24 godziny temu

Nikolaj Kiesztowicz, przyby³y z Rosji cudzoziemiec, zbieg³ ze szczytu zaciemnionych schodów do zlokalizowanej na parterze ³azienki. Nadal nie móg³ uwierzyæ, ¿e ten niewielki dom od niedawna nale¿y do niego. Budynek by³ stary, ale zadbany. Na parterze mie¶ci³ siê salon, niewielka przytulna kuchnia oraz gabinecik z piêknym, wykonanym z ciemnego drewna biurkiem, przy którym lubi³ pracowaæ. Do tego dwie sypialnie na piêtrze a¿ nadto zaspokaja³y wszelkie jego oczekiwania, zwa¿ywszy na to w jakich warunkach przysz³o mu spêdzaæ dzieciñstwo oraz lata wczesnej m³odo¶ci.
Rosjanin do Polski przyby³ na pierwszym roku studiów jako student z wymiany. Bardzo cieszy³ siê, ¿e uda³o mu siê uciec przed bied± oraz niezrozumia³ym dla niego zobojêtnieniem. Bierno¶æ wobec z³a i niesprawiedliwo¶ci sprawi³a, ¿e brutalno¶æ i poczucie beznadziei sta³o siê tam powszechne. Tutaj id±c ulic± w kierunku uczelni, móg³ bez obaw spojrzeæ w ka¿d± mijan± bramê. Rzadko te¿ widywa³ zmêczonych woniej±cych panów, siedz±cych na skrzynkach po piwie, pij±cych tani± wódkê i zagryzaj±cych opró¿nione szklanki plastrem cebuli, jak w miejscu, z którego przyby³.
Nikolaj urodzi³ siê w brudnym odymionym górniczym miasteczku. Dopóki prosperowa³a kopalnia, nie mia³ powodu ¿eby siê skar¿yæ, ale pewnego dnia kto¶ uzna³, ¿e wydobywanie wêgla d³u¿ej siê nie op³aca i przy pomocy spychaczy zasypa³ wej¶cie ogromn± ha³d±. Szyby umar³y, a wraz z nimi nadzieja wielu rodzin, które z poziomu wzglêdnie zno¶nej egzystencji zesz³y na samo dno.
Pierwsi marnieli mê¿czy¼ni, ci±gn±c za sob± synów, ¿ony i córki. Stopniowo kolejki do miejscowych sklepów zmieni³y strukturê. Wcze¶niej od rana sta³y w nich kobiety zajmuj±ce siê domem. Kupowa³y chleb, mleko, mas³o, ociera³y siê biodrami w przej¶ciu – te szczê¶liwe ze wzglêdnie pe³nymi torbami i znu¿one, zamkniête w ³añcuchu oczekiwania na swoj± kolej. Potem pojawi³y siê ogniwa pierwszych ojców, którzy uznali, ¿e ich ¿ycie skoñczy³o siê w chwili zwolnienia. Zubo¿eni bez walki przeszli na tryb pod³ej egzystencji. Gardzono nimi, jak haniebn± mniejszo¶ci±. Chowali flaszki za pazuch± starych ko¿uchów, szybkim szczurzym krokiem uciekaj±c do powstaj±cych, pierwszych melin. Pó¼niej przyszli mê¿owie borykaj±cy siê z d³ugotrwa³ym bezrobociem. I by³o ich tak wielu, ¿e przestano spogl±daæ na nich z pogard±. A gdy w kolejkach nie¶mia³o zaczêli stawaæ m³odzi, ¶wiat zmieni³ siê bezpowrotnie.
Kiesztowicz codziennie mija³ obrazy nêdzy zmierzaj±c w kierunku podstawówki, jedynego miejsca, gdzie w tamtych dniach czu³ siê bezpieczny. Jego matka to silna kobieta, która nigdy nie da³a za wygran±, ale ojciec zawsze by³ s³aby i zaraz po zwolnieniu z niezrozumia³± dla syna ulg± zgni³ wewn±trz, jak owoc zbyt wcze¶nie oderwany od drzewa. Gdy miasto wci±¿ funkcjonowa³o ca³kiem dobrze, widz±c go pij±cego na ulicy, musia³ znosiæ wstyd wspó³czuj±cych spojrzeñ. Wstydzi³ siê przed lud¼mi, a kiedy zrobi³o siê gorzej i nikt ju¿ nie patrzy³ na niego ze wspó³czuciem, wstydzi³ siê przed samym sob±.
Niekiedy stary Kiesztowicz nie wraca³ na noc do domu. Ch³opak wychodz±c do szko³y, znajdywa³ go wtedy kompletnie pijanego na blokowej klatce. Ostro¿nie sprawdza³, czy ten oddycha, zawsze ciesz±c siê, ¿e s³yszy ¶wist wydychanego powietrza. I wszystko mog³o trwaæ w nieprzyjemnym, choæ zno¶nym zawieszeniu, gdyby nie to, ¿e ojciec s³aby duchem, podupad³ tak¿e na zdrowiu.
Przyszed³ ten straszny dzieñ, którego Nikolaj nie zapomni do koñca ¿ycia. Ojciec le¿a³ na wznak. Ramiona rozrzuci³ bezw³adnie na boki, a jego sinawe otwarte wargi zapad³y siê do wnêtrza ust. ¯ó³te, zrogowacia³e d³onie przypomina³y parê martwych krabów o podkulonych odnó¿ach. Po³y kubraka rozsunê³y siê i opad³y na pod³ogê z brudnego szarego betonu. Syn schyli³ siê, aby przykryæ nimi zmarzniête, woniej±ce wódk± cia³o. Nadstawi³ uszu - odczeka³ chwilê - i tym razem przera¿ony nie us³ysza³ nic.
Szarpi±c ramiê taty poczu³ bezsilno¶æ, wielk± z³o¶æ na niego, na siebie, na ludzi którzy zamknêli kopalniê, na wszystkich którzy tego ranka bez emocji minêli cia³o le¿±ce na schodach. Bezradno¶æ rozdar³a mu pier¶ jak zatruta strza³a, a trucizna wla³a siê do krwiobiegu zmieniaj±c go na zawsze.
M³ody Kiesztowicz mia³ wtedy piêtna¶cie lat. Szybko wydoro¶la³, przejmuj±c czê¶æ domowych obowi±zków po za³amanej matce. Nie móg³ pozwoliæ sobie na luksus nastoletniego buntu, zdaj±c sobie sprawê z trapi±cego ich ubóstwa. Nagle marzenia dziecka, które zawsze zdawa³y siê byæ na wyci±gniêcie rêki, w umy¶le dorastaj±cego mê¿czyzny osi±gnê³y pu³ap niedostêpnych gwiazd.
£apa³ ka¿d± dorywcz± robotê, aby podreperowaæ domowy bud¿et. Szczê¶liwy wraca³ po wielu godzinach pracy w niebezpiecznych, nielegalnych szybach, gdzie czasami kopa³ wêgiel w zastêpstwie za jakiego¶ chorego górnika. Z gar¶ci± brzêcz±cych, brudnych od py³u miedziaków przemierza³ miasto przesypuj±c monety z d³oni do d³oni jak cenne z³oto. Mija³ wtedy wielkie domy lokalnych bogaczy, udzia³owców kopalnianej spó³ki, którzy paradoksalnie dziêki bankructwu stali siê jeszcze bogatsi. Maszyny oraz narzêdzia podzielili miêdzy sob± i odkupili na w³asno¶æ, prowadz±c niezarejestrowane minikopalnie, gdzie robotników op³acano marnie i nie przejmowano siê bezpieczeñstwem.
Nikolaj podziwia³ bogaczy z zachwytem wpatruj±c siê w t³uste, pewne siebie twarze o b³yszcz±cych u¶miechach. Wzdycha³ patrz±c na ubrane w futra córki o ¶nie¿nobia³ej cerze i d³oniach delikatnych niczym nowo narodzone pisklê. Ale gdy czasami w domu zaczyna³o brakowaæ pieniêdzy na podstawowe potrzeby, a on stawa³ wobec tego ca³kowicie bezsilny - nienawidzi³ ich, wstydzi³ siê tego przed samym sob±, ale nienawidzi³ ich z ca³ego serca. Nikt kto choæ raz nie czu³, ¿e nie siêgnie wy¿ej, do poziomu akceptowalnej dla niego przyzwoito¶ci, nie zrozumie tej morderczej potrzeby poci±gniêcia za sob± na dno wszystkich szczê¶liwszych od niego.
D³ugo walczy³ z przeciwno¶ciami losu, aby dotrzeæ do miejsca, w jakim znajdowa³ siê obecnie. Kiesztowicz siêgn±³ wy¿ej, ni¿ móg³ sobie wyobraziæ w tamtych ciê¿kich dniach, ale ból pozosta³. Nienawi¶æ nie odesz³a wraz z wiadomo¶ci± o wyje¼dzie. Walczy³ z demonami, ¶wiadomy niegodziwych my¶li pojawiaj±cych siê jak jêzyk wê¿a, wystrzeliwanych z g³êbi g³owy, które znika³y nagle, jak nagle siê te¿ pojawi³y. Czasami ogarnia³ go potworny ¿al, gdy spogl±da³ w oczy ufryzowanych, pachn±cych perfum± dziewczyn, wiedz±c, ¿e on brudny biedaczyna, przytulony do ¶ciany wêgla, jak do s³odkiej ¿ywicielki nigdy nie bêdzie móg³ ich mieæ. Nie chodzi³o tylko o ponêtne cia³a, ale te¿ o dusze – czyste, krystaliczne – bo tak odnajdywa³ je w wyobra¼ni. Wtedy mia³ ochotê roz³upaæ ten obraz, zniszczyæ go, pokruszyæ i spaliæ jak rudê, która podporz±dkowa³a swoim kaprysom æwieræ wiedzionego przez Nikolaja ¿ycia.
D¼wiêk przelewaj±cej siê wody wyrwa³ go z zadumy. Nie przypomina³ sobie, ¿eby odkrêca³ kran ani momentu, kiedy zatka³ odp³yw umywalki gumowym korkiem. Spojrza³ na krótki ³añcuszek przytwierdzony do niego, z³o¿ony z szeregu niewielkich metalowych kulek. Spokojnie u³o¿y³ siê na dnie porcelanowej pó³kuli, jak l¶ni±cy grzbiet niedawno zdech³ej ryby. Podniós³ wzrok ze zdziwieniem napotykaj±c swoje odbicie w lustrze. Sk±d pojawi³a siê w nim nadzieja, ¿e akurat tym razem zamiast swojej twarzy zobaczy tylko odbit± w tle, wy³o¿on± p³ytkami ¶cianê? Przyjrza³ siê sobie z uwag±, odnajduj±c w rysach co¶ nieznajomego. Czy wygl±da³ tak, gdy rano przed wyj¶ciem do pracy starannie czesa³ w³osy?
Wydawa³o mu siê, ¿e jest zmêczony. Chyba nie sypia³ dobrze od d³u¿szego czasu. Spróbowa³ przypomnieæ sobie, jak wstaje z ³ó¿ka, odrzuca ko³drê na bok i bosymi stopami dotyka zimnej pod³ogi. Czy czu³ siê wtedy wypoczêty? Nie pamiêta³. Tak, jakby wbrew logice ostatni raz budzi³ siê ze snu wiele tygodni temu, choæ wiedzia³, ¿e musia³ robiæ to dzisiejszego poranka.
Twarz Kiesztowicza zdradza³a niepokoj±ce symptomy staro¶ci. Podkr±¿one oczy zapad³y siê w g³±b czaszki, rozmiêkczona skóra opad³a, zacieraj±c m³odzieñcz±, ostr± liniê podbródka. Nikolaj wzdrygn±³ siê przera¿ony têpym wyrazem oczu i z³owieszcz± bezczynno¶ci± miê¶ni. Spróbowa³ u¶miechn±æ siê, aby z³agodziæ niepokoj±ce wra¿enie, ale zdo³a³ tylko podnie¶æ górn± wargê, która zwê¿ona, ods³oni³a nienaturalnie d³ugie zêby zupe³nie jakby dzi±s³a cofnê³y siê a¿ po ko¶ci szczêki.
- Jeste¶ stary, bardzo stary – powiedzia³ do odbicia w lustrze. - A przecie¿ masz ledwo trzydzie¶ci lat.
Kiesztowicz pomy¶la³, ¿e zestarza³ siê ju¿ dawno temu. Tego dnia, gdy umar³ jego ojciec, gdy po raz pierwszy nazbyt wcze¶nie wbi³ zardzewia³y kilof w tward± ¶cianê wêgla. Zabrano mu dzieciñstwo, a on dobrze wiedzia³, gdzie jest utracona beztroska dzieciêcych lat i jego niewinno¶æ - w zdobionych ornamentami ¶cianach, l¶ni±cych samochodach, z³otych pier¶cieniach, grubych cia³ach bezwzglêdnych wyzyskiwaczy. Nagle zapragn±³ sprawiedliwo¶ci. Zemsty, która sta³aby siê przestrog±, symbolem si³y, znakiem równo¶ci pomiêdzy s³abym i biednym a wp³ywowym i bogatym. Moc u¶cisku jego d³oni by³a przecie¿ wystarczaj±ca do tego, aby zmia¿d¿yæ szyjê ka¿dego z nich. Pieni±dze i znajomo¶ci s± u³udn± form± w³adzy. Gdy nêdzarz i milioner stan± naprzeciw siebie, a ich ramiona splot± siê w morderczym u¶cisku, czy bêdzie mia³o to jakiekolwiek znaczenie?
Woda przelewaj±ca siê przez brzeg umywalki chlapa³a mu na buty. We wspomnieniach us³ysza³ d¼wiêki kilofów penetruj±cych kamienny grunt, d¼wiêki przypominaj±ce zatrzaskuj±ce siê metalowe wnyki na grub± zwierzynê. Ich ni to chrzêst ni to trzask przeszywa³ go na wylot. By³o mu zimno w stopy nieprzerwanie omiatane przez ledwo p³yn±c± brudn± strugê. ¬ród³o leniwe bi³o zewsz±d. Woda przesi±ka³a przez ¶ciany niedbale zabezpieczonego korytarza, a jej poziom systematycznie podnosi³ siê. Zdziwi³o go, ¿e nikt siê tym nie przejmuje. Co najmniej nierozs±dnie by³o kopaæ w g³êbokim leju powsta³ym po maszynowym wydobyciu, na domiar z³ego w s±siedztwie zbiornika wodnego. Nikolaj czu³ siê zaniepokojony. ¦ciana wêgla wygl±da³a na solidn±, ale on mia³ wra¿enie, ¿e jest wrêcz przeciwnie, ¿e tylko krucha przeszkoda oddziela ich od czego¶ niebezpiecznego i z³owieszczego. Jeden z górników, pracuj±cy najg³êbiej, zamachn±³ siê i wbi³ ostrze narzêdzia w ciemno¶æ. Co¶ g³ucho gruchnê³o, a chwilê pó¼niej ¶ciana pêk³a z rozpaczliwym jêkiem. Strumieñ wody buchn±³ jak pocisk z armaty, a ra¿ony nim górnik, nie posiadaj±cy kasku, run±³ na ziemiê. Wszyscy zmieceni si³± ci¶nienia sp³ynêli w kierunku uj¶cia. Zapanowa³ zupe³ny chaos. Lampy zgas³y. Kto¶ kl±³ brodz±c po pas w czarnej cieczy. Dwóch mê¿czyzn rzuci³o siê na ratunek, chwycili nieprzytomnego pod pachy, a gdy poziom wody wyrówna³ siê, poci±gnêli w stronê wyj¶cia. Kiesztowicz szed³ przodem, trzymaj±c jedyne ¼ród³o ¶wiat³a, niewielk± rêczn± latarkê, która jakim¶ cudem nie zamok³a. Raz obróci³ siê, ¿eby spojrzeæ na rannego. ¦cisnê³o go w ¿o³±dku na widok pokrwawionej, bezw³adnej g³owy. Rzuci³ tylko okiem, ale wiedzia³ ju¿, ¿e prowadzi na powierzchniê trupa.
Pierwszy przeb³ysk s³oñca by³ jak przebudzenie. Przez my¶l przemknê³o mu, ¿e gdyby korytarz szed³ bardziej po skosie albo ca³kowicie pionowo, a nie we wzglêdnym poziomie, utonêliby tam wszyscy. Odszed³ parê metrów od wej¶cia szybu i straci³ w³adzê w nogach. Usiad³ na ziemi, jak marionetka zerwana ze sznurka. Przez chwilê o niczym nie my¶la³, niczego nie wspomina³. Co¶ kaza³o mu patrzeæ na horyzont, a¿ zabior± cia³o, ale ciekawo¶æ by³a silniejsza. Obróci³ siê i jeszcze raz zobaczy³ g³owê martwego górnika. Znikn±³ fragment czaszki, z otworu wyziera³a pustka, prócz czê¶ci mózgu brakowa³o tak¿e jednego oka. Zw³oki u³o¿ono na skrawku poszarpanej folii. Ros³y, silny mê¿czyzna wygl±da³ teraz tak ¿a³o¶nie. Okrwawiony policzek wtuli³ w ramiê, obejmuj±c korpus bezw³adnymi rêkoma.
Nikolaj zastanawia³ siê, czy odnajdzie zgubione narzêdzia, a je¶li uleg³y zniszczeniu, czy bêdzie musia³ je odkupiæ. Zgubi³ te¿ pojemnik na obiad. Szkoda, to by³ dobry metalowy pojemnik, pomy¶la³, a pó¼niej zwymiotowa³.
Pod sklepieniem ³azienki pali³y siê ¶wiat³a. Przygasa³y to znów rozpala³y siê, chwiejne jakby by³y tylko odblaskiem. Chwilami zapada³a zupe³na ciemno¶æ. Na piêtrze samotne kroki rozbrzmiewa³y t³umione przez bielony sufit. Jakie¶ ¶lizgaj±ce siê cienie przemyka³y za jego plecami.
- Po co tu przyszed³em? - stara³ siê sobie przypomnieæ. Wtedy w odpowiedzi ¶ciany pomieszczenia pokryte szar± p³ytk± oczy¶ci³y siê, w zamian obrastaj±c l¶ni±cym marmurem. Wokó³ nieoprawionego lustra pojawi³a siê z³ocona rama, wyros³a przed nim szeroka pó³ka z drogiego drewna, prostok±tn± umywalkê zast±pi³a ceramiczna misa, obok le¿a³y dwa ¶nie¿nobia³e rêczniki z najlepszej bawe³ny, po drugiej stronie stylowe pojemniki na ¶rodki czysto¶ci. Poczu³ w ustach smak wêglowego py³u, a na rêkach zauwa¿y³ zatarte czarne plamy. Jego cia³o znów by³o m³ode, a lata spêdzone w Polsce wyda³y siê snem o nierzeczywistej przysz³o¶ci.
Kiesztowicz mia³ mêtlik w g³owie. Wielokrotnie mijaj±c okaza³e domy miejscowych oligarchów, chcia³ daæ wyraz swojemu niezadowoleniu, przesadzaj±c wysoki p³ot i wyrzucaj±c z siebie ca³y gniew prosto w twarz jednemu z nich. Wyobra¿a³ sobie, jak staje przed nim, patrzy prosto w oczy i milczy. Milczy szukaj±c odpowiednich zdañ, przeszywa go oskar¿ycielskim spojrzeniem, a¿ wreszcie wzbiera w nim taka w¶ciek³o¶æ, jakiej nie mog± wyraziæ ¿adne s³owa. Pokazuje mu wtedy spracowane rêce - zu¿yte, popêkane, twarde jak podeszwa buta - i ciska spojrzenia jak gromy, a tamten miêknie, spuszcza oczy, okazuje skruchê. Ale im d³u¿ej o tym my¶la³, im wiêcej widzia³, ja¶niej zdawa³ sobie sprawê, ¿e nawet s³usznymi s³owami oskar¿enia nie wskóra³by nic w ¶wiecie ludzi pozbawionych honoru. Teraz sta³ we wnêtrzu jego domu, wiedz±c jak± wiadomo¶æ nale¿y zostawiæ, jak± karê wymierzyæ.
Kroki na piêtrze, w pomieszczeniu zlokalizowanym nad nim, przybra³y na sile. Wydawa³y siê zniecierpliwione. By³y jak zaproszenie. Kto¶ miarowo stuka³ nog± w oczekiwaniu na wizytê. Postanowi³ stawiæ siê na wezwanie i wyszed³ z ³azienki bezpo¶rednio do potê¿nego hallu, wype³nionego odbitym od jasnych ¶cian ¶wiat³em. Pod³ogê pokrywa³ gruby ¶nie¿nobia³y dywan. Nikolaj przy ka¿dym kroku zostawia³ na nim czarny ¶lad stopy. By³ tam jak skaza na materiale, ciemna linia pokonanej drogi przypomina³a rozdarcie.
Pogr±¿ony w my¶lach stan±³ na szczycie schodów prowadz±cych na piêtro i zastyg³ jak pos±g. Waha³ siê. Je¶li zrobi to, co zaplanowa³, bezpowrotnie przekroczy granicê, zza której nie bêdzie powrotu. £agodno¶æ walczy³a w nim z gwa³towno¶ci±, chêæ zawrócenia z dzikim pragnieniem parcia do przodu. Martwy górnik wytyka³ go oskar¿ycielsko palcem. „Nie z³o¿y³e¶ zeznañ na milicji. Nastêpnego dnia zszed³e¶ pod ziemiê, jakby nic siê nie sta³o”, hucza³o w g³owie Kiesztowicza. Próbowa³ siê usprawiedliwiaæ, ale co¶ ¶cisnê³o mu gard³o i nie móg³ wydobyæ z siebie d¼wiêku. Zobaczy³ tylko matkê i us³ysza³ jej s³aby g³os: „Nic nie mog³e¶ zrobiæ, syneczku”, smutno g³aska³a go po w³osach. Oboje wiedzieli, ¿e gdyby pisn±³ choæ s³owo nie znalaz³by ju¿ pracy w mie¶cie. Ale to by³o za ma³o, ¿eby ukoiæ wyrzuty sumienia. Je¶li nikt inny nie ma odwagi on musi wymierzyæ sprawiedliwo¶æ.
Na przemian to oblewa³ go zimny pot, to ogarnia³ b³ogi spokój, a¿ w koñcu podj±³ decyzjê. Poczu³ z³owieszcz± ulgê. Odetchn±³ pe³n± piersi± ogarniêty przez ekscytacjê. Zacisn±³ piê¶ci, rozlu¼ni³ je i znów zacisn±³ z tak± moc±, ¿e zagruchota³o w ko¶ciach. Tylko pierwszy krok w stronê sypialni wymaga³ nadludzkiego wysi³ku. Dalej wszystko potoczy³o siê instynktownie, jakby wcze¶niej robi³ to niezliczon± ilo¶æ razy. Przyspieszy³ kroku, niemal frun±³ niesiony przez adrenalinê. Nigdy wcze¶niej nie mia³ w sobie takiej si³y, nigdy wcze¶niej nie czu³, ¿e teraz wszystko zale¿y wy³±cznie od niego. Nacisn±³ klamkê i lekko pchn±³ idealnie wywa¿one drzwi. Bezd¼wiêcznie rozwar³y siê rzucaj±c snop ¶wiat³a w g³±b zaciemnionego pomieszczenia. Na ¶rodku smugi ¶wiat³a na brzegu ³ó¿ka odwrócona ty³em siedzia³a kobieta. M³oda, najwy¿ej dwudziestopiêcioletnia o d³ugich, zadbanych, starannie uczesanych i modnie ¶ciêtych w³osach siêgaj±cych po³owy pleców. Wyprostowa³a siê jak struna czuj±c na sobie ciê¿ar rzucanego przez Nikolaja, góruj±cego nad ni±, wyd³u¿onego cienia. Zastanawia³ siê, czy zorientowa³a siê ju¿, ¿e ma do czynienia z kim¶ obcym, czy dr¿y ze strachu, a mo¿e za chwilê obróci siê promiennie u¶miechniêta i dopiero wtedy zerwie siê na równe nogi, przera¿ona cofnie siê w stronê ¶ciany, zacznie zadawaæ pytania, mo¿e krzyczeæ albo splecie d³onie na piersiach i zupe³nie sparali¿owana nie powie nic. Przesz³o mu przez my¶l, ¿e kara godzi nie tylko w sprawcê z³a, ale rykoszetem siêga tak¿e niewinnych. Kobieta w niczym mu nie zawini³a, stanowi³a jedynie jako ¿ona lub córka warto¶æ, jak mu siê wydawa³o, sprawiedliwej straty za wyrz±dzone z³o. Strach przed w³asn± ¶mierci± tu¿ przed zgonem jest ogromny i parali¿uj±cy, ale trwa krótko. Gdy ¶mieræ przejdzie obok, zabieraj±c cenne dobro, którego w ¿aden sposób nie mo¿na wykupiæ, jej trupi sw±d ci±gnie siê d³ugo i powoli zatruwa dni, miesi±ce, lata.
Cena za krzywdê Kiesztowicza siedzia³a przed nim na ³ó¿ku. Nie widzia³ w niej cz³owieka. Mo¿e wtedy zawaha³by siê po raz kolejny, a tak zniecierpliwiony bezczynno¶ci± ofiary ruszy³ do przodu. Dwa d³ugie kroki - tyle potrzebowa³, ¿eby pokonaæ dziel±c± ich odleg³o¶æ.
W zwolnionym tempie widzia³ jak próbuje wstaæ, jak kr±g³a kula bioder okryta jedwabn± sukienk± odrywa siê od po¶cieli, zobaczy³ drobne ucho, poprzecinan± zmarszczkami liniê obracaj±cej siê g³owy, ods³anian± przez w³osy odrzucone na bok si³± kolistego ruchu. Nikolaj pochyli³ siê do przodu - ci±gle sta³ po przeciwleg³ej stronie ma³¿eñskiego ³o¿a - i wyci±gniêt± rêk± chwyci³ kobietê za w³osy tu¿ przy skórze, nisko, blisko karku. By³y przyjemne w dotyku, miêkkie, jak futrzany ko³nierz od¶wiêtnego ko¿ucha. Nie, by³y zdecydowanie delikatniejsze. Nie potrafi³ znale¼æ w³a¶ciwego porównania, nigdy wcze¶niej nie ¶ciska³ w piê¶ci niczego równie zwiewnego.
Serce wali³o mu jak m³otem. Powoli ekscytacja wywo³ana my¶l± o zbrodni, przeradza³a siê w prawdziwy amok towarzysz±cy dzia³aniu. Przez zaci¶niête zêby wci±gn±³ s³odkie od perfum powietrze g³êboko do wnêtrza p³uc, otworzy³ szeroko oczy, a pó¼niej szarpn±³ do siebie, jakby ci±gn±³ linê. Kobieta prze¶lizgnê³a siê plecami po ko³drze, zatrzymuj±c twarz± na wysoko¶ci paska. Nim zd±¿y³a krzykn±æ, Kiesztowicz, zaciska³ ju¿ drug± d³oñ na przedzie smuk³ej, kruchej szyi i w powietrzu rozesz³o siê jedynie ciche rzê¿enie. Pulsuj±ca w têtnicach krew z furi± p³ynê³a przez ich zwê¿one ¶rednice. Czu³ jej szalony bieg na zakoñczeniach nerwowych przez dwie warstwy skóry. Wystarczy³o ¶cisn±æ odrobinê mocniej, aby wraz z powietrzem przesta³a p³yn±æ. Kilka minut, mo¿e kilkana¶cie tak dla pewno¶ci, a ¿ycie ulecia³oby z niej, nim by siê zorientowa³.
- Tylko tyle? - zapyta³ siebie z rozczarowaniem. - Tylko tyle za lata cierpienia? Tyle, ¿eby osuszyæ ca³e morze gniewu i nienawi¶ci?
Dopiero teraz skrupulatnie przyjrza³ siê swojej ofierze. Wierzga³a histerycznie nogami marszcz±c po¶ciel przy ka¿dym kopniêciu. Nie mia³a butów na drobnych kremowych stopach, które bieli³y siê w pó³mroku, jak trzepocz±ce skrzyd³a og³uszonego go³êbia. Jedwabna, niebieskawa sukienka siêgaj±ca kolan podwinê³a siê, ods³aniaj±c g³adkie uda oraz skrawek prze¶wituj±cej bielizny. G³êboki dekolt zdobi³a nienaturalnie skrêcona kolia wykonana z kamieni, których warto¶æ na pierwszy rzut oka wydawa³a siê niebagatelna. Nawet w znikomym ¶wietle hipnotycznie b³yszcza³a przyci±gaj±c wzrok. Biust uniós³ siê ku górze. Tylko krawêd¼ zdobionego biustonosza zaklinowana o ich szczyt trzyma³a je ukryte. Pomiêdzy piersiami, w krótkim ³±czeniu miseczek, znajdowa³a siê kokardka spiêta niewielk± per³±. Strój nie posiada³ rêkawów, wiêc móg³ zbliska obejrzeæ fakturê skóry, powierzchniê aksamitn±, starannie pielêgnowan±, dziêki czemu wygl±da³a na delikatn± jak skrzyd³o motyla. Mia³ wra¿enie, ¿e gdyby przesun±³ po niej palcem na opuszce pozosta³by py³. D³ugie, starannie spi³owane paznokcie, pomalowane czerwonym lakierem wbija³by mu siê w przegub rêki, któr± bezlito¶nie mia¿d¿y³ smuk³± szyjê. Kobieta najpierw stara³a siê wyrwaæ z u¶cisku miotaj±c ca³ym cia³em, podpiera³a siê nogami, próbowa³a wyginaj±c tu³ów w ³uk, ¿eby wybiæ go z równowagi, palcami podwa¿a³a kciuki Kiesztowicza, ale w bardzo krótkim czasie opad³a z si³, ostatecznie skupiaj±c siê wy³±cznie na rzeczach mog±cych pomóc jej w z³apaniu oddechu.
Nikolaj odczuwa³ satysfakcjê z tego jak ³atwo wyciska z niej ¿ycie. Nie mog³a siê mu skutecznie przeciwstawiæ. Posiadanie przewagi nad tak kruch± istot± podnieca³o go psychicznie i fizycznie. By³a piêkna. Nigdy wcze¶niej nie sta³ równie blisko nikogo tak odlegle atrakcyjniejszego, ale cia³o odgrywa³o tutaj drugorzêdne znaczenie. Sprawowa³o funkcjê narzêdzia, poprzez które zamierza³ odebraæ jej godno¶æ i prawo do sprzeciwu; zadaj±c ból, siêgn±æ do najodleglejszych miejsc jej umys³u, gdzie kry³y siê mroczne instynkty. Mia³a cierpieæ tak, aby wola³a przegry¼æ sobie ¿y³y ni¿ to d³u¿ej znosiæ.
Kiesztowicz zapêdza³ siê w swoich morderczych planach, to znów przywo³ywa³ do porz±dku. Mo¿e przecenia³ swoje mo¿liwo¶ci, mo¿e potrafi³ zadaæ wy³±cznie trochê bezmy¶lnych tortur, a syc±ca zemsta oka¿e siê ostatecznie wielkim rozczarowaniem, ale teraz stara³ siê ju¿ o tym nie my¶leæ. Nie by³o powrotu. Napiêcie osi±gnê³o niezno¶ny poziom. Na czas przysz³ych wydarzeñ zupe³nie straci³ rozum. W zwierzêcym odruchu brutalnie zaci±gn±³ kobietê do najciemniejszego k±ta w sypialni i przyst±pi³ do dzie³a.
Szarpn±³ ni± kilkakrotnie trzymaj±c za w³osy, aby wyczuæ ciê¿ar z jakim przyjdzie mu siê zmagaæ. Nie wa¿y³a wiêcej ni¿ jedna miara wêgla, których niezliczon± liczbê wyniós³ spod powierzchni ziemi. Gdy po raz kolejny straci³a równowagê z rozmachem rzuci³ wiotkim cia³em o ziemiê. Kobieta ciê¿ko upad³a na brzuch, uderzaj±c skroni± o pod³ogê. Uderzenie og³uszy³o j± na tyle, aby bez po¶piechu móg³ klêkn±æ pomiêdzy jej bezw³adnymi udami.
Nikolaj przesta³ nad sob± panowaæ. Nie móg³ powstrzymaæ dr¿enia r±k i nóg, ani uspokoiæ nieregularnego oddechu. Szczêka³ zêbami, jakby sta³ zupe³nie go³y na siarczystym mrozie. Ogarnê³o go poczucie, ¿e ¶wiadomo¶æ tego, co robi ulecia³a z niego. Nie kontrolowa³ podejmowanych przez siebie dzia³añ, a na wszystko spogl±da³ z odleg³ej perspektywy. Kiesztowiczem zaw³adnê³a w¶ciek³o¶æ, której pok³ady magazynowa³ od lat, a teraz w patologicznym afekcie upuszcza³ j± gwa³townym strumieniem.
Podci±gn±³ sukienkê do linii pasa odkrywaj±c po¶ladki. Tylko skromny skrawek materia³u wskazywa³ na to, ¿e nie s± nagie. Dwie rozchodz±ce siê linie powy¿ej ko¶ci bioder, koronkowe ³±czenie w kszta³cie trójk±ta i jedna linia wiod±ca w dó³. Chwyci³ tê ostatni± i rozerwa³ mocno szarpi±c. To sprawi³o, ¿e kobieta jêcz±c odzyska³a przytomno¶æ. Musia³ zwaliæ siê na ni± ca³ym ciê¿arem cia³a, ¿eby nie uciek³a.
Miota³a siê coraz gwa³towniej, drapi±c go wszêdzie tam, gdzie mog³a siêgn±æ, ale kiedy wbi³a mu paznokcie w szyjê straci³ cierpliwo¶æ. Najpierw bole¶nie wykrêci³ jej jedno ramiê i umie¶ci³ pod swoj± klatk± piersiow±. D³ugo nie móg³ schwyciæ drugiej rêki, wiêc gdy wreszcie oplót³ palcami w±ski nadgarstek, z³y, wykrêcaj±c szarpn±³ zbyt mocno. W barku ofiary co¶ chrupnê³o, a ramiê zupe³nie zwiotcza³o. Powietrze przeszy³ potworny krzyk, pierwszy od pocz±tku ca³ego zaj¶cia. Z dreszczem podniecenia ws³uchiwa³ siê w jego gard³owy ton, ale zaniepokojony, ¿e kto¶ mo¿e zorientowaæ siê, co ma tutaj miejsce, wyrwa³ spod niej zniszczon± bieliznê i wepchn±³ g³êboko w usta.
Kobieta nadal stawia³a opór zaciskaj±c nogi. Czu³ napiête, twardniej±ce pod nim po¶ladki. Te nieskuteczne formy sprzeciwu denerwowa³y go, ale równie¿ cieszy³y. Mia³ wiêksz± satysfakcjê z udowadniania swojej ofierze, ¿e jest bezbronna. Dlatego teraz si³± wcisn±³ dwa palce w przerwê u szczytu ud, zagi±³ je i brutalnie wepchn±³ do jej wnêtrza. By³o ciep³e i ciasne, lekko nawil¿one, sprê¿yste, delikatne, podatne na dotyk. Przy ka¿dym ruchu d³oni czu³ jak siê rozci±ga. Gdy wepchn±³ tam kolejny palec, skrajnie napiê³o siê, a wraz z nim ca³e przyciskane przez niego cia³o. Bezlito¶nie penetrowa³ tê wra¿liw± strukturê, z ka¿dym pchniêciem mocniej, jakby chcia³ rozerwaæ ¶ci¶niêty owal.
S³ysza³ t³umione okrzyki bólu. Z wysi³kiem ³apa³a powietrze, dusz±c siê zwiniêtym w kulkê materia³em, ale i zmêczona wag± Kiesztowicza, który szczelnie przylega³ do jej pleców. Mimo to kiedy us³ysza³a rozpinanie paska i zgrzyt rozporka, szarpnê³a siê w ostatnim ge¶cie rozpaczy, tak mocno, ¿e niewiele brakowa³o, aby go z siebie zrzuci³a.
Nikolaj wpad³ w furiê. Chwyci³ j± za w³osy, odchyli³ g³owê ku ty³owi, najdalej jak to by³o mo¿liwe i ponownie zada³ cios uderzaj±c skroni± o pod³ogê. Tak jak poprzednim razem straci³a przytomno¶æ.
Kolanami rozsun±³ szeroko nogi. Dr¿enie r±k przybra³o na sile, nie móg³ rozpi±æ guzika, ³±cz±cego po³y spodni. Po kilku próbach ostatecznie zerwa³ go i siêgn±³ po penisa. By³ wiotki mimo targaj±cego Kiesztowiczem podniecenia. Próbowa³ doprowadziæ siê do wzwodu przez gwa³town± masturbacjê, ale nie przynios³o to po¿±danego efektu. Pomy¶la³ wtedy, ¿e robi co¶ okropnego, co¶ czego tak naprawdê nie chce, mia³ ochotê wstaæ i opu¶ciæ ten przekrêty dom, ale by³o ju¿ za pó¼no, zabrn±³ zbyt daleko. Obsesyjnie onanizowa³ siê, g³adz±c, szczypi±c i klepi±c jej po¶ladki, jakby chcia³ przekonaæ samego siebie, ¿e robi w³a¶ciwie. Kilkakrotnie próbowa³ wsun±æ w ni± cz³onka, ale ten zbyt miêkki za³amywa³ siê i ze¶lizgiwa³ po wargach. Wreszcie ¶ci±gn±³ napletek i powoli umie¶ci³ w niej ¿o³±d¼. Poruszaj±c kilkakrotnie biodrami stwardnia³ na tyle, ¿eby seri± pchniêæ utrzymaæ wzwód.
Gwa³cona kobieta odzyska³a przytomno¶æ, ale Kiesztowicz zaciska³ wokó³ niej ¿elazn± obrêcz ramion, nie by³a w stanie poruszyæ siê nawet o milimetr. Uda³o jej siê wypluæ knebel, wiêc wyrzuca³a z siebie zmieszan± seriê jêków, p³aczu i bezradnego krzyku. Podkula³a i prostowa³a palce stóp, niekiedy zaciskaj±c miê¶nie bioder, mimo bólu do koñca nie ulegaj±c swojemu oprawcy.
Nikolaj bezlito¶nie rozdziera³ jej wnêtrze w nierównym rytmie g³êbokich pchniêæ. Czu³ rozchodz±ce siê pr±dy z lêd¼wi w kierunku brzucha i nóg. Ciep³e dreszcze oraz drêtwienie pleców zapowiada³y zbli¿aj±cy siê orgazm. Skupi³ siê wy³±cznie na tym, ¿eby wreszcie wypu¶ciæ z siebie nasienie. Powodowa³ nim pierwotny instynkt, by³ gotowy zrobiæ wszystko, byle tylko zostawiæ w niej spermê, ale ona, choæ nieskutecznie, nadal wyrywa³a siê wybijaj±c go z rytmu. Wtedy napiêcie opada³o, a orgazm znów siê oddala³. Zniecierpliwiony oplót³ d³oñmi jej g³owê, jedn± chwytaj±c za w³osy, a drug±, od przodu, za szyjê. Kobieta zamar³a. Kiesztowicz dusi³ j± teraz znacznie mocniej ni¿ wcze¶niej, aby mieæ pewno¶æ, ¿e siê nie poruszy. W morderczym wysi³ku, obijaj±c siê o miêkkie po¶ladki, dysz±c i wydaj±c z siebie dzikie pomruki, poczu³ mrowienie, a pó¼niej skurcze wypychaj±ce z niego nasienie.
Orgazm by³ jak otrze¼wiaj±cy policzek w twarz. Kto¶ prze³±czy³ przycisk, a on znów by³ dawnym Nikolajem - wra¿liwym, przeciwnym wszelkiej przemocy. W kilka krótkich chwil psychiczne napiêcie opad³o, ¶ciana nienawi¶ci runê³a, a dokonana zemsta wyda³a mu siê prostacka, dziecinnie bezmy¶lna. Nie móg³ uwierzyæ, ¿e zrobi³ te wszystkie straszne rzeczy.
Ostro¿nie obróci³ kobietê na plecy i po raz pierwszy spojrza³ na jej twarz. Jêzyk nienaturalnie wysun±³ siê z ust, ga³ki oczne, które powinny bieliæ siê w mroku, by³y ciemne od siatki popêkanych naczynek. Ciê¿ko, ale oddycha³a.
Poczu³ jak ogarnia go obrzydzenie. Brzydzi³ siê siebie. Mia³ ochotê zwymiotowaæ. Ale nie popad³ w histeriê, nie u¿ala³ siê nad sob±, nie stara³ siê usprawiedliwiaæ, nie dramatyzowa³. Pomy¶la³ o skoczeniu z okna, jak po umyciu twarzy my¶li siê o tym, ¿eby otrzeæ j± rêcznikiem. S± takie rzeczy, które nastêpuj± po sobie w sposób bezwzglêdny. By³ przekonany, ¿e po tym co zrobi³ musi odebraæ sobie ¿ycie. Zdj±³ z siebie kurtkê, z³o¿y³ w niewielki prostok±t, a pó¼niej umie¶ci³ pod g³ow± kobiety, po czym wzi±³ rozbieg i z impetem ruszy³ na szerokie okno wychodz±ce na podwórze. Szk³o pêk³o jak kryszta³, nie stanowi±c dla Kiesztowicza ¿adnej przeszkody. Wszystko trwa³o u³amki sekund. Piêæ, sze¶æ metrów pod sob± zobaczy³ ¿ywop³ot, za którym znajdowa³ siê twardy, kamienny bruk. Zaczepi³ stopami o sam brzeg zielonej, wymodelowanej bry³y - w odruchu którego nie móg³ powstrzymaæ - okrêcaj±c siê na plecy. Us³ysza³ dziwny brzêk, jakby kto¶ rozbi³ glinian± misê, ostatkiem ¶wiadomo¶ci rejestruj±c, ¿e ten d¼wiêk, to trzask wydawany przez jego pêkaj±c± czaszkê.
Rzeczywisto¶æ rozmy³a siê. Ton±³ oddalaj±c siê od ¶wiat³a, a¿ nagle dno, do którego ci±gnê³a go jaka¶ nieprzemo¿na si³a, obróci³o siê i sta³o lustrem wody. Wychyli³ ponad nie g³owiê, ¿eby zaczerpn±æ powietrza. Wtedy przera¼liwie krzykn±³ i kaszl±c zerwa³ z pos³ania ca³y mokry od potu. Nikolaj rozejrza³ siê po pokoju, dotkn±³ nocnej szafki, pó¼niej lampy, uderzy³ piê¶ci± w ¶cianê. By³ w swoim domu, w Polsce, bezpieczny i ¿ywy. Bezwiednie rozciera³ twarz d³oñmi, staraj±c sobie wszystko uporz±dkowaæ. Mia³ trzydzie¶ci lat, nie pope³ni³ ¿adnej zbrodni, nie umar³, to tylko z³y sen, okropny koszmar. Dotkn±³ swojego czo³a, zag³êbi³ palce we w³osach mechanicznie zaczesuj±c je ku ty³owi, coraz dalej w stronê potylicy, a¿ natrafi³ na szerok± bliznê w kszta³cie pó³ksiê¿yca, Zignorowa³ j±, nie zarejestrowa³ w ¶wiadomo¶ci, jak godzinê, gdy czasami zerka³ na zegarek nie po to, aby sprawdziæ czas, ale po to, ¿eby oderwaæ wzrok od czego¶ krêpuj±cego lub niewygodnego.
- Nie, to tylko z³y sen – powtarza³ sobie, krêc±c g³ow±. - Nic takiego nie mia³o miejsca. Nikogo nie skrzywdzi³em. Tylko zwierze mog³oby dopu¶ciæ siê takich czynów. Nie cz³owiek. Nie ja.
Spokojny wróci³ do ³ó¿ka, okry³ siê po¶ciel±, a pó¼niej zasn±³. Resztê nocy ¶ni³ o rzeczach prostych i przyjemnych. Rano przeci±gn±³ siê, odrzuci³ ko³drê, usiad³ na skraju ³ó¿ka i przez chwilê wydawa³o mu siê, ¿e zapomnia³ o czym¶ naprawdê wa¿nym, ale mimo usilnych starañ nie potrafi³ sobie przypomnieæ.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Nikolaj Kiesztowicz, Rosji ³azienki. Nadal ¿e Budynek />Rosjanin Polski Bardzo ¿e Bierno¶æ ¿e Tutaj Rzadko />Nikolaj Dopóki ¿eby ¿e Szyby />Pierwsi ¿ony Stopniowo Wcze¶niej Kupowa³y ³añcuchu Potem ¿e ¿ycie Zubo¿eni Gardzono Chowali Pó¼niej ¿e ¶wiat />Kiesztowicz Jego Gdy Wstydzi³ />Niekiedy Kiesztowicz Ch³opak Ostro¿nie ¿e ¶wist ¿e />Przyszed³ Nikolaj ¿ycia. Ojciec Ramiona ¯ó³te, Po³y Syn Nadstawi³ />Szarpi±c Bezradno¶æ />M³ody Kiesztowicz Szybko Nie Nagle />£apa³ Szczê¶liwy Mija³ Maszyny />Nikolaj Wzdycha³ ¶nie¿nobia³ej Ale Nikt ¿e />D³ugo Kiesztowicz Nienawi¶æ Walczy³ ¶wiadomy Czasami ¿al, ¿e ¶ciany ¿ywicielki Nie Wtedy æwieræ Nikolaja ¿ycia. />D¼wiêk Nie ¿eby Spojrza³ ³añcuszek Spokojnie Podniós³ Sk±d ¿e ¶cianê? Przyjrza³ Czy />Wydawa³o ¿e Chyba Spróbowa³ ³ó¿ka, Czy Nie Tak, ¿e />Twarz Kiesztowicza Podkr±¿one Nikolaj Spróbowa³ />- Jeste¶ />Kiesztowicz ¿e Tego ¶cianê Zabrano ¶cianach, Nagle Zemsty, Moc Pieni±dze Gdy />Woda Ich By³o ¬ród³o Woda ¶ciany Zdziwi³o ¿e Nikolaj ¦ciana ¿e ¿e Jeden Co¶ ¶ciana Strumieñ Wszyscy Zapanowa³ Lampy Kto¶ Dwóch Kiesztowicz ¼ród³o ¶wiat³a, Raz ¿eby ¦cisnê³o ¿o³±dku Rzuci³ ¿e />Pierwszy Przez ¿e Odszed³ Usiad³ Przez Co¶ Obróci³ Znikn±³ Zw³oki Ros³y, ¿a³o¶nie. Okrwawiony />Nikolaj Zgubi³ Szkoda, />Pod ³azienki ¶wiat³a. Przygasa³y Chwilami Jakie¶ ¶lizgaj±ce />- Wtedy ¶ciany Wokó³ ¶nie¿nobia³e ¶rodki Poczu³ Jego Polsce />Kiesztowicz Wielokrotnie Wyobra¿a³ Milczy ¿adne Pokazuje Ale ¿e ¶wiecie Teraz />Kroki Wydawa³y By³y Kto¶ Postanowi³ ³azienki ¶cian ¶wiat³em. Pod³ogê ¶nie¿nobia³y Nikolaj ¶lad By³ />Pogr±¿ony Waha³ Je¶li £agodno¶æ Martwy „Nie Nastêpnego Kiesztowicza. Próbowa³ ¶cisnê³o Zobaczy³ „Nic Oboje ¿e Ale ¿eby Je¶li />Na Poczu³ Odetchn±³ Zacisn±³ ¿e Tylko Dalej Przyspieszy³ Nigdy ¿e Nacisn±³ Bezd¼wiêcznie ¶wiat³a ¶rodku ¶wiat³a ³ó¿ka M³oda, ¶ciêtych Wyprostowa³a Nikolaja, Zastanawia³ ¿e ¶ciany, Przesz³o ¿e Kobieta ¿ona Strach ¶mierci± Gdy ¶mieræ ¿aden />Cena Kiesztowicza ³ó¿ku. Nie Mo¿e Dwa ¿eby />W Nikolaj ³o¿a By³y Nie, Nie ¶ciska³ />Serce Powoli Przez Kobieta Nim Kiesztowicz, Pulsuj±ca ¶rednice. Czu³ Wystarczy³o ¶cisn±æ Kilka ¿ycie />- Tylko Tylko Tyle, ¿eby />Dopiero Wierzga³a Nie Jedwabna, G³êboki Nawet ¶wietle Biust Tylko Pomiêdzy ³±czeniu Strój Mia³ ¿e D³ugie, Kobieta ³uk, ¿eby Kiesztowicza, />Nikolaj ³atwo ¿ycie. Nie Posiadanie By³a Nigdy Sprawowa³o Mia³a ¿y³y />Kiesztowicz Mo¿e Nie Napiêcie />Szarpn±³ Nie Gdy Kobieta Uderzenie />Nikolaj Nie Szczêka³ Ogarnê³o ¿e ¶wiadomo¶æ Nie Kiesztowiczem />Podci±gn±³ Tylko ¿e Dwie ³±czenie Chwyci³ ¿e Musia³ ¿eby />Miota³a Najpierw D³ugo Powietrze ¿e />Kobieta Czu³ Mia³ ¿e Dlatego By³o Przy Gdy Bezlito¶nie ¶ci¶niêty />S³ysza³ ³apa³a Kiesztowicza, Mimo ¿e />Nikolaj Chwyci³ Tak />Kolanami Dr¿enie ³±cz±cego By³ Kiesztowiczem Próbowa³ Pomy¶la³ ¿e Obsesyjnie ¿e Kilkakrotnie Wreszcie ¶ci±gn±³ ¿o³±d¼. Poruszaj±c ¿eby />Gwa³cona Kiesztowicz ¿elazn± Uda³o Podkula³a />Nikolaj Czu³ Ciep³e Skupi³ ¿eby Powodowa³ Wtedy Zniecierpliwiony Kobieta Kiesztowicz ¿e />Orgazm Kto¶ Nikolajem ¶ciana Nie ¿e />Ostro¿nie Jêzyk Ciê¿ko, />Poczu³ Brzydzi³ Mia³ Ale Pomy¶la³ ¿eby By³ ¿e ¿ycie. Zdj±³ Szk³o Kiesztowicza ¿adnej Wszystko Piêæ, ¿ywop³ot, Zaczepi³ Us³ysza³ ¶wiadomo¶ci ¿e />Rzeczywisto¶æ Ton±³ ¶wiat³a, Wychyli³ ¿eby Wtedy Nikolaj ¶cianê. By³ Polsce, ¿ywy. Bezwiednie Mia³ ¿adnej Dotkn±³ Zignorowa³ ¶wiadomo¶ci, ¿eby />- Nie, Nic Nikogo Tylko Nie Nie />Spokojny ³ó¿ka, Resztê ¶ni³ Rano ³ó¿ka ¿e

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci