24 godziny temu

PzW 717
Ledwo s³yszalny stukot rozbrzmia³ gdzie¶ w ciemno¶ciach, w¶ród szumu zimowej zamieci.
— Co to by³o, Peter?
— Niby co? — spyta³, siedz±cy na wy¿szym poziomie kopu³y obserwacyjnej, starszy mê¿czyzna.
— S³yszysz? Co¶ nadje¿d¿a drog± — powiedzia³ z wyra¼nym, bawarskim akcentem, drugi siwow³osy Niemiec, zajmuj±cy stanowisko poni¿ej. — Zbli¿a siê. S³uchaj!
Zacisn±³ d³onie na zimnej rurze peryskopu i docisn±³ oczodó³ mocno do okularu. W panuj±cej ciemno¶ci, dodatkowo rozmazywanej padaj±cym ¶niegiem, próbowa³ wy³owiæ jakikolwiek kszta³t.
— Ja tam nic nie s³yszê. Wydaje ci siê, Klaus — odrzek³ towarzysz nie przerywaj±c, zajmuj±cego go bez reszty, d³ubania w nosie. — Nie do¶æ, ¿e ciemno to jeszcze ¶nieg zacina. Cholerna nawa³nica. Nic nie widaæ. Wieje przez te otwory, ¿e mi zaraz chyba uszy odpadn± — doda³ wpatruj±c siê w pozyskane z g³êbi nozdrzy gile.
Przyg³uchy, cierpi±cy na reumatyzm Peter Bartelmeier obtoczy³ miêdzy dwoma palcami o¶lizg³± ma¼ i przylepi³ j± do jednej z nó¿ek siedziska.
— Przys³uchaj siê, Peter.
Nie zwracaj±c uwagi na narzekania towarzysza, Bawarczyk ws³uchiwa³ siê w coraz wyra¼niejszy niepokoj±cy odg³os.
— Mówiê ci, co¶ jedzie drog± — rzek³ podenerwowany. — Jest coraz bli¿ej. S³yszê wyra¼nie.
Klaus Himmelwitt, nowo-wcielony do „Wunderwaffe” by³ wyra¼nie przejêty. Tak bowiem, weteran Wielkiej Wojny, z pogard± i nieukrywanym sarkastycznym tonem, nazywa³ t± formacjê, dumnie prezentuj±c przy tym opaskê z napisem: „Deutscher Volkssturm – Wehrmacht”.
— Cholerna ¶nie¿yca — powtórzy³ Bartelmeier, penetruj±c z zapa³em drugi otwór w grubym, orlim nosie.
Niemal jednocze¶nie poznali metaliczne dudnienie o bruk. Mro¿±cy krew w ¿y³ach, metaliczny chrzêst. Chrzêst g±sienic, rozbrzmiewa³ z³owrogo i niós³ niepewno¶æ. By³ coraz wyra¼niejszy. Coraz bli¿szy.
— S³yszê — przerwa³ ciszê Bartelmeier.
Przesta³ d³ubaæ w nosie. Wytar³ palce w przydu¿± bluzê munduru. Nadstawi³ uszu i wytrzeszczy³, teraz jeszcze bardziej wy³upiaste, oczy.
— Jaka¶ kolumna. — W g³osie starego weterana Wielkiej Wojny, da³o siê s³yszeæ nutê zawahania i rosn±ce z ka¿d± chwil± podenerwowanie. — Du¿o pojazdów.
— Pewnie znowu nasi — rzek³ Peter z obojêtno¶ci± patrz±c w mrok. — Ostatnimi czasy mamy ruch jak na defiladzie w urodziny Fuhrera.
Bawarczyk u¶miechn±³ siê smutnie, kurczowo obejmuj±c peryskop. Nie podziela³ beztroskiego zachowania kolegi. Mia³ dziwne przeczucia. Dowództwo nie uprzedzi³o ich o ¿adnej wycofuj±cej siê jednostce. Chocia¿ z drugiej strony, w ci±gu kilku ostatnich dni, ju¿ kilka zmotoryzowanych kolumn przejecha³o têdy i o prawie ¿adnej dowództwo nie wiedzia³o.
Sznur pojazdów, jak trafnie odgadli, zatrzyma³ siê przed blokad± drogow±, w odleg³o¶ci dwustu metrów od nich. Wyrazisty ryk wielu silników wybija³ siê ponad odg³osy zamieci.
— Odsuwaj± blokadê — grubo-nosy Niemiec skomentowa³ ledwie widzialny ruch wielu czarnych sylwetek na wysoko¶ci pierwszego pojazdu kolumny wojskowej,. — To nasi. Mia³em racjê — doda³ niemal triumfalnie.
Himmelwitt próbowa³ nas³uchiwaæ g³osów, st³umionych przez wycie wiatru i pracê silników. Nadaremnie.
— Mo¿e warto podej¶æ do nich? — powiedzia³ wahaj±c siê. — Mo¿e w koñcu dowiedzieliby¶my siê czego¶? Front blisko, musz± mieæ ¶wie¿e wiadomo¶ci.
— Daj spokój. Chce ci siê wychodziæ? Z barykad± sami sobie poradz± — skrzywi³ siê obserwator na wy¿szym poziomie kopu³y. — Raz, ¿e nas nie widz±; dwa, ¿e pewnie i tak siê spiesz±. Nie ³ud¼ siê, ¿e bêd± chcieli traciæ czas na pogawêdki z tob±, na mrozie.
— Mo¿e jednak warto spróbowaæ?
— Odpu¶æ. Jest ciemno. Zawieja. Jeszcze wezm± ciê za bolszewika i zastrzel±. Nie warto.
Klaus zamy¶li³ siê.
— Co siê dzieje? — W otworze wej¶ciowym pojawi³a siê pyzata twarz m³odego ch³opca.
— Florian? — odpowiedzia³ g³os z góry. — Gdzie¶ siê podziewa³? Mia³e¶ nam przynie¶æ kawy.
— Nie jestem waszym s³ug± — odrzek³ hardo ch³opiec z rudaw±, wydatn± czupryn±. — Mam wa¿niejsze obowi±zki na g³owie: czy¶ci³em granatnik — doda³ wycieraj±c d³onie w rêcznik.
Weteran Wielkiej Wojny spojrza³ z politowaniem na szesnastoletniego Floriana Kocha. ¯al mu by³o zw³aszcza, wypisanej na jasnej twarzy, naiwnej ufno¶ci w Fuhrera i ostateczne zwyciêstwo. Klaus kiedy¶ te¿ widzia³ t± sam± dumê i t± sam± bezgraniczn± wiarê. Oni, podobnie jak rudy nastolatek, równie¿ byli m³odzi i pe³ni ¿ycia.
— Co siê dzieje? Co to za odg³osy? — m³ody volkssturmista powtórzy³ pytanie.
— To nasi — odezwa³ siê ponownie g³os z góry. — Kolejna kolumna.
— Trzeba zameldowaæ do dowództwa — stwierdzi³ podekscytowany m³odzieniec — i powiadomiæ dowódcê.
— Leæ do sier¿anta i zamelduj — odezwa³ siê Klaus. — Daj po radiu do dowództwa, ¿eby znowu nie byli zaskoczeni.
Florian Koch energicznym ruchem ju¿ wycofywa³ siê z pomieszczenia, gdy Himmelwitt chwyci³ go za w±t³e ramiê.
— I najwa¿niejsze — rzek³. — Zbud¼ tych nierobów: Luttwitza i Zeltmana. Ju¿ piêæ minut temu mieli nas zmieniæ.
Nastolatek spojrza³ spod ³ba na starca. Mia³ ju¿ odpowiedzieæ co¶ opryskliwego, ale z³o¶æ ust±pi³a przed wyra¼nym poruszeniem. Znik³ w korytarzu.
Pu¶ci³ siê biegiem po schodach w dó³ przeskakuj± co dwa stopnie. Znalaz³ siê na ni¿szym poziomie podziemnego obiektu. Po obu stronach w±skiego korytarza znajdowa³y siê wej¶cia do kilku pomieszczeñ. Stan±³ na do¶æ wysokim progu pierwszego. Stary mê¿czyzna powoli zwleka³ siê z ³ó¿ka.
— Himmelwitt kaza³ siê wam pospieszyæ — rzuci³ od niechcenia ch³opiec. — Gdzie Luttwitz?
— Dostarcza materia³u na brykiet, ¿eby by³o czym grzaæ — odpar³ oty³y volkssturmista z u¶miechem na twarzy, okrêcaj±c wokó³ szyi ró¿owy szal.
Ch³opiec szczerze nienawidzi³ tego grubasa. Opowiadaj±cego wci±¿ spro¶ne dowcipy i przechwalaj±cego siê, jak to bêd±c kierownikiem sierociñca, dobiera³ siê t³ustymi paluchami do nieletnich dziewcz±t.
M³ody Niemiec pobieg³ dalej, puszczaj±c mimo uszu dowcip, którym ¿y³a ca³a za³oga. Ca³a, oprócz jego i dowódcy. Bieg³ do jedynego cz³owieka, którego darzy³ szacunkiem. Jedynego, który podziela³ jego zdanie w kwestii wydawa³oby siê bezspornej: mi³o¶ci do ojczyzny.
Min±³ pomieszczenie ³±czno¶ci. Stara radiostacja jak zawsze trzeszcza³a w najlepsze. Nie zatrzyma³ siê jednak, aby nadaæ meldunek. Przy toaletach wpad³ na wychodz±cego w³a¶nie ³ysego okularnika.
— Uwa¿aj, ma³y — zwróci³ mu uwagê stary mê¿czyzna, poprawiaj±c grube bryle.
Ten, cyniczny do szpiku ko¶ci, volkssturmista by³, wed³ug Floriana, pozbawiony jakichkolwiek pozytywnych cech. Ojczyzna da³a mu szansê odkupienia dawnych grzechów, zamieniaj±c wyrok wiêzienia na wojsko.
Florian Koch nie zatrzyma³ siê, pobieg³ parê kroków dalej i stan±³ przed zamkniêtymi drzwiami do izby dowódcy za³ogi.
Zapuka³. Nikt nie odpowiedzia³. Przesuwane na prowadnicach, ¿elazne drzwi wej¶ciowe do pokoju dowódcy, zaskrzypia³y piskliwie. Ch³opiec przekroczy³ próg.
Jak zwykle, jego uwagê przyku³, zawieszony na ¶cianie, plamiasty mundur grenadiera pancernego, z naszywk± Dywizji Pancernej „Lehr”. W drugiej kolejno¶ci popatrzy³ na dwa zdjêcia znajduj±ce siê na szafce, przy ³ó¿ku. Stanowi³y pami±tki z walk w Normandii. Z dziesiêciu osób widniej±cych na fotografiach, ¿y³ tylko sier¿ant Gunter Schlinke; ciê¿ko ranny, wyrokiem lekarzy, jako niezdolny do s³u¿by w swojej formacji, mianowany dowódc± Bunkra numer 717.
Florian Koch oderwa³ ma¶lany wzrok.
— Panie, sier¿ancie! — zwróci³ siê najg³o¶niej jak potrafi³, do skulonego i odwróconego plecami cz³owieka o w±t³ej posturze. — Melduje, ¿e w³a¶nie mija nas kolumna pancerna!
¦pi±cy dot±d mê¿czyzna poruszy³ siê nerwowo. Wraz z ruchem jaki wykona³, pusta butelka po koniaku wytoczy³a siê spod koca i poturla³a z brzêkiem pod przeciwleg³± ¶cianê.
— Co mówisz? — obróci³ g³owê Schlinke mru¿±c przekrwawione oczy i tr±c d³oni± po kilkudniowym zaro¶cie.
— Meldujê, ¿e w³a¶nie mija nas kolumna naszych wojsk — powtórzy³ ju¿ ciszej pos³aniec.
— Ach… — wydoby³ z siebie niewyra¼ny d¼wiêk zachwytu.
Niepewnym ruchem siad³ na ³ó¿ku. By³ pijany.
— Kolumna pancerna, mówisz… — wybe³kota³ pod nosem.
Przez d³u¿sz± chwilê spogl±da³ na bok b³êdnym spojrzeniem, ko³ysz±c siê przy tym, jakby zaraz mia³ z powrotem zalec na pryczy.
— Opowiada³em ci jak w Normandii spotka³em s³awnego Michaela Wittmanna? — podj±³ z wielkim trudem, têpo patrz±c siê w pod³ogê. — To by³o w czasie jego najwiêkszego zwyciêstwa, pod Villers-Bocage. Pamiêtam jak dzi¶. Postawnego mê¿czyznê energicznie wyskakuj±cego z Tygrysa. Jego czarny mundur i b³yszcz±cy ¯elazny Krzy¿. To spojrzenie… Nie do zapomnienia, jak jarz±ca gwiazda na tle czarnego nieba…
Dowódca za³ogi zamilk³ na chwilê. M³odzieniec, pomimo i¿ uwielbia³ tê opowie¶æ, chcia³ wykorzystaæ ten moment, aby co¶ powiedzieæ, ale nie zd±¿y³.
— Zameldowa³em mu o kolumnie brytyjskich pojazdów, która zatrzyma³a siê na odpoczynek — ci±gn±³ sier¿ant Schlinke, z trudem utrzymuj±c bezw³adnie opadaj±c± g³owê. — Kaza³ siê prowadziæ na szczyt wzgórza. D³u¿sz± chwilê obserwowa³ w skupieniu Brytoli. „Co pan zrobi, panie kapitanie?” spyta³em, nie mog±c wytrzymaæ. On, u¶miechn±³ siê paskudnie, i odpowiedzia³: „Rozpierdolê ich wszystkich, sier¿ancie”.
Schlinke, z u¶miechem na twarzy, opad³ plecami na ¶cianê.
— Chcia³bym byæ takim facetem jak on… — rzek³ cicho. — Chcia³bym byæ bohaterem… Gdyby tylko pozwolili mi wróciæ…
— Panie, sier¿ancie — nastolatek odezwa³ siê po chwili ciszy.
Sier¿ant Gunter Schlinke nic nie odpowiedzia³.
Ch³opiec sta³ jeszcze przez moment, po czym wyszed³, zostawiaj±c za zasuniêtymi drzwiami st³umione chrapanie dowódcy Bunkra numer 717.

***

— Chyba ruszaj±. — G³os grubonosego towarzysza wyrwa³ Klausa Himmelwitta z zamy¶lenia.
— Mo¿e siê zatrzymaj±, gdy bêd± nas mijaæ? — odrzek³ Bawarczyk z nadziej± w g³osie.
— Jak tam? — spyta³ nagle ³ysy Luttwitz, gdy stan±³ w drzwiach.
— Nasza kolumna pancerna w³a¶nie nas mija — odpar³ g³os z góry.
— Na poprzedniej zmianie przeje¿d¿a³y dwie — odezwa³ siê oty³y Niemiec, z owiniêt± szczelnie we³nianym szalem szyj±. — Chcieli¶my z nimi pogadaæ, ale zanim dotar³em do barykady, odjechali — doda³, próbuj±c przecisn±æ siê obok partnera, tr±cego ¶ciereczk± grube szkie³ka okularów.
— Uwa¿aj, Zeltman! — zgani³ go tamten. — Moja ostania para. Cholera, najpierw ten gówniarz, teraz ty. Wiesz dobrze, ¿e bez nich jestem ¶lepy jak kret?!
Bawarczyk z wysi³kiem min±³ grubego Niemca, który zaj±³ jego miejsce na stanowisku obserwacyjnym.
— Idê nadaæ meldunek — rzek³ Klaus zatrzymuj±c siê w korytarzu. — M³ody pewnie zamiast to zrobiæ, od razu pobieg³ do Schlinke.
— Klaus, poczekaj te¿ ju¿ idê — powiedzia³ Peter Bartelmeier schodz±c w dó³.
Obaj zeszli na dolny poziom.

***

Luttwitz siedz±c na wy¿szym poziomie kopu³y, uporczywie próbowa³ wyczy¶ciæ masywne bryle.
Nagle, odg³os d³ugiej serii z karabinu wybi³ siê nad wycie wiatru.
£ysy volksstrumista nerwowym ruchem obróci³ siê do ty³u. Rozdygotanymi d³oñmi za³o¿y³ okulary i spojrza³ przez otwór obserwacyjny. D³uga przerywana, smuga czerwonego ¶wiat³a zakre¶li³a idealn± liniê w¶ród ciemno¶ci, koñcz±c swój lot na pierwszym poje¼dzie kolumny.
— Strzelaj± do naszych? — zdziwi³ siê zajmuj±cy stanowisko ni¿ej i równie¿ obserwuj±cy zaj¶cie, przez wysuwany ponad kopu³ê peryskop, Zeltman.
— Durniu! — z przera¿eniem rzuci³ ³ysy okularnik. — To nie nasi, to bolszewicy!
— Klaus! Peter! — pomimo chorego gard³a, g³os grubego Niemca zagrzmia³ potê¿nie.
Tymczasem d³uga kolumna zia³a ogniem. Huk wystrza³ów i eksplozji, niesiony po tej p³askiej, bezdrzewnej, lodowej okolicy, napawa³ lêkiem.
— To nie byli nasi! — krzykn±³ Luttwitz, gdy zjawili siê nawo³ywani towarzysze. — Przepu¶cili¶cie kolumn± pancern± sowietów!
— Zatrzymali siê, aby otworzyæ sobie barykadê — t³umaczy³ zdziwiony grubonosy volkssturmista. — Sowieci przecie¿ by tak nie post±pili?
— A jednak — rzek³ z góry obserwator. — Z tego wynika, ¿e nawet nie wiedzieli gdzie siê znajduj±. Nie mieli pojêcia, gdzie dotarli.
— Teraz ju¿ wiedz± — wtr±ci³ siê gruby Zeltman. — Ch³opaki z placówki na mo¶cie ich u¶wiadomili.
— Ta kolumna to pewnie awangarda — trafnie odgadywa³ Luttwitz. — Zaraz nadci±gn± si³y g³ówne ta sama drog±. Bêdziemy otoczeni. — zamy¶li³ siê przez chwilê. — Ja widzê tylko jedno wyj¶cie: uciekajmy st±d zanim Ruscy zorientuj± siê, ¿e ominêli g³ówn± liniê obrony i wróc± zdobyæ bunkry, albo przybêd± si³y g³ówne i uderz± na nas od czo³a.
— No to ju¿ po nas — stwierdzi³ Zeltman, trzês±c siê jak galareta.
— Co robimy? — To mówi±c Peter Bartelmeier zauwa¿y³, ¿e brakuje jego towarzysza. — Klaus, gdzie jeste¶?
— Jestem — odpowiedzia³ mu g³os z g³êbi korytarza. — £±czno¶æ zerwana. Nie mogê siê po³±czyæ, ani z dowództwem, ani z s±siednimi bunkrami.
— Pewnie zwiali — stwierdzi³ ³ysy okularnik schodz±c z posterunku. — Nam te¿ czas w drogê.
— Racja — zawtórowa³ owiniêty szalem volkssturmista.
— A co ze Schlinke? — odezwa³ siê Himmelwitt, staj±c w progu.
— Chyba nie chcesz go pytaæ o pozwolenie, co? — rzek³ obojêtnym tonem Luttwitz.
— Nie mo¿emy go zostawiæ.
— I co, bêdziesz go targa³ na plecach? Sam nie pójdzie. Nie jest w stanie, pijaczyna.
— Pieprzyæ go — wtr±ci³ siê Zeltman, któremu wyra¼nie by³o ¶pieszno, co zdradza³ przez coraz wiêksze drgania szarpi±ce jego t³ustym cia³em. — Obudzimy go, a on rozka¿e nam obsadziæ stanowiska i stawiæ opór. Róbcie jak uwa¿acie, ale ja nie chce zdechn±æ w tej betonowej kopule. Mam dla kogo ¿yæ.
— M³odego musimy jednak wzi±æ — powiedzia³ Klaus Himmelwitt. — Nie pozwolê, aby tu zgin±³.
— M³ody — ch³opiêcy g³os wydoby³ siê zza ich pleców — nigdzie nie idzie.
— Zginiesz — powiedzia³ Bawarczyk. — Tylko to ciê czeka je¶li zostaniesz.
Ju¿ kiedy¶ widzia³ takie spojrzenie. Taka dumê. Wtedy nie móg³ zapobiec tragedii; teraz mia³ okazjê i chcia³ ja wykorzystaæ.
— Czasami trzeba ponie¶æ najwy¿sz± ofiarê. Tego wymaga od nas Fuhrer i ojczyzna — wyrecytowa³ nastolatek.
— Co ty kurwa mo¿esz widzieæ o najwy¿szej ofierze, gnoju?! — niespodziewanie Himmelwitt wybuch³ gniewem. — Chcesz? Poka¿ê ci najwy¿sz± ofiarê! Trzy razy j± ponios³em: w Grecji, w Afryce i pod Kijowem.
Weteran Wielkiej Wojny nerwowym ruchem siêgn±³ do kieszeni spodni i wyci±gn±³ trzy, zgiête w pó³, niewielkie kartki. Otworzy³ po kolei ka¿d± pokazuj±c nastolatkowi. Na ka¿dej, z lewej strony widnia³a fotografia ¿o³nierza w he³mie, za¶ druga strona zawiera³a, naniesion± ozdobnym drukiem, tre¶æ dokumentu:
„Z przykro¶ci± informujemy, ¿e porucznik Jurgen Himmelwitt, Dywizja Pancerna „Grossdeutschland”, poleg³ bohatersk± ¶mierci± na polu chwa³y za Fuhrera i Ojczyznê…”
„Z przykro¶ci± informujemy, ¿e szeregowy Franz Himmelwitt, 21. Dywizja Pancerna, poleg³ bohatersk± ¶mierci± na polu chwa³y za Fuhrera i Ojczyznê…”
„Z przykro¶ci± informujemy, ¿e kapral Helmut Himmelwitt, 35. Pu³k Artylerii, poleg³ bohatersk± ¶mierci± na polu chwa³y za Fuhrera i Ojczyznê…”
Bawarczyk wyra¼nie straci³ panowanie nad emocjami. Rêce mu dr¿a³y, a oczy zionê³y pustk±.
M³ody Niemiec nawet nie drgn±³.
— Musimy broniæ tego bunkra. To nasza powinno¶æ. Taki mamy rozkaz. Ani kroku w ty³!
— Pierdoli jak Joachim z radioodbiornika — wtr±ci³ siê Luttwitz, wyra¼nie rozbawiony t± scen±.
— Teraz ja tu dowodzê — Bawarczyk pu¶ci³ mimo uszu k±¶liw± uwagê ³ysego okularnika. — Jestem najstarszy stopniem i musisz siê mnie s³uchaæ.
— Naszym dowódc± jest sier¿ant Schlinke — zaprotestowa³ ch³opiec. — Obud¼my go, niech decyduje.
— Nie — wtr±ci³ siê stanowczo Luttwitz, z którego twarzy znik³ g³upawy u¶mieszek. — Nie bêdziesz go budzi³ — zmarszczy³ brwi. — Nie pozwolê, by o naszym losie decydowa³ jaki¶ przepity, frontowy pseudo-bohater.
Bawarczyk uspokoi³ ³ysego volkssturmistê krótkim gestem d³oni±.
— Florian zrozum, Schlinke namiesza³ ci w g³owie swoimi zmy¶lonymi bajkami. Wiêkszo¶æ to pijackie brednie. Owszem, s³u¿y³ w „Lehr”, ale by³ tam pisarzem batalionowym. Nosa ze sztabu nie wychyla³. Oberwa³ w czasie niespodziewanego nalotu.
Klaus przesta³ na moment, oczekuj±c reakcji ze strony ch³opca.
— Takiego dowódcy chcesz siê s³uchaæ? — spyta³ po chwili.
— Tutaj, na tej linii, zatrzymamy bolszewików — dumnie stwierdzi³ Florian nie reaguj±c na wypowiedziane s³owa.
Trzej starzy mê¿czy¼ni wybuchli ¶miechem. Tylko Klaus zachowa³ powagê. Nie dlatego, ¿e to co powiedzia³ ch³opiec by³o nonsensem, ale dlatego, i¿ w tej w³a¶nie chwili zrozumia³, ¿e m³odzieniec naprawdê wierzy w to co mówi.
— Jak chcesz tego broniæ? — spyta³, z powag± w g³osie, weteran Wielkiej Wojny. — Ten bunkier jest przeznaczony dla osiemdziesiêcioosobowej za³ogi. Nas jest o¶miu. To raz. Dwa: ta linia ju¿ w roku trzydziestym ósmym zosta³a uznana za ci±g fortyfikacji bez znaczenia strategicznego. Od lat wykorzystuje siê podziemia jako fabryki czê¶ci zamiennych dla naszych samolotów my¶liwskich.
— Jak chce tego broniæ? — nad±³ siê m³ody, rudy Niemiec. — Powiem ci jak: niez³omnym duchem naszego narodu i mi³o¶ci± do ojczyzny! Czym¶ o czym wy, staruchy, nie macie pojêcia.
Trzej starzy mê¿czy¼ni ponownie wybuchli ¶miechem. Klaus ponownie zachowa³ powagê.
— Przestañ ¶niæ snem propagandy, Florian — rzuci³ ostro Bawarczyk. — Czas siê obudziæ z letargu. Wojna jest przegrana i my w tej kwestii nic nie zmienimy. Jeste¶ m³ody; nic nie rozumiesz. Na wtykali ci do g³owy bredni obtoczonych w mi³o¶æ do ojczyzny. Kochasz nasz± ojczyznê, wiêc zrób co¶ dla niej; prze¿yj! Bêdziesz potrzebny krajowi gdy wojna siê skoñczy. Potrzebny, aby go odbudowaæ.
— Jeste¶ tchórzem! — Policzki m³odego Niemca sta³y siê czerwone, a oczy p³onê³y. — Wszyscy jeste¶cie tchórzami! Id¼cie do diab³a. Sam zostanê na posterunku. Wolê walczyæ w pojedynkê ni¿ patrzeæ na wasze blade gêby, w których widzê tylko strach. Id¼cie do diab³a! Wszyscy!
Florian Koch zerwa³ siê, przecisn±³ przez stoj±cych mê¿czyzn i pobieg³ w stronê schodów prowadz±cych na dolny poziom.
— Zostaw tego durnia — powiedzia³ Luttwitz powstrzymuj±c Bawarczyka za rêkaw. — Niech zostanie. Niech rozs³awia niemiecki orê¿ samotn±, bohatersk± obron±, je¶li tak bardzo tego chce. Kretyn — pokiwa³ pogardliwie g³ow±.
Okularnik splun±³ demonstruj±c brak szacunku dla ch³opca.
— Mylisz siê, je¶li twierdzisz, ze jego ¶mieræ bêdzie ujm± dla Niemiec — stwierdzi³. — Czas na nas. Chod¼.

***

— Sier¿ancie! Sier¿ancie! — wydziera³ siê rudy ch³opiec, szarpi±c za drzwi. — Sier¿ancie!
Florian wpad³ jak pocisk do ¶rodka.
— Niech pan siê obudzi!
Schlinke otworzy³ przekrwione oczy i obróci³ siê w stronê nachalnie szarpi±cego go ch³opca.
— Bolszewicy nas okr±¿aj±! — wrzeszcza³ m³odzieniec. — Ta kolumna, to nie byli nasi.
Dowódca za³ogi oprzytomnia³ natychmiast.
— Og³o¶ alarm bojowy — powiedzia³ zrywaj±c siê z ³ó¿ka. — Wszyscy na stanowiska.
— Ale… Tylko ja zosta³em — wyb±ka³ Florian Koch.
Schlinke zamar³ z plamiast± bluz± od munduru w d³oniach. Usta otwar³y mu siê samoczynnie.
— Ci tchórze, zdrajcy ojczyzny, uciekli! — grzmia³ wyra¼nie wzburzonym g³osem m³ody Niemiec.
Jednak w tym g³osie, Schlinke, rozpozna³ co¶ jeszcze: wahanie i strach.
Po³o¿y³ d³oñ na ramieniu pyzatego nastolatka.
— Ty jednak zosta³e¶?
— Panie, sier¿ancie — odpar³ ch³opiec pr꿱c siê dumnie. — Nie by³o rozkazu opuszczaæ bunkra.
Dowódca zamy¶li³ siê. Florian patrzy³ na niego z coraz wiêksz± niepewno¶ci±. Bardzo siê ba³ i nie umia³ tego ukryæ.
— Co pan teraz zrobi, sier¿ancie? — spyta³ obawiaj±c siê jakiejkolwiek odpowiedzi.
Schlinke spojrza³ na niego. Zmru¿y³ oczy, u¶miechn±³ siê krzywo i powiedzia³ przez zêby zapinaj±c bluzê munduru:
— Rozpierdolê ich wszystkich!

***

— Musze po niego wróciæ — staj±c nagle po pas w ¶niegu, odezwa³ siê Klaus Himmelwitt.
Id±cy za nim Bartelmeier nie zd±¿y³ zareagowaæ i wyr¿n±³ grubym nosem w jego plecy. Bawarski volkssturmista sta³ niewzruszony, wpatrzony w bij±c± gdzie¶ w oddali ³unê czerwonego ¶wiat³a. Maszeruj±cy przodem Luttwitz i Zeltman nie zatrzymali siê.
— Muszê po niego wróciæ — powtórzy³ odwracaj±c siê jednocze¶nie.
Peter z³apa³ go za rêkaw p³aszcza.
— Klaus, nie id¼. On jest stracony. Zginiesz.
— Muszê — odpar³ Himmelwitt wpatruj±c siê w zasypany ¶niegiem pagórek. — Nie by³em w stanie ocaliæ moich synów, ale teraz mam szansê. Uratujê tego ch³opaka.
Weteran Wielkiej Wojny waha³ siê przez chwilê, po czym ruszy³ przed siebie.

***

Sier¿ant Gunter Schlinke obserwowa³ bacznie rejon barykady. Wci±¿ padaj±cy ¶nieg zrzed³. Wiatr straci³ na sile. Mro¼ne, orze¼wiaj±ce powietrze muska³o nieruchom± twarz dowódcy za³ogi. Zacisn±³ nerwowo d³onie na rêkoje¶ci MG 34.
Nagle, pojawi³ siê pluton radzieckiej piechoty, poruszaj±cy siê wzd³u¿ drogi w kierunku barykady.
Odg³os d³ugiej serii karabinu maszynowego, ze skrajnej kopu³y rozdar³ ciszê.
Grupa ¿o³nierzy poruszaj±ca siê dot±d wzd³u¿ drogi natychmiast rozdzieli³a siê na dwie. Jedni, skuleni, st³oczyli siê w przydro¿nym rowie. Inni pu¶cili siê biegiem w kierunku pobliskiego stanowiska na karabin maszynowy. Tam, chyl±c g³owy, wskoczyli do transzei prowadz±cej g³êbokim rowem ku wzgórzu. Rozpoczê³o siê natarcie.
Rozleg³y siê gromkie komendy dowódców. W ruch posz³y granaty dymne. Targana wiatrem, bia³a zas³ona, przylgnê³a do ziemi i rozci±gnê³a siê znacznie, kryj±c, poruszaj±ce siê naprzód, sylwetki ¿o³nierzy.
Za piechot±, wyjecha³y trzy czo³gi w kolumnie. Posuwa³y siê wolno. Kolejny pluton szturmowy, kryj±c siê za pancerzami, pod±¿a³ w ich tempie. Z d³ugich luf, pancernych kolosów, co jaki¶ czas, zia³ ogieñ. Towarzysz±cy wystrza³om huk, zag³usza³ wszelkie inne d¼wiêki. Eksplozje wstrz±sa³y wzgórzem. Jednak trafiaj±ce w strop bunkra pociski nie czyni³y ¿adnych uszkodzeñ w betonowej konstrukcji.
Naraz, z drugiej kopu³y, wystrzeli³ pocisk. Czerwona kula, mkn±c ³ukowym torem, upad³a miêdzy pierwsze dwa czo³gi. Si³a wybuchu wyrwa³a spor± czê¶æ brukowanej drogi. Krzyki wyrzuconych w powietrze ¿o³nierzy zosta³y st³umione przez potê¿ny huk.
Pancerna kolumna stanê³a. Odpowiedzia³a ogniem.
Trzeci pocisk trafi³ w kopu³ê. Nie przebi³ pancerza, lecz spowodowa³ potê¿ny pog³os, niczym wewn±trz ogromnego dzwona. Florian Koch, który akurat w tym momencie mia³ zamkniête usta, zosta³ pora¿ony fal± d¼wiêku. Upad³ na pod³ogê, kul±c siê niczym p³ód w ³onie matki. Jedyne co s³ysza³ to jednostajny szum w g³owie. Odruchowo chwyci³ siê za uszy. Poczu³ lepko¶æ pod d³oñmi. Ods³oni³ uszy i spojrza³ na rêce. By³y zakrwawione.
Zap³akany krzykn±³, lecz nie s³ysz±c w³asnego wo³ania, przerazi³ siê jeszcze bardziej. Wpad³ w panikê. Chcia³ siê podnie¶æ, ale nogi mia³ jak z waty. Zupe³nie bezw³adne.
Niespodziewane, kolejne natê¿enie piskliwego d¼wiêku, przeszy³o go na wskro¶. To by³ decyduj±cy cios. Nie wytrzyma³. Zwymiotowa³, zaraz potem straci³ przytomno¶æ.

***

Klaus Himmelwitt wraca³ udeptan± w ¶niegu, przez uciekinierów, ¶cie¿k±. Spiesznym krokiem kierowa³ siê w stronie bunkra. Co jaki¶ czas, spogl±da³ w lewo; na ledwie widoczny w¶ród ciemno¶ci nasyp i biegn±c± na nim drogê. Gdzie¶ za plecami, w oddali, cich³y odg³osy walki. Rosjanie zdobyli most lecz wiêkszo¶æ pojazdów sta³a przed nim, w kolumnie marszowej.
Bawarczyk, bêd±c ju¿ w niewielkiej odleg³o¶ci od celu, zwolni³ i pochyli³ siê. Obawia³ siê ¿eby nie zostaæ wziêtym za przeciwnika i zastrzelonym ze stanowiska karabinu maszynowego, chroni±cego wej¶cia. Jednak, ledwie widoczny w niewielkim otworze wylot lufy, trwa³ niewzruszony. Volkssturmista dotar³ do tylnej ¶ciany bunkra, jedynej nie odsypanej ziemi±. Kiedy naciska³ zimn± klamkê wej¶ciowego w³azu.
Odg³os d³ugiej serii z MG 34 przerwa³ ciszê. Rozpêta³o siê piek³o. Nie bacz±c na to, wszed³ do ¶rodka.
Wiedzia³ gdzie szukaæ nastoletniego Niemca. Nie pomyli³ siê. Znalaz³ go le¿±cego na pod³odze, przy stanowisku granatnika. Ch³opiec le¿a³ we w³asnych rzygowinach z zakrwawionymi uszami. Bawarczyk wyci±gn±³ go na korytarz. Przyklêkn±³. Sprawdzi³ têtno i oddech.
— Nie martw siê, ma³y. Wyci±gnê ciê st±d.
— Nie wydaje mi siê, Himmelwitt. — Klaus us³ysza³ z³owrogi ton za plecami.
Dowódca za³ogi sta³ kilka kroków w g³êbi korytarza mierz±c do niego z MP 40.
— Zwariowa³e¶, Schlinke?! — weteran Wielkiej Wojny marszcz±c brwi, wycedzi³ przez zaci¶niête zêby.
— Jeste¶ dezerterem, Himmelwitt, a dezerterów karze siê ¶mierci±.
— Ca³kiem ci odbi³o! Od koniaku chyba postrada³e¶ zmys³y. — Bawarczyk wsta³. — Zejd¼ mi z drogi Schlinke! Zabieram m³odego, póki jeszcze czas.
— Nigdzie nie pójdziesz — sier¿ant po³o¿y³ palec wskazuj±cy na jêzyku spustowym. — Mamy rozkaz broniæ bunkra. To nasze zadanie. Nasz obowi±zek.
— Odezwa³ siê wzorowy dowódca — zakpi³ Klaus.
— Zamknij siê, Himmelwitt! — piskliwie krzykn±³ sier¿ant w mundurze grenadiera pancernego. — Ten ch³opak przynajmniej wierzy w nasz± ojczyznê. Chce walczyæ, aby j± uratowaæ. Nie to co ty i reszta tych starych pierdzieli.
— Kurwa, Schlinke! — rykn±³ Bawarczyk ³api±c siê za g³owê. — O czym ty mówisz, cz³owieku?! Czy ty naprawdê jeste¶ taki têpy? My¶lisz, ¿e wci¶niesz mi poczucie winy? Zaimponowa³e¶ naiwnemu ch³opcu, opowiadaj±c mu zmy¶lone historie o chuju i paproci. Tylko po to ¿eby nareszcie poczuæ siê kim¶ powa¿anym i darzonym szacunkiem. Jeste¶ ¿a³osny.
W jego g³osie nie by³o nawet krzty niepewno¶ci.
— W imiê tego chcesz po¶wiêciæ swoje i nasze ¿ycia? — doda³ po sekundzie. — Chcesz zostaæ bohaterem, tak? Proszê bardzo, droga wolna. Id¼, pozabijaj kilku Ruskich. Mo¿e dadz± ci za to upragniony ¯elazny Krzy¿ — po¶miertnie! Zrób to, ale bez nas. Nie masz prawa nas zatrzymywaæ i kazaæ umieraæ razem z tob± w tym zasranym bunkrze.
— Mam takie prawo; jestem dowódc±! — g³os sier¿anta za³ama³ siê.
— Nie roz¶mieszaj mnie, Schlinke. — Bawarczyk mówi³ powoli, ³agodnym tonem. — Powiedzieæ ci kim jeste¶? Jeste¶ pijakiem, kalek± o niespe³nionych ambicjach, który postanowi³ skoñczyæ swój nêdzny ¿ywot, okrywaj±c siê chwa³± bohatera, w pojedynkê, stawiaj±c czo³a masom nieprzyjacielskich ¿o³nierzy. Mdli mnie na twój widok — Klaus przerwa³ na moment. — Najbardziej ¿a³osne jest to, ¿e ty w to wierzysz.
Bawarczyk spu¶ci³ wzrok i pokiwa³ g³ow±.
Sier¿ant Schlinke sta³ blady. Bezsilny. Chcia³ cos powiedzieæ, ale nie umia³ znale¼æ ¿adnego argumentu.
— Obud¼ siê! — krzykn±³ niespodziewanie, a¿ dowódca za³ogi cofn±³ siê pó³ kroku. — Zdechniesz w tym bunkrze, a miejscowi pochowaj± ciê bezimiennie w przydro¿nym rowie. My¶lisz, ¿e kogo¶ obchodzi ta zasrana linia? Pomy¶l trochê: obsadzili j± dzieæmi, starcami i kalekami i zostawili na pastwê losu. Na pewn± ¶mieræ, w nadziei, ¿e znajdzie siê kilku g³upców, którzy stawi± opór, a dowództwo zyska przez to cenny czas. Chcesz umrzeæ w imiê tego? Powtarzam: proszê bardzo. Ale ja zabieram m³odego i idê. Zejd¼ mi z drogi.
Weteran Wielkiej Wojny zarzuci³ nieprzytomnego nastolatka przez lewy bark i ruszy³ pewnym krokiem przed siebie.
Dowódca za³ogi sta³ ze wzrokiem têpo wlepionym w pod³ogê. Nie podnosz±c g³owy, zrobi³ przej¶cie. Klaus z przerzuconym przez plecy ch³opcem zatrzyma³ siê przed sier¿antem.
— Chod¼ z nami, Gunter — powiedzia³ ³agodnym g³osem.
Schlinke podniós³ zaszklone oczy. Pokiwa³ przecz±co g³ow± mru¿±c powieki.
Weteran Wielkiej Wojny chcia³ jeszcze co¶ powiedzieæ, gdy nagle dosz³y go g³osy dobiegaj±ce z wej¶cia do bunkra.
— Uciekajcie — odezwa³ siê sier¿ant. — Uciekajcie do³em. Do dworca, i dalej do 716. Tam Ruscy jeszcze nie dotarli.
— Chod¼ z nami.
— Nie, Klaus. Ja zatrzymam Ruskich. Dam wam czas na ucieczkê. — Dowódca bunkra numer 717 zamilk³ na moment. — Wszystko co mnie powiedzia³e¶ to prawda. Choæ na koniec zachowam siê jak mê¿czyzna, którym zawsze chcia³em byæ. Powodzenia.
Nie czekaj±c na odpowied¼, pobieg³ korytarzem do wej¶cia.
— Powodzenia, Gunter — rzek³ cicho Klaus i ruszy³ w przeciwn± stronê.
Kiedy znalaz³ siê przy zej¶ciu na doln± kondygnacjê, huk eksplozji rozniós³ siê echem po obu piêtrach g³ównego obiektu. Bawarczyk zatrzyma³ siê na chwilê, po czym zszed³ po schodach, udaj±c siê do zej¶cia do podziemnych korytarzy.
Z trudem, jedna rêk±, odsun±³ drzwi. Stan±³ nad ogromnym szybem o przekroju ko³a, biegn±cym, jakie¶ trzydzie¶ci metrów, w dó³. Przy wej¶ciu znajdowa³a siê dobudowana p³aska ¶ciana, a do niej przyklejone schody, biegn±ce pionowo zygzakiem, ku ukrytemu w ciemno¶ciach dnu.
Zacz±³ uporczywe i mozolnie schodziæ po betonowych stopniach. Mniej wiêcej w po³owie dystansu, us³ysza³ nad sob± odg³osy sowieckich ¿o³nierzy. Pod±¿ali za nim.
Klaus przyspieszy³ kroku, zmuszaj±c siê do ogromnego wysi³ku. Ciê¿ko sapi±c stan±³ na dnie. Poprawi³ u³o¿enie nieprzytomnego ch³opca na barku.
Rozejrza³ siê. Prostopadle do schodów rozchodzi³ siê wysoki korytarz o owalnym przekroju. Na dnie tunelu po³o¿ono chodnik, podsypany gruzem i piachem. Przez ¶rodek bieg³y w±skie szyny kolejki elektrycznej dowo¿±cej zaopatrzenie.
Klaus Himmelwitt wiedzia³, ¿e to ju¿ koniec. Nie mia³ si³ na dalsz± ucieczkê. By³ potwornie zmêczony. Poza tym, w tunelu i tak nie mia³by gdzie siê ukryæ. Po³o¿y³ delikatnie bezw³adnego m³odzieñca na ziemi. Tu¿ za plecami us³ysza³ uderzenia ciê¿kich butów o betonowe stopnie. ¯o³nierze radzieccy krzyczeli. Wiedzia³ co mówi±. Wróci³y bolesne wspomnienia z Wielkiej Wojny.
Uniós³ ramiona wysoko.
— Nie strzelaæ! — powiedzia³ po rosyjsku odwracaj±c siê powoli. — Poddajemy siê!
Grupa ¿o³nierzy, ubranych w d³ugie p³aszcze i futrzane czapy, zaczê³a obchodziæ dwóch volksstrurmistów mierz±c gro¼nie broni±.
Niespodziewanie, skulony na pod³odze Florian Koch obróci³ siê energicznie. Spod bluzy momentalnie doby³ pistolet.
Odg³os terkocz±cych pepeszy rozbrzmia³ w ciemnych korytarzach Bunkra numer 717.
KONIEC















źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

PzW />Ledwo />— Peter? />— Niby />— S³yszysz? Co¶ Niemiec, Zbli¿a S³uchaj! />Zacisn±³ ¶niegiem, />— Wydaje Klaus Nie ¿e ¶nieg Cholerna Nic Wieje ¿e />Przyg³uchy, Peter Bartelmeier />— Przys³uchaj Peter. />Nie Bawarczyk />— Mówiê Jest S³yszê />Klaus Himmelwitt, „Wunderwaffe” Tak Wielkiej Wojny, „Deutscher Volkssturm Wehrmacht”. />— Cholerna ¶nie¿yca Bartelmeier, />Niemal Mro¿±cy ¿y³ach, Chrzêst By³ Coraz />— S³yszê Bartelmeier. />Przesta³ Wytar³ Nadstawi³ />— Jaka¶ Wielkiej Wojny, Du¿o />— Pewnie Peter Ostatnimi Fuhrera. />Bawarczyk Nie Mia³ Dowództwo ¿adnej Chocia¿ ¿adnej />Sznur Wyrazisty />— Odsuwaj± Niemiec Mia³em />Himmelwitt Nadaremnie. />— Mo¿e Mo¿e Front ¶wie¿e />— Daj Chce Raz, ¿e ¿e Nie ³ud¼ ¿e />— Mo¿e />— Odpu¶æ. Jest Zawieja. Jeszcze Nie />Klaus />— />— Florian? Gdzie¶ Mia³e¶ />— Nie Mam />Weteran Wielkiej Wojny Floriana Kocha. ¯al Fuhrera Klaus Oni, ¿ycia. />— />— Kolejna />— Trzeba />— Leæ Klaus. Daj ¿eby />Florian Koch Himmelwitt />— Zbud¼ Luttwitza Zeltmana. Ju¿ />Nastolatek ³ba Mia³ Znik³ />Pu¶ci³ Znalaz³ Stan±³ Stary ³ó¿ka. />— Himmelwitt Gdzie Luttwitz? />— Dostarcza ¿eby />Ch³opiec Opowiadaj±cego />M³ody Niemiec ¿y³a Ca³a, Bieg³ Jedynego, />Min±³ ³±czno¶ci. Stara Nie Przy ³ysego />— Uwa¿aj, />Ten, Floriana, Ojczyzna />Florian Koch />Zapuka³. Nikt Przesuwane ¿elazne Ch³opiec />Jak ¶cianie, Dywizji Pancernej „Lehr”. ³ó¿ku. Stanowi³y Normandii. ¿y³ Gunter Schlinke; Bunkra />Florian Koch />— Panie, Melduje, ¿e />¦pi±cy Wraz ¶cianê. />— Schlinke />— Meldujê, ¿e />— Ach… />Niepewnym ³ó¿ku. By³ />— Kolumna />Przez />— Opowiada³em Normandii Michaela Wittmanna? Villers-Bocage. Pamiêtam Postawnego Tygrysa. Jego ¯elazny Krzy¿. Nie />Dowódca M³odzieniec, />— Zameldowa³em Schlinke, Kaza³ D³u¿sz± Brytoli. „Co On, „Rozpierdolê />Schlinke, ¶cianê. />— Chcia³bym Chcia³bym Gdyby />— Panie, />Sier¿ant Gunter Schlinke />Ch³opiec Bunkra /> />*** /> />— Chyba G³os Klausa Himmelwitta />— Mo¿e Bawarczyk />— Jak ³ysy Luttwitz, />— Nasza />— Niemiec, Chcieli¶my ¶ciereczk± />— Uwa¿aj, Zeltman! Moja Cholera, Wiesz ¿e ¶lepy />Bawarczyk Niemca, />— Idê Klaus M³ody Schlinke. />— Klaus, Peter Bartelmeier />Obaj /> />*** /> />Luttwitz />Nagle, />£ysy Rozdygotanymi D³uga ¶wiat³a />— Strzelaj± Zeltman. />— Durniu! ³ysy />— Klaus! Peter! Niemca />Tymczasem Huk />— Luttwitz, Przepu¶cili¶cie />— Zatrzymali Sowieci />— ¿e Nie />— Teraz Zeltman. Ch³opaki />— Luttwitz. Zaraz Bêdziemy Ruscy ¿e />— Zeltman, />— Peter Bartelmeier ¿e Klaus, />— Jestem £±czno¶æ Nie />— Pewnie ³ysy Nam />— Racja />— Schlinke? Himmelwitt, />— Chyba Luttwitz. />— Nie />— Sam Nie />— Pieprzyæ Zeltman, ¶pieszno, Obudzimy Róbcie Mam ¿yæ. />— M³odego Klaus Himmelwitt. Nie />— M³ody />— Zginiesz Bawarczyk. Tylko />Ju¿ Taka Wtedy />— Czasami Tego Fuhrer />— Himmelwitt Chcesz? Poka¿ê Trzy Grecji, Afryce Kijowem. />Weteran Wielkiej Wojny Otworzy³ ¿o³nierza />„Z ¿e Jurgen Himmelwitt, Dywizja Pancerna „Grossdeutschland”, ¶mierci± Fuhrera Ojczyznê…” />„Z ¿e Franz Himmelwitt, Dywizja Pancerna, ¶mierci± Fuhrera Ojczyznê…” />„Z ¿e Helmut Himmelwitt, Pu³k Artylerii, ¶mierci± Fuhrera Ojczyznê…” />Bawarczyk Rêce />M³ody Niemiec />— Musimy Taki Ani />— Pierdoli Joachim Luttwitz, />— Teraz Bawarczyk ³ysego Jestem />— Naszym Schlinke Obud¼my />— Nie Luttwitz, Nie Nie />Bawarczyk ³ysego />— Florian Schlinke Wiêkszo¶æ Owszem, „Lehr”, Nosa Oberwa³ />Klaus />— Takiego />— Tutaj, Florian />Trzej ¶miechem. Tylko Klaus Nie ¿e ¿e />— Jak Wielkiej Wojny. Ten Nas Dwa: ósmym />— Jak Niemiec. Powiem Czym¶ />Trzej ¶miechem. Klaus />— Przestañ ¶niæ Florian Bawarczyk. Czas Wojna Jeste¶ Kochasz Bêdziesz Potrzebny, />— Jeste¶ Policzki Niemca Wszyscy Id¼cie Sam Wolê Id¼cie Wszyscy! />Florian Koch />— Zostaw Luttwitz Bawarczyka Niech Niech Kretyn />Okularnik />— Mylisz ¶mieræ Niemiec Czas Chod¼. /> />*** /> />— Sier¿ancie! Sier¿ancie! Sier¿ancie! />Florian ¶rodka. />— Niech />Schlinke />— Bolszewicy />Dowódca />— Og³o¶ ³ó¿ka. Wszyscy />— Ale… Tylko Florian Koch. />Schlinke Usta />— Niemiec. />Jednak Schlinke, />Po³o¿y³ />— />— Panie, Nie />Dowódca Florian Bardzo />— />Schlinke Zmru¿y³ />— Rozpierdolê /> />*** /> />— Musze ¶niegu, Klaus Himmelwitt. />Id±cy Bartelmeier Bawarski ³unê ¶wiat³a. Maszeruj±cy Luttwitz Zeltman />— Muszê />Peter />— Klaus, Zginiesz. />— Muszê Himmelwitt ¶niegiem Nie Uratujê />Weteran Wielkiej Wojny /> />*** /> />Sier¿ant Gunter Schlinke Wci±¿ ¶nieg Wiatr Mro¼ne, Zacisn±³ />Nagle, />Odg³os />Grupa ¿o³nierzy Jedni, Inni Tam, Rozpoczê³o />Rozleg³y Targana ¿o³nierzy. />Za Posuwa³y Kolejny Towarzysz±cy Eksplozje Jednak ¿adnych />Naraz, Czerwona ³ukowym Si³a Krzyki ¿o³nierzy />Pancerna Odpowiedzia³a />Trzeci Nie Florian Koch, Upad³ ³onie Jedyne Odruchowo Poczu³ Ods³oni³ By³y />Zap³akany Wpad³ Chcia³ Zupe³nie />Niespodziewane, Nie Zwymiotowa³, /> />*** /> />Klaus Himmelwitt ¶niegu, ¶cie¿k±. Spiesznym Gdzie¶ Rosjanie />Bawarczyk, Obawia³ ¿eby Jednak, Volkssturmista ¶ciany Kiedy />Odg³os Rozpêta³o Nie ¶rodka. />Wiedzia³ Niemca. Nie Znalaz³ Ch³opiec Bawarczyk Przyklêkn±³. Sprawdzi³ />— Nie Wyci±gnê />— Nie Himmelwitt. Klaus />Dowódca />— Zwariowa³e¶, Schlinke?! Wielkiej Wojny />— Jeste¶ Himmelwitt, ¶mierci±. />— Ca³kiem Bawarczyk Zejd¼ Schlinke! Zabieram />— Nigdzie Mamy Nasz />— Odezwa³ Klaus. />— Zamknij Himmelwitt! Ten Chce Nie />— Kurwa, Schlinke! Bawarczyk ³api±c Czy My¶lisz, ¿e Zaimponowa³e¶ Tylko ¿eby Jeste¶ ¿a³osny. />W />— ¿ycia? Chcesz Proszê Id¼, Ruskich. Mo¿e ¯elazny Krzy¿ Zrób Nie />— Mam />— Nie Schlinke. Bawarczyk ³agodnym Powiedzieæ Jeste¶ ¿ywot, ¿o³nierzy. Mdli Klaus Najbardziej ¿a³osne ¿e />Bawarczyk />Sier¿ant Schlinke Bezsilny. Chcia³ ¿adnego />— Obud¼ Zdechniesz My¶lisz, ¿e Pomy¶l ¶mieræ, ¿e Chcesz Powtarzam: Ale Zejd¼ />Weteran Wielkiej Wojny />Dowódca Nie Klaus />— Chod¼ Gunter ³agodnym />Schlinke Pokiwa³ />Weteran Wielkiej Wojny />— Uciekajcie Uciekajcie Tam Ruscy />— Chod¼ />— Nie, Klaus. Ruskich. Dam Dowódca Wszystko Choæ Powodzenia. />Nie />— Powodzenia, Gunter Klaus />Kiedy Bawarczyk />Z Stan±³ Przy ¶ciana, />Zacz±³ Mniej ¿o³nierzy. Pod±¿ali />Klaus Ciê¿ko Poprawi³ />Rozejrza³ Prostopadle Przez ¶rodek />Klaus Himmelwitt ¿e Nie By³ Poza Po³o¿y³ Tu¿ ¯o³nierze Wiedzia³ Wróci³y Wielkiej Wojny. />Uniós³ />— Nie Poddajemy />Grupa ¿o³nierzy, />Niespodziewanie, Florian Koch Spod />Odg³os Bunkra />KONIEC /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci