. To by³a jedna z siedzib organizacji, wszystkich nie zna³ nikt.
By³em zdenerwowany. Przyjrza³em siê sobie jeszcze raz w lusterku. Spokojnie. Wyci±gn±³em na szybko dezodorant do ust. Psikn±³em i sprawdzi³em wi±zanie krawata. W porz±dku.
***
Z wysi³kiem otworzy³em ciê¿kie drzwi do kamienicy. Zawiasy wyda³y z siebie jêk. Na klatce panowa³ pó³mrok. Jedynie tu¿ nad schodami pali³a siê lampka. Próbowa³em wymacaæ w³±cznik górnego ¶wiat³a, ale bez skutku.
Na wysoko¶ci moich butów, po pod³odze, czmychn±³ czarny kot.
Poczu³em niepokój. A je¶li nie dam rady? Je¶li nie zdo³am wystarczaj±co zarekomendowaæ dziadka? Je¶li jego wielko¶æ nie bêdzie doceniona? Takie my¶li, niczym hitlerowskie czo³gi, przeje¿d¿a³y przez moj± g³owê. Zda³em sobie sprawê z wielkiego brzemienia odpowiedzialno¶ci, które sam, dobrowolnie wzi±³em na swe barki.
Upiór tej my¶li nadlecia³ jak messerschmitt nad ruiny okaleczonego miasta. Je¶li skompromitujê nie tylko siebie ale i „ZBOKA” Rylskiego? Je¶li kapitu³a mi nie uwierzy? Czy by³em gotów broniæ jego honoru i biografii? W moich my¶lach kr±¿y³ obraz sylwetki obróconej ty³em i schylonej, ze spuszczonymi nisko spodniami…
Sta³em jeszcze chwilê jak wryty. Potrzebowa³em wsparcia. Wyobrazi³em sobie go. W my¶lach dostrzeg³em dostojn± twarz „ZBOKA”, by³a taka stabilna, tak pewna siebie. Spogl±da³a na mnie z lekkim, ciep³ym u¶miechem., Powoli mój oddech siê uspokaja³. Jak mog³em zw±tpiæ? Nie jestem przecie¿ cz³owiekiem ma³ej wiary. Postawi³em pierwszy krok na skrzypi±cych schodach. Po chwili by³em ju¿ na górze.
Na wysoko¶ci moich butów, po pod³odze, czmychn±³ czarny kot.
Poczu³em niepokój. A je¶li nie dam rady? Je¶li nie zdo³am wystarczaj±co zarekomendowaæ dziadka? Je¶li jego wielko¶æ nie bêdzie doceniona? Takie my¶li, niczym hitlerowskie czo³gi, przeje¿d¿a³y przez moj± g³owê. Zda³em sobie sprawê z wielkiego brzemienia odpowiedzialno¶ci, które sam, dobrowolnie wzi±³em na swe barki.
Upiór tej my¶li nadlecia³ jak messerschmitt nad ruiny okaleczonego miasta. Je¶li skompromitujê nie tylko siebie ale i „ZBOKA” Rylskiego? Je¶li kapitu³a mi nie uwierzy? Czy by³em gotów broniæ jego honoru i biografii? W moich my¶lach kr±¿y³ obraz sylwetki obróconej ty³em i schylonej, ze spuszczonymi nisko spodniami…
Sta³em jeszcze chwilê jak wryty. Potrzebowa³em wsparcia. Wyobrazi³em sobie go. W my¶lach dostrzeg³em dostojn± twarz „ZBOKA”, by³a taka stabilna, tak pewna siebie. Spogl±da³a na mnie z lekkim, ciep³ym u¶miechem., Powoli mój oddech siê uspokaja³. Jak mog³em zw±tpiæ? Nie jestem przecie¿ cz³owiekiem ma³ej wiary. Postawi³em pierwszy krok na skrzypi±cych schodach. Po chwili by³em ju¿ na górze.
Na piêtrze przywita³o mnie ¶wiat³o. W d³ugim korytarzu, obitym bia³± boazeri± pali³y siê wszystkie boczne lampy. Wielkie ¿yrandole zwisa³y dostojnie. Tu¿ przed du¿ymi drzwiami na krañcu hallu siedzia³ mê¿czyzna w granatowym surducie. Szed³em w jego kierunku po lakierowanej, skrzypi±cej pod³odze. Siedzia³ bokiem na krzese³ku i ani drgn±³.
Zatrzyma³em siê tu¿ przed nim. Nie odwróci³ g³owy w moj± stronê. Czeka³.
- Ku chwale ojczyzny! – rzek³em.
Dopiero wtedy podniós³ siê i spojrza³ na mnie.
- Ku chwale ojczyzny. Pan…?
- Eustachy Rylski. Weryfikacja pu³kownika „ZBOKa”.
- Dobrze. – odrzek³ pod nosem. – Proszê zaczekaæ.
Odwróci³ siê, uchyli³ wielkie bia³e drzwi i znikn±³.
Sta³em w korytarzu oko³o piêciu minut. Po tym czasie drzwi siê otworzy³y. Starzec wyszed³ i rzek³ z pewn± atencj±: Kapitu³a zaprasza. – Po czym wykona³ gest sugeruj±cy, ¿e mogê przest±piæ próg.
Zatrzyma³em siê tu¿ przed nim. Nie odwróci³ g³owy w moj± stronê. Czeka³.
- Ku chwale ojczyzny! – rzek³em.
Dopiero wtedy podniós³ siê i spojrza³ na mnie.
- Ku chwale ojczyzny. Pan…?
- Eustachy Rylski. Weryfikacja pu³kownika „ZBOKa”.
- Dobrze. – odrzek³ pod nosem. – Proszê zaczekaæ.
Odwróci³ siê, uchyli³ wielkie bia³e drzwi i znikn±³.
Sta³em w korytarzu oko³o piêciu minut. Po tym czasie drzwi siê otworzy³y. Starzec wyszed³ i rzek³ z pewn± atencj±: Kapitu³a zaprasza. – Po czym wykona³ gest sugeruj±cy, ¿e mogê przest±piæ próg.
***
Wszed³em do du¿ej, mocno o¶wietlonej sali. Podobnie jak na korytarzu, tak¿e tu zapalone by³y zarówno boczne lampy, jak i zwisaj±ce nisko, roz³o¿yste ¿yrandole. W g³êbi przy d³ugim stole, siedzia³o obok siebie dwunastu mê¿czyzn. Ka¿dy z nich ubrany by³ w d³ug±, czarn± togê. Za nimi, na ¶cianie wisia³a szabla polska skrzy¿owana z czerwonym proporcem z wizerunkiem Or³a Bia³ego. Przy oknach, prostopadle do sto³u, ustawione by³y zbroje husarskie.
Naprzeciw ³awy kapitu³y sta³o krzes³o. Wiedzia³em, ¿e czeka³o na mnie.
Przejecha³em wzrokiem po twarzach – zamy¶lone, skupione. Zna³em wszystkich. Przewodnicz±cym kapitu³y by³ Romuald Zbaj±ka³³o, pseudonim „Zefir”.
- Ku chwale Ojczyzny! – rzek³em, staraj±c siê nadaæ memu g³osowi g³êbiê i dostojeñstwo.
- Ku chwale ojczyzny! – przemówi³ „Zefir” – Pañska godno¶æ?
- Eustachy Rylski – odpowiedzia³em.
Przez chwilê nie reagowa³. Przegl±da³ co¶ w dokumentach, które mia³ przed sob± na stole. Równie¿ reszta cz³onków kapitu³y zajêta by³a wertowaniem dokumentów.
- Dobrze – rzek³ po chwili i po raz pierwszy spojrza³ na mnie. – W jakim celu stawi³ siê pan dzi¶ przed kapitu³± Organizacji? – Dostrzeg³em, ¿e na jego pytanie wszyscy podnie¶li g³owy i zwrócili wzrok w moj± stronê.
Zna³em regu³kê na pamiêæ.
- Jestem tu dla oddania ho³du bohaterom – powiedzia³em g³o¶no.
- Wszyscy bohaterowie s± w naszej pamiêci – odrzek³ „Zefir” zgodnie z obyczajem – czy czyja¶ krew za Ojczyznê przelana, zapomnian± zosta³a?
Jak na razie wszystko sz³o wed³ug regu³y. Nabra³em g³êboko powietrza do p³uc. Spojrza³em na dumny proporzec z wizerunkiem Or³a.
- Tak. Jest krew przelana i zapomniana, która pamiêci naszej siê dopomina – rzek³em wyra¼nie i mia³em wra¿enie, ¿e przestrzeñ doda³a memu g³osowi si³.
- O jakiej to bohaterskiej krwi zapomnia³a Ojczyzna? – zabra³ g³os ostatni po stronie lewej cz³onek kapitu³y – Ignacy S±decki pseudonim „Piast”.
- O krwi pu³kownika Rylskiego, ps. „ZBOK” w walce z okupantem przelanej! – Znów mia³em wra¿enie, ¿e g³os mój rozniós³ siê dumnie po ca³ej sali.
Zapad³a g³êboka cisza a echo w wielkiej sali, wydawa³o mi siê, ¿e powtarza³o imiê i nazwisko mojego dziadka. Dopiero po chwili ze strony kapitu³y pad³o kolejne pytanie:
- Czy za¶wiadcza Pan o bohaterstwie pu³kownika Rylskiego, o jego oddaniu w walce o niepodleg³o¶æ i czysto¶ci do chwili ostatniej zarówno w uczynkach, jak i w my¶li?
- Za¶wiadczam. – Spojrza³em prosto w kierunku siedz±cych za sto³em postaci.
- Czy jest pan gotów postawiæ przed zebran± tu kapitu³± osobê pu³kownika Rylskiego do ostatecznej weryfikacji? – „Zefir” wypowiedzia³ te s³owa bez szczególnego wzmocnienia, a jednak, mo¿e w³a¶nie dlatego, wyda³y mi siê szczególnie podnios³e.
- Jestem gotów! – odrzek³em.
- Dobrze wiêc – „Zefir” wyprostowa³ siê na krze¶le – Kapitu³a przychyli siê do Pañskiej pro¶by. Czy wszyscy cz³onkowie podzielaj± moje zdanie? – Spojrza³ w praw± i lew± stronê sto³u. – Sprzeciwu nie widzê. Zgromadzenie dla weryfikacji pu³kownika „Zboka” Rylskiego uwa¿am wiec, za otwarte.
- Proszê usi±¶æ. – Wskaza³ mi na krzes³o stoj±ce na ¶rodku sali.
Naprzeciw ³awy kapitu³y sta³o krzes³o. Wiedzia³em, ¿e czeka³o na mnie.
Przejecha³em wzrokiem po twarzach – zamy¶lone, skupione. Zna³em wszystkich. Przewodnicz±cym kapitu³y by³ Romuald Zbaj±ka³³o, pseudonim „Zefir”.
- Ku chwale Ojczyzny! – rzek³em, staraj±c siê nadaæ memu g³osowi g³êbiê i dostojeñstwo.
- Ku chwale ojczyzny! – przemówi³ „Zefir” – Pañska godno¶æ?
- Eustachy Rylski – odpowiedzia³em.
Przez chwilê nie reagowa³. Przegl±da³ co¶ w dokumentach, które mia³ przed sob± na stole. Równie¿ reszta cz³onków kapitu³y zajêta by³a wertowaniem dokumentów.
- Dobrze – rzek³ po chwili i po raz pierwszy spojrza³ na mnie. – W jakim celu stawi³ siê pan dzi¶ przed kapitu³± Organizacji? – Dostrzeg³em, ¿e na jego pytanie wszyscy podnie¶li g³owy i zwrócili wzrok w moj± stronê.
Zna³em regu³kê na pamiêæ.
- Jestem tu dla oddania ho³du bohaterom – powiedzia³em g³o¶no.
- Wszyscy bohaterowie s± w naszej pamiêci – odrzek³ „Zefir” zgodnie z obyczajem – czy czyja¶ krew za Ojczyznê przelana, zapomnian± zosta³a?
Jak na razie wszystko sz³o wed³ug regu³y. Nabra³em g³êboko powietrza do p³uc. Spojrza³em na dumny proporzec z wizerunkiem Or³a.
- Tak. Jest krew przelana i zapomniana, która pamiêci naszej siê dopomina – rzek³em wyra¼nie i mia³em wra¿enie, ¿e przestrzeñ doda³a memu g³osowi si³.
- O jakiej to bohaterskiej krwi zapomnia³a Ojczyzna? – zabra³ g³os ostatni po stronie lewej cz³onek kapitu³y – Ignacy S±decki pseudonim „Piast”.
- O krwi pu³kownika Rylskiego, ps. „ZBOK” w walce z okupantem przelanej! – Znów mia³em wra¿enie, ¿e g³os mój rozniós³ siê dumnie po ca³ej sali.
Zapad³a g³êboka cisza a echo w wielkiej sali, wydawa³o mi siê, ¿e powtarza³o imiê i nazwisko mojego dziadka. Dopiero po chwili ze strony kapitu³y pad³o kolejne pytanie:
- Czy za¶wiadcza Pan o bohaterstwie pu³kownika Rylskiego, o jego oddaniu w walce o niepodleg³o¶æ i czysto¶ci do chwili ostatniej zarówno w uczynkach, jak i w my¶li?
- Za¶wiadczam. – Spojrza³em prosto w kierunku siedz±cych za sto³em postaci.
- Czy jest pan gotów postawiæ przed zebran± tu kapitu³± osobê pu³kownika Rylskiego do ostatecznej weryfikacji? – „Zefir” wypowiedzia³ te s³owa bez szczególnego wzmocnienia, a jednak, mo¿e w³a¶nie dlatego, wyda³y mi siê szczególnie podnios³e.
- Jestem gotów! – odrzek³em.
- Dobrze wiêc – „Zefir” wyprostowa³ siê na krze¶le – Kapitu³a przychyli siê do Pañskiej pro¶by. Czy wszyscy cz³onkowie podzielaj± moje zdanie? – Spojrza³ w praw± i lew± stronê sto³u. – Sprzeciwu nie widzê. Zgromadzenie dla weryfikacji pu³kownika „Zboka” Rylskiego uwa¿am wiec, za otwarte.
- Proszê usi±¶æ. – Wskaza³ mi na krzes³o stoj±ce na ¶rodku sali.
***
Tak zaczê³o siê d³ugie posiedzenie, pe³ne opowie¶ci, pytañ i wyja¶nieñ. Przytoczy³em ca³± biografiê ZBOKA, opowiada³em szeroko o jego dzia³alno¶ci w partyzantce, a wcze¶niej o Kampanii Wrze¶niowej i bitwie nad Bzur±, gdzie zosta³ ranny w lewy po¶ladek. Nastêpnie skupi³em siê na w±tku ucieczki przed oddzia³ami gestapo i tu³aczce po lasach.
Opowiada³em o s³ynnej akcji ” Trampolina”, kiedy „ZBOK” w przebraniu ¿ydowskiej staruszki przeprowadzi³ skuteczny zamach na Guido Gerbera – majora SS, znanego ze szczególnego okrucieñstwa. Zbok ukry³ ³adunek wybuchowy w jab³kach, które jako ¿ydowska starucha sprzedawa³ na miejscowym targu we wsi Niepo³omice. Podczas rutynowego objazdu SS-manów przez wie¶ dziadek, za pomoc± lontu stworzonego z w³asnych sznurówek, dokona³ detonacji, w wyniku której g³owa Gerbera oderwana od tu³owia potoczy³a siê wprost do rzeczki ¦winy i – najpewniej – pop³ynê³a do Ba³tyku. Zgin±³ tak¿e drugi z SS-manów, niejaki Rudolf Steimeier.
Opowiada³em o s³ynnej akcji ” Trampolina”, kiedy „ZBOK” w przebraniu ¿ydowskiej staruszki przeprowadzi³ skuteczny zamach na Guido Gerbera – majora SS, znanego ze szczególnego okrucieñstwa. Zbok ukry³ ³adunek wybuchowy w jab³kach, które jako ¿ydowska starucha sprzedawa³ na miejscowym targu we wsi Niepo³omice. Podczas rutynowego objazdu SS-manów przez wie¶ dziadek, za pomoc± lontu stworzonego z w³asnych sznurówek, dokona³ detonacji, w wyniku której g³owa Gerbera oderwana od tu³owia potoczy³a siê wprost do rzeczki ¦winy i – najpewniej – pop³ynê³a do Ba³tyku. Zgin±³ tak¿e drugi z SS-manów, niejaki Rudolf Steimeier.
Niestety akcja nie oby³a siê bez strat w³asnych. Wybuch rozerwa³ doszczêtnie siedmiu Polaków handluj±cych kapust±, w tym troje dzieci oraz kilku ¯ydów, którzy niepotrzebnie siê tam pl±tali. Po nocy, któr± ZBOK przeczeka³ w szopie pod stogiem siana, hitlerowcy przyjechali wiêkszym zastêpem i spalili doszczêtnie ca³± wie¶ a resztê ch³opa wyr¿nêli bagnetami, kobiety zgwa³cili. ZBOK –owi uda³o siê uciec z ob³awy. Przez bite piêædziesi±t dni myli³ oddzia³y Wermachtu i niemieckie goñcze psy. Zdo³a³ przetrwaæ dziêki nacieraniu krowim ³ajnem stóp i pach, co zabija³o naturalny zapach potu i myli³o krwio¿ercze hitlerowskie bestie. Inaczej z pewno¶ci± rozerwa³by go na strzêpy.
Podczas mojej opowie¶ci obserwowa³em kapitu³ê. Mia³em wra¿enie, ¿e ich twarze stawa³y siê coraz wiêksze, jakby nasi±ka³y niczym g±bka potêg± losów mego dziadka. Czu³em, ¿e echo nios³o moj± historiê gdzie¶ pod sufit, ¿e proporzec bia³o – czerwonej potê¿nia³ z ka¿d± opowiedzian± potyczk±, brawurow± ucieczk±, udanym manewrem.
Opowiada³em, miêdzy innymi, jak ZBOK walczy³ w powstañczej Warszawie. Tu przytoczy³em s³ynn± akcjê „Glazura”- jedn± z najs³ynniejszych, tu¿ przed upadkiem powstania.
W czasie, gdy niedobitki powstañczych oddzia³ów ukrywa³y siê bez jedzenia i amunicji w kana³ach, p³k Rylski zdo³a³ zgromadziæ wokó³ siebie grupê wypadow± do akcji dywersyjnej. Zg³osili siê najodwa¿niejsi z odwa¿nych, kilku piêtnastolatków. Pozbawieni broni nie tracili ducha w walce z okupantem.
Pod os³on± nocy przedarli siê do jednej z kamienic na Woli. Na czwartym piêtrze znale¼li nieuszkodzony przez bomby kompleks sanitarny (w przedwojniu by³o tam przedszkole). ZBOK postanowi³ wykorzystaæ broñ, któr± dawa³a im sama Warszawa – miasto skrwawione, ale ¿ywe duchem swym niez³omnym.
Ca³± noc zrywali kafle z pod³óg tej¿e ³azienki, przy pomocy ³omów wyrywali pisuary i sedesy.
Z samego rana, gdy niemiecki patrol przechodzi³ ulic±, dywersanci zbombardowali ich z okien opustosza³ej kamienicy gradem pocisków. Najwiêksze spustoszenie czyni³y pisuary. Hitlerowcy strzelali na o¶lep, ale kilku z przetr±conymi karkami ju¿ siê nie podnios³o. Kafelki wyrz±dzi³y mniej szkody. Paru Niemców musia³o zawróciæ z patrolowania do punktu opatrunkowego, by przemyæ otarcia, celem unikniêcia zaka¿enia.
Akcje powtarza³y siê co dzieñ, a¿ do upadku powstania. Grupa ¶mia³ków torpedowa³a naje¼d¼ców czym siê da³o: wyrywano ceg³y ze ¶cian no¶nych, porêcze na klatkach schodowych i dachówki.
Ta bohaterska dywersja skoñczy³a siê ¶mierci± piêtnastoletnie Alka ps „Ropucha” i jego rówie¶nika Zbyszka „Wajdeloty”. Ich cia³a zosta³y rozerwane przez wybuchy bomb z samolotów, które rozjuszeni Niemcy wys³ali by zrównaæ z ziemi± „budynki widmo”, jak je nazywali.
Podobno po tym wydarzeniu, dowództwo hitlerowskie wyda³o rozkaz, by, w ten sam sposób, zrównaæ z ziemi± ca³± Warszawê. Ten wyj±tkowy efekt – nie zapomnia³em napomkn±æ kapitule – zosta³ odnotowany nawet w pamiêtniku genera³a ¦cibora – Korzeniowskiego, który napisa³, ¿e cytujê:
Podczas mojej opowie¶ci obserwowa³em kapitu³ê. Mia³em wra¿enie, ¿e ich twarze stawa³y siê coraz wiêksze, jakby nasi±ka³y niczym g±bka potêg± losów mego dziadka. Czu³em, ¿e echo nios³o moj± historiê gdzie¶ pod sufit, ¿e proporzec bia³o – czerwonej potê¿nia³ z ka¿d± opowiedzian± potyczk±, brawurow± ucieczk±, udanym manewrem.
Opowiada³em, miêdzy innymi, jak ZBOK walczy³ w powstañczej Warszawie. Tu przytoczy³em s³ynn± akcjê „Glazura”- jedn± z najs³ynniejszych, tu¿ przed upadkiem powstania.
W czasie, gdy niedobitki powstañczych oddzia³ów ukrywa³y siê bez jedzenia i amunicji w kana³ach, p³k Rylski zdo³a³ zgromadziæ wokó³ siebie grupê wypadow± do akcji dywersyjnej. Zg³osili siê najodwa¿niejsi z odwa¿nych, kilku piêtnastolatków. Pozbawieni broni nie tracili ducha w walce z okupantem.
Pod os³on± nocy przedarli siê do jednej z kamienic na Woli. Na czwartym piêtrze znale¼li nieuszkodzony przez bomby kompleks sanitarny (w przedwojniu by³o tam przedszkole). ZBOK postanowi³ wykorzystaæ broñ, któr± dawa³a im sama Warszawa – miasto skrwawione, ale ¿ywe duchem swym niez³omnym.
Ca³± noc zrywali kafle z pod³óg tej¿e ³azienki, przy pomocy ³omów wyrywali pisuary i sedesy.
Z samego rana, gdy niemiecki patrol przechodzi³ ulic±, dywersanci zbombardowali ich z okien opustosza³ej kamienicy gradem pocisków. Najwiêksze spustoszenie czyni³y pisuary. Hitlerowcy strzelali na o¶lep, ale kilku z przetr±conymi karkami ju¿ siê nie podnios³o. Kafelki wyrz±dzi³y mniej szkody. Paru Niemców musia³o zawróciæ z patrolowania do punktu opatrunkowego, by przemyæ otarcia, celem unikniêcia zaka¿enia.
Akcje powtarza³y siê co dzieñ, a¿ do upadku powstania. Grupa ¶mia³ków torpedowa³a naje¼d¼ców czym siê da³o: wyrywano ceg³y ze ¶cian no¶nych, porêcze na klatkach schodowych i dachówki.
Ta bohaterska dywersja skoñczy³a siê ¶mierci± piêtnastoletnie Alka ps „Ropucha” i jego rówie¶nika Zbyszka „Wajdeloty”. Ich cia³a zosta³y rozerwane przez wybuchy bomb z samolotów, które rozjuszeni Niemcy wys³ali by zrównaæ z ziemi± „budynki widmo”, jak je nazywali.
Podobno po tym wydarzeniu, dowództwo hitlerowskie wyda³o rozkaz, by, w ten sam sposób, zrównaæ z ziemi± ca³± Warszawê. Ten wyj±tkowy efekt – nie zapomnia³em napomkn±æ kapitule – zosta³ odnotowany nawet w pamiêtniku genera³a ¦cibora – Korzeniowskiego, który napisa³, ¿e cytujê:
„mimo braku broni i po¿ywienia ZBOK wla³ nowe si³y w naszych „uczniaków”. Pokaza³ jak walczyæ, gdy ju¿ nie ma ju¿ czym. Ka¿dy z nas – szczurów w kana³ach, s³ysz±c wybuchy min podk³adanych po kolei pod ka¿d± kamienicê w Warszawie, by³ dumny, bo wiedzieli¶my, ¿e osi±gnêli¶my symboliczne zwyciêstwo. ¯e wyszarpali¶my z wroga frustracjê i têp± destrukcjê, kiedy dostrzeg³, ¿e mo¿e dewastowaæ budynki, ale nas nie z³amie nigdy. Gruzowanie kamienic Warszawy by³o nasz± moraln± victori±. Tak jakby wybuchy i rumor wal±cych siê budynków gra³y nam fanfary. Przyznam, ¿e nigdy nie czu³em siê tak dostojnie, jak wtedy, gdy poddani wychodzili¶my z kana³ów. Widok zrównanego z ziemi± miasta by³ nasz± najwiêksz± nagrod±. W ca³ej wielkiej pora¿ce okazali¶my siê zwyciêzcami. Nie by³oby to mo¿liwe, gdyby nie ZBOK”.
Twarze cz³onków kapitu³y wyra¿a³y skupienie. Nie ¶ci±gali ze mnie wzroku, a ja kontynuowa³em swoj± opowie¶æ. Pewnie operowa³em g³osem, nadawa³em mu dynamicznego brzmienia, zmienia³em czêstotliwo¶æ, chwilami ocieraj±c siê o miêkki bas. Wszystko po to, by legenda mojego dziadka zosta³a opowiedziana jak najpiêkniej, jak najdostojniej.
Po okresie powstañczym, przeszed³em do historii zmagañ z bolszewikami i walki ju¿ w ramach zmartchwywsta³ej, a przecie¿ oszukanej Polski. Polski, która nie mog³a byæ ojczyzn± dla Zboka – Rylskiego. Musia³ pozostaæ w lesie i ¿yæ prawem wilka, kryj±c siê przed NKWD, UB a nawet miejscowym ch³opstwem, które bardzo czêsto, za cenê ¶wiêtego spokoju, by³o gotowe wydaæ i zdradziæ tych ostatnich sprawiedliwych, dzielnych i niez³omnych, którzy broni nie z³o¿yli.
Dziadek z grup± niedobitków Armii Krajowej tu³a³ siê po lasach Podlasia. Cierpia³ g³ód, niewygody i prze¶ladowania. ¯y³ niczym zwierz
Komuni¶ci przeczesywali bory naszej piêknej Polski przez wiele lat – bezskutecznie. Grupa Zboka – Rylskiego ukrywa³a siê tak sprytnie, ¿e bolszewickie oczy nie mog³y ich dostrzec.
Spora w tym zas³uga samego Zboka. W koñcu zdo³a³, mimo strachu i nieufno¶ci, przekonaæ do wspó³pracy ludno¶æ ze wsi ca³ego Podlasia. Stworzy³ w puszczy co¶ na kszta³t podziemnej placówki dla ludu, do której, szczególnie kobiety z miejscowych wsi, w wiêkszo¶ci niepi¶mienne, przekrada³y siê po poradê. ZBOK, w zamian za mleko, jajka a czasem nawet i miêso, t³umaczy³ znaczenie ró¿nych pism urzêdowych, pisa³ na zlecenie odpowiedzi dla w³adzy ludowej, podania i inne dokumenty. Oprócz tego, ¿e zjednywa³ sobie miejscowa ludno¶æ, zdobywa³ tak¿e cenn± wiedze o dzia³aniu zbrodniczego ustroju. Ujmowa³ wiedz±, odwag± i kultur±. Wiele z wiejskich bab podczas posiedzeñ w obozowisku partyzantów dost±pi³o zaszczytu przyjêcia do swego ³ona zbokowego nasienia i wydania na ¶wiat potomka z krwi jednego z najdzielniejszych obroñców Rzeczpospolitej.
Niestety nadszed³ równie¿ i na mojego przodka czas ciemny i gro¼ny. Kiedy kobiety w jednej ze wsi z dnia na dzieñ, jedna po drugiej, wraca³y z lasów zbrzuchacone miejscowe ch³opstwo, nieczu³e na patriotyczny obowi±zek przekazywania najlepszych genów, ruszy³o z pochodniami i wid³ami w las i jê³o p³oszyæ partyzantów. Zdrajcy pod³ego pochodzenia nie omieszkali powiadomiæ NKWD, które czeka³o tylko na drogach i traktach z kniei, wy³apaæ wszystkich polskich bohaterów.
Major NKWD Krassnodêbskij Igor napisa³ pó¼niej w swoich pamiêtnikach:
Po okresie powstañczym, przeszed³em do historii zmagañ z bolszewikami i walki ju¿ w ramach zmartchwywsta³ej, a przecie¿ oszukanej Polski. Polski, która nie mog³a byæ ojczyzn± dla Zboka – Rylskiego. Musia³ pozostaæ w lesie i ¿yæ prawem wilka, kryj±c siê przed NKWD, UB a nawet miejscowym ch³opstwem, które bardzo czêsto, za cenê ¶wiêtego spokoju, by³o gotowe wydaæ i zdradziæ tych ostatnich sprawiedliwych, dzielnych i niez³omnych, którzy broni nie z³o¿yli.
Dziadek z grup± niedobitków Armii Krajowej tu³a³ siê po lasach Podlasia. Cierpia³ g³ód, niewygody i prze¶ladowania. ¯y³ niczym zwierz
Komuni¶ci przeczesywali bory naszej piêknej Polski przez wiele lat – bezskutecznie. Grupa Zboka – Rylskiego ukrywa³a siê tak sprytnie, ¿e bolszewickie oczy nie mog³y ich dostrzec.
Spora w tym zas³uga samego Zboka. W koñcu zdo³a³, mimo strachu i nieufno¶ci, przekonaæ do wspó³pracy ludno¶æ ze wsi ca³ego Podlasia. Stworzy³ w puszczy co¶ na kszta³t podziemnej placówki dla ludu, do której, szczególnie kobiety z miejscowych wsi, w wiêkszo¶ci niepi¶mienne, przekrada³y siê po poradê. ZBOK, w zamian za mleko, jajka a czasem nawet i miêso, t³umaczy³ znaczenie ró¿nych pism urzêdowych, pisa³ na zlecenie odpowiedzi dla w³adzy ludowej, podania i inne dokumenty. Oprócz tego, ¿e zjednywa³ sobie miejscowa ludno¶æ, zdobywa³ tak¿e cenn± wiedze o dzia³aniu zbrodniczego ustroju. Ujmowa³ wiedz±, odwag± i kultur±. Wiele z wiejskich bab podczas posiedzeñ w obozowisku partyzantów dost±pi³o zaszczytu przyjêcia do swego ³ona zbokowego nasienia i wydania na ¶wiat potomka z krwi jednego z najdzielniejszych obroñców Rzeczpospolitej.
Niestety nadszed³ równie¿ i na mojego przodka czas ciemny i gro¼ny. Kiedy kobiety w jednej ze wsi z dnia na dzieñ, jedna po drugiej, wraca³y z lasów zbrzuchacone miejscowe ch³opstwo, nieczu³e na patriotyczny obowi±zek przekazywania najlepszych genów, ruszy³o z pochodniami i wid³ami w las i jê³o p³oszyæ partyzantów. Zdrajcy pod³ego pochodzenia nie omieszkali powiadomiæ NKWD, które czeka³o tylko na drogach i traktach z kniei, wy³apaæ wszystkich polskich bohaterów.
Major NKWD Krassnodêbskij Igor napisa³ pó¼niej w swoich pamiêtnikach:
„Nigdy nie widzia³em cz³owieka o wiêkszej sile duchowej, ale i ¿yciowej od pu³kownika Rylskiego. Nasi ch³opcy przez dzieñ ca³y obserwowali obóz polskich partyzantów, tak by przygotowaæ zasadzkê i zaatakowaæ wroga z zaskoczenia. Polacy trzymali wartê, gdy w jednej z lepianek Rylski przyjmowa³ ca³e delegacje bab ze wsi, a jêki i pohukiwania by³y s³yszalne nawet w odleg³o¶ci kilometra. Ta wielka si³a w lêd¼wiach pu³kownika, której u¿ywa³ przez blisko 9 godzin pamiêtnego dnia, a ka¿da niewiasta wychodzi³a z kryjówki rozpromieniona, starczy³a mu równie¿ na 14 godzin szaleñczej ucieczki poprzez bór, w samej ino koszuli, bez spodni, których bêd±c jeszcze w toku dzie³a, gdy weszli¶my do obozu partyzantów, biedaczyna za³o¿yæ nie zd±¿y³. Bieg³ pó³nagi przez ostêpy lasów li¶ciastych i iglastych, przedziera³ siê przez pokrzywy, krzaki je¿yn i inn± ro¶linno¶æ, a¿ w koñcu opad³ z si³, podobnie jak jego instrument, który ostatecznie zwiêdn±³ dopiero podczas przes³uchania. Przez ca³y czas szaleñczej ucieczki w kniei sta³ na baczno¶æ niczym prawdziwy ¿o³nierz. To by³ wielki polski patriota.”
***
Ten fragment biografii dziadka by³ ostatnim, który przytoczy³em ze spokojem i pewno¶ci± siebie. Wiedzia³em, ¿e doszed³em do najtrudniejszego momentu, a mianowicie okresu ka¼ni i ¶mierci. No i tego wstydliwego epizodu, którego jednak pomin±æ nie mog³em.
Nawet jakbym chcia³, mo¿liwo¶ci takiej nie by³o. Kapitu³a by³a szczególnie wra¿liwa na fa³sz i przek³amania. Wg ró¿nych kr±¿±cych w ¶rodowisku historii potrafili z tzw mowy cia³a wyczytaæ k³amstwo i matactwo. Byli niczym wariograf. Przenikliwe oczy dociera³y w g³±b ka¿dej polskiej duszy, a trzeba wiedzieæ, ¿e okres ka¼ni, stawienia czo³a ostateczno¶ci, by³ dla Organizacji szczególnie wa¿ny. Je¶li bruka³ go jaki¶ w±tpliwy element, je¶li pod koniec bohaterskiego ¿ycia dla przyk³adu obroñca Ojczyzny da³ siê z³amaæ, poszed³ na wspó³pracê z wrogiem, lub choæby jakim¶ symbolicznym dzia³aniem okaza³ mu sympatiê, albo ewentualnie tchórzy³, ucieka³ i szarpa³ siê tu¿ przed sam± ¶mierci± – móg³ nie dost±piæ zaszczytu wyró¿nienia i chwa³y, mimo, ¿e ca³y jego ¿ywot, tu¿ przed ¶mierci±, na taki jak najbardziej zas³ugiwa³.
Kapitu³a w tym wzglêdzie by³a surowa. Kierowa³a siê warto¶ciami na wzór ¶redniowiecznych kodeksów rycerskich, w których ars moriendi nale¿a³a do najwa¿niejszych ze sztuk. Podobnie jak bohaterski Roland, rycerz Karola Wielkiego, umieraj±cy na wzgórzach Francji po bitwie z niewiernymi, tak¿e polski patriota powinien byæ my¶lami przy Ojczy¼nie zanim ostatecznie wyzionie ducha.
I tego momentu ba³em siê najbardziej. Nie wiedzia³em na pewno, gdzie by³ my¶lami ZBOK, kiedy posuwa³ go ten sowiecki ¿o³dak.
- Droga Kapitu³o – przemówi³em. W sali panowa³ ju¿ zaduch, a na twarzach cz³onków zebrania widaæ by³o pierwsze oznaki zmêczenia, spowodowane d³ugim siedzeniem. – Przejdê teraz do ostatniego aktu bohaterskiego ¿ycia pu³kownika „ZBOKA”. Do ka¼ni jakiej w wiêzieniu NKWD i UB w Lublinie dozna³ tu¿ przed ¶mierci±. – Zaakcentowa³em s³owo „¶mieræ”, by nadaæ mej wypowiedzi nieco wiêcej dramatyzmu. Liczy³em na to, ¿e kapitu³a nie bêdzie zanadto siêgaæ do g³êbi wstydliwych okoliczno¶ci.
- Proszê zaczynaæ – kiwn±³ mi potakuj±co „Zefir”.
Zacz±³em wiêc opowie¶æ o czasie ostatnim. Dziadek trafi³ do katowni UB w Lublinie 10 kwietnia 1952 roku. Ukrywa³ siê wiêc przez 7 lat po wojnie. Zmar³ w miesi±c po zatrzymaniu.
W tym czasie by³ wielokrotnie przes³uchiwany, poddawany najciê¿szym torturom i chwytom psychologicznym, by zmusiæ go do wyjawienia miejsca pobytu pozosta³ych grup partyzanckich. Nie ma ¿adnych dowodów w aktach UB z tamtego okresu, które mog³yby wskazywaæ, ¿e kogo¶ wsypa³.
Dziadek by³ bity metalowym prêtem, pi³owano mu pilnikiem do drewna zêby, wyrywano paznokcie, godzinami wisia³ do góry nogami w celi, pozbawiano go snu, odmawiano jedzenia. Wymieni³em te wszystkie przyk³ady ka¼ni, k³ad±c nacisk na ka¿dy z nich.
- Czy w jeszcze jaki¶ inny sposób pu³kownik Rylski by³ torturowany i poni¿any przez wroga? – Gdy to pytanie pad³o ze strony kapitu³y, wyda³o mi siê ¿e orze³ z proporca bia³o – czerwonej wyci±gn±³ szpony, w ge¶cie w¶ciek³o¶ci z powodu tego, co musia³em wypowiedzieæ.
Na chwilê zapad³a cisza. Czu³em na sobie wzrok cz³onków kapitu³y.. Krople zimnego potu zaczê³y sp³ywaæ mi po karku.
- Tak, by³y jeszcze inne tortury.
- Jakie?
Znów zapad³o g³êbokie milczenie
- Dziadek… By³ wielokrotnie gwa³cony w ostatnich dniach przed ¶mierci± – moje s³owa zabrzmia³y cicho i metalicznie.
Kapitu³a zamilk³a. Przez moment wszyscy pozostawali nieruchomi. Widzia³em wyra¼nie muchê lataj±c± wokó³ zbroi husarskich.
Ciszê przerwa³ przewodnicz±cy:
- To bardzo poni¿aj±ca okoliczno¶æ dla ¿o³nierza, dla oficera… Mo¿emy jedynie wyraziæ swój ból, ale… Musimy zapytaæ: czy zarêcza Pan, ¿e pu³kownik do chwili ostatniej nie zhañbi³ siê… nawet w tak niesprzyjaj±cych okoliczno¶ciach?
Stara³em siê zachowaæ spokój, ale mój g³os zadr¿a³.
- Nie wiem, jak Panowie mo¿ecie mieæ w±tpliwo¶ci. Przecie¿, jak ju¿ mówi³em, „ZBOK” nawet w obliczu okrutnych tortur nikogo nie wyda³. Do koñca pozosta³ wierny ojczy¼nie. Jak¿e mo¿ecie w±tpiæ w jego godno¶æ? – S³ysza³em siê wyra¼nie. S³ysza³em, ¿e mówi³em coraz g³o¶niej, ale nie by³em w stanie tego zatrzymaæ. – Chcia³bym zapytaæ wprost: Jak panowie ¶miecie sugerowaæ co¶ takiego? Jak wiecie doskonale by³ w niewoli ca³kowicie uzale¿niony od swoich katów. Nie mia³ wp³ywu na to, co z nim zrobi±. Fakt, ¿e mimo wszystko zachowa³ cz³owieczeñstwo, jest chyba jego najwiêksz± rêkojmi± – Zdo³a³em na koñcu zdania nieco przyciszyæ ton i wypowiedzieæ „przepraszam”, jednak po moim monologu zapanowa³a d³uga cisza.
- Proszê opanowaæ nerwy – g³os „Zefira” zabrzmia³ bardziej szorstko ni¿ zwykle. – Musi Pan pamiêtaæ, ¿e weryfikacja bohaterstwa jest procesem trudnym, czêsto bolesnym. Organizacja nie mo¿e sobie pozwoliæ na przyjêcie do panteonu chwa³y osób o niepewnej reputacji. Musimy zbadaæ ka¿dy szczegó³, ka¿dy odcieñ ¿yciorysu cz³owieka, którego zamierzamy wyró¿niæ. Musimy siêgn±æ do g³êbi, nawet spróbowaæ odkryæ jego my¶li – tu Zefir zawiesi³ g³os, mia³em wra¿enie, ¿e dostrzeg³em jaki¶ b³ysk w jego oku, a warga wyda³o mi siê, ¿e sta³a siê mokra. – W przypadku pu³kownika ZBOK-a nikt nie kwestionuje barbarzyñskich okrucieñstw jakich dozna³ ze strony NKWD, ale czy mamy pewno¶æ, ¿e wszystkie one by³y mu niemi³e? – Ostatnie s³owo zabrzmia³o w moich uszach jak fa³sz, dysonans, zdradziecka nuta.
Poderwa³em siê z krzes³a.
- Jak mo¿ecie Panowie sugerowaæ co¶ tak obrzydliwego! – krzykn±³em – Chcecie powiedzieæ, ¿e wspania³y patriota, wielki bohater partyzantki móg³ odczuwaæ przyjemno¶æ podczas…? – Tu nagle urwa³em i bez ruchu wpatrywa³em siê w kapitu³ê.
- Musimy to sprawdziæ, nie mo¿emy mieæ w±tpliwo¶ci – odpowiedzia³ beznamiêtnie „Piast”, ostatni przy stole po lewej stronie.
Opad³em na krzes³o. Czu³em siê wyczerpany. Ostatkiem si³ zebra³em siê by wypowiedzieæ jeszcze kilka zdañ.
- Mój dziadek zawsze s³u¿y³ Ojczy¼nie, nawet z wypiêtym go³ym ty³kiem nienawidzi³ naszych wrogów …
- Proszê wybaczyæ, ale s± ¶wiadectwa, które zasiewaj± w±tpliwo¶ci – rzek³ „Zefir” i wykona³ ruch rêk±. Na to jeden z cz³onków, który ju¿ wcze¶niej przegl±da³ po¿ó³k³e pamiêtniki mego dziadka zacz±³ czytaæ:
Nawet jakbym chcia³, mo¿liwo¶ci takiej nie by³o. Kapitu³a by³a szczególnie wra¿liwa na fa³sz i przek³amania. Wg ró¿nych kr±¿±cych w ¶rodowisku historii potrafili z tzw mowy cia³a wyczytaæ k³amstwo i matactwo. Byli niczym wariograf. Przenikliwe oczy dociera³y w g³±b ka¿dej polskiej duszy, a trzeba wiedzieæ, ¿e okres ka¼ni, stawienia czo³a ostateczno¶ci, by³ dla Organizacji szczególnie wa¿ny. Je¶li bruka³ go jaki¶ w±tpliwy element, je¶li pod koniec bohaterskiego ¿ycia dla przyk³adu obroñca Ojczyzny da³ siê z³amaæ, poszed³ na wspó³pracê z wrogiem, lub choæby jakim¶ symbolicznym dzia³aniem okaza³ mu sympatiê, albo ewentualnie tchórzy³, ucieka³ i szarpa³ siê tu¿ przed sam± ¶mierci± – móg³ nie dost±piæ zaszczytu wyró¿nienia i chwa³y, mimo, ¿e ca³y jego ¿ywot, tu¿ przed ¶mierci±, na taki jak najbardziej zas³ugiwa³.
Kapitu³a w tym wzglêdzie by³a surowa. Kierowa³a siê warto¶ciami na wzór ¶redniowiecznych kodeksów rycerskich, w których ars moriendi nale¿a³a do najwa¿niejszych ze sztuk. Podobnie jak bohaterski Roland, rycerz Karola Wielkiego, umieraj±cy na wzgórzach Francji po bitwie z niewiernymi, tak¿e polski patriota powinien byæ my¶lami przy Ojczy¼nie zanim ostatecznie wyzionie ducha.
I tego momentu ba³em siê najbardziej. Nie wiedzia³em na pewno, gdzie by³ my¶lami ZBOK, kiedy posuwa³ go ten sowiecki ¿o³dak.
- Droga Kapitu³o – przemówi³em. W sali panowa³ ju¿ zaduch, a na twarzach cz³onków zebrania widaæ by³o pierwsze oznaki zmêczenia, spowodowane d³ugim siedzeniem. – Przejdê teraz do ostatniego aktu bohaterskiego ¿ycia pu³kownika „ZBOKA”. Do ka¼ni jakiej w wiêzieniu NKWD i UB w Lublinie dozna³ tu¿ przed ¶mierci±. – Zaakcentowa³em s³owo „¶mieræ”, by nadaæ mej wypowiedzi nieco wiêcej dramatyzmu. Liczy³em na to, ¿e kapitu³a nie bêdzie zanadto siêgaæ do g³êbi wstydliwych okoliczno¶ci.
- Proszê zaczynaæ – kiwn±³ mi potakuj±co „Zefir”.
Zacz±³em wiêc opowie¶æ o czasie ostatnim. Dziadek trafi³ do katowni UB w Lublinie 10 kwietnia 1952 roku. Ukrywa³ siê wiêc przez 7 lat po wojnie. Zmar³ w miesi±c po zatrzymaniu.
W tym czasie by³ wielokrotnie przes³uchiwany, poddawany najciê¿szym torturom i chwytom psychologicznym, by zmusiæ go do wyjawienia miejsca pobytu pozosta³ych grup partyzanckich. Nie ma ¿adnych dowodów w aktach UB z tamtego okresu, które mog³yby wskazywaæ, ¿e kogo¶ wsypa³.
Dziadek by³ bity metalowym prêtem, pi³owano mu pilnikiem do drewna zêby, wyrywano paznokcie, godzinami wisia³ do góry nogami w celi, pozbawiano go snu, odmawiano jedzenia. Wymieni³em te wszystkie przyk³ady ka¼ni, k³ad±c nacisk na ka¿dy z nich.
- Czy w jeszcze jaki¶ inny sposób pu³kownik Rylski by³ torturowany i poni¿any przez wroga? – Gdy to pytanie pad³o ze strony kapitu³y, wyda³o mi siê ¿e orze³ z proporca bia³o – czerwonej wyci±gn±³ szpony, w ge¶cie w¶ciek³o¶ci z powodu tego, co musia³em wypowiedzieæ.
Na chwilê zapad³a cisza. Czu³em na sobie wzrok cz³onków kapitu³y.. Krople zimnego potu zaczê³y sp³ywaæ mi po karku.
- Tak, by³y jeszcze inne tortury.
- Jakie?
Znów zapad³o g³êbokie milczenie
- Dziadek… By³ wielokrotnie gwa³cony w ostatnich dniach przed ¶mierci± – moje s³owa zabrzmia³y cicho i metalicznie.
Kapitu³a zamilk³a. Przez moment wszyscy pozostawali nieruchomi. Widzia³em wyra¼nie muchê lataj±c± wokó³ zbroi husarskich.
Ciszê przerwa³ przewodnicz±cy:
- To bardzo poni¿aj±ca okoliczno¶æ dla ¿o³nierza, dla oficera… Mo¿emy jedynie wyraziæ swój ból, ale… Musimy zapytaæ: czy zarêcza Pan, ¿e pu³kownik do chwili ostatniej nie zhañbi³ siê… nawet w tak niesprzyjaj±cych okoliczno¶ciach?
Stara³em siê zachowaæ spokój, ale mój g³os zadr¿a³.
- Nie wiem, jak Panowie mo¿ecie mieæ w±tpliwo¶ci. Przecie¿, jak ju¿ mówi³em, „ZBOK” nawet w obliczu okrutnych tortur nikogo nie wyda³. Do koñca pozosta³ wierny ojczy¼nie. Jak¿e mo¿ecie w±tpiæ w jego godno¶æ? – S³ysza³em siê wyra¼nie. S³ysza³em, ¿e mówi³em coraz g³o¶niej, ale nie by³em w stanie tego zatrzymaæ. – Chcia³bym zapytaæ wprost: Jak panowie ¶miecie sugerowaæ co¶ takiego? Jak wiecie doskonale by³ w niewoli ca³kowicie uzale¿niony od swoich katów. Nie mia³ wp³ywu na to, co z nim zrobi±. Fakt, ¿e mimo wszystko zachowa³ cz³owieczeñstwo, jest chyba jego najwiêksz± rêkojmi± – Zdo³a³em na koñcu zdania nieco przyciszyæ ton i wypowiedzieæ „przepraszam”, jednak po moim monologu zapanowa³a d³uga cisza.
- Proszê opanowaæ nerwy – g³os „Zefira” zabrzmia³ bardziej szorstko ni¿ zwykle. – Musi Pan pamiêtaæ, ¿e weryfikacja bohaterstwa jest procesem trudnym, czêsto bolesnym. Organizacja nie mo¿e sobie pozwoliæ na przyjêcie do panteonu chwa³y osób o niepewnej reputacji. Musimy zbadaæ ka¿dy szczegó³, ka¿dy odcieñ ¿yciorysu cz³owieka, którego zamierzamy wyró¿niæ. Musimy siêgn±æ do g³êbi, nawet spróbowaæ odkryæ jego my¶li – tu Zefir zawiesi³ g³os, mia³em wra¿enie, ¿e dostrzeg³em jaki¶ b³ysk w jego oku, a warga wyda³o mi siê, ¿e sta³a siê mokra. – W przypadku pu³kownika ZBOK-a nikt nie kwestionuje barbarzyñskich okrucieñstw jakich dozna³ ze strony NKWD, ale czy mamy pewno¶æ, ¿e wszystkie one by³y mu niemi³e? – Ostatnie s³owo zabrzmia³o w moich uszach jak fa³sz, dysonans, zdradziecka nuta.
Poderwa³em siê z krzes³a.
- Jak mo¿ecie Panowie sugerowaæ co¶ tak obrzydliwego! – krzykn±³em – Chcecie powiedzieæ, ¿e wspania³y patriota, wielki bohater partyzantki móg³ odczuwaæ przyjemno¶æ podczas…? – Tu nagle urwa³em i bez ruchu wpatrywa³em siê w kapitu³ê.
- Musimy to sprawdziæ, nie mo¿emy mieæ w±tpliwo¶ci – odpowiedzia³ beznamiêtnie „Piast”, ostatni przy stole po lewej stronie.
Opad³em na krzes³o. Czu³em siê wyczerpany. Ostatkiem si³ zebra³em siê by wypowiedzieæ jeszcze kilka zdañ.
- Mój dziadek zawsze s³u¿y³ Ojczy¼nie, nawet z wypiêtym go³ym ty³kiem nienawidzi³ naszych wrogów …
- Proszê wybaczyæ, ale s± ¶wiadectwa, które zasiewaj± w±tpliwo¶ci – rzek³ „Zefir” i wykona³ ruch rêk±. Na to jeden z cz³onków, który ju¿ wcze¶niej przegl±da³ po¿ó³k³e pamiêtniki mego dziadka zacz±³ czytaæ:
„Lublin, 23 kwietnia, 1952.
Piszê o³ówkiem, który dosta³em od Valery. To dobry ch³opak. Zlitowa³ siê nade mn±. Dosta³em te¿ pó³ kromki chleba. Piszê nie wiem po co. Ból przeszywa mi d³onie. Nie wiem jak d³ugo zdo³am. Wczoraj ³amali mi palce. Jestem tu strasznie samotny. Cisza i tylko kroki, kroki. Wczoraj rozmawia³em z Valer±. Wyzna³ mi, ¿e w ¿yciu nie najad³ siê tyle, co w Polsce, kiedy Armia Czerwona wkroczy³a do nas. To biedny ch³opak, pochodzi z okrêgu Witebskiego. Jego rodzina utrzymuje siê z hodowli kóz. Bêdzie chcia³ zap³aty za tê uprzejmo¶æ, za chleb i o³ówek.. Bo¿e przebacz mnie i jemu grzech. jakiego siê dopu¶cimy jeszcze dzi¶, gdy przyjdzie na nocn± wartê. Jestem ju¿ za s³aby. To dobry ch³opak. Bo¿e przebacz mnie i jemu.”
Piszê o³ówkiem, który dosta³em od Valery. To dobry ch³opak. Zlitowa³ siê nade mn±. Dosta³em te¿ pó³ kromki chleba. Piszê nie wiem po co. Ból przeszywa mi d³onie. Nie wiem jak d³ugo zdo³am. Wczoraj ³amali mi palce. Jestem tu strasznie samotny. Cisza i tylko kroki, kroki. Wczoraj rozmawia³em z Valer±. Wyzna³ mi, ¿e w ¿yciu nie najad³ siê tyle, co w Polsce, kiedy Armia Czerwona wkroczy³a do nas. To biedny ch³opak, pochodzi z okrêgu Witebskiego. Jego rodzina utrzymuje siê z hodowli kóz. Bêdzie chcia³ zap³aty za tê uprzejmo¶æ, za chleb i o³ówek.. Bo¿e przebacz mnie i jemu grzech. jakiego siê dopu¶cimy jeszcze dzi¶, gdy przyjdzie na nocn± wartê. Jestem ju¿ za s³aby. To dobry ch³opak. Bo¿e przebacz mnie i jemu.”
Siedzia³em zamroczony przed rzêdem dwunastu postaci w czarnych togach, g³os czytaj±cego dociera³ do mnie jak z g³êbokiej studni. Us³ysza³em te¿ d¼wiêk przek³adanej strony.
„Lublin, 26 kwietnia,1952.
Dzi¶ przysz³o dwóch. Valery i jego kolega Sasza. Musia³em siê obróciæ. Przykuli mnie do krat celi. Dziwne, ale nie wyczu³em w nich nienawi¶ci. Kiedy to robili ogarnê³a mnie jaka¶ mg³a. Na chwilê straci³em chyba przytomno¶æ. Widzia³em woln± ojczyznê. Zostawili na parapecie celi suchy kawa³ek chleba i trochê wódki na samym dnie butelki. Wypi³em j± ³apczywie i na dwie godziny zasn±³e. Nie ma ju¿ we mnie lêku, nie ma nienawi¶ci.”
Dzi¶ przysz³o dwóch. Valery i jego kolega Sasza. Musia³em siê obróciæ. Przykuli mnie do krat celi. Dziwne, ale nie wyczu³em w nich nienawi¶ci. Kiedy to robili ogarnê³a mnie jaka¶ mg³a. Na chwilê straci³em chyba przytomno¶æ. Widzia³em woln± ojczyznê. Zostawili na parapecie celi suchy kawa³ek chleba i trochê wódki na samym dnie butelki. Wypi³em j± ³apczywie i na dwie godziny zasn±³e. Nie ma ju¿ we mnie lêku, nie ma nienawi¶ci.”
Aleksander £opuszañski ps”¦mig³y” zamkn±³ zeszyt i spojrza³ bez s³owa na mnie. Wszyscy patrzyli na moj± postaæ. Odezwa³ siê „Zefir”
- Jak Pan skomentuje te zapiski?
- Ja… Mój… Dziadek nie chcia³… Oni go…
- Nie zachowa³ siê godnie – przerwa³ mi „Zefir”. – Dopu¶ci³ siê hañby. Handlu z wrogiem, handlu w³asnym cia³em. – Patrzy³em na twarz „Zefira” i, na krótki moment, wyda³o mi siê, ¿e zauwa¿y³em na jego g³owie czapkê wojskow±, rogatywkê z czerwon± gwiazd±. Czy to mo¿liwe, by… To by³a zdrada? Przecie¿ on nie móg³, nie potrafi³.. On wspania³y, wielki, pos±gowy. To musia³ byæ podstêp!
- Nie! – poderwa³em siê, krzykn±³em – nie zbrukacie mojego dziadka! To nieprawda! Czy b³êdem by³o wybaczyæ tu¿ przed ¶mierci± oprawcom? Jak mo¿ecie s±dziæ, ¿e móg³ czuæ przyjemno¶æ, jak mo¿ecie oskar¿aæ go o takie pod³o¶ci, przecie¿ nie mia³ wp³ywu na… By³ g³odny… – ostatnie s³owa wypowiedzia³em szeptem.
Te same twarze, które wpatrywa³y siê we mnie ca³y wieczór nagle wyda³y mi siê postaciami o gadzim wygl±dzie, jakby ³uski wp³ynê³y im na czo³a i policzki a z ust wychodzi³ krêty, lepki jêzyk. Podbieg³em do sto³u i chwyci³em zeszyty z zapiskami dziadka. Z³apa³em je mocno, ale chwyci³ je równie¿ „Zefir”.
To nie mog³a byæ prawda. Znalaz³em siê w pu³apce niczym dziadek, piêædziesi±t lat temu. Wszystko zdawa³o siê wirowaæ w jakim¶ szaleñczym tañcu. Na koszuli Zefira dostrzeg³em orze³ka, który jakby z ciek³ego metalu zmieni³ siê plastycznie w sierp i m³ot. Czu³em fa³sz, nieprzyjemny sw±d zdrady. Zbroje husarskie jakby ¶mia³y siê i podrygiwa³y z weso³o¶ci na boki.
- Zastanów siê co robisz – wysycza³ „Zefir” – nie mo¿esz przerwaæ weryfikacji! – warkn±³ do mnie i si³± wyrwa³ mi zeszyty.
Upad³em na pod³ogê. Dwana¶cie postaci wsta³o z krzese³ i z góry spogl±da³o na mnie.
- Musisz przej¶æ weryfikacjê, ju¿ za pó¼no – na twarzy „Zefira” wyra¼nie zauwa¿y³em odcieñ zadowolenia.
W tym momencie zza sto³u wyszed³ Ignacy S±decki ps. Piast. Podszed³ do mnie le¿±cego na pod³odze, kucn±³ i wyszepn±³:
- Wiesz, ¿e mamy si³ê wskazywaæ bohaterów, ale i ich niszczyæ? Nie chcesz chyba by wstydliwy smród pod±¿y³ za tob± i za twoim dziadkiem, kiedy teraz st±d wyjdziesz.? – Jego gadzia mowa powodowa³a we mnie drgawki, ale nie by³em w stanie nic odpowiedzieæ. – Nie chcesz by ka¿dy dowiedzia³ siê, ¿e twój dziadziu¶ nie by³ bohaterem, tylko zwyk³± rusk± kurw±?
Ostatnie s³owa by³y jak cios sztyletem w serce. £zy nap³ynê³y mi do oczu. Rozklei³em siê, przegra³em.
Piast nadal klêcza³ nade mn± a jego mowa s±czy³a siê do moich uszu:
- Jeszcze nie wszystko stracone. Jest jedna droga. Wiele zale¿y od Ciebie… Chcesz uratowaæ reputacjê dziadka?
Nie mog³em nic zrobiæ. Zdo³a³em jedynie przytakn±æ, siorbi±c nosem i czuj±c ³zy sp³ywaj±ce do ust..
- Je¶li tak, musisz stan±æ przed prób±. Tak± sam± jaka spotka³a jego… – ostatnie s³owa zabrzmia³y jak seria z ka³asznikowa.
***
- Jak Pan skomentuje te zapiski?
- Ja… Mój… Dziadek nie chcia³… Oni go…
- Nie zachowa³ siê godnie – przerwa³ mi „Zefir”. – Dopu¶ci³ siê hañby. Handlu z wrogiem, handlu w³asnym cia³em. – Patrzy³em na twarz „Zefira” i, na krótki moment, wyda³o mi siê, ¿e zauwa¿y³em na jego g³owie czapkê wojskow±, rogatywkê z czerwon± gwiazd±. Czy to mo¿liwe, by… To by³a zdrada? Przecie¿ on nie móg³, nie potrafi³.. On wspania³y, wielki, pos±gowy. To musia³ byæ podstêp!
- Nie! – poderwa³em siê, krzykn±³em – nie zbrukacie mojego dziadka! To nieprawda! Czy b³êdem by³o wybaczyæ tu¿ przed ¶mierci± oprawcom? Jak mo¿ecie s±dziæ, ¿e móg³ czuæ przyjemno¶æ, jak mo¿ecie oskar¿aæ go o takie pod³o¶ci, przecie¿ nie mia³ wp³ywu na… By³ g³odny… – ostatnie s³owa wypowiedzia³em szeptem.
Te same twarze, które wpatrywa³y siê we mnie ca³y wieczór nagle wyda³y mi siê postaciami o gadzim wygl±dzie, jakby ³uski wp³ynê³y im na czo³a i policzki a z ust wychodzi³ krêty, lepki jêzyk. Podbieg³em do sto³u i chwyci³em zeszyty z zapiskami dziadka. Z³apa³em je mocno, ale chwyci³ je równie¿ „Zefir”.
To nie mog³a byæ prawda. Znalaz³em siê w pu³apce niczym dziadek, piêædziesi±t lat temu. Wszystko zdawa³o siê wirowaæ w jakim¶ szaleñczym tañcu. Na koszuli Zefira dostrzeg³em orze³ka, który jakby z ciek³ego metalu zmieni³ siê plastycznie w sierp i m³ot. Czu³em fa³sz, nieprzyjemny sw±d zdrady. Zbroje husarskie jakby ¶mia³y siê i podrygiwa³y z weso³o¶ci na boki.
- Zastanów siê co robisz – wysycza³ „Zefir” – nie mo¿esz przerwaæ weryfikacji! – warkn±³ do mnie i si³± wyrwa³ mi zeszyty.
Upad³em na pod³ogê. Dwana¶cie postaci wsta³o z krzese³ i z góry spogl±da³o na mnie.
- Musisz przej¶æ weryfikacjê, ju¿ za pó¼no – na twarzy „Zefira” wyra¼nie zauwa¿y³em odcieñ zadowolenia.
W tym momencie zza sto³u wyszed³ Ignacy S±decki ps. Piast. Podszed³ do mnie le¿±cego na pod³odze, kucn±³ i wyszepn±³:
- Wiesz, ¿e mamy si³ê wskazywaæ bohaterów, ale i ich niszczyæ? Nie chcesz chyba by wstydliwy smród pod±¿y³ za tob± i za twoim dziadkiem, kiedy teraz st±d wyjdziesz.? – Jego gadzia mowa powodowa³a we mnie drgawki, ale nie by³em w stanie nic odpowiedzieæ. – Nie chcesz by ka¿dy dowiedzia³ siê, ¿e twój dziadziu¶ nie by³ bohaterem, tylko zwyk³± rusk± kurw±?
Ostatnie s³owa by³y jak cios sztyletem w serce. £zy nap³ynê³y mi do oczu. Rozklei³em siê, przegra³em.
Piast nadal klêcza³ nade mn± a jego mowa s±czy³a siê do moich uszu:
- Jeszcze nie wszystko stracone. Jest jedna droga. Wiele zale¿y od Ciebie… Chcesz uratowaæ reputacjê dziadka?
Nie mog³em nic zrobiæ. Zdo³a³em jedynie przytakn±æ, siorbi±c nosem i czuj±c ³zy sp³ywaj±ce do ust..
- Je¶li tak, musisz stan±æ przed prób±. Tak± sam± jaka spotka³a jego… – ostatnie s³owa zabrzmia³y jak seria z ka³asznikowa.
***
Zimno kafelek dociera³o poprzez go³e stopy. D³onie robi³y siê sine. To przez te kajdanki. Nie czu³em nic, kiedy drzwi do ³azienki siê otworzy³y. By³em przyt³oczony strachem. W lustrze nad umywalk±, do której zosta³em przykuty, zauwa¿y³em twarze wszystkich po kolei. By³ Piast, Zefir i inni. ¦miali siê i g³o¶no rozmawiali. Z rêki do rêki kr±¿y³a butelka z br±zowawym p³ynem, chyba bimbrem. Pierwszy stan±³ za mn± Zefir. D¼wiêki i s³owa dociera³y do mnie wypaczone i ko¶lawe. Nie by³em w stanie zrozumieæ ich znaczenia. Mowa ojczysta chwilami brzmia³a, jak obca, jak wroga… Us³ysza³em co¶ na kszta³t – Nu Dawaj! – koledzy zachêcali Zefira do dzie³a.
Rozszerzy³ mi nogi. Wszed³ mocno, do g³êbi. Przera¼liwy skowyt wyrwa³ siê z mojej piersi. Czu³em rozdzierane wnêtrzno¶ci i ból.
Jeden z nich obserwowa³ reakcje na mojej twarzy, peta bez filtra, chrz±ka³ i plu³ na pod³ogê. Pó¼niej chyba straci³em przytomno¶æ.
Obudzi³em siê pó³ nagi w pustej toalecie. Wyczu³em na po¶ladkach ¶lady krwi. Z najwy¿szym bólem wsta³em i zdo³a³em podnie¶æ spodnie, które le¿a³y pod wycieraczk±. W³o¿y³em je na siebie i wyszed³em. ¦wiat³o w korytarzu do siedziby kapitu³y by³o zgaszone. Znikn±³ te¿ portier, a drzwi by³y zamkniête. Zszed³em powoli po schodach. Wsiad³em do auta i wróci³em do domu.
Rozszerzy³ mi nogi. Wszed³ mocno, do g³êbi. Przera¼liwy skowyt wyrwa³ siê z mojej piersi. Czu³em rozdzierane wnêtrzno¶ci i ból.
Jeden z nich obserwowa³ reakcje na mojej twarzy, peta bez filtra, chrz±ka³ i plu³ na pod³ogê. Pó¼niej chyba straci³em przytomno¶æ.
Obudzi³em siê pó³ nagi w pustej toalecie. Wyczu³em na po¶ladkach ¶lady krwi. Z najwy¿szym bólem wsta³em i zdo³a³em podnie¶æ spodnie, które le¿a³y pod wycieraczk±. W³o¿y³em je na siebie i wyszed³em. ¦wiat³o w korytarzu do siedziby kapitu³y by³o zgaszone. Znikn±³ te¿ portier, a drzwi by³y zamkniête. Zszed³em powoli po schodach. Wsiad³em do auta i wróci³em do domu.
Po kilku dniach dosta³em sms-a : „Gratulujemy. Pu³kownik Zbok Rylski zosta³ uhonorowany najwy¿szym odznaczeniem za s³u¿bê Ojczy¼nie. Chwa³a Bohaterom! Podpisano : Organizacja.”
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
¿e ¶mierci± Nie Walki Wschodu Zachodu.
/>Wsta³em Twarz ¿uchwa, (nie – Spojrzenie Dziadek Po¶miertny ¿yciorysu.
/>Ostra, Czu³em £agodzi³a Znów Moje Oczyma ¿yciorysie „ZBOKA”, – ¶mierci Rylskiego, NKWD, ¿e />Poczu³em Dostrzeg³em Spokojnie. Nie />Wsta³em. Ju¿ Chwyci³em Wygl±da³em Dostrzeg³em Aha. Podszed³em S±. Po¿ó³k³e, – „ZBOKA”. Prowadzi³ ¶mierci±. Kapitu³a Bohaterstwo – />Zeszyty By³em />
/>Wsta³em Twarz ¿uchwa, (nie – Spojrzenie Dziadek Po¶miertny ¿yciorysu.
/>Ostra, Czu³em £agodzi³a Znów Moje Oczyma ¿yciorysie „ZBOKA”, – ¶mierci Rylskiego, NKWD, ¿e />Poczu³em Dostrzeg³em Spokojnie. Nie />Wsta³em. Ju¿ Chwyci³em Wygl±da³em Dostrzeg³em Aha. Podszed³em S±. Po¿ó³k³e, – „ZBOKA”. Prowadzi³ ¶mierci±. Kapitu³a Bohaterstwo – />Zeszyty By³em />
/>
/>
/>
„po Organizacja />Wsiad³em Dopiero „Hallera 18, Pokój Godzina 17.00.” Tylko />Przekrêci³em Silnik ¿ycia.
/>Niebo Krople W³±czy³em Parszywa – />W Marsza³ka Szum Tramwaje, Jakie¶ Za¶mia³y Najpewniej Rozwrzeszczane, One ¿e „ZBOK”, Rylski.
/>Miêkko Hallera />
/>Niebo Krople W³±czy³em Parszywa – />W Marsza³ka Szum Tramwaje, Jakie¶ Za¶mia³y Najpewniej Rozwrzeszczane, One ¿e „ZBOK”, Rylski.
/>Miêkko Hallera />
/>
Przyjrza³em Spokojnie. Wyci±gn±³em Psikn±³em />
/>
/>
/>
Zawiasy Jedynie Próbowa³em ¶wiat³a, />Na />Poczu³em Je¶li Je¶li Takie Zda³em />Upiór Je¶li „ZBOKA” Rylskiego? Je¶li Czy />Sta³em Potrzebowa³em Wyobrazi³em „ZBOKA”, Spogl±da³a Powoli Jak Nie Postawi³em />
/>
¶wiat³o. Wielkie ¿yrandole Tu¿ Szed³em Siedzia³ />Zatrzyma³em Nie Czeka³.
/>- – />Dopiero />- Pan…?
/>- Eustachy Rylski. Weryfikacja „ZBOKa”.
/>- Dobrze. – – Proszê />Odwróci³ />Sta³em Starzec Kapitu³a – ¿e />
/>- – />Dopiero />- Pan…?
/>- Eustachy Rylski. Weryfikacja „ZBOKa”.
/>- Dobrze. – – Proszê />Odwróci³ />Sta³em Starzec Kapitu³a – ¿e />
/>
/>
/>
Podobnie ¿yrandole. Ka¿dy ¶cianie Or³a Bia³ego. Przy />Naprzeciw ³awy Wiedzia³em, ¿e />Przejecha³em – Zna³em Przewodnicz±cym Romuald Zbaj±ka³³o, „Zefir”.
