24 godziny temu

Niewielka drewniana kapliczka, wybudowana specjalnie dla arcyksiêcia oraz jego ¿ony, sta³a niedaleko hotelu Bosna. Jej bielone wapnem ¶ciany wyró¿nia³y siê na tle szarego nieba, z którego wci±¿ pochlipywa³ ¶wiêtojañski deszcz. Wnêtrze wype³nia³ ciep³y zapach ¶wie¿o ¶ciêtego sosnowego drzewa, s³odkawy dym kadzide³ i miodowy aromat ¶wiec. Uroczystemu tonu ksiêdza akompaniowa³o st³umione bêbnienie kropel deszczu o szyby. Ksiê¿na Sophie trzyma³a ma³¿onka za rêkê i tuli³a siê do jego ramienia. Jej ciep³o sp³ywa³o na niego poczuciem lekko¶ci i rado¶ci. By³ przekonany, ¿e deszcz przestanie za chwilê padaæ, a chmury rozwieje czerwcowy ciep³y wiatr. S³oñce ogrzeje ziemiê i dzisiejszy dzieñ bêdzie nale¿a³ do najpiêkniejszych w ich ma³¿eñskim ¿yciu. Arcyksi±¿ê rzadko miewa³ takie dobre przeczucia, a to, mimo deszczowej pogody, która utrzymywa³a siê od Bene¹ova w Cechach, pod którym arcyksi±¿ê mia³ swój zamek Konopiszte, gdzie po raz ostatni widzia³ siê ze swym kuzynem i najbli¿szym przyjacielem kajzerem Wilhelmem II, nie opuszcza³o go przez ca³± drogê i trwa³o do tej pory.
Ju¿ tamtego dnia arcyksi±¿ê Franz Ferdinand by³ w tak wy¶mienitym humorze, ¿e ten deszcz, który si±pi³ ciê¿kimi kroplami od samego rana, nie przeszkadza³ mu w najmniejszym stopniu. Arcyksi±¿ê u¶miecha³ siê do mrocznego i ponurego nieba, które wy¿yma³o szaro¶æ po ca³ym Bene¹ovie. W poci±gu pad³a elektryczno¶æ i ca³y sk³ad poch³onê³a ciemno¶æ. Ale i to nie wytr±ci³o go z pysznego humoru. Za pó³tora dnia, które dzieli³o go od k±pieliska Ilid¾a, po³o¿onego pod bo¶niack± stolic± Sarajewem, mia³ spotkaæ siê ze swoj± ukochan± ma³¿onk± Sophie. Nikt i nic na tym bo¿ym ¶wiecie nie podnosi³o go tak na duchu jak jego ma³¿onka i nikogo, nawet trojga swoich dzieci, nie kocha³ tak bardzo jak swojej najpiêkniejszej Sophie.
Nie lubi³ go lud. Czy to ze wzglêdu na jego krwaw± pasjê polowania, czy te¿ na nieprzyjemn± fizjonomiê i wiecznie skwaszon± twarz (nawet kiedy siê u¶miecha³) trudno odgadn±æ. Faktem jednak jest, ¿e przez ca³e prawie ¿ycie nie by³ lubiany przez swoich poddanych. I to w³a¶nie odmieni³a jego ma³¿onka. Paradoksalnie to, co wzbudzi³o niechêæ rodziny cesarskiej i wy¿szych urzêdników pañstwowych, pozyska³o mu sympatiê ludu. ¦lub z Sophie i wielka jego mi³o¶æ do tej niem³odej ju¿, bo trzydziestodwuletniej kobiety, rozja¶ni³y jego oblicze i potwierdzi³y szczero¶æ przysz³ego monarchy. Sophie nie nale¿a³a zreszt± do najwy¿szych sfer. Ze wzglêdów finansowych jej rodzina, sk±din±d szlachecka, nie znalaz³a siê po Kongresie Wiedeñskim w¶ród tych najszlachetniejszych, tych uprzywilejowanych, które maj± prawo ubiegaæ siê o ma³¿eñstwo z cz³onkami europejskich rodzin królewskich.
Skandal wybuch³ natychmiast! Austriackie familie odwróci³y siê od Franza Ferdinanda. Co za hañba! Co za wstyd przed ca³± Europ±! Arcyksi±¿ê i jaka¶ dama dworu – to ju¿ prawie s³u¿ka!
Z zamy¶leñ wyrwa³ arcyksiêcia w±saty konduktor C. K. Kolei Pañstwowych w granatowym uniformie ze z³otym ko³nierzykiem i z³otymi frêdzlami przy pasie. Sta³ przera¿ony wielk± postaci± arcyksiêcia, nie tylko ze wzglêdu na jego tytu³, ale tak¿e fizjonomiê, ze ¶wieczk± w dr¿±cej d³oni i mia³ przekazaæ zacnemu pasa¿erowi, ¿e elektryczno¶æ w poci±gu pad³a, i ¿e jej rych³o nie naprawi±. Blask ¶wiecy o¶wietla³ ponur± twarz buldoga ze ¶wiñskimi oczami. Jego wysoko¶æ znany by³ ze swej chimeryczno¶ci i bogu ducha winny konduktor marzy³ tylko o tym, aby jak najszybciej przekazaæ z³± informacjê. Odchrz±kn±³ i jednym ci±giem rzek³, ¿e ¶wiat³o pad³o w ca³ym poci±gu, Wasza Wysoko¶æ. A po chwili wahania doda³, ¿e niezmiernie mu przykro. Czeka³ na reprymendê. Ca³a Austria wiedzia³a, ¿e nie znajdziesz w Europie bardziej naburmuszonego i marudnego cz³owieka nad arcyksiêcia.
Ale arcyksi±¿ê zdawa³ siê bawiæ t± sytuacj±. Odwróci³ siê w stronê pochmurnego peronu i chwilê wypatrywa³ przez okno. Szary deszcz ¶cieka³ strugami z dachu poci±gu. By³o ciemno jak pó¼nym wieczorem i tylko w oddali majaczy³y siê ¶wiate³ka miejskich latarni. Buldo¿e oczka wbi³y siê w konduktora, a w nich zaja¶nia³ ¿ywy blask ¶wiecy.
- Ponuro – rzek³ arcyksi±¿ê. – Jakbym wstêpowa³ do grobu – doda³ po chwili, a na jego twarzy przeb³ys³o co¶ na kszta³t u¶miechu. – Gdybym wierzy³ zabobonom, uzna³bym, ¿e to przestroga, abym nie jecha³ do Sarajewa.

Si³y Niebios by³y tymi g³ównymi, które podjê³y siê zamordowania arcyksiêcia. W Europie dzia³o siê wówczas ¼le. Tradycja odchodzi³a w zapomnienie a bakcyl ateizmu g³oszony przez Schopenhauera i Nietzschego atakowa³ coraz wiêksze krêgi. Czerwona zaraza, chc±ca postawiæ robotnika na równi ze szlachcicem, rozk³ada³a szlachetne zdrowie. Na ten stan rzeczy Niebiosa zgodziæ siê nie mog³y! A g³ównym wrogiem by³ w³a¶nie ów arcyksi±¿ê Franz Ferdinand, nastêpca tronu Cesarstwa Austrii i Królestwa Wêgier. Jak¿e na tronie najbardziej tradycyjnego cesarstwa móg³ zasi±¶æ kto¶, kto po¶lubi³ niegodn± kobietê?
Zadr¿a³o na Wysoko¶ciach. Uzgodniono jednog³o¶nie, ¿e arcyksiêcia nale¿y zg³adziæ. Okazja nasta³a, kiedy pod koniec czerwca tysi±c dziewiêæset czternastego roku arcyksi±¿ê Franz Ferdinand wyjecha³ do Sarajewa, aby wzi±æ udzia³ w manewrach wojskowych. Od kilku miesiêcy znana by³a data przyjazdu Jego Wysoko¶ci i od samego pocz±tku wszelkie si³y, które zapragnê³y go zg³adziæ, zaczê³y siê zbroiæ i przygotowywaæ. Wolnomularze, jak mo¿na siê domy¶laæ, zaczêli pierwsi szkoliæ swoje bataliony ¶mierci, które Wielkiemu Mistrzowi mia³y dostarczyæ g³owê arcyksiêcia. Nawet znakomity pisarz, Tomasz Mann, napisa³ ju¿ po wybuchu wojny, i¿ oczywistym jest, ¿e przyczynili siê do niej Iluminaci i ¶wiatowa lo¿a wolnomularzy.
Wywiad Rzeszy, pod okiem i nadzorem kajzera Wilhelma II, najbli¿szego a byæ mo¿e jedynego prawdziwego przyjaciela arcyksiêcia, trzyma³ w gotowo¶ci swoich agentów, aby zg³adziæ austriackiego nastêpcê tronu. Premier Wêgier te¿ nie pozostawa³ bezczynny i knu³ z rz±dem Austrii przeciwko Franzowi Ferdinandowi, temu niechcianemu buldogowi. I tak uda³o im siê przekonaæ genera³a Oskara Potiorka, aby zaniecha³ wszelkich ¶rodków bezpieczeñstwa.
O tych wszelkich przygotowaniach, zw³aszcza tych id±cych z samych Niebios, nie wiedzia³ tylko Gavrilo Princip. Siedzia³ tego ranka, kiedy mia³ zamordowaæ arcyksiêcia wraz z piêcioma swoimi towarzyszami w ogródku kawiarni i pali³ papierosy. Przez przetarte gdzieniegdzie chmury na Sarajewem przedostawa³y siê promienie porannego s³oñca. Pozwala³, aby s³abe, urywane promienie muska³y jego m³odzieñcz± twarz. Zamkn±³ oczy i próbowa³ oddychaæ spokojnie, cieszyæ siê porankiem i nie my¶leæ o misji, któr± sobie przedsiêwzi±³. Czu³ jednak silne napiêcie miê¶ni, skurcz ¿o³±dka i przyspieszone bicie serca. Fizjologii nie móg³ oszukaæ. Jego towarzysze byli tak¿e zdenerwowani. Nic nie mówili i, tak jak on, bez przerwy palili, jednego papierosa za drugim.
Plan by³ perfekcyjny, omawiali go wiele razy i nic nie mog³o pój¶æ ¼le. Wiadomo by³o, ¿e arcyksi±¿ê bêdzie jechaæ z zachodu w kierunku ratusza wzd³u¿ rzeki Miljacka. Bêd± czekali na niego na Nabrze¿u Appela na dwustumetrowym odcinku miêdzy mostem Æumurija a mostem £aciñskim. Zadanie zlikwidowania arcyksiêcia mia³a pierwsza, czteroosobowa grupa z Nedeljko Èabrinoviciem na czele. Dwaj pozostali, Princip i Trifko, stoj±cy na koñcu odcinka w pobli¿u Kamienia Schillera, mieli upewniæ siê, ¿e cel zosta³ zlikwidowany.
Gavrilo Princip zna³ Èabrinovicia oraz Trifko od dawna i ufa³ im jak w³asnym braciom, trójkê pozosta³ych zwerbowali kilka dni temu. Arcyksi±¿ê Franz Ferdinand uosabia³ wrogie imperium, które swoj± polityk± aneksji zgarnia³o, jedno po drugim, wszystkie pañstwa ba³kañskie. A Serbia mog³a byæ tylko silna, kiedy bêdzie narodowa! Tylko jedno¶æ Serbów, w suwerennym, narodowym pañstwie, da im wolno¶æ, o jakiej marzyli od wieków. To musieli wiedzieæ zamachowcy, ¿eby móc ryzykowaæ swoje ¿ycie w imiê tej idei. Princip obawia³ siê, ¿e m³odzi nie rozumiej± tego do koñca. Gimnazjali¶ci, którzy chyba nie zdawali sobie jeszcze sprawy z powagi tego zamachu. Pospolici, m³odzi jeszcze, przestêpcy, w najlepszym wypadku rozrabiacy.

Po porannej mszy ¶wiêtej para ksi±¿êca uda³a siê na dworzec kolejowy, aby poci±giem dotrzeæ do Sarajewa. Zgodnie z przeczuciami arcyksiêcia deszcz przesta³ powoli padaæ i czerwcowy wiatr zacz±³ delikatnie, ale systematycznie p³oszyæ sine chmury. Z okien poci±gu dostrzec mo¿na by³o prze¶wituj±cy tu i ówdzie b³êkit nieba, a z³ociste s³oñce rozprasza³o porann± mg³ê i suszy³o zielonkawe pasma górskie. Ksiê¿na Sophie trzyma³a arcyksiêcia mocno za rêkê i tuli³a siê do jego potê¿nego ramienia. Czu³ siê szczê¶liwy jak dziecko i my¶la³ o tym, ile ona mu dawa³a szczê¶cia. Ciê¿ko wywalczone by³o to szczê¶cie, ale w ostatecznym rachunku zwyciêskie, bo prawdziwe.
Nikt nie chcia³ zgodziæ siê na ten ¶lub, a zw³aszcza cesarz Franz Jospeh. Siedemdziesiêcioletni prawie monarcha by³ bliski zawa³u, kiedy siê o tym dowiedzia³, i trzeba by³o wo³aæ lekarza, aby pospieszy³ z solami trze¼wi±cymi. Franz Ferdinand by³ jednak uparty niczym osio³ i maniakalnie powtarza³, ¿e zakocha³ siê w hrabiance Sophie. Cesarz kategorycznie zabroni³ ¶lubu. To by³aby hañba dla ca³ego cesarstwa! Wstyd przed ca³± Europ±!
- Mnie nie obchodzi kogo i z kim siê kochasz! – rzek³ ze swego tronu trzymaj±c siê swoj± star± d³oni± za czo³o. – Je¶li o mnie chodzi, mo¿esz obrabiaæ ty³ki swoim chartom, sypiaæ z nimi i ssaæ ich sutki! – Wycedzi³ Franz Joseph ze z³o¶ci±, patrz±c w oczy swemu przera¿onemu bratankowi. - Mnie interesuje jedynie korona. Masz po prostu zostaæ kontinuum cesarstwa, bo nie ma nikogo innego. A po to potrzebna jest ci cesarzowa! Musisz umieæ rozró¿niæ obowi±zek, odpowiedzialno¶æ za miliony ludzi, od przyjemno¶ci.
- To nie po prostu przyjemno¶æ – przerwa³ mu Franz Ferdinand – to mi³o¶æ.
- Niech bêdzie mi³o¶æ… – wysapa³ s³abym, zrezygnowanym g³osem. – Przecie¿ ja przeciwko temu nic nie mam. Mo¿esz j± utrzymywaæ, kochaæ siê z ni±, spotykaæ. Tylko, na Boga!, nie ¿eñ siê z ni±. Cesarstwo potrzebuje cesarzowej, a nie – chcia³ powiedzieæ pokojówki, ale w cielêcych oczach swojego bratanka zauwa¿y³ to irytuj±ce rozmarzenie i rzek³, cedz±c przez zêby ka¿d± sylabê: damy dworu. Tylko ty mo¿esz zostaæ cesarzem. I proszê ciê jedynie o to, w imieniu ca³ego cesarstwa i królestwa, aby¶ zrezygnowa³ ze swojego durnego planu i nie ¿eni³ siê z t± kobiet±.
- Ale to ju¿ postanowione.
W dyplomacji najciê¿ej rozmawia siê z fanatykami – my¶la³ cesarz patrz±c na puste spojrzenie swego bratanka, na jego twarz idioty. Najtrudniej z tymi têpymi kretynami, którzy jak litaniê powtarzaj± jedn± sekwencjê. To jak wbijanie gwo¼dzia w ¿elbetonow± p³ytê! W ¿aden sposób nie da siê przebiæ do rozs±dku tego wielkiego mê¿czyzny z ptasim mó¿d¿kiem. Mo¿e rzeczywi¶cie dziewiêtnasty wiek dobiega koñca. Ani siê obejrzeæ, a monarchia Austro-Wêgierska stanie siê republik±.
Dreszcz przeszed³ cesarza i otrz±sn±³ siê z tych ponurych my¶li. Tylko w osobie tego przyg³upa cesarstwo mia³o szansê na istnienie.
- Zdajesz sobie jednak z tego sprawê, ¿e je¶li zgodzê siê na ten ¶lub, to bêdzie on tylko dla zaspokojenia twoich ambicji lub sumienia? – rzek³ zrezygnowany cesarz Franz Joseph.
- Przed Bogiem bêdziemy mê¿em i ¿on± – odpar³ wtedy arcyksi±¿ê.
- Tak, przed Bogiem – powtórzy³ z niesmakiem cesarz. – Nie wiem tylko, czy Bóg siê przyzna w Niebiosach, ¿e tutaj, na ziemi, udzielono wam tego ¶lubu. Niemniej towarzystwo nie przyjmie twojej ma³¿onki i nie bêdzie ona mia³a prawa braæ udzia³u w oficjalnych imprezach. Nigdy nie bêdzie w pe³ni uznana.
Tutaj, w Bo¶ni, jego ¿ona mog³a wystêpowaæ oficjalnie przy jego boku, jak prawdziwa ksiê¿na. Pokrêtne prawo Austriackie, które poni¿a³o Sophie czyni±c z niej nierówn± wysoko urodzonym rodzinom, tutaj nie funkcjonowa³o.
Tu¿ przed stolic± para ksi±¿êca przesiad³a siê do kolumny samochodów. Konwój prowadzili burmistrz miasta i szef policji, a za nimi jecha³ arcyksi±¿ê z ma³¿onk± w otwartej limuzynie, z której lepiej mo¿na by³o podziwiaæ uroki miasta. Po obu stronach ulicy wiwatowali ludzie, zaciekawieni nie tylko ksi±¿êc± par±, ale tak¿e niecodziennym korowodem automobili. Nagle rozleg³y siê strza³y, i arcyksi±¿ê poczu³ jak rêka ¿ony wpija mu siê mocno w ramiê. Genera³ Potiorek uspokoi³: to salwa honorowa na cze¶æ ksi±¿êcej pary. Salwy powtórzono do dwudziestu czterech razy i za ka¿dym wystrza³em ksiê¿n± Sophie przechodzi³ dreszcz i wczepia³a siê mocniej w ramiê ma³¿onka. Arcyksi±¿ê siê nie ba³, ale widz±c lêk w oczach ¿ony, zapyta³ genera³a, czy to nie jest zbyt niebezpieczne, aby takie ludzkie masy sta³y tak blisko ich trasy przejazdu, nie ogrodzone ¿adnym kordonem ¿o³nierzy.
- Ale¿ nie ma ¿adnego niebezpieczeñstwa, Wasza Wysoko¶æ – uspokaja³ z szerokim u¶miechem genera³ Potiorek. – Proszê spojrzeæ, ci ludzie darz± Wasz± Wysoko¶æ najwiêkszym szacunkiem. W razie czego, w razie jakiej¶ nieprzewidzianej sytuacji, mam tu stu dwudziestu wyszkolonych ¿o³nierzy, rozstawionych i w pe³ni gotowych, aby przyst±piæ do akcji. Ale zapewniam, ¿e nie bêd± oni potrzebni.
Na twarzy Sophie pojawi³ siê u¶miech ulgi. Jej u¶cisk siê zwolni³ i pozosta³ tylko ten mi³osny, pewny, bez obawy.

Gavril Princip nie mia³ nic osobistego do arcyksiêcia Franza Ferdinanda. Nie robi³o mu ró¿nicy, czy zabije jego, czy samego cesarza, czy kogo¶ innego z najwy¿szych sfer ksi±¿êcych obcego mocarstwa. Podobnie my¶leli jego towarzysze, Èabrinoviæ i Trifko, którym te¿ nie zale¿a³o na krzywdzeniu kogo¶ – ich dzia³ania nie by³y skierowane przeciwko komu¶, ale na rzecz sprawy, w imiê idei, dla Serbii. Jakie motywy kierowa³y tymi trzema Bo¶niakami, których zwerbowali do pomocy, Bóg raczy wiedzieæ. Byli podekscytowani jak na pierwszej randce, ca³ymi dniami rozprawiali o tym, jak to zamorduj± arcyksiêcia, nie mogli usiedzieæ w miejscu, nie potrafili siê skupiæ. Teraz stali milcz±cy, zdenerwowani, pal±cy bez przerwy papierosy.
Z odleg³o¶ci dwustu metrów Princip widzia³ ca³± czwórkê, wraz z Èabrinoviciem, chocia¿ t³um ludzi, który przyszed³ popatrzeæ na arcyksiêcia, zaczyna³ gêstnieæ. Jak rzeczna fala zbli¿a³ siê podekscytowany szmer, który p³yn±³ wraz z konwojem aut Nabrze¿em Appela. Kulminacja fali dotar³a ju¿ do Èabrinovicia, który znik³ Principowi z oczu. Nie widzia³ ju¿, kiedy Èabrinoviæ podszed³ do stoj±cego w pobli¿u policjanta i poczêstowa³ go papierosem.
- W którym aucie jedzie arcyksi±¿ê? – zapyta³ Èabrinoviæ, podaj±c policjantowi p³on±c± zapa³kê.
- W tym kabriolecie – policjant wskaza³ otwarty samochód, w którym Èabrinoviæ ujrza³ ksi±¿êc± parê. Nie wierzy³ w³asnym oczom. Czy¿by kto¶ sobie z niego ¿artowa³? Nawet uniform Franza Ferdinanda, paradny mundur genera³a kawalerii z l¶ni±cej bieli, przetykany czerwonymi wstêgami oraz zielony pióropusz zdawa³y siê nie braæ sprawy powa¿nie. I po to te wszystkie przygotowania i konspiracja? Arcyksi±¿ê podawa³ siê sam na tacy, jakby pragn±³ swojej ¶mierci.
- ¯e te¿ nie boj± siê tak jechaæ – rzek³ Èabrinoviæ.
- Czego maj± siê baæ? – powiedzia³ policjant wzruszaj±c ramionami. – Ludzie ich tutaj kochaj±, sam pan widzi.
Èabrinoviæ przytakn±³, podziêkowa³ za wskazanie auta i odszed³ kilka kroków. Da³ wtedy znak pozosta³ym i wsun±³ rêkê pod swój p³aszcz, mo¿e trochê zbyt ciep³y na tê porê roku. Wyczu³ tam szorstki, nagrzany metal bomby. Stró¿ki potu sp³ywa³y mu po plecach, czo³o mia³ mokre, a lepkie palce klei³y siê do granatu. Rozejrza³ siê. Policjant nie zwraca³ na niego uwagi. Samochody siê zbli¿a³y. Pierwszy min±³ go i nadje¿d¿a³ ju¿ drugi, kabriolet, w którym siedzia³ arcyksi±¿ê i jego ma³¿onka.
Èabrinoviæ uderzy³ zapalnik o stoj±c± obok latarniê odrywaj±c go i cisn±³ granat w kierunku pojazdu. I wtedy ten, zdawa³oby siê, ¶lamazarny monarcha, ociê¿a³y buldog, zareagowa³ b³yskawicznie jak jaki¶ m³okos i odbi³ ramieniem kapsu³ê z materia³em wybuchowym. Rozleg³ siê dudni±cy huk, a si³a uderzenia rozerwa³a zderzak auta pod±¿aj±cego za kabrioletem arcyksiêcia. Wybuch³a panika. Èabrinoviæ sta³ jak zahipnotyzowany i nie wierzy³ w³asnym oczom. Policjant, który sta³ obok niego, równie¿ by³ w szoku i zamar³ w miejscu. Stali tak obaj, z otwartymi ustami i wyba³uszonymi oczyma, i patrzyli na dym wychodz±cy spod samochodu. Wreszcie policjant opamiêta³ siê i chwyci³ Èabrinovicia, który kompletnie bezw³adny, wci±¿ niedowierzaj±cy spojrza³ na niego pustym wzrokiem. Dopiero teraz zaczê³o wszystko do niego docieraæ. Wyrwa³ siê mocnym uderzeniem z u¶cisku i rzuci³ do ucieczki. Zbieg³ po nabrze¿u i ruszy³ w dó³ rzeki, przedzieraj±c siê przez b³otnist± wodê, siêgaj±c± mu o tej porze zaledwie do pasa. Wtedy ruszyli za nim inni policjanci.
Èabrinoviæ mia³ wra¿enie, ¿e znalaz³ siê w okrutnym koszmarze. Dr¿±c± rêk± wymaca³ kapsu³kê z trucizn±, któr± mia³ w kieszeni i przedziera³ siê dalej przez bordow± wodê. Jak móg³ nie trafiæ z takiej odleg³o¶ci? Jak móg³ spieprzyæ co¶ tak prostego? Przegryz³ kapsu³kê i poczu³ ostry smak na jêzyku. Nabiera³ ¶liny i po³yka³ truciznê, lecz nagle jego ¿o³±dek zbuntowa³ siê i Èabrinoviæ zwróci³ ca³± jego zawarto¶æ, przewracaj±c siê w brudn± wodê. Kiedy siê wynurzy³, pluj±c wymiocinami, resztkami trucizny i b³otem, trzyma³o go ju¿ kilku policjantów i wyci±ga³o z rzeki. Nie wierzy³. P³aka³ przez zaci¶niête zêby uderzaj±c piê¶ciami w ko³ysz±ce siê lustro wody. Wszystko siê spierdoli³o!

Gavrilo Princip zauwa¿y³ wreszcie Èabrinovicia, który wynurzywszy siê z t³umu czeka³ na kabriolet ksi±¿êcej pary. Rêkê mia³ schowan± pod p³aszczem, gdzie ukryta by³a jego bomba. Gdy samochód nadjecha³, Èabrinoviæ wyci±gn±³ kapsu³ê, uderzy³ ni± o stoj±c± obok latarniê, aby odbezpieczyæ zawleczkê, i rzuci³ j± w kierunku ksi±¿êcej pary. I wtedy nast±pi³o co¶ niespodziewanego. Nie trafi³! Arcyksi±¿ê zwinnym ruchem ramienia odrzuci³ j± od siebie i bomba spad³a pod ko³a nastêpnego pojazdu. Princip próbowa³ ujrzeæ w tym t³umie pozosta³ych towarzyszy, ale nie móg³ ¿adnego dostrzec. ¯aden z nich nie wy³oni³ siê z bomb±, ¿aden siê nie pokaza³. Uciekli! Stchórzyli i nawiali! Princip szuka³ wzrokiem Trifko, który mia³ przecie¿ czekaæ przy nim, ale jego równie¿ nie by³o. Patrzy³ wiêc oniemia³y, jak Èabrinoviæ stoi dwie¶cie metrów dalej, sparali¿owany, zdziwiony, niedowierzaj±cy. Chcia³ podbiec do niego, odpaliæ swoj± bombê, ale wtedy Èabrinoviæ rzuci³ siê do ucieczki, a za nim pobieg³o kilku policjantów. T³um natomiast zacz±³ napieraæ, cisn±æ siê w kierunku samochodu arcyksiêcia, pogapiæ siê na rannych, na tragediê.
Princip pu¶ci³ swoj± nieodbezpieczon± bombê, któr± trzyma³ w swojej d³oni, pod nogi i zacz±³ siê wycofywaæ z t³umu. Ca³y dr¿a³. Nie móg³ uwierzyæ, ¿e nie dopadli podanego na tacy arcyksiêcia. To by³a jaka¶ farsa. Jak w transie wydosta³ siê z t³umu. Resztkami si³ opad³ na krzes³o przy stoliku, przy którym pó³ godziny temu siedzia³ ze swoimi towarzyszami w pe³nym prze¶wiadczeniu, ¿e uda im siê przeprowadziæ zamach. Bezwiednie zamówi³ wódkê i zapali³ papierosa. Nie wiedzia³, co pocz±æ. Rêce mu siê trzês³y, dr¿a³. Co teraz? Wszystko posz³o na marne.
Minê³o kolejne pó³ godziny, podczas której Gavrilo Princip próbowa³ otrz±sn±æ siê z pora¿ki pij±c lodowat± wódkê i pal±c mocne papierosy, kiedy nagle ju¿ drugi raz tego dnia wydarzy³o siê co¶, w co nie móg³ uwierzyæ. To w³a¶nie owa si³a Niebios, za³amana nieudanym zamachem, przygotowywanym przecie¿ przez sprzysiê¿enie siê wszelkich wrogich arcyksiêciu si³ Europy, przysz³a Principowi z pomoc±. Przed nim, najwy¿ej pó³tora metra od niego, zatrzyma³ siê kabriolet arcyksiêcia. Ca³a kolumna, która mia³a jechaæ inn± drog±, wjecha³a w ten zau³ek za spraw± Niebios. U¶wiadomiwszy sobie, ¿e trafili ¼le, kierowcy aut zaczêli manewrowaæ, aby zawróciæ. Samochód arcyksiêcia cofa³ siê i podje¿d¿a³ do przodu. To w lewo, to w prawo. Lekki obrót i znowu ko³ysanie. Arcyksi±¿ê jak w ³ódce zacumowanej do polera, ko³ysz±cej siê na delikatnej fali.
Princip powoli siêgn±³ po rewolwer. Wycelowaæ i poci±gn±æ za spust. Monarcha nie zd±¿y³ nawet odruchowo z³apaæ siê w miejsce postrza³u, kiedy druga kula wystrzeli³a ze ¶wistem i rozdar³a brzuch ksiê¿nej. Princip wycelowa³ broñ natychmiast w swoje usta, ale ju¿ nie da³ rady poci±gn±æ za spust. Rozwydrzony t³um rzuci³ siê na niego.

źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

Niewielka ¿ony, Bosna. Jej ¶ciany ¶wiêtojañski Wnêtrze ¶wie¿o ¶ciêtego ¶wiec. Uroczystemu Ksiê¿na Sophie Jej By³ ¿e S³oñce ¿yciu. Arcyksi±¿ê Bene¹ova Cechach, Konopiszte, Wilhelmem II, />Ju¿ Franz Ferdinand ¿e Arcyksi±¿ê Bene¹ovie. Ale Ilid¾a, Sarajewem, Sophie. Nikt ¶wiecie Sophie. />Nie Czy (nawet Faktem ¿e ¿ycie Paradoksalnie ¦lub Sophie Sophie Kongresie Wiedeñskim />Skandal Austriackie Franza Ferdinanda. Europ±! Arcyksi±¿ê />Z Kolei Pañstwowych Sta³ ¶wieczk± ¿e ¿e Blask ¶wiecy ¶wiñskimi Jego Odchrz±kn±³ ¿e ¶wiat³o Wasza Wysoko¶æ. ¿e Czeka³ Ca³a Austria ¿e Europie />Ale Odwróci³ Szary ¶cieka³ By³o ¶wiate³ka Buldo¿e ¿ywy ¶wiecy. />- Ponuro Jakbym Gdybym ¿e Sarajewa. /> />Si³y Niebios Europie ¼le. Tradycja Schopenhauera Nietzschego Czerwona Niebiosa ów Franz Ferdinand, Cesarstwa Austrii Królestwa Wêgier. Jak¿e />Zadr¿a³o Wysoko¶ciach. Uzgodniono ¿e Okazja Franz Ferdinand Sarajewa, Jego Wysoko¶ci Wolnomularze, ¶mierci, Wielkiemu Mistrzowi Nawet Tomasz Mann, ¿e Iluminaci ¶wiatowa />Wywiad Rzeszy, Wilhelma II, Premier Wêgier Austrii Franzowi Ferdinandowi, Oskara Potiorka, ¶rodków />O Niebios, Gavrilo Princip. Siedzia³ Przez Sarajewem Pozwala³, Zamkn±³ Czu³ ¿o³±dka Fizjologii Jego Nic />Plan ¼le. Wiadomo ¿e Miljacka. Bêd± Nabrze¿u Appela Æumurija £aciñskim. Zadanie Nedeljko Èabrinoviciem Dwaj Princip Trifko, Kamienia Schillera, ¿e />Gavrilo Princip Èabrinovicia Trifko Arcyksi±¿ê Franz Ferdinand Serbia Tylko Serbów, ¿eby ¿ycie Princip ¿e Gimnazjali¶ci, Pospolici, /> />Po ¶wiêtej Sarajewa. Zgodnie ówdzie Ksiê¿na Sophie Czu³ Ciê¿ko />Nikt ¶lub, Franz Jospeh. Siedemdziesiêcioletni Franz Ferdinand ¿e Sophie. Cesarz ¶lubu. Wstyd Europ±! />- Mnie Je¶li Wycedzi³ Franz Joseph Mnie Masz Musisz />- Franz Ferdinand />- Niech Przecie¿ Mo¿esz Tylko, Boga!, ¿eñ Cesarstwo Tylko ¿eni³ />- Ale />W Najtrudniej ¿elbetonow± ¿aden Mo¿e Ani Austro-Wêgierska />Dreszcz Tylko />- Zdajesz ¿e ¶lub, Franz Joseph. />- Przed Bogiem ¿on± />- Tak, Bogiem Nie Bóg Niebiosach, ¿e ¶lubu. Niemniej Nigdy />Tutaj, Bo¶ni, ¿ona Pokrêtne Austriackie, Sophie />Tu¿ Konwój Nagle ¿ony Genera³ Potiorek Salwy Sophie Arcyksi±¿ê ¿ony, ¿adnym ¿o³nierzy. />- Ale¿ ¿adnego Wasza Wysoko¶æ Potiorek. Proszê Wasz± Wysoko¶æ ¿o³nierzy, Ale ¿e />Na Sophie Jej /> />Gavril Princip Franza Ferdinanda. Nie Podobnie Èabrinoviæ Trifko, Serbii. Jakie Bo¶niakami, Bóg Byli Teraz />Z Princip Èabrinoviciem, Jak Nabrze¿em Appela. Kulminacja Èabrinovicia, Principowi Nie Èabrinoviæ />- Èabrinoviæ, />- Èabrinoviæ Nie Czy¿by ¿artowa³? Nawet Franza Ferdinanda, Arcyksi±¿ê ¶mierci. />- ¯e Èabrinoviæ. />- Czego Ludzie />Èabrinoviæ Da³ Wyczu³ Stró¿ki Rozejrza³ Policjant Samochody Pierwszy />Èabrinoviæ ¶lamazarny Rozleg³ Wybuch³a Èabrinoviæ Policjant, Stali Wreszcie Èabrinovicia, Dopiero Wyrwa³ Zbieg³ Wtedy />Èabrinoviæ ¿e Dr¿±c± Jak Jak Przegryz³ Nabiera³ ¶liny ¿o³±dek Èabrinoviæ Kiedy Nie P³aka³ Wszystko /> />Gavrilo Princip Èabrinovicia, Rêkê Gdy Èabrinoviæ Nie Arcyksi±¿ê Princip ¿adnego ¯aden ¿aden Uciekli! Stchórzyli Princip Trifko, Patrzy³ Èabrinoviæ Chcia³ Èabrinoviæ T³um />Princip Ca³y Nie ¿e Jak Resztkami ¿e Bezwiednie Nie Rêce Wszystko />Minê³o Gavrilo Princip Niebios, Europy, Principowi Przed Ca³a Niebios. U¶wiadomiwszy ¿e ¼le, Samochód Lekki Arcyksi±¿ê ³ódce />Princip Wycelowaæ Monarcha ¶wistem Princip Rozwydrzony

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci