24 godziny temu

Tytu³ jest roboczy, tekst eksperymentalny, nie wiem, czy warto biec z nim dalej - mam trochê wiêcej, wiêc to jest na razie czê¶æ pierwsza, publikowana na zasadach fragmentu. Zobaczymy, jak bêdzie.




1.

¯ona chrapa³a i trzês³a ³ó¿kiem w pokoiku na górze. To prawda, wczoraj ostro zabalowali. Stó³ ugina³ siê jeszcze pod naporem rzeczy minionych, w¶ród których znajdowa³y siê kieliszki, talerze, sztuæce i resztki potraw. Przez szybê i dziurê w szybie do pokoju wpada³y promienie s³oñca, jakie¶ jakby ciekawskie, bo zagl±da³y dos³ownie wszêdzie, nawet pod szafê.
T. pochyli³ siê, ukl±k³ i równie¿ zajrza³ pod szafê. Po dokonaniu tej czynno¶ci jêkn±³, wsta³ i by³ pewien, ¿e przed nim oraz s³oñcem nikt nigdy jeszcze pod tê akurat szafê nie zagl±da³. Z zak³opotaniem potar³ kolano, zostawiaj±c na nim ¶lad zakurzonej d³oni. Westchn±³.
Fakt nocnego i nie tylko nocnego pijañstwa nie by³ mu w smak, zdecydowanie.
- To powinno mieæ swoj± logiczn±, politycznie poprawn± wersjê - rzek³, drapi±c siê od niechcenia w czubek brody, poro¶niêtej siwo-czarnym w³osem. - O, na przyk³ad tak±:

W nocy ga³±¼ uderzy³a w okno i zbi³a szybê.
Lato by³o burzowe, sma¿±ce siê w s³oñcu. Po najgorêtszych godzinach wiatr napêdza³ chmury, chmury moczy³y ziemiê deszczem, siek³y gradem.
W nocy ga³±¼ uderzy³a w okno i zbi³a szybê.
Nad widnokrêgiem rozpo¶ciera³ siê wielki b³êkit. S³oñce tkwi³o gdzie¶ w górze, w miejscu, gdzie od o¶lepieñ przed oczami wiruj± czarne i czerwone koliska. Naprzemiennie. Chmury jeszcze nie nadfrunê³y.
W nocy ga³±¼...

- Niez³y pocz±tek, co? - zarechota³ T. sam do siebie i nagle siê zawstydzi³. Kiedy¶ chcia³ zostaæ poet±, pisa³ nawet wiersze, ale zapomnia³ siê na kilka chwil i kiedy siê ju¿ przypomnia³, by³ szczê¶liwym ojcem, a szczê¶cie i rado¶æ dar³o japê w drewnianej ko³ysce...
Dzisiaj szczê¶cie i rado¶æ mieszka³o w mie¶cie W., drugie szczê¶cie i rado¶æ w mie¶cie K., trzeciego siê - na szczê¶cie - nie dorobili, bo T. dosta³by niechybnie zawa³u b³ony bêbenkowej od rozdzieraj±cych wrzasków osobników gatunku cz³owiek we wczesnym okresie dojrzewania.
Kiedy¶ chcia³ zostaæ malarzem, malowa³ nawet - drzwi i ¶ciany - ale nieszczê¶liwy po¶lizg na farbie sprawi³, ¿e jeden z palców u jego prawej d³oni pobieg³ w nieodpowiednim kierunku i ca³a d³oñ przesta³a siê nadawaæ do trzymania pêdzla. ¯ycie.
D³oñ lewa wyrwa³a siê w lewo, by³ tam stó³ i kieliszki, wiêc T. zrozumia³ od razu intencje d³oni. Wczoraj nie dopito ró¿nych, nierzadko wy¶mienitych trunków. W jednym naczyniu o interesuj±co wyszczerbionych brzegach szkli³ siê Czas. Ostatni± osob±, która bra³a w rêkê ten akurat kieliszek, by³a ¿ona T. Zadzwoni³a sztuczn± szczêk± o sztuczne szk³o i tym samym wyszczerbi³a je, co mia³o zostaæ na zawsze. Czas szkli³ siê na siwo, na szaro i trochê na czarno, a T. pomy¶la³, ¿e to bardzo do rzeczy szklenie: akurat w kolorze jego brody.
Broda by³a bujna, bujniejsza od w±sów. Od brwi te¿. T. przechyli³ g³owê i wys±czy³ ostatnie kropelki trunku, intonuj±c nie¶mia³o "Sto lat" dla kogo¶tam. Nawet nie zapiek³o go w gardle, siêgn±³ wiêc po kolejny kieliszek. Zmoczy³ przy okazji obrus wyblak³± czerwieni±, tak± trochê jak ceg³y, które d³ugo le¿± i porastaj± mchem. Resztê wypi³, bekn±³ i obliza³ siê. Przemijanie, trochê zwietrza³e, ale ci±gle musuj±ce.
¯ycie.
- Dlaczego ta idiotka jeszcze nie wstaje? - mrukn±³. Alkohol sprawi³, ¿e zebra³o mu siê na z³o¶æ niemal¿e z samego rana. - Opi³a siê i le¿y. Posprz±taæ by mog³a tu albo co. Kto widzia³, ¿eby baba wylegiwa³a siê do po³udnia? No pytam siê, kto widzia³, kurwa, kto? No kto kurwa?
W±ska czarka po³yskiwa³a jak stare z³oto, ale T. pomimo zamroczenia alkoholowego i rzucanych w po¶piechu kurew wiedzia³, ¿e to nie czarka tak po³yskuje, tylko jej zawarto¶æ.
- No to za zdrowie dam kurwa - powiedzia³ T. g³o¶no, g³o¶niej ni¿ do tej pory mu siê zdarza³o i wytrz±sn±³ w kierunku swojego prze³yku lepkie pozosta³o¶ci Osamotnienia.
O, i teraz jest mi w sam raz przyjemnie, zamrucza³a jedna my¶l T. Druga zawtórowa³a jej i trzecia te¿ mia³a zrobiæ to samo, ale przypomnia³a sobie z ¿alem, ¿e powinna byæ w danej chwili gdzie indziej, i uciek³a.
T. podrapa³ swoj± szaro-srebrno-czarn± brodê i skierowa³ siê w kierunku schodów.
- Pora na akcjê - mówi³, podnosz±c miarowo nogi, raz lew±, potem znów praw± i tak dalej. - Od samego rana ja nic nie robiê, ¿ona nic nie robi, a z tego, co widzia³em przez okno, równie¿ inni nic nie robi±, tak. Wydaje mi siê, ¿e chyba niedziela jest. A tê szybê, co jest zbita, to Kazek zbi³, nie ¿adna ga³±¼, to tylko powiedzia³em, ¿eby poetycko by³o. Kazek uderzy³ w g³owê Staszka, ale Staszek schowa³ g³owê i Kazek uderzy³ szybê. Szyba siê nie schowa³a, w rezultacie zosta³a zbita. Howgh.
O, podest - pomy¶la³ w miêdzyczasie. O, jak fajnie, jeszcze tylko druga po³owa drogi. I znów zacz±³ miarowo podnosiæ koñczyny dolne, raz praw±, raz lew±, a co¶ charcza³o i krztusi³o siê, co brzmia³o nieco nieelegancko.
- A Zo¶ka - pogrozi³ palcem jakiej¶ babie na obrazku - Zo¶ka to ju¿ w ogóle. Wypi³a du¿o, a przecie¿ to kobieta, bia³og³owa normalnie, i nie powinna. I zdjê³a spódnicê, bo twierdzi³a, ¿e jest jej gor±co. Wtedy mêskiej czê¶ci zgromadzonych szanownych zrobi³o siê gor±co i zaczê³a, ta czê¶æ mêska, zdejmowaæ spodnie. Ale jak ju¿ wszyscy zdjêli spódnice i spodnie, to im ju¿ nie by³o gor±co, bo nie wyst±pi³y ku temu powody, tak.
- Wstawaj, Krycha kurde - zacz±³ siê drzeæ jeszcze przed drzwiami do sypialni, a owo co¶, co charcza³o, charcza³o sobie dalej. - Wstawaj, Krycha, jest piêkny dzionek i jak nie wstaniesz i nie zaczniesz robiæ swojej babskiej roboty to ja nie bêdê zaczynaæ swojej ch³opskiej, no i zaburzy siê porz±dek ¶wiata, Kry¶ka, s³yszysz, a teraz wstawaj i...

- Tego nie mo¿na opowiedzieæ tak po prostu - powiedzia³ po chwili T., zamruga³ kilkakrotnie i odgoni³ komara, a w raz z nim szereg okropnych wizji, które polatywa³y mu nad g³ow±. - To trzeba poetycko opowiedzieæ. Ja potrafiê, bo przecie¿ mia³em byæ poet±, a to nic nie szkodzi, ¿e dawno by³o.

Drzwi otworzy³y siê z cichym jêkiem, w³a¶ciwym starym drzwiom w starych domach. Pomieszczenie wype³nia³y z³ociste promienie s³oñca, a w¶ród nich, niczym upad³y anio³, klêcza³a moja ¿ona, Krystyna. Z ust Krystyny wyp³ywa³y wymieszane i na wpó³ strawione resztki po¿ywienia i szlachetnych napitków, jakie zosta³y wczoraj spo¿yte z jakiej¶tam okazji. Kiedy Krystyna spostrzeg³a, ¿e stojê w drzwiach i patrzê na ni± bezwstydnie, pog³êbi³a pe³n± wstydu czerwieñ na swojej twarzy i kontynuowa³a zaczêt± w czasie przesz³ym czynno¶æ.

- No i co siê, kurwa, gapisz? - zapyta³a Krystyna, g³osem upad³ego anio³a oczywi¶cie. - Musia³ byæ jaki¶ cholerny dodatek w tym, co¶my wczoraj pili. Rzygam tu od godziny chyba, a ty jak zwykle, pan i w³adca, na dole przez okna wygl±dasz i monologi przez okna do siebie wyg³aszasz, psia twoja maæ. Poczekaj, bo jeszcze nie skoñczy³am.
T. usiad³ na ³ó¿ku, znudzony, i postanowi³ poczekaæ, a¿ jego ¿ona skoñczy. Odg³osy nie sprzyja³y kontemplacji ani marzeniom, w dodatku T. czu³ siê rozdarty pomiêdzy obrzydzeniem a lito¶ci±, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach. Nie chcia³ podchodziæ do okna, bo tym samym da³by ¿onie do zrozumienia, ¿e ma j± gdzie¶, wiêc nie podszed³.
- D³ugo, Kry¶ka, jeszcze? - pyta³ co chwilê, a zapytana krêci³a tylko g³ow± przecz±co.
Niezra¿ony jeszcze T. opar³ d³onie na kolanie i masuj±c je, a w miêdzyczasie pojêkuj±c z cicha, ogl±da³ wisz±cy na ¶cianie obraz. W ca³ym domu by³o ich pe³no. Ten tu przedstawia³ nag±, rudow³os± piêkno¶æ, stoj±c± - jak mog³o siê wydawaæ - w nocniku koloru per³owego. Krystyna utrzymywa³a wprawdzie, ¿e ów nocnik jest muszl±, ale T. nigdy nie by³ do koñca przekonany. W dodatku okre¶lenie "piêkno¶æ" by³o mocno naci±gane, naci±gane ¿e hej.
- D³ugo, Kry¶ka, jeszcze?

Gdybym mia³ moc zamieniania wszystkiego w z³oto, tymi oto rêkami zamieni³bym w z³oto Krystynê. Mimo swojej konkretnej postury jest z niej piêkna kobieta, rzek³bym - kwintesencja kobieco¶ci. W dawnych czasach mia³a jasne w³osy, mawia³em, ¿e pszeniczne. Polskie dzio³chy s³yn± z pszenicznych w³osów, ale Krystyna nie chcia³a byæ polsk± dzio³ch±, chcia³a byæ dzio³ch± ¶wiatow± i kupi³a sobie farbê firmy jakiej¶tam i siê ufarbowa³a. Przez pewien czas obnosi³a z dum± krótsz± nieco czuprynê, mieni±c± siê ró¿nymi odcieniami czekolady. Kiedy Polskê zajê³a Unia Europejska i farby potania³y, Krystyna z³apa³a siê pod boki i zaczê³a z dum± obnosiæ naturaln± siwiznê...

- Wezwij, stary, pogotowie, bo umieram - tak± odpowied¼ us³ysza³ T. na swoje pytanie. - Umieram... a kto ci bêdzie gotowa³, jak umrê? Kto ci bêdzie pra³ skarpety? Kto ci...
- Dobra, dobra, ju¿ nie rzêpol. - Doprawdy, ale¿ ten babski jazgot dzia³a³ mu na nerwy. - Niech no tylko znajdê komórkê firmy Sony do³adowanej kart± od operatora Orange. Gdzie¶ tu le¿y ta komórka, o, jest. Tylko nie rzêpol teraz, Kry¶ka, bo ja bêdê gada³, i pod ¿adnym pozorem nie umieraj teraz, bo... Dzieñ dobry pani, tu T., moja ¿ona... no... i pogotowie trzeba... no... i tego... no jak to kurwa jaka ulica? Podp³omyczasta kurwa numer 5, mieszkania brak, bo to dom prywatny! No jak to dlaczego klnê kurwa, ¿ona grozi, ¿e umrze, a kto mi bêdzie skarpety pra³? No to czekam. A naprzeciw jest bank PKO, Pe, Ka, O, s³yszy pani?
T. pod³o¿y³ jêcz±cej Krystynie poduszkê, obtar³ jej twarz i z zak³opotaniem podrapa³ siê po g³owie. Nie móg³ drzeæ z niej w³osów, bo ich nie mia³, pod¶cieli³ wiêc Krystynie jeszcze jaki¶ stary sweter, pamiêtaj±cy czasy dziadka Ambro¿ego, po czym zszed³ na dó³.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Tytu³ Zobaczymy, /> /> /> />1. /> />¯ona ³ó¿kiem Stó³ Przez />T. ¿e ¶lad Westchn±³. />Fakt />- /> />W />Lato />W />Nad S³oñce Naprzemiennie. Chmury />W /> />- Niez³y Kiedy¶ />Dzisiaj W., K., />Kiedy¶ ¶ciany ¿e ¯ycie. />D³oñ Wczoraj Czas. Ostatni± ¿ona Zadzwoni³a Czas ¿e />Broda "Sto Nawet Zmoczy³ Resztê Przemijanie, />¯ycie. />- Dlaczego Alkohol ¿e Opi³a Posprz±taæ Kto ¿eby />W±ska ¿e />- Osamotnienia. />O, Druga ¿alem, ¿e />T. />- Pora ¿ona Wydaje ¿e Kazek ¿adna ¿eby Kazek Staszka, Staszek Kazek Szyba Howgh. />O, />- Zo¶ka Zo¶ka Wypi³a ¿e Wtedy Ale />- Wstawaj, Krycha Wstawaj, Krycha, ¶wiata, Kry¶ka, /> />- Tego T., ¿e /> />Drzwi Pomieszczenie ¿ona, Krystyna. Krystyny Kiedy Krystyna ¿e /> />- Krystyna, Musia³ Rzygam Poczekaj, />T. ³ó¿ku, ¿ona Odg³osy Nie ¿onie ¿e />- D³ugo, Kry¶ka, />Niezra¿ony ¶cianie Ten Krystyna ¿e ów "piêkno¶æ" ¿e />- D³ugo, Kry¶ka, /> />Gdybym Krystynê. Mimo ¿e Polskie Krystyna ¶wiatow± Przez Kiedy Polskê Unia Europejska Krystyna /> />- Wezwij, Umieram... Kto Kto />- Dobra, Doprawdy, Niech Sony Orange. Gdzie¶ Tylko Kry¶ka, ¿adnym Dzieñ T., ¿ona... Podp³omyczasta ¿ona ¿e PKO, Pe, Ka, />T. Krystynie Nie Krystynie Ambro¿ego,

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci