24 godziny temu

-Czemu p³aczesz?
G³os, który us³ysza³a, nie nale¿a³ do nikogo, kogo zna³a. By³ niski, ciep³y, g³êboki, jakby lekko mrucz±cy. Poderwa³a g³owê, ale w zasiêgu wzroku nikogo nie by³o. Pomy¶la³a, ¿e musia³o jej siê przywidzieæ. Opu¶ci³a j± ponownie.
-Pyta³em, czego p³aczesz. Niegrzecznie jest nie odpowiadaæ.
Poderwa³a siê na równe nogi. Obejrza³a siê na wszystkie strony, ale w¶ród drzew nie by³o nikogo, kto móg³by do niej mówiæ. Tylko na ga³êzi siedzia³ Mars, kot pana hrabiego.
-Nie umiesz mówiæ, czy jeste¶ tak niegrzeczna, ¿e masz zamiar zignorowaæ moja obecnosc?
Stala i patrzy³a szeroko otwartymi oczami, nie mog±c uwierzyæ w to, co widzi.
-Tak, to ja do ciebie mowie. Ma foi, ale¿ wy ludzie jeste¶cie ograniczeni – powiedzia³ Mars, koñcz±c oblizywaæ ³apkê i zabieraj±c siê za druga.
-Ty....Ty mówisz?!
-Oczywi¶cie, ¿e mowie. Nawet w kilkunastu jêzykach.
-Ale...Ale ty jeste¶...jeste¶....
-Kotem? Tak, i jestem z tego dumny.
-No ale... przecie¿ kot nie...
-Nie mówi±?-Mars przerwa³ jej ponownie, nie czekaj±c a¿ dokoñczy my¶l – Mówi±, mówi±. Tylko niezwykle rzadko uwa¿amy, ¿e kto¶ jest wart tego, ¿eby siê do niego odezwaæ.
-Ale ja...
-Ale ty powinna¶ siê uspokoiæ, moja panno, bo wyra¿asz siê, jakby¶ nigdy nie mia³a lekcji gramatyki.
-Ale koty przecie¿ nie mówi±! To mi siê tylko ¶ni!
-To siê uszczypnij – kot ziewn±³, najwyra¼niej przyzwyczajony do takich reakcji – Ju¿? Widzisz, dalej tu jestem i dalej mówiê.
Olivia nie wiedzia³a, co o tym s±dziæ. Nie na co dzieñ spotyka siê mówi±cego kota. Wiedzia³a, ¿e powinna siê baæ, ale nie bala siê, by³o w nim co¶, co budzi³o zaufanie.
-Ale, Mars...
Skoczy³ bardzo szybko, zwa¿ywszy na jego wagê. Wyl±dowa³ bezg³o¶nie na czterech ³apkach tuz obok jej nogi.
-Nie mam na imiê Mars.
-Ale tak cie przecie¿ wo³aj±, prawda?
-Pfff, ludzie! – kot wróci³ do wylizywania ³apki – My¶l±, ¿e wiedza najlepiej, jak siê wszystko nazywa. Mars, dobre sobie, nazwali mnie od boga wojny. Tak jakby jakikolwiek kot by³ na tyle g³upi ¿eby prowadziæ wojnê.
-Wiec jak masz na imiê?
-Jean Baptiste trzeci. Mo¿esz mi mówiæ Jean.
-Dlaczego siê do mnie odezwa³e¶?
-Pixies mnie prosi³y.
-Kto?
-Pixies. Takie ma³e niebieskie kurduple, które ju¿ dawno powinienem upolowaæ i zje¶æ. Nie zrobi³em tego wiec teraz my¶l±, ¿e je lubiê.
-No ale czego?
-Najwidoczniej chc± cie poznaæ. Nie wiem czego, ale to nie s± zbyt m±dre stworki. No có¿, nie wszystkim Bóg dal tyle inteligencji i uroku co kotom.
Olivia przypomnia³a sobie ma³± postaæ, która widzia³a na parapecie.
-To czego same do mnie nie przysz³y? Widzia³am je, ale uciek³y jak wsta³am.
-Có¿, moja droga, w¶ród ich licznych wad jest i ta, ¿e s± nie¶mia³e. Dlatego przysz³y do twego uni¿onego s³ugi – w³o¿y³ w te s³owa tyle ironii, ¿e Olivia nawet przez moment nie pomy¶la³a, ¿e jest jej s³ug±. Ani ¿e jest uni¿ony.
-I pomy¶la³y, ¿e gadaj±cego kota przyjmê spokojniej?
-Ty, ma³a, ile ty masz lat?
-Sze¶æ i pó³.
-Jeste¶ dosyæ bystra jak na sze¶ciolatkê. Jeste¶ pewna, ¿e twoja matka nie zapatrzy³a siê kiedy¶ na jakiego¶ przystojnego kocura? – popatrzy³ na ni± uwa¿nie – Zreszt±, nie wa¿ne. No wiec przysz³y do mnie wczoraj i prosz±: “Jean, pogadaj z ni±. Jean, prosimy cie – gdy udawa³ ich, jego g³os stawa³ siê piskliwy, przypomina³ miauczenie – Jean, przecie¿ dla ciebie to nie problem.
-Dlaczego to nie problem?
-Bo uwa¿aj±, zupelnie zreszt± bezpodstawnie, ¿e jestem bezczelny.
-Bo jeste¶ kotem?
-Bo jestem Francuzem.
***
Obudzi³o j± delikatne potrz±sanie. Otwar³a oczy i zobaczy³a zatroskana twarz Emily. Siedzia³a dalej pod studnia przytulaj±c misia, nawet nie wiedzia³a, kiedy usnê³a. Mars (Jean, poprawi³a siê w my¶lach) siedzia³ dalej na ga³êzi i czy¶ci³ futro.
-Ciociu! On mówi!
-Kto mówi kochanie?
-Jean!
-Kto?
-Jean, ten kot!
-On ma na imiê Mars.
-Nieprawda! Powiedzia³ mi, ¿e ma na imiê Jean Baptiste który¶tam.
Emily pog³adzi³a Oliviê po w³osach.
-Kochanie, mia³a¶ tylko z³y sen. Koty nie mówi±.
Olivia popatrzy³a ponad ramieniem Em na ga³±¼, na której siedzia³ Jean. Wygl±da³ ca³kiem normalnie i Olivia pomy¶la³a, ¿e mo¿e faktycznie to by³ tylko sen. A wtedy kot popatrzy³ na ni± swymi niesamowitymi, zielono-z³otymi oczami. I mrugn±³ lewym okiem.
-Chod¼ kochanie, idziemy na obiad. Martwi³am siê o ciebie.
-Ciociu?
-Tak Olivio?
-Czy mój tatu¶ nie ¿yje?
Em nie wiedzia³a co odpowiedzieæ. Wiedzia³a, ¿e ta sprawa w koñcu wyjdzie na jaw, dzieci nie s± tak g³upie jak siê wiêkszo¶ci doros³ych wydaje. Z drugiej strony pomy¶la³a, ¿e to jej matka powinna ja poinformowaæ.
-Nie wiem kochanie. Tak mówi±. Ale nie powinna¶ traciæ nadziei, nikt nie jest nieomylny. Mo¿e jest w niewoli i tylko wziêli go za kogo¶ innego?
Olivia pokiwa³a g³ow±, chocia¿ wyraz jej twarzy sugerowa³, ¿e raczej nie uwierzy³a.
-Chod¼ skarbie, idziemy na obiad.
-Dobrze ciociu. Po¿egnam siê tylko z kotem.
-Dobrze
Olivia podesz³a do Jeana. Pog³aska³a go za uchem. Kot mrukn±³, a potem wyszepta³:
-Dzisiaj wieczorem przyjd±.
***
Olivia czu³a siê jakby siedzia³a na szpilkach. Czas do wieczora d³u¿y³ siê niezno¶nie. W koñcu zjedli kolacje i udali siê do swoich pokojów przerobionych na dormitoria. Olivia wspiê³a siê na swoje ³ózko, ale nie próbowa³a nawet usypiaæ. Patrzy³a z niecierpliwo¶ci± w okno, jej serce bilo jak oszala³e. S³ucha³a szeptów swoich wspó³lokatorek, które nadal prze¿ywa³y wydarzenia dzisiejszego dnia. Ich rozmowy wydawa³y jej siê jeszcze bardziej bez znaczenia ni¿ zwykle. W koñcu umilk³y, Olivia s³ysza³a tylko ich oddechy, coraz wolniejsze. W koñcu, gdy ju¿ zd±¿y³a pomy¶leæ, ¿e kot ja oszuka³, us³ysza³a delikatny stukot za oknem. By³ bardzo cichy, pewnie by go nawet nie zauwa¿y³a gdyby nie by³a a¿ tak skoncentrowana. W ciemno¶ci za oknem zauwa¿y³a sylwetkê, nieco tylko ciemniejsza od t³a. Staraj±c siê opanowaæ oddech i serce, które ze wszystkich sil próbowa³o siê wyrwaæ z klatki piersiowej, zesz³a delikatnie z ³ózka. Ka¿de skrzypniecie drewnianej drabinki brzmia³o w jej uszach jak wystrza³ z pistoletu. Staraj±c siê st±paæ jak najciszej podesz³a do okna i otwar³a je powoli. Ledwie siê powstrzyma³a aby nie krzykn±æ ze strachu i zaskoczenia. Postaæ stoj±ca na parapecie w niczym nie przypomina³a tego, czego Olivia siê spodziewa³a. Mia³a jakie¶ piêtna¶cie centymetrów wzrostu, ma³e, nietoperzowa te skrzyd³a. Jej g³owa by³a ca³kowicie ³ysa, a g³ówn± cecha twarzy by³y ogromne, niemal pozbawione bia³ek oczy oraz w±skie, spiczaste uszy. Istota u¶miechnê³a siê, a jej u¶miech by³ zadziwiaj±co ciep³y i nios±cy w sobie jaki¶ nieziemski spokój.
-Chod¼ za mn± – wyszepta³a cichutko.
***
Olivia podstawi³a pod okno stoj±ce obok ³ó¿ka krzes³o. Wspiê³a siê na nie i prze³o¿y³a nogi przez parapet. Stanê³a niepewnie na w±skim gzymsie. Istota, która po ni± przysz³a, unosi³a siê na wysoko¶ci jej twarzy machaj±c swoimi skrzyde³kami. Ich ruch by³ tak szybki, ¿e zlewa³y siê w jedno, b³yszcz±ce kolo. Olivia zauwa¿y³a, ¿e istota ta lekko ¶wieci³a, tak jakby jej cia³o rzuca³o b³êkitno-zielona po¶wiatê.
-Chod¼, nie boj siê – wyszepta³a cichutko.
Walcz±c ze strachem, Olivia zaczê³a powoli posuwaæ siê wzd³u¿ gzymsu. Deski pod jej nogami cichutko trzeszcza³y. W pewnym momencie po¶lizgnê³a siê, jej noga zjecha³a z gzymsu. Zanim zd±¿y³a siê przestraszyæ, stworek, zaskakuj±co silny jak na swój rozmiar, podtrzyma³ j±. Minê³a cichutko okna prowadz±ce do innych pokoi a¿ dosz³a do koñca gzymsu. Znalaz³a siê przed przybudówka, w której, jak zd±¿y³a wcze¶niej zauwa¿yæ, mie¶ci³y siê pokoje s³u¿by. Nawet zanim stworek wskaza³ jej drogê, wiedzia³a, gdzie musi siê udaæ. W jednym z ma³ych okienek w dachu widzia³a ¶wiat³o w takim samym kolorze jak otaczaj±ca stworka po¶wiata, tylko znacznie mocniejsze. Wspiê³a siê na dach i na czworakach zaczê³a i¶æ w stronê okienka, posuwaj±c siê powoli po omsza³ych dachówkach. W koñcu dotar³a do okienka, z³apa³a rêk± za parapet usi³uj±c z³apaæ oddech, rêce ci±gle trzês³y jej siê ze strachu i z podniecenia. W koñcu uchyli³a okienko i wesz³a do ¶rodka. Znalaz³a siê w ma³ym, strasznie zagraconym sk³adziku. Wszystko by³o potwornie zakurzone, drobiny py³u unosi³y siê w powietrzu i dra¿ni³y jej gard³o i oczy. W ¶rodku by³o kilkana¶cie istot podobnych do tej, która j± tutaj przyprowadzi³a, chocia¿ wyra¼nie ró¿ni³y siê od siebie, tak jak jeden cz³owiek ró¿ni siê od drugiego. Nie wiedzia³a jak siê zachowaæ, w koñcu sytuacja by³a mocno niecodzienna, ale w koñcu uzna³a, ¿e nic nie zwalnia jej z zasad dobrego wychowania. Nawet to, ¿e sta³a naprzeciw piêtnastocentymetrowych niebieskich ¶wiec±cych stworków ze skrzyd³ami jak nietoperze.
-Dobry wieczór – powiedzia³a i dygnê³a.
-Witaj Olivio – powiedzia³ jeden ze stworów, na oko starszy od pozosta³ych. Reszta uk³oni³a siê – milo cie w koñcu poznaæ.
-Kim jeste¶cie? – odwa¿y³a siê zapytaæ.
-Jeste¶my Ilviin, chocia¿ wasz lud nazywa nas inaczej.
-Jak?
-Wy mówicie na nas pixies.
-S³ysza³am o was! – ucieszy³a siê Olivia, ale zaraz przypomnia³a sobie, co s³ysza³a, i przesta³a siê cieszyæ – Podobno porywacie niegrzeczne dzieci?
-A by³a¶ niegrzeczna? – spyta³a pixie, u¶miechaj±c siê
-Trochê – przyzna³a, czuj±c, jak mimowolnie siê rumieni.
-Nie boj siê. To tylko legenda. My bardzo lubimy dzieci.
-Dlaczego chcia³y¶cie mnie poznaæ?
-Jean powiedzia³ nam, ¿e czujesz siê tutaj ¼le.
-Têsknie za rodzicami.
-My tez têsknimy za swoimi bliskimi.
-Jak to?
-Widzisz Olivio, kiedy pojawili siê na tej wyspie pierwsi ludzie, czê¶æ naszego ludu postanowi³a odej¶æ. My zostali¶my. Pocz±tkowo udawa³o nam siê dogadywaæ z lud¼mi bez wiêkszych problemów. Oni nam czasem dostarczali jedzenie, my im pomagali¶my gdy na przyk³ad gubili siê w lesie. Raczej nie wchodzili¶my sobie w drogê. A potem pojawili siê misjonarze jakiego¶ okrutnego boga ze wschodu. Sp³onê³y ¶wiête gaje, ¶wiête krêgi zosta³y zburzone, a ich resztki wykorzystane do budowy nowych ¶wi±tyñ, pustych i obcych, tak jakby ich bóg nie raczy³ siê tutaj nawet pojawiæ. Misjonarze nie g³osili tylko, ¿e jest najpotê¿niejszy, g³osili tak¿e, ¿e jest jedynym bogiem. Nikt ju¿ nie wierzy³ w naszych bogów, a na ostatnich, którzy nie chcieli porzuciæ starej wiary, polowano jak na dzikie zwierzêta. Crom-cruach, chocia¿ wydawa³ siê taki potê¿ny, okaza³ siê slaby gdy nikt ju¿ w niego nie wierzy³, a¿ pewnego dnia zamieni³ siê w g³az. Tak¿e dla nas nadesz³y ciê¿kie czasy. Nie tylko dla pixies, wszystkie ludy podksiê¿ycowe mia³y ciê¿ko. Misjonarzy zast±pili ludzie w czarnych habitach. Têpili nas, têpili elfy, têpili leprechaunow. Zastawiali na nas pu³apki, zabijali nas gdy tylko mogli. Zaszyli¶my siê w najg³êbszych lasach i na uroczyskach, ale i tam nigdy nie byli¶my ca³kiem bezpieczni. Nie wiedzieli¶my, dalej nie wiemy, czego nas tak nienawidzili. Nie szkodzili¶my przecie¿ nikomu! Ludzie w czarnych habitach nie tylko nas niszczyli, ale przekonywali ludzi, ¿e tak naprawdê nie istniejemy, ¿e jeste¶my tylko folklorem, wymys³em. Ci, którzy nas pamiêtali, powoli wymierali, ¿yjecie bardzo krotko w porównaniu z nami. W koñcu ludzie w czarnych habitach zniknêli, ale dla nas by³o ju¿ za pó¼no. Zosta³o nas bardzo niewiele, nie wiemy nawet ilu, ¿yjemy w podzielonych grupach.
-To bardzo smutne – Olivia by³a poruszona. W szkó³ce niedzielnej uczono j±, ¿e misjonarze i mnisi byli cichymi, pokornymi, bohaterskimi lud¼mi, którzy g³osili dobra nowinê w¶ród dzikich ludów dawnej Anglii. Nigdy nie s±dzi³a, ¿e byliby zdolni do takiego okrucieñstwa. W glosie istoty, kiedy to opowiada³a, by³o co¶ takiego, ¿e nawet przez moment nie w±tpi³a w prawdziwo¶æ jej slow. Jakis nieuchwytny smutek, têsknota za tym, co by³o i ju¿ nigdy nie wróci. Jak d³ugo tutaj ¿yje, wspominaj±c dawne dobre czasy? Setki lat? Tysi±ce?
-Teraz znowu pojawi³a siê szansa na powrót. Nie wiemy dlaczego, ale portal do naszego ¶wiata zdaje siê znowu budziæ. Wydaje nam siê, ¿e masz z tym co¶ wspólnego.
-Ja?
-Tak, chocia¿ nie wiemy dok³adnie dlaczego to siê dzieje. Ale to nie dlatego chcieli¶my cie poznaæ.
-Wiec dlaczego?
-Ludziom w czarnych habitach uda³o nam siê nie tylko niemal nas wytêpiæ. Dlaczego wy ludzie tak bardzo nienawidzicie wszystkiego, co jest od was inne? – spyta³a istota z gorycz±.
-Ja was nie nienawidzê – Olivia zaprzeczy³a gor±co i szczerze.
-Wiem, przepraszam. W ka¿dym razie tym ludziom uda³o siê co¶ znacznie gorszego ni¿ zabicie nas. Uda³o im siê przekonaæ wszystkich, ¿e tak naprawdê nigdy nie istnieli¶my, ¿e byli¶my tylko fantazja. Jeste¶ nam potrzebna aby poznaæ nasza historie i aby potem, gdy przyjdzie czas, przekazaæ j± dalej. ¯eby¶my, gdy przyjdzie czas odej¶æ, nie zniknêli ca³kiem. Aby pozosta³a po nas chocia¿ pamiêæ o tych czasach, gdy nasze rasy mog³y ¿yæ obok siebie w pokoju.
-Ale mi nikt nie uwierzy!
-Masz racje, teraz nikt ci nie uwierzy. Ale kiedy¶, kto wie? Musimy z³apaæ siê tej szansy, bo nie mamy innej!
-A ciocia Emily? Albo panna Highgate? Im na pewno by uwierzono!
-One zbyt twardo st±paj± po ziemi. Obie odczuwaj± ogromny smutek, który je przygniata, a do którego nie przyznaj± siê przed nikim. Nie uwierzy³yby w nas nawet jakby nas zobaczy³y, raczej pomy¶la³yby, ¿e zwariowa³y.
-Zrobiê co w mojej mocy. Ale ja niewiele mogê.
-Mo¿esz wiêcej ni¿ ci siê wydaje.
***
Olivia wróci³a do pokoju ta samo droga co poprzednio, chocia¿ tym razem odprowadzi³o j± wiêcej istot. Cichutko wróci³a do ³ózka i nakry³a siê ko³dr±. Nastêpne dni up³ywa³y jej podobnie. Zaraz po ¶niadaniu, gdy wszyscy biegli do ogrodu, aby skorzystaæ z ostatnich w tym roku ciep³ych dni, ona wymyka³a siê do sadu. Tam, gdy nikt nie widzia³, pixies opowiada³y jej o sobie. Opowiada³y jej o dawnych czasach, gdy brytyjskie lasy roi³y siê od stworzeñ, które Olivia zna³a tylko z ba¶ni. O czasach, gdy ludzie wiedzieli, ¿e nie s± na tym ¶wiecie sami i szanowali to. Opowiada³y im o druidach, m±drych kap³anach ludzi, których uczyli wiedzy o zio³ach i drzewach. Opowiada³y o psotach i figlach, które pl±ta³y ludziom, gdy byli zbyt pewni siebie. Czasem nie chcia³o im siê mówiæ, czasem tylko bawi³y siê z Olivia.
Nikt nigdy ich nie zauwa¿y³. Pixies mia³y szósty zmys³, gdy tylko w sadzie pojawia³ siê kto¶ obcy, natychmiast chowa³y siê, i to tak dok³adnie, jakby ich nigdy nie by³o. Kilka razy do Olivii przysz³a Emily. Olivia widzia³a wyra¼nie, ¿e siê o ni± martwi, ale nie mogla jej przecie¿ powiedzieæ, dlaczego przesiaduje sama na tej polance ukrytej w¶ród krzaków i drzew. Czasem zapl±ta³o siê tam inne dziecko. Czasami ¶mia³y siê z Olivii i próbowa³y jej dokuczaæ, ale szybko okazywa³o siê, ¿e tym, którzy to robili, zdarza³y siê ro¿ne drobne nieszczê¶cia. A to ginê³a ulubiona czapka, a to sznurówki spl±tywa³y siê w wêze³ nie do rozwi±zania, a to ³ama³y siê pod nimi szczeble drabinki do ³ózka lub przedmioty spada³y z polek prosto na ich g³owy. Dzieci nie wiedzia³y, dlaczego tak siê dzieje, ale szybko nauczy³y siê, ¿e Olivii nie nale¿y zaczepiaæ. Miedzy sob± szepta³y tylko, ¿e jest czarownica. Ale Olivia siê tym nie przejmowa³a. Byla szczê¶liwa jak nigdy dot±d. Polubi³a nawet Jeana, bezczelnego francuskiego kota. Tym bardziej, ¿e z czasem stal siê jakby mniej z³o¶liwy.
***
Nieszczê¶cie, jak to nieszczê¶cia maja w zwyczaju, uderzy³o znienacka. Tym razem przyjê³o formê koperty z szarego, wojennego papieru z podobizna króla na znaczku i londyñskim adresem zwrotnym odbitym niebieskim tuszem przy pomocy piecz±tki. Adresowany by³ do Teresy Highgate, ale nie wziê³a swoich okularów, wiec poprosi³a Emily o przeczytanie go. Emily rozdar³a paznokciem kopertê i przelecia³a wzrokiem kilka pierwszych linijek. Poblad³a i zatoczy³a siê do tylu. Siêgnê³a do torebki i wyci±gnê³a paczkê papierosów, potem wyci±gnê³a jednego rozsypuj±c resztê po pod³odze. Zapali³a go dr¿±cymi rêkoma i zaci±gnê³a siê g³êboko.
-Co? Co siê sta³o?! – zapyta³a panna Highgate.
-Matka...Matka Olivii nie ¿yje! – Emily ³ama³ siê g³os gdy to mówi³a.
-Jak to siê sta³o?
-Zginê³a w dziennym nalocie. By³a kolo Kings Cross, bomba trafi³a bezpo¶rednio w schron. Wszyscy zginêli na miejscu.
-Codziennie setki osób gin± w nalotach.
-Ale ona tego nie wytrzyma! Ju¿ ledwo daje rade, a co bêdzie, jak dowie siê, ¿e nie tylko jej ojciec nie ¿yje?!
-Da rade, nie tylko ona cierpi.
Emily popatrzy³a na ni± wrogo.
-Czy ty kiedykolwiek co¶ czu³a¶?-zapyta³a przez zaci¶niête zêby – Jeste¶ potworem Tereso!
Panna Highgate skoczy³a do przodu i z³apa³a zaskoczona Emily za gard³o. Pchnê³a j± do tylu, na moment pociemnia³o jej w oczach gdy uderzy³a g³ow± o szafkê. Trzymaj±c j± mocno, gdy Em walczy³a o oddech, niemal wysycza³a jej do ucha:
-Nie waz siê mnie oceniaæ gówniaro! Nic o mnie nie wiesz!
A potem pu¶ci³a j±, popatrzy³a z niedowierzaniem na swoja rêkê. Usiad³a ciê¿ko na pod³odze. I rozp³aka³a siê.
***
-To by³o dwadzie¶cia trzy lata temu, podczas ostatniej wojny – zaczê³a opowiadaæ, a ³zy ci±gle sp³ywa³y jej po twarzy – Pracowa³am wtedy w sierociñcu w dokach. By³am niemal dwa razy starsza ni¿ ty teraz, ale by³am bardzo do ciebie podobna. Wierzy³am, ¿e to co robiê ma sens, ¿e sprawiam, ¿e ¶wiat jest trochê mniej parszywym miejscem. Niemcy wtedy tez bombardowali Londyn. Jednak w przeciwieñstwie do obecnych nalotów, tamte nie by³y zbyt dotkliwe. Czêsto w pogodne noce wychodzili¶my na dachy i patrzyli¶my na ogromne, owalne cielska zeppelinow sun±ce powoli pomiêdzy chmurami oraz na myszkuj±ce po niebie reflektory i bukiety artylerii przeciwlotniczej. Wiedzieli¶my, ¿e ludzie gin± podczas tych nalotów, ale wtedy znacznie wiêcej ginê³o pod kolami doro¿ek i nowych wtedy automobili, wiec nie martwili¶my siê tym zbytnio.
Którego¶ dnia, jak codziennie, przyjecha³am rano tramwajem do pracy. Jednak zamiast sierociñca zasta³am wypalona ruinê. W nocy na sierociniec spad³a bomba zapalaj±ca ze sterowca. Wiesz, sporo by³o u nas trudnych dzieci, z³apanych uliczników, z³odziejaszków. Dlatego w oknach by³y kraty, a drzwi by³y zamykane na noc na klucz. Nikt nie wyszed³. Sp³onêli ¿ywcem. Do dzisiaj gdy zamykam oczy, widzê ich zwêglone cia³a i czuje zapach spalonego miêsa. Dlatego nie dziw siê, ¿e nie zawsze jestem mila!
***
-Ja...Ja nie wiedzia³am – wyszepta³a Emily zawstydzona.
-Sk±d mia³a¶ wiedzieæ – powiedzia³a panna Highgate, u¶miechaj±c siê przez ³zy – £atwiej by³o my¶leæ, ¿e jestem wariatka, której odbi³o od staropanieñstwa.
Emily nie wiedzia³a co powiedzieæ. Wstyd jej by³o za te wszystkie rzeczy, które mówi³a o pannie Highgate do swoich kole¿anek. Nie wiedz±c, co mo¿e zrobiæ, usiad³a obok Teresy i objê³a j± mocno.
-Musimy jej powiedzieæ – powiedzia³a panna Highgate po d³u¿szej chwili – Bo jak znowu dowie siê od innych dzieci, to do koñca przestanie nam ufac.
-Ja jej powiem, jeste¶my...byli¶my bardzo blisko. Ostatnio jako¶ mnie unika.
-Nie wiem, co zrobimy z ni± potem. Bêdziemy musia³y oddaæ j± do domu dziecka.’
-Mo¿e uda mi siê j± zaadoptowaæ.
-Samotnej kobiecie?
-Boje siê, ¿e po tej cholernej wojnie bêdzie du¿o samotnych kobiet. I du¿o sierot. Komisje pewnie rozlu¼nia nieco swoje standardy.
-Wiesz, ¿e z dzieckiem, nawet cudzym, nie znajdziesz raczej mê¿a. Tym bardziej, ¿e jak to po wojnie, konkurencja bêdzie du¿a.
-Nie obchodzi mnie to – odpar³a Emily szczerze – Ona jest dla mnie wa¿niejsza.
***
Olivia, jak zwykle, siedzia³a na polance, s³uchaj±c kolejnych opowie¶ci. Nagle na polane wpad³ jeden z pixies, Errviin. Olivia bardzo go lubi³a, bo zdawa³ siê byæ m³odszy od innych i mia³ ³obuzerskie usposobienie. Teraz jednak niewiele zosta³o z jego bezczelnego zazwyczaj u¶miechu. By³ zdyszany i wyra¼nie czym¶ przejêty.
-Olivio! – krzykn±³ na jej widok – Twoja mama nie ¿yje!
Olivia nie rozp³aka³a siê. Po prostu wsta³a z ziemi i, z wyrazem przera¿aj±cej obojêtno¶ci na twarzy, pomaszerowa³a sztywno w stronê domu.
-Sk±d wiesz? Jak to siê sta³o? – inne pixies zasypa³y Erviiina pytaniami.
-Akurat by³em w domu, gdy przyszed³ list – opowiada³ z przejêciem – Otwar³a go ta m³oda. Pods³ucha³em.
-¬le siê sta³o, ¿e jej powiedzia³e¶ – powiedzia³ Ingor, przywódca pixies – ¼le, ¿e w taki sposób. No ale co siê sta³o to siê nie odstanie.
Olivia wesz³a do domu. Przesz³a obok Em, nawet nie podnosz±c na ni± wzroku, i skierowa³a siê do swojego pokoju. Nie zdejmuj±c butów wesz³a na ³ó¿ko, opar³a siê o ¶cianê. I zastyg³a tak, przytulaj±c z ca³ej si³y swojego misia.
***
Emily przysz³a po krótkiej chwili. Wesz³a do pokoju i usiad³a obok Olivii.
-Wiec ju¿ wiesz, prawda? – zapyta³a. Olivia nie odpowiedzia³a, kiwa³a siê tylko do przodu i do tylu.
-To by³ wypadek, mog³o to spotkaæ ka¿dego. Moja rodzina tez zginê³a. Zobaczysz, kiedy¶ siê z nimi jeszcze zobaczysz – Emily próbowa³a j± pocieszyæ, ale wiedzia³a, ¿e to bez sensu. Wiedzia³a, jak to jest straciæ nagle rodzinê. Wiedzia³a, ¿e ¿adne s³owa wtedy nie pomagaj±.
***
-Co z ni±? – zapyta³a panna Highgate
-Zle. Od wczoraj nie reaguje, siedzi tam tylko i kiwa siê do przodu i do tylu. Nakarmi³am j± i zaprowadzi³am do toalety, a ona nawet na mnie nie spojrza³a.
-Dzwoni³am do Londynu. Mój znajomy, doktor Pikes, bêdzie tu za dwa dni. To wziêty psychiatra. Mo¿e on co¶ pomo¿e.
-Jak ona siê dowiedzia³a tak szybko?
-Nie mam pojêcia. Ale to teraz najmniejszy problem.
***
-Olivio! Olivio! – jeden z pixies stal na parapecie i cichutko wo³aj±c puka³ w szybê. Inne dzieci zosta³y przeniesione z pokoju do innych sypialni, wiec nikt go nie widzia³.
Olivia, która od paru godzin p³aka³a, ale tylko wtedy, gdy nikogo nie by³o, mia³a zaczerwieniona twarz i opuchniête oczy. Wsta³a, otwar³a okno i wróci³a do ³ózka bez s³owa. Pixies w komplecie wlecia³y do pokoju, roz¶wietlaj±c go na sinozielono.
-S³yszeli¶my co siê sta³o i nawet nie wiesz jak bardzo ci wspó³czujemy – powiedzia³ Ingor smutnym g³osem. Inne pixies sta³y i bez s³owa kiwa³y g³owami – Ale na nas przyszed³ czas. Portal ju¿ otwarty, musimy wróciæ do naszego ¶wiata, do naszych rodzin.
-Wy tez mnie opuszczacie? – zapyta³a.
-Obawiam siê, ¿e tak. Zrozum, bardzo ci wspó³czujemy, ale druga taka szansa ju¿ siê mo¿e nie pojawiæ.
-We¼cie mnie ze sob±.- powiedzia³a po d³u¿szej chwili.
-Co? – zapyta³ Ingor z niedowierzaniem.
-We¼cie mnie ze sob± – powtórzy³a.
-Wiesz, ¿e jak z nami pójdziesz, to ju¿ nigdy nie wrócisz?
-Nie mam po co wracaæ
-Ale nasza historia... – powiedzia³ kto¶.
-Ja siê tym zajmê – z krêgu wyst±pi³ Errviin, a potem ukl±k³ przed w³adc± na jedno kolano – To moja wina, to ja jej powiedzia³em. Niech idzie, ja zostanê i znajdê kogo¶ innego, kto o nas opowie.
-Jeste¶ pewien?
-Wybacz mi, panie – na ustach Errviina znowu zago¶ci³ u¶miech – ale mi siê ten ¶wiat podoba.
***
Znikniecie Olivii jako pierwsza zauwa¿y³a Emily. Przysz³a do jej pokoju rano ze ¶niadaniem. W pokoju by³o zimno, otwarte okno stuka³o o framugê poruszane podmuchami wiatru. Emily je zamknê³a i wtedy zauwa¿y³a, ¿e ³ózko jest puste.
Poszukiwania trwa³y d³ugo. Wzi±³ w nich udzia³ hrabia z zona, jego s³u¿ba, policja i Home Guard z pobliskiego miasteczka. Dopiero na trzeci dzieñ jeden z cz³onków Home Guardu przyszed³ do salonu z czym¶ w brezentowej torbie.
-Znalaz³em to w sadzie, przy tej starej studni g³êbinowej – powiedzia³, siêgaj±c do ¶rodka. Kiedy wyci±gn±³ z niej pluszowego misia z bakelitowymi oczami i trójkolorowym szalikiem, Emily rozp³aka³a siê. Wiedzia³a ju¿, ze nigdy wiêcej nie zobaczy Olivii.

Epilog

Chcecie pewnie wiedzieæ, moi drodzy, jak skoñczy³a siê ta historia? Ale¿ oczywi¶cie, ¿e wam powiem.
Jeszcze d³ugo szukano cia³a Olivii. Oczywi¶cie my wiemy, ¿e nie mogli go znale¼æ. Ale o tym sza, bo i tak by nam nie uwierzyli.
Panna Highgate zmar³a wkrótce potem. Nie doczeka³a koñca wojny, ale doczeka³a tego, ¿e to nie Niemcy, a Brytyjczycy obracali w perzynê niemieckie miasta, zabijaj±c codziennie tysi±ce kobiet i dzieci. Oficjalnym powodem by³ zawal serca, ale Emily wiedzia³a, ¿e tak naprawdê serce pêk³o jej ze smutku.
Sama Emily prze¿y³a wojnê. Nie mog±c patrzeæ na dzieci, z których ka¿de przypomina³o jej o Olivii, wst±pi³a do Czerwonego Krzy¿a i po krótkim przeszkoleniu zosta³a pielêgniark±. Wkrótce pozna³a m³odego ¿o³nierza, który zosta³ ranny w Afryce w d³oñ i odes³any do domu jako niezdolny do walki. Opiekowa³a siê nim, pocz±tkowo w ramach zawodu. Szybko nawi±za³a siê pomiêdzy nimi nic porozumienia i nied³ugo zostali ma³¿eñstwem. Nie zawsze by³a szczê¶liwa, chocia¿ jej m±¿ by³ dobrym cz³owiekiem. Wyla³a w ¿yciu wiele ³ez, zw³aszcza, gdy okaza³o siê, ¿e nigdy nie bêdzie mia³a swoich dzieci. Pewnego dnia wysz³a z domu i nie wróci³a. Nigdy nie odnaleziono jej cia³a.
A Errviin? Có¿, szuka³ d³ugo, ale w koñcu znalaz³ kogo¶, kto zechcia³ go wys³uchaæ. Po ponad sze¶ædziesiêciu latach odk±d spotka³ Oliviê, w jakim dzikim kraju w ¶rodku Europy, mieszka³ pewien mê¿czyzna, który nigdy tak naprawdê nie przesta³ wierzyæ w ba¶nie. Pewnego wieczora siedzia³ nad pustym ekranem, z kawa w jednej i papierosem w drugiej rêce, czekaj±c na natchnienie. A wtedy us³ysza³ cichutkie pukanie do okna. Postanowi³ otworzyæ...
Ale to temat na zupelnie inn± opowie¶æ.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

-Czemu />G³os, By³ Poderwa³a Pomy¶la³a, ¿e Opu¶ci³a />-Pyta³em, Niegrzecznie />Poderwa³a Obejrza³a Tylko Mars, />-Nie ¿e />Stala />-Tak, Mars, ³apkê />-Ty....Ty />-Oczywi¶cie, ¿e Nawet />-Ale...Ale />-Kotem? Tak, />-No />-Nie Mówi±, Tylko ¿e ¿eby />-Ale />-Ale />-Ale ¶ni! />-To Ju¿? Widzisz, />Olivia Nie Wiedzia³a, ¿e />-Ale, Mars... />Skoczy³ Wyl±dowa³ ³apkach />-Nie Mars. />-Ale />-Pfff, ³apki My¶l±, ¿e Mars, Tak ¿eby />-Wiec />-Jean Baptiste Mo¿esz Jean. />-Dlaczego />-Pixies />-Kto? />-Pixies. Takie Nie ¿e />-No />-Najwidoczniej Nie Bóg />Olivia />-To Widzia³am />-Có¿, ¿e Dlatego ¿e Olivia ¿e Ani ¿e />-I ¿e />-Ty, />-Sze¶æ />-Jeste¶ Jeste¶ ¿e Zreszt±, “Jean, Jean, Jean, />-Dlaczego />-Bo ¿e />-Bo />-Bo Francuzem. />*** />Obudzi³o Otwar³a Emily. Siedzia³a Mars (Jean, />-Ciociu! />-Kto />-Jean! />-Kto? />-Jean, />-On Mars. />-Nieprawda! Powiedzia³ ¿e Jean Baptiste />Emily Oliviê />-Kochanie, Koty />Olivia Jean. Wygl±da³ Olivia ¿e />-Chod¼ Martwi³am />-Ciociu? />-Tak Olivio? />-Czy ¿yje? />Em Wiedzia³a, ¿e ¿e />-Nie Tak Ale Mo¿e />Olivia ¿e />-Chod¼ />-Dobrze Po¿egnam />-Dobrze />Olivia Jeana. Pog³aska³a Kot />-Dzisiaj />*** />Olivia Czas Olivia ³ózko, Patrzy³a S³ucha³a Ich Olivia ¿e By³ Staraj±c ³ózka. Ka¿de Staraj±c Ledwie Postaæ Olivia Mia³a Jej ³ysa, Istota />-Chod¼ />*** />Olivia ³ó¿ka Wspiê³a Stanê³a Istota, Ich ¿e Olivia ¿e ¶wieci³a, />-Chod¼, />Walcz±c Olivia Deski Zanim Minê³a Znalaz³a Nawet ¶wiat³o Wspiê³a ¶rodka. Znalaz³a Wszystko ¶rodku Nie ¿e Nawet ¿e ¶wiec±cych />-Dobry />-Witaj Olivio Reszta />-Kim />-Jeste¶my Ilviin, />-Jak? />-Wy />-S³ysza³am Olivia, Podobno />-A />-Trochê />-Nie />-Dlaczego />-Jean ¿e ¼le. />-Têsknie />-My />-Jak />-Widzisz Olivio, Pocz±tkowo Oni Raczej Sp³onê³y ¶wiête ¶wiête ¶wi±tyñ, Misjonarze ¿e ¿e Nikt Crom-cruach, Tak¿e Nie Misjonarzy Têpili Zastawiali Zaszyli¶my Nie Nie Ludzie ¿e ¿e Ci, ¿yjecie Zosta³o ¿yjemy />-To Olivia ¿e Anglii. Nigdy ¿e ¿e Jakis Jak ¿yje, Setki Tysi±ce? />-Teraz Nie ¶wiata Wydaje ¿e />-Ja? />-Tak, Ale />-Wiec />-Ludziom Dlaczego />-Ja Olivia />-Wiem, Uda³o ¿e ¿e Jeste¶ ¯eby¶my, Aby ¿yæ />-Ale />-Masz Ale Musimy />-A Emily? Albo Highgate? />-One Obie Nie ¿e />-Zrobiê Ale />-Mo¿esz />*** />Olivia Cichutko ³ózka Nastêpne Zaraz ¶niadaniu, Tam, Opowiada³y Olivia ¿e ¶wiecie Opowiada³y Opowiada³y Czasem Olivia. />Nikt Pixies Kilka Olivii Emily. Olivia ¿e Czasem Czasami ¶mia³y Olivii ¿e ³ama³y ³ózka Dzieci ¿e Olivii Miedzy ¿e Ale Olivia Byla Polubi³a Jeana, Tym ¿e />*** />Nieszczê¶cie, Tym Adresowany Teresy Highgate, Emily Emily Poblad³a Siêgnê³a Zapali³a />-Co? Highgate. />-Matka...Matka Olivii ¿yje! Emily ³ama³ />-Jak />-Zginê³a By³a Kings Cross, Wszyscy />-Codziennie />-Ale Ju¿ ¿e ¿yje?! />-Da />Emily />-Czy Jeste¶ Tereso! />Panna Highgate Emily Pchnê³a Trzymaj±c />-Nie Nic />A Usiad³a />*** />-To ³zy Pracowa³am By³am Wierzy³am, ¿e ¿e ¿e ¶wiat Niemcy Londyn. Jednak Czêsto Wiedzieli¶my, ¿e />Którego¶ Jednak Wiesz, Dlatego Nikt Sp³onêli ¿ywcem. Dlatego ¿e />*** />-Ja...Ja Emily />-Sk±d Highgate, ³zy £atwiej ¿e />Emily Wstyd Highgate Nie Teresy />-Musimy Highgate />-Ja Ostatnio />-Nie Bêdziemy />-Mo¿e />-Samotnej />-Boje ¿e Komisje />-Wiesz, ¿e Tym ¿e />-Nie Emily Ona />*** />Olivia, Nagle Errviin. Olivia ³obuzerskie Teraz By³ />-Olivio! Twoja ¿yje! />Olivia />-Sk±d Jak Erviiina />-Akurat Otwar³a Pods³ucha³em. />-¬le ¿e Ingor, ¼le, ¿e />Olivia Przesz³a Em, Nie ³ó¿ko, ¶cianê. />*** />Emily Wesz³a Olivii. />-Wiec Olivia />-To Moja Zobaczysz, Emily ¿e Wiedzia³a, Wiedzia³a, ¿e ¿adne />*** />-Co Highgate />-Zle. Nakarmi³am />-Dzwoni³am Londynu. Mój Pikes, Mo¿e />-Jak />-Nie Ale />*** />-Olivio! Olivio! Inne />Olivia, Wsta³a, ³ózka Pixies />-S³yszeli¶my Ingor Inne Ale Portal ¶wiata, />-Wy />-Obawiam ¿e Zrozum, />-We¼cie />-Co? Ingor />-We¼cie />-Wiesz, ¿e />-Nie />-Ale />-Ja Errviin, Niech />-Jeste¶ />-Wybacz Errviina ¶wiat />*** />Znikniecie Olivii Emily. Przysz³a ¶niadaniem. Emily ¿e ³ózko />Poszukiwania Wzi±³ Home Guard Dopiero Home Guardu />-Znalaz³em ¶rodka. Kiedy Emily Wiedzia³a Olivii. /> />Epilog /> />Chcecie Ale¿ ¿e />Jeszcze Olivii. Oczywi¶cie ¿e Ale />Panna Highgate Nie ¿e Niemcy, Brytyjczycy Oficjalnym Emily ¿e />Sama Emily Nie Olivii, Czerwonego Krzy¿a Wkrótce ¿o³nierza, Afryce Opiekowa³a Szybko Nie Wyla³a ¿yciu ³ez, ¿e Pewnego Nigdy />A Errviin? Có¿, Oliviê, ¶rodku Europy, Pewnego Postanowi³ />Ale

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci