24 godziny temu

Z cyklu Peccata Capitalia:
PYCHA
(³ac. SUPERBIA)

Okrêt ton±³. Nie by³o co do tego w±tpliwo¶ci. Sztorm min±³, ale statek ci¶niêty na podwodn± ska³ê, wych³ostany falami i sponiewierany przez potê¿n± burzê przypomina³ wrak, a nie ¶redniej klasy wycieczkowiec. Z maszynowni± i kabinami ni¿szych pok³adów zalanymi wod±, dryfowa³ bezsilny ku swojemu przeznaczeniu. Sztorm pozbawi³ go nie tylko napêdu, ale i czê¶ci szalup. Pozosta³a ju¿ tylko jedna, dyndaj±c u szczytu ramienia, s³u¿±cego do jej wodowania, jak ostatnia deska ratunku.

Na górnym pok³adzie sta³o dwana¶cie osób, których nie zabra³a woda, ale nie zd±¿y³y wcze¶niej siê ewakuowaæ. Wpatrywa³y siê w ³ód¼ jak wyg³odnia³y pies w stek, który spad³ panu z talerza. Szalupa mia³a tylko sze¶æ miejsc.

- Nie uda³o siê nam nadaæ sygna³u S.O.S., wiêc nie mo¿emy liczyæ na szybk± pomoc – powiedzia³ kapitan. By³ jedyn± osob± z za³ogi, która pozosta³a we wraku. – Miejsc w szalupie nie wystarczy dla wszystkich, trzeba wiêc zdecydowaæ, komu daæ szansê na ratunek. Reszcie pozostanie tylko czekaæ i modliæ siê o wybawienie… W¶ród nas jest jedna kobieta, proponujê wiêc oddaæ jej miejsce, a pozosta³e piêæ rozlosowaæ.

- Nie mo¿emy tak wa¿nej sprawy, jak ludzkie ¿ycie powierzyæ ¶lepemu losowi – z grona ocalonych wyst±pi³ polityk. Poprawi³ krawat i u¶miechn±³ siê przymilnie do rozbitków. – Proponujê ulokowaæ w szalupie osoby wed³ug zas³ug dla pañstwa.

- A mo¿e lepiej wed³ug wieku… – zaproponowa³ emeryt w bezrêkawniku na kraciastej koszuli i okularach z jedn± pêkniêt± soczewk±. – Wszak starszym nale¿y siê szacunek. Stosunek do osób w podesz³ym wieku okre¶la stopieñ humanitaryzmu ka¿dego spo³eczeñstwa…

Na to obruszy³ siê urzêdnik w szarym, pomiêtym garniturze i jednym bucie:

- Nie wolno nam dzia³aæ pochopnie! – rzek³ i zacz±³ grzebaæ w aktówce, któr± uda³o mu siê uchroniæ przed sztormem. - Nale¿y ustaliæ stosown± procedurê. Potrzebujemy kilku kartek papieru i czego¶ do pisania... – Znalaz³ pióro i przemoczony zeszyt. - Proponujê stworzyæ regulamin, okre¶liæ zasady przyznawania miejsc w szalupie z uwzglêdnieniem dochodu petenta, jego warunków socjalnych w zajmowanej kabinie oraz regularno¶ci op³acania sk³adek ZUS-owskich.

- Kapitana mo¿emy od razu wykluczyæ z grona oczekuj±cych na miejsce w szalupie – przerwa³ mu polityk. – Jak wiadomo, kapitan ze statku schodzi ostatni, wiêc trzeba mu to umo¿liwiæ.
Dowódca okrêtu mia³ kilkudniowy zarost i zmêczon± twarz spiêt± trosk±.

- Widzê, ¿e droga licytacji nie prowadzi do konsensusu – zaoponowa³. - Jako, ¿e to ja odpowiadam za pasa¿erów i jestem tutaj drugi po Bogu…

- O, przepraszam, synu, ale to ja jestem tu drugi po Bogu – rzek³ skromnie siedz±cy dot±d cicho ksi±dz i wysun±³ siê z grupy rozbitków. B³ysn±³ koloratk± opinaj±c± mu szyjê pod ko³nierzykiem czarnej koszuli. – Wszystko jest w rêkach Pana! Bêdê waszym duchowym przewodnikiem w tym nieszczê¶ciu. Zanim podejmiemy jak±¶ nierozwa¿n± decyzjê, pomódlmy siê wspólnie o rozs±dek i dar m±dro¶ci.

Grupka wymiêtoszonych, dosychaj±cych w podmuchach ch³odnego wiatru pasa¿erów pokornie przyklêk³a.

- Chwileczkê! – powstrzyma³ ich polityk. – Nie czas na modlitwy. Trzeba podj±æ racjonalne dzia³ania. W obliczu tragedii, jaka nas spotka³a musimy siê zorganizowaæ. Proponujê utworzyæ co¶ w rodzaju Rady Ocalenia Narodowego. W koñcu naród, czyli my, tonie. Liczê na poparcie, panie pu³kowniku… - zwróci³ siê do wojskowego.

Og³upieni rozbitkowie niepewnie unie¶li siê z kolan. Ksi±dz drepta³ po pok³adzie, poruszaj±c ustami w bezg³o¶nej modlitwie, a kapitan próbowa³ odzyskaæ utracony autorytet, jednak szala sympatii ludu wyra¼nie nachyla³a siê ku charyzmatycznemu politykowi.

- Tak, oczywi¶cie! Wojsko zawsze trzyma z rz±dem – pu³kownik, choæ sêdziwy, dziarsko strzeli³ obcasami i zasalutowa³ po amerykañsku, do g³owy bez nakrycia, które porwa³ mu wiatr albo fala.

- Proszê mi zaufaæ! – domaga³ siê polityk, zas³aniaj±c swoim cia³em kapitana, który usi³owa³ zabraæ g³os. - Mam plan, jak rozwi±zaæ tê trudn± sytuacjê! – Wskoczy³ na przymocowan± do pok³adu drewnian± ³awkê i powiód³ wzrokiem po grupce przemoczonych ludzi. - Wybierzcie mnie na swojego lidera, a bêdziecie zadowoleni. Nie tylko ka¿dy dostanie wygodne miejsce w szalupie, ale te¿ racjê ¿ywno¶ci i zapas wody na drogê oraz – uwaga ! - ciep³e koce. – S³owa polityka skupi³y na nim uwagê wszystkich, prócz kapitana, który trzyma³ siê na uboczu.
Wyrugowany ze stanowiska, nale¿nej mu w³adzy, a nawet prawa do przeprowadzenia ewakuacji, postanowi³ skupiæ siê na czym¶ praktycznym i pocz±³ opuszczaæ szalupê. Zatrzyma³ j± na wysoko¶ci pok³adu, ¿eby wybrañcy mogli wygodnie zaj±æ w niej miejsca.

Po stronie polityka wnet stanêli wojskowy, nauczycielka, która i tak miejsce w ³odzi mia³a zagwarantowane oraz urzêdnik. Po chwili wahania do jego obozu do³±czy³ biznesmen, a potem prawnik i lekarz.

- A ja wam nie ufam! – warkn±³ robotnik i w ge¶cie buntu zaplót³ rêce na piersiach. Sta³ na skrzypi±cym pok³adzie, z rozwianymi w³osami, w podartej koszuli i z byka spogl±da³ na ludzi polityka. – Rz±d zawsze wydyma klasê robotnicz±!

- I emerytów! – dorzuci³ starszy mê¿czyzna, po czym zaj±³ miejsce obok robotnika. Obaj zaczêli rozgl±daæ siê za materia³ami na transparenty, ¿eby protest wygl±da³ przyzwoicie, ale nic przydatnego nie znale¼li, bo fale doszczêtnie sp³uka³y statek.

Bunt rozdra¿ni³ polityka. Poczerwienia³ na twarzy, nerwowym gestem poluzowa³ krawat, a potem nagle zeskoczy³ z ³awki. Chwyci³ ksiêdza pod mankiet i odci±gn±³ na stronê.
- A wy ojczulku, kogo popieracie? – spyta³ szeptem.

Ksi±dz zdawa³ siê byæ wci±¿ pogr±¿ony w modlitwie.

– Gwarantujê wam miejsce w pierwszym rzêdzie. A gdyby mia³o go dla was zabrakn±æ, to wypier… wyprosimy z ³odzi tê kobietê... albo na pysk wojskowego!

- Jestem z wami ca³± dusz± – u¶miechn±³ siê ksi±dz szelmowsko. – Mamy przecie¿ swój konkordat…

- Wiêc wp³yñ mi na tych dwóch, niech nie robi± zamêtu! – polityk sykn±³ mu wprost do ucha.
Ksiê¿ulo sk³oni³ siê us³u¿nie, po czym podrepta³ do grupki niezdecydowanych i buntowników.
Na chwilê wzniós³ oczy ku bezchmurnemu po burzy niebu, a d³onie z³o¿y³ jak do modlitwy.

- Bracia! – zwróci³ siê do rozbitków z pe³nym mi³o¶ci spojrzeniem. - Nie blu¼nijcie. Sami wybrali¶cie sobie ten rz±d, ¿eby godnie reprezentowa³ wasze interesy, wiêc trzeba obdarzyæ go zaufaniem. Skoro ja powierzy³em mu ¿ycie swojej skromnej osoby, to i wy, maluczcy, mo¿ecie.

- Ale on obiecuje gruszki na wierzbie! – zawo³a³ robotnik. – Wmawia nam, ¿e wszyscy dostaniemy miejsca w szalupie, a przecie¿ to jest niemo¿liwe.

- Nie wypowiadaj siê o rzeczach, na których siê nie znasz! – odgryz³ siê polityk, poruszony s³owami krytyki. - £ód¼ mo¿e przecie¿ pop³yn±æ dwa razy… Szalupa zabierze pierwsz± grupê, odwiezie j± na l±d, a potem wróci po resztê rozbitków.

Rozleg³ siê pomruk aprobaty. Dlaczego nikt wcze¶niej nie wpad³ na taki pomys³? Przecie¿ to takie proste rozwi±zanie! Ten polityk to jednak ³ebski facet – s³ychaæ by³o entuzjastyczne komentarze.

Emeryt poduma³, podrapa³ siê w ³ys± czaszkê i zrobi³ krok w stronê przywódcy.

- A ja pewnie dostanê klasê biznes...? – odezwa³ siê przedsiêbiorca, dot±d zajêty gadaniem przez komórkê, mimo ¿e na oceanie nie by³o zasiêgu.

- I opiekê medyczn± na czas trwania podró¿y – beztrosko przyobieca³ polityk i pu¶ci³ oko do lekarza.

Doktor zrobi³ zdziwion± minê. Wprawdzie przysiêga Hipokratesa zobowi±zywa³a go do niesienia pomocy ka¿demu, kto jej potrzebowa³, ale nie cierpia³, gdy kto¶ narzuca³ mu swoj± wolê. Nie zd±¿y³ jednak zaj±æ stanowiska w tej sprawie, bo na czo³o grupy wydosta³ siê prawnik.

- Z powodu braku zgody, proponujê podjêcie negocjacji miêdzy stronami konfliktu. Mam du¿e do¶wiadczenie w rozwi±zywaniu sporów i mediacjach – reklamowa³ swoje us³ugi, przez nikogo o to nieproszony, w³a¶ciciel kancelarii prawnej, a potem siad³ na ³aweczce w ³odzi. – Za swoje us³ugi ¿±dam jedynie tego miejsca.

Na znak polityka, wojskowy wywlók³ go za w³osy z szalupy.

- Jazda mi st±d! – Mimo podesz³ego wieku, ¿o³nierz okaza³ siê nadzwyczaj krzepki. – Najpierw praca, pó¼niej zap³ata!

W spór dot±d nie zaanga¿owa³ siê jedynie artysta. Wisia³ na barierce przy mocno nachylonej burcie statku, duma³ nad czym¶ i pogwizdywa³ sobie, patrz±c na bezmiar wody dooko³a.
Pozostali rozbitkowie, przemarzniêci i zmêczeni brakiem uzgodnieñ, zebrali siê w sterówce okrêtu, gdzie postanowiono wszcz±æ negocjacje. Pod ich nieobecno¶æ na pok³adzie, kapitan opu¶ci³ pust± szalupê na wodê i smêtnym wzrokiem patrzy³ jak unosz± j± fale.

W przerwie obrad polityk, wojskowy i prawnik wyszli na naradê na zewn±trz. Zobaczyli, jak ³ód¼ oddala siê od okrêtu i w przyp³ywie w¶ciek³o¶ci wyrzucili kapitana za burtê. ¦wiadkiem zbrodni by³ tylko artysta, którego nikt nie zauwa¿y³, gdy¿ siedzia³ na dachu sterówki i wpatrywa³ siê w widnokr±g. Mê¿czyzna od razu zacz±³ uk³adaæ pie¶ñ o tym niebywa³ym zdarzeniu, ale w koñcu zmarz³ i niepostrze¿enie w¶lizgn±³ siê do pomieszczenia.

Podczas burzliwych negocjacji powsta³o i upad³o wiele koncepcji przyznawania miejsc w szalupie. Proponowano, ¿eby ustaliæ parytet dla kobiet, kto¶ upomnia³ siê, by swego reprezentanta mia³y mniejszo¶ci seksualne i etniczne, inny kto¶ obawia³ siê, czy ekolodzy wyra¿± zgodê na ewakuacjê osób nosz±cych naturalne futra. Ostatecznie zgodzono siê, ¿eby w grupie rozbitków, którzy jako pierwsi opuszcz± wrak statku znalaz³a siê równa procentowo liczba przedstawicieli wszystkich ¶rodowisk.

- Nauczycielka jako reprezentantka kobiet zajmie miejsce na dziobie szalupy – zaproponowa³ polityk. – Obok si±dzie ksi±dz, jako przedstawiciel Ko¶cio³a, potem robotnik, pu³kownik uosabiaj±cy armiê, prawnik i ja, jako cz³onek rz±du.

- A kto bêdzie reprezentowa³ biznes? – dopytywa³ przedsiêbiorca, któremu wysiad³a w³a¶nie bateria komórki i przesta³ gapiæ siê w jej ekranik.

- Interesy przedsiêbiorców znajd± swoje uciele¶nienie w osobie prawnika. Wszak prowadzi on w³asn± praktykê – wyja¶ni³ polityk.

Kto¶ zacz±³ g³osiæ destrukcyjn± plotkê, jakoby m±¿ stanu przydziela³ miejsca w szalupie, której ju¿ nie ma.

- To oszczerstwo! – zdementowa³ pog³oski dygnitarz. – £ód¼ nadal czeka, ale ze wzglêdu na bezpieczeñstwo osób, które ni± pop³yn±, poddano j± przegl±dowi technicznemu i konserwacji. Zanim dojdzie do ewakuacji, szalupa bêdzie gotowa.

- A gdzie podzia³ siê kapitan? – zainteresowa³ siê emeryt.

- Kapitan podj±³ siê niebezpiecznej misji – wypali³ polityk bez chwili wahania. - Wyp³yn±³ pontonem, sprawdziæ jak daleko znajduje siê l±d. Jest naszym bohaterem. Je¶li nie wróci, nazwiemy wrak jego imieniem.

Rozbitkowie nagrodzili polityka brawami. Na chwilê zapomniano o sporze. Ka¿dy docenia³ odwagê kapitana, zastanawiano siê, czy nie postawiæ mu pomnika, a ksi±dz obieca³ mszê w jego intencji i od razu zabra³ siê za zbieranie datków na ten cel, za¶ artysta zaproponowa³, ¿e zaintonuje pie¶ñ o jego czynie, któr± w³a¶nie u³o¿y³. Wyszed³ na ¶rodek sterówki, stan±³ na mostku i piêknym barytonem za¶piewa³ o tym, jak kapitan spu¶ci³ na wodê pust± szalupê, jak zdybali go na tym polityk i jego poplecznicy, i wyrzucili za burtê.

- Ten cz³owiek postrada³ rozum! – og³osi³ dygnitarz. – Jak wiadomo arty¶ci to wariaci, jednostki s³abe psychicznie i niezrównowa¿one, a temu w stresie pu¶ci³y nerwy.

Wojskowy, ksi±dz i prawnik zajêli siê biedakiem, usi³uj±c wyt³umaczyæ mu, ¿e siê myli. Gdy upiera³ siê przy swoim, sprowadzili go z mostka i si³± wyci±gnêli na pok³ad, twierdz±c, ¿e poka¿± mu szalupê, która przechodzi przegl±d techniczny na rufie. Po kilku minutach wrócili bez piewcy czynu kapitana.

- Artysta ju¿ czuje siê lepiej, ale przez pewien czas pozostanie w odosobnieniu, ¿eby móg³ sobie wszystko przemy¶leæ – poinformowali rozbitków.

Nagle statek gwa³townie pochyli³ siê ku rufie. W panice wszyscy wybiegli na dek. S³ychaæ by³o jak woda bulgocze w kabinach, poch³aniaj±c coraz wiêksze po³acie okrêtu.

- Gdzie jest szalupa! – piekli³ siê robotnik. – Ok³amali¶cie nas! Ukryli¶cie ³ód¼, ¿eby ni± odp³yn±æ, gdy odwrócicie nasz± uwagê.

Ludzie zaczêli biegaæ po zalewanym wod± pok³adzie w poszukiwaniu szalupy, lecz nigdzie jej nie by³o.

- Jak ¶miesz pos±dzaæ mnie o k³amstwo! – oburzy³ siê polityk. – Ty wiesz, kim ja jestem?!

- Zaraz zobaczysz, kim ja jestem! – robotnik rzuci³ siê na niego z piê¶ciami.

- Wojsko! Wojsko! – wrzeszcza³ polityk. – Bierz go! – wskaza³ napastnika pu³kownikowi.

- Ani my¶lê! Wszystkich nas wykiwa³e¶. Dobrze wiesz, ¿e nic nas nie uratuje.

Rozbitkowie zwrócili siê przeciwko politykowi.

- Nie ja jestem temu winny, lecz kapitan – sabota¿ysta – t³umaczy³ m±¿ stanu w opa³ach. - Chcia³em jak najlepiej…

Robotnik dopad³ prominenta, chwyci³ go za gard³o i zacz±³ dusiæ. Naraz statek stan±³ dêba i wszyscy z wrzaskiem zsunêli siê do oceanu. Woda zabulgota³a, na powierzchniê z sykiem wyp³ynê³o powietrze i po okrêcie zosta³o tylko wspomnienie. Parê osób posz³o na dno razem z wrakiem, a ci co nie umieli p³ywaæ, wnet pod±¿yli ich ¶ladem. Po chwili na spokojnym morzu zosta³o tylko kilku rozbitków. Szaleñczo m³ócili rêkami fale, próbuj±c utrzymaæ siê na powierzchni.

Ocaleni ujrzeli niewielki, jasny przedmiot unosz±cy siê na wodzie. Zaczêli p³yn±æ w jego kierunku, widz±c, ¿e i on zmierza ku nim. Obiekt rós³ w oczach i wkrótce okaza³o siê, ¿e to szalupa. Na ³aweczce siedzia³ kapitan, wios³uj±c co si³. Ruszy³ rozbitkom z pomoc±. Najpierw wci±gn±³ na pok³ad ksiêdza, potem wojskowego i robotnika; uda³o mu siê wy³owiæ te¿ emeryta, który mimo wieku, bystro sun±³ ku ³odzi piêknym crawlem. W wodzie zosta³ ju¿ tylko polityk. Rozpaczliwie miota³ siê w falach, trzês±c siê z zimna. Szybko opada³ z si³. Kapitan mia³ powody, by wahaæ siê, czy go uratowaæ, ale w koñcu us³ucha³ pró¶b pozosta³ych rozbitków, podp³yn±³ do niego i razem wci±gnêli mê¿czyznê do szalupy.

Polityk, ledwie woda z niego ociek³a, wsta³ i wyg³osi³ podnios³± mowê, dziêkuj±c kapitanowi za bohatersk± postawê, obiecuj±c mu ordery oraz liczne zaszczyty.

- Proponujê wyznaczyæ osobê odpowiedzialn± za obranie w³a¶ciwego kursu, a zaraz potem powo³aæ komisjê, która ustali przyczynê katastrofy i wska¿e winnych tej tragedii – zacz±³ z werw±, gdy tylko rozgrza³ siê i odsapn±³. – Zg³aszam siebie na przewodnicz±cego…

Nie dokoñczy³, bo kapitan zdzieli³ go wios³em w mokr± ³epetynê i m±¿ stanu bez przytomno¶ci osun±³ siê na pok³ad.


źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Peccata Capitalia: />PYCHA />(³ac. SUPERBIA) /> />Okrêt Nie Sztorm ¶redniej Sztorm Pozosta³a /> />Na Wpatrywa³y ³ód¼ Szalupa /> />- Nie S.O.S., By³ Miejsc Reszcie W¶ród /> />- Nie ¿ycie ¶lepemu Poprawi³ Proponujê /> />- Wszak Stosunek /> />Na /> />- Nie Nale¿y Potrzebujemy Znalaz³ Proponujê ZUS-owskich. /> />- Kapitana Jak />Dowódca /> />- Widzê, ¿e Jako, ¿e Bogu… /> />- Bogu B³ysn±³ Wszystko Pana! Bêdê Zanim /> />Grupka /> />- Chwileczkê! Nie Trzeba Proponujê Rady Ocalenia Narodowego. Liczê /> />Og³upieni Ksi±dz /> />- Tak, Wojsko /> />- Proszê Mam Wskoczy³ ³awkê Wybierzcie Nie ¿ywno¶ci S³owa />Wyrugowany Zatrzyma³ ¿eby /> />Po ³odzi /> />- Sta³ Rz±d /> />- Obaj ¿eby /> />Bunt Poczerwienia³ ³awki. Chwyci³ />- /> />Ksi±dz /> />– Gwarantujê ³odzi /> />- Jestem Mamy /> />- Wiêc />Ksiê¿ulo />Na /> />- Bracia! Nie Sami ¿eby Skoro ¿ycie /> />- Ale Wmawia ¿e /> />- Nie £ód¼ Szalupa /> />Rozleg³ Dlaczego Przecie¿ Ten ³ebski /> />Emeryt ³ys± /> />- ¿e /> />- /> />Doktor Wprawdzie Hipokratesa Nie /> />- Mam ³aweczce ³odzi. ¿±dam /> />Na /> />- Jazda Mimo ¿o³nierz Najpierw /> />W Wisia³ />Pozostali Pod /> />W Zobaczyli, ³ód¼ ¦wiadkiem Mê¿czyzna /> />Podczas Proponowano, ¿eby Ostatecznie ¿eby ¶rodowisk. /> />- Nauczycielka Obok Ko¶cio³a, /> />- /> />- Interesy Wszak /> />Kto¶ /> />- £ód¼ Zanim /> />- /> />- Kapitan Wyp³yn±³ Jest Je¶li /> />Rozbitkowie Ka¿dy ¿e Wyszed³ ¶rodek /> />- Ten Jak /> />Wojskowy, ¿e Gdy ¿e /> />- Artysta ¿eby /> />Nagle S³ychaæ /> />- Gdzie Ok³amali¶cie Ukryli¶cie ³ód¼, ¿eby /> />Ludzie /> />- Jak ¶miesz /> />- Zaraz /> />- Wojsko! Wojsko! Bierz /> />- Ani Wszystkich Dobrze ¿e /> />Rozbitkowie /> />- Nie Chcia³em /> />Robotnik Naraz Woda Parê ¶ladem. Szaleñczo /> />Ocaleni Zaczêli ¿e Obiekt ¿e ³aweczce Ruszy³ Najpierw ³odzi Rozpaczliwie Szybko Kapitan /> />Polityk, /> />- Proponujê Zg³aszam /> />Nie ³epetynê /> />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci