24 godziny temu

Spokojne miasteczko Monetown. Istny raj na Ziemi, jakby skrawek nieba zes³any przez Boga. Zaciszna miejscowo¶æ, przy ogromnym lesie, tryska ¿yczliwo¶ci±, a od jej pocz±tku bije blask u¶miechu mieszkaj±cych tu, ¿yczliwych ludzi . Ta idylla zosta³a zburzona przez jednego cz³owieka, który obudzi³ chory strach we wszystkich mieszkañcach edenu…
W ka¿dym domu by³o s³ychaæ d¼wiêk syren policyjnych radiowozów. Wszyscy zadr¿eli. W obawie o w³asne ¿ycie, domy ju¿ od dawna s± pozamykane na trzy spusty. Nikt nie by³ bezpieczny, ¿aden z mieszkañców nie chcia³ byæ kolejn± ofiar± psychopaty.
Na kaszmirowym dywanie le¿a³o blade cia³o Jane, dziewiêtnastolatki , która mieszka³a trzy domy od lasu. W domu, do którego wesz³a porucznik Grace, czuæ by³o krew. Rozejrza³a siê po miejscu zbrodni. To ju¿ trzecie morderstwo w tym miesi±cu. Wiadomo by³o, ¿e s± one powi±zanie, ³±czy³ je „schemat”. Ka¿da z zabitych mia³a mniej ni¿ dwadzie¶cia lat. Po tym, jak zosta³y brutalnie zgwa³cone, oprawca dusi³ je, a scyzorykiem kre¶li³ na brzuchu symbol wiary zabitej. Dwie wcze¶niejsze biedaczki, Hayley i Lucy, równie¿ mia³y wypisany znak wiary. Pierwsza, jako wierz±ca w Buddê, Ko³o ¯ycie i Trzy Klejnoty. Lucy by³a chrze¶cijank±, wiêc na jej brzuchu widnia³a ryba, a pod ni± krzy¿. Ka¿da by³a w siniakach, które otrzyma³a, broni±c siê przed gwa³tem.
- Znam ten znak, ale nie mogê sobie przypomnieæ, jak siê nazywa³. – powiedzia³a Grace, wskazuj±c na krwaw± ranê, z której nie wiele mo¿na by³o odczytaæ.
-To znak Talijtu, dope³nienie Yin i Yang. – odpowiedzia³ Barry, wysoki, dobrze zbudowany mê¿czyzna, przed trzydziestk±, partner dwudziestotrzyletniej pani porucznik.
„Kolejna”- pomy¶la³a w duchu Grace.
-Barry, zwróci³a siê do szatyna, s³ysza³am, ¿e mamy ¶wiadka.
- Tak, Dominic j± przes³uchuje, widzia³a, podobno, jego twarz, która mia³a co¶ charakterystycznego.
W drobnej brunetce pojawi³a siê p³omyk nadziei, ale od razu zgas³, bo dziewczyna-¶wiadek nie chcia³a nic mówiæ. „Cholera by to!”- krzycza³a w g³êbi Grace, ale jej rozczarowanie ³atwo rozczyta³ kolega. Barry ju¿ niejednokrotnie mia³ wra¿enie, ¿e partnerka co¶ przed nim ukrywa, ale gdy zawsze porusza³ temat, ona zmienia³a go, niekiedy z z³o¶ci± mówi³a, ¿e ma jakie¶ halucynacje. W koñcu policjant zrezygnowa³ i da³ Grace spokój. Mimo wszystko, znowu dozna³ tego uczucia, ale nie chc±c nara¿aæ siê kobiecie, powiedzia³, ¿e dorw± drania tak czy siak.
- Musimy- odrzek³a spokojnie. Zanim on wymorduje wszystkie nastolatki w mie¶cie.
To powiedziawszy, zaczê³a zbieraæ, w rêkawiczkach, rozsypane zdjêcia z albumu, na którym jest Jane z rodzin±. Potem pozbiera³a od³amki rozbitego, szklanego wazonu. Wiêkszo¶æ z nich tkwi³a w plecach ofiary. Skupiona, sumiennie wykonywuj±ca swoj± pracê- tak wygl±da³a zewnêtrznie. Wewn±trz niej rozgrywa³a siê walka serca z umys³em. Dobrze zna³a psychopatê, mia³ na imiê Alex, porywczy, nieprzewidywalny, zdolny do wszystkiego, bezsumienny. Widok ka¿dej z dziewczyn, które zna³a, rysowa³ na jej duszy ranê, przez któr± niejednokrotnie p³aka³a. Z drugiej jednak strony przez to, sta³a siln±, niezale¿n± kobiet±. Mimo to, wiele razy skrywa³a swoj± prawdziw±, wra¿liw± stronê, pod mask± oziêb³o¶ci, aby nie wypa¶æ z gry, walczyæ i znale¼æ dowody, które pogr±¿± Alexa.
Otworzy³a drzwi do samochodu, sama chcia³a zawie¼æ dowody do Instytutu, który jest oddalony prawie o 120km od Monetown. Nagle w oddali biegnie jaka¶ postaæ. Grace zamiera, wtula siê w fotel, zamyka oczy. Nieznajomym, na szczê¶cie, okazuje siê Barry, który szuka³ dziewczyny.
Grace oddycha³a szybko, wysiad³a z auta i, próbuj±c ukryæ strach i lêk, u¶miechnê³a siê do kolegi. Szatyn od razu wyczyta³ niepokój z g³osu i twarzy brunetki. Odwzajemni³ siê, ale nie by³ to szczery u¶miech, taki raczej z grzeczno¶ci.
- Grace, jedziesz do Instytutu?- spyta³.
- Tak, taki mam zamiar- odpowiedzia³a dziewczyna, próbowa³a ukryæ niepokój.
- Mo¿e, ja pojadê za ciebie? Widzê, ¿e jeste¶ zmêczona. Jed¼ do domu, po³ó¿ siê…
- Nie- przerwa³a Grace, mówi±c trochê inaczej ni¿ zwykle, nie tym samym pewnym g³odem. Sama to zrobiê, chce mieæ pewno¶æ, ¿e wszystko zrobi³am.
- To jest akurat mój obowi±zek- szatyn nie dawa³ za wygran±. Ty mo¿esz wracaæ do…
- Nie chcê siedzieæ sama w pustym domu!- znowu przerwa³a koledze, ale tym razem przekona³a go do swojej racji.
- To mo¿e zrobimy tak, pojedziemy razem, a potem odwiozê ciê do domu?- zaproponowa³ mê¿czyzna, widz±c, w jakim stanie jest dziewczyna. To nie by³a ta sama Grace, jak± pozna³, przed spraw±. Chyba nic nie zosta³o z tryskaj±cego energi± wulkanu, którym by³a. Od miesi±ca st±pa³a twardo po ziemi.
Barry usiad³ za kierownic±, a brunetka po stronie pilota. Podró¿ do Instytutu minê³a szybko, niewiele rozmawiali, prócz wyników wczorajszego meczu baseballu, a ciszê maskowa³a muzyka z radia. Podczas drogi powrotnej rozwinê³a siê rozmowa, wrêcz k³ótnia o obawy Grace.
- Wiem, ¿e co¶ ukrywasz- zacz±³ Barry.
- Znowu zaczynasz? B³agam, skoñcz ten temat raz na zawsze!- dziewczyna mówi³a z coraz wiêksz± z³o¶ci±.
- Dam temu spokój, je¿eli ty mi powiesz, o co chodzi.
Prêdko¶æ na liczniku ros³a.
- Nie powiem, bo zrozum, ¿e nic nie ukrywam. Zwolnij!- spojrza³a na Barrego, który z kamienn± twarz±, gwa³townie, skrêci³ na poboczne. Zgasi³ silnik. Popatrzyli na siebie.
- K³am komu chcesz, ale ja do cholery czujê, ¿e co¶ jest nie tak. Ta sprawa ciê przerasta, tak? A mo¿e, wiesz co¶, czego ja nie wiem? Ej, Grace, co siê dzieje?
Dziewczyna schowa³a g³owê w rêkach i utonê³a w my¶lach. Nie mog³a powiedzieæ Barremu o Alexie i o tym, co j± ³±czy³o z kryminalist±. Ba³a siê reakcji przyjaciela, ¿e speszy siê do niej. Jednak w duszy chcia³a siê mu wy¿aliæ, by³ jedyn± osob± na ca³ym ¶wiecie, której mog³aby powierzyæ swoje lêki i obawy. Pragnê³a tego bardzo, ale górê wziê³a obawa przed konsekwencjami. Popatrzy³a przed siebie, gdzie mia³a obraz pogr±¿onego w ciemno¶ci lasu, nie by³o nic widaæ, ¿adnego ¶wiate³ka, nic. Tak samo, jak w jej sercu.
- Barry- zaczê³a powoli, niepewnym g³osem, nie wiedz±c, co powiedzieæ. Mam tajemnicê, ale dasz mi czas, ¿ebym siê pozbiera³a, a wtedy ci powiem?
Popatrzy³ na ni±, pe³nym troski wzrokiem.
- Grace, od miesi±ca nie jeste¶ sob±. Ile chcesz siê jeszcze mêczyæ, a¿ siê sprawa skoñczy? A co… je¿eli nie? Wiesz, ¿e mo¿esz siê psychicznie wykoñczyæ. Cholera, martwiê siê o ciebie!
Jego g³os doda³ jej otuchy, rzek³a:
- Wyjawiê ci wszystko, ale na kawie, u mnie w domu. Proszê, je¼d¼my st±d, strasznie ciemno tutaj i pusto.
- Niech ci bêdzie, nie wiedzia³em, ¿e masz nyktofobiê.
Ruszyli, do domu dziewczyny by³o zaledwie piêtna¶cie minut drogi.
Grace przekrêci³a kluczem zamek w drzwiach i zapalaj±c ¶wiat³o, przerwa³a panuj±cy w ma³ym mieszkaniu g³êboki mrok. Barry nie by³ w jej domu czêstym go¶ciem, ale orientowa³ siê, gdzie znajduje siê ka¿dy pokój. Szatyn usiad³ na czerwonej kanapie, a dziewczyna uda³a siê do kuchni obok i zaparzy³a czarn± kawê dla niego, a dla siebie herbatê. Przynios³a napoje do salonu i zajê³a miejsce na fotelu, który sta³ obok tapczanu. Wziê³a do rêki kubek, próbuj±c siê ogrzaæ. Bez przerwy czu³a na sobie wzrok kolegi. Ba³a siê powiedzieæ prawdê mimo ¿e, obieca³a. Waha³a siê. W g³êbi walczy³a miêdzy strachem, a zaufaniem do Barrego. Serce wziê³o górê.
- Znam tego psychopatê, nawet nie wiesz, jak bardzo- zaczê³a, ale nie patrzy³a w oczy odbiorcy, mówi³a jakby do siebie, ewentualnie do ¶ciany. Jest imigrantem z Europy, nie pamiêtam, ale chyba z Norwegii, tak wywnioskowa³am z akcentu. Przez pewien okres czasu mieszka³ w lesie, tym obok naszego miasteczka. Byli¶my blisko, bardzo blisko, a¿ za. Potem… ale on… niewa¿ne. Grunt, ¿e obieca³, ¿e siê zem¶ci. W³a¶nie to robi. Nie wiem, co mnie szybciej wykoñczy: to, ¿e one zginê³y przeze mnie, czy to, ¿e nie umiem go z³apaæ na b³êdzie. Kolejna bêdzie jaka¶ ¿ydówka, albo ja, ateistka. Zawsze „najlepsze” zostawia³ na koniec.
-Imiê? – powiedzia³ po chwili milczenia Barry, w który ca³y p³on±³ w ¶rodku. Nie wiedzia³, ¿e nie wk³ada³a w t± sprawê ca³e serce, ale zdrowie psychiczne.
-Alex…- powiedzia³a cicho.
-Alex Gentor?! – rzek³ wybuchowa szatyn.
- Tak, znasz go?
- Owszem, ten dzieciak spowodowa³ st³uczkê. On ma dziewiêtna¶cie lat, czy tak?
- W tym roku dwadzie¶cia, ale to nie wa¿ne, nie mówmy o tym.
Barry zatai³, ¿e osobi¶cie nienawidzi go z jeszcze jednego powodu. Dobrze wiedzia³, ¿e Grace by³a kochank± Alexa, ale chcia³ to us³yszeæ z jej ust, aby dostaæ motywacji, aby zniszczyæ potwora.
- Dobrze, temat skoñczony. Nie martw siê, za nied³ugo pójdzie do pierdla, bo ¶wiadek powiedzia³ tylko to, ¿e ma bliznê na prawym policzku w kszta³cie litery „V”. Nie ka¿dy ma tak± ranê. Ju¿ siê nie musisz baæ, to tylko kwestia czasu, a¿ z³apiemy psychopatê.
Grace zamy¶li³a siê. To nie mo¿e siê zdarzyæ, bo by by³o za piêkne. Dziewczyna ¿y³a z przekonaniem, ¿e gdy co¶ jej w ¿yciu idzie z górki szybko siê skoñczy, ¿e to co dobre, nie mo¿e trwaæ d³ugo. Rozum kaza³ jej zw±tpiæ w tê my¶l, ale serce, które dawno pragnê³o poczucia spokoju, zag³uszy³o rady, jakie wysy³a³ mózg. Po³o¿y³a g³owê na kolanach, zamknê³a oczy. Po chwili, gdy powoli je otworzy³a, zauwa¿y³a, ¿e obok niej stoi kolega, który powoli siada i obejmuje drobn± brunetkê. Zagubiona dziewczyna utonê³a w ramionach szatyna, a po policzkach sp³ynê³o jej kilka ³ez.
Barry po³o¿y³ usta na g³owie Grace.
- Ju¿ dobrze ma³a, wszystko w porz±dku. Nie bój siê, nic ci nie grozi.
- Bo ty jeste¶ przy mnie?- spyta³a dziewczyna, patrz±c w niebieskie oczy kolegi, który siê u¶miechn±³.
- By³em, jestem i chcê byæ- powiedzia³ zni¿onym g³osem.
Utonêli w swoich spojrzeniach. Barry dotkn±³ policzka dziewczyny, przerazi³ siê, ¿e jest taki zimny. Wzi±³ twarz dziewczyny w swoje d³onie i poca³owa³ czerwone usta Grace. Poca³unki stawa³y siê coraz d³u¿sze i bardziej namiêtne. Wpadli w wir uniesienia. W powietrzu czuæ by³o podniecenie, mo¿na by³o us³yszeæ rozkosz. Stali siê jednym, a Grace w koñcu zrozumia³a, ¿e nie jest sama, wrêcz przeciwnie- znalaz³a mê¿czyznê swojego ¿ycia, ale nie mêczy³a siê my¶leniem, tylko skupi³a na g³êbszym prze¿yciu ekstazy.
Zadzwoni³ budzik, Barry leniwie, ale szybko, nie chc±c obudziæ Grace, uciszy³ przeklêt± maszynê. Mimo starañ, us³ysza³:
- Czas do pracy, a tak w ogóle, to dzieñ dobry. –szatyna przywita³a brunetka, zaspanym g³osem.
- Dzieñ dobry, kochanie. Tak, do pracy. Co ty na to, ¿e ty sobie we¼miesz dzieñ wolnego, a ja tylko pójdê?- powiedziawszy to, poca³owa³ dziewczynê w czo³o.
- Nie, chcê i¶æ, sprawdziæ, czy znowu nie uderzy³- powiedzia³a, po czym usiad³a, chc±c wstaæ. Zosta³a jednak porwana w objêcia Barrego i ponownie wyl±dowa³a w ³ó¿ku, le¿±c na szatynie.
- Jak co¶ bêdzie, to zadzwoniê. Ty dzisiaj odpoczywasz, tak?- popatrzy³ badawczo na dziewczynê, która pod wp³ywem jego miny, nie mog³a powstrzymaæ ¶miechu.
- No, dobra, ale obiecaj, ¿e zadzwonisz.
- S³owo ¿o³nierza, dobra, ja siê zbieram. Ty masz le¿eæ w ³ó¿ku i odpoczywaæ, nie ma mowy o wstawaniu, rozumiemy siê?
- Ty chyba w cuda wierzysz- powiedzia³a z sarkazmem.
- Mo¿e…- odrzek³ tajemniczo i namiêtnie poca³owa³ Grace, po czym uda³ siê do ³azienki.
Dziewczyna wtuli³a siê w po¶ciel, która pachnia³a perfumami Barrego. Ten zapach j± odurzy³.
Gdy ju¿ prawie zasnê³a, poczu³a usta na szyi i znany jej g³os powiedzia³: „Nie ma mowy o wstawaniu, przyjadê do ciebie o siedemnastej, pa”.
Nie minê³o wiêcej ni¿ piêæ minut, gdy zamilk³ d¼wiêk silnika. Grace us³ysza³a, ¿e kto¶ po cichu otwiera drzwi. Usiad³a na ³ó¿ku, przestraszy³a siê, ale spojrza³a na szafkê nocn± i zauwa¿y³a, ¿e Barry zapomnia³ odznaki. Wziê³a j± do rêki i, chc±c zrobiæ mu niespodziankê, owinê³a siê w po¶ciel i powoli uda³a siê w stronê korytarza, gdzie umilk³y szmery.
-Staruszku, ty kiedy¶ g³owy zapomnisz!- powiedzia³a rado¶nie i wysz³a zza szafy, która sta³a w sypialni.
Grace upu¶ci³a odznakê, która spad³a pod komodê. Zamiast szatyna sta³, ubrany ca³y w czerñ, z no¿em w rêku Alex. Dziewczyna zaniemówi³a, sta³a bezruchu, obserwuj±c, jak przestêpca z³owieszczo siê u¶miecha i syci ni± wzrok.
- No, piêkna, ale wyszczupla³a¶. Teraz to z ciebie sama skóra i ko¶ci, ale nadal mnie krêcisz. Nie my¶la³a¶ chyba, ¿e ¿artujê z t± zemst±, kochanie…
Nie mog³a d³u¿ej s³uchaæ. Zamknê³a siê, w swojej g³owie. Mêczy³a siê my¶lami: „Jak mog³am byæ tak nieostro¿na?” , „Czy po tej jednej nocy, zupe³nie siê zapomnia³am?”. Przez umys³ przechodzi³y jej wszystkie obelgi i zboczone my¶li Alexa. Cierpia³a w ¶rodku.
Nagle, z fazy my¶lenia, wyrwa³ j± dotyk d³oni zbrodniarza. Zaczê³a krzyczeæ, by j± zostawi³. Ten jedn± rêk± zakneblowa³ jej usta, d³ug± trzyma³ w pasie. Szarpi±c, zaprowadzi³ do sypialni. Rzuci³ na pod³ogê. Kopi±c j± wypowiada³ tysi±ce s³ów, co o niej my¶li. W pewnym momencie, usiad³ na brzuchu nagiej dziewczyny i zacz±³ dotykaæ piersi, uda... Przy ka¿dej próbie obrony, brunetka dosta³a cios albo w twarz, albo po brzuchu. Alex nachyli³ siê nad Grace i zacz±³ ca³owaæ, raczej gry¼æ jej usta. Robi³ to tak mocno, ¿e dziewczyna poczu³a smak krwi. Zszed³ ni¿ej, teraz brutalnie ca³owa³ j± miêdzy nogami, a¿ dziewczyna poczu³a, ¿e „jest w niej”. Porucznik poczu³a, ¿e straci³a ca³± swoj± godno¶æ, ju¿ nie zwraca³a uwagi na czyny psychopaty, na to, ¿e: j± teraz okrutnie gwa³ci, zadaje kolejne ciosy. Znalaz³a swój bezpieczny port w bólu, odda³a siê cierpieniu, zgadza³a siê na ka¿d± krzywdê, jak± dozna. Alex rzuci³ blad± istot± o ¶cianê, rozerwa³ po¶ciel i skrêpowa³ ni± rêce Grace. Nachyli³ siê i szepn±³ jej do ucha:
- Mam nadziejê, ¿e bêdziesz g³o¶no krzyczeæ, specjalnie nie zas³aniam ci ust.
Jednak jej by³o wszystko jedno, zatapia³a siê coraz bardziej w mêce, ale teraz pojê³a, po co mu by³ nó¿. Morderca wzi±³ go do rêki i nacina³ skórê dziewczyny od ud, a¿ do piêty. Dom by³ na odludziu, nikt nie s³ysza³ krzyków i jêków Grace, które podnieca³y Alexa. Gdy brunetka mia³a poranione obie nogi, sprawca narysowa³ nad jej lew± piersi± serce, z rana obficie krwawi³a. Tê krew zlizywa³ napalony kryminalista.
- Nie martw siê- powiedzia³ zadyszany. Ciebie zabijê inaczej, bêdziesz wyj±tkiem kochanie.
Grace le¿a³a twarz± do ziemi, gdy norweg z³apa³ j± za w³osy i podniós³ (za nie) na wysoko¶æ swojego pasa. Kobieta poczu³a zimny nó¿ na swojej szyi. „Kocham ciê Barry”- powiedzia³a w my¶lach.
Strza³. Zimno no¿a ju¿ nie mêczy szyi Grace. Gdy mia³a zakoñczyæ swoje ¿ycie z r±k Alexa, do domu wpad³, po odznakê, Barry, który ju¿ na dworze s³ysza³ krzyki kochanki. Pocisk trafi³ zbrodniarza w prawy bok, ale policjant widz±c, ¿e jeszcze ¿yje, odda³ strza³ prosto w jego g³owê. Oswobodzi³ dziewczynê i wezwa³ lekarza. Czekaj±c na pogotowie, szatyn opowiada³, ukrytej w jego objêciach brunetce, o tym, ¿e dziewczyna-¶wiadek by³a kolejn± kochank± Alexa, a gdy widzia³a morderstwo Jane, przestraszy³a siê, ¿e bêdzie kolejna. Nie chcia³a na pocz±tku zeznawaæ, bo ba³a siê zemsty wariata. Barry ogrzewa³ coraz zimniejsze i bledsze cia³o dziewczyny.
Grace zosta³a odwieziona do szpitala, by³a na skraju ca³kowitego wykrwawienia. Za³o¿ono jej mnóstwo szwów. Rany na nogach ju¿ prawie siê zagoi³y. Blizna, w kszta³cie serca, nie zejdzie, zostanie do koñca. Ona przypomina Grace o swojej nieszczê¶liwej i fizycznej mi³o¶ci do Alexa, ale i o tym, ¿e jest teraz szczê¶liwa u boku Barrego. Daje jej równie¿ si³ê, aby po terapii, kontynuowaæ swoj± pracê w policji, która by³a jej pasj±.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Spokojne Monetown. Istny Ziemi, Boga. Zaciszna ¿yczliwo¶ci±, ¿yczliwych /> W Wszyscy ¿ycie, Nikt ¿aden /> Na Jane, Grace, Rozejrza³a Wiadomo ¿e ³±czy³ „schemat”. Ka¿da Dwie Hayley Lucy, Pierwsza, Buddê, Ko³o ¯ycie Trzy Klejnoty. Lucy Ka¿da />- Znam Grace, />-To Talijtu, Yin Yang. Barry, />„Kolejna”- Grace. />-Barry, ¿e ¶wiadka. />- Tak, Dominic />W „Cholera Grace, ³atwo Barry ¿e ¿e Grace Mimo ¿e />- Musimy- Zanim />To Jane Potem Wiêkszo¶æ Skupiona, Wewn±trz Dobrze Alex, Widok Mimo Alexa. /> Otworzy³a Instytutu, 120km Monetown. Nagle Grace Nieznajomym, Barry, />Grace Szatyn Odwzajemni³ />- Grace, Instytutu?- />- Tak, />- Mo¿e, Widzê, ¿e Jed¼ />- Nie- Grace, Sama ¿e />- />- Nie />- Grace, Chyba /> Barry Podró¿ Instytutu Podczas Grace. />- Wiem, ¿e Barry. />- Znowu B³agam, />- Dam />Prêdko¶æ />- Nie ¿e Zwolnij!- Barrego, Zgasi³ Popatrzyli />- K³am ¿e Ej, Grace, />Dziewczyna Nie Barremu Alexie ³±czy³o Ba³a ¿e Jednak ¶wiecie, Pragnê³a Popatrzy³a ¿adnego ¶wiate³ka, Tak />- Barry- Mam ¿ebym />Popatrzy³ />- Grace, Ile Wiesz, ¿e Cholera, />Jego />- Wyjawiê Proszê, />- Niech ¿e />Ruszyli, /> Grace ¶wiat³o, Barry Szatyn Przynios³a Wziê³a Bez Ba³a ¿e, Waha³a Barrego. Serce />- Znam ¶ciany. Jest Europy, Norwegii, Przez Byli¶my Potem… Grunt, ¿e ¿e W³a¶nie Nie ¿e ¿e Kolejna ¿ydówka, Zawsze „najlepsze” />-Imiê? Barry, ¶rodku. Nie ¿e />-Alex…- />-Alex Gentor?! />- Tak, />- Owszem, />- />Barry ¿e Dobrze ¿e Grace Alexa, />- Dobrze, Nie ¶wiadek ¿e „V”. Nie Ju¿ />Grace Dziewczyna ¿y³a ¿e ¿yciu ¿e Rozum Po³o¿y³a ¿e Zagubiona ³ez. /> Barry Grace. />- Ju¿ Nie />- />- By³em, />Utonêli Barry ¿e Wzi±³ Grace. Poca³unki Wpadli Stali Grace ¿e ¿ycia, /> Zadzwoni³ Barry Grace, Mimo />- Czas –szatyna />- Dzieñ Tak, ¿e />- Nie, Zosta³a Barrego ³ó¿ku, />- Jak ¶miechu. />- No, ¿e />- S³owo ¿o³nierza, ³ó¿ku />- />- Mo¿e…- Grace, ³azienki. />Dziewczyna Barrego. Ten />Gdy „Nie /> Nie Grace ¿e Usiad³a ³ó¿ku, ¿e Barry Wziê³a />-Staruszku, /> Grace Zamiast Alex. Dziewczyna />- No, Teraz Nie ¿e ¿artujê />Nie Zamknê³a Mêczy³a „Jak „Czy Przez Alexa. Cierpia³a ¶rodku. />Nagle, Zaczê³a Ten Szarpi±c, Rzuci³ Kopi±c Przy Alex Grace Robi³ ¿e Zszed³ ¿e „jest Porucznik ¿e ¿e: Znalaz³a Alex ¶cianê, Grace. Nachyli³ />- Mam ¿e />Jednak Morderca Dom Grace, Alexa. Gdy />- Nie Ciebie />Grace (za Kobieta „Kocham Barry”- /> Strza³. Zimno Grace. Gdy ¿ycie Alexa, Barry, Pocisk ¿e ¿yje, Oswobodzi³ Czekaj±c ¿e Alexa, Jane, ¿e Nie Barry />Grace Za³o¿ono Rany Blizna, Ona Grace Alexa, ¿e Barrego. Daje

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci