24 godziny temu

1.
By³o to w latach siedemdziesi±tych ubieg³ego wieku. Kamieñsk ogl±dany z lotu ptaka przypomina³ wtedy wielk± kijankê. Gêsto zabudowana enklawa na ma³ym pagórku z ko¶cio³em, szko³±, remiza stra¿ack± i O¶rodkiem Zdrowia przechodzi³a w d³ugi ogonek do¶æ rzadko zabudowanej ulicy nazwanej wtedy Bieruta. Bieg³a ta ulica w dó³ ku dawnej wsi Mokrad³a. Sam koniec tego ogonka rozwidla³ siê: w prawo drog± przez wiadukt kolejowy do Radomska i w lewo do po³o¿onej w ³±kach stacji kolejowej. Na prawo od wiaduktu niewielki przewa¿nie sosnowy las zamyka³ du¿y kompleks pól uprawnych podzielonych na dzia³ki o szeroko¶ci czêsto kilku metrów, ale za to d³ugich na ponad dwa kilometry. Na skraju tego lasu roz³o¿y³ siê przed laty ¿ydowski cmentarz, z czasem straszliwie zaniedbany, bo po latach wojny i holokaustu nie by³o tu ani kogo grzebaæ, ani komu utrzymywaæ porz±dku. A od zakoñczenia wojny nie widziano w miasteczku ¿ywego ¿yda. W rosn±cych na kirkucie chaszczach s³ychaæ by³o latem ¶wiergot i odg³osy ptasich bijatyk, a nocami nawet klaskanie s³owików. Wydaje siê, ¿e zapuszczony cmentarz w niczym nie przeszkadza³ spoczywaj±cym tu nieboszczykom. Wa¿ne by³o to, ¿e nikt nie narusza³ spokoju pogrzebanych, co by³o zgodne z tym, czego ucz± m±drzy rabini, ¿eby prochy zmar³ych spoczywa³y w miejscu pochówku nienaruszone w oczekiwaniu na przyj¶cie Mesjasza. Mówi±, ¿e z³y duch nie ¶pi, a je¶li nawet spa³, obudzi³ siê w Warszawie.
By³ pocz±tek dekady Gierka. W zaciszu wa¿nego gabinetu zadecydowano o budowie dwupasmowej drogi z Katowic do stolicy. Pad³o na Kamieñsk. Tu zlokalizowano jedn± z najwiêkszych baz i siedzibê kierownictwa du¿ego odcinka robót. W budowie mia³o pomagaæ wojsko. Gor±czkowo szukano terenów pod budowê bazy. I wtedy w³a¶nie obudzi³ siê z³y i szepn±³ co¶ komu¶ do ucha. Podjêto decyzjê, aby przekazaæ drogowcom i wojsku po¿ydowski las na Wrzoskach i przylegaj±cy do niego nieszczêsny, jak siê okaza³o kirkut. W kilka tygodni pó¼niej wjecha³y buldo¿ery.
Dwadzie¶cia lat pó¼niej Kamieñsk nie przypomina³ ju¿ kijanki. Scalono na w±skie wst±¿ki kompleks pól uprawnych i podzielono na dzia³ki budowlane. Wybudowane na nich osiedle opiera³o siê o cmentarz katolicki przy pytowskiej drodze i siêga³o do lasu na Wrzoskach.
By³ wtedy bezwietrzny, ciep³y dzieñ. Choæ minê³a ju¿ po³owa wrze¶nia w powietrzu unosi³ siê jeszcze zapach minionego lata. Dziurawym chodnikiem obok SKR-u szed³ dziwacznie ubrany mê¿czyzna. Mijaj±cy go przechodnie nosili jeszcze kolorowe, letnie ciuchy. On ubrany by³ na czarno. Na g³owie nosi³ kapelusz, te¿ czarny. Spod kapelusza zwisa³y d³ugie faluj±ce pejsy. Na nogach czarne pó³buty pokrywa³ bury kurz. Mê¿czyzna w ¶rednim wieku oczy mia³ piwne, jakie¶ g³êbokie, przepastne, bo szed³ do m³yna Lankamerów, po czym skrêci³ w prawo i w±sk± uliczk± doszed³ do strzelnicy, gdzie ha³asowa³a grupa ch³opców. By³a to m³odzie¿ ze szkó³ ¶rednich z Kamieñska na zajêciach przysposobienia wojskowego. Ch³opcy pod okiem jednego z wyk³adowców przygotowywali siê do strzelania. Na tle kulochronu ustawiono kilka tarcz strzelniczych. Za chwilê huk wystrza³ów przeszy³ powietrze, zapachnia³o prochem strzelniczym. Kule dosiêga³y czasem oznakowanego celu, a czasem chybiwszy cel, wbija³y siê w ziemny wa³ otaczaj±cy z trzech stron strzelnicê. Czarno ubrany mê¿czyzna bez zainteresowania min±³ strzelnicê. Wiedzia³, gdzie ma i¶æ. Po prawej stronie mia³ teraz stadion sportowy „¦witu”. Po lewej niewielkie zabudowania spó³dzielni Ogrodniczej Radomsko. Bez wahania skrêci³ w lewo i podszed³ do budynków. Stan±³ i rozgl±da³ siê. Byæ mo¿e zmyli³ go ma³y szyld „Agrokam spó³ka z o.o.”. Byæ mo¿e kto¶ go tu skierowa³, powiedzia³ mu, ¿e znajdzie tu spó³dzielczy punkt skupu warzyw i zió³. Ale ten punkt od dawna ju¿ nie funkcjonowa³, a pomieszczenia wynajêto innym firmom. Nieznajomy, cudacznie ubrany mê¿czyzna robi³ jednak wra¿enie, ¿e trafi³ we w³a¶ciwe miejsce. Nie myli³ siê. Z budynku z napisem „Agrokam” wyszed³ Bogumi³, pracownik firmy co ten szyld powiesi³a na ¶cianie z bia³ych cegie³. Patrzy³ z zaciekawieniem na przybysza i u¶miechn±³ siê. O¶mieli³o to nieznajomego, który odezwa³ siê po polsku, ale z dziwnym jakim¶ akcentem.
– Szukam ¿ydowskiego cmentarza. Czy pan wie gdzie on siê znajduje? – zapyta³ nieznajomy.
S³ysz±c te s³owa Bogumi³ lekko siê zawaha³. Mieszka³ w pobliskich Gomunicach. Wiele lat przepracowa³ w Kamieñsku w SKRz-e. Zna³ powojenn± historie ¿ydowskiego cmentarzyska. Domy¶li³ siê, ¿e rozmawia z autentycznym ¯ydem. Zrobi³o mu siê jako¶ g³upio, jakby to na nim spoczywa³a odpowiedzialno¶æ za decyzje podjête przed dwudziestu laty, chocia¿ on sam nie mia³ z tym nic wspólnego. Có¿ nierzadko siê w ¿yciu zdarza, ¿e kto¶ inny jest winien, a kto¶ inny ¶wieci za to oczami. Milczenie Bogumi³a przed³u¿a³o siê.
– Czy dobrze trafi³em? – zapyta³ ponownie nieznajomy.
– Chyba dobrze – z u¶miechem odpowiedzia³ Bogumi³.
– Poka¿e mi pan ten cmentarz? – kontynuowa³ nieznajomy.
– Mówi±, ¿e cmentarz by³ tam – Bogumi³ wskaza³ rêk± na strzelnicê i opuszczone baraki Warszawskiego Przedsiêbiorstwa Robót Drogowych.
W tym czasie liceali¶ci zakoñczyli ju¿ zajêcia, opu¶cili strzelnicê, a wychowawca zamkn±³ bramê na wielk± k³ódkê. Nieznajomy pod±¿y³ wzrokiem za odchodz±cymi cieniami, a potem spojrza³ na Bogumi³a.
– Poka¿e mi pan to miejsce z bliska? – spyta³ ponownie.
– Jak trzeba, to trzeba – odpowiedzia³ Bogumi³ patrz±c w przestrzeñ przed sob±, po czym skierowa³ siê ku ogrodzonej drucian± siatk± strzelnicy.
Nieznajomy szed³ za nim krok w krok. Za chwile byli ju¿ na terenie strzelnicy. Przeszli przez dziurê w p³ocie, z której korzystali skracaj±cy sobie drogê do sklepu nieliczni mieszkañcy baraków zlikwidowanego Zak³adu Remontowego WPRD.
Nie minê³o pó³ godziny, a Bogumi³ powróci³ na teren swojej firmy. Nieznajomy ci±gle mu towarzyszy³. Gdy byli na zapleczu strzelnicy, w¶ród baraków tajemniczy przybysz zrozumia³ wszystko i o nic nie pyta³. Wyobrazi³ sobie potê¿ne buldo¿ery niweluj±ce teren kirkutu tak, aby sta³ siê przydatny pod budowê eternitowych baraków z mieszkaniami dla pracowników bazy przedsiêbiorstwa buduj±cego ekspresow± drogê. Wyobra¼nia podsuwa³a mu widok pot³uczonych macew, porozrzucanych tu i ówdzie ludzkich ko¶ci, zmieszanych z piaskiem, zwa³ami darni, karpami powyrywanych z korzeniami drzew. Za pracuj±cymi spychaczami ¶cieli³ siê równiutki jak stó³ plac pod budowê. Przed nimi piêtrzy³ siê bez³adny pocz±tkowo nasyp, który w trakcie obróbki nabiera³ regularnych kszta³tów obwa³owañ strzelnicy.
Do usypania wa³ów pos³u¿y³y, wiêc zmieszane z ziemi± prochy zmar³ych i pochowanych tu kilku pokoleñ ¯ydów. Nie dla nich by³ wieczny spoczynek pod uderzeniami karabinowych pocisków i hukiem wystrza³ów. Tak my¶la³ nieznajomy, ale nie wyjawi³, dlaczego szuka ¶ladów starego cmentarza. Bogumi³ nie ¶mia³ siê zapytaæ, snu³ tylko domys³y. Mo¿e to ¯yd z Izraela, którego rodzice pochodz±cy z Kamieñska cudem uratowani od Holokaustu nauczyli syna jêzyka polskiego? Mo¿e po wielu latach ulegli nostalgii i wys³ali syna do kraju swych przodków, ¿eby odmówi³ kadisz na starym kirkucie, a w¶ród macew odnalaz³ te, które oni sami na grobach swoich rodziców postawili? Niestety, te pytania ju¿ na zawsze pozostan± bez odpowiedzi. Bogumi³ próbowa³ jeszcze nawi±zaæ rozmowê. Opowiada³ przybyszowi jak ca³kiem niedawno mo¿na by³o znale¼æ le¿±ce tu wokó³ od³amki kamieni nagrobnych. Nieznajomy dot±d zamy¶lony nagle siê o¿ywi³.
– Czy ma pan mo¿e kawa³ek takiego kamienia? – zapyta³
– Jak trzeba to siê znajdzie – odpowiedzia³ Bogumi³, u¶miechn±³ siê rozbrajaj±co i zaprosi³ przybysza do wnêtrza warsztatu, w którym pracowa³.
Spod sterty rupieci wyci±gn±³ charakterystycznie zaokr±glony ¿ydowski kamieñ nagrobny. W³a¶ciwie by³a to tylko górna czê¶æ p³yty ze ¶ladami hebrajskich inskrypcji. Napisy by³y ¶wie¿o zatarte.
– Do czego panu s³u¿y ten kamieñ? – zapyta³ nieznajomy.
– Do ostrzenia no¿y – odpowiedzia³ Bogumi³ bez chwili namys³u.
– Czy mo¿e pan pokazaæ jak pan to robi?
– Czemu nie – odpowiedzia³ Bogumi³ i wzi±³ nó¿ do rêki.
– Czy pozwoli pan zrobiæ sobie zdjêcie? – zapyta³ przybysz.
– Je¶li panu na tym zale¿y – odpowiedzia³ Bogumi³ i zacz±³ przeci±gaæ ostrze no¿a po powierzchni nagrobnego, ¿ydowskiego kamienia.
Nieznajomy wyj±³ z teczki aparat fotograficzny, pstrykn±³ kilka razy, po czym podziêkowa³ i odszed³ t± sam± drog±, co przyszed³. Bogumi³ sta³ jeszcze przez chwile jak oniemia³y z no¿em i kamieniem w rêkach.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

1. />By³o Kamieñsk Gêsto O¶rodkiem Zdrowia Bieruta. Bieg³a Mokrad³a. Sam Radomska ³±kach ¿ydowski ¿ywego ¿yda. ¶wiergot Wydaje ¿e Wa¿ne ¿e ¿eby Mesjasza. Mówi±, ¿e ¶pi, Warszawie. />By³ Gierka. Katowic Pad³o Kamieñsk. Gor±czkowo Podjêto Wrzoskach />Dwadzie¶cia Kamieñsk Scalono Wybudowane Wrzoskach. />By³ Choæ Dziurawym SKR-u Mijaj±cy Spod Mê¿czyzna ¶rednim Lankamerów, By³a ¶rednich Kamieñska Ch³opcy Kule Czarno Wiedzia³, „¦witu”. Ogrodniczej Radomsko. Bez Stan±³ Byæ „Agrokam Byæ ¿e Ale Nieznajomy, ¿e Nie „Agrokam” Bogumi³, ¶cianie Patrzy³ O¶mieli³o />– Szukam ¿ydowskiego Czy />S³ysz±c Bogumi³ Mieszka³ Gomunicach. Wiele Kamieñsku SKRz-e. Zna³ ¿ydowskiego Domy¶li³ ¿e ¯ydem. Zrobi³o Có¿ ¿yciu ¿e ¶wieci Milczenie Bogumi³a />– Czy />– Chyba Bogumi³. />– Poka¿e />– Mówi±, ¿e Bogumi³ Warszawskiego Przedsiêbiorstwa Robót Drogowych. />W Nieznajomy Bogumi³a. />– Poka¿e />– Jak Bogumi³ />Nieznajomy Przeszli Zak³adu Remontowego WPRD. />Nie Bogumi³ Nieznajomy Gdy Wyobrazi³ Wyobra¼nia ówdzie ¶cieli³ Przed />Do ¯ydów. Nie Tak ¶ladów Bogumi³ ¶mia³ Mo¿e ¯yd Izraela, Kamieñska Holokaustu Mo¿e ¿eby Niestety, Bogumi³ Opowiada³ Nieznajomy />– Czy />– Jak Bogumi³, />Spod ¿ydowski W³a¶ciwie ¶ladami Napisy ¶wie¿o />– />– Bogumi³ />– Czy />– Czemu Bogumi³ />– Czy />– Je¶li Bogumi³ ¿ydowskiego />Nieznajomy Bogumi³

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci