24 godziny temu

Opowiadanie na konkurs "Teorie Spiskowe"


P
róbujê siê uspokoiæ. G³êboki wdech, d³ugi wydech. I jeszcze raz. Otwieram oczy, ale nadal widzê ten sam przera¿aj±cy obraz: wrak rozbitego, dymi±cego jeszcze samolotu, a pomiêdzy kawa³kami blachy le¿± dwa martwe cia³a – agenta oraz ¿o³nierza. Udaje mi siê powstrzymaæ kolejn± falê md³o¶ci i przemy¶leæ to, co siê wydarzy³o.
Lecieli¶my, kiedy us³ysza³am ogromny huk, a zaraz potem poczu³am, ¿e samolot leci w dó³. Wszystko dzia³o siê tak szybko, ¿e zla³o siê niemal¿e z krzykiem pilota:
- Zestrzelili nas!
Pomimo tej dramatycznej sytuacji, pilot nie wydawa³ siê byæ zdenerwowany. Sprawia³ raczej wra¿enie, ¿e wykrzykuje takie komunikaty do swoich pasa¿erów niemal codziennie.
Opanowujê siê. Obrzucam uwa¿nym spojrzeniem miejsce upadku. Teraz jestem pewna – poza mn±, ocala³ te¿ Pilot (jak postanawiam go teraz nazywaæ) i zabra³ ca³± broñ. Ogl±dam siê za siebie. W g³±b lasu biegnie b³otnista dró¿ka. Ruszam ¶ladami Pilota, poniewa¿ jest to jedyne rozwi±zanie, jakie przychodzi mi do g³owy. Jednak ju¿ po chwili ¶lad urywa siê, koñczy siê równie¿ ¶cie¿ka. Przedzieram siê miêdzy spl±tanymi ga³êziami.
Zaczyna siê ¶ciemniaæ, a ja nadal nie natrafi³am na jakiekolwiek ¶lady bytno¶ci ludzi. Ju¿ zamierzam poddaæ siê i usi±¶æ na ziemi lub krzyczeæ o pomoc (choæ my¶lê, ¿e i tak nikt mnie tu nie us³yszy), kiedy rozlega siê ¶piew. Ledwo, ledwo s³yszalny, jakby dochodzi³ z bardzo daleka. Brzmi jak hymn. To oznacza, ¿e na wyspie musz± byæ ludzie. Czujê ulgê i narastaj±c± determinacjê. Pomimo, ¿e zapada ju¿ zmrok, ruszam w kierunku tych d¼wiêków.
Jestem bardzo zmêczona i zniechêcona do dalszego dzia³ania, gdy¿ idê bez przerwy przez pó³ nocy i ani ¶ladu bytno¶ci ludzi, poza kilkoma podobnymi do naszego wrakami samolotów. W ka¿dym brakuje uzbrojenia oraz metalowych czê¶ci maszyn. Wszystko zosta³o zabrane, zapewne przez tubylców, którzy mog± to wykorzystaæ do konstrukcji przedmiotów codziennego u¿ytku. Idê jeszcze kawa³ek, ale ksiê¿yc zachodzi i zaczynam siê potykaæ oraz przewracaæ. Przystajê i postanawiam przespaæ siê w jakim¶ schronieniu. Z kawa³ków pozosta³ej blachy robiê co¶, co od biedy mo¿na nazwaæ sza³asem i k³adê siê w ¶rodku. Niestety nie mam koca, dlatego muszê spaæ na go³ej ziemi. Pó¼niej wpadam na pomys³, ¿eby wy³o¿yæ sobie legowisko ga³êziami lub mchem, ale nie mam ju¿ si³y wstaæ.
Porz±dkujê zdobyte informacje i spostrze¿enia. Dopiero teraz u¶wiadamiam sobie, ¿e podczas „zestrzelenia” naszego samolotu nie by³o widaæ innej maszyny ani uzbrojonej jednostki na wyspie pod nami. Nie mogê te¿ zrozumieæ dziwnego zachowania i znikniêcia Pilota. Ale nie mam si³y tego roztrz±saæ, jestem ogromnie zmêczona. Mimo tego, ¿e jest mi bardzo niewygodnie, zasypiam.
Budzi mnie ¶piew ptaków. Wstajê, rozcieram bol±cy kark i staram siê zdecydowaæ, w któr± stronê i¶æ, poniewa¿ nie s³ychaæ ju¿ tajemniczego ¶piewu. Wybieram kierunek mniej wiêcej na wschód. Dokucza mi g³ód i pragnienie. Przeszukujê mijan± okolicê, ale nie znajdujê nic, co nadawa³oby siê do zjedzenia. Wczorajsza ulga znika i pojawia siê strach, ¿e umrê sama na tym pustkowiu, zanim kto¶ zd±¿y przyj¶æ mi z pomoc±.
Nagle jaka¶ postaæ miga pomiêdzy drzewami. Krzyczê do niej, ale znika. Podbiegam i prawie rozbijam siê o doskonale zamaskowane, ogromne, blaszane pud³o. Obchodzê to dooko³a, zagl±dam do ¶rodka. Pud³o okazuje siê byæ domem mieszkalnym dla co najmniej kilkudziesiêciu osób. Zauwa¿am, ¿e wszystkie metalowe elementy pochodz± z rozbitych samolotów. Rozwiniêta i uklepana blacha ze skrzyde³ s³u¿y za dach, a z kad³uba za ¶ciany. Dom wygl±da na opuszczony w wielkim po¶piechu. S±dzê, ¿e Pilot z ca³± nasz± kolekcj± broni spowodowa³ panikê mieszkañców.
Zagl±dam do równie¿ blaszanych szafek. Znajdujê trochê jedzenia – g³ównie placki i ryby, które poch³aniam z wielkim apetytem. Z k±ta zabieram torbê, do której pakujê znalezion± ¿ywno¶æ i za du¿±, ale ciep³± kurtkê. Czujê siê podle, kradn±c te rzeczy, ale nie mam innego wyj¶cia, je¿eli chcê przetrwaæ zupe³nie sama na tym odludziu. Ruszam dalej do¶æ szerok± przecink±. Po godzinie marszu droga urywa siê. Dalej widzê tylko nieprzebyty g±szcz spl±tanych ro¶lin. Zastanawiam siê gor±czkowo. Je¶li kto¶ zada³ sobie tyle trudu, ¿eby wyr±baæ przej¶cie, musi ono dok±d¶ prowadziæ. Kluczê wiêc miêdzy drzewami, a¿ natrafiam na ledwo widoczn± dró¿kê. Bardziej wygl±da na ¶cie¿kê zwierz±t, ale widzê wyra¼nie odci¶niêt± podeszew buta w b³ocie. ¦lad wygl±da na ¶wie¿y. Mo¿liwe wiêc, ¿e cz³owiek, którego widzia³am, w³a¶nie têdy ucieka³. Jestem trochê podekscytowana i prawie pewna, ¿e jednak wyjdê z tej przygody ca³o.
Im dalej posuwam siê w g³±b wyspy, tym las staje siê bardziej gêsty i tym mniej znajdujê rozbitych samolotów. Idê ju¿ czwarty dzieñ, a od rana nic nie jad³am. Znów ogarnia mnie rezygnacja oraz strach, ¿e oddalam siê od ludzi i mo¿liwo¶ci ocalenia. Nagle ziemia pod moimi nogami zarywa siê i zje¿d¿am po pochy³ej skale pod ziemiê. W³az automatycznie zamyka mi siê nad g³ow±, za to zapala siê ¶wiat³o.
Zaskoczenie upadkiem zastêpuje ciekawo¶æ i chêæ jak najszybszego znalezienia pomocy. Ruszam korytarzem. Od razu widaæ g³ówny, szeroki chodnik, od którego odchodz± setki mniejszych, które prowadz± do… cel wiêziennych. Natychmiast przestaje mi siê tu podobaæ. Wiêzienie jest puste, a wszystkie kraty otwarte. Nie chc±c siê zgubiæ lub natrafiæ na z³ych ludzi, ca³y czas trzymam siê g³ównego korytarza i szukam stra¿ników, którzy powinni pilnowaæ wiêzienia. Z drugiej strony, po co staæ na stra¿y, skoro nie ma tutaj ani jednego przestêpcy. Rozlu¼niam siê trochê. Ma³e lampki zapalaj± siê stopniowo, kiedy pojawiam siê w zasiêgu ich czujników.
Coraz bardziej niepokoi mnie brak jakichkolwiek innych oznak bytno¶ci ludzi. W koñcu dochodzê do betonowych schodów. Wspinam siê na górê, automatyczny w³az otwiera siê i wychodzê na niedu¿y plac wype³niony lud¼mi. W pierwszej chwili chcê skakaæ z rado¶ci i prosiæ o pomoc. Jednak widzê dooko³a brudnych, gro¼nie wygl±daj±cych mê¿czyzn. Wiêkszo¶æ jest uzbrojona znanymi mi z samolotu karabinami. Domy¶lam siê, ¿e celowo powoduj± katastrofê ka¿dej maszyny, jaka nad nimi przelatuje i okradaj± j± ze wszystkiego, co mo¿e im siê przydaæ. Skoro s± to bandyci, których nie obchodzi los zestrzelonej za³ogi, prêdzej mnie zabij± ni¿ zgodz± siê pomóc. W tej chwili pragnê znale¼æ siê z powrotem pod ziemi±, ale kto¶ uderza mnie w ty³ g³owy, przez co tracê przytomno¶æ.
Otwieram oczy. Ból g³owy i strach mnie parali¿uj±, ale rozpoznajê, ¿e znajdujê siê w podziemnej komorze. Siedzê na krze¶le nie zwi±zana, widocznie nie uznali mnie za zagro¿enie. I s³usznie, bo co im mogê zrobiæ? Jestem zdana na ich ³askê i nie³askê. Pilnuje mnie dwóch uzbrojonych mê¿czyzn. Gdybym próbowa³a choæby wstaæ, bêdzie to ostatnia rzecz, któr± zrobiê w ¿yciu. Pilot stoi naprzeciwko mnie i cicho rozmawia z kim¶, kto odwrócony jest do mnie ty³em. Jednak sylwetka wydaje mi siê znajoma. Odwraca siê do mnie. Ju¿ wiem! Jecha³am z nim kiedy¶ w jednym przedziale w poci±gu na trasie Warszawa – Wiedeñ. Nazywa siê Tytus Tolewicki. Zaskoczenie odbija siê na mojej twarzy. Mê¿czyzna odzywa siê pierwszy:
- Masz dwie mo¿liwo¶ci, ale decyzjê musisz podj±æ teraz. Pierwsza jest taka, ¿e opuszczasz wyspê z Pilotem i wracasz do domu, nikomu nic nie mówi±c. Je¶li z³amiesz zakaz, nasz agent bêdzie musia³ zabiæ ciebie oraz wszystkich poinformowanych o bytno¶ci ludzi na tej wyspie. Druga jest nastêpuj±ca: powiemy ci prawie wszystko, co chcesz wiedzieæ i wyszkolimy. Ale bez rozkazu nie bêdziesz mog³a ju¿ nigdy opu¶ciæ wyspy.
Bardzo siê bojê. Nie wiem co wybraæ. Chcê zobaczyæ jeszcze rodzinê! Ciekawi mnie jednak, co tu siê dzieje. Z drugiej strony nie mam pojêcia, czym bêdê siê musia³a zajmowaæ. Albo mnie oszukuj± i bez wzglêdu na to, co wybiorê, zabij±.
- Wybieram drug± mo¿liwo¶æ. Jednak pod warunkiem, ¿e bêdzie mnie szkoli³ Pilot lub pan, Tytusie. – mówiê. Mam nadziejê, ¿e jest to w³a¶ciwa decyzja, bo strach chyba zaraz mnie po¿re. – Chcê, ¿eby szkoli³ mnie kto¶, kogo znam.
- Dobrze, Pilot zostaje twoim nauczycielem i opiekunem. Wyja¶ni ci nasz±, a teraz równie¿ twoj± sytuacjê. Ja wracam do przerwanych obowi±zków. – mówi Tytus i wychodzi z pomieszczenia razem z ochron±. Pilot zwraca siê do mnie:
- Na tej wyspie znajdowa³o siê tajne wiêzienie dla najgorszych przestêpców z ca³ej Europy. Jednak zbuntowani skazañcy rozgromili ochronê. Pozyskali broñ i ¶mig³owce.
- W Europie nikt o tym nie wie. Przynajmniej nikt oficjalnie. – jestem zaskoczona. G³os ju¿ mi nie dr¿y.
- To prawda. Bardzo pilnie strze¿emy tej tajemnicy. – podejmuje wypowied¼ - Kilku naszych ludzi potajemnie powróci³o do Europy i prowadzi tam akcje korzystne dla nas, na przyk³ad rozpoznania wywiadowcze. Celem jest zdobycie potrzebnych ¶rodków do ¿ycia i broni dla ka¿dego w razie wydania siê sekretu, a co za tym idzie ataku wojska. Tolewicki jest naszym przywódc±. – zakoñczy³ krótk± historiê. Ja jednak nie s±dzê, ¿eby grupa przestêpców wyszkolona przez innego przestêpcê, w dodatku pozbawiona najnowszych osi±gniêæ techniki, obroni³a siê przed zawodowym wojskiem. Nie mówiê jednak tego na g³os, gdy¿ bojê siê, ¿e Pilot to potwierdzi. Moim zdaniem jest tylko kwesti± czasu, ¿eby kto¶ w Europie zainteresowa³ siê t± wysp±, odkry³ jej tajemnicê, a nas pozabija³ lub ponownie aresztowa³. Mnie równie¿, gdy¿ zgodzi³am siê na wspó³pracê – zostanê wiêc zakwalifikowana jako uczestnik spisku i Bóg wie, czego jeszcze…
- Jednak nie pilnujecie wyspy w wystarczaj±co wysokim stopniu. Nie natrafi³am na ¿adnego stra¿nika.
- To, ¿e nie widzia³a¶ zwiadowcy nie znaczy, ¿e go tam nie by³o. – odpowiada tajemniczo. Wzruszam ramionami i informujê go o kolejnej nasuwaj±cej mi siê w±tpliwo¶ci:
- S±dzê, ¿e w koñcu kto¶ zainteresuje siê znikniêciami samolotów.
- Jeste¶my na to przygotowani – odpar³ pow¶ci±gliwie, wyra¼nie nie chc±c informowaæ mnie o sposobach ochrony wyspy. Zmieniam wiêc temat. Pytam o co¶, co jest dla mnie zupe³nie niejasne:
- Nie chcecie wróciæ do ojczyzny i swoich rodzin?
- Po co wracaæ gdzie¶, sk±d pozosta³o tylko wspomnienie po aresztowaniach i przes³uchaniach?
Milczê zamy¶lona. Mo¿e ma racjê, trudno mi zrozumieæ ich sytuacjê. Zdajê sobie sprawê, ¿e wszyscy s± zgrani i tworz± ¶ci¶le zwi±zany zespó³. Zwi±zali siê ze sob± podczas ucieczki z wiêzienia albo raczej jego zdobycia od wewn±trz. Mam tylko nadziejê, ¿e ja te¿ zostanê jego czê¶ci±. Zadajê pytanie, w tej chwili dla mnie najwa¿niejsze:
- Czego bêdziesz mnie uczy³?
- Pilotowania samolotu i ¶mig³owca, podstaw nawigacji, strzelania z broni palnej oraz walki wrêcz. Poznasz zasady panuj±ce w tak specyficznym towarzystwie i nauczysz siê korzystaæ tylko z tego, co masz pod rêk±. Musisz umieæ poradziæ sobie w ka¿dej sytuacji.
J
estem tu ju¿ oko³o miesi±ca. Powoli dostosowujê siê do otaczaj±cych mnie ludzi. Bojê siê ich, ale nie s± tacy ¼li. Raczej nieufni i niepewni moich wobec nich zamiarów. W¶ród samych mê¿czyzn jestem elementem obcym i zupe³nie niespodziewanym.
Rozumiem ju¿, dlaczego podczas wêdrówki natrafi³am na puste domy z blachy z samolotów. Mianowicie mê¿czy¼ni uciekaj± z mieszkañ natychmiast, kiedy tylko us³ysz± warkot silnika. Zbieraj± siê w wyznaczonym miejscu, alarmuj±c resztê ludzi. To po prostu kolejny ¶rodek ostro¿no¶ci. Je¶li zjawia siê ich znajomy odpowiedzialny za upadek maszyny, kilka grup rusza ograbiæ kolejny samolot.
Pilot du¿o mnie uczy. Czy wiesz, na ile sposobów mo¿na samemu zestrzeliæ samolot z ziemi b±d¼ powietrza tak, by wygl±da³o to na nieszczê¶liwy wypadek? Ma te¿ kilku pomocników, którzy zastêpuj± go, kiedy leci na akcjê. Bardzo têskniê do rodziny i ojczyzny, nieraz mam ochotê opu¶ciæ wyspê wbrew zakazowi Tytusa. Jednak po chwili przychodzi refleksja, ¿e mo¿e mam wa¿ne zadanie do spe³nienia, mo¿e to w³a¶nie ja pomogê tym ludziom powróciæ do normalnego ¿ycia. Lecz wszyscy sprawiaj± wra¿enie, jakby wcale nie chcieli wróciæ. Mo¿e maj± o wiele ambitniejsze plany? Czy rzeczywi¶cie szykuj± spisek przeciw ludziom, którzy ich skrzywdzili, czy raczej chc± spokojnie ¿yæ na wyspie, a umiejêtno¶æ walki oraz wiedza o reszcie ¶wiata jest im niezbêdna do obrony w razie odkrycia tajemnicy przez Europejczyków? Z tym spiskiem chyba przesadzam. Zosta³am wychowana przez media w ten sposób, ¿e od razu we wszystkim podejrzewam przestêpstwo. Mo¿e po prostu krzywdzono i torturowano ich w wiêzieniu, a tutaj mog± korzystaæ z wolno¶ci? Chocia¿ mo¿e to jednak jest spisek oraz zemsta – podobno nic tak nie ³±czy ludzi, jak wspólny wróg…
Aleksandra Rostek, lat 14
3 styczeñ 2012

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Opowiadanie "Teorie Spiskowe" /> /> />
/>
róbujê G³êboki Otwieram ¿o³nierza. Udaje />Lecieli¶my, ¿e Wszystko ¿e />- Zestrzelili />Pomimo Sprawia³ ¿e />Opanowujê Obrzucam Teraz Pilot (jak Ogl±dam Ruszam ¶ladami Pilota, Jednak ¶lad ¶cie¿ka. Przedzieram />Zaczyna ¶ciemniaæ, ¶lady Ju¿ (choæ ¿e ¶piew. Ledwo, Brzmi ¿e Czujê Pomimo, ¿e />Jestem ¶ladu Wszystko Idê Przystajê ¶rodku. Niestety Pó¼niej ¿eby />Porz±dkujê Dopiero ¿e „zestrzelenia” Nie Pilota. Ale Mimo ¿e />Budzi ¶piew Wstajê, ¶piewu. Wybieram Dokucza Przeszukujê Wczorajsza ¿e />Nagle Krzyczê Podbiegam Obchodzê ¶rodka. Pud³o Zauwa¿am, ¿e Rozwiniêta ¶ciany. Dom S±dzê, ¿e Pilot />Zagl±dam Znajdujê ¿ywno¶æ Czujê Ruszam Dalej Zastanawiam Je¶li ¿eby Kluczê Bardziej ¶cie¿kê ¦lad ¶wie¿y. Mo¿liwe ¿e Jestem ¿e />Im Idê Znów ¿e Nagle W³az ¶wiat³o. />Zaskoczenie Ruszam Natychmiast Wiêzienie Nie Rozlu¼niam Ma³e />Coraz Wspinam Jednak Wiêkszo¶æ Domy¶lam ¿e Skoro />Otwieram Ból ¿e Siedzê Jestem ³askê Pilnuje Gdybym ¿yciu. Pilot Jednak Odwraca Ju¿ Jecha³am Warszawa Wiedeñ. Nazywa Tytus Tolewicki. Zaskoczenie Mê¿czyzna />- Masz Pierwsza ¿e Pilotem Je¶li Druga Ale />Bardzo Nie Chcê Ciekawi Albo />- Wybieram Jednak ¿e Pilot Tytusie. Mam ¿e Chcê, ¿eby />- Dobrze, Pilot Wyja¶ni Tytus Pilot />- Europy. Jednak Pozyskali ¶mig³owce. />- Europie Przynajmniej G³os />- Bardzo Kilku Europy Celem ¶rodków ¿ycia Tolewicki ¿eby Nie ¿e Pilot Moim ¿eby Europie Mnie Bóg />- Jednak Nie ¿adnego />- To, ¿e ¿e Wzruszam />- S±dzê, ¿e />- Jeste¶my Zmieniam Pytam />- Nie />- />Milczê Mo¿e Zdajê ¿e ¶ci¶le Zwi±zali Mam ¿e Zadajê />- Czego />- Pilotowania ¶mig³owca, Poznasz Musisz />
/>
estem Powoli Bojê ¼li. Raczej W¶ród />Rozumiem Mianowicie Zbieraj± ¶rodek Je¶li />Pilot Czy Bardzo Tytusa. Jednak ¿e ¿ycia. Lecz Mo¿e Czy ¿yæ ¶wiata Europejczyków? Zosta³am ¿e Mo¿e Chocia¿ ³±czy />Aleksandra Rostek, 14 />3 2012

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci