24 godziny temu

wersja po drobnych poprawkach

Na ekrany wszed³ nowy film: „Matriks Reaktywacja”. Moja grupa studencka koñczy³a wówczas praktyki w hospicjum. Tam czu³am siê jak w niebie, wszyscy chorzy byli niemal ¶wiêtymi. Kroczy³am dró¿kami cierpi±cych, wielkich; by³am u podnó¿a raju, tym razem nie wyimaginowanego, ale prawdziwego - do total pain i krzy¿a.
W ostatnim dniu, ¿ona jednego z pacjentów - chorego na raka krtani, poprosi³a ¿ebym pomog³a wyprowadziæ mê¿a na dwór. Poda³a mu papierosa. Straszy pan z wyrazem rozkoszy na twarzy, siedzia³ w wózku, koc otula³ jego chude nogi, a z warg wydobywa³ siê szary dym.
- Cii... – szepnê³a kobieta, przytykaj±c palec wskazuj±cy do ust.
Wzruszy³a mnie ta scena. Bi³a od nich niepowtarzalna tkliwo¶æ, ciep³o i spokój mimo rozgrywaj±cego siê wokó³ dramatyzmu. W ostatnim etapie wêdrówki, nie wypada odmawiaæ. Urocza konspiracja, powaga, dostojeñstwo i:

Cii...

Po praktykach, sesja rozpoczê³a siê ju¿ na dobre i wszyscy intensywnie pracowali, jak przysta³o na studentów Akademii Medycznej. Atmosfera w akademiku by³a zawsze dosyæ specyficzna. Imprezy oczywi¶cie siê odbywa³y, jak na ka¿dych studiach, ale nauka by³a priorytetow± spraw±. Studenci ¶lêczeli po nocach nad ksi±¿kami w pokojach, zw³aszcza w pocz±tkowych trzech latach, ka¿dy zbli¿aj±cy siê egzamin, mocno prze¿ywali. Ale i pó¼niej, ci, którzy my¶leli powa¿nie o przysz³ym zawodzie, nie odpuszczali zbyt mocno. Lubi³am klimat tego miejsca. Mieszka³am z dziewczynami z lekarskiego. Równie¿ walczy³am, przynajmniej siê stara³am, a¿ dosz³am do powa¿nego momentu pisania pracy licencjackiej, której tematem by³ udzia³ rodziny w prowokowaniu zaburzeñ psychicznych.
W czasie sesji, sala komputerowa pêka³a w szwach, dostêp do wolnych komputerów trudniejszy, a ja przecie¿ musia³am pisaæ, przecie¿ by³am wybran±. Od kilku tygodni spa³am maksymalnie cztery godziny albo mniej, czasem zdarza³y siê równie¿ nieprzespane noce. Przemêczona, niedo¿ywiona, zestresowana niekomfortow± sytuacj±, zaczê³am coraz bardziej gubiæ siê w rzeczywisto¶ci i traciæ z ni± kontakt.

W sali komputerowej nadal pisa³am:

„Wiwat mój promotor! – specjalista od zaburzeñ snu. Nie pozna³ siê pan na mojej pracy, pocz±tkowo zbagatelizowa³, ale ju¿ sobie r±czkê podali¶my i wyja¶nili¶my sprawê.
Wiwat specjalista od zaburzeñ snu! Wiwat insomnia! Wiwat Robert de Niro!
Wiwat meliska! Wiwat czyste sumienie! Wiwat zaburzenia snu!
Pan Jezus nie cierpi fa³szywej skromno¶ci i ob³udy. Kocha zró¿nicowanie.
Zwalczajcie ludzi, którzy molestuj± i bij± dzieci. Jemu nie podoba siê, jak doro¶li krzycz± na dzieci.
Nie musimy nikomu t³umaczyæ siê ze swojej wiary, ¶wiatopogl±du, nie os±dzajmy innych. Os±dzajmy siebie” – pisa³am.
Pewnego dnia, zrozpaczona brakiem wolnego miejsca w sali komputerowej, pobieg³am do kolegów Kanadyjczyków, gdzie zaczê³am siê skar¿yæ, a w³a¶ciwie prosiæ o dostêp do komputera. Mieszkali w dro¿szym, nowym akademiku „Bis – 2”, dla bogatszych studentów. Davies nie mia³ komputera z wej¶ciem na dyskietkê, ale Sam szybko, bez wahania u¿yczy³ mi swój starszy model. Nie znali dobrze polskiego, ale mimo to, lepiej lub gorzej siê porozumiewali¶my. Na studiach podreperowa³am trochê angielski, zw³aszcza english in medicine, który wcze¶niej absolutnie by³ mi obcy.
Po wcze¶niejszych prze¿yciach w Teatrze ¯ydowskim - kiedy to podczas przerwy w sztuce, pt.: „Gdybym by³ bogaczem” podszed³ do mnie przystojny ¯yd, i próbowa³ nawi±zaæ konwersacjê, a ja z wypiekami na twarzy ani „be”, ani „kukuryku” - dosz³am do wniosku, ¿e warto uczyæ siê jêzyków, choæby dla przystojnego, niebrzydkiego ¯yda.
Od czasu do czasu wychodzi³am i bieg³am do swojego pokoju aby nieco siê posiliæ.
– I will be back! – wo³a³am.
– Okej! That’s fine! – odpowiadali.
U Sama i Daviesa spêdzi³am kilka godzin. Poniewa¿ pisanie znacznie siê wyd³u¿y³o, o wiele bardziej ni¿ mia³am zaplanowane, ch³opcy, widz±c ¿e mam fazê, postanowili urz±dziæ na korytarzu ma³± imprezê. Od czasu do czasu wychodzi³am na papierosa i z u¶miechem obserwowa³am ich szczê¶liwe twarze, pochylone nad ma³ym, kwadratowym stolikiem, na którym sta³a butelka wódki i kilka kieliszków. Podczas gdy oni g³o¶no dyskutowali, w moich uszach pobrzmiewa³a z odtwarzacza piosenka Kasi Nosowskiej:
„Za m±dra dla g³upich, a dla m±drych zbyt g³upia.
Zbyt ³adna dla brzydkich, a dla ³adnych za brzydka.
Za gruba dla chudych, a dla grubych za chuda.
Spróbuj siê domy¶leæ, gdzie to mam. Gdzie? No gdzie?
Za ³atwa dla trudnych, a dla ³atwych za trudna.
Zbyt czysta dla brudnych, a dla czystych za brudna.
Zbyt szczeciñska dla Warszawy, a dla Szczecina zbyt warszawska.
Spróbuj siê domy¶leæ, gdzie to mam. Gdzie? No gdzie?
Dok³adnie tam, w³a¶nie tam.
Pan wygra³ bon, a pani fiat”.

Pisa³am dalej:
„Mars atakuje!
Tu ziemia!
Halo?
Tu Mars!
Muzyka... Mamusiu, mam do niej s³abo¶æ po pradziadku Stanis³awie organi¶cie, wygnañcu ze Wschodu, który cudnie gra³ na organach w parafialnym ko¶ció³ku, w wiosce mojej.

WIWAT!:
Sentence, Mike Patton, Death Metal, Testament, Sepultura, Creed, Life of Agony, Dog eat Dog, System of a Down, Nirvana, Suicidal Tendencies, Him, Depeche Mode, Staszczyk, Kury, Kazik Staszewski, Edyta Bartosiewicz, Kasia Nosowska, Renata Przemyk, Lady Pank, Urszula, Kombi, Kroke, Vangelis.
Wiwat muzyka powa¿na!

Agnieszka ju¿ nie jest szar± myszk±. Agnieszka jest króliczkiem.

Nie przypinajcie etykietek ludziom. Kochajcie mitomana, schizofrenika, alkoholika, chorych psychicznie i fizycznie. Kochajcie artystê, alegoriê, metafizykê.
Jestem anormalna! Kocham! Latam! Jestem lekka!
Wiek XXI, to wiek „¶wirów”, weso³ych odlotowców i luzaków.
Mamy sobie szybko wybaczaæ, u¶miechaæ siê szczerze i szeroko.

PRL - MATRIKS! AKCJA! STRA¯NICY!:
Suniemy powoli, nikt nikogo nie mo¿e wyprzedzaæ. Wszyscy maj± byæ tacy sami, szarzy, wszyscy mamy spaæ.
Belzebuby zabija³y. Hitler nie wystarczy³. Pojawi³ siê nowy w³adca ¶mierci – Stalin i jego dzieci.

Je¶li chodzi o MURDER Mamusiu, dosz³am do wniosku, ¿e s± tacy, którzy pozwalaj± siê zabiæ, bo szansy nie chc± przyj±æ, nie wierz± w mi³o¶æ i pomoc.
Drug± grupê stanowi± ci, którzy sami siê zabijaj± i w ogóle nie my¶l± o szansie. Ci maj± najgorzej – DEATH. Tatu¶ mi mówi, ¿e moja Death nast±pi za dziewiêæ lat.
Ale s± te¿ tacy, dla których ¿ycie to AGONY, ci maj± trzy alternatywy:
- prze¿ywaj± i zaczynaj± siê ob¿eraæ.
- inni ich dobijaj± i ¶lad po nich ginie.
- nawracaj± siê i zostaj± szczê¶liwcami.

MATRIKS! ACJA!
Nie mo¿na zrzucaæ wszystkiego na stra¿ników, bo jest jeszcze si³a diab³a.

Mamusiu!
Moja mamo kochana. Ty znowu jeste¶ trze¼wa, ju¿ ciê nikt nie skrzywdzi. Masz najwspanialszego na ¶wiecie mê¿a.

WIEK XXI
MATRIKS! REAKTYWACJA!
Obiadki! Deserki! Bajeczki!
Zwolnij cz³owieku, to kraj bêdzie szczê¶liwszy. To ju¿ nie 1989, nie czas na ob¿eranie.
Delektuj siê jak Kanadyjczycy i inni, zrozum wreszcie”.


Tydzieñ drugi

Pisa³am szybko, zawziêcie i zach³annie z b³yskiem w oczach spogl±da³am na monitor, jak wyg³odzony cz³owiek na widok jedzenia albo wilk wypatruj±cy w mrokach nocy ofiary. Ale coraz trudniej by³o mi siê skupiæ w akademiku. Czêste pytania studentów czy z g³owy piszê, dlaczego tak du¿o i d³ugo, nieco mnie mêczy³y. Postanowi³am wiêc wyruszyæ do przyjaciela Miecia - inwalidy z chorob± genetyczn±, której przyczyn doszukiwa³ siê w zainfekowanym przez radary nasieniu ojca. Tak wiêc postanowi³am swoje dzie³o kontynuowaæ u przyjaciela. Znali¶my siê ju¿ ³adnych parê lat. Jego brat rodzony, który od d³u¿szego czasu przebywa³ na emigracji, by³ mê¿em mojej ciotki.
Miecio. Dobre, wielkie i ciep³e monstrum, z którym lubi³am ¶ciskaæ siê na „nied¼wiedzia”, mieszka³ na Bielanach w starym bloku na ostatnim, dziesi±tym piêtrze. Mia³ piêædziesi±t lat, prawie dwa metry wzrostu i tyle¿ samo w pasie. Obcy siê go bali, ca³kiem niepotrzebnie gdy¿ naprawdê by³ bardzo dobrym, pogodnym, inteligentnym cz³owiekiem z du¿ym poczuciem humoru. Jego matka - arystokratka z Przemy¶la, po wojnie trzy razy próbowa³a dostaæ siê na medycynê. Za czwartym podej¶ciem przyjêli j± w koñcu na rehabilitacjê. Ojciec Miecia by³ szlachcicem ze Lwowa. Bezpartyjny oficer wojska polskiego po trzydziestu latach ma³¿eñstwa postanowi³ wzi±æ rozwód, zostawi³ rodzinie mieszkanie, a dzieciom „przedstawi³” now±, drug± ma³¿onkê. Pisa³am w pracy:
„ I sta³ w przedpokoju duch jego. Oparty o star± komodê i ubrany w oficerski mundur, powiedzia³:
- Kocham ich bardzo, zawsze kocha³em. Powiedz im to”.

W stanie wojennym, Miecio porzuci³ pracê i przeszed³ na rentê. Nie mia³ zbyt du¿ych wymagañ, w mieszkanku panowa³y dosyæ skromne warunki, ale kilka s³abo¶ci, które wiêcej ni¿ trochê kosztowa³y nieco dokucza³y, dlatego ratowa³ siê wynajmem kamienicy po mamie oraz pokoi we w³asnym mieszkaniu. To w³a¶nie u niego przez jaki¶ czas mieszka³am w czasie studiów.
Ale po przyje¼dzie z akademika, u Miecia pojawi³ siê nowy, powa¿ny problem - nie mia³am komputera. Przyjaciel obawia³ siê po¿yczyæ swojego, poniewa¿ kiedy¶ wyst±pi³a powa¿na awaria, która bardzo du¿o kosztowa³a. Win± oczywi¶cie ja zosta³am obarczona, bo usterka wysz³a w momencie, gdy akurat korzysta³am.

Pisa³am pó¼niej:
„Spadaj od mojej kochanki - komputerka!
Ja rozumiem przyjaciela, Mamusiu, i nie mam nic przeciwko kochankom; rodzaj mêski dobr± kochank± nie pogardzi.
Wiwat przyjaciele! Wiwat kochanki! Wiwat komputerki!”
Pisanie na komputerze Paw³a nie wchodzi³o w grê, bo jemu by³ potrzebny, przecie¿ te¿ studiowa³. Siedzieli¶my wiêc w pokoju Miecia na jego starej, zniszczonej kozetce i zastanawiali¶my siê z posêpnymi minami oraz pochylonymi g³owami, sk±d by komputer wyci±gn±æ.
– Muszê pisaæ tê pracê – t³umaczy³am gryz±c opuszkê ma³ego palca. – To powa¿na sprawa.
Nagle Miecio wsta³ uradowany, wyszed³ z mieszkania i szybko wróci³ ciê¿ko sapi±c. W ogromnych d³oniach trzyma³ zabytkowy sprzêt z wej¶ciem na dyskietkê. Wybawicielem okaza³ siê student nauk politycznych, mieszkaj±cy piêtro ni¿ej, ciemnow³osy Ada¶, bestialsko przystojny i inteligentny m³odzian. Miecio postawi³ obiekt na biurku w pokoju Paw³a, gdzie ju¿ na d³ugo siê rozgo¶ci³am.
Biedny Pawe³. Nie do¶æ, ¿e zajê³am mu pokój, to jeszcze mêczy³am po nocach stukaniem w klawiaturê oraz prowokowa³am i kusi³am m³odym, jêdrnym cia³em. Niech mi mi³y Bóg wybaczy.
Poza tym od czasu, gdy zaczê³am pisaæ, przesz³a mi ochota do tych naszych wspólnych, nie tak dawnych, radosnych figielków pod ko³derk±. By³am zbyt zafascynowana swym dzie³em, który traktowa³am jak pokarm ca³kowicie zaspokajaj±cy wszelkie potrzeby, nawet te podstawowe, w tym seksualne. Oprócz tego zmêczona, niewyspana, nie mia³am najmniejszej ochoty na jakiekolwiek pieszczoty. By³am przecie¿ „króliczkiem”, samym w sobie - kochanym i podziwianym.
Roz³o¿y³am na pod³odze materac i zaczê³am na nim spêdzaæ - si³± wyszarpniêtych dobie - kilka godzin snu.
– Ale mia³em ochotê strzeliæ ci w ty³ek – powiedzia³ Pawe³ pewnego ranka, u¶miechaj±c siê przekornie – Koszula ci siê zsunê³a i wszystko widzia³em.
Biedak. Mêczy³ siê, sapa³, wzdycha³, przewraca³ z boku na bok, a ja niczym toreador podbiega³am z p³acht±, wo³aj±c w my¶lach:
– Nie uda ci siê.
Coraz czê¶ciej dochodzi³o miêdzy nami do k³ótni. Obwinia³am go za to, ¿e przeszkadza³ pisaæ, w koñcu mia³am fazê; on z kolei - zreszt± s³usznie – broni³ siê op³atami za pokój oraz prawem w³asno¶ci.
– Patrzcie jaka dama! – wo³a³ – Przeszkadzasz ludziom ¿yæ.
– Je¶li chcesz, to zaraz przeniosê siê do” magazynu”, tam jest jeszcze trochê miejsca.
– Nie wyg³upiaj siê. Ja nic nie mówiê z³ego, a pisz... pisz, damo.
Magazynem nazywali¶my ma³y pokoik – rupieciarniê, w której Miecio przechowywa³ swoje stare modele samolotów, bezcenne egzemplarze ksi±¿ek, przewa¿nie literaturê piêkn± oraz kilka mniej potrzebnych albo w ogóle nieprzydatnych przedmiotów.
Rzeczywi¶cie kilka dni tam spêdzi³am, urz±dzi³am nawet ma³y o³tarzyk Jezusowi Chrystusowi, ale w ostateczno¶ci Miecio z Paw³em wyci±gnêli mnie z tego ba³aganu.
W miêdzyczasie je¼dzi³am do akademika, gdzie równie¿ pisa³am. Przewozi³am w tê i z powrotem torbê pe³n± ubrañ i ksi±¿ek.
Ale jeszcze co¶ zaczê³o siê dziaæ. Przepe³niona wielk± energi±, pokonywa³am szybkim marszem dwie wielkie dzielnice, w jedn± stronê robi±c oko³o trzydzie¶ci kilometrów. Wcze¶niej kupi³am porz±dne, skórzane sanda³y, w podobnym, jasnobr±zowym kolorze czapkê z daszkiem; zak³ada³am bia³± eleganck± koszulkê z d³ugim rêkawem (przecie¿ by³am wybran±, a kolor bia³y wybitnie kojarzy³ mi siê z czysto¶ci±, wiar±, nadziej± i mi³o¶ci±) oraz spódnicê d¿insow± za kolana, i:

„JAZDA!

CHOMICZÓWKA – AKADEMIK

AKADEMIK – CHOMICZÓWKA”

„Z b³yskiem w oku
bêdê szed³
Wprost na ciebie
Bêdê bieg³
Promieniu ¶wietlisty
z³ocisty”

„Nó¿ki mnie bola³y Mamusiu od dziurawych sanda³ków, nagniotków i odparzeñ dosta³am, wiêc kupi³am nowe, porz±dne, „misjonarki”. Szkoda tylko, ¿e na „zdrapkê” do naskórka ju¿ nie mam. Wiem... to moja wina Mamusiu, jakbym nie pali³a tych ¶mierdzieli to i na zdrapkê by starczy³o. Przepraszam”.
„Spacer” w jedn± stronê rzeczywi¶cie nie trwa³ krótko, ale jaki¿ to by³ relaks i przyjemno¶æ. W koñcu nie czêsto zdarza siê w szybkim tempie zdiagnozowaæ zaburzenia psychiczne, a tym bardziej dokonaæ zbiorowej psychoterapii.
Czasem nocowa³am w akademiku; wtedy wcze¶niej wstawa³am i sz³am szybkim marszem do szpitala na zajêcia. Od czasu do czasu, mija³ mnie tramwaj z machaj±cymi, u¶miechniêtymi kole¿ankami z roku.
- Agusia, widzia³y¶my ciê, jak zasuwa³a¶ – ¶mia³y siê pó¼niej.
Sytuacja robi³a siê coraz bardziej dramatyczna i stresuj±ca. Zbli¿aj±cy siê nieuchronnie termin obrony pracy, egzaminy, zaliczenia przyprawia³y o ból g³owy, a ja ca³y czas by³am w gêstym, ciemnym lesie; na li¶ciach paproci wysz³a dopiero g³ówka. Pieni±dze prawie siê skoñczy³y, kilka kotletów, które zabra³am ze wsi równie¿. Kiedy¶ lubi³am siê g³odziæ, ale gdy sama dokonywa³am wyboru, wybiera³am menu, wszystko by³o w porz±dku, natomiast bardzo ciê¿ko znosi³am sytuacje, w których brak gotówki, czy jaka¶ zewnêtrzna przeszkoda, a nie wybór, rzuca³y przepa¶æ pod nogi. Lubi³am kontrolowaæ sytuacje, ustalaæ zasad, wyznaczaæ cele, a nawet rz±dziæ. Zreszt± s³usznie Gustaw Herling - Grudziñski pisa³ w „Innym ¦wiecie”, ¿e kobiety gorzej znosz± g³ód fizyczny i seksualny. Przydeptana widmem totalnego g³odu, samoistnym wch³oniêciem przez potwora, który zacz±³ siê we mnie odzywaæ, zaczê³am po¿yczaæ pieni±dze od kole¿anek, w³a¶ciwie bardziej prosiæ ni¿ po¿yczaæ. Niemal ka¿da, je¶li tylko mog³a, pomaga³a.
– Agnieszka – mówi³a Makówka. – Nie wiem, co bym zrobi³a na twoim miejscu, naprawdê nie potrafiê sobie tego wyobraziæ, ale mogê daæ ci tylko trzy dychy. Muszê jeszcze op³aciæ kurs tañca i fotograficzny. Rodzice zamierzaj± wkrótce kupiæ mieszkanie w Warszawie, nie mamy lekko, sama rozumiesz.
– Rozumiem. Dziêkujê Makówka. Dziêkujê S³oneczko. Dziêkujê wam drogie kole¿anki.

Po kilku dniach, oprócz pracy z komputerem zaczê³am pisaæ równie¿ na kartkach. Pocz±tkowo biega³am z prac± licencjack± - horrorem po bibliotekach, które wcze¶niej czêsto odwiedza³am.
- Proszê to przekazaæ panu dziekanowi Wydzia³u Nauki o Zdrowiu – mówi³am szybko przera¿onym bibliotekarkom.
Pocz±tkowo nie wiedzia³y o co chodzi, ale z czasem przera¿enie w ich oczach mala³o, i tylko potakiwa³y g³ow± mówi±c: „tak, tak” albo „hm”.
„Panie Dziekanie! – pisa³am – Nie róbmy ju¿ sobie nadziei. Jak mo¿na nie wiedzieæ, ¿e siê jest w ci±¿y? Nie ma czasu na siadanie pod lip± i czytanie „Pana Tadeusza”, na Maækowe:” Wy g³upi!”, ani polot i finezjê, bo z tymi ostatnimi do ¶lubu dojdziemy, a tutaj ¶luby siê szykuj±, panie dziekanie!”
Oczywi¶cie nie pominê³am równie¿ samego dziekanatu; tam równie¿ roznosi³am „ulotki”. Na uczelni dosyæ szybko siê zorientowali, ¿e co¶ nie tak z t± studentk±, która tyle listów pisze. Paniom z dziekanatu ³zy po policzkach sp³ywa³y, gdy tylko mnie zobaczy³y, a ja?
Szczê¶liwa, po przedstawieniu pierwszych kartek horroru z „belzebubami” i cierpieniach, dostarcza³am kolejne pisma:

„RVOLUTION! REVOLUTION! ROB ZOMBLE RELOAD!”
MATRIKS REAKTYWACJA!

“Nemo iudex idoneus in propria causa”
Czy wierzysz Akademio w ¿ycie: prawdê, mi³o¶æ i piêkno?”

– To dla pana dziekana – wo³a³am roztrzêsiona. – Rozumiecie panie, o co chodzi?
– Tak – odpowiada³y przera¿one.
– Teraz jestem aktork±, i zagram w takim przedstawieniu, ¿e d³ugo o nim pamiêtaæ bêdziecie – my¶la³am.
Delikatnie i szybko jak mg³a, przekracza³am magiczn± granicê i wchodzi³am w ¶wiat marzeñ.
W pokoju Paw³a - wówczas gdy przebywa³ na zajêciach - przebiera³am siê, i s³uchaj±c ulubionej muzyki tañczy³am d³ugo, namiêtnie, na¶laduj±c drgawki i konwulsje jak u cierpi±cego cz³owieka do ostatniej kropli potu. Tañczy³am. By³am aktork± i powoli realizowa³am marzenia.

***

- Pomniki siê przewracaj± i zamieniaj± w kamienne, ludzkie postacie – mówi³am do przera¿onego Paw³a. - Miêdzy nimi stoj± dwie dziewczynki – ja i moja siostra. Bo¿e!
- Co takiego? Nie krzycz tak g³o¶no.
- Ona zamienia siê w sêpa!
- Kto?
- Siostra – szepnê³am. - Usiad³a na stole i wydziobuje ziemiê z talerza.

Biedny Pawe³. Z nim te¿ zaczê³o siê niedobrze robiæ. Coraz wiêkszy smutek powleka³ jego delikatn±, jasn± twarz, z ka¿dym dniem by³ bardziej przera¿ony, apatyczny, i spogl±da³ otêpia³ym wzrokiem daleko przed siebie. Prowokacje dzia³a³y. Kto szala³? Kuku¶ czy baba Jaga?

Nie przepada³am za makija¿em, ale w drugim tygodniu, zaczê³am siê malowaæ, przewa¿nie usta – w¶ciekle czerwon± pomadk±. Codziennie porz±dnie tapirowa³am w³osy i upaja³am w³asnym piêknem, czêsto zerkaj±c w lustro. Rozmawia³am z nim. By³am psychiatr±.
– Tak... – my¶la³am. – Jednak ka¿dy ma jakie¶ zaburzenie. Zaraz wam pomogê.
– Id¼ do psychiatry – mówi³ Pawe³.
– To ty powiniene¶ i¶æ, skarbie. Ju¿ dawno wiedzia³am, ¿e co¶ nie tak z tob±, Pawe³ku. Nie masz kolegów, problemy z nauk±, przesta³e¶ ostatnio dbaæ o siebie. Pochodzisz z somatycznej rodziny. Twoja mama jest nadopiekuñcza, wiem co¶ o tym, ale ci pomogê, wystarczy, ¿e wyzwolisz siê spod wp³ywu rodziców i zaczniesz ¿yæ dla siebie. Wszyscy bêdziemy szczê¶liwi, zobaczysz, nie martw siê.

„Nie planujmy innym ¿ycia. Nie ¿yjmy za dzieci, za rodziców, brata, mê¿a, za ¿onê”.

Pod koniec drugiego tygodnia przebieranie zaczê³o mnie nudziæ, ubrania przesta³y podobaæ i nagle sta³am siê ksiê¿niczk±, wys³anniczk± dziekanatu. Zosta³am now± Florencj± Nightingale - najs³ynniejsz± pielêgniark± ¶wiata.
Prawie wszystkie ubrania, które do tej pory nosi³am, l±dowa³y w pojemnikach PCK. Przera¿ony Miecio martwi³ siê nieco t± nag³± dobroczynno¶ci±, w koñcu na nadmiar odzie¿y nie narzeka³am. Za karê, ¿e Pawe³ przeszkadza³ pisaæ, w zsypie na ¶mieci wyl±dowa³y jego kapcie - porz±dne ze skóry, które zakupi³ podczas ostatnich wakacji w Stanach.
W czwartek odwiedzi³a mnie u Miecia, jasnow³osa, ¶liczna przyjació³ka Elwira, Litwinka, m³oda pielêgniarka na sta¿u.
- ¦licznie wygl±dasz w tej kremowej garsonce, Elwirko, jak królewna. Jeste¶ taka piêkna... – mówi³am z zachwytem w oczach.
- Tak? – u¶miechnê³a siê.
- Przys³ali ciê z dziekanatu, prawda?
- Z jakiego dziekanatu, o czym mówisz? – spyta³a i szybko przenios³a wzrok na Paw³a.
– Nic takiego – powiedzia³am i nagle przed oczami wyrós³ z³oty pa³ac, a w nim przedstawiciele uczelni, profesorowie w togach i gronostajach, doktorzy itd. Widzia³am Warszawê, podobn± do tej z „Lalki” Prusa. Zaprzêgniête w konie doro¿ki szybko przecina³y ulice, mija³y królewny takie jak Elwira, panienki, panie w kapeluszach, rêkawiczkach, kolorowych sukienkach i spódnicach; m³odzie¿ i dzieci jad±ce na rowerach i rolkach; panów dumnie krocz±cych w ciemnych kamizelkach i surdutach. Wszyscy siê u¶miechali i wygl±dali na szczê¶liwych. W salach szpitalnych Mozart z Vivaldim grali po cichu koncert, a przy ³ó¿ku ka¿dego pacjenta, na stoliku le¿a³a ma³a, czerwona ró¿a. W powietrzu unosi³ siê zapach ró¿. Wszystko pachnia³o ró¿ami.

„Mamo, mamo, co¶ ci dam.
Jedno serce, które mam.
A w tym sercu ró¿y kwiat...”.

W pi±tek trupio blada Asia powiedzia³a, ¿e w kasie na uczelni czekaj± na mnie pieni±dze; dzwonili ¿ebym po nie przyjecha³a.
– Hm... wreszcie mnie zatrudnili – pomy¶la³am.
Ku wielkiemu zdziwieniu, panie z dziekanatu na mój widok zaczê³y siê serdecznie u¶miechaæ, ich dotychczas przera¿one, zap³akane twarze, nagle gdzie¶ zniknê³y, a¿ nie mog³am w to uwierzyæ.
– „Niesamowite! Czy¿by jakie¶ zmiany?” – pomy¶la³am.
– Wyp³ata? – spyta³a nagle jedna, u¶miechaj±c siê.
– Tak – odwzajemni³am u¶miech.
By³am szczê¶liwa. W d³oniach le¿a³o siedem ¶wie¿ych, b³yszcz±cych stówek - niebagatelna kwota! Odetchnê³am g³êboko, z ulg±. Zosta³am uratowana. Siódme niebo otar³o siê o czo³o i zaczê³o schodziæ coraz ni¿ej, do stóp.
Gdy po¿egna³am z u¶miechem sympatyczne panie, zamknê³am drzwi, i skierowa³am w stronê wyj¶cia, naprzeciwko zobaczy³am niesamowicie piêknego i przystojnego mê¿czyznê. Mia³ na sobie eleganckie, czarne spodnie oraz b³êkitn± koszulê, z któr± kolor oczu zdawa³ siê zlewaæ w jedn± ca³o¶æ. Widocznie zmierza³ do gabinetu dziekana, bo d³oñ trzyma³ na klamce, ale gdy tylko nasze spojrzenia siê zetknê³y opu¶ci³ j± i schowa³ do kieszeni.
– Ooo!... Bo¿e... jaki piêkny – pomy¶la³am.
W jego ogromnych, b³yszcz±cych oczach czai³o siê co¶ w rodzaju zachwytu, entuzjazmu i rado¶ci. Równie¿ otworzy³am szeroko oczy i stali¶my tak przez d³u¿sz± chwilê obserwuj±c siê nawzajem i u¶miechaj±c szeroko.
– Pan czyta³ – pomy¶la³am.
Po chwili nieco siê zmiesza³am, i ruszy³am przed siebie wymijaj±c szybko, z lekkim dr¿eniem uroczego pana o b³êkitnych jak niebo oczach.
Pó¼niej jeszcze nie raz widzia³am w swoich wizjach tê piêkn± twarz i przystojn± postaæ. Rzeczywi¶cie nie przypominam sobie abym w ci±gu swojego dotychczasowego ¿ywota spotka³a tak przystojnego i piêknego pana.

„Piêkno potrafi doprowadziæ do omamów, dlatego nale¿y obchodziæ siê z nim delikatnie, ale zarazem ostro¿nie” – pisa³am pó¼niej.
Wsiad³am do tramwaju i ruszy³am do Miecia. Wzrastaj±c± falê szczê¶cia, przerwa³ jednak nag³y nalot kontrolerów.
Ksiê¿niczka mia³a teraz odbyæ przeprawê z „niebezpiecznymi” kanarkami, które wbrew pozorom, okaza³y siê nadzwyczaj sympatyczne i wyrozumia³e.

























źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

/> />Na „Matriks Reaktywacja”. Moja Tam ¶wiêtymi. Kroczy³am />W ¿ona ¿ebym Poda³a Straszy />- Cii... />Wzruszy³a Bi³a Urocza /> />Cii... /> />Po Akademii Medycznej. Atmosfera Imprezy Studenci ¶lêczeli Ale Lubi³am Mieszka³am Równie¿ />W Przemêczona, /> />W /> />„Wiwat Nie />Wiwat Wiwat Wiwat Robert Niro! />Wiwat Wiwat Wiwat />Pan Jezus Kocha />Zwalczajcie Jemu />Nie ¶wiatopogl±du, Os±dzajmy />Pewnego Kanadyjczyków, Mieszkali „Bis 2”, Davies Sam Nie />Po Teatrze ¯ydowskim „Gdybym ¯yd, „be”, „kukuryku” ¿e ¯yda. />Od />– />– Okej! That’s />U Sama Daviesa Poniewa¿ ¿e Podczas Kasi Nosowskiej: />„Za />Zbyt ³adna ³adnych />Za />Spróbuj Gdzie? />Za ³atwa ³atwych />Zbyt />Zbyt Warszawy, Szczecina />Spróbuj Gdzie? />Dok³adnie />Pan /> />Pisa³am />„Mars />Tu />Halo? />Tu Mars! />Muzyka... Mamusiu, Stanis³awie Wschodu, /> />WIWAT!: />Sentence, Mike Patton, Death Metal, Testament, Sepultura, Creed, Life Agony, Dog Dog, System Down, Nirvana, Suicidal Tendencies, Him, Depeche Mode, Staszczyk, Kury, Kazik Staszewski, Edyta Bartosiewicz, Kasia Nosowska, Renata Przemyk, Lady Pank, Urszula, Kombi, Kroke, Vangelis. />Wiwat /> />Agnieszka Agnieszka /> />Nie Kochajcie Kochajcie />Jestem Kocham! Latam! Jestem />Wiek XXI, „¶wirów”, />Mamy /> />PRL MATRIKS! AKCJA! STRA¯NICY!: />Suniemy Wszyscy />Belzebuby Hitler Pojawi³ ¶mierci Stalin /> />Je¶li MURDER Mamusiu, ¿e />Drug± DEATH. Tatu¶ ¿e Death />Ale ¿ycie AGONY, />- />- ¶lad />- /> />MATRIKS! ACJA! />Nie /> />Mamusiu! />Moja Masz ¶wiecie /> />WIEK XXI />MATRIKS! REAKTYWACJA! />Obiadki! Deserki! Bajeczki! />Zwolnij 1989, />Delektuj Kanadyjczycy /> /> />Tydzieñ /> />Pisa³am Ale Czêste Postanowi³am Miecia Tak Znali¶my ³adnych Jego />Miecio. Dobre, ¶ciskaæ „nied¼wiedzia”, Bielanach Mia³ Obcy Jego Przemy¶la, Ojciec Miecia Lwowa. Bezpartyjny „przedstawi³” Pisa³am />„ Oparty />- Kocham Powiedz /> />W Miecio Nie />Ale Miecia Przyjaciel Win± /> />Pisa³am />„Spadaj />Ja Mamusiu, />Wiwat Wiwat Wiwat />Pisanie Paw³a Siedzieli¶my Miecia />– Muszê />Nagle Miecio Wybawicielem Ada¶, Miecio Paw³a, />Biedny Pawe³. Nie ¿e Niech Bóg />Poza By³am Oprócz By³am „króliczkiem”, />Roz³o¿y³am />– Ale Pawe³ Koszula />Biedak. Mêczy³ />– Nie />Coraz Obwinia³am ¿e />– Patrzcie Przeszkadzasz ¿yæ. />– Je¶li />– Nie />Magazynem Miecio />Rzeczywi¶cie Jezusowi Chrystusowi, Miecio Paw³em />W Przewozi³am />Ale Przepe³niona Wcze¶niej (przecie¿ /> />„JAZDA! /> />CHOMICZÓWKA AKADEMIK /> />AKADEMIK CHOMICZÓWKA” /> />„Z />bêdê />Wprost />Bêdê />Promieniu ¶wietlisty />z³ocisty” /> />„Nó¿ki Mamusiu „misjonarki”. Szkoda ¿e „zdrapkê” Wiem... Mamusiu, ¶mierdzieli Przepraszam”. />„Spacer” />Czasem />- Agusia, ¶mia³y />Sytuacja Zbli¿aj±cy Pieni±dze Kiedy¶ Lubi³am Zreszt± Gustaw Herling Grudziñski „Innym ¦wiecie”, ¿e Przydeptana Niemal />– Agnieszka Makówka. Nie Muszê Rodzice Warszawie, />– Rozumiem. Dziêkujê Makówka. Dziêkujê S³oneczko. Dziêkujê /> />Po Pocz±tkowo />- Proszê Wydzia³u Nauki Zdrowiu />Pocz±tkowo „tak, „hm”. />„Panie Dziekanie! Nie Jak ¿e Nie „Pana Tadeusza”, Maækowe:” ¶lubu ¶luby />Oczywi¶cie „ulotki”. ¿e Paniom ³zy />Szczê¶liwa, „belzebubami” /> />„RVOLUTION! REVOLUTION! ROB ZOMBLE RELOAD!” />MATRIKS REAKTYWACJA! /> />“Nemo />Czy Akademio ¿ycie: /> />– Rozumiecie />– Tak />– Teraz ¿e />Delikatnie ¶wiat />W Paw³a Tañczy³am. By³am /> />*** /> />- Pomniki Paw³a. Miêdzy Bo¿e! />- Nie />- Ona />- Kto? />- Siostra Usiad³a /> />Biedny Pawe³. Coraz Prowokacje Kto Kuku¶ Jaga? /> />Nie Codziennie Rozmawia³am By³am />– Tak... Jednak Zaraz />– Id¼ Pawe³. />– Ju¿ ¿e Pawe³ku. Nie Pochodzisz Twoja ¿e ¿yæ Wszyscy /> />„Nie ¿ycia. Nie ¿yjmy ¿onê”. /> />Pod Zosta³am Florencj± Nightingale ¶wiata. />Prawie PCK. Przera¿ony Miecio ¿e Pawe³ ¶mieci Stanach. />W Miecia, ¶liczna Elwira, Litwinka, />- ¦licznie Elwirko, Jeste¶ />- Tak? />- Przys³ali />- Paw³a. />– Nic Widzia³am Warszawê, „Lalki” Prusa. Zaprzêgniête Elwira, Wszyscy Mozart Vivaldim ³ó¿ku Wszystko /> />„Mamo, />Jedno />A /> />W Asia ¿e ¿ebym />– Hm... />Ku />– „Niesamowite! Czy¿by />– Wyp³ata? />– Tak />By³am ¶wie¿ych, Odetchnê³am Zosta³am Siódme />Gdy Mia³ Widocznie />– Ooo!... Bo¿e... />W Równie¿ />– Pan />Po />Pó¼niej Rzeczywi¶cie ¿ywota /> />„Piêkno />Wsiad³am Miecia. Wzrastaj±c± />Ksiê¿niczka „niebezpiecznymi” /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci