24 godziny temu
SF
Otworzy³ oko, najpierw jedno, potem drugie. Zamruga³. ¦wiat³o od razu go porazi³o, a do tego w oczach poczu³ nieprzyjemny piasek, którego pozby³ siê palcami. Obudzi³ siê nagle, wyrwany ze snu, bez jakiegokolwiek ostrze¿enia, co nie sprawi³o mu przyjemno¶ci.
Spojrza³ przed siebie. Le¿a³ wci±¿ w swoim szerokim, ale jednak jednoosobowym ³ó¿ku, w wymiêtej po¶cieli. Przed sob± mia³ sporej wielko¶ci okna, dzi¶ rano myte, wiêc ca³kiem przezroczyste. Przez nie wpada³y do pomieszczenia strugi jaskrawego b³êkitnego ¶wiat³a, które razi³o ostro¶ci±, zw³aszcza dopiero co rozbudzone oczy, tak ju¿ przywyk³e do koj±cej ciemno¶ci, jak± gwarantowa³a pó¼na nocna godzina. ¦wiat³o pada³o na ca³e pomieszczenie, obejmuj±c proste, ale eleganckie umeblowanie, kosztuj±ce o wiele wiêcej, ni¿ mo¿na by za³o¿yæ na pierwszy rzut oka. ¦wiat³o pada³o na wszystko, a przede wszystkim na niego samego, w dalszym ci±gu le¿±cego na ³ó¿ku, bez ruchu wpatruj±cego siê w okna, przymykaj±c pora¿one oczy.
Us³ysza³ szum. Nieg³o¶ny, ale wyra¼ny. Nie by³ jeszcze pewny, czy dobiega³ gdzie¶ z zewn±trz, czy z jego w³asnej g³owy, która dopiero co wyrwana zosta³a z koj±cego snu. Jego pokój znajdowa³ siê na trzydziestym trzecim piêtrze, a na tej wysoko¶ci zawsze panowa³ b³ogi spokój i cisza. Wiêc sk±d dobiega³ ten odg³os?
Podniós³ siê. Za oknem b³yszcza³o, ale nie móg³ dostrzec ¼ród³a tego ostrego ¶wiat³a, które nagle roz¶wietli³o jego pokój. Sk±d ono siê bra³o? Na tej wysoko¶ci?
Przez chwilê pomy¶la³, ¿e mo¿e ca³y czas ¶pi i wszystko to jest jedynie snem, ale uczucie to szybko minê³o. Wzi±³ do rêki okulary le¿±ce na nocnym stoliku ustawionym obok ³ó¿ka i za³o¿y³ je na nos, wcze¶niej raz jeszcze przecieraj±c niezadowolone z nag³ego rozbudzenia oczy. Spojrza³ przez okulary przed siebie, powoli podnosz±c siê przy tym z ³ó¿ka. ¦wiat³o wci±¿ ¶wieci³o, poruszaj±c siê to w jedn±, to w drug± stronê, o¶wietlaj±c ca³e pomieszczenie, zalewaj±c je ostrym b³êkitnym kolorem.
Wsta³ powoli. ¦wiat³o by³o niezwykle jasne i o¶lepiaj±ce, zas³oni³ oczy rêk± i ostro¿nie zacz±³ zbli¿aæ siê do okien. W koñcu stan±³ krok przed nimi, okna by³y wysokie na ca³± d³ugo¶æ ¶ciany i zajmowa³y znaczn± jej wiêkszo¶æ, dziêki czemu blask by³ w stanie dostaæ siê do ka¿dego k±ta w pokoju.
Zatrzyma³ siê czuj±c pod bosymi stopami szorstki materia³ szarej wyk³adziny i patrzy³ staraj±c siê nie mru¿yæ oczu.
¬ród³em ¶wiat³a by³y dwa reflektory. Pojazd, do którego by³y przymocowane z dwóch stron, na d³ugich metalowych mackach, przypomina³ odwrócone jajko, wielko¶ci przeciêtnego samochodu osobowego. Wygl±da³, jakby by³ ca³y z metalu, w dodatku nie mo¿na na nim by³o dostrzec ¿adnych okien, czy ¶wiate³, poza tymi na mackach, które wystawa³y z boków pojazdu, o¶wietlaj±c w tej chwili jego i ca³e pomieszczenie za nim. Ca³o¶æ unosi³a siê w powietrzu bez ¿adnego ruchu, jakby zastyg³a, bucz±c jedynie, niezbyt g³o¶no, ale s³yszalnie.
Sta³ jak wmurowany i patrzy³. Pojazd wygl±da³ dziwacznie, niczym z filmów, czy komiksów. Nigdy w ¿yciu czego¶ takiego na oczy nie widzia³ i widok ten ca³kowicie go zaskoczy³, my¶la³, ¿e mo¿e jednak wszystko to mu siê ¶ni, albo ¿e ma przewidzenia, ale to by³o zbyt realne, ¿eby nie dzia³o siê naprawdê...
Nie poruszy³ siê, gdy metalowe macki nagle zaczê³y siê ruszaæ, powoli zbli¿aj±c do siebie, tak, ¿e gdy siê w koñcu z³±czy³y, dwa reflektory by³y skierowane prosto w jego twarz. O¶lepiony zamkn±³ odruchowo oczy, ale tylko na chwilê. ¦wiat³o zgas³o.
Przez chwilê nic siê nie dzia³o, ale potem z tych samych reflektorów wystrzeli³y nowe wi±zki ¶wiat³a, tym razem ciemno-niebieskiego. Te promienie jednak nie by³y ca³kiem rozszczepione, przypomina³y raczej ¶wiat³a skanera, by³o ich kilka, a ka¿de u³o¿one by³o pod innym k±tem. Zaczê³y siê przecinaæ powoli przesuwaj±c siê to w jedn±, to w drug± stronê, skanuj±c dok³adnie i bezszelestnie cz³owieka za szyb±, który sta³ nieruchomo wpatrzony w to zjawisko. Niebieskie wi±zki ¶wiat³a przesuwa³y siê po nim i po pokoju za jego plecami, tworz±c ró¿ne wzory, z pozoru ca³kiem chaotyczne i nic nieznacz±ce. Trwa³o to chwilê, ale w koñcu i to ¶wiat³o zgas³o.
Podczas, gdy pojazd unosi³ siê w powietrzu bezpo¶rednio przed oknami jego pokoju, on sam sta³ w dalszym ci±gu nie wiedz±c, co robiæ. Patrzy³ przed siebie, próbuj±c dostrzec jaki¶ szczegó³, który wyja¶ni³by mu co siê dzieje, próbowa³ zrozumieæ, jak to istoty ludzkie maj± w zwyczaju robiæ w sytuacjach, z którymi stykaj± siê pierwszy raz w ¿yciu.
Nim jednak zd±¿y³ co¶ pomy¶leæ, macki znów siê rozdzieli³y rozpraszaj±c na boki, a sam pojazd w kszta³cie jajka nagle ruszy³ do góry, z pocz±tku niezbyt szybko, ale stopniowo nabieraj±c prêdko¶ci. Nie zdo³a³ dostrzec jednak, gdzie dok³adnie siê skierowa³, bo po chwili znikn±³ z pola jego widzenia.
Przez moment nic siê nie dzia³o. Moment tak krótki, ¿e w zasadzie móg³by zostaæ zupe³nie niezauwa¿ony, ale on odczu³ go bardzo dotkliwie, niemal namacalnie, czuj±c ciarki przebiegaj±ce mu po plecach.
Nagle us³ysza³ huk, odwróci³ siê gwa³townie, akurat, by zobaczyæ, jak zamaskowani i uzbrojeni ludzie w czerni wywa¿aj± drzwi do pomieszczenia krzycz±c co¶ g³o¶no, ale niezrozumiale. ¦wiecili mu po oczach latarkami umocowanymi do ich karabinów, znów przymkn±³ oczy zas³aniaj±c siê rêk±, któr± zaraz jeden z nich mu wykrêci³, powalaj±c przy tym na ziemiê. Obezw³adniono go w kilka niesamowicie szybkich sekund, nim zd±¿y³ co¶ powiedzieæ, zbyt oszo³omiony i spanikowany. Poczu³ ig³ê, któr± wbito mu w ramiê, a po chwili zapad³a ca³kowita ciemno¶æ w towarzystwie bezkresnej ciszy.
Bia³e ¶wiat³o.
G³osy.
Twarze. Ludzkie, ale w maskach.
Lampy nad jego g³ow±...
Ból w gardle, czu³, ¿e co¶ ma w ustach i nie mo¿e mówiæ.
Twarze.
G³osy.
Nie czu³ r±k, ani nóg, nie czu³ niczego.
Kolejne strzykawki.
¦wiat³o.
Ból.
Otworzy³ oczy, najpierw jedno, potem drugie. Zamruga³. ¦wiat³o ponownie go porazi³o, a oczy zapiek³y nieprzyjemnie, musia³ je przetrzeæ, ale d³onie mia³ szorstkie i tylko podra¿ni³ skórê. Mia³ sucho w gardle, czu³ siê, jakby trapi³ go potê¿ny kac, bola³a go g³owa i by³ os³abiony, nie pamiêta³, co siê wydarzy³o.
Rozejrza³ siê. By³ w celi, le¿±c na zwyk³ej pryczy. Cela nie wygl±da³a na wiêzienn±, raczej na szpitaln±. W jedynym oknie by³y kraty, a drzwi po drugiej stronie pomieszczenia nie mia³y klamki, przynajmniej z tej strony. W ¶rodku poza ³ó¿kiem nie by³o ¿adnego mebla, niczego. Dopiero po chwili dostrzeg³ ma³± kamerê umiejscowion± pod sufitem.
Zamruga³ raz jeszcze. Podniós³ siê z trudem.
Nie minê³o kilka minut, w czasie których stara³ siê przypomnieæ sobie, co siê wydarzy³o, gdy drzwi otworzy³y siê, a w nich stan±³ starszy mê¿czyzna w bia³ym kitlu, wygl±daj±cy na lekarza. Pod pach± mia³ dosyæ grub± teczkê. Odchrz±kn±³.
- Widzê, ¿e siê obudzi³e¶ - stwierdzi³ z udawan± sympati±. - Wiêc mo¿emy kontynuowaæ.
Kamera utrwala³a jak siedzia³ wpatruj±c siê pustym wzrokiem w lekarza, a potem w pod³ogê.
Zamkn±³ oczy.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Zamruga³. ¦wiat³o Obudzi³ Le¿a³ wci±¿ ³ó¿ku, Przez ¦wiat³o pada³o ¦wiat³o Nieg³o¶ny, Nie Jego Wiêc ¼ród³a ¶wiat³a, Sk±d ¿e ¶pi ³ó¿ka Spojrza³ ³ó¿ka. ¦wiat³o ¶wieci³o, ¦wiat³o ¶wiat³a Pojazd, Wygl±da³, ¿adnych ¶wiate³, Ca³o¶æ ¿adnego Nigdy ¿yciu ¿e ¶ni, ¿e ¿eby ¿e O¶lepiony ¦wiat³o ¶wiat³a, ¶wiat³a Zaczê³y Niebieskie ¶wiat³a Trwa³o ¶wiat³o Patrzy³ ¿yciu.Nie ¿e Obezw³adniono Poczu³ ¶wiat³o.
Ludzkie, ¿e Zamruga³. ¦wiat³o Mia³ By³ Cela ¶rodku ³ó¿kiem ¿adnego Dopiero Podniós³ siê Odchrz±kn±³.
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Matka Polka
- niby sonet w ostateczno¶ci
- Strza³y na kirkucie [debiut]
-
Sestyna trafionego przez kupidyna (R)
- Smok Zza Lasu Odc.5
- Jednoskrzyd³y/ fragment ksi±¿ki psychologiczno-obyczajowej/opowiadanie/debiut
- SZMARAGDOWA KROPLA cz. I /o czarach, przeznaczeniu i mi³o¶ci/ x
- Pinar del Rio /wiersz/ ~
- Gawêdziarze /wiersz/ x
- Nów – kalendarz ksiê¿ycowy /wiersz/
- ¶wiaty (przebicia) /wiersz/ x
- Dlaczego spa³em na ulicy K.? /opowiadanie/