24 godziny temu
Wszed³ na nisk± orbitê parkingow±, pozostawiaj±c za sob± do¶æ w±sk± ¶cie¿kê gor±cych neutrin, ¶lad wyj¶cia z nadprzestrzeni, jakiego dokona³ kilka minut wcze¶niej. Mia³ wra¿enie, ¿e zna ten ¶wiat. Czy kiedy¶ ju¿ odwiedzi³ t± czê¶æ wszech¶wiata? Zadziwi³y go kolory powierzchni globu: b³êkit, turkus przechodz±cy na wysoko¶ci stu kilometrów w idealn± czerñ. Nie zawsze mia³ okazjê widzieæ co¶ tak piêknego.
Przypomnia³ sobie rozkaz, jaki mia³ do wykonania. Odepchn±³ emocje. Czu³ z³o¶æ sam na siebie, ¿e po tylu latach treningu nadal kierowa³y nim uczucia. Schowa³ je g³êboko w zakamarkach rozbudowanej ¶wiadomo¶ci. Zamkn±³ w najg³êbszych lochach swojej psyche, wstydz±c siê bardzo, ¿e jeszcze istniej±. Za chwilê od jego decyzji bêdzie zale¿a³o ¿ycie populacji kilku miliardów istnieñ.
Siedzia³ w fotelu kapitana i spogl±da³ na wielki taktyczny ekran, na którym widnia³a niebieska powierzchnia planety. Cia³o z tak± ilo¶ci± oceanów przypomina³o tylko jedno: wodny ¶wiat bez sta³ego l±du, jeden z wielu, jakie odwiedzi³ w trakcie swojego ¿ycia.
Po chwili za horyzontu wy³oni³a siê pierwsza wyspa, skalisty, nagi czerep, przypominaj±cy jego g³owê, suchy szaniec wraz z innymi podobnymi plamkami tworz±cymi rozci±gniêty archipelag, a nad nim sun±ce pierzaste, bia³e chmury. W³a¶nie tam posadzi statek, aby upewniæ siê, czy zadanie, jakie mu powierzono wykona dobrze i sumiennie, ale dopiero po wszystkim, kiedy z wnêtrza stalowego potwora wypluje ca³e tuziny strza³, a generatory energii i plazmy wystrzel± ¶mierciono¶ne promienie, zamieniaj±c wszystko, co ¿yje w radioaktywny popió³.
Przycisn±³ zielony guzik na konsoli kontrolnej. Kto¶ inny w pomieszczeniu za ¶cian± aktywowa³ wszystkie systemy uzbrojenia. Na monitorze tym razem wyrós³ wielki kontynent, a na nim dziesi±tki miast zbudowanych rêkoma inteligentnych istot: ulice i budynki sk±pane w promieniach gwiazdy typu G2V. Jeszcze przez sekundê waha³ siê z decyzj±. Czy ju¿ teraz? A mo¿e poczekaæ i rozpocz±æ eksterminacjê, przechodz±c na wy¿sz± orbitê?
Nie. To jedno krótkie stwierdzenie wyra¿a³o wszystko.
Rozkazy, jakie otrzyma³, mówi³y jasno: uderzyæ z niskiej wysoko¶ci, u¿ywaj±c wszystkich ¶rodków odstraszania, zniszczyæ centra dowodzenia, najwa¿niejsze o¶rodki miejskie. A pó¼niej, po ponownym wej¶ciu na stacjonarn± wypaliæ przy pomocy taktycznych ³adunków j±drowych pozosta³e przy ¿yciu ogniska cywilizacji.
Decyzja zapad³a.
Nanoboty oplataj±ce jego korê mózgow± przekaza³y polecenie do kwantowego centrum decyzyjnego. Komputery pok³adowe ZABÓJCY ¦WIATÓW otworzy³y przegrody, wrota wyrzutni rakietowych i ¿aluzje os³aniaj±ce reflektory laserów. Poczu³ nag³e i gwa³towne szarpniêcie. Pod³oga mostka kapitañskiego zafalowa³a. Na ekranie taktycznym setki pocisków balistycznych pêdzi³o w kierunku planety, zaznaczaj±c swoj± trajektoriê bia³ymi smugami spalanego wodoru i tlenu. Strugi gor±cej plazmy torowa³y sobie drogê przez coraz to gêstsze warstwy atmosfery, a wi±zki fotonów ju¿ wypala³y ca³e kwarta³y dzielnic mieszkalnych.
Jego dusza s³ysza³a b³agania starców, piski kobiet i p³acz dzieci. Na nic zda³y siê zawodzenia umieraj±cych. Daleki od emocji trwa³ w fotelu dowódcy, z zimn± krwi± przygl±daj±c siê atomowym grzybom, wyrastaj±cym jednocze¶nie na trzech kontynentach pó³kuli pó³nocnej. Czu³ zadowolenie z tego, kim jest - oficerem, kapitanem najwiêkszej bojowej jednostki i zarazem najm³odszym dowódc±. Dowodzi³, rozkazywa³ i decydowa³. Pierwszy na tym statku po stwórcy, jak mawiano.
Z wielk± finezj± i ³atwo¶ci± potrafi³ kierowaæ swoimi uczuciami jak pionkami na planszy. Nie zna³ strachu ani wspó³czucia. Tego nauczono go dawno temu: nienawi¶ci w³a¶nie do innych, obcych, do tych, którzy lata temu wygnali jego przodków z podobnego ¶wiata, jaki mia³ przed sob±.
- Jeszcze tylko kilka minut - rzek³ sam do siebie. - Ja Widar zabi³em kolejny Midgard.
Podrapa³ siê po tylnej czê¶ci ³ysej czaszki, tam gdzie w latach szczeniêcych wszczepiono mu implant: dodatkow± pamiêæ opart± na syntetycznym bia³ku.
Czeka³.
Powierzchnia jeszcze niedawno spokojnej, b³êkitnej planety wrza³a i gotowa³a siê od wybuchów ³adunków j±drowych. Komputer odpowiedzialny za analizê sytuacji taktycznej poda³ raport:
"Zniszczonych osiemdziesi±t procent budynków, dwa miliardy zabitych i tyle samo rannych, sze¶ædziesi±t procent powierzchni ska¿ona promieniowaniem radioaktywnym".
Kiwn±³ z zadowoleniem g³ow±. Zadanie wykonane. Kolejny ¶wiat obrócony w perzynê. Szósty z kolei. Pozosta³y tylko dwie planety, na których obcy che³pili siê swoj± wy¿szo¶ci±. Jeszcze tylko przejrza³ zapis na bocznym dwudziestocalowym monitorze.
Aplikacja wy¶wietla³a listê miast ca³kowicie zniszczonych: Nowy York, Los Angeles, Pary¿, Londyn, Berlin, Pekin, Szanghaj, Tokio, Bagdad, Warszawa... Spis metropolii okaza³ siê zbyt d³ugi. Zna³ je na pamiêæ. Te nazwy zreszt± ju¿ nic dla niego nie znaczy³y. Wsta³ i rzuci³ krótk± komendê w kierunku pierwszego.
- Brage przejmujesz dowodzenie! - rozlu¼ni³ siê i doda³ z lekkim u¶mieszkiem na wytatuowanej twarzy. - Poczekaj dwa okr±¿enia orbitalne i usma¿ wszystko, co jeszcze pozostanie przy ¿yciu. Pó¼niej w³±cz napêd i wprowad¼ statek w hiperprzestrzeñ.
Patrzy³ zdziwiony na podw³adnego, poniewa¿ ten chcia³ o co¶ zapytaæ. Czytaj±c w jego my¶lach, odpowiedzia³.
- Nie bêdziemy tym razem l±dowaæ. Zbyt du¿e promieniowanie. Zreszt± za cztery standardowe godziny chcê wej¶æ na orbitê Keplera 20f.
- Z przyjemno¶ci± dokoñczê zniszczenia, mój dowódco - oficer odpowiedzia³ z charakterystycznym twardym akcentem.
Wyszed³ z pomieszczenia i skierowa³ siê do swojej kajuty. Czu³ wielkie zmêczenie, a zarazem zadowolenie z wykonanego zadania. W domu czekaj± go same pochwa³y, zaszczyty i kolejny awans.
Wszed³ do niewielkiego pomieszczenia bardziej przypominaj±cego zakonn± celê teutoñskich rycerzy, ni¿ ekskluzywny gabinet wy¿szego urzêdnika wojskowego. Zrzuci³ kurtkê. Nie zdejmuj±c oficerskich butów, po³o¿y³ siê na ³ó¿ku i natychmiast zasn±³, pozostawiaj±c swój okrêt pod komend± podw³adnych, nosz±cych tak jak on czarne uniformy z charakterystycznymi emblematami Totenkopf na ko³nierzykach kurtek.
Zapadaj±c w sen przypomnia³ sobie powierzchniê planety, bezkres oceanów i b³êkit nieba, na którym leniwie przesuwa³y siê pierzaste chmury. Têskni³ za takim widokiem: za z³ocist± pla¿±, palmami i ¶wie¿ym powietrzem przepe³nionym zapachem kwiatów. Za czym¶, czego nigdy nie do¶wiadczy³ we w³asnym ¶wiecie, co bezpowrotnie zosta³o zniszczone w jego ojczy¼nie.
Statek na burtach, którego widnia³y czarne dziwnie znajome swastyki, wisia³ nad ostatnim po³udniowym kontynentem, na którym jarzy³y siê ¶wiat³a ostatniej metropolii. Syreny alarmowe na ulicach Sydney, ostrzega³y przed nieuchronn± zag³ad±.
Przebudzi³ siê ca³y zlany potem. ¦ni³ o strasznych rzeczach: miastach obracanych w py³, ludziach umieraj±cych od promieniowania, eksplozjach, o zag³adzie ca³ych narodów. Wreszcie o statku, który przyby³ z nico¶ci. Najbardziej przerazi³a go my¶l, ¿e to on w³a¶nie siedz±c na mostku kapitañskim, okaza³ siê wykonawc± wyroku ¶mierci, morduj±c w³asn± planetê, wydaj±c polecenia z wnêtrza okrêtu ¶mierci.
Tak czu³ to wszystko jeszcze przed chwil±. A teraz? Rozejrza³ siê wokó³. Czerwone ¶wiat³a pulsowa³y w rytmie syren alarmowych, a on le¿a³ na piêtrowej pryczy.
- Po¶piesz siê! - kto¶ krzykn±³. Rozpozna³ twarz. - Za minutê musimy znale¼æ siê w zbrojowni. Znów bêdziesz ostatni.
Bob zawsze ratowa³ mu ty³ek. Od pierwszego dnia by³ dla niego jak starszy brat, kiedy razem wst±pili do Floty.
Jego towarzysze broni ju¿ przekraczali próg pomieszczenia, wylewaj±c siê na w±ski korytarz. Biegli w kierunku magazynu, znajduj±cego siê na tym samym poziomie gwiezdnego statku.
Niezdarnie zsun±³ siê z w±skiego ³ó¿ka i wci±gn±³ na nogi wojskowe buciory. O czym ja ¶ni³em? Jak nazywa³ siê ten okrêt? W takim ha³asie nie potrafi³ pozbieraæ my¶li.
Stara³ siê przypomnieæ sobie jaki¶ szczegó³, co¶, co pozwoli³oby mu pó¼niej wróciæ do marzenia sennego.
Bezskutecznie.
Szybko wdzia³ s³u¿bow± bluzê i pocz³apa³ za innymi w kierunku sk³adu broni. Jeszcze tylko przez my¶l przelecia³y mu obrazy sterowni, dziwnie znajome znaki na pancerzu statku i nazwa jednostki. Nie zd±¿y³ ich zarejestrowaæ w pamiêci.
Stoj±c w kolejce po broñ i wyposa¿enie osobiste, wklepywa³ dane do zawieszonego na ¶cianie tabletu: kapral Maks Ostrowski, narodowo¶æ: Europejczyk, kraj: UE, przydzia³: Siódme Skrzyd³o Bojowe, niszczyciel ZHENYUAN, kod rozpoznania: UO 223412001.
Co znaczy³ sen? Kim by³ w tej wizji? Pytania pojawia³y siê jedno za drugim pomiêdzy czynno¶ciami, jakie wykonywa³. Pytania bez odpowiedzi.
Pobra³ karabinek szturmowy M600. Nastêpnie na polecenie dowódcy plutonu uda³ siê na najni¿szy pok³ad i po za³o¿eniu skafandra ochronnego czeka³ siedz±c w fotelu ratunkowym. Mija³y minuty, godziny.
W po³udnie odwo³ano alarm. To by³y tylko æwiczenia. Mia³ wra¿enie jakby stanowi³ czê¶æ wielkiej maszyny. Ma³y trybik w systemie zwanym Si³ami Zbrojnymi, element, którego mo¿na wymieniæ, wyrzuciæ lub zniszczyæ w ka¿dej chwili i zast±piæ nastêpnym. Wtedy znów przypomnia³ sobie o ¶nie. Wróci³ do kwatery i po³o¿y³ siê na ³ó¿ku. Zamkn±³ oczy, staraj±c siê przypomnieæ ca³e marzenie.
Znów wróci³ na pok³ad ZABÓJCY ¦WIATÓW. Na ekranie taktycznym widnia³a kolejna planeta gotowa do unicestwienia. My¶l o zag³adzie przerazi³a go, tylko na u³amek sekundy. Po raz pierwszy w swoim ¿yciu poczu³ podniecenie na my¶l, ¿e bêdzie zabija³. Równocze¶nie zacz±³ zdawaæ sobie sprawê, ¿e stoj±c na mostku kapitañskim jest kim¶, co¶ sob± znaczy: dowodzi lud¼mi i okrêtem. Jest pierwszym po Bogu.
Nie pierwszym...
W tej czê¶ci wszech¶wiata mo¿e staæ siê potê¿ny tak jak wszechmog±cy. To by³o to, czego chcia³. Nie mia³ ochoty obudziæ siê, wróciæ do ¶wiata rzeczywistego. Nie zdawa³ sobie sprawy, jakie z³o czai siê wokó³ niego. Z³o zaklête w trupich g³ówkach ze skrzy¿owanymi piszczelami, jako emblemat umieszczony na kombinezonie, jaki nosi³ we ¶nie.
Czarek Florczyk
źródło:
http://www.portalliteracki.pl
Aktualna ocena::
3
Wyślij odnośnik znajomym::
Tags:
Wszed³ ¶cie¿kê ¶lad Mia³ ¿e ¶wiat. Czy Zadziwi³y Nie/>
/>Przypomnia³ Odepchn±³ Czu³ ¿e Schowa³ ¶wiadomo¶ci. Zamkn±³ ¿e ¿ycie
/>
/>Siedzia³ Cia³o ¶wiat ¿ycia.
/>
/>Po W³a¶nie ¶mierciono¶ne ¿yje
/>
/>Przycisn±³ Kto¶ ¶cian± G2V. Jeszcze Czy
/>
/>Nie.
/>
/>Rozkazy, ¶rodków ³adunków ¿yciu
/>Decyzja
/>
/>Nanoboty Komputery ZABÓJCY ¦WIATÓW ¿aluzje Poczu³ Pod³oga Strugi
/>
/>Jego Daleki Czu³ Dowodzi³, Pierwszy
/>
/>Z ³atwo¶ci± Nie Tego ¶wiata,
/>- Jeszcze Widar Midgard.
/>
/>Podrapa³ ³ysej
/>Czeka³.
/>
/>Powierzchnia ³adunków Komputer
/>
/>"Zniszczonych
/>
/>Kiwn±³ Zadanie Kolejny ¶wiat Szósty Pozosta³y Jeszcze
/>
/>Aplikacja Nowy York, Los Angeles, Pary¿, Londyn, Berlin, Pekin, Szanghaj, Tokio, Bagdad, Warszawa... Spis Zna³ Wsta³
/>
/>- Brage Poczekaj ¿yciu. Pó¼niej
/>
/>Patrzy³ Czytaj±c
/>
/>- Nie Zbyt Zreszt± Keplera 20f.
/>
/>-
/>
/>Wyszed³ Czu³
/>
/>Wszed³ Zrzuci³ Nie ³ó¿ku Totenkopf
/>
/>Zapadaj±c Têskni³ ¶wie¿ym ¶wiecie,
/>
/>Statek ¶wiat³a Syreny Sydney,
/>
/>Przebudzi³ ¦ni³ Wreszcie Najbardziej ¿e ¶mierci, ¶mierci.
/>
/>Tak Rozejrza³ Czerwone ¶wiat³a
/>
/>- Po¶piesz Rozpozna³ Znów
/>Bob Floty.
/>
/>Jego Biegli
/>
/>Niezdarnie ³ó¿ka ¶ni³em? Jak
/>
/>Stara³
/>
/>Bezskutecznie.
/>
/>Szybko Jeszcze Nie
/>
/>Stoj±c ¶cianie Maks Ostrowski, Europejczyk, UE, Siódme Skrzyd³o Bojowe, ZHENYUAN,
/>
/>Co Kim Pytania Pytania
/>
/>Pobra³ M600. Nastêpnie Mija³y
/>
/>W æwiczenia. Mia³ Ma³y Si³ami Zbrojnymi, Wtedy ¶nie. Wróci³ ³ó¿ku. Zamkn±³
/>
/>Znów ZABÓJCY ¦WIATÓW. My¶l ¿yciu ¿e Równocze¶nie ¿e Jest Bogu.
/>
/>Nie
/>
/>W Nie ¶wiata Nie Z³o ¶nie.
/>
/>Czarek Florczyk
Komentarze::
Dodaj komentarz
Powiązane wiadomosci
- Pogotowie /wiersz/
- Ostatnia modlitwa kleryka, który za chwilê opu¶ci seminarium i pójdzie w ¶wiat
- krótka historia o mi³o¶ci
- Z popio³ów /fantastyka&fantasy/
- Pijaczka (ci±g dalszy 1 rozdzia³u)
- Ortografiki_miki (absurdalne wierszyki) /satyra i zabawa/ ?
- self-harm /wiersz/
- Klonowi bracia /klon/
- Kasztany /nowela/
- Mrówka i ja /wiersz/
- Wszystko /konkurs OLJ/
- Dlaczego spa³em na ulicy K.? /opowiadanie/