24 godziny temu
Wzrok mê¿czyzny o aparycji profesora spocz±³ na obiekcie. Zatrzyma³, a w³a¶ciwie wbi³ siê wraz z wrodzon± wy¿szo¶ci± na drobnym ciele. Oczy w±t³ej postury w³adczyni jego uwagi, zdawa³y siê toczyæ nierówn± walkê z jej krótkowzroczno¶ci±. Buduj±ce t³o wydarzenia go³êbie na krakowskim Rynku grucha³y niecierpliwie i g³o¶no.
- Dlaczego pani, panienka jest taka smutna? Proszê siê tak nie przygl±daæ, proszê siê przysi±¶æ, o u¶miech proszê.
A panienka (bo nie pani) wyg³osi³a proste s³owa. Pos³ugiwa³a siê g³osem jednocze¶nie pe³nym ¿alu i wznios³o¶ci:
- Nie widzia³am jeszcze wszystkiego, wszystkiego na ¶wiecie znaczy siê, a u¶miechanie ju¿ jest trudne, to jest nie ³atwo mi przychodzi. Przepraszam, powinnam przestaæ gapiæ siê, tym bardziej na nieznajomych, patrzeæ tak bezczelnie. Ale ja widzê w panu cieñ nadziei, ¿e polepszy mi pan obraz ¶wiata, tak s±dzê.
Przeciwnik odpowiedzia³ mieszank± politowania i u¶miechu oraz propozycj± kawy. To wszystko plasowa³o go na pozycji odwa¿nego poczciwca/podstarza³ego zbere¼nika, jak to w szybkim rozrachunku zdo³a³a oceniæ. Wybawca! Pokona³a dziel±cy ich dystans w formie kilku szybkich kroków. Usiad³a obok i modeluj±c g³os odpowiednio kreowanej z premedytacj±, dwuznacznej sytuacji wypowiedzia³a zdanie :
- Mniemam, ¿e jestem tym, czego szukasz.
Nieznajomy odbi³ niechêtnie pi³kê:
- Kochanie, mimo serdeczno¶ci, która wyla³a siê rozlegle na twoj± osóbkê z mojej strony, po pierwsze na „ty” to my chyba jeszcze nie jeste¶my, po drugie – nie wierzê, ¿e¶ jest, brzydko mówi±c, dziwk± – te s³owa pociê³y jej przestrzeñ, jak pi³a, siekaj±c pewno¶æ siebie w drobny mak do ciasta.
Podjê³a walkê, bo nic nie by³o do stracenia, spróbowa³a po raz drugi w ten sposób:
- Takie, jak my znamy ten u¶mieszek, chichocik, ckliwy wyraz podniecenia, opar staro¶ci z nisk± zawarto¶ci± testosteronu. Powiedz mi proszê, czego chcesz, choæ dobrze wiem czego pragniesz. Zap³aæ mi. Zap³aæ, pomó¿ mi.
Zdziwienie doprowadzi³o bohatera do wylania kawy i nerwowego grymasu, ca³a scena przesi±k³a niesmakiem z jego ust, które zdolne by³y do wypuszczenia tego typu s³ów:
- Za kogo panienka mnie bierze, za kogo siebie uwa¿a, bo „takie jak ona”, to z pewno¶ci± nie ona. Zamówiê dwie kawki i zaczniemy rozmowê od pocz±tku.
Mê¿czyzna by³ m±dry, chcia³ jej pomóc, przytuliæ bez kontekstu. Ona równie¿ nieg³upia – wysnu³ wniosek - zadbana, z niebanaln± sk³adni±, bystrym wzrokiem. Ale sk±d ta potrzeba pieniêdzy? – to by³a jego kolejna my¶l, któr± ujawni³ ¶wiatu, jako pierwsz± z cyklu konkretnych tego popo³udnia.
- Pan chyba zas³uguje na szczero¶æ, dobrotliwo¶æ wzbudza we mnie wylewno¶æ, proszê pana. W zasadzie nie mam niczego, na czym mog³abym siê oprzeæ, wiêc nawet krótko¶æ znajomo¶ci nie stanowi bariery na linii pana g³owa: moje wyznanie. Pan sprawia wra¿enie gotowego na namiastkê duchowej blisko¶ci, któr± proponujê. Jako drug±, bo pierwsz± przecie¿ pan odrzuci³. A tak te pieni±dze s± mi potrzebne, tak mocno, jak uczucia niegdy¶. Teraz chcê pieniêdzy, a uczuæ siê wyzbyæ, pozbyæ, pozbyæ siê tego co we mnie, za pieni±dze. Tzn. uczucia same nikn±, a dzieci zwykle nie nikn± same. Tzn. to nie jest ¿adne dziecko, to jest co¶ co we mnie siedzi, a dopiero mo¿e siê staæ cz³owiekiem, tak± mam teoriê. To powsta³o z rozpaczy, nie przy u¿yciu jej ¼ród³a, ale zamiennika który wst±pi³ mi na drogê. Ju¿ prawie wynurza³am siê z depresji na wy¿yny, a on wyskoczy³ jak górka, o któr± mia³am siê przewróciæ i le¿eæ w miejscu, a¿ umrê. Niech mi pan cos powie.
Tkwi³, w pó³ wzruszony, w pó³ zmêczony s³uchaniem, zapatrzony w dal, co by³o manifestacj± zadumy. Dostrzega³ wagê tragedii, wyra¿a³ chêæ przejêcia siê, szuka³ odpowiedzi. Nast±pi³y koniec rozgrywki, chwila przerwy, szukanie wyj¶cia, aby wygrani byli oboje.
M±dry pan i nieg³upia dziewczyna, jej niechciana ci±¿a i jego pieni±dze. Jeden portfel i jeden telefon albo jedna kawa i jedno odejd¼. Wybór nale¿a³ do niego, tak jak jej popl±tany, jak s³uchawki los. Nieznajome kukie³ki bez lalkarza zawieszone nad kawiarni±, aby poprzygl±daæ siê sobie.
-Dlaczego posz³a¶ z kim¶ kogo nie kocha³a¶? – niedorzeczne pytanie, zada³ je zastanawiaj±c siê dlaczego te¿ nie ma dwudziestu lat, bo wtedy rozwi±zanie by³o by oczywiste, tak proste, jak pokochanie jej, a nawet pokochanie nieswojego dziecka.
-To nie by³am ja, teraz stojê obok siebie, wspominaj±c te chwilê, patrzê, analizujê i nie wierzê, ¿e to ja robi³am, proszê pana, i ¿e on mi to zrobi³. Je¶li za mi³o¶ci± idzie rozpacz, to wszystko z nim by³a rozpacz po mi³o¶ci, która odesz³a, a on fatalnie przyszed³. To pomo¿e pan czy nie?
- Je¶li nie, to co nast±pi? Podejdziesz, urocza nieszczê¶nico, do ka¿dego go¶cia kawiarni i sprzedasz im swoj± intymno¶æ za fili¿ankê p³ynu i wzrok wype³niony lito¶ci±? To ja zatem wo³am lito¶ci! I nie wiem co pocz±æ z tob±, ze sob± w tej sytuacji, czy to ma jakie¶ znaczenie, ¿e ciê uratujê, czy zostanê przez to zbawiony, jako stary niewierz±cy nie wiem czy mam do¶æ czasu na dobre uczynki tej wagi.
Ostrzejsze s³owa, ale my¶li mia³ inne. Zmieni³ ton z dobroci serca, które tyka³o od wzruszenia jak nakrêcony budzik, który rozpadnie siê w momencie pobudki. Chcia³ tak bardzo j± odci±¿yæ, „ale czy to by bêdzie s³uszne?”- pyta³ sam siebie, tak banalnie, ¿e a¿ strach.
Ale to dziewczyna pêk³a pierwsza, bañka mydlana z bañk± w brzuchu, która za 8 miesiêcy zaczê³aby oddychaæ ziemskim powietrzem. £zy sp³ywa³y po jej policzkach, ko¶cistych palcach, l±duj±c w kawie, jak rzeki w morzu. Skoñczy³y jej siê mowy na tê okazjê, wkroczy³a na drogê przekazów niewerbalnych. Siedzia³a przez nim i p³aka³a, on by³ przed ni±, ale wci±¿ za daleko.
- Przysiad³bym siê bli¿ej, przytuli³, pocieszy³ sob± ca³ym, ale przez tych ludzi, t³um w kawiarni, nie pozwolê sobie na to, jak zwykle przywi±zuj±c uwagê opinii innych, z lêku przed o¶mieszeniem marnowa³em siê w m³odo¶ci, jestem stary i nic siê nie zmieni³o, kto¶ mnie zawsze kontroluje. Proszê ciê, b±d¼ m±drzejsza i zdecyduj za mnie, a to co nie wypada przemieñ w to co wypada, chcia³bym by³ wolny i wzi±æ ciê w ramiona bez obawy, a potem usun±æ ci tê ci±¿ê i odej¶æ widz±c woln± ciebie.
Hektolitry patosu wyla³y siê z tych s³ów, a z jej oczu kolejna porcja s³onego p³ynu.
- Dziêkujê – prostota kwestii odci±¿y³a ca³o¶æ i wzbogaci³a sytuacjê w wizjê piêkna, jakie przybiera czasem obrót spraw ludzkich. Postawi³a fili¿ankê na stoliku i odesz³a z my¶l±, ¿e przetrwa tak czy siak, bo boj± siê wszyscy, a na ziemi s± jeszcze dobrzy, jacy¶ lepsi od niej.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Wzrok Zatrzyma³, Oczy Buduj±ce Rynku/>- Dlaczego Proszê
/>A (bo Pos³ugiwa³a ¿alu
/>- Nie ¶wiecie ³atwo Przepraszam, Ale ¿e ¶wiata,
/>Przeciwnik Wybawca! Pokona³a Usiad³a
/>- Mniemam, ¿e
/>Nieznajomy
/>- Kochanie, „ty” – ¿e¶ –
/>Podjê³a
/>- Takie, Powiedz Zap³aæ Zap³aæ,
/>Zdziwienie
/>- „takie Zamówiê
/>Mê¿czyzna Ona – Ale – ¶wiatu,
/>- Pan Pan Jako Teraz Tzn. Tzn. ¿adne ¼ród³a, Ju¿ Niech
/>Tkwi³, Dostrzega³ Nast±pi³y
/>M±dry Jeden Wybór Nieznajome
/>-Dlaczego –
/>-To ¿e ¿e Je¶li
/>- Je¶li Podejdziesz, ¿e
/>Ostrzejsze Zmieni³ Chcia³ „ale ¿e
/>Ale £zy Skoñczy³y Siedzia³a
/>- Przysiad³bym Proszê
/>Hektolitry
/>- Dziêkujê – Postawi³a ¿e
Komentarze::