24 godziny temu
Patrzy³a na krople ¶ciekaj±ce po szybie. Burza. Ma³e przezroczyste ³ezki z coraz wiêksz± si³± uderza³y o okno. Na dworze wiatr wygina³ niemi³osiernie drzewa, jakby chcia³ z nimi trochê potañczyæ, lecz im to siê nie podoba³o i walczy³y. A mo¿e nimi siê tylko bawi³? £ama³ z wielk± ³atwo¶ci± ich ga³êzie i wyrywa³ konary.
Pogoda oszala³a.
Tak jak ona. Jej ca³y umys³ toczy³ walkê ze sob±.
I smutek. Wielki ogarniaj±cy smutek wype³nia³ jej ca³e cia³o i ka¿d± najmniejsz± komórkê w jej organizmie.
Oto sta³a ca³kiem naga przed prawd±.
Dreszcze. Zimne nieprzyjemne dreszcze przeszywaj±ce jej kark, wêdruj±ce do ko¶ci ogonowej przez ca³y krêgos³up.
-Kim ja jestem? Co teraz pocznê?
Przypomnia³a sobie bañkê mydlan±. Wêdrowa³a po ca³ej ³azience jakby… jakby tchniêto w ni± ¿ycie. Co prawda, zdmuchnê³a j± z rêki, ale… A mo¿e? Lata³a i omija³a ka¿d± przeszkodê. Ka¿d± przeszkodê, przez któr± mog³aby siê rozp³yn±æ i ju¿ nie istnieæ.
Nasze ¿ycie jest jak taka bañka mydlana. Ka¿dy z nas. A jakie jest Jej ¿ycie? Czy takie samo jak innych? Czy ka¿dy cz³owiek jest córk± Anio³a? Prawdziwego Anio³a!? Nikt by i tak jej nie uwierzy³. Wiêc nadal zostawia to w tajemnicy.
Dzieci w szkole siê z niej ¶mia³y. ¯e garbate dziecko, ¿e nienormalna. Zawsze sta³a z boku. Jako obserwator i ofiara. Z jednej strony cieszy³a siê, ¿e widzi wiêcej od innych. ¯e widzi naprawdê, a nie tylko organem ludzkiego organizmu. Co to jest? Tylko kilka miê¶ni, ga³ka oczna, têczówka, ¼renica… Nic poza tym. Nic. Ludzie widz± to, co widz± ich oczy. Ona jednak by³a inna. Mia³a Anielsk± naturê. Skrzyd³a, które dawa³y znak o jej niezwyk³o¶ci.
Nie wiedzia³a dla czego jej matka mog³a jej to zrobiæ. Zakochaæ siê w Aniele… To nie by³o ju¿ istotne.
Siedzia³a przy stole. My¶la³a. W pewnym momencie siê zerwa³a i wysz³a z domu bez kurtki, bez butów. W samych skarpetkach wysz³a na mokre ulice swojego osiedla pe³nego domków-bli¼niaków. Patrzy³a powoli jak ludzie kryj± siê pod dachami, pod drzewami, jak najszybciej biegn± do suchego miejsca. Gdziekolwiek. Byle tylko nie zmokn±æ.
- Ludzie, nie jeste¶cie z cukru. Deszcz was nie zje.- szepnê³a do siebie.
Ulewa by³a tak, g³o¶na, ¿e nies³yszana swoich s³ów.
Nagle poczu³a, ¿e kto¶ na ni± wpad³. ¦piesz±cych siê ludzi trudno zarejestrowaæ.
- a³a!- krzyknê³a.
- przepraszam. – m³ody ch³opak przeprosi³ i poszed³ dalej. Jednak nie móg³ oderwaæ wzroku od jej oczu. Upad³, a ona podbieg³a.
- Trzeba patrzeæ pod nogi a nie na zmok³e kury.
- No tak. – zawstydzi³ siê.- Karol jestem.- wyci±gn±³ rêkê.
- Amelia.
- ³adne masz imiê. Takie… delikatne i niezwyk³e.
- Mi³o mi to s³yszeæ.
- Co tak robisz na deszczu? Przeziêbisz siê. – zaniepokoi³ siê.
- Wysz³am pospacerowaæ.
- Nie s±dzisz, ¿e to trochê dziwne, ¿e dziewczyna, szczególnie taka piêkna, wychodzi na ulewê bez kurtki i butów tylko po to, ¿eby pój¶æ na spacer?
- Zawstydzasz mnie. Nie jestem taka piêkna. Mo¿e jakbym nie by³a przemoczona, ubra³a siê i uczesa³a, to wtedy ostatecznie móg³by¶ powiedzieæ, ¿e jestem co najwy¿ej ³adna.
- Nie, ja tylko mówiê to, co my¶lê. – stwierdzi³. – Masz ³adne oczy. – zlekcewa¿y³ jej s³owa.
- Dok±d siê tak ¶pieszy³e¶?- zapyta³a po chwili.
- Ucieka³em przed deszczem.
- Ale… teraz stoisz i ze mn± rozmawiasz. Deszcz ci w ogóle nie przeszkadza. – zauwa¿y³a.
- Zachwycam siê twoim piêknem.
- Podrywanie wychodzi ci fatalnie.- u¶miechnê³a siê.- Chyba to nie jest twoj± mocn± stron±.
- To… mo¿e ja ju¿ pójdê… wiesz, emmm… deszcz i… no. – Karol nie potrafi³ skleciæ nawet jednego sensownego zdania.
- Tak, zobaczymy siê jeszcze. – Odpowiedzia³a, jakby zna³a jego my¶li.
Ch³opak u¶miechn±³ siê rado¶nie.
- Bêdê ciê obserwowaæ. – doda³a.
Burza przesz³a. Wiatr by³ ju¿ mniejszy, wysz³o s³oñce. Na niebie pokaza³a siê têcza.
Na koñcu tej têczy, bêdziemy kiedy¶ razem. Ja i ty.- pomy¶la³a.
Spojrza³a na niego i odesz³a.
Amelia, pamiêta jeszcze ¿ycie p³odowe. Têczê, s³oñce, wszystkie emocje swojej matki. Smutki, rado¶ci… Prze¿ywa³a koszmar. Samotna kobieta z dzieckiem. Rzuci³a swojego narzeczonego, odwróci³a siê od rodziny, zrezygnowa³a ze swojego ustatkowanego ¿ycia, by tylko pój¶æ za nim. Za kim¶, kogo w ogóle nie zna³a, kto¶, kto zaczarowa³ j± jednym spojrzeniem.
Zaczê³o siê to niewinnie.
Rodzicielka Amelii, nigdy jej nie opowiada³a o swoim ojcu. Za bardzo sprawia³o jej to ból. Opowiedzia³a jej to raz. Przed narodzinami. Nie s±dzi³a, ¿e córka to zapamiêta, ba! ¯e w ogóle to zrozumie. W koñcu by³a ma³ym zarodkiem… Ona jednak s³ysza³a wszystko. I czu³a s³one ³zy swojej mamy.
Zaczê³o siê niewinnie.
Natalia posz³a ze swoim narzeczonym do kawiarni. Od jakiego¶ czasu, czu³a, jakby by³a obserwowana. Kiedy po skoñczonej herbacie z kruchym ciastkiem waniliowym, wstawali od sto³u, ona pierwszy raz go zobaczy³a. By³ tak przepe³niony mi³o¶ci± do niej, ¿e nie zauwa¿y³, i¿ zosta³ zauwa¿ony. ¯e go zobaczy³a. Za wielk± szyb±, bêd±c± frontow± ¶cian± lokalu. Nie mia³ alabastrowej skóry, d³ugich blond w³osów i bia³ej szaty, jak to ludzie sobie wyobra¿aj±. Mia³ krótko ¶ciête ciemne w³osy i br±zowy garnitur. I oczy. Nienaturalnie b³êkitne oczy, jakby skrywa³a siê w nich niebiañska ¶wiat³o¶æ.
Chcia³ byæ jej opiekunem. To nie by³a mi³o¶æ ziemska. Mi³o¶æ ludzka. Pragn±³ jej pomagaæ nawet wtedy, kiedy go znienawidzi. Kocha³ j±. Tak bardzo j± kocha³. Nie wiedzia³ jednak, ¿e los sp³ata mu figla. ¯e mi³o¶æ boska, zamieni siê w mi³o¶æ mê¿czyzny do kobiety. A potem… Stanie siê po¿±daniem. Zwyk³ym cielesnym po¿±daniem. Upadnie. W imiê mi³o¶ci.
Po tym spotkaniu, ju¿ nigdy nic nie by³o takie same. Natalia wci±¿ my¶la³a o mê¿czy¼nie o b³êkitnych oczach, nawet czêsto czu³a jego obecno¶æ. Potem zaczê³a go spotykaæ. Zaczê³a urywaæ kontakty z rodzin±, z siostr±, z rodzicami.
Czêste k³ótnie £ukasza, wywo³a³y wyprowadzkê z domu. Przeprowadzi³a siê do innej dzielnicy. Nie by³o ³atwo. Najpierw u znajomych, wynajêty pokój, dopiero potem w³asne mieszkanie.
Kiedy pierwszy raz Natalia zamieni³a z nieznajomym parê s³ów, on stwierdzi³, ¿e chce siê upodobniæ do cz³owieka. Spersonifikowaæ. Mia³ jeszcze duszê Anio³a. Do koñca.
Zaczêli siê spotykaæ.
Pewnej nocy przyszed³ do niej. Poca³owa³ j±. Zacz±³ ca³owaæ i dotykaæ jej ramiona, piersi, brzuch… Czu³a wielkie, dobre ¶wiat³o i niebiañsk± moc.
Nigdy tego nie zapomni.
Gdy obudzi³a siê rano, jego nie by³o. Opowiedzia³ jej wszystko we ¶nie.
Nigdy go ju¿ nie spotka³a.
Anio³ zostawi³ pami±tkê. Dziecko. Dziecko, które mia³o skrzyd³a.
Amelia nie mia³a ojca. Przez osiemna¶cie lat wychowywa³a j± tylko matka.
Rodzina, jak± stworzy³a Natalia, prze¿ywa³a ró¿ne ciê¿kie okresy. Jej córka podwójne. Dzieci siê z niej ¶mia³y, ¿e jest garbata, wybrakowana.
Karol od momentu spotkania, dzieñ w dzieñ kr±¿y³ po okolicy.
Mo¿e j± kiedy¶ spotkam? Na pewno! Amelia, takie piêkne imiê… Amelia… I jej oczy… W ogóle ca³a by³a piêkna!
Chcê ciê jeszcze raz zobaczyæ. Choæ raz… proszê, Amelio…
- Co mnie szpiegujesz!?- Wzdrygn±³ siê s³ysz±c za plecami damski g³os.
- Emm…. bo… ja… chcia³em… zapomnia³em tu czego¶!- wymy¶li³ pierwsz± lepsz± wymówkê na poczekaniu.
- Mo¿e bêdê mia³a dla ciebie czas po maturach. ¯egnam. – oznajmi³a stanowczym g³osem.
Ba³a siê. ¯e zacznie siê z niej ¶miaæ, zrobi jakie¶ ¶wiñstwo tak samo jak „koledzy i kole¿anki” ze szko³y. Ba³a siê tak¿e mi³o¶ci. Ba³a siê seksu. A jak ona te¿ upadnie? I nigdy jej nie zobaczy? Gdzie ona wtedy pójdzie? Co siê z ni± wtedy stanie? Nie chcia³a siê dowiedzieæ. Wola³a ¿yæ jak ¿y³a do tej pory.
Ale zapomnia³a, ¿e od czasu do czasu, jej Anielska natura przejawia siê w niekontrolowane pojawienie siê skrzyde³. Zaczyna biæ od niej o¶lepiaj±ce ¶wiat³o, rozrywa jej skórê, leje siê krew, niewyobra¿alny ból. Wyrastaj± dwa opierzone, zakrwawione kikuty, które siê rozk³adaj± po mêczarniach i dopiero wtedy widaæ, ¿e to skrzyd³a.
Upad³a na ziemiê.
Karol oniemia³. Nie by³ w stanie siê poruszyæ, kiwn±æ palcem. Nie wiedzia³, co siê dzieje. W koñcu zacz±³ i¶æ w stronê Amelii, ona odwróci³a g³owê. Oczy mia³a zalane ³zami.
Ch³opak uciek³.
Dawno go nie widzia³a.
Uciek³.
Uciek³.
Jak tchórz. A mo¿e wcale tchórzem nie by³? Tylko ona jest jaka¶ dziwna… ?
Tyle my¶li. Tyle my¶li siê pojawia³o w jej g³owie. Nie wiedzia³a jak powiedzieæ „stop”. Jak zatrzymaæ ten ca³y ci±g my¶lowy. Wielk± machinê, która ruszy³a jeszcze za ¿ycia embrionalnego.
Bola³y j± wszystkie miê¶nie i ko¶ci. Nie by³a w stanie ruszyæ rêk±. Plecy pulsowa³y.
- Niech to siê ju¿ skoñczy...!- wysycza³a.
Deszcz znów zacz±³ padaæ, zmywaj±c ³zy z jej policzków.
Skrzyd³a zniknê³y.
Amelia wróci³a do domu w podartej bluzce ca³a przemoczona i poplamiona szkar³atem. Mignê³a tylko Natalii w przej¶ciu widz±c jej zaniepokojony i przestraszony wzrok. Jakby chcia³a powiedzieæ… ”znowu to zrobi³a¶. Znowu to siê sta³o”. Jakby… obwinia³a j± za wszystko. Za wszystko, co prze¿y³a. Za wszystkie cierpienia. Kocha³a j±. Bardzo. W koñcu by³a jej cz±stk±. Ale tak¿e… upad³ego Anio³a. Tego nie mog³a ¶cierpieæ.
Amelii czasem siê ¶ni³ ten sam Anio³. Czy mia³ piêkne, silne, roz³o¿yste skrzyd³a? Czy mia³ d³ugie blond w³osy? By³ ca³y w niebiañskiej po¶wiacie? Nie. Wygl±da³ jak zwyk³y zwyczajny cz³owiek. Zdradza³y go tylko jego pastelowe oczy. Widzia³a w nich ca³y b³êkit ziemskiego a tak¿e nieziemskiego ¶wiata.
Widzia³a go w ró¿nych czynno¶ciach: jak jad³, kupowa³ jab³ka, wi±za³ krawat, parzy³ herbatê… ot, normalne ludzkie zachowanie.
- Czy kiedy¶ ciê spotkam?- pyta³a w my¶lach.
- ¯yjê w twoich my¶lach. Tak samo jak w my¶lach twojej matki.
- Dla tego tak cierpi. Bo nie mo¿e zapomnieæ. Bo przychodzisz do niej i ona nadal ma twój obraz przed oczami.
- Uwierz mi, ja cierpiê bardziej. ¯yjê w stworzonym przez was ¶wiecie nie mog±c nic poczuæ, dotkn±æ, przemówiæ ani us³yszeæ. Mogê tylko patrzeæ. Patrzeæ na cierpienie kobiety, któr± tak bardzo ukocha³em oraz na cierpienie owocu mojej mi³o¶ci.
- A mogê poznaæ twoje imiê?
Niestety na to pytanie ju¿ nie uzyska³a odpowiedzi. Odebrali mu pamiêæ. Mieli ¶wiadomo¶æ tego, ¿e kiedy kto¶ pozna jego imiê, uwolni go. A raczej zniewoli. Bêdzie ju¿ cz³owiekiem. Na zawsze.
Amelia wci±¿ nie mog³a zapomnieæ o tym ch³opaku. W koñcu… j± zauwa¿y³. Spodoba³a mu siê. I pierwszy raz w ¿yciu na jej widok kto¶ zapomnia³ jêzyka w ustach! Szczególnie to by³o niesamowite. Zawsze szara myszka. Zawsze osoba niewidzialna. Taka… ‘panna nikt’. Ale… Zna jej tajemnicê. Paskudne piêtno, którego chcia³aby siê pozbyæ.
Nie mog³a przestaæ o nim my¶leæ. W szkole, w domu, nawet jej siê ¶ni³. A mo¿e to ona przychodzi³a w nocy do jego snu? To zaczyna³o stawaæ siê jej ob³êdem, mimo i¿ minê³o tylko kilka dni.
- Nie, nie mogê wytrzymaæ. Niech spadnie deszcz. Proszê.
Tylko wtedy czu³a siê swobodnie. Nikogo nie by³o na dworze. Wszyscy wol± mieæ ciep³o i sucho. A ona to wykorzystuje.
Wyprosi³a deszcz.
Na niebie zaczê³o gromadziæ siê szare chmury. Zakry³y s³oñce i b³êkitne niebo. Po chwili zaczê³y siê skraplaæ w ma³e cz±steczki wody, które coraz szybciej i czê¶ciej spada³y na ziemiê.
To doskona³y moment.
Tak.
Wybiega z domu na ulicê. Tak jak stoi. Bose nogi. W lu¼nym podkoszulku i za d³ugich spodniach.
Biegnie.
Krzyczy.
Biegnie ile si³ w nogach. Krzyczy ile si³ w p³ucach. Szum deszczu zag³usza jej g³o¶ny krzyk.
W pewnym momencie z jej wnêtrza zaczê³o wydostawaæ siê jasne ¶wiat³o przechodz±ce do ty³u, do jej placów. Jasna ³una zaczê³a torowaæ drogê skrzyd³om! Wyros³y w zupe³nie bezbolesny i momentalny sposób! Roz³o¿y³y siê. Polecia³a metr nad ziemi± i dotknê³a ziemi. ¦wiat³a ju¿ nie by³o. ¯adnych ¶ladów po skrzyd³ach. ¯adnego bólu. ¯adnej krwi.
Spojrza³a za siebie. To on. Sta³ w deszczu. Dzisiaj siê nie spieszy³. A mo¿e…? By³ ca³y przemoczony. Bez kurtki, bez butów. Ludzie musieli siê na niego dziwnie patrzeæ. Ale jego to nie obchodzi³o. Co to za impuls? Sk±d wiedzia³, ¿e ona tu bêdzie? Akurat tutaj? Akurat w tej chwili? Telepatia? Hm…
Gdy go zobaczy³a, znieruchomia³a. Nie wiedzia³a, co robiæ.
Podbieg³ do niej, a dziewczynie zrobi³o siê s³abo ze strachu. Spojrza³ w jej oczy. Przytuli³.
Zakochani w deszczu.
Czy wierzycie w mi³o¶æ od pierwszego wejrzenia? A tak w ogóle… to czym jest mi³o¶æ? Chemi±? Feromonami? Ale przecie¿ zapachy zmywa deszcz.
To my¶li.
Tak na prawdê, to jest jedna wielka niewiadoma.
Przeznaczenie.
Przeznaczeni, by siê spotkali i zakochali. Ale nie mog± zapomnieæ, ¿e ona jest córk± Anio³a… Musz± uwa¿aæ, bo nie wiedz±, co siê z tym wi±¿e.
- Powiedz mi, czy stanie siê co¶ z³ego jak bêdê to pielêgnowaæ ?- Zapyta³a siê Anio³a wstydz±c wypowiedzieæ s³owo „mi³o¶æ”.
Cisza. Nikt jej nie odpowiedzia³. Przekrêci³a siê na drugi bok maj±c w pokoju przed oczami jasnozielon± ¶cianê.
- Czy te¿ zabior± mi pamiêæ?- ci±gnê³a dalej.
Znowu cisza.
- Kto ci odebra³ pamiêæ? Bóg? Czy on istnieje? A mo¿e inne Anio³y? Bo skoro ty by³e¶ Anio³em, to musz± jeszcze jakie¶ byæ?
Znów jej odpowiedzia³a cisza i pustka.
- Czy… jak siê do niego zbli¿ê, to zabior± mi mi³o¶æ i wszystko, co kocham?
- Musisz wybraæ.
- Ale pomiêdzy czym?- spyta³a.- Odpowiedz mi! Proszê! Proszê…
Zasnê³a. Nazajutrz obudzi j± nowy dzieñ. Nowe my¶li.
- Ale ¿eby wybraæ, muszê najpierw poznaæ.-wyszepta³a rano otwieraj±c oczy.
- Nie wiem nawet, gdzie go spotkaæ. G³upia. Mo¿e znowu znajdziemy siê ‘przypadkiem’ w tym samym miejscu w tym samym czasie? Bardzo tego pragnê…
Dzisiejszego dnia nigdzie nie wychodzi³a z domu. My¶la³a o tym jak to jest byæ Anio³em.
- Odrywasz siê od tego, co cielesne. Od tego wszystkiego cierpienia… Z jednej strony dobrze. Bardzo dobrze. Ale ja nie mog³abym zapomnieæ o wszystkich ma³ych przyjemno¶ciach…! To dziêki temu to paskudne cielesne ¿ycie jest takie piêkne!- Rozmy¶la³a.
Posz³a ogl±daæ telewizjê. Jakie¶ kreskówki, serial…
Dzwonek do drzwi.
Zdziwi³o j± to, gdy¿ Natalia wraca za cztery godziny, a poza tym nikogo siê nie spodziewa.
Podesz³a i otworzy³a zamek. Poci±gnê³a za klamkê. To Karol. Zdyszany. Musia³ biec. Wypowiedzia³ tylko jedno:
- Kochaj siê ze mn±. – jedn± rêk± dotkn±³ jej twarzy a drug± przyci±gn±³ do siebie i poca³owa³.
Pierwszy poca³unek. By³ jak ³yk nieskazitelnie czystej ¼ródlanej wody. £yk. Tylko ³yk. A pragnienie coraz wiêksze.
- Chod¼ do ¶rodka.- Wszed³, a Amelia zamknê³a drzwi. –Chod¼ do pokoju.- Wziê³a Karola za rêkê, ale ten siê opar³.
- Nie, proszê. Nie daj mi tyle czasu czekaæ, bo oszalejê. Kocham ciê. Nie wiem, kim jeste¶, znam tylko twoje imiê. – mówi³ dotykaj±c twarz± jej twarzy, a rêkami w³osów.- Kocham ciê do szaleñstwa. Kocham ciê nad ¿ycie.
- Ciii… nic ju¿ nie mów.- jej usta dotknê³y jego miêkkich i gor±cych warg.
Kwintesencja szczê¶cia. Ch³on±æ ³apczywie ka¿dy kawa³ek, ka¿dy centymetr, milimetr cia³a drugiej osoby.
Niewa¿ne gdzie, niewa¿ne jak. Byle razem. Tu i teraz. Pó¼niej siê nie liczy. Nie liczy siê przesz³o¶æ. Nie liczy siê nic.
Nigdy w ¿yciu nie by³o jej tak dobrze. Chcia³aby, aby ta chwila trwa³a wiecznie. Ale nie mo¿e trwaæ. Rzeczywisto¶æ.
Matka Amelii nied³ugo wraca³a z pracy.
- Musimy ju¿ koñczyæ.- stwierdzi³a ze smutkiem Amelia. - Nie mieszkam w domu sama.
- Dobrze.- poca³owa³ j± w czo³o i zacz±³ siê ubieraæ.
Nie chcê ju¿ poznawaæ niczego wiêcej. Nie chcê zostawaæ Anio³em. Chcê byæ z nim.- pomy¶la³a.
- Jak do mnie trafi³e¶?- zapyta³a dziewczyna.
- Nie wiem. Zacz±³em biec przed siebie. Tylko tyle wiem. Przeznaczenie.- u¶miechn±³ siê.
- Lepiej ju¿ id¼, bo moja mama nie lubi obcych ludzi w domu.
- Szkoda, ¿e nie lubi.
- A czemu to?- zapyta³a podejrzliwie Amelia.
- Bo trudno mi siê z tob± rozstaæ.- odpowiedzia³ Karol.
Ona siê u¶miechnê³a i po¿egna³a ch³opaka.
Poszed³. Ale wie, czuje, ¿e jeszcze siê spotkaj±. I to nie raz. Nie musz± przecie¿ znaæ do siebie numeru telefonu, czy adresu e-mail. To przeczucie. Telepatia. Jakby byli… jednym cia³em.
D³ugo nie mog³a usn±æ. Wci±¿ my¶la³a. Zakochana ma³olata wkraczaj±ca w doros³e ¿ycie.
- ¯eby by³o ju¿ tak zawsze- pomy¶la³a.
Utonê³a w objêciach Morfeusza. Dzisiejszej nocy j± odwiedzi³. On. Upad³y Anio³. Jej ojciec.
- Musisz wybraæ. – Powiedzia³ Anio³
- Ja ju¿ wybra³am. Chcê byæ z nim.
- Nie mo¿esz wybraæ, skoro nie pozna³a¶ drugiej opcji.
- Co z tego, nie chcê innej opcji.- stwierdzi³a stanowczo.- A czemu tobie tak zale¿y na tym, bym wybra³a któr±¶ z dróg?
- Oni siê nad tob± zmi³owali i pozwolili ci wybraæ spo¶ród dwóch natur, cz³owieka i Anio³a. To ja zgrzeszy³em przeciwko Im- nie ty. Ja ponoszê karê, a ty jeste¶ niewinna.
- To dla czego ona cierpi? Czemu cierpi moja matka, a kobieta, któr± ponoæ tak bardzo kochasz i kocha³e¶!?
Cisza.
- Odpowiedz! Dla czego?
- Wiem jedno: nic nie dzieje siê bez przyczyny.
Wygl±da na to, ¿e „Oni”, kimkolwiek s±, maj± plan na to wszystko. Plan na ca³e nasze ¿ycie. Czyli, ¿e nasze losy s± kierowane przez kogo¶? ¯e musi siê staæ jaka¶ rzecz, np. jaka¶ z³a, by potem pojawi³y siê plusy? By by³o wiêcej dobrych rzeczy z jakiego¶ nieszczê¶cia? Wszystkie chwile s± jak kostki domina. Wszystkie popychaj± siê nawzajem. Ale jak bêdzie wygl±daæ ta ostatnia, co upadnie?
- Bojê siê. Nie chcê poznawaæ natury Anio³a. Nie chcê…
Ju¿ nied³ugo. Pozna drug± drogê. Znowu w deszczu. Znowu wybiegnie na ulicê. Znowu pojawi siê ³una ¶wiat³a. Nie tylko wokó³ jej skrzyde³, ale i wokó³ ca³ego jej jestestwa. Uniesie siê ponad ziemi± coraz wy¿ej i wy¿ej. Jej piêkne roz³o¿yste skrzyd³a bêd± niczym dwa bia³e ob³oki roz¶wietlaj±ce przez s³oñce, którego teraz nie widaæ.
Znowu co¶ go tknê³o. Przybieg³. Znowu w deszczu. Patrzy³ jak Amelia unosi siê nad ziemi±.
- Ona jest… Anio³em…- zaniemówi³.- Nie… Nie odchod¼… Proszê…- wyszepta³. – Nie odchod¼. Nie, nie. Nie! Amelio!- Wrzasn±³. – Nie odchod¼! Nie zostawiaj mnie!- deszcz zag³usza³ ka¿dy jego krzyk.
Wesz³a w odmienny stan ¶wiadomo¶ci. Odmienn± mentalno¶æ, a sprawy ziemskie nie by³y ju¿ dla niej takie wa¿ne. Teraz patrzy³a na ¶wiat zupe³nie inaczej. Nie jako cz³owiek, ale jako istota nieziemska, niematerialna. Czu³a, widzia³a, wiedzia³a wiêcej. Ludzie byli dla niej jak takie ma³e zwierz±tka, istoty ni¿szej rangi, które posiadaj± b³ahe problemy, k³óc± siê, kradn±, zabijaj± siê o rzeczy potrzebne tylko i wy³±cznie dla ich wygody. Przez papierki, bez których nie potrafi± prze¿yæ.
- Niewiarygodne, ¿e ja te¿ siê tak zachowywa³am.
Czas wracaæ na ziemiê.
W brutalny, a przynajmniej tak jej siê wydawa³o sposób, wróci³a w¶ród ludzi i do ziemskiego ¶wiata.
- I pomy¶leæ, ¿e z tego wszystkiego zrezygnowa³ mój… ojciec.- pomy¶la³a.
Nie spodziewa³a siê, ¿e decyzja bêdzie a¿ tak trudna.
- Je¶li wybiorê ¿ycie Anio³a, to bêdê cierpia³a patrz±c na niego. Nie bêdzie mnie przy nim. Ale nie my¶la³am o nim wtedy jako o mê¿czy¼nie, którego kocham mi³o¶ci± ziemsk±. Jednak mia³am do niego sentyment… Je¶li wybiorê Karola, Bêdê spe³niona jako kobieta, lecz ju¿ nigdy nie posmakujê tej… tej wolno¶ci, tego uniesienia jakie daje bycie Anio³em.
- Czemu przychodzisz do mnie tylko we ¶nie?- zapyta³a Amelia.
- Przychodzê do ciebie tak¿e na jawie, ale nie potrafisz tego zarejestrowaæ.- Powiedzia³ Anio³.
Tej nocy mia³ na sobie br±zowy bawe³niany szlafrok i siedzia³ w fotelu. Widocznie lubi³ kolor br±zowy.
- Co mam wybraæ?
- Ju¿ wybra³a¶. I ty to wiesz.
- Wiem? Nie! Jeszcze nie wiem! Nie odchod¼!
Obudzi³a siê w ¶rodku nocy. W pokoju ciemno, a za oknem widaæ ciep³e ¶wiat³o latarni stoj±cej na ulicy. Wsta³a i posz³a do kuchni po szklankê wody. Wróci³a do pokoju, nadal mrok. W³±czy³a ma³± lampkê obserwuj±c jej w±t³e ¶wiat³o.
- Nie my¶l ju¿, g³upia, tylko u¶nij!- mówi³a sama do siebie.
Niestety przez d³ugi czas nie usnê³a. Dopiero nad ranem.
Karol my¶la³, ¿e jej ju¿ nigdy nie zobaczy. Za³ama³ siê.
- Odesz³a. Na zawsze.- mamrota³ zapijaczonym g³osem.
- ¬le z nim. Od piêciu dni nie wychodzi nigdzie prócz do monopolowego.- powiedzia³ do kolegi Micha³, wspó³lokator Karola.
- Co mu jest?- zapyta³ drugi.
- Laska go zostawi³a.- Stwierdzi³ Micha³.
- Te kobiety to najgorsze z³o. Wykoñcz± do cna.
Koledzy Karola znowu s³yszeli pijackich mamrotów, gadania bez sensu.
Rozleg³o siê nagle pukanie do drzwi. Jeden z kolegów poszed³ otworzyæ drzwi. W progu sta³a Amelia. S±dzi³a, ¿e otworzy jej znajoma twarz ukochanego i nie bêdzie siê czu³a g³upio, czy akurat dobrze trafi³a.
- Eeem… Jest Karol? – spyta³a niepewnie, maj±c nadziejê, ¿e to na pewno tu.
- Tak, jest. Ale nie s±dzê, ¿eby ktokolwiek chcia³ go w tym stanie ogl±daæ. Poza tym jak mniemam, nie ma ochoty na go¶ci. A tak poza tym… mogê wiedzieæ z kim mam przyjemno¶æ?
- Tak, oczywi¶cie. Jestem Amelia.
- Micha³, wspó³lokator Karola. A przypadkiem to nie ty go zostawi³a¶? Bo ca³y czas wymawia to imiê.
- Co? – zdziwi³a siê.
- Z reszt±, niewa¿ne. Wejd¼. Karol jest tam.
Powolnym krokiem zaczê³a zmierzaæ ku postaci ton±cej w morzu puszek i butelek.
- Po mnie tak p³aczesz?- zapyta³a dziewczyna.
- Amelia? To ty? Nie… to nie ty. Ty nie wiesz, gdzie mieszkam. Ty to nie ty.
- To ja naprawdê. Mo¿esz mnie dotkn±æ nawet. To ta sama ja.
- To ty? Ale ty nie wiesz, gdzie mieszkam.- powtórzy³ siê.
- Telepatia, kochany.- dotknê³a go po policzku.- Nie pij ju¿ wiêcej, proszê. Nie chcê, by¶ by³ smutny.
- Wszystko wiruje.- powiedzia³.
- jeste¶ zbyt pijany.
Amelia zaopiekowa³a siê nim i zosta³a na noc. Mog³a mu powiedzieæ rano, ale wola³a poczekaæ, a¿ dojdzie do siebie. Nie wie, jak na to zareaguje. Tym bardziej boi siê wypowiedzieæ te s³owa.
- Muszê ju¿ i¶æ. Spotkamy siê niebawem.- poca³owa³a go w usta.
- Wiem o tym.
Minê³y trzy dni i spotka³a go w parku. Siedzia³ na ³awce i obserwowa³ pejza¿ maluj±cy siê vis a vis jego oczu.
Amelia usiad³a obok niego. Nawet nie odwróci³ wzroku. Ona wziê³a jego d³oñ.
- Muszê ci co¶ powiedzieæ.- po³o¿y³a jego d³oñ na swoim ³onie.- jestem w ci±¿y.
- Co?- Karol dozna³ zupe³nego szoku.- jak to? Ale… Co my zrobimy? Nie, nie, to nieprawda?
- Ciii… spokojnie. Wszystko bêdzie dobrze. Czujê to. I ty te¿ powiniene¶.- po³o¿y³a swoj± g³owê na jego ramieniu.
Amelii przesta³ siê ¶nic ju¿ upad³y Anio³, jej ojciec. Nie wiedzia³a dla czego. Mo¿e dla tego, ¿e tak musia³o byæ, by zasz³a w ci±¿ê? By stworzy³a z Karolem rodzinê? Zapewne.
Dni mija³y szybko. Tygodnie jeszcze szybciej. Natalia zd±¿y³a siê pogodziæ z ci±¿± Amelii. Nawet zaczê³a siê cieszyæ, ¿e zostanie babci±. Choæ bardzo m³od± babci±.
- Wiesz, bardzo czêsto mam wra¿enie, ¿e to ja siedzê w tym brzuchu, a nie nasze dziecko.- Oznajmi³ Karol.
- ¦mieszne, bo ja mam tak samo. – potwierdzi³a Amelia.
Czas coraz szybciej p³yn±³, coraz bardziej zbli¿a³ siê czas porodu. Gdy odesz³y ju¿ wody, para uda³a siê do szpitala. Oczywi¶cie zdecydowali siê na poród rodzinny.
Sta³o siê, to, czego nikt siê nie spodziewa³. Nawet Anio³, ale on nie zna³ ca³ego planu, mia³ tylko misjê informacyjn±. Nikt nie spodziewa³ siê faktu, i¿ Amelia urodzi niespodziewanie szybko i bezbole¶nie. ¯e gdy dziecko ju¿ wyjdzie na ¶wiat, on i ona, zaczn± znikaæ. Rozp³ywaæ siê w powietrzu, jakby cz±steczki azotu, tlenu i innych pierwiastków znajduj±cych siê w powietrzu, zaczê³y po³ykaæ materialne atomy ich cia³.
Rodzice zniknêli, dziecko zosta³o. Silne i zdrowe. Lecz niewiadomo jaka p³eæ… Obojnak. Tylko tak mo¿na nazwaæ pomy³kê natury. Jednak to nie by³a pomy³ka natury. Ju¿ na zawsze. Dwie dusze w jednym ciele. Dwie dusze, które tak bardzo siê umi³owa³y.
Oprócz znikniêcia Karola i Amelii, co¶ siê zmieni³o. Wszystko zastyg³o w czasie. Dziecko uros³o do rozmiarów doros³ego cz³owieka, a pewne sytuacje zniknê³y. Tak jakby nigdy siê nie wydarzy³y.
Oto narodzi³a siê nowa postaæ. Glina kszta³tuj±ca sam± siebie. Stra¿nik widz±cy, czuj±cy i wiedz±cy wiêcej ni¿ zwykli ¶miertelni ludzie. Dwie dusze w jednym ciele. Zgodne ponad wszystko. Bêd±ce jednym ju¿ na zawsze. Na wieczno¶æ.
- Wypowiedzcie moje imiê. Znacie je.- powiedzia³ upad³y Anio³.
- Ezechiel. To znaczy, Bóg umacnia.
W tym momencie upad³y Anio³ przesta³ byæ wiê¼niem swojego piek³a i sta³ siê cz³owiekiem.
- Wybierz sobie imiê.- powiedzia³ Stra¿nik.
Teraz, jest cz³owiekiem ca³kowicie wolnym. Teraz mo¿e i¶æ do Natalii, która w ogóle zapomnia³a, ¿e kiedykolwiek mia³a córkê, ¿e cierpia³a tyle lat przez kogo¶, kogo spotka za kilka chwil. ¯e bêd± szczê¶liwi, prze¿ywaæ drug± m³odo¶æ bez ¿adnych zobowi±zañ i stworz± rodzinê o której marzyli. A Stra¿nik bêdzie opiekunem nowego ¿ycia. Amelia nie mog³a wybraæ. Zdecydowa³a siê na wielkie szczê¶cie tu¿ przed dowiedzeniem siê o ci±¿y. Karol nie mia³ wyj±tkowych rodziców jak Amelia. Mia³ jednak w sobie co¶, mo¿e wielk± dobroæ, przez któr± Najczystsze Si³y Dobra, Sprawiedliwo¶ci i £aski, po³±czy³y tê dwójkê m³odych ludzi, by opiekowali siê ka¿dym nowym ¿yciem tu¿ od poczêcia.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Patrzy³a ¶ciekaj±ce Burza. Ma³e ³ezki £ama³ ³atwo¶ci±/>Pogoda
/>Tak Jej
/>I Wielki
/>Oto
/>Dreszcze. Zimne
/>-Kim
/>Przypomnia³a Wêdrowa³a ³azience ¿ycie. Lata³a Ka¿d±
/>Nasze ¿ycie Ka¿dy Jej ¿ycie? Czy Czy Anio³a? Prawdziwego Anio³a!? Nikt Wiêc
/>Dzieci ¶mia³y. ¯e ¿e Zawsze Jako ¿e ¯e Tylko ¼renica… Nic Nic. Ludzie Ona Mia³a Anielsk± Skrzyd³a,
/>Nie Zakochaæ Aniele…
/>Siedzia³a My¶la³a. Patrzy³a Gdziekolwiek. Byle />- Ludzie, Deszcz
/>Ulewa ¿e
/>Nagle ¿e ¦piesz±cych
/>- />- – Jednak Upad³, />- Trzeba />- – Karol />- Amelia.
/>- ³adne Takie…
/>- Mi³o
/>- Przeziêbisz – />- Wysz³am />- Nie ¿e ¿e ¿eby
/>- Zawstydzasz Nie Mo¿e ¿e ³adna.
/>- Nie, – – Masz ³adne – />- Dok±d ¶pieszy³e¶?- />- Ucieka³em />- Ale… Deszcz – />- Zachwycam />- Podrywanie Chyba
/>- To… – Karol />- Tak, – Odpowiedzia³a, />Ch³opak />- Bêdê – />Burza Wiatr
/>Na />Spojrza³a
/>Amelia, ¿ycie Têczê, Smutki, Prze¿ywa³a Samotna Rzuci³a ¿ycia,
/>Zaczê³o
/>Rodzicielka Amelii, Opowiedzia³a Przed Nie ¿e ¯e Ona ³zy
/> Zaczê³o />Natalia Kiedy By³ ¿e ¯e ¶cian± Nie Mia³ ¶ciête Nienaturalnie ¶wiat³o¶æ.
/>Chcia³ Mi³o¶æ Pragn±³ Kocha³ Tak Nie ¿e ¯e Stanie Zwyk³ym Upadnie. /> Po Natalia Potem Zaczê³a
/>Czêste £ukasza, Przeprowadzi³a Nie ³atwo. Najpierw />Kiedy Natalia ¿e Spersonifikowaæ. Mia³ Anio³a. />Zaczêli
/>Pewnej Poca³owa³ Zacz±³ Czu³a ¶wiat³o
/>Nigdy
/>Gdy Opowiedzia³ ¶nie.
/>Nigdy />Anio³ Dziecko. Dziecko,
/>Amelia Przez
/>Rodzina, Natalia, Jej Dzieci ¶mia³y, ¿e
/> Karol
/>Mo¿e Amelia, Amelia…
/>Chcê Choæ Amelio…
/>- Wzdrygn±³ />- Emm…. />- Mo¿e ¯egnam. – />Ba³a ¯e ¶miaæ, ¶wiñstwo „koledzy Ba³a Ba³a Gdzie Nie Wola³a ¿yæ ¿y³a
/> Ale ¿e Anielska Zaczyna ¶wiat³o, Wyrastaj± ¿e /> Upad³a />Karol Nie Nie Amelii, Oczy ³zami.
/>Ch³opak
/>Dawno />Uciek³.
/>Uciek³.
/>Jak Tylko ?
/>Tyle Tyle Nie „stop”. Jak Wielk± ¿ycia />Bola³y Nie Plecy />- Niech />Deszcz ³zy />Skrzyd³a />Amelia Mignê³a Natalii Jakby ”znowu Znowu Jakby… Kocha³a Bardzo. Ale Anio³a. Tego ¶cierpieæ.
/>Amelii ¶ni³ Anio³. Czy Czy By³ Nie. Wygl±da³ Zdradza³y Widzia³a ¶wiata.
/>Widzia³a />- Czy />- ¯yjê Tak
/>- Dla />- Uwierz ¯yjê ¶wiecie Mogê Patrzeæ
/>- />Niestety Odebrali Mieli ¶wiadomo¶æ ¿e Bêdzie
/> Amelia Spodoba³a ¿yciu Szczególnie Zawsze Zawsze Taka… ‘panna Ale… Zna Paskudne
/> Nie ¶ni³. />- Nie, Niech Proszê.
/>Tylko Nikogo Wszyscy
/> Wyprosi³a
/> Na Zakry³y
/> To /> Tak.
/> Wybiega Tak Bose
/> Biegnie.
/> Krzyczy.
/> Biegnie Krzyczy Szum
/> W ¶wiat³o Jasna ³una Wyros³y Roz³o¿y³y Polecia³a ¦wiat³a ¯adnych ¶ladów ¯adnego ¯adnej
/> Spojrza³a Sta³ Dzisiaj By³ Bez Ludzie Ale Sk±d ¿e Akurat Akurat Telepatia? Hm…
/> Gdy Nie
/> Podbieg³ Spojrza³ Przytuli³.
/> Zakochani
/> Czy Chemi±? Feromonami? Ale
/>To /> Tak /> Przeznaczenie.
/> Przeznaczeni, Ale ¿e Anio³a… Musz± /> - Powiedz Zapyta³a Anio³a „mi³o¶æ”.
/>Cisza. Nikt Przekrêci³a ¶cianê.
/>- Czy />Znowu />- Kto Bóg? Czy Anio³y? Anio³em, />Znów />- Czy… />- Musisz />- Ale Odpowiedz Proszê! Proszê…
/>Zasnê³a. Nazajutrz Nowe
/> - Ale ¿eby />- Nie G³upia. Mo¿e ‘przypadkiem’ Bardzo />Dzisiejszego My¶la³a Anio³em.
/>- Odrywasz Bardzo Ale ¿ycie Rozmy¶la³a.
/>Posz³a Jakie¶ /> Dzwonek />Zdziwi³o Natalia />Podesz³a Poci±gnê³a Karol. Zdyszany. Musia³ Wypowiedzia³ />- Kochaj –
/> Pierwszy By³ ³yk ¼ródlanej £yk. Tylko ³yk. />- Chod¼ ¶rodka.- Wszed³, Amelia –Chod¼ Wziê³a Karola />- Nie, Nie Kocham Nie – Kocham Kocham ¿ycie.
/>- Ciii… /> Kwintesencja Ch³on±æ ³apczywie
/> Niewa¿ne Byle Pó¼niej Nie Nie
/> Nigdy ¿yciu Chcia³aby, Ale Rzeczywisto¶æ.
/>Matka Amelii
/>- Musimy Amelia. Nie />- Dobrze.- />Nie Nie Anio³em. Chcê /> - Jak />- Nie Zacz±³em Tylko Przeznaczenie.- />- Lepiej
/>- Szkoda, ¿e
/>- Amelia.
/>- Karol.
/>Ona
/> Poszed³. Ale ¿e Nie Telepatia. Jakby
/> D³ugo Wci±¿ Zakochana ¿ycie.
/>- ¯eby />Utonê³a Morfeusza. Dzisiejszej On. Upad³y Anio³. Jej
/>- Musisz – Powiedzia³ Anio³
/>- Chcê />- Nie />-
/>- Oni Anio³a. Im-
/>- Czemu />Cisza.
/>- Odpowiedz! Dla />- Wiem
/> Wygl±da ¿e „Oni”, Plan ¿ycie. Czyli, ¿e ¯e Wszystkie Wszystkie Ale /> - Bojê Nie Anio³a. Nie /> Ju¿ Pozna Znowu Znowu Znowu ³una ¶wiat³a. Nie Uniesie Jej
/> Znowu Przybieg³. Znowu Patrzy³ Amelia />- Ona Anio³em…- Nie… Nie Proszê…- – Nie Nie, Nie! Amelio!- Wrzasn±³. – Nie Nie /> Wesz³a ¶wiadomo¶ci. Odmienn± Teraz ¶wiat Nie Czu³a, Ludzie Przez />- Niewiarygodne, ¿e /> Czas
/> W ¶wiata.
/>- ¿e />Nie ¿e
/>- Je¶li ¿ycie Anio³a, Nie Ale Jednak Je¶li Karola, Bêdê Anio³em.
/> - Czemu ¶nie?- Amelia.
/>- Przychodzê Powiedzia³ Anio³.
/>Tej Widocznie />- />- Ju¿ />- Wiem? Nie! Jeszcze Nie
/>Obudzi³a ¶rodku ¶wiat³o Wsta³a Wróci³a W³±czy³a ¶wiat³o.
/>- Nie />Niestety Dopiero
/> Karol ¿e Za³ama³
/>- Odesz³a.
/>- ¬le Micha³, Karola.
/>-
/>- Laska Stwierdzi³ Micha³.
/>- Wykoñcz± /> Koledzy Karola
/> Rozleg³o Jeden Amelia. S±dzi³a, ¿e
/>- Eeem… Jest Karol? – ¿e />- Tak, Ale ¿eby Poza />- Tak, Jestem Amelia.
/>- Micha³, Karola.
/>- Co? – />- Wejd¼. Karol /> Powolnym />- />- Amelia? Nie… />- Mo¿esz />- Ale />- Telepatia, Nie Nie
/>- Wszystko />-
/> Amelia Mog³a Nie Tym /> - Muszê Spotkamy />- Wiem
/> Minê³y Siedzia³ ³awce />Amelia Nawet Ona />- Muszê ³onie.- />- Co?- Karol Ale… Nie, />- Ciii… Wszystko Czujê
/> Amelii ¶nic Anio³, Nie Mo¿e ¿e Karolem Zapewne.
/> Dni Tygodnie Natalia Amelii. Nawet ¿e Choæ
/> - Wiesz, ¿e Oznajmi³ Karol.
/>- ¦mieszne, – Amelia.
/> Czas Gdy Oczywi¶cie
/> Sta³o Nawet Anio³, Nikt Amelia ¯e ¶wiat, Rozp³ywaæ
/>Rodzice Silne Lecz Obojnak. Tylko Jednak Ju¿ Dwie Dwie />Oprócz Karola Amelii, Wszystko Dziecko Tak
/>Oto Glina Stra¿nik ¶miertelni Dwie Zgodne Bêd±ce />- Wypowiedzcie Znacie Anio³.
/>- Ezechiel. Bóg />W Anio³ />- Wybierz Stra¿nik.
/>Teraz, Teraz Natalii, ¿e ¿e ¯e ¿adnych Stra¿nik ¿ycia. Amelia Zdecydowa³a Karol Amelia. Mia³ Najczystsze Si³y Dobra, Sprawiedliwo¶ci £aski, ¿yciem
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Bez okien
- Republikañskie zamieszki
- Tylko nie mów im, ¿e jeste¶ z Polski
- ¦RODOWISKA III
- samotno¶æ
- Akrostych dla B. (R)
- Boso, na oklep, ale pod wiatr
- Wlaz³ kotek na p³otek /wiersz/
- 'PLAGIAT /zamkn±³em w sobie kilka szkatu³ek; gdzie jest szkatu³ka ostateczna? /opowiadanie/ x
- ANTYFORMA-na pohybel sztampie /felieton/ x
- Moim rodzicom /wiersz/ x
- POJMOWANIE /wiersz/ X