24 godziny temu

By³ piêkny lipcowy ranek, a przez okno sypialni wkrada³y siê kosmyki s³oñca delikatnie muskaj±c wnêtrze. Weronika przekrêci³a siê na lewy bok zwracaj±c tym samym twarz do mê¿a. Marek spojrza³ na ni± z wysi³kiem otwieraj±c oczy i u¶miechn±³ siê. Jego ¿ona spa³a z otwartymi ustami. Mê¿czyzna zmusi³ siê do zerkniêcia na zegarek na ¶cianie- by³a pi±ta trzydzie¶ci rano. Dzisiaj na szczê¶cie ¿adne z nich nie sz³o do pracy. Ale on nie pamiêta³, co oznacza³a dzisiejsza data. Nigdy nie mia³ g³owy do tego typu rzeczy. To Weronika zawsze dba³a o to, aby nie zapomnieæ z³o¿yæ ¿yczeñ bliskim, nawet te¶ciom. W mieszkaniu panowa³ jeszcze przyjemny ch³ód, ale za parê godzin na pewno siê to zmieni. Marek po³o¿y³ siê na plecach zak³adaj±c rêce za siebie. Nie móg³ spaæ. Jego my¶li zaprz±ta³y wczorajsze wydarzenia, ale Weronika nie musia³a przecie¿ znaæ szczegó³ów. Przekrêci³ g³owê na bok i znowu na ni± zerkn±³, jakby chcia³ siê upewniæ, ¿e na pewno o niczym nie wie. Z miejsca, w którym le¿a³a wymkn±³ siê cichy pomruk. Weronika zaczê³a siê niespokojnie krêciæ, zupe³nie tak, jakby wiedzia³a, ¿e na ni± patrzy. Nagle zmarszczy³a czo³o i otworzy³a oczy. Szybko je jednak zamknê³a wracaj±c do tego, co emitowa³a jej wyobra¼nia ubieraj±c obrazy w senne marzenia. A tego ranka mia³a dziwny sen. Sz³a przez gêsty las depcz±c bosymi stopami mokr± ziemiê us³an± li¶æmi i ostrymi fragmentami ga³êzi. By³a noc, ale gdzie niegdzie przez konary drzew przebija³y promienie s³oñca. Mimo, ¿e nie zna³a tego miejsca wiedzia³a, dok±d i¶æ. Sz³a bardzo energicznie odgarniaj±c rêkoma ga³êzie. Na plecach czu³a przejmuj±ce ciep³o, zupe³nie tak, jakby pra¿y³o j± s³oñce. A by³a przecie¿ ciemna, z³owroga, przejmuj±ca noc. Rêce natomiast mia³a lodowate i sztywne. Niespodziewanie zerwa³ siê silny wiatr, który smaga³ j± tak mocno po twarzy, ¿e prawie nic nie widzia³a. Przymknê³a oczy, aby rzucane krople deszczu i ch³ód nie sprawia³y jej bólu i brnê³a dalej po omacku wyci±gaj±c rêce przed siebie. Przejmuj±cy lêk ow³adn±³ jej cia³o, gdy naraz kto¶ chwyci³ j± za rêkê i silnie poci±gn±³ za sob±. Znalaz³a siê na pla¿y sk±panej w z³ocistym odbiciu morskiej wody. Ca³y czas czu³a jak silna, du¿a d³oñ ¶ciska jej rêkê, ale by³a sama na tym odludziu i nikt jej nie towarzyszy³. Na b³êkitno- szafirowym niebie pali³y siê gwiazdy mrugaj±c do niej z kosmicznej przestrzeni. Morze by³o spokojne i tylko od czasu do czasu muska³o nie¶mia³o falami brzeg piaszczystej pla¿y. Niewidzialna d³oñ o¿ywi³a siê i poci±gnê³a j± bli¿ej morskiej tafli, która l¶ni³a teraz jak posypana srebrzystym brokatem. Jej bose stopy wbi³y siê g³êboko w mokry piach, a twarz zwilgotnia³a od morskiej bryzy. Co jaki¶ czas wiatr silnym podmuchem odpycha³ j± od wody, ale d³oñ uparcie trzyma³a j± na linii brzegu. W pewnym momencie zza gêstych chmur wyjrza³ okr±g³y ksiê¿yc. I wtedy morze zaczê³o wyrzucaæ pod jej stopy ogromne kamienie, które upada³y równo jeden obok drugiego. Obca rêka zaczê³a siê wyrywaæ i szamotaæ, ale byli jakby zro¶niêci i nie potrafili siê od siebie uwolniæ. Kamienie upada³y coraz wiêksze i wiêksze i szybko tworzy³y wokó³ Weroniki zamkniêty kr±g. D³oñ, która j± ¶ciska³a szamota³a siê coraz intensywniej, tak jakby nie chcia³a zostaæ uwiêziona razem z ni±. Bezskutecznie. Kamienny kr±g rós³ z tak± intensywno¶ci±, ¿e kobieta zosta³a osaczona przez niego na wysoko¶æ w³asnego cia³a. Morze zaszumia³o, gro¼nie rzuci³o kilkoma falami o brzeg i dalej pozbywa³o siê ostrych kamieni ze swych g³êbin. Gdy Weronika nic ju¿ nie widzia³a, bo kamienne ¶ciany zas³oni³y jej wszystko, a okr±g³e pomieszczenie- pu³apka ¶ci¶le j± otoczy³o, tajemnicza rêka szarpnê³a siê. Na pocz±tku by³o to bardzo s³abe szarpniêcie, ale po chwili przybra³o na sile. Próbowa³a siê uwolniæ z niewidzialnego u¶cisku i stan±æ nieruchomo, tak, aby ostre, kamienne ¶ciany nie kaleczy³y jej cia³a. Rêka szamota³a siê jednak coraz mocniej, a ona czu³a ból promieniuj±cy od ran, jakie sama sobie zadawa³a obijaj±c siê o pu³apkê, w jak± z³apa³o j± morze. Unios³a g³owê do góry i zobaczy³a nad sob± wycinek nieba ugwie¿d¿onego nierównomiernie jasnymi planetami. Szum fal rozbijaj±cych siê o siebie dochodzi³ j± zza krêgu. Morze by³o bardzo niespokojne, a wiatr pomaga³ mu wyraziæ niepokój podrywaj±c p³aty s³onej wody do góry, aby rozbiæ je o brzeg. Weronika wreszcie oswobodzi³a siê z u¶cisku natrêtnej d³oni. Na zewn±trz te¿ zrobi³o siê cicho, a gwiazdy zaczê³y s³abiej ¶wieciæ. Ch³odne, wilgotne powietrze wyziêbia³o jej organizm, a ona czu³a jak trzêsie siê z zimna. Nadal nic nie widzia³a, bo kamienie zas³oni³y wszystko wokó³. I wtedy powieki Weroniki zrobi³y siê ciê¿kie jak z o³owiu. Nie chcia³a ich jednak zamykaæ, aby nie traciæ kontroli nad tym, co siê dzia³o. Kamienie, z których powsta³ kr±g zaczê³y te¿ dygotaæ, jakby to, co odczuwa³o jej cia³o one te¿ czu³y. Tar³y o siebie wydaj±c d¼wiêk podobny do tego, jaki wydawa³y jej szczêki uderzaj±c jedna o drug±. Nagle ca³a konstrukcja zaczê³a dr¿eæ, a odg³os, jaki temu towarzyszy³ przypomina³ roz³upywanie orzechów. Dziewczyna zorientowa³a siê, ¿e kamienny kr±g zbli¿a siê do niej zacie¶niaj±c i tak ju¿ ciasn± przestrzeñ, jaka miêdzy nimi by³a do tej pory. Przera¿ona energicznie wodzi³a oczami w ciemno¶ciach szukaj±c jakiej¶ drogi ucieczki. Nie pamiêta³a nawet o bólu, jaki sprawia³y jej ostre kamienie. Do jej szczup³ego cia³a zaczê³y przylegaæ ¶cianki konstrukcji. Brakowa³o jej tchu, a rze¶kie morskie powietrze wype³ni³o siê naraz duchot± i tropikaln± aur±. Weronika znieruchomia³a oblepiona g³azami. I naraz sta³o siê co¶ dziwnego- dziewczyna poczu³a siê wolna. Miejsce strachu i przera¿enia zajê³o silne odczucie swobody. Szybko zorientowa³a siê, co siê tak naprawdê z ni± sta³o. Kamienny kr±g nie znikn±³ w cudowny sposób, on sta³ siê ni±. By³a pos±giem, kamienn± rze¼b± stoj±c± po¶rodku dzikiej pla¿y, któr± smaga³ wiatr i morska woda. „Nie wyg³upiaj siê, rusz siê”- szepnê³o morze, a ona spojrza³a na wodn± toñ z takim smutkiem, ¿e a¿ woda znowu przemówi³a: „No ruszysz siê wreszcie, czy nie. Jest ju¿ dziewi±ta”. Ale to nie by³o morze, to mówi³ do niej Marek. Weronika otworzy³a oczy i ujrza³a nad sob± mê¿a, który pochyla³ siê nad ni± z tak± min± jakby rzeczywi¶cie zamiast niej ujrza³ kamienny postument. - Czy zrobisz mi ³askawie ¶niadanie czy zamierzasz spaæ do obiadu?- zapyta³ w¶ciek³y, bo g³odny.
- Ju¿ wstajê, nie z³o¶æ siê, zaraz przygotujê nam co¶ smacznego- obieca³a chc±c go udobruchaæ i podnios³a siê z ³ó¿ka.
- My¶lê.- burkn±³ i wyszed³ z sypialni.
Weronika pospiesznie uda³a siê do kuchni, aby przygotowaæ posi³ek. Ca³y czas my¶la³a o dziwnym ¶nie, który dzisiaj mia³a i o tym, co móg³ oznaczaæ.


*
Ma³¿eñstwo Marka i Weroniki trwa³o trzy lata. Mieszkali w du¿ym mie¶cie K., dok±d przywiod³a ich praca. Oby dwoje pochodzili z ma³ych miejscowo¶ci, gdzie ka¿dy zna³ ka¿dego i gdzie wszyscy wiedzieli o sobie wszystko. On pracowa³ w supermarkecie w sieci jednej ze znanych firm, która postanowi³a ulokowaæ swój zagraniczny kapita³ w Polsce kosztem ma³ych przedsiêbiorców. Marek by³ szefem ochrony i bardzo lubi³ swoj± pracê. Weronika- z wykszta³cenia prawnik, wykonywa³a mniej zajmuj±ce zajêcie. Po niezdanym egzaminie na aplikacjê adwokack± znalaz³a posadê w Urzêdzie Miasta w mie¶cie K., gdzie pracowa³a w dziale zajmuj±cym siê wszystkim, co dotyczy³o ewidencji ludno¶ci tego¿ powiatu. Czy lubi³a swoj± pracê? Je¶li kto¶ lubi rutynê i monotoniê to mo¿e polubiæ takie zajêcie, ale nie Weronika. Jedyne, co by³o pozytywnego w tej pracy to nieustanny kontakt z lud¼mi. No i oczywi¶cie pensja- mo¿e nie za wysoka, ale niezmiennie wyp³acana pod koniec ka¿dego miesi±ca, niezale¿nie od tego, co by siê nie dzia³o. Urzêdników, którzy j± otaczali mo¿na by³o za¶ podzieliæ na dwie grupy: star± kadrê, której nie bardzo ju¿ chcia³o siê pracowaæ i tak zwanych „m³odych”, którzy te¿ niewiele robili, bo przewa¿nie Kto¶ pomóg³ im w dostaniu pracy, a ¿e by³ to zazwyczaj Kto¶ z kadry kierowniczej (i wy¿ej) to uchodzi³o im wszystko na sucho. I tak wygl±da³a praca w jej urzêdzie. Ma³o siê robi³o i jeszcze mniej siê zarabia³o. Byli oczywi¶cie i tacy, którzy pracowali za resztê, bo nie sta³ Nikt za nimi, kto móg³by w razie czego uchroniæ ich przed ewentualn± utrat± pracy w tych ciê¿kich czasach. Ale tych urzêdników by³o najmniej i do nich zalicza³a siê Weronika. Czêsto ta niesprawiedliwo¶æ denerwowa³a j± i brakowa³o jej cierpliwo¶ci. Niestety obecna sytuacja gospodarcza nie pozwala³a na ¿onglerkê na rynku zatrudnienia, dlatego siedzia³a cicho i cieszy³a siê, ¿e w ogóle pracuje. A czasy by³y trudne dla m³odych, wykszta³conych ludzi. Marek mia³ wiêcej szczê¶cia ni¿ ona, zarabia³ du¿o i nie musia³ znosiæ szefa czy kierownika, bo sam sobie szefowa³. Jego prze³o¿ony bezpo¶redni stacjonowa³ w Warszawie i bardzo rzadko bywa³ w mie¶cie K.. Pewnie Marek nigdy nie dosta³by tego stanowiska, gdyby nie jego serdeczny przyjaciel Darek, który protegowa³ jego osobê do odpowiednich osób. Sam Darek by³ kierownikiem w wydziale CB¦ w Komendzie Wojewódzkiej w K.. Z Markiem przyja¼nili siê od lat, chod¼ nie byli rówie¶nikami. Pochodzili z tej samej miejscowo¶ci, a ich domy znajdowa³y siê na s±siaduj±cych posesjach. Los tak u³o¿y³ tory ich ¿ycia, ¿e zamieszkali w tym samym mie¶cie na tym samym osiedlu. Marek by³ mê¿czyzn± o bardzo silnej osobowo¶ci i lubi³ dominowaæ. Stanowisko, które zajmowa³ w wykonywanej pracy pozwala³o mu na wyeksploatowanie tych cech charakteru. Posiada³ tak¿e umiejêtno¶ci fizyczne, które ¶wietnie przydawa³y siê w jego zawodzie. Nie by³ wysoki, ale bardzo silny. Latami uprawia³ boks i fascynowa³ siê broni± paln±. Na pewno przy takim mê¿czy¼nie ka¿da kobieta mog³a czuæ siê bezpiecznie. I Weronika siê tak czu³a. M±¿ dawa³ jej poczucie bezpieczeñstwa i wiedzia³a, ¿e zawsze mo¿e liczyæ na niego. Jedyne, czego jej w nim brakowa³o to umiejêtno¶ci okazywania czu³o¶ci w stosunku do niej. Marek by³ ma³o wylewny i bardzo oszczêdny w pokazywaniu tego, co do niej czuje. Nie mia³ nawyku przytulania jej ani mówienia czu³ych s³ówek. Lubi³ siê z ni± pokazywaæ, bo wiedzia³, ¿e podoba siê mê¿czyzn±. Przy tym by³ strasznym zazdro¶nikiem, a przecie¿ Weronika nie dawa³a mu do tego powodów. Potrafi³ dr±¿yæ godzinami temat, je¿eli zaniepokoi³o go co¶ w relacjach jej na przyk³ad z koleg± z pracy. Wtedy Weronika czu³a siê kochana. Jako ¿ona dawa³a z siebie wszystko- pranie, sprz±tanie, gotowanie- to by³y jej codzienne czynno¶ci, którym oddawa³a siê ca³y sercem. W ich mieszkaniu musia³ panowaæ zawsze nieskazitelny porz±dek, a kuchnia musia³a wype³niaæ siê zapachami domowych obiadów. Weronika lubi³a przygotowywaæ posi³ki dla Marka, choæ zdarza³o siê, ¿e ostro skrytykowa³ jej kuchniê. Ka¿dy dzieñ Weroniki by³ wype³niony. Praca zawodowa, zajmowanie siê domem i mê¿em poch³ania³y jej ca³y czas. Dopiero pó¼nymi wieczorami mia³a chwilkê dla siebie, a wtedy przewa¿nie ogl±da³a filmy na dvd lub czyta³a ksi±¿ki. Marek czêsto mia³ nocne zmiany albo k³ad³ siê wcze¶niej, ¿eby bladym ¶witem udaæ siê do pracy. Ich dwupokojowe mieszkanie nie pozwala³o wtedy na krz±tanie siê, wiêc Weronika, aby nie obudziæ mê¿a rezygnowa³a z robienia czegokolwiek. W¶ród znajomych uchodzili za parê prawie idealn±, w której „pierwsze skrzypce” gra³ Marek. To on decydowa³ o wszystkim w ich zwi±zku. Zakup mebli, sprzêtu agd czy rtv musia³o byæ przez niego zaakceptowane, je¿eli Weronika co¶ upatrzy³a. Czêsto wtr±ca³ siê te¿ do tego jak siê ubiera jego ¿ona. Lubi³, gdy jej stroje by³y ¶mia³e i wyzywaj±ce, ale mog³a je nosiæ tylko wtedy, gdy gdzie¶ razem wychodzili. Do pracy i na spotkania z kole¿ankami musia³a chodziæ ubrana skromnie. A trzeba tu podkre¶liæ, ¿e Weronika mia³a ¶wietn± figurê i co by na siebie nie w³o¿y³a to i tak zawsze wygl±da³a ³adnie. Sam Marek tak¿e przywi±zywa³ du¿± wagê do swojego wygl±du. Lubi³ markowe ciuchy i drogie wody toaletowe. Mia³ w sobie wdziêk, który osza³amia³ kobiety, a w mê¿czyznach wzbudza³ co¶ w rodzaju onie¶mielenia. Jego otwarto¶æ na innych i olbrzymia pewno¶æ siebie procentowa³y w ¿yciu, albowiem nie by³o sprawy, której Marek by nie za³atwi³. Na dodatek wszystkie s±siadki w okolicy go ubóstwia³y i zazdro¶ci³y Weronice takiego przedsiêbiorczego mê¿a. A osiedle, na którym przysz³o im zamieszkaæ, a¿ roi³o siê od kobiet. Chocia¿by taka pani Majewska spod pi±tki- by³a samotna i czêsto przychodzi³a do nich pod byle pretekstem. Zawsze chcia³a rozmawiaæ z Markiem i anga¿owa³a go do wszelkich robót domowych, pocz±wszy od naprawienia klamki a skoñczywszy na wbiciu gwo¼dzia. Weronika nie by³a o ni± zazdrosna, bo dzieli³o ich jakie¶ dziesiêæ lat ró¿nicy w wieku, a poza tym zupe³nie nie by³a w gu¶cie jej mê¿a. Zawsze chodzi³a w tej samej bluzce, do której dopasowywa³a ró¿ne fasony spódnic i d¿insy. Mia³a krótkie blond w³osy i mocno umalowane usta na kolor czerwony. Ponadto pani Majewska mia³a szaroburego kota, tak zwanego „dachowca”, a Marek nie cierpia³ kotów. Pod ósemk± te¿ mieszka³y panie stanu wolnego- studentki drugiego roku pedagogiki, które bardzo ha³asowa³y i robi³y tyle szumu wokó³ siebie, ¿e nie sposób by³o nie zwróciæ na nie uwagi. Zawsze w obecno¶ci Marka chichota³y i szturcha³y siê, a g³os ich podnosi³ siê, o co najmniej trzy tony. Mo¿na, wiêc ¶mia³o rzec, ¿e Marek Gajewski zrobi³ na Osiedlu Wrzosowy Stok niez³e zamieszanie w¶ród p³ci przeciwnej. Weronika jednak nie mia³a na to wp³ywu jak i na wiele innych spraw. W³a¶nie tego dnia, kiedy mija³a ich trzecia rocznica ¶lubu pani Majewska zapuka³a wczesnym popo³udniem do drzwi ich mieszkania. Otworzy³a Weronika i widz±c s±siadkê od razu zawo³a³a mê¿a. Natychmiast te¿ siê wycofa³a w g³±b mieszkania, aby nie krêpowaæ s±siadki. ¦ciszy³a jednak telewizor w pokoju go¶cinnym, aby us³yszeæ, o czym rozmawiaj±.
-Panie Mareczku kochany, nie wiem, co mam robiæ..- zaczê³a podenerwowana kobieta.
-Ale, o co chodzi pani Bo¿eno, proszê ja¶niej.- ponagli³ j± podirytowany Marek, chocia¿ przewa¿nie mia³ do niej anielsk± cierpliwo¶æ.
-Dobrze, ¿e pana zasta³am. By³am w³a¶nie u tej kelnerki, no wie pan, tej, co mieszka na dole wiz a wi mnie i drzwi do jej mieszkania s± uchylone.
-To, czemu pani nie wesz³a tylko przysz³a z tym do mnie?- zmarszczy³ brwi zdziwiony Marek.
-No, bo ja jej mia³am dzi¶ oddaæ pieni±dze.- lakonicznie t³umaczy³a kobieta.
-Nie rozumiem pani Bo¿eno.- jeszcze bardziej zdziwi³ siê Marek.
-Widzi pan, panie Mareczku kochany, tam siê chyba co¶ sta³o. Czujê, ¿e co¶ jest nie tak..- pani Majewska z³apa³a siê za klatkê piersiow± w okolicy serca dla nadania powagi sytuacji.
-Czemu mia³oby siê co¶ staæ Agnieszce?- spyta³ zaszokowany tym, co us³ysza³ m³ody mê¿czyzna, a Weronika zaczê³a siê zastanawiaæ sk±d Marek zna jej imiê.
-Mo¿e to niedorzeczne, co teraz powiem, ale mój Mruczu¶ od rana tak dziwnie siê zachowywa³, nie chcia³ nic je¶æ i w ogóle by³ jaki¶ osowia³y. A potem ja posz³am do tej kelnerki i zobaczy³am te drzwi. Tam musia³o siê co¶ staæ panie Mareczku kochany..- s±siadka by³a naprawdê zaniepokojona.
-Na pewno nic jej nie jest.- próbowa³ pocieszyæ pani± Majewsk± Marek.
-Ale ona to taka porz±dna dziewczyna, dlaczego mia³aby nie zamykaæ drzwi?
-Mo¿e o nich zapomnia³a.- znalaz³ racjonalne wyt³umaczenia, ale widz±c minê kobiety doda³ –No dobrze ju¿, dobrze, pójdê tam z pani± pani Bo¿eno, ale to tylko, dlatego, ¿e bardzo pani± lubiê.
-Wiedzia³am, ¿e na pana mogê zawsze liczyæ. Pan to jest prawdziwy mê¿czyzna…- u¶miechnê³a siê filuternie pani Majewska i zrobi³a tak zadowolon± minê jakby, co najmniej wygra³a milion w lotka.
-Wychodzê!!- krzykn±³ Marek i zamkn±³ za sob± drzwi mieszkania, a Weronika pokrêci³a z u¶miechem g³ow± i przewróci³a oczy ku górze. „Ta Majewska to niez³y numer”- pomy¶la³a i wziê³a do rêki gazetê z programem telewizyjnym. Chcia³a dzi¶ jak najwiêcej czasu spêdziæ z mê¿em, ale najwidoczniej nie by³o im to pisane. Ju¿ od godziny zastanawia³a siê jak daæ mu prezent- niespodziankê, który dla niego przygotowa³a na ich rocznicê ¶lubu. Na pocz±tek planowa³a romantyczn± kolacjê we dwoje przy ¶wiecach i lampce wina. Oczywi¶cie ona wina, a on czego¶ mocniejszego (Marek nie lubi³ nic oprócz czystej z alkoholi). A potem chcia³a w jaki¶ sposób ofiarowaæ mu to, co dla niego mia³a. „Tylko, kiedy, jak?”- my¶la³a intensywnie patrz±c na kolorowe strony gazety, któr± mia³a w rêku. Trochê obawia³a siê jak Marek zareaguje, by³ przecie¿ taki nerwowy. Trudno by³o go zadowoliæ pod jakimkolwiek wzglêdem, by³ cz³owiek bardzo wymagaj±cy i nie lubi³ niespodzianek. Weronika wrêcz przeciwnie- uwielbia³a prezenty, ale by³a niemal pewna, ¿e on dzi¶ dla niej nic nie mia³. Kupi jej pewnie innym razem, zawsze tak postêpowa³ w takich sytuacjach. W g³êbi duszy ³udzi³a siê, ¿e mo¿e jednak pamiêta, ale by³y to tylko ukryte marzenia. Trochê by³o jej przykro za te wszystkie zapomniane ¿yczenia i mi³e gesty, ale Marek mia³ przecie¿ tak wiele innych zalet. „Nikt nie jest doskona³y”- pomy¶la³a na usprawiedliwienie mê¿a. Weronika by³a typow± kobiet± i jak takowa mia³a duszê pe³n± romantycznych pragnieñ. Marek w pewnym sensie by³ uciele¶nieniem jej idea³u, ale czasami zastanawia³a siê czy go sama nie idealizuje. Niepodwa¿alnym faktem jednak by³o to, ¿e m±¿ by³ ca³ym jej ¿yciem i nie dopuszcza³a do siebie my¶li, ¿e mog³oby go nie byæ u jej boku. W jej rodzinie ma³o kto lubi³ Marka. Wiêkszo¶æ jej cz³onków bowiem uwa¿a³a, ¿e Marek nie jest dla niej zbyt dobry, ¿e zbyt du¿o wymaga od niej, a zbyt ma³o od siebie. Oni po prostu go nie znali tak jak ona. Weronika by³a bardzo szczê¶liwa i nie wyobra¿a³a sobie, aby jej zwi±zek móg³ wygl±daæ inaczej. Te trzy lata, które z nim spêdzi³a by³y dla niej niczym piêkna bajka, której zakoñczenie by³o bardzo odleg³e w czasie. Mia³a trwaæ ca³e ¿ycie, a¿ do ¶mierci ich obojga. W momencie, kiedy Weronika my¶lami b³±dzi³a gdzie¶ w niedalekiej przysz³o¶ci, a konkretnie rozmy¶la³a o nadchodz±cym wieczorze, do domu wbieg³ Marek.
-Dlaczego nie zamknê³a¶ drzwi? Tyle razy ci powtarzam, ¿eby¶ nie zostawia³a otwartych drzwi, kiedy jeste¶ sama w domu, ale ty oczywi¶cie robisz po swojemu.- naskoczy³ na ni± zaraz na wej¶ciu.
-Zapomnia³am…- zaskoczona cicho odpowiedzia³a.
-Lepiej nie zapominaj na przysz³o¶æ, bo w koñcu którego¶ dnia naprawdê co¶ ci siê przydarzy.- ostrzeg³ siadaj±c na skórzanej kanapie. Wyra¼nie by³ czym¶ podenerwowany. Twarz mia³ spiêt±, a oczy nieobecne.
-Czy co¶ siê sta³o Marek?- spyta³a podchodz±c do mê¿a. Mê¿czyzna przez chwilê milcza³, po czym zerwa³ siê na równe nogi i spojrzawszy na ni± oznajmi³:
-Muszê wyj¶æ.
-Ale gdzie? My¶la³am, ¿e dzi¶ pobêdziemy trochê razem.
-Pobêdziemy wieczorem. Daj mi te moje jasne spodnie z lnu i jak±¶ koszulê.
-Dzi¶ jest nasza trzecia rocznica ¶lubu.- powiedzia³a Weronika, a do oczu nap³ynê³y jej ³zy.
-Cholera, zapomnia³em. Kochanie wybacz, kupiê ci co¶ przy okazji, wybierzesz sobie, co tylko bêdziesz chcia³a.- doszed³ do niej i mocno j± obj±³, co rzadko mu siê zdarza³o. Weronika ³apczywie wsunê³a mu siê w ramiona, ale on w tym samym momencie odsun±³ j± delikatnie od siebie.
-Przyniesiesz mi te ciuchy?- zrobi³ s³odk± minê, a ona posz³a do sypialni i z szafy przynios³a mu ¿±dane rzeczy.
-Nie gniewasz siê chyba?- upewni³ siê i poszed³ do ³azienki, aby siê przebraæ. Weronice zakrêci³o siê w g³owie i aby nie straciæ równowagi usiad³a na kanapie w miejscu, na którym niedawno siedzia³ jej m±¿. By³o jej bardzo przykro i chcia³o siê jej p³akaæ. Nie spodziewa³a siê, ¿e Marek w tym dniu zrobi jej co¶ takiego. Tymczasem on jakby nigdy nic siê nie sta³o wyszed³ z ³azienki wykropiony najnowszym zapachem Davidowa, stan±³ w drzwiach pokoju i zacz±³ siê jej przygl±daæ.
-Czemu tak siê zachowujesz?- zapyta³ po chwili i doda³- Muszê jechaæ do szpitala z Agnieszk±, na³yka³a siê jakich¶ prochów, ale jest przytomna.
-Nie mo¿na wezwaæ karetki?- spyta³a z wyrzutem.
-Zanim karetka dojedzie to jej mo¿e siê co¶ staæ. A w ogóle to czemu jeste¶ taka niemi³a, nie zale¿y ci na czyim¶ ¿yciu?- zdenerwowa³ siê jej ignorancj±.
-Zale¿y, ale bardziej zale¿y mi na nas.
-Przestañ, dobrze? Czasami zachowujesz siê jak zupe³na wariatka. Nie podejrzewa³em, ¿e jeste¶ taka.
-Mo¿e lepiej ju¿ id¼.- odwróci³a g³owê w bok, aby nie zobaczy³ jej ³ez.
-Mia³em w³a¶nie taki zamiar.- odpar³ zupe³nie siê nie przejmuj±c tym, co ona czuje i zacz±³ i¶æ w kierunku wyj¶cia. Po chwili jednak siê cofn±³ i zakomunikowa³:
-Dzi¶ wieczorem przychodzi do nas Darek z Magd±, przygotuj co¶ do zjedzenia.
I wyszed³. Minê³a d³u¿sza chwila zanim dosz³a do siebie. Wsta³a anemicznie z kanapy i skierowa³a siê w stronê przedpokoju, aby zamkn±æ za Markiem drzwi wej¶ciowe. W³a¶nie przekrêca³a zamek, gdy kto¶ delikatnie zapuka³. Otworzy³a ucieszona, ¿e to mo¿e on zmieni³ zdanie i doszed³ do wniosku, ¿e powinien wróciæ do niej. Ale to by³a tylko pani Majewska.
-Marka nie ma w domu.- powiedzia³a Weronika nim ta zd±¿y³a otworzyæ usta i zamknê³a drzwi. Znowu jednak rozleg³o siê pukanie. Dziewczyna ju¿ trochê podenerwowana wcze¶niejsz± rozmow± z mê¿em uchyli³a drzwi z rozmachem i podpar³a siê pod jeden bok robi±c tak± minê, aby Majewska zorientowa³a siê, ¿e jej przeszkadza.
-Ja w zasadzie do pani…
-A to co¶ nowego.- uszczypliwie odpar³a Weronika i otworzy³a szerzej drzwi, aby s±siadka mog³a wej¶æ do ¶rodka.
-Pan Mareczek to z³oty cz³owiek, tak przej±³ siê t± kelnerk±.- zaczê³a stan±wszy w przedpokoju.
-Mo¿e pani wejdzie dalej. - zaproponowa³a Weronika i poprowadzi³a j± do pokoju go¶cinnego. Majewska zaczê³a siê ³apczywie rozgl±daæ. Widaæ by³o po jej minie, ¿e wnêtrze zrobi³o na niej du¿e wra¿enie.
-Proszê usi±¶æ.- dziewczyna wskaza³a na kanapê, a Majewska usiad³a na niej w taki sposób jakby ba³a siê, ¿e j± pobrudzi.
-Mo¿e siê pani czego¶ napije?- zaproponowa³a Weronika.
-Nie, dziêkujê. Ja tylko na chwilê…
-S³ucham, co pani± do mnie sprowadza?- Weronika nie ukrywa³a ironii, z jak± to wypowiedzia³a.
-W zasadzie to chcia³am pani powiedzieæ, ¿e ta kelnerka to siê chyba tru³a.
Weronika ju¿ mia³a jej ostentacyjnie wyja¶niæ, ¿e plotki j± nie interesuj±, kiedy jaki¶ wewnêtrzny g³os podpowiedzia³ jej, ¿e byæ mo¿e warto tego pos³uchaæ.
-Tak?- zachêci³a Majewsk±, a ta tylko na to czekaj±c rozgada³a siê jak komentator sportowy.
-Dobrze, ¿e przysz³am po pani mê¿a, bo ta bezwstydnica le¿a³a w samej bieli¼nie w pokoju na tapczanie i co¶ majaczy³a. A w rêku mia³a jeszcze fiolkê po tych lekach. A jak my weszli¶my z panem Mareczkiem on nachyli³ siê nad ni± to ta jako¶ tak, o tak.- zademonstrowa³a kobieta rzucaj±c rêkami przed siebie.- I zarzuci³a rêce na pani mê¿a. Proszê nie pomy¶leæ, ¿e ja co¶ insynuujê, ale ona to mi siê jaka¶ podejrzana wydaje.
-A to dlaczego?- spyta³a znudzona Weronika.
-Bo ona t± kelnerk± jest i jako¶ tak po nocach wraca. A mój Mruczu¶ to siê ca³y je¿y jak j± widzi.- zmru¿y³a oczy jakby odkry³a jak±¶ wa¿n± tajemnicê, nad któr± pracowa³a rzesza najwybitniejszych umys³ów.
-Pani Majewska..- Weronika chcia³a jej powiedzieæ, ¿e nie ma czasu, bo wieczorem spodziewaj± siê go¶ci, ale s±siadka nie da³a jej dokoñczyæ.
-Ale o có¿ ona mia³aby siê truæ jak ja u niej ¿adnego ch³opa to nigdy nie widzia³am? Mnie to siê wydaje, ¿e j± ¶ciga mafia!- z³apa³a znacz±co Weronikê za rêkê, a ta s³ysz±c to zrobi³a oczy jak piêæ z³otych.
-Mafia??- powtórzy³a w³a¶cicielka mieszkania i kiedy dotar³ do niej sens s³ów Majewskiej ledwo powstrzyma³a siê od ¶miechu.
-W³a¶nie tak!- zawtórowa³a blondynka i doda³a- Bo niby sk±d ona ma tyle pieniêdzy, ¿e staæ j± na po¿yczanie innym?
-No, uuuuu…-Weronika zupe³nie nie wiedzia³a co jej odpowiedzieæ.
-A widzi pani kochana, wiêc przyznaje mi pani racjê!- ucieszy³a siê starsza z kobiet.- I ten list…
-Jaki list?- zdziwi³a siê Weronika.
-Ten, który znale¼li¶my przy niej. Ale to pan Mareczek go zabra³. Powiedzia³, ¿e lepiej, ¿eby jej go oddaæ jak ju¿ dojdzie do siebie. M±dry cz³owiek, m±dry. „Bo, po co robiæ plotki” powiedzia³.
-A zna pani tê Agnieszkê?- szczerze zainteresowa³a siê Weronika, bo niespodziewanie u¶wiadomi³a sobie, ¿e nic nie wie o s±siadce z parteru.
-Nie, gdzie tam.- skrzywi³a siê Majewska- Odk±d zamieszka³a tu jaki¶ czas temu to prawie jej nie widujê. Raz tylko spotka³am j± przy ¶mietniku i mówiê jej, ¿e Mruczu¶ mój zachorowa³ i mia³ wycinane migda³ki, no i ¿e na leki posz³o mi tyle, ¿e na czynsz nie starczy. Wtedy kelnerka zaproponowa³a, ¿e po¿yczy. I ja jej dzisiaj, teraz te pieni±dze chcia³am oddaæ. Wie pani, ciê¿ko siê ¿yjê z pensji sklepowej…
-Tak wiem.- przytaknê³a Weronika i pierwszy raz odk±d tu mieszka³a zrobi³o siê jej ¿al zdziwacza³ej Majewskiej.
-Ale ja nie bêdê ju¿ zabieraæ pani czasu.- wsta³a energicznie kobieta i skierowa³a siê do wyj¶cia ogl±daj±c wszystkie pomieszczenia ukradkiem. Przy drzwiach zatrzyma³a siê i dotykaj±c ramienia wy¿szej o g³owê Weroniki powiedzia³a:
-Niech pani uwa¿a na tê kelnerkê.
Majewska wysz³a, a Weronice przesz³y ciarki po plecach.



* *

W pokoju panowa³ intymny nastrój- przyciemnione ¶wiat³o, na stole i komodzie rz±d zapalonych ¶wieczek, spokojna muzyka wydostaj±ca siê z cd i pe³no pysznego jedzenia. Tak mia³ wygl±daæ ich wieczór we dwoje. Ale nie byli sami, towarzyszyli im Darek z Magd±, którzy siedzieli na kremowej, skórzanej kanapie. Darek mia³ czterdzie¶ci dwa lata i by³ wysokim, szczup³ym brunetem, na którego skroniach powoli pojawia³y siê oznaki siwizny. Mia³ jasnoniebieskie oczy i czaruj±cy u¶miech. Jak na policjanta by³ strasznie ciep³ym cz³owiekiem. Zawsze chodzi³ ubrany w garniturze i mia³ nienaganne maniery. Razem z Markiem kiedy¶ trenowali w jednym klubie, ale inne dyscypliny- Darek zapasy a Marek boks. Niestety Darek musia³ zrezygnowaæ ze swojej pasji, gdy¿ jego krêgos³up odmówi³ mu w pewnym momencie pos³uszeñstwa. Na szczê¶cie w porê lekarze postawili diagnozêi Darek unikn±³ wózka inwalidzkiego. Magda by³a jego ¿on± od dwudziestu dwóch lat. Natura posk±pi³a jej urody, ale za to obdarzy³a j± charyzmatycznym charakterem. Byli zgodn± par±, maj±c± du¿o wspólnych zainteresowañ. Miêli osiemnastoletni± córkê ¯anetê, z której byli bardzo dumni. Dziewczyna by³a ich oczkiem w g³owie i spe³niali jej wszystkie zachcianki. Pasj± ich ca³ej trójki by³y podró¿e, wiêc kilka razy w roku wyje¿d¿ali w ró¿ne rejony Polski albo ¶wiata. Z Gajewskimi utrzymywali czêste kontakty towarzyskie ze wzglêdu na przyja¼ñ jaka ³±czy³a Marka z Darkiem. A by³ to dziwny zwi±zek tych dwóch tak ró¿nych przecie¿ od siebie facetów. Byli niczym woda i ogieñ, jak bia³e i czarne, a mimo to rozumieli siê bez s³ów i wiedzieli jak sobie pomagaæ w trudnych chwilach bez proszenia o to jeden drugiego. Wa¿ne w ich relacjach by³o te¿ to, ¿e potrafili ¶wietnie siê uzupe³niaæ. Gdyby jeden z nich by³ kobiet± to zapewne byliby idealnym ma³¿eñstwem. W domu Gajewskich Darek czu³ siê jak u siebie. Czêsto wpada³ bez zapowiedzi i bra³ z lodówki jedzenie, a potem siada³ na kanapie i w³±cza³ telewizor. Czasami Weronika wychodzi³a po k±pieli z ³azienki i ze zdziwieniem stwierdza³a, ¿e nie jest sama. Darek mia³ klucze zapasowe do ich mieszkania, gdy¿ zesz³ego lata zostawili mu je, aby podlewa³ im kwiaty podczas ich wyjazdu do Rabki na wczasy i klucze u niego ju¿ zosta³y. A ¿e Marek nie upomina³ siê o nie, a Darkowi by³o nawet na rêkê posiadanie ich, to ten stan nadal tak trwa³. Podobnie by³o z samochodem Gajewskich- jak tylko Darkowi psu³a siê jego dziesiêcioletnia Skoda Felicja, zaraz Weronika mog³a siê spodziewaæ, ¿e przez najbli¿szy tydzieñ bêd± z Markiem musieli doje¿d¿aæ miejskimi do pracy. Niekiedy nawet Marek musia³ przypomnieæ Darkowi, ¿e Audi, którym je¼dzi nale¿y nie do niego, a do Gajewskiego. Relacje ich wygl±da³y, wiêc jak w najbardziej szanuj±cej siê rodzinie. Inaczej by³o z Magd± i Weronik±. Kobiety od pocz±tku nie zapa³a³y do siebie sympati±, ale nie mo¿na tutaj te¿ by³o mówiæ o antypatii. Ich stosunki opiera³y siê g³ównie na wymienianiu siê przepisami na ciasta lub na pomaganiu sobie podczas spotkañ w kuchni. Czasami te¿ rozmawia³y, ale rozmowy te nie nale¿a³y do najbardziej zajmuj±cych i d³ugich. Miêdzy nimi istnia³a niewidzialna bariera, której ¿adna z nich nie zamierza³a przeskoczyæ. W zasadzie to nie by³o jakiego¶ konkretnego powodu tej niechêci. Weronika podejrzewa³a, ¿e Magda uwa¿a siê za kogo¶ lepszego od niej, za osobê bardziej inteligentn± i dlatego traktuje j± jak g³upiutk± laluniê. Ich mê¿owie wydawali siê nie zauwa¿aæ tego co dzia³o siê miêdzy kobietami. Zajêli bardzo wygodne dla siebie stanowisko, aby to nie wp³ynê³o na relacje miêdzy nimi. Mimo wszystko Weronika lubi³a z nimi przebywaæ, a szczególnie z Darkiem, który swoim sposobem bycia uspokaja³ j± dzia³aj±c na jej sko³atane nerwy jak balsam. Przy Marku czu³a siê bezpiecznie, a przy Darku spokojna i odprê¿ona. Dzisiaj potrzebowa³a tego spokoju bardziej ni¿ kiedykolwiek wcze¶niej. Podczas, gdy Darek z Magd± siedzieli na kanapie i g³o¶no siê ¶miej±c karmili siê nawzajem Falami Dunaju, ona nerwowo krz±ta³a siê na odcinku pokój go¶cinny- kuchnia, a Marek nic sobie z tego nie robi±c ogl±da³ z zaciekawieniem wiadomo¶ci wieczorne. Weronika by³a bardzo podirytowana zachowaniem mê¿a. Do¶æ, ¿e nie wyt³umaczy³ jej nic po powrocie, to na dodatek w ogóle zlekcewa¿y³ ich dzisiejsze ¶wiêto. Mimo, i¿ na dworze trochê siê och³odzi³o to Weronika czu³a jak jest jej gor±co. By³ bardzo upalny dzieñ, a ona spêdzi³a go w wiêkszo¶ci w kuchni przygotowuj±c ciasto, sa³atki i pieczone skrzyde³ka w miodzie. Kiedy przyszli Darek z Magd± by³a, wiêc bardzo zmêczona i z³a. Nieco wcze¶niej pojawi³ siê Marek i zaj±³ ³azienkê, nie daj±c jej szansy wziêcia prysznicu przed przybyciem go¶ci.
-Mo¿e wreszcie usi±dziesz z nami?- pierwszy zauwa¿y³ jej podirytowanie Darek. Marek pewnie te¿ zdawa³ sobie doskonale sprawê z tego jaka jest w¶ciek³a, ale zignorowa³ to zupe³nie. Weronika spojrza³a na sympatyczn±, u¶miechniêt± twarz Darka i machinalnie usiad³a przy szklanej ³awie.
-Zachowujecie siê jak stare, dobre ma³¿eñstwo, a przecie¿ dzisiaj dopiero wasz zwi±zek koñczy trzy latka. Nie mylê siê Marku?- Darek zwróci³ siê do przyjaciela, chc±c roz³adowaæ atmosferê.
-Ale z ciebie matematyk stary.- odpar³ Marek i zacz±³ bawiæ siê pilotem od telewizora, bo w³a¶nie skoñczy³y siê wiadomo¶ci.
-To mo¿e wzniesiemy toast za naszych m³odych ma³¿onków?- zaproponowa³ Darek i uniós³ kieliszek z wódk±.
-Z tob± zawsze.- poderwa³ siê Marek i wzi±³ z ³awy swój kieliszek. Szybko opró¿ni³ naczynie i spojrza³ ukradkiem na milcz±c± ¿onê- D³ugo jeszcze bêdziesz wprowadzaæ tak± atmosferê?
-Daj spokój Marek. Napijmy siê..- mrugn±³ do rozdra¿nionego mê¿czyzny Darek i nala³ nastêpn± kolejkê wódki.
-Jak siê czuje Agnieszka?- spyta³a Weronika, a rêka Darka z butelk± wódki zatrzyma³a siê w tym momencie w po³owie drogi.
-Dobrze.- odpar³ krótko Marek.
-Co za Agnieszka?- spyta³a naiwnie Magda.
-Nasza s±siadka z do³u. Dzi¶ siê próbowa³a otruæ, a mój m±¿ zamiast wezwaæ pogotowie osobi¶cie odwióz³ j± do szpitala i znikn±³ na ca³y dzieñ.- szybko wyja¶ni³a Weronika.
- Tru³a siê? A to ciekawe. Pewnie o faceta?- spyta³a Magda.
-Nie wiadomo o co, wa¿ne, ¿e jej nic nie jest.- odburkn±³ Marek i szybko przechyli³ zawarto¶æ kolejnego kieliszka z alkoholem.
-Interesuj±cych macie s±siadów.- kontynuowa³a dalej ten w±tek Magda.
-Ona mieszka tu od niedawna.- wyja¶ni³a Weronika.
-I jest ca³kiem niez³a.- za¶mia³ siê Marek celowo robi±c t± uwagê, aby rozz³o¶ciæ ¿onê.
-To teraz ju¿ wiem, dlaczego odwioz³e¶ j± osobi¶cie i nie by³o ciê tak d³ugo.- skwitowa³a Weronika.
-Przestañ dobrze?- wycedzi³ przez zêby Marek.
Zapad³a na chwilê niezrêczna cisza, ale szybko przerwa³ j± Darek:
-Kochani, mamy piêkny lipcowy wieczór, co wy na to jakby¶my wyskoczyli gdzie¶ na disco?
-¦wietny pomys³!- objê³a mê¿a za szyjê rozradowana Magda.
-Jako¶ dzi¶ nie mam ochoty na tañce- odezwa³ siê Marek.
-A ja mam.- odpar³a Weronika.
-Mo¿ecie jechaæ we trójkê na dyskotekê.- znalaz³ szybko rozwi±zanie Marek i spojrza³ obojêtnie na ¿onê triumfalnie unosz±c brwi.
-Przestañ, przecie¿ wiesz, ¿e bez ciebie nigdzie siê nie ruszymy.- u¶miechn±³ siê do kolegi Darek.
-Mam pomys³!- klasnê³a w d³onie Magda- Zróbmy tu disco! W koñcu dzi¶ macie ¶wiêto, s±siedzi chyba wam wybacz±. A je¶li tej na dole nie ma…
-Marek w³±cz jak±¶ muzê.- przychyli³ siê do pomys³u Magdy Darek, a Weronika widz±c, ¿e jej m±¿ waha siê, wsta³a i w³±czy³a p³ytê Alphaville „Forever young”.
-To lubiê.- stwierdzi³ wesolutki ju¿ Darek i poci±gn±³ Weronikê za rêkê. Nim siê zorientowa³a znalaz³a siê w jego ramionach, ale w na tyle bezpiecznej odleg³o¶ci, ¿eby obserwuj±cy ich Magda i Marek nie poczuli siê zazdro¶ni. Weronika na pocz±tku nie mia³a ochoty tañczyæ, ale przyjemna twarz Darka, który u¶miecha³ siê do niej z sympati±, spowodowa³a, ¿e siê rozlu¼ni³a i podda³a b³ogiej muzyce. Od jej partnera czuæ by³o alkohol wymieszany z delikatn± nut± wody po goleniu.
-Nie przejmuj siê.- szepn±³ jej do ucha i energicznie i niespodziewanie okrêci³ j± wokó³ siebie. Weronice nagle zrobi³o siê bardzo przykro, ¿e Marek nie jest w³a¶nie taki jak jego kolega. Czasami brakowa³o jej cierpliwo¶ci do mê¿a, a wtedy czu³a siê taka samotna. Ten zwi±zek by³ jej ca³ym ¶wiatem, ale niekiedy ten ¶wiat to by³a pustynia bez najmniejszych oznak ¿ycia, wype³niona jedynie suchym, bladym piaskiem. Darek przyci±gn±³ j± do siebie po kolejnym piruecie.
-Maleñka, wyluzuj. Marek to strasznie uparta bestia. Robi ci na z³o¶æ, bo wie, ¿e ciê to wkurza, ¿e po¶wiêci³ dzi¶ ca³y dzieñ jakiej¶ panience.
-Nie pocieszaj mnie Darku.- z rezygnacj± w g³osie odpowiedzia³a Weronika.
-Nie pocieszam ciê, po prostu znam tego ³otra d³u¿ej ni¿ ty.
-Pewnie. I jeszcze mi powiesz, ¿e zawsze jest taki skory do pomagania ludziom.
-Powiem inaczej: czy ta ca³a s±siadka jest ³adna?- spyta³ g³êboko patrz±c jej w oczy. Weronika chwilê zastanowi³a siê próbuj±c przywo³aæ twarz kelnerki.
-Tak.- w koñcu odpowiedzia³a.
-A czy ty ufasz Markowi?
-A powinnam?- odpar³a pytaniem na pytanie.
-Ja na przyk³ad nie ufam nawet samemu sobie.- powiedzia³ Darek i poda³ jej d³oñ Markowi, który sta³ niedaleko nich i pali³ papierosa. Kiedy znalaz³a siê w ramionach mê¿a zaraz zrobi³o jej siê b³ogo i zupe³nie minê³a jej z³o¶æ. Marek przytuli³ j± do siebie i wtuli³ twarz w jej ciemne w³osy. Magda skoñczy³a je¶æ sa³atkê z tuñczykiem i widz±c, ¿e odzyska³a mê¿a wsta³a z miejsca.
-Teraz ja pana proszê do tañca.- oznajmi³a i objê³a Darka. Zaczêli subtelnie pl±saæ obok nich. Darek za plecami Weroniki i Magdy dawa³ jakie¶ znaki Markowi. Ten rozk³ada³ rêce nie wiedz±c, co przyjaciel próbuje mu powiedzieæ. W koñcu Darek popuka³ siê w czo³o i da³ sobie spokój z przekazaniem czegokolwiek Markowi po przez jêzyk migowy. Marek te¿ pukn±³ siê w czo³o i przesta³ zwracaæ na niego uwagê. ¯ona spojrza³a na niego zmêczonym wzrokiem i u¶miechnê³a siê.
-Kocham ciê.- powiedzia³a i poca³owa³a go w policzek.
-I po co ci by³y te fochy?- spyta³.
-Nic mi nie wyja¶ni³e¶, tylko pobieg³e¶ ratowaæ tê dziewuchê.- odpar³a z wyrzutem.
-A co tu wyja¶niaæ? Dziewczyna na³yka³a siê jakich¶ tabletek i tyle. Majewska narobi³a niepotrzebnej paniki.- Marek wzruszy³ szerokimi ramionami.
-Sk±d wiesz jak ta kelnerka ma na imiê?- zapyta³a dok³adnie mu siê przygl±daj±c.
-Znowu zaczynasz?- pokrêci³ nerwowo g³ow± Marek.
-Nie, po prostu, je¶li mi powiesz to bêdê mniej niespokojna.
-A o co jeste¶ niby taka niespokojna?
-Bo mam bardzo poci±gaj±cego mê¿a i bojê siê, ¿eby nikt mi go nie odbi³.- figlarnie powiedzia³a Weronika. Marek na te s³owa u¶miechn±³ siê z zak³opotaniem, co rzadko mu siê zdarza³o. Spojrza³ w jej szare oczy i przez chwilê nic nie mówi³. Weronika zaniepokoi³a siê t± reakcj± mê¿a, ale to wra¿enie szybko minê³o. Zgani³a siê w my¶lach za g³upie podejrzenia i opar³a g³owê o g³owê mê¿czyzny, gdy¿ byli równi wzrostem.
-Mo¿e w³±czcie co¶ weselszego! Rany, zaraz usnê!- krzyknê³a jej do ucha Magda, która by³a ju¿ lekko wstawiona.
-Ja to zrobiê.- zatrzyma³ Darek ruchem rêki Weronikê, która ju¿ wyrywa³a siê z objêæ mê¿a, aby spe³niæ ¿yczenie go¶cia. Przykucn±³ przy sprzêcie graj±cym i w³±czy³ jakie¶ ostre techno. Madzia unios³a obie d³onie do góry i zakrêci³a niezdarnie biodrami próbuj±c na¶ladowaæ najnowsze trendy jakie panowa³y w tañcu w¶ród m³odzie¿y. Darek usiad³ przy ³awie i nala³ alkohol do pustych kieliszków. Da³ przy tym porozumiewawczy znak do Marka, który w³a¶nie wsta³ z kucek i zamierza³ do³±czyæ do stoj±cej w rogu pokoju ¿ony.
-No, bo szk³o siê grzeje. Weroniczko!- zaprosi³ i j± do wypicia Darek.
-Dziêkujê, ale nie skorzystam.- odmówi³a po raz kolejny.
-Nie gniewasz siê ju¿ chyba na szanownego ma³¿onka?- spyta³ rozradowany Darek sadzaj±c j± obok siebie. Magda tymczasem sama tañczy³a na ¶rodku pokoju.
-Nie.- krótka odpowied¼ Weroniki spowodowa³a, ¿e mê¿czy¼ni spojrzeli po sobie znacz±co.
-Czy, aby mo¿e jest tego jaki¶ konkretny powód kotku? Nie, ¿ebym by³ ciekawy…-spyta³ Darek. Marek zacz±³ siê uwa¿nie przygl±daæ ¿onie czekaj±c na to, co powie.
-Tak. To w³a¶nie jest mój prezent dla ciebie kochanie na nasz± trzeci± rocznice.- Weronika zwróci³a siê bezpo¶rednio do mê¿a ignoruj±c tym samym Darka.- Jestem w pi±ty tygodniu ci±¿y.
Marek s³ysz±c to zach³ysn±³ siê sokiem jab³kowym, którym w³a¶nie przepija³ wypity wcze¶niej alkohol, a Darek roze¶mia³ siê na g³os pokazuj±c rz±d bia³ych zêbów.
-No to mamy kolejny powód do ¶wiêtowania!- krzykn±³ Darek do Magdy.
-Jaki? Jaki? Ja te¿ chcê wiedzieæ!- Magda usiad³a przy ucztuj±cych i nala³a sobie piwo do du¿ej szklanki.
-Nasza Weroniczka jest w ci±¿y.- oznajmi³ jej Darek. Marek nadal milcza³ wpatruj±c siê w poblad³± nieco ¿onê. Albo by³ bardzo zaskoczony, albo wiadomo¶æ ta nie ucieszy³a go.





















źródło:

http://www.portalliteracki.pl

Oceń informacje:

Aktualna ocena::

3

Wyślij odnośnik znajomym::

Tags:

By³ Weronika Marek Jego ¿ona Mê¿czyzna ¶cianie- Dzisiaj ¿adne Ale Nigdy Weronika ¿yczeñ Marek Nie Jego Weronika Przekrêci³ ¿e Weronika ¿e Nagle Szybko Sz³a By³a Mimo, ¿e Sz³a Rêce Niespodziewanie ¿e Przymknê³a Przejmuj±cy Znalaz³a Ca³y ¶ciska Morze Niewidzialna Jej Obca Kamienie Weroniki D³oñ, ¶ciska³a Bezskutecznie. Kamienny ¿e Morze Gdy Weronika ¶ciany ¶ci¶le Próbowa³a ¶ciany Rêka Unios³a Szum Morze Weronika ¶wieciæ. Ch³odne, Nadal Weroniki Nie Kamienie, Tar³y Nagle Dziewczyna ¿e Przera¿ona Nie ¶cianki Brakowa³o Weronika Miejsce Szybko Kamienny By³a „Nie ¿e „No Jest Ale Marek. Weronika Czy ³askawie ¶niadanie />- Ju¿ ³ó¿ka. />- My¶lê.- />Weronika Ca³y ¶nie, /> /> />* />Ma³¿eñstwo Marka Weroniki Mieszkali K., Oby Polsce Marek Weronika- Urzêdzie Miasta K., Czy Je¶li Weronika. Jedyne, Urzêdników, „m³odych”, Kto¶ ¿e Kto¶ Ma³o Byli Nikt Ale Weronika. Czêsto Niestety ¿onglerkê ¿e Marek Jego Warszawie K.. Pewnie Marek Darek, Sam Darek CB¦ Komendzie Wojewódzkiej K.. Markiem Pochodzili Los ¿ycia, ¿e Marek Stanowisko, Posiada³ ¶wietnie Nie Latami Weronika M±¿ ¿e Jedyne, Marek Nie Lubi³ ¿e Przy Weronika Potrafi³ Wtedy Weronika Jako ¿ona Weronika Marka, ¿e Ka¿dy Weroniki Praca Dopiero Marek ¿eby ¶witem Ich Weronika, W¶ród „pierwsze Marek. Zakup Weronika Czêsto ¿ona. Lubi³, ¶mia³e ¿e Weronika ¶wietn± ³adnie. Sam Marek Lubi³ Mia³ Jego ¿yciu, Marek Weronice Chocia¿by Majewska Zawsze Markiem Weronika Zawsze Mia³a Ponadto Majewska „dachowca”, Marek Pod ósemk± ¿e Zawsze Marka Mo¿na, ¶mia³o ¿e Marek Gajewski Osiedlu Wrzosowy Stok Weronika W³a¶nie ¶lubu Majewska Otworzy³a Weronika Natychmiast ¦ciszy³a />-Panie Mareczku />-Ale, Bo¿eno, Marek, />-Dobrze, ¿e By³am />-To, Marek. />-No, />-Nie Bo¿eno.- Marek. />-Widzi Mareczku Czujê, ¿e Majewska />-Czemu Agnieszce?- Weronika Marek />-Mo¿e Mruczu¶ Tam Mareczku />-Na Majewsk± Marek. />-Ale />-Mo¿e –No Bo¿eno, ¿e />-Wiedzia³am, ¿e Pan Majewska />-Wychodzê!!- Marek Weronika „Ta Majewska Chcia³a Ju¿ ¶lubu. ¶wiecach Oczywi¶cie (Marek „Tylko, Trochê Marek Trudno Weronika ¿e Kupi ³udzi³a ¿e Trochê ¿yczenia Marek „Nikt Weronika Marek Niepodwa¿alnym ¿e ¿yciem ¿e Marka. Wiêkszo¶æ ¿e Marek ¿e Oni Weronika Mia³a ¿ycie, ¶mierci Weronika Marek. />-Dlaczego Tyle ¿eby¶ />-Zapomnia³am…- />-Lepiej Wyra¼nie Twarz />-Czy Marek?- Mê¿czyzna />-Muszê />-Ale My¶la³am, ¿e />-Pobêdziemy Daj />-Dzi¶ ¶lubu.- Weronika, ³zy. />-Cholera, Kochanie Weronika ³apczywie />-Przyniesiesz ¿±dane />-Nie ³azienki, Weronice By³o Nie ¿e Marek Tymczasem ³azienki Davidowa, />-Czemu Muszê Agnieszk±, />-Nie />-Zanim ¿yciu?- />-Zale¿y, />-Przestañ, Czasami Nie ¿e />-Mo¿e ³ez. />-Mia³em />-Dzi¶ Darek Magd±, />I Minê³a Wsta³a Markiem W³a¶nie Otworzy³a ¿e ¿e Ale Majewska. />-Marka Weronika Znowu Dziewczyna Majewska ¿e />-Ja />-A Weronika ¶rodka. />-Pan Mareczek />-Mo¿e Weronika Majewska ³apczywie Widaæ ¿e />-Proszê Majewska ¿e />-Mo¿e Weronika. />-Nie, />-S³ucham, Weronika />-W ¿e />Weronika ¿e ¿e />-Tak?- Majewsk±, />-Dobrze, ¿e Mareczkiem Proszê ¿e />-A Weronika. />-Bo Mruczu¶ />-Pani Majewska..- Weronika ¿e />-Ale ¿adnego Mnie ¿e ¶ciga Weronikê />-Mafia??- Majewskiej ¶miechu. />-W³a¶nie ¿e />-No, />-A />-Jaki Weronika. />-Ten, Ale Mareczek Powiedzia³, ¿e ¿eby M±dry „Bo, />-A Agnieszkê?- Weronika, ¿e />-Nie, Majewska- Odk±d Raz ¶mietniku ¿e Mruczu¶ ¿e ¿e Wtedy ¿e Wie ¿yjê />-Tak Weronika ¿al Majewskiej. />-Ale Przy Weroniki />-Niech />Majewska Weronice /> /> /> />* * />W ¶wiat³o, ¶wieczek, Tak Ale Darek Magd±, Darek Mia³ Jak Zawsze Razem Markiem Darek Marek Niestety Darek Darek Magda ¿on± Natura Byli Miêli ¯anetê, Dziewczyna Pasj± Polski ¶wiata. Gajewskimi ³±czy³a Marka Darkiem. Byli Wa¿ne ¿e ¶wietnie Gdyby Gajewskich Darek Czêsto Czasami Weronika ³azienki ¿e Darek Rabki ¿e Marek Darkowi Podobnie Gajewskich- Darkowi Skoda Felicja, Weronika ¿e Markiem Niekiedy Marek Darkowi, ¿e Audi, Gajewskiego. Relacje Inaczej Magd± Weronik±. Kobiety Ich Czasami Miêdzy ¿adna Weronika ¿e Magda Ich Zajêli Mimo Weronika Darkiem, Przy Marku Darku Dzisiaj Podczas, Darek Magd± ¶miej±c Falami Dunaju, Marek Weronika Do¶æ, ¿e ¶wiêto. Mimo, Weronika By³ Kiedy Darek Magd± Nieco Marek ³azienkê, />-Mo¿e Darek. Marek Weronika Darka ³awie. />-Zachowujecie Nie Marku?- Darek />-Ale Marek />-To Darek />-Z Marek ³awy Szybko ¿onê- D³ugo />-Daj Marek. Napijmy Darek />-Jak Agnieszka?- Weronika, Darka />-Dobrze.- Marek. />-Co Agnieszka?- Magda. />-Nasza Dzi¶ Weronika. />- Tru³a Pewnie Magda. />-Nie ¿e Marek />-Interesuj±cych Magda. />-Ona Weronika. />-I Marek ¿onê. />-To Weronika. />-Przestañ Marek. />Zapad³a Darek: />-Kochani, />-¦wietny Magda. />-Jako¶ Marek. />-A Weronika. />-Mo¿ecie Marek ¿onê />-Przestañ, ¿e Darek. />-Mam Magda- Zróbmy ¶wiêto, />-Marek Magdy Darek, Weronika ¿e Alphaville „Forever />-To Darek Weronikê Nim ¿eby Magda Marek Weronika Darka, ¿e />-Nie Weronice ¿e Marek Czasami Ten ¶wiatem, ¶wiat ¿ycia, Darek />-Maleñka, Marek Robi ¿e ¿e />-Nie Darku.- Weronika. />-Nie ³otra />-Pewnie. ¿e />-Powiem ³adna?- Weronika />-Tak.- />-A Markowi? />-A />-Ja Darek Markowi, Kiedy Marek Magda ¿e />-Teraz Darka. Zaczêli Darek Weroniki Magdy Markowi. Ten Darek Markowi Marek ¯ona />-Kocham />-I />-Nic />-A Dziewczyna Majewska Marek />-Sk±d />-Znowu Marek. />-Nie, />-A />-Bo ¿eby Weronika. Marek Spojrza³ Weronika Zgani³a />-Mo¿e Rany, Magda, />-Ja Darek Weronikê, ¿yczenie Przykucn±³ Madzia Darek ³awie Da³ Marka, ¿ony. />-No, Weroniczko!- Darek. />-Dziêkujê, />-Nie Darek Magda ¶rodku />-Nie.- Weroniki ¿e />-Czy, Nie, ¿ebym Darek. Marek ¿onie />-Tak. Weronika Darka.- Jestem />Marek Darek />-No ¶wiêtowania!- Darek Magdy. />-Jaki? Jaki? Magda />-Nasza Weroniczka Darek. Marek ¿onê. Albo /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> /> />

Komentarze::


Dodaj komentarz

Twój podpis:
Twój komentarz
adres WWW:
Aby dodać komentarz należy wypełnić pola komentarz i podpis.
Twój komentarz zostanie wyemitowany po zatwierdzeniu jego treści przez moderatora.


Powiązane wiadomosci