/>- Ojczyzny! – />- – „Zefir” – Pañska />- Eustachy Rylski – />Przez Przegl±da³ Równie¿ />- Dobrze – – Organizacji? – Dostrzeg³em, ¿e />Zna³em />- Jestem – />- Wszyscy – „Zefir” – Ojczyznê />Jak Nabra³em Spojrza³em Or³a.
/>- Tak. Jest – ¿e />- Ojczyzna? – – Ignacy S±decki „Piast”.
/>- Rylskiego, „ZBOK” – Znów ¿e />Zapad³a ¿e Dopiero />- Czy Pan Rylskiego, />- Za¶wiadczam. – Spojrza³em />- Czy Rylskiego – „Zefir” />- Jestem – />- Dobrze – „Zefir” – Kapitu³a Pañskiej Czy – Spojrza³ – Sprzeciwu Zgromadzenie „Zboka” Rylskiego />- Proszê – Wskaza³ ¶rodku />
/>- Ojczyzny! – />- – „Zefir” – Pañska />- Eustachy Rylski – />Przez Przegl±da³ Równie¿ />- Dobrze – – Organizacji? – Dostrzeg³em, ¿e />Zna³em />- Jestem – />- Wszyscy – „Zefir” – Ojczyznê />Jak Nabra³em Spojrza³em Or³a.
/>- Tak. Jest – ¿e />- Ojczyzna? – – Ignacy S±decki „Piast”.
/>- Rylskiego, „ZBOK” – Znów ¿e />Zapad³a ¿e Dopiero />- Czy Pan Rylskiego, />- Za¶wiadczam. – Spojrza³em />- Czy Rylskiego – „Zefir” />- Jestem – />- Dobrze – „Zefir” – Kapitu³a Pañskiej Czy – Spojrza³ – Sprzeciwu Zgromadzenie „Zboka” Rylskiego />- Proszê – Wskaza³ ¶rodku />
/>
/>
/>
/>
Przytoczy³em ZBOKA, Kampanii Wrze¶niowej Bzur±, Nastêpnie />Opowiada³em ” Trampolina”, „ZBOK” ¿ydowskiej Guido Gerbera – SS, Zbok ³adunek ¿ydowska Niepo³omice. Podczas SS-manów Gerbera ¦winy – – Ba³tyku. Zgin±³ SS-manów, Rudolf Steimeier.
/>
/>
Wybuch Polaków ¯ydów, ZBOK ZBOK –owi Przez Wermachtu Zdo³a³ ³ajnem Inaczej />Podczas Mia³em ¿e Czu³em, ¿e ¿e – />Opowiada³em, ZBOK Warszawie. „Glazura”- />W Rylski Zg³osili Pozbawieni />Pod Woli. ZBOK Warszawa – ¿ywe />Ca³± ³azienki, ³omów />Z Najwiêksze Hitlerowcy Kafelki Paru Niemców />Akcje Grupa ¶mia³ków ¶cian />Ta ¶mierci± Alka „Ropucha” Zbyszka „Wajdeloty”. Ich Niemcy „budynki />Podobno Warszawê. Ten – – ¦cibora – Korzeniowskiego, ¿e />
/>
/>
ZBOK „uczniaków”. Pokaza³ Ka¿dy – Warszawie, ¿e ¯e ¿e Gruzowanie Warszawy Tak Przyznam, ¿e Widok Nie ZBOK”.
/>
/>
Nie ¶ci±gali Pewnie Wszystko />Po Polski. Polski, Zboka – Rylskiego. Musia³ ¿yæ NKWD, ¶wiêtego />Dziadek Armii Krajowej Podlasia. Cierpia³ ¯y³ />Komuni¶ci Polski – Grupa Zboka – Rylskiego ¿e />Spora Zboka. Podlasia. Stworzy³ ZBOK, Oprócz ¿e Ujmowa³ Wiele ³ona ¶wiat Rzeczpospolitej.
/>Niestety Kiedy Zdrajcy NKWD, />Major NKWD Krassnodêbskij Igor />
/>Niestety Kiedy Zdrajcy NKWD, />Major NKWD Krassnodêbskij Igor />
/>
¿yciowej Rylskiego. Nasi Polacy Rylski Bieg³ Przez ¿o³nierz. />
/>
/>
/>
Wiedzia³em, ¿e ¶mierci. />Nawet Kapitu³a ¶rodowisku Byli Przenikliwe ¿e Organizacji Je¶li ¿ycia Ojczyzny ¶mierci± – ¿e ¿ywot, ¶mierci±, />Kapitu³a Kierowa³a ¶redniowiecznych Podobnie Roland, Karola Wielkiego, Francji Ojczy¼nie />I Nie ZBOK, ¿o³dak.
/>- Droga Kapitu³o – – Przejdê ¿ycia „ZBOKA”. NKWD Lublinie ¶mierci±. – Zaakcentowa³em „¶mieræ”, Liczy³em ¿e />- Proszê – „Zefir”.
/>Zacz±³em Dziadek Lublinie Ukrywa³ Zmar³ />W Nie ¿adnych ¿e />Dziadek Wymieni³em />- Czy Rylski – Gdy ¿e – />Na Czu³em Krople />- Tak, />- Jakie?
/>Znów />- Dziadek… By³ ¶mierci± – />Kapitu³a Przez Widzia³em />Ciszê />- ¿o³nierza, Mo¿emy Musimy Pan, ¿e />Stara³em />- Nie Panowie Przecie¿, „ZBOK” Jak¿e – S³ysza³em S³ysza³em, ¿e – Chcia³bym Jak ¶miecie Jak Nie Fakt, ¿e – Zdo³a³em „przepraszam”, />- Proszê – „Zefira” – Musi Pan ¿e Organizacja Musimy ¿yciorysu Musimy – Zefir ¿e ¿e – ZBOK-a NKWD, ¿e – Ostatnie />Poderwa³em />- Jak Panowie – – Chcecie ¿e – />- Musimy – „Piast”, />Opad³em Czu³em Ostatkiem />- Mój Ojczy¼nie, …
/>- Proszê ¶wiadectwa, – „Zefir” />
/>- Droga Kapitu³o – – Przejdê ¿ycia „ZBOKA”. NKWD Lublinie ¶mierci±. – Zaakcentowa³em „¶mieræ”, Liczy³em ¿e />- Proszê – „Zefir”.
/>Zacz±³em Dziadek Lublinie Ukrywa³ Zmar³ />W Nie ¿adnych ¿e />Dziadek Wymieni³em />- Czy Rylski – Gdy ¿e – />Na Czu³em Krople />- Tak, />- Jakie?
/>Znów />- Dziadek… By³ ¶mierci± – />Kapitu³a Przez Widzia³em />Ciszê />- ¿o³nierza, Mo¿emy Musimy Pan, ¿e />Stara³em />- Nie Panowie Przecie¿, „ZBOK” Jak¿e – S³ysza³em S³ysza³em, ¿e – Chcia³bym Jak ¶miecie Jak Nie Fakt, ¿e – Zdo³a³em „przepraszam”, />- Proszê – „Zefira” – Musi Pan ¿e Organizacja Musimy ¿yciorysu Musimy – Zefir ¿e ¿e – ZBOK-a NKWD, ¿e – Ostatnie />Poderwa³em />- Jak Panowie – – Chcecie ¿e – />- Musimy – „Piast”, />Opad³em Czu³em Ostatkiem />- Mój Ojczy¼nie, …
/>- Proszê ¶wiadectwa, – „Zefir” />
/>
1952.
/>Piszê Valery. Zlitowa³ Dosta³em Piszê Ból Nie Wczoraj ³amali Jestem Cisza Wczoraj Valer±. Wyzna³ ¿e ¿yciu Polsce, Armia Czerwona Witebskiego. Jego Bêdzie Bo¿e Jestem Bo¿e />
/>Piszê Valery. Zlitowa³ Dosta³em Piszê Ból Nie Wczoraj ³amali Jestem Cisza Wczoraj Valer±. Wyzna³ ¿e ¿yciu Polsce, Armia Czerwona Witebskiego. Jego Bêdzie Bo¿e Jestem Bo¿e />
/>
Us³ysza³em />
/>
/>Dzi¶ Valery Sasza. Musia³em Przykuli Dziwne, Kiedy Widzia³em Zostawili Wypi³em ³apczywie Nie />
/>
/>
£opuszañski Wszyscy Odezwa³ „Zefir”
/>- Jak Pan />- Ja… Mój… Dziadek Oni />- Nie – „Zefir”. – Dopu¶ci³ Handlu – Patrzy³em „Zefira” ¿e Czy Przecie¿ />- Nie! – – Czy ¶mierci± Jak ¿e By³ – />Te ³uski Podbieg³em Z³apa³em „Zefir”.
/>To Znalaz³em Wszystko Zefira Czu³em Zbroje ¶mia³y />- Zastanów – „Zefir” – – />Upad³em Dwana¶cie />- Musisz – „Zefira” />W Ignacy S±decki Piast. Podszed³ />- Wiesz, ¿e Nie – Jego – Nie ¿e />Ostatnie £zy Rozklei³em />Piast />- Jeszcze Jest Wiele Ciebie… Chcesz />Nie Zdo³a³em ³zy />- Je¶li Tak± – />***
/>- Jak Pan />- Ja… Mój… Dziadek Oni />- Nie – „Zefir”. – Dopu¶ci³ Handlu – Patrzy³em „Zefira” ¿e Czy Przecie¿ />- Nie! – – Czy ¶mierci± Jak ¿e By³ – />Te ³uski Podbieg³em Z³apa³em „Zefir”.
/>To Znalaz³em Wszystko Zefira Czu³em Zbroje ¶mia³y />- Zastanów – „Zefir” – – />Upad³em Dwana¶cie />- Musisz – „Zefira” />W Ignacy S±decki Piast. Podszed³ />- Wiesz, ¿e Nie – Jego – Nie ¿e />Ostatnie £zy Rozklei³em />Piast />- Jeszcze Jest Wiele Ciebie… Chcesz />Nie Zdo³a³em ³zy />- Je¶li Tak± – />***
/>
/>