24 godziny temu
UWAGA: Opowiadanie zawiera kilka brzydkich wyrazów i nie powinno byæ czytane przez osoby nadmiernie wra¿liwe religijnie.
Klucznik mu na to rzek³:
- Czy¶æcowy ¿ycia bieg
Przepe³ni³ siê cierpieniem.
Wiêc choæ odtr±ciæ móg³,
Wola³ was dobry Bóg
Skazaæ na - Przebaczenie
Jacek Kaczmarski
Teodycea
Dorotce – za to, ¿e mnie zmusi³a do skoñczenia tego opowiadania
Zacz±æ nale¿y od tego, ¿e umar³em…
Wróæ. Zacz±æ trzeba od przedstawienia siê. To, ¿e nie ¿yjê, nie zwalnia mnie od zasad dobrego wychowania. Moja matka pewnie przewróci³aby siê w grobie, a bior±c pod uwagê to, ¿e ca³kiem nied³ugo byæ mo¿e j± spotkam, tym bardziej nie mogê pozwoliæ sobie na takie faux-pas. Mamusia zawsze s³ynê³a z ciê¿kiej rêki.
Nazywam siê Marek, dla przyjació³ Profesor, niedawno stukn±³ mi czwarty krzy¿yk i jestem…. by³em z³odziejem. Nie takim zwyk³ym obszczymurkiem kradn±cym babciom renty i w³amuj±cym siê do kiosków Ruchu dla 50 z³otych. O nie, moi mili, ja by³em z³odziejem wyrafinowanym. Krad³em tylko dzie³a sztuki, starodruki, antyki, wszelki badziew, który gdyby nie by³ stary to nie by³ by nic warty. Muszê przyznaæ, ¿e w pracy do¶æ znacznie pomaga³o mi wykszta³cenie. Wprawdzie nigdy nie by³em profesorem, zwyczajnym czy te¿ niezwyczajnym, ani ca³kiem odlotowym, ale robi³em ca³kiem niez³± karierê na uczelni i gdyby nie rektor Darski i jego laska to pewnie i profesury bym siê dochrapa³. Ale nie bêdê teraz opowiada³ o tym, uczciwszy uszy, skurwielu, bo mnie krew zaczyna zalewaæ na samo wspomnienie. Wystarczaj±co mnie stresuje to, ¿e jestem martwy, nie potrzeba mi wiêcej nerwów..
Wróæmy mo¿e do tematu. O ile same studia na wydziale historii jednego ze s³ynniejszych uniwersytetów w kraju spêdzi³em w wiêkszo¶ci na bani, a to, co nocami ku³em na egzaminy zapomina³em zazwyczaj na drugi dzieñ po zaliczeniu, o tyle praca na uczelni naprawdê mnie wci±gnê³a. A ¿e jak ju¿ robiê co¶, za co mi p³ac±, to staram siê nie odwalaæ fuszerki, tak wiêc si³± rzeczy musia³em siê czego¶ w koñcu nauczyæ. Dlatego, chocia¿ wszyscy wiedzieli, ¿e robotê dosta³em bo lubi³a mnie córka jednego z uniwersyteckich dygnitarzy, szybko wyrobi³em sobie opiniê znaj±cego siê na temacie. Nawiasem mówi±c gdyby szanowny tatu¶ wiedzia³, za co mnie lubi³a jego latoro¶l, to pewnie wywali³by mnie na zbity pysk.
I tak sobie egzystowa³em jak setki innych pracowników naukowych ni¿szego szczebla, lawiruj±c w¶ród uczelnianych intryg, staraj±c siê nie nara¿aæ biurwom z dziekanatu, odbêbniaj±c æwiczenia ze studentami i pisz±c sobie powoli doktorat o kim¶, kto od dawna nie ¿yje, marz±c przy okazji o tym, ¿e kiedy¶ kto¶ bêdzie siê doktoryzowa³ z mojego ¿yciorysu. I tak pewnie doci±gn±³bym do emerytury, o ile oczywi¶cie wcze¶niej nie kopn±³bym w kalendarz z powodu fajek, kawy lub alkoholu, które to trzy u¿ywki kocha³em mi³o¶ci± szczer± i niezmienn±. Doci±gn±³bym gdyby nie pewna ekm… dyskusja z rektorem, po której to dyskusji musia³em stawiæ siê przed bram± wiêzienia w Jastrzêbiu- Zdroju z wyrokiem dwóch lat za pobicie. Shit happens.
Wiêzienie, pomimo pocz±tkowych obaw, nie by³o wcale takie straszne. Gdy po raz pierwszy stan±³em przed cel± mia³em nielichego pietra. Na szczê¶cie cela ta to nie by³ harem, nie by³o u nas frajerów, sama stara recydywa. Mówiê ‘na szczê¶cie’ poniewa¿ wbrew pozorom trafienie do takiej celi nie jest takie z³e. O ile siê bowiem nie podpadnie gitowcom i nie zrazi siê ich do siebie na starcie, to poniek±d na kredyt ma siê szacunek w¶ród innych wiê¼niów. A szacunek w pierdlu to podstawa. Mi uda³o siê nie podpa¶æ , bardziej dziêki szczê¶ciu i wrodzonemu spokojowi ni¿ przestrogom naczelnika.
Oczywi¶cie na pocz±tku nie by³o ³atwo. Nie czarujmy siê, by³em nie do¶æ, ¿e ¶wie¿akiem, to jeszcze frajerem, który za kraty trafi³ nie za operacjê, za papier albo chocia¿by za napada z kindyba³em w rêku, a za zwyk³y om³ot, w dodatku w afekcie. Do tego nie da³o siê ukryæ, ¿e mam z moimi nowymi funflami nieco inny background, wiêkszo¶æ z nich pochodzi³a z rodzin robotniczych, by³em dla nich tylko delikacikiem z wy¿szym wykszta³ceniem. Wprawdzie pozycja omegi nie jest mo¿e najgorsza, na pewno nie tak z³a jak pozycja cwela lub pedofila, ale i tak nie by³o to nic, czym warto siê chwaliæ.
Szybko jednak siê z nimi dogada³em. Widzieli bowiem, ¿e nie cwaniakujê, nie lamentujê, ogólnie spokojnie jak na wojnie. A przy tym nie dawa³em sob± pomiataæ, jak kto¶ nadepn±³ mi na odcisk. W koñcu zaakceptowali mnie, a nawet na swój sposób zaczêli szanowaæ. Przekona³em siê o tym, gdy jaki¶ nowy frajer z s±siedniej celi, leszczyk z w³oskami na ¿el, któremu wydawa³o siê, ¿e jest mafiozem, chcia³ zrobiæ ze mnie swoje popychad³o. Gdy delikatne perswazje nie podzia³a³y przyszli mi z pomoc± i zrobili z niego popychad³o Rycha Pederasty. Popycha³ go sobie potem przez ³adnych parê lat bo trzeba przyznaæ, ¿e leszczyk by³ niczego sobie.
I tak siedzieli¶my sobie w celi, godzina za godzin±, dzieñ za dniem, a¿ tych dni minê³o równo 730 i wreszcie wyszed³em na wolno¶æ. Wyszed³em z ca³kiem nielichym zapasem wiedzy praktycznej. Tak siê bowiem z³o¿y³o, ¿e moi funfle, sami starzy z³odzieje, stwierdzili, ¿e trzeba mnie nauczyæ jakiego¶ porz±dnego zawodu ¿ebym nie zdech³ z g³odu na wolno¶ci.. Nie powiem, przyda³a mi siê ta wiedza. Na uczelniê nie mia³em bowiem po co wracaæ, na innych te¿ nie warto by³o próbowaæ, który rektor zatrudni³by wyk³adowcê, który móg³by daæ mu w mordê. ¯adnej innej porz±dnej pracy te¿ nie mog³em znale¼æ, z wyrokiem w papierach przy du¿ej dozie szczê¶cia mo¿na bowiem zostaæ co najwy¿ej cieciem. A i to nie zawsze.
Wybór, ¿e tak powiem, tematyki kradzie¿y to te¿ nie do koñca moja sprawa. Tak siê bowiem sk³ada, ¿e jedyni paserzy jakich zna³em zostali po drugiej stronie krat, a ja nie potrafi³em odnale¼æ innych. Zna³em za to ca³± masê ró¿nych szurniêtych kolekcjonerów, którzy potrafili zap³aciæ za starodruk lub za ikonê tyle, ile normalni ludzie p³ac± za M3 w ¶ródmie¶ciu. Dorabia³em sobie nieraz do g³odowej pensji robi±c dla nich ekspertyzy i stwierdzaj±c autentyczno¶æ obiektów. Wiedzia³em wiêc, ¿e ludzie ci nigdy przenigdy nie pytaj± o to, sk±d sprzedawca wzi±³ towar na sprzeda¿.
Ju¿ po paru pierwszych kradzie¿ach przekona³em siê, ¿e oto znalaz³em swoje powo³anie. Pocz±tkowo wynosi³em starodruki i rêkopisy z bibliotek. By³o to zadanie banalnie proste, bowiem wiêkszo¶æ bibliotek, z pominiêciem tych najwiêkszych, ma takie zabezpieczenia, ¿e a¿ ¶miech pusty ³apie. Z fantami zg³asza³em siê do znajomych kolekcjonerów i nigdy nie musia³em d³ugo szukaæ kupca. Pocz±tkowo k³ama³em, ¿e ksi±¿ki udawa³o mi siê okazyjnie odkupiæ, jednak po kilku transakcjach przesta³em siê przejmowaæ . Jakbym im powiedzia³, ¿e musia³em zabiæ w³asn± babciê, aby dostaæ starodruk to i tak by nie mrugnêli okiem. Niektórzy z nich zachowywali siê jak na³ogowcy. Co najciekawsze wiêkszo¶æ z nich i tak nie mia³a ¿adnego po¿ytku z mojego, ekhm, towaru. Niejednokrotnie bowiem nie znali nawet podstaw ³aciny. Rzeczy, które powinien znaæ ka¿dy student kierunków humanistycznych aby zaliczyæ lektorat na trzy.
No ale nie bêdê was tutaj, moi drodzy, zanudza³ opisem moich klientów. Musicie wiedzieæ tylko tyle, ¿e naprawdê polubi³em t± robotê i z czasem sta³em siê w niej naprawdê dobry. Szybko zreszt± rozszerzy³em swoj± dzia³alno¶æ na obrazy i inne antyki. Szybko zreszt± dorobi³em siê swego zespo³u. Sk³ada³ siê w wiêkszo¶ci ze studentów. Wiadomo, jak jest, najedzony student to w tym kraju ci±gle oksymoron, a ka¿dy grosz siê przyda. Zajmowali siê praktycznie wszystkim – obserwacj± celu, rozpracowywaniem alarmów, ¶ledzeniem w³a¶cicieli itd. Dla mnie pozostawa³a tylko rola g³ówna – wej¶æ do budynku i wyj¶æ z niego z fantem w torbie. Nie powiem, w razie wpadki to ja mia³bym najgorzej, dlatego zreszt± dostawa³em najwiêksz± czê¶æ ³upu. Jednak ich pomoc znacz±co upraszcza³a ca³± sprawê i pozwala³a mi dokonywaæ skoków znacznie czê¶ciej. Szczególnie ceni³em sobie studentów z ASP, którzy zamiast dorabiaæ do stypendium malowaniem portretów bogatych turystów dorabiali sobie malowaniem kopii znanych dzie³. Dziêki temu, o ile czego¶ nie schrzani³em podczas skoku, by³y w³a¶ciciel zazwyczaj nawet nie wiedzia³, ¿e go okradziono. Nie czas i miejsce na szczegó³y, ale zdziwiliby¶cie siê, jak czêsto spaceruj±c po muzeach widzicie kopie autorstwa moich malarzy.
To, ¿e nie ¿yjê z winy w³asnego lenistwa, nie u³atwia sprawy. Nie mam na kogo zwaliæ winy, a brodê dawno zgoli³em i teraz nie mam w co pluæ. Gdybym sam przyjrza³ siê celowi przed skokiem… Nic nie zapowiada³o tragedii, akcja wydawa³a siê prosta jak drut. Obiekt zabezpieczony by³ do¶æ prymitywnie, alarm zdj±³em z marszu, szybko ¶ci±gn±³em obraz z kamery, zapêtli³em go i podpi±³em do magnetowidu. Wszystko sz³o dobrze, a¿ za dobrze. Nie przewidzia³em tylko tego, ¿e w³a¶ciciel jest tradycjonalist± i postawi na bardziej klasyczne zabezpieczenia.
Czêsto zastanawia³em siê jak bêd± brzmieæ moje ostatnie s³owa. Ot, takie ma³e zboczenie historyka. My bowiem wiemy jak czêsto to w³a¶nie ostatnie s³owa s± zapamiêtywane przez potomno¶æ. We¼my chocia¿by takiego Juliusza Cezara. Nie wa¿ne, ¿e by³ cz³owiekiem, który podporz±dkowa³ swojej woli najpotê¿niejsze mocarstwo wszechczasów, ¶wietnym strategiem, znawc± prawa. Wa¿ne, ¿e Brutus te¿ by³ przeciwko niemu. Dlatego w³a¶nie postanowi³em, ¿e moje ostatnie s³owa bêd± idealnym podsumowaniem mojego ¿ycia. ¯e bêd± z jednej strony patetyczne i wzruszaj±ce, a z drugiej oddadz± mój dystans i delikatn± ironiê, z któr± zazwyczaj patrzy³em na ¶wiat. ¯e bêd± konkretne i ³atwe do zapamiêtania, ale nie bêd± wygl±daæ na wystudiowane. ¯e ich wypowiedzenie na zawsze utrwali w¶ród potomnych pamiêæ o mnie jako o wybitnym intelektuali¶cie. I, mówcie co chcecie, ale s³owa „Dobry piesek” za cholerê nie spe³ni³y tych warunków.
No dobra, ale ja was tutaj zamêczam swoim ¿yciorysem, a tu ju¿ kolejka siê ruszy³a. Mówcie co chcecie, ale ten aspekt ¿ycia zupe³nie mi nie pasuje do za¶wiatów. No bo wiecie, niebo to powinna byæ rado¶æ, le¿enie na chmurce z harf± w rêku i ¶piewanie pioseneczek o chwale Pana. Natomiast stanie w kolejkach na mojej prywatnej li¶cie rzeczy, których nie znoszê, plasuje siê tu¿ za ciep³ym piwem i zimn± kaw±. Czyli bardzo wysoko. I, wbrew temu co pisze siê w podrêcznikach historii, moim zdaniem to w³a¶nie przez kolejki upad³ komunizm. Ludzie bowiem, choæ zazwyczaj nie wiedz± co zrobiæ ze swoim czasem, to jednak nie lubi± go marnowaæ, a bezczynnego stania si³± rzeczy nie da siê uznaæ za zajêcie produktywne i ciekawe.
Przepraszam was bardzo za te nieistotne dygresje, jestem gadu³± i nic tego nie zmieni, wiêc siê lepiej przyzwyczajcie. Nie powiem zreszt±, ¿e to stanie w kolejce by³o a¿ tak nudne. Zd±¿y³em przynajmniej poznaæ kilka osób. I, z tego co siê zorientowa³em, to wcale nie byli du¿o bardziej ¶wiêci ni¿ ja. ¦miem twierdziæ, ¿e wprost przeciwnie. Ot, chocia¿by taki Romek i Krzysiek. Poznali siê w wojsku, zamieszkali w jednym mie¶cie, pracowali w tej samej fabryce. Normalnie sielanka. A ¿e w ¿yciu zazwyczaj tak bywa, ¿e jak jeste¶my szczê¶liwi to tylko dlatego, ¿e nie znamy wszystkich szczegó³ów, to i ich idealna przyja¼ñ zosta³a wystawiona na ciê¿k± próbê. Otó¿ Romek, który pracowa³ na pierwsz± zmianê, którego¶ dnia poczu³ siê gorzej. Wróci³ wiêc wcze¶niej do domu, gdzie zasta³ pracuj±cego na drug± zmianê Krzy¶ka. Zasta³ go, nawiasem mówi±c, we w³asnym ³ó¿ku, z w³asn± ¿on±. W pozie, która niewiele pozostawia³a wyobra¼ni. Zamiast zareagowaæ jak ka¿dy normalny facet, czyli wyrzuciæ Krzycha na zbity pysk i pój¶æ siê upiæ, Romek wpad³ na ciekawszy pomys³. Zwi±za³ Krzycha i obci±³ mu… pewien wa¿ny organ. Krajalnic± do chleba. Plasterek po plasterku. Gdy ta amatorska kastracja dobieg³a koñca, podobnie zreszt± jak ¿ycie Krzycha, Romek zrobi³ kolacjê. Tak, dobrze siê domy¶lacie z czego, ale ja tego g³o¶no nie powiem, bo i tak mnie mdli. Zreszt± Romek nie cieszy³ siê za d³ugo zemst±. Gdy jego ¿ona po³apa³a siê co tak naprawdê ma na talerzu, rozwali³a mu g³owê t³uczkiem do miêsa. Spotkali siê zreszt± z Krzychem w tej samej kolejce, dali sobie po mordzie i wszystko by³o okej.
Innym ciekawym przypadkiem by³ Ali, chyba najgorszy terrorysta ¶wiata. Ali trafi³ do naszej kolejki poniewa¿ po matce by³ w po³owie Polakiem. Jego mamu¶ka zreszt± za³atwi³a mu to, ¿e trafi³ do Nieba chrze¶cijañskiego, a nie do islamskiego Ogrodu. Jego babcia stwierdzi³a bowiem, ¿e Allach Allachem, a chrzest musi byæ katolicki. I tak to za spraw± potajemnie sprowadzonego ksiêdza Ali czeka³ w kolejce razem z nami. Ch³opaki zrobili mu zreszt± do¶æ nieprzyjemny dowcip. Gdy przyszed³ przedstawili siê jako siedemdziesi±t obiecanych dziewic, a gdy Ali zzielenia³, Romek trze¼wo zauwa¿y³, ¿e nigdzie w Koranie nie pisa³o, ¿e dziewice bêd± kobietami.
Wspomina³em ju¿, ¿e Ali by³ beznadziejnym terroryst±? Jego pierwszym zamachem by³a próba zatopienia amerykañskiej korwety. Otó¿, moi drodzy, Ali wpad³ na genialny pomys³. Za³adowa³ ma³± motorówkê materia³ami wybuchowymi i pop³yn±³ ku przeznaczeniu. A przynajmniej chcia³ pop³yn±æ, nie wzi±³ bowiem pod uwagê tego, ¿e ³ódka ma maksymaln± ³adowno¶æ. Koledzy wyci±gnêli go z morza zaledwie 20 metrów od brzegu, co najmniej podtopionego. Drugi zamach przeprowadzi³ dwa tygodnie pó¼niej. Tym razem za planowanie zabra³ siê kto¶ inny, Ali mia³ tylko zaparkowaæ samochód pod ambasad±. Jednak nasz drogi Ali postanowi³ udoskonaliæ ten plan. Kupi³ kamerê wideo i nagra³ filmik, w którym t³umaczy³ swój czyn i wyra¿a³ swoj± g³êbok± nienawi¶æ do USA i do zachodniej cywilizacji. Chcia³ zamie¶ciæ go na YouTube, ale nie wiedzia³ jak. Poszed³ wiêc z kamer± pod pach± do sklepu i poprosi³ o pomoc sprzedawcê. Na jego szczê¶cie policjanci nie mogli uwierzyæ, ¿e kto¶ mo¿e byæ a¿ tak g³upi i potraktowali ca³± sprawê jako kiepski ¿art. Trzeci, ostatni zamach by³ poniek±d udany. Poniek±d, bowiem Ali, próbuj±c wysadziæ w powietrze Mc’Donaldsa, nastawi³ zapalnik na 3 sekundy zamiast 3 minut. Mia³ szczê¶cie, ¿e anio³ ¶mierci mia³ i¶cie anielsk± cierpliwo¶æ i posk³ada³ go z kawa³ków, w przeciwnym razie bowiem Ali czeka³by chyba zapakowany w pude³ko po butach.
O, moja kolej. Nie powiem, ¿ebym by³ strachliwy, ale trochê siê mimo wszystko bojê. Jako¶ bowiem w ¿yciu nie uk³ada³o mi siê po drodze z moralno¶ci±, a z Ko¶cio³em jeszcze mniej. Ostatni raz zreszt± odwiedzi³em Dom Pañski trzy lata temu, kiedy dosta³em zlecenie na pewien ma³o znany obraz bardzo znanego twórcy, który jakim¶ cudem trafi³ do ma³ego wiejskiego ko¶ció³ka w samym ¶rodku Mazur. Zreszt±, co tu ukrywaæ, lubi³em grzeszyæ. Z dziesiêciu przykazañ nie z³ama³em bodaj¿e tylko pi±tego, wielokrotnie ³ami±c zreszt± siódme i czerpi±c wyj±tkow± przyjemno¶æ z ³amania szóstego. Tak¿e siedem grzechów g³ównych nie by³o mi ca³kiem obce, no mo¿e poza nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu. Wiecie, w takiej robocie jak moja trzeba dbaæ o liniê, nigdy nie wiadomo przez co trzeba bêdzie siê przeciskaæ. O piêciu przykazaniach ko¶cielnych i dotrzymywaniu postów przez lito¶æ nie wspomnê. Innymi s³owy – przesrane.
Wszed³em z wysoko podniesion± g³ow± i z kpi±cym u¶mieszkiem na twarzy. Piek³o czy nie, fason trzeba trzymaæ. W ma³ym pomieszczeniu, nieziemsko wrêcz zagraconym, le¿a³y setki akt, segregatorów i wszystkiego tego, co mo¿na znale¼æ w ka¿dym biurze. Na ¶rodku sufitu wisia³a naga ¿arówka, tak ubrudzona, ¿e ledwo dawa³a ¶wiat³o. Przy oknie, strasz±c od³a¿±c± farb±, sta³o bia³e biurko, model pó¼ny Gierek, a na nim nie pierwszej m³odo¶ci komputer i kilkana¶cie szklanek po kawie. Jak tak ma wygl±daæ niebo, pomy¶la³em, to mo¿e i to piek³o nie jest tak± z³± alternatyw±.
Za biurkiem siedzia³ wysoki, dobrze zbudowany mê¿czyzna, na oko trzydziestoletni. Mia³ bujne, br±zowe w³osy i starannie przystrzy¿on± bródkê. Z jego zadbanym wygl±dem kontrastowa³ stary i przetarty, chocia¿ gustowny garnitur. Gdy wszed³em, wsta³ ze skrzypi±cego biurowego fotela, podszed³ i poda³ mi rêkê.
-Witaj, jestem Piotrek.
Co¶ mnie tknê³o, jaki¶ trybik wskoczy³ na swoje miejsce.
-Ten Piotrek? Ten od kluczy, chodzenia po wodzie itepe?
-Do us³ug.
-Ale nie powiniene¶ byæ przypadkiem stary, mieæ siw± brodê i chodziæ o lasce?
- Popatrz lepiej na siebie.
Spojrza³em w zawieszone na ¶cianie lustro, które by³o niemi³osiernie upstrzone muszymi odchodami. No ³adnie, maj± tu muchy. Ciekawe, czy komary te¿, karwia ich maæ. Gdy ju¿ dojrza³em swoje odbicie zdziwi³em siê niepomiernie. Wygl±da³em, jakby kto¶ odj±³ mi co najmniej dziesiêæ lat. Zniknê³y ¶lady siwizny we w³osach, zakola znacz±co siê zmniejszy³y, mia³em te¿ znacznie mniej zmarszczek. Zniknê³a nawet ma³a blizna nad lewym okiem, pami±tka po jednej z wielu knajpianych awantur. Blizny zreszt± trochê ¿a³owa³em, ponoæ dodawa³a mi charakteru.
-Widzisz, staro¶æ nie rado¶æ. A skoro nie ma tutaj ¿adnego racjonalnego powodu, to po co mia³em byæ niedo³ê¿nym staruszkiem przez ca³± wieczno¶æ?
-¯eby ludzie ustêpowali ci miejsca w autobusach.
-Tu nie ma autobusów. W koñcu to niebo.
Nie znalaz³em kontrargumentu.
¦wiêty Piotr podszed³ do szafki i z jednej z szuflad wyci±gn±³ opas³e tomiszcze. Znacznie wiêksze ni¿ sama szuflada, ale od jakiego¶ czasu nic mnie ju¿ nie dziwi³o. Po³o¿y³ j± na biurku a potem z tej samej szuflady wyci±gn±³ kolejn± ksiêgê. Z cichym westchnieniem rezygnacji wyci±gn± ³ siedem kolejnych, ca³kowicie zagracaj±c nimi biurko.
-Co to jest? – zainteresowa³em siê.
-Rejestr twoich grzechów.
-A¿ tyle?
-To tylko streszczenie. Ale nie martw siê, tam nie pójdziesz – mówi±c to znacz±co zerkn±³ na pod³ogê, a potem zsun±³ ksi±¿ki do stoj±cego pod biurkiem kosza – postanowili¶my daæ wam szansê.
-To znaczy?
-Je¶li udowodnicie, ¿e jeste¶cie dla nas przydatni , to pozwolimy wam tu zostaæ. Szczegó³ów dowiesz siê pó¼niej.
Nikomu nie zamierza³em niczego udowadniaæ, ale nie wyrywa³em siê z tym. Bêdzie co ma byæ. Piotrek wypisa³ mi skierowanie. Niestety bumaga by³a napisana po hebrajsku, wiêc pozosta³o tylko mieæ nadziejê, ¿e nie by³ to przydzia³ do szorowania kibli. Po¿egna³em siê czym prêdzej i wyszed³em drugimi drzwiami. Zgodnie z instrukcj±, któr± Piotrek by³ ³askaw mi przet³umaczyæ, skrêci³em w drugi korytarz z lewej.
Po odebraniu od magazyniera skrzyde³ek i aureoli oraz zakupieniu w pobliskim kiosku fajek (po 3 z³ paczka – w koñcu poczu³em, ¿e to niebo!) zameldowa³em siê w swoim pokoju. Nie powiem, ¿eby zrobi³ na mnie wra¿enie. Spodziewa³em siê raczej jakiej¶ chmurki, mo¿e niebiañskiego ogrodu, sami wiecie. Na pewno nie spodziewa³em siê natomiast czego¶ bêd±cego po³±czeniem hotelu robotniczego i akademika. ¦ciany w tradycyjnie polskim buro-gównianym kolorze by³y porysowane, pokryte obscenicznym grafitti i ¶ladami gaszenia fajek. Drzwi skrzypia³y niemi³osiernie, a w wybitej szybce odbija³ siê szary od brudu sufit. Za biurkiem siedzia³ spocony portier w przekrzywionej aureoli i rozwi±zywa³ krzy¿ówkê. Gdy skierowa³em siê w jego stronê podniós³ wzrok i warkn±³:
-Czego chce?
-Przepraszam bardzo, ale mia³em siê tutaj zameldowaæ…
-Papier ma?
Poda³em mu ¶wistek od Piotrka. Popatrzy³ na niego, potem na mnie. Po d³u¿szej chwili wsta³ z obra¿on± min± i poda³ mi klucze.
-Do góry schodami na trzecie piêtro, potem w prawo. Pokój 617.
Uk³oni³em mu siê i czym prêdzej oddali³em. Pamiêta³em jeszcze z czasów studenckich, ¿e w akademiku mo¿na podpa¶æ ka¿demu, ale podpadniêcie portierowi koñczy siê ¼le. Zawsze i bezwyj±tkowo. W koñcu to portier decyduje o tym, czy nas wpu¶ci, gdy nawaleni wracamy z imprezy. Nie wiedzia³em, czy w niebie jest alkohol, ale zawsze warto siê na tak± ewentualno¶æ zabezpieczyæ.
Moje w±tpliwo¶ci rozwia³y siê bardzo szybko. Gdy by³em jakie¶ 10 metrów od drzwi pokoju do moich nozdrzy dolecia³ zapach gorzelni i tytoniu. Kto¶ niemi³osiernie fa³szowa³ na gitarze, a piêæ be³kotliwych g³osów zawodzi³o znan± pijack± pie¶ñ o kozaku, co to ma omijaæ lasy i do³y. Otwar³em drzwi i zanim zd±¿y³em przywitaæ siê ze wspó³lokatorami, z których zna³em tylko Romka i Krzy¶ka, kto¶ krzykn±³ sakramentalne „Karniaka dla pana kierownika”. Kto¶ inny szybko nape³ni³ s³oik po musztardzie jak±¶ przejrzyst± ciecz±. Waln±³em stakana na raz i poczu³em siê jakbym wypi³ szklankê kwasu solnego. Uczucie to jednak przesz³o do¶æ szybko, oddech te¿ powróci³, a z ¿o³±dka po ca³ym ciele rozesz³o siê przyjemne ciepe³ko. ¦wiat niemal natychmiast zacz±³ wygl±daæ znacznie ³adniej, a moi towarzysze nagle stali siê interesuj±cy i elokwentni. Popatrzy³em z ciekawo¶ci± na butelkê. Pod znanym symbolem oka w trójk±cie pyszni³ siê z³oty napis ‘Spiritus Sanctus’.
Gdy obudzi³em siê rano w ubraniu, przytulony do jakiego¶ kolesia, który wczoraj zosta³ moim najlepszym przyjacielem, nie zdziwi³em siê nawet szczególnie. Jednak gdy postanowi³em wstaæ, po raz kolejny stwierdzi³em, ¿e to ca³e Niebo jest mocno przereklamowane. Kac, jak to zwykle u mnie bywa, zaatakowa³ podstêpnie. Gdy otwar³em oczy, jedynym objawem zatrucia alkoholowego by³ trampek w ustach i sucho¶æ w gardle. Nie tak ¼le, bior±c pod uwagê ile wczoraj wypili¶my. Zreszt± nie pamiêta³em nawet, ile wczoraj pêk³o flaszek, ale to tylko ¶wiadczy³o, ¿e raczej by³a to liczba dwucyfrowa. Podnios³em siê z ³ó¿ka i wtedy siê zaczê³o. Ból g³owy uderzy³ niespodziewanie, a ziemia nagle skoczy³a mi do oczu i da³a po mordzie. Gdy ju¿ doszed³em do siebie na tyle, ¿e by³em w stanie sobie u¶wiadomiæ co siê dzieje podczo³ga³em siê do szafki. Sta³a na niej butelka z resztk± spirytu. Odkrêci³em dr¿±cymi rêkami zakrêtkê, o ma³o przy tym nie wymiotuj±c od zapachu alkoholu. Pokonuj±c obrzydzenie przytkn±³em usta do szyjki i poci±gn±³em solidny ³yk. Oczy momentalnie zasz³y mi ³zami i straci³em oddech, ale po chwili by³em ju¿ na chodzie. Przynajmniej na tyle, ¿e o w³asnych si³ach wyszed³em na korytarz. Dobiegaj±ce z innych pokojów jêki i wszechobecny zapach przetrawionego alkoholu ¶wiadczy³y o tym, ¿e nie tylko my mieli¶my weso³± noc.
Id±c gdzie¶ bez celu korytarzem o ma³y w³os nie potkn±³em siê o Alego. Wygl±da³ strasznie, ca³y spocony i czerwony na twarzy. Zdziwi³o mnie to trochê, bo, o ile wiem, muzu³manie nie pij±, a on wielokrotnie podkre¶la³ swoj± wiarê i pomstowa³ na tych, którzy wrzucili go do chrze¶cijañskiego nieba. S± jednak takie okazje, podczas których nie da siê nie wypiæ. Pierwszy dzieñ w za¶wiatach najwidoczniej siê do nich zalicza.
Wyszed³em zza rogu i wpakowa³em siê prosto na anio³a z list± w rêce. Rzuci³ we mnie spojrzeniem ciê¿kim jak ceg³a i wysycza³:
-A obywatel czego jeszcze nie na zbiórce? Jak obywatel nie ¿yje, to my¶li, ¿e mu wszystko wolno? Co?
-Przepraszam najmocniej, ale na jakiej do diab³a zbiórce?
-Nie wyra¿aj siê ¶cierwo! Bo inaczej naprawdê pójdziesz do diab³a!
Jego szczê¶cie, ¿e by³em na kacu. Inaczej pewnie po³ama³bym mu skrzyd³a i udusi³ go jego w³asn± aureol±. Widzicie moi drodzy, chamstwa nie tolerujê. Jednak wczorajsza libacja pozbawi³a mnie si³ tak znacznie, ¿e zamiast spu¶ciæ mu zas³u¿ony ³omot, grzecznie zapyta³em ponownie o co chodzi. Dowiedzia³em siê, ¿e wszyscy nowi maj± siê stawiæ w ¶wietlicy, gdzie ¶wiêci Piotr i Pawe³ udziel± niezbêdnych wyja¶nieñ. Zanim poszed³em zapamiêta³em dok³adnie jego twarz. Kto wie, mo¿e bêdzie jeszcze okazja nauczyæ go kultury.
Do ¶wietlicy wszed³em jakie¶ dziesiêæ minut po rozpoczêciu ca³ej imprezy. Przekrad³em siê do tylnych rzêdów. W³a¶nie przemawia³ Piotrek.
-…dlatego w zasadzie nie powinno was tu byæ. Ka¿dy z was ma na sumieniu tyle grzechów, ¿e spokojnie starczy³oby na trzech. Powinni¶cie z tego powodu spêdziæ ca³± wieczno¶æ w piekle. Ale nie martwcie siê! Postanowili¶my daæ wam szansê. Wy wszyscy, jak tu jeste¶cie, we¼miecie udzia³ w eksperymentalnym programie resocjalizacyjnym.
-A na czym ma polegaæ ta resonaclizacja? – spyta³ jeden z moich s±siadów, na oko przypadek beznadziejny, któremu ju¿ ¿adne eksperymentalne programy nie pomog± siê poprawiæ.
-Resocjalizacja-odruchowo poprawi³ Pawe³.
-Dost±picie zaszczytu odbycia przeszkolenia wojskowego w Niebiañskich Si³ach Zbrojnych. Je¶li siê sprawdzicie, to pozwolimy wam zostaæ…
Piotrek wyra¼nie chcia³ powiedzieæ co¶ jeszcze, ale uniemo¿liwi³ mu to chóralny ¶miech zgromadzonych na sali. Co poniektórzy nawet siê pop³akali, a Romkowi trzeba by³o udzieliæ pomocy medycznej bo dokumentnie siê zapowietrzy³. Stwierdzi³em, ¿e trzeba interweniowaæ. Wsta³em z miejsca, podszed³em do Piotrka i bezceremonialnie zabra³em mu mikrofon.
-Ekhm, przepraszam bardzo…. ZAMKN¡Æ SIÊ DURNE BUCE I S£UCHAÆ!!! Powinni¶cie siê teraz sma¿yæ w gor±cej smole! Wiêc jak, kurwa wasza maæ, panowie daj± wam szansê, to kurwa wasza maæ macie s³uchaæ i byæ wdziêczni. A jak siê komu¶ nie podoba to sam osobi¶cie mu mordê skujê! No!
Odda³em mikrofon os³upia³emu Piotrkowi i u¶miechn±³em siê czaruj±co do równie os³upia³ej publiczno¶ci . Piotrek, gdy tylko odzyska³ g³os, kontynuowa³ przemowê. Na sali by³o tak cicho, ¿e w zasadzie nie potrzebowa³ ju¿ nag³o¶nienia.
-Odbêdziecie przeszkolenie z teorii i praktyki walki z si³ami ciemno¶ci. Ci z was, którzy je ukoñcz±, otrzymaj± odpust zupe³ny i bêd± mogli tu zostaæ. Kto wie, mo¿e najlepsi nawet zrobi± karierê w wojsku? Kierownikiem szkolenia jest archi strateg Micha³, walkê wrêcz bêdzie wyk³ada³ ¶wiêty Jerzy, prace saperskie ¶wiêty Rafa³, zajêcia na strzelnicy poprowadzi ¶wiêty Dionizy. Oprócz tego nauczycie siê desantowaæ z powietrza przy u¿yciu skrzyde³, prowadziæ ogniste rydwany i walczyæ ognistym mieczem i w³óczni± ¶wiêtego Maurycego. Zostaniecie podzieleni na grupy, spo¶ród których zostan± wy³onieni dowódcy. Na koniec szkolenia pojedziecie na poligon, gdzie bêdziecie mogli wykazaæ siê zdobytymi umiejêtno¶ciami. A teraz macie czas wolny, który radzê przeznaczyæ na aklimatyzacjê. Dziêkujê, to wszystko.
Co poniektórzy ju¿ otwierali usta, aby rzuciæ jak±¶ k±¶liw± uwagê, ale wystarczy³o, ¿e potoczy³em wzrokiem po sali, a wszyscy wstali i grzecznie siê rozeszli.
Po obiedzie, gdy nie maj±c nic lepszego do roboty spacerowa³em sobie po dziedziñcu, spotka³em Piotra i Paw³a.
-Dziêki za pomoc-powiedzia³ Pawe³ – gdyby nie ty, to ta dupa wo³owa – zerkn±³ na Piotrka – nie wydusi³aby z siebie s³owa.
Nie skomentowa³em, ¿e on mia³ bli¿ej do mikrofonu ni¿ ja.
-A tak w ogóle to gdzie ty nauczy³e¶ siê tak przemawiaæ?
-Jak by³em na studiach to dorabia³em w wielu dziwnych miejscach. Chocia¿by na budowie. Zauwa¿y³em, ¿e jak brygadzista siê nie wydziera³ na robotników to robota sta³a.
-Ale przecie¿ móg³ ich poprosiæ…. -wtr±ci³ nie¶mia³o Piotrek.
-Ale ty naiwny jeste¶ – skrzywi³ siê Pawe³ – pog³aszcz chama to ciê kopnie.
-Masz sporo racji. Raz dano nam nowego kierownika. Ch³opaczka ¶wie¿o po jakiej¶ tam szkole czy te¿ innych studiach. I ten ch³opaczek przyszed³ do nas poprosiæ, ¿eby¶my wykopali rów pod jak±¶ tam rurê. Do wieczora wykopali¶my jakie¶ trzy metry. W sze¶ciu ch³opa. Sytuacja powtarza³a siê przez kilka dni, a¿ w koñcu kierownik nie wytrzyma³ i poskar¿y³ siê brygadzi¶cie. Ten zabra³ go ze sob±, kaza³ patrzeæ i siê uczyæ, a potem tak nas koncertowo obsobaczy³, ¿e do wieczora rów by³ gotowy.
-Ehh, weso³o tam macie, na tej ziemi. Za moich czasów….
-Za naszych czasów – wtr±ci³ Pawe³ – robotników pogania³o siê batami.
Coraz bardziej lubi³em kolesia.
-S³uchajcie – postanowi³em rozwiaæ drêcz±ce mnie w±tpliwo¶ci – jak to w³a¶ciwie jest?
-Co?
-Zauwa¿y³em, ¿e wszyscy, którzy siê tu ze mn± znale¼li, nawet Ali, to katolicy. Przynajmniej nominalnie. A co siê dzieje z wyznawcami innych religii? Id± en masse do piek³a? Przestaj± istnieæ po ¶mierci?
-Ech, nie. Id± do swoich za¶wiatów. Widzisz, tak naprawdê Bóg jest tylko jeden i, niezale¿nie jak± religiê wyznajesz, czcisz w³a¶nie jego. Ró¿ni± siê tylko szczegó³y. Zauwa¿, ¿e we wszystkich religiach, nawet tych politeistycznych, zawsze masz jakiego¶ najwa¿niejszego Boga lub Boginiê, odpowiedzialnych za stworzenie ¶wiata oraz Boga-cz³owieka, nie wa¿ne czy jego potomka czy te¿ proroka, który s³u¿y za po¶rednika. Ludzie natomiast maj± woln± wolê, w któr± nie mo¿emy ingerowaæ. A ¿e ludzko¶æ u¿y³a jej miêdzy innymi do tego, ¿eby stworzyæ setki ró¿nych religii, to na to nic nie poradzimy. Musieli¶my siê dostosowaæ. Dlatego jak kto¶ ca³e ¿ycie wierzy³ w niebo i piek³o, to w koñcu tam trafi, zupe³nie tak jak np. wikingowie trafiali do Valhalli.
-Ale przecie¿ ja nie wierzy³em ani w niebo, ani tym bardziej w piek³o. Nie by³em w ko¶ciele od czasu bierzmowania i naprawdê by³em przekonany, ¿e po ¶mierci nic nie ma. A jestem tutaj.
-By³e¶ ochrzczony.
-No i co z tego. Ali te¿ by³, ale z chrze¶cijanami ma tyle wspólnego, ¿e ich nie lubi.
-No ale jako¶ musimy was podzieliæ – powiedzia³ niepewnie Piotrek.
-Wiêc dzielicie nie na podstawie faktycznej wiary, a na podstawie sakramentu, który zazwyczaj nie jest nawet dobrowolny?
-A jak mieliby¶my was podzieliæ? Codziennie sprawdzaæ, co kto¶ akurat my¶li o religii i w co akurat wierzy? Wiesz ile by z tym by³o roboty? Nasz departament klasyfikacyjny i tak nie wyrabia.
Zrobili nad±sane miny, wiêc postanowi³em zmieniæ czym prêdzej temat.
-A o co chodzi z tym eksperymentem? Naprawdê my¶licie, ¿e s³u¿ba wojskowa zmieni nas na lepsze?
-A czego nie? Nauczy ich przynajmniej dyscypliny.
Ucieszy³o mnie, ¿e powiedzia³ „ich” a nie „was”. Choæ z drugiej strony mo¿e w moim wypadku stracili ju¿ nadziejê?
-A skoro ju¿ podjêli¶my temat. Nie chcia³by¶ przypadkiem byæ dowódc± oddzia³u?
I tak, moi najmilsi, zosta³em oficerem Niebiañskich Si³ Zbrojnych. Odwrotnie ni¿ w przys³owiu, bowiem mia³em matur ê, za to z chêciami ni hu hu. No ale có¿, nie zawsze dostaje siê to co siê chce.
Baczno¶æ, kurwa wasza zawszona maæ, koty mizerne! – nie ¿a³owa³em gard³a. To by³a pierwsza zbiórka. Wiedzia³em, ¿e jak od razu nie zdobêdê ich szacunku to potem ju¿ mi siê nie uda. Tym bardziej, ¿e dowódc± zosta³em tylko dlatego, ¿e lubi mnie Pawe³. Sami rozumiecie, ¿e takie kwalifikacje do nich raczej by nie przemówi³y. Na szczê¶cie nie wszyscy o tym wiedzieli, a ja postanowi³em, ¿e tak zostanie. Jak nie wiesz, co robiæ, to przynajmniej udawaj pewno¶æ siebie. Ta taktyka sprawdza siê niemal zawsze.
-Witamy w Niebiañskich Si³ach Zbrojnych. Niech was nie zmyli nazwa – jak który¶ bêdzie mi tu dymi³, to go tak udupiê, ¿e Lucyfer bêdzie mu siê wydawa³ mi³ym wujaszkiem. Zrozumiano?
Mruknêli co¶ w odpowiedzi, co przy odrobinie dobrej woli mo¿na by wzi±æ za potwierdzenie. Ja jednak postanowi³em nie okazywaæ im dobrej woli, przynajmniej nie na pocz±tku.
-Nie s³yszê! Padaæ na cyce i pompowaæ! Trzydzie¶ci pompek!
Dla waszej wygody pozwoli³em sobie, moi drodzy, wyci±æ z mej relacji wszystkie s³owa na k, ch i p.’
-Zrozumiano?!
Odpowied¼ by³a ju¿ jakby nieco ¿ywsza. Ja jednak d±¿y³em do perfekcji.
Trzysta pompek pó¼niej nareszcie wyryczeli odpowied¼ jak nale¿y. Co poniektórzy zaraz potem zemdleli z wycieñczenia. Tym, którzy jeszcze mieli si³y staæ, kaza³em ich zabraæ i wyda³em nakaz odmaszerowania do koszar.
Nastêpne dni by³y bardzo do siebie podobne, zupe³nie jakby kto¶ zapêtli³ czas. Pobudka o 5.30 (przez któr± omal nie zacz±³em blu¼niæ), zaprawa poranna, ¶niadanie, æwiczenia, obiad, æwiczenia, kolacja, pogadanka wychowawcza, capstrzyk. A potem parê godzin snu i od nowa, i znów. Po miesi±cu mia³em serdecznie do¶æ i Nieba, i zbawienia, i wszystkich ¶wiêtych. Niektóre æwiczenia by³y beznadziejnie nudne, na przyk³ad fortyfikacje. Akurat na tych zajêciach poznali¶my dok³adnie co oznacza czasoprzestrzeñ w wojsku – kopanie rowu od tego miejsca do czwartej po po³udniu. Niektórzy próbowali siê oczywi¶cie dekowaæ, ale znalaz³em na to sposób. Jak uda³o mi siê kogo¶ takiego z³apaæ, to ca³y oddzia³ mia³ karne æwiczenia. Mówiê wam, trzy dni i sami pilnowali siê tak dok³adnie, ¿e w zasadzie nie mia³em nic do roboty. By³o to tym wa¿niejsze, ¿e nasi instruktorzy, poza kilkoma wyj±tkami w rodzaju Archanio³a Micha³a czy te¿ ¶wiêtego Jerzego, kompletnie nie potrafili sobie poradziæ z t± band± degeneratów. Zwracali siê do nich jak do ludzi, proszê, dziêkujê, ca³y ten savoir vivre. Nie muszê wam t³umaczyæ, ¿e by³a to droga do nik±d. Z takimi lud¼mi trzeba krótko, konkretnie i na temat. I nigdy nie zaszkodzi odwo³aæ siê do prowadzenia siê ich rodzicielek. Nic tak bowiem nie wzmacnia wymowy rozkazu jak zawsze klasyczna i zawsze skuteczna kurwa wasza maæ.
-Jaki, kurwa, Armagedon?!
¯ycie ma to do siebie, ¿e czasem prawda bywa trudna do zaakceptowania. ¯ycie po ¿yciu jak widaæ równie¿.
Siedzia³em akurat w gospodzie „Pod upad³ym anio³em” z Paw³em, Piotrkiem i Jurkiem. W³a¶nie koñczyli¶my osuszaæ pi±t± butelkê mszalnego. Siêgn±³em rêk± do miseczki stoj±cej na stole i wyci±gn±³em op³atek aby przegry¼æ kolejny ³yk wina. Jurek w³a¶nie koñczy³ drug± miskê manny. Piotrek natomiast nie przegryza³, przez co nawali³ siê lotniczo. Jak meserszmit.
-Jak to jaki? No taki jak w Biblii. My z tej strony, oni z tamtej, ogólna zadyma…
-Nie pytam Ciê co to jest Armageddon. Pytam Ciê czego akurat teraz! I co my mamy z tym wspólnego.
-No kto¶ siê przecie¿ musi biæ, no nie?
Czu³em, ¿e jeszcze trochê, a Najwy¿szy bêdzie musia³ poszukaæ sobie nowego klucznika. Na szczê¶cie Pawe³, cokolwiek trze¼wiejszy od kumpla, interweniowa³.
-Nam te¿ siê to w ogóle nie podoba, uwierz mi na s³owo. Nie dano nam wyboru.
-Mogli¶cie nas chocia¿ poinformowaæ zamiast pieprzyæ o resocjalizacji!
-I co by to da³o? No pomy¶l. Ty jeste¶ rozs±dny cz³owiek, a jak reagujesz? A jakby¶my powiedzieli im, to w najlepszym wypadku uciekliby na drug± stronê. W koñcu nikt nie lubi walczyæ w przegranej dru¿ynie.
-A¿ tak ¼le?
-Jeszcze gorzej! Mamy koszmarne problemy kadrowe. Widzisz nasz szef, z³ego s³owa o nim nie powiem, ale jest taki trochê, hmm, nie¿yciowy. Wymy¶li³ te swoje dziesiêæ przykazañ i siê ich kaza³ trzymaæ. Wy natomiast zbudowali¶cie taki ¶wiat, w którym to nie jest mo¿liwe.
-Jak to niemo¿liwe?
-A znasz kogo¶, kto nigdy nie pracowa³ w sobotê?
-Chyba w niedzielê – poprawi³em odruchowo.
-W sobotê. Tu akurat ¯ydzi mieli racjê. Ale wróæmy do tematu. Znasz kogo¶, kto nigdy nie po¿±da³ ¿ony swojego bli¼niego? Kto nigdy nie sk³ama³, choæby w zeznaniu podatkowym? Przecie¿ tak siê u was nie da prze¿yæ!
-No ale kto¶ w koñcu u was jest wiêc siê jednak da!
-Kiedy¶ by³o ³atwiej. Zrobi³o siê cud albo dwa i ludzie od razu ¿a³owali za grzechy. Takich ¿a³uj±cych jako¶ udawa³o siê przepchaæ przez selekcjê. A teraz? Choæbym wam machn±³ taki cud, ¿e wszystkie poprzednie by siê pochowa³y, to by¶cie i tak potrafili go sobie jako¶ racjonalnie wyt³umaczyæ. Chocia¿by jako zbiorow± histeriê, spowodowan± zatruciem toksycznym gazem. Albo w jakikolwiek inny sposób. Cuda ju¿ nie dzia³aj±, Boga nikt siê nie boi, no to jak mamy werbowaæ ludzi?
-No, ale wasz szef powinien siê jako¶ do tego dostosowaæ, zauwa¿yæ, ¿e przesadzi³.
-Szef, krótko mówi±c, ma was gdzie¶. Kiedy¶ was nawet lubi³ i stara³ siê wami opiekowaæ…
-Czego potop najlepszym przyk³adem – bezceremonialnie wszed³em mu w s³owo.
-Ej, nie b±d¼ niesprawiedliwy! Ka¿dy ma prawo mieæ z³y dzieñ!
-Jak ja mam z³y dzieñ to nie zabijam milionów ludzi!
-A jakby¶ potrafi³ to zrobiæ?
Nie znajduj±c kontrargumentu pozwoli³em mu kontynuowaæ.
-Troszczy³ siê o was, a wy co zrobili¶cie? Nie do¶æ, ¿e ubili¶cie mu syna, to jeszcze zrobili¶cie to ponoæ w jego imieniu!
-Móg³by¶ nie u¿ywaæ drugiej osoby? Ja nikomu syna nie ubi³em!
-Ty nie i mo¿e nawet by¶ tego nie zrobi³. Ale ca³a reszta? Chocia¿by twój oddzia³. My¶lisz, ¿e jakby wtedy stali przed Poncjuszem Pi³atem to jakie imiê by krzyczeli?
-Takie, jakie bym im rozkaza³. I kropka.
-Z tob± to siê nie da rozmawiaæ.
-Mów dalej, nie bêdê ju¿ przeszkadza³.
I mówi³, i to mówi³ d³ugo. Opowiada³ o tym, jak to z ka¿dym rokiem przybywa³o coraz mniej duszyczek, a¿ w koñcu nadesz³y takie czasy, ¿e jedna dusza przybywa³a nieraz na dwa, trzy lata. Nikomu to za bardzo nie przeszkadza³o, a jak Szef wszystkich szefów wpada³ na inspekcjê, to siê starym i sprawdzonym sposobem robi³o paradê. Duszyczki chodzi³y sobie dooko³a ambony tak d³ugo, ¿e wszystkim zainteresowanym wydawa³o siê, ¿e jest ich du¿o. ¦wiêtym taka sytuacja odpowiada³a, nie mieli bowiem za wiele do roboty, wieczne wakacje. Niestety, jak to bywa, wszystko musia³o siê spieprzyæ.
Bóg bowiem stwierdzi³, ¿e warto by by³o sprawdziæ jak tam siê ¿yje na ziemi. Nie sprawdza³ tego bowiem ju¿ ponad dwa tysi±ce lat. J.C., gdy mu powiedziano, o co chodzi, stwierdzi³ kategorycznie, ¿e siê na to tym razem nie pisze, ale w koñcu zmiêk³. Uda³ siê wiêc na ziemiê i postanowi³ zacz±æ nauczaæ. Stan±³ na rynku jednego z wiêkszych polskich miast i zacz±³ g³osiæ chwa³ê Pana. Zanim siê po³apa³ siedzia³ ju¿ na obserwacji w najbli¿szym psychiatryku. Wypu¶cili go w koñcu. Postanowi³ nieco zmieniæ taktykê. Uda³ siê wiêc do ¶wi±tyni. Zanim zd±¿y³ nawet usi±¶æ ju¿ zosta³ z niej wyproszony przez krêpego ko¶cielnego, który na odchodne rzuci³ co¶ o bezczelnych æpunach. Gdy sta³ sko³owany pod ko¶cio³em, nie wiedz±c nawet za bardzo co siê dzieje, zosta³ pobity przez bandê skinheadów, którzy wziêli go za satanistê. Nie czekaj±c a¿ kto¶ go ponownie ukrzy¿uje czym prêdzej wróci³.
No i wtedy, jak to celnie ujmuj± Anglosasi, gówno r±bnê³o w wentylator. Szef stwierdzi³, ¿e dwa tysi±ce lat to do¶æ czasu na poprawê. Je¶li wiêc ludzko¶æ jest tak samo beznadziejna to najwyra¼niej nie chce siê poprawiæ. A jak nie chce, to nie ma sensu dalej ci±gn±æ tego serialu.
Wezwa³ czym prêdzej wierchuszkê obu stron i og³osi³ co nastêpuje. Ma byæ Armagedon. Nie kiedy¶ tam, byæ mo¿e, siê zobaczy. Tu i teraz. I zaraz, w 2012 roku. Gdy Belzebub zauwa¿y³, ¿e koniec, wedle Biblii, ma byæ wtedy, gdy nikt siê go nie spodziewa, Bóg wys³a³ ¶wiêtych w teren celem zbadania opinii publicznej. Okaza³o siê, ¿e ca³a ta histeria, któr± wywo³a³y media w zwi±zku z t± dat±, wszystkie filmy i ksi±¿ki, wszystkie proroctwa i analizy sprawi³y, ¿e nikt ju¿ nie wierzy³ w to, ¿e w tym roku skoñczy siê ¶wiat.
Trudno opisaæ panikê, jaka zapanowa³a po tym zebraniu. Zapanowa³a, co warto dodaæ, po obu stronach. Bowiem piek³o mia³o w rêkach wszystkie atuty, zaczynaj±c od przewagi liczebnej, a koñcz±c na tym, ¿e to u nich byli wszyscy ¿o³nierze. No, mo¿e nie wszyscy, ale ta garstka, która trafi³a do nieba, to by³y takie pata³achy, ¿e dali siê zabiæ zanim zd±¿yli zabiæ kogokolwiek innego. Mówicie, ¿e nie rozumiecie w takim razie paniki w piekle? Otó¿ wed³ug Biblii to niebo mia³o wygraæ. Wprawdzie dru¿yna lepsza zawsze mo¿e siê pod³o¿yæ, ale przy takiej dysproporcji si³ nawet ¶lepy zauwa¿y³by przekrêt.
Zwo³ano wiêc drugie zebranie, tym razem nieoficjalnie. Piek³o zgodzi³o siê przymkn±æ oko na to, ¿e niebo przyjmie w swe szeregi kilka osób o odpowiednich kwalifikacjach moralnych. Znaczy siê nas. Nasza weso³a kompania mia³a byæ nie tylko testem ca³ego pomys³u, ale równie¿ przysz³± kadr±. Niebo liczy³o bowiem, ¿e w ca³ym tym zamieszaniu uda im siê chocia¿ trochê zniwelowaæ przewagê liczebn± piek³a przyjmuj±c na lewo ludzi tu¿ przed godzin± zero. Koniec ¶wiata bowiem, na szczê¶cie, nie nastêpuje codziennie i Piotrek et consortes liczyli na to, ¿e w ogólnym zamieszaniu nikt tego nie zauwa¿y. Niestety oznacza³o to równie¿, ¿e nie bêdzie czasu ich odpowiednio przeszkoliæ. Dlatego w³a¶nie my byli¶my tacy wa¿ni – kto¶ musia³ bowiem poprowadziæ t± zbieraninê do boju. A któ¿ siê do tego nadawa³ lepiej ni¿ taka banda, uczciwszy uszy, skurwysynów jak my? No kto? A ¿e przy okazji zmarli¶my jednego dnia…
-Jak to nasza ¶mieræ nie by³a ca³kiem naturalna?! Co ty mi tu próbujesz wcisn±æ?!
-Nie uno¶ siê tak. Nie mieli¶my czasu! Musieli¶my trochê pomóc losowi.
-I tak by¶ umar³-wtr±ci³ Jurek, o dziwo dalej trze¼wy-dwa lata w t±, dwa lata w tamt±, co za ró¿nica.
-To mogli¶cie mnie zabiæ w jaki¶ ciekawszy sposób! Z³odziej-wirtuoz, legenda bran¿y, postrach kolekcjonerów i muzeów – zagryziony przez psa! Wiecie jak tam siê musz± ze mnie ¶miaæ?!
-Tak by³o najpro¶ciej. Akurat psa mieli¶my pod rêk±, wystarczy³o otworzyæ furtkê do s±siada. Zreszt± by³o minê³o. Rozumiesz teraz, jak bardzo jest ¼le?
-Rozumiem, ¿e zawalili¶cie swoj± robotê i teraz mamy po was sprz±taæ.
-Je¶li tak jest ci ³atwiej to ok, zawalili¶my. I potrzebujemy twojej pomocy. Oni siê nas kompletnie nie boj±, jak masz przepustkê to robi± co chc±. Tylko ciebie s³uchaj±.
-No dobra, ale co ja z tego bêdê mia³?
-Satysfakcjê.
-Marna zap³ata.
-Jak wszystko siê dobrze skoñczy, to postaramy siê ci to jako¶ wynagrodziæ. Mo¿e nawet jaka¶ ma³a kanonizacja i jaki¶ przyjemny patronat?
-Na przyk³ad, buerp, nad dziwkami – wtr±ci³ spod sto³u zalany w pestkê Piotrek.
-No co ty! ¦wiêty Miko³aj siê nie zgodzi.
-Ten Miko³aj? Ten z 6 grudnia? On jest patronem prostytutek? – zapyta³em.
-Nie rozg³aszamy tego, ale sam rozumiesz, ka¿dy zawód musi mieæ swojego patrona.
-Ale czego akurat on? – w³a¶nie poczu³em, jak moje dzieciñstwo wali siê w gruzy.
-Jak jeszcze ¿y³, to sfinansowa³ posag trzem pannom. Ich ojciec bowiem wys³a³ je na ulicê, by na niego zarobi³y.
-Aha-odetchn±³em z ulg±.
-To co, pomo¿esz?
No i pomog³em.
Nie chodzi³o mi tu, broñ Bo¿e, o te prostytutki. Kanonizacja te¿ mnie raczej ¶rednio poci±ga³a, chocia¿ babcia na pewno ucieszy³aby siê z tego, ¿e jej wnuczu¶ zosta³ ¶wiêtym. Pomog³em, bo ba³em siê, ¿e jak tego nie zrobiê, to kto¶ sobie przypomni, ¿e w zasadzie to nie powinno mnie tu byæ. A na piek³o jako¶ tak ¶rednio mia³em ochotê. ¬le znoszê tropikalne temperatury. Za smo³± te¿ szczerze mówi±c nie przepadam.
W nastêpnych dniach æwiczyli¶my jak szaleni. Jak ju¿ padali ze zmêczenia, to ja wymy¶la³em co¶ nowego. Koñczyli¶my wtedy, gdy ju¿ naprawdê padali na pysk. Postanowi³em zreszt± powiedzieæ im prawdê. Zareagowali na to spokojnie, chyba byli zbyt zmêczeni, ¿eby siê przejmowaæ. Wbrew obawom Paw³a nikt nie uciek³, zreszt± dok±d móg³by i¶æ?
Nie powiem, niektóre æwiczenia nawet im siê podoba³y. Zw³aszcza po tym, jak zauwa¿yli, ¿e nie mog± umrzeæ. Zauwa¿yli to zreszt± po prawie miesi±cu, szerloki chêdo¿one. Jak mo¿na by siê by³o spodziewaæ ucieszyli siê. Faceci bowiem nie dorastaj±. Taka jest zasada, wyj±tków nie stwierdzono. A co lubi± ch³opcy? Oprócz dziewczynek, oczywi¶cie. Czy te¿ mo¿e zanim zaczn± lubiæ dziewczynki? Ch³opcy lubi± bawiæ siê w wojnê. Lubi± biegaæ z patykami w d³oniach, udaj±c, ¿e to ka³asznikowy. Lubi± rzucaæ w siebie szyszkami udaj±c, ¿e to granaty. A teraz wyobra¼cie sobie tych samych ch³opców, nieco starszych, którym dano do rêki nieporównywalnie potê¿niejsz± broñ i pozwolono jej bez konsekwencji u¿ywaæ. Tak dobrze siê bawili, ¿e przestali nawet narzekaæ na æwiczenia z musztry i nie¶miertelne kopanie rowów. Czasem zreszt± æwiczyli tak zapamiêtale, ¿e po æwiczeniach 80% oddzia³u nadawa³o siê wy³±cznie do wskrzeszenia. Raz zreszt± straci³em ca³y oddzia³, gdy ostatni z nich przypadkowo wysadzi³ siê w powietrze próbuj±c zabiæ przedostatniego. Ali zreszt± nigdy nie mia³ talentu do materia³ów wybuchowych.
I to w³a¶nie przez materia³y wybuchowe nast±pi³o nieszczê¶cie.
Którego¶ dnia na zajêcia z prac saperskich Rafa³ przyniós³ i rozda³ ka¿demu po ma³ej skrzynce. Gdy je otwarli ich oczom ukaza³y siê z³ociste kule wielko¶ci mniej wiêcej pomarañczy, ze stercz±cym na czubku krzy¿em. Tabliczka znamionowa g³osi³a, ¿e s± to ¦wiête Granaty Rêczne z Antiochii, a ma³y napis poni¿ej stwierdza³, ¿e by³y Made in China. Na moje pytanie o pochodzenie tej nazwy Rafa³ odpowiedzia³, ¿e oni te¿ maj± kablówkê.
Parê minut pó¼niej Rafa³ zacz±³ t³umaczyæ, jak siê je odpala. W³a¶nie koñczy³ t³umaczyæ, ¿e nale¿y policzyæ do trzech i ¿e trzy jest liczb± do której trzeba policzyæ. Nie zd±¿y³ dodaæ, ¿e policzenie do czterech jest niestosowne bowiem wszyscy jak jeden m±¿ wyrwali krzy¿e-zawleczki , policzyli do trzech i zaczêli siê nimi przerzucaæ. Po krótkiej chwili us³yszeli¶my dobiegaj±ce nie wiadomo sk±d chóralne alleluja…
Obudzi³em siê po nieznanym czasie. Gdy tylko otworzy³em oczy zauwa¿y³em, ¿e le¿ê w pokoju przypominaj±c± szpitaln± salê. Bardzo zat³oczon± szpitaln± salê. Wszêdzie dooko³a sta³y ³ó¿ka, a nich chorzy, mniej lub bardziej kompletni. Czê¶ciej zreszt± mniej. Wiêkszo¶ci z nich brakowa³o r±k lub nóg, zauwa¿y³em te¿ jednego, który by³ ca³y w kawa³kach. Pomiêdzy nimi, s³aniaj±c siê na nogach, biegali ¶wiêci desperacko próbuj±c dopasowaæ kawa³ki cia³ do ich w³a¶cicieli. Przy moim ³ó¿ku siedzieli Piotrek i Pawe³, na ich twarzach widaæ by³o nieludzkie zmêczenie.
-O, obudzi³e¶ siê w koñcu! Nareszcie – Pawe³ u¶miechn±³ siê z trudem.
-Co siê sta³o? - zapyta³em, chocia¿ powoli zaczyna³em siê domy¶laæ.
-Rafa³ zapomnia³ wspomnieæ, ¿e ¦wiête Granaty Rêczne s± bardzo wybuchowe. Jak r±bnê³o ich naraz osiemdziesi±t, to wybuch by³ taki, ¿e pierwsze, drugie i trzecie niebo zniszczy³o ca³kowicie. Czwarte i pi±te te¿ mocno oberwa³y. Nawet w siódmym posz³y szyby z okien. Liczba ofiar posz³a w setki tysiêcy, wskrzesiciele ledwo nad±¿aj±, a przyszywania koñczyn mamy na najbli¿sze dwadzie¶cia lat.
- A na dole my¶leli, ¿e postanowili¶my zrobiæ koniec ¶wiata przed czasem. No i teraz niestety musimy odwo³aæ ca³± imprezê-doda³ Piotrek.
-Jak to odwo³aæ?
-Normalnie. Nie ma kto walczyæ. A nawet jakby mia³, to i tak nie mamy was gdzie szkoliæ. Chêtnych na instruktorów te¿ jakby uby³o – przy tych s³owach Piotrek spojrza³ z wyrzutem na Jerzego, który dwa ³ó¿ka dalej fastrygowa³ komu¶ urwane ucho. Jerzy uda³, ¿e nie widzi tego, ale zaczerwieni³ siê jak burak.
-Tak wiêc koñca ¶wiata z przyczyn oczywistych nie bêdzie. Przynajmniej nie na razie.
Ul¿y³o mi. Nie przepada³em mo¿e jako¶ szczególnie za ludzko¶ci±, ale i tak mi ul¿y³o.
-A co z nami? – zapyta³em.
-Nic. Jak was posk³adamy do kupy to ode¶lemy was z powrotem. Nie chcemy, ¿eby¶cie rozpieprzyli nam to, co jeszcze zosta³o.
Obudzi³ mnie, jak zwykle, d¼wiêk budzika. Pod powiekami mia³em ci±gle resztki snu. Bardzo dziwnego snu. ¦ni³o mi siê chyba co¶ o niebie, jaki¶ koniec ¶wiata, jaki¶ wybuch. Pokara³o mnie chyba w koñcu za jedzenie t³ustych kolacji.
Wy³±czy³em natrêtnie dzwoni±cy budzik i nie otwieraj±c oczu siêgn±³em na szafkê po le¿±ce tam fajki. Nagle rêka natrafi³a na stoj±c± tam butelkê. Butelkê, której tam nie powinno byæ. Zaciekawiony za¶wieci³em nocn± lampkê. Na szafce jak gdyby nigdy nic sta³a pó³litrowa flaszka. Z³ote litery na bia³ej etykiecie uk³ada³y siê w napis „Spirytus Sanctus”. Do butelki do³±czona by³a kartka. Siêgn±³em po ni±.
-G³upio nam by³o, ¿e siê tak rozstali¶my bez po¿egnania, wiêc postanowili¶my nagi±æ trochê przepisy i zostawiæ ci ten ma³y po¿egnalny prezent. Z przyczyn oczywistych nie prosimy Ciê ¿eby¶ wypi³ nasze zdrowie, ale wypij chocia¿by za odbudowê Nieba. Do rych³ego zobaczenia. Podpisano: Piotr i Pawe³.
O kurwa!
Epilog.
Drugie spotkanie na szczycie odbywa³o siê w jeszcze bardziej nerwowej atmosferze ni¿ pierwsze. Bóg by³ w wyj±tkowo z³ym nastroju.
-Co macie, pata³achy, na swoje usprawiedliwienie?
-To nie nasza wina-Piotr ba³ siê oderwaæ oczy od czubków swoich butów-nikt nie przewidzia³, ¿e to zrobi±.
-I pewnie chcecie, ¿ebym odwo³a³ Armagedon, co?
-Nie odwa¿yliby¶my siê o to prosiæ. Ale w zaistnia³ej sytuacji, gdy nie ma kto walczyæ… Przecie¿ zgodnie z tradycj± powinni¶my wygraæ. A tradycja to przecie¿…
-Wiem- Bóg ze znudzeniem machn±³ rêk± – rzecz ¶wiêta.
Koniec
Podziêkowania dla Pauliny za korektê i cenne uwagi.
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
UWAGA: Opowiadanie />/>Klucznik />- Czy¶æcowy ¿ycia />Przepe³ni³ />Wiêc />Wola³ Bóg
/>Skazaæ Przebaczenie
/>
/>Jacek Kaczmarski
/>Teodycea
/>
/>Dorotce – ¿e />
/>Zacz±æ ¿e />
/>Wróæ. Zacz±æ To, ¿e ¿yjê, Moja ¿e Mamusia />Nazywam Marek, Profesor, Nie Ruchu Krad³em Muszê ¿e Wprawdzie Darski Ale Wystarczaj±co ¿e />Wróæmy ¿e Dlatego, ¿e Nawiasem />I æwiczenia ¿yje, ¿e ¿yciorysu. Doci±gn±³bym Jastrzêbiu- Zdroju Shit />Wiêzienie, Gdy Mówiê ‘na />Oczywi¶cie ³atwo. Nie ¿e ¶wie¿akiem, ¿e Wprawdzie />Szybko Widzieli ¿e Przekona³em ¿el, ¿e Gdy Rycha Pederasty. Popycha³ ³adnych ¿e />I Wyszed³em Tak ¿e ¿e ¿ebym Nie ¯adnej />Wybór, ¿e Tak ¿e Zna³em ¶ródmie¶ciu. Dorabia³em Wiedzia³em ¿e />Ju¿ ¿e Pocz±tkowo By³o ¿e ¶miech ³apie. Pocz±tkowo ¿e Jakbym ¿e Niektórzy ¿adnego Niejednokrotnie ³aciny. Rzeczy, />No Musicie ¿e Szybko Szybko Sk³ada³ Wiadomo, Zajmowali – ¶ledzeniem Dla – Nie ³upu. Jednak Szczególnie ASP, Dziêki ¿e Nie />To, ¿e ¿yjê Nie Gdybym Nic Obiekt ¶ci±gn±³em Wszystko Nie ¿e />Czêsto Ot, We¼my Juliusza Cezara. Nie ¿e ¶wietnym Wa¿ne, ¿e Brutus Dlatego ¿e ¿ycia. ¯e ¶wiat. ¯e ³atwe ¯e „Dobry />No ¿yciorysem, Mówcie ¿ycia ¶piewanie Pana. Natomiast Czyli Ludzie />Przepraszam Nie ¿e Zd±¿y³em ¶wiêci ¦miem ¿e Ot, Romek Krzysiek. Poznali Normalnie ¿e ¿yciu ¿e ¿e Otó¿ Romek, Wróci³ Krzy¶ka. Zasta³ ³ó¿ku, ¿on±. Zamiast Krzycha Romek Zwi±za³ Krzycha Krajalnic± Plasterek Gdy ¿ycie Krzycha, Romek Tak, Zreszt± Romek Gdy ¿ona Spotkali Krzychem />Innym Ali, ¶wiata. Ali Polakiem. Jego ¿e Nieba Ogrodu. Jego ¿e Allach Allachem, Ali Ch³opaki Gdy Ali Romek ¿e Koranie ¿e />Wspomina³em ¿e Ali Jego Otó¿, Ali Za³adowa³ ¿e ³ódka ³adowno¶æ. Koledzy Drugi Tym Ali Jednak Ali Kupi³ USA Chcia³ YouTube, Poszed³ ¿e ¿art. Trzeci, Poniek±d, Ali, Mc’Donaldsa, Mia³ ¿e ¶mierci Ali />O, Nie ¿ebym Jako¶ ¿yciu Ko¶cio³em Ostatni Dom Pañski ¶rodku Mazur. Zreszt±, ³ami±c ³amania Tak¿e Wiecie, Innymi – />Wszed³em Piek³o ¶rodku ¿arówka, ¿e ¶wiat³o. Przy Gierek, Jak />Za Mia³ Gdy />-Witaj, Piotrek.
/>Co¶ />-Ten Piotrek? Ten />-Do />-Ale />- Popatrz />Spojrza³em ¶cianie ³adnie, Ciekawe, Gdy Wygl±da³em, Zniknê³y ¶lady Zniknê³a Blizny ¿a³owa³em, />-Widzisz, ¿adnego />-¯eby />-Tu />Nie />¦wiêty Piotr Znacznie Po³o¿y³ />-Co – />-Rejestr />-A¿ />-To Ale – – />-To />-Je¶li ¿e Szczegó³ów />Nikomu Bêdzie Piotrek Niestety ¿e Po¿egna³em Zgodnie Piotrek ³askaw />Po (po – ¿e Nie ¿eby Spodziewa³em ¦ciany ¶ladami Drzwi Gdy />-Czego />-Przepraszam />-Papier />Poda³em ¶wistek Piotrka. Popatrzy³ />-Do Pokój 617.
/>Uk³oni³em Pamiêta³em ¿e ¼le. Zawsze Nie />Moje Gdy Kto¶ Otwar³em Romka Krzy¶ka, „Karniaka Kto¶ Waln±³em Uczucie ¿o³±dka ¦wiat ³adniej, Popatrzy³em Pod ‘Spiritus Sanctus’.
/>Gdy Jednak ¿e Niebo Kac, Gdy Nie ¼le, Zreszt± ¶wiadczy³o, ¿e Podnios³em ³ó¿ka Ból Gdy ¿e Sta³a Odkrêci³em Pokonuj±c ³yk. Oczy ³zami Przynajmniej ¿e Dobiegaj±ce ¶wiadczy³y ¿e />Id±c Alego. Wygl±da³ Zdziwi³o S± Pierwszy />Wyszed³em Rzuci³ />-A Jak ¿yje, ¿e Co?
/>-Przepraszam />-Nie ¶cierwo! />Jego ¿e Inaczej Widzicie Jednak ¿e ³omot, Dowiedzia³em ¿e ¶wietlicy, ¶wiêci Piotr Pawe³ Zanim Kto />Do ¶wietlicy Przekrad³em W³a¶nie Piotrek.
/>-…dlatego Ka¿dy ¿e Powinni¶cie Ale Postanowili¶my />-A – ¿adne />-Resocjalizacja-odruchowo Pawe³.
/>-Dost±picie Niebiañskich Si³ach Zbrojnych. Je¶li />Piotrek ¶miech Romkowi Stwierdzi³em, ¿e Wsta³em Piotrka />-Ekhm, ZAMKN¡Æ SIÊ DURNE BUCE S£UCHAÆ!!! Powinni¶cie Wiêc No!
/>Odda³em Piotrkowi Piotrek, ¿e />-Odbêdziecie Kto Kierownikiem Micha³, ¶wiêty Jerzy, ¶wiêty Rafa³, ¶wiêty Dionizy. Oprócz ¶wiêtego Maurycego. Zostaniecie Dziêkujê, />Co ¿e />Po Piotra Paw³a.
/>-Dziêki Pawe³ – – Piotrka – />Nie ¿e />-A />-Jak Chocia¿by Zauwa¿y³em, ¿e />-Ale -wtr±ci³ Piotrek.
/>-Ale – Pawe³ – />-Masz Raz Ch³opaczka ¶wie¿o ¿eby¶my Sytuacja Ten ¿e />-Ehh, />-Za – Pawe³ – />Coraz />-S³uchajcie – – />-Co?
/>-Zauwa¿y³em, ¿e Ali, Przynajmniej Id± Przestaj± ¶mierci?
/>-Ech, Id± Widzisz, Bóg Ró¿ni± Zauwa¿, ¿e Boga Boginiê, ¶wiata Boga-cz³owieka, Ludzie ¿e ¿eby Musieli¶my Dlatego ¿ycie Valhalli.
/>-Ale Nie ¿e ¶mierci />-By³e¶ />-No Ali ¿e />-No – Piotrek.
/>-Wiêc />-A Codziennie Wiesz Nasz />Zrobili />-A Naprawdê ¿e />-A Nauczy />Ucieszy³o ¿e „ich” „was”. Choæ />-A Nie />I Niebiañskich Si³ Zbrojnych. Odwrotnie ê, />Baczno¶æ, – ¿a³owa³em Wiedzia³em, ¿e Tym ¿e ¿e Pawe³. Sami ¿e ¿e Jak />-Witamy Niebiañskich Si³ach Zbrojnych. Niech – ¿e Lucyfer Zrozumiano?
/>Mruknêli />-Nie Padaæ Trzydzie¶ci />Dla />-Zrozumiano?!
/>Odpowied¼ ¿ywsza. />Trzysta Tym, />Nastêpne Pobudka (przez ¶niadanie, æwiczenia, æwiczenia, Nieba, ¶wiêtych. Niektóre æwiczenia Akurat – Niektórzy Jak æwiczenia. Mówiê ¿e By³o ¿e Archanio³a Micha³a ¶wiêtego Jerzego, Zwracali Nie ¿e Nic />
/>-Jaki, Armagedon?!
/>¯ycie ¿e ¯ycie ¿yciu />Siedzia³em „Pod Paw³em, Piotrkiem Jurkiem. W³a¶nie Siêgn±³em ³yk Jurek Piotrek Jak />-Jak Biblii. />-Nie Ciê Armageddon. Pytam Ciê />-No />Czu³em, ¿e Najwy¿szy Pawe³, />-Nam Nie />-Mogli¶cie />-I />-A¿ ¼le?
/>-Jeszcze Mamy Widzisz Wymy¶li³ ¶wiat, />-Jak />-A />-Chyba – />-W ¯ydzi Ale Znasz ¿ony Kto Przecie¿ />-No />-Kiedy¶ ³atwiej. Zrobi³o ¿a³owali Takich ¿a³uj±cych Choæbym ¿e Chocia¿by Albo Cuda Boga />-No, ¿e />-Szef, Kiedy¶ />-Czego – />-Ej, Ka¿dy />-Jak />-A />Nie />-Troszczy³ Nie ¿e />-Móg³by¶ />-Ty Ale Chocia¿by My¶lisz, ¿e Poncjuszem Pi³atem />-Takie, />-Z />-Mów />I Opowiada³ ¿e Nikomu Szef Duszyczki ¿e ¿e ¦wiêtym Niestety, />Bóg ¿e ¿yje Nie J.C., ¿e Uda³ Stan±³ Pana. Zanim Wypu¶cili Postanowi³ Uda³ ¶wi±tyni. Zanim æpunach. Gdy Nie />No Anglosasi, Szef ¿e Je¶li />Wezwa³ Armagedon. Nie Gdy Belzebub ¿e Biblii, Bóg ¶wiêtych Okaza³o ¿e ¿e ¿e ¶wiat.
/>Trudno Zapanowa³a, Bowiem ¿e ¿o³nierze. No, ¿e Mówicie, ¿e Otó¿ Biblii Wprawdzie ¶lepy />Zwo³ano Piek³o ¿e Znaczy Nasza Niebo ¿e Koniec ¶wiata Piotrek ¿e Niestety ¿e Dlatego – ¿e />-Jak ¶mieræ />-Nie Nie Musieli¶my />-I Jurek, />-To Z³odziej-wirtuoz, – Wiecie ¶miaæ?!
/>-Tak Akurat Zreszt± Rozumiesz ¼le?
/>-Rozumiem, ¿e />-Je¶li ³atwiej Oni Tylko />-No />-Satysfakcjê.
/>-Marna />-Jak Mo¿e />-Na – Piotrek.
/>-No ¦wiêty Miko³aj />-Ten Miko³aj? Ten – />-Nie />-Ale – />-Jak ¿y³, Ich />-Aha-odetchn±³em />-To />No />Nie Bo¿e, Kanonizacja ¶rednio ¿e ¶wiêtym. Pomog³em, ¿e ¿e ¶rednio ¬le />W æwiczyli¶my Jak Koñczyli¶my Postanowi³em Zareagowali ¿eby Wbrew Paw³a />Nie æwiczenia Zw³aszcza ¿e Zauwa¿yli Jak Faceci Taka Oprócz Czy Ch³opcy Lubi± ¿e Lubi± ¿e Tak ¿e æwiczenia Czasem æwiczyli ¿e æwiczeniach 80% Raz Ali />I />Którego¶ Rafa³ Gdy Tabliczka ¿e ¦wiête Granaty Rêczne Antiochii, ¿e Made China. Rafa³ ¿e />Parê Rafa³ W³a¶nie ¿e ¿e Nie ¿e />Obudzi³em Gdy ¿e Bardzo Wszêdzie ³ó¿ka, Czê¶ciej Wiêkszo¶ci Pomiêdzy ¶wiêci Przy ³ó¿ku Piotrek Pawe³, />-O, Nareszcie – Pawe³ />-Co />-Rafa³ ¿e ¦wiête Granaty Rêczne Jak ¿e Czwarte Nawet Liczba />- ¿e ¶wiata Piotrek.
/>-Jak />-Normalnie. Nie Chêtnych – Piotrek Jerzego, ³ó¿ka Jerzy ¿e />-Tak ¶wiata Przynajmniej />Ul¿y³o Nie />-A – />-Nic. Jak Nie ¿eby¶cie />
/>Obudzi³ Pod Bardzo ¦ni³o ¶wiata, Pokara³o />Wy³±czy³em Nagle Butelkê, Zaciekawiony Z³ote „Spirytus Sanctus”. Siêgn±³em />-G³upio ¿e Ciê ¿eby¶ Nieba. Podpisano: Piotr Pawe³.
/>O />
/>Epilog.
/>
/>Drugie Bóg />-Co />-To ¿e />-I ¿ebym Armagedon, />-Nie Ale Przecie¿ />-Wiem- Bóg – ¶wiêta.
/>
/>Koniec
/>
/>Podziêkowania Pauliny
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Kobieta za jak± têsknisz /debiut/
- Dylemat Darka
- Ko¶cielny wróbel
- Wywiad spisek
- S³owa, s³owa, s³owa ...
- no to nie/debiut
- Jak ona nie warto /uwaga! wiersz bolesny
- Nad b³yszcz±cych rumowiskiem /nieznanym poleg³ym w godzinie W /wiersz/
- Potomek /thiller psychologiczny-obyczaj /powie¶æ/ ?
- Antropologia miasta /wiersz/
- Polska ceramika secesyjna
- Jak arbuzy /wiersz jak strumieniówka-nowa forma/